31.05.2015

Rozdział 1

Przed przeczytaniem tego rozdziału proszę przeczytać ,,O blogu'' to dla mnie bardzo ważne. Dziękuję :)

                                                      *Oczami Agaty*

Gdy się budzę jest jeszcze strasznie ciemno, a w moich uszach cicho leci muzyka, więc wyjmuję słuchawki z uszu i zaczynam szukać telefonu, którego po kilku sekundach znajduję zaplątanego w mojej, miękkiej pościeli. Wyłączam muzykę i sprawdzam, która godzina. Jest 04.03 nad ranem.
Znowu obudziłam się tak wcześnie, ostatnio mam jakieś problemy ze snem, co jest spowodowane pewnie tym, że denerwuję się wyjazdem do Anglii.
Nie mogę w to uwierzyć, że już po jutrze stąd wyjeżdżam, jeszcze to do mnie nie do końca dotarło. Tam będę miała zupełnie inne życie, wszystko się zmieni, będę tam częściowo samodzielna, przynajmniej mam taką nadzieję.
Wyjazd jest po jutrze, a ja się jeszcze nie spakowałam, ani nie poszłam na zakupy, które mam plan zrobić przed wyjazdem, lecz nie wiem czy to wypali.
Zostały mi jeszcze tylko dwa dni i tyle rzeczy do zrobienia, kupienia i załatwienia, że głowa mała. Dzisiaj pójdę na te głupie zakupy, na które nie mam całkowicie ochoty, a jutro się spakuję. Sądzę, że tak będzie chyba najlepiej.
Problem w tym, że totalnie nic mi się nie chcę, najchętniej przez te dwa dni leżałabym w łóżku i słuchałabym muzyki. Ale niestety nie mogę. Szkoda, naprawdę wielka szkoda.
Kładę głowę z powrotem na poduszkę i przez kilka minut leżę i staram się ogarnąć umysł, który chyba zaczyna dostawać jakiegoś przeciążenia, przez myślenie o tylu rzeczach naraz.
Postanawiam, że czas się ubrać, więc wstaję z łóżka i podchodzę do mojej szafki z ubraniami, po czym wyjmuję z niej białą podkoszulkę, niebieską bluzę i czarne getry, a następnie ubieram wszystko na siebie. Przeczesuje jeszcze włosy szczotką i idę do łazienki.
Kiedy kończę załatwiać swoje potrzeby, udaję się do kuchni. Podchodzę do suszarki i wyjmuję z niej szklankę, następnie nalewam do niej wody i upijam łyk przezroczystego napoju. Sięgam po moją tabletkę, wsadzam ją sobie do buzi i popijam wodą. Niestety muszę je łykać codziennie jak tylko się obudzę, nienawidzę ich.
Postanawiam, że pójdę zobaczyć co leci w telewizji, nie mam na razie nic do roboty, więc mogę odprężyć się oglądając jakiś słaby serial, czy film.
Wchodzę do salonu i siadam na kanapie, następnie owijam się niebieskim kocem, leżącym obok mnie na kanapie. Biorę pilot do ręki i włączam telewizor.
Lecą jakieś, nudne wiadomości wiec zaczynam przełączać kanały. W końcu natrafiam na jakiś film, który zapowiada się bardzo ciekawie.

                                                                    ***

Podczas oglądania filmu, zerkam na zegarek i jest prawie 6.00, niedługo powinna wstać moja mama, żeby zrobić śniadanie.
Niestety film okazał się totalnym dnem, które chyba nie miało zamiaru się skończyć, więc wyłączam telewizor, nie chcąc dłużej na niego patrzeć.
Około minuty później , słyszę powolne, spokojne kroki. Od razu wiem że to moja mama. Oglądam się za siebie i widzę kobietę w szlafroku, z rozczochranymi włosami.
- Cześć mamo - uśmiecham się w jej stronę.
- O Boże!- krzyczy - Ale mnie wystraszyłaś.
- Przepraszam. - śmieję się.
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Obudziłam się wcześniej, i nie mogłam zasnąć.
- To już, któryś dzień z rzędu kiedy budzisz się tak wcześnie. Potem jesteś zmęczona w dzień. - mówi trochę zmartwionym tonem.
- Mamo nie martw się. To pewnie przez wyprowadzkę Anglii.
- Ty tylko o tej Anglii. - mówi podirytowana.
- Oj mamo. Nie złość się dobrze wiesz, że to już postanowione.
- Tak wiem o tym. - odpowiada trochę smutnym tonem, i idzie do kuchni.
Przykro mi, że jest smutna z powodu mojego wyjazdu, ale niestety już nie ma odwrotu. Nie chcę z tego rezygnować.
Idę za nią do kuchni, moja rodzicielka stoi przed blatem i robi śniadanie.
- Pomóc ci? - pytam.
- Tak. Posmaruj chleb dżemem.
Wyciągam dżem truskawkowy z lodówki, biorę kromkę chleba do ręki i zaczynam smarować jej powierzchnie czerwoną mazią.
- Jesteś pewna, że chcesz wyjechać?
- Tak. Jestem tego pewna.
Biorę następną kromkę do ręki i również ją smaruję.
- Wiesz jaki widzę jeden plus z tego twojego wyjazdu? - pyta.
- Nie.
-To, że wreszcie znajdziesz tam sobie kogoś...
- Skąd ta pewność, że kogoś sobie znajdę? - przerywam jej, bo doskonale wiem, że chodzi jej o to, że znajdę sobie tam chłopaka.
Ostatnio zaczęła marudzić, że mam dwadzieścia lat i jeszcze żadnego związku na koncie. Poczułam się wtedy zażenowana.
- Bo jak nie tu, to tam. - odpowiada.
- A skąd wiesz, że nie mam chłopaka?
- Proszę cię. - mówi i kładzie szynkę na kromkę chleba, którą potem odkłada na talerzu. - Wiedziałabym o takiej rzeczy chociażby po twoim zachowaniu. - bierze następną kromkę i smaruje masłem.
- I tak nikt mnie nie zechcę? - pytam.
- Nie gadaj głupot. - odpowiada trochę rozzłoszczona.
- Spójrz tylko na mnie. - wskazuję rękami na swoje ubrania. Mama spogląda na mnie i się uśmiecha.
- Patrzę. - zmierza mnie wzrokiem.
- No i co widzisz?
- Moją piękną, dorosłą córkę, która chodzi w za dużych ubraniach. - z powrotem zabiera się za robienie kanapek.
- Mamo. Dla rodziców ich dzieci są zawsze najlepsze i najładniejsze. - biorę następną kromkę chleba i smaruję.
- I co z tego? Jesteś naprawdę piękną dziewczyną. I może ty tego nie wiesz ale ja wiem, że tam naprawdę spotkasz osobę, która cię pokocha, taką jaka jesteś. - uśmiecha się pokazując swoje zęby. - Instynkt matki.- dodaje.
- Oj mamo. - kręcę głową i uśmiecham się do niej. - Jesteś niemożliwa. - podchodzę do niej i przytulam ją mocno. - Kocham cię. - mówię i całuję ją w policzek.
- Ja ciebie też kochanie. - odpowiada i odwzajemnia uścisk. - Dobrze. Teraz daj mi skończyć śniadanie, bo zaraz wszyscy wstaną.
Odrywamy się z uścisku, i wracamy do robienia śniadania.
- Chcesz teraz coś zjeść? - pyta.
- Nie dziękuję. - nie mam ochoty na razie nic jeść.
Kiedy kończę robić kanapki, postanawiam, że pójdę do swojego pokoju, więc wychodzę z kuchni i kieruję się do swojej ,,samotni".
Gdy jestem w pokoju, kładę się na łóżko i biorę telefon z szafki. Wkładam słuchawki do uszu i włączam wolną muzykę. Spokojna melodia przepływa przez mój umysł, co sprawia, że zamykam oczy i zaczynam nucić piosenkę.
Kocham muzykę, kocham ten trans, w który wpadam kiedy słucham muzyki, to jest coś niesamowitego. Mogłabym tak leżeć na tym łóżku całymi dniami i słuchać ulubionych utworów. Ale to nie możliwe, niestety.
Postanawiam, że coś narysuję. Z słuchawkami w uszach i telefonem w ręku podchodzę do biurka, sięgam po kartkę, ołówek i gumkę i biorę się za myślenie nad tym co mogę narysować. Rozglądam się po całym pokoju, w poszukiwaniu pomysłu na rysunek, niestety nie widzę nic na tyle interesującego co mogłabym narysować. Nagle do mojej głowy uderzają słowa piosenki, której właśnie słucham: ,,Nikt nie jest tym, na kogo wygląda''. To daje mi inspirację na rysunek.
Siadam przy biurku, biorę ołówek do ręki, i zabieram się za rysowanie obrazu w mojej głowie, mam nadzieję, że wyjdzie mi to chociaż trochę podobne do tego co właśnie sobie wyobraziłam.

                                                                    ***

Po około dwóch godzinach rysunek jest skończony. Jestem z siebie dumna wygląda on jeszcze lepiej niż wyglądał w mojej wyobraźni.
Na kartce widnieje chłopak, połowa jego sylwetki, jest spowita w mroku, a druga połowa jest narysowana normalnie na białej kartce. Ubrany jest w rurki, glany, czarną koszulkę i ma czarną czapkę na głowie. Na jego rękach widnieje mnóstwo tatuaży. Po ciemnej stronie, chłopak trzyma rękę w kieszeni, a po jasnej druga ręka jest na jego czole, ogólnie to chłopak wygląda jakby szedł. Mroczna strona twarzy chłopaka, wygląda jakby była zła. Za to po jasnej stronie chłopak wygląda jakby płakał, przez światło, które pada na właśnie tą jasną stronę, widać łzę spływającą po jego policzku.
Może ten obrazek nie miał by sensu, dla niektórych ludzi, ale do mnie on przemawia w jakiś sposób. Wiem, że pewnie większości ludzi, moje dzieło nie przypadłoby do gustu.
Zaczyna mi burczeć w brzuchu, więc stwierdzam, że pora coś zjeść. Wyłączam muzykę, wyciągam słuchawki, następnie idę do kuchni.
Postanawiam zrobić sobie sałatkę owocową. Sięgam z miski banana, jabłko, pomarańczę i gruszkę, z lodówki biorę jeszcze jogurt naturalny i sięgam po miskę z szafki, następnie biorę się za robienie sałatki.
Gdy kończę robić moje dzieło kulinarne, siadam przy stole i zaczynam jeść. Sałatka mi bardzo smakuje.
Spoglądam na zegarek jest już 13.45. Nie wiem co mi zajęło tyle czasu rysowanie, czy leżenie na łóżku i rozmyślanie o głupotach, ale nie chcę nad tym dłużej rozmyślać, ponieważ to nie ma najmniejszego sensu.
Uświadamiam sobie, że tak przeważnie wygląda mój przeciętny dzień, od dwóch miesięcy, czyli od wtedy, kiedy wakacje się skończyły i nie chodzę do szkoły.
Wstaje wcześnie rano, oglądam filmy, czekam aż mama wstanie, dzieciaki idą do szkoły, a rodzice do pracy, idę do pokoju i słucham muzyki, czytam albo rysuję. To wszytko zrobiło się takie monotonne, każdy dzień tutaj wygląda praktycznie tak samo. Czasami tylko wychodzę gdzieś na miasto z moją przyjaciółką, albo ona mnie odwiedza, a ja ją.
Ta monotonność mnie przytłacza, dobija. Czasami czuję się jakbym, nie miała, życia, jakbym była uwięziona, w jakimś śnie, w którym każdy dzień wygląda tak samo.
Kiedy chodziłam do szkoły, to w sumie nie było lepiej, szkoła, powrót do domu, szkoła, dom, szkoła, dom i tak na okrągło.
Moje życie jest nudne, i nie mam bladego pojęcia jak to zmienić.
Kiedy wyjadę do Anglii, mam nadzieję, że to wszystko się zmieni, że moje życie będzie ciekawsze, poznam nowych ludzi, znajdę jakąś pracę. Ogólnie mam wiele planów co do mieszkania w Londynie, raczej na jego przedmieściach.
Na początku będę mieszkać u mojej cioci, która wyjechała do Anglii kilka lat temu, a potem wynajmę jakiś pokój z moją przyjaciółką Pauliną.
Cieszę się, że Paula jedzie ze mną. Przyjaciółkami jesteśmy jakieś trzy lata, traktujemy się jak siostry, i jesteśmy z sobą strasznie zżyte. Cieszę się, że mam takiego, kogoś jak ona.
Kiedy kończę jeść, myję miskę w zlewie, i idę do swojego pokoju. Postanawiam,że zadzwonię do Pauli, więc biorę telefon z szafki i wybieram numer mojej przyjaciółki, następnie przykładam telefon do ucha. Odbiera po drugim sygnale.
- Tak? - słyszę spokojny głos dziewczyny.
- No hej. Pomyślałam może, że mogłybyśmy dzisiaj pojechać na jakieś zakupy. - mówię niepewnie.
- Jasne! - mówi z wyraźnym entuzjazmem. -Ale ty nie znosisz zakupów. - stwierdza.
To prawda, nienawidzę zakupów, nie znoszę chodzić po sklepach, zwłaszcza po tych z ciuchami, chodzę tylko wtedy, kiedy muszę, a to jest wyjątkowa sytuacja.
- No wiem, ale muszę kupić jakieś nowe ubrania, a samej jakoś nie za bardzo chcę mi się iść. - tłumaczę jej
- Ok, to o której?
- Może o 14.15? Na przystanku?
- Ok to widzimy się niedługo. Pa.
- Pa. - rozłączam się i zaczynam się przygotowywać.
Postanawiam, że ubiorę moją jasno-szarą bluzę z Myszką Miki i kapturem, sięgającą mi za biodra, czarne rurki z dziurami na kolanach i maje, ulubione, czarne Convers'y.
Ubieram wszystko na siebie, a następnie podchodzę do lustra. Robię sobie kreski przy dolnej linii rzęs i naprawdę cienkie kreski przy górnej, rzęsy maluję moim, ulubionym tuszem, który strasznie je wydłuża. Włosy przeczesuję i zostawiam rozpuszczone. Biorę tylko pieniądze i telefon, które wkładam do tylnej kieszeni spodni, następnie idę powiedzieć babci, że wychodzę.
Kieruję się do jej pokoju. Otwieram drzwi i widzę moją babcię oglądającą telewizję.
- Ja idę się spotkać z Pauliną. Wrócę przed 20. - oznajmiam jej.
- Dobrze. - uśmiecham się do niej i wychodzę z pokoju.
Gdy wychodzę z domu zakładam słuchawki na uszy i puszczam muzykę.
Jest już 14.00 a ja dopiero co wyruszyłam, muszę się śpieszyć, Paula nie znosi, kiedy się spóźniam.

                                                                     ***

Całe szczęście jestem 5 minut przed czasem. Siadam na ławce i czekam na moją przyjaciółkę. Nie powinna się spóźnić, nigdy się jeszcze nie spóźniła na żadne z naszych spotkań.
Nie muszę czekać długo, bo widzę Paulę kierującą się w moją stronę.
Ubrała się świetnie, z resztą, jak zwykle. Ma na sobie białą, zwiewną spódniczkę, jasno różową koszulę wciągniętą w spódnicę, czarny pasek, czarną skórzaną kurtkę i Vans'y w kolorze koszuli. Lubie jej styl ubierania się, ale nie wyobrażam sobie siebie w takich rzeczach, to nie dla mnie. Ja wolę nosić bluzy i spodnie, w żadnym wypadku spódniczki czy sukienki.
- Hej. - dziewczyna uśmiecha się od ucha do ucha, po czym mnie przytula i całuje w policzek.
- Hej. - odwzajemniam uścisk.
- O, której mamy autobus? - wyciągam jedną słuchawkę z ucha, żeby lepiej ja słyszeć.
- Z tego co wiem to o 14.20. - patrzy na zegarek w komórce.
- A która godzina?
- 14.16
Trwamy chwilę rozmawiając, o sprawach związanych z wyjazdem do Anglii, oraz o różnych, innych rzeczach.
- Zobacz jedzie. - oznajmiam jej po czym autobus się zatrzymuje, a my wsiadamy, kupujemy bilety i zajmujemy miejsca na fotelach, które nie grzeszą wy godnością.
Po 5 minutach jazdy zauważam kątem oka, że jakiś koleś patrzy się na Paulinę.
Ma dziwny, zboczony wyraz twarzy, ubrany jest w luźne dżinsy i koszulę w kratę, można u niego zauważyć kilku dniowy zarost. Nie jest jakoś dobrze zbudowany, ale z pewnością mógłby nam coś zrobić.
Postanawiam nie mówić tego Pauli, że ten gościu ją obserwuje, ale wiem, że muszę mieć go na oku. Tak na wszelki wypadek.
Gdy wysiadamy z autobusu, sprawdzam czy nie idzie za nami ten facet, ale nie rzuca mi się on w oczy. Postanawiamy sobie kupić kawę, więc wchodzimy do kawiarni, następnie kupujemy kawę na wynos, i idziemy sobie pospacerować po mieście. Idziemy brukowanym, starym chodnikiem i rozmawiamy o pierdołach, kiedy Paulinie w pewnym momencie rozwiązuje się but, więc prosi mnie żebym potrzymała jej kawę. Zaczynam się rozglądać do o koła i widzę tego mężczyznę, który był w autobusie. Opiera się o ścianę i patrzy na moją przyjaciółkę. Panikuję i upuszczam oba kubki z kawą, przez co zwracam na siebie uwagę tego zboczeńca, a moja przyjaciółka spogląda się na mnie z wyraźnym zdziwieniem.
- Co ty robisz do cholery? - dziewczyna wstaje i spogląda na mnie nieco zdziwiona.
- Chodź szybko to ci powiem. - pociągam ją za sobą.
Odwracam się za siebie i widzę tego zboczeńca, chyba domyślił się, że wiem o tym, że on nas śledzi, bo uśmiecha się do mnie swoim, obrzydliwym uśmiechem. Na co rzucam w jego stronę środkowy palec. Z jego twarzy momentalnie znika uśmiech i przeobraża się w rozwścieczenie. Odwracam z powrotem głowę, nie chcąc na niego patrzeć.
- No to, co chciałaś mi powiedzieć? - pyta moja przyjaciółka.
- Słuchaj, dyskretnie spójrz za siebie. - rozkazuję jej, a ona wykonuje moje polecenie.
- Widzisz takiego kolesia w kraciastej koszuli i dżinsach? - kiwa głową.
- On był w autobusie i parzył się na ciebie, a teraz nas śledzi, wtedy, kiedy upuściłam kawę, zobaczyłam go. - spogląda na mnie przestraszona i zaczyna głośniej i szybciej oddychać.
- Nie bój się, mam plan. - uśmiecham się, ale przerażenie nadal nie znika z jej twarzy.
Gestem ręki pokazuję Paulinie, żeby poszła za mną. Skręcamy w jakiś ślepy zaułek i chowamy się za koszem na śmieci. Wyglądam zza wielkiego, metalowego kubła i widzę go, rozgląda się szukając nas. Kiedy powoli zaczyna się zbliżać w naszą stronę i jest odwrócony do nas tyłem, popycham go z całej siły, a on wpada na ścianę i następnie upada na ziemie.
Nie zwlekając, kopię go w krocze na co on zaczyna się zwijać z bólu. Mam zamiar uciekać ale facet łapie mnie za nogę i pociąga do siebie, przez co upadam na ziemie i uderzam się mocno w nogę. Łapię się za moje udo. Naprawdę mocno się uderzyłam.
Spoglądam na faceta, który powoli podchodzi do Pauli. Bez wahania rzucam mu się na plecy przez co upadamy na ziemię, a ja ponownie mocno uderzam się w to samo miejsce na udzie. Szybko podnoszę się na nogi, łapię Paulę a nadgarstek i zaczynamy uciekać. Gdy mamy pewność, że już na nie dogoni zatrzymujemy się obok jakiegoś parku.
- Aga, jak ty to zrobiłaś? - pyta moja, zdyszana i zszokowana przyjaciółka.
- Po prostu wpływ emocji. - mówię obojętnie.
- Wszystko z tobą ok? - zaczyna mię oglądać.
- Tak wszystko ok. - mówię. - To co idziemy na te zakupy? - kłamię i zmieniam temat.
Strasznie boli mnie noga od tego upadku, czuję, że będzie z tego niezła kontuzja. Zaczynam iść próbując ukryć, że ta czynność sprawia mi okropny ból, ale chyba mi to nie wychodzi.
- Aga ty kulejesz! Pokarz to! - krzyczy przerażona i zaczyna ściągać moje spodnie.
Rozglądam się do o koła upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu, na szczęście nie. Ściąga mi spodnie do kolan, a jej wzrok wędruje na moje udo, następnie na moją twarz, i potem znowu na moją nogę. Jedną ręką zakrywa sobie usta, a drugą delikatnie zaczyna dotykać bolące miejsce na mojej nodze, aż zaczynam syczeć z bólu.
Schylam się i widzę ciemnofioletowego, ogromnego siniaka na mojej skórze.
- To nic. - z powrotem zakładam spodnie, na darmo próbując nie dotknąć siniaka. To boli jak jasna cholera.
- Jak to nic? Zobacz co on ci zrobił. - wstaje nieco poddenerwowana.
- To ma pozostać tylko pomiędzy nami, zgoda? - zaczynam iść przed siebie trochę zdesperowana.
- Wiem o tym. - zaczyna iść za mną.
Wchodzimy do sklepu, a ja zaczynam szukać czegoś co wpadłoby mi w oko. Wybieram czarne i szare legginsy i dwie pary czarnych rurek. Z górnej garderoby wybieram czarno-szary sweter w paski za duży na mnie, trzy czarne koszulki także za luźne na mnie. Jedna jest z jakimś, białym napisem, druga z dużą, niebieską gwiazdką na środku, a trzecia to zwykła czarna koszulka. Kupiłam jeszcze kilka bluzek z długim rękawem, granatową, białą i szarą, na jednej jest napisane ,,It's my live'', na drugiej ,, It's my fu***ng world'', a na trzeciej ,,Music it's my soul''. Oczywiście wszystkie trzy są za luźne na mnie i opadają mi na ramię.
Lubię taki styl, napisy, cytaty, nadruki, bluzy, luźne rzeczy. Paula oczywiście nie cierpi mojego stylu, twierdzi, że to nie kobiece, o czym doskonale wiem. Ale w takich rzeczach czuję się najlepiej.
Paula namówiła mnie jeszcze na sukienkę, powiedziała, że jak będzie jakaś okazja, na którą trzeba będzie ubrać sukienkę, to nie będę miała żadnej. Zgodziłam się wiedząc, że ma rację.
Sukienka bardzo mi się podoba, jest zwykła, granatowa, bez ramiączek, z nie wielkim dekoltem i sięga mi do 3/4 ud. W talii jest przyczepione kilka warstw tiulu, co sprawia, że rozszerza się ku dołowi i jest nieco luźna oraz niewyrachowana.
Paulina kupiła sobie tyle ubrań i pierdołów, że sama nie mogła wszystkiego poradzić i musiałam jej w tym pomóc.
Wykończona wracam do domu, wkładam wszystkie ubrania, które dzisiaj kupiłam do szafy i idę się umyć.
Po kąpieli od razu wpadam do łóżka, wsadzam słuchawki do uszu, puszczam cicho melodię, po chwili zasypiam.
*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*
I oto pierwszy rozdział. :D

     Jeśli przeczytałeś/ łaś skomentuj to dla ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.