28.06.2015

Rozdział 4

                                                         *Oczami Agaty*

Budzę się, czując potworny ból w nodze. Ostrożnie wstaję z łóżka uważając na moje udo i idę po komórkę żeby zobaczyć, która godzina. 08.07.
Podchodzę do szafy i wyciągam z niej czarne rurki i, o wiele za dużą czarną, niezapinaną bluzę z białym napisem i białymi sznurkami. Włosy tylko wyczesuję i zostawiam rozpuszczone, oraz robię jeszcze cienkie, czarne kreski eyelinerem tuż przy górnej linii rzęs, maluję rzęsy i schodzę na dół.
Nienawidzę chodzić bez makijażu nawet w własnym domu, tak już mam od kiedy zaczęłam się malować. Czyli od wtedy kiedy, skończyłam 14 lat. Sama nie wiem dlaczego tak mam.
Podchodzę do kuchennego blatu, wyjmuję szklankę z szafki i nalewam trochę wody. Za jednym zamachem wypijam całą zawartość naczynia, następnie idę do salonu. Biorę koc z kanapy, szczelnie się nim otulam i wychodzę na zewnątrz. Na dworze jest zimno, dobrze, że mam na sobie ciepłe ubrania.
Tutaj jest naprawdę bardzo ładnie, są kamienne ścieżki i drewniane krzesła ze stołem oraz ławkami, poustawianymi wokół niego. Podchodzę do jednej z nich i siadam na drewnianych deskach, podkulając kolana do torsu i kładę na nich brodę.
Moimi myślami nadal pomiata ten chłopak, na którego wczoraj wpadłam. Ta jego tajemniczość, a jednocześnie brak emocji w oczach, jego mroczna, spowita w czarne ubrania sylwetka, silna, pewna siebie postura. Jeszcze nigdy nie spotkałam tak tajemniczej i intrygującej osoby. Zdziwił mnie także fakt, że nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy z jakiegoś niewyjaśnionego powodu. To była takie dziwna, a zarazem intrygująca sytuacja , chociaż nie chciałabym przeżywać tego jeszcze raz.
Syczę, kiedy czuję silne ukłucie na moim udzie. Ta cholerna noga boli mnie coraz bardziej, ale za żadne skarby nie pójdę z nią do lekarza. Od kiedy pamiętam nie lubiłam chodzić do lekarza i starałam się unikać wszelkich konsultacji. Chodziłam wtedy, kiedy koniecznie musiałam.
Ciekawe co Matt ma zamiar zrobić w związku z Paulą? Wiem, że jest dosyć zdeterminowany. Po części rozumiem go i jego postępowanie, bo też kiedyś miałam i po części mam dosyć niską samoocenę i też jestem dosyć nieśmiała. Szczerze mówiąc, współczuję mu, bo wiem co on przechodzi. Ale też trzymam za niego, z całej siły kciuki.
Pamiętam, że jak byłam młodsza, zawsze jak miałam doła, lub naszło mi na wytykanie moich kompleksów, podchodziłam do lustra i mówiłam sobie w myślach co mi się we mnie podoba albo co widzę patrząc na swoje odbicie. Zawsze mi to pomagało i stwierdziłam, że pomoże też sytuacji Matt'a. Bardzo się cieszę, że coś mu to dało.
Najbardziej zdziwiło mnie to, że na pierwszy, rzut oka, po Matt'cie w cale nie widać, że jest tak wrażliwy i, że bierze wszystko za bardzo do siebie. Po tym co mu powiedziałam przy lustrze, on się po prostu popłakał jak małe dziecko. Nie powiem, zszokowało mnie to nieco, ponieważ nigdy bym się nie spodziewała, że trafię na tak wrażliwego, dorosłego już chłopaka. A jednak. Mam taką nadzieję, że pomiędzy nim, a Paulą coś rozkwitnie, bo to naprawdę świetny chłopak jak dla mojej przyjaciółki. Paula często opowiadała mi jak uwielbia przystojnych wrażliwców, z ,,tym czymś''. Matt jeszcze bardziej przekonał mnie do siebie, kiedy pokazał, że zna Paulę tylko, niecałe dwa dni, to chce się do niej zbliżyć i w pewnym stopniu zależy mu na niej.
Zaczyna robić mi się strasznie zimno, więc wstaję z ławki i wchodzę prosto do domu, zamykając za sobą szklane drzwi. Odkładam koc z powrotem na kanapę, prędzej go składając i idę do kuchni. Robię sobie kawę i siadam przy blacie na białym taborecie. Po chwili słyszę jak ktoś wchodzi do kuchni.
- Hej - mówi Paula zaspanym głosem i się do mnie uśmiecha, a następnie wlewa sobie wody do szklanki, następnie rozchyla ramiona, żebym podeszła i się do niej przytuliła. Wywracam oczami, schodzę z taboretu i obejmuję jej plecy, lecz po chwili odrywamy się z uścisku, a dziewczyna lekko się do mnie uśmiecha
Paula rano jest nie do poznania, ma strasznie zaspane oczy, jest niepomalowana, a jej blond włosy są całe poplątane. Ale i tak to nadal moja, śliczna, najlepsza przyjaciółka.
- Dobrze ci się spało? - upija łyk wody, w tym samym czasie, kiedy wdrapuję się z powrotem na taboret.
- Nawet bardzo. - upijam łyk gorzkiej, gorącej kawy. - A tobie?
- Też dobrze spałam. - wzrusza ramionami. - Idziesz ze mną i Matt'em dzisiaj na imprezę? Podobno jest gdzieś niedaleko, Matt mi wczoraj powiedział, że tam są zawsze najlepsze imprezy i, że można się tam świetnie bawić. To chyba dom jakiegoś bractwa. - mówi z nadzieją w głosie. Dobrze wie, że nienawidzę imprez. Od kiedy pamiętam, zawsze kiedy szła na imprezę, za wszelką cenę, próbowała mnie też wyciągnąć, ale nigdy się nie zgodziłam. Po prostu miałam swoje powody.
Ostatni raz na imprezie byłam kilka lat temu. I to była moja pierwsza i ostatnia impreza na jaką kiedykolwiek poszłam. Na bal maturalnym nie poszłam, bo po pierwsze nie bawiła bym się tam dobrze, po drugie nikt mnie nie zaprosił, po trzecie nie moje klimaty i nienawidzę ich. Wolę zostać w domu i pooglądać jakieś filmy, albo coś narysować. Ogólnie, wolę robić cokolwiek, żeby tylko nie iść na imprezę
- Poszłabym ale nie mam się w co ubrać. Wiesz jak wygląda moja garderoba. Same swetry, bluzy i czarne rurki. - wymyślam słabą wymówkę.
- A co to za problem? Pójdziemy na jakieś zakupy najlepiej zaraz. - uśmiecha się pokazując szereg swoich, białych jak śnieg zębów.
- Paula. Byłyśmy na zakupach przed wyjazdem. Poza tym jest dopiero dziewiąta. - kolejna słaba wymówka.
- I co z tego? Na zakupy można iść zawsze. - dopija wodę do reszty. - Chodź na górę. - spycha mnie z taboretu i ciągnie mnie za nadgarstek wprost na górę. I mimo mojego marudzenia wpycha mnie do pokoju i zamyka drzwi. Chyba nie mam wyboru muszę iść na te, głupie zakupy. Podchodzę do szafy i zaczynam szukać czegoś, odpowiedniego. Wybieram zwykłą, czarną koszulkę, czarne rurki, czerwoną koszulę w kratę i moje ulubione, czarne Conversy. Szybko się ubieram, poprawiam rzęsy i wyczesuje moje falowane włosy. Następie wychodzę z pokoju i schodzę na dół. Pauli jeszcze nie ma, co mnie wcale nie dziwi, więc idę do kuchni i dopijam moją zimną już kawę. W sumie, nie przeszkadza mi to, ponieważ lubię równie zimną jak i ciepłą.
Gdy wychodzę z kuchni, Paula akurat schodzi po schodach. Jak zwykle wygląda perfekcyjnie. Ma na sobie jasno-niebieską koszulę wciągniętą w bordową spódniczkę sięgającą jej do połowy ud. Na nogach ma czarne rajstopy i czarne botki do kostki. Włosy ma rozpuszczone, a rzęsy lekko pomalowane.
- Zadzwonię po Matt'a. - wyciąga telefon z najgłębszych odmętów swojej, wielkiej, czarnej torebki, a następnie przykłada go do ucha. - Hej Matt. - mówi. - Masz czas? - blondyn coś odpowiada, ale nie jestem wstanie tego usłyszeć. - To świetnie! Przyjedziesz po nas? Chcemy iść z Agą na jakieś drobne zakupy. - mówi cała w skowronkach.
Taa ,,drobne''. Śmieję się w duchu
- Ok dziękuję, jesteś kochany. To do zobaczenia. - mówi i się rozłącza.
- Kiedy będzie? - opieram się plecami o ścianę.
- Mówił, że jest nie daleko. - szeroko się uśmiecha, sama do siebie.
- Podoba ci się co nie? - wycedzam po chwili. Wiem, że Matt też przypadł jej do gustu. Doskonale pamiętam jak nie mogła wydusić z siebie słowa, a już nie wspomnę o niemożności oderwania od niego wzroku.
- Co? - wydaje z siebie pisk, udając że nie rozumie o co mi chodzi.
- Oj, przestań. Wiem, że Matt ci się spodobał. - Paula się rumieni.
- Aż tak to widać? - kiwam głową, a dziewczyna rumieni się jeszcze bardziej. - Jest totalnie w moim typie Przystojny, nieśmiały. Uwielbiam takich chłopaków. - mówi i szeroko się uśmiecha, a ja odwzajemniam gest.
- Wiem o tym. - mówię. - Pasowalibyście do siebie. - dodaję po chwili.
- Też tak uważam. - odpowiada z entuzjazmem.
W korytarzu rozlega się dzwonek. Paula zrywa się z miejsca i podbiega do drzwi, a gdy zauważa zmieszanego blondyna z rękami w kieszeniach, rzuca mu się na szyję. Matt na samym początku jest w szoku gestem Pauli, ale po chwili wyciąga ręce z kieszeni i mocno przytula dziewczynę wtulając głowę w jej szyję. Widać, że na to czekał. Wyglądają razem uroczo. Paula jest taka drobna, sięga mu trochę za ramię, z resztą ja niewiele dalej, bo mam podobny wzrost do niej. Albo my jesteśmy takie niskie, albo to faceci tutaj są tacy wysocy.
Gdy odrywają się z uścisku, szeroko się do siebie uśmiechają, cali zarumienieni. Matt podchodzi do mnie i też lekko przytula, co mnie trochę dziwi, ale to bardzo miłe z jego strony. Podchodzę do wieszaka i ściągam z niego płaszcz, szalik i czapkę. Ubieram się szybko, następnie wychodzę na zewnątrz, a za mną podążają Paula i Matt. Wsiadamy do samochodu i zapinamy pasy, po chwili chłopak odpala silnik i zjeżdża z pojazdu.
- Na pewno masz czas? - Paula spogląda na Matta.
- Tak. Mam wolne i jutro też. - delikatnie uśmiecha się w stronę dziewczyny. - Szefem jest mój wujek. Wolne mogę sobie zrobić zawsze. - Paula kiwa głową na znak, że rozumie. - Więc idziecie na zakupy? - Matt spogląda na mnie w lusterku i lekko się uśmiecha, co odwzajemniam. - Mogę iść z wami? Wiecie, bo nie mam co rob...
- Jasne, że możesz. - przerywa mu Paula, posyłając w jego stronę zniewalający uśmiech.
- Ja też się zgadzam. - mówię i uśmiecham się w stronę Pauli, która posyła mi wdzięczne spojrzenie.
Chwile później jesteśmy na miejscu, jest to, to samo centrum handlowe, w którym byliśmy wczoraj, a jego rozmiary nadal naskakują mnie swoją potęgą. Wychodzimy z samochodu i idziemy w stronę ogromnego budynku. Matt, tak jak wczoraj, wyciąga swoje ramie w stronę Pauliny, żeby się go złapała. Dziewczyna szeroko się uśmiecha i lekko rumieni, lecz po chwili oplata swoją dłoń wokół jego, odzianego w kurtkę bicepsa, z czego Matt wydaje się być zadowolony.
To niesamowite, że Matt pała dzisiaj taką śmiałością i pewnością siebie. To zupełnie inny człowiek, od tego, poznanego na lotnisku taksówkarza. Muszę przyznać, to naprawdę słodkie i urocze z jego strony, że stara się powoli zbliżać do Pauliny. Widzę, że mu na tym zależy, i ciekawi mnie czy coś z tego wyjdzie. Jeśli nie to mogę mu trochę w tym pomóc.
Gdy jesteśmy w środku, od razu kierujemy się na ruchome schody, które prowadzą na górę do piętra z wieloma sklepami odzieżowymi. Przez chwilę zapomniałam dlaczego w ogóle tutaj przyszliśmy, ale olśniło mnie, że cel naszej podróży to niestety zakupy.
Staję na jednym z schodków, a za mną Paula z Matt'em. Odwracam głowę w ich stronę w celu spytania się gdzie najpierw idziemy, lecz moją uwagę przykuwa zakapturzona postać w czarnej, grubej bluzie, płaszczu i czarnych, dopasowanych rurkach, która właśnie wchodzi na ruchome schody tuż za nami. Lekko spanikowana spoglądam na moją przyjaciółkę, która właśnie pochłonięta jest rozmową z Matt'em, następnie odwracam głowę. Mam nadzieję, że to tylko zwykły koleś, który idzie kupić sobie nowe spodnie, a nie jakiś psychopata, który chce, nie daj Boże nam coś zrobić. Postaram się nie panikować i nie mówić im tego, nie chcę ich niepotrzebnie niepokoić.
Kiedy jesteśmy na górze, kierujemy się do jakiegoś sklepu, który jakieś dziesięć metrów od schodów. Oglądam się za siebie w poszukiwaniu tajemniczej postaci, lecz nigdzie jej nie zauważam. W tym momencie mój niepokój całkowicie znika. Czyli jednak ta, cała panika była wybrykiem mojej paranoi.
Wchodzimy do sklepu i zaczynam szukać czegoś co wpadnie mi w oko i jednocześnie nada się ewentualnie na imprezę, na którą nadal nie wierzę, że idę. Nie podoba mi się pomysł z tą domówkę, ale może nie będzie aż tak źle jak m się wydaje. Muszę wreszcie się przemóc i gdzieś wyjść, zaszaleć, w końcu po to tu przyjechałam, żeby zmienić coś w swoim życiu.
- Aga chodź tutaj! - krzyczy Paula z drugiego końca sklepu. Szybko idę w jej kierunku.
- Co? - podchodzę do mojej przyjaciółki.
- Zobacz. - pokazuje mi czarną, strasznie przejrzystą koszulę z rękawem do łokci, dwoma kieszeniami z przodu i kołnierzykiem.
- Oszalałaś?! Przecież wszystko będzie mi prześwitywać.
- Ubierzesz pod to jedną z swoich czarnych koszulek, na przykład taką jaką masz teraz na sobie. - podaje mi koszule. - Przymierz. - mówi i wskazuje na przymierzalnie.
Kierując się w jej stronę znowu zauważam tego faceta, którego widziałam na schodach. Siedzi przy jednym z stolików i patrzy przed siebie. W pewnym momencie spogląda na mnie i kiedy nasze spojrzenia się spotykają od razu go rozpoznaję. Jest to ten sam chłopak, którego spotkałam wczoraj w sklepie. Z wrażenia, bluzka wypada mi z ręki, a kiedy schylam się, żeby ją podnieść i spoglądam w miejsce, gdzie znajdował się chłopak, jego już tam nie ma. Przerażona powoli kieruję się do przymierzalni.
Co jeśli on mnie śledzi, i być może chce mi coś zrobić? Nie wiem co mam robić w takiej sytuacji,ale wiem, że powinnam trzymać się blisko Matt'a i Pauli w razie czego. Muszę mieć teraz oczy dookoła głowy i starać się nie panikować.
Wchodzę do małego pomieszczenia i zamykam drzwiczki. Rozbieram swoją kraciastą koszulę i odwieszam na wieszak. Dobrze, że dzisiaj ubrałam tą czarną koszulkę, bo nie muszę jej rozbierać. Nie cierpię rozbierać się w miejscach publicznych. Nakładam na siebie czarny, prześwitujący materiał i przeglądam się w lustrze, które znajduje się w przymierzalni. Wyglądam nawet nieźle, podoba mi się.
- Już? - słyszę głos mojej przyjaciółki dochodzący zza drzwi.
- Tak. - wychodzę z ciasnego pomieszczenia i staję przed moją przyjaciółką
- Wyglądasz świetnie! - piszczy Paula - Teraz szybko idź się przebrać, bo chcę kupić sobie jeszcze parę rzeczy. - mówi i pcha mnie z powrotem do przebieralni, gdzie szybko się przebieram i z niej wychodzę.
Kierując się do kasy rozglądam się za tajemniczym chłopakiem lecz całe szczęście nigdzie go nie zauważam, ale mój niepokój i tak nie znika.
Płacę za ubranie, które nie było wcale takie drogie, następnie wychodzę ze sklepu gdzie czeka na mnie moja przyjaciółka z Matt'em i dwoma torbami w ręku. Czy jej kiedykolwiek znudzi się kupowanie ubrań? Tak, też sądzę, że to nie możliwe.
Paula kieruje nas do jakiegoś sklepu z damską bielizną, wchodzimy do niego, a dziewczyna od razu podchodzi do wieszaków z majtkami i bierze trzy pary czarnych, koronkowych, seksownych fig. Matt próbuje ukryć rumieńce, które pojawiły się na jego policzkach, jest strasznie skrępowany. Ja widząc jego minę zaczynam się śmiać, a on posyła mi piorunujące spojrzenie, przez, które się opanowuje. Paula podchodzi do wieszaków z biustonoszami i wybiera czarny, koronkowy i bardzo seksowny stanik. Matt jeszcze bardziej się rumieni, a Paula nie jest ani trochę skrępowana, przynajmniej nie widać tego po niej, co mnie bardzo dziwi. Ja wstydziłabym się kupować seksowną bieliznę przy chłopaku, którego znam raptem trzy dni.
Kiedy Paula idzie zapłacić za rzeczy idę z Matt'em usiąść na jednej z ławek, które znajdują się tuż przed sklepem
- Dlaczego się tak skrępowałeś Matt? - pytam doskonale znając odpowiedź, ale chcę się z nim trochę podroczyć.
- Widziałaś co ona kupiła za bieliznę? - kiwam głową na znak, że widziałam - Właśnie dlatego. - mówi i głęboko wdycha powietrze, następnie głośno je wypuszcza.
- Nie podniecaj się tak. Jeszcze ktoś zauważy. - zaczynam się śmiać. Matt jest już tak czerwony, że mam wrażenie jakby oblał się czerwoną farbą.
- Odczep się. - chłopak wstaję z miejsca i idzie do Pauli, która właśnie stoi w kolejce przy kasie. Z szerokim uśmiechem na twarzy rozglądam się dookoła, i gdy zauważam tajemniczego chłopaka mój uśmiech momentalnie znika. Chłopak stoi podparty o ścianę jakieś piętnaście metrów ode mnie i wpatruje mi się w oczy, ma tak przenikające spojrzenie, że gdybym nie siedziała, ugięły by się pode mną kolana i upadłabym na ziemię.
Nieznajomy nie sprawia wrażenia jakby chciał mi coś zrobić, wygląda bardziej jakby był zaciekawiony moją osobą. Patrzymy tak na siebie dłuższą chwilę, kiedy naglę widzę czyjąś sylwetkę przed swoją twarzą, a dokładnie sylwetkę Pauli. Spoglądam w górę i widzę uśmiechniętą twarz mojej przyjaciółki.
- Idziemy na kawę i coś zjeść, idziesz z nami? - mówi i kieruje się do kawiarni, która jest nieopodal miejsca, w którym siedzę.
Gdy wstaję, spoglądam w miejsce gdzie stał chłopak, lecz już go tam nie ma, jeszcze przed chwilą tam stał. Jak on może tak znikać? To jest przerażające.
Lekko spanikowana idę za Paulą i Matt'em, siadamy do stolika, bierzemy Menu do rąk i zastanawiamy się na co mamy ochotę. Po dobrych pięciu minutach wybieram naleśniki z lodami, bitą śmietaną i czekoladą oraz średnią kawę z cynamonem. Chwile potem przychodzi kelnerka i składamy zamówienia, w sumie nie powinniśmy czekać za długo, bo nie ma tutaj tłoku. Podczas czekania na zamówienie rozglądam się w poszukiwaniu chłopaka, lecz nigdzie go nie ma. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
Kiedy jedzenie przychodzi, od razu biorę metalowy widelec i zatapiam go w jednym z naleśników, następnie odkrajam kawałek nożem i wkładam go do buzi. Uwielbiam naleśniki, kojarzą mi się z dzieciństwem, bo zawsze jak przyjeżdżałam do babci w weekend'y robiła mi naleśniki z dżemem truskawkowym, który sama robiła, posypką i bitą śmietaną. To były najlepsze naleśniki jakie w życiu jadłam. Te, które właśnie jem, nawet nie stoją obok tego smaku z przed kilkunastu lat. Chciałabym wrócić do tamtych czasów.
Kiedy kończymy jeść, wychodzimy z kawiarni i kierujemy się na ruchome schody. Zjeżdżamy na dół i idziemy do wyjścia.
Gdy jesteśmy przy samochodzie, Matt otwiera bagażnik gdzie wkładamy zakupy, następnie wsiadamy do pojazdu, Paula oczywiście z przodu. Po chwili ruszamy.
W trakcie powrotu do mieszkania, cały czas myślę o tym, nieznajomym chłopaku. Czego on ode mnie chciał? Dlaczego się tak na mnie patrzył? Dlaczego mnie śledził? Nie chodzi już o fakt, że koleś mnie przeraża, ale też dziwi mnie to jak cholera i kompletnie nie rozumiem jego postępowania. Jeśli następnym razem gdzieś go spotkam obserwującego mnie, po prostu spytam się o co mu chodzi, bo nie daje mi to spokoju.
- Agata! - słyszę głos Pauli. Spoglądam na nią i widzę jej nieco wkurzoną twarz.
- Tak?
- Pytałam się czy Matt może u nas przesiedzieć resztę dnia. On też jedzie na tą imprezę więc pojedziemy razem. - spoglądam na lusterko. Matt patrzy na mnie z nadzieją w oczach.
- Jasne, że może. - szeroko się do niej uśmiecham. - O której w ogóle ta impreza?
- Dziękuję. I idziemy tam na 18. - uśmiecha się i odwraca z powrotem przodem do szyby, następnie zaczyna rozmawiać z Matt'em.

                                                                ***

Pięć minut później jesteśmy pod naszym mieszkaniem i wychodzimy z samochodu, następnie wyjmujemy torby z bagażnika i idziemy do domu. W środku rozbieramy się i odwieszamy wszystko na wieszaki, następnie idę wraz z swoją, małą torebką na górę, a Matt i Paula do kuchni.
Gdy jestem u siebie w pokoju wyciągam koszulę w torby i odwieszam na wieszaku, następnie podchodzę do szafy z ubraniami i otwieram ją. Myślę, jakie spodnie mogę ubrać do takiej koszuli, przecież ja mam praktycznie same, czarne rurki,z wyjątkiem kilku par legginsów i getrów, które są oczywiście czarne. Zaczynam szperać w stosie czarnych spodni, kiedy nagle na samym spodzie zauważam moje ciemno-niebieskie jeans'y, które też są rurkami. Wyciągam je i zaczynam oglądać z wszystkich stron. Myślę, że będą w porządku. Dawno nie chodziłam w innych spodniach niż czarne, te jeans'y akurat kupiła mi moja siostra na gwiazdkę, ale jeszcze nigdy ich nie ubrałam. W szafie znajduję jeszcze czarną koszulkę taką jak mam teraz na sobie, następnie odwieszam je na krzesło. Cały czas nie wiem czy ta impreza to najlepszy pomysł. Raz byłam na jednej i skończyło się to wręcz... tragicznie. Ale może ta będzie w porządku, potańczę, wypiję drinka, może poznam kogoś. Muszę się w końcu przemóc. Poza tym nie chcę zawieść Pauli, przecież tak się cieszyła, że jadę. Chyba jednak lepiej będzie jeśli tam pójdę.
Postanawiam, że narysuję to co wczoraj miałam zamiar, czyli nieznajomego chłopaka, na którego wpadłam w sklepie, i który dzisiaj dziwnie mnie obserwował. Podchodzę do okna i biorę z parapetu kartki i ołówek, następnie siadam na łóżku z skrzyżowanymi nogami i zaczynam kreślić cienkie kreski na białej kartce.

                                                                 ***

Trzy godziny później rysunek jest skończony. Nie powiem, ale jestem z siebie naprawdę dumna, bo chłopak, którego narysowałam naprawdę jest bardzo podobny do nieznajomego. Narysowałam go od pasa w górę. Chłopak podpiera się ramieniem o ścianę z rękami w kieszeni i ma kaptur na głowie. Jest ubrany w to co miał dzisiaj na sobie, a w jego oczach brak emocji.
Schodzę z łóżka z rysunkiem w ręku, podchodzę do swojej szuflady i wyciągam z niej brązową, skórzaną teczkę. Otwieram ją i chowam rysunek do środka. Podchodzę do mojej szafki nocnej i biorę z niej mój telefon w celu sprawdzenia, która jest godzina. 16.48. Myślę, że powinnam się już zacząć przygotowywać.
Szybko idę do łazienki, gdzie biorę 10 minutowy prysznic, suszę włosy i starannie je wyczesuję, następnie idę do pokoju i ubieram na siebie koszulę, koszulkę, jeans'y i moje, kochane, czarne convers'y. Staję przed lustrem, mocno maluję sobie rzęsy, że są maksymalnie wydłużone i pogrubione, potem robię kredką do oczu, cienkie kreski pod oczami. Przeglądam się w lustrze i jestem bardzo zadowolona swoim odbiciem. Jeans'y idealnie przylegają do mojego ciała, nawet zbyt idealnie, ale to w końcu impreza. Schodzę na dół całkiem gotowa. Szczerze mówiąc, trochę się denerwuję tą imprezą. Co jeśli ta skończy się jeszcze gorzej niż tamta przed laty? Nie! Muszę odrzucić te myśli daleko w kąt. To nie może się tak skończyć kolejny raz, przynajmniej mam taką, ogromną nadzieję, że się tak nie skończy.
Chwilę później widzę Paulę i Matt'a schodzących razem ze schodów. Wyglądają razem cudownie, tak jakby byli parą już przez dłuższy czas. Paula ma na sobie czarne rajstopy, granatową, cekinową sukienkę bez ramiączek, sięgającą jej do połowy ud i naprawdę wysokie, czarne, zamszowe szpilki. Włosy ma wyprostowane i rozpuszczone, a na jej powiekach w samych kącikach oczu widać delikatnie brązowy cień. Wygląda bardzo seksownie. Paula lubi ubierać się na takie okazje w wyzywające ubrania i wysokie szpilki. Matt za to ma na sobie czarne rurki, biały podkoszulek na krótki rękaw, przez, który delikatnie odznaczają się jego mięśnie. Na koszulkę założoną ma czarną, skórzaną kurtkę, w której muszę przyznać wygląda naprawdę super. Na nogach ma białe trampki. Chyba przywiózł te ubrania ze sobą, bo na zakupach ubrany był zupełnie inaczej.
- Jak wyglądam? - Paula staję przed schodami i przybiera pozę jakby pozowała do jakiegoś zdjęcia.
- Świet...
- Perfekcyjnie. - przerywa mi Matt. Paula spogląda na niego wyraźnie zdziwiona jego słowami, ale po chwili szeroko się do niego uśmiecha.
- Dziękuję. - mówi, następnie łapie go za rękę i ciągnie w stronę korytarza, a ja podążam za nimi, kręcąc głową, uśmiechając się sama do siebie.
Gdy jesteśmy w korytarzu moi przyjaciele ubierają kurtki, a ja płaszcz i wychodzimy z domu. Wsiadamy do samochodu już któryś raz tego dnia i ruszamy.

                                                               ***

Pięć minut później jesteśmy na miejscu. Już z auta słychać dudnienie muzyki i śmiechy ludzi. Wychodzimy z samochodu i kierujemy się do domu, w którym właśnie odbywa się impreza.
Gdy stoimy pod ciemnymi drzwiami Paula łapie za klamkę i otwiera drzwi następnie wchodzimy do środka.*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
W następnym będzie się działo. :))))

22.06.2015

Rozdział 3

                                                      *Oczami Agaty*

Gdy wchodzę do mieszkania, jestem w szoku tak jak i Paula. Mieszkanie jest po prostu cudowne, wnętrze robi o wiele większe wrażenie niż zewnętrzna część domu. Muszę przyznać, że nasi ojcowie się postarali, muszę zadzwonić do mojego i jeszcze raz mu za to bardzo, bardzo podziękować.
Idziemy z Pauliną na górę, zaglądam do każdego pomieszczenia po kolei w poszukiwaniu swojego pokoju.
- Aaaaaa! Jest mój pokój! - krzyczy Paula ze szczęścia, z drugiego końca korytarza i wbiega do pomieszczenia. - Chodź tutaj! - drze się moja przyjaciółka.
- Najpierw znajdę swój, a potem przyjdę do ciebie. - odkrzykuje i idę szukać dalej.
W końcu znajduję swój pokój, poznaję to, bo ściany są szare, a to jeden z moich ulubionych kolorów.
Pokój jest cudowny, na samym jego środku, przy ścianie znajduje się czarne łóżko, z ciemno-niebieską pościelą. Na łóżku są dwie duże białe poduszki, i cztery małe, dwie czarne i dwie granatowe. Obok łóżka znajduje się mała, czarna szafka nocna z białą lampką. W lewym rogu znajduje się rozsuwana, czarno-biała szafa, po prawej stronie szafy znajduje się czarno-biała komoda z pięcioma białymi szufladami. Na ścianie, tuż nad komodą powieszony jest duży telewizor plazmowy, z niewielką białą półką powieszoną po jego prawej stronie. Po lewej stronie pokoju znajduje się sporych wielkości lustro, a obok niego czarna kanapa z granatowymi i białymi poduszkami. Na podłodze położony jest puchaty ciemno-niebieski dywan, po którym wiem, że będę uwielbiała chodzić. Po prawej stronie pomieszczenia jest dosyć spore okno z szerokim parapetem i ciemno-niebieskimi zasłonami. Ogólnie całość robi naprawdę ogromne wrażenie.
Nie wiem jak podziękuję za to, wszystko mojemu tacie i tacie Pauliny, po prostu nie wiem.
Postanawiam, że pójdę zobaczyć co robi Paulina, więc kieruję się do wyjścia z mojego, cudownego, nowego pokoju.
Gdy już jestem przy drzwiach, do ,,królestwa'' mojej przyjaciółki, lekko w nie pukam i wchodzę do pokoju. Pomieszczenie jest jasno-różowe z białymi meblami, białym łóżkiem i z różową pościelą. Odkąd pamiętam jej ulubiony kolor to różowy i do teraz się to nie zmieniło.
- I jak ci się podoba? - pytam, kiedy Paula właśnie układa swoje rzeczy na półkach. Obawiam się, że wypakowanie zajmie jej naprawdę sporo czasu.
- Jest przepiękny! Normalnie kocham naszych ojców! W ogóle ten dom jest cudowny, nie wiem skąd oni mieli pieniądze na to wszystko! Normalnie nie wiem jak ja im za to podziękuję! - podbiega do mnie i mocno się do mnie przytula, ale zaraz potem się odsuwa i wraca do układania rzeczy na półkach.
- Ja też nie wiem, zaraz zadzwonię do taty.
- Ja też zadzwonię jak skończę się rozpakowywać. - mówi zawieszając śliczną, zieloną sukienkę w szafie. - A ty się nie rozpakowujesz? - odwraca się do mnie i patrzy z zdziwioną miną.
- Wiesz, ja mam 30 razy mniej rzeczy od ciebie. - wskazuję na ogromne walizki, a następnie siadam na łóżko. Jest tak miękkie, że mój, cały tyłek zapada się w materac. Ciekawe czy moje też takie jest?
- A, no tak. - śmieje się i wkłada niebieską bluzkę na półkę.
- Różowo tu. - mówię i rozglądam się po pokoju.
- To źle? Mnie się podoba, to mój ulubiony kolor.
- Wiem Paula. - wywracam oczami. Spoglądam na jej wielkie szafy i ogromną ilość ubrań rozwalonych po pokoju. - Naprawdę myślisz, że te, wszystkie ubrania zmieszczą ci się do tych mebli? - pytam.
W sumie Paula ma dwie duże, białe szafy i jedną białą komodę, ale i tak mam wątpliwości, co do zmieszczenia się wszystkich jej ubrań do nich. Jednak tata Pauliny pomyślał o dodatkowym miejscu na rzeczy swojej córki, bardzo mnie to cieszy, bo gdyby nie jego, mądra głowa, na pewno musiałabym oddać jej jedną z moich szaf.
- Jasne, że tak. Jestem mistrzem w mieszczeniu rzeczy w szafach. - szeroko się uśmiecha.
- Ale jak będę musiała tutaj tachać moją szafę...
- Nie martw się, nie będziesz musiała nic tutaj tachać. - przerywa mi.
- No ja myślę. - uśmiecham się do niej i wstaję z łóżka.
Wychodzę z pokoju mojej przyjaciółki i udaję się do swojej, nowej samotni.
Kładę się na łóżko, jest miększe niż myślałam i bardzo ładnie pachnie. Włączam telefon i sprawdzam, która godzina. Jest 15.03.
Postanawiam, że zadzwonię do taty. Wybieram jego numer i naciskam zieloną słuchawkę, odbiera za pierwszym sygnałem.
- Hej tato. - mówię
- Hej! - po usłyszeniu jego głosu uśmiecham się, sama do siebie.
- Tato, nie wiem jak mam ci dziękować. Po prostu dom jest cudowny, okolica jest cudowna, wszystko jest cudowne! - za jednym wdechem mówię te dwa zdania. Tak bardzo chcę mu za to podziękować.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Pamiętaj, że ja tylko dopłaciłem się do tego domu. A poza tym naprawdę nie był, aż taki drogi. - jego głos jest taki spokojny.
- Ale i tak nie wiem jak ci dziękować. - odpowiadam.
- Słuchaj ja muszę już kończyć, bo jestem właśnie w pracy. - mówi trochę rozczarowany.
- Pozdrów wszystkich. Kocham cię.
- Ja ciebie też bardzo kocham. Pa. - kiedy się rozłącza, odkładam telefon na szafkę obok mojego łóżka.
Postanawiam, że wnikliwiej rozejrzę się po reszcie mieszkania, więc kieruję się do pomieszczenia na przeciwko mojego pokoju, do którego nie zaglądałam wcześniej. Otwieram drzwi i moim oczom ukazuje się najładniejsza łazienka jaką kiedy kol wiek widziałam. Na ścianach położone są białe kafelki, a na podłodze czarne. W lewym rogu jest duży, szklany prysznic, z ciemnymi szybami, tuż po jej, lewej stronie jest metalowy wieszak na ręczniki, a po prawej umywalka. Nad nią lustro i czarna półka. W łazience znajduje się także pralka, duża, dosyć głęboka wanna i żółty dywan. Jednym słowem mówiąc łazienka jest po prostu cudowna. Wiem dzisiaj już to słowo użyłam z piętnaście razy, ale tylko tak mogę opisać jaki ten dom jest nieziemski.
Następne pomieszczenie, które mam zamiar obejrzeć to salon, więc kieruję się schodami na dół prosto do pomieszczenia. Pierwsze co widzę to czarna kanapa, z niebieskimi poduszkami i dwa czarne fotele ustawione tuż przed kanapą. Na ścianie znajdują się dwa niewielkie okna i drzwi na taras, oraz powieszony na ścianie telewizor plazmowy, o wiele większy niż mam w pokoju, a pod nim czarna półka z dekoderem i miejscem na płyty. W lewym rogu pomieszczenia jest czarny, ładnie zdobiony kominek, przed nim na podłodze jest duży, niebieski dywan, a na suficie lampa. Po prawej stronie salonu znajduje się czarny blat kuchenny, a przy nim dosyć wysokie, białe taborety, wszystkie meble w kuchni są czarne oprócz zwisających z sufitu lamp, które są żółte. Kieruję wzrok w stronę wyjścia, które znajdują się po mojej, prawej stronie, w głębi korytarza. Ogólnie to korytarz, kuchnia i salon mają białe ściany, a podłoga jest jasno brązowa. Całość też robi ogromne wrażenie, lubię taki prosty, minimalistyczny wystrój z małą ilością kolorów.
Zaczyna mi się robić ciepło, więc ściągam kurtkę, szalik i czapkę, kieruję się w stronę korytarza żeby odwiesić rzeczy na wieszak.
Stwierdzam, że najwyższa pora, żeby się wypakować. Chciałabym się dzisiaj szybciej położyć, ponieważ jestem zmęczona całym, tym dosyć chaotycznym dniem.
Idę z powrotem na górę do swojego pokoju, podchodzę do moich walizek i zaczynam układać swoje ubrania na półkach i rozwieszać na wieszakach.

                                                                   ***

Rozpakowywanie zajmuje mi dobre 5 godzin. Nie sądziłam, że to tak długo mi zajmie i, że będę aż tak tym wykończona i jednocześnie znudzona. Ale przynajmniej mam już wszystko poukładane, i wszystko jest na swoich miejscach.
Kładę się na łóżko i zamykam oczy, chcę po prostu chwilkę poleżeć i odpocząć po kilku godzinnym wysiłku. Nie mija 5 minut, a zaczynam się robić strasznie senna i moje powieki odmawiają mi posłuszeństwa. Podchodzę do szafy i wyciągam jakąś bluzkę, spodenki i bieliznę, a następnie idę wziąć gorący prysznic.
Ciepła woda rozluźnia wszystkie, moje, napięte mięśnie, i relaksuje całe, moje, zmęczone ciało.
Kocham brać takie prysznice, to mnie odpręża, i czasami, przy okazji mogę przemyśleć parę spraw. Mam wtedy wrażenie, że wszystkie, moje smutki i troski znikają wraz z wodą w odpływie.
Zakręcam wodę, otwieram kabinę i wychodzę spod prysznica na zimne kafelki. W łazience unosi się para wodna, która zrobiła się pod wpływem gorącej wody. Podchodzę do lustra i przecieram je ręką ponieważ jest całe zaparowane. Przeglądam się swojemu odbiciu, a następnie szeroko uśmiecham się, sama do siebie.
Gdy wychodzę z łazienki od razu kieruję się do swojego pokoju, wchodzę pod miękką, pachnącą pościel, następnie zapalam lampkę nocną i kładę głowę na poduszkę, po chwili zasypiam

                                                                  ***

Budzą mnie promienie słoneczne, przebijające się przez okno. Wieczorem zapomniałam zasłonić zasłony, czego właśnie teraz zaczynam żałować.
Otwieram moje, piekące od niedoboru snu oczy, siadam na łóżku i zgaszam lampkę nocną. Próbuję wstać, lecz nie pozwala mi na to straszny ból w nodze. Pochylam się i spoglądam na bolące miejsce, w którym widzę tego samego, ogromnego, fioletowego siniaka, który zdaje się, że wygląda jeszcze gorzej, niż wczoraj.
Powoli wstaję i kieruję się do łazienki. Na moje nieszczęście Paulina właśnie wychodzi z swojego pokoju i idzie w moją stronę, jej oczy wędrują od razu na moje udo
- O mój boże! To ten siniak! Wygląda jeszcze gorzej niż wtedy! - Paula jest wystraszona i spanikowana.
- Nic mi nie jest. - mówię, a dziewczyna podchodzi, kuca przy mojej nodze i się jej przygląda. - Co ty robisz mogę wiedzieć? - pytam, chcąc odsunąć się od niej, ale łapie swoją ręką za moją łydkę.
Dlaczego akurat teraz musiałam na nią trafić?
- Nie, okłamiesz mnie, wiem, że cie boli, to wygląda okropnie. - mówi i mi się przygląda.
- To nic. Naprawdę. - dziewczyna wydaje się być nieco wkurzona.
- Taa. Jasne. Mało przekonywujące.
- Nic mi nie będzie, spokojnie!- zapewniam ją - A teraz przepraszam ale muszę iść do toalety. - sięgam po klamkę, naciskam na nią, następnie wchodzę do środka.
Gdy załatwiam swoje potrzeby, wychodzę z łaizenki i idę do kuchni, gdzie siedzi już moja przyjaciółka.
- Musimy się dzisiaj wybrać na jakieś zakupy. Nie mamy nic do jedzenia. - mówię i opieram się łokciami o blat.
- Wiem, ale najpierw musimy się przebrać. - mówi dziewczyna i idzie na górę, a ja zaraz za nią.
Gdy wchodzę do pokoju, kieruję się od razu do szafy i wyciągam parę czarnych rurek, granatowy za duży sweter i białą podkoszulkę. Ubieram się i idę od razu do pokoju mojej przyjaciółki. Paulina jest już gotowa. Ma na sobie czarne rajstopy czarne botki na obcasie, czarną spódniczkę do połowy ud i granatową bluzkę z rękawem trzy-czwarte wciągniętą w spódniczkę, a blond włosy ma rozpuszczone tak jak ja. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie.
Idziemy do korytarza ubrać się w kurtki i wychodzimy na dwór. Paula dzwoni po taksówkę.
- Mam nadzieję, że przyjedzie Matt. - uśmiecha się, chowając telefon do kieszeni.
- Paula, nie ma żadnego prawdopodobieństwa, że akurat Matt tutaj przyjedzie. - mówię to, co mam na myśli.
Odwraca się do mnie i patrzy na mnie z wyrzutem.
- A może nie, może jest wolny i właśnie tu jedzie. - mówi chyba nie do końca pewna tego co mówi.
- Paula dobrze wie...- przerywa mi klakson samochodu.
Odwracamy się w stronę, z której dochodzi dźwięk i widzimy Matt'a siedzącego za kierownicą taksówki. Nie wierzę, to naprawdę on, odwracam głowę w stronę mojej przyjaciółki, a ona uśmiecha się do mnie triumfalnie.
- A nie mówiłam. - mówi i kieruję się w stronę samochodu, a ja zaraz za nią.
Paulina siada z przodu, a ja z tyłu.
- Hej Matt.- mówię
- Hej Aga. - odpowiada i uśmiecha się promiennie. Widzę, że Matt jest dzisiaj w dobrym humorze.
- Długo minie zanim dojedziemy do jakiegoś supermarketu? I czy dużo to będzie kosztować? - pytam się, a on tylko kręci głową i się uśmiecha.
- Wy macie podwózki za darmo, i powinno to zająć jakieś pięć, góra dziesięć minut. - mówi patrząc się w lusterko na mnie, a potem spogląda na drogę.
- To miłe. - mówię i się uśmiecham. Matt to naprawdę bardzo miły chłopak, polubiłam go, mimo, że znam go nawet nie całą godzinę.
- A nie będziesz miał kłopotów? - Paulina przygląda się Matt'owi wyraźnie zdziwiona.
- Jasne, że nie. - mówi i odwraca głowę w stronę Pauliny, a potem w stronę drogi. Dzisiaj widzę znaczną poprawę w jego zachowaniu, wczoraj jeszcze bał się nawet odezwać, a dzisiaj swobodnie z nami rozmawia i nawet się śmieje i żartuje. Bardzo mnie to cieszy.
- Oh, to... dobrze. - Paula wyraźnie się rumieni.
Jak oni się sobie podobają, może coś z tego wyjdzie. Przynajmniej mam taką, małą nadzieję. Chciałabym, żeby Paula była szczęśliwa.
Ja jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nawet nie całowałam się z chłopakiem. Czasem mi przez to wstyd, że jestem tak mało doświadczona w stosunkach międzyludzkich.
- Paula? - przerywa moje myślenie Matt.
- Tak Matt?
- Czy mógłbym iść z wami gdziekolwiek idziecie? Do reszty dnia mam wolne i nie mam żadnych planów. - spoglądam na Paulinę, a ona na mnie. Kiwam głową na znak, że się zgadzam.
- Jasne, że możesz. - Paula szeroko się do niego uśmiecha.
- To świetnie! Znaczy... bardzo się cieszę. - jest nieco speszony. - Patrzcie już jesteśmy. - mówi po kilku chwilach.
Zgasza silnik i wysiada z samochodu, a my robimy to samo.
Podnoszę wzrok i moim oczom ukazuje się ogromne centrum handlowe.
Ciekawe czy mają tu w ogóle jakiś sklep spożywczy?
Odwracam głowę w stronę Pauliny, która rozmawia właśnie z Matt'em.
- Idziemy, czy nie? - pytam zirytowana, na co oni na mnie spoglądają i kiwają głowami. Matt odwraca się bokiem do Pauli i wystawia ramię, żeby się go złapała. Dziewczyna spogląda na chłopaka i szeroko się uśmiecha, po czym łapie go za rękę i idą w stronę budynku. Myślę, że Paula docenua miły gest chłopaka, i że zrobił na niej wrażenie.
Idę na szarym końcu i przyglądam się pochłoniętej w rozmowie parze, która idzie centralnie przede mną. Muszę przyznać, że jak patrzy się na nich od tyłu, to wyglądają jak dwoje, zakochanych w sobie ludzi. Cholernie pasują do siebie.
Nie wiem czemu, ale nie jestem przekonana czy znajdzie się ktoś dla mnie. W końcu kto pokochałby mnie taką jaka jestem? Kto by pokusił się na zakompleksioną dziewczynę, która próbuje ukryć swoje ciało pod wielkimi ubraniami. Właśnie, raczej nikt.
- Matt jest tu jakiś sklep spożywczy? - pytam, chcąc wyrwać się z tych, dołujących zamyśleń. Chłopak zatrzymuje się i się odwraca wraz z Paulą.
- Tak, jest tam. - moja głowa podąża w stronę gdzie wskazuje chłopak.
- Idziecie? Sama sobie nie poradzę. - mówię i idę w stronę sklepu, a po chwili dołączają do mnie ''zakochańcy''.
Gdy wchodzimy do sklepu, biorę koszyk i kieruję się w stronę regałów z jedzeniem. Idę pomiędzy regałami, nie patrząc gdzie zmierzam i nagle wpadam na coś, a raczej na kogoś. Upadam tyłkiem na podłogę, a ten ktoś stoi i ilustruje mnie wzrokiem. Czy on w ogóle drgnął jak na siebie wpadliśmy?
Chłopak jest wysoki i ma strasznie kręcone, bardzo długie włosy. Wstaję, podnoszę koszyk i patrze się w podłogę.
- Przepraszam to moja wina. - przygryzam wargę i spoglądam w górę prosto na twarz chłopaka.
Dopiero teraz zauważam, że ma on piękne, zielone oczy. Lecz nie pokoi mnie fakt, że nie wyrażają one żadnych emocji, tylko przyglądają mi się uważnie, ilustrując moją twarz.
- Tak twoja. - mówi zimnym, ochrypłym głosem, mija mnie i odchodzi. Po chwili osłupienia, postanawiam w końcu się ruszyć i włożyć cokolwiek do koszyka, bo na chwilę obecną jest on pusty.
Zaczynam kierować się w stronę regałów z żywnością.
Oprócz tego, że chłopak był bardzo przystojny, to też świetnie ubrany. Miał czarne rurki z dziurami na kolanach, czarną bluzkę i na niej czarny płaszcz. Jedną rękę miał i kieszeni, a drugą trzymał koszyk, ale nie zwróciłam szczególnej uwagi co w nim dokładnie było. Był też strasznie wysoki, jak stałam obok niego to sięgałam mu trochę za ramię.
Zaintrygował mnie, szczerze mówiąc.
- Co wzięłaś? - z myśli wyrywa mnie Paula, która zagląda do pustego koszyka. - Dziewczyno co ty cały czas robiłaś? - podchodzi do koszy z warzywami, bierze parę pomidorów, ogórków i sałatę, które wrzuca do koszyka. Potem znika za regałem, a potem znowu przychodzi z trzema paczkami płatków zbożowych i też wrzuca je do koszyka.
- Matt proszę, możesz pójść po jakiś chleb? - pyta Paulina, a Matt kiwa głową i znika za regałami, po chwili wraca z dwoma bochenkami w rękach i wsadza do koszyka.
- Idę jeszcze czegoś poszukać. - podaję Pauli koszyk i idę poszukać może jakiś jogurtów. Po drodze wezmę jeszcze jakieś owoce.
Gdy kieruję się do chłodziarek, po między regałami zauważam nieznajomego chłopaka, na którego wpadłam, dosłownie dwie minuty temu. Stoi przy regale z napojami gazowanymi, bierze dwie butelki Pepsi i wkłada kolejno do koszyka, następnie idzie w moja stronę, z głową w dół, ale gdy zauważa, że mu się przyglądam, spogląda na mnie spod czarnych rzęs. Nasze spojrzenia na chwilę się spotykają, lecz ja jak najszybciej odwracam wzrok, nie chcąc żebyśmy się na siebie patrzyli w taki, krępujący i osłupiający sposób.
Gdy docieram do chłodziarek, biorę jogurty, oraz jajka i odwracam się chcąc iść przed siebie, lecz znowu na kogoś wpadam. Prawie upadam na ziemie, lecz nieznajomy chwyta mnie za rękę i przyciąga do siebie. Moje ręce lądują na jego, twardej klatce piersiowej, żeby utrzymać równowagę. Jedna z jego rąk ściska rękaw od mojego płaszcza, który jest bardzo podobny do jego, tylko, że dużo mniejszy, a druga nadal spoczywa na uchwycie koszyka.
Spoglądam w górę i widzę parę znajomych, zielonych oczu ilustrujących moją zdezorientowaną i wystraszoną twarz. Przez dłuższą chwilę, patrzymy sobie w swoje tęczówki, lecz ja, orietujac się w jakiej sytuacji i pozycji się znajdujemy, odwracam wzrok w podłogę, czując jak moje policzki zaczynają mnie intensywnie piec.
- Przepraszam, nie chciałam. - biorę ręce z jego torsu wyrywam rękaw z jego ręki i omijam go, zbierając jogurty i jajga, którym całe szczęście nic się nie stało.
Kątem oka zerkam czy chłopak nadal tam stoi, lecz już go nie ma, rozglądam się do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam. To nieco przerażające. Nie wiedziałam, że można zniknąć w tak szybkim czasie
Po tej, całej, dziwnej i niepokojącej sytuacji wracam do Pauliny i Matt'a, wkładam wszystko do koszyka, następnie idziemy do kasy.
Gdy stoimy w kolejce, znowu widzę nieznajomego chłopaka. Ale tym razem, z jakiegoś nie wyjaśnionego powodu to on mi się przygląda. Na chwilę nasze spojrzenia się spotykają ale odwracam wzrok, ponieważ muszę zapłacić za zakupy, z resztą nie chcę na niego dłużej patrzeć
Kiedy wychodzimy ze sklepu, czuję palący wzrok chłopaka na swoich plecach, lecz już się nie odwracam, nie zamierzam znowu patrzeć w jego, zielone, pełne tajemnicy oczy.
Gdy jesteśmy przy samochodzie, wkładamy zakupy do bagażnika i wsiadamy z powrotem do taksówki. W trakcie kiedy Matt i Paulina rozmawiają, ja bezcelowo opieram się czołem o szybę, patrząc na budynki i drzewa, które mijamy.
Ten chłopak był naprawdę dziwny, mroczny, tajemniczy i cholernie interesujący. Jeszcze te jego oczy.
- Aga ! - słyszę głos mojej przyjaciółki - Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytanie? - pyta trochę zaskoczona Paula.
Co mam jej niby powiedzieć, że cały czas myślę o ''chłopaku ze sklepu''?
- Zamyśliłam się. A o co pytałaś?
- Czy Matt może wpaść do nas na śniadanie? - jest zirytowana.
- Jasne, że może. - uśmiecham się do chłopaka, na co on odpowiada tym samym.
Gdy dojeżdżamy na miejsce, wypakowujemy zakupy i kierujemy się do naszego, wspaniałego, mieszkania
Kiedy otwieram drzwi od razu idziemy do kuchni, i bierzemy się za robienie śniadania. Jest już 14.07 ale stwierdzamy, że można to uznać za śniadanie.
Postanawiamy, że zrobimy zwykłe kanapki z serem i szynką. Matt oczywiście też pomaga i cały czas nie odrywa wzroku od Pauli. A ona chyba tego nie zauważa, bo nie widzę tego po niej żeby się domyślała nawet trochę, że podoba się Matt'owi. Ja nie zamierzam jej w tym pomagać, niech się sama domyśli, będzie miała większą satysfakcję.
Po zjedzonym śniadaniu, idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku ale po krótkiej chwili postanawiam jednak, że trochę porysuję.
Podchodzę do szuflady i wyciągam blok, gumkę i ołówki. Mam ochotę narysować tego, nieznajomego że sklepu. Był przystojny, intrygujący i myślę, że narysowane go, będzie bardzo ciekawym doświadczeniem.
Podchodzę do okna i siadam na szerokim parapecie. Kątem oka zerkam na widok za oknem i zauważam czarny samochód po drugiej stronie ulicy. Mimo niepokoju, jaki pojazd we mnie budzi, ignoruję go i zabieram się za rysowanie, lecz nie zdążam zrobić nawet jednej, porządnej kreski, a ktoś puka do drzwi, które po chwili się otwierają. Spoglądam w ich stronę i widzę głowę Matta.
- Mogę? - pyta się niepewnie.
- Jasne wejdź. - odkładam kartkę i ołówek, następnie siadam na skraju łóżka i klepie miejsce obok siebie. - Usiądź. - mówię, na co Matt podchodzi i siada obok mnie. Zauważam, jest strasznie zestresowany, bawi się palcami u rąk, a jego oddech jest krótki i płytki.
- Po co przyszedłeś ?
- Porozmawiać. - nic nie mówię tylko czekam, aż zacznie mówić. - Bo wiesz? Nie wiem czy zauważyłaś ale... strasznie podoba mi się Paula... nie mogę przestać o niej myśleć... wiem, wiem znam ją niecałe dwa dni ale.... no.... Jak tylko ją zobaczyłem ten pierwszy raz na tym lotnisku..... po prostu.... no nie wiem. Oszalałem. - spogląda się na mnie, na co ja się lekko uśmiechnęłam i kiwam głową żeby kontynuował, na co on niepewnie odwzajemnia uśmiech. - Normalnie jestem bardzo nieśmiały, do nikogo się nie odzywam, a tu nagle wczoraj spytałem się o jej numer. J...ja nie wiem, co we mnie wstąpiło, to ona na mnie tak działa. Przy niej czuję się pewniejszy. Ona mnie ośmiela. - w jego oczach zauważam łzy, więc przysuwam się do niego i kładę mu rękę na ramieniu-... dlatego proszę cię o pomoc..... co ona lubi? Czy jestem dla niej odpowiedni?. Ale bądź szczera, proszę. - teraz spogląda się na mnie błagalnym wzrokiem i wyczekuje na moją odpowiedź.
- Powiem tak, Paulina lubi chłopaków romantycznych, słodkich, miłych, kochanych, wrażliwych, przystojnych, ale też chciała by, żeby potrafił ją obronić w każdej sytuacji, chciała by mu zaufać i żeby on ufał jej. - odpowiadam. - Czyli chce takiego chłopaka, jak każda inna dziewczyna. - mówię i uśmiecham się do niego, ale on jest smutny. - Co jest? - pytam delikatnym głosem.
- Po co ja tutaj w ogóle przyszedłem? Przecież ja się wcale nie nadaję. Ona mnie nie zechce. Spójrz tylko na mnie, nie jestem ani przystojny, ani romantyczny. - spogląda na mnie, a ja wstaję, łapię go za nadgarstek i pociągam w stronę lustra. Staję za nim wychylając głowę zza jego ramienia.
- Spójrz w lustro. - rozkazuje. - Co widzisz? - spogląda na swoje odbicie.
- Widzę.... ciotę. - spuszcza głowę, ale ja łapię go za policzki i zmuszam, żeby spojrzał w lustro.
- A wiesz co ja widzę? Widzę przystojnego, wysportowanego i silnego mężczyznę. - mówię i patrze na niego w lustrze.
- Tak? To powiedz mi co we mnie takiego przystojnego. - patrzy na odbicie moich oczu w lustrze. Ma bardzo małe poczucie własnej wartości, tak samo jak ja kiedyś.
- Spójrz na swoją twarz, masz piękne, niebieskie oczy i pełne usta. Masz gęste blond włosy. Masz świetne duże mięśnie, więc na pewno jesteś silny. - wskazuję na poszczególne części jego ciała. - Ale nie chodzi mi tylko o siłę fizyczną, chodzi mi o siłę, którą masz w sobie. Przyszedłeś do mnie, prawie obcej ci osoby, specjalnie po to, żeby zwierzyć mi się i prosić o pomoc. Zobacz ile to o tobie świadczy. - w jego oczach pojawiają się łzy, a następnie zaczynają ściekać mu z policzków.
To idealny facet dla Pauliny, jestem tego pewna. Ona kocha takich wrażliwców.
- Dlaczego płaczesz? - odwracam go do siebie przodem i wycieram mu łzy.
- B...bo jeszcze nikt nigdy mi nie powiedział czegoś takiego. - szlocha - Przez to, że jestem taki nieśmiały, każdy zawsze się ze mnie śmiał, a ty mówisz mi takie, miłe rzeczy. - coraz bardziej szlocha. - Czy mogę się do ciebie przytulić?
- No chodź tu. - rozchylam ramiona, a on od razu wtula się we mnie.
To naprawdę silny facet. Teraz mówię pod względem fizycznym.
- Dziękuję. - szepcze i jeszcze mocniej się we mnie wtula.
- Nie ma za co Matt.
Gdy odrywamy się z uścisku, Matt wychodzi z mojego pokoju, machając do mnie ręką, co odwzajemniam.
Zerkam na zegarek jest już prawie 17 godzina. Zauważyłam, że czas tutaj strasznie szybko leci, czasem zbija mnie z tropu. Spoglądam na parapet, na którym leżą wszystkie moje przybory do rysowania, w sumie nie mam teraz ochoty i siły na rysowanie. Raczej wolałabym pooglądać jakiś film. Podchodzę do półki z moimi filmami i wybieram jakiś Horror. Wkładam płytę do DVD i włączam go. Wygodnie kładę się na łóżku i szczelnie owijam kołdrą.
Nie mam nic ciekawszego do roboty, więc przez następne dwa/trzy dni mam zamiar właśnie tak spędzać czas, muszę po prostu bardziej się tu zadomowić, przyzwyczaić do nowego miejsca zamieszkania, ochłonąć trochę.

                                                               ***

Kiedy film się kończy jest już 20.13. Biorę spodenki, koszulkę i czystą bieliznę, następnie idę do łazienki i biorę szybki prysznic.
Gdy z powrotem wracam do pokoju, zasłaniam zasłony, zapalam lampkę, gaszę światło i kładę się do łóżka. Podczas gdy próbuje zapaść w sen, patrze na lampkę nocną, która daje zbyt mocne światło. Muszę sobie kupić lampki na choinkę i powiesić na ścianie. Miałam tak w swoim pokoju w Polsce, ponieważ boję się ciemności, odkąd pamiętam mam taki lęk. Zawsze musiało palić się jakieś światło, chociażby najmniejsze.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
3 ROZDZIAŁ!!!!!

    Jeśli przeczytałeś/łaś proszę skomentuj, to dla ciebie chwila dla mnie motywacja do dalszej pracy. 
                                           

14.06.2015

Rozdział 2

                                                      *Oczami Agaty*

Budzę się czując straszny ból w nodze. Momentalnie siadam na łóżku i podciągam spodnie, żeby zobaczyć co z moją nogą. Wczoraj miałam strasznego siniaka na udzie po tym upadku i jestem ciekawa jak to teraz wygląda.
Schylam się i widzę, że uraz wygląda jeszcze gorzej niż pamiętam. Jest strasznie fioletowy, miejscami nawet czerwony i dużo większy, mniej więcej wielkości mojej dłoni. Pamiętając moje podobne urazy z czasów, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, pewnie będę go miała przez jakieś trzy tygodnie, może trochę więcej.
Postanawiam, że wstanę już z łóżka i pójdę się przebrać, w końcu mam dzisiaj do spakowania cały swój, dosyć spory dobytek. Siadam na materacu i stawiam nogi na podłodze. Zamykam oczy i powoli zaczynam wstawać, noga strasznie boli ale nie poddaje się.
Gdy udaje mi się stabilnie stać, powoli idę w stronę szafy po ubrania. Dzisiaj nie mam zamiaru nigdzie iść, więc wybieram moje dresy i podkoszulkę.
Ubranie spodni jest trudniejsze niż myślałam, bo cały czas dresy ocierają się o moje, bolące udo, ale jakoś daję sobie radę. Powoli kieruję się w stronę drzwi, mam nadzieje, że nikt nie zauważy, że mam coś z nogą, bo od razu zaczęliby panikować. Wychodzę i widzę moją siostrę na kanapie, ogląda telewizję.
Dzisiaj sobota więc nie poszła do szkoły.
- Hej. - uśmiecham się
- Hej! - odpowiada z entuzjazmem, a ja idę w stronę kuchni.
Gdy wchodzę do pomieszczenia widzę moją mamę i babcie, które piją kawę, i rozmawiają o czymś.
- Witam. - mówię i podchodzę do blatu, żeby nalać sobie wody do szklanki.
- Dzień dobry. - odpowiada moja mama, a babcia mi się przygląda.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz babciu? - upijam łyk wody.
- No bo jutro już wyjeżdżasz muszę się na ciebie napatrzeć. - wymusza uśmiech. Przykro mi z tego powodu, że wszyscy są smutni, że wyjeżdżam, ale ja już podjęłam decyzję, nie mogę zrezygnować z czegoś co planowałam od dosyć długiego czasu.
Podchodzę do stołu i siadam obok niej na krześle.
- Będę was odwiedzać i dzwonić. Wiem, że to nie będzie to samo, ale jakoś dacie rade beze mnie. Jest tu was aż sześciu. - mówię.
Kiedy dopijam wodę do końca i łykam tabletkę, idę do swojego pokoju się spakować. To będzie naprawdę ciężkie.

                                                              ***

Pakowanie zajmuje mi jakieś 3 godziny, jeszcze sobie na wszelki wypadek wszystko sprawdzam i chyba mam wszystko, o niczym nie zapomniałam. Nawet przygotowałam sobie w co się jutro ubiorę, co zdarza mi się naprawdę rzadko, ale rano nie będę miała na to czasu.
Wszystkie moje rzeczy zmieściły się w 3 walizkach i jednej niewielkiej torbie, z czego jestem zadowolona.
Ciekawe jak tam Paula, przecież ona ma 50 razy więcej ubrań i wszelkich pierdół ode mnie, zakładam, że teraz będzie siedziała do północy i pakowała swoje rzeczy, wybierając te ulubione i najlepszej jakości
Postanawiam, że zadzwonię do mojej, kochanej przyjaciółki.
Biorę telefon do ręki i wybieram jej numer. Odbiera za drugim sygnałem.
- Hej. Jesteś już spakowana? - pytam
- No pewnie! - odpowiada jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie
- O której jutro zamierzasz po mnie przyjechać? - Paula ma zabrać nas na lotnisko, bo ja niestety jeszcze nie mam samochodu, ale kiedy wyjadę do Anglii, mam zamiar ogarnąć jakieś, porządne auto.
- Około 7.35.- słyszę jak schodzi po schodach. - Ok, teraz sorki ja lecę. Muszę iść jeszcze na zakupy. Widzimy się jutro. - rozłącza się, zanim zdążam cokolwiek odpowiedzieć.
Ta dziewczyna nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. Wczoraj byłyśmy na zakupach i kupiła z 20 razy więcej rzeczy ode mnie, a teraz znowu idzie na zakupy. Muszę się przygotować na to, że jutro zobaczę z 20 toreb ubrań i 10 kosmetyków.
Jest już 16.00 godzina, a ja jeszcze nic dzisiaj nie jadłam, więc postanawiam, że zobaczę co mama zrobiła na obiad.
Gdy wchodzę do kuchni widzę na blacie już chłodny makaron z sosem, biorę talerz w rękę, i wsadzam do mikrofali, następnie podgrzewam jedzenie.
Siadam do stołu i zaczynam jeść przepyszny obiad. Mimo, że to tylko makaron z sosem to i tak jest genialny. Wszystko co robi moja mama smakuje wyśmienicie, nawet jeśli jest to tylko coś tak banalnego jak makaron z sosem.
Kiedy kończę jeść obiad, odstawiam talerz do zlewu i sprawdzam godzinę na moim telefonie jest 16.23.
Postanawiam, że pójdę coś poczytać.
Dawno nic nie czytałam i zaczynam za tym tęsknić. Myślę, że taka chwila relaksu przy książce, dobrze mi zrobi.
Idę do swojego pokoju i podchodzę do półki z moimi ulubionymi książkami, głównie są to powieści romantyczne i kryminały. Wybieram ,,Wichrowe wzgórza'' nieważne ile razy ją przeczytam, to i tak nigdy mi się nie znudzi, to naprawdę piękna historia. Kładę się na łóżku, wkładam słuchawki w uszy i włączam muzykę. Po chwili zatapiam się w lekturze.
Po kilku godzinach czytania, zasypiam z książką w ręce, a muzyka nadal gra w moich uszach.

                                                                   ***

Powoli otwieram oczy, a mój wzrok kieruję się na zegar wiszący na ścianie po przeciwnej stronie. Jest 7.06, Paula powinna u mnie być o 7.35, a dobrze wiem, że dziewczyna się nie spóźnia.
Momentalnie wyciągam słuchawki z uszu, w których nie słyszę żadnej muzyki, ponieważ mój telefon się rozładował. Wyskakuję z łózka, uderzając się w moją, posiniaczoną nogę, ale nie zważam na to. Podchodzę do ładowarki i podłączam do niej telefon, mam nadzieję, że przez te pół godziny zdąży się naładować chociaż do połowy.
Szybko podbiegam do ubrań, które przygotowałam sobie wczoraj. W pośpiechu zakładam wszystko na siebie i podchodzę do lustra, żeby się pomalować.
Kiedy jestem już gotowa przeglądam się swojemu odbiciu. Mam zwykłą, białą podkoszulkę, na wierzch nałożyłam luźny, szary sweter sięgający do bioder. Na nogach mam czarne rurki, i czarne buty za kostkę. Wystarczy tylko ubrać jeszcze kurtkę i czapkę i jestem gotowa.
Kieruję się do kuchni nalewam sobie wody do szklanki, i upijam łyk.
Muszę pożegnać się z moją kochaną rodziną, którą to właśnie dzisiaj opuszczam i zaczynam samodzielnie życie w co nadal nie mogę uwierzyć. Dzisiaj jest niedziela, i jeszcze żadne z nich nie wstało. Trochę źle się czuję z tym, że muszę ich, wszystkich budzić, ale wiem, że powinnam tak zrobić.
Najpierw budzę rodziców, potem babcię, a na koniec rodzeństwo.
Teraz wszyscy zbierają się zaspani w korytarzu i się ze mną żegnają, mama się nawet popłakała.
- Ej no, będę was odwiedzać i wy mnie. - wtulam się w moją mamę, a po chwili odrywamy się z uścisku.
- Nie wiem jak wy, ale ja jadę do niej na wakacje - mówi moja siostra uśmiechając się.
- No pewnie, że pojedziemy! Prawda tato? - pyta mój brat, po czym się do mnie przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Tak pojedziemy. - odpowiada mój tata i się uśmiecha, a następnie to on mnie przytula.
- Trzymaj się tam słońce. - całuję mnie w czubek głowy, a następnie odrywa się z uścisku.
- Postaraj się przyjechać na święta. - mówi moja, druga siostra.
- Postaram się obiecuje.
- Aga. Tylko nie imprezuj tam dużo. - mówi moja babcia
- Wiesz, że nie lubię imprez. - przytulam się do niej.
- O której Paula ma przyjechać? - pyta tata opierając się o ścianę. Zerkam na zegarek i jest 7.34.
- Powinna być za minutę. - dsołownie sekunde później, słyszę klakson samochodu Pauli. - Już jest. - oznajmiam i ostatni raz żegnam się z swoją rodziną.
Punktualność mojej przyjaciółki od zawsze mnie zaskakuje i czasem jest to wkurzające, ale bardzo ją za to podziwiam.
Tata wnosi mi walizki do bagażnika, chcę mu pomóc, ale on każe mi czekać aż skończy. Kiedy już mam wsiadać łapię mnie za ramię.
- Proszę. - wręcza mi białą kopertę z czymś w środku.
- Tato, co to jest? - jestem zdziwiona tym podarunkiem, bo nie mam pojęcia co to może być.
- Otwórz ją w drodze na lotnisko. - mocno się do mnie przytula, a następnie otwiera mi drzwi. - A teraz już jedźcie, bo się spóźnicie. - wsiadam do samochodu, i zamykam drzwi, po chwili Paula zapala silnik.
- Pa tato! - krzyczę przez okno, na co on szeroko się uśmiecha, po chwili ruszamy.
- Co on ci dał? - pyta Paula zerkając na kopertę.
- Nie widzisz? To koperta. - mówię machając podarunkiem przed jej nosem.
- Widzę, ale co jest w środku? - jest strasznie podekscytowana.
- Nie mam pojęcia. - naprawdę nie mam bladego pojęcia co może być w środku.
- To szybko otwieraj. - rozkazuje.
- Nie. - nie zamierzam tego teraz otwierać, jestem przerażona.
- Otwieraj albo zrobię to za ciebie. - próbuje wyrwać mi kopertę, ale ja odsuwam rękę.
- Lepiej zajmij się prowadzeniem auta, a nie próbowaniem odebrania mi koperty. - śmieję się patrząc na moją nadąsaną przyjaciółkę.
- No to ją otwórz. Proszę Aga, dłużej nie wytrzymam. - błaga mnie Paula. - Naprawdę nie ciekawi cię co w niej jest? - spogląda na mnie i podnosi jedną brew do góry.
- No dobra. - ostrożnie rozrywam biały papier.
Zaglądam do środka i widzę klucze i list. Biorę je do ręki i zaczynam nimi potrząsać.
- Patrz. - mówię do Pauliny. Dziewczyna spogląda na klucze, a potem z powrotem na drogę.
- Do czego ci te klucze? - pyta.
- Mam nadzieję, że zaraz się dowiem. - biorę list do ręki i zaczynam czytać.

Kochana córeczko!

To są klucze do waszego, nowego mieszkania. I nie dziękuj tylko mi, bo tata Pauliny zainwestował w nie większą kwotę niż ja. Dom jest wysprzątany i umeblowany, pokoje też.

Adres masz na kluczach. Aha i ciocia powiadomiona, że jednak nie przyjeżdżasz.

Trzymaj się. Tata.



Zszokowana czytam jeszcze raz ten list i jeszcze raz i nie mogę uwierzyć, w to co znalazłam w kopercie. Klucze zaczynam oglądać z każdej strony, i znajduję adres naszego, nowego domu.
- I co jest w tym liście? - zerka na mnie. - Źle się czujesz? Chcesz się zatrzymać? - pyta Paula. Pewnie wyglądam jakbym zobaczyła ducha,więc nie dziwię się, że zadała takie pytanie.
- Paula. To są klucze do naszego domu. - mówię, a ona spogląda na mnie jak na jakąś idiotkę.
- Co ty pieprzysz? - nie wierzy mi.
- Dobra, skoro mi nie wierzysz to przeczytam ci ten list.
Paula uważnie słucha tego co jej czytam, a kiedy kończę zszokowana spogląda na mnie.
- Oni są nie normalni. - jest w szoku tak samo jak ja. - Ja muszę do niego zadzwonić. Wyjmij mój telefon z torebki. - rozkazuję.
Biorę jej wielką, czarną, zamszową torebkę z tylnego siedzenia i zaczynam szukać jej komórki, chociaż w tym burdelu nie wiem czy coś znajdę.
Po minucie szperania w torbie, w końcu go znajduję.
- I co teraz? - pytam.
- Zadzwoń do niego i przyłóż mi telefon do ucha. - podaje mi kolejne polecenia, które wykonuję. - Hej tato. Dzwonię żeby zapytać. Po co kupiłeś nam ten dom? - mówi zbulwersowana. - Nie, Aga trzyma mi telefon przy uchu. - mówi. - Tak mam obie ręce na kierownicy. - wywraca oczami. - A teraz odpowiedz mi na moje pytanie. Po co kupiłeś ten dom? - uważnie przysłuchuje się co jej tata do niej mówi. - Wiem, że tata Agi też w to inwestował, ale znając ciebie to był twój pomysł. - Paula jest naprawdę wkurzona - Wiedziałam! - wykrzykuje, aż podskakuję na siedzeniu. - Tato, dlaczego to zrobiłeś? - pyta tym razem spokojniej. Po chili na jej ustach pojawia się szeroki uśmiech.
To niesamowite jak ta dziewczyna potrafi zmieniać swój nastrój. Najpierw jest wściekła, teraz wesoła.
- Ale przecież ty cały czas mnie uszczęśliwiasz. - uśmiech nie znika z jej twarzy. - Nie, już nie jestem zła.
- Podziękuj mu ode mnie. - mówię cicho.
- Aga ci dziękuję. - mówi mu to, o co ją prosiłam. - Słyszał cię, i mówi, że nie ma za co. - uśmiecha się do mnie. - Ja też cię kocham i bardzo, bardzo ci dziękuję. Paa. - naciskam na czerwoną słuchawkę. - Mój tata jest niemożliwy. - szeroko się uśmiecha.
- Nie wierze, że to zrobili. - mówię. - Muszę do niego napisać. - dodaję i wyciągam telefon z tylnej kieszeni moich spodni, włączam go i piszę esemesa.

Tato. Po co zgodziłeś się na kupienie tego domu. Dobrze wiesz, że potem kupiłybyśmy sobie jakieś mieszkanie, ale ty oczywiście swoje. Oddam ci wszystkie pieniądze. Ale oczywiście bardzo ci dziękuję, i bardzo cię kocham. Jesteś niesamowity.

Wysyłam wiadomość i odkładam telefon na kolana. Po kilku minutach czuję wibrowanie mojej komórki.
Biorę urządzenie z powrotem do ręki i czytam wiadomość.

Chciałem, żebyś miała już ten dom, z resztą nie był taki drogi jak myślisz. I nie chcę słyszeć, że mi oddasz, te pieniądze. Nie próbuj ich wysyłać, bo i tak ci je odeślę. I nie dziękuj tylko mi, bo głównym inwestorem i pomysłodawcą był tata Pauliny.

Mój tata jest niemożliwy. Praktycznie kupił mi dom i nie chce nic w zamian. Moje rozmyślania przerywa wibrowanie telefonu.

I oczywiście ja też cię bardzo kocham.

Gdy odczytuję tą wiadomość uśmiech mimowolnie pojawia się na mojej twarzy, tak strasznie kocham mojego tatę.
Będzie mi go strasznie brakować w Anglii, jak i całej mojej rodziny. Tak strasznie ich kocham, ale muszą teraz jakoś żyć beze mnie.
- O czym tak rozmyślasz? - pyta Paula, która własnie czeka na zielone światło.
- O tym jak będę tęsknić za moją rodziną kiedy tam będę. - mówię, a dziewczyna spogląda na mnie.
- Ja też będę tęsknić za tatą. Jak się z nim żegnałam to się popłakał. - mówi i się uśmiecha.
Tata Pauliny jest bardzo z nią zżyty,więc wcale się tym nie dziwię.
- Jak myślisz dlaczego to mój tata wręczał mi ten klucz, a nie twój skoro to on był głównym inwestorem? - Paula zastanawia się przez chwilę nad moim pytaniem.
- Myślę, że nie zniósłby tego psychicznie gdyby dawał mi klucze do domu oddalonego od niego o tysiące kilometrów. - odpowiada. To w sumie logiczne.
- Możliwe. - zerkam, która jest godzina. 8.28. - Paula. Gdzie to lotnisko? Za pół godziny mamy samolot. - jestem nieco zdenerwowana, bo przecież jeszcze trzeba tam dojść i przenieść bagaże.
Nie mam pojęcia gdzie jest to lotnisko, więc zaczynam się nieco stresować.
- Zaraz będziemy nie martw się zdążymy. - jest nadzwyczaj spokojna i pewna siebie.
- Skoro tak mówisz. - opieram głowę o szybę i uważnie przypatruję się widokowi za oknem.
Po kilku minutach jesteśmy na miejscu.
Podchodzę do bagażnika i wyciągam z niego swoje walizki z torbą i czekam aż Paula wyjmie swoje. Rozglądam się do o koła w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mnie zainteresować. Zauważam chłopaka, stoi sam i wygląda jakby był zniecierpliwiony. Jest ubrany w czarne spodnie skórzaną kurtkę, glany i ma papierosa w buzi. Ogólnie, to nie wygląda zbyt przyjaźnie.
Po pewnej chwili gwałtownie odwraca głowę w lewą stronę, jakby coś usłyszał i wyrzuca papierosa. Szeroko się uśmiecha i otwiera ramiona jakby miał się do kogoś zaraz przytulić. Spoglądam w tamtą stronę i widzę biegnącą w jego stronę dziewczynę o blond włosach, ciągnie za sobą wielką walizkę i płacze. Ma na sobie biały sweter, oraz spodnie z jasnego jeansu, a w ręku trzyma beżowy płaszcz. Chłopak podbiega do niej, bierze na ręce i mocno przytula, następnie całuje dziewczynę po szyi i po całej twarzy, a ona płacze z szczęścia.
Widać, że bardzo za sobą tęsknili, i że się kochają. To naprawdę uroczy widok.
- Może byś mi pomogła? - z moich rozmyślań wyrywa mnie głos Pauli.
Odwracam się w jej stronę i widzę ją i pięć ogromnych walizek, myślę, że w taką jedną zmieściłabym wszystkie swoje rzeczy. Podchodzę do niej i biorę dwie z nich.
- Skąd wytrzasnęłaś takie, wielkie walizki? - ciągnę je za sobą.
Co ona tam ma? Są naprawdę ciężkie, i do tego muszę jeszcze wlec swoje.
- Kupiłam. - wzrusza ramionami.
Oglądam się za siebie i szukam pary zakochanych, którą widziałam wcześniej, lecz już ich nie ma.
Dziesięć minut później jesteśmy w samolocie, ja siedzę przy oknie, a Paula tuż obok mnie.
- Nie mogę się doczekać aż wyruszymy. - mówi podekscytowana Paula. - A ty? - patrzy na mnie swoimi, intensywnie niebieskimi tęczówkami.
- Szczerze mówiąc trochę się boję. - naprawdę trochę się stresuję tym lotem.
- Dlaczego? - marszczy brwi.
- Bo to mój pierwszy lot. - spoglądam w okno.
- Nie ma czego się bać, Zobaczysz jak będzie fajnie. - Paula pokazuje swoje białe zęby w szerokim uśmiechu, ja zdaje się na lekkie uniesienie kącików swoich ust, ponieważ jestem naprawdę zdenerwowana.
Chwilę później słyszymy głos stewardessy, który oznajmia nam żebyśmy zapięli pasy bezpieczeństwa, bo za chwile ruszamy. Kilka minut potem możemy odpiąć pasy, bo jesteśmy już w powietrzu. Nie jest wcale tak, źle, jak myślałam.
Paula słucha muzyki, a ja oglądam widoki za oknem.
Tego nie da się opisać, jestem tak strasznie wysoko nad ziemią, że aż mnie to przeraża. Białe obłoki chmur wędrują po niebie, w wolnym tempie. Co sprawia, że niebo wygląda magicznie i w prost przepięknie.
Spoglądam na Paulinę, która śpi, ze słuchawkami w uszach, więc je wyciągam i sięgam po jej telefon, żeby wyłączyć piosenkę.
Muzyka, której słucha Paulina nie przypada mi do gustu, bo w większości to polskie piosenki z lat osiemdziesiątych. Ja wolę mocniejsze brzmienie.
Spoglądam w okno, jesteśmy już ponad chmurami. Wyciągam telefon i robię kilka zdjęć przepięknemu krajobrazowi, następnie wysyłam do mojej rodziny.
Wkładam słuchawki w uszy, włączam muzykę i opieram głowę o siedzenie. Po chwili moje oczy zamykają się, a ja zasypiam.

                                                              ***

Budzi mnie dzwonienie telefonu, otwieram oczy i widzę Paulinę która szuka swojego dzwoniącego urządzenia w torbie. Po chwili wyciąga go i przykłada do ucha. Zgaduję, że to jej tata.
-Tak tato? - pyta, przecierając oczy wierzchem dłoni, uważając na swój makijaż. -Tak już lecimy od dwóch godzin. - dziewczyna opiera się o siedzenie. - Nie wiem, Aga ile jeszcze zanim wylądujemy? - spoglądam na swój telefon jest 10.05.
- Jeszcze jakieś 30 minut. - nie mogę w to uwierzyć, że już za 30 minut zacznie się, mam nadzieję moje, całkowicie nowe życie.
- Jeszcze 30 minut. - Paula poprawia swoje blond włosy. - Ok to papa, zadzwonię jak wylądujemy. - mówi i się rozłącza, a następnie chowa telefon z powrotem do torby.
- Obudziłam cię? - pyta Paulina.
- Tak. - odpowiadam.
- Przepraszam. - uśmiecha się. - Mam jeszcze pół godziny zanim wylądujemy, więc idę jeszcze spać. Obudź mnie jak będziemy lądować. - zamyka oczy.
- Paula, rozumiem też lubię spać, ale ile można? - Paula to straszny śpioch, ale teraz to chyba przebija samą siebie.
- Cicho bądź. - od fukuje i odwraca głowę w drugą stronę.
- Jak chcesz. - spoglądam w stronę szyby i ponownie oglądam chmury ponad, którymi się znajdujemy. Chciałabym zapamiętać ten widok do końca życia.

                                                                 ***

Pół godziny później jesteśmy już na ziemi, a gdy wychodzimy z samolotu czekają już tam na nas nasze, liczne bagaże.
Gdy Paula dzwoni po taksówkę, podchodzę z swoimi bagażami do drewnianej, pustej ławki i siadam na niej. Zaczynam rozmyślać o tym, jak wygląda nasze nowe mieszkanie? Jak będzie wyglądało moje życie bez rodziców i rodzeństwa? Jak w ogóle będzie wyglądało moje życie po wprowadzeniu się tam? Dręczy mnie tyle pytań, na które będę mogła znać odpowiedź dopiero po przyzwyczajeniu się do nowego domu i środowiska. Mam tylko nadzieję, że moje dotychczas monotonne życie, zmieni się chociaż trochę, na mniej monotonne, może i nawet interesujące.
Kilka minut później przed nami zatrzymuje się taksówka, a z niej wysiada naprawdę przystojny chłopak. Jest dosyć wysoki i szczupły. Ma na sobie jeansy, białą bluzkę, i granatową kurtkę. Blond włosy chłopaka są zaczesane do góry, a na nich jest kaptur od czarnej bluzy, którą ma pod kurtką. Jego jasno niebieskie oczy, podkreśla ciemno brązowy szalik owinięty wokół jego szyi. Spoglądam na Paulę i uśmiecham się na widok wyrazu jej twarzy. Ma szeroko otwartą buzię i nie spuszcza swojego wzroku z przystojnego chłopaka. Zerkam na blondyna, który kątem oka, patrzy na Paulę.
- To wy wzywałyście taksówkę? - zwraca się do Pauli bardzo nieśmiale, i spogląda w jej oczy. Z powrotem patrzę na Paule, której policzki są spowite różem, i nie jest w stanie wypowiedzieć słowa.
- Tak to my. - odpowiadam za nią i uśmiecham się w stronę chłopaka, który jest spanikowany z nie wiadomego mi powodu, lecz niepewnie odwzajemnia uśmiech.
Po chwili blondyn chwyta za dwie walizki Pauli i bez problemu zanosi do bagażnika. Paula stoi przy samochodzie i grzebie w telefonie, zerkając ukradkiem na taksówkarza, a ja pomagam chłopakowi zanosić wszystko do środka auta.
Niebieskooki przez cały czas patrzy się na Paulę, nie odrywa od niej spojrzenia. Myśli, że nic nie widzę, i bardzo dobrze.
Absolutnie nie przeszkadza mi to, że na nią patrzy, wygląda w porządku, więc może się na nią lampić, bo dosłownie to robi. Jeśli miałabym najmniejsze podejrzenia co do niego, zwróciłabym mu uwagę ale nie ma takiej potrzeby.
Gdy kończymy wsadzać wszystko do samochodu, wsiadamy do niego i zapinamy pasy.
- Możecie podać adres? - niepewnie pyta chłopak.
- Jasne. - wyciągam klucze z adresem z kieszeni i podaję je blondynowi. Chłopak uważnie go czyta, a następnie rusza. - Czy to jest daleko? - pytam.
- Dziesięć minut drogi. - jest bardzo nieśmiały.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię? - Paula zwraca się w stronę blondyna i uważnie się mu przygląda.
Widzę, że jej oniemienie przystojnym chłopakiem, przeszło i zdała się na odwagę, żeby się odezwać.
- J.. ja? - chłopak strasznie się rumieni, widać, że podoba mu się moja przyjaciółka.
- A widzisz tu gdzieś innego, nieznajomego taksówkarza? - Paula szeroko uśmiecha się do niego, na co chłopak przecząco kręci głową.
- Jestem Matt. - odpowiada - A ty? - Matt spogląda w lustro prosto w oczy Pauliny.
- Ja jestem Paulina, ale możesz mi mówić Paula bo tak łatwiej, a to Agata, ale możesz jej mówić Aga bo tak też łatwiej. - mówi i spogląda znowu na lusterko uśmiechając się.
Wzrok chłopaka pada na mnie, ale po chwili znów patrzy na Paulinę.
- Miło mi was poznać dziewczyny. - jego wzrok spoczywa cały czas na mojej przyjaciółce.
- Ośmieliliśmy cię trochę? - pyta Paula. Matt kiwa głową tym razem się nie rumieniąc. Wygląda na to, że Paula nieco go ośmieliła. - To teraz mogę wiedzieć ile masz lat? - dziewczyna rozmawia z nim jakby był jakimś małym dzieckiem.
- Nie długo skończę 21. - ponownie spogląda w lusterko, prosto na Paulinę. - A ty?
- Dwa miesiące temu skończyłam dwadzieścia. - mówi i uśmiecha się szeroko w stronę lusterka, na co Matt pokazuje swoje białe zęby. Przez kilka minut siedzimy w całkowitej ciszy.
- Mogę cię prosić o numer telefonu Paula? - to nagłe pytanie wychodzi z ust Matt'a i podaje jej telefon. Mówiąc szczerze, tego, że ją poprosi o numer się nie spodziewałam. Ale nie mam nic przeciwko temu.
- Jasne! - dziewczyna sięga po komórkę, którą podaje jej Matt. Wpisuje swój numer do telefonu i podaję z powrotem Matt'owi. Blondyn łapie za urządzenie i wkłada do kieszeni spodni.
- Teraz ty podaj mi swoją komórkę. - mówi i z powrotem wyciąga rękę do tyłu. Widać, że Paula go ośmiela, Matt dobrze czuje się w jej towarzystwie i dobrze mu się z nią rozmawia. Oby tak dalej Matt, trzymam kciuki.
- Po co ?- pyta zaskoczona.
- Żebym mógł wpisać ci swój numer. - odpowiada niepewnie i uśmiecha się szeroko.
- A możesz korzystać z telefonu prowadząc? - pyta niepewnie moja przyjaciółka.
- Oczywiście, że mogę. - odpowiada i ponownie pokazuje szereg swoich, białych zębów. Paulina lekko się rumieni, co chyba zauważa Matt, bo jego uśmiech staje się jeszcze szerszy.
Paula podaje swój telefon chłopakowi, a on szybko wpisuje swój numer i oddaje go jej.
Matt i Paula rozmawiają o czymś, lecz ja ich nie słucham, bo nie mogę się skupić na niczym. Cały czas myślę, jak wygląda nasze mieszkanie, które dosłownie zaraz zobaczymy. Może się to dla niektórych wydawać dziwne, ale ja na prawdę stresuję się tą przeprowadzką. Jeszcze nigdy nie wyprowadzałam się z domu, od zawszę tam mieszkałam i wiem, że trudno mi będzie przyzwyczaić się do nowego domu i otoczenia.
- To tutaj. - Matt zatrzymuję się przed piętrowym budynkiem. Głośno przełykam ślinę i wysiadam z taksówki.
Gdy wysiadamy z samochodu, Matt szybko idzie po nasze bagaże, wyciąga je i stawia na chodniku. Bierzemy walizki i zaczynamy kierować się do naszego, nowego mieszkania.
- To do zobaczenia Paula, pa Aga- krzyczy Matt, na co ja macham ręką kilka razy.
- Do zobaczenia. - odkrzykuje Paulina.
Matt rumieni się chyba po raz dziesiąty w ciągu tych dziesięciu minut i uśmiecha się, a następnie wsiada do samochodu macha ręką, po czym odpala taksówkę i odjeżdża. Zmierzam budynek od góry do dołu, nie jest duży, ale nie jest też mały.
Ma brązowy dach, a ściany od zewnątrz są białe. Na dole są dwa dość spore okna i drzwi, u góry też dwa nieco większe, a do jednego prowadzą metalowe kraty, po których pną się uschnięte pędy bluszczu. Ogólnie rzecz biorąc, dom jest bardzo ładny, robi na mnie dobre wrażenie.
Kierujemy się kamienną ścieżką prosto pod ciemno brązowe drzwi mieszkania. Wyjmuję klucz z tylnej kieszeni moich czarnych rurek i wsadzam go do zamka. Powoli przekręcam klucz i łapię za klamkę.
- Gotowa? - słyszę głos Pauli zza swoich pleców.
- Gotowa.*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Drugi rozdział za nami!!! Przepraszam za długą nieobecność, ale wiecie koniec roku, poprawianie ocen, i naprawdę nie miałam czasu na pisanie następnego. :/

  Jeśli przeczytałeś/ łaś proszę skomentuj, to dla ciebie chwila dla mnie motywacja do dalszej pracy.