*Oczami Agaty*
Leżę na łóżku i patrzę w sufit, a na mojej twarzy widnieje mały uśmiech, którego nie mogę się pozbyć od dobrych dziesięciu minut.
Cały czas myślę o tym, co zdarzyło się w samochodzie, przed kilkunastoma minutami. Przecież ja i Harry, my jesteśmy razem. Nadal nie wierzę, że mimo moich, licznych wątpliwości co do tego pomysłu, zgodziłam się praktycznie bez zastanowienia. Ale czuję, że zrobiłam dobrze, że to jest właściwy wybór, że po protu nie będę tego później żałować.
Harry miał rację, mówiąc, że coś poważnego jest pomiędzy mną, a nim, że coś nas do siebie przyciąga. Cieszę się, że tak sądzi oraz, zapewne tak czuje, ponieważ ja też mam takie wrażenie, już od dłuższego czasu, a on dodatkowo mnie w tym utwierdził.
Mam tylko nadzieję, że przestanie być taki tajemniczy i wreszcie się na mnie otworzy. Ale to jest praktycznie od zawsze moim celem, chociaż trochę odkryć jego, tajemniczy umysł.
Zaczyna burczeć mi w brzuchu. W końcu jest już po piętnastej, a ja dzisiaj nic nie jadłam, więc mam prawo być głodna.
Wstaję z łóżka i udaję się na dół do kuchni, otwieram lodówkę i szukam czegoś, czym mogłabym się najeść. Nie chce robić jakiegoś obiadu, czy czekać na pizze, ponieważ to nie ma sensu, poza tym nie chce mi się.
Decyduję się na zwykłe płatki z mlekiem, więc wyciągam poszczególne rzeczy z szafek, następnie wsypuję płatki do miski i zalewam zimnym mlekiem. Siadam przy blacie na wysokim stołku i zaczynam jeść czekoladowe kulki.
Muszę się wkrótce wybrać na jakieś zakupy. Zapasy w lodówce zaczynają się już kończyć, a nie chciałabym, żeby Paula po przyjeździe, jechała do sklepu, bo nie będzie nic do jedzenia. Myślę, że jutro pójdę do sklepu, w końcu nie są daleko, jedyny problem to śliska i ośnieżona powierzchnia, której nieco się obawiam. Ale powinnam dać radę.
Muszę także rozejrzeć się za jakąś pracą. Co prawda mam zaoszczędzonych naprawdę sporo pieniędzy, ale jest to tylko kwestią czasu, kiedy się one wyczerpią. Dobrze będzie, kiedy już zacznę zarabiać i nie martwić się, że moje oszczędności się wyczerpią. Dam sobie jeszcze kilka dni, a potem zacznę się za czymś rozglądać. Myślę, że to dobre rozwiązanie, jak na chwilę obecną.
***
Po skończonym posiłku wkładam brudne naczynia do zmywarki i ją włączam, następnie idę z powrotem na górę i odłączam telefon od ładowarki. Siadam na łóżku i krzyżuję nogi na materacu, następnie włączam komórkę i włączam wiadomość od Jake'a. Zamierzam mu w końcu odpisać, w sumie, sądzę, że powinnam to zrobić.
Tak, wszystko w porządku Jake. Dziękuję, że się przejmujesz, ale sądzę, że nie powinniśmy się już spotykać.
Waham się nieco przed wysłaniem wiadomości, ale muszę to zrobić. W pewnym sensie obiecałam to Harry'emu, ale też nie chcę robić mu nadziei, że coś pomiędzy nami będzie, to byłoby dla Jake'a bolesne, jeśli nie odwzajemniłabym jego uczuć, a nie chcę go ranić. W sumie i tak na pewno zaboli go moja wiadomość, ale niestety. Naciskam na kopertę i wyłączam wyświetlacz.
Dosłownie po kilku sekundach czuję wibracje mojego telefonu, co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni, więc biorę urządzenie z powrotem do ręki i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Aga? - to Jake. - Coś się stało?
- Jake, słuchaj. - przerywam, żeby przemyśleć to, co chcę mu powiedzieć. - Wiem, że coś do mnie poczułeś...ale niestety, pomiędzy nami nic nie będzie. - mówię, nie odzywa się. - Jake, wiem, że w tym momencie jesteś zraniony, ale muszę być z tobą szczera. - dodaję.
Przykro mi, że mówię mu to przez telefon, ale nie mam innego wyjścia.
- Rozumiem. - mówi. - Mogę chociaż wiedzieć dlaczego? - tak jak myślałam, jest smutny.
- Nie chcę robić ci nadziei, ani nie chcę, żebyś się do mnie przyzwyczajał. - odpowiadam. - Harry też nie chce, żebyśmy się spotykali. - dodaję, zanim zdążam ugryźć się w język.
Cholera.
- Harry? - jest zdziwiony.
- Tak... jesteśmy razem. - przygryzam wargę.
- Rozumiem. - wzdycha. - W takim razie...
- Nie. - mówię. - Chcę ci jeszcze coś powiedzieć. - dodaję. - Jesteś naprawdę miłym, fajnym i sympatycznym chłopakiem i nie powinieneś się mną przejmować, nie chcę tego. - zaczynam skubać róg od kołdry swoimi paznokciami. - Moim zdaniem powinieneś zająć się kimś innym, kimś kto na ciebie zasługuje, a nie przypadkowo spotkaną dziewczyną. - wzdycham.
- Mogę wiedzieć, kogo masz na myśli? - pyta.
- Chodzi o Mię. - odpowiadam. - Ona cię naprawdę lubi Jake. To o nią powinieneś się postarać. - kładę swoje plecy na materacu, spoglądając w sufit.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Tak. - mówię. - Już w porządku? - pytam po chwili.
- Oprócz tego, że w pewnym sensie złamałaś mi serce, to tak. - żartuje, ale w jego tonie wyczuwam trochę powagi.
- Przestań. - cicho chichoczę.
- Wiem, przepraszam. - śmieje się. - Nie mogłem się powstrzymać.
- Zasłużyłam. - przyznaję.
- Trochę. - wywracam oczami. - Dobra, muszę lecieć. - odzywa się po chwili.
- Pamiętaj o czym ci mówiłam.
- Wiem, że mam się nie przejmować.
- Iiii?
- Jechać do Mii.
- O to mi chodziło. - mówię ze śmiechem. - Daj mi znać co u was.
- Dobrze. - mówi. - Do usłyszenia.
- Pa. - rozłącza się.
Oddycham z ulgi.
Cieszę się, że już mam to za sobą. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że to pójdzie tak gładko i będziemy żartować. W każdym bądź razie, cieszę się, że pomiędzy nami jest w porządku, pomimo tego, co mu powiedziałam.
Wybieram numer mojego taty i naciskam na zieloną słuchawkę. Dawno z nim nie rozmawiałam, dobrze będzie usłyszeć jego głos.
Odbiera za trzecim sygnałem.
- Hej skarbie. - uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę jak pogodnie się ze mną wita. - Nie mogę zbyt długo rozmawiać.
- Rozumiem. Po prostu chciałam cię usłyszeć. - mówię.
- Coś się stało? - jest wyraźnie zaniepokojony.
- Nie, nic. - mówię szybko. - Po prostu się stęskniłam. - mówię, bawiąc się sznurkiem od mojej bluzy.
Słyszę jego, głębokie westchnięcie, oznaczające ulgę.
- Ja za tobą też. - mówi po chwili. - Przyjedź na wigilię.
- Postaram się tato.
- Nie masz się postarać, tylko przyjechać. - wywracam oczami.
- Wiesz, że to nie takie proste.
- To prostsze niż myślisz. - śmieje się, a ja zaczynam chichotać, sama nie wiem dlaczego. - Dobrze skarbie, muszę kończyć. - odzywa się, kiedy przestaje się rechotać. Mój tata, ma bardzo specyficzny śmiech, który można porównać do różnych odgłosów, ale mi on najbardziej przypomina rechot.
- Do usłyszenia tato. - mówię.
- Pa skarbie. - rozłącza się, a ja zgaszam wyświetlacz i kładę telefon obok siebie na materacu.
Mimo, że to była bardzo krótka rozmowa, to cieszę się, że miała miejsce.
Wstaję z materaca podchodzę do półki z moimi książkami i biorę jedną z nich nawet nie patrząc na tytuł. Ponownie podchodzę do łóżka, następnie opadam na nie plecami, zatracając się w lekturze.
Sądzę, że przyda mi się dłuższa chwila wyciszenia i spokoju po tym, co się dzisiaj wydarzyło.
*Oczami Louis'a*
Głośno wzdycham i poprawiam swoje, leniwe dupsko na kanapie. Jestem tu zaledwie od pół godziny, a już jestem zmęczony i znudzony w chuj.
Ponownie, głośno wypuszczam powietrze z swoich płuc.
Przez ten, cały czas byłem u Carol, można by powiedzieć, że jesteśmy dobrymi ,,przyjaciółmi", gdyby nie fakt, że z sobą spaliśmy. Sam nie wiem czy się z tego cieszyć, czy nie.
Ponownie wzdycham.
- Już wróciłeś? - pyta rozbawiony Joseph, który właśnie włącza telewizor, siadając na fotelu.
- Jak widać. - opieram się plecami o oparcie kanapy.
- Jak było u tej, twojej Carol? - zadaje kolejne pytanie, patrząc na mnie w dziwny sposób.
- W porządku. - odpowiadam i spoglądam na niego, chcąc zapewnić, że naprawdę tak było. Facet tylko kiwa głową i odwraca się w stronę telewizora, szukając czegoś, co mogłoby go zaciekawić.
Wiem, że Joseph przejmuje się moją znajomością z Carol, wiedząc, że z tego będzie coś na serio poważnego, oraz pamiętając w jakim byłem stanie, kiedy zerwałem z Tiff.
Ale sądzę, że po tym, co wtedy przeżyłem, gorzej być nie może.
- To dobrze. - uśmiecha się lekko. - Co u Agi?
- Pogodziłem się z nią zanim wyjechałem. - wzdycham.
- To fajna dziewczyna.
- Wiem o tym.
- Co z Harry'm? - pyta po chwili.
- Postanowiłem nie wcinać się pomiędzy ich znajomość. - powiedzenie tego przychodzi mi dosyć trudno.
Aga to moja przyjaciółka i martwię się o nią jak cholera, ale zdaję sobie sprawę, że muszę trochę odpuścić. Co prawda, nie cierpię Harry'ego, ale skoro ona go lubi, to nie mogę się wcinać pomiędzy nich. Co nie zmienia faktu, że nadal uważam, że Harry jest chujem i zamierzam mieć oko na jego, popierdoloną mózgownicę.
- To dobre posunięcie. - mówi.
- Wiem. - domyślam się, że moja odpowiedź jest mało przekonująca.
- Wszystko będzie w porządku. - posyła mi lekki uśmiech.
- Mam taką nadzieję. - wzdycham już chyba piąty raz w ciągu nie całych dziesięciu minut.
Nagle, po całym parterze rozlega się głośny huk, który powstał pod wpływem zbyt gwałtownego zamknięcia drzwi frontowych.
Chwilę potem do salonu wchodzi wysoka, zakapturzona sylwetka Harry'ego.
- Gdzieś ty był? - pyta Joseph, patrząc się na niego z lekkim wkurwieniem. - Czemu się nie odzywałeś?
- Musimy pogadać. - ten pojeb zerka na mnie gniewnie, co odwzajemniam.
I jak ja mam zmienić do niego podejście, czy nawet zdanie, kiedy on zachowuje się jak ostatni sukinsyn?
Odrywa ode mnie wzrok i spogląda na mężczyznę, który podnosi się z kanapy, widząc, że to o czym Harry chce z nim porozmawiać, jest czymś poważnym.
Gdy wychodzą z pomieszczenia, przygryzam wargę, chcąc powstrzymać kuszącą moją głowę chęć, podsłuchania ich rozmowy. Lecz nie mogąc się oprzeć, wstaję z kanapy i najciszej jak mogę, kieruję się do kuchni, skąd słychać dwa, dobrze mi znane, męskie głosy.
Chowam się za ścianą i zaczynam nasłuchiwać o czym rozmawiają.
- O kurwa. - Joseph jest wyraźnie zdziwiony.
- Wiem, to pojebane. - głos Harry'ego jest spięty. - Co ja mam teraz robić do kurwy nędzy?
- Przede wszystkim musisz przestać chlać i ruchać kogo popadnie. - mówi mężczyzna ,,głośnym" szeptem.
- Chodzę na terapie. - fuka.
Ja pierdolę. O co tu kurwa chodzi? Jaka terapia?
- Od kiedy? - nie ukrywa swojego zaskoczenia.
- Od tygodnia. - Harry odzywa się zaskakująco cicho jak na swoją, pojebaną osobę.
- Kiedy znowu tam jedziesz?
- Jutro.
- To dobrze. - wzdycha z ulgi. - Pomaga to chociaż trochę?
- Taa. - przerywa. - Trochę.
- To już coś.
- Wiem. - potwierdza.
- Nadal nie wierzę, że to zrobiłeś. - mówi Joseph po chwili. - Ale sądzę, że postąpiłeś dobrze
- Ja też.
- Cieszę się, że wreszcie zacząłeś się ogarniać. - ton mężczyzny wyraża nic innego jak ulgę. - Czekałem na to.
- Taa.
- Harry, ja mówię poważnie.
- Wiem. - przerywa. - Muszę iść.
- Gdzie?
- Praca. - rzuca krótko i głośno stąpając wychodzi z kuchni, następnie słyszę głośne trzaśnięcie drzwi.
O co tu chodzi? Terapia? Praca? Ogarnięcie się Harry'ego? Nic już z tego kurwa nie rozumiem.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
I jest kolejnyyyyy!!!!!!!!! :DDDDDD Mam nadzieję, że się wam podoba. <3333333333 Uwielbiam was. Do następnego kochane <333333333333333333333 ;))))))))))
15.03.2016
8.03.2016
Rozdział 31
*Oczami Agaty*
- Doceniam to Harry. - mówię z lekkim uśmiechem i zdziwieniem. - Ale powinniśmy zakończyć ten temat. - dodaję, patrząc w jego oczy, dając mu do zrozumienia, że nie powiem mu o moim zmartwieniu. Sądzę, że będzie lepiej i dla mnie i dla niego, jeśli on się o tym nie dowie.
- Rozumiem. - kiwa głową i rusza, widząc, że samochody przed nami zaczynają jechać przed siebie. - Ale jakbyś chciała...
- Wiem Harry. Dziękuję. - mówię z uśmiechem i ponownie opieram się czołem o szybę, zauważając, że za chwilę będziemy na miejscu.
To miłe z strony Harry'ego, że daje mi do zrozumienia, że mogę mu ufać i ...ufam mu, wiem, że mogę to zrobić. Lecz nie wiem dlaczego, ale, czuję się lepiej z tym, że wiem, że w każdej chwili mogę się zwrócić do niego i wyżalić się z swoich zmartwień. To mnie w jakiś sposób podnosi na duchu.
Mimowolnie na moich ustach, pojawia się mały uśmiech.
Bardzo zdziwiła mnie ta, nagła zmiana, która zaszła w Harry'm. Szczerze mówiąc, to ani trochę się tego nie spodziewałam, z resztą nikt by się tego po nim nie spodziewał. Lecz podoba mi się ten Harry. Nawet bardzo. Jego zachowanie, stosunek, gesty wobec mnie, to wszystko uległo drastycznej zmianie na o niebo lepsze. Mam tylko nadzieję, że tak pozostanie, lub, że będzie jeszcze lepiej. Chciałabym, żeby tak było.
Docieramy na miejsce i wychodzimy z samochodu na nieprzyjemnie zimne powietrze, które przeszywa całe, moje ciało. Zapinam swój, czarny płaszcz, mając nadzieję, że to pomoże mi się chociaż trochę ogrzać. Czuję, że Harry staje obok mnie, a jego, długie, ciepłe palce, oplatają się wokół moich, lekko ściskając moją dłoń i zaczynając ciągnąć mnie w stronę dużego budynku.
Kierujemy się korytarzem do pomieszczenia z numerem 7, które Harry otwiera i wchodzimy do środka. Chłopak puszcza moją rękę, podchodzi do kanapy i zaczyna szperać w sporej kupce ubrań, które się na niej znajdują.
- Co robią tutaj te ubrania? - pytam, zauważając, że jest tam kilka par bokserek i czarne rurki. Przyznaję, że trochę mnie to niepokoi.
Spoglądam na Harry'ego, który waha się przed powiedzeniem mi tego, co ma na myśli.
- Myślałem, że będę tu spać. - odpowiada, nie patrząc na mnie.
Jestem przerażona. Mam rozumieć, że jeśli nie zgodziłabym się, żeby został u mnie na noc, to Harry znowu mógłby spać w tym zimnym i obskórnym miejscu? Samo myślenie o tym, przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Dlaczego? - pytam i robię krok w jego stronę.
- Po prostu. - mówi ochryple, wzruszając ramionami. - Już się przyzwyczaiłem. - dodaje nieco ciszej.
Widzę, że wstydzi się tego, co mi wyznał, dlatego postanawiam, że nie będę dalej ciągnąć tego, krępującego go tematu. Ale zamierzam zapytać o to w niedalekiej przyszłości, kiedy nasze relacje będą bardziej odpowiednie do tego rodzaju rozmów.
Harry zdejmuje płaszcz i przeciąga swoją, czarną koszulkę przez głowę, obnażając tym swój, umięśniony i wytatuowany tors, który nawet teraz zapiera mi dech w piersiach. Kiedy zaczyna zdejmować swoje, obcisłe rurki, odwracam wzrok, czując jak moje policzki intensywnie mnie pieką.
Nadal nie mogę pojąć tego, że Harry ani trochę nie krępuje się przy mnie rozebrać, czy pokazywać w samych bokserkach. Wiem, że w jego życiu pojawiła się dosyć spora ilość kobiet, przed którymi zapewne robił jeszcze bardziej intymne rzeczy, ale ja nadal nie mogę się do tego przyzwyczaić. Ja za żadne skarby nie mogłabym pokazać się przed nim w samej bieliźnie, czy rozebrać się na jego oczach. Pamiętam jak byłam w nim w samym ręczniku i to było dla mnie strasznie krępujące i niekomfortowe przeżycie. Na samą myśl o tym zdarzeniu, mój brzuch ściska się z nerwów i zawstydzenia.
Ponownie spoglądam na chłopaka, który męczy się z związaniem swoich, bujnych i długich włosów czarną bandanką. Sięgam do tylnej kieszeni moich spodni, i wyciągam z niej czarną frotkę do włosów. Pomyślałam, żeby ją tam włożyć, zanim wyszłam z łazienki, wiedząc, że dzisiaj może się przydać.
- Harry. - mówię chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Kiedy jego, zielone oczy padają na mnie, pokazuję mu frotkę.
Chłopak podchodzi do stolika i na nim siada, więc podchodzę do niego i próbuję okiełznać jego, dzikie loki, zgarniając wszystkie, ciemne pasma w swoją dłoń.
Harry cały czas uważnie mi się przypatruje, co staram się zignorować i skupić na jego włosach, lecz nie bardzo mi to wychodzi.
Kiedy, z niemałym trudem osiągam swój cel, ciasno związuję wszystkie loki gumką, upewniając się, że żaden z nich nie wypadnie i nie będzie przeszkadzać w jego intensywnym treningu. Gdy chcę się odsunąć, Harry łapie mnie w talii i przyciąga tak, że znajduję się pomiędzy jego nogami. Spoglądam z lekkim zdziwieniem w jego, zielone tęczówki, które są wpatrzone prosto we mnie.
- Dzięki. - mówi. - To nie potrwa długo. - dodaje i podnosi się na stołku, następnie lekko muska moje wargi swoimi, co mnie zaskakuje.
Odsuwa swoją głowę od mojej i spogląda na mnie z góry swoim, zielonym wzrokiem, jak robi to zawsze.
- W porządku. - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a on ponownie muska moje usta, lecz tym razem dłużej i mocniej, co odwzajemniam.
Wychodzimy z pomieszczenia, które Harry zamyka na klucz. Chwilę później oplata swoją, dużą dłoń wokół mojej i zaczyna prowadzić nas w stronę klatki schodowej. Przez duże, metalowe drzwi, docieramy do dobrze znanej mi hali z ringiem, Harry puszcza moją rękę, wbiega na wysoki podest i od razu zaczyna walczyć z wielkim workiem treningowym.
Rozglądam się po wielkim pomieszczeniu, nie ma tutaj już wielkiej ilości krzeseł i wszystko jest, nie wiem czy można tak powiedzieć, ale czyste. Mimo, że to miejsce jest opuszczone, to widać, że ktoś o nie dba i posprzątał po walce, którą miałam okazję zobaczyć kilka dni temu i staram się o niej nie myśleć. W ogóle staram się o niej, jak najszybciej zapomnieć i nie przywracać tych, strasznych obrazów i przeżyć do mojej pamięci.
Siadam na ławce i zaczynam przypatrywać się z wielką uwagą, Harry'emu i jego, silnym, profesjonalnym ciosom, które poruszają workiem na wszystkie strony. Na jego czole zaczynają pojawiać się małe kropelki potu, które przeciera ręką, odzianą w czarną rękawicę. Nagle ciało chłopaka się cofa i wymierza potężnego kopniaka z półobrotu w worek, który dynamicznie odskakuje, a łańcuchy na którym jest on powieszony, zaczynają grzechotać. Chłopak bez problemu zatrzymuje skórzany, przyrząd i spogląda na mnie.
- Chodź tu. - mówi i macha do mnie ręką, żebym podeszła do ringu.
- Po co?
- Rozbierz płaszcz i chodź. - powtarza, z lekkim uśmiechem i odchodzi od worka, wycierając pot z swojego czoła. Podchodzi do krawędzi ringu i opiera się na sprężystych linach.
Podnoszę się z ławki i rozbieram swój płaszcz, następnie odwieszam go na jakimś urządzeniu do trenowania, postawione, tuż za ławką. Nie jest tutaj zbyt zimno, więc mogłam sobie pozwolić na zdjęcie ciepłego ubrania.
Niepewnie podchodzę do wysokiego podestu, na którym stoi Harry i spoglądam na niego z dołu. Patrzy na mnie z lekkim uśmieszkiem, nadal podpierając się na linach. Nagle kuca i wyciąga w moją stronę rękę, za którą łapię, a on bez żadnego problemu wciąga moje ciało na ring.
Czasem naprawdę mam wrażenie, że ten chłopak ma jakąś nadludzką siłę, chociaż wiem, że to niedorzeczne.
- Połóż się na plecach. - rozkazuje i wskazuje na gładkie podłoże. Podnoszę brew i spoglądam na niego z lekkim zdziwieniem.
Nie mam pojęcia o co może mu chodzić, co on zamierza zrobić i po co jestem mu potrzebna?
- Po prostu się połóż. - powtarza z małym uśmiechem i kiwa głową, żeby mnie zachęcić.
Nieco się waham, ale w końcu siadam na chłodnej, nieco miękkiej powierzchni, a następnie kładę się na wznak. Harry poprawia moje nogi, prostując je, i ręce kładąc wzdłuż mojego ciała. Nachyla się, i po chwili jego, duże dłonie, kolejno spoczywają po obu stronach mojej głowy, a kolana umieszcza po bokach mojej talii. Bez wysiłku, dźwiga się lekko, prostując ręce i nogi, następnie opuszcza swoje ciało, lekko dotykając mojego. Uśmiecham się, próbując zamaskować moje rumieńce, które zaczynają wypalać moją skórę, co Harry zauważa, bo pociera swoim nosem o mój policzek. Ponownie podnosi się na rękach i opuszcza, robiąc kolejną pompkę, a jego mięśnie, coraz bardziej się napinają, uwydatniając jego żyły. Sama nie wiem dlaczego, ale zaczynam chichotać, więc zakrywam ręką swoje usta, próbując się opanować. Ta cała sytuacja, jest taka niezręczna, a zarazem świetna i zabawna, że nie mogę powstrzymać się przed śmianiem.
- Dlaczego się śmiejesz? - pyta, robiąc kolejną pompkę, a na jego ustach pojawia się mały uśmiech.
Cieszę się, że Harry coraz częściej obnaża się z swoim uśmiechem. Może nie jest to zbyt wyraźne, ale jednak jego kąciki ust są lekko uniesione, a to się liczy. Uwielbiam jego, uśmiechniętą twarz.
- Bo to zabawne. - mówię z szerokim uśmiechem.
- Co takiego?
- To, że robisz nade mną pompki. - odpowiadam.
- Co w tym śmiesznego? - jest lekko zdziwiony, lecz uśmiech nadal nie znika z jego twarzy, z czego bardzo się cieszę.
- Sam fakt, że to robisz. - mówię. - Nigdy nie pomyślałabym nawet, że będziesz ćwiczył nad moim ciałem. - dodaję.
- To źle myślałaś. - zatrzymuje swoje ciało nade mną i cmoka mnie krótko w usta, następnie prostuje swoje kończyny, odsuwając się ode mnie.
Robiąc kolejne pompki, Harry coraz bardziej przybliża swoją twarz do mojej, a jego, zielone oczy coraz intensywniej przypatrują się moim, ciemnym tęczówkom,jakby chciał coś z nich wyczytać.
- Mam rozumieć, że już nie jesteś smutna? - pyta i zastyga w miejscu, na lekko ugiętych łokciach.
Kręcę przecząco głową.
- Już nie. - mówię z uśmiechem.
Przez tę, całą sytuację zapomniałam o mojej siostrze i o smutnej mamie. Co, jak co, ale jestem mu za to wdzięczna.
- Więc teraz możesz mi powiedzieć? - pyta z nadzieją w oczach i ponownie kładzie swoje kolana po bokach mojej talii.
Cicho wzdycham i spoglądam na niego.
- Harry...
- Proszę, powiedz mi. - wierzchem swojej, dużej dłoni, delikatnie pociera mój, rozgrzany policzek, chcąc mnie zachęcić do odpowiedzi na jego pytanie.
- Dlaczego chcesz się o tym koniecznie dowiedzieć? - pytam, a on otwiera usta, by coś powiedzieć, lecz w jego oczach widzę lekkie zawahanie.
- Bo kurewsko nienawidzę, kiedy coś cię dręczy. - odpowiada i głośno wypuszcza powietrze.
- Też nie cierpię, kiedy ciebie coś dręczy. - mówię i kładę rękę na jego, mokrym od potu policzku. Widzę i czuję, że moje słowa są dla niego nie małym zaskoczeniem, ponieważ jego mięśnie się napinają, oddech przyspiesza, a oczy szerzej się otwierają.
- Dlaczego jesteś taki zdziwiony? - pytam, nadal patrząc w jego, w tym momencie wielkie oczy.
- Nic. - mówi krótko. - Po porostu się tego nie spodziewałem. - mówi i drapie się po karku w nerwowym geście. Czuję jak jego ciało się rozluźnia.
- Czego? - pytam, nie rozumiejąc co chłopak ma na myśli.
Trwamy chwilę ciszy.
- Że cię obchodzę. - mówi cicho i niepewnie.
- Obchodzisz mnie. - przerywam. - Przecież wiesz, że mi na tobie zależy. - dodaję i uśmiecham się do niego.
- Wiem. - wkłada swoje dłonie pod moje plecy i wtula swoją głowę w moją szyję, a ja oplatam rękami jego, szerokie plecy, mocno go do siebie przytulając.
Nie wiem dlaczego, ale moje serce zaczyna szybciej bić.
Sposób w jaki zareagował na moje słowa, strasznie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że uświadomienie mu, że mnie obchodzi, będzie dla niego takim szokiem.
Przechodzą mnie przyjemne dreszcze, kiedy jego ciepły oddech dotyka wrażliwej skóry na mojej szyi.
- Wszystko w porządku? - pytam, i gładzę go ręką po plecach.
Odsuwa się ode mnie, następnie cmoka mnie krótko, lecz intensywnie w usta.
- Tak. - mówi i wygina swoje wargi w małym uśmiechu, następnie ponownie mnie całuje, przez co chichoczę.
- Nie powinieneś wrócić do treningu?
- Powinienem. - mówi. - Ale nie chcę. - dodaje.
- Harry... - czuję krótkie wibracje w tylnej kieszeni moich spodni, co oznacza, że dostałam esemesa.
Zamierzam sięgać po mój telefon, lecz ręka Harry'ego jest szybsza ode mnie i wyciąga urządzenie. Gdy spogląda na wyświetlacz, jego szczęka się napina, a brwi marszczą.
- Harry, kto to? - pytam i chcę zabrać od niego telefon, lecz on unosi się i zaczyna naciskać na klawisze, znajdujące się na małej klawiaturze mojej komórki. - Oddaj mi go. - rozkazuję i ponownie staram się zabrać moją własność, lecz chłopak mi na to nie pozwala. Złość w moim ciele, dosłownie się gotuje.
- To Jake. - mówi. - Chce się spotkać. - jego ton jest oziębły.
- Nie możesz do niego napisać. - mówię.
- Mogę. - odpowiada obojętnie.
Wzdycham głęboko w geście zirytowania i wkurzenia.
- Co chcesz mu napisać? - pytam, lekko spanikowana.
Jake to miły chłopak i nie chcę, żeby to, co Harry chce mu napisać, go zraniło.
- Coś od siebie. - mówi krótko.
- Harry, proszę. - mój ton jest niemal błagalny.
Chłopak spogląda na mnie i niechętnie oddaje mi telefon.
Spoglądam na wyświetlacz:
Wszystko w porządku? Może spotkamy się dzisiaj? - Jake.
Spoglądam jeszcze na wiadomość, którą Harry chciał mu wysłać.
Pierdol się.
Kręcę głową z niedowierzaniem i szybko usuwam, to, co zdążył napisać. Spoglądam na niego.
- Nie wierzę, że chciałeś mu to wysłać. - krzyżuję ręce na piersi i patrzę na niego z grymasem.
- Nie chcę, żebyś się z nim spotykała. - mówi i pochyla się nade mną, tak, że jego twarz znajduje się kilka milimetrów od mojej.
- Dlaczego niby? - pytam.
Jestem na niego strasznie wkurzona. On nie ma prawa grzebać w moim telefonie, ani mi go zabierać, ani pisać do moich znajomych.
- To tylko mój znajomy Harry.
- Może dla ciebie. Ale widziałem jak ten skurwiel ślini się na twój widok. - fuka. - Z resztą całował cię.
- Harry, przecież nie jesteśmy w związku. Więc dlaczego jesteś zazdrosny? - pytam.
Zaczyna zastanawiać się nad moim pytaniem.
- A jeśli będziemy, to więcej się z nim nie spotkasz? - jego pytanie mnie muruje.
Czy on właśnie zaproponował mi chodzenie?
- Mówisz poważnie?
- Tak.
- Harry czy ty... czy my.
- Jeśli chcesz. - mówi. - I jeśli obiecasz, że więcej nie spotkasz się z tym skurwielem. - dodaje i patrzy na mnie uważnie.
To nie możliwe. Czy to się dzieje naprawdę?
- A ty tego chcesz? - pytam niepewnie.
- Chcę. - odpowiada bez zastanowienia.
- Czy to oznacza, że...
- Tak, będziemy oficjalnie parą. - przerywa i uśmiecha się lekko.
- Oficjalnie? - podnoszę brew.
- Dokładnie. - odpowiada. - Jak inaczej wytłumaczysz pocałunki albo wyznania? Już od dłuższego czasu byliśmy jakby parą.
- Zdajesz sobie sprawę, na co się piszesz, pytając o to? - pytam.
- Tak, zdaję. - mówi poważnym tonem. - A ty? - patrzy na mnie z nadzieją.
- Tak Harry. - mówię, podnoszę głowę i całuję go w usta, z czego chłopak zdaje się być zadowolony. - Ale muszę to jeszcze przemyśleć
- Wiem o tym. - gładzi mnie dłonią po policzku, następnie wstaje i pomaga mi wstać z ringu. Zdejmuje czarne rękawiczki i wsadza do kieszeni swoich, krótkich spodenek.
- Już nie trenujesz? - pytam i siadam na krawędzi ringu, chcąc z niego zejść.
- Nie. - mówi. - Muszę coś załatwić. - dodaje, zeskakując z wysokiego podestu, następnie łapie mnie w talii i pomaga zejść na dół.
- Rozumiem. - odpowiadam, a Harry oplata swoją dłoń wokół mojej, bierze mój płaszcz z podłogi, ponieważ spadł z roweru stacjonarnego, na którym go powiesiłam.
Wchodzimy przez metalowe drzwi na klatkę schodową i kierujemy się na dół w stronę ,,pokoju" Harry'ego.
- Zostań tutaj, ja się szybko przebiorę. - kiwam głową, a on otwiera drzwi i wchodzi do środka.
Jasna cholera! Ja i Harry.... on właśnie zaproponował zostanie... parą! Nadal nie mogę w to uwierzyć, to jest jeszcze bardziej nierealne i dziwne, niż jego zachowanie. Przecież to kompletnie dziecinne i nieodpowiedzialne. Ja go prawie wcale nie znam, praktycznie nic o nim nie wiem, z resztą znamy się tylko niecałe dwa tygodnie.
Nie wiem co o tym myśleć. Czy popełniłabym błąd zgadzając się na związek z Harry'm, czy wręcz przeciwnie? Czy gdybym na to przystała, wszystko, uległoby jeszcze większej zmianie? Czy jestem na to gotowa? Czy byłabym głupia i naiwna, zgadzając się na to? Czy mimo licznych różnic i sprzeciwności, pomiędzy nami wszystko by się ułożyło? Moją głowę męczy teraz tyle pytań, że zupełnie nie wiem co o tym, wszystkim myśleć.
Zakładam swój płaszcz, słysząc głośne kroki Harry'ego, chwilę potem chłopak wychodzi z pomieszczenia i zamyka je na klucz. Następnie bierze moją dłoń w swoją i kieruje nas do wyjścia z budynku.
Gdy wychodzimy na zimne powietrze, zakładam kaptur na głowę i bardziej przybliżam się do chłopaka, który idzie tuż obok mnie.
Dlaczego musi być tak, cholernie zimno?
Wchodzimy do samochodu, a Harry od razu włącza ogrzewanie, następnie odpala samochód i rusza, zanim zdążam się zapiąć.
***
Całe dziesięć minut drogi mija bez słowa, Mam wrażenie, że on zastanawia się tak samo jak ja ,,I co dalej?''. Cały czas myślę, nad naszymi relacjami, nad tymi dwoma tygodniami naszej znajomości, nad pocałunkami, rozmowami, wyznaniami, spędzonym czasem razem z nim, moimi uczuciami co do jego osoby. Myślę, że to, co przeżyliśmy, przez te kilkanaście dni zasługuje na miano związku. Chociaż do mojej głowy nadal narzuca się mnóstwo pytań i wątpliwości.
Samochód Harry'ego się zatrzymuje, a ja orientuję się, że jesteśmy pod moim domem. Przez chwilę siedzę w bez ruchu, chcąc mu coś powiedzieć, lecz nie mogę pozbierać swoich myśli, chcąc ułożyć jakiekolwiek, sensowne zdanie.
- Aga? - głęboki głos Harry'ego rozchodzi się po samochodzie. - Jakie masz wątpliwości? - pyta.
- Harry ja... - przerywam. - Nie mam pojęcia jak to, wszystko się ułoży. Przecież my się tak różnimy, nie pasujemy do siebie. - wyduszam.
Nim się orientuję, moja broda znajduje się pomiędzy jego palcami, a moja twarz zostaje odwrócona w jego stronę, zmuszając mnie, żebym spojrzała w jego oczy.
- Wcale się tak nie różnimy. Mamy więcej wspólnego niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. - patrzy na mnie jakby koniecznie chciał przekonać mnie do swoich słów. - Z resztą, spójrz na nas. Coś jest pomiędzy nami, coś nas do siebie przyciąga i nie jest to jakieś byle gówno, tylko coś kurewsko poważnego. - dodaje, przenosząc swoje ręce na moje policzki. - Od samego początku tak było. Od kiedy wpadliśmy na siebie w tym, pierdolonym sklepie. - opiera swoje czoło o moje. - I wiem, że zabrzmi to teraz kurewsko gówniarsko. - mówi. - Ale czy chcesz zostać moją dziewczyną? - pyta, gładząc mnie kciukiem po policzku.
Nie jestem w stanie nic odpowiedzieć, ani nawet drgnąć. Czuję, jakbym miała zaraz zemdleć i nie wstać, puki nie wybudziłabym się z tego, nierealnego snu.
- Harry ja...
- Chcę, żebyś była pewna, że to co powiesz, będzie twoim, stuprocentowo przemyślanym wyborem i jeśli potrzebujesz więcej czasu... - przerywam mu wpijając się w jego, miękkie wargi.
Harry jest nieco zaskoczony, ale odwzajemnia pocałunek i kładzie swoje ręce na mojej talii, przenosząc mnie na swoje kolana. Wplatam swoje palce w jego, długie włosy, które musiał rozpleść, podczas jazdy, a on obłapuje moje plecy, mocniej mnie do siebie przyciskając.
- Harry. - wyduszam, kiedy odrywam się z pocałunku. - Nie potrzebuję czasu. - mówię i spoglądam w jego oczy.
- Jesteś pewna? - pyta, uważnie ilustrując mnie wzrokiem.
- Jestem. - mówię i ponownie muskam jego, pełne wargi.
- W takim razie jesteśmy oficjalnie parą. - uśmiecha się.
- Wiem. - odwzajemniam gest.
Przez dłuższą chwilę patrzymy na siebie, nic nie mówiąc.
- Muszę już jechać. - mówi po chwili.
- W porządku. - uśmiecham się lekko.
Ostatni raz muska moje usta, następnie pomaga mi zejść z jego kolan. Wysiadam z samochodu, spoglądając na jego, pogrążoną w myślach twarz, następnie zamykam drzwi, i robię kilka kroków w tył, a Harry niemal od razu rusza przed siebie.
Jasna cholera...
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak wam się podoba? :D Na to czekałyście, czy może jeszcze za szybko się to potoczyło? :))
Przepraszam, że nie odpisałam na wasze, komentarze, przed poprzednim rozdziałem, ale mój laptop mi na to nie pozwala. Jak wchodzę na bloga, włączają mi się jakieś reklamy, gry itp. zaczyna mnie to już wkurzać, muszę coś z tym zrobić, bo dłużej z tym nie wytrzymam.
Co do komentarzy, nie musicie mnie przepraszać, że nie napisałyście komentarza, to naprawdę nie potrzebne. Wiem i rozumiem, że wszystkiego nie do się o prostu skomentować. :))))
Mam jeszcze prośbę. Niech pod tym rozdziałem, każdy, kto czyta to opowiadanie, napisze komentarz. Może być to co kol wiek, nawet przypadkowe litery. :) Chcę przez to powiedzieć, że nie wiem ile was jest, jest dużo wyświetleń oraz dużo, anonimowych komentarzy i już się w tym pogubiłam. Mam nadzieję, że zrobicie to dla mnie <33333333 ;))))))
Uwielbiam was, i do następnego <3333333333333333333333333333333333333
- Doceniam to Harry. - mówię z lekkim uśmiechem i zdziwieniem. - Ale powinniśmy zakończyć ten temat. - dodaję, patrząc w jego oczy, dając mu do zrozumienia, że nie powiem mu o moim zmartwieniu. Sądzę, że będzie lepiej i dla mnie i dla niego, jeśli on się o tym nie dowie.
- Rozumiem. - kiwa głową i rusza, widząc, że samochody przed nami zaczynają jechać przed siebie. - Ale jakbyś chciała...
- Wiem Harry. Dziękuję. - mówię z uśmiechem i ponownie opieram się czołem o szybę, zauważając, że za chwilę będziemy na miejscu.
To miłe z strony Harry'ego, że daje mi do zrozumienia, że mogę mu ufać i ...ufam mu, wiem, że mogę to zrobić. Lecz nie wiem dlaczego, ale, czuję się lepiej z tym, że wiem, że w każdej chwili mogę się zwrócić do niego i wyżalić się z swoich zmartwień. To mnie w jakiś sposób podnosi na duchu.
Mimowolnie na moich ustach, pojawia się mały uśmiech.
Bardzo zdziwiła mnie ta, nagła zmiana, która zaszła w Harry'm. Szczerze mówiąc, to ani trochę się tego nie spodziewałam, z resztą nikt by się tego po nim nie spodziewał. Lecz podoba mi się ten Harry. Nawet bardzo. Jego zachowanie, stosunek, gesty wobec mnie, to wszystko uległo drastycznej zmianie na o niebo lepsze. Mam tylko nadzieję, że tak pozostanie, lub, że będzie jeszcze lepiej. Chciałabym, żeby tak było.
Docieramy na miejsce i wychodzimy z samochodu na nieprzyjemnie zimne powietrze, które przeszywa całe, moje ciało. Zapinam swój, czarny płaszcz, mając nadzieję, że to pomoże mi się chociaż trochę ogrzać. Czuję, że Harry staje obok mnie, a jego, długie, ciepłe palce, oplatają się wokół moich, lekko ściskając moją dłoń i zaczynając ciągnąć mnie w stronę dużego budynku.
Kierujemy się korytarzem do pomieszczenia z numerem 7, które Harry otwiera i wchodzimy do środka. Chłopak puszcza moją rękę, podchodzi do kanapy i zaczyna szperać w sporej kupce ubrań, które się na niej znajdują.
- Co robią tutaj te ubrania? - pytam, zauważając, że jest tam kilka par bokserek i czarne rurki. Przyznaję, że trochę mnie to niepokoi.
Spoglądam na Harry'ego, który waha się przed powiedzeniem mi tego, co ma na myśli.
- Myślałem, że będę tu spać. - odpowiada, nie patrząc na mnie.
Jestem przerażona. Mam rozumieć, że jeśli nie zgodziłabym się, żeby został u mnie na noc, to Harry znowu mógłby spać w tym zimnym i obskórnym miejscu? Samo myślenie o tym, przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Dlaczego? - pytam i robię krok w jego stronę.
- Po prostu. - mówi ochryple, wzruszając ramionami. - Już się przyzwyczaiłem. - dodaje nieco ciszej.
Widzę, że wstydzi się tego, co mi wyznał, dlatego postanawiam, że nie będę dalej ciągnąć tego, krępującego go tematu. Ale zamierzam zapytać o to w niedalekiej przyszłości, kiedy nasze relacje będą bardziej odpowiednie do tego rodzaju rozmów.
Harry zdejmuje płaszcz i przeciąga swoją, czarną koszulkę przez głowę, obnażając tym swój, umięśniony i wytatuowany tors, który nawet teraz zapiera mi dech w piersiach. Kiedy zaczyna zdejmować swoje, obcisłe rurki, odwracam wzrok, czując jak moje policzki intensywnie mnie pieką.
Nadal nie mogę pojąć tego, że Harry ani trochę nie krępuje się przy mnie rozebrać, czy pokazywać w samych bokserkach. Wiem, że w jego życiu pojawiła się dosyć spora ilość kobiet, przed którymi zapewne robił jeszcze bardziej intymne rzeczy, ale ja nadal nie mogę się do tego przyzwyczaić. Ja za żadne skarby nie mogłabym pokazać się przed nim w samej bieliźnie, czy rozebrać się na jego oczach. Pamiętam jak byłam w nim w samym ręczniku i to było dla mnie strasznie krępujące i niekomfortowe przeżycie. Na samą myśl o tym zdarzeniu, mój brzuch ściska się z nerwów i zawstydzenia.
Ponownie spoglądam na chłopaka, który męczy się z związaniem swoich, bujnych i długich włosów czarną bandanką. Sięgam do tylnej kieszeni moich spodni, i wyciągam z niej czarną frotkę do włosów. Pomyślałam, żeby ją tam włożyć, zanim wyszłam z łazienki, wiedząc, że dzisiaj może się przydać.
- Harry. - mówię chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Kiedy jego, zielone oczy padają na mnie, pokazuję mu frotkę.
Chłopak podchodzi do stolika i na nim siada, więc podchodzę do niego i próbuję okiełznać jego, dzikie loki, zgarniając wszystkie, ciemne pasma w swoją dłoń.
Harry cały czas uważnie mi się przypatruje, co staram się zignorować i skupić na jego włosach, lecz nie bardzo mi to wychodzi.
Kiedy, z niemałym trudem osiągam swój cel, ciasno związuję wszystkie loki gumką, upewniając się, że żaden z nich nie wypadnie i nie będzie przeszkadzać w jego intensywnym treningu. Gdy chcę się odsunąć, Harry łapie mnie w talii i przyciąga tak, że znajduję się pomiędzy jego nogami. Spoglądam z lekkim zdziwieniem w jego, zielone tęczówki, które są wpatrzone prosto we mnie.
- Dzięki. - mówi. - To nie potrwa długo. - dodaje i podnosi się na stołku, następnie lekko muska moje wargi swoimi, co mnie zaskakuje.
Odsuwa swoją głowę od mojej i spogląda na mnie z góry swoim, zielonym wzrokiem, jak robi to zawsze.
- W porządku. - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a on ponownie muska moje usta, lecz tym razem dłużej i mocniej, co odwzajemniam.
Wychodzimy z pomieszczenia, które Harry zamyka na klucz. Chwilę później oplata swoją, dużą dłoń wokół mojej i zaczyna prowadzić nas w stronę klatki schodowej. Przez duże, metalowe drzwi, docieramy do dobrze znanej mi hali z ringiem, Harry puszcza moją rękę, wbiega na wysoki podest i od razu zaczyna walczyć z wielkim workiem treningowym.
Rozglądam się po wielkim pomieszczeniu, nie ma tutaj już wielkiej ilości krzeseł i wszystko jest, nie wiem czy można tak powiedzieć, ale czyste. Mimo, że to miejsce jest opuszczone, to widać, że ktoś o nie dba i posprzątał po walce, którą miałam okazję zobaczyć kilka dni temu i staram się o niej nie myśleć. W ogóle staram się o niej, jak najszybciej zapomnieć i nie przywracać tych, strasznych obrazów i przeżyć do mojej pamięci.
Siadam na ławce i zaczynam przypatrywać się z wielką uwagą, Harry'emu i jego, silnym, profesjonalnym ciosom, które poruszają workiem na wszystkie strony. Na jego czole zaczynają pojawiać się małe kropelki potu, które przeciera ręką, odzianą w czarną rękawicę. Nagle ciało chłopaka się cofa i wymierza potężnego kopniaka z półobrotu w worek, który dynamicznie odskakuje, a łańcuchy na którym jest on powieszony, zaczynają grzechotać. Chłopak bez problemu zatrzymuje skórzany, przyrząd i spogląda na mnie.
- Chodź tu. - mówi i macha do mnie ręką, żebym podeszła do ringu.
- Po co?
- Rozbierz płaszcz i chodź. - powtarza, z lekkim uśmiechem i odchodzi od worka, wycierając pot z swojego czoła. Podchodzi do krawędzi ringu i opiera się na sprężystych linach.
Podnoszę się z ławki i rozbieram swój płaszcz, następnie odwieszam go na jakimś urządzeniu do trenowania, postawione, tuż za ławką. Nie jest tutaj zbyt zimno, więc mogłam sobie pozwolić na zdjęcie ciepłego ubrania.
Niepewnie podchodzę do wysokiego podestu, na którym stoi Harry i spoglądam na niego z dołu. Patrzy na mnie z lekkim uśmieszkiem, nadal podpierając się na linach. Nagle kuca i wyciąga w moją stronę rękę, za którą łapię, a on bez żadnego problemu wciąga moje ciało na ring.
Czasem naprawdę mam wrażenie, że ten chłopak ma jakąś nadludzką siłę, chociaż wiem, że to niedorzeczne.
- Połóż się na plecach. - rozkazuje i wskazuje na gładkie podłoże. Podnoszę brew i spoglądam na niego z lekkim zdziwieniem.
Nie mam pojęcia o co może mu chodzić, co on zamierza zrobić i po co jestem mu potrzebna?
- Po prostu się połóż. - powtarza z małym uśmiechem i kiwa głową, żeby mnie zachęcić.
Nieco się waham, ale w końcu siadam na chłodnej, nieco miękkiej powierzchni, a następnie kładę się na wznak. Harry poprawia moje nogi, prostując je, i ręce kładąc wzdłuż mojego ciała. Nachyla się, i po chwili jego, duże dłonie, kolejno spoczywają po obu stronach mojej głowy, a kolana umieszcza po bokach mojej talii. Bez wysiłku, dźwiga się lekko, prostując ręce i nogi, następnie opuszcza swoje ciało, lekko dotykając mojego. Uśmiecham się, próbując zamaskować moje rumieńce, które zaczynają wypalać moją skórę, co Harry zauważa, bo pociera swoim nosem o mój policzek. Ponownie podnosi się na rękach i opuszcza, robiąc kolejną pompkę, a jego mięśnie, coraz bardziej się napinają, uwydatniając jego żyły. Sama nie wiem dlaczego, ale zaczynam chichotać, więc zakrywam ręką swoje usta, próbując się opanować. Ta cała sytuacja, jest taka niezręczna, a zarazem świetna i zabawna, że nie mogę powstrzymać się przed śmianiem.
- Dlaczego się śmiejesz? - pyta, robiąc kolejną pompkę, a na jego ustach pojawia się mały uśmiech.
Cieszę się, że Harry coraz częściej obnaża się z swoim uśmiechem. Może nie jest to zbyt wyraźne, ale jednak jego kąciki ust są lekko uniesione, a to się liczy. Uwielbiam jego, uśmiechniętą twarz.
- Bo to zabawne. - mówię z szerokim uśmiechem.
- Co takiego?
- To, że robisz nade mną pompki. - odpowiadam.
- Co w tym śmiesznego? - jest lekko zdziwiony, lecz uśmiech nadal nie znika z jego twarzy, z czego bardzo się cieszę.
- Sam fakt, że to robisz. - mówię. - Nigdy nie pomyślałabym nawet, że będziesz ćwiczył nad moim ciałem. - dodaję.
- To źle myślałaś. - zatrzymuje swoje ciało nade mną i cmoka mnie krótko w usta, następnie prostuje swoje kończyny, odsuwając się ode mnie.
Robiąc kolejne pompki, Harry coraz bardziej przybliża swoją twarz do mojej, a jego, zielone oczy coraz intensywniej przypatrują się moim, ciemnym tęczówkom,jakby chciał coś z nich wyczytać.
- Mam rozumieć, że już nie jesteś smutna? - pyta i zastyga w miejscu, na lekko ugiętych łokciach.
Kręcę przecząco głową.
- Już nie. - mówię z uśmiechem.
Przez tę, całą sytuację zapomniałam o mojej siostrze i o smutnej mamie. Co, jak co, ale jestem mu za to wdzięczna.
- Więc teraz możesz mi powiedzieć? - pyta z nadzieją w oczach i ponownie kładzie swoje kolana po bokach mojej talii.
Cicho wzdycham i spoglądam na niego.
- Harry...
- Proszę, powiedz mi. - wierzchem swojej, dużej dłoni, delikatnie pociera mój, rozgrzany policzek, chcąc mnie zachęcić do odpowiedzi na jego pytanie.
- Dlaczego chcesz się o tym koniecznie dowiedzieć? - pytam, a on otwiera usta, by coś powiedzieć, lecz w jego oczach widzę lekkie zawahanie.
- Bo kurewsko nienawidzę, kiedy coś cię dręczy. - odpowiada i głośno wypuszcza powietrze.
- Też nie cierpię, kiedy ciebie coś dręczy. - mówię i kładę rękę na jego, mokrym od potu policzku. Widzę i czuję, że moje słowa są dla niego nie małym zaskoczeniem, ponieważ jego mięśnie się napinają, oddech przyspiesza, a oczy szerzej się otwierają.
- Dlaczego jesteś taki zdziwiony? - pytam, nadal patrząc w jego, w tym momencie wielkie oczy.
- Nic. - mówi krótko. - Po porostu się tego nie spodziewałem. - mówi i drapie się po karku w nerwowym geście. Czuję jak jego ciało się rozluźnia.
- Czego? - pytam, nie rozumiejąc co chłopak ma na myśli.
Trwamy chwilę ciszy.
- Że cię obchodzę. - mówi cicho i niepewnie.
- Obchodzisz mnie. - przerywam. - Przecież wiesz, że mi na tobie zależy. - dodaję i uśmiecham się do niego.
- Wiem. - wkłada swoje dłonie pod moje plecy i wtula swoją głowę w moją szyję, a ja oplatam rękami jego, szerokie plecy, mocno go do siebie przytulając.
Nie wiem dlaczego, ale moje serce zaczyna szybciej bić.
Sposób w jaki zareagował na moje słowa, strasznie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że uświadomienie mu, że mnie obchodzi, będzie dla niego takim szokiem.
Przechodzą mnie przyjemne dreszcze, kiedy jego ciepły oddech dotyka wrażliwej skóry na mojej szyi.
- Wszystko w porządku? - pytam, i gładzę go ręką po plecach.
Odsuwa się ode mnie, następnie cmoka mnie krótko, lecz intensywnie w usta.
- Tak. - mówi i wygina swoje wargi w małym uśmiechu, następnie ponownie mnie całuje, przez co chichoczę.
- Nie powinieneś wrócić do treningu?
- Powinienem. - mówi. - Ale nie chcę. - dodaje.
- Harry... - czuję krótkie wibracje w tylnej kieszeni moich spodni, co oznacza, że dostałam esemesa.
Zamierzam sięgać po mój telefon, lecz ręka Harry'ego jest szybsza ode mnie i wyciąga urządzenie. Gdy spogląda na wyświetlacz, jego szczęka się napina, a brwi marszczą.
- Harry, kto to? - pytam i chcę zabrać od niego telefon, lecz on unosi się i zaczyna naciskać na klawisze, znajdujące się na małej klawiaturze mojej komórki. - Oddaj mi go. - rozkazuję i ponownie staram się zabrać moją własność, lecz chłopak mi na to nie pozwala. Złość w moim ciele, dosłownie się gotuje.
- To Jake. - mówi. - Chce się spotkać. - jego ton jest oziębły.
- Nie możesz do niego napisać. - mówię.
- Mogę. - odpowiada obojętnie.
Wzdycham głęboko w geście zirytowania i wkurzenia.
- Co chcesz mu napisać? - pytam, lekko spanikowana.
Jake to miły chłopak i nie chcę, żeby to, co Harry chce mu napisać, go zraniło.
- Coś od siebie. - mówi krótko.
- Harry, proszę. - mój ton jest niemal błagalny.
Chłopak spogląda na mnie i niechętnie oddaje mi telefon.
Spoglądam na wyświetlacz:
Wszystko w porządku? Może spotkamy się dzisiaj? - Jake.
Spoglądam jeszcze na wiadomość, którą Harry chciał mu wysłać.
Pierdol się.
Kręcę głową z niedowierzaniem i szybko usuwam, to, co zdążył napisać. Spoglądam na niego.
- Nie wierzę, że chciałeś mu to wysłać. - krzyżuję ręce na piersi i patrzę na niego z grymasem.
- Nie chcę, żebyś się z nim spotykała. - mówi i pochyla się nade mną, tak, że jego twarz znajduje się kilka milimetrów od mojej.
- Dlaczego niby? - pytam.
Jestem na niego strasznie wkurzona. On nie ma prawa grzebać w moim telefonie, ani mi go zabierać, ani pisać do moich znajomych.
- To tylko mój znajomy Harry.
- Może dla ciebie. Ale widziałem jak ten skurwiel ślini się na twój widok. - fuka. - Z resztą całował cię.
- Harry, przecież nie jesteśmy w związku. Więc dlaczego jesteś zazdrosny? - pytam.
Zaczyna zastanawiać się nad moim pytaniem.
- A jeśli będziemy, to więcej się z nim nie spotkasz? - jego pytanie mnie muruje.
Czy on właśnie zaproponował mi chodzenie?
- Mówisz poważnie?
- Tak.
- Harry czy ty... czy my.
- Jeśli chcesz. - mówi. - I jeśli obiecasz, że więcej nie spotkasz się z tym skurwielem. - dodaje i patrzy na mnie uważnie.
To nie możliwe. Czy to się dzieje naprawdę?
- A ty tego chcesz? - pytam niepewnie.
- Chcę. - odpowiada bez zastanowienia.
- Czy to oznacza, że...
- Tak, będziemy oficjalnie parą. - przerywa i uśmiecha się lekko.
- Oficjalnie? - podnoszę brew.
- Dokładnie. - odpowiada. - Jak inaczej wytłumaczysz pocałunki albo wyznania? Już od dłuższego czasu byliśmy jakby parą.
- Zdajesz sobie sprawę, na co się piszesz, pytając o to? - pytam.
- Tak, zdaję. - mówi poważnym tonem. - A ty? - patrzy na mnie z nadzieją.
- Tak Harry. - mówię, podnoszę głowę i całuję go w usta, z czego chłopak zdaje się być zadowolony. - Ale muszę to jeszcze przemyśleć
- Wiem o tym. - gładzi mnie dłonią po policzku, następnie wstaje i pomaga mi wstać z ringu. Zdejmuje czarne rękawiczki i wsadza do kieszeni swoich, krótkich spodenek.
- Już nie trenujesz? - pytam i siadam na krawędzi ringu, chcąc z niego zejść.
- Nie. - mówi. - Muszę coś załatwić. - dodaje, zeskakując z wysokiego podestu, następnie łapie mnie w talii i pomaga zejść na dół.
- Rozumiem. - odpowiadam, a Harry oplata swoją dłoń wokół mojej, bierze mój płaszcz z podłogi, ponieważ spadł z roweru stacjonarnego, na którym go powiesiłam.
Wchodzimy przez metalowe drzwi na klatkę schodową i kierujemy się na dół w stronę ,,pokoju" Harry'ego.
- Zostań tutaj, ja się szybko przebiorę. - kiwam głową, a on otwiera drzwi i wchodzi do środka.
Jasna cholera! Ja i Harry.... on właśnie zaproponował zostanie... parą! Nadal nie mogę w to uwierzyć, to jest jeszcze bardziej nierealne i dziwne, niż jego zachowanie. Przecież to kompletnie dziecinne i nieodpowiedzialne. Ja go prawie wcale nie znam, praktycznie nic o nim nie wiem, z resztą znamy się tylko niecałe dwa tygodnie.
Nie wiem co o tym myśleć. Czy popełniłabym błąd zgadzając się na związek z Harry'm, czy wręcz przeciwnie? Czy gdybym na to przystała, wszystko, uległoby jeszcze większej zmianie? Czy jestem na to gotowa? Czy byłabym głupia i naiwna, zgadzając się na to? Czy mimo licznych różnic i sprzeciwności, pomiędzy nami wszystko by się ułożyło? Moją głowę męczy teraz tyle pytań, że zupełnie nie wiem co o tym, wszystkim myśleć.
Zakładam swój płaszcz, słysząc głośne kroki Harry'ego, chwilę potem chłopak wychodzi z pomieszczenia i zamyka je na klucz. Następnie bierze moją dłoń w swoją i kieruje nas do wyjścia z budynku.
Gdy wychodzimy na zimne powietrze, zakładam kaptur na głowę i bardziej przybliżam się do chłopaka, który idzie tuż obok mnie.
Dlaczego musi być tak, cholernie zimno?
Wchodzimy do samochodu, a Harry od razu włącza ogrzewanie, następnie odpala samochód i rusza, zanim zdążam się zapiąć.
***
Całe dziesięć minut drogi mija bez słowa, Mam wrażenie, że on zastanawia się tak samo jak ja ,,I co dalej?''. Cały czas myślę, nad naszymi relacjami, nad tymi dwoma tygodniami naszej znajomości, nad pocałunkami, rozmowami, wyznaniami, spędzonym czasem razem z nim, moimi uczuciami co do jego osoby. Myślę, że to, co przeżyliśmy, przez te kilkanaście dni zasługuje na miano związku. Chociaż do mojej głowy nadal narzuca się mnóstwo pytań i wątpliwości.
Samochód Harry'ego się zatrzymuje, a ja orientuję się, że jesteśmy pod moim domem. Przez chwilę siedzę w bez ruchu, chcąc mu coś powiedzieć, lecz nie mogę pozbierać swoich myśli, chcąc ułożyć jakiekolwiek, sensowne zdanie.
- Aga? - głęboki głos Harry'ego rozchodzi się po samochodzie. - Jakie masz wątpliwości? - pyta.
- Harry ja... - przerywam. - Nie mam pojęcia jak to, wszystko się ułoży. Przecież my się tak różnimy, nie pasujemy do siebie. - wyduszam.
Nim się orientuję, moja broda znajduje się pomiędzy jego palcami, a moja twarz zostaje odwrócona w jego stronę, zmuszając mnie, żebym spojrzała w jego oczy.
- Wcale się tak nie różnimy. Mamy więcej wspólnego niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. - patrzy na mnie jakby koniecznie chciał przekonać mnie do swoich słów. - Z resztą, spójrz na nas. Coś jest pomiędzy nami, coś nas do siebie przyciąga i nie jest to jakieś byle gówno, tylko coś kurewsko poważnego. - dodaje, przenosząc swoje ręce na moje policzki. - Od samego początku tak było. Od kiedy wpadliśmy na siebie w tym, pierdolonym sklepie. - opiera swoje czoło o moje. - I wiem, że zabrzmi to teraz kurewsko gówniarsko. - mówi. - Ale czy chcesz zostać moją dziewczyną? - pyta, gładząc mnie kciukiem po policzku.
Nie jestem w stanie nic odpowiedzieć, ani nawet drgnąć. Czuję, jakbym miała zaraz zemdleć i nie wstać, puki nie wybudziłabym się z tego, nierealnego snu.
- Harry ja...
- Chcę, żebyś była pewna, że to co powiesz, będzie twoim, stuprocentowo przemyślanym wyborem i jeśli potrzebujesz więcej czasu... - przerywam mu wpijając się w jego, miękkie wargi.
Harry jest nieco zaskoczony, ale odwzajemnia pocałunek i kładzie swoje ręce na mojej talii, przenosząc mnie na swoje kolana. Wplatam swoje palce w jego, długie włosy, które musiał rozpleść, podczas jazdy, a on obłapuje moje plecy, mocniej mnie do siebie przyciskając.
- Harry. - wyduszam, kiedy odrywam się z pocałunku. - Nie potrzebuję czasu. - mówię i spoglądam w jego oczy.
- Jesteś pewna? - pyta, uważnie ilustrując mnie wzrokiem.
- Jestem. - mówię i ponownie muskam jego, pełne wargi.
- W takim razie jesteśmy oficjalnie parą. - uśmiecha się.
- Wiem. - odwzajemniam gest.
Przez dłuższą chwilę patrzymy na siebie, nic nie mówiąc.
- Muszę już jechać. - mówi po chwili.
- W porządku. - uśmiecham się lekko.
Ostatni raz muska moje usta, następnie pomaga mi zejść z jego kolan. Wysiadam z samochodu, spoglądając na jego, pogrążoną w myślach twarz, następnie zamykam drzwi, i robię kilka kroków w tył, a Harry niemal od razu rusza przed siebie.
Jasna cholera...
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak wam się podoba? :D Na to czekałyście, czy może jeszcze za szybko się to potoczyło? :))
Przepraszam, że nie odpisałam na wasze, komentarze, przed poprzednim rozdziałem, ale mój laptop mi na to nie pozwala. Jak wchodzę na bloga, włączają mi się jakieś reklamy, gry itp. zaczyna mnie to już wkurzać, muszę coś z tym zrobić, bo dłużej z tym nie wytrzymam.
Co do komentarzy, nie musicie mnie przepraszać, że nie napisałyście komentarza, to naprawdę nie potrzebne. Wiem i rozumiem, że wszystkiego nie do się o prostu skomentować. :))))
Mam jeszcze prośbę. Niech pod tym rozdziałem, każdy, kto czyta to opowiadanie, napisze komentarz. Może być to co kol wiek, nawet przypadkowe litery. :) Chcę przez to powiedzieć, że nie wiem ile was jest, jest dużo wyświetleń oraz dużo, anonimowych komentarzy i już się w tym pogubiłam. Mam nadzieję, że zrobicie to dla mnie <33333333 ;))))))
Uwielbiam was, i do następnego <3333333333333333333333333333333333333
1.03.2016
Rozdział 30
*Oczami Agaty*
Budzę się, czując niemały ucisk na mojej klatce piersiowej. Otwieram oczy i widzę burzę loków rozłożoną na moich piersiach, i silne, wytatuowane ramiona oplatające mnie po obu bokach, uniemożliwiając mi jaki kol wiek ruch swoim tułowiem.
Obawiam się, że żeby się stąd wydostać, będę musiała obudzić tego, leżącego na mnie chłopaka, który robi się coraz cięższy.
Cała twarz Harry'ego jest przykryta jego, długimi włosami, więc jedną z moich rąk odgarniam je jednym ruchem, zarzucając je za głowę. Spoglądam na tę, śpiącą twarz, którą podziwiam za każdym razem, kiedy ją widzę. Harry wydaję się teraz, jakby zupełnie inny... można powiedzieć, że jego twarz jest spokojniejsza, łagodniejsza. Nie wiem dlaczego mam takie wrażenie, może jest to spowodowane wczorajszymi wydarzeniami i wyznaniami.
Nadal nie mogę uwierzyć w to, że mu na mnie zależy, że Harry jednak coś do mnie czuje. To jest dla mnie takie niepojęte i nierealne.
Wierzchem swojej dłoni pocieram jego policzek, który pokryty jest krótkim i nieco ostrym zarostem.
Mi też na nim zależy. Ostatecznie uświadomiłam sobie to właśnie wczoraj, kiedy jego, miękkie usta całowały moją skórę z taką czułością i delikatnością, że odpływałam gdy muskał mój, od dawna nieoglądany przez nikogo skrawek ciała. Kiedy mu zaufałam, a on chciał mi pokazać, że on nie chce zrobić i nie zrobi mi w żaden sposób krzywdy. Uświadomiłam też sobie, że ok jakiegoś czasu zaczęłam czuć coś do Harry'ego, lecz odpychałam od siebie to uczucie i oszukiwałam swoje myśli, że Harry jest mi obojętny. Ale jednak... zależy mi na Harry'm i zupełnie nic nie mogę na to poradzić. To, że jednak coś do niego czuję wyjaśnia także wiele spraw, na które dopiero teraz znam odpowiedź. To, że zawsze mu wybaczam, to jak czuję się, kiedy jest blisko mnie, to, co dzieje się ze mną i moim umysłem, kiedy patrzę w jego, zielone, pełne tajemnicy oczy, to, że uwielbiam to uczucie, kiedy jego usta muskają moje, oznacza, że mi na nim... zależy. Nie ma innego wyjaśnienia.
Z gładzenia jego policzka, przechodzę do muskania palcami jego, ciemnych, bujnych loków. Moje palce przeczesują jego, długie włosy, jednocześnie nieco je rozplątując.
Harry zaczyna się ruszać, przez co zaczynam czuć się bardzo niekomfortowo, ponieważ jego głowa jeszcze bardziej wtapia się w moje piersi. Mimo, że Harry śpi, mam wrażenie, jakby robił to specjalnie.
Mimowolnie zaczynam się śmiać z całej, tej sytuacji, a moje ciało wraz ze mną, przez co Harry zaczyna jeszcze bardziej się wiercić. Wyjmuję swoją rękę z jego włosów i kładę sobie na ustach, próbując się uspokoić, co mi się udaję.
Nie chciałam go jeszcze budzić, mimo, że jego głowa znajduje się w bardzo niekomfortowym dla mnie miejscu.
Mam wrażenie, że Harry nie wysypia się tak, jak powinien, może dlatego, że byłam światkiem, jak zachowywał się podczas i po tym koszmarze, który mu się ostatnio przyśnił.
Na samą myśl o tym widoku, przez moje ciało przechodzą te dreszcze, których nie lubię.
Ponownie na niego spoglądam. Harry jest naprawdę przystojny, nawet od tego, niefortunnego spotkania w sklepie tak uważam. Pamiętam, że strasznie mnie wtedy zaintrygował, zresztą do teraz tak jest. Harry nadal jest strasznie tajemniczy i intrygujący, praktycznie nic o nim nie wiem, a jednak, mam głęboką nadzieję, że to w końcu się zmieni, że wreszcie mi zaufa i się przede mną otworzy. Czekam na to już od dawna.
Otwieram swoje powieki, które zamknęły się pod wpływem intensywnego rozmyślania. Moim oczom ukazują się zaspane, zielone tęczówki, ilustrujące moją twarz.
- Długo nie śpisz? - pyta i podnosi się z mojego ciała, przynosząc mi tym jednocześnie ulgę, jak i zimno, ogarniające moje ciało.
- Od jakichś dwudziestu minut. - odpowiadam i nasuwam na siebie róg kołdry.
- I pozwoliłaś mi tak na sobie spać? - pyta wyraźnie zdziwiony i kładzie się obok mnie, uważnie mi się przypatrując.
- Nie chciałam cię budzić. - mówię i odwracam głowę, spoglądając na sufit, chcąc odwrócić wzrok od jego, intensywnych oczu. Chwilę później czuję jak materac się porusza, a nade mną pojawia się twarz Harry'ego, czym jestem zaskoczona.
- To miłe. - mówi i pochyla się, delikatnie muskając moje usta, czym jestem jeszcze bardziej zaskoczona, ale podoba mi się to. - Jadę dzisiaj na siłownie. - mówi, kiedy odrywa się ode mnie. - Chcesz jechać ze mną? - pyta, i spogląda na mnie. - Chciałem jechać wczoraj, ale musiałem coś załatwić. - dodaje, a ja doskonale wiem, o, co mu chodzi.
Zaczynam się śmiać i lekko uderzam ręką w jego tors.
- Harry. - mówię, i zakrywam ręką swoje usta, próbując się uspokoić.
Mimo, że Harry zawsze wydawał mi się ponury, to od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać, że ma on poczucie humoru, z czego jestem zadowolona, bo to oznacza, że zaczął się obnażać przede mną z swoimi emocjami, a ja naprawdę to doceniam.
O wiele bardziej wolę tego innego, miłego Harry'ego, od tego aroganckiego i agresywnego.
Na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- Już nie jesteś o to zła? - pyta.
- Nie, już nie. - mówię, a on ponownie muska moje usta, tylko, że teraz nieco pewniej i mocniej, co odwzajemniam.
- To jedziesz na siłownie? - odsuwa się ode mnie i spogląda na mnie z góry.
- Ale pod jednym warunkiem. - mówię, na co on patrzy na mnie wyczekująco. - Uśmiechniesz się. - mówię.
- Po co?
- Bo zbyt rzadko to robisz. - jego brwi zaczynają się marszczyć. - Jeśli chcesz, żebym z tobą pojechała, musisz się uśmiechnąć. - wzruszam ramionami. Zaczyna się zastanawiać.
Nie rozumiem, odkąd znam Harry'ego, wiem, że uśmiechanie się jest dla niego problemem, robi to rzadko i przychodzi mu to z trudnością. To naprawdę dziwne i zupełnie niezrozumiałe dla mnie. Dlatego chcę to zmienić.
- To jak? - pytam i podnoszę brew, a Harry spogląda na mnie i po chwili pokazuje swoje, białe zęby i głębokie dołeczki, w najpiękniejszym uśmiechu jaki kiedykolwiek widziałam u chłopaka.
Cholera, on jest taki przystojny. Muszę go częściej zmuszać, żeby się uśmiechał.
- Może być? - pyta, a na jego twarzy nadal widnieje delikatny uśmiech. Najwidoczniej rozbawiła go ta, cała sytuacja, z czego bardzo się cieszę.
- Tak. - mówię. - Dziękuję. - podnoszę swoją głowę i lekko muskam jego wargi swoimi, z czego Harry wydaje się być zadowolony.
To jest naprawdę dziwne, ta, normalna rozmowa, leżenie razem w łóżku, całowanie się, to wszystko jest takie... inne i odmienne, ale podoba mi się ta zmiana, bardzo mi się podoba.
- Harry, muszę wstać. - mówię.
- Dlaczego? - pyta i kładzie się obok mnie.
- Muszę iść do łazienki. - odpowiadam i siadam na materacu, spoglądając na niego, następnie stawiam stopy na podłodze i podchodzę do mojej szafy z ubraniami, z której wyciągam czarną, niezapinaną bluzę z kapturem, czarne rurki, a z szuflady czystą bieliznę, tak, żeby Harry jej nie widział. Zaczynam kierować się w stronę drzwi i kiedy łapię za klamkę, Harry chrząka, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Przyjdziesz jeszcze? - pyta, a ja z lekkim zdziwieniem kiwam głową i wychodzę z pokoju.
***
Po krótkim prysznicu, zmyciu wczorajszego makijażu i ubraniu się w świeże ubrania, podchodzę do lustra i zaczynam się malować.
Dzisiejsze zachowanie Harry'ego lekko mówiąc, cholernie mnie zaskakuje. Mam wrażenie, jakby to nie był ten sam chłopak, jakiego, miałam poznać wcześniej. Z aroganckiego, chamskiego i agresywnego dupka zmienił się w kochanego, czułego i miłego chłopaka. Czy on faktycznie chce być lepszy dla mnie, czy ja naprawdę tak na niego wpływam i czy to, że mu na mnie zależy, aż tak go zmieniło? Jedyna rzecz która pozostała bez zmian to, jego tajemniczość i skrytość, oraz fakt, że nadal praktycznie nic o nim nie wiem. Mam nadzieję, że to też ulegnie drastycznym zmianom.
Po zrobieniu dosyć grubych i wyraźnych kresek eyelinerem, na górnej powiece, mocnego wytuszowania górnych rzęs, oraz dokładnego wyczesania moich długich, falowanych włosów, wychodzę z łazienki i wracam z powrotem do mojego pokoju. Po cichu otwieram drzwi i niemal bezszelestnie wchodzę do środka. Harry nadal leży na łóżku, w samych bokserkach, z rękami pod głową i zamyślony patrzy w sufit, marszcząc brwi.
Znowu to samo, znowu o czymś myśli, a ja nie mam bladego pojęcia o czym. I to mnie strasznie irytuje. Już zupełnie nie chodzi mi o, to, że jestem ciekawa, ale widzę, że coś go gnębi. Chciałabym, żeby on to z siebie wyrzucił, i żebym mogła mu po prostu pomóc.
- Harry. - mówię, żeby wyrwać go z dręczących jego umysł zamyśleń. Chłopak spogląda na mnie.
- Chodź tu. - mówi i macha głową w mną stronę, pokazując, żebym do niego podeszła.
Mimo lekkiego zdziwienia, moje nogi zaczynają kierować mną w stronę łóżka, na które wchodzę, a Harry przyciąga mnie do siebie i obejmuje moje plecy swoimi rękami. Moim ciałem ogarnia przyjemne ciepło, które bije od jego, rozgrzanej skóry.
Czuję, że on właśnie teraz tego potrzebuje, żeby się do kogoś przytulić. Rozumiem go, bo też czasem tak mam, teraz już rzadziej, ale nadal.
Obejmuję ręką jego klatkę piersiową i wtulam głowę w jego tors, mając nadzieję, że to chociaż trochę mu pomoże i doda otuchy.
- O czym myślisz? - pytam cicho, po chwili ciszy, która jest dla mnie nie do zniesienia.
- Nie chcę o tym gadać. - stara się brzmieć normalnie, lecz ja wiem, że to tylko pozory.
- Dlaczego? - spoglądam na niego i opieram brodę na jego piersi.
- Po prostu. - wzrusza ramionami.
- Przecież widzę, że coś cię trapi. - mówię i przenikliwie patrzę w jego oczy, starając się z nich coś wyczytać, coś, co pomogło by mi odkryć co, złego siedzi w jego głowie.
- Nic mi nie jest. - jest zakłopotany.
- Harry. - mówię stanowczo.
- Nie będę o tym z tobą gadać. - fuka i odwraca głowę, spoglądając w sufit. Widzę, że jest zirytowany.
- Ufasz mi? - pytam, a jego wzrok wraca na moją twarz.
- Co? - marszczy brwi.
- Pytam, czy mi ufasz? - powtarzam. Harry patrzy na mnie, jakby chciał wykryć jakiś podstęp.
- Tak. - odpowiada po kilku sekundach.
Cieszę się, z tego, że on jednak mi ufa. Czuję w pewien sposób ulgę.
- W takim razie, dlaczego nie chcesz mi o niczym mówić? - pytam i sięgam ręką do jego policzka, chcąc go ośmielić. Cały czas staram się utrzymać z nim kontakt wzrokowy, co jest naprawdę trudnym zadaniem.
- Nikomu o tym nie mówiłem. - odpowiada po chwili. - Nie potrafię. - dodaje.
Czyli to, co siedzi mu w głowie jest naprawdę czymś poważnym i musi go bardzo gnębić. Poniekąd go rozumiem, bo też nie chciałam nikomu mówić o TYM, co mi się wtedy przydarzyło, nie chciałam, nie potrafiłam. Harry był pierwszy, ale on w pewnym sensie mnie do tego sprowokował.
- Możesz mi coś obiecać? - pytam i zaczynam gładzić jego policzek, swoim kciukiem. Chłopak twierdząco kiwa głową. - Że kiedy będziesz gotowy, powiesz mi o tym. - marszczy brwi, odwraca wzrok i zaczyna się intensywnie zastanawiać. Widocznie nie spodobała mu się ta koncepcja, ale jeśli faktycznie mi ufa, to się zgodzi. Przynajmniej mam taką, głęboką nadzieję.
Po krótkim namyśle, wzrok Harry'ego ponownie pada na mnie, uważnie się przypatrując.
- Dobra. - mówi, a ja uśmiecham się do niego i ponownie wtulam się w jego, ciepły tors.
Naprawdę doceniam to, i cieszę się z tego, że jednak postanowił na to przystać, że jednak mi ufa i chce się przede mną w końcu otworzyć. Liczyłam na to, od bardzo dawna i to bardzo wiele dla mnie znaczy.
- Mieliśmy jechać na siłownie. - upominam go z śmiechem, kiedy jego ramiona mocniej przyciskają mnie do siebie.
- Jest za wcześnie. - mówi.
- A która godzina?
- Po dziesiątej. - odpowiada.
Cholera, nie wiedziałam, że już tak późno.
- Harry, wypuść mnie. - mówię i kładę dłonie na jego torsie, żeby się odepchnąć, lecz jego, silne, zaciśnięte wokół moich pleców ręce mi na to nie pozwalają. - Harry. - zaczynam się śmiać i próbuję się wyrwać, lecz Harry łapie za moje nadgarstki i przykuwa mnie do łóżka, zastygając nade mną swoim ciałem. Kiedy jego twarz zbliża się, żeby mnie pocałować, odwracam swoją głowę, że zamiast w usta, jego wargi trafiają w policzek. - Wstawaj. - mówię, śmiejąc się, a on wzdycha i schodzi ze mnie, z czego jestem zadowolona.
Siadam na łóżku i patrzę jak Harry wychodzi z pokoju zostawiając za sobą otwarte drzwi.
Nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieję naprawdę. Uwielbiam to, nowe zachowanie Harry'ego, które tak rzadko ujawniał. Kiedy traktuje mnie w taki sposób, czuję się inaczej, lepiej, raźniej, jak nigdy dotąd. Jednym słowem, wspaniale. Mam nadzieję, że już tak pozostanie.
Słyszę wibrowanie mojego telefonu, więc biorę go z szafki, sięgając po niego ręką. Sprawdzam wiadomość od Pauli:
Wracam za trzy dni. Cieszysz się, tak samo jak ja?
Odpisuję krótkie.
Tak Paula, bardzo się cieszę.
Nie mogę się już doczekać, kiedy ją wreszcie zobaczę. Jeszcze nigdy nie rozdzielałyśmy się na tak długi czas i bardzo za nią tęsknie. Strasznie brakuje mi tej, szalonej dziewczyny.
Wiem, że muszę powiedzieć jej o Harry'm, zwłaszcza, że pomiędzy mną, a nim, wyraźnie zaczęło się coś dziać. To jest nieuniknione.
Głęboko wzdycham.
Muszę jej też w końcu powiedzieć, co przytrafiło mi się te kilka lat wstecz. Wiem, że i dla mnie, i dla niej to będzie naprawdę trudne przeżycie, ale muszę to zrobić. Kiedy będę gotowa, powiem jej o wszystkim, nie mogę tego przed nią dłużej ukrywać.
Na samą myśl o powiedzeniu jej o tym, mój brzuch się ściska w wyniku napływającego spięcia i stresu.
W wyniku przebierania palcami w moich nie licznych kontaktach, przypadkowo klikam na numer mojej siostry. Kilka razy się waham, zanim klikam na zieloną słuchawkę i przykładam urządzenie do ucha.
Niestety nasza ostatnia rozmowa skończyła się kłótnią, mam nadzieję, że Asia nie jest na mnie obrażona za ostatni raz i porozmawia ze mną normalnie.
Niestety nie odbiera, więc próbuję jeszcze raz, a potem następnych kilka i za każdym, kiedy nie odbiera, denerwuję się i stresuję coraz bardziej.
Mimowolnie wybieram numer do mojej mamy i dzwonię do niej, całe szczęście odbiera niemal od razu.
- Hej kochanie. - mówi.
- Hej, co z Asią? - pytam nerwowo. - Próbowałam się do niej dodzwonić kilka razy i nie odbiera.
Słyszę jej, głośny oddech.
- Wyłączyła telefon, nie wychodzi z pokoju od dwóch dni. - odpowiada. - Nikogo tam nie wpuszcza, mówi, że się źle czuje, ale wiem że kłamie. - dodaje. - Nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. - jej głos się łamie.
Cholera, z tego, co widzę, jest z nią coraz gorzej.
- Mamo, wszytko będzie dobrze. - próbuję ją pocieszyć. - To musi być tylko przejściowe. - dodaję, choć tak nie myślę.
- Mam taką nadzieję kochanie. - mówi. - Muszę kończyć, jadę na zakupy. - mówi. - Do usłyszenia skarbie.
- Pa mamo, informuj mnie o wszystkim. - kiedy połączenie jest skończone, odkładam telefon na szafkę i opieram się plecami o wezgłowie łóżka.
Co jest nie tak z moją siostrą do jasnej cholery? Jest z nią coraz gorzej, a ja nie mam pojęcia co mam z tym zrobić. Wiem, że mama próbuje ukryć to, że jest załamana, co jest kolejną kwestią, która strasznie mnie martwi.
Słyszę jak Harry wchodzi do mojego pokoju, przez uchylone drzwi.
- Jedziemy? - pyta, idąc w moją stronę.
Lekko kiwam głową i zwlekam się z łóżka, następnie staję przed Harry'm, czekając aż wyjdzie z przejścia i zacznie kierować się do korytarza. Zamiast tego chłopak kładzie palce na mojej brodzie i podnosi moją głowę, żebym na niego spojrzała.
- Co się stało? - pyta, intensywnie patrząc w moje oczy.
Czy to naprawdę aż tak widać, że jestem cholernie zmartwiona?
- Nic. - odpowiadam obojętnie.
Myślę, że to nie jest odpowiedni moment na zwierzanie mu się z moich uczuć. Nie jestem jeszcze gotowa, żeby mu tak w pełni zaufać i mówić mu o swoich uczuciach i problemach. To jeszcze nie jest czas na mówienie mu o takich rzeczach, zwłaszcza kiedy chodzi o moje sprawy rodzinne.
- Aga. - mówi stanowczo.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać Harry. - przerywam. - Możesz to uszanować? - pytam, patrząc w jego, zielone oczy.
Harry kiwa głową i zabiera rękę z mojej brody.
- Dziękuję. - uśmiecham się lekko do niego i mijam go, kierując się na dół w stronę korytarza.
Doceniam to, że jednak odpuścił. Doskonale wiem, że w jakiś sposób mógłby zmusić mnie do odpowiedzi i naprawdę cieszę się, że tego nie zrobił.
Nakładam kaptur na głowę, ubieram płaszcz, buty oraz szalik i spoglądam na Harry'ego który stoi już przy drzwiach i uważnie mi się przypatruje. Chłopak otwiera drzwi i przepuszcza mnie w przejściu, następnie sam wychodzi z domu, a ja zamykam drzwi na klucz.
Gdy jestem w samochodzie, zapinam pas i opieram swoje czoło o szybę. Harry odpala silnik, a po chwili czarne auto rusza.
***
- Aga. - z kilkuminutowego i bezcelowego patrzenia w okno, wyrywa mnie głos Harry'ego. Odrywam swoje czoło od szyby i spoglądam na niego.
Nie wiem co mnie naszło, ale do głowy zaczęło mi się napływać moje dzieciństwo, to jak byłam blisko z moją siostrą, przed oczami mam różne, wspaniałe chwile, które spędziłam z Asią. Strasznie dołuje mnie to, że już tego nie ma i nie wróci.
Jak ona mogła się tak zmienić?
- Wszystko w porządku? - pyta i spogląda w moje oczy, które pewnie wyrażają zbyt dużo emocji, żeby mógł co kol wiek z nich wyczytać.
- Tak. - mówię i ponownie opieram swoją głowę o szybę, patrząc na dosyć spory korek przed nami.
- Przecież widzę, że nie jest. - czuję jego palce na mojej brodzie, które odwracają moją głowę, żebym na niego spojrzała, chociaż nie mam na to najmniejszej ochoty.
Najchętniej położyłabym się do łóżka i zatraciła się w muzyce, tak,jak robiłam to zawsze, kiedy miałam jakiś problem, czy coś mnie martwiło. To prawie zawsze mi pomagało i mam nadzieję, że tym razem też by mi pomogło.
- Powiedz mi. - mierzy swoimi oczami moje, próbując przekonać mnie do zwierzenia mu się.
Nie rozumiem dlaczego on tak naciska na, to żebym mu o tym powiedziała. Nie wiem także czy to wynika z tego, że jest ciekawy, czy z tego, że chce mi po prostu pomóc, widząc, że coś jest ze mną nie tak.
Chciałabym, żeby mój humor się poprawił, ale nie mogę nic na to poradzić, żeby to zmienić. Czuję się naprawdę zdołowana i bardzo źle. Tu chodzi w końcu o moją rodzinę.
- Harry nie powinnam ci o tym mówić. - mówię, patrząc na niego.
- Dlaczego?
- Harry proszę...
- Możesz mi powiedzieć. - zapewnia.
- Wiem o tym. - uśmiecham się lekko. - Po prostu nie chcę cię tym zadręczać.
- Chcę ci pomóc. - mówi.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
I oto kolejny rozdział!!!!!! Już 30 !!!!!! Mam wielką nadzieję, że się wam podoba. :))))) Nie wiem jak wam, ale mi bardzo podoba się zmiana Harry'ego, zupełnie inaczej się to teraz piszę, można nawet powiedzieć, że przyjemniej. I mam nadzieję, że mam równie przyjemnie się to czyta. :DDDDDD Do następnego kochane, uwielbiam was. <3333333333
Budzę się, czując niemały ucisk na mojej klatce piersiowej. Otwieram oczy i widzę burzę loków rozłożoną na moich piersiach, i silne, wytatuowane ramiona oplatające mnie po obu bokach, uniemożliwiając mi jaki kol wiek ruch swoim tułowiem.
Obawiam się, że żeby się stąd wydostać, będę musiała obudzić tego, leżącego na mnie chłopaka, który robi się coraz cięższy.
Cała twarz Harry'ego jest przykryta jego, długimi włosami, więc jedną z moich rąk odgarniam je jednym ruchem, zarzucając je za głowę. Spoglądam na tę, śpiącą twarz, którą podziwiam za każdym razem, kiedy ją widzę. Harry wydaję się teraz, jakby zupełnie inny... można powiedzieć, że jego twarz jest spokojniejsza, łagodniejsza. Nie wiem dlaczego mam takie wrażenie, może jest to spowodowane wczorajszymi wydarzeniami i wyznaniami.
Nadal nie mogę uwierzyć w to, że mu na mnie zależy, że Harry jednak coś do mnie czuje. To jest dla mnie takie niepojęte i nierealne.
Wierzchem swojej dłoni pocieram jego policzek, który pokryty jest krótkim i nieco ostrym zarostem.
Mi też na nim zależy. Ostatecznie uświadomiłam sobie to właśnie wczoraj, kiedy jego, miękkie usta całowały moją skórę z taką czułością i delikatnością, że odpływałam gdy muskał mój, od dawna nieoglądany przez nikogo skrawek ciała. Kiedy mu zaufałam, a on chciał mi pokazać, że on nie chce zrobić i nie zrobi mi w żaden sposób krzywdy. Uświadomiłam też sobie, że ok jakiegoś czasu zaczęłam czuć coś do Harry'ego, lecz odpychałam od siebie to uczucie i oszukiwałam swoje myśli, że Harry jest mi obojętny. Ale jednak... zależy mi na Harry'm i zupełnie nic nie mogę na to poradzić. To, że jednak coś do niego czuję wyjaśnia także wiele spraw, na które dopiero teraz znam odpowiedź. To, że zawsze mu wybaczam, to jak czuję się, kiedy jest blisko mnie, to, co dzieje się ze mną i moim umysłem, kiedy patrzę w jego, zielone, pełne tajemnicy oczy, to, że uwielbiam to uczucie, kiedy jego usta muskają moje, oznacza, że mi na nim... zależy. Nie ma innego wyjaśnienia.
Z gładzenia jego policzka, przechodzę do muskania palcami jego, ciemnych, bujnych loków. Moje palce przeczesują jego, długie włosy, jednocześnie nieco je rozplątując.
Harry zaczyna się ruszać, przez co zaczynam czuć się bardzo niekomfortowo, ponieważ jego głowa jeszcze bardziej wtapia się w moje piersi. Mimo, że Harry śpi, mam wrażenie, jakby robił to specjalnie.
Mimowolnie zaczynam się śmiać z całej, tej sytuacji, a moje ciało wraz ze mną, przez co Harry zaczyna jeszcze bardziej się wiercić. Wyjmuję swoją rękę z jego włosów i kładę sobie na ustach, próbując się uspokoić, co mi się udaję.
Nie chciałam go jeszcze budzić, mimo, że jego głowa znajduje się w bardzo niekomfortowym dla mnie miejscu.
Mam wrażenie, że Harry nie wysypia się tak, jak powinien, może dlatego, że byłam światkiem, jak zachowywał się podczas i po tym koszmarze, który mu się ostatnio przyśnił.
Na samą myśl o tym widoku, przez moje ciało przechodzą te dreszcze, których nie lubię.
Ponownie na niego spoglądam. Harry jest naprawdę przystojny, nawet od tego, niefortunnego spotkania w sklepie tak uważam. Pamiętam, że strasznie mnie wtedy zaintrygował, zresztą do teraz tak jest. Harry nadal jest strasznie tajemniczy i intrygujący, praktycznie nic o nim nie wiem, a jednak, mam głęboką nadzieję, że to w końcu się zmieni, że wreszcie mi zaufa i się przede mną otworzy. Czekam na to już od dawna.
Otwieram swoje powieki, które zamknęły się pod wpływem intensywnego rozmyślania. Moim oczom ukazują się zaspane, zielone tęczówki, ilustrujące moją twarz.
- Długo nie śpisz? - pyta i podnosi się z mojego ciała, przynosząc mi tym jednocześnie ulgę, jak i zimno, ogarniające moje ciało.
- Od jakichś dwudziestu minut. - odpowiadam i nasuwam na siebie róg kołdry.
- I pozwoliłaś mi tak na sobie spać? - pyta wyraźnie zdziwiony i kładzie się obok mnie, uważnie mi się przypatrując.
- Nie chciałam cię budzić. - mówię i odwracam głowę, spoglądając na sufit, chcąc odwrócić wzrok od jego, intensywnych oczu. Chwilę później czuję jak materac się porusza, a nade mną pojawia się twarz Harry'ego, czym jestem zaskoczona.
- To miłe. - mówi i pochyla się, delikatnie muskając moje usta, czym jestem jeszcze bardziej zaskoczona, ale podoba mi się to. - Jadę dzisiaj na siłownie. - mówi, kiedy odrywa się ode mnie. - Chcesz jechać ze mną? - pyta, i spogląda na mnie. - Chciałem jechać wczoraj, ale musiałem coś załatwić. - dodaje, a ja doskonale wiem, o, co mu chodzi.
Zaczynam się śmiać i lekko uderzam ręką w jego tors.
- Harry. - mówię, i zakrywam ręką swoje usta, próbując się uspokoić.
Mimo, że Harry zawsze wydawał mi się ponury, to od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać, że ma on poczucie humoru, z czego jestem zadowolona, bo to oznacza, że zaczął się obnażać przede mną z swoimi emocjami, a ja naprawdę to doceniam.
O wiele bardziej wolę tego innego, miłego Harry'ego, od tego aroganckiego i agresywnego.
Na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- Już nie jesteś o to zła? - pyta.
- Nie, już nie. - mówię, a on ponownie muska moje usta, tylko, że teraz nieco pewniej i mocniej, co odwzajemniam.
- To jedziesz na siłownie? - odsuwa się ode mnie i spogląda na mnie z góry.
- Ale pod jednym warunkiem. - mówię, na co on patrzy na mnie wyczekująco. - Uśmiechniesz się. - mówię.
- Po co?
- Bo zbyt rzadko to robisz. - jego brwi zaczynają się marszczyć. - Jeśli chcesz, żebym z tobą pojechała, musisz się uśmiechnąć. - wzruszam ramionami. Zaczyna się zastanawiać.
Nie rozumiem, odkąd znam Harry'ego, wiem, że uśmiechanie się jest dla niego problemem, robi to rzadko i przychodzi mu to z trudnością. To naprawdę dziwne i zupełnie niezrozumiałe dla mnie. Dlatego chcę to zmienić.
- To jak? - pytam i podnoszę brew, a Harry spogląda na mnie i po chwili pokazuje swoje, białe zęby i głębokie dołeczki, w najpiękniejszym uśmiechu jaki kiedykolwiek widziałam u chłopaka.
Cholera, on jest taki przystojny. Muszę go częściej zmuszać, żeby się uśmiechał.
- Może być? - pyta, a na jego twarzy nadal widnieje delikatny uśmiech. Najwidoczniej rozbawiła go ta, cała sytuacja, z czego bardzo się cieszę.
- Tak. - mówię. - Dziękuję. - podnoszę swoją głowę i lekko muskam jego wargi swoimi, z czego Harry wydaje się być zadowolony.
To jest naprawdę dziwne, ta, normalna rozmowa, leżenie razem w łóżku, całowanie się, to wszystko jest takie... inne i odmienne, ale podoba mi się ta zmiana, bardzo mi się podoba.
- Harry, muszę wstać. - mówię.
- Dlaczego? - pyta i kładzie się obok mnie.
- Muszę iść do łazienki. - odpowiadam i siadam na materacu, spoglądając na niego, następnie stawiam stopy na podłodze i podchodzę do mojej szafy z ubraniami, z której wyciągam czarną, niezapinaną bluzę z kapturem, czarne rurki, a z szuflady czystą bieliznę, tak, żeby Harry jej nie widział. Zaczynam kierować się w stronę drzwi i kiedy łapię za klamkę, Harry chrząka, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Przyjdziesz jeszcze? - pyta, a ja z lekkim zdziwieniem kiwam głową i wychodzę z pokoju.
***
Po krótkim prysznicu, zmyciu wczorajszego makijażu i ubraniu się w świeże ubrania, podchodzę do lustra i zaczynam się malować.
Dzisiejsze zachowanie Harry'ego lekko mówiąc, cholernie mnie zaskakuje. Mam wrażenie, jakby to nie był ten sam chłopak, jakiego, miałam poznać wcześniej. Z aroganckiego, chamskiego i agresywnego dupka zmienił się w kochanego, czułego i miłego chłopaka. Czy on faktycznie chce być lepszy dla mnie, czy ja naprawdę tak na niego wpływam i czy to, że mu na mnie zależy, aż tak go zmieniło? Jedyna rzecz która pozostała bez zmian to, jego tajemniczość i skrytość, oraz fakt, że nadal praktycznie nic o nim nie wiem. Mam nadzieję, że to też ulegnie drastycznym zmianom.
Po zrobieniu dosyć grubych i wyraźnych kresek eyelinerem, na górnej powiece, mocnego wytuszowania górnych rzęs, oraz dokładnego wyczesania moich długich, falowanych włosów, wychodzę z łazienki i wracam z powrotem do mojego pokoju. Po cichu otwieram drzwi i niemal bezszelestnie wchodzę do środka. Harry nadal leży na łóżku, w samych bokserkach, z rękami pod głową i zamyślony patrzy w sufit, marszcząc brwi.
Znowu to samo, znowu o czymś myśli, a ja nie mam bladego pojęcia o czym. I to mnie strasznie irytuje. Już zupełnie nie chodzi mi o, to, że jestem ciekawa, ale widzę, że coś go gnębi. Chciałabym, żeby on to z siebie wyrzucił, i żebym mogła mu po prostu pomóc.
- Harry. - mówię, żeby wyrwać go z dręczących jego umysł zamyśleń. Chłopak spogląda na mnie.
- Chodź tu. - mówi i macha głową w mną stronę, pokazując, żebym do niego podeszła.
Mimo lekkiego zdziwienia, moje nogi zaczynają kierować mną w stronę łóżka, na które wchodzę, a Harry przyciąga mnie do siebie i obejmuje moje plecy swoimi rękami. Moim ciałem ogarnia przyjemne ciepło, które bije od jego, rozgrzanej skóry.
Czuję, że on właśnie teraz tego potrzebuje, żeby się do kogoś przytulić. Rozumiem go, bo też czasem tak mam, teraz już rzadziej, ale nadal.
Obejmuję ręką jego klatkę piersiową i wtulam głowę w jego tors, mając nadzieję, że to chociaż trochę mu pomoże i doda otuchy.
- O czym myślisz? - pytam cicho, po chwili ciszy, która jest dla mnie nie do zniesienia.
- Nie chcę o tym gadać. - stara się brzmieć normalnie, lecz ja wiem, że to tylko pozory.
- Dlaczego? - spoglądam na niego i opieram brodę na jego piersi.
- Po prostu. - wzrusza ramionami.
- Przecież widzę, że coś cię trapi. - mówię i przenikliwie patrzę w jego oczy, starając się z nich coś wyczytać, coś, co pomogło by mi odkryć co, złego siedzi w jego głowie.
- Nic mi nie jest. - jest zakłopotany.
- Harry. - mówię stanowczo.
- Nie będę o tym z tobą gadać. - fuka i odwraca głowę, spoglądając w sufit. Widzę, że jest zirytowany.
- Ufasz mi? - pytam, a jego wzrok wraca na moją twarz.
- Co? - marszczy brwi.
- Pytam, czy mi ufasz? - powtarzam. Harry patrzy na mnie, jakby chciał wykryć jakiś podstęp.
- Tak. - odpowiada po kilku sekundach.
Cieszę się, z tego, że on jednak mi ufa. Czuję w pewien sposób ulgę.
- W takim razie, dlaczego nie chcesz mi o niczym mówić? - pytam i sięgam ręką do jego policzka, chcąc go ośmielić. Cały czas staram się utrzymać z nim kontakt wzrokowy, co jest naprawdę trudnym zadaniem.
- Nikomu o tym nie mówiłem. - odpowiada po chwili. - Nie potrafię. - dodaje.
Czyli to, co siedzi mu w głowie jest naprawdę czymś poważnym i musi go bardzo gnębić. Poniekąd go rozumiem, bo też nie chciałam nikomu mówić o TYM, co mi się wtedy przydarzyło, nie chciałam, nie potrafiłam. Harry był pierwszy, ale on w pewnym sensie mnie do tego sprowokował.
- Możesz mi coś obiecać? - pytam i zaczynam gładzić jego policzek, swoim kciukiem. Chłopak twierdząco kiwa głową. - Że kiedy będziesz gotowy, powiesz mi o tym. - marszczy brwi, odwraca wzrok i zaczyna się intensywnie zastanawiać. Widocznie nie spodobała mu się ta koncepcja, ale jeśli faktycznie mi ufa, to się zgodzi. Przynajmniej mam taką, głęboką nadzieję.
Po krótkim namyśle, wzrok Harry'ego ponownie pada na mnie, uważnie się przypatrując.
- Dobra. - mówi, a ja uśmiecham się do niego i ponownie wtulam się w jego, ciepły tors.
Naprawdę doceniam to, i cieszę się z tego, że jednak postanowił na to przystać, że jednak mi ufa i chce się przede mną w końcu otworzyć. Liczyłam na to, od bardzo dawna i to bardzo wiele dla mnie znaczy.
- Mieliśmy jechać na siłownie. - upominam go z śmiechem, kiedy jego ramiona mocniej przyciskają mnie do siebie.
- Jest za wcześnie. - mówi.
- A która godzina?
- Po dziesiątej. - odpowiada.
Cholera, nie wiedziałam, że już tak późno.
- Harry, wypuść mnie. - mówię i kładę dłonie na jego torsie, żeby się odepchnąć, lecz jego, silne, zaciśnięte wokół moich pleców ręce mi na to nie pozwalają. - Harry. - zaczynam się śmiać i próbuję się wyrwać, lecz Harry łapie za moje nadgarstki i przykuwa mnie do łóżka, zastygając nade mną swoim ciałem. Kiedy jego twarz zbliża się, żeby mnie pocałować, odwracam swoją głowę, że zamiast w usta, jego wargi trafiają w policzek. - Wstawaj. - mówię, śmiejąc się, a on wzdycha i schodzi ze mnie, z czego jestem zadowolona.
Siadam na łóżku i patrzę jak Harry wychodzi z pokoju zostawiając za sobą otwarte drzwi.
Nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieję naprawdę. Uwielbiam to, nowe zachowanie Harry'ego, które tak rzadko ujawniał. Kiedy traktuje mnie w taki sposób, czuję się inaczej, lepiej, raźniej, jak nigdy dotąd. Jednym słowem, wspaniale. Mam nadzieję, że już tak pozostanie.
Słyszę wibrowanie mojego telefonu, więc biorę go z szafki, sięgając po niego ręką. Sprawdzam wiadomość od Pauli:
Wracam za trzy dni. Cieszysz się, tak samo jak ja?
Odpisuję krótkie.
Tak Paula, bardzo się cieszę.
Nie mogę się już doczekać, kiedy ją wreszcie zobaczę. Jeszcze nigdy nie rozdzielałyśmy się na tak długi czas i bardzo za nią tęsknie. Strasznie brakuje mi tej, szalonej dziewczyny.
Wiem, że muszę powiedzieć jej o Harry'm, zwłaszcza, że pomiędzy mną, a nim, wyraźnie zaczęło się coś dziać. To jest nieuniknione.
Głęboko wzdycham.
Muszę jej też w końcu powiedzieć, co przytrafiło mi się te kilka lat wstecz. Wiem, że i dla mnie, i dla niej to będzie naprawdę trudne przeżycie, ale muszę to zrobić. Kiedy będę gotowa, powiem jej o wszystkim, nie mogę tego przed nią dłużej ukrywać.
Na samą myśl o powiedzeniu jej o tym, mój brzuch się ściska w wyniku napływającego spięcia i stresu.
W wyniku przebierania palcami w moich nie licznych kontaktach, przypadkowo klikam na numer mojej siostry. Kilka razy się waham, zanim klikam na zieloną słuchawkę i przykładam urządzenie do ucha.
Niestety nasza ostatnia rozmowa skończyła się kłótnią, mam nadzieję, że Asia nie jest na mnie obrażona za ostatni raz i porozmawia ze mną normalnie.
Niestety nie odbiera, więc próbuję jeszcze raz, a potem następnych kilka i za każdym, kiedy nie odbiera, denerwuję się i stresuję coraz bardziej.
Mimowolnie wybieram numer do mojej mamy i dzwonię do niej, całe szczęście odbiera niemal od razu.
- Hej kochanie. - mówi.
- Hej, co z Asią? - pytam nerwowo. - Próbowałam się do niej dodzwonić kilka razy i nie odbiera.
Słyszę jej, głośny oddech.
- Wyłączyła telefon, nie wychodzi z pokoju od dwóch dni. - odpowiada. - Nikogo tam nie wpuszcza, mówi, że się źle czuje, ale wiem że kłamie. - dodaje. - Nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. - jej głos się łamie.
Cholera, z tego, co widzę, jest z nią coraz gorzej.
- Mamo, wszytko będzie dobrze. - próbuję ją pocieszyć. - To musi być tylko przejściowe. - dodaję, choć tak nie myślę.
- Mam taką nadzieję kochanie. - mówi. - Muszę kończyć, jadę na zakupy. - mówi. - Do usłyszenia skarbie.
- Pa mamo, informuj mnie o wszystkim. - kiedy połączenie jest skończone, odkładam telefon na szafkę i opieram się plecami o wezgłowie łóżka.
Co jest nie tak z moją siostrą do jasnej cholery? Jest z nią coraz gorzej, a ja nie mam pojęcia co mam z tym zrobić. Wiem, że mama próbuje ukryć to, że jest załamana, co jest kolejną kwestią, która strasznie mnie martwi.
Słyszę jak Harry wchodzi do mojego pokoju, przez uchylone drzwi.
- Jedziemy? - pyta, idąc w moją stronę.
Lekko kiwam głową i zwlekam się z łóżka, następnie staję przed Harry'm, czekając aż wyjdzie z przejścia i zacznie kierować się do korytarza. Zamiast tego chłopak kładzie palce na mojej brodzie i podnosi moją głowę, żebym na niego spojrzała.
- Co się stało? - pyta, intensywnie patrząc w moje oczy.
Czy to naprawdę aż tak widać, że jestem cholernie zmartwiona?
- Nic. - odpowiadam obojętnie.
Myślę, że to nie jest odpowiedni moment na zwierzanie mu się z moich uczuć. Nie jestem jeszcze gotowa, żeby mu tak w pełni zaufać i mówić mu o swoich uczuciach i problemach. To jeszcze nie jest czas na mówienie mu o takich rzeczach, zwłaszcza kiedy chodzi o moje sprawy rodzinne.
- Aga. - mówi stanowczo.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać Harry. - przerywam. - Możesz to uszanować? - pytam, patrząc w jego, zielone oczy.
Harry kiwa głową i zabiera rękę z mojej brody.
- Dziękuję. - uśmiecham się lekko do niego i mijam go, kierując się na dół w stronę korytarza.
Doceniam to, że jednak odpuścił. Doskonale wiem, że w jakiś sposób mógłby zmusić mnie do odpowiedzi i naprawdę cieszę się, że tego nie zrobił.
Nakładam kaptur na głowę, ubieram płaszcz, buty oraz szalik i spoglądam na Harry'ego który stoi już przy drzwiach i uważnie mi się przypatruje. Chłopak otwiera drzwi i przepuszcza mnie w przejściu, następnie sam wychodzi z domu, a ja zamykam drzwi na klucz.
Gdy jestem w samochodzie, zapinam pas i opieram swoje czoło o szybę. Harry odpala silnik, a po chwili czarne auto rusza.
***
- Aga. - z kilkuminutowego i bezcelowego patrzenia w okno, wyrywa mnie głos Harry'ego. Odrywam swoje czoło od szyby i spoglądam na niego.
Nie wiem co mnie naszło, ale do głowy zaczęło mi się napływać moje dzieciństwo, to jak byłam blisko z moją siostrą, przed oczami mam różne, wspaniałe chwile, które spędziłam z Asią. Strasznie dołuje mnie to, że już tego nie ma i nie wróci.
Jak ona mogła się tak zmienić?
- Wszystko w porządku? - pyta i spogląda w moje oczy, które pewnie wyrażają zbyt dużo emocji, żeby mógł co kol wiek z nich wyczytać.
- Tak. - mówię i ponownie opieram swoją głowę o szybę, patrząc na dosyć spory korek przed nami.
- Przecież widzę, że nie jest. - czuję jego palce na mojej brodzie, które odwracają moją głowę, żebym na niego spojrzała, chociaż nie mam na to najmniejszej ochoty.
Najchętniej położyłabym się do łóżka i zatraciła się w muzyce, tak,jak robiłam to zawsze, kiedy miałam jakiś problem, czy coś mnie martwiło. To prawie zawsze mi pomagało i mam nadzieję, że tym razem też by mi pomogło.
- Powiedz mi. - mierzy swoimi oczami moje, próbując przekonać mnie do zwierzenia mu się.
Nie rozumiem dlaczego on tak naciska na, to żebym mu o tym powiedziała. Nie wiem także czy to wynika z tego, że jest ciekawy, czy z tego, że chce mi po prostu pomóc, widząc, że coś jest ze mną nie tak.
Chciałabym, żeby mój humor się poprawił, ale nie mogę nic na to poradzić, żeby to zmienić. Czuję się naprawdę zdołowana i bardzo źle. Tu chodzi w końcu o moją rodzinę.
- Harry nie powinnam ci o tym mówić. - mówię, patrząc na niego.
- Dlaczego?
- Harry proszę...
- Możesz mi powiedzieć. - zapewnia.
- Wiem o tym. - uśmiecham się lekko. - Po prostu nie chcę cię tym zadręczać.
- Chcę ci pomóc. - mówi.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
I oto kolejny rozdział!!!!!! Już 30 !!!!!! Mam wielką nadzieję, że się wam podoba. :))))) Nie wiem jak wam, ale mi bardzo podoba się zmiana Harry'ego, zupełnie inaczej się to teraz piszę, można nawet powiedzieć, że przyjemniej. I mam nadzieję, że mam równie przyjemnie się to czyta. :DDDDDD Do następnego kochane, uwielbiam was. <3333333333
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)