Dzisiaj po północy, będzie nowy rok, ale ja wstawiam wam życzenia teraz ponieważ później nie będę miała czasu. :)
Życzę wam, żebyście miło spędziły ten czas, żebyście w nowym roku spełniły swoje marzenia, żeby spełniło się to co sobie postanowicie, i żebyście znajdowały inne, jeszcze fajniejsze blogi niż mój (stwierdzam, że mój jest fajny po waszych komentarzach ;) ).
Tym razem jeśli zobaczę pierwszy komentarz, dodaję następny rozdział na nowy początek, nowego roku (chyba, że chcecie czekać do poniedziałku ;P) . Mam nadzieję, że się cieszycie. :D
Jeśli chcecie, pod tym postem możecie zadawać pytania na temat mojej osoby, na temat opowiadania. A z resztą, pytajcie o co chcecie. Na każde odpowiem ;)
Także tego, SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!!!!!
31.12.2015
28.12.2015
Rozdział 18
*Oczami Agaty*
- Piłeś. - stwierdzam zamykając za sobą drzwi.
Odwracam się do niego.
Twarz Harry'ego stara się nie pokazywać, żadnych emocji, ale ja w jego oczach widzę smutek i zranienie.
Nawet po tym koszmarze, który przyśnił mu się, kiedy spał u mnie w domu, nie był w takim stanie. Nie podoba mi się to, ani trochę mi się to nie podoba.
Nagle chłopak podchodzi do mnie i kładzie mi ręce na policzkach, jestem zaskoczona, ale nie protestuje.
Chłopak spogląda swoimi, smutnymi tęczówkami w moje.
- Przepraszam cię za to. - wskazuje na moje ramie. - Nie chciałem tego zrobić. - kciukiem zaczyna delikatnie pocierać skórę na moim policzku.- Wybaczysz mi? - pyta, patrząc z nadzieją w moje oczy.
- To było okropne, patrzenie jak zachowujesz się w taki sposób. Chciałam,żebyś przestał, żebyś się uspokoił, ale ty mnie odepchnąłeś. - przerywam. - Było i jest mi strasznie przykro z tego powodu. - bawię się palcami. - Jeżeli obiecasz mi, że to się więcej nie powtórzy, wybaczę ci.
W jego oczach widzę ulgę, ale smutek i rozgoryczenie nadal się w nich kryją. Ciekawe co takiego musiało się wydarzyć, że oczy chłopaka wyrażają takie emocje.
- Obiecuję, że nigdy więcej cie nie popchnę, że nie podniosę na ciebie ręki. - przybliża się do mnie jeszcze bardziej, następnie zamyka mnie w swoim uścisku.
Ta wizyta Harry'ego jest dziwna i nie zrozumiała dla mnie. Wątpię, żeby przyjechał tutaj tylko po to, żeby mnie przeprosić. Coś musiało się stać, a on chce to przede mną ukryć.
- W takim razie, w porządku. - lekko się uśmiecham, odwzajemniam uścisk oplatając swoje ręce wokół jego szyi.
- Jeszcze jedno. - odsuwam się nieco od niego i czekam, aż zacznie rozwijać swoją wypowiedź.
- Powiedz to. - rozkazuje, intensywnie wpatrując się w moje oczy.
- Obiecuję. - wyduszam.
Po tym jak te słowa wychodzą z moich ust, Harry wpija się w moje usta muskając je tak, jakby tego właśnie teraz potrzebował najbardziej na świecie.
Nie odwzajemniam pocałunku, ale też mnie wyrywam swojej głowy z jego rąk. Jestem totalnie oszołomiona, nie mam pojęcia co, to ma znaczyć.
- Pocałuj mnie. - mówi pomiędzy muskaniem moich, nieruchomych warg . - Proszę. - smutek i z desperowanie w jego głosie, wręcz zmuszają mnie do tego, że odwzajemniam pocałunek, delikatnie muskając jego, górną wargę.
Zamykam oczy, a chłopak cofa moje ciało przypierając mnie plecami do ściany. Jedna z moich rąk ląduje na jego karku, a druga na jego policzku pocierając jego, jednodniowy zarost.Harry kładzie rękę na moich plecach i przysuwa mnie bliżej siebie.
To uczucie znowu wdziera się do mojego umysłu, jest jeszcze intensywniejsze niż wcześniej i z każdym muśnięciem naszych ust, każdym dotknięciem, nasila się coraz bardziej. Lecz nie jest to, coś złego i budzącego we mnie lęk, czy niepokój, jest to coś wprost przeciwnego, coś co sprawia, że moje serce bije szybciej, a mój umysł odpływa, zatracając się w ustach i bliskości Harry'ego.
Chłopak łapie za moją talie i odciąga do ściany, następnie prowadzi tyłem do salonu, nadal mnie całując. Kładzie mnie delikatnie, na dużej kanapie, a sam zawisa swoim ciałem, nad moim, wsadzając swoją nogę między moje, a druga stawiając na podłodze.
Przechodzi z pocałunkami do mojej szczęki, następnie zaczyna całować mój obojczyk, oraz szyję od czasu do czasu delikatnie zasysając moją, miękką skórę.
Odsłania moje ramie ukazując siniaka, który na nim widnieje i zaczyna tak lekko obcałowywać jego, fioletową powierzchnie, że ledwo co czuję jego usta na mojej skórze.
Jego ręka ląduje pod moją koszulką na mojej talii.
- Harry, nie. - łapię za jego, wielką dłoń i próbuję odciągnąć.
- Obiecuję, że nic ci nie zrobię. - podnosi głowę, tak, że jest na równi z moją i spogląda w moje oczy. - Spróbuj mi zaufać. - jego oczy są pełne nadziei.
Kiwam przecząco głową, na co Harry zabiera swoją rękę z mojej skóry i zaczyna gładzić mój policzek wierzchem dłoni.
- Harry ja... nie wiem. Po tym co się stało ja... ja nie mogę. - niemal szepczę.
- Rozumiem. - z gładzenia policzka przechodzi do zakładania moich, ciemnych włosów za ucho.
- Pewnie teraz sądzisz, że jestem słaba i żałosna. - odwracam wzrok, lecz moja broda zostaje podciągnięta do góry przez rękę Harry'ego. Jestem zmuszona spojrzeć w jego zielone tęczówki.
- Wcale tak nie uważam. - jego ton brzmi poważnie.
- Dlaczego stałeś się inny? Jesteś miły, delikatny, szczery, normalnie ze mną rozmawiasz, zachowujesz się inaczej. Nie rozumiem tego. - pytam. - Jeszcze trzy dni temu byłeś wredny, arogancki i bezduszny wobec mnie. - dodaję.
Te słowa same wydostają się z moich ust, co ostatnio zdarza się bardzo często i zaczyna mnie niepokoić.
- Po prostu coś zrozumiałem. - mówi po chwili zastanowienia.
- Mogę wiedzieć co? - nie chcę znowu wywołać w nim gniewu, czy odburknięcia, więc pytam najłagodniej jak mogę.
Harry marszczy brwi, co oznacza, że jednak nieco rozzłościło go moje pytanie.
Z moich ust wydostaje się nie kontrolowane. głębokie ziewnięcie.
- Jesteś zmęczona. - stwierdza i wstaje z kanapy, następnie bierze mnie na ręce i kieruje się ze mną na schody.
- Harry, ja mam nogi. - cicho chichoczę.
- Ja też mam. - mówi. Uśmiecham się na jego słaby żart.
Spoglądam na jego twarz, na której przez chwile widnieje maleńki uśmiech, ale dosłownie po sekundzie znika.
Dlaczego, on się nie uśmiecha? Raczej robi to, ale bardzo rzadko i ledwo zauważalnie. To jest kolejna kwestia, która mnie ciekawi, a zarazem niepokoi w jego osobie. Chłopak wchodzi ze mną do pokoju, następnie zapala lampkę, odchyla jeden z rogów kołdry i kładzie mnie na miękkim materacu, w którym moje ciało się zapada. Naciągam na siebie puszystą kołdrę i szczelnie się nią opatulam.
Spoglądam na Harry'ego, który kieruje się do wyjścia z mojej samotni.
Dołuje mnie ten widok, nie chcę zostać sama w tym, pustym domu, wolałabym żeby został i dotrzymał mi towarzystwa, mimo, że jest jaki jest. .
- Nie chcesz zostać? - pytam, a on odwraca się nieco z dezorientowany.
- Mówisz poważnie? - pyta odwracając się w moją stronę.
- Sądzę, że kolejne spanie razem w łóżku nie zrobi wielkiej różnicy w tym, co stało się między nami przez kilka ostatnich dni. - lekko się uśmiecham.
Po moich słowach, Harry bez chwili wahania rozbiera się do samych bokserek i wchodzi pod kołdrę, tuż obok mnie, następnie obejmuje moje plecy i przyciąga moje ciało do siebie. Kładę głowę na jego twardej klatce piersiowej, która cały czas się porusza w dół i w górę, pod wpływem jego, głębokiego oddechu. Jedną z swoich rąk oplatam jego brzuch, a drugą podsadzam pod swój policzek.
- Dziękuję, że pozwoliłaś mi tutaj spać. - mówi głaszcząc mnie po plecach.
- Nie ma za co. - odpowiadam śledząc palcem tatuaż w kształcie motyla, który widnieje na środku jego klatki piersiowej.
- Mogę o coś zapytać?
- Mhm. - chłopak wydaje z siebie pomruk.
- Dlaczego tutaj przyjechałeś? - pytam spoglądając na niego z zaciekawieniem.
Przypominam sobie jego oczy, które wyrażały smutek i z desperowanie. Zakładam, że z tego powodu, z którego był smuty, przyjechał do mnie, bo nie miałby się gdzie się podziać. Absolutnie nie mam mu tego za złe, tylko dziwi mnie to, że przyjechał akurat do mnie.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, a oczy zaczynają się zamykać, ale postanawiam wytrzymać jeszcze chwilę.
- Nie chcę o tym mówić. - jego ton jest rozżalony.
- Rozumiem. - odwracam, głowę, doskonale wiedząc, że nic od niego nie wyciągnę.
Chciałabym wiedzieć, co mu jest i chciałabym mu pomóc, szkoda tylko, że Harry tego nie chce.
Postanawiam jednak zadać jeszcze jedno pytanie, licząc na to, że odpowie.
- Wróciłbyś do domu jakbym nie zaproponowała, żebyś został? - poprawiam się na jego torsie.
- Masz na myśli czy wróciłbym do mojego pokoju w bractwie? - pyta, a ja kiwam głową. - Nie. - odpowiada krótko.
- To gdzie w takim razie byś się podział?
- Pojechałbym do mojego obskórniaka, w opuszczonej hali sportowej, w której dzisiaj byliśmy. - odpowiada, a mnie muruje.
Czułam, że Harry tam pomieszkuje, ale nie chciałam dopuszczać do siebie takiej myśli. Przecież to okropne. Nie wiem jak on może tam żyć, to miejsce mnie przeraża, i fakt, że Harry może tam mieszkać przyprawia mnie o ciarki.
- Jak to. - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Spędziłem tam więcej czasu niż myślisz. - jego głos staje się nieco inny, jakby zdołowany.
- A twój dom?
- Nie pytaj o mój dom. - mówi nieco gniewnym tonem, mocniej przyciskając mnie do siebie.
- Dobrze. - ponownie ziewam.
Postanawiam nie zadręczać go już moimi pytaniami, bo widzę, że to już zaczyna go irytować. Ale ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego on nie chce rozmawiać o swojej rodzinie i o domu. Zauważyłam też, że Harry stara się odbiegać od tych tematów jak najdalej może.
Czyżby to jaki jest i jak się zachowuje,miało coś wspólnego z tymi tematami?
Spoglądam w okno patrząc na piękną noc za nim. Uwielbiam noc, bardziej od dnia. Kiedyś nie bałam się ciemności, ale teraz to jest rzecz, która przeraża mnie najbardziej.
Po kilku minutach patrzenia w rozgwieżdżone niebo za oknem, które zapomniałam zasłonić, poprawiam się na klatce piersiowej chłopaka, który wydaję mi się, że już śpi, bo jego oddech jest regularny i głęboki, a bicie serca równomierne.
Spoglądam na niego, powieki ma zamknięte, a usta lekko uchylone.
Kiedy Harry jest pogrążony w śnie, wygląda naprawdę uroczo i niewinnie. Uwielbiam na niego patrzeć, kiedy jest w takim stanie, bo wiem, że nie jest w stanie na mnie fuknąć, czy sparaliżować wzrokiem, co ostatnio powtarza się dosyć rzadko i bardzo mnie cieszy ten fakt.
Biorę rękę z jego brzucha i kładę mu na policzku, następnie delikatnie głaszczę kciukiem jego skórę, na której czuję lekki zarost. Swoim palcem wskazującym, zakładam kilka z należących do niego, niesfornych loków za jego ucho.
Znużenie daje się we znaki, więc ostatni raz spoglądam na Harry'ego ponownie zamykam oczy i po chwili zasypiam w silnych ramionach tego, tajemniczego chłopaka, w którego ramionach czuję się bezpiecznie jak nigdy dotąd.
***
Gdy się budzę, w pokoju panuje pół mrok, obstawiam, że jest około siódmej nad ranem. Spoglądam na Harry'ego, który smacznie śpi z niemal całą twarzą w poduszce.
Postanawiam wydostać się z ramion chłopaka, które kurczowo oplatają moje ciało.
Muszę pilnie iść do łazienki.
Odkładam jego rękę na bok i wydostaję się z jego objęć, następnie podkładam mu poduszkę. Przykrywam jeszcze kołdrą jego ramiona i schodzę z łóżka.
Szybkim krokiem wychodzę z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Kiedy wychodzę z łazienki, kieruję się z powrotem do swojego pokoju po ubrania, żebym mogła się przebrać. Łapię za klamkę i chcę wchodzić do pomieszczenia, lecz słyszę jak Harry z kimś rozmawia. Postanawiam podsłuchać o czym rozmawia.
- Czego kurwa ode mnie chcesz o jebanej, siódmej nad ranem? - pyta gniewnie. - Gówno cię obchodzi gdzie jestem. - fuka. - Nie Joseph, to ty mnie posłuchaj. Przestań mnie pouczać chociaż przez telefon i pierdolić jakieś farmazony, że nie mogę marnować życia, na jakieś gówna,bo to coś co nazywasz moim życiem, to nie życie, tylko zwykły, jebany syf. Od samych narodzin, moje życie było jednym, wielkim gównem, które z dnia na dzień było coraz bardziej gówniane i ty o tym doskonale wiesz. - mówi głośnym szeptem.
Czyli rozmawia z Joseph'em. Ale dlaczego mówi mu takie rzeczy?
- Wiesz dlaczego ze sobą jeszcze nie skończyłem? - pyta ściszając swój ton.
Z moich ust wydostaje się cichy pisk przerażenia i zszokowania. O czym on w ogóle mówi?
Zakrywam ręką usta i dalej nasłuchuje.
- Bo cały czas mam nadzieję, że się ułoży, że będzie dobrze, że jednak jest sens dalej ciągnąc to całe gówno jakim jest moje, zjebane życie. - jego głos jest intensywniejszy, jakby był tuż pod drzwiami. - Przestań do kurwy nędzy mnie pocieszać i mówić, że wcale tak nie jest, bo dobrze wiesz jak jest. - słyszę jak siada na moim łóżku. - Nie, nie wracam do twojego domu. - mówiąc to zdanie podkreśla słowo ,,twojego''. - Nie, i co ciebie to obchodzi? - fuka. - Pierdol się. - słyszę jak rzuca telefon na kanapę.
Boże. To co przed chwilą usłyszałam wstrząsnęło mną. Dlaczego on to mówi? I dlaczego kłócił się z Joseph'em, przecież to miły facet i z tego co usłyszałam to wyglądało na to, że chce pomóc Harry'emu. Tylko dlaczego on nie chce tej pomocy?
Postanawiam udać się do kuchni, i pozwolić ochłonąć Harry'emu po tej rozmowie.
Kiedy jestem w kuchni i połykam swoją tabletkę, następnie nalewam sobie soku do szklanki i szybko go wypijam, ponieważ bardzo chciało mi się pić.
Nastawiam wodę na kawę, którą zamierzam wypić, żeby jakoś funkcjonować tego dnia. Podczas gdy woda w czajniku elektrycznym się gotuje, wsypuję do kubka dwie łyżki kawy rozpuszczalnej. Kiedy słyszę brzdęk czajnika, co oznacza, że woda jest już gotowa, zalewam kawę do połowy i odkładam czajnik na miejsce.
- Możesz mi też zrobić? - słyszę głos Harry'ego. Kątem oka zauważam go w wejściu do kuchni.
Nie wiem jak się zachować, po tym jak podsłuchałam o czym rozmawiał. Zdaję sobie sprawę, że, źle zrobiłam, ale byłam zbyt ciekawa, żeby nie podsłuchać o czym rozmawiał Harry. Zwłaszcza, kiedy jest taki tajemniczy i nie chce mi o niczym mówić.
- Jasne. - sięgam po kubek, wsypuję do niego dwie łyżki kawy i zalewam gorącą wodą.
- Dzięki. - podchodzi do mnie i opera się rękami o blat. - To, co zrobiłaś było niegrzeczne. - jego głos jest podirytowany. Czuję jego oddech na mojej szyi.
Cholera, wie, że go podsłuchiwałam, pewnie usłyszał jak pisnęłam.
- Przepraszam ja... - nie wiem co powiedzieć, czuję się okropnie.
- Nie musisz przepraszać, po prostu to nie było miłe, jak się obudziłem i zamiast ciebie była poduszka - mówi oschle ilustrując moją, zwróconą ku podłodze twarz. Ulga ogarnia moje ciało.
- Wiem... masz rację, przepraszam... nie powinnam. Po prostu, nie chciałam, żebyś się obudził. - tłumaczę się, czując jak moje policzki płoną.
- Zrobię śniadanie. - mówi i podchodzi do lodówki, wyciąga z niej pomarańcze, banana, truskawki i jabłko.
Postanawiam, że pokroje banana, wyciągam deskę oraz nóż i zaczynam obierać, a następnie kroić żółty, podłużny owoc.
Mimo, że Harry nie wie, że go podsłuchiwałam to czuję się zażenowana. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby stanąć pod tymi drzwiami i słuchać o czym on rozmawia. Inaczej by było gdybym nie usłyszała o tak wstrząsających i istotnych rzeczach, jakich od niego usłyszałam. Teraz czuję się okropnie, źle i ogólnie, najlepiej wolałabym się o tym nie dowiedzieć.
Zaczynam kroić trzeci plasterek i nagle nóż, który trzymam w ręce, przejeżdża po moim palcu głęboko go przecinając.
- Cholera. - mówię, zrzucając nóż na podłogę, po chwili kropelki krwi zaczynają ściekać z palca na podłogę.
Harry przerywa obieranie pomarańczy i błyskawicznie łapie za moją rękę, oglądając moją ranę, która jest naprawdę głęboka i mocno krwawi.
- To nic. - chcę wyrwać rękę z jego uścisku, lecz Harry zacieśnia uścisk.
- Właśnie widzę. - mówi poważnym tonem.
Podchodzi ze mną do kranu i odkręca wodę, podsadzając mój palec pod bieżącą wodę, co sprawia mi ból. Palec cały piecze, a woda w zlewie jest czerwona.
Kiedy rana jest przemyta i krwawienie nieco ustaje, Harry bierze wodę utlenioną z szuflady i polewa nią moje rozcięcie, co jeszcze bardziej mnie szczypie. Zaczynam syczeć z bólu.
Chłopak sięga po bandaż i zaczyna owijać nim mój palec.
Dlaczego to zawsze przy nim musi mi się coś dziać? Wczoraj niefortunne uderzenie w worek i siniak po odepchnięciu mnie na chodnik. Dzisiaj ten palec. Takiego pecha jak ja chyba nikt nie ma.
Harry spogląda w moje oczy, jakby wiedział o czym właśnie myślę.
Zauważam małe iskierki w jego oczach, co sprawia, że moje serce zaczyna niemal obijać się o moje żebra. Chłopak przybliża swoją głowę i stanowczo lecz delikatnie wpija się w moje usta. Odwzajemniam pocałunek, który z sekundy na sekundę zaczyna się pogłębiać i robić się coraz bardziej zachłanny. W pomieszczeniu nie słychać nic oprócz naszych ust muskających się na wzajem, oraz naszych płytkich oddechów.
Harry podnosi moje ciało sadzając mnie na blacie i stając pomiędzy moimi nogami. Teraz moja głowa jest prawie na równi z jego, co ułatwia mu dostęp do moich ust.
Czuję jak jego bokserki się napinają, co sprawia, że nieco odsuwam się w tył. Czuję jak moje policzki płoną.
- Coś nie tak? - pyta odrywając się z pocałunku.
- Nie, tylko... - wiem, że teraz moje policzki wyglądają jak małe, czerwone piłeczki.
Spogląda na swoje, napięte bokserki.
- Nie mogę tego kontrolować.
- Wiem, przepraszam, ja nigdy nie...
- Wiem. - odcina nożem zbędny bandaż i przykleja plaster, żeby mój opatrunek się trzymał
- Ja um... dziękuję. - oglądam swój opatrzony, przez Harry'ego palec.
- Taa.
Wychodzi z pomiędzy moich nóg i nalewa mleka do naszych kaw.
- Słodzisz? - pyta spoglądając na mnie kątem oka.
- Półtora. - zeskakuje z blatu i biorę nóż do ręki, chcąc dokończyć krojenie banana, lecz ostre narzędzie zastaje wyrwane z mojej ręki przez Harry'ego.
- Ja to zrobię. - staje na moim miejscu lekko odpychając mnie na bok. - Pij kawę. - mówi oschle.
Czyżbym w jakiś sposób uraziła go, odsuwając się od niego i jego bokserek? Czy może nadal jest zły za tą poduszkę?
Biorę kubek z kawą i siadam z nim do stołu. Upijam łyk i spoglądam na chłopaka jak umiejętnie i szybko kroi banana, następnie bierze pomarańcze i kończy jej obieranie.
Spoglądam na jego twarz, jest jakby zamyślona, ale jego brwi są zmarszczone, a szczęka zaciśnięta. Pomiędzy nami wyczuwam napięcie, które nie jest dla mnie ani trochę komfortowe. Postanawiam, że stąd wyjdę i pójdę do pokoju się przebrać, żeby oderwać się chociaż na chwilę od jego obecności.
Wstaję od stołu i kieruję się do wyjścia z kuchni.
- Będziesz jadła? - słyszę jego głos za plecami.
- Nie, dziękuję. - odpowiadam i wychodzę z kuchni.
Nie chcę teraz przebywać w jego towarzystwie. Czuje się nieco zażenowana, tym co przed chwilą między nami zaszło. Odskoczyłam od niego jakby mi coś zrobił, jakby zrobił coś złego, ale wcale tak nie było. Chciałabym kontrolować to co robię, ale niestety nie potrafię, w jakiś sposób nie mogę mieć na to wpływu. Trauma spowodowana przeżyciami z przeszłości kontroluje mną i ta cała, moją psychozą na temat czyjegoś dotyku, zaczyna mnie już męczyć. Chciałabym o tym po prostu zapomnieć, odciąć się od przeszłości, lecz, najwidoczniej to niemożliwe w moim przypadku.
Szkoda tylko, że Harry nie może tego pojąć, i jest o to na mnie zły, tak przynajmniej przypuszczam. Dlaczego on w ogóle mnie całuje, przecież wie, że zostanie odepchnięty przeze mnie i moją fobie. Ale wina też tkwi po mojej stronie, bo odwzajemniam jego pocałunki sama nie wiem dlaczego. Na pewno nie tylko z tego powodu, że to przyjemne uczucie i mam nadzieję, że Harry też nie całuje się ze mną dla samej przyjemności. Sama nie wiem dlaczego mam taką nadzieję, to dziwne i niezrozumiałe dla mnie.
Wchodzę do pokoju i podchodzę do szafy, z której wyciągam czarne rurki i szarą, niezapinaną bluzę z kapturem, oraz skarpetki. Ubieram to, wszystko na siebie i idę do łazienki, gdzie czeszę włosy i poprawiam kreski eyelinerem, oraz nakładam drugą warstwę tuszu do rzęs. Wczoraj nie zmyłam makijażu więc mogłam go tylko poprawić.
Wycieram jeszcze cienie pod oczami, które powstały przez skruszony tusz.
Kiedy moja twarz wygląda lepiej niż wcześniej, wychodzę z łazienki i udaję się z powrotem do mojego pokoju. Opadam plecami na łóżko i spoglądam na widok za oknem. Duża, szara chmura przykrywa słońce, którego słabe promienie jeszcze przed chwilą wpadały przez moje okno. Grupka małych dzieci opatulonych w grube kurtki, idzie po drugiej stronie ulicy z wielkimi tornistrami, trzymając się za ręce. Niewidzialny wiatr lekko porusza koronami drzew, sprawiając, że ostatnie liście spadają, z prawie, że pustych gałęzi.
Jest już początek listopada, początek zimy i za dwa miesiące Wigilia. Chciałabym wrócić do domu w ciągu tych dwóch miesięcy i spędzić święta z rodziną, ale nie wiem czy dam radę. Podczas mojej nieobecności dom porośnie kurzem, może się ktoś włamać, albo może się stać jeszcze coś gorszego. Jeśli Paula wróci za dwa tygodnie tutaj, to zostanie półtora miesiąca do świąt, a potem pewnie z powrotem wróci do Polski do swojego taty na Wigilię. Jeśli zostanę, pewnie spędzę tę święta sama. Louis pojedzie do rodziny, Matt też, chyba, że pojedzie z Paulą. Wygląda na to, że muszę się nad tym mocno zastanowić. Oczywiście,że wolałabym wrócić do rodziny chociaż na kilka dni, ale mieszkam teraz tutaj i nie mogę zostawić domu pod żadną opieką. To byłoby bardzo nieodpowiedzialne.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają. Nie muszę odwracać się w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry.
- Zrobiłem sałatkę. - czuję jego palący wzrok na mojej twarzy.
Odwracam głowę w jego stronę. Chłopak sięga po koszulkę i zakłada na swoje ciało, następnie zaczyna wciągać spodnie na swoje nogi.
Postanawiam zjeść z nim tą, głupią sałatkę, nie chcę go jeszcze bardziej wkurzać, a to napięcie między nami muszę jakoś wytrzymać.
Wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju, zostawiając w nim Harry'ego.
Schodzę do kuchni i siadam przy blacie, gdzie stoją dwie miski z sałatką owocową. Muszę przyznać, wygląda nieźle.
Biorę widelec do ręki i nadziewam na niego kilka owoców, następnie wkładam do buzi, jest pyszna.
Słyszę jak Harry wchodzi do kuchni, przysuwa krzesło obok mnie i na nim siada.
- Po śniadaniu idę na siłownie. - oznajmia i czuję jak na mnie zerka. - Chcesz ze mną jechać? - jego pytanie nieco mnie zaskakuje.
Widocznie Harry nie jest na mnie wkurzony, co nieco poprawia mój humor.
- Myślę, że po tym co stało się ostatnio, to nie jest najlepszy pomysł. - odpowiadam.
- Dzisiaj nie będzie tam tego skurwiela. - mówi po tym jak przełyka jedzenie.
- Dlaczego?
- Bo wie, że tam będę. - mówi. - Rozumiem, że nie chcesz jechać. - to brzmi bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
W sumie to czemu nie, skoro go tam nie będzie, to mogę jechać z nim z powrotem na te siłownie.
- Pojadę, ale pod jednym warunkiem. - mówię przełykając sałatkę.
Spoglądam na niego, a on na mnie, z oczami pełnymi nadziei.
- Jakim?
- Nauczysz mnie w końcu dobrze uderzać w ten głupi worek. - lekko się uśmiecham.
- Dobra. - chłopak kiwa głową, i wraca do kończenia sałatki.
Kiedy jego miska jest pusta, wkłada ją do zlewu i opiera się o blat, patrząc na mnie, czym sprawia, że czuję się niekomfortowo. Nie lubię kiedy ktoś patrzy jak jem, tylko, że to nie jest patrzenie się na mnie, tylko ilustrowanie każdego, mojego ruchu, przez jego zielone oczy.
Gdy kończę jeść, wkładam pustą miskę do zlewu i wychodzę z kuchni. Czuję jak wzrok Harry'ego wypala dziurę w moich plecach, co mnie nieco irytuje.
Dlaczego on dzisiaj się tak na mnie dziwnie patrzy? To bardzo mnie dziwi, jeszcze nigdy tak nie robił.
Ubieram płaszcz, buty i szalik, oraz zakładam kaptur na głowę, kiedy kończę się ubierać, Harry czeka już na mnie ubrany przed drzwiami, które otwiera i puszcza mnie przodem, czego też nigdy wcześniej nie robił.
Kiedy wsiadamy do samochodu, Harry rusza nie czekając aż się zapnę, sam z resztą też się nie zapina.
Ciekawe o co znowu może mu chodzić?
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Już jest 18 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. :) :D <3 <3 Do następnego. ;)
- Piłeś. - stwierdzam zamykając za sobą drzwi.
Odwracam się do niego.
Twarz Harry'ego stara się nie pokazywać, żadnych emocji, ale ja w jego oczach widzę smutek i zranienie.
Nawet po tym koszmarze, który przyśnił mu się, kiedy spał u mnie w domu, nie był w takim stanie. Nie podoba mi się to, ani trochę mi się to nie podoba.
Nagle chłopak podchodzi do mnie i kładzie mi ręce na policzkach, jestem zaskoczona, ale nie protestuje.
Chłopak spogląda swoimi, smutnymi tęczówkami w moje.
- Przepraszam cię za to. - wskazuje na moje ramie. - Nie chciałem tego zrobić. - kciukiem zaczyna delikatnie pocierać skórę na moim policzku.- Wybaczysz mi? - pyta, patrząc z nadzieją w moje oczy.
- To było okropne, patrzenie jak zachowujesz się w taki sposób. Chciałam,żebyś przestał, żebyś się uspokoił, ale ty mnie odepchnąłeś. - przerywam. - Było i jest mi strasznie przykro z tego powodu. - bawię się palcami. - Jeżeli obiecasz mi, że to się więcej nie powtórzy, wybaczę ci.
W jego oczach widzę ulgę, ale smutek i rozgoryczenie nadal się w nich kryją. Ciekawe co takiego musiało się wydarzyć, że oczy chłopaka wyrażają takie emocje.
- Obiecuję, że nigdy więcej cie nie popchnę, że nie podniosę na ciebie ręki. - przybliża się do mnie jeszcze bardziej, następnie zamyka mnie w swoim uścisku.
Ta wizyta Harry'ego jest dziwna i nie zrozumiała dla mnie. Wątpię, żeby przyjechał tutaj tylko po to, żeby mnie przeprosić. Coś musiało się stać, a on chce to przede mną ukryć.
- W takim razie, w porządku. - lekko się uśmiecham, odwzajemniam uścisk oplatając swoje ręce wokół jego szyi.
- Jeszcze jedno. - odsuwam się nieco od niego i czekam, aż zacznie rozwijać swoją wypowiedź.
- Musisz mi obiecać, że nie będziesz na mnie zła, po tym, co zaraz zrobię. - kiwam głową, nie móc wydusić z siebie słowa.
Nie rozumiem o co może mu chodzić, jestem zszokowana.- Powiedz to. - rozkazuje, intensywnie wpatrując się w moje oczy.
- Obiecuję. - wyduszam.
Po tym jak te słowa wychodzą z moich ust, Harry wpija się w moje usta muskając je tak, jakby tego właśnie teraz potrzebował najbardziej na świecie.
Nie odwzajemniam pocałunku, ale też mnie wyrywam swojej głowy z jego rąk. Jestem totalnie oszołomiona, nie mam pojęcia co, to ma znaczyć.
- Pocałuj mnie. - mówi pomiędzy muskaniem moich, nieruchomych warg . - Proszę. - smutek i z desperowanie w jego głosie, wręcz zmuszają mnie do tego, że odwzajemniam pocałunek, delikatnie muskając jego, górną wargę.
Zamykam oczy, a chłopak cofa moje ciało przypierając mnie plecami do ściany. Jedna z moich rąk ląduje na jego karku, a druga na jego policzku pocierając jego, jednodniowy zarost.Harry kładzie rękę na moich plecach i przysuwa mnie bliżej siebie.
To uczucie znowu wdziera się do mojego umysłu, jest jeszcze intensywniejsze niż wcześniej i z każdym muśnięciem naszych ust, każdym dotknięciem, nasila się coraz bardziej. Lecz nie jest to, coś złego i budzącego we mnie lęk, czy niepokój, jest to coś wprost przeciwnego, coś co sprawia, że moje serce bije szybciej, a mój umysł odpływa, zatracając się w ustach i bliskości Harry'ego.
Chłopak łapie za moją talie i odciąga do ściany, następnie prowadzi tyłem do salonu, nadal mnie całując. Kładzie mnie delikatnie, na dużej kanapie, a sam zawisa swoim ciałem, nad moim, wsadzając swoją nogę między moje, a druga stawiając na podłodze.
Przechodzi z pocałunkami do mojej szczęki, następnie zaczyna całować mój obojczyk, oraz szyję od czasu do czasu delikatnie zasysając moją, miękką skórę.
Odsłania moje ramie ukazując siniaka, który na nim widnieje i zaczyna tak lekko obcałowywać jego, fioletową powierzchnie, że ledwo co czuję jego usta na mojej skórze.
Jego ręka ląduje pod moją koszulką na mojej talii.
- Harry, nie. - łapię za jego, wielką dłoń i próbuję odciągnąć.
- Obiecuję, że nic ci nie zrobię. - podnosi głowę, tak, że jest na równi z moją i spogląda w moje oczy. - Spróbuj mi zaufać. - jego oczy są pełne nadziei.
Kiwam przecząco głową, na co Harry zabiera swoją rękę z mojej skóry i zaczyna gładzić mój policzek wierzchem dłoni.
- Harry ja... nie wiem. Po tym co się stało ja... ja nie mogę. - niemal szepczę.
- Rozumiem. - z gładzenia policzka przechodzi do zakładania moich, ciemnych włosów za ucho.
- Pewnie teraz sądzisz, że jestem słaba i żałosna. - odwracam wzrok, lecz moja broda zostaje podciągnięta do góry przez rękę Harry'ego. Jestem zmuszona spojrzeć w jego zielone tęczówki.
- Wcale tak nie uważam. - jego ton brzmi poważnie.
- Dlaczego stałeś się inny? Jesteś miły, delikatny, szczery, normalnie ze mną rozmawiasz, zachowujesz się inaczej. Nie rozumiem tego. - pytam. - Jeszcze trzy dni temu byłeś wredny, arogancki i bezduszny wobec mnie. - dodaję.
Te słowa same wydostają się z moich ust, co ostatnio zdarza się bardzo często i zaczyna mnie niepokoić.
- Po prostu coś zrozumiałem. - mówi po chwili zastanowienia.
- Mogę wiedzieć co? - nie chcę znowu wywołać w nim gniewu, czy odburknięcia, więc pytam najłagodniej jak mogę.
Harry marszczy brwi, co oznacza, że jednak nieco rozzłościło go moje pytanie.
Z moich ust wydostaje się nie kontrolowane. głębokie ziewnięcie.
- Jesteś zmęczona. - stwierdza i wstaje z kanapy, następnie bierze mnie na ręce i kieruje się ze mną na schody.
- Harry, ja mam nogi. - cicho chichoczę.
- Ja też mam. - mówi. Uśmiecham się na jego słaby żart.
Spoglądam na jego twarz, na której przez chwile widnieje maleńki uśmiech, ale dosłownie po sekundzie znika.
Dlaczego, on się nie uśmiecha? Raczej robi to, ale bardzo rzadko i ledwo zauważalnie. To jest kolejna kwestia, która mnie ciekawi, a zarazem niepokoi w jego osobie. Chłopak wchodzi ze mną do pokoju, następnie zapala lampkę, odchyla jeden z rogów kołdry i kładzie mnie na miękkim materacu, w którym moje ciało się zapada. Naciągam na siebie puszystą kołdrę i szczelnie się nią opatulam.
Spoglądam na Harry'ego, który kieruje się do wyjścia z mojej samotni.
Dołuje mnie ten widok, nie chcę zostać sama w tym, pustym domu, wolałabym żeby został i dotrzymał mi towarzystwa, mimo, że jest jaki jest. .
- Nie chcesz zostać? - pytam, a on odwraca się nieco z dezorientowany.
- Mówisz poważnie? - pyta odwracając się w moją stronę.
- Sądzę, że kolejne spanie razem w łóżku nie zrobi wielkiej różnicy w tym, co stało się między nami przez kilka ostatnich dni. - lekko się uśmiecham.
Po moich słowach, Harry bez chwili wahania rozbiera się do samych bokserek i wchodzi pod kołdrę, tuż obok mnie, następnie obejmuje moje plecy i przyciąga moje ciało do siebie. Kładę głowę na jego twardej klatce piersiowej, która cały czas się porusza w dół i w górę, pod wpływem jego, głębokiego oddechu. Jedną z swoich rąk oplatam jego brzuch, a drugą podsadzam pod swój policzek.
- Dziękuję, że pozwoliłaś mi tutaj spać. - mówi głaszcząc mnie po plecach.
- Nie ma za co. - odpowiadam śledząc palcem tatuaż w kształcie motyla, który widnieje na środku jego klatki piersiowej.
- Mogę o coś zapytać?
- Mhm. - chłopak wydaje z siebie pomruk.
- Dlaczego tutaj przyjechałeś? - pytam spoglądając na niego z zaciekawieniem.
Przypominam sobie jego oczy, które wyrażały smutek i z desperowanie. Zakładam, że z tego powodu, z którego był smuty, przyjechał do mnie, bo nie miałby się gdzie się podziać. Absolutnie nie mam mu tego za złe, tylko dziwi mnie to, że przyjechał akurat do mnie.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, a oczy zaczynają się zamykać, ale postanawiam wytrzymać jeszcze chwilę.
- Nie chcę o tym mówić. - jego ton jest rozżalony.
- Rozumiem. - odwracam, głowę, doskonale wiedząc, że nic od niego nie wyciągnę.
Chciałabym wiedzieć, co mu jest i chciałabym mu pomóc, szkoda tylko, że Harry tego nie chce.
Postanawiam jednak zadać jeszcze jedno pytanie, licząc na to, że odpowie.
- Wróciłbyś do domu jakbym nie zaproponowała, żebyś został? - poprawiam się na jego torsie.
- Masz na myśli czy wróciłbym do mojego pokoju w bractwie? - pyta, a ja kiwam głową. - Nie. - odpowiada krótko.
- To gdzie w takim razie byś się podział?
- Pojechałbym do mojego obskórniaka, w opuszczonej hali sportowej, w której dzisiaj byliśmy. - odpowiada, a mnie muruje.
Czułam, że Harry tam pomieszkuje, ale nie chciałam dopuszczać do siebie takiej myśli. Przecież to okropne. Nie wiem jak on może tam żyć, to miejsce mnie przeraża, i fakt, że Harry może tam mieszkać przyprawia mnie o ciarki.
- Jak to. - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Spędziłem tam więcej czasu niż myślisz. - jego głos staje się nieco inny, jakby zdołowany.
- A twój dom?
- Nie pytaj o mój dom. - mówi nieco gniewnym tonem, mocniej przyciskając mnie do siebie.
- Dobrze. - ponownie ziewam.
Postanawiam nie zadręczać go już moimi pytaniami, bo widzę, że to już zaczyna go irytować. Ale ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego on nie chce rozmawiać o swojej rodzinie i o domu. Zauważyłam też, że Harry stara się odbiegać od tych tematów jak najdalej może.
Czyżby to jaki jest i jak się zachowuje,miało coś wspólnego z tymi tematami?
Spoglądam w okno patrząc na piękną noc za nim. Uwielbiam noc, bardziej od dnia. Kiedyś nie bałam się ciemności, ale teraz to jest rzecz, która przeraża mnie najbardziej.
Po kilku minutach patrzenia w rozgwieżdżone niebo za oknem, które zapomniałam zasłonić, poprawiam się na klatce piersiowej chłopaka, który wydaję mi się, że już śpi, bo jego oddech jest regularny i głęboki, a bicie serca równomierne.
Spoglądam na niego, powieki ma zamknięte, a usta lekko uchylone.
Kiedy Harry jest pogrążony w śnie, wygląda naprawdę uroczo i niewinnie. Uwielbiam na niego patrzeć, kiedy jest w takim stanie, bo wiem, że nie jest w stanie na mnie fuknąć, czy sparaliżować wzrokiem, co ostatnio powtarza się dosyć rzadko i bardzo mnie cieszy ten fakt.
Biorę rękę z jego brzucha i kładę mu na policzku, następnie delikatnie głaszczę kciukiem jego skórę, na której czuję lekki zarost. Swoim palcem wskazującym, zakładam kilka z należących do niego, niesfornych loków za jego ucho.
Znużenie daje się we znaki, więc ostatni raz spoglądam na Harry'ego ponownie zamykam oczy i po chwili zasypiam w silnych ramionach tego, tajemniczego chłopaka, w którego ramionach czuję się bezpiecznie jak nigdy dotąd.
***
Gdy się budzę, w pokoju panuje pół mrok, obstawiam, że jest około siódmej nad ranem. Spoglądam na Harry'ego, który smacznie śpi z niemal całą twarzą w poduszce.
Postanawiam wydostać się z ramion chłopaka, które kurczowo oplatają moje ciało.
Muszę pilnie iść do łazienki.
Odkładam jego rękę na bok i wydostaję się z jego objęć, następnie podkładam mu poduszkę. Przykrywam jeszcze kołdrą jego ramiona i schodzę z łóżka.
Szybkim krokiem wychodzę z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Kiedy wychodzę z łazienki, kieruję się z powrotem do swojego pokoju po ubrania, żebym mogła się przebrać. Łapię za klamkę i chcę wchodzić do pomieszczenia, lecz słyszę jak Harry z kimś rozmawia. Postanawiam podsłuchać o czym rozmawia.
- Czego kurwa ode mnie chcesz o jebanej, siódmej nad ranem? - pyta gniewnie. - Gówno cię obchodzi gdzie jestem. - fuka. - Nie Joseph, to ty mnie posłuchaj. Przestań mnie pouczać chociaż przez telefon i pierdolić jakieś farmazony, że nie mogę marnować życia, na jakieś gówna,bo to coś co nazywasz moim życiem, to nie życie, tylko zwykły, jebany syf. Od samych narodzin, moje życie było jednym, wielkim gównem, które z dnia na dzień było coraz bardziej gówniane i ty o tym doskonale wiesz. - mówi głośnym szeptem.
Czyli rozmawia z Joseph'em. Ale dlaczego mówi mu takie rzeczy?
- Wiesz dlaczego ze sobą jeszcze nie skończyłem? - pyta ściszając swój ton.
Z moich ust wydostaje się cichy pisk przerażenia i zszokowania. O czym on w ogóle mówi?
Zakrywam ręką usta i dalej nasłuchuje.
- Bo cały czas mam nadzieję, że się ułoży, że będzie dobrze, że jednak jest sens dalej ciągnąc to całe gówno jakim jest moje, zjebane życie. - jego głos jest intensywniejszy, jakby był tuż pod drzwiami. - Przestań do kurwy nędzy mnie pocieszać i mówić, że wcale tak nie jest, bo dobrze wiesz jak jest. - słyszę jak siada na moim łóżku. - Nie, nie wracam do twojego domu. - mówiąc to zdanie podkreśla słowo ,,twojego''. - Nie, i co ciebie to obchodzi? - fuka. - Pierdol się. - słyszę jak rzuca telefon na kanapę.
Boże. To co przed chwilą usłyszałam wstrząsnęło mną. Dlaczego on to mówi? I dlaczego kłócił się z Joseph'em, przecież to miły facet i z tego co usłyszałam to wyglądało na to, że chce pomóc Harry'emu. Tylko dlaczego on nie chce tej pomocy?
Postanawiam udać się do kuchni, i pozwolić ochłonąć Harry'emu po tej rozmowie.
Kiedy jestem w kuchni i połykam swoją tabletkę, następnie nalewam sobie soku do szklanki i szybko go wypijam, ponieważ bardzo chciało mi się pić.
Nastawiam wodę na kawę, którą zamierzam wypić, żeby jakoś funkcjonować tego dnia. Podczas gdy woda w czajniku elektrycznym się gotuje, wsypuję do kubka dwie łyżki kawy rozpuszczalnej. Kiedy słyszę brzdęk czajnika, co oznacza, że woda jest już gotowa, zalewam kawę do połowy i odkładam czajnik na miejsce.
- Możesz mi też zrobić? - słyszę głos Harry'ego. Kątem oka zauważam go w wejściu do kuchni.
Nie wiem jak się zachować, po tym jak podsłuchałam o czym rozmawiał. Zdaję sobie sprawę, że, źle zrobiłam, ale byłam zbyt ciekawa, żeby nie podsłuchać o czym rozmawiał Harry. Zwłaszcza, kiedy jest taki tajemniczy i nie chce mi o niczym mówić.
- Jasne. - sięgam po kubek, wsypuję do niego dwie łyżki kawy i zalewam gorącą wodą.
- Dzięki. - podchodzi do mnie i opera się rękami o blat. - To, co zrobiłaś było niegrzeczne. - jego głos jest podirytowany. Czuję jego oddech na mojej szyi.
Cholera, wie, że go podsłuchiwałam, pewnie usłyszał jak pisnęłam.
- Przepraszam ja... - nie wiem co powiedzieć, czuję się okropnie.
- Nie musisz przepraszać, po prostu to nie było miłe, jak się obudziłem i zamiast ciebie była poduszka - mówi oschle ilustrując moją, zwróconą ku podłodze twarz. Ulga ogarnia moje ciało.
- Wiem... masz rację, przepraszam... nie powinnam. Po prostu, nie chciałam, żebyś się obudził. - tłumaczę się, czując jak moje policzki płoną.
- Zrobię śniadanie. - mówi i podchodzi do lodówki, wyciąga z niej pomarańcze, banana, truskawki i jabłko.
Postanawiam, że pokroje banana, wyciągam deskę oraz nóż i zaczynam obierać, a następnie kroić żółty, podłużny owoc.
Mimo, że Harry nie wie, że go podsłuchiwałam to czuję się zażenowana. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby stanąć pod tymi drzwiami i słuchać o czym on rozmawia. Inaczej by było gdybym nie usłyszała o tak wstrząsających i istotnych rzeczach, jakich od niego usłyszałam. Teraz czuję się okropnie, źle i ogólnie, najlepiej wolałabym się o tym nie dowiedzieć.
Zaczynam kroić trzeci plasterek i nagle nóż, który trzymam w ręce, przejeżdża po moim palcu głęboko go przecinając.
- Cholera. - mówię, zrzucając nóż na podłogę, po chwili kropelki krwi zaczynają ściekać z palca na podłogę.
Harry przerywa obieranie pomarańczy i błyskawicznie łapie za moją rękę, oglądając moją ranę, która jest naprawdę głęboka i mocno krwawi.
- To nic. - chcę wyrwać rękę z jego uścisku, lecz Harry zacieśnia uścisk.
- Właśnie widzę. - mówi poważnym tonem.
Podchodzi ze mną do kranu i odkręca wodę, podsadzając mój palec pod bieżącą wodę, co sprawia mi ból. Palec cały piecze, a woda w zlewie jest czerwona.
Kiedy rana jest przemyta i krwawienie nieco ustaje, Harry bierze wodę utlenioną z szuflady i polewa nią moje rozcięcie, co jeszcze bardziej mnie szczypie. Zaczynam syczeć z bólu.
Chłopak sięga po bandaż i zaczyna owijać nim mój palec.
Dlaczego to zawsze przy nim musi mi się coś dziać? Wczoraj niefortunne uderzenie w worek i siniak po odepchnięciu mnie na chodnik. Dzisiaj ten palec. Takiego pecha jak ja chyba nikt nie ma.
Harry spogląda w moje oczy, jakby wiedział o czym właśnie myślę.
Zauważam małe iskierki w jego oczach, co sprawia, że moje serce zaczyna niemal obijać się o moje żebra. Chłopak przybliża swoją głowę i stanowczo lecz delikatnie wpija się w moje usta. Odwzajemniam pocałunek, który z sekundy na sekundę zaczyna się pogłębiać i robić się coraz bardziej zachłanny. W pomieszczeniu nie słychać nic oprócz naszych ust muskających się na wzajem, oraz naszych płytkich oddechów.
Harry podnosi moje ciało sadzając mnie na blacie i stając pomiędzy moimi nogami. Teraz moja głowa jest prawie na równi z jego, co ułatwia mu dostęp do moich ust.
Czuję jak jego bokserki się napinają, co sprawia, że nieco odsuwam się w tył. Czuję jak moje policzki płoną.
- Coś nie tak? - pyta odrywając się z pocałunku.
- Nie, tylko... - wiem, że teraz moje policzki wyglądają jak małe, czerwone piłeczki.
Spogląda na swoje, napięte bokserki.
- Nie mogę tego kontrolować.
- Wiem, przepraszam, ja nigdy nie...
- Wiem. - odcina nożem zbędny bandaż i przykleja plaster, żeby mój opatrunek się trzymał
- Ja um... dziękuję. - oglądam swój opatrzony, przez Harry'ego palec.
- Taa.
Wychodzi z pomiędzy moich nóg i nalewa mleka do naszych kaw.
- Słodzisz? - pyta spoglądając na mnie kątem oka.
- Półtora. - zeskakuje z blatu i biorę nóż do ręki, chcąc dokończyć krojenie banana, lecz ostre narzędzie zastaje wyrwane z mojej ręki przez Harry'ego.
- Ja to zrobię. - staje na moim miejscu lekko odpychając mnie na bok. - Pij kawę. - mówi oschle.
Czyżbym w jakiś sposób uraziła go, odsuwając się od niego i jego bokserek? Czy może nadal jest zły za tą poduszkę?
Biorę kubek z kawą i siadam z nim do stołu. Upijam łyk i spoglądam na chłopaka jak umiejętnie i szybko kroi banana, następnie bierze pomarańcze i kończy jej obieranie.
Spoglądam na jego twarz, jest jakby zamyślona, ale jego brwi są zmarszczone, a szczęka zaciśnięta. Pomiędzy nami wyczuwam napięcie, które nie jest dla mnie ani trochę komfortowe. Postanawiam, że stąd wyjdę i pójdę do pokoju się przebrać, żeby oderwać się chociaż na chwilę od jego obecności.
Wstaję od stołu i kieruję się do wyjścia z kuchni.
- Będziesz jadła? - słyszę jego głos za plecami.
- Nie, dziękuję. - odpowiadam i wychodzę z kuchni.
Nie chcę teraz przebywać w jego towarzystwie. Czuje się nieco zażenowana, tym co przed chwilą między nami zaszło. Odskoczyłam od niego jakby mi coś zrobił, jakby zrobił coś złego, ale wcale tak nie było. Chciałabym kontrolować to co robię, ale niestety nie potrafię, w jakiś sposób nie mogę mieć na to wpływu. Trauma spowodowana przeżyciami z przeszłości kontroluje mną i ta cała, moją psychozą na temat czyjegoś dotyku, zaczyna mnie już męczyć. Chciałabym o tym po prostu zapomnieć, odciąć się od przeszłości, lecz, najwidoczniej to niemożliwe w moim przypadku.
Szkoda tylko, że Harry nie może tego pojąć, i jest o to na mnie zły, tak przynajmniej przypuszczam. Dlaczego on w ogóle mnie całuje, przecież wie, że zostanie odepchnięty przeze mnie i moją fobie. Ale wina też tkwi po mojej stronie, bo odwzajemniam jego pocałunki sama nie wiem dlaczego. Na pewno nie tylko z tego powodu, że to przyjemne uczucie i mam nadzieję, że Harry też nie całuje się ze mną dla samej przyjemności. Sama nie wiem dlaczego mam taką nadzieję, to dziwne i niezrozumiałe dla mnie.
Wchodzę do pokoju i podchodzę do szafy, z której wyciągam czarne rurki i szarą, niezapinaną bluzę z kapturem, oraz skarpetki. Ubieram to, wszystko na siebie i idę do łazienki, gdzie czeszę włosy i poprawiam kreski eyelinerem, oraz nakładam drugą warstwę tuszu do rzęs. Wczoraj nie zmyłam makijażu więc mogłam go tylko poprawić.
Wycieram jeszcze cienie pod oczami, które powstały przez skruszony tusz.
Kiedy moja twarz wygląda lepiej niż wcześniej, wychodzę z łazienki i udaję się z powrotem do mojego pokoju. Opadam plecami na łóżko i spoglądam na widok za oknem. Duża, szara chmura przykrywa słońce, którego słabe promienie jeszcze przed chwilą wpadały przez moje okno. Grupka małych dzieci opatulonych w grube kurtki, idzie po drugiej stronie ulicy z wielkimi tornistrami, trzymając się za ręce. Niewidzialny wiatr lekko porusza koronami drzew, sprawiając, że ostatnie liście spadają, z prawie, że pustych gałęzi.
Jest już początek listopada, początek zimy i za dwa miesiące Wigilia. Chciałabym wrócić do domu w ciągu tych dwóch miesięcy i spędzić święta z rodziną, ale nie wiem czy dam radę. Podczas mojej nieobecności dom porośnie kurzem, może się ktoś włamać, albo może się stać jeszcze coś gorszego. Jeśli Paula wróci za dwa tygodnie tutaj, to zostanie półtora miesiąca do świąt, a potem pewnie z powrotem wróci do Polski do swojego taty na Wigilię. Jeśli zostanę, pewnie spędzę tę święta sama. Louis pojedzie do rodziny, Matt też, chyba, że pojedzie z Paulą. Wygląda na to, że muszę się nad tym mocno zastanowić. Oczywiście,że wolałabym wrócić do rodziny chociaż na kilka dni, ale mieszkam teraz tutaj i nie mogę zostawić domu pod żadną opieką. To byłoby bardzo nieodpowiedzialne.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają. Nie muszę odwracać się w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry.
- Zrobiłem sałatkę. - czuję jego palący wzrok na mojej twarzy.
Odwracam głowę w jego stronę. Chłopak sięga po koszulkę i zakłada na swoje ciało, następnie zaczyna wciągać spodnie na swoje nogi.
Postanawiam zjeść z nim tą, głupią sałatkę, nie chcę go jeszcze bardziej wkurzać, a to napięcie między nami muszę jakoś wytrzymać.
Wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju, zostawiając w nim Harry'ego.
Schodzę do kuchni i siadam przy blacie, gdzie stoją dwie miski z sałatką owocową. Muszę przyznać, wygląda nieźle.
Biorę widelec do ręki i nadziewam na niego kilka owoców, następnie wkładam do buzi, jest pyszna.
Słyszę jak Harry wchodzi do kuchni, przysuwa krzesło obok mnie i na nim siada.
- Po śniadaniu idę na siłownie. - oznajmia i czuję jak na mnie zerka. - Chcesz ze mną jechać? - jego pytanie nieco mnie zaskakuje.
Widocznie Harry nie jest na mnie wkurzony, co nieco poprawia mój humor.
- Myślę, że po tym co stało się ostatnio, to nie jest najlepszy pomysł. - odpowiadam.
- Dzisiaj nie będzie tam tego skurwiela. - mówi po tym jak przełyka jedzenie.
- Dlaczego?
- Bo wie, że tam będę. - mówi. - Rozumiem, że nie chcesz jechać. - to brzmi bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
W sumie to czemu nie, skoro go tam nie będzie, to mogę jechać z nim z powrotem na te siłownie.
- Pojadę, ale pod jednym warunkiem. - mówię przełykając sałatkę.
Spoglądam na niego, a on na mnie, z oczami pełnymi nadziei.
- Jakim?
- Nauczysz mnie w końcu dobrze uderzać w ten głupi worek. - lekko się uśmiecham.
- Dobra. - chłopak kiwa głową, i wraca do kończenia sałatki.
Kiedy jego miska jest pusta, wkłada ją do zlewu i opiera się o blat, patrząc na mnie, czym sprawia, że czuję się niekomfortowo. Nie lubię kiedy ktoś patrzy jak jem, tylko, że to nie jest patrzenie się na mnie, tylko ilustrowanie każdego, mojego ruchu, przez jego zielone oczy.
Gdy kończę jeść, wkładam pustą miskę do zlewu i wychodzę z kuchni. Czuję jak wzrok Harry'ego wypala dziurę w moich plecach, co mnie nieco irytuje.
Dlaczego on dzisiaj się tak na mnie dziwnie patrzy? To bardzo mnie dziwi, jeszcze nigdy tak nie robił.
Ubieram płaszcz, buty i szalik, oraz zakładam kaptur na głowę, kiedy kończę się ubierać, Harry czeka już na mnie ubrany przed drzwiami, które otwiera i puszcza mnie przodem, czego też nigdy wcześniej nie robił.
Kiedy wsiadamy do samochodu, Harry rusza nie czekając aż się zapnę, sam z resztą też się nie zapina.
Ciekawe o co znowu może mu chodzić?
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Już jest 18 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. :) :D <3 <3 Do następnego. ;)
24.12.2015
Wesołych Świąt!!!
Chciałam wam tylko życzyć, żebyście te noc spędziły w gronie przyjaciół i bliskich, żebyście w swoim życiu były szczęśliwe, żeby spotykały was same dobre rzeczy, żebyście spełniały swoje marzenia, żebyście nigdy się nie smuciły. Oraz tony wymarzonych prezentów.
Kocham was i mam nadzieję, że przeczytacie to jeszcze dzisiaj.
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!!
21.12.2015
Rozdział 17
*Oczami Agaty*
- No proszę Styles. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. - odzywa się łysy facet i zaczyna się śmiać, takim wymuszonym rechotem, że mam ochotę go uderzyć.
Nie cierpię takich, fałszywych ludzi.
- Ranki się jeszcze nie zagoiły od ostatniego razu. Bardzo się cieszę. - śmieje się.
Facet spogląda na mnie.
- Widzę, że znalazłeś sobie nową dupę. - mam ochotę zapaść się pod ziemię. - Zupełnie inna, niż te wszystkie, twoje dziwki. - mruga do mnie.
Spoglądam na Harry'ego, który wygląda jakby zaraz miał rzucić się na tego łysola
- Jakaś za bardzo odziana. - zmierza mnie wzrokiem. - Nawet niezła. - odwraca się do drugiego faceta. - Co nie Brad? - facet kiwa głową i uśmiecha się do mnie fałszywie. - Może chciałabyś skarbie odjeść od tego frajera i pójść ze mną. Będzie ci lepiej z nami, na pewno nie pożałujesz.
- Zamknij kurwa, tą twoją, pierdoloną, łysą gębę. - Harry wybucha, a ja chowam się bardziej za nim.
Dziwi mnie, że Harry nadal nie mówi, że nie jestem jakąś dziwką, która chodzi, z byle kim do łóżka.
- O proszę, odezwała się nasza niemowa. - podchodzi bliżej, a Harry jeszcze bardziej wsuwa nie za swoje plecy. - Co ją tak chowasz? - wskazuje na mnie. - Nie mów mi teraz, że odezwał się w tobie instynkt bronienia dziwek. - z jego gardła wydobywa się obrzydliwy rechot.
- Nie pozwolę, żeby ktoś mnie obrażał! - wydzieram się na niego i wychodzę zza pleców Harry'ego. - Dla twojej wiadomości, nigdy z nikim nie spałam, ja nawet z nikim się nie obściskiwałam, więc zamknij się i zostaw nas w spokoju! - krzyczę.
Nienawidzę go, cholerny łysol.
- Taka cnotka z ciebie skarbie? - oblizuje swoje wargi, co przyprawia mnie o wymioty. - A więc Harry skoro nie wdziewałeś w nią jeszcze, tego swojego, wielkiego chuja, to mogę ją sobie wziąć? Jeśli mi ją dasz, wygrana jest twoja, jeśli nie, będziesz leżał martwy na ringu. - spogląda na mnie. - Jak myślisz Brad, da nam ją? - facet kiwa głową.
Jestem przerażona, co jeśli Harry na to przystanie. Przecież oni będą mnie gwałcić, macać i kto wie co jeszcze.
- Nigdy. Nigdy wam jej nie oddam. - jego szczeka jest tak zaciśnięta, że ledwo co to mówi. Harry wyciąga rękę, obłapuje ją moją talię i przyciąga do siebie, mocno przyciskając do swojego boku.
Z mojej twarzy wydobywa się wydech ulgi.
- Ooooo, zaraz się rozkleję. - facet łapie się za policzki. - Zobacz Brad, naszemu Harry'usiowi zależy na tej dziewczynie. - obydwoje się śmieją. - Mamy rację Harry? Zależy ci na niej? - pyta gniewnie przypatrując się Harry'emu.
- A żebyś wiedział, że zależy. - odpowiada, a ja zamieram. - A teraz wypierdalaj mi z drogi. - łysol zagradza mu drogę.
- Bo co?
- Bo tak ci wpierdolę, że do końca twojego, nędznego życia nie będziesz mógł pozbyć się śladów moich pięści z twojego, grubego cielska Charles. - Harry podchodzi do niego i patrzy na niego z góry.
- Zobaczymy. - zanim Charles zdąża się zamachnąć, ląduje na betonowym parkingu powalony przez cios Harry'ego, który następnie kopie go w żebra, a mężczyzna zwija się z bólu. Ten drugi, Brad podwija rękawy i rzuca się na zielonookiego, lecz Harry łapie go za szyję i rzuca na ziemie,następnie siada na Charles'ie okrakiem i zaczyna okładać go pięściami, na widok krwi, która zaczyna rozbryzgiwać się na wszystkie strony, zaczynam iść w stronę Harry'ego.
- Harry przestań!- krzyczę lecz to nic nie daję, wręcz nasila ciosy chłopaka, które mam wrażenie jakby łamały temu facetowi szczękę.
Jestem przerażona.
Spoglądam na jego twarz jest tępo zapatrzona w poobijaną i całą we krwi twarz chłopaka. Jego oczy są niemal całe czarne i o wiele bardziej mroczniejsze od tych, które wiele razy miałam okazję zobaczyć.
- Harry proszę cię! - podchodzę do niego.
Patrzenie na niego w takim stanie, jest okropne. Bryzgająca krew, trzask odbijani się pięści o głowę tego faceta i Harry, który teraz w moich oczach wygląda jak potwór.
- Harry! - krzyczę jak najgłośniej mogę. Czuję jak do moich oczu napływają łzy.
Musze go jakoś powstrzymać, nie mogę na to dłużej patrzeć.
Moja ręka ląduje na jego ramieniu, lecz po chwili zostaję rzucona na ziemię i mocno uderzam ramieniem o betonowe podłożę. Łapię się za bolące miejsce.
Jestem przerażona, i jednocześnie zdruzgotana. Harry jeszcze nigdy nie podniósł na mnie ręki.
Chłopak się odwraca.
- Bardzo cie przepraszam, nie chciałem. - wstaje z Charles'a i wyciera czoło z potu. Odwracam od niego wzrok nie chcę na niego patrzeć.
Wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać, lecz ja wstaję o własnych siłach. Szybko mrugam chcąc pozbyć się łez i pociągam nosem.
- Chodź. - mówi i ciągnie mnie za rękaw płaszcza, lecz ja się wyrywam.
Nie chcę żeby mnie dotykał.
- Co z nim? - pytam, patrząc na zmasakrowanego Charles'a, nie mogąc uwierzyć, że Harry jest zdolny do czegoś, tak okropnego.
- Nic mu nie będzie. - mówi. - Starałem się być delikatny. - powstrzymuje się od dogryzienia mu.
- Zadzwonię na...
- Nie, oni zostawili mnie samego jak mi najebali, więc ja teraz zostawię tego skurwiela. - bierze mój nadgarstek w swoją dłoń i ciągnie mnie do samochodu, następnie otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka, siadam na fotelu i zapinam pas.
Kiedy Harry wsiada do środka i odpala silnik, ja opieram się głową o szybę i wpatruję się na widoki za nim.
Nie mogę uwierzyć w to co się przed chwilą stało. To co mówił ten człowiek było okropne i mnie też nerwy brały kiedy tego słuchałam, ale jeszcze gorsze było, jak Harry nie mógł się opanować, przed biciem tego mężczyzny.
Wyglądał jakby był w jakimś transie, z którego nie mógł się wyrwać. Wyrwało go dopiero to, że popchnął mnie na ziemie, czym jestem naprawdę zdruzgotana. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, nawet kiedy był naprawdę wściekły, a teraz nie dość, że mnie popchnął na brudny beton, to jeszcze mocno się uderzyłam w rękę.
Kładę dłoń na ramieniu, ale od razu ją odrywam i syczę z bólu. Boli jak cholera.
- Co ci się stało? - Harry zauważa moją reakcję, zatrzymuje samochód i wyciąga do mnie rękę, lecz ja niemal wnikam w drzwi od samochodu.
- Nie dotykaj mnie. - mówię chowając ramię w fotelu. Na wypowiedziane przeze mnie słowa, twarz Harry'ego marnieje, lecz chłopak jest nieugięty i łapie mnie za nadgarstek, następnie szarpie za mój płaszcz odsłaniając moje ramie.
Wiedząc, że nie mam szans z nim walczyć, pozwalam na to, co zamierza zrobić. Rozpina moją bluzę i obciąga tak, że widać tylko rękawek, od mojej koszulki, łapie za materiał i przez chwile się waha, ale podciąga go do góry odsłaniając moją rękę. Widok, który widzę nieco mnie zaskakuje. Jest to siniak, który z sekundy na sekundę robi się oraz bardziej fioletowy. Spoglądam na Harry'ego, który jest zszokowany widokiem, jego oczy są rozszerzone, a usta lekko otwarte.
- To nic. - przykrywam z powrotem swoje ramie i ponownie opieram głowę o szybę.
- Jak to nic? - pyta patrząc na mnie. - Nie widziałaś co ci zrobiłem? - nie rusza się z miejsca.
- Mówiłam, że to nic. - odpowiadam. - Możesz już ruszać? Chcę jechać do domu. - wziąć prysznic i o tym wszystkim, jak najszybciej zapomnieć, myślę.
,,A żebyś wiedział, że zależy'' te słowa napierają na mój umysł, gdy tylko zamykam oczy.
Nie wiem, czy mówił prawdę i co wtedy miał na myśli, ale zamurowało mnie to, bo nie spodziewałam się takich słów z jego ust. Nie mam pojęcia co o tym myśleć, ale chciałabym, żeby to była prawda, chciałabym, żeby chociaż mnie lubił, lub przynajmniej szanował.
- No proszę Styles. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. - odzywa się łysy facet i zaczyna się śmiać, takim wymuszonym rechotem, że mam ochotę go uderzyć.
Nie cierpię takich, fałszywych ludzi.
- Ranki się jeszcze nie zagoiły od ostatniego razu. Bardzo się cieszę. - śmieje się.
Facet spogląda na mnie.
- Widzę, że znalazłeś sobie nową dupę. - mam ochotę zapaść się pod ziemię. - Zupełnie inna, niż te wszystkie, twoje dziwki. - mruga do mnie.
Spoglądam na Harry'ego, który wygląda jakby zaraz miał rzucić się na tego łysola
- Jakaś za bardzo odziana. - zmierza mnie wzrokiem. - Nawet niezła. - odwraca się do drugiego faceta. - Co nie Brad? - facet kiwa głową i uśmiecha się do mnie fałszywie. - Może chciałabyś skarbie odjeść od tego frajera i pójść ze mną. Będzie ci lepiej z nami, na pewno nie pożałujesz.
- Zamknij kurwa, tą twoją, pierdoloną, łysą gębę. - Harry wybucha, a ja chowam się bardziej za nim.
Dziwi mnie, że Harry nadal nie mówi, że nie jestem jakąś dziwką, która chodzi, z byle kim do łóżka.
- O proszę, odezwała się nasza niemowa. - podchodzi bliżej, a Harry jeszcze bardziej wsuwa nie za swoje plecy. - Co ją tak chowasz? - wskazuje na mnie. - Nie mów mi teraz, że odezwał się w tobie instynkt bronienia dziwek. - z jego gardła wydobywa się obrzydliwy rechot.
- Nie pozwolę, żeby ktoś mnie obrażał! - wydzieram się na niego i wychodzę zza pleców Harry'ego. - Dla twojej wiadomości, nigdy z nikim nie spałam, ja nawet z nikim się nie obściskiwałam, więc zamknij się i zostaw nas w spokoju! - krzyczę.
Nienawidzę go, cholerny łysol.
- Taka cnotka z ciebie skarbie? - oblizuje swoje wargi, co przyprawia mnie o wymioty. - A więc Harry skoro nie wdziewałeś w nią jeszcze, tego swojego, wielkiego chuja, to mogę ją sobie wziąć? Jeśli mi ją dasz, wygrana jest twoja, jeśli nie, będziesz leżał martwy na ringu. - spogląda na mnie. - Jak myślisz Brad, da nam ją? - facet kiwa głową.
Jestem przerażona, co jeśli Harry na to przystanie. Przecież oni będą mnie gwałcić, macać i kto wie co jeszcze.
- Nigdy. Nigdy wam jej nie oddam. - jego szczeka jest tak zaciśnięta, że ledwo co to mówi. Harry wyciąga rękę, obłapuje ją moją talię i przyciąga do siebie, mocno przyciskając do swojego boku.
Z mojej twarzy wydobywa się wydech ulgi.
- Ooooo, zaraz się rozkleję. - facet łapie się za policzki. - Zobacz Brad, naszemu Harry'usiowi zależy na tej dziewczynie. - obydwoje się śmieją. - Mamy rację Harry? Zależy ci na niej? - pyta gniewnie przypatrując się Harry'emu.
- A żebyś wiedział, że zależy. - odpowiada, a ja zamieram. - A teraz wypierdalaj mi z drogi. - łysol zagradza mu drogę.
- Bo co?
- Bo tak ci wpierdolę, że do końca twojego, nędznego życia nie będziesz mógł pozbyć się śladów moich pięści z twojego, grubego cielska Charles. - Harry podchodzi do niego i patrzy na niego z góry.
- Zobaczymy. - zanim Charles zdąża się zamachnąć, ląduje na betonowym parkingu powalony przez cios Harry'ego, który następnie kopie go w żebra, a mężczyzna zwija się z bólu. Ten drugi, Brad podwija rękawy i rzuca się na zielonookiego, lecz Harry łapie go za szyję i rzuca na ziemie,następnie siada na Charles'ie okrakiem i zaczyna okładać go pięściami, na widok krwi, która zaczyna rozbryzgiwać się na wszystkie strony, zaczynam iść w stronę Harry'ego.
- Harry przestań!- krzyczę lecz to nic nie daję, wręcz nasila ciosy chłopaka, które mam wrażenie jakby łamały temu facetowi szczękę.
Jestem przerażona.
Spoglądam na jego twarz jest tępo zapatrzona w poobijaną i całą we krwi twarz chłopaka. Jego oczy są niemal całe czarne i o wiele bardziej mroczniejsze od tych, które wiele razy miałam okazję zobaczyć.
- Harry proszę cię! - podchodzę do niego.
Patrzenie na niego w takim stanie, jest okropne. Bryzgająca krew, trzask odbijani się pięści o głowę tego faceta i Harry, który teraz w moich oczach wygląda jak potwór.
- Harry! - krzyczę jak najgłośniej mogę. Czuję jak do moich oczu napływają łzy.
Musze go jakoś powstrzymać, nie mogę na to dłużej patrzeć.
Moja ręka ląduje na jego ramieniu, lecz po chwili zostaję rzucona na ziemię i mocno uderzam ramieniem o betonowe podłożę. Łapię się za bolące miejsce.
Jestem przerażona, i jednocześnie zdruzgotana. Harry jeszcze nigdy nie podniósł na mnie ręki.
Chłopak się odwraca.
- Bardzo cie przepraszam, nie chciałem. - wstaje z Charles'a i wyciera czoło z potu. Odwracam od niego wzrok nie chcę na niego patrzeć.
Wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać, lecz ja wstaję o własnych siłach. Szybko mrugam chcąc pozbyć się łez i pociągam nosem.
- Chodź. - mówi i ciągnie mnie za rękaw płaszcza, lecz ja się wyrywam.
Nie chcę żeby mnie dotykał.
- Co z nim? - pytam, patrząc na zmasakrowanego Charles'a, nie mogąc uwierzyć, że Harry jest zdolny do czegoś, tak okropnego.
- Nic mu nie będzie. - mówi. - Starałem się być delikatny. - powstrzymuje się od dogryzienia mu.
- Zadzwonię na...
- Nie, oni zostawili mnie samego jak mi najebali, więc ja teraz zostawię tego skurwiela. - bierze mój nadgarstek w swoją dłoń i ciągnie mnie do samochodu, następnie otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka, siadam na fotelu i zapinam pas.
Kiedy Harry wsiada do środka i odpala silnik, ja opieram się głową o szybę i wpatruję się na widoki za nim.
Nie mogę uwierzyć w to co się przed chwilą stało. To co mówił ten człowiek było okropne i mnie też nerwy brały kiedy tego słuchałam, ale jeszcze gorsze było, jak Harry nie mógł się opanować, przed biciem tego mężczyzny.
Wyglądał jakby był w jakimś transie, z którego nie mógł się wyrwać. Wyrwało go dopiero to, że popchnął mnie na ziemie, czym jestem naprawdę zdruzgotana. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, nawet kiedy był naprawdę wściekły, a teraz nie dość, że mnie popchnął na brudny beton, to jeszcze mocno się uderzyłam w rękę.
Kładę dłoń na ramieniu, ale od razu ją odrywam i syczę z bólu. Boli jak cholera.
- Co ci się stało? - Harry zauważa moją reakcję, zatrzymuje samochód i wyciąga do mnie rękę, lecz ja niemal wnikam w drzwi od samochodu.
- Nie dotykaj mnie. - mówię chowając ramię w fotelu. Na wypowiedziane przeze mnie słowa, twarz Harry'ego marnieje, lecz chłopak jest nieugięty i łapie mnie za nadgarstek, następnie szarpie za mój płaszcz odsłaniając moje ramie.
Wiedząc, że nie mam szans z nim walczyć, pozwalam na to, co zamierza zrobić. Rozpina moją bluzę i obciąga tak, że widać tylko rękawek, od mojej koszulki, łapie za materiał i przez chwile się waha, ale podciąga go do góry odsłaniając moją rękę. Widok, który widzę nieco mnie zaskakuje. Jest to siniak, który z sekundy na sekundę robi się oraz bardziej fioletowy. Spoglądam na Harry'ego, który jest zszokowany widokiem, jego oczy są rozszerzone, a usta lekko otwarte.
- To nic. - przykrywam z powrotem swoje ramie i ponownie opieram głowę o szybę.
- Jak to nic? - pyta patrząc na mnie. - Nie widziałaś co ci zrobiłem? - nie rusza się z miejsca.
- Mówiłam, że to nic. - odpowiadam. - Możesz już ruszać? Chcę jechać do domu. - wziąć prysznic i o tym wszystkim, jak najszybciej zapomnieć, myślę.
,,A żebyś wiedział, że zależy'' te słowa napierają na mój umysł, gdy tylko zamykam oczy.
Nie wiem, czy mówił prawdę i co wtedy miał na myśli, ale zamurowało mnie to, bo nie spodziewałam się takich słów z jego ust. Nie mam pojęcia co o tym myśleć, ale chciałabym, żeby to była prawda, chciałabym, żeby chociaż mnie lubił, lub przynajmniej szanował.
Czuję, że ktoś szturcha mnie w ramie, raczej Harry szturcha mnie w ramie.
- Jesteśmy na miejscu. - mówi nie patrząc na mnie.
- Dziękuję. - otwieram drzwi i zamierzam wychodzić z auta, lecz zostaję zatrzymana przez rękę Harry'ego oplecioną wokół mojego nadgarstka.
- Twoja bluza. - kładzie mi ubranie na kolanach.
Spoglądam na niego, lecz jego wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
- Do zobaczenia. - on tylko kiwa głową.
Wychodzę z samochodu na chodnik i zamykam drzwi, po chwili Harry odjeżdża. Kiedy jestem już pod domem, otwieram go wchodzę przez drzwi, zamykając je za sobą. Rozbieram płaszcz i buty, następnie kieruję się do salonu i siadam na kanapie. Nie wiem co mnie tak zdołowało, to, że Harry pobił tego faceta, to, że podniósł na mnie rękę, czy to w jaki sposób zachowywał się po tym, wszystkim. Nie chciał ze mną rozmawiać i na mnie patrzeć, kiedy tylko zobaczył siniaka, tylko nie wiem dlaczego. Bardzo mnie to zraniło, tak samo jak podniesienie na mnie ręki. Może nie chciał zrobić mi krzywdy, ale pod wpływem wściekłości jaka nim targała podczas bicia tamtego faceta, odepchnął mnie z taką siłą, że mocno się uderzyłam.
Kiedy zobaczył moje obrażenia, widziałam w jego oczach i na twarzy przerażenie, załamanie i smutek. Harry żałuje tego, co mi zrobił, i wiem o tym i całkowicie go rozumiem, ale nie mogę pozwolić sobie, żeby tak mnie traktował, żeby mnie popychał, nawet kiedy jest tak wściekły, że wygląda jakby był w jakimś, okropnym transie.
Biorę poduszkę i rzucam ją na drugi koniec pokoju.Dlaczego kiedy było już tak dobrze i zaczęłam go bardziej lubić i rozumieć, on musiał to spieprzyć? Dlaczego zawsze musi się wszystko spieprzyć, kiedy jest już dobrze, wręcz bardzo dobrze?
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do Pauli, muszę do niej zadzwonić i dowiedzieć się, czy wszystko w prządku.
Przez Harry'ego kompletnie zapomniałam o tej, całej sprawie z Paulą. Jest mi strasznie przykro i wstyd, że przez tego chłopaka o zielonych oczach, który rani mnie na każdym kroku, zapomniałam własnej przyjaciółce, którą kocham jak siostrę i potrzebuje mnie jak nigdy.
Cztery, pięć sygnałów i dziewczyna nie odbiera w końcu sygnał zostaje przerwany i włącza się sekretarka.
Zaczynam się denerwować.
Ponownie dzwonię, lecz nikt nie odbiera. Cholera jasna.
Dzwonię do Matt'a, który odbiera za drugim sygnałem.
- Halo? - słyszę jego głos.
- Matt, co z Paulą. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Czy coś się stało? - pytam wstając z kanapy i chodząc w tą i z powrotem.
Nerwy targają moim umysłem i ciałem.
- Nie, wszystko jest w porządku. - mówi łagodnie, a ja oddycham z ulgi. - Jej telefon się rozładował. Od wczoraj nie odstąpiła swojego taty na krok. - słyszę zamykanie drzwi w słuchawce.
- Czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, jak tylko zobaczył Paulę, od razu poczuł się o wiele lepiej. - mówi wesoło, co sprawia, że się uśmiecham.
- Mogę z nią chwilę porozmawiać?
- Jasne. - mówi i ponownie słyszę zamykanie drzwi, a zaraz potem śmiech Pauli i jej taty. Tak dobrze jest ich słyszeć razem.
- Aga chce z tobą gadać. - mówi Matt.
- Aga! Jak się trzymasz kochanie? - mówi radosnym głosem.
- U mnie wszystko w porządku. A jak się trzymasz? - pytam.
- U mnie też. - mówi.
Słyszę głos pana Pilarskiego, ale nie rozumiem co mówi.
- Mój tata chce z tobą rozmawiać. - mówi moja przyjaciółka.
Jestem nieco zdziwiona jej słowami, ale też ucieszona.
- Dzień dobry Agatko. - słyszę jego gruby, lecz sympatyczny głos.
- Dzień dobry.- mówię. - Jak się pan czuje?
- Trochę podziurawiony, ale jest dobrze. - lekko się śmieję na jego słaby żart. - Nie obrazisz się jeśli zatrzymam moją córkę jeszcze na tydzień, może dwa? - pyta.
- Jasne, że nie. Pan jej potrzebuje bardziej niż ja. - mój humor jeszcze bardziej się pogarsza, wiedząc, że nie zobaczę Pauli przez tak długi czas.
- Dziękuję, kochana z ciebie dziewczyna. - na jego słowa robi mi się ciepło na sercu. - Muszę już kończyć, zabierają mnie na badania, do usłyszenia, trzymaj się.
- Dziękuję i nie ma za co proszę pana, niech pan szybko wraca do zdrowia. - staram się brzmieć wesoło, chociaż to naprawdę ciężkie zadanie w obecnej chwili.
- Aga, to ja. Tata pojechał na jakieś badania, więc teraz możemy pogadać, ale nie za długo, bo muszę pojechać do domu i się przespać. - mówi moja przyjaciółka.
- W porządku. - siadam z powrotem na kanapie. Staram się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
- Co się stało? - pyta. Paula potrafi wyczuć mój nastrój nawet tysiące kilometrów ode mnie
- Nic, wszystko jest w porządku. - zagryzam dolną wargę.
- Wiem, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. - mówi. - Gadaj. - rozkazuje.
Nie ma mowy żebym powiedziała jej o Harry'm, kiedyś na pewno jej powiem, ale dopiero wtedy kiedy zacznie nad sobą panować i między nami będzie wszystko okej. Chociaż szczerze w to wątpię.
- Po prostu, zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie, a ja już za tobą tęsknię. - mówię.
- Ja też tęsknię, ale rozumiesz?
- Tak, jak najbardziej rozumiem, że twój tata cię potrzebuje. - słyszę jej głębokie ziewnięcie.
- Wiem o tym. - kolejne ziewnięcie w słuchawce. - Wiesz co, ja już jadę do domu, strasznie chce mi się spać.
- Słyszę. - śmiejemy się. - To do usłyszenia.
- Pa kochana.
- Do usłyszenia Aga. - słyszę głos Matt'a, na co się uśmiecham.
- Pa Matt. - dziewczyna rozłącza się
Odkładam telefon na stole.
Tak bardzo się cieszę, że u nich wszystko w porządku i, że mogłam usłyszeć jej głos. Potrzebowałam tego.
Postanawiam wziąć prysznic, więc idę na górę do mojego pokoju. Wyciągam z szafy luźne, krótkie spodenki, czarną, za dużą na mnie koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki, gdzie biorę długą gorącą i odprężającą kąpiel.
Gdy wychodzę z zaparowanej łazienki idę z powrotem do pokoju, biorę z półki jakąś książkę kryminalną, której jeszcze ni czytałam i zatapiam się w lekturze, byle by zapomnieć o wszystkim co zadręcza mój i tak już wycieńczony umysł.
*Oczami Louis'a*
Kiedy zamykam drzwi od kibla widzę Joseph'a wychodzącego z pokoju Harry'ego, niosącego ze sobą dwie, prawie do reszty opróżnione butelki po wódce. Zgaduję, że ten idiota znowu się napierdolił w trzy dupy.
Idę w stronę pokoju tego frajera, widząc, że drzwi są lekko uchylone. Zaglądam do środka i widzę rozwalonego na wyrze Harry'ego w samych bokserkach. Po chwili chłopak zauważa mnie.
- Wypierdalaj. - fuka i rzuca poduszką w drzwi co sprawia, że się zamykają.
Gdy idę w stronę swojego pokoju, mijam się z Josephem, jest nie źle wkurwiony. Nienawidzi kiedy Harry chla.
Oglądam się za siebie i widzę jak Joseph wchodzi do pokoju Harry'ego i zamyka za sobą drzwi trzaskając nimi.
Moja ciekawska natura, sprawia, że podchodzę bliżej do drzwi i zaczynam nasłuchiwać o czy gadają.
- Harry możesz mi do kurwy powiedzieć co ty odpierdalasz?! - drze się Joseph. - Jesteś z siebie zadowolony, że znowu leżysz napierdolony i ledwo się ruszasz?! Obiecałeś przecież, że więcej nie będziesz chlał! Te twoje obietnice są widać gówno warte! - krzyczy, a ja ledwo co powstrzymuje się od śmiechu.
Dobrze tak skurwielowi
- To moja wina, że nie znam innego sposobu na odreagowanie i zapomnienie o wszystkim co mnie dręczy i wszystkim co mnie otacza?! - drze się Harry.
Jak na takiego napierdolonego, jego głos brzmi nieźle.
- To chyba czas na to, żebyś docenił to co masz i przestał chlać i ruchać bez opamiętania! To ci nic nie da! - krzyk Joseph'a jest tak intensywny, że założę się, że wszyscy sąsiedzi go słyszą..
- Mógłbym, ale problem w tym, że ja nie mam nic! Rozumiesz to, ja już nic nie mam?! - odkrzykuje Harry, którego słowa nieco mnie zaciekawiły.
- Harry masz wszystko czego ci potrzeba masz mnie, masz gdzie mieszkać, masz co jeść, masz pracę i...
- No i co jeszcze?! Nie mam nikogo tylko ciebie, a ty wydzierasz się na mnie za to, że nie wiem w jaki inny sposób mógłbym odreagować to co czuję, oprócz chlania i ruchania! Nie mam dziewczyny, bo większość to zwykłe gówniary, które chcą żebym je przeleciał, po to żeby poczuć się dorosłą, albo, żeby wkurwić rodziców! Poza tym jestem takim sukinkotem, że żadna mnie nie chce! - z słowa na słowo głos Harry'ego jest coraz głośniejszy.
- Harry ty...
- Jeszcze mało?! - pyta - Nie mam nic tylko ten zjebany pokój! A to gówno, które nazywasz pracą, to nie praca, tylko napierdalanie gości po ryjach i łamanie im kości, następnie dostając za to kasę, z której nie korzystam ja i wyłącznie ja, tylko w większości ty i ta banda idiotów, która mieszka w tym jebanym domu! - Joseph się nie odzywa. Czyżby Harry miał rację? - I co teraz mi powiesz, że mam wszystko czego mi potrzeba? - pyta.
Słyszę jak ktoś podchodzi do drzwi, więc szybko odsuwam się od nich. Harry wychodzi z pokoju ubrany od stóp do głów na czarno. Przechodzi kolo mnie ignorując moją obecność. Przypatruję mu się przez chwilę, i widzę, że jego oczy są zaszklone.
Jestem w szoku.
Odprowadzam chłopaka wzrokiem, do chwili, aż znika za ścianą . Po kilku sekundach słyszę trzaskanie drzwi frontowych. Odwracam głowę w stronę pokoju Harry'ego i widzę Josepha siedzącego na łóżku z głową schowaną w rękach. Kiedy widzę, że facet wstaje, szybko zapierdalam przez korytarz do swojego pokoju i zamykam drzwi. Jestem zszokowany tym co właśnie zaszło. Przed tym co usłyszałem od Harry'ego i przed tym jak widziałem łzy w jego oczach byłem pewien, ze Harry nie ma w sobie żadnych uczuć.
Może jednak Aga miała racje mówiąc, że Harry najzwyczajniej pogubił się w życiu, może jednak ten bezduszny pojebaniec, jest zranionym przez życie chłopakiem.
Podchodzę do mojej szafki nocnej, sięgam po telefon i sprawdzam, która godzina,17.16.
Mówiłem Adze, że dzisiaj wpadnę, ale nie mam czasu, muszę załatwić jeszcze kilka spraw.
Schodzę na dół, następnie ubieram buty oraz kurtkę i wychodzę z domu.
*Oczami Agaty*
Słyszę energiczne i głośne pukanie do drzwi. Odkładam moją lekturę na łózko i wstaję z materaca.
Nie mam pojęcia kto może teraz dobijać się do moich drzwi, a jest już po siedemnastej.
Schodzę na dół i podchodzę do drzwi frontowych, kładę rękę na klamce i przez chwilę się waham ale niepewnie otwieram drzwi.
Podnoszę wzrok i widzę Harry'ego, którego twarz albo mi się wydaje, albo wyraża załamanie.
Do moich nozdrzy uderza smród alkoholu, co przyprawia mnie o lekkie mdłości.
Mimo moich obaw, lekko uchylam drzwi, a Harry wparowuje do środka.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba. <3 :* Jak podoba wam się nowy wystrój bloga?
Do następnego <3 <3 <3 :)
- Jesteśmy na miejscu. - mówi nie patrząc na mnie.
- Dziękuję. - otwieram drzwi i zamierzam wychodzić z auta, lecz zostaję zatrzymana przez rękę Harry'ego oplecioną wokół mojego nadgarstka.
- Twoja bluza. - kładzie mi ubranie na kolanach.
Spoglądam na niego, lecz jego wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
- Do zobaczenia. - on tylko kiwa głową.
Wychodzę z samochodu na chodnik i zamykam drzwi, po chwili Harry odjeżdża. Kiedy jestem już pod domem, otwieram go wchodzę przez drzwi, zamykając je za sobą. Rozbieram płaszcz i buty, następnie kieruję się do salonu i siadam na kanapie. Nie wiem co mnie tak zdołowało, to, że Harry pobił tego faceta, to, że podniósł na mnie rękę, czy to w jaki sposób zachowywał się po tym, wszystkim. Nie chciał ze mną rozmawiać i na mnie patrzeć, kiedy tylko zobaczył siniaka, tylko nie wiem dlaczego. Bardzo mnie to zraniło, tak samo jak podniesienie na mnie ręki. Może nie chciał zrobić mi krzywdy, ale pod wpływem wściekłości jaka nim targała podczas bicia tamtego faceta, odepchnął mnie z taką siłą, że mocno się uderzyłam.
Kiedy zobaczył moje obrażenia, widziałam w jego oczach i na twarzy przerażenie, załamanie i smutek. Harry żałuje tego, co mi zrobił, i wiem o tym i całkowicie go rozumiem, ale nie mogę pozwolić sobie, żeby tak mnie traktował, żeby mnie popychał, nawet kiedy jest tak wściekły, że wygląda jakby był w jakimś, okropnym transie.
Biorę poduszkę i rzucam ją na drugi koniec pokoju.Dlaczego kiedy było już tak dobrze i zaczęłam go bardziej lubić i rozumieć, on musiał to spieprzyć? Dlaczego zawsze musi się wszystko spieprzyć, kiedy jest już dobrze, wręcz bardzo dobrze?
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do Pauli, muszę do niej zadzwonić i dowiedzieć się, czy wszystko w prządku.
Przez Harry'ego kompletnie zapomniałam o tej, całej sprawie z Paulą. Jest mi strasznie przykro i wstyd, że przez tego chłopaka o zielonych oczach, który rani mnie na każdym kroku, zapomniałam własnej przyjaciółce, którą kocham jak siostrę i potrzebuje mnie jak nigdy.
Cztery, pięć sygnałów i dziewczyna nie odbiera w końcu sygnał zostaje przerwany i włącza się sekretarka.
Zaczynam się denerwować.
Ponownie dzwonię, lecz nikt nie odbiera. Cholera jasna.
Dzwonię do Matt'a, który odbiera za drugim sygnałem.
- Halo? - słyszę jego głos.
- Matt, co z Paulą. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Czy coś się stało? - pytam wstając z kanapy i chodząc w tą i z powrotem.
Nerwy targają moim umysłem i ciałem.
- Nie, wszystko jest w porządku. - mówi łagodnie, a ja oddycham z ulgi. - Jej telefon się rozładował. Od wczoraj nie odstąpiła swojego taty na krok. - słyszę zamykanie drzwi w słuchawce.
- Czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, jak tylko zobaczył Paulę, od razu poczuł się o wiele lepiej. - mówi wesoło, co sprawia, że się uśmiecham.
- Mogę z nią chwilę porozmawiać?
- Jasne. - mówi i ponownie słyszę zamykanie drzwi, a zaraz potem śmiech Pauli i jej taty. Tak dobrze jest ich słyszeć razem.
- Aga chce z tobą gadać. - mówi Matt.
- Aga! Jak się trzymasz kochanie? - mówi radosnym głosem.
- U mnie wszystko w porządku. A jak się trzymasz? - pytam.
- U mnie też. - mówi.
Słyszę głos pana Pilarskiego, ale nie rozumiem co mówi.
- Mój tata chce z tobą rozmawiać. - mówi moja przyjaciółka.
Jestem nieco zdziwiona jej słowami, ale też ucieszona.
- Dzień dobry Agatko. - słyszę jego gruby, lecz sympatyczny głos.
- Dzień dobry.- mówię. - Jak się pan czuje?
- Trochę podziurawiony, ale jest dobrze. - lekko się śmieję na jego słaby żart. - Nie obrazisz się jeśli zatrzymam moją córkę jeszcze na tydzień, może dwa? - pyta.
- Jasne, że nie. Pan jej potrzebuje bardziej niż ja. - mój humor jeszcze bardziej się pogarsza, wiedząc, że nie zobaczę Pauli przez tak długi czas.
- Dziękuję, kochana z ciebie dziewczyna. - na jego słowa robi mi się ciepło na sercu. - Muszę już kończyć, zabierają mnie na badania, do usłyszenia, trzymaj się.
- Dziękuję i nie ma za co proszę pana, niech pan szybko wraca do zdrowia. - staram się brzmieć wesoło, chociaż to naprawdę ciężkie zadanie w obecnej chwili.
- Aga, to ja. Tata pojechał na jakieś badania, więc teraz możemy pogadać, ale nie za długo, bo muszę pojechać do domu i się przespać. - mówi moja przyjaciółka.
- W porządku. - siadam z powrotem na kanapie. Staram się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
- Co się stało? - pyta. Paula potrafi wyczuć mój nastrój nawet tysiące kilometrów ode mnie
- Nic, wszystko jest w porządku. - zagryzam dolną wargę.
- Wiem, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. - mówi. - Gadaj. - rozkazuje.
Nie ma mowy żebym powiedziała jej o Harry'm, kiedyś na pewno jej powiem, ale dopiero wtedy kiedy zacznie nad sobą panować i między nami będzie wszystko okej. Chociaż szczerze w to wątpię.
- Po prostu, zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie, a ja już za tobą tęsknię. - mówię.
- Ja też tęsknię, ale rozumiesz?
- Tak, jak najbardziej rozumiem, że twój tata cię potrzebuje. - słyszę jej głębokie ziewnięcie.
- Wiem o tym. - kolejne ziewnięcie w słuchawce. - Wiesz co, ja już jadę do domu, strasznie chce mi się spać.
- Słyszę. - śmiejemy się. - To do usłyszenia.
- Pa kochana.
- Do usłyszenia Aga. - słyszę głos Matt'a, na co się uśmiecham.
- Pa Matt. - dziewczyna rozłącza się
Odkładam telefon na stole.
Tak bardzo się cieszę, że u nich wszystko w porządku i, że mogłam usłyszeć jej głos. Potrzebowałam tego.
Postanawiam wziąć prysznic, więc idę na górę do mojego pokoju. Wyciągam z szafy luźne, krótkie spodenki, czarną, za dużą na mnie koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki, gdzie biorę długą gorącą i odprężającą kąpiel.
Gdy wychodzę z zaparowanej łazienki idę z powrotem do pokoju, biorę z półki jakąś książkę kryminalną, której jeszcze ni czytałam i zatapiam się w lekturze, byle by zapomnieć o wszystkim co zadręcza mój i tak już wycieńczony umysł.
*Oczami Louis'a*
Kiedy zamykam drzwi od kibla widzę Joseph'a wychodzącego z pokoju Harry'ego, niosącego ze sobą dwie, prawie do reszty opróżnione butelki po wódce. Zgaduję, że ten idiota znowu się napierdolił w trzy dupy.
Idę w stronę pokoju tego frajera, widząc, że drzwi są lekko uchylone. Zaglądam do środka i widzę rozwalonego na wyrze Harry'ego w samych bokserkach. Po chwili chłopak zauważa mnie.
- Wypierdalaj. - fuka i rzuca poduszką w drzwi co sprawia, że się zamykają.
Gdy idę w stronę swojego pokoju, mijam się z Josephem, jest nie źle wkurwiony. Nienawidzi kiedy Harry chla.
Oglądam się za siebie i widzę jak Joseph wchodzi do pokoju Harry'ego i zamyka za sobą drzwi trzaskając nimi.
Moja ciekawska natura, sprawia, że podchodzę bliżej do drzwi i zaczynam nasłuchiwać o czy gadają.
- Harry możesz mi do kurwy powiedzieć co ty odpierdalasz?! - drze się Joseph. - Jesteś z siebie zadowolony, że znowu leżysz napierdolony i ledwo się ruszasz?! Obiecałeś przecież, że więcej nie będziesz chlał! Te twoje obietnice są widać gówno warte! - krzyczy, a ja ledwo co powstrzymuje się od śmiechu.
Dobrze tak skurwielowi
- To moja wina, że nie znam innego sposobu na odreagowanie i zapomnienie o wszystkim co mnie dręczy i wszystkim co mnie otacza?! - drze się Harry.
Jak na takiego napierdolonego, jego głos brzmi nieźle.
- To chyba czas na to, żebyś docenił to co masz i przestał chlać i ruchać bez opamiętania! To ci nic nie da! - krzyk Joseph'a jest tak intensywny, że założę się, że wszyscy sąsiedzi go słyszą..
- Mógłbym, ale problem w tym, że ja nie mam nic! Rozumiesz to, ja już nic nie mam?! - odkrzykuje Harry, którego słowa nieco mnie zaciekawiły.
- Harry masz wszystko czego ci potrzeba masz mnie, masz gdzie mieszkać, masz co jeść, masz pracę i...
- No i co jeszcze?! Nie mam nikogo tylko ciebie, a ty wydzierasz się na mnie za to, że nie wiem w jaki inny sposób mógłbym odreagować to co czuję, oprócz chlania i ruchania! Nie mam dziewczyny, bo większość to zwykłe gówniary, które chcą żebym je przeleciał, po to żeby poczuć się dorosłą, albo, żeby wkurwić rodziców! Poza tym jestem takim sukinkotem, że żadna mnie nie chce! - z słowa na słowo głos Harry'ego jest coraz głośniejszy.
- Harry ty...
- Jeszcze mało?! - pyta - Nie mam nic tylko ten zjebany pokój! A to gówno, które nazywasz pracą, to nie praca, tylko napierdalanie gości po ryjach i łamanie im kości, następnie dostając za to kasę, z której nie korzystam ja i wyłącznie ja, tylko w większości ty i ta banda idiotów, która mieszka w tym jebanym domu! - Joseph się nie odzywa. Czyżby Harry miał rację? - I co teraz mi powiesz, że mam wszystko czego mi potrzeba? - pyta.
Słyszę jak ktoś podchodzi do drzwi, więc szybko odsuwam się od nich. Harry wychodzi z pokoju ubrany od stóp do głów na czarno. Przechodzi kolo mnie ignorując moją obecność. Przypatruję mu się przez chwilę, i widzę, że jego oczy są zaszklone.
Jestem w szoku.
Odprowadzam chłopaka wzrokiem, do chwili, aż znika za ścianą . Po kilku sekundach słyszę trzaskanie drzwi frontowych. Odwracam głowę w stronę pokoju Harry'ego i widzę Josepha siedzącego na łóżku z głową schowaną w rękach. Kiedy widzę, że facet wstaje, szybko zapierdalam przez korytarz do swojego pokoju i zamykam drzwi. Jestem zszokowany tym co właśnie zaszło. Przed tym co usłyszałem od Harry'ego i przed tym jak widziałem łzy w jego oczach byłem pewien, ze Harry nie ma w sobie żadnych uczuć.
Może jednak Aga miała racje mówiąc, że Harry najzwyczajniej pogubił się w życiu, może jednak ten bezduszny pojebaniec, jest zranionym przez życie chłopakiem.
Podchodzę do mojej szafki nocnej, sięgam po telefon i sprawdzam, która godzina,17.16.
Mówiłem Adze, że dzisiaj wpadnę, ale nie mam czasu, muszę załatwić jeszcze kilka spraw.
Schodzę na dół, następnie ubieram buty oraz kurtkę i wychodzę z domu.
*Oczami Agaty*
Słyszę energiczne i głośne pukanie do drzwi. Odkładam moją lekturę na łózko i wstaję z materaca.
Nie mam pojęcia kto może teraz dobijać się do moich drzwi, a jest już po siedemnastej.
Schodzę na dół i podchodzę do drzwi frontowych, kładę rękę na klamce i przez chwilę się waham ale niepewnie otwieram drzwi.
Podnoszę wzrok i widzę Harry'ego, którego twarz albo mi się wydaje, albo wyraża załamanie.
Do moich nozdrzy uderza smród alkoholu, co przyprawia mnie o lekkie mdłości.
Mimo moich obaw, lekko uchylam drzwi, a Harry wparowuje do środka.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba. <3 :* Jak podoba wam się nowy wystrój bloga?
Do następnego <3 <3 <3 :)
11.12.2015
Rozdział 16
*Oczami Agaty*
Budzi mnie apetyczny zapach jajecznicy i tostów, otwieram oczy i rozglądam się do o koła. Harry'ego nie ma obok mnie, a na dworze jest już jasno. Spoglądam na zegarek, który wisi na ścianie, jest ósma rano. Zauważam, że moja pozycja, w której spałam jest zupełnie inna, niż ta w której zasnęłam. Jestem przykryta kocem, moje nogi są wyprostowane, a głowa leży na poduszce, czuję, że Harry maczał w tym palce.
Wstaję z kanapy i kieruję się do kuchni, z której wydobywa się ten jajkowo-tostowy aromat. Widok, który tam zastaję przyprawia mnie o szeroki uśmiech. Smażąca się jajecznica na patelni i Harry smarujący tosta masłem, to naprawdę świetny i niespotykany widok.
- Wiedziałem, że zaraz wstaniesz. - oznajmia. Siadam na wysokim stołku przy blacie.
- Skąd niby te przypuszczenia? - pytam bawiąc się cukrem w cukierniczce. Mój głos trochę się polepszył, ale nadal jest ochrypnięty i nieco boli mnie gardło. Mogłam nie wybiegać w samej bluzie na dwór, żeby dopiec Harry'emu, to było głupie.
- Nie wiem, po prostu to czułem. - czuję, że stoi za mną. - Proszę, zrobiłem ci na twoją chrypę. - stawia przede mną kubek z jakimś napojem, nie jestem pewna co to jest.
- Mogę wiedzieć co to? - pytam mieszając łyżką w kubku.
- Herbata z miodem, miętą i cytryną. - zaczyna mieszać jajecznice na patelni, następnie dosypuje do niej szczypiorek oraz doprawia solą i pieprzem.
- Um... Dziękuję. - biorę kubek do ręki i upijam łyk gorącego i bardzo miętowego napoju.
- Smakuje ci? - pyta z drewnianą szpatułką w ręce.
- Tak, jest niezłe. - upijam kolejne dwa łyki, które rozgrzewają moje gardło i sprawiają, że czuję ulgę.
Po chwili przede mną staje talerz z jajecznicą i dwoma tostami, posmarowanymi masłem. Przyznaję, wygląda nieźle.
- Dziękuję, to miłe. - mówię.
- Chciałem zrobić coś innego, ale nie miałaś składników. - przysuwa stołek bliżej mnie i na nim siada.
- Co chciałeś zrobić? - pytam biorąc jeden kęs jajecznicy do buzi.
- Ryż w sosie słodko-kwaśnym z kurczakiem i warzywami na parze. - czuję jak moje oczy się rozszerzają.
Harry potrafi gotować, nie spodziewałam się tego po nim.
- Brzmi skomplikowanie. - mówię przeżuwając tosta.
- To mniej skomplikowane niż naleśniki. - wzrusza ramionami, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Nie wiedziałam, że gotujesz.
- Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
- Wiem o tym. - spoglądam na niego. Harry je, jakby nie widział jedzenia od co najmniej trzech dni.
- I jak, smakuje ci? - pyta z nadzieją w głosie.
- Jest pyszne. - odpowiadam z pełną buzią.
Jedzenie jest świetnie przyprawione, a tosty chrupiące.
Harry szybko kończy śniadanie i odkłada pusty talerz do zlewu, następnie siada obok mnie z kubkiem kawy, którą nie wiem kiedy sobie zrobił. Przysuwa się jeszcze bliżej mnie, co trochę mnie dezorientuję.
- Wyspałeś się? - pytam popijając napój, który przygotował mi Harry.
- Tak. - upija kilka łyków kawy.
Po jej intensywnym zapachu, stwierdzam, że zrobił ją sobie bardzo mocną.
- Było mi wygodnie na twoich nogach. - czuję jak moje policzki pieką.
- Kiedy wstałeś? - pytam chcąc odciągnąć go od tematu moich nóg.
- Dwadzieścia minut przed tobą, było mi za gorąco pod tym kocem, którym mnie przykryłaś. - upija następnych kilka łyków.
On chyba chce mnie zawstydzić, albo wkurzyć.
- Nie chciałam, żeby było ci zimno. Czy to coś złego? - pytam kończąc herbatę.
- Nie, ale to było miłe. - odpowiada. - To, że położyłaś moją głowę na swoich udach, też było miłe. - spoglądam na niego. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Przestań. - wstaję ze stołka, podchodzę do zlewu i wkładam do niego pusty kubek.
- Chcę się po prostu dowiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? - on także wstaje ze stołka i podchodzi do mnie.
- Uznałam po prostu, że tak będzie ci wygodniej. - krzyżuję ręce i opieram się plecami o blat.Kiwa głową i spogląda na mnie.
Nie wiem skąd przyszło mu do głowy takie, głupie i banalne pytanie? Czy to nie zrozumiałe, że chcę być dla niego miła i wyrozumiała, czy on nie chce przyjąć tego do swojej świadomości?
- Mogę wziąć prysznic? - pyta.
- Jasne. - po moich słowach chłopak znika za ścianą. Zaczynam wkładać brudne naczynia do zmywarki.
Harry zaskoczył mnie dzisiaj tym, że zrobił śniadanie, które było naprawdę pyszne.
Zadziwił mnie samym faktem, że gotuje, ale także tym, że postanowił coś nam przygotować i wraz ze mną zjeść. To było naprawdę miłe i nie spodziewałabym się po nim tego.
Słyszę przytłumiony dźwięk puszczanej wody, co znaczy, że Harry jest już pod prysznicem.
Na myśl o jego umięśnionym i wytatuowanym ciele przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto miałby tak niesamowite ciało jak on. Nawet Louis, czy Matt, którzy mają naprawdę świetne sylwetki, nie dorównują Harry'emu.
Kiedy orientuję się o czym myślę, uderzam się otwartą dłonią w czoło. Coś jest stanowczo ze mną nie tak, nie rozumiem co się ze mną dzieje.
- Wiesz może, gdzie położyłem wczoraj swoją koszulkę? - pod wpływem nagłego wtargnięcia Harry'ego do kuchni lekko podskakuję. Nie słyszałam nawet jak zakręcił wodę.
Spoglądam na niego, ma luźno, przepasany na biodrach ręcznik, który odsłania jego literę V. Odwracam wzrok od tamtego miejsca, czując narastającą we mnie temperaturę.
- Powinna być w pokoju. - mówię spuszczając wzrok i udaję się w stronę mojego pokoju.
Kiedy jestem już w mojej samotni, kieruję się na kanapę, lecz koszulki Harry'ego nigdzie nie ma, jest tylko jego płaszcz.
- Masz rację, nie ma jej tutaj. - odchodzę od kanapy i podchodzę do mojej szafy, z której wyciągam jedną z moich czarnych, dużych bluz. - Masz. - rzucam do niego ubranie. Harry łapie bluzę.
- Dzięki. - posyła mi wdzięczne spojrzenie i kieruje się do łazienki. Podchodzę do łóżka i opadam plecami na materac.
Kolejny raz zrobiłam coś miłego dla Harry'ego. Dałam mu tą bluzę, ponieważ nie chciałam, żeby chodził pół nagi po moim domu, poza tym co mi szkodzi, mam pełno bluz.
Słyszę jak chłopak wchodzi do mojego pokoju, podnoszę głowę i widzę go ubranego w czarne rurki i moją bluzę, która niemal idealnie na niego pasuje.
- Zaraz jadę na siłownie. - mówi siadając na kanapie. - Mówiłaś, że chcesz jechać, więc jak się jeszcze nie rozmyśliłaś, to zbieraj się. - mówi ubierając jednego z swoich butów.
- Dobrze. - wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, z której wyjmuję bordową, luźną koszulkę z jakimś, czarno-białym nadrukiem oraz czarne rurki z dziurami na kolana i czarną, dużą zapinaną bluzę z białymi sznurkami, następnie idę do łazienki, szybko ubieram się w moje ubrania, myję zęby i pryskam się moimi, ulubionymi perfumami.
Postanawiam nie brać prysznica, nie mam teraz czasu, poza tym nie czuję się brudno czy niekomfortowo.
Tuszuję jeszcze rzęsy i rysuję kreski eye-linerem na górnej powiece, następnie wychodzę z łazienki.
Pod ścianą od łazienki widzę gotowego już Harry'ego patrzącego na mnie z zainteresowaniem.
- Skoczę jeszcze po telefon. - idę szybkim krokiem do swojego pokoju, szybko zabieram telefon z szafki i zbiegam na dół gdzie w korytarzu czeka na mnie Harry. Wygląda niemal oniemiająco w swoim płaszczu, który jest podobny do mojego i mojej czarnej bluzie z kapturem, który jest założony na jego głowę przyciskając jego loki do twarzy.
Szybko wciągam moje, czarne adidasy na nogi i wychodzimy z mojego mieszkania, które zamykam i kierujemy się do jego samochodu.
Kiedy siadam na miękkim siedzeniu auta, zapinam pas i poprawiam się na siedzeniu, które jest bardzo wygodne. Harry wsiada do samochodu i od razu go odpala.
- Nie zapinasz pasa? - pytam, spoglądając na niego.
- Nie. - odpowiada krótko, wpatrując się uważnie w szybę.
- A co jeśli dojdzie do wypadku? - chłopak prycha śmiechem.
- Mogę cię o tym zapewnić, że nie dojdzie do żadnego wypadku - spogląda na mnie z ledwo zauważalnym humorem w oczach.
- Skąd taka pewność? - pytam przypominając sobie Matt'a, który opowiadał mi co zrobił Harry, kiedy chłopak w niego uderzył, jak Harry gwałtownie wyjeżdżał zza zakrętu.
- Po prostu mi zaufaj. - jego ton jest poważny.
- Postaram się. - mówię.
Przyznaję, po dzisiejszym, wczesnym poranku trochę nabrałam zaufanie do Harry'ego, ale na tyle, żeby ufać mu w wszystko co powie. Nie zapominajmy, że ten chłopak jest nieobliczalny i nieprzewidywalny.
- Jesteś jedyną dziewczyną jaką znam, która tak krótko szykuje się do wyjścia. - mówi. - A uwierz, poznałem już sporo dziewczyn. - dodaje, a ja czuję się skrępowana jego wyznaniem.
To prawda, moje przygotowania do wyjścia trwają od pięciu do dziesięciu minut. Zawsze tak było i jakoś ani ja ani nikt inny nie zwracał na to szczególnej uwagi.
- To coś złego? - pytam, kompletnie nie wiedząc, co odpowie.
- Nie, to jest fajne, bo nie musiałem długo czekać. Inne pindrzą się godzinę w łazience i gdy z niej wychodzą wyglądają jak gówno, a ty weszłaś i po pięciu minutach wyszłaś.
- Wyglądając jak gówno? - pytam chichocząc sama do siebie.
- Nie, ty wyglądałaś... ładnie. - wzrusza ramionami.
Nie wiem czy to miał być komplement z jego strony, czy zwykły sarkazm.
Wyglądam dzisiaj nie zbyt dobrze, a on mówi, że wyglądam ładnie , nie wiem co mam rozumieć poprzez jego słowa, ale wole się nie wypowiadać i irytować jego i siebie.
Kilka minut później zatrzymujemy się na jakimś odludziu, jest tu dużo starych budynków i kamienic.
Budynek przed, którym stoimy jest duży, okna ma pozabijane drewnianymi płytami, a szary tynk schodzący z ścian odsłania czerwone i brązowe cegły, które się pod nim kryją. To miejsce mnie przeraża.
- Na wszelki wypadek trzymaj się blisko mnie. Rozumiesz? - spoglądam na niego nieco wystraszona jego słowami i głośno przełykam ślinę.
Chłopak wychodzi z samochodu, a ja robię to samo tylko dużo wolniej i rozglądam się do o koła, patrząc na przerażającą okolice.Czuję jak chłopak do mnie podchodzi i łapie za moje przed ramie. Przez chwilę wpatruję się na ten widok, nie móc uwierzyć w jego gest.
- Idziemy. - lekko ciągnie mnie za sobą, kurczowo przyciskając swoje ciało do mojego. To dziwne, bardzo dziwne uczucie.
Wchodzimy do wielkiego budynku, który w środku wygląda jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Ściany korytarza, którym idziemy są doszczętnie obdarte z zdaje mi się żółtej farby, która kiedyś je pokrywała. Lampy, a w zasadzie lampki podwieszone pod sufitem dają małe i przerażające światło, a szare pajęczyny w rogach i na suficie wyglądają niemal jak firany.
To miejsce wygląda jak nawiedzone i dawno nie odwiedzane.
Wchodzimy do jakiegoś szerszego i większego korytarza, w którym znajduje się kilkanaście, metalowych, pokrytych rdzą drzwi. Idziemy jeszcze kawałek, aż dochodzimy do drzwi z numerem 7. Harry wyjmuje klucz z kieszeni i je otwiera. Ku mojemu zaskoczeniu w środku jest schludnie i o wiele przyjemniej niż pomieszczenia, z którymi już zdążyłam się zapoznać.
Pomieszczenie jest niewielkie i pomalowane na szaro, w jego rogu znajduje się czarna kanapa obok niej lodówka, oraz niewielka, niebieska szafka, która kojarzy mi się z tymi, szkolnymi. Przed kanapą stoi stolik, na którym znajduje się spora ilość książek i czasopism, oraz radio z dużymi głośnikami i sporą ilością płyt na stojaku, tuż obok niego.Po lewej stronie jest metalowy stolik, a w zasadzie blat z jakimiś preparatami dezynfekującymi, bandażami i plastrami.Jestem zaskoczona ich ilością.
Na środku sufitu, przyczepiony jest ogromny worek do boksowania, wiszący na grubym łańcuchu, a na podłodze, przy ścianie położone są trzy sztangi, dwie mniejsze i jedna o wiele, wiele większa.
Po prawej stronie znajdują, się drewniane drzwi, z kilkoma dziurami, wielkości pieści.
- Witam w moim królestwie, w którym spędziłem więcej czasu niż w własnym pokoju. - mówi i zamyka drzwi.
Chłopak zwija swoje włosy w koka i splata je gumką, której wcześniej nie zauważyłam, następnie ściąga moją bluzę z swojego ciała, oraz czarne rurki i buty.
Stoi przede mną w samych bokserkach, a ja nie widzę na jego twarzy ani krzty skrępowania, natomiast ja czuję, że moje policzki robią się z sekundy na sekundę coraz bardziej czerwone.
Harry podchodzi do ,,szkolnej'' szafki i wyciąga z niej krótkie, czarne, luźne spodenki i zakłada na swoje bokserki, zawiązując białe sznurki na jego biodrach, żeby mu nie spadły. Następnie wyciąga czarne, trochę zużyte tenisówki i zakłada je na swoje, wielkie stopy. Podchodzi do metalowego blatu i bierze z niego czarną taśmę i owija nią sobie swoje pięści przegryzając ich koniec, żeby nie była za długa.
- Możemy iść? - pyta zwracając się do mnie.
- To nie będziesz trenował tutaj? - pytam nieco zdziwiona.
- To co mam tutaj, to jest na małą rozgrzewkę, lub na nudę. - podchodzi do mnie i chwyta mój nadgarstek w swoją, o taśmowaną rękę i wyprowadza mnie z pokoju, na przerażający korytarz.
Zamyka drzwi i prowadzi mnie do klatki schodowej, która prowadzi na górę.
- O tej porze nie powinno nikogo tutaj być, ale powinnaś trzymać się blisko mnie. Nie wiadomo co za łajza tutaj przyjdzie. - mocniej ściska mój nadgarstek, swoją silną dłonią.
Jestem nieco przestraszona i najchętniej zostałabym w tym, jego królestwie, ale nie pozwoliłby mi na to, z resztą, nie chciałabym zostać sama w takim miejscu, jakim jest to.
Kiedy wchodzimy na górę, przed moimi oczami ukazują się metalowe drzwi, które Harry otwiera jednym pchnięciem i wchodzimy do wielkiej hali, w której na środku znajduje się ring. Rozglądam się do o koła i widzę mnóstwo sztang przeróżnej wielkości, różnych urządzeń do ćwiczeń, oraz mnóstwo ławek i krzeseł, rozstawionych na różnych wysokościach i odległościach od ringu.
Jest tutaj całkowicie pusto, a dźwięk naszych kroków rozchodzi się echem po dużej przestrzeni, w której się znajdujemy.
Harry puszcza mój nadgarstek i podbiega do ringu, następnie zaczyna biegać wokół niego szybkimi i długimi susami.
Siadam na jedną z ławek, które stoją kilka metrów od ringu i przyglądam się Harry'emu, który bez żadnego wysiłku pokonuje już ósme okrążenie. Chłopak zatrzymuje się, następnie wskakuje na dosyć wysoki ring i zaczyna boksować się z workiem, który wisi na metalowym łańcuchu na metalowej rurze.
Podchodzę do ringu i staram się na niego wejść, lecz jestem za niska i mało wysportowana.
- Pomóc ci w czymś? - spoglądam w górę i widzę Harry'ego stojącego nade mną. Chłopak wyciera swoje czoło z potu.
- Jakbyś mógł. - czuję się zawstydzona, faktem, że jestem taka, nieporadna, że nie mogę wejść na ten, głupi ring.
Chłopak wyciąga swoją, wielką rękę w moją stronę, łapię za nią, a Harry wciąga mnie bez żadnego problemu na górę. Uderzam w jego pokrytą potem klatkę piersiową, spoglądam w górę i widzę jego twarz, z poprzyklejanymi do niej spoconymi kosmykami włosów, które wyleciały z jego koka pod wpływem intensywnego treningu.
Nie wiem czym jest to spowodowane, ale podnoszę rękę i odgarniam włosy z jego, mokrego czoła, następnie zakładam za jego ucho. Spoglądam w jego, zielone oczy, w których widzę jakby małe iskierki. Chłopak zaczyna przybliżać swoją twarz do mojej i nachylać się nad moją sylwetką. Wpatruje się w moje oczy i mam wrażenie jakby iskierki w jego oczach, robiły się coraz bardziej jasne i intensywniejsze.
Kładzie swoją rękę na moim policzku, i kiedy jego twarz znajduje się centymetry od mojej, odwracam głowę i oddalam się o kilka kroków od jego ciała.
Spoglądam na niego, cały czas stoi w tym, samym miejscu i mam wrażenie, jakby był zawiedziony.
Odwracam się do niego tyłem i opieram się o sprężystą taśmę, która jest przyczepiona do dwóch słupków, osadzonych w rogach ringu.
Mimo, że całowaliśmy się tylko, albo aż dwa razy, to ja za każdym razem czułam coś, czego nie mogę wyjaśnić do tej pory, i za każdym razem staje się to silniejsze. Zaczynam coraz bardziej przekonywać się do Harry'ego, przynajmniej do jego lepszej strony, ale to nie znaczy, że musimy się całować, to nieodpowiednie. Mimo, że to naprawdę miłe uczucie, to nie chcę tego, nie chcę ponownie tego czuć.
Słyszę, że chłopak zeskakuje z ringu, odwracam się do niego i widzę jak dochodzi do sztang i bierze dwie, dziesięcio może dwunasto kilowe i zaczyna podnosić raz jedną raz drugą. Spogląda na mnie i przypatruje mi się uważnie.
Podchodzę do wielkiego worka, na którym jeszcze kilka minut temu ćwiczył Harry i lekko uderzam go moją pięścią, lecz nawet nie drgnie. Uderzam mocniej, znowu nie ruszył się nawet o milimetr. Zaczynam się irytować.
Ciekawe z jaką siłą muszę uderzyć, żeby chociaż trochę drgnął?
Nieco cofam pięść i mam zamiar uderzać z całej siły w ten głupi worek, lecz w ostatniej chwili moja ręka zostaje zatrzymana.
- Źle to robisz. - puszcza moją rękę i staje za mną. - W taki sposób. - ustawia moją rękę w taki sposób, jaki chciałam przed chwilą uderzyć. - Mogłabyś sobie połamać rękę. - czuję jego oddech na moim karku.
Chłopak staje obok mnie i przysuwa swoje ręce do klatki piersiowej.
- Uderzasz tak. - lekko cofa łokieć i uderza w worek z wystarczającą siłą, żeby się poruszył.
Ustawiam tak samo ręce jak on przed chwilą, a chłopak kiwa twierdząco głową. Cofam lekko łokieć i uderzam w worek, który lekko się porusza.
Uśmiecham się sama do siebie i próbuję ponowne uderzyć, tym razem mocniej i skutkuje to tym, że ból przeszywa moją rękę.
Syczę i zaczynam potrząsać ręką, chcąc jak najszybciej sprawić, żeby ból ustał.
Harry bierze moją rękę i zaczyna uważnie ją oglądać. Dotyka bolącego miejsca w moim nadgarstku, co sprawia, że chcę wyrwać od niego rękę, lecz chłopak ściska drugą ręką moje przed ramie, uniemożliwiając mój zamiar. Lekko rozmasowuje mój nadgarstek, sprawiając mi tym okropny dyskomfort.
- Źle uderzyłaś. - mówi nadal masując nadgarstek, który powoli przestaje boleć,w pewnym momencie go puszcza.
- Dziękuję. - lekko się uśmiecham.
- Uderzając w worek, przekrzywiłaś rękę. - chłopak demonstruje to, co ja robiłam wcześniej. - Nie można tego robić, musisz sztywno trzymać rękę, zwłaszcza kiedy chcesz uderzyć z większą siłą . - ponownie pokazuje jak powinnam uderzyć. - Chcesz spróbować jeszcze raz? - kiwam głową.
Chcę pokazać mu, że jestem nie słaba i, że szybko się nie poddaję. Z resztą kiedyś może mi się to przydać.
Harry staje za mną i układa moje ręce w sposób jaki on to robił, upewniając się, że moje ręce są sztywne.
- Na początku spróbuj uderzyć w powietrzu. - mówi, a ja robię to co on każe. - Bardziej napnij rękę i bark wypchnij bardziej do przodu. - ponownie uderzam w powietrzu, trzymając się jego wskazówek. - Dobrze. - mówi. - Teraz lekko uderz w worek. - lekko cofam łokieć i po chwili moja ręka ląduje na worku. - Teraz uderz mocniej, ale pamiętaj, że ręka musi być sztywna. - chłopak staje bardziej po boku i lekko się nachyla, żeby lepiej widzieć jak ciosam.
Cofam rękę i z całej siły uderzam w worek, który zaczyna się lekko kołysać.
- Myślę, że jesteś gotowa, żeby ze mną powalczyć. - chłopak mruga do mnie, i zeskakuje z ringu, następnie zaczyna grzebać w jakimś pudle, które stoi zaraz pod nim. Wchodzi z powrotem z czarnymi, rękawicami, które są usztywniane w nadgarstku i mają małe gąbki na palcach.
- Chyba oszalałeś? Przecież ja nie dam rad...
- Nie zrobię ci krzywdy. - odpina jedną z rękawic i podstawia, tak, żebym mogła włożyć w nią rękę. -Musisz powalczyć z kimś kto się rusza, żeby się tego nauczyć. - mówi zapinając rękawicę ma mojej ręce, następnie zakłada mi drugą i odsuwa się o kilka kroków w tył.
- Co ma robić. - zaczynam lekko panikować, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego.
- Przyjmij pozycję obronną. - pokazuje mi jak mam ułożyć ręce, więc to robię.
Chłopak zaczyna iść w moją stronę, za to ja stoję z miejscu.
- Chodź. - robię kilka, niepewnych kroków, w końcu jesteśmy od siebie niecałe pół metra. - Teraz musimy krążyć w kółko. - mówi poruszając się w lewo. - Bądź ostrożna. - mówi.
Patrzę to na jego ręce, to na twarz, nie jestem skupiona, nie mam pojęcia gdzie mam się patrzeć.
Ręka chłopaka lekko dotyka mojego policzka, nawet nie zorientowałam się kiedy on się ruszył.
- W tym momencie, leżałabyś na ziemi. - chichocze i zabiera swoją rękę z mojej twarzy.
- Skończmy to, mam dość. - zaczynam się śmiać i zaczynam ściągać rękawice. - Jestem w tym beznadziejna. - opieram się o taśmę i spoglądam na Harry'ego.
- Wcale nie, idzie ci dobrze, musisz się bardziej skupić i wyrobić refleks. - ściąga taśmy z swoich rąk i zwija je w kłębek, następnie rzuca za siebie. Bierze ode mnie rękawice i rzuca na ring. - Idziemy stąd. - szybkim krokiem podchodzi na koniec ringu i z niego zeskakuje. Natomiast ja siadam na jego krawędzi i próbuję zeskoczyć, lecz obejmuję mnie strach, że mam zeskoczyć z wysokości większej niż półtora metra.
Nagle Harry staje przede mną, następnie kładzie ręce pod moimi pachami i ściąga mnie z wysokiego podestu stawiając na betonowej posadzce.
- Dzięki. - mówię.
Chłopak idzie do wyjścia z siłowni i otwiera je, następnie kieruje się na górę, a ja za nim.
Kiedy dochodzimy do pomieszczenia z numerem 7, Harry je otwiera, następnie do niego wchodzimy, Harry przebiera się w swoje rurki i ubiera czarną koszulkę na krótki rękaw, którą wyciąga z szafki oraz wciąga buty na swoje nogi.
- Co jest za tymi drzwiami? - pytam spoglądając na podziurawione, drewniane drzwi, które zaintrygowały mnie od samego początku.
- Zajrzyj tam, skoro jesteś taka ciekawa. - rozplata swoje włosy.
Podchodzę do drzwi łapię za klamkę i otwieram drzwi. Jest to łazienka, wyłożona szarymi kafelkami. W rogu znajduje się prysznic, zaraz koło niego zlew, nad nim półka z potrzebnymi kosmetykami, oraz lustro, na samym końcu łazienki jest toaleta oraz pralka.
Albo mi się wydaje, albo Harry mieszkał tutaj przez jakiś czas, chyba, że nadal mieszka. Przynajmniej tak to wygląda.
Jednak trochę mnie to niepokoi.
Zamykam drzwi i spoglądam na Harry'ego, który jest już gotowy i czeka na mnie opierając się o framugę drzwi z moją bluzą w ręce.
- Jesteś usatysfakcjonowana widokiem, który zobaczyłaś? - pyta, uważnie ilustrując moją twarz.
- Nie. - mówię. - Możemy już iść? - Harry kiwa głową.
Wychodzę z pokoju i czekam, aż chłopak zamknie drzwi, następne ponownie idziemy do przerażającego korytarza.
Wychodząc z budynku zauważam jakichś dwóch mężczyzn, podążających w naszą stronę. Zaczynam lekko panikować, patrząc jak Harry zaciska szczękę, a jego oczy zmieniają kolor z zielonego,na niemal czarny, mam prawo być zdenerwowana.
Chłopak momentalnie przyciąga mnie do swojego ciała obejmując moją talię swoim, silnym ramieniem. Nie protestuję, tylko jeszcze bardziej wtulam się w chłopaka.
Kiedy mężczyźni podchodzą bliżej, widzę, że nie wyglądają zbyt przyjemnie, obydwoje są bardzo umięśnieni i wyglądają groźnie. Jeden z nich jest łysy i ma na sobie skórzaną kurtkę, a drugi ma kaptur na głowie i grubą bluzę.
Przechodzi mnie bardzo nieprzyjemny dreszcz, co Harry zauważa, bo przyciska mnie mocniej do swojego boku.
Mrowienie w brzuchu i gula w gardle narastają wtedy, kiedy mężczyźni zatrzymują się dwa metry przed nami.
*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak obiecałam, wstawiam drugi rozdział, mam nadzieję, że się podoba. ;) <3 :D Uwielbiam was <3
Budzi mnie apetyczny zapach jajecznicy i tostów, otwieram oczy i rozglądam się do o koła. Harry'ego nie ma obok mnie, a na dworze jest już jasno. Spoglądam na zegarek, który wisi na ścianie, jest ósma rano. Zauważam, że moja pozycja, w której spałam jest zupełnie inna, niż ta w której zasnęłam. Jestem przykryta kocem, moje nogi są wyprostowane, a głowa leży na poduszce, czuję, że Harry maczał w tym palce.
Wstaję z kanapy i kieruję się do kuchni, z której wydobywa się ten jajkowo-tostowy aromat. Widok, który tam zastaję przyprawia mnie o szeroki uśmiech. Smażąca się jajecznica na patelni i Harry smarujący tosta masłem, to naprawdę świetny i niespotykany widok.
- Wiedziałem, że zaraz wstaniesz. - oznajmia. Siadam na wysokim stołku przy blacie.
- Skąd niby te przypuszczenia? - pytam bawiąc się cukrem w cukierniczce. Mój głos trochę się polepszył, ale nadal jest ochrypnięty i nieco boli mnie gardło. Mogłam nie wybiegać w samej bluzie na dwór, żeby dopiec Harry'emu, to było głupie.
- Nie wiem, po prostu to czułem. - czuję, że stoi za mną. - Proszę, zrobiłem ci na twoją chrypę. - stawia przede mną kubek z jakimś napojem, nie jestem pewna co to jest.
- Mogę wiedzieć co to? - pytam mieszając łyżką w kubku.
- Herbata z miodem, miętą i cytryną. - zaczyna mieszać jajecznice na patelni, następnie dosypuje do niej szczypiorek oraz doprawia solą i pieprzem.
- Um... Dziękuję. - biorę kubek do ręki i upijam łyk gorącego i bardzo miętowego napoju.
- Smakuje ci? - pyta z drewnianą szpatułką w ręce.
- Tak, jest niezłe. - upijam kolejne dwa łyki, które rozgrzewają moje gardło i sprawiają, że czuję ulgę.
Po chwili przede mną staje talerz z jajecznicą i dwoma tostami, posmarowanymi masłem. Przyznaję, wygląda nieźle.
- Dziękuję, to miłe. - mówię.
- Chciałem zrobić coś innego, ale nie miałaś składników. - przysuwa stołek bliżej mnie i na nim siada.
- Co chciałeś zrobić? - pytam biorąc jeden kęs jajecznicy do buzi.
- Ryż w sosie słodko-kwaśnym z kurczakiem i warzywami na parze. - czuję jak moje oczy się rozszerzają.
Harry potrafi gotować, nie spodziewałam się tego po nim.
- Brzmi skomplikowanie. - mówię przeżuwając tosta.
- To mniej skomplikowane niż naleśniki. - wzrusza ramionami, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Nie wiedziałam, że gotujesz.
- Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
- Wiem o tym. - spoglądam na niego. Harry je, jakby nie widział jedzenia od co najmniej trzech dni.
- I jak, smakuje ci? - pyta z nadzieją w głosie.
- Jest pyszne. - odpowiadam z pełną buzią.
Jedzenie jest świetnie przyprawione, a tosty chrupiące.
Harry szybko kończy śniadanie i odkłada pusty talerz do zlewu, następnie siada obok mnie z kubkiem kawy, którą nie wiem kiedy sobie zrobił. Przysuwa się jeszcze bliżej mnie, co trochę mnie dezorientuję.
- Wyspałeś się? - pytam popijając napój, który przygotował mi Harry.
- Tak. - upija kilka łyków kawy.
Po jej intensywnym zapachu, stwierdzam, że zrobił ją sobie bardzo mocną.
- Było mi wygodnie na twoich nogach. - czuję jak moje policzki pieką.
- Kiedy wstałeś? - pytam chcąc odciągnąć go od tematu moich nóg.
- Dwadzieścia minut przed tobą, było mi za gorąco pod tym kocem, którym mnie przykryłaś. - upija następnych kilka łyków.
On chyba chce mnie zawstydzić, albo wkurzyć.
- Nie chciałam, żeby było ci zimno. Czy to coś złego? - pytam kończąc herbatę.
- Nie, ale to było miłe. - odpowiada. - To, że położyłaś moją głowę na swoich udach, też było miłe. - spoglądam na niego. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Przestań. - wstaję ze stołka, podchodzę do zlewu i wkładam do niego pusty kubek.
- Chcę się po prostu dowiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? - on także wstaje ze stołka i podchodzi do mnie.
- Uznałam po prostu, że tak będzie ci wygodniej. - krzyżuję ręce i opieram się plecami o blat.Kiwa głową i spogląda na mnie.
Nie wiem skąd przyszło mu do głowy takie, głupie i banalne pytanie? Czy to nie zrozumiałe, że chcę być dla niego miła i wyrozumiała, czy on nie chce przyjąć tego do swojej świadomości?
- Mogę wziąć prysznic? - pyta.
- Jasne. - po moich słowach chłopak znika za ścianą. Zaczynam wkładać brudne naczynia do zmywarki.
Harry zaskoczył mnie dzisiaj tym, że zrobił śniadanie, które było naprawdę pyszne.
Zadziwił mnie samym faktem, że gotuje, ale także tym, że postanowił coś nam przygotować i wraz ze mną zjeść. To było naprawdę miłe i nie spodziewałabym się po nim tego.
Słyszę przytłumiony dźwięk puszczanej wody, co znaczy, że Harry jest już pod prysznicem.
Na myśl o jego umięśnionym i wytatuowanym ciele przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto miałby tak niesamowite ciało jak on. Nawet Louis, czy Matt, którzy mają naprawdę świetne sylwetki, nie dorównują Harry'emu.
Kiedy orientuję się o czym myślę, uderzam się otwartą dłonią w czoło. Coś jest stanowczo ze mną nie tak, nie rozumiem co się ze mną dzieje.
- Wiesz może, gdzie położyłem wczoraj swoją koszulkę? - pod wpływem nagłego wtargnięcia Harry'ego do kuchni lekko podskakuję. Nie słyszałam nawet jak zakręcił wodę.
Spoglądam na niego, ma luźno, przepasany na biodrach ręcznik, który odsłania jego literę V. Odwracam wzrok od tamtego miejsca, czując narastającą we mnie temperaturę.
- Powinna być w pokoju. - mówię spuszczając wzrok i udaję się w stronę mojego pokoju.
Kiedy jestem już w mojej samotni, kieruję się na kanapę, lecz koszulki Harry'ego nigdzie nie ma, jest tylko jego płaszcz.
- Masz rację, nie ma jej tutaj. - odchodzę od kanapy i podchodzę do mojej szafy, z której wyciągam jedną z moich czarnych, dużych bluz. - Masz. - rzucam do niego ubranie. Harry łapie bluzę.
- Dzięki. - posyła mi wdzięczne spojrzenie i kieruje się do łazienki. Podchodzę do łóżka i opadam plecami na materac.
Kolejny raz zrobiłam coś miłego dla Harry'ego. Dałam mu tą bluzę, ponieważ nie chciałam, żeby chodził pół nagi po moim domu, poza tym co mi szkodzi, mam pełno bluz.
Słyszę jak chłopak wchodzi do mojego pokoju, podnoszę głowę i widzę go ubranego w czarne rurki i moją bluzę, która niemal idealnie na niego pasuje.
- Zaraz jadę na siłownie. - mówi siadając na kanapie. - Mówiłaś, że chcesz jechać, więc jak się jeszcze nie rozmyśliłaś, to zbieraj się. - mówi ubierając jednego z swoich butów.
- Dobrze. - wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, z której wyjmuję bordową, luźną koszulkę z jakimś, czarno-białym nadrukiem oraz czarne rurki z dziurami na kolana i czarną, dużą zapinaną bluzę z białymi sznurkami, następnie idę do łazienki, szybko ubieram się w moje ubrania, myję zęby i pryskam się moimi, ulubionymi perfumami.
Postanawiam nie brać prysznica, nie mam teraz czasu, poza tym nie czuję się brudno czy niekomfortowo.
Tuszuję jeszcze rzęsy i rysuję kreski eye-linerem na górnej powiece, następnie wychodzę z łazienki.
Pod ścianą od łazienki widzę gotowego już Harry'ego patrzącego na mnie z zainteresowaniem.
- Skoczę jeszcze po telefon. - idę szybkim krokiem do swojego pokoju, szybko zabieram telefon z szafki i zbiegam na dół gdzie w korytarzu czeka na mnie Harry. Wygląda niemal oniemiająco w swoim płaszczu, który jest podobny do mojego i mojej czarnej bluzie z kapturem, który jest założony na jego głowę przyciskając jego loki do twarzy.
Szybko wciągam moje, czarne adidasy na nogi i wychodzimy z mojego mieszkania, które zamykam i kierujemy się do jego samochodu.
Kiedy siadam na miękkim siedzeniu auta, zapinam pas i poprawiam się na siedzeniu, które jest bardzo wygodne. Harry wsiada do samochodu i od razu go odpala.
- Nie zapinasz pasa? - pytam, spoglądając na niego.
- Nie. - odpowiada krótko, wpatrując się uważnie w szybę.
- A co jeśli dojdzie do wypadku? - chłopak prycha śmiechem.
- Mogę cię o tym zapewnić, że nie dojdzie do żadnego wypadku - spogląda na mnie z ledwo zauważalnym humorem w oczach.
- Skąd taka pewność? - pytam przypominając sobie Matt'a, który opowiadał mi co zrobił Harry, kiedy chłopak w niego uderzył, jak Harry gwałtownie wyjeżdżał zza zakrętu.
- Po prostu mi zaufaj. - jego ton jest poważny.
- Postaram się. - mówię.
Przyznaję, po dzisiejszym, wczesnym poranku trochę nabrałam zaufanie do Harry'ego, ale na tyle, żeby ufać mu w wszystko co powie. Nie zapominajmy, że ten chłopak jest nieobliczalny i nieprzewidywalny.
- Jesteś jedyną dziewczyną jaką znam, która tak krótko szykuje się do wyjścia. - mówi. - A uwierz, poznałem już sporo dziewczyn. - dodaje, a ja czuję się skrępowana jego wyznaniem.
To prawda, moje przygotowania do wyjścia trwają od pięciu do dziesięciu minut. Zawsze tak było i jakoś ani ja ani nikt inny nie zwracał na to szczególnej uwagi.
- To coś złego? - pytam, kompletnie nie wiedząc, co odpowie.
- Nie, to jest fajne, bo nie musiałem długo czekać. Inne pindrzą się godzinę w łazience i gdy z niej wychodzą wyglądają jak gówno, a ty weszłaś i po pięciu minutach wyszłaś.
- Wyglądając jak gówno? - pytam chichocząc sama do siebie.
- Nie, ty wyglądałaś... ładnie. - wzrusza ramionami.
Nie wiem czy to miał być komplement z jego strony, czy zwykły sarkazm.
Wyglądam dzisiaj nie zbyt dobrze, a on mówi, że wyglądam ładnie , nie wiem co mam rozumieć poprzez jego słowa, ale wole się nie wypowiadać i irytować jego i siebie.
Kilka minut później zatrzymujemy się na jakimś odludziu, jest tu dużo starych budynków i kamienic.
Budynek przed, którym stoimy jest duży, okna ma pozabijane drewnianymi płytami, a szary tynk schodzący z ścian odsłania czerwone i brązowe cegły, które się pod nim kryją. To miejsce mnie przeraża.
- Na wszelki wypadek trzymaj się blisko mnie. Rozumiesz? - spoglądam na niego nieco wystraszona jego słowami i głośno przełykam ślinę.
Chłopak wychodzi z samochodu, a ja robię to samo tylko dużo wolniej i rozglądam się do o koła, patrząc na przerażającą okolice.Czuję jak chłopak do mnie podchodzi i łapie za moje przed ramie. Przez chwilę wpatruję się na ten widok, nie móc uwierzyć w jego gest.
- Idziemy. - lekko ciągnie mnie za sobą, kurczowo przyciskając swoje ciało do mojego. To dziwne, bardzo dziwne uczucie.
Wchodzimy do wielkiego budynku, który w środku wygląda jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Ściany korytarza, którym idziemy są doszczętnie obdarte z zdaje mi się żółtej farby, która kiedyś je pokrywała. Lampy, a w zasadzie lampki podwieszone pod sufitem dają małe i przerażające światło, a szare pajęczyny w rogach i na suficie wyglądają niemal jak firany.
To miejsce wygląda jak nawiedzone i dawno nie odwiedzane.
Wchodzimy do jakiegoś szerszego i większego korytarza, w którym znajduje się kilkanaście, metalowych, pokrytych rdzą drzwi. Idziemy jeszcze kawałek, aż dochodzimy do drzwi z numerem 7. Harry wyjmuje klucz z kieszeni i je otwiera. Ku mojemu zaskoczeniu w środku jest schludnie i o wiele przyjemniej niż pomieszczenia, z którymi już zdążyłam się zapoznać.
Pomieszczenie jest niewielkie i pomalowane na szaro, w jego rogu znajduje się czarna kanapa obok niej lodówka, oraz niewielka, niebieska szafka, która kojarzy mi się z tymi, szkolnymi. Przed kanapą stoi stolik, na którym znajduje się spora ilość książek i czasopism, oraz radio z dużymi głośnikami i sporą ilością płyt na stojaku, tuż obok niego.Po lewej stronie jest metalowy stolik, a w zasadzie blat z jakimiś preparatami dezynfekującymi, bandażami i plastrami.Jestem zaskoczona ich ilością.
Na środku sufitu, przyczepiony jest ogromny worek do boksowania, wiszący na grubym łańcuchu, a na podłodze, przy ścianie położone są trzy sztangi, dwie mniejsze i jedna o wiele, wiele większa.
Po prawej stronie znajdują, się drewniane drzwi, z kilkoma dziurami, wielkości pieści.
- Witam w moim królestwie, w którym spędziłem więcej czasu niż w własnym pokoju. - mówi i zamyka drzwi.
Chłopak zwija swoje włosy w koka i splata je gumką, której wcześniej nie zauważyłam, następnie ściąga moją bluzę z swojego ciała, oraz czarne rurki i buty.
Stoi przede mną w samych bokserkach, a ja nie widzę na jego twarzy ani krzty skrępowania, natomiast ja czuję, że moje policzki robią się z sekundy na sekundę coraz bardziej czerwone.
Harry podchodzi do ,,szkolnej'' szafki i wyciąga z niej krótkie, czarne, luźne spodenki i zakłada na swoje bokserki, zawiązując białe sznurki na jego biodrach, żeby mu nie spadły. Następnie wyciąga czarne, trochę zużyte tenisówki i zakłada je na swoje, wielkie stopy. Podchodzi do metalowego blatu i bierze z niego czarną taśmę i owija nią sobie swoje pięści przegryzając ich koniec, żeby nie była za długa.
- Możemy iść? - pyta zwracając się do mnie.
- To nie będziesz trenował tutaj? - pytam nieco zdziwiona.
- To co mam tutaj, to jest na małą rozgrzewkę, lub na nudę. - podchodzi do mnie i chwyta mój nadgarstek w swoją, o taśmowaną rękę i wyprowadza mnie z pokoju, na przerażający korytarz.
Zamyka drzwi i prowadzi mnie do klatki schodowej, która prowadzi na górę.
- O tej porze nie powinno nikogo tutaj być, ale powinnaś trzymać się blisko mnie. Nie wiadomo co za łajza tutaj przyjdzie. - mocniej ściska mój nadgarstek, swoją silną dłonią.
Jestem nieco przestraszona i najchętniej zostałabym w tym, jego królestwie, ale nie pozwoliłby mi na to, z resztą, nie chciałabym zostać sama w takim miejscu, jakim jest to.
Kiedy wchodzimy na górę, przed moimi oczami ukazują się metalowe drzwi, które Harry otwiera jednym pchnięciem i wchodzimy do wielkiej hali, w której na środku znajduje się ring. Rozglądam się do o koła i widzę mnóstwo sztang przeróżnej wielkości, różnych urządzeń do ćwiczeń, oraz mnóstwo ławek i krzeseł, rozstawionych na różnych wysokościach i odległościach od ringu.
Jest tutaj całkowicie pusto, a dźwięk naszych kroków rozchodzi się echem po dużej przestrzeni, w której się znajdujemy.
Harry puszcza mój nadgarstek i podbiega do ringu, następnie zaczyna biegać wokół niego szybkimi i długimi susami.
Siadam na jedną z ławek, które stoją kilka metrów od ringu i przyglądam się Harry'emu, który bez żadnego wysiłku pokonuje już ósme okrążenie. Chłopak zatrzymuje się, następnie wskakuje na dosyć wysoki ring i zaczyna boksować się z workiem, który wisi na metalowym łańcuchu na metalowej rurze.
Podchodzę do ringu i staram się na niego wejść, lecz jestem za niska i mało wysportowana.
- Pomóc ci w czymś? - spoglądam w górę i widzę Harry'ego stojącego nade mną. Chłopak wyciera swoje czoło z potu.
- Jakbyś mógł. - czuję się zawstydzona, faktem, że jestem taka, nieporadna, że nie mogę wejść na ten, głupi ring.
Chłopak wyciąga swoją, wielką rękę w moją stronę, łapię za nią, a Harry wciąga mnie bez żadnego problemu na górę. Uderzam w jego pokrytą potem klatkę piersiową, spoglądam w górę i widzę jego twarz, z poprzyklejanymi do niej spoconymi kosmykami włosów, które wyleciały z jego koka pod wpływem intensywnego treningu.
Nie wiem czym jest to spowodowane, ale podnoszę rękę i odgarniam włosy z jego, mokrego czoła, następnie zakładam za jego ucho. Spoglądam w jego, zielone oczy, w których widzę jakby małe iskierki. Chłopak zaczyna przybliżać swoją twarz do mojej i nachylać się nad moją sylwetką. Wpatruje się w moje oczy i mam wrażenie jakby iskierki w jego oczach, robiły się coraz bardziej jasne i intensywniejsze.
Kładzie swoją rękę na moim policzku, i kiedy jego twarz znajduje się centymetry od mojej, odwracam głowę i oddalam się o kilka kroków od jego ciała.
Spoglądam na niego, cały czas stoi w tym, samym miejscu i mam wrażenie, jakby był zawiedziony.
Odwracam się do niego tyłem i opieram się o sprężystą taśmę, która jest przyczepiona do dwóch słupków, osadzonych w rogach ringu.
Mimo, że całowaliśmy się tylko, albo aż dwa razy, to ja za każdym razem czułam coś, czego nie mogę wyjaśnić do tej pory, i za każdym razem staje się to silniejsze. Zaczynam coraz bardziej przekonywać się do Harry'ego, przynajmniej do jego lepszej strony, ale to nie znaczy, że musimy się całować, to nieodpowiednie. Mimo, że to naprawdę miłe uczucie, to nie chcę tego, nie chcę ponownie tego czuć.
Słyszę, że chłopak zeskakuje z ringu, odwracam się do niego i widzę jak dochodzi do sztang i bierze dwie, dziesięcio może dwunasto kilowe i zaczyna podnosić raz jedną raz drugą. Spogląda na mnie i przypatruje mi się uważnie.
Podchodzę do wielkiego worka, na którym jeszcze kilka minut temu ćwiczył Harry i lekko uderzam go moją pięścią, lecz nawet nie drgnie. Uderzam mocniej, znowu nie ruszył się nawet o milimetr. Zaczynam się irytować.
Ciekawe z jaką siłą muszę uderzyć, żeby chociaż trochę drgnął?
Nieco cofam pięść i mam zamiar uderzać z całej siły w ten głupi worek, lecz w ostatniej chwili moja ręka zostaje zatrzymana.
- Źle to robisz. - puszcza moją rękę i staje za mną. - W taki sposób. - ustawia moją rękę w taki sposób, jaki chciałam przed chwilą uderzyć. - Mogłabyś sobie połamać rękę. - czuję jego oddech na moim karku.
Chłopak staje obok mnie i przysuwa swoje ręce do klatki piersiowej.
- Uderzasz tak. - lekko cofa łokieć i uderza w worek z wystarczającą siłą, żeby się poruszył.
Ustawiam tak samo ręce jak on przed chwilą, a chłopak kiwa twierdząco głową. Cofam lekko łokieć i uderzam w worek, który lekko się porusza.
Uśmiecham się sama do siebie i próbuję ponowne uderzyć, tym razem mocniej i skutkuje to tym, że ból przeszywa moją rękę.
Syczę i zaczynam potrząsać ręką, chcąc jak najszybciej sprawić, żeby ból ustał.
Harry bierze moją rękę i zaczyna uważnie ją oglądać. Dotyka bolącego miejsca w moim nadgarstku, co sprawia, że chcę wyrwać od niego rękę, lecz chłopak ściska drugą ręką moje przed ramie, uniemożliwiając mój zamiar. Lekko rozmasowuje mój nadgarstek, sprawiając mi tym okropny dyskomfort.
- Źle uderzyłaś. - mówi nadal masując nadgarstek, który powoli przestaje boleć,w pewnym momencie go puszcza.
- Dziękuję. - lekko się uśmiecham.
- Uderzając w worek, przekrzywiłaś rękę. - chłopak demonstruje to, co ja robiłam wcześniej. - Nie można tego robić, musisz sztywno trzymać rękę, zwłaszcza kiedy chcesz uderzyć z większą siłą . - ponownie pokazuje jak powinnam uderzyć. - Chcesz spróbować jeszcze raz? - kiwam głową.
Chcę pokazać mu, że jestem nie słaba i, że szybko się nie poddaję. Z resztą kiedyś może mi się to przydać.
Harry staje za mną i układa moje ręce w sposób jaki on to robił, upewniając się, że moje ręce są sztywne.
- Na początku spróbuj uderzyć w powietrzu. - mówi, a ja robię to co on każe. - Bardziej napnij rękę i bark wypchnij bardziej do przodu. - ponownie uderzam w powietrzu, trzymając się jego wskazówek. - Dobrze. - mówi. - Teraz lekko uderz w worek. - lekko cofam łokieć i po chwili moja ręka ląduje na worku. - Teraz uderz mocniej, ale pamiętaj, że ręka musi być sztywna. - chłopak staje bardziej po boku i lekko się nachyla, żeby lepiej widzieć jak ciosam.
Cofam rękę i z całej siły uderzam w worek, który zaczyna się lekko kołysać.
- Myślę, że jesteś gotowa, żeby ze mną powalczyć. - chłopak mruga do mnie, i zeskakuje z ringu, następnie zaczyna grzebać w jakimś pudle, które stoi zaraz pod nim. Wchodzi z powrotem z czarnymi, rękawicami, które są usztywniane w nadgarstku i mają małe gąbki na palcach.
- Chyba oszalałeś? Przecież ja nie dam rad...
- Nie zrobię ci krzywdy. - odpina jedną z rękawic i podstawia, tak, żebym mogła włożyć w nią rękę. -Musisz powalczyć z kimś kto się rusza, żeby się tego nauczyć. - mówi zapinając rękawicę ma mojej ręce, następnie zakłada mi drugą i odsuwa się o kilka kroków w tył.
- Co ma robić. - zaczynam lekko panikować, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego.
- Przyjmij pozycję obronną. - pokazuje mi jak mam ułożyć ręce, więc to robię.
Chłopak zaczyna iść w moją stronę, za to ja stoję z miejscu.
- Chodź. - robię kilka, niepewnych kroków, w końcu jesteśmy od siebie niecałe pół metra. - Teraz musimy krążyć w kółko. - mówi poruszając się w lewo. - Bądź ostrożna. - mówi.
Patrzę to na jego ręce, to na twarz, nie jestem skupiona, nie mam pojęcia gdzie mam się patrzeć.
Ręka chłopaka lekko dotyka mojego policzka, nawet nie zorientowałam się kiedy on się ruszył.
- W tym momencie, leżałabyś na ziemi. - chichocze i zabiera swoją rękę z mojej twarzy.
- Skończmy to, mam dość. - zaczynam się śmiać i zaczynam ściągać rękawice. - Jestem w tym beznadziejna. - opieram się o taśmę i spoglądam na Harry'ego.
- Wcale nie, idzie ci dobrze, musisz się bardziej skupić i wyrobić refleks. - ściąga taśmy z swoich rąk i zwija je w kłębek, następnie rzuca za siebie. Bierze ode mnie rękawice i rzuca na ring. - Idziemy stąd. - szybkim krokiem podchodzi na koniec ringu i z niego zeskakuje. Natomiast ja siadam na jego krawędzi i próbuję zeskoczyć, lecz obejmuję mnie strach, że mam zeskoczyć z wysokości większej niż półtora metra.
Nagle Harry staje przede mną, następnie kładzie ręce pod moimi pachami i ściąga mnie z wysokiego podestu stawiając na betonowej posadzce.
- Dzięki. - mówię.
Chłopak idzie do wyjścia z siłowni i otwiera je, następnie kieruje się na górę, a ja za nim.
Kiedy dochodzimy do pomieszczenia z numerem 7, Harry je otwiera, następnie do niego wchodzimy, Harry przebiera się w swoje rurki i ubiera czarną koszulkę na krótki rękaw, którą wyciąga z szafki oraz wciąga buty na swoje nogi.
- Co jest za tymi drzwiami? - pytam spoglądając na podziurawione, drewniane drzwi, które zaintrygowały mnie od samego początku.
- Zajrzyj tam, skoro jesteś taka ciekawa. - rozplata swoje włosy.
Podchodzę do drzwi łapię za klamkę i otwieram drzwi. Jest to łazienka, wyłożona szarymi kafelkami. W rogu znajduje się prysznic, zaraz koło niego zlew, nad nim półka z potrzebnymi kosmetykami, oraz lustro, na samym końcu łazienki jest toaleta oraz pralka.
Albo mi się wydaje, albo Harry mieszkał tutaj przez jakiś czas, chyba, że nadal mieszka. Przynajmniej tak to wygląda.
Jednak trochę mnie to niepokoi.
Zamykam drzwi i spoglądam na Harry'ego, który jest już gotowy i czeka na mnie opierając się o framugę drzwi z moją bluzą w ręce.
- Jesteś usatysfakcjonowana widokiem, który zobaczyłaś? - pyta, uważnie ilustrując moją twarz.
- Nie. - mówię. - Możemy już iść? - Harry kiwa głową.
Wychodzę z pokoju i czekam, aż chłopak zamknie drzwi, następne ponownie idziemy do przerażającego korytarza.
Wychodząc z budynku zauważam jakichś dwóch mężczyzn, podążających w naszą stronę. Zaczynam lekko panikować, patrząc jak Harry zaciska szczękę, a jego oczy zmieniają kolor z zielonego,na niemal czarny, mam prawo być zdenerwowana.
Chłopak momentalnie przyciąga mnie do swojego ciała obejmując moją talię swoim, silnym ramieniem. Nie protestuję, tylko jeszcze bardziej wtulam się w chłopaka.
Kiedy mężczyźni podchodzą bliżej, widzę, że nie wyglądają zbyt przyjemnie, obydwoje są bardzo umięśnieni i wyglądają groźnie. Jeden z nich jest łysy i ma na sobie skórzaną kurtkę, a drugi ma kaptur na głowie i grubą bluzę.
Przechodzi mnie bardzo nieprzyjemny dreszcz, co Harry zauważa, bo przyciska mnie mocniej do swojego boku.
Mrowienie w brzuchu i gula w gardle narastają wtedy, kiedy mężczyźni zatrzymują się dwa metry przed nami.
*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak obiecałam, wstawiam drugi rozdział, mam nadzieję, że się podoba. ;) <3 :D Uwielbiam was <3
Rozdział 15
*Oczami Agaty*
Gdy się budzę, jest jeszcze strasznie ciemno, obstawiam, że jest około trzeciej w nocy. Czuję niekomfortowy uścisk na moich skroniach. Orientuję się, że leże na czymś co się porusza, a na czubku swojej głowy czuję ciepły powiew powietrza. Przypominam sobie co się wczoraj wydarzyło, co sprawia, że ucisk w mojej głowie się nasila.Spoglądam w górę i widzę śpiącą twarz Harry'ego. Jego ramiona kurczowo oplatają moje plecy, a ja jedną z moich rąk mam położoną na jego umięśnionym brzuchu, a drugą pod swoim policzkiem.
To, co wczoraj mu powiedziałam, po prostu samo ze mnie wyszło, nie miałam wpływu na to, co mówię. Jestem cholernie na siebie zła, ale to prawda. Kilka lat temu stało się... właśnie to, co przypomina mi się kiedy ktoś mnie dotyka.
To naprawdę okropne, złe i traumatyczne przeżycie, nie życzę tego nawet największemu wrogowi.
Chociaż nie mam takiego wroga.
Chociaż nie mam takiego wroga.
Postanawiam, że pójdę na dół wziąć coś przeciw bólowego, biorę rękę chłopaka, ściągam ją z siebie i trzymam w powietrzu póki nie wydostaję się z uścisku jego drugiej ręki. Wykorzystuję mój wcześniejszy trik i podkładam mu poduszkę, jako atrapę mojego ciała.
Kiedy staję na podłodze, moje nogi się chwieją, a ja niemal tracę równowagę, lecz w ostatniej chwili opieram się ręką o łóżko i próbuję uspokoić swoje ciało.
Co się ze mną dzieje?
Po chwili, kiedy czuję się lepiej, ruszam w stronę drzwi, jest już w porządku, wiec wychodzę z pokoju ostrożnie zamykając drzwi.
Schodzę na dół do kuchni i dopadam do szafki z tabletkami, biorę aż dwie pigułki na ból głowy, oraz moją tabletkę na tarczycę i połykam, popijając wodą z butelki. Opieram się rękami o blat i biorę głęboki wdech. Moja głowa czuje się już nieco lepiej, lecz mój umysł nie.
Cały czas mam w głowie naszą wczorajszą rozmowę, moje zwierzenie, oraz ten pocałunek. Myślę, że coś poczułam podczas naszego pocałunku, jednak kompletnie nie mam pojęcia co, to jest. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego, nie czułam nawet czegoś, podobnego. Kiedy powiedział do mnie, że ten ktoś więcej mnie nie dotknie, że więcej mnie nie skrzywdzi... może to dziwne ale uwierzyłam mu. Jego głos był szczery, czysty, jakby mnie zapewniał, że jestem bezpieczna, że...to więcej nie będzie miało miejsca.
- Wszystko w porządku? - pod wpływem głosu Harry'ego, moje ciało lekko podskakuję.
Dlaczego on musiał wstać akurat teraz?
- W jak najlepszym. - niemal szepcze, mój głos jest strasznie ochrypły i mówienie sprawia mi trudność. Próbuję minąć go w przejściu nie patrząc na niego, lecz zostaję zatrzymana przez jego rękę oplatającą się na moim ramieniu.
- Przecież widzę, że nie. - jego ton jest poważny.
Mój wzrok jest spuszczony, a ja skrępowana i zawstydzona. Po tym co mu wczoraj powiedziałam, nie mogę spojrzeć mu w oczy, coś mi na to nie pozwala.
Chłopak bierze moją brodę w swoje, długie palce i podnosi do góry moją głowę, żebym na niego spojrzała, lecz ja nie mam takiego zamiaru.
- Spójrz na mnie. - mówi. - Proszę. - jego głos jest niemal błagalny. Spoglądam w jego zielone, pełne współczucia oczy. - Przepraszam cię za wczoraj. Przepraszam, że cię dotknąłem. - mówi, a ja czuję jak moje policzki płoną. Przecież on wczoraj dotykał mnie, nie chciałam tego, to było okropne.
Staram się odepchnąć od siebie te myśli.
- Nie ma o czym mówić. - odwracam wzrok.
- Jest o czym. To przeze mnie tak zareagowałaś. Uwierz mi nie chciałem tego. - chłopak drapie się po karku w nerwowym geście.
- W takim razie dlaczego to zrobiłeś? Nie miałeś prawa robić mi takich rzeczy. - wybucham.
- Wiem o tym. - spogląda w moje oczy, co sprawia, że moje kolana robią się tak z waty. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby o tak hipnotyzującym spojrzeniu.
Szybko wyrywam się z tego transu, przez złość i smutek krzątające się po moim umyśle.
- Myślałem...
- Co myślałeś, że mi się to spodoba? - wtrącam się w jego wypowiedź. - Słyszałam co robisz z dziewczynami Harry. - mówię, a jego spojrzenie zmienia się na przestraszone. - I mogę cię zapewnić, że nie jestem taka jak one. - kaszlę.
Czuję jakby po moim gardle jeździły gwoździe.
- Nie, nie myślałem tak. - odpowiada. - Chciałem wydobyć od ciebie odpowiedź.
- W taki sposób? - chrząkam. - Dotykaniem mnie? Dotykałeś moje ciało Harry, nie chciałam tego...
- Wiem o tym i bardzo cię za to przepraszam. - kładzie swoje obie ręce na ścianie tak, że moja głowa znajduje się pomiędzy nimi, a ja czuję się osaczona i niezdolna do ucieczki.
- A czy jeśli nie zareagowałabym w ten sposób, przeprosiłbyś mnie? - odwraca wzrok. - Tak sądziłam. - kiwam głową na swoją, własną odpowiedź. - Pewnie nie odpuściłbyś, aż odpowiedziałabym na twoje pytanie, i pewnie nie powstrzymałbyś się przed zgwałceniem mn...
- Nie, do tego by nie doszło. - gestykuluje przecząco ręką.
- Skąd mogę mieć pewność? - pytam.
Ta rozmowa zaczyna doprowadzać mnie do szału, ale nie zamierzam odpuszczać jak na razie. Chcę go trochę pomęczyć, żeby wreszcie zrozumiał, że nie może robić takich rzeczy, ani mi ani nikomu innemu. To, że po tym wszystkim się całowaliśmy, a potem spaliśmy razem, nie znaczy, że wszystko od razu mu wybaczyłam. Działałam pod impulsem smutku i z desperowania, sądzę, że miałam prawo się tak zachować. \
- Mam swoje powody. - mówi spokojnie.
- Czyli nie mamy o czym rozmawiać. - odwracam wzrok. - Co ty tutaj w ogóle jeszcze robisz. Wyjdź stąd, nie chcę cię więcej widzieć. - chcę podnieść głos, lecz nie mogę.
Harry wygląda na zdezorientowanego.
- Proszę cię, porozmawiajmy.
- Dlaczego naglę chcesz zemną rozmawiać? Poruszyło cię moje wyznanie? Jakoś wcześniej nie obchodził cię mój los- krzyżuję ręce na piersi.
- Nie prawda. - odpowiada spokojnie.
Spokojny Harry jest dziwny, zupełnie nie podobny do jego gorszej odsłony, którą już zdążyłam poznać, aż za bardzo.
- Ja odniosłam inne wrażenie. - przez chwilę patrzymy sobie w oczy. - A teraz nie chcę z tobą rozmawiać, ani odpowiadać na twoje, głupie pytania. Nie chcę cię widzieć. - spuszczam wzrok.
To co przed chwilą powiedziałam., to nie do końca prawda. Harry jest tak tajemniczy, że aż intrygujący. Chciałabym go poznać i dowiedzieć się dlaczego teraz jest, jaki jest, ale mi na to nie pozwala.
- A mogę przynajmniej zostać, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zdaje się, że w jego głosie słyszę lekką nutkę podirytowania, co bardzo mnie cieszy. Jego ciało przybliża się bardziej do mojego, co sprawia, że moja pewność siebie maleje.
Biorę głęboki oddech.
- Zróbmy tak. - kładę jedną z moich rąk na jego klatce piersiowej i odsuwam jego ciało od mojego. - Jeśli odpowiesz na kilka moich pytań, postarasz się być miły i niewybuchowy, pozwolę ci zostać, skoro tak ci na tym zależy. - proponuję,
- Skąd pomysł na taką propozycje?
- Ponieważ ty wiesz o mnie stanowczo więcej niż powinieneś i wiesz o rzeczach, o których nie wie moja rodzina oraz przyjaciele, a ty nie chcesz mi odpowiedzieć nawet na jedno nędzne pytanie. Nie wiem o tobie nic, nie znam cię, więc dlaczego miałabym dalej kontynuować naszą niby znajomość, skoro jesteś taki tajemniczy i nie chcesz mi nic mówić? - mówię na jednym wdechu. - Poza tym jesteś agresywny, arogancki i szybko popadasz w złość. A to mi się ani trochę nie podoba. - dodaję
Powiedziałam mu to co zamierzałam mu powiedzieć od bardzo dawna i w końcu te słowa opuściły moje spierzchnięte usta.
- Dlaczego miałabym na to przystać? - pyta.
- Chcę się o tobie czegoś dowiedzieć, myślę, że to nic złego, zwłaszcza kiedy ty wymuszasz na mnie odpowiedzi w taki spo...
- Żałuje tego i już nigdy tego nie zrobię. - przerywa.
- Dobrze, wymuszałeś na mnie w ten sposób. - poprawiam się. - W każdym bądź razie, jeśli się nie zgodzisz, nie masz tutaj czego szukać. - krzyżuję ręce.
- Dobra. - mówi po krótkim namyśle, szarpiąc się za włosy
- Mogę się zapytać o co tylko chcę? - pytam.
- Tak. - kiwa głową.
- Będziesz miły i postarasz się nie wybuchać?
- Tak. - słyszę lekką irytację w jego głosie.
Chyba serio zależy mu, żeby tutaj zostać, skoro zgadza się na to, wszystko.
- Usiądziemy? - Harry odsuwa się ode mnie i przepuszcza do salonu. Jestem z tego zadowolona.
Dziwi mnie jego nagła zmiana, cały czas był dla mnie nie miły i odburkiwał, kiedy go o coś pytałam, lub chciałam porozmawiać. Teraz prowadzi ze mną prawie normalną konwersację, jego zachowanie drastycznie się zmieniło.
Ale czy to z tego powodu, że dowiedział się co przydarzyło mi się przed kilku laty? Może czuje poczucie winy, że mi o tym przypomniał?
Sama nie wiem.
Siadam na kanapie, a Harry zaraz obok mnie.
Chętnie przesiadłabym się na fotel, ale nie chcę zachowywać się dziecinnie.
- Wybaczysz mi? - pyta, a ja spoglądam w jego oczy, w których widać nutkę nadziei.
- Co mam ci wybaczyć? - pytam. - To nie twoja wina, że... to się stało. A, że jesteś zwykłym dupkiem i molestujesz dziewczyny, żeby odpowiadały na twoje pytania, to już twoja sprawa. Jestem po prostu zła i smutna, ale nie mam ci czego wybaczać. - mówię, a w jego oczach widzę ulgę ale także zdziwienie.
- Dzięki. - uśmiecha się lekko, a ja zamieram.
Nigdy nie widziałam, jak się uśmiecha i żałuję tego. Wygląda zjawiskowo, kiedy jego kąciki ust podniesione są ku górze. - Możesz pytać. - opiera się plecami o oparcie kanapy i spogląda na mnie.
- Dobrze. - mówię. - Kochasz kogoś? - zakrywam ręką usta. To pytanie wydobyło się z moich ust, mimo, że tego nie chciałam.
Dlaczego miałabym się go o to pytać? Chcę znać bardziej istotne rzeczy.
Patrzy na mnie podejrzliwie, jakby był zdezorientowany moim pytaniem.
- W zasadzie nikogo. - odpowiada.
To nie może być prawda, musi kogoś kochać. Człowiek bez miłości, nie mógłby funkcjonować normalnie.
Harry nie jest normalny.
- A co z rodziną? - od razu żałuję swojego pytania. Jego twarz się wykręcą, a oczy tracą delikatność, która zaczynała mi się podobać.
- Nie mów więcej o mojej rodzinie. Rozumiesz? - burka, a ja mam ochotę wyrwać sobie kępę włosów za zniszczenie jego, dobrego nastroju.
- Dobrze. Przepraszam. - spuszczam głowę. - Zgodziłeś się na to, że mogę zapytać o wszystko. - niemal szepczę.
Odpuszczam, nie chcę się z nim kłócić, ani go rozzłościć, bo w taki sposób nic się o nim nie dowiem i tylko schrzanię jego w miarę dobry nastrój. Ale nadal niepokoi mnie to`, dlaczego tak zareagował na pytanie o swojej rodzinie.
Jego twarz trochę łagodnieje i jeszcze bardziej się do mnie przysuwa.
- Ale nie o to. - jego ton łagodnieje, co nieco rozluźnia atmosferę między nami. Harry chce dotrzymać naszej umowy i stara się zachować spokój. Plus dla niego.
- W takim razie o co jeszcze nie mogę cię zapytać? - pytam.
Wolę, żeby powiedział mi teraz, niż potem wkurzał się, bo powiedziałam coś nieodpowiedniego.
- Oprócz mojej rodziny, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem szczerze. - mówi ilustrując moją twarz.
Postanawiam zacząć od czegoś prostego.
- Dlaczego jesteś dla mnie nie miły? - opieram się plecami o oparcie sofy w taki sam sposób jak on.
- Ja dla wszystkich jestem niemiły. - parska.
- W takim razie wygląda na to, że jesteś dla mnie nadzwyczaj nieuprzejmy. - przygotowuję się na gniewną odpowiedź z jego strony, co jest kwestią czasu.
- Nie jestem dla ciebie aż tak wredny. - odzywa się.
- Mylisz się. - mamroczę.
- Ja nigdy się nie mylę. - jego ton jest poważny, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Owszem mylisz się.
- To nie prawda. Nie jestem dla ciebie wredniejszy niż dla innych osób. - odpowiada. - Może. - uśmiecha się głupawo.
Teraz na żarty się mu zebrało. Ja naprawdę nie poznaję tego człowieka.
- Nie wiem, dlaczego marnuję na ciebie swój czas?! - wstaję z kanapy i chcę odejść, lecz jego ręka ląduje na moim nadgarstku i ciągnie mnie w swoją stronę.
Sadza mnie na swoich kolanach.
- Puść mnie. Nie dotykaj mnie. - szarpię się.
Nie chcę być aż tak blisko niego, nie chcę, żeby mnie dotykał.
Chłopak puszcza mnie, a ja od razu idę na fotel.
- Nie ufasz mi? - pyta i nieco przysuwa się bliżej mojej osoby na kanapie, a ja zatapiam się w mebel, na którym siedzę.
- Nie oczywiście, że ci nie ufam. Dlaczego miałabym? - kiedy wypowiadam te słowa, jego twarz marnieje, ale szybko wraca do swojego poprzedniego stanu.
Dlaczego miałby przejmować się, czy mam do niego zaufanie?
- Nie możemy po prostu trzymać się od siebie z daleka? - wzdycham, a on ponownie lekko się przysuwa.
Wzdycha.
- Nie chcę trzymać się od ciebie z daleka. - czuję jak moje oczy się rozszerzają, a serce szybciej bije w mojej klatce piersiowej. - Myślę, że możemy się kolegować. - mówi, a ja niemal parskam śmiechem.
- I skończyć jak wszystkie inne twoje koleżanki, z tobą w łóżku? - te słowa same wychodzą z moich ust, nie mam na to wpływu.
Ta sytuacja wydaje się tak niemożliwa, że aż śmieszna.
Harry proponujący mi koleżeństwo, to jest a-wykonalne. Poza tym wiem jak to by się skończyło.
- Dlaczego o tym mówisz? Skąd o tym wiesz? - jest spanikowany.
- Dużo osób wie o tobie co nieco. - nie chcę mówić mu, że to Louis, i Matt. Nie chcę, żeby mieli kłopoty.
Harry kiwa głową, a jego twarz jest zmieszana. Mam nadzieję, że się nie domyśla kto mi o tym powiedział.
- To prawda, mam kilka dziewczyn, z którymi się pieprzę. Ale dlaczego to cię w ogóle obchodzi? - mówienie o tym nie sprawia na nim wrażenia, ale ja jestem w szoku. Słyszenie, jak przyznaje się do spania z innymi dziewczynami nie powinno mnie niepokoić, ale tak się dzieję.
Najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego.
- Nie obchodzi, po prostu nie chcę, żebyś myślał, że będę jedną z tych dziewczyn. - krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. - ton głosu chłopaka poważnieje.
Jego odpowiedź mnie szokuje.
Moje serce chce wierzyć, że tak jest, że tak myśli, że to prawda. W końcu miał odpowiadać na moje pytania całkowicie szczerze.
Orientuję się, że od jakiegoś czasu nie zadawałam mu pytań, a on nadal prowadzi ze mną tą grę.
Czyżby o tym zapomniał?
- Dlaczego? - pytam po chwili wpatrywania się w zielone tęczówki Harry'ego.
- Nie chciałbym, żebyś robiła takie rzeczy, nie jesteś na to gotowa, ani warta tego, całego gówna. - ilustruje moje oczy, jakby czegoś w nich szukał.
- W takim razie dlaczego to robisz, skoro twierdzisz, że to gówno? - pytam, a chłopak popada w zamyślenie.
Nadal nie wierze, że normalnie i szczerze konwersuję z Harry'm. To naprawdę dziwne, ale podoba mi się to. Mam okazję go poznać z tej, lepszej strony, co mnie cieszy.
- W taki sposób odreagowuje swoje emocje, ale też stało się to częścią mojego, życia. To jest jak uzależnienie, coś od czego chcesz się uwolnić, ale nie możesz. - spoglądam na niego. Harry patrzy się tępo w sufit, jakby był nieobecny.
- Rozumiem. - odpowiadam. - Powinnam współczuć tym dziewczynom? - pytam, a on odrywa się z swojego transu i spogląda na mnie pytająco.
- Nie powinnaś, podoba im się to, wierz mi.
- Nie o to mi chodzi. - kręcę głową.
Kolejne pytające spojrzenie z jego strony.
- Jeżeli byłoby tak, że czułyby to samo co ty, to czy powinnam im współczuć? - spoglądam na niego.
Współczuję mu. Wiem coś o tym czuciu, kiedy chcesz się od czegoś uwolnić raz na zawsze, lecz nie możesz. W moim przypadku są to wspomnienia.
- Tak. Ale sądzę, że one tego nie czują. - mówi.
- Dlaczego?
- Gdyby tak było, nie pieprzyłbym się z nimi. - mówi krótko.
Marszczę brwi, na słowo pieprzyć. Nie cierpię tego słowa.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że nie chciałbym, żeby ktokolwiek czuł to, co ja czuję. - wzdycha.
Ogarnia mnie niepokój i żal, nie chcę już dłużej tego słuchać. Harry jest przygnębiony i nie chcę, żeby był jeszcze bardziej.
- Opowiedz o twoich walkach. - chrząkam. Postanowiłam zmienić temat.
- O tym też w jakiś sposób się dowiedziałaś. - ledwo co zauważam maleńki uśmieszek, który wkrada się na jego twarz.
Zdecydowanie bardziej wolę takiego, ledwo uśmiechającego się Harry'ego, niż Harry'ego który jest przygnębiony i tępo patrzy się w sufit.
- Walczę już mniej więcej od pięciu lat...
- Ile masz lat? - wtrącam się w jego zdanie.
- Skończę dwadzieścia dwa. - mówi. - A ty? - pyta.
- Dwadzieścia. - uśmiecham się.
- A więc. - Harry kontynuuje. - Jestem dobry, najlepszy. Przegrałem chyba tylko trzy razy, przez pięć lat walk. - opiera swoje łokcie na kolanach . - Myślę, że to niezły wynik. - spogląda na mnie, lecz po chwili odwraca wzrok. - Po jutrze mam kolejną walkę, z zawodnikiem wagi ciężkiej. - mówi.
- Denerwujesz się?
- Ani trochę. - splata swoje palce i opiera na nich swoją brodę. - Jadę dzisiaj po południu potrenować. - oznajmia.
- Czy mogłabym jechać z tobą? - kolejny raz coś niekontrolowanego wydostaje się z moich ust, przez co przygryzam wargę.
- Skoro chcesz. - chłopak próbuje udawać obojętnego, lecz przez chwilę widziałam w jego oczach błysk.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Mówię coś co siedzi w mojej podświadomości, albo zwariowałam. Ale w sumie, to nie mam dzisiaj po południu nic do roboty, więc co mi szkodzi.
- Usiądziesz obok mnie, czy nadal czujesz, że za mało mnie znasz i jestem wredny i mi nie ufasz? - pyta, a ja uśmiecham się kręcąc głową.
- Co do zaufania, nieco bym się wahała. - spoglądam na niego spod rzęs. - Ale zasłużyłeś. - uśmiecham się. Ku mojemu zaskoczeniu, on też lekko unosi swoje kąciki ust, co mnie cieszy.
Wstaję z fotela i siadam tuż obok chłopaka, który zaskoczył mnie dzisiaj swoją szczerą rozmową ze mną i brakiem agresji. Nie podniósł na mnie głosu, no może raz czy dwa. Nawet się uśmiechał.
Myślę, że gdyby Harry zawsze taki był, mogłabym go polubić.
Naglę czuję, że coś opada na moje ramie, spoglądam na nie i widzę, że głowa Harry'ego spoczywa na mojej ręce. Chłopak śpi i nawet lekko pochrapuje. Musiał być naprawdę zmęczony, skoro tak szybko zasnął. Jego głowa zaczyna opadać i przeciążać moje ciało, więc biorę ją delikatnie w swoje dłonie, kładę na swoich kolanach poduszkę, a na niej głowę z burzą loków. Sięgam po koc leżący tuż obok mnie i przykrywam nim jego, półnagie, pokryte tatuażami ciało. Twarz Harry'ego jest zakryta jego długimi, kręconymi włosami, więc odgarniam je do tyłu, a niektóre kosmyki delikatnie zakładam mu za ucho .Mój wzrok utkwiony jest w jego twarzy, ilustrując każdą jego zmarszczkę, bliznę, każdą rysę. Harry to naprawdę przystojny i urokliwy chłopak, a jego umięśnione ciało przyprawia o dreszcze.
Nie dziwię się, że laski na niego lecą, ale też przeraża mnie to.
Orientuję się, że jest czwarta rano a ja spałam zaledwie pięć godzin. Muszę postarać się zasnąć, albo zmusić się do zaśnięcia, bo będę dosłownie nieżywa kiedy się przejaśni, a ja będę musiała jakoś się ogarnąć i funkcjonować podczas dnia.
Podkładam sobie pod głowę poduszkę, spoglądam na Harry'ego, który zdaje się śni o czymś przyjemnym, następnie zamykam oczy. Dosłownie po kilku chwilach zasypiam, podczas gdy Harry oplata swoje ramiona wokół mojego pasa.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Następny rozdział za kilka minut. :) Mam nadzieję, że się podoba. ;) :D
Dlaczego on musiał wstać akurat teraz?
- W jak najlepszym. - niemal szepcze, mój głos jest strasznie ochrypły i mówienie sprawia mi trudność. Próbuję minąć go w przejściu nie patrząc na niego, lecz zostaję zatrzymana przez jego rękę oplatającą się na moim ramieniu.
- Przecież widzę, że nie. - jego ton jest poważny.
Mój wzrok jest spuszczony, a ja skrępowana i zawstydzona. Po tym co mu wczoraj powiedziałam, nie mogę spojrzeć mu w oczy, coś mi na to nie pozwala.
Chłopak bierze moją brodę w swoje, długie palce i podnosi do góry moją głowę, żebym na niego spojrzała, lecz ja nie mam takiego zamiaru.
- Spójrz na mnie. - mówi. - Proszę. - jego głos jest niemal błagalny. Spoglądam w jego zielone, pełne współczucia oczy. - Przepraszam cię za wczoraj. Przepraszam, że cię dotknąłem. - mówi, a ja czuję jak moje policzki płoną. Przecież on wczoraj dotykał mnie, nie chciałam tego, to było okropne.
Staram się odepchnąć od siebie te myśli.
- Nie ma o czym mówić. - odwracam wzrok.
- Jest o czym. To przeze mnie tak zareagowałaś. Uwierz mi nie chciałem tego. - chłopak drapie się po karku w nerwowym geście.
- W takim razie dlaczego to zrobiłeś? Nie miałeś prawa robić mi takich rzeczy. - wybucham.
- Wiem o tym. - spogląda w moje oczy, co sprawia, że moje kolana robią się tak z waty. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby o tak hipnotyzującym spojrzeniu.
Szybko wyrywam się z tego transu, przez złość i smutek krzątające się po moim umyśle.
- Myślałem...
- Co myślałeś, że mi się to spodoba? - wtrącam się w jego wypowiedź. - Słyszałam co robisz z dziewczynami Harry. - mówię, a jego spojrzenie zmienia się na przestraszone. - I mogę cię zapewnić, że nie jestem taka jak one. - kaszlę.
Czuję jakby po moim gardle jeździły gwoździe.
- Nie, nie myślałem tak. - odpowiada. - Chciałem wydobyć od ciebie odpowiedź.
- W taki sposób? - chrząkam. - Dotykaniem mnie? Dotykałeś moje ciało Harry, nie chciałam tego...
- Wiem o tym i bardzo cię za to przepraszam. - kładzie swoje obie ręce na ścianie tak, że moja głowa znajduje się pomiędzy nimi, a ja czuję się osaczona i niezdolna do ucieczki.
- A czy jeśli nie zareagowałabym w ten sposób, przeprosiłbyś mnie? - odwraca wzrok. - Tak sądziłam. - kiwam głową na swoją, własną odpowiedź. - Pewnie nie odpuściłbyś, aż odpowiedziałabym na twoje pytanie, i pewnie nie powstrzymałbyś się przed zgwałceniem mn...
- Nie, do tego by nie doszło. - gestykuluje przecząco ręką.
- Skąd mogę mieć pewność? - pytam.
Ta rozmowa zaczyna doprowadzać mnie do szału, ale nie zamierzam odpuszczać jak na razie. Chcę go trochę pomęczyć, żeby wreszcie zrozumiał, że nie może robić takich rzeczy, ani mi ani nikomu innemu. To, że po tym wszystkim się całowaliśmy, a potem spaliśmy razem, nie znaczy, że wszystko od razu mu wybaczyłam. Działałam pod impulsem smutku i z desperowania, sądzę, że miałam prawo się tak zachować. \
- Mam swoje powody. - mówi spokojnie.
- Czyli nie mamy o czym rozmawiać. - odwracam wzrok. - Co ty tutaj w ogóle jeszcze robisz. Wyjdź stąd, nie chcę cię więcej widzieć. - chcę podnieść głos, lecz nie mogę.
Harry wygląda na zdezorientowanego.
- Proszę cię, porozmawiajmy.
- Dlaczego naglę chcesz zemną rozmawiać? Poruszyło cię moje wyznanie? Jakoś wcześniej nie obchodził cię mój los- krzyżuję ręce na piersi.
- Nie prawda. - odpowiada spokojnie.
Spokojny Harry jest dziwny, zupełnie nie podobny do jego gorszej odsłony, którą już zdążyłam poznać, aż za bardzo.
- Ja odniosłam inne wrażenie. - przez chwilę patrzymy sobie w oczy. - A teraz nie chcę z tobą rozmawiać, ani odpowiadać na twoje, głupie pytania. Nie chcę cię widzieć. - spuszczam wzrok.
To co przed chwilą powiedziałam., to nie do końca prawda. Harry jest tak tajemniczy, że aż intrygujący. Chciałabym go poznać i dowiedzieć się dlaczego teraz jest, jaki jest, ale mi na to nie pozwala.
- A mogę przynajmniej zostać, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zdaje się, że w jego głosie słyszę lekką nutkę podirytowania, co bardzo mnie cieszy. Jego ciało przybliża się bardziej do mojego, co sprawia, że moja pewność siebie maleje.
Biorę głęboki oddech.
- Zróbmy tak. - kładę jedną z moich rąk na jego klatce piersiowej i odsuwam jego ciało od mojego. - Jeśli odpowiesz na kilka moich pytań, postarasz się być miły i niewybuchowy, pozwolę ci zostać, skoro tak ci na tym zależy. - proponuję,
- Skąd pomysł na taką propozycje?
- Ponieważ ty wiesz o mnie stanowczo więcej niż powinieneś i wiesz o rzeczach, o których nie wie moja rodzina oraz przyjaciele, a ty nie chcesz mi odpowiedzieć nawet na jedno nędzne pytanie. Nie wiem o tobie nic, nie znam cię, więc dlaczego miałabym dalej kontynuować naszą niby znajomość, skoro jesteś taki tajemniczy i nie chcesz mi nic mówić? - mówię na jednym wdechu. - Poza tym jesteś agresywny, arogancki i szybko popadasz w złość. A to mi się ani trochę nie podoba. - dodaję
Powiedziałam mu to co zamierzałam mu powiedzieć od bardzo dawna i w końcu te słowa opuściły moje spierzchnięte usta.
- Dlaczego miałabym na to przystać? - pyta.
- Chcę się o tobie czegoś dowiedzieć, myślę, że to nic złego, zwłaszcza kiedy ty wymuszasz na mnie odpowiedzi w taki spo...
- Żałuje tego i już nigdy tego nie zrobię. - przerywa.
- Dobrze, wymuszałeś na mnie w ten sposób. - poprawiam się. - W każdym bądź razie, jeśli się nie zgodzisz, nie masz tutaj czego szukać. - krzyżuję ręce.
- Dobra. - mówi po krótkim namyśle, szarpiąc się za włosy
- Mogę się zapytać o co tylko chcę? - pytam.
- Tak. - kiwa głową.
- Będziesz miły i postarasz się nie wybuchać?
- Tak. - słyszę lekką irytację w jego głosie.
Chyba serio zależy mu, żeby tutaj zostać, skoro zgadza się na to, wszystko.
- Usiądziemy? - Harry odsuwa się ode mnie i przepuszcza do salonu. Jestem z tego zadowolona.
Dziwi mnie jego nagła zmiana, cały czas był dla mnie nie miły i odburkiwał, kiedy go o coś pytałam, lub chciałam porozmawiać. Teraz prowadzi ze mną prawie normalną konwersację, jego zachowanie drastycznie się zmieniło.
Ale czy to z tego powodu, że dowiedział się co przydarzyło mi się przed kilku laty? Może czuje poczucie winy, że mi o tym przypomniał?
Sama nie wiem.
Siadam na kanapie, a Harry zaraz obok mnie.
Chętnie przesiadłabym się na fotel, ale nie chcę zachowywać się dziecinnie.
- Wybaczysz mi? - pyta, a ja spoglądam w jego oczy, w których widać nutkę nadziei.
- Co mam ci wybaczyć? - pytam. - To nie twoja wina, że... to się stało. A, że jesteś zwykłym dupkiem i molestujesz dziewczyny, żeby odpowiadały na twoje pytania, to już twoja sprawa. Jestem po prostu zła i smutna, ale nie mam ci czego wybaczać. - mówię, a w jego oczach widzę ulgę ale także zdziwienie.
- Dzięki. - uśmiecha się lekko, a ja zamieram.
Nigdy nie widziałam, jak się uśmiecha i żałuję tego. Wygląda zjawiskowo, kiedy jego kąciki ust podniesione są ku górze. - Możesz pytać. - opiera się plecami o oparcie kanapy i spogląda na mnie.
- Dobrze. - mówię. - Kochasz kogoś? - zakrywam ręką usta. To pytanie wydobyło się z moich ust, mimo, że tego nie chciałam.
Dlaczego miałabym się go o to pytać? Chcę znać bardziej istotne rzeczy.
Patrzy na mnie podejrzliwie, jakby był zdezorientowany moim pytaniem.
- W zasadzie nikogo. - odpowiada.
To nie może być prawda, musi kogoś kochać. Człowiek bez miłości, nie mógłby funkcjonować normalnie.
Harry nie jest normalny.
- A co z rodziną? - od razu żałuję swojego pytania. Jego twarz się wykręcą, a oczy tracą delikatność, która zaczynała mi się podobać.
- Nie mów więcej o mojej rodzinie. Rozumiesz? - burka, a ja mam ochotę wyrwać sobie kępę włosów za zniszczenie jego, dobrego nastroju.
- Dobrze. Przepraszam. - spuszczam głowę. - Zgodziłeś się na to, że mogę zapytać o wszystko. - niemal szepczę.
Odpuszczam, nie chcę się z nim kłócić, ani go rozzłościć, bo w taki sposób nic się o nim nie dowiem i tylko schrzanię jego w miarę dobry nastrój. Ale nadal niepokoi mnie to`, dlaczego tak zareagował na pytanie o swojej rodzinie.
Jego twarz trochę łagodnieje i jeszcze bardziej się do mnie przysuwa.
- Ale nie o to. - jego ton łagodnieje, co nieco rozluźnia atmosferę między nami. Harry chce dotrzymać naszej umowy i stara się zachować spokój. Plus dla niego.
- W takim razie o co jeszcze nie mogę cię zapytać? - pytam.
Wolę, żeby powiedział mi teraz, niż potem wkurzał się, bo powiedziałam coś nieodpowiedniego.
- Oprócz mojej rodziny, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem szczerze. - mówi ilustrując moją twarz.
Postanawiam zacząć od czegoś prostego.
- Dlaczego jesteś dla mnie nie miły? - opieram się plecami o oparcie sofy w taki sam sposób jak on.
- Ja dla wszystkich jestem niemiły. - parska.
- W takim razie wygląda na to, że jesteś dla mnie nadzwyczaj nieuprzejmy. - przygotowuję się na gniewną odpowiedź z jego strony, co jest kwestią czasu.
- Nie jestem dla ciebie aż tak wredny. - odzywa się.
- Mylisz się. - mamroczę.
- Ja nigdy się nie mylę. - jego ton jest poważny, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Owszem mylisz się.
- To nie prawda. Nie jestem dla ciebie wredniejszy niż dla innych osób. - odpowiada. - Może. - uśmiecha się głupawo.
Teraz na żarty się mu zebrało. Ja naprawdę nie poznaję tego człowieka.
- Nie wiem, dlaczego marnuję na ciebie swój czas?! - wstaję z kanapy i chcę odejść, lecz jego ręka ląduje na moim nadgarstku i ciągnie mnie w swoją stronę.
Sadza mnie na swoich kolanach.
- Puść mnie. Nie dotykaj mnie. - szarpię się.
Nie chcę być aż tak blisko niego, nie chcę, żeby mnie dotykał.
Chłopak puszcza mnie, a ja od razu idę na fotel.
- Nie ufasz mi? - pyta i nieco przysuwa się bliżej mojej osoby na kanapie, a ja zatapiam się w mebel, na którym siedzę.
- Nie oczywiście, że ci nie ufam. Dlaczego miałabym? - kiedy wypowiadam te słowa, jego twarz marnieje, ale szybko wraca do swojego poprzedniego stanu.
Dlaczego miałby przejmować się, czy mam do niego zaufanie?
- Nie możemy po prostu trzymać się od siebie z daleka? - wzdycham, a on ponownie lekko się przysuwa.
Wzdycha.
- Nie chcę trzymać się od ciebie z daleka. - czuję jak moje oczy się rozszerzają, a serce szybciej bije w mojej klatce piersiowej. - Myślę, że możemy się kolegować. - mówi, a ja niemal parskam śmiechem.
- I skończyć jak wszystkie inne twoje koleżanki, z tobą w łóżku? - te słowa same wychodzą z moich ust, nie mam na to wpływu.
Ta sytuacja wydaje się tak niemożliwa, że aż śmieszna.
Harry proponujący mi koleżeństwo, to jest a-wykonalne. Poza tym wiem jak to by się skończyło.
- Dlaczego o tym mówisz? Skąd o tym wiesz? - jest spanikowany.
- Dużo osób wie o tobie co nieco. - nie chcę mówić mu, że to Louis, i Matt. Nie chcę, żeby mieli kłopoty.
Harry kiwa głową, a jego twarz jest zmieszana. Mam nadzieję, że się nie domyśla kto mi o tym powiedział.
- To prawda, mam kilka dziewczyn, z którymi się pieprzę. Ale dlaczego to cię w ogóle obchodzi? - mówienie o tym nie sprawia na nim wrażenia, ale ja jestem w szoku. Słyszenie, jak przyznaje się do spania z innymi dziewczynami nie powinno mnie niepokoić, ale tak się dzieję.
Najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego.
- Nie obchodzi, po prostu nie chcę, żebyś myślał, że będę jedną z tych dziewczyn. - krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. - ton głosu chłopaka poważnieje.
Jego odpowiedź mnie szokuje.
Moje serce chce wierzyć, że tak jest, że tak myśli, że to prawda. W końcu miał odpowiadać na moje pytania całkowicie szczerze.
Orientuję się, że od jakiegoś czasu nie zadawałam mu pytań, a on nadal prowadzi ze mną tą grę.
Czyżby o tym zapomniał?
- Dlaczego? - pytam po chwili wpatrywania się w zielone tęczówki Harry'ego.
- Nie chciałbym, żebyś robiła takie rzeczy, nie jesteś na to gotowa, ani warta tego, całego gówna. - ilustruje moje oczy, jakby czegoś w nich szukał.
- W takim razie dlaczego to robisz, skoro twierdzisz, że to gówno? - pytam, a chłopak popada w zamyślenie.
Nadal nie wierze, że normalnie i szczerze konwersuję z Harry'm. To naprawdę dziwne, ale podoba mi się to. Mam okazję go poznać z tej, lepszej strony, co mnie cieszy.
- W taki sposób odreagowuje swoje emocje, ale też stało się to częścią mojego, życia. To jest jak uzależnienie, coś od czego chcesz się uwolnić, ale nie możesz. - spoglądam na niego. Harry patrzy się tępo w sufit, jakby był nieobecny.
- Rozumiem. - odpowiadam. - Powinnam współczuć tym dziewczynom? - pytam, a on odrywa się z swojego transu i spogląda na mnie pytająco.
- Nie powinnaś, podoba im się to, wierz mi.
- Nie o to mi chodzi. - kręcę głową.
Kolejne pytające spojrzenie z jego strony.
- Jeżeli byłoby tak, że czułyby to samo co ty, to czy powinnam im współczuć? - spoglądam na niego.
Współczuję mu. Wiem coś o tym czuciu, kiedy chcesz się od czegoś uwolnić raz na zawsze, lecz nie możesz. W moim przypadku są to wspomnienia.
- Tak. Ale sądzę, że one tego nie czują. - mówi.
- Dlaczego?
- Gdyby tak było, nie pieprzyłbym się z nimi. - mówi krótko.
Marszczę brwi, na słowo pieprzyć. Nie cierpię tego słowa.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że nie chciałbym, żeby ktokolwiek czuł to, co ja czuję. - wzdycha.
Ogarnia mnie niepokój i żal, nie chcę już dłużej tego słuchać. Harry jest przygnębiony i nie chcę, żeby był jeszcze bardziej.
- Opowiedz o twoich walkach. - chrząkam. Postanowiłam zmienić temat.
- O tym też w jakiś sposób się dowiedziałaś. - ledwo co zauważam maleńki uśmieszek, który wkrada się na jego twarz.
Zdecydowanie bardziej wolę takiego, ledwo uśmiechającego się Harry'ego, niż Harry'ego który jest przygnębiony i tępo patrzy się w sufit.
- Walczę już mniej więcej od pięciu lat...
- Ile masz lat? - wtrącam się w jego zdanie.
- Skończę dwadzieścia dwa. - mówi. - A ty? - pyta.
- Dwadzieścia. - uśmiecham się.
- A więc. - Harry kontynuuje. - Jestem dobry, najlepszy. Przegrałem chyba tylko trzy razy, przez pięć lat walk. - opiera swoje łokcie na kolanach . - Myślę, że to niezły wynik. - spogląda na mnie, lecz po chwili odwraca wzrok. - Po jutrze mam kolejną walkę, z zawodnikiem wagi ciężkiej. - mówi.
- Denerwujesz się?
- Ani trochę. - splata swoje palce i opiera na nich swoją brodę. - Jadę dzisiaj po południu potrenować. - oznajmia.
- Czy mogłabym jechać z tobą? - kolejny raz coś niekontrolowanego wydostaje się z moich ust, przez co przygryzam wargę.
- Skoro chcesz. - chłopak próbuje udawać obojętnego, lecz przez chwilę widziałam w jego oczach błysk.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Mówię coś co siedzi w mojej podświadomości, albo zwariowałam. Ale w sumie, to nie mam dzisiaj po południu nic do roboty, więc co mi szkodzi.
- Usiądziesz obok mnie, czy nadal czujesz, że za mało mnie znasz i jestem wredny i mi nie ufasz? - pyta, a ja uśmiecham się kręcąc głową.
- Co do zaufania, nieco bym się wahała. - spoglądam na niego spod rzęs. - Ale zasłużyłeś. - uśmiecham się. Ku mojemu zaskoczeniu, on też lekko unosi swoje kąciki ust, co mnie cieszy.
Wstaję z fotela i siadam tuż obok chłopaka, który zaskoczył mnie dzisiaj swoją szczerą rozmową ze mną i brakiem agresji. Nie podniósł na mnie głosu, no może raz czy dwa. Nawet się uśmiechał.
Myślę, że gdyby Harry zawsze taki był, mogłabym go polubić.
Naglę czuję, że coś opada na moje ramie, spoglądam na nie i widzę, że głowa Harry'ego spoczywa na mojej ręce. Chłopak śpi i nawet lekko pochrapuje. Musiał być naprawdę zmęczony, skoro tak szybko zasnął. Jego głowa zaczyna opadać i przeciążać moje ciało, więc biorę ją delikatnie w swoje dłonie, kładę na swoich kolanach poduszkę, a na niej głowę z burzą loków. Sięgam po koc leżący tuż obok mnie i przykrywam nim jego, półnagie, pokryte tatuażami ciało. Twarz Harry'ego jest zakryta jego długimi, kręconymi włosami, więc odgarniam je do tyłu, a niektóre kosmyki delikatnie zakładam mu za ucho .Mój wzrok utkwiony jest w jego twarzy, ilustrując każdą jego zmarszczkę, bliznę, każdą rysę. Harry to naprawdę przystojny i urokliwy chłopak, a jego umięśnione ciało przyprawia o dreszcze.
Nie dziwię się, że laski na niego lecą, ale też przeraża mnie to.
Orientuję się, że jest czwarta rano a ja spałam zaledwie pięć godzin. Muszę postarać się zasnąć, albo zmusić się do zaśnięcia, bo będę dosłownie nieżywa kiedy się przejaśni, a ja będę musiała jakoś się ogarnąć i funkcjonować podczas dnia.
Podkładam sobie pod głowę poduszkę, spoglądam na Harry'ego, który zdaje się śni o czymś przyjemnym, następnie zamykam oczy. Dosłownie po kilku chwilach zasypiam, podczas gdy Harry oplata swoje ramiona wokół mojego pasa.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Następny rozdział za kilka minut. :) Mam nadzieję, że się podoba. ;) :D
7.12.2015
Rozdział 14
*Oczami Louis'a*
Jedziemy z Agą już od jakichś piętnastu minut, a ona nie odezwała się ani słowem.Wygląda na przybitą i zdezorientowaną. Ale muszę się ją o coś zapytać, to nurtuje mnie od wczoraj, w sumie to od kilku godzin.
- Aga. - dziewczyna odwraca głowę w moją stronę. - Wiem, że to nie Joseph odwiózł cię do domu po imprezie. - wyduszam, a ona zamiera.
- Przepraszam, ja nie wiedziałam jak ci to powiedzieć. - mówi. - Wiem, że nie darzysz sympatią Harry'ego i...
- Nie musisz mi się tłumaczyć. - chichoczę.
Czy ona na prawdę myśli, że mógłbym być zły na nią za to, że ten frajer ją podwiózł? Jestem wkurwiony na Harry'ego, a nie na nią.
- Czy doszło do czegoś pomiędzy wami? - pytam niepewnie.
Może to brzmi dwuznacznie, ale muszę wiedzieć, czy ten kutas posunął się dalej, niż tylko do podwiezienia jej.
- Nie, dlaczego pytasz? - jest coś dziwnego w jej głosie, ale postaram się to z ignorować, przynajmniej na razie.
- Harry ostatnio dziwnie się zachowuje.
- Co masz na myśli?
- Jakbyś widziała jego wkurwienie dzisiaj jak dowiedział się, że się z tobą spotykam. - spoglądam na Agę, która uważnie nasłuchuje co mówię. - Nigdy nie obchodziło go z kim się spotykam, a teraz prawie mi przywalił. - dziewczyna drapie się po karku.
Aga zachowuje się co najmniej dziwnie, co mnie niepokoi, bo zaczynam coś podejrzewać.
- Aga. Czy ja o czymś nie wiem? - pytam, a dziewczyna odwraca wzrok.
O kurwa.
- Powiedz mi. - staram się brzmieć spokojnie.
- Po prostu wszedł do mojego domu, przez okno, przedwczoraj wieczorem cały poturbowany, więc opatrzyłam jego rany, a potem nocował u mnie. - spogląda na mnie.
Ulżyło mi, że jednak pomiędzy nimi do niczego nie doszło, ale wkurwia mnie to, że przylazł do niej i spał w jej domu. Ten kretyn jest po postu niemożliwy.
- Mogłaś mi powiedzieć. - kładę rękę na jej ramię i uśmiecham się pocieszająco. - Skoro mamy być przyjaciółmi, musimy być z sobą szczerzy. Rozumiesz mnie? - kiwa głową.
To po części moja wina, że dziewczyna mi o tym nie powiedziała. Doskonale wie jak nie cierpię Harry'ego i nie chciała mi tego mówić, bo myślała, że będę na nią zły.
Nie winię jej dobrego serca za to, że pozwoliła mu zostać u siebie w domu na noc i, że opatrzyła mu rany. Harry to po prostu pierdolony prowok ant i umie przekształcić każdą sytuację na swój koszt. Nienawidzę go, po prostu nienawidzę togo skurwysyna.
- Czuję, że Harry coś knuje i chciałbym, żebyś mówiła mi czy przychodzi do ciebie, próbuje się skontaktować czy coś podobnego. - łapię za jej rękę i lekko ściskam. - Nie chcę, żebyś skończyła tak jak wszystkie te dziewczyny, z którymi się zadawał. - mówię. - Nie chodzi mi o to, że mu ulegniesz. Kompletnie nie o to mi chodzi. - tłumaczę moje poprzednie słowa. - Harry to po prostu zwykły manipulant, który chce zaciągnąć jak największą ilość dziewczyn do łóżka. - wzdycham. - Nawet najbardziej niedostępne mu ulegają i się z nim pieprzą. Harry z takich dziewczyn ma największą satysfakcje. Taką niedostępną i niewinną dziewczyną jesteś właśnie ty. - na moje słowa jej oczy się rozszerzają. - Przykro mi, ale chcę byś szczery. - delikatnie pocieram kciukiem wierzch jej dłoni. - Jesteś dla niego wyzwaniem, i to go kręci. - wzdycham. - Chciałbym żebyś uważała na niego, bo doskonale wiem jaki jest ten dupek.
- Będę, nie martw się. - lekko się uśmiecha i spogląda na mnie.
- Bardzo się cieszę. - biorę rękę z jej dłoni i kładę na kierownicę.
Przyznaję, trudno mi było to wydusić z siebie, musiała się dowiedzieć jakim zagrożeniem jest Harry. Aga to wspaniała dziewczyna i nie może skończyć tak, jak wszystkie, inne jego ofiary. Nie chcę żeby cierpiała, nie zasługuje na to. Nie mogę na to pozwolić.
Kilka minut później, jesteśmy pod domem dziewczyny. Aga odpina pas i wychodzi z samochodu, a ja robię to samo.
Kiedy wchodzimy do jej domu, od razu rozbieramy nasze kurtki i idziemy do salonu, gdzie siadamy na kanapie.
- Chcesz może coś do picia? - pyta wstając z kanapy.
- Jasne, najchętniej coś ciepłego. - mówię, a dziewczyna znika za ścianą.
Od tego co powiedziałem w samochodzie podczas jazdy, dziewczyna straciła swój dobry humor, kompletnie nie wiem dlaczego. Stała się bardziej zamyślona, posmutniała, jej oczy już tak nie błyszczą jak na początku naszego spotkania.
Czyżby uraziły ją moje słowa? Może to coś innego? Nie mam pojęcia ale, nie chcę jej męczyć i tak jest zbyt nieswoja.
Aga przychodzi z dwoma, dużymi kubkami kakao i talerzem różnego rodzaju ciasteczek. Dziewczyna podaje mi jeden z kubków, następnie siada na kanapie krzyżując nogi.
- Co robimy? - pytam po kilku chwilowej ciszy.
- Nie mam pojęcia. - mówi tępo patrząc się na okno.
Myślę przez chwilę co mogło by poprawić jej nastrój, aż w końcu wpadam na pewnie może nie najlepszy plan, ale myślę, że mógłby wypalić.
- Może pozadajemy sobie pytania. Tylko musimy odpowiadać na nie szczerze. - mówię popijając pyszne, gorące kakao.
Aga zaczyna chichotać.
- To dziecinne. - chichocze, co sprawia, że się uśmiecham.
Dużo lepiej jest patrzeć na nią kiedy jest wesoła. Uwielbiam jej uśmiech.
- I co z tego. Poznamy się lepiej. Poza tym, to może być niezła zabawa. - wywraca oczami.
- Niech ci będzie. - mówi i upija łyk kakao. - Kto zaczyna?
- Może ja. - odpowiadam.
Zaczniemy od czegoś prostego.
- Ulubiony kolor?
- Czarny. - odpowiada.
Taki ponury kolor, nie pasuje do tak promieniującej dziewczyny jaką jest Aga.
- Kiedy masz urodziny? - pyta z uśmiechem na twarzy.
Widać podoba jej się ta zabawa.
- 24 grudnia.
- To wigilia. - jest zdumiona. - Kocham wigilię. - dodaje.
- Ja też. - zaczynamy chichotać.
- Masz rodzeństwo? - pytam, a ona pokazuje trzy palce, na co się uśmiecham.
Aga musi być wspaniałą siostrą.
- Ulubiony gatunek filmu. - bierze jedno z ciasteczek i odgryza kawałek.
- Komedie. - sięgam po czekoladowe ciastko i wpycham sobie do buzi.
- Dlaczego wyjechałaś z Polski? - pytam kiedy przełykam ciastko.
Dziewczyna wzdycha.
- Moje życie w Polsce nie było zbyt ciekawe, było wręcz monotonne, co mnie przytłaczało. Czułam się tam jakbym była zamknięta w jakiejś klatce, w której cały czas dzieje się to samo. - upija łyk parującego.
Czuję, że to jeszcze nie wszystko co ma do powiedzenia.
- Coś jeszcze? - pytam, a ona spogląda na mnie jakbym był jakimś czarodziejem, jasnowidzem, co trochę mnie dezorientuje.
- Chciałam odciąć się od mojej przeszłości. - wydusza jakby sprawiało jej to ból. - Teraz moja kolej. - stara się udawać, że nie sprawiło to na niej wrażenia, ale ja wiem co widziałem. Niepokoi mnie to, nawet bardzo. - Co jeszcze wiesz o Harry'm? - pyta, a ja jestem lekko zdziwiony jej pytaniem.
- Oprócz tego, że jest zwykłym chujem, który codziennie pieprzy się z inną laską, najebie się w klubie gdzie wpierdoli jakimś ćpunom, którzy go wkurwią, to trenuje boks. - mówię na jednym tchu. - Jest w tym naprawdę dobry, wręcz niepokonany. - wywracam oczami w geście irytacji jego osobą. - Byłem na kilku jego walkach i powiem ci, że nieźle patrzy się jak tłuką osobę, której nie cierpisz z całego serca, ale potem on wygrywa i już nie jest tak wesoło. - wkładam kolejne ciastko do buzi i je gryzę.
Są naprawdę dobre, muszę się jej spytać gdzie kupiła te ciastka, ale dopiero po tej głupiej grze. Nie chcę marnować swojego pytania na tak głupią rzecz. - Za trzy dni Harry znowu walczy z przeciwnikiem o trzydzieści kilo cięższym, więc będzie na co popatrzeć. To będzie jego pierwsza walka z osobnikiem wagi ciężkiej. - mówię z pełną satysfakcją na myśl o tym, że Harry będzie ostro prany. - Jeśli chcesz możemy tam pojechać. - proponuję.
- To legalne? - pyta.
- Wszytko co robi Harry, jest nielegalne. - posyłam lekki uśmiech w stronę jej zakłopotanej twarzy.
To prawda, wszystko o robi Harry jest nielegalne, nieodpowiednie i idiotyczne.
- Ohh. - wzdycha.
- Rozumiem, że moja propozycja była zbędna.
- Muszę się zastanowić. - mówi tępo patrząc w swój kubek. - Możemy wrócić do tej głupiej gry?
- Dobrze. - wypijam kakao do końca i odkładam pusty kubek na stolik. - Teraz moja kolej. - spoglądam na dziewczynę kątem oka, cały czas ma wzrok utkwiony w kubku, z niewyjaśnionego powodu.
Postanawiam zaryzykować z pytaniem, które chcę jej zadać.
- Co sądzisz o Harry'm? - dziewczyna momentalnie wyrywa się ze swojego transu i spogląda na mnie nieco spanikowana.
- Nie znam go za bardzo, więc nie wiem co o nim sądzić. - odpowiada po chwil namysłu.
- Ale jednak zdążyłaś go trochę poznać, więc musisz coś o nim sądzić. - naciskam.
Koniecznie chcę wiedzieć co ona sądzi o tym popieprzeńcu.
Dziewczyna zdaje się być zamyślona.
- Sądzę, że jest on człowiekiem, który pogubił się w swoim życiu. - jestem zdziwiony, ale też zawiedziony jej odpowiedzią. - Kiedy mi o nim mówisz, odnoszę wrażenie jakby Harry był do końca przesiąknięty złem, nienawiścią i innymi, negatywnymi emocjami...
- Bo tak jest. - przerywam jej.
- Mógłbyś mi nie przerywać? - pyta spokojnie, a ja kiwam głową.
- Myślę, że Harry nie może być do końca przebity złymi emocjami, nikt nie może taki być. - odpowiada z zamyśleniem.
- Dlaczego tak sądzisz? - pytam.
- A dlaczego ty nie? - podnosi na mnie wzrok, czekając na odpowiedź.
- To najgorszy człowiek jakiego znam. Codziennie się napierdala, codziennie ma inną dziwkę, z którą się pieprzy i codziennie wpada w tarapaty. Nie ma w sobie żadnej pozytywnej emocji, kieruje się gniewem, agresją i wulgarnością. - staram się nie pokazywać mojego podirytowania.
- O tym właśnie mówiłam, stawiasz go tylko i wyłącznie w ciemnym świetle.
- A jak mam inaczej o nim sądzić? Od tych trzech lat dokąd go znam nie widziałem go w żadnej sytuacji, w której używałby jakichkolwiek pozytywnych emocji. - sięgam po następne ciastko, żeby odwrócić swoją uwagę od buzującej złości w moim umyśle.
- Może on nie chce, żebyś widział go w takiej sytuacji. - jej odpowiedź zmusza mnie do zastanowienia się nad jej słowami.
- Wątpię, żeby ktokolwiek cały czas pilnowałby się przed tym, żeby zdać się chociaż na mały uśmiech, śmiech czy miłe słowo. To nierealne. - biorę koleje ciastko.
- Tak samo nierealne jest myślenie o Harry'm w taki sposób. - mówi spokojnym tonem.
- Dlaczego ty go bronisz?
- Nie bronię go, tylko szczerze odpowiadam na twoje pytanie. - odkłada kubek na stole i spogląda na mnie. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. - pyta niepewnie.
- Jasne, że nie. - przyciągam ją do siebie i przytulam.
Nie jestem na nią zły,że tak o nim sądzi, jestem zły na Harry'ego. To przez niego, ona myśli o nim w taki sposób, pierdolony manipulant.
Spoglądam na godzinę, na swoim telefonie jest już po dwudziestej, a ja jestem zmęczony,nie chciałbym zasnąć u niej i narobić jej kłopotów.
- Aga, ja musiałbym już spadać. - mówię smutno. - Jestem zmęczony, a jutro mam trochę rzeczy do roboty, poza tym nie chciałbym ci narobić problemu jakbym naglę zasnął na kanapie. - tłumaczę.
- W porządku, rozumiem. - wstajemy z kanapy i kierujemy się do drzwi.
Ubieram się w swoją kurtkę, oraz wkładam buty na nogi. Rozchylam ramiona i przytulam Agę do swojego ciała, mocno ją do siebie przyciskając.
- Chciałbym zostać dłużej, ale...
- Rozumiem to Louis, nie musisz powtarzać. - dziewczyna lekko chichocze.
Odsuwamy się od siebie, a ja nachylam się do niej i wskazuję palcem na swój policzek.
- Należy mi się coś za udane spotkanie. - mówię, a dziewczyna robi krok w moją stronę i lekko muska mój policzek. Odwracam głowę i wskazuję drugi policzek. - On czuje się poszkodowany faktem, że prawego pocałowałaś, a jego nie. - próbuję być poważny, lecz nie wychodzi mi to.
Chcę ją trochę rozweselić, przed tym jak wyjdę.
Aga uśmiecha się i wywraca oczami, następnie łapie za moją brodę i składa długiego całusa na moim lewym policzku.
- Teraz ten jest smutny, ponieważ lewego pocałowałaś dłużej. - zabawnie poruszam brwiami, a ona wydaje z siebie śmiech, co mnie bardzo cieszy.
Muska mój policzek i w zabawnym geście uderza mnie w ramie.
- Ale...
- Wystarczy. - mówi poprzez śmiech
- Dobrze. - ponownie ją przytulam. - Może jutro wieczorem wpadnę. - całuję ją w czubek głowy. - Do zobaczenia.
Otwieram drzwi frontowe i wychodzę z domu mojej, świetnej przyjaciółki.
Mam nadzieję, że nie zasnę w samochodzie, podczas jazdy do w tym momencie, upragnionego łóżka.
*Oczami Agaty*
Gdy Louis wychodzi, od razu biegnę na górę i biorę bluzę, krótkie spodenki z szafy i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki. Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę, która uderza o napięte mięśnie na moich plecach.
To co powiedział mi Louis , totalnie zbiło mnie z tropu. Harry chce mnie wykorzystać? Zależy mu tylko na tym, żeby mnie zaliczyć, bo jestem niedostępna? Gdyby tak było, to raczej by mnie tak nie traktował, nie zachowywałby się w taki sposób. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przez to wszystko straciłam humor, ponieważ zastanawiałam się nad tym co Harry zamierza, mam nadzieję, że Louis nie ma mi tego za złe.
Po krótkim odprężaniu się w gorącej wodzie, wychodzę z pod szklanej kabiny i od razu przebieram się w rzeczy, które wcześniej sobie przygotowałam. Podchodzę do lustra i zmywam makijaż z mojej twarzy, następnie myję zęby miętową pastą. Wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju.
Jestem zmęczona i chcę się wcześniej położyć, mam dość dzisiejszego dnia.
Podchodzę do okna, bo mam zamiar je zasłonić, i nagle zauważam bardzo znany mi samochód, a w środku twarz wpatrująca się we mnie.
Moje nerwy osiągają zenitu, a moje nogi zaczynają kierować mnie na dół, do korytarza, a moje ręce zmuszone są do założenia butów na moje nogi.
Prawa ręka mimowolnie otwiera drzwi, a kroki stawiają się jeden za drugim w stronę czarnego auta. Mimo mroźnego wiatru owiewającego moje, prawie, że gołe nogi, biegnę przed siebie.
W momencie docieram do samochodu i zaczynam uderzać otwartą dłonią w szybę Harry'ego, a ten otwiera drzwi i spogląda na mnie zszokowany.
- Co ty tutaj robisz do jasnej cholery? - pytam starając się opanować swój gniew.
Jestem tak wściekła na niego, że najchętniej rozszarpałabym go na kawałki.
- Widziałam cię dzisiaj w ciemnej uliczce kiedy siedzieliśmy w restauracji, słyszałam cię w krzakach nad jeziorem i widziałam cie w lesie kiedy wyjeżdżaliśmy z Louis'em z lasu, więc nie mów mi, że mam przywidzenia, bo doskonale wiesz, że się na to nie nabiorę. - ostatnie zdanie mówię podniesionym tonem. - Nie wiem o co ci chodzi, nie wiem dlaczego mnie obserwujesz, ale odczep się ode mnie, bo mam tego dosyć! - krzyczę. - Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pod moim domem, lub zobaczę, że mnie śledzisz,zadzwonię na poli...
W tym momencie zostaję wciągnięta przez chłopaka do samochodu i posadzona okrakiem na jego kolanach, chłopak zamyka drzwi. Po chwili widzę stanowczo za szybko jadący samochód, który dosłownie miga przed moimi oczami i znika za zakrętem.
Spoglądam na niego zszokowana i wpatruję się w jego zielone oczy. Moja złość na niego znika i zapominam co miałam mu powiedzieć.
- Dziękuję. A teraz wypuść mnie stąd. - mówię próbując zejść z jego kolan.
Jestem w bardzo niekomfortowej sytuacji.
- Nie. - burczy.
- Wypuść mnie z stąd. - próbuję zejść z jego kolan, lecz on łapie mnie za nadgarstki.
- Jak odpowiesz na moje pytanie.
- Dobrze. - mówię.
Postanawiam się zgodzić, wiedząc, że inaczej się z stąd nie wydostanę.
- Dlaczego płakałaś na imprezie w ramionach tego skurwiela Louis'a? - pyta ilustrując moją twarz.
Skąd o tym wie do jasnej cholery? I po co o to pyta akurat teraz?
Biorę głęboki oddech
- Po prostu było mi smutno. - jestem zirytowana.
- Dlatego, że uszczypnął cię w tyłek? - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. Czuję, że moje oczy płoną gniewem. Jak on może się śmiać nawet nie znając powodu mojego płaczu? Jest okrutny. Znowu się zaczyna. Wiedziałam, że tak będzie.
- Nie, nie dlatego. - poprawiam się na jego kolanach, starając się uzbierać wystarczająco pewności siebie, żeby mieć siłę się z nim kłócić.
- To w takim razie dlaczego?
- Nie chcę ci tego mówić.
- Czemu?
- Bo na to nie zasługujesz. - krzyżuję ręce na piersi. Nie powiem mu tego.
- Jak ja chcę coś wiedzieć, to ja się tego dowiem w taki czy inny sposób.
- Nikt ani nic tego nie wie oprócz mnie, więc raczej nie masz szans.
- Jeśli mi tego nie powiesz, wypiepsze cię na tylnym siedzeniu. - grozi.
Głośno przełykam ślinę, ale nie mogę mu tego powiedzieć, nie chcę mówić to takiej osobie jaką on jest.
- I tak ci tego nie powiem. - jego ręka ląduje pod moją bluzą co sprawia, że zaczynam panikować.
- Doskonale wiem, że nie masz na sobie stanika. - przybliża swoją twarz do mojej szyi, a jego ręce zaczynają przesuwać się w górę po moim brzuchu.
Wspomnienia napierają na mój umysł, lecz ja nie mam zamiaru ich wpuścić, nie chcę tego. Moje oczy zachodzą łzami.
- Harry przestań. - chcę wyrwać swoje ręce z uścisku jego ręki,lecz nie mam szans.
- Nie, jeśli nie odpowiesz na moje pytanie. - czuję jego oddech na mojej szyi.
Wsuwa rękę pomiędzy moje piersi, co sprawia, że chcę się natychmiast wyrwać, lecz jego ręka mocniej ściska moje nadgarstki, które następnie bierze nad moją głowę tak, że dotykają dachu samochodu.
- Nie odpowiem. - mój głos drży.
Swoją, wielką ręką łapie moją pierś.
Nieprzyjemne wspomnienia przedostają się do mojej pamięci i zmuszam się do nieuronienia łzy.
- Przestań. - szarpię się lecz to ni nie daje. - Wypuść mnie. - mój głos drży, a ja próbuję powstrzymać się od płaczu.
- Odpowiedz. - jego ton jest stanowczy.
- Zostaw mnie. - piszczę i próbuję się wyrwać. Kolanem kopię go w kroczę, przez co chłopak puszcza moje ręce, a ja ponownie otwieram drzwi i wybiegam z samochodu.
Słyszę za sobą krzyki Harry'ego, lecz je ignoruję, chcę się jak najszybciej znaleźć, z dala od niego, z dala od jego dotyku.
Dobiegam do drzwi i je otwieram, następnie trzaskam nimi i biegnę do swojego pokoju długimi susami.
Gdy jestem w pokoju opieram się plecami o ścianę i zsuwam się po niej, siadając na podłodze. Z moich oczu zaczynają lecieć łzy. Czuję się tak jak wtedy, roztrzęsiona i zapłakana.
Myślałam, że mam już to wszystko za sobą, że jestem już silna, niezależna i wolna od tych, okropnych wspomnień, wolna od przeszłości ale jednak nie jestem. Nie mogę,nie potrafię pogodzić się z zdarzeniami z przeszłości, jestem nadzwyczajnie słaba i żałosna. Chowam twarz w dłonie i zaczynam jeszcze bardziej szlochać i trząść się.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają, nie muzę patrzeć w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry. Teraz żałuję, że nie zamknęłam drzwi na klucz.
Przestaję szlochać, nie chcę, żeby wiedział, że płaczę.
Słyszę jak podchodzi i kuca przede mną. Bierze moje nadgarstki i odciąga moje ręce od twarzy. Nawet nie próbuję się opierać, wiem, że nie mam z nim najmniejszych szans. Bierze moją brodę w swoje palce i podnosi do góry, żebym na niego spojrzała, ale ja spuszczam wzrok. Nie chcę patrzeć na jego twarz.
- Spójrz na mnie. - jego ton jest łagodny.
Podnoszę wzrok, a w moje oczy rzucają się jego zakłopotane tęczówki.
- Przepraszam. - słyszę poczucie winy w jego głosie, ale nie wierze w to. Nie wybaczę mu tego, nie tym razem. - Przepraszam dobra. - powtarza. Odpycham go dosyć mocno przez co Harry upada na plecy.
- Nie dotykaj mnie! - odsuwam się trochę wzdłuż ściany. Podnosi się i wraca do tej samej pozycji co wcześniej. - Jesteś bezduszny i agresywny i nie chcę na ciebie patrzeć, ani cię dotykać. - szlocham. - Nie zasłużyłam sobie, żebyś mnie tak traktował. Nie jestem rzeczą Harry. - łzy cisną się z moich policzków. - I wiesz co jest najgorsze? Że przypomniałeś mi o tym, co się kiedyś stało, swoim, idiotycznym zachowaniem. - mówię szlochając. - Twój dotyk... robiłeś to tak jak on. - przełykam ślinę. - Zostałam z...z molestowana rozumiesz to? On dotykał mnie... - przerywam. - Takiej odpowiedzi chciałeś?! Tego się spodziewałeś?! - szlocham jednocześnie podnosząc głos. - Łapał moje piersi, dotykał je ściskał. To bolało. - chowam twarz w dłonie i zaczynam ciągnąć się za włosy. -Nie chcę na niego patrzeć. To wszystko jego wina.
Tak mi wstyd, że widzi jak płaczę. Tak mi wstyd, że wie o tym taka osoba jaką jest Harry.
Czuję jak chłopak delikatnie odciąga moje ręce od twarzy, a następnie przytula moje ciało do swojego ściskając moje plecy swoimi silnymi ramionami. Odwzajemniam uścisk oplatając rękami jego szyję,. Tego potrzebuję właśnie teraz, żeby ktoś mnie mocno przytulił. Szkoda tylko, że tym kimś jest Harry.
- Tak mi przykro. - szepcze. - Nie chciałem, nie wiedziałem, przepraszam cię. - wtula swoją głowę w moje włosy. Gładzi mnie swoją dużą dłonią po plecach. To co mówi jest bardzo wspierające, ale nie wierze w to.
Kiedy trochę się uspokajam Harry nieco odsuwa się ode mnie i kładzie swoje, wielkie ręce na moich policzkach wycierając kciukami łzy, które nadal ściekają z moich policzków. Spoglądam w jego oczy, które są pełne współczucia i wsparcia. Nagle jego twarz zaczyna powoli przybliżać się do mojej, cały czas patrzy w moje oczy. Nasze twarze dzielą dosłownie milimetry i nagle Harry niepewnie muska swoimi ustami moje, następnie odrywa się, żeby spojrzeć w moje oczy, które są pewnie całe czerwone od płaczu. Ponownie tylko, że pewniej przywiera do mnie ustami, delikatnie i czule muskając przez co zamykam oczy. Odwzajemniam pocałunek. Chłopak bierze mnie na ręce, a ja oplatam nogi wokół jego pasa. Czuję jak delikatnie kładzie mnie na łóżku, a sam kładzie jedną nogę pomiędzy moje, a drugą po zewnętrznej stronie mojego, lewego uda. Jego jedna ręka jest na moim policzku, a drugą podpiera się o materac. Wplatam jedną z dłoni w jego kręcone włosy, a drugą przenoszę z jego pleców na szyję. Odrywa się do moich ust i składa pocałunek tuż pod moim uchem, następnie przechodzi z pocałunkami wzdłuż linii szczęki. Moje oczy nadal są zamknięte, pod wpływem przyjemności z całowania się z sprawcą mojego płaczu. Przechodzi z całowaniem ponownie na usta, a jego pocałunki stają się zachłanniejsze i szybsze. Jego jedna ręka przechodzi na moje biodro przez co się wzdrygam. Harry momentalnie przestaje mnie całować, a ja otwieram oczy.
- Coś nie tak? - jest zakłopotany.
- Nie. Tylko... Nie ważne. - pociągam nosem.
- Właśnie, że ważne. - bierze moją twarz w swoje ręce i zmusza mnie do tego, żebym na niego spojrzała.
- Po prostu, on też tak robił, łapał mnie za biodra. Ściskał je. - w moich oczach ponownie pojawiają się łzy. Chciałabym się opanować, ale nie daje rady, jak tylko o tym pomyślę, przypomnę to sobie, czy ktoś dotknie mnie w ten sposób jak on to robił, od razu zbiera mi się na płacz.
- Rozumiem. Już nic nie mów. - opiera swoje czoło o moje i głęboko patrzy w moje oczy. - On nigdy więcej cie już nie dotknie. Rozumiesz? - jego ton jest poważny. Kiwam głową na znak, że rozumiem. - Więcej cie nie skrzywdzi. - gładzi mnie po włosach. - Przepraszam, że mój dotyk wywołał u ciebie te wspomnienia. Nie chciałem tego. - patrzy na mnie takim wzrokiem, że czuję jakbym zaraz miała się rozpłynąć. - Powinnaś iść spać. - gładzi mnie ręką po policzku.
- Nie zostawiaj mnie samej. - chrypię i łapię go za ramię.
Nie chcę zostać sama po tym, co się przed chwilą wydarzyło.
- Nigdzie się nie wybieram. - wyciąga kołdrę spod mojego ciała i mnie ją przykrywa, następnie ściąga swój płaszcz, buty i koszulkę i odkłada je na kanapę.
Wchodzi obok mnie pod kołdrę i owija swoje ręce wokół mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Kładę głowę na jego nagi tors i układam rękę na jego, ciepłym brzuchu,który porusza się górę i w dół.
Czuję jak chłopak gładzi moje włosy, co sprawia, że staję się senna, a moje oczy się zamykają.
Ciekawe czy to jest tylko ta jego, głupia gra, o której mówił mi Louis, czy naprawdę poruszyło go moje wyznanie.
Po kilku chwilach Harry wzdycha.
- Tak bardzo mi przykro. - szepcze i składa pocałunek na mojej skroni.
Po jego słowach zasypiam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie mogłam wstawić. Chciałam żeby ten rozdział był długi i dobrze napisany. Mam nadzieję, że się podoba. :) <3 Uwielbiam was <3 <3 <3 ^^
Jedziemy z Agą już od jakichś piętnastu minut, a ona nie odezwała się ani słowem.Wygląda na przybitą i zdezorientowaną. Ale muszę się ją o coś zapytać, to nurtuje mnie od wczoraj, w sumie to od kilku godzin.
- Aga. - dziewczyna odwraca głowę w moją stronę. - Wiem, że to nie Joseph odwiózł cię do domu po imprezie. - wyduszam, a ona zamiera.
- Przepraszam, ja nie wiedziałam jak ci to powiedzieć. - mówi. - Wiem, że nie darzysz sympatią Harry'ego i...
- Nie musisz mi się tłumaczyć. - chichoczę.
Czy ona na prawdę myśli, że mógłbym być zły na nią za to, że ten frajer ją podwiózł? Jestem wkurwiony na Harry'ego, a nie na nią.
- Czy doszło do czegoś pomiędzy wami? - pytam niepewnie.
Może to brzmi dwuznacznie, ale muszę wiedzieć, czy ten kutas posunął się dalej, niż tylko do podwiezienia jej.
- Nie, dlaczego pytasz? - jest coś dziwnego w jej głosie, ale postaram się to z ignorować, przynajmniej na razie.
- Harry ostatnio dziwnie się zachowuje.
- Co masz na myśli?
- Jakbyś widziała jego wkurwienie dzisiaj jak dowiedział się, że się z tobą spotykam. - spoglądam na Agę, która uważnie nasłuchuje co mówię. - Nigdy nie obchodziło go z kim się spotykam, a teraz prawie mi przywalił. - dziewczyna drapie się po karku.
Aga zachowuje się co najmniej dziwnie, co mnie niepokoi, bo zaczynam coś podejrzewać.
- Aga. Czy ja o czymś nie wiem? - pytam, a dziewczyna odwraca wzrok.
O kurwa.
- Powiedz mi. - staram się brzmieć spokojnie.
- Po prostu wszedł do mojego domu, przez okno, przedwczoraj wieczorem cały poturbowany, więc opatrzyłam jego rany, a potem nocował u mnie. - spogląda na mnie.
Ulżyło mi, że jednak pomiędzy nimi do niczego nie doszło, ale wkurwia mnie to, że przylazł do niej i spał w jej domu. Ten kretyn jest po postu niemożliwy.
- Mogłaś mi powiedzieć. - kładę rękę na jej ramię i uśmiecham się pocieszająco. - Skoro mamy być przyjaciółmi, musimy być z sobą szczerzy. Rozumiesz mnie? - kiwa głową.
To po części moja wina, że dziewczyna mi o tym nie powiedziała. Doskonale wie jak nie cierpię Harry'ego i nie chciała mi tego mówić, bo myślała, że będę na nią zły.
Nie winię jej dobrego serca za to, że pozwoliła mu zostać u siebie w domu na noc i, że opatrzyła mu rany. Harry to po prostu pierdolony prowok ant i umie przekształcić każdą sytuację na swój koszt. Nienawidzę go, po prostu nienawidzę togo skurwysyna.
- Czuję, że Harry coś knuje i chciałbym, żebyś mówiła mi czy przychodzi do ciebie, próbuje się skontaktować czy coś podobnego. - łapię za jej rękę i lekko ściskam. - Nie chcę, żebyś skończyła tak jak wszystkie te dziewczyny, z którymi się zadawał. - mówię. - Nie chodzi mi o to, że mu ulegniesz. Kompletnie nie o to mi chodzi. - tłumaczę moje poprzednie słowa. - Harry to po prostu zwykły manipulant, który chce zaciągnąć jak największą ilość dziewczyn do łóżka. - wzdycham. - Nawet najbardziej niedostępne mu ulegają i się z nim pieprzą. Harry z takich dziewczyn ma największą satysfakcje. Taką niedostępną i niewinną dziewczyną jesteś właśnie ty. - na moje słowa jej oczy się rozszerzają. - Przykro mi, ale chcę byś szczery. - delikatnie pocieram kciukiem wierzch jej dłoni. - Jesteś dla niego wyzwaniem, i to go kręci. - wzdycham. - Chciałbym żebyś uważała na niego, bo doskonale wiem jaki jest ten dupek.
- Będę, nie martw się. - lekko się uśmiecha i spogląda na mnie.
- Bardzo się cieszę. - biorę rękę z jej dłoni i kładę na kierownicę.
Przyznaję, trudno mi było to wydusić z siebie, musiała się dowiedzieć jakim zagrożeniem jest Harry. Aga to wspaniała dziewczyna i nie może skończyć tak, jak wszystkie, inne jego ofiary. Nie chcę żeby cierpiała, nie zasługuje na to. Nie mogę na to pozwolić.
Kilka minut później, jesteśmy pod domem dziewczyny. Aga odpina pas i wychodzi z samochodu, a ja robię to samo.
Kiedy wchodzimy do jej domu, od razu rozbieramy nasze kurtki i idziemy do salonu, gdzie siadamy na kanapie.
- Chcesz może coś do picia? - pyta wstając z kanapy.
- Jasne, najchętniej coś ciepłego. - mówię, a dziewczyna znika za ścianą.
Od tego co powiedziałem w samochodzie podczas jazdy, dziewczyna straciła swój dobry humor, kompletnie nie wiem dlaczego. Stała się bardziej zamyślona, posmutniała, jej oczy już tak nie błyszczą jak na początku naszego spotkania.
Czyżby uraziły ją moje słowa? Może to coś innego? Nie mam pojęcia ale, nie chcę jej męczyć i tak jest zbyt nieswoja.
Aga przychodzi z dwoma, dużymi kubkami kakao i talerzem różnego rodzaju ciasteczek. Dziewczyna podaje mi jeden z kubków, następnie siada na kanapie krzyżując nogi.
- Co robimy? - pytam po kilku chwilowej ciszy.
- Nie mam pojęcia. - mówi tępo patrząc się na okno.
Myślę przez chwilę co mogło by poprawić jej nastrój, aż w końcu wpadam na pewnie może nie najlepszy plan, ale myślę, że mógłby wypalić.
- Może pozadajemy sobie pytania. Tylko musimy odpowiadać na nie szczerze. - mówię popijając pyszne, gorące kakao.
Aga zaczyna chichotać.
- To dziecinne. - chichocze, co sprawia, że się uśmiecham.
Dużo lepiej jest patrzeć na nią kiedy jest wesoła. Uwielbiam jej uśmiech.
- I co z tego. Poznamy się lepiej. Poza tym, to może być niezła zabawa. - wywraca oczami.
- Niech ci będzie. - mówi i upija łyk kakao. - Kto zaczyna?
- Może ja. - odpowiadam.
Zaczniemy od czegoś prostego.
- Ulubiony kolor?
- Czarny. - odpowiada.
Taki ponury kolor, nie pasuje do tak promieniującej dziewczyny jaką jest Aga.
- Kiedy masz urodziny? - pyta z uśmiechem na twarzy.
Widać podoba jej się ta zabawa.
- 24 grudnia.
- To wigilia. - jest zdumiona. - Kocham wigilię. - dodaje.
- Ja też. - zaczynamy chichotać.
- Masz rodzeństwo? - pytam, a ona pokazuje trzy palce, na co się uśmiecham.
Aga musi być wspaniałą siostrą.
- Ulubiony gatunek filmu. - bierze jedno z ciasteczek i odgryza kawałek.
- Komedie. - sięgam po czekoladowe ciastko i wpycham sobie do buzi.
- Dlaczego wyjechałaś z Polski? - pytam kiedy przełykam ciastko.
Dziewczyna wzdycha.
- Moje życie w Polsce nie było zbyt ciekawe, było wręcz monotonne, co mnie przytłaczało. Czułam się tam jakbym była zamknięta w jakiejś klatce, w której cały czas dzieje się to samo. - upija łyk parującego.
Czuję, że to jeszcze nie wszystko co ma do powiedzenia.
- Coś jeszcze? - pytam, a ona spogląda na mnie jakbym był jakimś czarodziejem, jasnowidzem, co trochę mnie dezorientuje.
- Chciałam odciąć się od mojej przeszłości. - wydusza jakby sprawiało jej to ból. - Teraz moja kolej. - stara się udawać, że nie sprawiło to na niej wrażenia, ale ja wiem co widziałem. Niepokoi mnie to, nawet bardzo. - Co jeszcze wiesz o Harry'm? - pyta, a ja jestem lekko zdziwiony jej pytaniem.
- Oprócz tego, że jest zwykłym chujem, który codziennie pieprzy się z inną laską, najebie się w klubie gdzie wpierdoli jakimś ćpunom, którzy go wkurwią, to trenuje boks. - mówię na jednym tchu. - Jest w tym naprawdę dobry, wręcz niepokonany. - wywracam oczami w geście irytacji jego osobą. - Byłem na kilku jego walkach i powiem ci, że nieźle patrzy się jak tłuką osobę, której nie cierpisz z całego serca, ale potem on wygrywa i już nie jest tak wesoło. - wkładam kolejne ciastko do buzi i je gryzę.
Są naprawdę dobre, muszę się jej spytać gdzie kupiła te ciastka, ale dopiero po tej głupiej grze. Nie chcę marnować swojego pytania na tak głupią rzecz. - Za trzy dni Harry znowu walczy z przeciwnikiem o trzydzieści kilo cięższym, więc będzie na co popatrzeć. To będzie jego pierwsza walka z osobnikiem wagi ciężkiej. - mówię z pełną satysfakcją na myśl o tym, że Harry będzie ostro prany. - Jeśli chcesz możemy tam pojechać. - proponuję.
- To legalne? - pyta.
- Wszytko co robi Harry, jest nielegalne. - posyłam lekki uśmiech w stronę jej zakłopotanej twarzy.
To prawda, wszystko o robi Harry jest nielegalne, nieodpowiednie i idiotyczne.
- Ohh. - wzdycha.
- Rozumiem, że moja propozycja była zbędna.
- Muszę się zastanowić. - mówi tępo patrząc w swój kubek. - Możemy wrócić do tej głupiej gry?
- Dobrze. - wypijam kakao do końca i odkładam pusty kubek na stolik. - Teraz moja kolej. - spoglądam na dziewczynę kątem oka, cały czas ma wzrok utkwiony w kubku, z niewyjaśnionego powodu.
Postanawiam zaryzykować z pytaniem, które chcę jej zadać.
- Co sądzisz o Harry'm? - dziewczyna momentalnie wyrywa się ze swojego transu i spogląda na mnie nieco spanikowana.
- Nie znam go za bardzo, więc nie wiem co o nim sądzić. - odpowiada po chwil namysłu.
- Ale jednak zdążyłaś go trochę poznać, więc musisz coś o nim sądzić. - naciskam.
Koniecznie chcę wiedzieć co ona sądzi o tym popieprzeńcu.
Dziewczyna zdaje się być zamyślona.
- Sądzę, że jest on człowiekiem, który pogubił się w swoim życiu. - jestem zdziwiony, ale też zawiedziony jej odpowiedzią. - Kiedy mi o nim mówisz, odnoszę wrażenie jakby Harry był do końca przesiąknięty złem, nienawiścią i innymi, negatywnymi emocjami...
- Bo tak jest. - przerywam jej.
- Mógłbyś mi nie przerywać? - pyta spokojnie, a ja kiwam głową.
- Myślę, że Harry nie może być do końca przebity złymi emocjami, nikt nie może taki być. - odpowiada z zamyśleniem.
- Dlaczego tak sądzisz? - pytam.
- A dlaczego ty nie? - podnosi na mnie wzrok, czekając na odpowiedź.
- To najgorszy człowiek jakiego znam. Codziennie się napierdala, codziennie ma inną dziwkę, z którą się pieprzy i codziennie wpada w tarapaty. Nie ma w sobie żadnej pozytywnej emocji, kieruje się gniewem, agresją i wulgarnością. - staram się nie pokazywać mojego podirytowania.
- O tym właśnie mówiłam, stawiasz go tylko i wyłącznie w ciemnym świetle.
- A jak mam inaczej o nim sądzić? Od tych trzech lat dokąd go znam nie widziałem go w żadnej sytuacji, w której używałby jakichkolwiek pozytywnych emocji. - sięgam po następne ciastko, żeby odwrócić swoją uwagę od buzującej złości w moim umyśle.
- Może on nie chce, żebyś widział go w takiej sytuacji. - jej odpowiedź zmusza mnie do zastanowienia się nad jej słowami.
- Wątpię, żeby ktokolwiek cały czas pilnowałby się przed tym, żeby zdać się chociaż na mały uśmiech, śmiech czy miłe słowo. To nierealne. - biorę koleje ciastko.
- Tak samo nierealne jest myślenie o Harry'm w taki sposób. - mówi spokojnym tonem.
- Dlaczego ty go bronisz?
- Nie bronię go, tylko szczerze odpowiadam na twoje pytanie. - odkłada kubek na stole i spogląda na mnie. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. - pyta niepewnie.
- Jasne, że nie. - przyciągam ją do siebie i przytulam.
Nie jestem na nią zły,że tak o nim sądzi, jestem zły na Harry'ego. To przez niego, ona myśli o nim w taki sposób, pierdolony manipulant.
Spoglądam na godzinę, na swoim telefonie jest już po dwudziestej, a ja jestem zmęczony,nie chciałbym zasnąć u niej i narobić jej kłopotów.
- Aga, ja musiałbym już spadać. - mówię smutno. - Jestem zmęczony, a jutro mam trochę rzeczy do roboty, poza tym nie chciałbym ci narobić problemu jakbym naglę zasnął na kanapie. - tłumaczę.
- W porządku, rozumiem. - wstajemy z kanapy i kierujemy się do drzwi.
Ubieram się w swoją kurtkę, oraz wkładam buty na nogi. Rozchylam ramiona i przytulam Agę do swojego ciała, mocno ją do siebie przyciskając.
- Chciałbym zostać dłużej, ale...
- Rozumiem to Louis, nie musisz powtarzać. - dziewczyna lekko chichocze.
Odsuwamy się od siebie, a ja nachylam się do niej i wskazuję palcem na swój policzek.
- Należy mi się coś za udane spotkanie. - mówię, a dziewczyna robi krok w moją stronę i lekko muska mój policzek. Odwracam głowę i wskazuję drugi policzek. - On czuje się poszkodowany faktem, że prawego pocałowałaś, a jego nie. - próbuję być poważny, lecz nie wychodzi mi to.
Chcę ją trochę rozweselić, przed tym jak wyjdę.
Aga uśmiecha się i wywraca oczami, następnie łapie za moją brodę i składa długiego całusa na moim lewym policzku.
- Teraz ten jest smutny, ponieważ lewego pocałowałaś dłużej. - zabawnie poruszam brwiami, a ona wydaje z siebie śmiech, co mnie bardzo cieszy.
Muska mój policzek i w zabawnym geście uderza mnie w ramie.
- Ale...
- Wystarczy. - mówi poprzez śmiech
- Dobrze. - ponownie ją przytulam. - Może jutro wieczorem wpadnę. - całuję ją w czubek głowy. - Do zobaczenia.
Otwieram drzwi frontowe i wychodzę z domu mojej, świetnej przyjaciółki.
Mam nadzieję, że nie zasnę w samochodzie, podczas jazdy do w tym momencie, upragnionego łóżka.
*Oczami Agaty*
Gdy Louis wychodzi, od razu biegnę na górę i biorę bluzę, krótkie spodenki z szafy i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki. Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę, która uderza o napięte mięśnie na moich plecach.
To co powiedział mi Louis , totalnie zbiło mnie z tropu. Harry chce mnie wykorzystać? Zależy mu tylko na tym, żeby mnie zaliczyć, bo jestem niedostępna? Gdyby tak było, to raczej by mnie tak nie traktował, nie zachowywałby się w taki sposób. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przez to wszystko straciłam humor, ponieważ zastanawiałam się nad tym co Harry zamierza, mam nadzieję, że Louis nie ma mi tego za złe.
Po krótkim odprężaniu się w gorącej wodzie, wychodzę z pod szklanej kabiny i od razu przebieram się w rzeczy, które wcześniej sobie przygotowałam. Podchodzę do lustra i zmywam makijaż z mojej twarzy, następnie myję zęby miętową pastą. Wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju.
Jestem zmęczona i chcę się wcześniej położyć, mam dość dzisiejszego dnia.
Podchodzę do okna, bo mam zamiar je zasłonić, i nagle zauważam bardzo znany mi samochód, a w środku twarz wpatrująca się we mnie.
Moje nerwy osiągają zenitu, a moje nogi zaczynają kierować mnie na dół, do korytarza, a moje ręce zmuszone są do założenia butów na moje nogi.
Prawa ręka mimowolnie otwiera drzwi, a kroki stawiają się jeden za drugim w stronę czarnego auta. Mimo mroźnego wiatru owiewającego moje, prawie, że gołe nogi, biegnę przed siebie.
W momencie docieram do samochodu i zaczynam uderzać otwartą dłonią w szybę Harry'ego, a ten otwiera drzwi i spogląda na mnie zszokowany.
- Co ty tutaj robisz do jasnej cholery? - pytam starając się opanować swój gniew.
Jestem tak wściekła na niego, że najchętniej rozszarpałabym go na kawałki.
- Widziałam cię dzisiaj w ciemnej uliczce kiedy siedzieliśmy w restauracji, słyszałam cię w krzakach nad jeziorem i widziałam cie w lesie kiedy wyjeżdżaliśmy z Louis'em z lasu, więc nie mów mi, że mam przywidzenia, bo doskonale wiesz, że się na to nie nabiorę. - ostatnie zdanie mówię podniesionym tonem. - Nie wiem o co ci chodzi, nie wiem dlaczego mnie obserwujesz, ale odczep się ode mnie, bo mam tego dosyć! - krzyczę. - Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pod moim domem, lub zobaczę, że mnie śledzisz,zadzwonię na poli...
W tym momencie zostaję wciągnięta przez chłopaka do samochodu i posadzona okrakiem na jego kolanach, chłopak zamyka drzwi. Po chwili widzę stanowczo za szybko jadący samochód, który dosłownie miga przed moimi oczami i znika za zakrętem.
Spoglądam na niego zszokowana i wpatruję się w jego zielone oczy. Moja złość na niego znika i zapominam co miałam mu powiedzieć.
- Dziękuję. A teraz wypuść mnie stąd. - mówię próbując zejść z jego kolan.
Jestem w bardzo niekomfortowej sytuacji.
- Nie. - burczy.
- Wypuść mnie z stąd. - próbuję zejść z jego kolan, lecz on łapie mnie za nadgarstki.
- Jak odpowiesz na moje pytanie.
- Dobrze. - mówię.
Postanawiam się zgodzić, wiedząc, że inaczej się z stąd nie wydostanę.
- Dlaczego płakałaś na imprezie w ramionach tego skurwiela Louis'a? - pyta ilustrując moją twarz.
Skąd o tym wie do jasnej cholery? I po co o to pyta akurat teraz?
Biorę głęboki oddech
- Po prostu było mi smutno. - jestem zirytowana.
- Dlatego, że uszczypnął cię w tyłek? - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. Czuję, że moje oczy płoną gniewem. Jak on może się śmiać nawet nie znając powodu mojego płaczu? Jest okrutny. Znowu się zaczyna. Wiedziałam, że tak będzie.
- Nie, nie dlatego. - poprawiam się na jego kolanach, starając się uzbierać wystarczająco pewności siebie, żeby mieć siłę się z nim kłócić.
- To w takim razie dlaczego?
- Nie chcę ci tego mówić.
- Czemu?
- Bo na to nie zasługujesz. - krzyżuję ręce na piersi. Nie powiem mu tego.
- Jak ja chcę coś wiedzieć, to ja się tego dowiem w taki czy inny sposób.
- Nikt ani nic tego nie wie oprócz mnie, więc raczej nie masz szans.
- Jeśli mi tego nie powiesz, wypiepsze cię na tylnym siedzeniu. - grozi.
Głośno przełykam ślinę, ale nie mogę mu tego powiedzieć, nie chcę mówić to takiej osobie jaką on jest.
- I tak ci tego nie powiem. - jego ręka ląduje pod moją bluzą co sprawia, że zaczynam panikować.
- Doskonale wiem, że nie masz na sobie stanika. - przybliża swoją twarz do mojej szyi, a jego ręce zaczynają przesuwać się w górę po moim brzuchu.
Wspomnienia napierają na mój umysł, lecz ja nie mam zamiaru ich wpuścić, nie chcę tego. Moje oczy zachodzą łzami.
- Harry przestań. - chcę wyrwać swoje ręce z uścisku jego ręki,lecz nie mam szans.
- Nie, jeśli nie odpowiesz na moje pytanie. - czuję jego oddech na mojej szyi.
Wsuwa rękę pomiędzy moje piersi, co sprawia, że chcę się natychmiast wyrwać, lecz jego ręka mocniej ściska moje nadgarstki, które następnie bierze nad moją głowę tak, że dotykają dachu samochodu.
- Nie odpowiem. - mój głos drży.
Swoją, wielką ręką łapie moją pierś.
Nieprzyjemne wspomnienia przedostają się do mojej pamięci i zmuszam się do nieuronienia łzy.
- Przestań. - szarpię się lecz to ni nie daje. - Wypuść mnie. - mój głos drży, a ja próbuję powstrzymać się od płaczu.
- Odpowiedz. - jego ton jest stanowczy.
- Zostaw mnie. - piszczę i próbuję się wyrwać. Kolanem kopię go w kroczę, przez co chłopak puszcza moje ręce, a ja ponownie otwieram drzwi i wybiegam z samochodu.
Słyszę za sobą krzyki Harry'ego, lecz je ignoruję, chcę się jak najszybciej znaleźć, z dala od niego, z dala od jego dotyku.
Dobiegam do drzwi i je otwieram, następnie trzaskam nimi i biegnę do swojego pokoju długimi susami.
Gdy jestem w pokoju opieram się plecami o ścianę i zsuwam się po niej, siadając na podłodze. Z moich oczu zaczynają lecieć łzy. Czuję się tak jak wtedy, roztrzęsiona i zapłakana.
Myślałam, że mam już to wszystko za sobą, że jestem już silna, niezależna i wolna od tych, okropnych wspomnień, wolna od przeszłości ale jednak nie jestem. Nie mogę,nie potrafię pogodzić się z zdarzeniami z przeszłości, jestem nadzwyczajnie słaba i żałosna. Chowam twarz w dłonie i zaczynam jeszcze bardziej szlochać i trząść się.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają, nie muzę patrzeć w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry. Teraz żałuję, że nie zamknęłam drzwi na klucz.
Przestaję szlochać, nie chcę, żeby wiedział, że płaczę.
Słyszę jak podchodzi i kuca przede mną. Bierze moje nadgarstki i odciąga moje ręce od twarzy. Nawet nie próbuję się opierać, wiem, że nie mam z nim najmniejszych szans. Bierze moją brodę w swoje palce i podnosi do góry, żebym na niego spojrzała, ale ja spuszczam wzrok. Nie chcę patrzeć na jego twarz.
- Spójrz na mnie. - jego ton jest łagodny.
Podnoszę wzrok, a w moje oczy rzucają się jego zakłopotane tęczówki.
- Przepraszam. - słyszę poczucie winy w jego głosie, ale nie wierze w to. Nie wybaczę mu tego, nie tym razem. - Przepraszam dobra. - powtarza. Odpycham go dosyć mocno przez co Harry upada na plecy.
- Nie dotykaj mnie! - odsuwam się trochę wzdłuż ściany. Podnosi się i wraca do tej samej pozycji co wcześniej. - Jesteś bezduszny i agresywny i nie chcę na ciebie patrzeć, ani cię dotykać. - szlocham. - Nie zasłużyłam sobie, żebyś mnie tak traktował. Nie jestem rzeczą Harry. - łzy cisną się z moich policzków. - I wiesz co jest najgorsze? Że przypomniałeś mi o tym, co się kiedyś stało, swoim, idiotycznym zachowaniem. - mówię szlochając. - Twój dotyk... robiłeś to tak jak on. - przełykam ślinę. - Zostałam z...z molestowana rozumiesz to? On dotykał mnie... - przerywam. - Takiej odpowiedzi chciałeś?! Tego się spodziewałeś?! - szlocham jednocześnie podnosząc głos. - Łapał moje piersi, dotykał je ściskał. To bolało. - chowam twarz w dłonie i zaczynam ciągnąć się za włosy. -Nie chcę na niego patrzeć. To wszystko jego wina.
Tak mi wstyd, że widzi jak płaczę. Tak mi wstyd, że wie o tym taka osoba jaką jest Harry.
Czuję jak chłopak delikatnie odciąga moje ręce od twarzy, a następnie przytula moje ciało do swojego ściskając moje plecy swoimi silnymi ramionami. Odwzajemniam uścisk oplatając rękami jego szyję,. Tego potrzebuję właśnie teraz, żeby ktoś mnie mocno przytulił. Szkoda tylko, że tym kimś jest Harry.
- Tak mi przykro. - szepcze. - Nie chciałem, nie wiedziałem, przepraszam cię. - wtula swoją głowę w moje włosy. Gładzi mnie swoją dużą dłonią po plecach. To co mówi jest bardzo wspierające, ale nie wierze w to.
Kiedy trochę się uspokajam Harry nieco odsuwa się ode mnie i kładzie swoje, wielkie ręce na moich policzkach wycierając kciukami łzy, które nadal ściekają z moich policzków. Spoglądam w jego oczy, które są pełne współczucia i wsparcia. Nagle jego twarz zaczyna powoli przybliżać się do mojej, cały czas patrzy w moje oczy. Nasze twarze dzielą dosłownie milimetry i nagle Harry niepewnie muska swoimi ustami moje, następnie odrywa się, żeby spojrzeć w moje oczy, które są pewnie całe czerwone od płaczu. Ponownie tylko, że pewniej przywiera do mnie ustami, delikatnie i czule muskając przez co zamykam oczy. Odwzajemniam pocałunek. Chłopak bierze mnie na ręce, a ja oplatam nogi wokół jego pasa. Czuję jak delikatnie kładzie mnie na łóżku, a sam kładzie jedną nogę pomiędzy moje, a drugą po zewnętrznej stronie mojego, lewego uda. Jego jedna ręka jest na moim policzku, a drugą podpiera się o materac. Wplatam jedną z dłoni w jego kręcone włosy, a drugą przenoszę z jego pleców na szyję. Odrywa się do moich ust i składa pocałunek tuż pod moim uchem, następnie przechodzi z pocałunkami wzdłuż linii szczęki. Moje oczy nadal są zamknięte, pod wpływem przyjemności z całowania się z sprawcą mojego płaczu. Przechodzi z całowaniem ponownie na usta, a jego pocałunki stają się zachłanniejsze i szybsze. Jego jedna ręka przechodzi na moje biodro przez co się wzdrygam. Harry momentalnie przestaje mnie całować, a ja otwieram oczy.
- Coś nie tak? - jest zakłopotany.
- Nie. Tylko... Nie ważne. - pociągam nosem.
- Właśnie, że ważne. - bierze moją twarz w swoje ręce i zmusza mnie do tego, żebym na niego spojrzała.
- Po prostu, on też tak robił, łapał mnie za biodra. Ściskał je. - w moich oczach ponownie pojawiają się łzy. Chciałabym się opanować, ale nie daje rady, jak tylko o tym pomyślę, przypomnę to sobie, czy ktoś dotknie mnie w ten sposób jak on to robił, od razu zbiera mi się na płacz.
- Rozumiem. Już nic nie mów. - opiera swoje czoło o moje i głęboko patrzy w moje oczy. - On nigdy więcej cie już nie dotknie. Rozumiesz? - jego ton jest poważny. Kiwam głową na znak, że rozumiem. - Więcej cie nie skrzywdzi. - gładzi mnie po włosach. - Przepraszam, że mój dotyk wywołał u ciebie te wspomnienia. Nie chciałem tego. - patrzy na mnie takim wzrokiem, że czuję jakbym zaraz miała się rozpłynąć. - Powinnaś iść spać. - gładzi mnie ręką po policzku.
- Nie zostawiaj mnie samej. - chrypię i łapię go za ramię.
Nie chcę zostać sama po tym, co się przed chwilą wydarzyło.
- Nigdzie się nie wybieram. - wyciąga kołdrę spod mojego ciała i mnie ją przykrywa, następnie ściąga swój płaszcz, buty i koszulkę i odkłada je na kanapę.
Wchodzi obok mnie pod kołdrę i owija swoje ręce wokół mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Kładę głowę na jego nagi tors i układam rękę na jego, ciepłym brzuchu,który porusza się górę i w dół.
Czuję jak chłopak gładzi moje włosy, co sprawia, że staję się senna, a moje oczy się zamykają.
Ciekawe czy to jest tylko ta jego, głupia gra, o której mówił mi Louis, czy naprawdę poruszyło go moje wyznanie.
Po kilku chwilach Harry wzdycha.
- Tak bardzo mi przykro. - szepcze i składa pocałunek na mojej skroni.
Po jego słowach zasypiam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie mogłam wstawić. Chciałam żeby ten rozdział był długi i dobrze napisany. Mam nadzieję, że się podoba. :) <3 Uwielbiam was <3 <3 <3 ^^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

