23.02.2016

Rozdział 29

                                                     *Oczami Agaty*

To wydaje się takie nierealne, Harry będący szczery i wylewny w swoich uczuciach, mówiący, że mu na mnie zależy i, że chcę być dobry, dla mnie... ale wierzę mu, wierzę w każde, jego słowo, nawet jeżeli sama nie do końca pojmuję, dlaczego tak się dzieje.
Mimowolnie, pod moimi powiekami pojawiają się łzy, ponieważ to, co Harry mi wyznał, wzruszyło mną. Odkąd pamiętam, marzyłam, żeby ktoś tak do mnie powiedział.
Spoglądam w jego, niepewne i zakłopotane oczy, kładę rękę na jego policzku, następnie zbliżam swoją głowę, do jego i delikatnie muskam miękkie usta swoimi, a chłopak lekko odwzajemnia mój gest. Kiedy chcę się oddalić, Harry obłapuje moje plecy i przyciąga moje ciało, bliżej do siebie, pogłębiając pocałunek, który zapoczątkowałam ja. Jedną ręką, oplatam jego, szeroką szyję, drugą, nadal trzymając na ciepłym policzku, który także należy do niego.
Czuję, że Harry delikatnie odrywa swoje usta od moich, więc otwieram oczy i spoglądam w jego, zielone tęczówki, wpatrzone prosto we mnie.
- Mam rozumieć, że mi wierzysz? - lekko się uśmiecha. Kiwam twierdząco głową, czując jak moje policzki strasznie mnie pieką, a serce nadal nie może się uspokoić.
Nie do końca rozumiem, co we mnie wstąpiło, że tak postąpiłam, że go pocałowałam. Czuję się z tym dobrze, tylko jestem trochę skrępowana i zdziwiona swoim, własnym zachowaniem.
Nie mogę w to uwierzyć. Przecież ja go przed chwilą pocałowałam do jasnej cholery.
- Chodźmy stąd. - mówi, a ja ponownie kiwam głową, ponieważ tylko na tyle stać mnie w tym momencie.
Chłopak wplata swoje, długie palce w moje i ciągnie mnie w stronę wyjścia z parku.
Nadal nie mogę się otrząsnąć po tym, co mi wyznał, dosłownie kilka minut temu. Nigdy nie spodziewałabym się po tym tajemniczym, skrytym, małomównym chłopaku, że usłyszę od niego takie słowa. Nie mogę uwierzyć w to, że mu na mnie zależy, że jednak coś do mnie czuje. To jest takie nierealne i nie do uwierzenia. Ale, to naprawdę wiele dla mnie znaczy, doceniam to, że zdał się na odwagę, żeby mi o tym powiedzieć, ponieważ doskonale wiem, że wypowiedzenie tych słów, było dla niego bardzo problematyczne, wręcz trudne.
Gdy dochodzimy do samochodu, Harry puszcza moją rękę i otwiera drzwi od dobrze mi znanego, czarnego pojazdu, do którego wsiadam, a chłopak zamyka auto. Zapinam pas i obserwuję jak Harry okrąża czarną maskę, następnie docierając do miejsca kierowcy i siadając na skórzanym siedzeniu, po chwili zapinając pas.
Kiedy chłopak odpala silnik, odwracam głowę od jego sylwetki i opieram swoje czoło o zimną szybę samochodu, spoglądając na już całkiem, ciemne niebo, na którym widocznych jest już kilka gwiazd.
Jeszcze nie dawno byłam mega wściekła na Harry'ego, za to, że uderzył Jake'a, ale teraz nie czuję gniewu na jego osobę. Wiem już, że to, całe, jego chore zachowanie, było głupim impulsem, ponieważ jest... zazdrosny. Cholera, nadal ciężko mi w to uwierzyć. On jest zazdrosny... O MNIE.
Co, do Jake'a, nie powinien mnie całować, to było dla mnie naprawdę niezręczne i krępujące. Nie wiem co on w ogóle sobie myślał, kiedy to robił. Ale mimo, że mnie pocałował, Harry nie miał najmniejszego prawa  go uderzyć, pomimo wpływu wiadomego już impulsu i niepohamowanego gniewu.
Przez chwilę skupiam się na widoku za oknem, za którym zauważam doskonale mi znaną okolice, co oznacza, że zaraz będziemy pod moim domem. Najwidoczniej nie byliśmy aż tak daleko, jak przypuszczałam, albo po prostu za bardzo pogrążyłam się w moich, chaotycznych myślach, że droga tak szybko zleciała.
Odpinam pas i mam zamiar otworzyć drzwi i wychodzić, lecz czuję zaciskającą się rękę Harry'ego na moim nadgarstku. Odwracam się w stronę chłopaka, który patrzy tępo w szybę przed sobą i czeka, aż wyjdę z samochodu. Wygląda jakby nad czymś głęboko i intensywnie myślał.
Chłopak wyrywa się z swojego transu i spogląda na mnie pytająco.
- Czy mogę zostać na noc? - pyta i spogląda w moje oczy.
Jego pytanie nieco mnie zaskoczyło, ponieważ się tego nie spodziewałam. Ale nie chcę zostać znowu sama w tym, pustym domu, a po tym, co się dzisiaj wydarzyło... z resztą pomiędzy mną, a nim przez ostatni tydzień, naprawdę sporo się wydarzyło. Tak, czy inaczej, sądzę, że ponowne zostanie Harry'ego na noc jest na miejscu i nie powinno zaszkodzić żadnemu z nas.
- Możesz. - mówię i lekko się uśmiecham, co Harry odwzajemnia, lecz mniej intensywnie.
Wychodzę z samochodu i zaczynam kierować się w stronę domu, kiedy jestem już przy drzwiach, czuję, że Harry stoi za mną i patrzy na czubek mojej głowy.
Po dosłownie kilku sekundach wchodzę do mieszkania, a chłopak podąża za mną i zamyka za nami drzwi, następnie rozbieramy się i  odwieszamy swoje rzeczy na wieszakach.
Czuję się nieco dziwnie, lecz także dobrze z tym, że Harry jest taki spokojny i posłuszny. Jego nagła zmiana zachowania nieco zbija mnie z tropu. Wydaję mi się, że swoim postępowaniem on chce mnie jeszcze bardziej utwierdzić w jego słowach. Sama nie wiem co o tym myśleć, ale doceniam to, że się stara. To naprawdę miłe z jego strony.
Kierując się schodami na górę, wyciągam telefon z kieszeni i sprawdzam, która godzina. 20.32. Cholera, nie wiedziałam, że już tak późno.
Wchodzę do pokoju i podchodzę do szafy, z której wyciągam krótkie spodenki, czarną, luźną koszulkę, oraz czystą bieliznę. Słyszę, że Harry siada na moim łóżku, oraz czuję jak jego wzrok wypala dziurę w moich plecach, lecz ignoruję to, dosyć krępujące uczucie i z małą kupką ubrań, odwracam się do niego przodem.
Harry leży nagi od pasa w górę na moim łóżku, a delikatne światła lampek oświetlają jego umięśniony tors, jeszcze bardziej uwydatniając jego muskuły.
- Idę wziąć prysznic. - chłopak skina głową na znak, że rozumie, następnie spogląda na sufit i zaczyna się nad czymś zastanawiać.
Wychodzę z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi i udaję się do łazienki.
Rozbieram się i wchodzę pod kabinę, puszczam wodę, a gorący strumień, uderza w moje plecy, rozluźniając je jak tylko może.
Cieszę się, że mogę zrelaksować swoje, spięte ciało, po tym, całym, interesującym, przejmującym i dosyć dziwnym dniu.
Słowa Harry'ego nadal obijają się echem w mojej głowie, najwyraźniej nie chcąc, żebym o nich jeszcze zapomniała.
Harry'emu na mnie zależy, zaczęłam się już z tym trochę oswajać. Ale czy mi na nim zależy? Czy to, co czuję całując się z nim, czy to co czuję, kiedy jestem blisko niego, czy to co czuję, kiedy spojrzę w jego, zielone oczy, może oznaczać, że czuję coś do tego, tajemniczego i pokręconego chłopaka?
W sumie, to nie mam pojęcia dlaczego tak traktuję Harry'ego, dlaczego czuję to, co czuję, dlaczego zawsze mu wybaczam i dlaczego jestem dla niego dobra, mimo, że on często jest zwykłym dupkiem. Czyżby faktycznie mi na nim zależało? To wyjaśniłoby wiele spraw i pytań, na które nie znam odpowiedzi od kiedy zdołałam bardziej go poznać.
Wychodzę spod prysznica i owijam swoje ciało w mój biały, miękki ręcznik, następnie dokładnie osuszam swoją, mokrą skórę. Szybko ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania, upewniając się, że mój siniak na udzie jest zakryty.
Mimo, że wiem, że Harry już o nim wie, to nie chcę, żeby go więcej oglądał, z resztą ja też nie chcę na niego patrzeć i staram się tego nie robić. Chcę żeby jak najszybciej zniknął, i wolę o nim nie myśleć, ponieważ nie kojarzy mi się on zbyt przyjemnie. Dobrze, że mnie już przynajmniej nie boli.
Myję zęby, rozpuszczam swoje włosy i dokładnie je wyczesuję, następnie wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju, gdzie Harry nadal leży w tej samej pozycji, patrząc w sufit, intensywnie o czymś rozmyślając. Jego brwi są zmarszczone, co sugeruje o tym, że to, co siedzi w jego głowie, wyraźnie go trapi.
Chciałabym wiedzieć nad czym się tak zastanawia.
Chłopak zauważając, że jestem już w pokoju, siada na łóżku i spogląda na mnie.
- Mogę wziąć prysznic? - pyta, a ja kiwam głową. Harry zwleka się z łóżka, po chwili znika za drzwiami, zamykając je za sobą z lekkim trzaskiem.
Pochodzę do łózka i plecami opadam na pościeloną kołdrę. Biorę jedną z poduszek, przyciskam do swoich piersi i zamykam swoje powieki.
Zachowanie Harry'ego, zaczęło mnie nieco niepokoić. I w samochodzie i tutaj w pokoju, wyraźnie się nad czymś zastanawia, a ja nie mam pojęcia nad czym. Ale jestem pewna, że coś go niepokoi.
Mam wrażenie, że teraz, pomiędzy mną a nim, wszystko się zmieni, nie mam jeszcze pojęcia jak, ale wiem, że nasze relacje w jakimś, wyraźnym stopniu ulegną zmianie.
Od dzisiejszego wyznania, Harry jest wyjątkowo spokojny, opanowany i taki tajemniczy, jak nigdy dotąd. Mam tylko nadzieję, że wkrótce dowiem się co siedzi w jego, nieprzewidywalnym umyśle, z którego nie mogę wyczytać żadnych wskazówek co myśli, czy czuje w danej chwili. Jest to kolejna kwestia, którą chciałabym w jakimś, małym stopniu odkryć w jego osobie
Czuję jak coś muska moją, górną wargę, otwieram oczy i widzę Harry'ego, który wisi nade mną i patrzy na mnie swoimi, błyszczącymi oczami.
Nie zauważając protestów w moich oczach, ponownie zbliża swoją głowę do mojej i muska moje wargi swoimi, tylko, że tym razem, mocniej i intensywniej, lecz nadal jest to czuły i delikatny pocałunek, jak z resztą każdy dotychczas. Nasze wargi zaczynają pracować szybciej i intensywniej, cały czas pogłębiając pocałunek.
Jego ręka ląduje pod koszulką na mojej talii, przez co lekko się wzdrygam i chcę zabrać ją z tamtego miejsca, ale chłopak splata nasze palce i kładzie nasze dłonie po lewej stronie mojej głowy.
Odrywa usta od moich ust i spogląda na mnie.
- Ja nic ci nie zrobię. Nie jestem nim. - mówi cicho, wpatrując się w moje, zapewne zakłopotane oczy. Chłopak ponownie kładzie swoją dłoń na mojej talii, muskając palcami gładką skórę. - Nie zrobię ci krzywdy. - czuję jak jego palce odsłaniają mój brzuch. - Nie chcę żebyś bała się mojego dotyku. - nachyla się i całuje moje podbrzusze, przez co, przez moje ciało przechodzą dreszcze, lecz nie są one takie jak... WTEDY.
Czuję jak jego ręka przesuwa się w górę mojego brzucha w stronę biustu, przez co zamykam powieki i je zaciskam.
- Spójrz na mnie. - mówi stanowczo, lecz nadal miło i spokojnie. Niepewnie otwieram swoje oczy i spoglądam na niego. - Zaufaj mi. Nie zrobię ci krzywdy. - mówi, niemalże błagalnym tonem, a jego wzrok staje się przeszywający, przez co nie jestem w stanie trzeźwo myśleć, czy nawet cokolwiek odpowiedzieć. Stać mnie tylko na lekkie skinienie głową.
Harry nachyla się i składa delikatny, lecz długi pocałunek na moich ustach, po chwili przechodzi do linii szczęki i językiem muska moją, wrażliwą skórę. Jego palce zaczynają powoli jeździć po moim brzuchu, następnie odrywa usta od szczęki i przechodzi do całowania i zasysania skóry na moim podbrzuszu, sprawiając, że zaciska się ono pod wpływem przyjemności. Podwija koszulkę tuż pod mój, czarny biustonosz, co sprawia, że jego pocałunki stają się bardziej obszerne i zdecydowane, a długie loki zaczynają mnie łaskotać.
Moje oczy cały czas bacznie obserwują jego, subtelne i delikatne poczynania. On i jego dotyk nie są takie jak TAMTEN, z którym miałam okazję zapoznać się kilka lat temu. Harry jest delikatny, czuły, stara się mnie nie wystraszyć, czy zniechęcić. Sposób w jaki jego język i usta pracują na moim brzuchu... jest to bardzo przyjemne, niesamowite i nie do opisania uczucie, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie zaznałam.
Harry odrywa się od mojej, gładkiej  i przykrywa go koszulką, następnie zawisa swoją twarzą nad moją, uważnie ilustrując moje oczy.
- Było w porządku?. - kładzie swoją, wielką rękę na moim policzku i lekko zaczyna pocierać skórę na nim.
Podnoszę swoją głowę i przywieram swoimi ustami do jego, miękkich warg, co Harry odwzajemnia.
- Tak. - mówię, a on ponownie składa krótki pocałunek na moich ustach, po chwili spogląda na mnie.
- Połóż się już. - mówi, a ja lekko kiwam głową.
Harry schodzi ze mnie, następnie pomaga mi wstać i odchyla jeden z rogów kołdry. Kładę się na miękkim materacu i robię miejsce dla Harry'ego, który wchodzi obok mnie pod kołdrę, następnie obejmuje moje plecy i przyciąga mnie do swojego, ciepłego ciała. Kładę głowę na jego klatce piersiowej, a rękę na jego, umięśnionym brzuchu.
Trudno mi to wyjaśnić, ale kiedy jestem przy Harry'm, kiedy jego, silne ręce są oplecione wokół mnie, czuję się... bezpiecznie tak, jak nigdy dotąd. Czuję, że mogę na niego liczyć, że on zawsze mnie obroni, że z nim będę po prostu bezpieczna. To jest naprawdę miłe i wspaniałe uczucie, nigdy wcześniej się tak nie czułam.
- Dziękuję, że mi zaufałaś. - mówi cicho.
- Nie musisz dziękować Harry.
- Ale powinienem. - odpowiada. - Po tym, jakim chujem byłem wobec ciebie... sam sobie bym nie zaufał. - zaczyna gładzić moje plecy przez koszulkę, co przyprawia moje ciało o przyjemny dreszcz. - Przepraszam cię za to. - jego miły i spokojny ton głosu sprawia, że robi mi się ciepło na sercu.
To miłe i dziwne, poznawanie go tak jakby na nowo, poznawać jego, lepszą stronę, którą wolę zdecydowanie bardziej od tej ,,gorszej''. Mam nadzieję, że Harry w stosunku do mnie już taki zostanie.
Odwracam swoją głowę do niego i spoglądam w jego, spokojne jak nigdy oczy, do których nadal nie mogę się przyzwyczaić.
- Cieszę się, że się zmieniłeś w stosunku do mnie. - mówię. - Mam nadzieję, że już nie będziesz takim dupkiem? - pytam.
- Nie będę. - odpowiada po chwili wpatrywania się w moje oczy, a ja uśmiecham się do niego, następnie ponownie kładę głowę na jego torsie.
Mam także nadzieję, że Harry przestanie być taki tajemniczy i skryty, jak dotychczas był. Mam do niego tyle pytań, że głowa mała. Ale to nie dzisiaj, jestem strasznie zmęczona i nie mam już na nic siły. To był naprawdę męczący dzień.
- Harry. - mówię na wpół śpiąc.
- Hm? - słyszę jego, ciche mruknięcie.
- Mi też na tobie zależy. - mówię szeptem, a on jeszcze bardziej przyciska mnie do siebie.
Po chwili zasypiam w jego, silnych ramionach, wtulona w jego, silny tors, czując jak usta chłopaka, delikatnie muskają mnie w czubek głowy.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejjjjjjjjj!!!!!! Obiecałam, że wstawię, to wstawiam. :DDDD Mam nadzieję, że się podoba. :)))) Myślę, że to, wszystko potoczyło się zbyt szybko, te, wszystkie wyznania, mam nadzieję, że wy tak nie uważacie, ale mi się tutaj coś nie podoba :///// Tak, czy inaczej, do następnego kochane, uwielbiam was, i dziękuję, że motywujecie mnie waszymi, wspaniałymi komentarzami <33333333333333 Oby więcej takich czytelniczek i  komentatorek jak wy, bo jesteście najcudowniejsze na świecie. Jeszcze raz dziękuję <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333...3333

Rozdział 28

                                                       *Oczami Agaty*

Dlaczego on się mnie o to pyta, do jasnej cholery?
Mam mnóstwo podejrzeń i wątpliwości co do tego pytania i nie mam pojęcia co mam mu powiedzieć w tej sytuacji. Skłamać, że nie wiem o kogo mu chodzi, a może powiedzieć, że znam tego, tajemniczego człowieka? Każda odpowiedź ma swoje plusy i minusy i z każdym mogą wiązać się nie małe konsekwencje, zwłaszcza, kiedy nie wiem o co mu może chodzić, pytając się mnie czy znam Harry'ego
- Aga? - z moich, chaotycznych rozmyślań, wyrywa mnie niepewny głos Jake'a. Spoglądam na jego twarz, której wzrok jest utkwiony w mojej, zapewne zdezorientowanej twarzy.
- Tak, znam go. - wyduszam to z siebie.
Zdecydowałam się jednak na powiedzenie prawdy. Po tej, całej sytuacji z Louis'em, postanowiłam, że więcej nie skłamię.
Chociaż... sama nie wiem czy dobrze zrobiłam.
- Coś was łączy? - pyta po chwili, nieco spanikowany.
Nie mogę mu powiedzieć, że kilkukrotnie się z nim całowałam, zdradziłam mu moją, największą tajemnicę, oraz spędzam z nim ostatnio sporo czasu. Mimo, że Jake jest miły, kochany, uprzejmy i można powiedzieć, że go polubiłam, to nie mogę mu ufać w stu procentach. Przecież ja praktycznie go nie znam, nic o nim nie wiem, w końcu znam go tylko niespełna kilka godzin.
- Jesteśmy znajomymi. - odpowiadam krótko, cały czas obserwując jego twarz, która zdaje się, nie zmieniła swojego wyrazu, po mojej, skromnej odpowiedzi. Jego praktycznie zawsze wesoły wyraz twarzy, teraz jest jakby nieobecny, a jego oczy są wpatrzone w ścianę za mną.
Jeszcze nie widziałam go w takim stanie, wydaje się to takie dziwne.
- Mogę wiedzieć dlaczego o to pytasz? - jego tępe oczy, spoglądają w moje zdezorientowane tęczówki.
Na jego twarzy  ponownie pojawia się ten, miły, znajomy uśmiech. Nie wiem dlaczego, ale czuję ulgę.
- Po prostu, ktoś mi kiedyś mówił, że widział cię z nim i nie wiedziałem, czy w to wierzyć czy nie. - czuję nutkę nieszczerości w jego głosie. Tylko, dlaczego niby miałby mnie okłamywać? Albo mam jakieś przesłyszenia, albo Jake faktycznie chce coś przede mną ukryć.
- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że o to spytałem? - pyta po chwili.
- Nie po prostu, zdziwiłam się, że o to spytałeś. - podnoszę swoje, kąciki ust w lekkim i mam nadzieję, że szczerym uśmiechu.
- Mam także nadzieję, że wiesz z kim masz do czynienia. - jego ton jest jakby... gniewny? Czuję, że jego wzrok zastyga na moich oczach i staje się bardziej intensywny, niż przedtem.
Następna osoba, która z tego, co widzę, ma niezbyt pozytywne i przyjazne nastawienie co do Harry'ego. Czy naprawdę tylko ja jestem w stanie dostrzec w nim coś dobrego i nieskażonego złem? Chociaż, dlaczego ja się tak, tym dziwię? Przecież doskonale wiem, że Harry nawet z wyglądu sprawia wrażenie wrednej, agresywnej, wulgarnej i niezbyt przyjemnej osoby. Jego zachowanie też tak o nim świadczy, a nawet gorzej.
- Tak, doskonale o tym wiem. - odpowiadam szczerze. Domyślam się, że Jake'owi nie chodzi tylko o to, że Harry jest wredny i agresywny, ale też o to, że chodzi z różnymi dziewczynami... do łóżka.
- W takim razie, cieszę się. - posyła mi lekki i niepewny uśmiech, co odwzajemniam.
Chwilę później, Mia przychodzi z naszymi zamówieniami i stawia je tuż przed nami, przy tym nie spuszczając wzroku z twarzy Jake'a. Jej brązowe spojrzenie jest jakby rozmarzone, zamyślone, a na jej ślicznej buzi pojawia się delikatny i lekko widoczny uśmiech.
Dziewczyna wyraźnie czuje do Jake'a coś więcej niż sympatie, czy koleżeństwo. Widzę to po tym, jak się na niego patrzy, po jej miłych gestach w jego stronę, oraz po tym, jak stara się zwrócić na siebie jego uwagę, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że chce rozwijać z nim znajomość. Lecz Jake tego nie zauważa, albo nie chce tego zauważyć. Cały czas patrzy na mnie, przez co Mia nieco smutnieje i zrezygnowana spogląda w moją stronę.
Nie wyobrażam sobie co w tym momencie, musi czuć ta, biedna dziewczyna. Naprawdę mi jej szkoda, chciałabym jej to, wszystko wyjaśnić.
Uśmiecham się do niej miło, co Mia stara się odwzajemnić, lecz słabo jej to wychodzi.
- Życzę wam smacznego. - mówi wyraźnie podkreślając słowo ,,wam'', następnie odchodzi od naszego stolika, posyłając tęskne spojrzenie w stronę Jake'a, lecz on nie zwraca na to uwagi.
Jake jest naprawdę ślepy, skoro nie widzi jak bardzo tej dziewczynie na nim zależy. Ma przy sobie taką, piękną i miłą dziewczynę, a przystawia się do mnie. Kompletnie tego nie rozumiem.
Co do Mii, zamierzam jej wszystko wytłumaczyć, nie chcę, żeby się tak smuciła i poddała, przez niedomówienia i mylne przypuszczenia. Muszę coś wymyślić, żeby zostać z nią sam na sam i porozmawiać.
Rozglądam się po knajpce w poszukiwaniu ciemnowłosej kelnerki, po chwili, zauważam, jak wychodzi zza lady i znika za drzwiami damskiej łazienki. Zamierzam to wykorzystać.
- Jake, muszę iść do łazienki. - odwracam głowę w stronę chłopaka, który właśnie opycha się wielkim Hamburgerem. Widać, że był głodny.
- W porządku, ale wracaj szybko, bo jedzenie ci wystygnie. - wskazuje na dużą tortillę i górę frytek, na sporym, czarnym talerzu.
- Postaram się wrócić jak najszybciej. - posyłam mu uśmiech i odchodzę od stolika.
Czuję na swoich plecach palący wzrok chłopaka, lecz to ignoruję i lekko pcham drzwi od łazienki, wchodząc do środka.
Gdy wychodzę zza ściany, od razu w moje oczy rzuca się Mia, która opiera się rękami o boki jednej z umywalek i spogląda w dół.
W pewnej chwili zauważam, że pojedyncza łza wylatuje z jej oka i wpada do umywalki.
Cholera.
- Mia? - pytam, a dziewczyna momentalnie podnosi głowę i spogląda na moje odbicie w lustrze. Błyskawicznie wyciera morką stróżkę, na swoim policzku i odwraca się w moją stronę. - Wszystko w  porządku?
- Tak. - zdaje się na lekki uśmiech, następnie spuszcza głowę na swoje stopy, odziane w czerwone convers'y.
- J...ja chciałam z tobą porozmawiać. - mówię, a jej pytający wzrok podnosi się i zatrzymuje na mojej twarzy. - Mnie i Jake'a nic nie łączy. - oczy  dziewczyny z zasmuconych, zmieniają się na zdziwione.
- Czyli wy nie jesteście razem? - pyta niepewnie.
- Nie. To tylko koleżeńskie spotkanie. - uśmiecham się do niej lekko.
- Ale, widziałam przecież jak się na ciebie patrzy.
- Wiem, że się mu podobam, ale ja nie jestem nim zainteresowana. - oznajmiam.
- Dlaczego mi o tym mówisz? - pyta.
- Bo widzę, że ci na nim zależy.
- I co z tego? On tego i tak nie widzi. - spogląda na mnie.
- Może czas zrobić większy krok? - sugeruję, po chwili namysłu.
Mimo, że znam Jake'a tylko kilka godzin, to zdążyłam zauważyć, że nie lubi dwuznacznych gestów, lecz te, konkretne, żeby było wiadomo, o co dokładnie chodzi.
- Co masz na myśli? - pyta, podnosząc jedną brew. Jest wyraźnie zainteresowana tym, co mam jej do powiedzenia.
- Myślę, że posyłanie mu tęsknych spojrzeń, oraz wysyłanie w jego stronę dwuznacznych gestów. Nie wystarczy. - mówię to, co myślę.
- To, co mam zrobić? - pyta.
- Może zdaj się na odwagę i w wolnej chwili porozmawiaj z nim, żeby miał okazję bardziej cię poznać, a może nawet polubić. - uśmiecham się do niej. - Z tego, co widzę, Jake często tu bywa, więc kiedy będziesz miała chwilę przerwy, usiądź z nim i działaj. - cały czas patrzę na zamyśloną Mię, która tępo patrzy w podłogę.
W pewnym momencie, wzrok dziewczyny pada na mnie.
- Masz rację. -  mówi z lekkim uśmiechem. - Dziękuje Aga, jesteś naprawdę w porządku. - mówi.
- Nie musisz dziękować. - odpowiadam. - Jake jest naprawdę fajnym chłopakiem i zasługuje na kogoś takiego, jak ty. - jestem z nią szczera.
Wiem, że Jake jest zainteresowany mną, ale między nami nic nie będzie. Poza tym sądzę, że Mia będzie o wiele lepsza dla Jake'a, niż ja. Z resztą strasznie do siebie pasują. Myślę, że coś może wyniknąć z ich znajomości.
- Wiem. Jake jest wspaniały. - dziewczyna rumieni się, przez co wygląda naprawdę uroczo. - Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby patrzył na mnie, tak jak na ciebie.
- To strasznie krępujące. - odpowiadam szybko.
- Wcale nie.
- Dla ciebie może i nie. - Mia pokazuje w uśmiechu swoje, białe zęby.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
- Mia, naprawdę nie musisz...
- Ale powinnam. Nie musiałaś tutaj przychodzić i mówić mi o tym, wszystkim. - robi kilka kroków w moją stronę. - Jesteś naprawdę w porządku. - oplata swoje, szczupłe ręce wokół mojej szyi.
Przez chwilę stoję w lekkim osłupieniu, lecz odwzajemniam jej miły i pełen wdzięczności gest.
- Życzę ci powodzenia. - mówię, a po sekundzie odrywamy się z uścisku.
- Wiem o tym. - posyła mi promienny uśmiech.
- Lepiej już pójdę, bo jedzenie mi wystygnie.
- Jasne. Ja muszę jeszcze  coś załatwić. - zaczynamy się śmiać, następnie udaję się w stronę wyjścia z łazienki.
Dokładnie o taki rezultat tej rozmowy mi chodziło, można powiedzieć, że jestem z siebie bardzo zadowolona. Cieszę się, że tak się to wszystko potoczyło.
Mam tylko jeszcze jeden, dosyć poważny problem. Muszę uświadomić Jake'owi, że pomiędzy nami nic, nigdy nie będzie, a to może być nie przyjemne, ani dla niego, ani dla mnie.
Docieram do stolika i siadam na swoim miejscu. Spoglądam na Jake'a, który właśnie kończy jeść hamburgera.
- Myślałem już, że nie wrócisz z tej łazienki. - mówi, serwetką wycierając czerwony ketchup z swojego policzka.
- Jak widać, jestem. - uśmiecham się lekko do niego,co chłopak odwzajemnia.
Biorę jedną z jeszcze ciepłych, grubych frytek w palce, następnie wsadzam ją do swoich ust i gryzę. Jest pyszna. Jem jeszcze kilka zanim zabieram się za dosyć sporą tortillę.
- Jak długo znasz Mię? - pytam, kiedy przełykam pierwszy kęs pysznego placka, z genialną sałatką z kurczakiem
Jake miał rację, że sprzedają tutaj genialne jedzenie.
- Jakieś dwa lata. Przeprowadziła się tutaj i chodziliśmy razem do klasy. Potem kontakt się jakoś urwał, a nie dawno otworzyli tą knajpkę i okazało się, że tutaj pracuje. - mówi przegryzając frytkę.
Ciekawe czy Mia od zawsze podkochiwała w Jake'u?
- Mia to naprawdę fajna dziewczyna. - mówię, gryząc tortillę.
- Wiem o tym. Kiedyś nawet się w niej kochałem. - pod wpływem zaskoczenia jego słowami, niemal wypluwam jedzenie z powrotem na talerz.
Nie spodziewałam się tego szczerze mówiąc.
- A teraz już nie? - pytam, kiedy z trudem przełykam kawałek tortilli.
- Uznałem, że nie mam u niej szans i odpuściłem.
- Dlaczego?
- Tak po prostu. - spuszcza wzrok i spogląda na swój prawie pusty talerz. Widzę i wiem, że coś ukrywa, ale nie mam pojęcia co, to może być.
- Ona cię lubi. - mówię.
- Skąd wiesz? - pyta.
- To widać.
- Naprawdę? - spogląda na mnie z niedowierzaniem.
- Tak. -  uśmiecham się do niego.
Może jest szansa, że uda mi się go do niej przekonać i w jakiś sposób namówić, żeby z nią porozmawiał, lub nawet spotkał. Sądzę, że byliby naprawdę świetną parą.
- A ty ją lubisz? - pytam po chwili.
- Tak, zawsze ją lubiłem. - odpowiada, kiedy przełyka frytkę.
- To czemu się z nią nie spotkasz?
- Sam nie wiem. - mówi.
Postanawiam go dłużej nie męczyć z tymi pytaniami, widać, że go t nieco irytuje.
Jake kończy jeść, a mi nadal zostaje pół talerza frytek.
- Chcesz trochę? - pytam.
- Serio?
- I tak tego, wszystkiego nie zjem. - uśmiecham się, co chłopak odwzajemnia.
- W takim razie w porządku. - ustawiam talerz na środku stołu, a Jake od razu zabiera się za jedzenie.
Po jakichś pięciu minutach jedzenie jest skończone, a Jake zostawia pieniądze na stole. Wstajemy od stołu i udajemy się do wyjścia. Odwracam się jeszcze w stronę lady, przy której stoi Mia i uważnie się nam przygląda. Uśmiecham się do niej szeroko, co dziewczyna odwzajemnia i macha do mnie ręką, akurat wtedy, kiedy wychodzimy za drzwi knajpki. Zauważam, że zaczyna się już ściemniać, a lampy uliczne zaczynają się kolejno zapalać, niektóre z nich wydają z siebie te, okropne brzęczenie, którego nie znoszę.
- Co powiesz na krótki spacer? - pyta Jake, kiedy kierujemy się do samochodu.
Mam pewne wątpliwości co, do tego pomysłu, lecz niepewnie zgadzam się, lekko kiwając głową. Może to okazja na to, żeby powiedzieć mu o naszych relacjach?
Mijamy granatowy samochód Jake'a i kierujemy się chodnikiem w stronę słabo oświetlonego parku. Który nieco mnie przeraża.
Od razu, kiedy wchodzimy na teren mrocznego ,,lasu'', zaczynam czuć się dziwnie i doskonale wiem co to oznacza, że ktoś mnie obserwuje. To oczywiste na kogo padają moje podejrzenia.
Zaczynam się rozglądać na wszystkie strony, w poszukiwaniu wysokiej sylwetki Harry'ego.
- Wiem, że to za wcześnie... - słyszę głos Jake'a. Jego, nagłe, niezrozumiałe dla mnie słowa nieco mnie zaskakują. Odwracam głowę w jego stronę i spoglądam na zamyślona twarz chłopaka, który idzie tuż obok  mnie. - Ale lubię cie. - mówi.
- Jake...
Przerywają mi jego usta, które wpijają się w moje. Jestem tak oszołomiona i osłupiała, że stoję w bez ruchu, z szeroko otwartymi oczami. Kiedy kładę ręce na jego klatce piersiowej, chcąc go od siebie odepchnąć, ktoś robi to za mnie, lecz rzuca go też na ziemie.
Spoglądam na wysoką postać, którą, rozpoznałabym chyba wszędzie. Harry rzuca się z gniewnym rykiem na Jake'a i uderza go pięścią w brzuch. Biedny Jake zwija się w kulkę z bólu.
- Harry zostaw go, do jasnej cholery! - drę się na całe gardło. Chłopak spogląda na mnie, podnosi się z ziemi i staje przede mną.
- Idziemy. - mówi, i łapie za rękaw mojego płaszcza.
- Nie! - krzyczę i wyrywam się z jego uścisku. - Już nigdy, nigdzie z tobą nie pójdę! - drę się jeszcze głośniej, powstrzymując łzy, które za wszelką cenę chcą wydostać się spod moich powiek.
To już kolejny raz, kiedy się na nim zawiodłam, kolejny raz, kiedy moje zaufanie wobec jego osoby, znika, kolejny raz, że kiedy patrzę na niego, mam ochotę tak mocno uderzyć go w twarz, że poczuje to do końca swojego życia.
Odwracam się od jego nieruchomej sylwetki i spoglądam na Jake'a, który stoi i przygląda się całej, tej sytuacji.
- Ja już pójdę. - mówi i zaczyna iść chodnikiem w stronę parkingu.
- Ne zasłużył sobie na to. - spoglądam na obojętną twarz  Harry'ego.
- Zasłużył.
- Nie zrobił nic złego. - podnoszę głos.
- Całował cię. - jego ton także staje się głośniejszy.
- To nie świadczy o tym, że musisz go przez to bić.
- Świadczy. - fuka.
- Nie rozumiem cię Harry. - przerywam - Dałam ci szansę, prosiłeś, wręcz błagałeś mnie o nią. A kiedy ci ją daję, z nadzieją, że się zmienisz, ty robisz coś takiego! - krzyczę. - Do tego jeszcze te śledzenie mnie, obserwowanie każdego mojego kroku. - łapię się za głowę. - Zostaw mnie wreszcie w spokoju. Mam cię dosyć. - dodaję, następnie odwracam się od niego napięcie i chcę iść w stronę wyjścia z parku, lecz chłopak łapie mnie za przed ramie i przyciąga do siebie. Spogląda swoimi, zielonymi tęczówkami w moje.
- Wiesz dlaczego to zrobiłem? - pyta podniesionym głosem.
- Nie Harry. Nie mam pojęcia. - wywracam oczami w geście irytacji na jego osobę.
- Bo jestem zazdrosny. - odpowiada po chwili. Czuję jak moje oczy się rozszerzają, a oddech przyśpiesza.
O co i dlaczego on miałby być zazdrosny? To, wszystko staje się dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiałe.
- C...co? - wyduszam, bo tylko na tyle mnie stać.
- Aga. - przerywa. W jego oczach widzę jakby zawahanie i niepewność, jakby to, co miałby mi zaraz wyznać, sprawiało mu wielką trudność. - Kurewsko mi na tobie zależy.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
I jak wam się podoba? :DDD <3333333 Wiem, że na to czekałyście, z resztą ja też. :PPP
Chciałabym wam podziękować, że jesteście takie wyrozumiałe i takie kochane. Mam najlepszych czytelników na świecie. <33333 Wasze komentarze bardzo mnie motywują, dziękuję wam, że je piszecie. :))))))
Chciałabym się was jeszcze spytać, czy macie jakieś sugestie, uwagi, pytania co, do tego opowiadania. Trochę już prowadzę tego bloga i ani razu się was nie spytałam, czego wy chcecie, oczekujecie, więc właśnie teraz o to pytam :)))) Macie okazję się wypowiedzieć, z resztą jak zawsze ;)))) Jeszcze raz bardzo wam dziękuję, i do następnego. (kiedy to czytacie, to powinien być już wstawiony 29 ;) Jak obiecałam, tak wstawiłam 2. Dla was zrobię wszystko <3333)

16.02.2016

Rozdział 27

                                                    *Oczami Agaty*

Jedziemy już, od jakichś kilku minut, a ja nadal nie mogę ogarnąć swojego umysłu i myśli, po tym, jak zobaczyłam Harry'ego w tej, ciemnej alejce. Mimo, że się tego po nim spodziewałam, to miałam nadzieję, że jednak nie będzie nas śledził i da sobie spokój. Ale jak widać moja nadzieja mnie zawiodła.
Ten chłopak jest po prostu niemożliwy. Jakim prawem on mnie śledzi? Co ja mam przez to rozumieć? Co ja mam dalej robić? Znając go, albo zrobi awanturę w nieodpowiednim momencie, przy tym robiąc mi wstyd, albo będzie mnie obserwował i niepokoił przez całe spotkanie, a ja nawet nie będę znała, miejsca jego położenia. Chyba, że wymyśli coś jeszcze głupszego i bardziej wkurzającego.
Jak on mnie strasznie irytuje, swoim zachowaniem.
Do tego jeszcze to, jego pełne bólu spojrzenie, które nie wiem co miało oznaczać. Przecież to tylko spotkanie ze znajomym, nie robię nic złego, nic przez co miałby powód, żeby być smutny.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Coś nie tak? - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos Jake'a. Odwracam głowę w jego stronę. - Wyglądasz na zmartwioną. - spogląda na mnie i ostrożnie zmierza wzrokiem całą, moją twarz.
- Wszystko w porządku. - mówię cicho i uśmiecham się lekko do niego, starając się, nie pokazywać, że jestem zaniepokojona, co chyba mi się udaje.
Nie mogę powiedzieć mu o Harry'm, Jake i tak jest już zestresowany i zdenerwowany, zapewne spanikowałby, gdyby dowiedział się, że on nas śledzi. Bo zakładam, że jak i większość mieszkającego tutaj społeczeństwa, wie, kim jest Harry Styles.
- To dobrze. - odwzajemnia uśmiech.
- Kiedy będziemy na miejscu? - pytam spoglądając przez okno. Zauważam, że stoimy przed jakimś budynkiem, na dużym parkingu, który jest prawie cały zapełniony samochodami.
Czy ja naprawdę aż tak się zamyśliłam, że nie z orientowałam się, że zatrzymaliśmy się kilka minut temu?
- Już jesteśmy. - mówi, nieco rozbawiony i zaczyna chichotać, a ja robię to samo, starając się ukryć zawstydzenie, które właśnie teraz odczuwam. - Chodź. - mówi, następnie wychodzimy z samochodu i kierujemy się do jasno-szarego budynku.
- Co to za miejsce? - pytam i spoglądam na niego z zaciekawieniem.
- Mój kolega wystawia dzisiaj sztukę, chciał, żebym przyszedł. - mówi. - Mam nadzieję, że lubisz inscenizacje na scenie. - przygryza wargę i niepewnie zerka na mnie kątem oka.
- Szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam na żadnej sztuce. - uśmiecham się do niego.
- Poważnie? - jest nieco zdziwiony. Lekko kiwam głową. - Kiedyś musi być ten, pierwszy raz. - mówi po chwili i słodko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam.
Wchodzimy do sporej wielkości budynku przez duże, szklane drzwi, którego wnętrze mnie dosłownie zachwyca. Bordowe dywany, wysoki sufit, wielkie, złote żyrandole, piękne, kreatywne obrazy powieszone na ciemno-dębowych, drewnianych ścianach. Jest tutaj po prostu cudownie.
- Podoba ci się tutaj? - z moich obserwacji, wyrywa mnie przyjazny głos Jake'a.
- Bardzo. Jest pięknie. - odpowiadam i uśmiecham się do, jego nie pewniej twarzy.
- W takim razie, bardzo się cieszę. - mówi, a twarz chłopaka zmienia wyraz na zadowolony.
Podchodzimy do małego okienka z biletami, gdzie mój, nowy znajomy podaje kasjerowi rękę i bilety, przyjacielsko się z nim witając, a szczupły mężczyzna w okularach przepuszcza nas z szerokim uśmiechem na swojej, jeszcze niedawno ponurej i znudzonej twarzy.
Widać, że chłopak często tu bywa, skoro tak życzliwie przywitał się z tym facetem, a ten nagle się rozweselił..
Wchodzimy do dużej szatni, gdzie powieszonych jest już dosyć sporo przeróżnych kurtek oraz płaszczy. Jake w mgnieniu oka zdejmuje swoją kurtkę i odwiesza na jeden z metalowych wieszaków, przyczepionych do ciemnej, drewnianej belki. Szybko ściągam swoją czapkę z głowy i odwijam szalik z szyi, a kiedy chcę ściągać płaszcz, czuję ręce Jake'a, które ściągają czarny materiał z moich ramion.
To bardzo miłe z jego strony i naprawdę doceniam ten gest, ale myśl, że sama poradziłabym sobie z ściągnięciem płaszcza.
Jake wkłada mój szalik i czapkę do rękawa płaszcza i odwiesza na obok swojej kurtki.
- Dziękuję. - mówię, kiedy chłopak odwraca się i spogląda na mnie.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - unosi kąciki swoich, wąskich ust w tym, jego, słodkim uśmiechu, co staram się odwzajemnić.
Odwracam spojrzenie od jego twarzy i dyskretnie zmierzam wzrokiem jego, nieco wyższą ode mnie sylwetkę.
Ma na sobie jeansowe rurki, biały podkoszulek i czarną marynarkę. W tej stylizacji wygląda o niebo lepiej niż w tamtym, granatowym uniformie, w którym widziałam go w sklepie. Jego niemal czarne, średniej długości włosy są zaczesane do tyłu w lekkim nieładzie, co bardzo mu pasuje.
Sądzę, że Jake to bardzo przystojny chłopak. Ma męską, kwadratową, wyraźnie zaznaczoną szczękę, Jego tęczówki są w takim odcieniu niebieskiego, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam, a na nosie i policzkach znajduje się kilka, pojedynczych piegów, co sprawia, że przez te męskie rysy, przebija się nieco uroczości.
- Aga... - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos chłopaka, który stoi przede mną i patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i zdziwieniem.
Czuję jak moje policzki zaczynają mnie piec, kiedy orientuję się, że przez cały czas stałam wpatrzona w niego jak idiotka. Oby niczego sobie nie pomyślał.
- Chodźmy już, zaraz się zacznie. - mówi po chwili i łapie za rękaw mojej, kraciastej koszuli, ciągnąc mnie w stronę wyjścia z pomieszczenia.
- O czym jest ta sztuka? - pytam, gdy kierujemy się długim korytarzem w stronę dużych, bogato zdobionych, drewnianych drzwi, za którymi zapewne odbędzie się przedstawienie.
- Jakiś romans. - mówi i zerka na mnie, obserwując moją reakcje.
Przyznaję, że jestem nieco zmieszana i zaskoczona, ale nie mam nic przeciwko temu, że idziemy akurat na romans. Można powiedzieć, że jestem optymistycznie nastawiona do tej, całej sztuki. To może być nawet miłe i ciekawe doświadczenie.
- Nie masz nic przeciwko? - pyta po chwili, kiedy nie uzyskuje ode mnie żadnych, konkretnych sygnałów.
- Oczywiście, że nie. - kręcę przecząco głową.
Słyszę jego, ciche westchnienie, które oznacza ulgę.
Wchodzimy na przyciemnioną salę, gdzie w eleganckich fotelach, siedzi spora ilość ludzi. Kiedy kierujemy się na swoje miejsca, czuję na sobie ich spojrzenia, przez co, lekko się rumienię i spuszczam głowę na podłogę, pokrytą elegancką, bordową wykładziną.
Zdaje sobie sprawę, z tego, że nie jestem odpowiednio ubrana, jak na przyjście do ekskluzywnego teatru na jakiś spektakl, ale nie miałam pojęcia, że Jake zabierze mnie w takie miejsce. Myślałam, że to będzie jakiś spacer albo pójście na obiad, jak napisał mi w esemesie.
Cholera, mogłam przynajmniej ubrać jakiś sweter, lub coś, co bardziej nadawałoby się do takiego miejsca.
Zajmujemy miejsca na bardzo wygodnych fotelach w pierwszym rzędzie, które stoją tuż obok siebie. Zaczynam niepokoić się ile go to kosztowało. Bilety na spektakl w ekskluzywnym teatrze, w pierwszym rzędzie. Cholera, czuję się z tym źle, nienawidzę kiedy ktoś wydaje na mnie pieniądze.
Lekko przygryzam wargę i spoglądam na ogromną, bordową, satynową kurtynę, która przykrywa dużą scenę.
Kątem oka zauważam, że Jake ma głowę lekko odwróconą w moją stronę, a jego oczy intensywnie mi się przypatrują. Jego wzrok, obserwujący mnie i każdy mój, najmniejszy ruch strasznie mnie krępuje, lecz staram się go zignorować i nie zwracać na to szczególnej uwagi.
Jake jest naprawdę bardzo miłym, uprzejmym, sympatycznym chłopakiem i muszę przyznać, że polubiłam go w jakiś sposób, ale nie sądzę, żeby pomiędzy nami coś ,,zaiskrzyło''. Wiem, że Jake uważa inaczej, ale ja tego nie czuję... ciężko mi to przyznać, ale w żadnym stopniu nie czuję tego, co dzieje się ze mną, kiedy jestem z Harry'm.
- Popatrz, zaczyna się. - Jake szturcha moje ramie, a ja podnoszę wzrok z powrotem na kurtynę, która zaczyna się rozsuwać. Z boków sali zaczyna lecieć spokojna muzyka, a tłum cichnie i wszystkie oczy odwracają się w kierunku sceny.

                                                                 ***


Jakoś w połowie spektaklu, kiedy jest moment, na który nie trzeba zwracać szczególnej uwagi, zaczynam czuć oczy Jake'a na swojej twarzy, które co chwile na mnie zerkają. Kątem oka zauważam, że jego ręka powoli zaczyna wędrować w stronę mojej, która oparta jest na podłokietniku fotela, na którym siedzę.
Odwracam wzrok w stronę sceny i udając, że nic nie podejrzewam, zabieram swoją dłoń z fotela i krzyżuję ręce na piersi, żeby nie miał możliwości ponownej próby chwycenia mnie za rękę.
Nie mogę na to pozwolić. Co prawda, wyraziłam zgodę na przytulenie się z nim, ale na ten gest nie mogę przystać.
Spostrzegam, że Jake szybko wycofuje swoją rękę i jak gdyby nigdy nic spogląda na scenę. Na jego policzkach, widzę bardzo intensywny rumieniec, a na twarzy lekki zawód.
Wiem, że Jake stara się zbliżyć do mnie w jakiś sposób i przykro mi, że muszę z nim tak postępować, ale nie mogę przystawać na takie, jednoznaczne gesty i dawać mu nadzieję, że coś pomiędzy nami będzie. To byłoby wobec niego, bardzo nie w porządku.


                                                               ***


Kurtyna zaczyna się zsuwać, następnie tłum zaczyna głośno i  intensywnie klaskać, niektórzy ludzie nawet wstają i dają aktorom owacje na stojąco. Za to ja siedzę i od niechcenia, kilka razy uderzam dłonią o dłoń, co Jake zauważa.
- Nie podobało ci się? - pyta, nieco zawiedziony i spuszcza głowę na swoje kolana.
Szczerze mówiąc to przedstawienie, nawet mi się podobało, lecz jestem zawiedziona końcem i tym, że musiałam siedzieć tutaj ponad dwie godziny.
- Chyba jednak siedzenie na fotelu sporą ilość czasu, i czekanie na słaby koniec, to nie dla mnie. - staram się uśmiechnąć do niego pocieszająco
Siadam prosto na fotelu, ponieważ, w pewnym momencie moja pozycja zmieniła się z siedzącej na niemal leżącą na fotelu. Wiem, że to musiało wyglądać nietaktownie i niegrzecznie, ale byłam już tak znudzona i zirytowana, że mało mnie to obchodziło. I tak nikt mnie już tu nigdy nie zobaczy.
- Przepraszam. - wzdycham. - Mam nadzieję, że te bilety nie kosztowały cię dużo pieniędzy. - przygryzam wargę w nerwowym  geście.
- W zasadzie, to dostałem je za darmo. - odpowiada z uśmiechem, a moim ciałem ogarnia ulga. - I to ja powinienem cię przeprosić, za to, że zabrałem cię na tą, nudną sztukę.
- Myślałam, że ci się podobało. - pytam z lekkim zdziwieniem.
- To była jedna z gorszych, jakie oglądałem. - mówi szeptem i rozgląda się, jakby nie chciał, żeby ktoś usłyszał to, co mówi. - Może teraz p...pójdziemy na obiad? - jąka się niepewnie.
- Tak, jestem głodna. - mówię wesoło i wstaję z fotela, co robi też Jake.
Kierujemy się do dużych, drewnianych drzwi, którymi tutaj wchodziliśmy, następnie Jake je otwiera i wychodzimy na obszerny korytarz.
Dobrze, że Jake nie kupił tych biletów, tylko dostał je za darmo. Czułabym się z tym okropnie, jeśli okazałoby się, że chłopak wydał na mnie pieniądze, a mi się to ani trochę nie spodobało.
Bierzemy nasze rzeczy z szatni, a Jake chce pomóc mi ubrać mój płaszcz, lecz mu na to nie pozwalam.
Od razu, kiedy wychodzimy z teatru czuję na sobie czyjś wzrok i to nie jest wzrok Jake'a. ponieważ chłopak idzie przede mną.
Zaczynam rozglądać się w poszukiwaniu bardzo dobrze mi znanych, zielonych, głębokich oczu, które natarczywie mnie obserwują. Patrze na ciemne uliczki, oraz szukam pośród licznego i gęstego tłumu, lecz nigdzie nie zauważam zielonych tęczówek, które należą do nikogo innego, jak do Harry'ego.
Docieram do samochodu Jake'a i szybko do niego wchodzę, następnie poprawiam się na fotelu i zapinam pas.
Spoglądam jeszcze przez okno w poszukiwaniu znajomej twarzy, zwróconej ku mnie, lecz nie rzuca mi się ona w oczy. I nie wiem czy się z tego cieszyć czy nie.
- Znam świetną knajpkę niedaleko stąd. - mówi Jake, zapinając pas. - Mam nadzieję, że dobre jedzenie wynagrodzi ci ten, nieudany spektakl. - dodaje i spogląda na mnie z lekkim grymasem na twarzy.
- W porządku Jake. Nie mam ci tego za złe. - uśmiecham się do niego.
- Wiem, ale głupio mi. Chciałem miło spędzić z tobą ten czas, a tobie się to nie spodobało, z resztą mi też. - mówi nieco zawiedziony, odpalając silnik samochodu. To chyba najdłuższa wypowiedź, jaką od niego uzyskałam do tej pory.
- To przedstawienie było nudne, ale nie przesadzaj. - mówię. - Miło spędza mi się z tobą czas. - przyznaję po chwili namysłu.
Kątem oka, zauważam mały uśmieszek na jego twarzy.
Nie chciałam tego mówić, ale nie chcę też, żeby był smutny z mojego powodu. Wiem, że chłopak naprawdę się starał i bardzo to doceniam.


                                                                  ***


Jakieś dziesięć minut później, zatrzymujemy się przed nie wielkim, lecz przytulnie wyglądającym budynkiem.
- W środku wygląda jeszcze lepiej. - odzywa się Jake.
- Czytasz w moich myślach? - pytam i odwracam głowę w jego stronę.
- Może. - obdarowuje mnie swoim, miłym uśmiechem, co odwzajemniam. - Chodźmy już. - mówi i wychodzi z samochodu, więc robię to samo.
Udajemy się do knajpki, a Jake, jednym pchnięciem otwiera szerokie, przeszklone drzwi, z różnymi ulotkami reklamującymi apetycznie wyglądające dania. Kiedy wchodzimy do środka, od razu w moje nozdrza uderza zapach świeżych warzyw oraz grillowanego mięsa.
Widzę, że sprzedają tutaj same, zdrowe jedzenie, czym jestem bardzo zadowolona.
Siadamy przy dwuosobowym, kwadratowym stoliku w samym rogu knajpki i sięgamy po menu.
Po dosłownie minucie decyduję się na frytki oraz tortillę z kurczakiem.
- Już wybrałaś? - pyta Jake, którego wzrok, cały czas wyglądał zza karty i spoglądał na mnie, co zaczęło mnie irytować i starałam się jak najbardziej zasłonić.
- Tak. Frytki i tortille z kurczakiem. - odsłaniam swoją twarz i odkładam menu na stolik.
Przyglądam się jak Jake woła jakąś kelnerkę po imieniu i szeroko się do niej uśmiecha, co dziewczyna odwzajemnia.
Dziewczyna jest prześliczna, ma ciemne, długie włosy, niemal czarne oczy i miły, promieniujący uśmiech. Jej wzrok jest nadal wlepiony w twarz Jake'a, gdy podąża w nasza stronę.
- Miło cię znowu widzieć. - mówi ciemnowłosa, kiedy staje przy naszym stoliku.
- Ciebie też Mia. - odpowiada Jake i odwraca głowę w moją stronę, co robi też dziewczyna. Gdy jej wzrok pada na mnie, jej twarz zmienia się na grymas i lekki smutek.
Szkoda mi jej, widać, że jest zauroczona Jake'iem. Po jej minie, stwierdzam, że pomyślała, że to nie jest tylko, koleżeńskie spotkanie. Chciałabym dać jej w jakiś sposób do zrozumienia, że się myli.
Uśmiecham się szeroko do dziewczyny, czym jest nieco zaskoczona, lecz niepewnie odwzajemnia mój gest, z czego się cieszę.
- Chcecie coś zamówić? - pyta i spogląda na Jake'a.
- Dwie porcje frytek oraz tortillę z kurczakiem i hamburgera. - odpowiada Jake.
- Coś do picia? - pyta Mia, notując zamówienie  w małym zeszyciku.
- Chcesz się czegoś napić Aga? - zwraca się do mnie Jake.
- Może być sok jabłkowy.
- Dwa soki jabłkowe. - mówi do dziewczyna, a ona kiwa głową i odchodzi od naszego stolika, zerkając na mnie kątem oka.
Ciekawe co sobie o mnie myśli? W końcu, siedzę tutaj z chłopakiem, którym jest wyraźnie zainteresowana.
- Aga? - podnoszę na niego wzrok. Jego oczy są utkwione w mojej twarzy,uważnie ją ilustrując. - Chciałbym cię bardziej poznać. - mówi, a ja powstrzymuję się od przygryzienia wargi. - Czy mogę zadać ci kilka pytań? - jest bardzo niepewny.
- Jasne. - zaczynam bawić się palcami. Kilka pytań chyba nigdy, nikomu nie zaszkodziło.
- Więc. - przerywa i zastanawia się, zapewne nad tym, jakie pytanie mi zadać.
Ciekawe czy myśli nad tym dlatego, że pytań jest tak wiele, że nie może się zdecydować, które wybrać, czy po prostu nie ma pojęcia o co mnie spytać. Szczerze mówiąc, wolałabym tą, drugą opcję.
 - Skąd jesteś? - pyta i spogląda na mnie wyczekująco.
Cieszę się, że zaczął, od tak banalnego pytania, ale obawiam się, że to tylko kwestia czasu, zanim spyta mnie o coś osobistego, czy intymnego.
- Z Polski. - odpowiadam krótko i zdaję się na lekki uśmiech.
- Jestem w małym szoku, że tak dobrze umiesz język. - stwierdza.
- Każdy mi to mówi, odkąd tutaj przyjechałam.
- Domyślam się. - odpowiada z uśmiechem. - Dobrze, a więc jesteś gotowa na drugie pytanie? - kiwam twierdząco głową, nie będąc do końca pewną, czy faktycznie jestem.
- Czy wiesz kim jest Harry Styles? - pyta, a mnie muruje.
Cholera.
*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo... was przepraszam, że wstawiam rozdział, dopiero teraz. Nie wiem co się ze mną stało, ale kompletnie nie miałam weny, i nie wiedziałam co z tym zrobić. Nie chciałam się zmuszać do pisania i główkowania, ponieważ wiem, że wyszłoby mi jakieś gówno, więc zrobiłam sobie spokój na nieco więcej niż tydzień, za co jeszcze raz chcę was przeprosić.
Jest z tego też kilka plusów, odzyskałam wenę, motywację, oraz nabrałam mnóstwo pomysłów na dalsze rozdziały. :))))) :DDDD Teraz rozdziały będę wstawiać we wtorek, więc postaram się do wtedy napisać dwa rozdziały, żeby wam to wynagrodzić.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie, i że przez tą przerwę nie zapomniałyście o moim opowiadaniu.
Uwielbiam was <3333333 Do następnego. :PPPPP

2.02.2016

Rozdział 26

                                                      *Oczami Agaty*

Po tym jak Louis wychodzi, idę do kuchni i wstawiam wodę na kawę, opieram się biodrem o blat i spoglądam na widok za oknem. Czyli ziemię i drzewa pokryte białym, świecącym się puchem.
Nadal nie mogę uwierzyć, że pomiędzy mną, a Louis'em jest już wszystko w porządku. Domyślam się, że wybaczenie mi i przyjechanie tutaj było dla niego trudne. Doskonale wiem, co chłopak myśli o Harry'm i jaki ma do niego stosunek, w dodatku go oszukałam, za co nadal jestem na siebie wściekła.
Naprawdę cieszę się, że pomiędzy nami jest już wszystko w porządku.
Słyszę kliknięcie czajnika elektrycznego, co oznacza, że woda jest już zagotowana. Odwracam się w stronę szafki i wyjmuję z niej kubek, do którego wsypuję dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej. Następnie zalewam ją wodą, dolewam mleka i wsypuję łyżeczkę cukru. Siadam na wysokim stołku i upijam łyk parującego napoju.
Martwi mnie jedno. Boję się reakcji Louis'a kiedy dowie się, że ja i Harry postanowiliśmy kontynuować naszą, nieco pogmatwaną ,,znajomość''. Martwię się, że kiedy się o tym dowie, pomiędzy nami znowu się wszystko zepsuje, że Louis ponownie się na mnie wścieknie. Strasznie się tego boję.
Nie chcę go oszukiwać, czy ukrywać tego dłużej przed nim, nawet mu to obiecałam, więc zamierzam dotrzymać słowa. Jutro muszę o wszystkim powiedzieć, kiedy on tutaj przyjedzie.
Szczerze mówiąc, trochę się stresuję, kiedy o tym pomyślę.
Po kilku minutach kończę pić kawę i wstawiam kubek do zlewu, przy okazji wyjmuje czyste naczynia z zmywarki i ustawiam na swoich miejscach. Idę do salonu i siadam na kanapie, następnie włączam telewizor i zaczynam skakać po kanałach w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mnie zainteresować.
Zerkam na zegarek wiszący na ścianie. 12.17. Dopiero za trzy godziny spotykam się z Jake'iem, więc mam jeszcze trochę czasu na oglądanie telewizora, o ile coś znajdę.
Po kilku minutach trafiam na jakiś, ciekawo zapowiadający się thriller, wiec postanawiam go zostawić i obejrzeć. Okrywam się kocem i poprawiam swoje ciało, wygodniej na kanapie, następnie zatracam swój umysł w fabule filmu.
                                     

                                                                  ***


Półtora godziny później film się kończy, a ja wyłączam telewizor, wstaję z kanapy i idę do kuchni, ponieważ moje gardło jest tak suche, że wręcz błaga o szklankę wody.
Mimo, że film był thrillerem psychologicznym, było w nim kilka niewyjaśnionych wątków, a końcówki nie za bardzo zrozumiałam, to fabuła bardzo mi się podobała i nie zamierzałam przerywać seansu. Sądzę, że kiedyś obejrzę ten film jeszcze raz, żeby bardziej go zrozumieć.
Wchodzę do kuchni i nalewam sobie wody do szklanki, następnie wypijam przezroczysty napój duszkiem. Suchość w moim przełyku ustaje, ale nadal jestem trochę spragniona, więc nalewam jeszcze pół szklanki i szybko wypijam. Odkładam naczynie do zlewu i udaję się na górę.
Mam jeszcze nieco mniej niż półtora godziny do spotkania z Jake'iem, do którego zaczęłam się stresować. Co jeśli on jednak pomyśli, że to jest randka, że coś poważniejszego pomiędzy nami będzie? Jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą, będę musiała dać mu jasno, ale uprzejmie do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. Po prostu, na razie nie chcę się z nikim związywać.
Jeszcze bardziej obawiam się tego, że Harry będzie nas obserwował. Niby gdzieś sobie pojechał, ale doskonale wiem, że jeśli będzie chciał, to może śledzić nas, a my go nawet nie zauważymy.
Mam tylko nadzieję, że nie będę zachowywała się jak chora psychicznie wariatka, i nie będę się odwracać i rozglądać na wszystkie strony, w poszukiwaniu znajomej mi sylwetki Harry'ego. Postaram się jak najbardziej zrelaksować i ogarnąć swój umysł podczas tego spotkania.
Wchodzę do łazienki, rozbieram się i wchodzę pod prysznic, puszczam wodę, która z dużą siłą uderza w moje plecy. Gorący, parujący strumień spływa po moim ciele, a ja  mam wrażenie jakby całe napięcie i stres znikały razem z wodą w odpływie.
Myję włosy moim ulubionym szamponem o zapachu wanilii i brzoskwini, a po chwili spłukuję pianę, która utworzyła się pod wpływem pocierania moich włosów, przez dłonie.
Wychodzę spod kabiny, oplatam ciało w biały, miękki ręcznik, a swoje ciemne, mokre włosy wyciskam z nadmiaru wody i przerzucam na prawe ramie. Udaję się do mojego pokoju, następnie podchodzę do szafy, otwieram ją i zaczynam szperać w moich ubraniach w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na spotkanie z Jake'iem. Co jest naprawdę trudne w moim przypadku, bo jak już chyba każdy wie, moja ,,garderoba'' zawiera praktycznie same wielkie bluzy, duże swetry i czarne rurki.
Wzdycham głęboko i zaczynam kręcić głową z zrezygnowaniem.
Może po prostu ubiorę się w moje tradycyjne, czarne rurki czarną podkoszulkę na krótki rękaw i czerwono-czarną koszulę w kratę. Ubrałabym coś innego, ale zawartość mojej szafy mi na to nie pozwala. Co prawda mam półkę na której są rzeczy... w nieco innym guście niż mój, ale najprawdopodobniej nigdy ich na siebie nie ubiorę, ponieważ są zbyt obcisłe, albo nie mój kolor. Nie miałam serca ich wyrzucić, czy zostawić w Polsce, ponieważ większość tych rzeczy dostałam od  mojej rodziny i jakby zobaczyli, że zostawiłam rzeczy od nich, na pewno byłoby im przykro.
Sięgam po czystą bieliznę z szuflady i szybko ją na siebie zakładam, jak i przygotowane przed chwilą rzeczy.
Podchodzę do sporego lustra, wiszącego na mojej ścianie i się w nim przeglądam. Myślę, że wyglądam raczej w porządku. Udaję się do łazienki gdzie myję zęby i poprawiam swój makijaż. Nieco wyciągam czarne kreski na górnych powiekach w stronę skroni, maluję także na czarno linie wodną oka i mocniej tuszuję moje rzęsy, żeby były jeszcze dłuższe i grubsze.
Kiedy kończę, spoglądam na swoją twarz, żeby sprawdzić czy wyglądam znośnie i czy nie powinnam czegoś poprawiać. Muszę przyznać, jestem z siebie zadowolona.
Dotykam jednego z pasem moich, mokrych, ciemnych włosów, które obawiam się, że nie wyschną na czas, więc wyciągam suszarkę z szafki i podłączam do kontaktu.
Bardzo rzadko suszę włosy w taki sposób, wolę położyć się z mokrymi, żeby same mi wyschły, ale teraz nie mam wyboru i muszę użyć suszarki.
Włączam urządzenie, a gorące powietrze bucha w moje, mokre fale.


                                                                    ***


Po jakichś piętnastu minutach moje włosy są już  całkiem suche, więc odłączam suszarkę od prądu i wkładam z powrotem do szafki.
Dokładnie wyczesuję moje, ciemne fale, które są teraz w totalnym nieładzie i chaosie. Kompletnie nie wiem co mam teraz z nimi zrobić, żeby nie wyglądać jak wiedźma.
Dlatego nienawidzę suszyć włosów suszarką.
W końcu udaje mi się je jakoś ugładzić i podpiąć opadające na moje czoło, pasmo włosów po lewej stronie głowy.
Wyglądam dosyć przyzwoicie, jestem zadowolona z końcowego efektu, który widzę w lustrze.
Idę do pokoju podchodzę do szafki nocnej i biorę z niej telefon. Jest 14.36. Chowam urządzenie do tylnej kieszeni moich, kochanych, czarnych spodni, następnie biorę jeszcze portfel i schodzę na dół.
Sądzę, że powinnam już wyjść z domu i powoli iść w to miejsce, gdzie mieliśmy się spotkać, zakładając, że dotarcie tam zajmie mi tyle czasu, co wczoraj.
Wchodzę do korytarza, biorę z wieszaka kurtkę, czapkę oraz szalik i zakładam wszytko na siebie.  Ubieram jeszcze czarne botki na swoje nogi i wychodzę z domu, zamykając drzwi na klucz.
Wchodzę na ośnieżony i oblodzony chodnik i dość szybkim krokiem, zaczynam kierować się w stronę miejsc, gdzie umówił się ze mną Jake, co jest błędem, ponieważ niemal wywracam się na śliskiej powierzchni. Zwalniam nieco tępo i staram się iść po śniegu, żeby tym razem, czasem się nie wywrócić. Nie chciałabym tego.
Po kilku chwilach powolnego marszu, zaczynam się dziwnie czuć i doskonale wiem co to oznacza. Zatrzymuję się i spoglądam za swoje plecy, lecz nikogo nie zauważam. Zaczynam się rozglądać i wytężać wzrok na przyciemnionych uliczkach, lecz też nikogo nie spostrzegam.
Mam nadzieję, że to uczucie, że ktoś mnie obserwuje, jest tylko moim złudzeniem i przewrażliwieniem. Jeśli okaże się, że jednak nie, to chyba go uduszę.



                                                                 ***


Jakieś piętnaście minut później, po kilku pośliźnięciach oraz co chwilowym spoglądaniem za siebie, niemal docieram na umówione miejsce, lecz na razie nikogo nie zauważam. Zerkam na zegarek w telefonie. Jest 14.57. Cieszę się, że nie jestem spóźniona.
Podchodzę pod sam sklep i rozglądam się do o koła. Nigdzie nie widzę ani Harry'ego, z czego się bardzo cieszę, ani Jake'a.
Po kilku chwilach zauważam granatowy, dosyć spory samochód, który zatrzymuje się zaraz pod sklepem. Dostrzegam w nim znajomą, pogodną twarz chłopaka, którego poznałam zaledwie wczoraj.
Jake wychodzi z samochodu, niepewnie podchodzi do mnie i staje przede mną.
- Hej. - mówi, rumieniąc się i drapie się po karku.
Muszę przyznać, jest uroczy.
- Hej. - uśmiecham się do niego szeroko i pocieszająco. Jest strasznie spięty.
Tez jestem nieco zdenerwowana, ale postaram się tego nie pokazywać, widząc jak bardzo on jest zestresowany całą, tą sytuacją.
- Czy... czy ja mogę cię przytulić, wiesz tak na przywitanie? - pyta po chwili, z nerwowym śmiechem.
Nie chcę mu dawać jakichś znaków, że jestem nim zainteresowana, czy coś, ale sądzę, że mały przytulas na przywitanie, to nic złego.
- Możesz. - mówię niepewnie, lecz staram się być przekonywująca.
Chłopak oplata swoimi ramionami moją szyję, a ja obejmuję jego plecy i lekko je pocieram.
Po chwili odrywamy się z uścisku i się do siebie uśmiechamy. Na twarzy Jake'a ponownie pojawia się czerwony rumieniec.
- Możemy już jechać? - pyta, a ja kiwam głową.
Udajemy się do jego, dużego samochodu i zapinamy pasy.
- Gdzie mnie zabierasz? - pytam, kiedy chłopak odpala silnik.
Mam nadzieję, że to nie jest jakieś ustronne miejsce, gdzie będziemy sami. Czułabym się bardzo niekomfortowo.
- W ciekawe miejsce. - spogląda na mnie i uśmiecha się lekko, następnie odwraca wzrok na ulice przed nami i rusza.
Opieram się czołem o szybę samochodu i spoglądam na widok za nią. Naglę moje ciało całe się napina, kiedy w ciemnej uliczce, pomiędzy dwoma budynkami, zauważam wysoką, czarną sylwetkę, opierającą się o jedną ze ścian swoimi plecami.
W moim gardle powstaje wielka gula , kiedy doskonale znana mi osoba, odwraca głowę i spogląda swoimi, zielonymi tęczówkami w moje, które mam wrażenie patrzą na mnie z pewnego rodzaju... bólem.
Odwracam od niego wzrok i skupiam uwagę na swoich palcach, nie chcąc patrzeć w jego, przepełnione smutkiem oczy.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Bardzo, bardzo was przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale wróciłam późno ze szkoły, po prostu nie miałam już siły :((((
Wynagrodzę wam to i w poniedziałek wstawię wam mega długi ;)
Mam nadzieję, że nie jest aż tak dużo błędów jak sądzę i, że mi  to wybaczycie ://
Do następnego. <33333333333 Wiecie,że was uwielbiam prawda? :D