*Oczami Louis'a*
Budzę się z ryjem wciśniętym w poduszkę, szybko sprawdzam godzinę na telefonie, który trzymam w ręce, jest 14.16.
Ja pierdole.
Zrywam się z łóżka mało z niego nie spadając i podbiegam do komody, z której wyjmuję czarne rurki, biały podkoszulek z kolorowym nadrukiem, czarną bluzę z kapturem, oraz czarne skarpetki z szuflady. Zakładam wszystko na siebie i podwijam nogawki od spodni, biorę telefon portfel i klucze od auta, następnie zbiegam do holu.
Mam nadzieję, że się nie spóźnię, zależy mi na tym spotkaniu i nie mogę pozwolić sobie na taką wtopę na samym jego początku.
- Wybierasz się do tej laski? - słyszę znienawidzony przeze mnie głos Harry'ego.
Nie mam czasu na użeranie się z nim teraz. Niech się pierdoli.
- Nie twoja sprawa z kim się spotykam. - kątem oka widzę jak do mnie podchodzi.
Schylam się, żeby wciągnąć moje trampki na nogi.
- Czyli mam to wziąć za tak. - opiera się o ścianę plecami, patrząc jak sznuruję jednego z butów.
Pierdolony skurwiel, pewnie podsłuchiwał nas kiedy rozmawialiśmy z chłopakami o spotkaniu z Agą.
Nie odzywając się, wkładam swoją, dżinsową, ocieplaną kurtkę, na swoje ciało i łapię za klamkę od drzwi, lecz zostaję odciągnięty od drewnianej powierzchni i przyparty do ściany.
- Odpowiedz. - burczy.
- Pierdol się. - spluwam.
To już nie robi na mnie wrażenia, przyzwyczaiłem się do jego agresji.
- Nie. - jeszcze bardziej przyciska mnie do płaskiej powierzchni.
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz? Jakoś wcześniej nie obchodziło cię z kim się spotykam. - pcham go. - Nie wiem co ty kombinujesz, ale jak dowiem się, że ją wykorzystałeś, lub skrzywdziłeś, zajebie cię. - spoglądam w jego płonące gniewem oczy. - Ona nie jest kolejną, twoją dziwką, nie zasługuje na taki los jak wszystkie twoje laski z, którymi się pieprzysz. Doskonale o tym wiesz. - spoglądam na jego parszywy ryj, który jak zwykle nie wyraża żadnych innych emocji prócz wkurwienia. - Nie zasługujesz na nią, nie zasługujesz nawet na ani jedne słowo wypowiedziane z jej ust. - odpycham go od siebie. - A teraz spierdalaj mi z drogi, nie chcę się spóźnić. - mijam go i wychodzę z domu.
Ten kutas się do niej nie zbliży, dopilnuję tego.
Wsiadam do samochodu, wkładam klucze do stacyjki, zapalam silnik i ruszam z miejsca. Muszę się pośpieszyć i być tam za dziesięć minut, żeby nie dać ciała.
*Oczami Agaty*
Słyszę dzwonek do drzwi.
Zakładając, że to Louis, wstaję z kanapy wyłączam telewizor i idę w kierunku drzwi, żeby je otworzyć. Naciskam na klamkę i moim oczom ukazuje się uśmiechnięta, miła twarz mojego, nowego znajomego. Rozszerzam drzwi, żeby mógł wejść, następnie je zamykam.
- Hej. - Louis pokazuje swoje białe zęby, następnie rozszerza swoje ramiona, w które wpadam i mocno się do niego przytulam.
- Dobrze cię widzieć. - przyznaję, wtulając głowę w jego szyję.
Nie wiem dlaczego, ale w jego ramionach czuję się... dobrze, wręcz świetnie.
- Ciebie też. - odrywamy się z uścisku i szeroko się do siebie uśmiechamy.
Louis zmierza moje ciało wzrokiem.
- Ładnie wyglądasz. - zwój wzrok zatrzymuje na moich nogach,które odziane są w same skarpetki.
- Dziękuję. - spoglądam w jego rozbawione oczy.
- To co wychodzimy? - pyta machając ręką na drzwi.
- Jasne tylko ubiorę buty i kurtkę. - idę do salonu, siadam na kanapie i zakładam, swoje wysokie buty,następnie wracam do Louis'a.
- Wow, rośniesz w oczach. - żartuje Louis i zaczyna chichotać, a ja szeroko się do niego uśmiecham.
Podchodzę do wieszaka, biorę z niego płaszcz czapkę i szalik, następnie ubieram wszystko na siebie.
Louis otwiera drzwi i przepuszcza mnie przez nie, dziękuję mu za to lekko podnosząc kąciki ust w uśmiechu.
Zamykam drzwi na klucz i idę wraz z chłopakiem do samochodu. Louis otwiera drzwi, a ja wchodzę do środka i zapinam pas.
Chwilę później Louis siedzi już w samochodzie i zapala silnik czarnej hondy.
- To gdzie mnie zabierasz? - pytam spoglądając na jego uśmiechniętą lecz skupioną na drodze twarz.
- To niespodzianka. - spogląda na mnie kątem oka i lekko się uśmiecha.
- Nie lubię niespodzianek. - krzyżuję ręce i wykrzywiam usta w grymasie, próbując przekonać go, żeby mi powiedział.
- Spodoba ci się. - odwraca głowę w moją stronę i pokazuje swoje białe zęby.
To niesamowite, że ten chłopak cały czas jest uśmiechnięty i wesoły.
- Na pewno. - odwzajemniam uśmiech i spoglądam na widoki za szybą auta.
Rozpogodziło się trochę, mgła zeszła, a promienie słońca w niektórych miejscach, przemykają przez gęste chmury.
Ciekawe jak Paula sobie radzi? Pewnie jest już w szpitalu od dobrych kilku godzin. Mam ogromną nadzieję, że Matt da sobie rade i, że jej tacie nic nie będzie. Muszę do niego zadzwonić, po spotkaniu.
- Ej. - czuję jak Louis kładzie rękę na moim kolanie. - Coś nie tak? - pyta.
Nie wiem jak on to robi, ale wyczuwa w jakim jestem nastroju w danej chwili. To niesamowite, ale też nieco niepokojące.
- Nic mi nie jest. - lekko się uśmiecham, próbując nie wyglądać na przybitą.
- Przecież widzę. - patrzy na mnie z współczuciem. - Powiedz mi. - lekko pociera kciukiem moje kolano, żeby zachęcić mnie do wyduszenia z siebie, tego, co mnie dręczy.
- Martwię się o Paulę. - wzdycham.
- Dlaczego?
- Jej tata leży w ciężkim stanie w szpitalu, a ona wyjechała z powrotem do Polski. - opieram się głową o oparcie fotela. - Załamała się kiedy zadzwonili ze szpitala, musiałam dzwonić po Matta, żeby coś zdziałał. - spoglądam na niego.
- Aż tak, źle? - kiwam głową. - Nie wiem czy cię pocieszę, ale myślę, że Paula to silna dziewczyna,i że sobie poradzi. - jego ręka cały czas wspierająco gładzi mnie po kolanie.
- Ja też. - lekko się uśmiecham. - Możemy już o tym nie rozmawiać?
- Jasne. - chłopak bierze swoją rękę z mojej nogi i kładzie na kierownicy. - Jesteś głodna? Pięć minut drogi z tąd jest świetna knajpka, możemy tam zajechać i coś zjeść. - odzywa się po kilku chwilach ciszy.
W sumie, to zjadłam dzisiaj tylko kawałek szarlotki i wypiłam czekoladę. Myślę, że to dobry pomysł, na zjedzenie czegoś, mimo, że nie odczuwam głodu, co jest spowodowane stresem, związanym z Paulą.
- Z chęcią. - uśmiecham się lekko do niebieskookiego.
Kilka minut później Louis parkuje na niewielkim parkingu i zgasza silnik samochodu.
Odpinam pas i wychodzę z samochodu na twardy chodnik.
- Idziemy? - Louis podchodzi do mnie i wyciąga swój łokieć w moją stronę, żebym mogła się go złapać.
- Jasne. - oplatam rękę wokół jego ramienia, następnie ruszamy w stronę drewnianego budynku.
Wnętrze knajpy jest przyjemne i przytulne, praktycznie wszystko jest z drewna i jasno-szarego kamienia, bardzo lubię taki prosty i minimalistyczny wystrój.
Podchodzimy do dwuosobowego stolika w kolorze ciemnego dębu, który stoi w rogu pomieszczenia, tuż pod sporym oknem, następnie rozbieramy się i zajmujemy miejsca naprzeciwko siebie.
- I jaki ci się tu podoba? - pyta ilustrując moją twarz.
- Bardzo. - posyłam mu szeroki uśmiech, na co on odpowiada tym samym.
Biorę menu z stolika i zaczynam zmierzać wzrokiem dania, które na zdjęciach wyglądają bardzo apetycznie.
- Polecam hamburgera z frytkami, jest genialny. - wychylam głowę zza kartki i spoglądam na rozweseloną twarz Louis'a.
- Dobrze. - odkładam menu, a chłopak woła kelnerkę.
- Prosimy dwa razy hamburgera z frytkami i... chcesz coś do picia. - zwraca się do mnie.
- Szklanka coli wystarczy. - uśmiecham się do młodej, sympatycznie wyglądającej kelnerki, a ona lekko wykrzywia swoje usta odwzajemniając mój gest.
- Ja proszę to samo. - mówi Louis, a kelnerka oddala się od nas i podchodzi do następnego stolika, który znajduje się kilka metrów od nas.
- Jak ci się tutaj podoba? - pyta, uważnie ilustrując moją twarz.
- Jest w porządku. Przytulnie tutaj. - poprawiam się na krześle.
W towarzystwie Louis'a, czuję się świetnie, mój humor znacznie się poprawił, a ja jestem zrelaksowana i czuję, że to będzie naprawdę świetny dzień. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Po kilku minutach nasze zamówienie ląduje na stoliku przed nam, a ja jestem zachwycona jego wyglądem. Hamburger jest spory i wygląda świetnie, a spora ilość żółtych frytek zajmuje niemal pół talerza. Obawiam się, że nie zdołam zmieścić tej góry jedzenia w swoim żołądku.
- Robi wrażenie, co nie? - pyta Louis wkładając sobie frytkę do ust.
- Nie dam rady tego zjeść. - biorę sól z stolika i posypuję nią frytki.
- Zjem za ciebie. - mruga do mnie gryząc swojego hamburgera.
- Smacznego. - mówię uśmiechając się do umazanej ketchupem twarzy chłopaka.
Biorę serwetkę leżącą obok mojego talerza, nachylam się nad stołem i wycieram umazany, czerwoną mazią policzek i brodę chłopaka.
- Nawzajem. - uśmiecha się szeroko.
Siadam z powrotem na krześle i zabieram się do jedzenia moich frytek, które są naprawdę pyszne i chrupiące. Otwieram wielką bułkę, z mięsem, sałatką i pomidorem w środku i nalewam do środka ketchupu, następnie biorę ją w obie ręce i odgryzam mały kawałek.
Smakuje dokładnie tak jak wygląda,może nawet lepiej.
- I jak. - Louis szeroko się do mnie uśmiecha, czekając na moją odpowiedź.
- Pyszny. - mówię z pełnymi ustami i wycieram serwetką swoje usta.
- Wiem o tym. - upija łyk swojej coli i szeroko się uśmiecha.
Jego uśmiech jest zawsze pełen humoru, ciepła i szczerości. To jest naprawdę wspaniałe i stanowczo poprawia moje samopoczucie, z czego bardzo się cieszę.
Odwracam wzrok w stronę okna, za, którym widać sympatycznie wyglądające kawiarnie i wszelkiego rodzaju sklepy, jednak mój wzrok przykuwa, ciemna, mroczna, ślepa uliczka, która znajduje się centralnie przed knajpką, w której się znajdujemy.
Nagle w całym tym mroku zauważam ruch, wytężam wzrok i widzę, wysoką, szczupłą sylwetkę, która nieco wyłania się z ciemności i mogę dostrzec jej rysy.
Ogarnia mnie paraliż, a hamburger prawie wypada mi z rąk z powrotem na talerz. To Harry.
Jest ubrany, cały na czarno, ma kaptur na głowie, a jego oczy wpatrują się prosto w moje.
Dlaczego gdziekolwiek nie pójdę, on zawsze się pojawia, dlaczego on mnie śledzi do jasnej cholery?!
- Aga, coś nie tak? - zaniepokojony głos Louis'a odrywa mój wzrok od okna.
- Nie, wszystko w porządku. - mimo ogarniającego mnie niepokoju i złości, zdaję się na lekki uśmiech.
Postanawiam nie mówić mu o tym, że Harry nas obserwuje. Znając agresje Harry'ego i temperament Louis'a, zapewne doszłoby do bójki. Sądzę nawet, że to byłoby nieuniknione.
Sama porozmawiam z Harrym po spotkaniu, bo zgaduję, że znowu przyjedzie pod mój dom i będzie się wpatrywać w moje okno, co jest kompletnie pokręcone i totalnie tego nie rozumiem.
Louis wpatruje się w okno, zapewne szukając czegoś, co mnie wcześniej zaniepokoiło, lecz tego nie zobaczy, bo Harry zniknął tak szybko, jak się pojawił, co mnie bardzo cieszy.
Wracam do jedzenia moich, pysznych frytek, które zdążyły już nieco wystygnąć, co sprawia, że są jeszcze lepsze. Biorę ketchup i nalewam go sobie trochę na talerz, następnie maczam w nim frytkę i wsadzam do buzi.
- Do kąd pojedziemy po obiedzie? - pytam próbując odwrócić jego uwagę od okna, na wypadek, jakby Harry zechciałby się ujawnić,
- Zobaczysz. - tak jak przypuszczałam, odwraca głowę od okna i spogląda na mnie z głupkowatym uśmiechem, co odwzajemniam.
- Czyli nici z tego, żebym wyciągnęła od ciebie, gdzie mnie zabierasz? - wkładam sobie kolejną frytkę do ust i ją gryzę.
- Dokładnie. - puszcza mi oko, a ja cicho chichoczę.
Po kilku około dziesięciu minutach nasze talerze są puste, a ja czuję jakby mój brzuch miał zaraz pęknąć.
- Idziemy? - pyta Louis wycierając serwetką swoje usta.
- O ile nie wybuchnę wstając z krzesła. - oboje się śmiejemy.
- Pomogę ci. - chłopak zrywa się z krzesła podchodzi do mnie, łapie za ręce i podciąga do góry.
Jestem tak zapchana jedzeniem, że ledwo co stoję.
- Dziękuję. - lekko się uśmiecham i wkładam czapkę na swoją głowę.
- Nie ma za co. - Louis błyskawicznie ubiera swoją kurtkę, a ja wciągam płaszcz i szalik.
Louis kładzie pieniądze za nasz obiad na stoliku.
- Jesteś pewny, że chcesz zapłacić, za nas oboje? - pytam nieco skrępowana.
Nie cierpię, kiedy ktoś za mnie płaci.
- Jasne, że jestem pewny. - mruga.
- Jeśli chcesz, mogę zapłacić za si...
- Idziemy. - łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia.
Idąc do samochodu, spoglądam na ciemną uliczkę, w której szukam zakapturzonej postaci, którą widziałam wcześniej, lecz nikogo nie zauważam, z czego bardzo się cieszę.
- Jesteś gotowa na dalszą część naszego spotkania? - pyta Louis zapalając silnik samochodu.
- Zdecydowanie. - uśmiecham się do niego szeroko i zapinam pas.
- W takim razie bardzo się cieszę. - pokazuje swoje zęby w uśmiechu, następnie rusza.
Po kilkunastu minutach jazdy, Louis zatrzymuje samochód przed jakimś parkiem, lasem, nie mam pojęcia jak inaczej to określić.
Wysiadam z samochodu i spoglądam na niemal całkowicie pozbawione liści, duże drzewo, które wygląda nieco upiornie, tak jak cały ten las.
- Idziemy? - Louis wyciąga swoje ramie, za które łapię i idziemy jakąś leśną dróżką.
Uważnie rozglądam się po przerażającym lesie, wszystko tutaj jest tak opustoszałe i samotnie, że to jest aż niepokojące.
- Prawie jesteśmy. - oznajmia Louis.
Nie mam pojęcia do kąd on mnie prowadzi, nie lubię niespodzianek, ale czuję, że on potrzebuje iść w to miejsce, w które nas prowadzi.
Wychodzimy z lasu, a w oczy rzuca mi się duże jezioro rozpościerające się na wszystkie, możliwe strony. Woda na nim faluje, a drzewa i zachodzące słońce, odbijają się w jego tafli, co daje naprawdę piękny efekt.
- Pomożesz mi? - odwracam się od przepięknego widoku i spoglądam na Louisa, który próbuje rozłożyć koc, którego wcześniej nie zauważyłam, na pożółkłej już trawie.
Podchodzę do niego i pomagam położyć przykrycie na podłożu. Chłopak siada na kocu i klepie miejsce obok siebie.
- Usiądź.
Wykonuję jego polecenie.
- Pięknie tutaj. - spoglądam na piękny widok przed sobą.
Jezioro dosłownie, zapiera dech w piersiach.
- Wiem o tym. - mówi lekkim głosem. - To właśnie tutaj przyszedłem, kiedy zerwałem z Tiff, dzisiaj mijają dokładnie trzy lata od tego wydarzenia. - spoglądam na niego z współczuciem.
- Louis ja...
- Nie jestem smutny. - uśmiecha się. - Przyszedłem tutaj z tobą dlatego, że chciałem z tobą porozmawiać. - chłopak zaczesuje swoje włosy do tyłu. - Widziałem ją. Przed wczoraj. - mój oddech zatrzymuje się na kilka sekund w moich płucach.
To musiało być dla niego ogromne przeżycie, współczuję mu na samą myśl o tym co on musiał czuć.
Kładę rękę na jego ramieniu i lekko się uśmiecham starając się go wesprzeć.
- Szedłem wtedy ulicą z moją siostrą i jej kolegami i nagle usłyszałem jej śmiech. Mimo, że minęły trzy lata, to nie pomyliłem się. - mówi. - Wszedłem w jedną z uliczek i zobaczyłem ją w jakiś dziwkarskich, podartych szmatach, całą ubrudzoną i pijącą tani trunek na kolanach tego ćpuna, z którym zdradzała mnie trzy lata temu. - Louis łapie się ręką za czoło, a ja przysuwam się do niego, obłapuję jego plecy ręką i kładę policzek na jego ramieniu.
Nawet nie chcę wiedzieć co on w tej chwili czuję, sama ledwo powstrzymuję się od uronienia łez.
- Była kompletnie zalana. - opiera swoją głowę o moją. - Jak ona mogła, tak skończyć. Kompletnie tego nie rozumiem. - wzdycha. - Zastanawiałem się wtedy, czy to ja coś źle zrobiłem.
- Louis,nie możesz się o to obwiniać. - spoglądam w jego oczy. - Wybrała takie życie, ale to nie twoja wina. - gładzę go po plecach ręką. - Jesteś wspaniałym człowiekiem i nie możesz obwiniać się o to, że Tiff wylądowała w takim miejscu. Ona na ciebie nie zasługiwała. - chłopak kadzie swoją rękę na moje ramiona i przyciska do siebie.
- Przepraszam, że cię tym zadręczam, ale nie miałem komu tego powiedzieć.
- Louis, nie masz za co przepraszać.
- Dziękuję za to, że to rozumiesz. - całuje mnie w skroń, przez co czuję jak się rumienie.
- Nie ma sprawy. - klepie go lekko po plecach.
Mimo, że spotkała go naprawdę okropna rzecz, to chłopak naprawdę dobrze się trzyma. Gdybym ja była na jego miejscu, zapewne załamałabym się. Nie mogłabym znieść, tego, że osoba, którą kiedyś kochałam, wylądowała w takim miejscu i robi takie, a nie inne rzeczy.
- Mam też dobrą wiadomość. - odsuwa się lekko ode mnie i spogląda na moją twarz. - Poznałem kogoś. - uśmiecha się, a mój nastrój od razu się poprawia.
- To wspaniale. - szeroko się uśmiecham.
- To koleżanka mojej siostry. Poznałem Carol w pubie na urodzinach Jess, od razu mi się spodobała. - mówi. - Wymieniliśmy się numerami i piszemy ze sobą.
- Nawet nie wiesz jak się z tego cieszę. - łapię go za dłoń i lekko ściskam.
- Też się cieszę. - odwzajemnia uścisk. - Teraz ty powiedz co u ciebie. - oplata rękę wokół moich pleców i przysuwa mnie do siebie.
- Oprócz tego, że cały czas jestem nie w humorze, zostałam sama w domu nie wiadomo na jak długi czas oraz to, że żyję w ciągłym stresie. To jest w porządku. - wzdycham.
- Widzę, normalnie tryskasz szczęściem. - mimo, że nie widzę jego twarzy, to wiem, że wywraca oczami, co przywołuje lekki uśmiech na moją twarz.
Słyszę głośny szelest w krzakach za nami, gwałtownie się odwracam i zaczynam szukać przyczyny tego zjawiska, które wzbudza u mnie niepokój.
- Bez paniki. To pewnie jakiś zając, albo ptak. - Louis próbuje mnie uspokoić, ale to nic nie daje.
- Pewnie tak. - odwracam się w stronę jeziora.
Obawiam się, że to może nie być jakieś małe zwierzątko, lecz coś znacznie większego i z lokami na głowie.
Jeśli to on, dosłownie, uduszę go.
Kolejny szelest, tylko tym razem intensywniejszy i bardziej niepokojący.
- Wiesz co, chodźmy stąd. Przeraża mnie to. - mówię.
- Dobrze. - wstajemy z koca, następnie go składamy i wracamy tą samą ścieżką, którą tutaj przyszliśmy.
Kiedy jesteśmy w samochodzie, Louis odpala samochód i włącza klimatyzację.
- To co, jedziemy do ciebie? - pyta ruszając samochodem w stronę ruchomej ulicy.
- Jasne. - mówię.
Cieszę, się, że nie będę sama w domu tego wieczoru.
Kątem oka zauważam ruch po mojej prawej stronie. Odwracam głowę w tamtą stronę i zauważam Harry'ego wchodzącego do samochodu, który jest ukryty za drzewami.
Spogląda na mnie i patrzy prosto w moje oczy puki nie wyjeżdżamy z lasu.
Czego on ode mnie chce do jasnej cholery? To zaczyna mnie powoli przerażać.
*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Chciałabym was bardzo przeprosić, że tydzień temu nie było rozdziału. Teraz w moim życiu dzieje się naprawdę wiele złego i po prostu nie miałam weny i humoru, za co was z całego serca przepraszam.
Wolę nie pisać rozdziałów, kiedy jestem nie w humorze, bo wychodzą mi gównianie i bez sensu.
Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to.
Jeśli będziecie chciały, za tydzień wrzucę dwa rozdziały, żeby wam to wynagrodzić.
Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że rozdział wan się podoba.
Do następnego : ) <3 <3 <3 Uwielbiam was. : *
30.11.2015
16.11.2015
Rozdział 12
*Oczami Agaty*
Budzi mnie brzęczenie mojego telefonu na szafce nocnej, sięgam po niego ręką, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak? - mówię ospałym głosem.
- Obudziłam cię? - słyszę głos Pauli. - Przepraszam. - dodaje.
- Nic się nie stało.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że, jesteśmy już na miejscu. - mówi moja przyjaciółka.
- To świetnie, dziękuję, że zadzwoniłaś. - siadam na łóżku i rozglądam się po pokoju.
Jest już jasno, więc zgaszam moją lampkę nocną.
- Jak ci przebiegła podróż? - pytam wstając z łóżka.
- Musieliśmy czekać dodatkowe półtora godziny na lotnisku, ponieważ lot się opóźnił. A podczas lotu, prawie cały czas spałam. - oznajmia.
- A co z Matt'em?
- Prowadzi samochód. Jedziemy do mojego domu odwieźć bagaże, a potem do szpitala. - jej głos jest coraz smutniejszy.
Na pewno jej umysł i ciało są całe w nerwach i cieszę się, że tego nie widzę. Nienawidzę patrzeć na Paulę w takim stanie.
- Paula na pewno wszystko będzie w porządku. - próbuję ją pocieszyć, chociaż wiem, że to nie zadziała.
- Mam taką nadzieję. - odpowiada.
Słyszę głos Matt'a w słuchawce.
- Tak rozmawiam z Agą. - odpowiada dziewczyna. - Matt chce z tobą rozmawiać.
- Hej Aga. - mówi wesoło lecz mogę usłyszeć w jego głosie zdenerwowanie.
Chłopak na pewno stresuje się tym, że niedługo znajdą się w szpitalu, gdzie Paula zobaczy swojego rannego tatę. Matt jest silnym psychicznie chłopakiem i wiem, że sobie poradzi. Musi sobie poradzić.
Ja też jestem bardzo zestresowana, od kiedy dowiedziałam się, co dokładnie dolega mężczyźnie. Boję się reakcji Pauli kiedy się o tym dowie.
- Hej Matt. Jak ci minął lot?
- Na początku było dosyć nieprzyjemnie, ale potem było w porządku. - odpowiada. - To był mój pierwszy lot. - przyznaje, a w jego głosie słyszę nutkę wstydu.
- Nie ma się czego wstydzić. Ja też tylko raz leciałam samolotem.
- Wiem, Paula mi o tym powiedziała. - oboje lekko chichoczemy.
- Co z nią? - pytam wychodząc z pokoju.
Domyślam się jak może czuć się i wyglądać moja przyjaciółka, ale muszę usłyszeć opinię Matt'a.
- Nie za dobrze. - jego głos smutnieje, tak samo jak mój podły humor, który mam od wczoraj.
Mam szczerą nadzieję, że Louis sprawi, że poczuję się chociaż trochę, lepiej. Mam już dosyć tego smutku i przygnębienia. Przypomina mi się czas z kilku lat wstecz, o którym nie mam najmniejszej ochoty i siły myśleć
- Będzie jeszcze gorzej. - ostrzegam. Schodzę po schodach.
Wiem, że kiedy Paula będzie w szpitalu, z jej oczu poleje się morze łez, jej twarz będzie wyglądać jeszcze gorzej niż dzisiaj rano, a jej oczy staną się jeszcze bardziej smutne.
Robię się jeszcze smutniejsza, myśląc o tym przez co przechodzi moja przyjaciółka.
Wchodzę do kuchni i opieram się o blat kuchenny plecami.
- Domyślam się. - odpowiada smutno. - Słuchaj, chyba dojechaliśmy na miejsce. - mówi do Pauli.
- Tak to tutaj. - dziewczyna potwierdza słabym głosem.
- Paula chce z tobą rozmawiać. - mówi. - Trzymaj się.
- Ty tez.
- Aga. Musze kończyć, jesteśmy już na miejscu. - słyszę jak dziewczyna zamyka drzwi od samochodu. - Co ty teraz będziesz robić przez cały dzień? - pyta.
- Nie powiedziałam ci o tym. Spotykam się z Louis'em. - wyjmuję szklankę z szafki i nalewam do niej wody.
Musiałam jej to w końcu powiedzieć, wcześniej nie miałam czasu.
Biorę łyka wody, następnie sięgam po moją tabletkę, wsadzam do buzi i popijam wodą.
- To świetnie. - słyszę w jej obojętnym głosie, nutkę szczęścia i ulgi. - Aga, ja naprawdę muszę kończyć. Napisz do mnie jak tam spotkanie. - mówi na jednym tchu. - To pa. - rozłącza się.
Sprawdzam, która godzina. 7.17.
Spotkanie z Louis'em jest za osiem godzin, a ja nie mam pojęcia, co przez ten, cały czas mam robić. Tak naprawdę, to nie chcę mi się kompletnie nic. Ta cała sytuacja, tyle się wydarzyło, nie wiem co, o tym wszystkim myśleć.
Po prostu nie mam już na to, wszystko siły.
Dobrze, że dzisiaj spotykam się z Louis'em, może przy nim się trochę wyluzuję, przynajmniej postaram się.
Wypijam wodę do końca i idę na górę, biorę czarne rurki, granatowy sweter z lekkim dekoltem i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki.
Po kilku minutach, stoję już w szklanej kabinie prysznicowej i odkręcam wodę. Gorący strumień uderza w spięte mięśnie na moich plecach. Zamykam oczy i staram się zapomnieć o tych, wszystkich, nieprzyjemnych rzeczach, których doświadczyłam przez ostatnich kilkanaście godzin.
W takich chwilach jestem wdzięczna za to, że istnieje takie coś jak prysznic i gorąca woda.
Gdy wychodzę z pod prysznica, owijam swoje ciało w miękki ręcznik i podchodzę do lustra, które przecieram z pary wodnej. Przeglądam się swojemu odbiciu, które wygląda naprawdę dobrze w przeciwieństwie do tego, jak się czuję.
Przeczesuję swoje włosy szczotką i myje swoje zęby miętową pastą, następnie ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania i wychodzę z łazienki. `
Postanawiam, że posprzątam powypalane już świece, które porozstawiałam po prawie całym domu kiedy nie było prądu.
Zaczynam od korytarza, w którym są cztery świece, biorę je i wsadzam do kartona, który znajduje się w moim pokoju.
Po zebraniu świec z łazienki, kuchni i mojego pokoju, chowam pudło z powrotem do szafy pod schodami i kieruję się na górę, z powrotem do mojej samotni.
Opadam plecami na miękki materac, który zapada się pod wpływem ciężaru mojego ciała.
Kompletnie nie mam pojęcia co mogę porobić przez te siedem godzin. Zanudzę się chyba na śmierć przez ten czas.
Po chwili namysłu postanawiam, że pójdę na spacer, może spotkam jakąś bibliotekę albo kawiarnię po drodze. Dawno nie byłam w takich miejscach, myślę, że dobrze mi to zrobi.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, wyjmuję z niej moją, czarną czapkę i komin do kompletu oraz moje ulubione czerwone rękawiczki. Z wieszaka zdejmuję czarny, zamszowy płaszcz po kolan i zakładam na bluzę, którą mam na sobie. Wyciągam jeszcze moje ulubione, czarne adidasy i wciągam na swoje białe skarpetki. Ubieram jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki, biorę telefon i portfel, następnie schodzę na dół.
Wychodzę z domu i zamykam drzwi na klucz, który chowam do głębokiej kieszeni mojego płaszcza.
Jest początek listopada, a zimno jak przynajmniej w połowie grudnia. Dobrze, że tak ciepło się dzisiaj ubrałam.
Wychodzę na chodnik, skręcam w lewo i idę przed siebie powolnym krokiem na betonowych blokach. Staję po środku każdego z betonowych kwadratów, starając się nie nadepnąć na którąś z przerw pomiędzy nimi. Pamiętam jak robiłam tak, kiedy byłam małą dziewczynką.
Postanawiam skończyć z moją, żałosną zabawą i zaczynam iść normalnie, wolno spacerując i rozglądając się po okolicy.
Jest tutaj bardzo ładnie, osiedle posiada dużo domków bliźniaków, drzew i lamp, które dają niezły klimat wieczorem. W powietrzu unosi się lekka mgła, co jest normalne w tutejszym klimacie i bardzo mi się podoba. Uwielbiam mgłę, zawsze ją lubiłam, sama nie wiem dlaczego.
W pewnym momencie zaczynam czuć pewnego rodzaju niepokój, czuję jakby ktoś mnie obserwował. Dyskretnie obracam się za siebie, lecz nikogo nie zauważam, rozglądam się jeszcze na boki, ale tam też nikogo nie ma. Może po prostu moja intuicja i instynkt obronny płatają mi figle, po prostu to z ignoruję.
Mija zaledwie kilka minut, a z każdym zrobionym przeze mnie krokiem, niepokój narasta, w brzuchu zaczyna mi się przewracać i zaczynam obmyślać wszystkie możliwe strategie ucieczki, w razie jakby moje przypuszczenia stały się prawdziwe.
Słyszę kroki za sobą, więc momentalnie odwracam się za siebie i dwadzieścia metrów od siebie, widzę wysoką, zakapturzoną postać, która zatrzymuje się jak widzi, że stoję w miejscu.
Staram się dostrzec twarz prawdopodobnie mężczyzny, bo wydaje mi się, że znam tą, tajemniczą osobę, która najprawdopodobniej, nie wiadomo z jakiego powodu mnie śledzi.
Nagle postać odwraca się i zaczyna biec znikając we mgle, a ja odwracam się i zaczynam iść szybkim korkiem szukając jakiejś kawiarni, czy miejsca gdzie mogłabym się uspokoić i czułabym się bezpiecznie.
Co to miało znaczyć, ten koleś mnie śledził. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to Harry, ale co on by tutaj robił o takiej porze, w takim miejscu. Chociaż jak już, kiedyś wspominałam, on jest nieprzewidywalny, i nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy.
W końcu zauważam złoty podświetlany napis ,,cafe''. Przyśpieszam kroku i przechodzę przez opustoszałą jezdnię, czego nie mogę powiedzieć o kawiarni, która cieszy się dzisiaj sporą, ilością klientów.
Wchodzę przez oszklone drzwi do środka i siadam przy pustym, kwadratowym stoliku dla dwóch osób, który znajduje się obok okna. Rozbieram się i przewieszam płaszcz i resztę rzeczy na oparciu mojego, czarnego, skórzanego krzesła. Biorę małe Menu kawiarni do ręki i szukam czegoś na co miałabym ochotę, po kilku chwilach wybieram gorącą czekoladę, oraz szarlotkę z lodami waniliowymi.
Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, to był mój ulubiony zestaw, który zawsze zamawiałam w mojej ulubionej kawiarni.
Podchodzi do mnie przystojny, młody kelner o brązowych oczach i blond włosach.
- Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie? - jego głos jest bardzo głęboki i męski. Uśmiecha się do mnie szeroko swoimi, nieskazitelnie białymi zębami.
- Tak, poproszę, gorącą czekoladę i szarlotkę z waniliowymi lodami. - unoszę swoje wargi w delikatnym uśmiechu.
- Już się robi. - odwraca się napięcie, następnie idzie w stronę lady.
Blondyn wygląda mi na pewnego siebie babiarza. Nie lubię takich ludzi.
Odwracam swoją głowę do okna, przez które widać całą, zamgloną ulicę. Na chodniku przed kawiarnią i pod drugiej stronie ulicy stoi dużo samochodów. Zmierzam każdy z nich wzrokiem, nagle w moje oczy rzuca się czarne auto, który zdaje się, widziałam już dobrych kilka razy.
Nie wiem czy to prawda, że ten dupek obserwuje mój każdy, nawet najmniejszy krok, czy po prostu popadam w jakąś paranoję.
Wytężam wzrok i wnikliwiej przypatruję się autu. Zauważam na jego boku, małą rysę, która kojarzy mi się, z wczorajszą, nieco gwałtowną rozmową z Matt'em o stłuczce z Harry'm. Staram się dostrzec twarz osoby, która siedzi za kierownicą, lecz nie mogę, bo samochód jest za daleko lub ten ktoś mi na to nie pozwala.
- Proszę, o to zamówienie. - na nagły dźwięk głosu kelnera lekko podskakuję. - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - kładzie kubek z moją czekoladą oraz szarlotkę przede mną.
- Nic się nie stało. - spoglądam na chłopaka, który zmierza moje ciało wzrokiem i zatrzymuje się na moich piersiach, przez co czuję się strasznie skrępowana.
W końcu zerka na mnie, lekko się uśmiecha i odchodzi od mojego stolika, a ja głośno wypuszczam powietrze nosem.
Kiedy blondyn znika za ladą, sięgam po swój szalik i zakładam na szyję starając się przykryć mój dekolt.
Po co ubierałam ten cholerny sweter?
Kiedy moje, kobiece kształty są już zakryte, biorę kubek z czekoladą do rąk i upijam kilka łyków. Napój jest o wiele lepszy niż w mojej ulubionej, Polskiej kawiarni, do której dawno temu uwielbiałam chodzić.
Spoglądam w okno, samochód nadal tam jest, a w nim nadal ktoś siedzi. Odwracam wzrok i spoglądam na pysznie wyglądającą szarlotkę. Łapię mały, srebrny widelczyk leżący na talerzu i odkrajam kawałek ciasta, następnie wsadzam do buzi.
Pod wpływem pysznego, rozpływającego się w moich ustach smaku przymykam oczy i cicho wzdycham. Jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrego ciasta z jabłkami.
Kątem oka widzę, że ten kelner znowu idzie w moją stronę, następnie siada na wolnym krześle przede mną i przygląda mi się.
Chciałabym go z ignorować, ale nie mogę, bo czuję jak jego wzrok pożera moją twarz.
Mam go dość.
- Coś nie tak? - spoglądam na niego spod rzęs i sztucznie się uśmiecham.
Chcę go spławić, nie mam najmniejszej ochoty na rozmawianie z jakimś, natrętnym kelnerem.
- Nie, wszystko jest w najlepszym porządku. - szczerzy się.
- To dobrze. - ponownie zabieram się za jedzenie mojego ciasta z lodami.
Naglę czuję dotyk na moim kolanie, pod wpływem, którego moje ciało wzdryga się z zaskoczenia.
- Podobasz mi się. - jego ręka przesuwa się na moje udo. - Może pójdziemy na piwo? - próbuje uwieźć mnie swoim wzrokiem, lecz mnie bardziej obrzydza, niż uwodzi.
- Nie dziękuję. - strzepuję jego, nachalną rękę z mojej nogi i nieco wysuwam się z krzesłem spod stołu.
Nie chcę, żeby mnie dotykał, i nie chcę z nim nigdzie iść. Doskonale wiem co ma na myśli mówiąc ,,iść na piwo''.
Jego ręka ponownie ląduje na moim udzie lecz tym razem bliżej mojego, intymnego miejsca.
Zaczynam lekko panikować.
- Nie bądź taka niedostępna. - ściska moje udo. - Na piwo chyba możesz iść? - podnosi swoją, perfekcyjnie wyregulowaną brew.
Co za dupek.
- Nie, nie mogę. - mówię stanowczo i ponownie zrzucam jego rękę z mojego uda.
Jestem przestraszona i pod irytowana, ale muszę być stanowcza, nieugięta i pewna siebie.
- Możesz mnie zostawić? - pytam popijając czekoladę.
- Masz chłopaka? - ignoruje moje pytanie i przesuwa swoje krzesło tuż obok mnie i na nim siada.
Ten koleś coraz bardziej mnie irytuje.
- Tak mam. - postanawiam skłamać.
- To na pewno się nie obrazi jeśli wyjedziesz z swoim znajomym na piwo. - mruga do mnie.
Co za natrętny, obleśny kelner.
- Ale ja nie mam ochoty z tobą nigdzie wychodzić. - wycieram serwetką swoje usta.
Chcę się stąd jak najszybciej wynosić. Zostało mi niewiele czekolady, a szarlotkę prawie całą zjadłam, więc niedługo się od niego uwolnię.
- Jesteś tego pewna? - chcę dotknąć mojego policzka, lecz ja uderzam w jego nachalną dłoń i nie pozwalam na to.
- Jestem. - piorunuję go wzrokiem. - Mógłbyś mnie nie dotykać? - wypijam ostatnie łyki czekolady, następnie zabieram się za szarlotkę.
Jestem wyjątkowo spokojna kiedy on jest taki natrętny i nachalny, ale najchętniej dałabym mu z liścia w twarz i wyszła, ale nie chcę robić scen.
- Mała. Nie bądź taka niedostępna. - trzeci raz łapie za moje udo i lekko je ściska. - Wypijemy po piwie, a ja dam ci spokój. - czubkiem języka dotyka mojej szyi.
Nagle drzwi kawiarni gwałtownie się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę rozwścieczonego, Harry'ego, idzie w stronę stolika przy, którym siedzimy.
- Nie mówiłaś, że twój facet to Styles. - jest przerażony. Blondyn momentalnie zrywa się z krzesła i chce uciekać, lecz Harry łapie kelnera za koszulę i przypiera do ściany.
W kawiarni zaczynają roznosić się liczne piski i krzyki, spowodowane zachowaniem Harry'ego. Liczna ilość osób zaczyna opuszczać lokal.
Jestem sparaliżowana i zażenowana całą tą sytuacją. Nie wiem co mam robić.
- Jeszcze raz ją dotkniesz, a pożałujesz. - puszcza chłopaka, a ten w mgnieniu oka znika za ladą.
Harry obraca się w moją stronę.
- Ubieraj się. - bierze mój płaszcz z krzesła i unosi go do góry, żebym mogła go na siebie wciągnąć.
Zszokowana, wstaję z krzesła i wsadzam ręce w rękawy, następnie chłopak ubiera mi czapkę na głowę i oplata swoją, wielką rękę wokół mojej dłoni.
Zaprotestowałabym mu, ale nie chcę robić jeszcze większego zamieszania.
Zostawia pieniądze na stoliku i ciągnie mnie w stronę wyjścia.
Co on wyprawia do jasnej cholery?
Próbuję wyrwać rękę z jego uścisku, ale mi na to nie pozwala.Wychodzimy z kawiarni i przechodzimy przez ulicę do jego, czarnego samochodu.
Miałam rację, dupek mnie obserwował. Najchętniej wydarłabym się na niego i uciekła, ale on pewnie by mnie dogonił, z resztą nie będę robić scen.
- Wsiadaj. - otwiera samochód i puszcza moją dłoń. Otwieram drzwi, siadam na miejscu pasażera i zapinam pasy.
Harry obchodzi samochód do o koła i siada na swoim miejscu.
- Harry! Co to miało oznaczać do jasnej cholery! - krzyczę. - Wiesz co ty narobiłeś?! Jeśli ktoś zadzwoni na policję?! - ściągam czapkę w geście frustracji.
On jest niemożliwy, jak może wparowywać do kawiarni i straszyć innych ludzi i kelnera, a potem wyciągać mnie stamtąd.
- Nie zadzwonią. - odpowiada obojętnie i zapala silnik.
Jak on może być taki spokojny?
- Skąd możesz wie...
- Nie zadzwonią. - powtarza uniesionym tonem.
- Po co to zrobiłeś? - pytam, kiedy nieco się uspokajam.
- Dotykał cię. Nie chciałaś tego. - bacznie obserwuje drogę przez przednia szybę. .
- Dałabym sobie radę. - mówię trochę nie wierząc w własne słowa i krzyżuję ręce, na piersi.
- Taa. Widziałem jak sobie zajebiście radzisz. - odburkuje.
- Jak to widziałeś? - udaję, że nie widziałam, że mnie obserwował, bo doskonale wiem, że się do tego nie przyzna.
- Akurat przejeżdżałem. - jego ton jest obojętny.
On jest po prostu niemożliwy.
- A jak wytłumaczysz mi to, że kiedy spacerowałam, śledziła mnie bardzo podobna do ciebie osoba, a potem twój samochód cały czas stał przed kawiarnią, i siedziałeś w nim właśnie ty! - wskazuję na niego palcem. - W ogóle po jaką cholerę przyjeżdżasz wieczorem pod mój dom i mnie obserwujesz?! - wydzieram się, ale na nim nie robi to najmniejszego wrażenia, co doprowadza mnie do istnego szaleństwa.
- Zdaje ci się.
Po tak niezbitych argumentach, jakie mu przed chwilą podałam, że mnie obserwuje, on nadal upiera się, że tak nie jest.
- Dlaczego mnie obserwujesz? Dlaczego za mną chodzisz? - nie zamierzam odpuszczać. - Powiedz. - podnoszę głos.
- Nie podnoś na mnie głosu. - syczy. - Powinnaś być mi wdzięczna, że cię wyciągnąłem od łapsk tamtego skurwiela.
- Ja wdzięczna tobie? - mówię z niedowierzaniem.
- Czy, któregoś z tych słów nie zrozumiałaś? - pyta ironicznie.
- Każdego. Nie rozumiem cie i nie rozumiem twojego idiotycznego zachowania. - oznajmiam. - Wiem, że mnie obserwujesz z jakiegoś, nieznanego mi powodu i nie chcesz się do tego przyznać. Jesteś po prostu żałosny! - wydzieram się.
Harry jest tak wkurzający i irytujący, że przy nim wszelkie, moje nerwy puszczają. Jak on może się tak zachowywać w miejscach publicznych i nie czuć żadnego skrępowania ani wstydu? Fakt, jestem mu wdzięczna, że wyciągnął mnie z opresji, jaką był tamten kelner, ale to nie upoważnia go, do tego, żeby zachowywał się jak jakiś psychol. Po co on to w ogóle robił, po co tam wchodził, dlaczego go tak potraktował? Nie rozumiem tego, tak samo jak wszystkich innych sytuacji z nim w udziale.
Chłopak zatrzymuje samochód. Spoglądam przez szybę i widzę, że już jestem pod swoim domem. Odpinam pas i naciskam na klamkę, lecz drzwi są zamknięte.
Co on znowu kombinuje do jasnej cholery?
- Wypuść mnie. - spoglądam na niego, patrzy się tępo w szybę przed sobą.
- Spotykasz się dziś z Louis'em? - jego twarz zmienia wyraz z wściekłości na ...rozczarowanie, przybicie? Chyba, że mi się zdaje, co jest bardziej prawdopodobne.
Mój gniew jakby magicznie, opuszcza moją głowę i ciało.
- Tak. - odpowiadam spokojnie.
Nie chcę go okłamywać, to do niczego by nie doprowadziło.
- Dlaczego o to pytasz?
- Wyjdź. - rozkazuje sucho, nie patrząc na mnie. Wciska jakiś przycisk znajdujący się obok kierownicy. Słyszę jak drzwi po mojej stronie się otwierają.
- Z wielką chęcią. - mówię opryskliwie i wychodzę z samochodu.
Słyszę jak Harry odjeżdża z piskiem opon.
Szybkim krokiem podchodzę do drzwi i je otwieram, następnie wchodzę do środka trzaskając nimi.
Czyżby Harry przejmował się moim spotkaniem z Louis'em? Kiedy mnie o to pytał, zrobił się inny, przybity. Co totalnie zbiło mnie z tropu, jak wszystko co robił do tej pory.
Mam stanowczo dość tego człowieka.
Rozbieram się i odwieszam ubrania na wieszak, który znajduje się w korytarzu, następnie idę do salonu i siadam na kanapie.
Jest już 12.41, czyli do spotkania z Louis'em pozostało około czerech godzin.
Jeśli pokażę się w jakiejś za dużej bluzie, lub wyciągniętym swetrze, na pewno będzie wstydził się ze mną pokazać, czego nie chcę. W takim razie muszę pomyśleć w co mogę się ubrać, żeby wyglądać stosownie.
Wstaję z kanapy i idę na górę do swojego pokoju,podchodzę do szafy i zaczynam przerzucać wszystkie półki w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego.
Znajduję bordową, luźną bluzkę, która jest dłuższa z tyłu i ma nieco przy długie rękawy. Ubranie dostałam od mamy na moje urodziny, nigdy jej jeszcze na sobie nie miałam.
Do tego postanawiam ubrać czarne rurki z dziurami na kolanach i czarne botki na ośmiocentymetrowym słupku, których też nigdy na sobie nie miała. Kupiłam je, bo Paula mnie do tego zmusiła. Ale z tego co pamiętam były bardzo wygodne i nawet nieźle mi się w nich chodziło, mimo, że są na wysokim obcasie.
Siadam na łóżku i wciągam buty na nogi, następnie wstaję i przechadzam się po pokoju, co jest wręcz dziecinnie proste.
Ściągam buty i ustawiam je obok łóżka.
Czyli strój mam z głowy, teraz czas na szybki prysznic.
Idę do łazienki, rozbieram się i wchodzę pod oszkloną kabinę i puszczam ciepłą wodę. Po kilku minutach mycia swojego ciała i włosów, wychodzę spod prysznica i owijam swoje ciało ręcznikiem. Podłączam suszarkę do kontaktu i zaczynam suszyć swoje, mokre włosy, czego nienawidzę robić, bo to jest bardzo, długa i żmudna robota.
Po piętnastominutowym wysuszeniu włosów, idę do swojego pokoju i ubieram się w moje, przygotowane wcześniej rzeczy z wyjątkiem butów, następnie podchodzę do lustra i mocno maluję swoje rzęsy, że są bardzo grube i długie, oraz robię kreski eye-liner'em na górnej powiece, co zajmuje mi trochę czasu, bo cały czas są nie równe.
Wyczesuje i prostuje swoje włosy prostownicą, następnie przypinam je wsuwką z jednej strony. Oddalam się trochę od lustra i przeglądam się swojemu odbiciu w całej okazałości.
Jestem z siebie dumna, wyglądam naprawdę dobrze.
Biorę swoje buty, pieniądze, oraz telefon i schodzę na dół, następnie włączam telewizor i zaczynam szukać czegoś co mogłoby mnie zainteresować.
Wiem, że Louis ma przyjechać za około godzinę, ale wolę być już przygotowana i poczekać na niego oglądając telewizję, niż robić wszystko na ostatnią chwilę.
Zawszę tak robiłam, kiedy miałam się z kimś spotkać.
Znajduję jakiś serial kryminalny, więc odkładam pilota na kanapie tuż obok mnie, opieram się plecami o oparcie kanapy i wciągam się w pogmatwaną, kryminalną fabułę, którą nie posiadają tylko takie seriale, ale czasami też życie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Niestety, nie dobiłyście do 5 komentarzy :( Więc wstawiam ten rozdział dzisiaj.
Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego <3 <3 <3 <3 :)
Co sądzicie o nowym albumie chłopców?
Budzi mnie brzęczenie mojego telefonu na szafce nocnej, sięgam po niego ręką, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak? - mówię ospałym głosem.
- Obudziłam cię? - słyszę głos Pauli. - Przepraszam. - dodaje.
- Nic się nie stało.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że, jesteśmy już na miejscu. - mówi moja przyjaciółka.
- To świetnie, dziękuję, że zadzwoniłaś. - siadam na łóżku i rozglądam się po pokoju.
Jest już jasno, więc zgaszam moją lampkę nocną.
- Jak ci przebiegła podróż? - pytam wstając z łóżka.
- Musieliśmy czekać dodatkowe półtora godziny na lotnisku, ponieważ lot się opóźnił. A podczas lotu, prawie cały czas spałam. - oznajmia.
- A co z Matt'em?
- Prowadzi samochód. Jedziemy do mojego domu odwieźć bagaże, a potem do szpitala. - jej głos jest coraz smutniejszy.
Na pewno jej umysł i ciało są całe w nerwach i cieszę się, że tego nie widzę. Nienawidzę patrzeć na Paulę w takim stanie.
- Paula na pewno wszystko będzie w porządku. - próbuję ją pocieszyć, chociaż wiem, że to nie zadziała.
- Mam taką nadzieję. - odpowiada.
Słyszę głos Matt'a w słuchawce.
- Tak rozmawiam z Agą. - odpowiada dziewczyna. - Matt chce z tobą rozmawiać.
- Hej Aga. - mówi wesoło lecz mogę usłyszeć w jego głosie zdenerwowanie.
Chłopak na pewno stresuje się tym, że niedługo znajdą się w szpitalu, gdzie Paula zobaczy swojego rannego tatę. Matt jest silnym psychicznie chłopakiem i wiem, że sobie poradzi. Musi sobie poradzić.
Ja też jestem bardzo zestresowana, od kiedy dowiedziałam się, co dokładnie dolega mężczyźnie. Boję się reakcji Pauli kiedy się o tym dowie.
- Hej Matt. Jak ci minął lot?
- Na początku było dosyć nieprzyjemnie, ale potem było w porządku. - odpowiada. - To był mój pierwszy lot. - przyznaje, a w jego głosie słyszę nutkę wstydu.
- Nie ma się czego wstydzić. Ja też tylko raz leciałam samolotem.
- Wiem, Paula mi o tym powiedziała. - oboje lekko chichoczemy.
- Co z nią? - pytam wychodząc z pokoju.
Domyślam się jak może czuć się i wyglądać moja przyjaciółka, ale muszę usłyszeć opinię Matt'a.
- Nie za dobrze. - jego głos smutnieje, tak samo jak mój podły humor, który mam od wczoraj.
Mam szczerą nadzieję, że Louis sprawi, że poczuję się chociaż trochę, lepiej. Mam już dosyć tego smutku i przygnębienia. Przypomina mi się czas z kilku lat wstecz, o którym nie mam najmniejszej ochoty i siły myśleć
- Będzie jeszcze gorzej. - ostrzegam. Schodzę po schodach.
Wiem, że kiedy Paula będzie w szpitalu, z jej oczu poleje się morze łez, jej twarz będzie wyglądać jeszcze gorzej niż dzisiaj rano, a jej oczy staną się jeszcze bardziej smutne.
Robię się jeszcze smutniejsza, myśląc o tym przez co przechodzi moja przyjaciółka.
Wchodzę do kuchni i opieram się o blat kuchenny plecami.
- Domyślam się. - odpowiada smutno. - Słuchaj, chyba dojechaliśmy na miejsce. - mówi do Pauli.
- Tak to tutaj. - dziewczyna potwierdza słabym głosem.
- Paula chce z tobą rozmawiać. - mówi. - Trzymaj się.
- Ty tez.
- Aga. Musze kończyć, jesteśmy już na miejscu. - słyszę jak dziewczyna zamyka drzwi od samochodu. - Co ty teraz będziesz robić przez cały dzień? - pyta.
- Nie powiedziałam ci o tym. Spotykam się z Louis'em. - wyjmuję szklankę z szafki i nalewam do niej wody.
Musiałam jej to w końcu powiedzieć, wcześniej nie miałam czasu.
Biorę łyka wody, następnie sięgam po moją tabletkę, wsadzam do buzi i popijam wodą.
- To świetnie. - słyszę w jej obojętnym głosie, nutkę szczęścia i ulgi. - Aga, ja naprawdę muszę kończyć. Napisz do mnie jak tam spotkanie. - mówi na jednym tchu. - To pa. - rozłącza się.
Sprawdzam, która godzina. 7.17.
Spotkanie z Louis'em jest za osiem godzin, a ja nie mam pojęcia, co przez ten, cały czas mam robić. Tak naprawdę, to nie chcę mi się kompletnie nic. Ta cała sytuacja, tyle się wydarzyło, nie wiem co, o tym wszystkim myśleć.
Po prostu nie mam już na to, wszystko siły.
Dobrze, że dzisiaj spotykam się z Louis'em, może przy nim się trochę wyluzuję, przynajmniej postaram się.
Wypijam wodę do końca i idę na górę, biorę czarne rurki, granatowy sweter z lekkim dekoltem i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki.
Po kilku minutach, stoję już w szklanej kabinie prysznicowej i odkręcam wodę. Gorący strumień uderza w spięte mięśnie na moich plecach. Zamykam oczy i staram się zapomnieć o tych, wszystkich, nieprzyjemnych rzeczach, których doświadczyłam przez ostatnich kilkanaście godzin.
W takich chwilach jestem wdzięczna za to, że istnieje takie coś jak prysznic i gorąca woda.
Gdy wychodzę z pod prysznica, owijam swoje ciało w miękki ręcznik i podchodzę do lustra, które przecieram z pary wodnej. Przeglądam się swojemu odbiciu, które wygląda naprawdę dobrze w przeciwieństwie do tego, jak się czuję.
Przeczesuję swoje włosy szczotką i myje swoje zęby miętową pastą, następnie ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania i wychodzę z łazienki. `
Postanawiam, że posprzątam powypalane już świece, które porozstawiałam po prawie całym domu kiedy nie było prądu.
Zaczynam od korytarza, w którym są cztery świece, biorę je i wsadzam do kartona, który znajduje się w moim pokoju.
Po zebraniu świec z łazienki, kuchni i mojego pokoju, chowam pudło z powrotem do szafy pod schodami i kieruję się na górę, z powrotem do mojej samotni.
Opadam plecami na miękki materac, który zapada się pod wpływem ciężaru mojego ciała.
Kompletnie nie mam pojęcia co mogę porobić przez te siedem godzin. Zanudzę się chyba na śmierć przez ten czas.
Po chwili namysłu postanawiam, że pójdę na spacer, może spotkam jakąś bibliotekę albo kawiarnię po drodze. Dawno nie byłam w takich miejscach, myślę, że dobrze mi to zrobi.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, wyjmuję z niej moją, czarną czapkę i komin do kompletu oraz moje ulubione czerwone rękawiczki. Z wieszaka zdejmuję czarny, zamszowy płaszcz po kolan i zakładam na bluzę, którą mam na sobie. Wyciągam jeszcze moje ulubione, czarne adidasy i wciągam na swoje białe skarpetki. Ubieram jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki, biorę telefon i portfel, następnie schodzę na dół.
Wychodzę z domu i zamykam drzwi na klucz, który chowam do głębokiej kieszeni mojego płaszcza.
Jest początek listopada, a zimno jak przynajmniej w połowie grudnia. Dobrze, że tak ciepło się dzisiaj ubrałam.
Wychodzę na chodnik, skręcam w lewo i idę przed siebie powolnym krokiem na betonowych blokach. Staję po środku każdego z betonowych kwadratów, starając się nie nadepnąć na którąś z przerw pomiędzy nimi. Pamiętam jak robiłam tak, kiedy byłam małą dziewczynką.
Postanawiam skończyć z moją, żałosną zabawą i zaczynam iść normalnie, wolno spacerując i rozglądając się po okolicy.
Jest tutaj bardzo ładnie, osiedle posiada dużo domków bliźniaków, drzew i lamp, które dają niezły klimat wieczorem. W powietrzu unosi się lekka mgła, co jest normalne w tutejszym klimacie i bardzo mi się podoba. Uwielbiam mgłę, zawsze ją lubiłam, sama nie wiem dlaczego.
W pewnym momencie zaczynam czuć pewnego rodzaju niepokój, czuję jakby ktoś mnie obserwował. Dyskretnie obracam się za siebie, lecz nikogo nie zauważam, rozglądam się jeszcze na boki, ale tam też nikogo nie ma. Może po prostu moja intuicja i instynkt obronny płatają mi figle, po prostu to z ignoruję.
Mija zaledwie kilka minut, a z każdym zrobionym przeze mnie krokiem, niepokój narasta, w brzuchu zaczyna mi się przewracać i zaczynam obmyślać wszystkie możliwe strategie ucieczki, w razie jakby moje przypuszczenia stały się prawdziwe.
Słyszę kroki za sobą, więc momentalnie odwracam się za siebie i dwadzieścia metrów od siebie, widzę wysoką, zakapturzoną postać, która zatrzymuje się jak widzi, że stoję w miejscu.
Staram się dostrzec twarz prawdopodobnie mężczyzny, bo wydaje mi się, że znam tą, tajemniczą osobę, która najprawdopodobniej, nie wiadomo z jakiego powodu mnie śledzi.
Nagle postać odwraca się i zaczyna biec znikając we mgle, a ja odwracam się i zaczynam iść szybkim korkiem szukając jakiejś kawiarni, czy miejsca gdzie mogłabym się uspokoić i czułabym się bezpiecznie.
Co to miało znaczyć, ten koleś mnie śledził. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to Harry, ale co on by tutaj robił o takiej porze, w takim miejscu. Chociaż jak już, kiedyś wspominałam, on jest nieprzewidywalny, i nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy.
W końcu zauważam złoty podświetlany napis ,,cafe''. Przyśpieszam kroku i przechodzę przez opustoszałą jezdnię, czego nie mogę powiedzieć o kawiarni, która cieszy się dzisiaj sporą, ilością klientów.
Wchodzę przez oszklone drzwi do środka i siadam przy pustym, kwadratowym stoliku dla dwóch osób, który znajduje się obok okna. Rozbieram się i przewieszam płaszcz i resztę rzeczy na oparciu mojego, czarnego, skórzanego krzesła. Biorę małe Menu kawiarni do ręki i szukam czegoś na co miałabym ochotę, po kilku chwilach wybieram gorącą czekoladę, oraz szarlotkę z lodami waniliowymi.
Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, to był mój ulubiony zestaw, który zawsze zamawiałam w mojej ulubionej kawiarni.
Podchodzi do mnie przystojny, młody kelner o brązowych oczach i blond włosach.
- Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie? - jego głos jest bardzo głęboki i męski. Uśmiecha się do mnie szeroko swoimi, nieskazitelnie białymi zębami.
- Tak, poproszę, gorącą czekoladę i szarlotkę z waniliowymi lodami. - unoszę swoje wargi w delikatnym uśmiechu.
- Już się robi. - odwraca się napięcie, następnie idzie w stronę lady.
Blondyn wygląda mi na pewnego siebie babiarza. Nie lubię takich ludzi.
Odwracam swoją głowę do okna, przez które widać całą, zamgloną ulicę. Na chodniku przed kawiarnią i pod drugiej stronie ulicy stoi dużo samochodów. Zmierzam każdy z nich wzrokiem, nagle w moje oczy rzuca się czarne auto, który zdaje się, widziałam już dobrych kilka razy.
Nie wiem czy to prawda, że ten dupek obserwuje mój każdy, nawet najmniejszy krok, czy po prostu popadam w jakąś paranoję.
Wytężam wzrok i wnikliwiej przypatruję się autu. Zauważam na jego boku, małą rysę, która kojarzy mi się, z wczorajszą, nieco gwałtowną rozmową z Matt'em o stłuczce z Harry'm. Staram się dostrzec twarz osoby, która siedzi za kierownicą, lecz nie mogę, bo samochód jest za daleko lub ten ktoś mi na to nie pozwala.
- Proszę, o to zamówienie. - na nagły dźwięk głosu kelnera lekko podskakuję. - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - kładzie kubek z moją czekoladą oraz szarlotkę przede mną.
- Nic się nie stało. - spoglądam na chłopaka, który zmierza moje ciało wzrokiem i zatrzymuje się na moich piersiach, przez co czuję się strasznie skrępowana.
W końcu zerka na mnie, lekko się uśmiecha i odchodzi od mojego stolika, a ja głośno wypuszczam powietrze nosem.
Kiedy blondyn znika za ladą, sięgam po swój szalik i zakładam na szyję starając się przykryć mój dekolt.
Po co ubierałam ten cholerny sweter?
Kiedy moje, kobiece kształty są już zakryte, biorę kubek z czekoladą do rąk i upijam kilka łyków. Napój jest o wiele lepszy niż w mojej ulubionej, Polskiej kawiarni, do której dawno temu uwielbiałam chodzić.
Spoglądam w okno, samochód nadal tam jest, a w nim nadal ktoś siedzi. Odwracam wzrok i spoglądam na pysznie wyglądającą szarlotkę. Łapię mały, srebrny widelczyk leżący na talerzu i odkrajam kawałek ciasta, następnie wsadzam do buzi.
Pod wpływem pysznego, rozpływającego się w moich ustach smaku przymykam oczy i cicho wzdycham. Jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrego ciasta z jabłkami.
Kątem oka widzę, że ten kelner znowu idzie w moją stronę, następnie siada na wolnym krześle przede mną i przygląda mi się.
Chciałabym go z ignorować, ale nie mogę, bo czuję jak jego wzrok pożera moją twarz.
Mam go dość.
- Coś nie tak? - spoglądam na niego spod rzęs i sztucznie się uśmiecham.
Chcę go spławić, nie mam najmniejszej ochoty na rozmawianie z jakimś, natrętnym kelnerem.
- Nie, wszystko jest w najlepszym porządku. - szczerzy się.
- To dobrze. - ponownie zabieram się za jedzenie mojego ciasta z lodami.
Naglę czuję dotyk na moim kolanie, pod wpływem, którego moje ciało wzdryga się z zaskoczenia.
- Podobasz mi się. - jego ręka przesuwa się na moje udo. - Może pójdziemy na piwo? - próbuje uwieźć mnie swoim wzrokiem, lecz mnie bardziej obrzydza, niż uwodzi.
- Nie dziękuję. - strzepuję jego, nachalną rękę z mojej nogi i nieco wysuwam się z krzesłem spod stołu.
Nie chcę, żeby mnie dotykał, i nie chcę z nim nigdzie iść. Doskonale wiem co ma na myśli mówiąc ,,iść na piwo''.
Jego ręka ponownie ląduje na moim udzie lecz tym razem bliżej mojego, intymnego miejsca.
Zaczynam lekko panikować.
- Nie bądź taka niedostępna. - ściska moje udo. - Na piwo chyba możesz iść? - podnosi swoją, perfekcyjnie wyregulowaną brew.
Co za dupek.
- Nie, nie mogę. - mówię stanowczo i ponownie zrzucam jego rękę z mojego uda.
Jestem przestraszona i pod irytowana, ale muszę być stanowcza, nieugięta i pewna siebie.
- Możesz mnie zostawić? - pytam popijając czekoladę.
- Masz chłopaka? - ignoruje moje pytanie i przesuwa swoje krzesło tuż obok mnie i na nim siada.
Ten koleś coraz bardziej mnie irytuje.
- Tak mam. - postanawiam skłamać.
- To na pewno się nie obrazi jeśli wyjedziesz z swoim znajomym na piwo. - mruga do mnie.
Co za natrętny, obleśny kelner.
- Ale ja nie mam ochoty z tobą nigdzie wychodzić. - wycieram serwetką swoje usta.
Chcę się stąd jak najszybciej wynosić. Zostało mi niewiele czekolady, a szarlotkę prawie całą zjadłam, więc niedługo się od niego uwolnię.
- Jesteś tego pewna? - chcę dotknąć mojego policzka, lecz ja uderzam w jego nachalną dłoń i nie pozwalam na to.
- Jestem. - piorunuję go wzrokiem. - Mógłbyś mnie nie dotykać? - wypijam ostatnie łyki czekolady, następnie zabieram się za szarlotkę.
Jestem wyjątkowo spokojna kiedy on jest taki natrętny i nachalny, ale najchętniej dałabym mu z liścia w twarz i wyszła, ale nie chcę robić scen.
- Mała. Nie bądź taka niedostępna. - trzeci raz łapie za moje udo i lekko je ściska. - Wypijemy po piwie, a ja dam ci spokój. - czubkiem języka dotyka mojej szyi.
Nagle drzwi kawiarni gwałtownie się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę rozwścieczonego, Harry'ego, idzie w stronę stolika przy, którym siedzimy.
- Nie mówiłaś, że twój facet to Styles. - jest przerażony. Blondyn momentalnie zrywa się z krzesła i chce uciekać, lecz Harry łapie kelnera za koszulę i przypiera do ściany.
W kawiarni zaczynają roznosić się liczne piski i krzyki, spowodowane zachowaniem Harry'ego. Liczna ilość osób zaczyna opuszczać lokal.
Jestem sparaliżowana i zażenowana całą tą sytuacją. Nie wiem co mam robić.
- Jeszcze raz ją dotkniesz, a pożałujesz. - puszcza chłopaka, a ten w mgnieniu oka znika za ladą.
Harry obraca się w moją stronę.
- Ubieraj się. - bierze mój płaszcz z krzesła i unosi go do góry, żebym mogła go na siebie wciągnąć.
Zszokowana, wstaję z krzesła i wsadzam ręce w rękawy, następnie chłopak ubiera mi czapkę na głowę i oplata swoją, wielką rękę wokół mojej dłoni.
Zaprotestowałabym mu, ale nie chcę robić jeszcze większego zamieszania.
Zostawia pieniądze na stoliku i ciągnie mnie w stronę wyjścia.
Co on wyprawia do jasnej cholery?
Próbuję wyrwać rękę z jego uścisku, ale mi na to nie pozwala.Wychodzimy z kawiarni i przechodzimy przez ulicę do jego, czarnego samochodu.
Miałam rację, dupek mnie obserwował. Najchętniej wydarłabym się na niego i uciekła, ale on pewnie by mnie dogonił, z resztą nie będę robić scen.
- Wsiadaj. - otwiera samochód i puszcza moją dłoń. Otwieram drzwi, siadam na miejscu pasażera i zapinam pasy.
Harry obchodzi samochód do o koła i siada na swoim miejscu.
- Harry! Co to miało oznaczać do jasnej cholery! - krzyczę. - Wiesz co ty narobiłeś?! Jeśli ktoś zadzwoni na policję?! - ściągam czapkę w geście frustracji.
On jest niemożliwy, jak może wparowywać do kawiarni i straszyć innych ludzi i kelnera, a potem wyciągać mnie stamtąd.
- Nie zadzwonią. - odpowiada obojętnie i zapala silnik.
Jak on może być taki spokojny?
- Skąd możesz wie...
- Nie zadzwonią. - powtarza uniesionym tonem.
- Po co to zrobiłeś? - pytam, kiedy nieco się uspokajam.
- Dotykał cię. Nie chciałaś tego. - bacznie obserwuje drogę przez przednia szybę. .
- Dałabym sobie radę. - mówię trochę nie wierząc w własne słowa i krzyżuję ręce, na piersi.
- Taa. Widziałem jak sobie zajebiście radzisz. - odburkuje.
- Jak to widziałeś? - udaję, że nie widziałam, że mnie obserwował, bo doskonale wiem, że się do tego nie przyzna.
- Akurat przejeżdżałem. - jego ton jest obojętny.
On jest po prostu niemożliwy.
- A jak wytłumaczysz mi to, że kiedy spacerowałam, śledziła mnie bardzo podobna do ciebie osoba, a potem twój samochód cały czas stał przed kawiarnią, i siedziałeś w nim właśnie ty! - wskazuję na niego palcem. - W ogóle po jaką cholerę przyjeżdżasz wieczorem pod mój dom i mnie obserwujesz?! - wydzieram się, ale na nim nie robi to najmniejszego wrażenia, co doprowadza mnie do istnego szaleństwa.
- Zdaje ci się.
Po tak niezbitych argumentach, jakie mu przed chwilą podałam, że mnie obserwuje, on nadal upiera się, że tak nie jest.
- Dlaczego mnie obserwujesz? Dlaczego za mną chodzisz? - nie zamierzam odpuszczać. - Powiedz. - podnoszę głos.
- Nie podnoś na mnie głosu. - syczy. - Powinnaś być mi wdzięczna, że cię wyciągnąłem od łapsk tamtego skurwiela.
- Ja wdzięczna tobie? - mówię z niedowierzaniem.
- Czy, któregoś z tych słów nie zrozumiałaś? - pyta ironicznie.
- Każdego. Nie rozumiem cie i nie rozumiem twojego idiotycznego zachowania. - oznajmiam. - Wiem, że mnie obserwujesz z jakiegoś, nieznanego mi powodu i nie chcesz się do tego przyznać. Jesteś po prostu żałosny! - wydzieram się.
Harry jest tak wkurzający i irytujący, że przy nim wszelkie, moje nerwy puszczają. Jak on może się tak zachowywać w miejscach publicznych i nie czuć żadnego skrępowania ani wstydu? Fakt, jestem mu wdzięczna, że wyciągnął mnie z opresji, jaką był tamten kelner, ale to nie upoważnia go, do tego, żeby zachowywał się jak jakiś psychol. Po co on to w ogóle robił, po co tam wchodził, dlaczego go tak potraktował? Nie rozumiem tego, tak samo jak wszystkich innych sytuacji z nim w udziale.
Chłopak zatrzymuje samochód. Spoglądam przez szybę i widzę, że już jestem pod swoim domem. Odpinam pas i naciskam na klamkę, lecz drzwi są zamknięte.
Co on znowu kombinuje do jasnej cholery?
- Wypuść mnie. - spoglądam na niego, patrzy się tępo w szybę przed sobą.
- Spotykasz się dziś z Louis'em? - jego twarz zmienia wyraz z wściekłości na ...rozczarowanie, przybicie? Chyba, że mi się zdaje, co jest bardziej prawdopodobne.
Mój gniew jakby magicznie, opuszcza moją głowę i ciało.
- Tak. - odpowiadam spokojnie.
Nie chcę go okłamywać, to do niczego by nie doprowadziło.
- Dlaczego o to pytasz?
- Wyjdź. - rozkazuje sucho, nie patrząc na mnie. Wciska jakiś przycisk znajdujący się obok kierownicy. Słyszę jak drzwi po mojej stronie się otwierają.
- Z wielką chęcią. - mówię opryskliwie i wychodzę z samochodu.
Słyszę jak Harry odjeżdża z piskiem opon.
Szybkim krokiem podchodzę do drzwi i je otwieram, następnie wchodzę do środka trzaskając nimi.
Czyżby Harry przejmował się moim spotkaniem z Louis'em? Kiedy mnie o to pytał, zrobił się inny, przybity. Co totalnie zbiło mnie z tropu, jak wszystko co robił do tej pory.
Mam stanowczo dość tego człowieka.
Rozbieram się i odwieszam ubrania na wieszak, który znajduje się w korytarzu, następnie idę do salonu i siadam na kanapie.
Jest już 12.41, czyli do spotkania z Louis'em pozostało około czerech godzin.
Jeśli pokażę się w jakiejś za dużej bluzie, lub wyciągniętym swetrze, na pewno będzie wstydził się ze mną pokazać, czego nie chcę. W takim razie muszę pomyśleć w co mogę się ubrać, żeby wyglądać stosownie.
Wstaję z kanapy i idę na górę do swojego pokoju,podchodzę do szafy i zaczynam przerzucać wszystkie półki w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego.
Znajduję bordową, luźną bluzkę, która jest dłuższa z tyłu i ma nieco przy długie rękawy. Ubranie dostałam od mamy na moje urodziny, nigdy jej jeszcze na sobie nie miałam.
Do tego postanawiam ubrać czarne rurki z dziurami na kolanach i czarne botki na ośmiocentymetrowym słupku, których też nigdy na sobie nie miała. Kupiłam je, bo Paula mnie do tego zmusiła. Ale z tego co pamiętam były bardzo wygodne i nawet nieźle mi się w nich chodziło, mimo, że są na wysokim obcasie.
Siadam na łóżku i wciągam buty na nogi, następnie wstaję i przechadzam się po pokoju, co jest wręcz dziecinnie proste.
Ściągam buty i ustawiam je obok łóżka.
Czyli strój mam z głowy, teraz czas na szybki prysznic.
Idę do łazienki, rozbieram się i wchodzę pod oszkloną kabinę i puszczam ciepłą wodę. Po kilku minutach mycia swojego ciała i włosów, wychodzę spod prysznica i owijam swoje ciało ręcznikiem. Podłączam suszarkę do kontaktu i zaczynam suszyć swoje, mokre włosy, czego nienawidzę robić, bo to jest bardzo, długa i żmudna robota.
Po piętnastominutowym wysuszeniu włosów, idę do swojego pokoju i ubieram się w moje, przygotowane wcześniej rzeczy z wyjątkiem butów, następnie podchodzę do lustra i mocno maluję swoje rzęsy, że są bardzo grube i długie, oraz robię kreski eye-liner'em na górnej powiece, co zajmuje mi trochę czasu, bo cały czas są nie równe.
Wyczesuje i prostuje swoje włosy prostownicą, następnie przypinam je wsuwką z jednej strony. Oddalam się trochę od lustra i przeglądam się swojemu odbiciu w całej okazałości.
Jestem z siebie dumna, wyglądam naprawdę dobrze.
Biorę swoje buty, pieniądze, oraz telefon i schodzę na dół, następnie włączam telewizor i zaczynam szukać czegoś co mogłoby mnie zainteresować.
Wiem, że Louis ma przyjechać za około godzinę, ale wolę być już przygotowana i poczekać na niego oglądając telewizję, niż robić wszystko na ostatnią chwilę.
Zawszę tak robiłam, kiedy miałam się z kimś spotkać.
Znajduję jakiś serial kryminalny, więc odkładam pilota na kanapie tuż obok mnie, opieram się plecami o oparcie kanapy i wciągam się w pogmatwaną, kryminalną fabułę, którą nie posiadają tylko takie seriale, ale czasami też życie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Niestety, nie dobiłyście do 5 komentarzy :( Więc wstawiam ten rozdział dzisiaj.
Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego <3 <3 <3 <3 :)
Co sądzicie o nowym albumie chłopców?
8.11.2015
Rozdział 11
*Oczami Agaty*
Budzi mnie dziwny hałas dobiegający z korytarza. Wychodzę z łóżka i kieruję się do wyjścia z pokoju.
Kiedy otwieram drzwi, widzę Paulę, targającą, wielką walizkę w stronę schodów.
- Paula co ty robisz? - podchodzę do niej i pomagam tachać walizkę.
Jest bardzo ciężka.
- Muszę znieść swój bagaż na dół. - zaczynamy schodzić z walizką po schodach, co nie jest wcale takim łatwym zadaniem.
- A gdzie Matt?
- Śpi, nie chciałam go budzić. - docieramy na sam dół i ustawiamy walizkę pod ścianą i wracamy na górę.
- Która godzina? - pytam, widząc, że na dworze jest strasznie ciemno.
- Teraz już pewnie po dwudziestej trzeciej.
- Obudź go, bo nie zdążycie! - odpowiadam lekko spanikowana, widząc sporą ilość walizek w jej pokoju i nieogarniętą Paulę oraz Matt'a, który śpi, rozwalony na łóżku.
Biorę dwie, średnie walizki i wychodzę z pokoju, w trakcie, kiedy dziewczyna budzi blondyna rozwalonego na jej łóżku.
Gdy jestem na dolę, przecieram czoło z potu i wracam z powrotem na górę do pokoju mojej przyjaciółki.
- Aga, on nie chce wstać. - mówi Paule lekko szturchając jego ramię.
Chyba każdy facet jest taki sam, nie chce im się wstawać, kiedy trzeba.
Biorę poduszkę z kanapy i rzucam nią w chłopaka z całej siły, a Matt momentalnie siada na materacu i oszołomiony rozgląda się po pokoju.
- Matt, zbieraj się, bo nie zdążycie na samolot. - mówię ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Dobrze już wstaje. - wychodzi z łóżka, zapominając, że jest w samych bokserkach. Kiedy się orientuje, że jest w samej bieliźnie lekko się rumieni.
Odwracam wzrok, żeby się nie krępował i biorę następne walizki, z którymi idę na dół i ponownie wracam na górę.
Kiedy jestem w pokoju Pauli,oboje są już ubrani, a Paula maluje się przed lustrem.
Myślę, że to jedyny raz kiedy dziewczyna powinna się pomalować, ponieważ wygląda okropnie.
- Pomogę ci. - Matt bierze dwie wielkie, walizki Pauli i wychodzi z nimi z pokoju.
- Wszystko w porządku? - podchodzę do mojej przyjaciółki i przyglądam się jej odbiciu w lustrze.
- Teraz już tak. - spogląda w odbicie moich oczu w lustrze. - Wyczeszesz mi włosy? - kiwam głową.
Biorę szczotkę z jej toaletki i zaczynam rozczesywać poplątane, blond włosy dziewczyny.
- Przykro mi, że musisz zostać tutaj sama. - mówi smutnym tonem, nakładając korektor pod swoje, spuchnięte oczy.
- Poradzę sobie. - zdaję się na lekki uśmiech.
Wiem, że będzie mi ciężko przebywać sama w tym, niewielkim domu, ale muszę sobie dać radę. Tak jak zawsze.
- Obiecuję, że będę codziennie dzwonić i esemesować. - wklepuje palcem, nałożony wcześniej kosmetyk.
- Dobrze. - próbuję rozczesać dosyć spory kołtun z jej włosów.
Słyszę jak Matt wchodzi do pokoju i bierze kolejną walizkę, z którą wychodzi z pokoju.
- Ciesze się, że Matt z tobą jedzie.
- Ja też. - uśmiecha się słabo. - Kiedy się pakowałam, cały czas płakałam, a Matt mnie pocieszał, przytulał. Czułam jakby przeżywał ten ból wraz ze mną. - nakleja jedną z sztucznych rzęs, na swoją powiekę.
- A myślisz, że tak nie jest? On też cierpi, patrząc jak ty cierpisz.
- Nie chcę, żeby cierpiał, przeze mnie. - jej oczy robią się jeszcze smutniejsze.
- Nie to miałam na myśli.
- Wiem, ale ja mam. - nakłada balsam do ust na swoje spierzchnięte i suche wargi.
Matt wchodzi do pokoju.
- Idę zanieść bagaże do samochodu. - oznajmia i wychodzi.
- Jak myślisz, kiedy wrócimy?
- Nie mam pojęcia. - staram się brzmieć normalnie, chociaż jest mi naprawdę smutno, że nie mam pojęcia na jak długo moi przyjaciele mnie opuszczają.
- Ja też nie. - kończy się malować, a ja czesać jej włosy.
Zaczyna przeglądać się w lustrze.
- Wyglądam nieco lepiej. - poprawia swoje włosy i wstaje z krzesła.
- Zgadzam się. - uśmiecham się do niej.
Może ukryła swoje worki pod oczami, bladą, zmęczoną twarz i spierzchnięte usta. Ale nie ukryje swoich, smutnych oczu.
To okropne widząc rozpacz w jej blado, niebieskich oczach, w których jeszcze kilka godzin temu gościło szczęście i radość.
Dziewczyna podchodzi do mnie i mocno przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Będę za tobą bardzo tęsknić. - jeszcze mocniej ściska moje żebra.
- Ja za tobą też. - w moich oczach pojawiają się łzy.
Słyszę jak Paula szlocha.
- Paula nie płacz. Rozmażesz się przed wyjazdem. - odsuwam ją lekko od siebie i wycieram łzy cieknące z jej policzków.
Tak bardzo jest mi jej szkoda.
- I co z tego? Mój tata leży w szpitalu, zostawiam moją najlepszą przyjaciółkę i nie wiem kiedy wrócę, a mój chłopak jedzie ze mną zostawiając swój dom i rodzinę. Nie dbam o to, że się rozmarzę. - rzuca się na moją szyję i zaczyna szlochać. - Poza tym nałożyłam wodo odporny makijaż. - szloch przeradza się w śmiech.
Dziewczyna odsuwa się ode mnie i łapie mnie za rękę, następnie wychodzimy z pokoju i kierujemy się na dół. Idziemy do korytarza, a Paula ubiera płaszcz, szalik i czapkę.
Drzwi frontowe się otwierają, po chwili w korytarzu stoi Matt i zamyka je za sobą. Całuje dziewczynę w czoło i spogląda na mnie.
- Aga. - rozchyla swoje ramiona, a ja w nie wpadam i wtulam się i jego tors. - Będzie mi ciebie brakowało. - kładzie brodę na mojej głowie i jeszcze mocniej przytula mnie do siebie.
- Mi ciebie też Matt. - wyduszam w jego klatkę piersiową ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
Nienawidzę takich pożegnań, zawszę na nich płaczę.
Odsuwa się ode mnie i całuje mój policzek, a ja składam delikatnego całusa na jego szczęce i uśmiecham się do niego, a on do mnie.
Odwracam się do Pauli, a ta rzuca się na moja szyję.
- Zadzwoń do mnie jak będziecie na miejscu.
- Zadzwonię. - jej głos drży.
Kiedy się od siebie Paula całuje mnie w oba policzki, w czoło, w głowę i w kącik ust, co mnie nieco dziwi, bo nigdy tak nie robiła.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak strasznie mi przykro, że zostawiam cię tutaj samą. Tak bardzo mi przykro.
- Paula, wiesz, że dam sobie radę. - ponownie się do niej przytulam i gładzę po plecach.
Paula, jest bardzo emocjonalna i wiem, że gnębi ją teraz straszne poczucie winy, ale musi jechać do swojego taty. Też bym tak postąpiła ma jej miejscu.
- Wiem. - całuję ją w policzek, następnie odrywamy się z uścisku.
- A teraz jedźcie już, bo się spóźnicie. - uśmiecham się Patrząc to na Paulę, to na Matt'a.
Będzie mi ich strasznie brakować.
Matt otwiera drzwi frontowe i puszcza dziewczynę pierwszą, następnie podchodzi do mnie i ostatni raz lekko mnie ściska na pożegnanie. Wychodzi i biegnie do samochodu, w którym już siedzi Paula, patrząc się przez okno na mnie.
Chłopak odpala silnik i ruszają, Paula macha do mnie i posyła mi całusa, a ja udaje, że go łapie i przykładam do swojego policzka.
Kiedy samochód znika w ciemności, zamykam drzwi i idę na górę położyć się, ponieważ jestem bardzo zmęczona.
Wchodzę pod moją, miękką i ciepłą kołdrę i kładę głowę na poduszce.
Nie myśląc już, o tym, że zostałam całkiem sama w tym domu na co najmniej tydzień, zapadam w głęboki sen.
*Oczami Louis'a*
- Louis! Złaź na dół! - słyszę głos Niall'a z dołu.
Czego on chce do jasnej cholery? Jestem tu dopiero od piepszonych dziesięciu minut, a on już czegoś ode mnie chce.
- Louis! Złaź do kurwy nędzy! - wydziera się na całe gardło. Szybko wychodzę z pokoju i zbiegam ze schodów.Budzi mnie dziwny hałas dobiegający z korytarza. Wychodzę z łóżka i kieruję się do wyjścia z pokoju.
Kiedy otwieram drzwi, widzę Paulę, targającą, wielką walizkę w stronę schodów.
- Paula co ty robisz? - podchodzę do niej i pomagam tachać walizkę.
Jest bardzo ciężka.
- Muszę znieść swój bagaż na dół. - zaczynamy schodzić z walizką po schodach, co nie jest wcale takim łatwym zadaniem.
- A gdzie Matt?
- Śpi, nie chciałam go budzić. - docieramy na sam dół i ustawiamy walizkę pod ścianą i wracamy na górę.
- Która godzina? - pytam, widząc, że na dworze jest strasznie ciemno.
- Teraz już pewnie po dwudziestej trzeciej.
- Obudź go, bo nie zdążycie! - odpowiadam lekko spanikowana, widząc sporą ilość walizek w jej pokoju i nieogarniętą Paulę oraz Matt'a, który śpi, rozwalony na łóżku.
Biorę dwie, średnie walizki i wychodzę z pokoju, w trakcie, kiedy dziewczyna budzi blondyna rozwalonego na jej łóżku.
Gdy jestem na dolę, przecieram czoło z potu i wracam z powrotem na górę do pokoju mojej przyjaciółki.
- Aga, on nie chce wstać. - mówi Paule lekko szturchając jego ramię.
Chyba każdy facet jest taki sam, nie chce im się wstawać, kiedy trzeba.
Biorę poduszkę z kanapy i rzucam nią w chłopaka z całej siły, a Matt momentalnie siada na materacu i oszołomiony rozgląda się po pokoju.
- Matt, zbieraj się, bo nie zdążycie na samolot. - mówię ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Dobrze już wstaje. - wychodzi z łóżka, zapominając, że jest w samych bokserkach. Kiedy się orientuje, że jest w samej bieliźnie lekko się rumieni.
Odwracam wzrok, żeby się nie krępował i biorę następne walizki, z którymi idę na dół i ponownie wracam na górę.
Kiedy jestem w pokoju Pauli,oboje są już ubrani, a Paula maluje się przed lustrem.
Myślę, że to jedyny raz kiedy dziewczyna powinna się pomalować, ponieważ wygląda okropnie.
- Pomogę ci. - Matt bierze dwie wielkie, walizki Pauli i wychodzi z nimi z pokoju.
- Wszystko w porządku? - podchodzę do mojej przyjaciółki i przyglądam się jej odbiciu w lustrze.
- Teraz już tak. - spogląda w odbicie moich oczu w lustrze. - Wyczeszesz mi włosy? - kiwam głową.
Biorę szczotkę z jej toaletki i zaczynam rozczesywać poplątane, blond włosy dziewczyny.
- Przykro mi, że musisz zostać tutaj sama. - mówi smutnym tonem, nakładając korektor pod swoje, spuchnięte oczy.
- Poradzę sobie. - zdaję się na lekki uśmiech.
Wiem, że będzie mi ciężko przebywać sama w tym, niewielkim domu, ale muszę sobie dać radę. Tak jak zawsze.
- Obiecuję, że będę codziennie dzwonić i esemesować. - wklepuje palcem, nałożony wcześniej kosmetyk.
- Dobrze. - próbuję rozczesać dosyć spory kołtun z jej włosów.
Słyszę jak Matt wchodzi do pokoju i bierze kolejną walizkę, z którą wychodzi z pokoju.
- Ciesze się, że Matt z tobą jedzie.
- Ja też. - uśmiecha się słabo. - Kiedy się pakowałam, cały czas płakałam, a Matt mnie pocieszał, przytulał. Czułam jakby przeżywał ten ból wraz ze mną. - nakleja jedną z sztucznych rzęs, na swoją powiekę.
- A myślisz, że tak nie jest? On też cierpi, patrząc jak ty cierpisz.
- Nie chcę, żeby cierpiał, przeze mnie. - jej oczy robią się jeszcze smutniejsze.
- Nie to miałam na myśli.
- Wiem, ale ja mam. - nakłada balsam do ust na swoje spierzchnięte i suche wargi.
Matt wchodzi do pokoju.
- Idę zanieść bagaże do samochodu. - oznajmia i wychodzi.
- Jak myślisz, kiedy wrócimy?
- Nie mam pojęcia. - staram się brzmieć normalnie, chociaż jest mi naprawdę smutno, że nie mam pojęcia na jak długo moi przyjaciele mnie opuszczają.
- Ja też nie. - kończy się malować, a ja czesać jej włosy.
Zaczyna przeglądać się w lustrze.
- Wyglądam nieco lepiej. - poprawia swoje włosy i wstaje z krzesła.
- Zgadzam się. - uśmiecham się do niej.
Może ukryła swoje worki pod oczami, bladą, zmęczoną twarz i spierzchnięte usta. Ale nie ukryje swoich, smutnych oczu.
To okropne widząc rozpacz w jej blado, niebieskich oczach, w których jeszcze kilka godzin temu gościło szczęście i radość.
Dziewczyna podchodzi do mnie i mocno przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Będę za tobą bardzo tęsknić. - jeszcze mocniej ściska moje żebra.
- Ja za tobą też. - w moich oczach pojawiają się łzy.
Słyszę jak Paula szlocha.
- Paula nie płacz. Rozmażesz się przed wyjazdem. - odsuwam ją lekko od siebie i wycieram łzy cieknące z jej policzków.
Tak bardzo jest mi jej szkoda.
- I co z tego? Mój tata leży w szpitalu, zostawiam moją najlepszą przyjaciółkę i nie wiem kiedy wrócę, a mój chłopak jedzie ze mną zostawiając swój dom i rodzinę. Nie dbam o to, że się rozmarzę. - rzuca się na moją szyję i zaczyna szlochać. - Poza tym nałożyłam wodo odporny makijaż. - szloch przeradza się w śmiech.
Dziewczyna odsuwa się ode mnie i łapie mnie za rękę, następnie wychodzimy z pokoju i kierujemy się na dół. Idziemy do korytarza, a Paula ubiera płaszcz, szalik i czapkę.
Drzwi frontowe się otwierają, po chwili w korytarzu stoi Matt i zamyka je za sobą. Całuje dziewczynę w czoło i spogląda na mnie.
- Aga. - rozchyla swoje ramiona, a ja w nie wpadam i wtulam się i jego tors. - Będzie mi ciebie brakowało. - kładzie brodę na mojej głowie i jeszcze mocniej przytula mnie do siebie.
- Mi ciebie też Matt. - wyduszam w jego klatkę piersiową ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
Nienawidzę takich pożegnań, zawszę na nich płaczę.
Odsuwa się ode mnie i całuje mój policzek, a ja składam delikatnego całusa na jego szczęce i uśmiecham się do niego, a on do mnie.
Odwracam się do Pauli, a ta rzuca się na moja szyję.
- Zadzwoń do mnie jak będziecie na miejscu.
- Zadzwonię. - jej głos drży.
Kiedy się od siebie Paula całuje mnie w oba policzki, w czoło, w głowę i w kącik ust, co mnie nieco dziwi, bo nigdy tak nie robiła.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak strasznie mi przykro, że zostawiam cię tutaj samą. Tak bardzo mi przykro.
- Paula, wiesz, że dam sobie radę. - ponownie się do niej przytulam i gładzę po plecach.
Paula, jest bardzo emocjonalna i wiem, że gnębi ją teraz straszne poczucie winy, ale musi jechać do swojego taty. Też bym tak postąpiła ma jej miejscu.
- Wiem. - całuję ją w policzek, następnie odrywamy się z uścisku.
- A teraz jedźcie już, bo się spóźnicie. - uśmiecham się Patrząc to na Paulę, to na Matt'a.
Będzie mi ich strasznie brakować.
Matt otwiera drzwi frontowe i puszcza dziewczynę pierwszą, następnie podchodzi do mnie i ostatni raz lekko mnie ściska na pożegnanie. Wychodzi i biegnie do samochodu, w którym już siedzi Paula, patrząc się przez okno na mnie.
Chłopak odpala silnik i ruszają, Paula macha do mnie i posyła mi całusa, a ja udaje, że go łapie i przykładam do swojego policzka.
Kiedy samochód znika w ciemności, zamykam drzwi i idę na górę położyć się, ponieważ jestem bardzo zmęczona.
Wchodzę pod moją, miękką i ciepłą kołdrę i kładę głowę na poduszce.
Nie myśląc już, o tym, że zostałam całkiem sama w tym domu na co najmniej tydzień, zapadam w głęboki sen.
*Oczami Louis'a*
- Louis! Złaź na dół! - słyszę głos Niall'a z dołu.
Czego on chce do jasnej cholery? Jestem tu dopiero od piepszonych dziesięciu minut, a on już czegoś ode mnie chce.
- Czego chcesz ode mnie?! - pytam oschle wchodząc do salonu.
Są tutaj Niall, Liam, Carlos, Luke i Zayn.
Siadam na kanapie obok Liam'a i przybijam mu piątkę.
- Gdzieś ty był stary? - pyta wesoło Luke zaciągając się dymem papierosowym.
- U siostry.
- I jak było? - pyta Liam.
- W porządku.
- Ej, słyszeliście, że Harry wrócił do domu pobity? - Carlos wszczyna się w naszą rozmowę.
Biedny Harry pobity, cóż za okropieństwo. Żeby jeszcze, to była jakaś nowość.
- I co z tego. - mówi Luke. - Ten chuj co tydzień przychodzi pobity.
- Nie widziałeś jego ryja. Nie poznałbym go jakby nie te, jego, długie kudły. - dodaje jebany Carlos.
- Dobrze mu tak. - Luke wypuszcza dym z ust.
- Wyskoczymy dzisiaj do baru? Dawno nas tam nie było. - proponuje Niall.
Mnie i tak nie będzie, bo spotykam się z Agą, z czego bardzo się cieszę.
- Louis, co o tym sądzisz? - pyta Liam, siadając obok mnie na kanapie.
- Mam inne plany.
- A co, wychodzisz z tą swoją dziunią? - Carlos porusza brwiami, a ja ledwo co powstrzymuje się, od tego, żeby mu nie podejść i wyjebać w ryj.
- Z kąd o niej wiesz? - syczę i paraliżuje go wzrokiem.
Nienawidzę tego kutasa.
- Louis wyluzuj. - Niall klepie mnie po plecach. - To co spotykasz się z nią? - dodaje kiedy nieco się uspokajam.
- Tak. - przyznaję.
Mam ich dość.
Wolałem im to powiedzieć, bo inaczej ci idioci śledzili by mnie jakbym to ukrył lub ich okłamał. Tak robią z wszystkimi, tylko nie z Harrym. Wiedzą, że Harry najebał by wszystkim po kolei gdyby przyłapał, któregoś z nich na śledzeniu go.
- Uuuuuu. Chłopie kroi się coś grubego? - pyta Carlos z głupim uśmieszkiem na swoim, parszywym ryju. Nienawidzę gościa.
Pierdolony plotkarz.
- Nie. Poza tym nie twój pierdolony interes. - mówię oschle i piorunuje go wzrokiem.
- Carlos. Nie wkurwiaj Louisa, bo znowu ci napierdoli tak, jak ostatnio. Pamiętasz? - Luke próbuje go ogarnąć i ledwo co powstrzymuje śmiech.
- Wtedy miałem wypite, a teraz na luzie bym go pokonał. - patrzy się na mnie z pogardą.
Zrywam się na nogi, podchodzę do niego, łapię za koszulę i podciągam do góry.
- A chcesz się przekonać? - syczę przez zęby.
- Nie stary, ja tylko żartowałem. Nie znasz się na żartach? - z jego ust wydostaje się nerwoy śmiech.
- Pierdol się. - rzucam go z powrotem na kanapę i wracam na swoje miejsce.
- I po co ci to było Carlos? Po co? - poucza go Luke.
- Zamknij ryj.
- No co, mało brakowało, żebyś się nie posrał. - żartuje Niall, a wszyscy wybuchają śmiechem oprócz mnie i Carlosa.
Nie mam ochoty się śmiać z czego, kol wiek. Jebany Carlos popsuł mi humor
Wstaję z kanapy i kieruję się na schody, ale zatrzymuję się, bo słyszę, że chłopaki zaczynają szeptać. Staję przy ścianie i nasłuchuję. .
- Ej. Chłopaki nie chciałem tego mówić przy Louis'ie, ale teraz wam powiem. - szepcze Carlos. Ciekawe co skurwiel ma takiego, ciekawego do powiedzenia.
- Harry odwiózł tą jego laskę do domu. Długo nie wracał więc mogło się coś wydarzyć. - mówi cicho chichocząc.
Nie chcę mi się wierzyć w to co przed chwilą usłyszałem.
- Co? Skąd wiesz? - pyta Luke.
- Podsłuchiwałem ich. - szepcze.
Kurwa mać. Co jeśli ten sukinsyn ją wykorzystał?
- Nie wolno podsłuchiwać. - słyszę ochrypły głos Harry'ego. Odwracam się w jego stronę i widzę jego, poobijany ryj.
Dobrze mu tak. Wreszcie się doigrał.
- Odwiozłeś Agę do domu po imprezie? - pytam, powstrzymując się, żeby się na niego nie rzucić. - Spałeś z nią?
- Nie twój piepszony interes. - mówi oschle. - Z kąd to wiesz? - schodzi o dwa schodki na dół.
- Nie twój piepszony interes. - powtarzam po nim i próbuję go wyminąć, lecz, ten łapie mnie za ramiona i przypiera do ściany.
- Gadaj. - jego szczęka się zaciska.
- Powiem jak ty odpowiesz na moje pytania. - mówię.
- Tak odwiozłem ją, ale się z nią nie piepszyłem. - ulga ogarnia mój umysł,lecz coś jednak nie daje mi spokoju. - I nie zadawaj więcej pytań. - syczy. - Teraz twoja kolej. - jeszcze mocniej naciska na moje ramiona, jakbym zaraz miał mu się wyrwać.
- Carlos. Podsłuchiwał was. - chłopak zdejmuje swoje ręce z moich ramion, a ja kieruję się do swojego pokoju.
Ten chuj Carlos, ma przesrane u Harry'ego. Albo będzie martwy albo wyląduje w szpitalu, na co najmniej dwa tygodnie.
Wchodzę do swojego pokoju, podchodzę do szuflady, wyjmuję z niej czarne rurki oraz białą koszulkę i się ubieram.
Nie mam teraz nic do roboty, więc kładę się na łóżku i zaczynam podrzucać poduszką do góry i ją łapać.
Nie chcę mi się wierzyć, że Harry odwiózł Agę do domu, przecież Joseph miał to zrobić, do chuja. Dobrze, że przynajmniej z nią nie spał, nie darował bym mu tego.
Chociaż wątpię, żeby Aga dała się zmanipulować temu dupkowi i pójść z nim do łóżka. Ona taka nie jest. Ale coś mnie gryzie.
- Proszę nie zabijaj mnie! - słyszę przerażony pisk Carlos'a, który dobiega z zewnątrz. Szybko podbiegam do okna, otwieram je i wychylam głowę.
Widzę tam tego dupka, który jest przyparty do ściany przez jeszcze większego dupka, czyli Harry'ego. Nagle Harry bierze zamach i rozkwasza pięść na twarzy Carlos'a, z nosa zaczyna mu lecieć krew.
Szybko wybiegam z pokoju, zbiegam po schodach i wychodzę z domu. Carlos leży już na ziemi, a Harry okłada go pięściami po twarzy.
- Harry chcesz go zabić?! - krzyczę na niego ale on nie zwraca na mnie uwagi.
Nie dam rady powstrzymać Harry'ego, kiedy jest tak rozwścieczony.
- Chłopaki, szybko schodźcie na dół! - krzyczę, a po chwili wszyscy wybiegają z domu. Podbiegamy do nich jak najszybciej się da i próbujemy odciągnąć Harry'ego od prawie nieprzytomnego Carlos'a.
Mimo, że jesteśmy w czterech, to ledwo daje nam się to osiągnąć.
Ten pojeb zachowuje się, jakby był opętany.
Luk, Peter i Liam podchodzą do nieprzytomnego chłopaka i zanoszą do domu, a ja, Joseph, Zayn i Niall próbujemy uspokoić Harry'ego, który próbuje nam się wyrwać.
Siedzimy na nim i staramy się go utrzymać w miejscu.
- Mam nadzieję, że tak dobrze spiszesz się na ringu za tydzień. - Joseph jest mega wkurwiony, a ja wcale mu się nie dziwię.
- Chłopie zastanów się co robisz! Chciałeś go zabić?! A jakby sąsiedzi zadzwonili po psy znowu poszedłbyś do pierdla! - drze się Zayn.
- To wtedy był, by mój problem, a nie twój! Więc zamknij kurwa ryj i siedź cicho! - od fukuje Harry.
- Nie! Nie byłby to tylko twój problem, bo przez twój, zjebany łeb my też mieli byśmy przejebane!- drze się Zayn.
Ma racje.
-To, że wy mielibyście przejebane, to mnie gówno obchodzi. - Harry odpowiada z głupim uśmieszkiem na twarzy.
Bezczelny sukinsyn.
- Pierdol się! - Zayn idzie do domu i trzaska drzwiami frontowymi.
- Będziesz już spokojny, czy chcesz jeszcze ochłonąć? - pyta Joseph rozluźniając uścisk na barkach chłopaka.
- Nie jestem małym dzieckiem do chuja! - Harry zaczyna się wyrywać.
- Właśnie, że tak. Zachowujesz się jak małe dziecko. - Joseph puszcza Harry'ego, a ja i Niall robimy to samo co on.
Chłopak zrywa się na nogi i idzie do swojego samochodu.
Pewnie jedzie się ,,odstresować''.
Myśląc odstresować, mam na myśli albo piepszenie się z jakąś dziwką, albo najebanie się w barze.
Nie czuję wyrzutów sumienia, że sprowokowałem Harry'ego do pobicia Carlos'a. Wkurwia wszystko i wszystkich.
Wracamy do domu i idziemy do salonu gdzie są już wszyscy, Carlos leży na kanapie, a Peter opatruje jego obrażenia.
Chłopak ma całą twarz we krwi.
- Trzeba było nie roznosić ploteczek o niem i tej dziewczynie. Masz za swoje. - mówi Niall.
Niall też go nienawidzi jak z resztą wszyscy oprócz tego, debila Peter'a.
- Pewnie podsłuchiwał was jak gadaliście. Ten człowiek jest niemożliwy. - Joseph siada w fotelu i chowa twarz w dłoniach. - A ty Carlos, nauczysz się wreszcie, że nie można wkurwiać Harry'ego, zwłaszcza Harry'ego. Zobacz jak teraz wyglądasz. - dodaje i wskazuje ręką na jego, zmasakrowaną twarz.
Carlos wygląda jakby chciał coś powiedzieć, ale nie może. Pewnie chciał od fukać Joseph'owi.
- Dobra stary skończyłem. - mówi Peter. Carlos ma twarzy są małe plasterki, które poprzyklejał mu Peter, jego twarz jest cała spuchnięta i poobijana. Wygląda żałośnie.
Zaśmiałbym się, ale chyba lepiej będzie, jak będę cicho.
- Chcesz iść na górę? - pyta opiekuńczo Peter, a Carlos lekko kiwa głową.
Chłopak bierze pobitego pod pachę i idzie z nim po schodach na górę.
Gdy chłopaków już nie widać, ani nie słychać, Zayn wybucha śmiechem.
- Czasami gniew Styles'a się do czegoś przydaje. - mówi mulat cały czas się śmiejąc. Po chwili wszyscy wybuchamy śmiechem.
- Masz racje. - przyznaje Joseph śmiejąc się jak szalony. - Dobra chłopaki, wystarczy. - wyciera łzy z swoich policzków, które powstały w skutek gromkiego śmiechu mężczyzny.
- Wiecie co? Nie rozumiem Petera. Dlaczego on lubi takiego sukinsyna jakim jest Carlos? - pyta Niall jak tylko się uspokaja.
- A kto, to wie? Po prostu Peter był, jest i będzie przydupasem Carlos'a i tyle. - odzywa się Zayn.
- Albo jest homo. - żartuje Luke, a my zaczynamy chichotać.
- Ale Harry był wkurwiony. - mówi Liam, który nadal jest przerażony, po tym, co zobaczył kilka minut temu.
- Bywało gorzej. - mówi Joseph.
- To może być jeszcze gorzej?! - oczy Liam'a rozszerzają się w geście zdziwienia.
- Uwierz mi, że może. - mężczyzna klepie Liam'a po plecach.
Może i Liam jest świetnie zbudowany, wysportowany i umięśniony, ale w życiu nie pokonał by Styles'a gdyby doszło między nimi do bójki.
- To idziemy, w końcu do tego baru? Trzeba jakoś to uczcić co nie? - proponuje Luke po chwili ciszy.
Poszedłbym z nimi, ale nie zamierzam zmieniać moich planów co do spotkania z Agą.
- Chodźcie wszyscy. Carlosowi dupsko pęknie, że nie może iść z nami. - mówi Luke.
- Ale przecież Louis, nie może, bo spotyka się z tą, swoją dziunią. - Niall szturcha moje ramie w żartobliwym geście.
- To co, idziemy wszyscy oprócz Louis'a? - mówi Joseph, głupio się do mnie uśmiechając.
Po chwili wszyscy wychodzą z domu, a ja idę do swojego syfu, zwanym moim pokojem.
Kładę się na wyro i zamykam oczy, chcę się jeszcze kimnąć przed tym spotkaniem do którego zostało jeszcze jakieś siedem godzin.
Absolutnie nie traktuję Agi jako kandydatkę na swoją dziewczynę, ale chcę się zaprzyjaźnić z kimś takim jak ona, odciąć się chociaż na chwilę od chłopaków i całego tego gówna związanego z bractwem. Jest na prawdę świetną dziewczyną, takiej przyjaciółki szukałem już od jakiegoś czasu, i myślę, że Aga nadaję się na nią idealnie. Kurewsko się cieszę, że poznałem taką osobę jaką jest ona.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
To już 11 rozdział !!! :O
Dziękuję wam za komentarze <3 Mega mnie to motywuje :)
Jeśli pod tym rozdziałem będzie przynajmniej 5 komentarzy, od razu wrzucam następny rozdział, żebyście nie musieli czekać tygodnia :) <3 <3
2.11.2015
Rozdział 10
*Oczami Agaty*
- Jestem głodna. Zamówimy pizze? Matt wczoraj dał mi numer podobno najlepszej pizzerii na osiedlu. - Paula wstaje z łóżka i podchodzi do swojej torebki, która położona jest na jej, śnieżnobiałym fotelu. Wyjmuje z niej mały papierek złożony w mały prostokąt.
- Zamawiaj. Umieram z głodu. - siadam na materacu i krzyżuję nogi. Zaczyna mi burczeć w brzuchu na samą myśl o jedzeniu. Nie jadłam nic od wczoraj, a jest już 13 po południu.
Paula rozwija kartkę i wbija numer do swojego telefonu, następnie przykłada go do ucha.
Zmieniam pozycję leżenia z prawego boku na plecy i spoglądam na biały sufit.
Nadal nie przyjmuję tego do wiadomości, że Paula i Matt spali ze sobą. Ale skoro Paula jest szczęśliwa to ja też.
Jestem bardzo ciekawa jak zareaguje na to jej tata, kiedy się o tym dowie. Przecież Paula jest dla niego najważniejsza na świecie.
- O matko! Co to jest?! - lekko podskakuję na jej nagły krzyk. Odkłada telefon na szafkę i szybkim krokiem podchodzi do mnie. - Czy to malinka?!
Łapię się za miejsce na szyi, do którego przyssał się godzinę temu Harry.
Pod wpływem mojego dotyku skóra zaczyna mnie szczypać i piec.
- Kto ci to zrobił? - odciąga moja rękę od szyi i uważnie przygląda się, pewnie zaróżowionemu miejscu.
I co ja mam jej teraz odpowiedzieć? Przecież nie może dowiedzieć się o Harry'm.
Cholerny dupek. Zrobił to specjalnie.
- Jakiś koleś przyssał się do mnie na imprezie. - siadam na łóżku i spoglądam na zdziwioną Paulę.
- I nie zauważyłam tego wcześniej? - mruży oczy i próbuje wykryć u mnie kłamstwo, lecz jestem nieugięta.
- Najwyraźniej.
- Niech ci będzie. - dziewczyna wstaje z łóżka, następnie bierze telefon do ręki i ponownie przykłada do ucha.
W trakcie kiedy Paula zamawia pizze, ja myślę o Harry'm.
To w jaki sposób muskał moje wargi, jak ssał delikatną skórę na mojej szyi, było nieziemskie. Mimo, że nie przepadam za nim, to chciałabym przeżyć ten pocałunek jeszcze raz.
Podczas tego wydarzenia, nie panowałam nad swoim ciałem i umysłem, nie chcę myśleć jak dalej by się to potoczyło gdybym nie powstrzymała.
- Będzie za dziesięć minut. - głos Pauli wyrywa mnie z moich zamyśleń, z czego się cieszę, bo nie chcę dłużej myśleć o tym dupku.
- Świetnie. - uśmiecham się do niej szeroko.
- Co robimy? - pyta, kładąc się obok mnie na łóżku.
- Możemy poleżeć i poczekać na jedzenie. - przewracam się z pleców na bok i spoglądam na Paulę, która zdaje się być zamyślona. - O czym myślisz? - pytam, a dziewczyna odwraca twarz w moją stronę i spogląda w moje oczy.
- O Matt'cie. - kolor jej policzków zmieniają się na różowy. - Minęło tylko kilka dni, a my już jesteśmy parą i spaliśmy ze sobą. Nie uważasz, że to wszystko brnie za szybko i za daleko? - dokładnie ilustruje moje oczy.
- A co, masz wątpliwości?
- Boje się, że skoro to wszystko idzie tak szybko, to po prostu mu się znudzę. - jej oczy smutnieją z sekundy na sekundę.
- Paula. Może to dzieje się zbyt szybko, ale pomyśl. Matt'owi bardzo na tobie zależy, patrzy na ciebie jakby oszalał z miłości, stara się, jesteś dla niego ważna. Nie widzisz tego? - opieram głowę na ręce i patrzę na nią z niedowierzaniem.
- Naprawdę tak sądzisz? - w jej oczach pojawiają się łzy.
- Oczywiście.
- Aga ja... nie chcę go stracić. - wtula się w moją klatkę piersiową.
- Powiem ci coś. - głaszczę ją po włosach. - Pamiętasz nasz drugi dzień pobytu tutaj? - pytam. - Pojechałyśmy z Matt'em do sklepu po jedzenie, a potem on wpadł do nas na śniadanie. - sama odpowiadam na swoje własne pytanie.
- Tak pamiętam. - wydusza nadal we mnie wtulona.
- Matt wtedy przyszedł do mnie i chciał, żebym mu pomogła. - mówię ściszonym tonem.
Myślę, że Matt chciałby, żeby Paula o tym wiedziała, zwłaszcza gdyby dowiedział się, że Paula ma wątpliwości co do niego. Wiem też, że muszę interweniować teraz, puki Paula jeszcze nie wpadła w jakąś niechęć, czy coś podobnego.
- W czym? - odrywa swoją głowę od mojego ciała i spogląda na mnie z ciekawością w swoich, niebieskich tęczówkach.
- Chciał, żebym powiedziała jakich lubisz chłopaków. I prosił o kilka wskazówek.
- Naprawdę? - jest wyraźnie zdziwiona.
- Tak. - uśmiecham się do niej.
- Co mu powiedziałaś?
- Dałam mu do zrozumienia, że jest odpowiedni. - przyznaję. Nie chcę jej mówić o tej akcji z lustrem, pocieszaniem go i podnoszeniem na duchu. Myślę, że Matt sam powinien jej o tym powiedzieć.
Oczywiście przyznam mu się, że powiedziałam Pauli o tej sytuacji sprzed trzech dni.
- Nie powiedział mi o tym. - siada na łóżku.
- Nie bądź zła czy smutna. Myślę, że chciałby ci o tym powiedzieć, tylko w swoim czasie.
- To dlaczego ty mi to mówisz? - spogląda na mnie przez ramię.
- Bo nachodzą cię wątpliwości. - siadam obok niej i krzyżuję nogi.
- Rozumiem. - kładzie głowę na moim ramieniu.. - Dziękuję. - całuje mnie w policzek. - A teraz chodź, bo zaraz żarcie przyjedzie. - wybuchamy śmiechem. - Ja płacę.
- Zapłacimy obie. - uśmiecham się, a dziewczyna kiwa twierdząco głową.
Po trzech minutach jesteśmy na dole w salonie z pieniędzmi i czekamy na pizze.
Słyszę dzwonek do drzwi.
- Nareszcie!- woła Paula, wstaje z kanapy i biegnie do korytarza, po chwili wraca z dwoma wielkimi, kwadratowymi pudłami. Podnoszę się z kanapy, biorę jedno z pudeł i idziemy z nimi do kuchni. Kładziemy je na stole i otwieramy.
Po kuchni zaczyna rozprzestrzeniać się apetyczny zapach, jeszcze gorącej pizzy.
Siadamy do stołu i bierzemy po kawałku, następnie zaczynamy jeść.
- Smakuje ci? - pytam i biorę kolejny kęs do swoich ust.
- Jest pyszna. - mówi z pełną buzią.
- Też tak sądzę. - uśmiecham się.
Słyszę jak telefon Pauli brzęczy, dziewczyna bierze urządzenie do ręki i przykłada do ucha.
- Tak? - przełyka jedzenie. - Tak to ja. - gryzie kolejny kęs. Nagle jej oczy momentalnie szeroko się rozszerzają, a kawałek pizzy, który przed chwilą miała w buzi, wypluwa na podłogę.
Zaczynam się martwić.
- Co z nim? - jej oczy zachodzą łzami, a twarz momentalnie traci wszystkie, żywe kolory. - O boże! - łzy znajdują ujście w kącikach jej oczu.
Jasna cholera.
- Tak, tak. Dziękuję za poinformowanie mnie. - zaczyna głośno szlochać. Drżącą ręką rozłącza się i odkłada telefon na stół.
Kawałek pizzy wylatuje z jej ręki na podłogę, a wszelkie dodatki, które znajdują się na niej rozchlapują się na podłodze.
Odkładam jedzenie i podchodzę do niej, następnie obejmuje ją rękami i przytulam ją do siebie. Dziewczyna odwzajemnia uścisk i zaczyna mocno szlochać i trząść się.
- Tata...On... Jest w szpitalu. - ledwo wydusza dławiąc się łzami. - Jest w ciężkim stanie, nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - jej ramiona jeszcze mocniej zaciskają się na mojej szyi. - Ja...muszę tam jechać. - odrywa się z uścisku.
- Paula nie możesz... - nie słuchając mnie zaczyna biec w stronę schodów. Zrywam się i zaczynam biec za nią. - Paula! - wbiegam po schodach jak najszybciej mogę. Biegnę do jej pokoju i naciskam na klamkę, niestety drzwi są zamknięte. - Paula otwórz! - krzyczę.
- Chcę być sama. - jej ton jest ochrypły i przyciszony.
- Dobrze. Ale proszę nie rób nic głupiego.
Z bólem serca, niepokojem i łzami w oczach odchodzę od drzwi i schodzę na dół
***
Minęło już jakieś piętnaście minut, a ja zdążyłam już posprzątać pizze z podłogi i kilka razy podejść do pokoju Pauli i próbować nawiązać jaki kol wiek kontakt, niestety dziewczyna jest nieobecna i nie odzywa się. Drzwi są nadal zamknięte, a ja nie mam pojęcia co robić.
Postanawiam po raz chyba dziesiąty pójść na górę i spróbować z nią porozmawiać. Kieruję się schodami na piętro i idę po raz, któryś tą samą trasą do pokoju Pauli.
Pukam do drzwi.
- Paula martwię się o ciebie. - nasłuchuję, ale ani znaku życia. Strasznie się o nią martwię. - Paula do jasnej cholery, otwórz te drzwi! - krzyczę, ale nic nie słyszę.
Koniec tego, zaraz chyba zwariuję. Biegnę do kuchni i biorę telefon Pauli ze stołu, jest prawie rozładowany. Mam nadzieję, że bateria wytrzyma.
Szukam numeru Matt'a, który jest moją jedyną deską ratunku.
Kiedy go znajduję, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha oczekując z niecierpliwością, aż chłopak odbierze. Całe szczęście odbiera za pierwszym sygnałem.
- Tak kochanie? - słyszę jego wesoły głos. Źle mi z tym, że będę musiała popsuć jego dobry humor, ale tutaj chodzi o Paulę.
- Matt, to ja. - mówię, nie starając się ukryć, że jestem wystraszona i zdenerwowana.
- Co się stało?
- Matt, proszę cię przyjeżdżaj szybko. Paula zamknęła się w swoim pokoju, od dwudziestu minut próbuję się do niej dobić, ale zamknęła drzwi i nie odzywa się. Matt ja boję się, że coś jej się stało. -zaczynam szlochać.
- Będę za minutę, czekaj na mnie. - rozłączam się, i podchodzę do drzwi frontowych czekając na Matt'a.
Po dosłownie kilkunastu sekundach drzwi frontowe z hukiem się otwierają, a chłopak wparowuje do domu i podbiega do mnie.
- Co się stało! - pyta przytulając się do mnie.
- Zamknęła się w pokoju, wielokrotnie próbowałam z nią nawiązać kontakt, ale nic tam nie słychać, nie odzywa się. - odrywam się z uścisku. - Musisz tam iść i coś zrobić.- mówię, i biegnę w stronę schodów, a za mną długimi susami pędzi Matt.
Gdy już jesteśmy przy drzwiach zaczynam w nie mocno walić.
- Paula. Matt jest tutaj. - mówię, ale nie odpowiada. - Odezwij się proszę. - błagam, ale nie dostaję odpowiedzi. - Paula. Proszę odezwij się.
Nic.
Spoglądam na Matta, jest przerażony. Chłopak lekko mnie odpycha i zaczyna naciskać na klamkę.
- Kochanie, to ja proszę odezwij się. - jego ton jest stanowczy. - Paula jeśli nie otworzysz drzwi wykopie je z zawiasów rozumiesz? - wali ręką w drzwi. Czeka chwilę ale nadal nic się nie dzieje. Lekko cofa się i wykopuje drzwi nogą. Wbiega do pokoju, a ja za nim.
- Paula!- krzyczy, a ja spoglądam na podłogę i widzę moją przyjaciółkę leżącą bezwładnie na dywanie.
Matt bierze ją na ręce, kładzie na łóżko i przykłada głowę do jej klatki piersiowej. - Oddycha. - mówi i spogląda na mnie, jego oczy i policzki są całe w łzach.
Ponownie zaczynam szlochać. Jestem przerażona całą tą sytuacją.
- Zadzwonię na pogotowie. - mówię i chcę już biec po swój telefon.
- Nie ma sensu dzwonić po karetkę i czekać, aż przyjedzie, trzeba interweniować teraz, bo potem może być już za późno. - Matt klęka obok Pauli na łóżku. - Wiem co robić. - siada na niej okrakiem.
- Kochanie. Słyszysz mnie? Obudź się. - mówi i klepie ją po policzku. - Skarbie, proszę obudź się, nie rób mi tego. - mówi ponownie. - Paula proszę. Skarbie otwórz oczy. - kładzie jedną rękę na policzku, a drugą szarpie za jej ramie. Z jego oczu ciurkiem cisną się łzy, przyglądam się całej sytuacji.
Jestem sparaliżowana nie mogę się ruszyć, nie mogę nic zrobić.
- Matt. - słyszę słaby głos mojej przyjaciółki. Uchyla powieki i spogląda na chłopaka. Całe, moje ciało się rozluźnia. Wypuszczam z swoich płuc głośny oddech ulgi.
- Tak kochanie, jestem tu. Już wszystko dobrze. - jego głos drży. Przytula ją do siebie i całuje w czoło. Paula znowu zamyka oczy. - Nie, tylko nie zamykaj oczu, patrz na mnie. - mówi, przykłada swoje czoło do jej i intensywnie wpatruje się w jej niebieskie tęczówki.
To wygląda tak wzruszająco i uroczo.
- Jestem zmęczona. - mówi tak cicho, że ledwo co ją słyszę.
- Tak, wiem skarbie, ale proszę spójrz na mnie. - mówi, a Paula patrzy się słabym wzrokiem w jego czerwone od płakania oczy.
- Boże tak strasznie się o ciebie bałem. Kochanie nie rób mi tego więcej. Rozumiesz? Nie rób. - łka i delikatnie całuje ją w usta.
- Postaram się. - mówi cichym tonem, a Matt słabo się uśmiecha. Cały czas jest przerażony całą tą sytuacją, i nie dziwie mu się, bo ja też. - A gdzie jest Aga? - pyta. Matt spogląda na mnie.
- Tu jestem. - mówię i siadam na łóżku obok nich.. - Co się stało? - łapię ją za rękę.
- Nic nie pamiętam. - łapie się za głowę.
- Rozumiem. - lekko ściskam jej bladą dłoń. Dziewczyna jest bardzo słaba. - Jak się czujesz?
- W porządku, trochę boli mnie głowa. - uśmiecha się. - Matt położysz się ze mną?.
- Pewnie, że tak kochanie. - kładzie się obok niej i całuje czubek jej głowy. Dziewczyna wtula głowę w jego szyję, a blondyn obłapuje ramionami jej plecy.
- Aga, mogłabyś mi przynieść mój telefon i podłączyć do ładowarki? - Paula odrywa się od szyi Matt'a i spogląda na mnie.
- Jasne. - lekko się uśmiecham. Wychodzę z pokoju, idę na dół do kuchni i biorę rozładowany telefon ze stołu. i wracam ponownie na piętro.
Kiedy wchodzę do pokoju Paula śpi cicho pochrapując, a Matt gładzi ją po włosach i muska jej policzek swoimi ustami.
- To moja wina. Mogłam ją jakoś zatrzymać, coś zrobić. - biorę ładowarkę z szafki nocnej Pauli, wkładam ją do kontaktu i podłączam do niej telefon.
- To nie nie twoja wina. Kto by przypuszczał, że takie coś się wydarzy. - spogląda na mnie. Siadam obok niego na łóżku.
- Martwię się o nią. - gładzę ją po dłoni.
- Co się stało? - pyta i całuje dziewczynę w policzek.
- Zadzwonili ze szpitala, że jej tata jest w ciężkim stanie i nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - spoglądam na niego, jest w szoku.
- O boże. - łapie się za czoło.
- Jeśli on umrze, Paula się załamie. - spoglądam na moją, śpiącą przyjaciółkę.
- Wiem. Mówiła mi, że ma tylko jego. - mocniej ściska jej szczupłe plecy.
- Mówiła ci gdzie jest jej mama?
- Powiedziała, że umarła jak była jeszcze niemowlęciem. - jestem lekko zaskoczona jego odpowiedzią. Paula go okłamała, a ja nie mam pojęcia dlaczego. Nie zamierzam mówić mu prawdy, bo Paula byłaby na mnie zła. Muszę z nią porozmawiać i przekonać do powiedzenia mu prawdziwej historii.
- Muszę ci coś powiedzieć. - Matt spogląda na mnie z zaciekawieniem. - Powiedziałam Pauli o tym, że pytałeś czy jesteś dla niej odpowiedni. - podnoszę na niego wzrok, chyba nie zrobiło to na niego dużego wrażenia.
- Dlaczego?
- Nie powinnam tego mówić. Musisz sam wyjaśnić to sobie z Paulą.
- Proszę powiedz. Nie będę z nią teraz o tym rozmawiać, ma większy problem. - nosem pociera o jej czoło.
- Nie chcę się wtrącać...
- Proszę. Wezmę to na siebie. - nalega.
Biorę głęboki oddech.
- Twierdzi, że to co jest pomiędzy wami, dzieje się za szybko. - spuszczam głowę w geście poddania się.
Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale robię to dla ich dobra. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Oh...
- Matt. Zależy jej na tobie, dlatego tak myśli. On nie chce cię stracić. - oznajmiam.
Nie chcę, żeby się od siebie oddalili., przez moje słowa.
- Ja też nie chce jej stracić. W życiu nie poznałem lepszej dziewczyny. Cholernie mi na niej zależy. - gładzi ją wierzchem dłoni po policzku. - Ja chyba się w niej zakochałem. - szepcze. - Jest wspaniała.
- Wiem o tym. - uśmiecham się do niego. - Jesteście dla siebie stworzeni. - spoglądam na ich dwójkę. Matt patrzy na nią z pełnią miłości i współczucia, a Paula śpi mocno wtulona w jego ciało. Są cudowną parą, nie chcę żeby cokolwiek się pomiędzy nimi zmieniło.
- Nie chcę, żeby myślała o nas w taki sposób. Co ja mam robić? - spogląda na mnie z nadzieją w swoich podpuchniętych oczach.
- Sądzę, że musisz kierować się tym co podpowiada ci serce. - łapię go za jego dłoń i lekko ściskam. - Paula przechodzi teraz bardzo trudne chwile. Bądź dla niej wsparciem, nie zostawiaj jej. Ona cię potrzebuje Matt.
- Dziękuję. - przyciąga mnie i mocno przytula.
- Nie ma za co. - odrywam się z uścisku i szeroko uśmiecham się do chłopaka mojej przyjaciółki.
Wstaję z łóżka, i podchodzę do drzwi, łapię za klamkę i już mam na nią naciskać, ale odwracam się do blondyna. - Matt. - spogląda na mnie. - Cieszę, się, że to właśnie ty, przyjechałeś wtedy po nas na lotnisko.
- Ja też. - naciskam na klamkę. - Jesteś świetną dziewczyną Aga. - posyłam mu szeroki uśmiech,następnie wychodzę z pokoju. Kieruję się na dół do kuchni i biorę mój nie skończony kawałek, już zimnej pizzy i wsadzam do mokrofalówki na pól minuty.
Jestem głodna, nie miałam szansy się najeść przez tą całą, okropną sytuację.
Słyszę, że pizza się już odgrzała, więc otwieram małe drzwiczki od mikrofalówki i ją wyjmuję. Siadam przy stole i biorę dużego gryza.
Tak bardzo się cieszę, że Pauli nic nie jest. Gdyby coś jej się stało...
Słyszę, że ktoś wchodzi do kuchni spoglądam w stronę drzwi i widzę Matt'a.
- Paula cię woła. - wstaję z krzesła i idę z chłopakiem do pokoju mojej przyjaciółki.
- Tak? - wchodzę do pokoju i podchodzę do łóżka. Paula wygląda nieco lepiej, ale nadal jest bardzo słaba.
- Jadę z Matt'em do polski. - siada na łóżku. - Matt już zamówił bilety, o północy mamy samolot.
- Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą pojechała? - łapię ją za rękę i lekko ściskam.
- Ktoś musi tutaj zostać. Poza tym nie chce cię tym obarczać. - mocno mnie przytula.
- Paula. Jesteś moją przyjaciółką twoje problemy to moje problemy. - odwzajemniam uścisk.
- Wiem o tym. - całuje mnie w policzek. - Chciałam lecieć tam sama, ale Matt się uparł, że mnie nie zostawi.
Czyli jednak Matt przyjął sobie, moje rady do serca. Bardzo się cieszę.
- Jadę się spakować. Będę za pół godziny. - całuje Paulę w usta, a mnie lekko przytula i wychodzi z pokoju.
- Ty też mogła byś wyjść? Chciałabym się jeszcze zdrzemnąć, odświeżyć, ochłonąć i spakować. - posyła mi przepraszające spojrzenie.
Nie mam jej tego za złe, że chce pobyć sama z sobą, doskonale ją rozumiem.
- Jakbyś potrzebowała pomocy, albo chciała porozmawiać. Będę w swoim pokoju. - wstaję z łóżka, ale zaraz zostaję ociągnięta przez Paulę z powrotem na łóżko. Dziewczyna mocno mnie przytula i zaczyna szlochać.
- Tak bardzo się o niego boję. Aga, a jeśli on... - jej ręce coraz mocniej ściskają moją szyję, a ciało zaczyna się trząść.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. Twój tata to silny człowiek. - gładzę ją ręką po plecach chcąc dodać jej jak najwięcej otuchy.
Dobrze znam ojca Pauli i wiem, że się nie podda. Córka jest dla niego najważniejsza i wie, że nie mógłby zostawić jej samej, bo to doprowadziło by do tego, że Paula załamałaby się.
- Wiem o tym. - po chwili odrywamy się z uścisku.
- Pójdę już. - dziewczyna kiwa głową i kładzie głowę na poduszce. Wychodzę z pokoju i idę do swojej ,,samotni". Wskakuję na łóżko i wtulam głowę w poduszkę, która przesiąknięta jest intensywnym zapachem Harry'ego.
Będę musiała ją porządnie wyprać, żeby się go pozbyć. Nie chcę, żeby cokolwiek mi o nim przypominało, nawet zapach.
Słyszę jak mój telefon brzęczy na mojej szafce nocnej, więc sięgam po niego naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak?
- Hej Aga. - na wesoły głos Louisa, uśmiecham się sama do siebie. Ciesze się, że zadzwonił.
- Hej. - zmuszam swój głos do tego, żeby brzmiał jak najbardziej normalnie.
Nie mam ochoty tłumaczyć mu się przez telefon dlaczego nie mam humoru.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że wracam jutro rano, i mam czas po południu, więc... Spotkamy się? - pyta niepewnie. - O ile masz czas oczywiście. - dodaje.
- Nie będziesz zmęczony po podróży? - pytam.
Skoro zamierza wrócić rano, to znaczy, że będzie jechać późno w nocy, zgadując, że jego siostra mieszka kilka godzin z tąd.
- Jeżeli położę się wcześniej, wypije kilka, mocnych kaw zanim wyruszę i parę energetyków po drodze to raczej zmęczenie mi nie grozi. - oboje wybuchamy śmiechem.
Nie wiem jak on to robi, ale potrafi mnie rozśmieszyć, nawet jeśli jestem w takim podłym nastroju. Jestem mu za to wdzięczna.
- Dlaczego wracasz tak wcześnie? Coś się stało? - mój ton brzmi troskliwie. Siadam na łóżku krzyżując nogi.
- Nie po prostu moja siostra ma jutro od rana zajęcia, a ja nie chcę jej wchodzić na głowę, więc wracam. - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi. - Miałem plan wrócić po jutrze, ale Jess musi uczyć się do egzaminu. - bawię się kosmykiem swoich ciemnych, pofalowanych włosów.
Jessika, to tak ma na imię jego siostra. Nawet podoba mi się to imię.
- Rozumiem. - odpowiadam.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, po chwili moje powieki stają się ciężkie.
- To, na którą się umawiamy?
- Nie mam pojęcia. - przyznaję.
- Może 15.00.
- Dobrze. - opadam plecami na materac i zamykam oczy.
Jestem strasznie zmęczona, to pewnie przez tą, pełną wrażeń akcję z Paulą.
- Ok. Przyjadę po ciebie. - oznajmia wesoło. - To do jutra.
- Pa. - rozłączam się.
Sprawdzam, która godzina. 17.27. Myślałam, że jest nieco wcześniej. Czas tutaj leci o wiele szybciej niż w Polsce, sama nie wiem dlaczego tak jest.
Postanawiam, że zadzwonię do mojej mamy. Na pewno ucieszy się, że się z nią skontaktowałam, w końcu.
Wybieram jej numer i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - słyszę głos mojej rodzicielki.
- Hej mamo. - mówię ucieszonym tonem.
Tak miło słyszeć jej głos.
- Hej kochanie. Jak tam u ciebie? - w tle słychać stukanie talerzy i sztućców. Chyba nakrywa do stołu.
- Wszystko w porządku. - staram się jedną ręką, przykryć moje ciało kocem. - Przepraszam, że tak długo się z wami nie kontaktowałam, ale... sama nie wiem dlaczego tak wyszło. - mówię niepewnie.
- Nic się nie stało, musiałaś przyzwyczaić się do nowego miejsca. To normalne.
Mimo, że jej nie widzę, wiem, że na jej twarzy gości ten, delikatny uśmiech, którym zawsze próbowała mnie pocieszyć.
- Ciesze się, że nie jesteś zła. - podkurczam nogi do piersi i kładę głowę na kolanach.
- Z kim rozmawiasz? - słyszę głos jednej z moich sióstr.
- Z Agatą.
- Hej Aga. - odzywa się moja osiemnastoletnia siostra. - Czemu tak długo nie dzwoniłaś? To nie było miłe. - mówi obojętnie. - Mama chodzi smutna przez jakieś trzy dni. - na jej słowa przygryzam dolną wargę.
- Asia, co ty mówisz. W cale tak nie było. - mama fuka na Asię.
- No wiem, ale chciałam ją nastraszyć. - śmieje się. A ja oddycham z ulgą.
Widzę, że Asi dzisiaj dopisuje humor, szkoda tylko, że okazuje to w taki podły sposób.
- Z kim rozmawiasz mamo? - pyta mój brat, na którego głos się uśmiecham.
- Z Agą.
- Wiktoria, mama rozmawia z Agą chodź! - wydziera się na cały głos mój ,,mały braciszek'', który ma już dwanaście lat.
- Hej siostra. Jak ci się mieszka bez nas. - pyta Mateusz.
- Trochę dziwnie. Pusto tutaj. - odpowiadam z uśmiechem.
Cieszę się, że zdecydowałam się zadzwonić wtedy kiedy oni akurat jedzą kolację. Przynajmniej mam okazję porozmawiać z nimi wszystkimi.
- Cześć Agata. - wita się ze mną moja druga siostra. - Co tam u ciebie słychać?
- Wszystko ok. Mam nadzieję, że u was też.
- Tak, wszystko u nas w porządku. - odzywa się tym razem moja mama. - Chcesz porozmawiać z babcią?
Słyszę uderzanie sztućców o talerze, co znaczy, że moja rodzina zabrała się za jedzenie kolacji.
Dałabym wiele, żeby jeść razem z nimi, pyszne dania mojej mamy.
- Jasne, a jest gdzieś w pobliżu?
- Właśnie siada do stołu. - oznajmia. - Włączę na głośnomówiący.
- Hej babciu. - mówię.
- Hej Agatko. - mówi wesoło moja babcia. - Słyszałaś, że pan Pilarski jest w szpitalu? - pyta, a uśmiech momentalnie znika z mojej twarzy.
Wolałabym nie rozmawiać teraz na ten temat, ale niestety jestem zmuszona odpowiedzieć.
- Tak, dzwonili do Pauli ze szpitala. Leci z powrotem do polski dzisiaj w nocy. - oznajmiam po chwili namysłu bawiąc się rogiem od swojego, puchatego koca. - Czy wiecie co się dokładnie stało?
Nie wiem czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
- Wychodził z pracy i został napadnięty i dźgnięty nożem kilka razy w brzuch. - na te słowa zakrywam ręką swoje usta w geście zszokowania, a przed moimi oczami robi mi się ciemno. Sama nie wierze w to co usłyszałam. - Ciężko z nim. - Mówi moja siostra.
Czuję jak ktoś siada na moim łóżku, podnoszę wzrok i widzę Matt'a z rozwalonym nosem.
Boże, co mu się stało?
Pokazuję mu rękę, żeby chwilę poczekał, a on kiwa głową.
- Słuchajcie, niestety ale muszę już kończyć. Obiecuję, że niedługo zadzwonię. - mówię trochę zawiedziona.
Chciałabym z nimi dłużej porozmawiać, ale nie mogę. Muszę dowiedzieć co mu się stało.
- Dobrze. To do usłyszenia. - mówi moja mama. Słyszę jeszcze kilka słów pożegnania od mojego rodzeństwa i babci, następnie połączenie zostaje przerwane.
Odkładam telefon na szafkę i spoglądam na blondyna, wygląda na wyraźnie wkurzonego, a krew cieknie ciurkiem z jego nosa.
- Matt co się stało? - przysuwam się do niego.
- Miałem małą stłuczkę. - spogląda na ścianę przed sobą. - Gnojek wgniótł mi cały przedni zderzak. - uderza ręką w materac.
- Wiesz kto to był?
- Pewnie, że tak. To ten dupek Styles. - jego szczęka się zaciska.
Co ten idiota Harry znowu narobił?
A tak a-pro-po, nie dziwię się, że Matt zna Harry'ego i nie ma o nim dobrego zdania. Myślę, że każdy w okolicy wie co z niego za wredny typek.
- Co się dokładanie stało? - pytam chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
- Wyjechał mi nagle zza zakrętu i uderzył w moją taksówkę. Potem wyszedł taki wkurzony, z swojego lekko zarysowanego autka, a potem podszedł do mojego samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął mnie ze środka. Rzucił mnie na maskę i powiedział, że mam szczęście, że to tylko mała ryska, a następnie przywalił mi z całej siły w nos. - łapie się za niego, a następnie syczy z bólu.
Harry przegiął. Jak on może tak robić? Nie dość, że to była tylko i wyłącznie jego wina to jeszcze skrzywdził Matt'a. Nie daruję mu tego, jak tylko go zobaczę, uduszę go.
- Jego twarz była cała poturbowana. On nie powinien jeździć w takim stanie. Ale to przecież Harry, on nie trzyma się żadnych zasad. - wplata palce w swoje włosy i ciągnie za nie w sfrustrowanym geście.
- Znasz go? - pytam wyraźnie zaciekawiona jego słowami.
- Jasne. Ten wariat chodził ze mną do liceum przez dwa lata. Zawsze sprawiał problemy, bójki, wagary, branie narkotyków, seks w szatniach, przychodził pijany do szkoły. - jestem w szoku. - Bzykał się nawet z kilkoma młodszymi nauczycielkami, a one były wyrzucane ze szkoły. Gnojek robił to specjalnie. - moje oczy się rozszerzają. - Nie miał kumpli. Przerwy spędzał podpierając ściany, albo w kiblu z jakąś laską. - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. - Każdy wiedział, że z nim nie można zadzierać. Baliśmy się go. - przerywa. - Ale oceny miał zaskakująco dobre. Był inteligentny. - spogląda na mnie. - Nienawidziłem go i nienawidzę do tej pory. To najgorszy człowiek jakiego znam. - bawi się swoimi ubrudzonymi od krwi palcami. - Pójdę opatrzyć sobie nos. - blondyn wstaje z łóżka i wychodzi z pokoju.
Matt jest kolejną osobą, która mówi mi takie okropne rzeczy o Harry'm.
Czy ten chłopak o bujnych, kręconych włosach i zielonych hipnotyzujących oczach, naprawdę jest aż taki zły?
Louis i Matt przedstawili go jako totalnie złego i mrocznego, bez jakiego kol wiek pozytywnego światła. To jest naprawdę dziwne i niepokojące.
Harry ma mocny temperament, jest wybuchowy i agresywny, ale jest też... w sumie to nie wiem jaki jest, bo nie pozwala mi spostrzec czegokolwiek pozytywnego w jego charakterze.
Ale na pewno ma w sobie jakieś zalety, lepszą stronę. Nie może być taki do końca zły. Nikt nie jest. Tylko, że on nie chce, żebym poznała go z innej, lepszej strony, a ja nie wiem dlaczego.
Matt wchodzi do mojego pokoju, z dwoma wacikami w nosie.
- Wszystko ok? - uśmiecham się do chłopaka.
- Teraz tak. - siada na łóżku.
- Byłem u Pauli. Śpi jak zabita. - odwraca głowę w moją stronę. - Ciekawe co stało się jej tacie, że trafił do szpitala? - spogląda w moje oczy jakby wiedział, że znam powód pobytu mężczyzny w ciężkim stanie w szpitalu.
- Został zaatakowany. - jego oczy lekko się rozszerzają.
- Ciężko z nim? - kiwam głową, a chłopak chowa twarz w dłoniach.
- Został dźgnięty kilka razy nożem w brzuch. - mówiąc to przygryzam wargę.
- O boże.
- Proszę cię nie mów na razie tego Pauli, to byłoby dla niej za wiele. - łapię g za ramię.
- Wiem o tym. Nie zamierzałem.
- Cieszę się, że z nią jedziesz. Nie wiem czy dałabym radę pomóc jej, kiedy pojechałabym z nią do Polski. Bardzo dobrze znam i lubię tatę Pauli, i nie wiem czy byłabym w stanie ogarnąć swoje emocje i jej. - przyznaję.
- Będzie to bardzo przeżywać, muszę się nastawić do tego psychicznie. Patrzenie na nią jak cierpi to, to jest po prostu okropne. Najgorsze jest to, że nie jestem w stanie jej jak, kol wiek pomóc. - wzdycha.
To prawda, patrzenia jak Paula jest smutna i płacze to coś okropnego.
- Wspieraj ją jak tylko możesz. Paula to bardzo wrażliwa osoba i przyznaję, nie będzie łatwo ale musisz dać radę. Zrób to dla niej. - łapię go za rękę i lekko ściskam.
Matt przysuwa się do mnie i lekko przytula.
- Dziękuję, że tak mnie wspierasz. Jestem ci wdzięczny. - lekko muska mój policzek i się do mnie uśmiecha. - Pójdę się położyć. To będzie długa noc. - wstaje z łóżka i wychodzi z mojej ,,samotni''.
Sprawdzam, która godzina. 18.29.
Postanawiam, że pójdę się umyć i położyć. Mimo, że jest wcześnie, to jestem wykończona, poza tym zamierzam wstać w nocy i pożegnać się z dwójką moich przyjaciół, która wyjeżdża na nie wiadomo jak długi czas.
Podchodzę do szafy, wyjmuję z niej szarą, luźną koszulkę, czarne szorty oraz bieliznę i idę do łazienki.
Po szybkim prysznicu idę do swojego pokoju i podchodzę do okna, żeby zasłonić zasłony. Łapię za jedną z nich i zamierzam szarpnąć nią, żeby zakryć okno, lecz zauważam ten, sam, czarny samochód, który ostatnio często widuję po drugiej stronie ulicy.
Okno auta się otwiera, a w nim widzę znajomą mi twarz Harry'ego. Patrzymy na siebie w dziwny, nie znany mi sposób, pod wpływem którego czuję jakby moje nogi były z waty, lub czegoś jeszcze bardziej miękkiego i bezwładnego. Mój umysł odmawia mi posłuszeństwa, nie jestem w stanie trzeźwo myśleć. Jedyne czego chcę, to patrzeć na jego, spowitą w mroku twarz.
Harry nie odjeżdża jak zwykle to robił po, tym jak przyłapałam go na obserwowaniu mnie. Wydaje mi się to nieco dziwne ale też intrygujące.
Po kilku minutach hipnotyzowania się na wzajem spojrzeniami, Harry zapala silnik i rusza z piskiem opon.
Zasłaniam w końcu zasłonę, następnie wchodzę do łóżka i szczelnie okrywam się moją kołdrą, która pachnie jeszcze bardziej Harry'm, niż miękka poduszka, na której własnie leże.
Może jednak nie będę prała tej poduszki i tak już za dużo Harry'ego wkradło się do mojego życia. Poza tym Harry ładnie pachnie.
Jak tylko zamykam powieki, przed moimi oczami pojawia, się chłopak o pięknych, zielonych tęczówkach i długich kręconych włosach. Uśmiecha się do mnie i patrzy na mnie z małymi iskierkami szczęścia w oczach, których jeszcze nie miałam okazji zobaczyć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :) Dziękuję za komentarze i do następnego <3 <3 <3 <3 <3
- Jestem głodna. Zamówimy pizze? Matt wczoraj dał mi numer podobno najlepszej pizzerii na osiedlu. - Paula wstaje z łóżka i podchodzi do swojej torebki, która położona jest na jej, śnieżnobiałym fotelu. Wyjmuje z niej mały papierek złożony w mały prostokąt.
- Zamawiaj. Umieram z głodu. - siadam na materacu i krzyżuję nogi. Zaczyna mi burczeć w brzuchu na samą myśl o jedzeniu. Nie jadłam nic od wczoraj, a jest już 13 po południu.
Paula rozwija kartkę i wbija numer do swojego telefonu, następnie przykłada go do ucha.
Zmieniam pozycję leżenia z prawego boku na plecy i spoglądam na biały sufit.
Nadal nie przyjmuję tego do wiadomości, że Paula i Matt spali ze sobą. Ale skoro Paula jest szczęśliwa to ja też.
Jestem bardzo ciekawa jak zareaguje na to jej tata, kiedy się o tym dowie. Przecież Paula jest dla niego najważniejsza na świecie.
- O matko! Co to jest?! - lekko podskakuję na jej nagły krzyk. Odkłada telefon na szafkę i szybkim krokiem podchodzi do mnie. - Czy to malinka?!
Łapię się za miejsce na szyi, do którego przyssał się godzinę temu Harry.
Pod wpływem mojego dotyku skóra zaczyna mnie szczypać i piec.
- Kto ci to zrobił? - odciąga moja rękę od szyi i uważnie przygląda się, pewnie zaróżowionemu miejscu.
I co ja mam jej teraz odpowiedzieć? Przecież nie może dowiedzieć się o Harry'm.
Cholerny dupek. Zrobił to specjalnie.
- Jakiś koleś przyssał się do mnie na imprezie. - siadam na łóżku i spoglądam na zdziwioną Paulę.
- I nie zauważyłam tego wcześniej? - mruży oczy i próbuje wykryć u mnie kłamstwo, lecz jestem nieugięta.
- Najwyraźniej.
- Niech ci będzie. - dziewczyna wstaje z łóżka, następnie bierze telefon do ręki i ponownie przykłada do ucha.
W trakcie kiedy Paula zamawia pizze, ja myślę o Harry'm.
To w jaki sposób muskał moje wargi, jak ssał delikatną skórę na mojej szyi, było nieziemskie. Mimo, że nie przepadam za nim, to chciałabym przeżyć ten pocałunek jeszcze raz.
Podczas tego wydarzenia, nie panowałam nad swoim ciałem i umysłem, nie chcę myśleć jak dalej by się to potoczyło gdybym nie powstrzymała.
- Będzie za dziesięć minut. - głos Pauli wyrywa mnie z moich zamyśleń, z czego się cieszę, bo nie chcę dłużej myśleć o tym dupku.
- Świetnie. - uśmiecham się do niej szeroko.
- Co robimy? - pyta, kładąc się obok mnie na łóżku.
- Możemy poleżeć i poczekać na jedzenie. - przewracam się z pleców na bok i spoglądam na Paulę, która zdaje się być zamyślona. - O czym myślisz? - pytam, a dziewczyna odwraca twarz w moją stronę i spogląda w moje oczy.
- O Matt'cie. - kolor jej policzków zmieniają się na różowy. - Minęło tylko kilka dni, a my już jesteśmy parą i spaliśmy ze sobą. Nie uważasz, że to wszystko brnie za szybko i za daleko? - dokładnie ilustruje moje oczy.
- A co, masz wątpliwości?
- Boje się, że skoro to wszystko idzie tak szybko, to po prostu mu się znudzę. - jej oczy smutnieją z sekundy na sekundę.
- Paula. Może to dzieje się zbyt szybko, ale pomyśl. Matt'owi bardzo na tobie zależy, patrzy na ciebie jakby oszalał z miłości, stara się, jesteś dla niego ważna. Nie widzisz tego? - opieram głowę na ręce i patrzę na nią z niedowierzaniem.
- Naprawdę tak sądzisz? - w jej oczach pojawiają się łzy.
- Oczywiście.
- Aga ja... nie chcę go stracić. - wtula się w moją klatkę piersiową.
- Powiem ci coś. - głaszczę ją po włosach. - Pamiętasz nasz drugi dzień pobytu tutaj? - pytam. - Pojechałyśmy z Matt'em do sklepu po jedzenie, a potem on wpadł do nas na śniadanie. - sama odpowiadam na swoje własne pytanie.
- Tak pamiętam. - wydusza nadal we mnie wtulona.
- Matt wtedy przyszedł do mnie i chciał, żebym mu pomogła. - mówię ściszonym tonem.
Myślę, że Matt chciałby, żeby Paula o tym wiedziała, zwłaszcza gdyby dowiedział się, że Paula ma wątpliwości co do niego. Wiem też, że muszę interweniować teraz, puki Paula jeszcze nie wpadła w jakąś niechęć, czy coś podobnego.
- W czym? - odrywa swoją głowę od mojego ciała i spogląda na mnie z ciekawością w swoich, niebieskich tęczówkach.
- Chciał, żebym powiedziała jakich lubisz chłopaków. I prosił o kilka wskazówek.
- Naprawdę? - jest wyraźnie zdziwiona.
- Tak. - uśmiecham się do niej.
- Co mu powiedziałaś?
- Dałam mu do zrozumienia, że jest odpowiedni. - przyznaję. Nie chcę jej mówić o tej akcji z lustrem, pocieszaniem go i podnoszeniem na duchu. Myślę, że Matt sam powinien jej o tym powiedzieć.
Oczywiście przyznam mu się, że powiedziałam Pauli o tej sytuacji sprzed trzech dni.
- Nie powiedział mi o tym. - siada na łóżku.
- Nie bądź zła czy smutna. Myślę, że chciałby ci o tym powiedzieć, tylko w swoim czasie.
- To dlaczego ty mi to mówisz? - spogląda na mnie przez ramię.
- Bo nachodzą cię wątpliwości. - siadam obok niej i krzyżuję nogi.
- Rozumiem. - kładzie głowę na moim ramieniu.. - Dziękuję. - całuje mnie w policzek. - A teraz chodź, bo zaraz żarcie przyjedzie. - wybuchamy śmiechem. - Ja płacę.
- Zapłacimy obie. - uśmiecham się, a dziewczyna kiwa twierdząco głową.
Po trzech minutach jesteśmy na dole w salonie z pieniędzmi i czekamy na pizze.
Słyszę dzwonek do drzwi.
- Nareszcie!- woła Paula, wstaje z kanapy i biegnie do korytarza, po chwili wraca z dwoma wielkimi, kwadratowymi pudłami. Podnoszę się z kanapy, biorę jedno z pudeł i idziemy z nimi do kuchni. Kładziemy je na stole i otwieramy.
Po kuchni zaczyna rozprzestrzeniać się apetyczny zapach, jeszcze gorącej pizzy.
Siadamy do stołu i bierzemy po kawałku, następnie zaczynamy jeść.
- Smakuje ci? - pytam i biorę kolejny kęs do swoich ust.
- Jest pyszna. - mówi z pełną buzią.
- Też tak sądzę. - uśmiecham się.
Słyszę jak telefon Pauli brzęczy, dziewczyna bierze urządzenie do ręki i przykłada do ucha.
- Tak? - przełyka jedzenie. - Tak to ja. - gryzie kolejny kęs. Nagle jej oczy momentalnie szeroko się rozszerzają, a kawałek pizzy, który przed chwilą miała w buzi, wypluwa na podłogę.
Zaczynam się martwić.
- Co z nim? - jej oczy zachodzą łzami, a twarz momentalnie traci wszystkie, żywe kolory. - O boże! - łzy znajdują ujście w kącikach jej oczu.
Jasna cholera.
- Tak, tak. Dziękuję za poinformowanie mnie. - zaczyna głośno szlochać. Drżącą ręką rozłącza się i odkłada telefon na stół.
Kawałek pizzy wylatuje z jej ręki na podłogę, a wszelkie dodatki, które znajdują się na niej rozchlapują się na podłodze.
Odkładam jedzenie i podchodzę do niej, następnie obejmuje ją rękami i przytulam ją do siebie. Dziewczyna odwzajemnia uścisk i zaczyna mocno szlochać i trząść się.
- Tata...On... Jest w szpitalu. - ledwo wydusza dławiąc się łzami. - Jest w ciężkim stanie, nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - jej ramiona jeszcze mocniej zaciskają się na mojej szyi. - Ja...muszę tam jechać. - odrywa się z uścisku.
- Paula nie możesz... - nie słuchając mnie zaczyna biec w stronę schodów. Zrywam się i zaczynam biec za nią. - Paula! - wbiegam po schodach jak najszybciej mogę. Biegnę do jej pokoju i naciskam na klamkę, niestety drzwi są zamknięte. - Paula otwórz! - krzyczę.
- Chcę być sama. - jej ton jest ochrypły i przyciszony.
- Dobrze. Ale proszę nie rób nic głupiego.
Z bólem serca, niepokojem i łzami w oczach odchodzę od drzwi i schodzę na dół
***
Minęło już jakieś piętnaście minut, a ja zdążyłam już posprzątać pizze z podłogi i kilka razy podejść do pokoju Pauli i próbować nawiązać jaki kol wiek kontakt, niestety dziewczyna jest nieobecna i nie odzywa się. Drzwi są nadal zamknięte, a ja nie mam pojęcia co robić.
Postanawiam po raz chyba dziesiąty pójść na górę i spróbować z nią porozmawiać. Kieruję się schodami na piętro i idę po raz, któryś tą samą trasą do pokoju Pauli.
Pukam do drzwi.
- Paula martwię się o ciebie. - nasłuchuję, ale ani znaku życia. Strasznie się o nią martwię. - Paula do jasnej cholery, otwórz te drzwi! - krzyczę, ale nic nie słyszę.
Koniec tego, zaraz chyba zwariuję. Biegnę do kuchni i biorę telefon Pauli ze stołu, jest prawie rozładowany. Mam nadzieję, że bateria wytrzyma.
Szukam numeru Matt'a, który jest moją jedyną deską ratunku.
Kiedy go znajduję, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha oczekując z niecierpliwością, aż chłopak odbierze. Całe szczęście odbiera za pierwszym sygnałem.
- Tak kochanie? - słyszę jego wesoły głos. Źle mi z tym, że będę musiała popsuć jego dobry humor, ale tutaj chodzi o Paulę.
- Matt, to ja. - mówię, nie starając się ukryć, że jestem wystraszona i zdenerwowana.
- Co się stało?
- Matt, proszę cię przyjeżdżaj szybko. Paula zamknęła się w swoim pokoju, od dwudziestu minut próbuję się do niej dobić, ale zamknęła drzwi i nie odzywa się. Matt ja boję się, że coś jej się stało. -zaczynam szlochać.
- Będę za minutę, czekaj na mnie. - rozłączam się, i podchodzę do drzwi frontowych czekając na Matt'a.
Po dosłownie kilkunastu sekundach drzwi frontowe z hukiem się otwierają, a chłopak wparowuje do domu i podbiega do mnie.
- Co się stało! - pyta przytulając się do mnie.
- Zamknęła się w pokoju, wielokrotnie próbowałam z nią nawiązać kontakt, ale nic tam nie słychać, nie odzywa się. - odrywam się z uścisku. - Musisz tam iść i coś zrobić.- mówię, i biegnę w stronę schodów, a za mną długimi susami pędzi Matt.
Gdy już jesteśmy przy drzwiach zaczynam w nie mocno walić.
- Paula. Matt jest tutaj. - mówię, ale nie odpowiada. - Odezwij się proszę. - błagam, ale nie dostaję odpowiedzi. - Paula. Proszę odezwij się.
Nic.
Spoglądam na Matta, jest przerażony. Chłopak lekko mnie odpycha i zaczyna naciskać na klamkę.
- Kochanie, to ja proszę odezwij się. - jego ton jest stanowczy. - Paula jeśli nie otworzysz drzwi wykopie je z zawiasów rozumiesz? - wali ręką w drzwi. Czeka chwilę ale nadal nic się nie dzieje. Lekko cofa się i wykopuje drzwi nogą. Wbiega do pokoju, a ja za nim.
- Paula!- krzyczy, a ja spoglądam na podłogę i widzę moją przyjaciółkę leżącą bezwładnie na dywanie.
Matt bierze ją na ręce, kładzie na łóżko i przykłada głowę do jej klatki piersiowej. - Oddycha. - mówi i spogląda na mnie, jego oczy i policzki są całe w łzach.
Ponownie zaczynam szlochać. Jestem przerażona całą tą sytuacją.
- Zadzwonię na pogotowie. - mówię i chcę już biec po swój telefon.
- Nie ma sensu dzwonić po karetkę i czekać, aż przyjedzie, trzeba interweniować teraz, bo potem może być już za późno. - Matt klęka obok Pauli na łóżku. - Wiem co robić. - siada na niej okrakiem.
- Kochanie. Słyszysz mnie? Obudź się. - mówi i klepie ją po policzku. - Skarbie, proszę obudź się, nie rób mi tego. - mówi ponownie. - Paula proszę. Skarbie otwórz oczy. - kładzie jedną rękę na policzku, a drugą szarpie za jej ramie. Z jego oczu ciurkiem cisną się łzy, przyglądam się całej sytuacji.
Jestem sparaliżowana nie mogę się ruszyć, nie mogę nic zrobić.
- Matt. - słyszę słaby głos mojej przyjaciółki. Uchyla powieki i spogląda na chłopaka. Całe, moje ciało się rozluźnia. Wypuszczam z swoich płuc głośny oddech ulgi.
- Tak kochanie, jestem tu. Już wszystko dobrze. - jego głos drży. Przytula ją do siebie i całuje w czoło. Paula znowu zamyka oczy. - Nie, tylko nie zamykaj oczu, patrz na mnie. - mówi, przykłada swoje czoło do jej i intensywnie wpatruje się w jej niebieskie tęczówki.
To wygląda tak wzruszająco i uroczo.
- Jestem zmęczona. - mówi tak cicho, że ledwo co ją słyszę.
- Tak, wiem skarbie, ale proszę spójrz na mnie. - mówi, a Paula patrzy się słabym wzrokiem w jego czerwone od płakania oczy.
- Boże tak strasznie się o ciebie bałem. Kochanie nie rób mi tego więcej. Rozumiesz? Nie rób. - łka i delikatnie całuje ją w usta.
- Postaram się. - mówi cichym tonem, a Matt słabo się uśmiecha. Cały czas jest przerażony całą tą sytuacją, i nie dziwie mu się, bo ja też. - A gdzie jest Aga? - pyta. Matt spogląda na mnie.
- Tu jestem. - mówię i siadam na łóżku obok nich.. - Co się stało? - łapię ją za rękę.
- Nic nie pamiętam. - łapie się za głowę.
- Rozumiem. - lekko ściskam jej bladą dłoń. Dziewczyna jest bardzo słaba. - Jak się czujesz?
- W porządku, trochę boli mnie głowa. - uśmiecha się. - Matt położysz się ze mną?.
- Pewnie, że tak kochanie. - kładzie się obok niej i całuje czubek jej głowy. Dziewczyna wtula głowę w jego szyję, a blondyn obłapuje ramionami jej plecy.
- Aga, mogłabyś mi przynieść mój telefon i podłączyć do ładowarki? - Paula odrywa się od szyi Matt'a i spogląda na mnie.
- Jasne. - lekko się uśmiecham. Wychodzę z pokoju, idę na dół do kuchni i biorę rozładowany telefon ze stołu. i wracam ponownie na piętro.
Kiedy wchodzę do pokoju Paula śpi cicho pochrapując, a Matt gładzi ją po włosach i muska jej policzek swoimi ustami.
- To moja wina. Mogłam ją jakoś zatrzymać, coś zrobić. - biorę ładowarkę z szafki nocnej Pauli, wkładam ją do kontaktu i podłączam do niej telefon.
- To nie nie twoja wina. Kto by przypuszczał, że takie coś się wydarzy. - spogląda na mnie. Siadam obok niego na łóżku.
- Martwię się o nią. - gładzę ją po dłoni.
- Co się stało? - pyta i całuje dziewczynę w policzek.
- Zadzwonili ze szpitala, że jej tata jest w ciężkim stanie i nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - spoglądam na niego, jest w szoku.
- O boże. - łapie się za czoło.
- Jeśli on umrze, Paula się załamie. - spoglądam na moją, śpiącą przyjaciółkę.
- Wiem. Mówiła mi, że ma tylko jego. - mocniej ściska jej szczupłe plecy.
- Mówiła ci gdzie jest jej mama?
- Powiedziała, że umarła jak była jeszcze niemowlęciem. - jestem lekko zaskoczona jego odpowiedzią. Paula go okłamała, a ja nie mam pojęcia dlaczego. Nie zamierzam mówić mu prawdy, bo Paula byłaby na mnie zła. Muszę z nią porozmawiać i przekonać do powiedzenia mu prawdziwej historii.
- Muszę ci coś powiedzieć. - Matt spogląda na mnie z zaciekawieniem. - Powiedziałam Pauli o tym, że pytałeś czy jesteś dla niej odpowiedni. - podnoszę na niego wzrok, chyba nie zrobiło to na niego dużego wrażenia.
- Dlaczego?
- Nie powinnam tego mówić. Musisz sam wyjaśnić to sobie z Paulą.
- Proszę powiedz. Nie będę z nią teraz o tym rozmawiać, ma większy problem. - nosem pociera o jej czoło.
- Nie chcę się wtrącać...
- Proszę. Wezmę to na siebie. - nalega.
Biorę głęboki oddech.
- Twierdzi, że to co jest pomiędzy wami, dzieje się za szybko. - spuszczam głowę w geście poddania się.
Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale robię to dla ich dobra. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Oh...
- Matt. Zależy jej na tobie, dlatego tak myśli. On nie chce cię stracić. - oznajmiam.
Nie chcę, żeby się od siebie oddalili., przez moje słowa.
- Ja też nie chce jej stracić. W życiu nie poznałem lepszej dziewczyny. Cholernie mi na niej zależy. - gładzi ją wierzchem dłoni po policzku. - Ja chyba się w niej zakochałem. - szepcze. - Jest wspaniała.
- Wiem o tym. - uśmiecham się do niego. - Jesteście dla siebie stworzeni. - spoglądam na ich dwójkę. Matt patrzy na nią z pełnią miłości i współczucia, a Paula śpi mocno wtulona w jego ciało. Są cudowną parą, nie chcę żeby cokolwiek się pomiędzy nimi zmieniło.
- Nie chcę, żeby myślała o nas w taki sposób. Co ja mam robić? - spogląda na mnie z nadzieją w swoich podpuchniętych oczach.
- Sądzę, że musisz kierować się tym co podpowiada ci serce. - łapię go za jego dłoń i lekko ściskam. - Paula przechodzi teraz bardzo trudne chwile. Bądź dla niej wsparciem, nie zostawiaj jej. Ona cię potrzebuje Matt.
- Dziękuję. - przyciąga mnie i mocno przytula.
- Nie ma za co. - odrywam się z uścisku i szeroko uśmiecham się do chłopaka mojej przyjaciółki.
Wstaję z łóżka, i podchodzę do drzwi, łapię za klamkę i już mam na nią naciskać, ale odwracam się do blondyna. - Matt. - spogląda na mnie. - Cieszę, się, że to właśnie ty, przyjechałeś wtedy po nas na lotnisko.
- Ja też. - naciskam na klamkę. - Jesteś świetną dziewczyną Aga. - posyłam mu szeroki uśmiech,następnie wychodzę z pokoju. Kieruję się na dół do kuchni i biorę mój nie skończony kawałek, już zimnej pizzy i wsadzam do mokrofalówki na pól minuty.
Jestem głodna, nie miałam szansy się najeść przez tą całą, okropną sytuację.
Słyszę, że pizza się już odgrzała, więc otwieram małe drzwiczki od mikrofalówki i ją wyjmuję. Siadam przy stole i biorę dużego gryza.
Tak bardzo się cieszę, że Pauli nic nie jest. Gdyby coś jej się stało...
Słyszę, że ktoś wchodzi do kuchni spoglądam w stronę drzwi i widzę Matt'a.
- Paula cię woła. - wstaję z krzesła i idę z chłopakiem do pokoju mojej przyjaciółki.
- Tak? - wchodzę do pokoju i podchodzę do łóżka. Paula wygląda nieco lepiej, ale nadal jest bardzo słaba.
- Jadę z Matt'em do polski. - siada na łóżku. - Matt już zamówił bilety, o północy mamy samolot.
- Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą pojechała? - łapię ją za rękę i lekko ściskam.
- Ktoś musi tutaj zostać. Poza tym nie chce cię tym obarczać. - mocno mnie przytula.
- Paula. Jesteś moją przyjaciółką twoje problemy to moje problemy. - odwzajemniam uścisk.
- Wiem o tym. - całuje mnie w policzek. - Chciałam lecieć tam sama, ale Matt się uparł, że mnie nie zostawi.
Czyli jednak Matt przyjął sobie, moje rady do serca. Bardzo się cieszę.
- Jadę się spakować. Będę za pół godziny. - całuje Paulę w usta, a mnie lekko przytula i wychodzi z pokoju.
- Ty też mogła byś wyjść? Chciałabym się jeszcze zdrzemnąć, odświeżyć, ochłonąć i spakować. - posyła mi przepraszające spojrzenie.
Nie mam jej tego za złe, że chce pobyć sama z sobą, doskonale ją rozumiem.
- Jakbyś potrzebowała pomocy, albo chciała porozmawiać. Będę w swoim pokoju. - wstaję z łóżka, ale zaraz zostaję ociągnięta przez Paulę z powrotem na łóżko. Dziewczyna mocno mnie przytula i zaczyna szlochać.
- Tak bardzo się o niego boję. Aga, a jeśli on... - jej ręce coraz mocniej ściskają moją szyję, a ciało zaczyna się trząść.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. Twój tata to silny człowiek. - gładzę ją ręką po plecach chcąc dodać jej jak najwięcej otuchy.
Dobrze znam ojca Pauli i wiem, że się nie podda. Córka jest dla niego najważniejsza i wie, że nie mógłby zostawić jej samej, bo to doprowadziło by do tego, że Paula załamałaby się.
- Wiem o tym. - po chwili odrywamy się z uścisku.
- Pójdę już. - dziewczyna kiwa głową i kładzie głowę na poduszce. Wychodzę z pokoju i idę do swojej ,,samotni". Wskakuję na łóżko i wtulam głowę w poduszkę, która przesiąknięta jest intensywnym zapachem Harry'ego.
Będę musiała ją porządnie wyprać, żeby się go pozbyć. Nie chcę, żeby cokolwiek mi o nim przypominało, nawet zapach.
Słyszę jak mój telefon brzęczy na mojej szafce nocnej, więc sięgam po niego naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak?
- Hej Aga. - na wesoły głos Louisa, uśmiecham się sama do siebie. Ciesze się, że zadzwonił.
- Hej. - zmuszam swój głos do tego, żeby brzmiał jak najbardziej normalnie.
Nie mam ochoty tłumaczyć mu się przez telefon dlaczego nie mam humoru.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że wracam jutro rano, i mam czas po południu, więc... Spotkamy się? - pyta niepewnie. - O ile masz czas oczywiście. - dodaje.
- Nie będziesz zmęczony po podróży? - pytam.
Skoro zamierza wrócić rano, to znaczy, że będzie jechać późno w nocy, zgadując, że jego siostra mieszka kilka godzin z tąd.
- Jeżeli położę się wcześniej, wypije kilka, mocnych kaw zanim wyruszę i parę energetyków po drodze to raczej zmęczenie mi nie grozi. - oboje wybuchamy śmiechem.
Nie wiem jak on to robi, ale potrafi mnie rozśmieszyć, nawet jeśli jestem w takim podłym nastroju. Jestem mu za to wdzięczna.
- Dlaczego wracasz tak wcześnie? Coś się stało? - mój ton brzmi troskliwie. Siadam na łóżku krzyżując nogi.
- Nie po prostu moja siostra ma jutro od rana zajęcia, a ja nie chcę jej wchodzić na głowę, więc wracam. - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi. - Miałem plan wrócić po jutrze, ale Jess musi uczyć się do egzaminu. - bawię się kosmykiem swoich ciemnych, pofalowanych włosów.
Jessika, to tak ma na imię jego siostra. Nawet podoba mi się to imię.
- Rozumiem. - odpowiadam.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, po chwili moje powieki stają się ciężkie.
- To, na którą się umawiamy?
- Nie mam pojęcia. - przyznaję.
- Może 15.00.
- Dobrze. - opadam plecami na materac i zamykam oczy.
Jestem strasznie zmęczona, to pewnie przez tą, pełną wrażeń akcję z Paulą.
- Ok. Przyjadę po ciebie. - oznajmia wesoło. - To do jutra.
- Pa. - rozłączam się.
Sprawdzam, która godzina. 17.27. Myślałam, że jest nieco wcześniej. Czas tutaj leci o wiele szybciej niż w Polsce, sama nie wiem dlaczego tak jest.
Postanawiam, że zadzwonię do mojej mamy. Na pewno ucieszy się, że się z nią skontaktowałam, w końcu.
Wybieram jej numer i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - słyszę głos mojej rodzicielki.
- Hej mamo. - mówię ucieszonym tonem.
Tak miło słyszeć jej głos.
- Hej kochanie. Jak tam u ciebie? - w tle słychać stukanie talerzy i sztućców. Chyba nakrywa do stołu.
- Wszystko w porządku. - staram się jedną ręką, przykryć moje ciało kocem. - Przepraszam, że tak długo się z wami nie kontaktowałam, ale... sama nie wiem dlaczego tak wyszło. - mówię niepewnie.
- Nic się nie stało, musiałaś przyzwyczaić się do nowego miejsca. To normalne.
Mimo, że jej nie widzę, wiem, że na jej twarzy gości ten, delikatny uśmiech, którym zawsze próbowała mnie pocieszyć.
- Ciesze się, że nie jesteś zła. - podkurczam nogi do piersi i kładę głowę na kolanach.
- Z kim rozmawiasz? - słyszę głos jednej z moich sióstr.
- Z Agatą.
- Hej Aga. - odzywa się moja osiemnastoletnia siostra. - Czemu tak długo nie dzwoniłaś? To nie było miłe. - mówi obojętnie. - Mama chodzi smutna przez jakieś trzy dni. - na jej słowa przygryzam dolną wargę.
- Asia, co ty mówisz. W cale tak nie było. - mama fuka na Asię.
- No wiem, ale chciałam ją nastraszyć. - śmieje się. A ja oddycham z ulgą.
Widzę, że Asi dzisiaj dopisuje humor, szkoda tylko, że okazuje to w taki podły sposób.
- Z kim rozmawiasz mamo? - pyta mój brat, na którego głos się uśmiecham.
- Z Agą.
- Wiktoria, mama rozmawia z Agą chodź! - wydziera się na cały głos mój ,,mały braciszek'', który ma już dwanaście lat.
- Hej siostra. Jak ci się mieszka bez nas. - pyta Mateusz.
- Trochę dziwnie. Pusto tutaj. - odpowiadam z uśmiechem.
Cieszę się, że zdecydowałam się zadzwonić wtedy kiedy oni akurat jedzą kolację. Przynajmniej mam okazję porozmawiać z nimi wszystkimi.
- Cześć Agata. - wita się ze mną moja druga siostra. - Co tam u ciebie słychać?
- Wszystko ok. Mam nadzieję, że u was też.
- Tak, wszystko u nas w porządku. - odzywa się tym razem moja mama. - Chcesz porozmawiać z babcią?
Słyszę uderzanie sztućców o talerze, co znaczy, że moja rodzina zabrała się za jedzenie kolacji.
Dałabym wiele, żeby jeść razem z nimi, pyszne dania mojej mamy.
- Jasne, a jest gdzieś w pobliżu?
- Właśnie siada do stołu. - oznajmia. - Włączę na głośnomówiący.
- Hej babciu. - mówię.
- Hej Agatko. - mówi wesoło moja babcia. - Słyszałaś, że pan Pilarski jest w szpitalu? - pyta, a uśmiech momentalnie znika z mojej twarzy.
Wolałabym nie rozmawiać teraz na ten temat, ale niestety jestem zmuszona odpowiedzieć.
- Tak, dzwonili do Pauli ze szpitala. Leci z powrotem do polski dzisiaj w nocy. - oznajmiam po chwili namysłu bawiąc się rogiem od swojego, puchatego koca. - Czy wiecie co się dokładnie stało?
Nie wiem czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
- Wychodził z pracy i został napadnięty i dźgnięty nożem kilka razy w brzuch. - na te słowa zakrywam ręką swoje usta w geście zszokowania, a przed moimi oczami robi mi się ciemno. Sama nie wierze w to co usłyszałam. - Ciężko z nim. - Mówi moja siostra.
Czuję jak ktoś siada na moim łóżku, podnoszę wzrok i widzę Matt'a z rozwalonym nosem.
Boże, co mu się stało?
Pokazuję mu rękę, żeby chwilę poczekał, a on kiwa głową.
- Słuchajcie, niestety ale muszę już kończyć. Obiecuję, że niedługo zadzwonię. - mówię trochę zawiedziona.
Chciałabym z nimi dłużej porozmawiać, ale nie mogę. Muszę dowiedzieć co mu się stało.
- Dobrze. To do usłyszenia. - mówi moja mama. Słyszę jeszcze kilka słów pożegnania od mojego rodzeństwa i babci, następnie połączenie zostaje przerwane.
Odkładam telefon na szafkę i spoglądam na blondyna, wygląda na wyraźnie wkurzonego, a krew cieknie ciurkiem z jego nosa.
- Matt co się stało? - przysuwam się do niego.
- Miałem małą stłuczkę. - spogląda na ścianę przed sobą. - Gnojek wgniótł mi cały przedni zderzak. - uderza ręką w materac.
- Wiesz kto to był?
- Pewnie, że tak. To ten dupek Styles. - jego szczęka się zaciska.
Co ten idiota Harry znowu narobił?
A tak a-pro-po, nie dziwię się, że Matt zna Harry'ego i nie ma o nim dobrego zdania. Myślę, że każdy w okolicy wie co z niego za wredny typek.
- Co się dokładanie stało? - pytam chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
- Wyjechał mi nagle zza zakrętu i uderzył w moją taksówkę. Potem wyszedł taki wkurzony, z swojego lekko zarysowanego autka, a potem podszedł do mojego samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął mnie ze środka. Rzucił mnie na maskę i powiedział, że mam szczęście, że to tylko mała ryska, a następnie przywalił mi z całej siły w nos. - łapie się za niego, a następnie syczy z bólu.
Harry przegiął. Jak on może tak robić? Nie dość, że to była tylko i wyłącznie jego wina to jeszcze skrzywdził Matt'a. Nie daruję mu tego, jak tylko go zobaczę, uduszę go.
- Jego twarz była cała poturbowana. On nie powinien jeździć w takim stanie. Ale to przecież Harry, on nie trzyma się żadnych zasad. - wplata palce w swoje włosy i ciągnie za nie w sfrustrowanym geście.
- Znasz go? - pytam wyraźnie zaciekawiona jego słowami.
- Jasne. Ten wariat chodził ze mną do liceum przez dwa lata. Zawsze sprawiał problemy, bójki, wagary, branie narkotyków, seks w szatniach, przychodził pijany do szkoły. - jestem w szoku. - Bzykał się nawet z kilkoma młodszymi nauczycielkami, a one były wyrzucane ze szkoły. Gnojek robił to specjalnie. - moje oczy się rozszerzają. - Nie miał kumpli. Przerwy spędzał podpierając ściany, albo w kiblu z jakąś laską. - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. - Każdy wiedział, że z nim nie można zadzierać. Baliśmy się go. - przerywa. - Ale oceny miał zaskakująco dobre. Był inteligentny. - spogląda na mnie. - Nienawidziłem go i nienawidzę do tej pory. To najgorszy człowiek jakiego znam. - bawi się swoimi ubrudzonymi od krwi palcami. - Pójdę opatrzyć sobie nos. - blondyn wstaje z łóżka i wychodzi z pokoju.
Matt jest kolejną osobą, która mówi mi takie okropne rzeczy o Harry'm.
Czy ten chłopak o bujnych, kręconych włosach i zielonych hipnotyzujących oczach, naprawdę jest aż taki zły?
Louis i Matt przedstawili go jako totalnie złego i mrocznego, bez jakiego kol wiek pozytywnego światła. To jest naprawdę dziwne i niepokojące.
Harry ma mocny temperament, jest wybuchowy i agresywny, ale jest też... w sumie to nie wiem jaki jest, bo nie pozwala mi spostrzec czegokolwiek pozytywnego w jego charakterze.
Ale na pewno ma w sobie jakieś zalety, lepszą stronę. Nie może być taki do końca zły. Nikt nie jest. Tylko, że on nie chce, żebym poznała go z innej, lepszej strony, a ja nie wiem dlaczego.
Matt wchodzi do mojego pokoju, z dwoma wacikami w nosie.
- Wszystko ok? - uśmiecham się do chłopaka.
- Teraz tak. - siada na łóżku.
- Byłem u Pauli. Śpi jak zabita. - odwraca głowę w moją stronę. - Ciekawe co stało się jej tacie, że trafił do szpitala? - spogląda w moje oczy jakby wiedział, że znam powód pobytu mężczyzny w ciężkim stanie w szpitalu.
- Został zaatakowany. - jego oczy lekko się rozszerzają.
- Ciężko z nim? - kiwam głową, a chłopak chowa twarz w dłoniach.
- Został dźgnięty kilka razy nożem w brzuch. - mówiąc to przygryzam wargę.
- O boże.
- Proszę cię nie mów na razie tego Pauli, to byłoby dla niej za wiele. - łapię g za ramię.
- Wiem o tym. Nie zamierzałem.
- Cieszę się, że z nią jedziesz. Nie wiem czy dałabym radę pomóc jej, kiedy pojechałabym z nią do Polski. Bardzo dobrze znam i lubię tatę Pauli, i nie wiem czy byłabym w stanie ogarnąć swoje emocje i jej. - przyznaję.
- Będzie to bardzo przeżywać, muszę się nastawić do tego psychicznie. Patrzenie na nią jak cierpi to, to jest po prostu okropne. Najgorsze jest to, że nie jestem w stanie jej jak, kol wiek pomóc. - wzdycha.
To prawda, patrzenia jak Paula jest smutna i płacze to coś okropnego.
- Wspieraj ją jak tylko możesz. Paula to bardzo wrażliwa osoba i przyznaję, nie będzie łatwo ale musisz dać radę. Zrób to dla niej. - łapię go za rękę i lekko ściskam.
Matt przysuwa się do mnie i lekko przytula.
- Dziękuję, że tak mnie wspierasz. Jestem ci wdzięczny. - lekko muska mój policzek i się do mnie uśmiecha. - Pójdę się położyć. To będzie długa noc. - wstaje z łóżka i wychodzi z mojej ,,samotni''.
Sprawdzam, która godzina. 18.29.
Postanawiam, że pójdę się umyć i położyć. Mimo, że jest wcześnie, to jestem wykończona, poza tym zamierzam wstać w nocy i pożegnać się z dwójką moich przyjaciół, która wyjeżdża na nie wiadomo jak długi czas.
Podchodzę do szafy, wyjmuję z niej szarą, luźną koszulkę, czarne szorty oraz bieliznę i idę do łazienki.
Po szybkim prysznicu idę do swojego pokoju i podchodzę do okna, żeby zasłonić zasłony. Łapię za jedną z nich i zamierzam szarpnąć nią, żeby zakryć okno, lecz zauważam ten, sam, czarny samochód, który ostatnio często widuję po drugiej stronie ulicy.
Okno auta się otwiera, a w nim widzę znajomą mi twarz Harry'ego. Patrzymy na siebie w dziwny, nie znany mi sposób, pod wpływem którego czuję jakby moje nogi były z waty, lub czegoś jeszcze bardziej miękkiego i bezwładnego. Mój umysł odmawia mi posłuszeństwa, nie jestem w stanie trzeźwo myśleć. Jedyne czego chcę, to patrzeć na jego, spowitą w mroku twarz.
Harry nie odjeżdża jak zwykle to robił po, tym jak przyłapałam go na obserwowaniu mnie. Wydaje mi się to nieco dziwne ale też intrygujące.
Po kilku minutach hipnotyzowania się na wzajem spojrzeniami, Harry zapala silnik i rusza z piskiem opon.
Zasłaniam w końcu zasłonę, następnie wchodzę do łóżka i szczelnie okrywam się moją kołdrą, która pachnie jeszcze bardziej Harry'm, niż miękka poduszka, na której własnie leże.
Może jednak nie będę prała tej poduszki i tak już za dużo Harry'ego wkradło się do mojego życia. Poza tym Harry ładnie pachnie.
Jak tylko zamykam powieki, przed moimi oczami pojawia, się chłopak o pięknych, zielonych tęczówkach i długich kręconych włosach. Uśmiecha się do mnie i patrzy na mnie z małymi iskierkami szczęścia w oczach, których jeszcze nie miałam okazji zobaczyć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :) Dziękuję za komentarze i do następnego <3 <3 <3 <3 <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)