2.08.2015

Rozdział 5

                                                   *Oczami Agaty*

Gdy wchodzę do środka, widzę mnóstwo upitych ludzi. Niektórzy tańczą na stołach, inni zachłannie się liżą, a jeszcze inni obmacują się przy ścianach. Obrzydza mnie to.
Wyraźna większość  dziewczyn ubrana jest w miniówki, które sięgają im chyba do połowy tyłka. W całym swoim życiu nie widziałam aż tak krótkich spódniczek.
Idę rozglądając się dookoła, próbując nie dotknąć żadnej z tych osób, z których ścieka pot i dotyka się w jak dla mnie niekomfortowe miejsca. Nie powinnam była tutaj przychodzić. To nie był dobry pomysł.
- Hej piękna. Zatańczymy? - słyszę za sobą męski głos więc szybko się odwracam i widzę jakiegoś upitego, starszego ode mnie chłopaka o dosyć nieprzyjemnym wyglądzie. Stoi obok Pauliny i zmierza ją od góry do dołu obrzydliwie pożądliwym wzrokiem . Nie ma koło niej Matt'a. Rozglądam się i nigdzie go nie widzę. Gdzie on jest do cholery?!
- N...nie dzięki. - Paula cofa się o dwa kroki do tyłu, ale chłopak robi trzy w stronę Pauli i prawie się stykają ciałami. Nie wytrzymam co za sukinsyn.
- A może jednak? - próbuje przysunąć się bliżej Pauliny, ale wchodzi między nich Matt z dwoma drinkami w ręce. Matt jest wyższy od tego chłopaka i bardziej umięśniony, co daje mu niezłą przewagę
- Głuchy jesteś czy coś? Słyszałeś, że nie chce z tobą iść więc wypierdalaj!- mówi przez zęby i zakrywa ciałem Paulinę, ale ten gościu ani drgnie, a Matt jest coraz bardziej wkurzony widzę to.
- N...Nie wiedziałem, że ma chłopaka. - tłumaczy się.
- No popatrz cóż za pomyłka. - fałszywie się uśmiecha. - A teraz wypierdalaj! - syczy Matt przez zęby, co sprawia, że chłopak momentalnie znika w tłumie. Kieruję wzrok na Matt'a, który właśnie próbuje ochłonąć ze złości.
Nie wiedziałam, że tak potrafi przestraszyć i tak przeklinać, jestem pod wielkim wrażeniem i jestem z niego dumna. Założę się, że zaimponował Pauli tak samo jak mi.
Chłopak odwraca się w stronę Pauli jego wyraz twarzy łagodnieje i zamienia się w zatroskanie. Kładzie jej rękę na policzku i patrzy na nią uważnie.
- Wszystko ok? - pyta, a Paulina kiwa głową.- Przepraszam, ale byłem po drinki. - podaję jej plastikowy kubeczek z alkoholem w środku, który dziewczyna delikatnie bierze w swoje drobne dłonie.
- Dziękuję. -  Paulina rzuca mu się na szyję, zszokowany odwzajemnia uścisk. Szeroko uśmiecham się na ten widok.
Postanawiam, że zostawię ich samych na pewno będą się dobrze bawić w przeciwieństwie do mnie. Idę przez tłum ludzi i szukam miejsca, w którym mogłabym spokojnie usiąść i odciąć się od tego towarzystwa. Znajduję jakieś drzwi, które otwieram i podchodzę do czarnej kanapy, na której siadam i rozglądam się po całym salonie. Nikogo tu nie ma, oprócz mnie z czego bardzo się cieszę.
Po co ja tu przychodziłam jak wiedziałam, że nie będę się dobrze bawić? Tańczyć raczej nie będę, bo ja tego co oni tam robią, tańcem bym nie nazwała. Może później skuszę się na drinka.
Wyjmuje telefon i zerkam na ekran. jest 18.37, jestem tutaj dopiero jakieś dziesięć minut, a już chcę stąd iść. Nagle przed sobą widzę czyjeś nogi, spoglądam w górę i widzę jakiegoś, upitego chłopaka, który jest chyba trochę starszy ode mnie.
- Pójdziesz się ze mną zabawić piękna? - wyciąga rękę w moją stronę.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. -  pochyla się nade mną, a na jego twarzy pojawia się głupi, obrzydliwy uśmiech.
- Lubię zadziorne dziewczynki. - rusza brwiami. - No chodź będzie fajnie. Spodoba ci się. -  łapie mnie za rękę i lekko ciągnie w swoją stronę, ale ja wyrywam ją z jego uścisku i chowam obie ręce do kieszeni spodni.
- Nie dotykaj mnie. - mówię wkurzona, na co on tylko się głupio uśmiecha i nagle rzuca się na mnie próbując zerwać ze mnie koszulę.
- Jak nie chcesz ze mną iść to zrobimy to tu. - próbuję go z siebie jakoś zepchnąć, lecz to nic nie daję. Jest zbyt silny.
Moja lewa ręka ląduje na jego włosach i mocno je szarpie, mając nadzieję, że coś zdziałam. Niestety, nic z tego. Chłopak mocno ściska mój nadgarstek tak, że nie czuję ręki. - Niegrzeczna dziewczynka. Nie wiesz, że nie ciągnie się za włosy? - jeszcze mocniej ściska moją rękę, co sprawia, że z moich ust wydostaję się jęk bólu. Szarpię ręką, żeby ją wyrwać, ale ani drgnie.
- Proszę zostaw mnie. - łzy cisną mi się do oczu.
- Nie płacz skarbie. - gładzi mnie po policzku. Mocno zaciskam powieki, starając się, by łzy nie wydostały się z moich oczu. - Zrobię to szybko i bezboleśnie. - gładzi mnie po włosach - Zobaczysz spodoba ci się. - czuję jego obrzydliwe usta na mojej szyi, co sprawia, że łzy zaczynają zlatywać ciurkiem po moich policzkach. Naglę czuję jak chłopak puszcza mój nadgarstek, co przynosi mi ogromną ulgę. Moje szczęście nie trwa długo, bo czuję jak jego ręka wkrada się pod moją bluzkę i sunie mi po brzuchu w górę. - Zobaczymy co masz pod tą bluzką? Hmm? - zaczynam się szarpać i wyrywać, lecz to nic nie daję. - Wezmę to za tak. - podciąga moją bluzkę tak, że mam odsłonięty cały brzuch. Czyżby to miało się tak skończyć?
- Proszę nie rób mi tego. - łkam. To jeszcze bardziej go pobudza, bo zaczyna dobierać się do mojego biustu. Zaczynam wierzgać się i krzyczeć. - Proszę zostaw mnie, ja nie chcę!
- Przestań się ruszać do cholery! - krzyczy i próbuje ściągnąć moją koszulkę.
Boże, co mnie podkusiło, żebym przychodziła na tą, pieprzoną imprezę? Przecież wiedziałam jak to się skończy.
Naglę cały ciężar chłopaka znika ze mnie. Szybko otwieram oczy i widzę kolesia, który chciał się do mnie dobrać leżącego na podłodze. Spoglądam do góry i widzę przystojnego chłopaka , jego oczy wpatrują się z wściekłością na kolesia na podłodze.
- Nie rób mi nic stary, ona tego chciała. - tłumaczy się gościu z podłogi. Niebieskooki spogląda na mnie i delikatnie się uśmiecha, a potem spogląda z powrotem na mojego oprawcę i robi krok w jego stronę.
- Nie wyglądało mi na to, żeby tego chciała. Zobacz przez ciebie się popłakała. - fuka niebieskooki i wskazuje na mnie. - A teraz wypierdalaj. - oprawca ani drgnie. - Powiedziałem coś chyba. Wypierdalaj, bo jak ci przypierdolę kopa w dupę to wylecisz przez te drzwi prosto za płot, jebany zboczeńcu! - mówi donośnie, wskazując na szklane drzwi prowadzące chyba do ogrodu. - No wypierdalaj, bo nie ręczę za siebie! - mówi donośnym głosem, a gościu rzuca mi ostatnie spojrzenie, następnie wychodzi zamykając drzwi.
Przyglądam się dokładniej mojemu wybawicielowi, jest to szatyn o niebieskich oczach, dosyć wysoki, przynajmniej mi się tak wydaję, bo siedzę na kanapie. Nagle chłopak spogląda na mnie zatroskanym spojrzeniem.
- Wszystko w porządku? - pyta i podchodzi bliżej. Kiwam głową zapinając guziki od mojej koszuli. - Mogę usiąść? - znowu lekko kiwam głową, że może. Nie jest pijany, twarz ma bardzo łagodną i nie wygląda na kogoś kto chciałby mi coś zrobić.
- Dziękuję. - mówię nieśmiało kiedy chłopak siada i się lekko uśmiecham, na co on odpowiada tym samym.
- Nie ma sprawy. - spogląda na mnie - Jestem Louis. A ty?- Pyta i wyciąga w moją stronę rękę, na co ja ją łapie i lekko ściskam, a potem puszczam. Ma bardzo ciepłą dłoń i przyjemną w dotyku
- Agata, ale możesz mi mówić Aga bo tak będzie ci łatwiej. - lekko się uśmiecham.
- Nie jesteś stąd prawda?
- Jestem z Polski.
- A co taka dziewczyna robi tutaj na imprezie? - jest zainteresowany.
- Chciałam się trochę rozerwać, ale widzę, że z tego nici, bo wszystkim tylko jedno w głowie. Założę się, że jakbym poszła potańczyć, zostałabym wymacana w wszystkich możliwych miejscach. - Louis zaczyna się śmiać a ja z nim.
- Masz rację. - uśmiecha się szeroko.
- Z resztą mojej przyjaciółce zależało, na tym żebym przyszła. Jest tutaj i nasz kolega też.
- Aha, a jak mają na imię?
- Paulina, ale mówię na nią Paula i Matt. Może go znasz, bo podobno mieszka tu niedaleko. - spoglądam na niego. Louis wygląda jakby przez chwilę nad czymś myślał, a potem spogląda na mnie.
- A ten Matt to czasem nie taksówkarz? - pyta
-Tak, tak to on. - uśmiecham się.
- Jest strasznie nieśmiały z tego co wiem. Z nikim podobno nigdy nie gadał. Ale nie wiem czy to prawda.
- Może. Na początku jak po nas przyjechał na lotnisko, to też nie był skory do rozmowy, ale potem jakoś się rozkręcił i jest naprawdę w porządku. - uśmiecham się do Louis'a, a on do mnie.
- Od kiedy tu jesteście? - opiera się plecami o oparcie kanapy.
- Trzy dni. - krzyżuję nogi na kanapie.
- I co, podoba ci się tutaj? - pyta z małą nadzieją w głosie.
- Jasne. Tylko muszę się jeszcze przyzwyczaić do nowego domu i otoczenia. - kiwa głową  na znak, że rozumie.
Trwa między nami chwilowa cisza, ale nie jest ani trochę niezręczna.
- Przynieść ci jakiegoś drinka czy coś? - pyta, na co spoglądam na niego.
- Z chęcią. - uśmiecham się szeroko do niego.
Potrzebuję się czegoś napić. Dawno nie piłam alkoholu.
- Mam nadzieję, że jesteś pełnoletnia. - żartuje chłopak i puszcza mi oczko. - Ile masz w ogóle lat? - pyta.
- Dwadzieścia. - uśmiecham się lekko. - A ty?
- Dwadzieścia trzy. - chłopak wstaję z miejsca i spogląda na mnie. - Idziesz ze mną, czy mam ci go przynieść?
- Idę. - staję koło Louisa, nie jest dużo wyższy ode mnie, może jakieś dziesięć centymetrów. Kierujemy się w stronę tłumu.
- Będziemy iść przez tłum. Jak nie chcesz się zgubić, to złap się mnie. - wyciąga w moją stronę swoją dłoń. Szczerze, jestem przerażona, że muszę złapać obcego mi chłopaka za rękę. Ja przecież nigdy nie trzymałam się z nikim za rękę, no chyba, że mojego tatę albo mamę kiedy byłam mała.
Mimo mojego przerażenia, niepewnie ją łapię, ma dosyć sporą dłoń w porównaniu do mojej. Chłopak dosyć mocno ją ściska i wchodzi ze mną do tłumu. Ludzie, którzy ,,tańczą'' ocierają się o nas i podskakują w rytm muzyki. Nie wiem jak można bawić się w taki sposób.
W pewnym momencie ręka zaczyna mi się wyślizgiwać, ale Louis szybko reaguje i ściska ją trochę za mocno, bo po chwili czuję jak moje palce drętwieją.
Kiedy wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia, chłopak od razu puszcza moją rękę, a ja łapię głęboki oddech z ulgi. Biorę moje ręce za plecy i zaczynam masować tą odrętwiałą, cholera chłopak ma silny uścisk.
Louis podchodzi do blatu i bierze dwa czerwone, plastikowe kubeczki, następnie nalewa coś do nich. Odwraca się do mnie i podaje mi jeden z kubków.
- Proszę. - uśmiecha się szeroko.
Biorę od niego kubeczek i zaglądam do środka, drink jest czerwony a w środku jest kruszony lód.
- Dziękuję. - uśmiecham się do niego.
- Posmakuj. -  upija łyk, a potem spogląda na mnie wyczekująco. Przykładam sobie kubek do ust i lekko przechylam, żeby spróbować napoju.
Drink jest gorzko-słodki, zimny przez lód, ale jest bardzo dobry.
- To bardzo dobre. - upijam następny łyk. Jest naprawdę genialny, chociaż w życiu nie wypiłam zbyt wiele drinków, to ten jest najlepszy.
- Wiem, robienie drinków to moja specjalność. - opróżnia kubek, następnie podchodzi do blatu i robi następnego.
Kiedy opróżniam swój kubek podchodzę do Louis'a i przyglądam się czynnością jakie wykonuje.
- Zrobić ci jeszcze jednego? - kiwa głową na mój pusty kubek.
- Jeśli to nie problem. - normalnie, bym zaprzeczyła, ale przyszłam się tu bawić.
- Jasne, że nie. - bierze ode mnie kubeczek i wlewa do niego poszczególne składniki. - Trzymaj. - podaje mi kubek. Biorę go i od razu upijam łyk trunku.
- I jak. - Louis patrzy na mnie wyczekująco.
- Jeszcze lepszy niż poprzedni. - uśmiecham się do niego szeroko co odwzajemnia. Chłopak podchodzi do kuchennego stołu i siada na krześle.
- Usiądź. - wskazuję na puste krzesło obok niego, wiec podchodzę do stołu i siadam na wyznaczonym miejscu. Trwamy chwilę ciszy.
- Zatańczymy? – patrzy na mnie z nadzieją w oczach. Jestem spanikowana, nie wiem co powiedzieć, co Louis zauważa. – Spokojnie. Nic ci się ze mną nie stanie. Obiecuję. – zapewnia. Szczerze? Jestem przerażona jego propozycją. Dawno nie tańczyłam, poza tym mam złe wspomnienia z tańczeniem. To nie jest najlepszy pomysł jak dla mnie. – Wiesz, jak nie chcesz, to nie musisz. – Louis przerywa moje rozmyślanie. Przyjechałam tutaj, żeby się rozerwać, żeby coś zmienić w swoim życiu. Dobrze wiem, że z Louis'em nic mi się nie stanie, że TO mi się nie stanie.
- Dobrze. – ulegam. 
Muszę w końcu kiedyś się przemóc, kiedyś i tak by to nastąpiło.  Chociaż nie jestem do tego przekonana.
- Ale trzymajmy się z dala od tego tłumu. – kiwam głową w stronę wywijających na parkiecie ludzi.
- Jasne. Pójdziemy do strefy trzeźwych. – mówiąc strefa trzeźwych Louis robi cudzysłów palcami.
Strefa trzeźwych? Coś takiego istnieje?
- Co to strefa trzeźwych?
- To miejsce dla ludzi na tej imprezie, którzy chcą potańczyć, a nie macać się i skakać bez opamiętania. – mruga do mnie.
- To… nawet fajne.
- Tak wiem. - Louis opróżnia kubek, następnie wstaje z krzesła. - Idziemy? - wyciąga swoją rękę w moją stronę. 
- Ok. - niepewnie kładę swoją rękę na jego po czym chłopak podciąga mnie do góry. 
Spoglądam na Louis'a który patrzy się na mój nadgarstek, na jego twarzy widać złość.
Moje oczy podążają na rękę i zauważam na niej czerwony i trochę już fioletowy ślad. - On to zrobił prawda? - spuszczam głowę. - Jebany skurwiel. - cedzi przez zęby. - Policzę się z nim potem. - mówi i spogląda na mnie.
- Po co? Co chcesz to robić? - pytam ilustrując jego oczy.
-Bo przez te pół godziny zdążyłem cię polubić. - lekko się uśmiecha, następnie podchodzi do zamrażarki  i wyciąga z niej worek mrożonego groszku. Przykłada groszek do mojego, spuchniętego nadgarstka.
- Naprawdę? - mówię piskliwie.
Ja też polubiłam Louis'a ale nie sądziłam, że on też
- No jasne! Jesteś bardzo fajną dziewczyną, nie tak jak te wszystkie, które myślą tylko o jednym. Spójrz ubierasz się normalnie, a nie jak te wszystkie dziwki, które ubierają kiecki do pół dupy i myślą, ze to fajnie wygląda. - uśmiecha się.
- Ja też cię lubię. - mówię i spoglądam na jego twarz. Ma bardzo łagodne spojrzenie.
- Bardzo się cieszę. - szeroko się uśmiecha.
Louis jest naprawdę świetnym chłopakiem i bardzo go polubiłam. Miałam nadzieję, że spotkam kogoś takiego jak on. Myślę, że jednak chyba warto było przyjść na tą imprezę. A to co się stało na kanapie... staram się o tym nie myśleć, ale to było naprawdę okropne. Jego ręce dotykające mnie ...
- Boli cię to? - chłopak przerywa moje rozmyślanie i gładzi delikatnie mój już mniej spuchnięty nadgarstek. Przechodzi mnie lekki dreszcz pod wpływem jego dotyku, ale na szczęście tego nie zauważa.
- Trochę. - mówię. Nie boli tak jak na to wygląda jest do zniesienia. - Dobra Louis, ściągaj ten groszek, strasznie zimno mi w rękę. - chłopak śmieję się i wrzuca worek  do zlewu.
- Idziemy? - kiwam głową, na co chłopak bierze mnie za rękę i idzie w stronę tłumu. Mimo, że już raz trzymałam się z nim za rękę, to cały czas mnie to krępuje. Wiem, że to tylko opiekuńczy gest Louis'a ale czuję się z tym dziwnie kiedy trzyma mnie za rękę.
 Od razu zauważam kiedy docieramy do ,,strefy trzeźwych'', ludzie tutaj tańczą w parach i w niewielkich grupach. Louis zatrzymuje się i oplata swoje ręce wokół mojej talii. Panikuję, nigdy w taki sposób nie tańczyłam, rzadko miałam okazję tańczyć.
Czasem wstydzę się tego jak mało doświadczona jestem w kontaktach między ludźmi, nawet w tańczeniu.
Mimo mojej paniki i spięcia kładę ręce na ramionach Louis'a, a on zaczyna kołysać nami w rytm muzyki.
- Dlaczego jesteś taka spięta? Rozluźnij się, to tylko taniec. - łapie mnie za pośladek i lekko ściska go swoimi palcami.
- Ejj! - piszczę.
- Co? - ponownie wciska palce w tym razem mój lewy pośladek.
- Louis! - lekko klepię go w ramię.
- Co? - uśmiecha się i kolejny raz ściska mój tyłek.
  Nie znoszę kiedy tak robi, to przypomina mi pewną... okropną sytuację z mojej przeszłości.
- Proszę, nie rób tak więcej. - mówię błagalnym tonem.
- Dlaczego? - patrzy ma mnie zdziwiony.
- Po prostu więcej tak nie rób. - spuszczam głowę. - Dobrze?
- Dobrze. Nie będę robić czegoś, czego nie chcesz, żebym robił. - mówi spokojnym tonem.
- Dziękuję. - posyłam mu spojrzenie pełne wdzięczności. Louis jest wyraźnie zdziwiony moją reakcją, na jego próbę ,,rozluźnienia mnie''.
- Przepraszam, ja tylko chciałem ...
- Wiem Louis. To ja cię przepraszam, chciałeś tylko, żebym poczuła się bardziej komfortowo i się rozluźniła. - spuszczam głowę, a mój wzrok utyka w podłodze. Nie chcę patrzeć na jego twarz, która jest pewnie rozbawiona albo zła. - Przepraszam, że tak zareagowałam. Po prostu nienawidzę jak ktokolwiek mnie dotyka  w taki sposób. - tłumaczę mu. Louis kładzie swoje palce na mojej brodzie i podnosi do góry sprawiając, że jestem zmuszona spojrzeć mu w oczy.
- Dlaczego? - pyta przeszywając mnie na wylot swoim spojrzeniem, które wyraża zmartwienie.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Możesz mi zaufać. - zaczyna gładzić mnie po plecach.
- Wiem Louis. - mówię spokojnie. Może to dziwne ale ufam mu. Jest coś przekonującego w jego oczach, coś przez co wiem, że Louis jest godny zaufania.
- To powiedz mi. - próbuje mnie przekonać. - Chcę ci tylko pomóc.
- Rozumiem. Ale uwierz mi, to nie jest dla mnie łatwe, mówić o swoich problemach. - spoglądam w bok, nie mogę znieść jego spojrzenia.
- Rozumiem cię. - odwracam głowę w jego stronę. - Nie będę zmuszać cię do tego, żebyś mi powiedziała coś czego nie chcesz powiedzieć. - posyłam mu wdzięczne spojrzenie i spuszczam głowę na dół patrząc w podłogę.
Te wszystkie wspomnienia powróciły, znowu to samo, każde odczucie, dotyk, spojrzenie. Ból, smutek, wstyd, odraza, znowu to czuję. Złe obrazy z przeszłości ponownie powracają. W mgnieniu w moich oczach znajdują się łzy, a moje ciało odmawia posłuszeństwa. Jedyne co wprawia mnie w ruch i nieco uspokaja to powolne kołysanie Louis'a na boki. Nim się orientuję znajduję się szczelnie opleciona ramionami chłopaka. Wtulam swoją głowę w jego klatkę piersiową, a moje ręce mocno oplatają jego szyję. Po chwili moje łzy znajdują ujście z kącików moich oczu i swobodnie opadają na biały materiał koszulki Louis'a.

                                                 *Oczami Louis'a*

    Wiem, że znam Agę dopiero około godziny, ale zależy mi na niej i chciałbym jej pomóc w tym co przede mną ukrywa.
Ciekawe co się takiego wydarzyło, że tak zareagowała na moje wygłupy? Nie wygląda mi na osobę, która przejmowałaby się byle czym. Musiało jej się przydarzyć coś okropnego, co działa do teraz na jej psychikę. Z moich rozmyślań wyrywa mnie coś mokrego na moim ramieniu. Spoglądam na nie i widzę jak Aga płacze. Łzy ściekają z jej policzków i spadają na moje i tak już wilgotne ramie. Nie możemy tutaj tak stać, bo jeszcze bardziej się rozpłacze albo ktoś ją zobaczy.
- Chcesz z tąd iść? - moje słowa docierają do niej po kilku sekundach, bo kiwa twierdząco głową, najwyraźniej nad czymś myślała. Przestaję nami kołysać i zmuszam Agę żeby spojrzała na mnie, ma takie smutne spojrzenie. - Idziemy do mojego pokoju. - oplatam rękę wokół jej pleców i delikatnie zaczynam nas przeciskać przez tłum. Gdy docieramy do drzwi mojego pokoju wyjmuję klucz z kieszeni, wkładam do dziurki i otwieram drzwi. - Wchodź. -  dziewczyna wchodzi do pomieszczenia, a ja tuż za nią. Aga stoi w pokoju z spuszczoną głową. - Usiądź. - niepewnie podchodzi do łóżka i siada na nim, a ja zaraz koło niej.
- Louis? - spoglądam na nią ciekawy co chce mi powiedzieć. - Przepraszam. - jej głos jest taki przygnębiony.
Dziewczyna spogląda na mnie, oczy ma załzawione, ciężko patrzeć na nią kiedy jest w takim stanie.
- Nie ma przecież za co przepraszać. - mówię
- Jest za co. Naskoczyłam na ciebie, wtedy kiedy chciałeś żebym się rozluźniła potem poryczałam się jak jakieś dziecko na środku sali w trakcie tańca, a ty nawet nie wiesz dlaczego, bo jestem tchórzem i nie mam odwagi tego powiedzieć. - spogląda na drzwi. - Nie rozumiem. Po co w ogóle marnujesz na mnie czas, zniszczyłam ci cały wieczór. Lepiej będzie jak już pójdę. - mówi chrypliwie i zaczyna podnosić się na nogi. Szybko łapię ją za rękę, ciągnę do siebie i mocno przytulam, a ona opiera głowę na mojej klatce piersiowej.
- Aga. Wcale nie zniszczyłaś mi wieczoru. Cieszę się, że cię poznałem i spędzanie czasu z tobą nie jest marnowaniem czasu tylko czystą przyjemnością. A to, że miałaś chwilę słabości nie znaczy, że musisz tak o sobie mówić. - gładzę ją po plecach. - I nie oczekuję tego, że mi o tym powiesz. - szepczę. Trwamy chwilę ciszy.
- Louis, obiecuje ci, że kiedyś ci o wszystkim powiem, ale nie teraz. Nie zrozum mnie źl...
- Ale ja jak najbardziej ciebie rozumiem. Znamy się dopiero około dwóch godzin i nie wymagam od ciebie, żebyś mi powiedziała coś czego nie chcesz mi powiedzieć. Jak będziesz gotowa to mi powiesz.-mówię i przyciskam ją mocniej do siebie, a ona tylko kiwa głową na znak, że się zgadza.
- Dziękuję. - przytula mnie mocniej.
- Za co?
- Za to, że tu ze mną siedzisz, że mnie tulisz do siebie, to naprawdę pomaga. Potrzebowałam tego. Już dawno nikt mnie tak nie pocieszył. - uśmiecham się sam do siebie na jej słowa.
   Siedzimy w tej samej pozycji już jakieś piętnaście minut żadne z nas się nie odezwało. Nie przeszkadza mi to, jeśli to ma w jakiś sposób jej pomóc, to mogę nawet tak siedzieć do jutra.
- Mieszkasz tutaj. - Aga przerywa ciszę.
- Tak. Z kilkoma chłopakami i Joseph'em.
- Kto to Joseph? - jej głos jest pełen ciekawości.
- To taki jakby nasz szef. Wiesz większość z nas studiuje i Joseph przyjmował nas tutaj po kolei. Teraz wszyscy się przyjaźnimy, organizujemy imprezy, chodzimy do barów, ogólnie dobrze się bawimy. - tłumaczę. - Wszyscy na osiedlu nazywają nas ,,gangiem'' ale daleko nam do gangu, jesteśmy bardziej niegrzecznymi chłopcami. - dodaję.
- Ok kiedy tu mieszkasz?
- Trzy lata. - spogląda na mnie zdziwiona.
- To długo. - mówi.
- Wiem.
- Gdzie jest łazienka. - pyta wyrywając się z uścisku i staje przede mną.
- Chodź zaprowadzę cię. - podchodzę do drzwi i wychodzę z Agą z pokoju. Prowadzę ją korytarzem kiedy zauważam drzwi od łazienki zatrzymuję się i spoglądam na dziewczynę. - To tutaj. - wskazuję ręką na drzwi. - Chcesz może drinka?.
- Tak. - odpowiada.
- Ok, jak wyjdziesz, idź do mojego pokoju będę tam czekać na ciebie. - mówię idąc w stronę schodów.


                                                       *Oczami Agaty*

Gdy wchodzę do łazienki od razu podchodzę do lustra i przyglądam się swojemu odbiciu. Wyglądam tragicznie i tak też się czuję. Tak mi wstyd za siebie. To popłakanie się było żałosne,   Louis teraz pewnie uważa mnie za mazgaje, która nie potrafi poradzić sobie  swoimi problemami. Ledwo co go poznałam, a już wszystko spieprzyłam. Brawo Aga. Zawsze wszystko muszę spieprzyć. Po co mi była ta impreza?
Czuję wibracje w tylnej kieszeni moich spodni, patrze na wyświetlacz, na którym widnieje imię mojej przyjaciółki. Naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha.
- Paula? - staram, żeby mój głos był jak najbardziej normalny.
- Jak to Paula?! Zniknęłaś gdzieś, a ja z Matt'em szukamy cię od półtora godziny! - drze się do słuchawki, gorzej niż moja mama.
- Nie drzyj się tak. Spotkajmy się za piętnaście minut w kuchni to ci wszystko wyjaśnię. Ok? - nie chce mi się tłumaczyć jej tego przez telefon, wole jej to powiedzieć twarzą w twarz.
- Mhmm. - w słuchawce słyszę ciche mruknięcie Pauli. Rozłączam się i chowam telefon z powrotem do kieszeni.
Ponownie spoglądam na moje odbicie, mój makijaż jest rozmazany, oczy podkrążone i podpuchnięte, a włosy nieco potargane, wyglądam po prostu okropnie. Muszę coś z tym zrobić, bo jak zejdę na dół Paula od razu pozna, że płakałam i nie da mi potem spokoju.
Biorę kawałek papieru toaletowego i lekko go mocze, następnie wycieram rozmazany tusz pod moimi oczami. Włosy przeczesuje palcami i przerzucam na prawy bok. Wyglądam nieco lepiej, ale nie mogę już nic więcej zrobić, żeby ulepszyć swój wygląd.
Wychodzę z łazienki i zamierzam kierować się do pokoju Louis'a, gdy nagle przed moimi oczami pojawia się czyjaś sylwetka. Spoglądam w górę i widzę znajome, tajemnicze, zielone oczy, które patrzą się na mnie bez żadnych emocji. Jestem sparaliżowana jego spojrzeniem i czuję jakby wywiercało we mnie ogromne dziury.
Stoimy przez chwile nic nie mówiąc ani się nie ruszając, kiedy naglę nieznajomy pcha mnie nieco na bok i mija mnie wchodząc do pokoju za nami.
Zszokowana idę do pokoju Louis'a i siadam na łóżku. Nie chce mi się wierzyć, że znowu go zobaczyłam. Może znowu mnie obserwuje, ale wtedy raczej nie wchodziłby do tamtego pokoju. Może tutaj mieszka? Spytam się Louis'a czy go zna, bo skoro Louis też tutaj mieszka to na pewno zna wszystkie osoby mieszkające w tym domu. Bardzo mnie ciekawi, kim jest ten tajemniczy chłopak i po co mnie śledzi.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają spoglądam na nie i widzę uśmiechniętego Louis'a z dwoma drinkami i paczką chipsów serowo-cebulowych.
- Jestem. - podchodzi do mnie i podaje mi jednego z drinków.
- Dziękuję. - łapię za kubek i od razu upijam kilka drobnych łyków. - Paula do mnie dzwoniła. - mówię popijając drink.
Chcę, żeby Louis poszedł tam ze mną, bo sama nie przecisnę się przez ten tłum, i chcę, żeby Paula poznała mojego, nowego znajomego.
- To twoja przyjaciółka? - kiwam głową. - I?
- Mam się z nią spotkać w kuchni i chciałabym cię zapytać czy mógłbyś pójść ze mną? - pytam niepewnie.
Wiem, że ma lepsze rzeczy do roboty niż pójście ze mną w celu wyjaśnienia mojej przyjaciółce gdzie byłam i co robiłam, ale zawsze warto spytać czy nie miałby ochoty iść.
- Jasne, że mogę. - mierzwi moje włosy swoją, dużą ręką. Posyłam mu wdzięczne spojrzenie.
Spoglądam się na ramię chłopaka, w które się wypłakiwałam jakieś dwadzieścia minut temu. Na białym materiale widnieje czarna plama od mojego rozmazanego makijażu. Jeszcze tego brakowało, żeby ubrudzić mu koszulkę. Czy ja muszę wszystko psuć, nawet koszulki?
- Boże Louis, przepraszam cię. - pokazuję mu czarną plamę na jego koszulce. - Nie chciałam. - mówię spanikowana.
Chłopak spogląda na plamę i wzrusza ramionami.
- Nie ma za co przepraszać. To tylko koszulka. - szeroko się uśmiecha co odwzajemniam. Ulżyło mi, że nie przejmuje się tą ubrudzoną PRZEZE MNIE koszulką. - Masz śliczny uśmiech. - patrzy się na mnie. Czuję jak płona mi policzki, nie powiem zaskoczyły mnie jego słowa i zawstydziły.
- Naprawdę tak myślisz? - mówię i spuszczam głowę unikając jego wzroku.
- Tak. A ty nie? - jest zdziwiony.
- Nie, ja tak nie uważam. - mówię co myślę. Zawsze uważałam się za tą ,,brzydszą'' od wszystkich i nigdy się to nie zmieniło i pewnie nie zmieni.
- Dlaczego? Każdy ci to powie, że masz ładny uśmiech. - sięga po paczkę chipsów i otwiera ją.
- Nie sądzę. - patrze na Louis'a, który ma zamiar coś powiedzieć. - Pomińmy ten temat. - chłopak kiwa głową.
- Ja i tak wiem swoje. - wytyka mi język. Zaczynam się śmiać.
- Czy ty musisz być taki uparty? - pytam wywracając oczami.
- Muszę. Taki już jestem. - ledwo co wymawia te słowa ponieważ jego buzia wypełniona jest po brzegi chipsami. - Chcesz? -  podkłada mi paczkę pod nos. Wyraźnie czuję dobrze mi znany zapach sera i cebuli.
- Nie dziękuję. - odpycham od siebie paczkę z chipsami nie mam ochoty na jedzenie, nie w tej chwili.
- Jak chcesz. - bierze garść ziemniaczanych plasterków i wpycha sobie do ust. Wygląda to przezabawnie. Odstawiam swój w kubek z alkoholem na podłogę.
- Louis. Powinniśmy już iść. - mówię patrząc na zegarek powieszony ja jednej z ścian pokoju chłopaka. Jest już po dwudziestej, niedługo powinnam się zbierać.
- A no tak. - wstaję i wyciąga do mnie rękę, chcąc pomóc mi wstać.
- Co z koszulką? - wskazuję głową na rzucającą się w oczy, czarną plamę na jego, białej koszulce.
- Daj mi chwile. - głośno przełyka zawartość swoich ust i podchodzi do szafy. Wyciąga z niej czarną buzę z kapturem. Ściąga swoją, białą koszulkę odsłaniając swój tors. Czuję jak moje oczy automatycznie się rozszerzają. Jest umięśniony bardziej niż myślałam i pokryty przeróżnymi tatuażami. Nie wiedziałam, że pod tą koszulką ukrywa takie ciało.
W prawdzie widziałam kilka jego tatuaży na przed ramionach. Odwraca się do mnie swoimi szerokimi i umięśnionymi plecami, następnie zamyka szafę. Idzie w moją stronę zakładając koszulkę przez głowę.
- Idziesz? - wyciąga rękę szeroko się uśmiechając. On też ma bardzo ładny uśmiech, jest taki szczery i przyjazny.
- Idę. - mówię i podaję mu swoją rękę, a chłopak lekko ciągnie mnie do siebie pomagając mi stanąć na nogi co mnie cieszy bo nie wywołuję u mnie bólu w nodze. Kierujemy się do drzwi. - Dlaczego cały czas kiedy gdzieś chodzimy ty łapiesz mnie za rękę? - te słowa niekontrolowanie opuszczają moje usta, to pewnie przez ten alkohol we krwi. Po co mi był ten trzeci drink?
- A co, nie podoba ci się to? Mogłaś szybciej...
- Nie. To bardzo miłe z twojej strony. - przerywam mu. - Po prostu dziwię się dlaczego to robisz. Myślałam, że tylko pary, albo małe dzieci z rodzicami trzymają się za ręce.
- Ja mam inne spostrzeżenia. - mruga do mnie. -  Poza tym trzymanie się za ręce to nic złego. - tłumaczy.
- Wiem, ale to trochę dziwne, nie sadzisz?
- Nie, ani trochę. - wzrusza ramionami. - Skoro cię lubię to czemu nie miałbym cię trzymać za ręke?
- Też lubię trzymać się z tobą za ręce. - zakrywam ręką swoje usta. Nie chciałam tego powiedzieć, to zdanie jakoś samo opuściło moje usta. Nigdy więcej tyle alkoholu.
- To fajnie. Bardzo się cieszę. - chłopak trochę mocniej ściska moją rękę.
  Po chwili jesteśmy już w kuchni, Paulina i Matt już na nas czekają. Moja przyjaciółka wygląda na bardzo wkurzoną, mam przerąbane.
Louis szybko puszcza moją rękę widząc, że Paula odwraca głowę w naszą stronę.
- Gdzieś ty była?! Wiesz jak się martwiłam?! - krzyczy na mnie moja przyjaciółka.
Louis, Matt i ja aż podskakujemy. Czy ona musi zachowywać się jak moja mama?
- Nie drzyj się na mnie. - mój ton jest spokojny.
Wole nie podnosić na nią głosu gdy jest wściekła i tak mam już u niej przerąbane.
- Jak to nie drzyj się na mnie?! Powiedz gdzie byłaś. - jej wzrok pada na Louisa. - I kto to jest do cholery? - wskazuje ręką na chłopaka koło mnie.
- Jestem Louis. Miło mi. - mówi i szeroko uśmiecha się w stronę mojej przyjaciółki, Paula krzyżuje ręce na piersi i nie odwzajemnia uśmiechu. Jest naprawdę na mnie zła. - Jeśli martwisz się, że Aga się gdzieś szlajała, to wiedz, że była cały czas ze mną i nie robiła nic niestosownego. - Paula spogląda na mnie czekając na potwierdzenie, na co kiwam głową.
- No dobra. - wzdycha, w jej głosie słychać ulgę. - Cieszę, że kogoś poznałaś. Wiedziałam, że ta impreza wyjdzie ci na dobre. - uśmiecha się triumfalnie. - Ok, to ja i Matt idziemy się bawić. - Paula podchodzi do mnie i mocno mnie przytula. - Piłaś? - pyta zszokowana.
Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęła mnie pouczać, że nie mam pić na imprezach. Ale chyba po to tu przyszłam. Co nie?
- Tak. - odsuwam się od niej. - Ale tylko trzy drinki. - wzruszam ramionami.
- Dwa i pół. - poprawia mnie Louis. Odwracam się do niego i posyłam wdzięczne spojrzenie.
- A po co pytasz?
- Po prostu jestem zdziwiona, że jesteś zdolna do picia alkoholu zwłaszcza na takiej imprezie. - uśmiecha się.
Lekko dziwi mnie fakt, że nie jest wkurzona.
- Matt. Chodź idziemy tańczyć. - bierze chłopaka za rękę i idzie w stronę tańczącego tłumu. - Do zobaczenia Aga. Zachowuj się. - posyła mi całusa i znika w tłumie ludzi w raz z Matt'em.
- Twoja przyjaciółka drze się gorzej niż moja mama. - śmieje się Louis, a ja do niego dołączam.
- Myślałam, że będzie gorzej. - przyznaję.
- Naprawdę? Musi mieć niezłą mamuśkę. - nie mogę go winić za to co powiedział, przecież nie jest tego świadomy, ale nie powinnam mówić mu o złych rzeczach, które spotkały moją przyjaciółkę skoro sama nie powiedziałam mu o tym co spotkało mnie. - No dobra, to co robimy? - Louis opiera się plecami o kuchenny blat
- Co? .
- Spytałem, co robimy? - chłopak podchodzi do lodówki i wyjmuje z niej piwo. - Chcesz? - kiwam przecząco  głową.
- Mam jeszcze pół drinka u ciebie w pokoju. - zostawiłam go tam specjalnie bo myślałam, że jak Paula zobaczy mnie z drinkiem to mnie rozszarpie. Muszę jej wreszcie powiedzieć, żeby nie zachowywała się jak moja matka. Jestem już przecież  dorosła, tak myślę.
- Chodźmy stąd. - wyciąga rękę za którą łapię i idziemy do na górę do pokoju Louis'a
Siadam na łóżku rozglądam się po pokoju. Jest ładnie urządzony i wysprzątany. Widocznie Louis lubi mieć porządek wokół siebie.
Moją uwagę przykuwają ciemnobrązowe drzwi i lewym rogu pokoju. Nie mam pojęcia jak mogłam je przeoczyć.
- Co jest za drzwiami? - pytam chłopka rozwalonego na łóżku i popijającego drinka.
- Są otwarte, jak chcesz to tam wejdź. - wzdycha. Spoglądam na niego i widzę na jego twarzy smutek. Biorę drinka do ręki i podchodzę do drzwi.
Moja ciekawość jest zbyt duża, żeby nie zobaczyć co jest za tymi drzwiami. Może gdybym nie była pod wpływem alkoholu powstrzymałabym się przed chęcią wejścia do tajemniczego pomieszczenia.
Powoli naciskam na klamkę i otwieram drzwi. Moim oczom ukazuje się piękne, czarne, duże, lśniące pianino. Instrument naprawdę robi ogromne wrażenie. Podchodzę do niego i siadam na małej ławce, która stoi przed pianinem.  Naciskam na jeden klawisz, a on wydaje krótki, lecz piękny dźwięk.
Czuję jak ktoś siada obok mnie, jest to nie kto inny jak Louis. Patrzy się na mnie tym przeszywającym wzrokiem.
- Grasz? - przejeżdżam ręką po gładkich klawiszach, instrument brzmi cudownie. - Jest piękne. - mierze wzrokiem cały instrument.
- Dawno już nie grałem. - patrzy na pianino jak na byłego, dobrego przyjaciela. Jego spojrzenie jest takie smutne. - Minęły już trzy lata. - kiedy mówił, że dawno nie grał nie wiedziałam, że to znaczyło aż tak dawno.
- Przepraszam. Nie wiedziałam. - spuszczam głowę.
- Nic przecież nie zrobiłaś. -  spoglądam na niego. - Pewnie chcesz wiedzieć co się stało? - mówi.
- Louis, nie musisz...
- Nie Aga. Ja chce ci powiedzieć. Zbyt długo to w sobie dusiłem. - mówi. Skąd ja to znam? - To było trzy lata temu. Miałem dziewczynę Tiffany. Bardzo ją kochałem. Kurwa jak ja ją kochałem. - widzę, że mówienie o tym jest dla niego bardzo trudne. Kładę rękę na jego ramieniu i lekko pocieram je kciukiem. - Byliśmy ze sobą już trzy lata, praktycznie nigdy się nie rozdzielaliśmy, zawsze byliśmy razem. Wszystko układało się świetnie, byliśmy razem szczęśliwi. - lekko się uśmiecha. -  W końcu pomyślałem, że czas się zaręczyć. Kupiłem dla niej pierścionek zaręczynowy, wydałem na niego wszystkie moje oszczędności. - mierzwi ręką swoje włosy. -  Czekałem na odpowiedni moment wszystko miałem już zaplanowane, ale ona nagle zrobiła się jakaś dziwna, tak z dnia na dzień. Miała przede mną tajemnice, nie mówiła mi gdzie wychodzi i zrobiła się dla mnie oschła. Nie wracała na noc do domu. Gdy chciałem ją przytulić albo pocałować to nie pozwalała na to. Nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Kiedy pytałem się co, się takiego stało dlaczego się zmieniła nie odzywała się. , - przerywa na chwilę. - Byłem taki głupi. Myślałem, że się zmieni, czekałem na to, żeby w końcu móc dać jej ten, jebany pierścionek. - jego warga drży, a oczy ma zaszklone.
To okropne, patrzeć na niego w takim stanie. Mam ochotę sama się rozpłakać.
- Którejś nocy nie wracała, było już naprawdę późno.  Strasznie się o nią martwiłem nie mogłem spać, leżałem w łóżku i czekałem aż wróci. Wtedy usłyszałem jakiś hałas na dole, poszedłem na dół zobaczyłem jak Tiff i jakiś facet pieprzą się na kanapie. - pojedyncza łza swobodnie spływa po jego policzku.
Przysuwam się bliżej niego i ocieram ją kciukiem, spoglądam mu w oczy, które są całe załzawione. Oplatam swoje ręce wokół jego szyi i mocno go przytulam. Louis bez wahania oplata moje plecy swoimi ramionami i wtula swoją głowę w moją szyję.
- Louis nie musisz mi już więcej mówić. - mówię drżącym głosem.
Widzę jak cierpi mówiąc mi o tym jak zraniła go ta dziewczyna. Jak ona mogła mu to zrobić?
- Nie, ja chcę ci to powiedzieć. - pociąga nosem.
- Rozumiem. - mierzwie ręką jego włosy z tyłu. Siedzimy kilka chwil wtuleni w siebie.
- Ten obraz mam przed oczami do dzisiaj, oni na tej kanapie. - mocniej mnie ściska. - Podszedłem do nich i zrzuciłem go z niej, a potem zacząłem go okładać dosłownie wszędzie. Nigdy nie miałem w sobie tyle gniewu jak wtedy. Myślałem, że go zabiję. - ściska rękami materiał mojej kozuli. - Tiff zaczęła mnie bić po plecach i krzyczeć, żebym przestał. Zadałem mu jeszcze kilka ciosów i wstałem. Zobaczyłem ją najebaną w cztery dupy. Spytałem dlaczego to zrobiła, a ona, że już dawno mnie nie kochała, że jej się znudziłem , i że miała ze mną zerwać. Ledwo co powstrzymałem się przed uderzeniem jej. - przerywa. - Poszedłem na górę spakowałem swoje rzeczy i wyszedłem. Nie chciałem już tam dłużej zostać.  Pojechałem wtedy nad jezioro, siedziałem tam aż do świtu i ryczałem jak dziecko, nie mogłem się z tym pogodzić, że to już koniec. - bierze głęboki oddech.
Role się odwróciły, teraz to on jest załamany, a ja go przytulam.
- Wyjąłem wtedy pierścionek, który jej kupiłem z kieszeni i jej zdjęcie, które zawsze przy sobie nosiłem. Wziąłem moją koszulkę, w której ona uwielbiała chodzić, zdjąłem zegarek z ręki, który kupiła mi na moje dziewiętnaste urodziny. Wszystko zawinąłem w koszulkę wraz z kamieniem, wsiadłem w łódkę i wypłynąłem na środek jeziora, potem wszystko wrzuciłem do niego i wróciłem na brzeg. Ciężko mi było rozstać z tymi rzeczami. Przypominały mi wszystkie spędzone razem chwile i ją. Ale chciałem o niej zapomnieć, mieć czystą kartę. Chciałem zacząć przede wszystkim nowe życie bez niej. - czuję jak bawi się kosmykiem moich włosów. - Gdy byłem na brzegu wyjąłem telefon z kieszeni i rozbiłem go o drzewo. Nie chciałem do niego zaglądać, bo na tapecie miałem zdjęcie Tiff.  Potem pojechałem do baru i najebałem się, że nie mogłem ustać na nogach. Rano obudziłem się w jakimś domu. Na stoliku nocnym leżały tabletki i woda. Za chuja nie mogłem przypomnieć sobie co tam robiłem. Wtedy do pokoju wparował Joseph. Powiedział, co tu robię i co robiłem wczoraj. Mówił mi, że opowiedziałem co się stało. No wiesz ze mną i Tiff . Nie pamiętałem tego. -  czuję jego ciepły oddech na mojej szyi. - Joseph pomógł mi z tego wyjść chociaż na początku było naprawdę ciężko. Nie jadłem nie piłem, z nikim nie gadałem.
- A co z rodzicami? Nie mogłeś wrócić do domu?
- Nie. Byłem z nimi pokłócony od dwóch lat. Oni nie chcieli, żebym zadawał się z Tiff, uważali, że to nieodpowiednia osoba dla mnie. Pomyślałem, że skoro nie akceptują mojego związku z Tiff, to muszę zerwać z nimi kontakt. Wyprowadziłem się od nich z Tiffany do mieszkania, które kupiliśmy razem i wtedy myślałem, że robię dobrze. Dla mnie liczyła się tylko ona. -  mocno wtula swoją głowę w moją szyję. - Cholera dlaczego ja ich nie posłuchałem? - odzywa się po kilku minutach.
- Bo ją kochałeś. - odzywam się po chwili. - Dla ciebie to nie miało znaczenia, co myślą o was inni. Bo byłeś w niej zakochany. - mówię szeptem próbując się nie rozpłakać.
- Wiem. - głęboko wzdycha.
- A czy ty... no wiesz nadal nie utrzymujesz z nimi kontaktu?
- Nie. Joseph namówił mnie, żebym do nich pojechał.
- I?
- Mama mało co mnie nie udusiła jak mnie zobaczyła, a tata, nigdy nie widziałem go takiego szczęśliwego. Przeprosiłem za wszystko co powiedziałem i co zrobiłem. Wytłumaczyłem im dlaczego taki byłem i że nie jestem już z Tiff. - mówi.
- A co z pianinem dlaczego na nim nie grasz? - to pytanie nurtuje moją głowę od kiedy powiedział, że nie gra od trzech lat.
- Po zerwaniu z Tiff nie chciałem wracać do rzeczy, które robiłem kiedy z nią byłem, nawet do czegoś co tak bardzo kochałem jak gra na tym instrumencie. - słyszę cichy dźwięk jednego z klawiszy. - To pianino kupił mi mój tata na moje szesnaste urodziny. Potem wziąłem je z domu rodziców do domu w którym mieszkaliśmy z Tiff. Prawie codziennie na nim grałem. - wzdycha. - Pojechałem po nie z Josephem kiedy doszedłem do siebie. Dobrze, że nie było jej wtedy w domu. - ponownie wzdycha.
Biedny Louis. Jak ta dziewczyna mogła mu zrobić coś takiego. Dla niej pokłócił się z  rodzicami, tylko ona się dla niego liczyła. Udusiłabym ją własnymi rękoma gdybym mogła. Louis jest wspaniały, opiekuńczy, miły, troskliwy, i nie rozumiem jej zachowania. Jak ona mogła?
- Louis? Zagrałbyś mi coś? - lekko się od niego odsuwam i patrze w jego oczy.
- Nie wiem czy jeszcze cokolwiek potrafię grać. - patrzy na klawisze tak jakby próbował sobie przypomnieć jakąś melodię.
- Skoro to tak bardzo kochałeś, to myślę, że nie mógłbyś zapomnieć jak na nim grać. - stwierdzam. Louis lekko kiwa twierdząco głową, a ja odsuwam się trochę od niego, żeby miał pole manewru. Siada prosto i zaczyna naciskać po kolei klawisze, z których wydobywa się piękna melodia. Gra tak pięknie i płynnie. Przypatruję się uważnie jak jego palce sprawnie wędrują po klawiszach. Zamykam oczy, kładę głowę na ramieniu chłopaka i wczuwam się w muzykę, która roznosi się po całym pomieszczeniu.  Gdy kończy, przysuwam się i całuję go delikatnie w policzek. Louis spogląda na mnie wyraźnie zaskoczony.
- Dziękuje. - spoglądam w jego piękne, niebieskie, głębokie oczy. - Pięknie grasz, gdzie się nauczyłeś?
- Tata mnie nauczył, jest pianistą. - kiwam głową. - Teraz, jest nauczycielem gry na pianinie. - dopija resztkę drinka. - Będziesz to piła? - pyta Louis wskazując na kubek znajdujący się w mojej ręce.
- Nie. - podaję mu go, przyda mu się teraz alkohol.
Louis bierze ode mnie kubek i w niecałe dwie sekundy wypija jego zawartość.
- Chodź. - chłopak wstaje z ławki, bierze mnie za rękę i podciąga do góry. Gdy wychodzimy z pomieszczenia, Louis zamyka za nami drzwi, następnie kładzie się na łóżko i patrzy w sufit popijając piwo.
- Wszystko w porządku? - pytam widząc jego zamyśloną minę.
- Tak. Już to przebolałem. - spogląda na mnie. - Wszystko ok, naprawdę nic mi nie jest.
- Mam nadzieję. - podchodzę do łóżka i kładę się obok Louis'a. Jestem zmęczona, powinnam już się zbierać z tej imprezy zanim odpłynę.
- Jesteś zmęczona? - otwieram oczy i widzę Louis'a leżącego przede mną i patrzącego się na mnie.
- Tak. I z resztą ty też wyglądasz na zmęczonego. Powinnam już iść. - próbuję wstać z łóżka ale zatrzymuje mnie ręka chłopaka opleciona wokół mojego nadgarstka.
- Proszę cię zostań jeszcze. - jego oczy są tak przekonujące, zostanę jeszcze chwile.
Kładę się z powrotem na łóżku, i patrzę się na sufit, który jest już nieco żółty. Naglę przypomina mi się tajemniczy chłopak, z zielonymi oczami, na którego dzisiaj wpadłam.
- Louis? - upewniam się, że nie śpi.
- Hmm? - mruka.
- Kojarzysz może takiego wysokiego chłopaka, z długimi , kręconymi włosami i zielonymi oczami. - spoglądam na niego jego oczy są pełne przerażenia.
- Zrobił ci coś? Powiedział coś? - podnosi się na łokciu i przypatruje mi się uważnie.
Nie podoba mi się jego panika. Louis chyba wie kim on jest.
- Nie. Widziałam go kilka dni temu w sklepie, i dzisiaj wpadłam na niego jak wychodziłam z łazienki. Po prostu jestem ciekawa kim on jest. - na jego twarzy widać ulgę.
Nie chciałam mu mówić tego, że widziałam jak mnie obserwuje i śledzi, albo, że patrzył się na mnie w dziwny sposób za każdym  razem jak na siebie wpadliśmy.
- To Harry. - kładzie swoją głowę z powrotem na poduszkę. - Mieszka z nami tutaj. - wzdycha jakby nie był z tego zadowolony. - Nienawidzę chuja. Nie wiem dlaczego Joseph jeszcze go tu trzyma. - jego ręka wędruję do paczki z chipsami, następnie wyciąga kilka i wkłada sobie do buzi.
- Co z nim nie tak?
- Cały czas chodzi najebany, wszystkich do o koła napierdala, do nikogo się nie odzywa. W ciągu tych kilku lat od kąd tutaj jestem zamienił ze mną dosłownie kilka słów, z czego większość to były kłótnie. - To ile lat on tutaj mieszka?
- Z tego co wiem to od kiedy miał szesnaście lat. - mówi.
- O matko. - zakrywam usta swoją ręką. - Dlaczego?
- Nikt tego nie wie oprócz Joseph'a. Mimo, że non stop są z nim jakieś problemy on nie chce wyjebać tego skurwiela.
- To, co on jeszcze takiego robi? - pytam. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
- Często przyprowadza tu jakieś dziwki, które poznaje w różnych klubach, chyba nie muszę tłumaczyć ci dlaczego. - spogląda na mnie. - Czasem nie ma go po trzy, cztery dni, a Joseph wtedy dostaje kurwicy, bo nie wie co się z nim dzieje. - upija łyk piwa. - Aga. - spoglądam na niego. - Radzę trzymać ci się od niego z daleka. - mówi stanowczo.
- Rozumiem. Ale wątpię, żeby nie miał nawet jednej zalety. Nikt nie jest zły do szpiku kości. - wyrażam swoje zdanie.
- Ale on jest. Każdy ci to powie, że nie ma on w sobie ani krzty dobra. - wzdycha. - Więc proszę trzymaj się z dala od niego. Nie chcę, żeby ci coś zrobił. - ściska moją rękę.
- Ok. - mówię i odwzajemniam uścisk. Trwamy w ciszy przez jakiś czas, spoglądam na Louis'a, który smacznie śpi trzymając moją rękę. Uśmiecham się na ten widok. Wygląda słodko.
Po kilku minutach moje oczy zaczynają się automatycznie zamykać, z wszystkich sił próbuję nie spać, ale w końcu się poddaję i odpływam w krainę snów.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Nie wiem co się ze mną stało, że nie miałam weny przez praktyczne cały miesiąc. Postaram się to, wszystko nadrobić. :)

Jeśli to przeczytałaś/łeś proszę skomentuj, to dla Ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszego pisania.