*Oczami Agaty*
Chcę przekręcić się na bok, lecz nie mogę, ponieważ coś blokuje moją swobodę ruchów. Na wpół śpiąc, otwieram oczy i widzę burze loków ułożoną na moim brzuchu i umięśnione, wytatuowane ramiona oplecione wokół mojej talii. To bardzo dziwny i nieznany mi wcześniej widok.
Głośno wzdycham w geście bezsilności i sięgam po telefon, sprawdzam, która godzina: 07.32.
Wczorajsza, pełna wrażeń noc, daje się we znaki, jestem wykończona, a moje oczy pieką z powodu niedoboru snu, a leżący na mnie i ściskający moje ciało Harry wcale nie ułatwia mojego samopoczucia. Muszę się jakoś wydostać spod jego ciała nie budząc go. Nie chcę go budzić, jest pobity i wykończony, potrzebuje snu bardziej niż ja.
Chłopak zaczyna się ruszać, co wcale nie stawia mnie w komfortowej sytuacji. Przekręca swoją głowę w moją stronę, a jedną z swoich, wielkich rąk kładzie na moje udo, przyprawiając mnie tym o lekkie wzdrygnięcie i płytki oddech.
Bujne, długie loki Harry'ego zakrywają prawię całą, jego twarz. Moją, prawą ręką odgarniam je najdelikatniej jak tylko mogę, przerzucając na tył jego głowy.
Wyraz jego, śpiącej, niewinnej twarzy jest wręcz urzekający. Mam wrażenie jakby słodko śpiący na moim brzuchu, spokojny i nieodzywający się Harry, a Harry który warczy, krzyczy i używa agresji, byli zupełnie innymi osobami, lecz to tylko głupie złudzenie, spowodowane moją, nazbyt bujną wyobraźnią.
Zdecydowanie wole tego, spokojnego i nieszkodliwego Harry'ego.
Jego twarz jest teraz taka... zupełnie inna, łagodna, miła. To nie do uwierzenia jak człowiek może się zmienić podczas snu.
Pasmo jego kręconych włosów opada mu na czoło, więc biorę je i wkładam za ucho. Zaczynam lekko głaskać palcem jego, posiniaczony policzek, który wygląda dzisiaj nieco lepiej, niż kilka godzina temu. Ogólnie wszystkie jego rany i siniaki wyglądają nieco lepiej, sama nie wiem dlaczego, ale cieszy mnie to.
Postanawiam, że wydostanę się z jego uścisku, chociaż wiem, że nie będzie to łatwe zadanie. Ostrożnie zabieram jego rękę z mojego uda i kładę na pozwijanej kołdrze, następnie jego drugą rękę wyciągam z pod swoich pleców i kładę na swoim brzuchu. Wstrzymuję oddech i delikatnie wysuwam swoje ciało z pod jego głowy i podkładam mu poduszkę, która ma być słabą atrapą mojego brzucha. Chłopak obejmuje ją rękami i wtula w nią głowę, cicho pomrukując przez sen.
Cicho podchodzę do szafy i wyciągam z niej sweter w biało-czarne paski i czarne rurki oraz z szuflady skarpetki. Zerkam na Harry'ego, który nadal smacznie śpi z głową w poduszce. Naglę zauważam kawałek siniaka na plecach chłopaka, który jest przykryty puchatą kołdrą.
Na palcach odchodzę do śpiącego chłopaka i odkrywam jego plecy, żeby zobaczyć siniaka w całej okazałości. Z wrażenia zakrywam twarz ręką, a moje oczy się rozszerzają. Jego plecy są pokryte fioletowymi, przeróżnej wielkości siniakami i krwiakami, co wygląda naprawdę okropnie i boleśnie. Ten widok przyprawia mnie o ciarki.
Jak można było go tak pobić i doprowadzić do takiego stanu? Harry może jest konfliktowy i agresywny, i zalazł pewnie komuś za skórę, ale nie rozumiem jak można było zrobić mu coś takiego. Nie wyobrażam sobie jak musiało i musi go, to boleć. Delikatnie, żeby nie urazić go w żadną z ran, zakrywam z powrotem jego posiniaczone plecy, nie chcąc patrzeć dłużej na jego, drastyczne obrażenia.
Na palcach wychodzę z pokoju i idę do łazienki przebrać się i umyć zęby, przy okazji sprawdzam czy jest prąd i ku mojemu szczęściu jest. Kiedy kończę wykonywać te czynności, kieruję się do kuchni, gdzie robię sobie kawę i siadam przy stole.Upijam kilka łyków gorącego napoju i spoglądam przez okno, na którym widać spływające krople deszczu.
Harry to strasznie nieprzewidywalny i zmienny człowiek, co strasznie utrudnia mi w przebywaniu z nim, w jednym pomieszczeniu.
Nie mam pojęcia czy dobrze zrobiłam, że pozwoliłam spać mu w moim łóżku, i nie wiem czy mam tego żałować. Nie było to jakieś okropne i nie do zniesienia przeżycie, lecz... nieco dziwne i pewnie będę myśleć o tym zajściu przez kilka najbliższych dni.
Nie wiem także co mam myśleć o jego, wczorajszym zachowaniu, które było dla mnie co najmniej niezrozumiałe i szokujące. Najdziwniejsze z tego wszystkiego jest chyba to, że myślał, że śpię i dziękował mi za... w sumie, to sama nie wiem po co mi dziękował. W każdym razie nie mam zamiaru się go o to wypytywać, na pewno doszło by do następnej, niepotrzebnej sprzeczki pomiędzy nami.
Słyszę jak Harry wchodzi do kuchni.
Myślałam, że po tak ciężkiej dla niego nocy jaką była ta, będzie chciał wypocząć i porządnie się wyspać. Najwyżej moje przypuszczenia były mylne.
- Mogę wziąć prysznic? - robi kilka kroków w moją stronę. Spoglądam na chłopaka, który nadal jest w samych, obcisłych bokserkach. Wygląda jakby miał paść w tej chwili na podłodze i zapaść w głęboki sen.
Spoglądam na jego udo i niemal nie wypluwam kawy z powrotem do kubka. Noga chłopaka wygląda dosłownie tragicznie, myślę, że może być złamana.
- Wszystko w porządku? - ilustruję jego wycieńczoną twarz, która wygląda jakby Harry nie spał kilka dni.
- Mogę? - donośniej powtarza swoje pytanie zachrypniętym głosem, co mnie nieco irytuje.
- Tak. - odwracam od niego wzrok i upijam kolejny łyk już letniej kawy.
Słyszę jak wychodzi.
Ten osobnik coraz bardziej zaczyna mnie wnerwiać. Widocznie troska o jego samo poczucie czy bycie dla niego miłą, to dla niego jakiś problem. Ciekawe czy jak będę go ignorować, albo będę opryskliwa to przestanie się zachowywać jak dupek. Ale wole nie ryzykować, nie chcę żeby na mnie fukał czy przypierał mnie do ścian. Mam po prostu tego dosyć.
Słyszę puszczanie wody, co oznacza, że Harry jest już w łazience i bierze prysznic. Mam nadzieję, że pomoże mu się to chociaż trochę odprężyć i przemyśleć co, nieco.
Wstaję od stołu i podchodzę do zlewu gdzie mam zamiar włożyć kubek po wypitej kawie, lecz nie ma w nim miejsca.
Wsadzam brudne naczynia do zmywarki, co zajmuje mi dobre, kilka minut, a następnie włączam urządzenie i wychodzę z kuchni. Idę na górę i kieruję się korytarzem w stronę mojego pokoju, słyszę jak drzwi od łazienki się otwierają. Odwracam się w tamtą stronę i widzę Harry'ego z całkiem mokrymi włosami, zakrywającymi jego twarz i ręcznikiem przepasanym na jego biodrach, odsłaniając kawałek litery V na jego brzuchu.
Odwracam wzrok od tego miejsca i spoglądam na moje czarne skarpetki na moich nogach. Jestem speszona tym, że on ani trochę nie krępuje się stać przede mną w samym ręczniku. Ja pewnie spaliłabym się ze wstydu, z resztą wczorajszej nocy mało co, a by do tego doszło.
Czuję jak mija mnie w przejściu lekko ocierając się o mnie swoim, mokrym od wody ramieniem. Wchodzi do pokoju i zamyka drzwi.
Głośno wypuszczam powietrze z płuc.
Nie mam bladego pojęcia, dlaczego Harry tak na mnie zadziałał, że tak się zawstydziłam i nie mogłam się ruszyć. Co się zemną dzieje do jasnej cholery?!
Idę w stronę mojego pokoju i otwieram drzwi.
- Masz tu kurwa być za dwadzieścia minut. - spoglądam na Harry'ego, który siedzi na moim łóżku i rozmawia z kimś przez telefon. Ubrał już na siebie swoje czarne, umazane w błocie rurki, a jego tors nadal jest nagi. - Chuj mnie to, że cię obudziłem. - przeczesuje swoje przesiąknięte wodą włosy do tyłu i spogląda na mnie. - Pierdol się. - odciąga telefon od ucha i chowa telefon do kieszeni swoich spodni. Wstaje z łóżka, podchodzi do jego, podartej koszulki, podnosi ją z podłogi i rzuca do mnie, a ta uderza w moją pierś.
- Co ty...
- Wypierdol ją. - przerywa mi. Wciąga swoje, zniszczone buty na bose stopy. - Już. - warczy.
- Nie jestem twoją służącą. - fukam i rzucam w niego koszulką, a ta trafia prosto w jego twarz. Wkurzył mnie, i to ostro. - Idź sam ją wyrzuć jak coś ci nie pasuje. - krzyżuję ręce na piersi.
Harry spogląda na mnie, piorunując mnie swoim, mrocznym i pełnym wkurzenia wzrokiem. Rzuca materiał na podłogę i idzie w moją stronę, kulawym lecz pewnym siebie krokiem. Zatrzymuje się pół metra ode mnie. Jest stanowczo za blisko, więc cofam się kilka kroków do tyłu i krzyżuję ręce na piersi, próbując wydobyć z siebie jak najwięcej odwagi co jest trudne, ponieważ przede mną stoi rozwścieczony Harry.
Nikt, nawet on, nie będzie mną pomiatać w moim własnym mieszkaniu, nie pozwolę na to, bo chłopak pozwala sobie na coraz więcej, czym przesuwa mnie na skraj wytrzymałości.
Harry coraz bardziej się do mnie zbliża próbując ,,zabić'' mnie swoim spojrzeniem. Robię krok do tyłu, co sprawia, że dotykam plecami ściany. Momentalnie cała moja odwaga i pewność siebie spadają do zera.
Przyparcie do ściany = przegrana pozycja
- Harry przestań. - spoglądam na niego błagalnie, ale on nie ustępuje. Wolno idzie patrząc na mnie takim wzrokiem, że spuszczam głowę spoglądając na podłogę.
Mimo, że w tej chwili mało co nie wychodzę z siebie ze strachu, to nie żałuję, że rzuciłam w niego tą koszulką. Harry musi zrozumieć, że nie jestem byle śmieciem, żeby mógł sobie mną pomiatać zwłaszcza w moim domu. Nie ze mną takie numery.
Czuję jego oddech na czubku mojej głowy, co sprawia, że dostaję gęsiej skórki, a w moim gardle pojawia się wielka, nie do przełknięcia gula.
Harry bierze swoją, wielką dłonią moją brodę i podciąga do góry, żebym na niego spojrzała, lecz moje powieki są zamknięte i nie mają zamiaru się otworzyć.
- Spójrz na mnie. - o dziwo mówi to swoim, chrypowatym głosem, w którym już nie słychać wkurzenia . Po krótkim namyśle, otwieram oczy i spoglądam na jego twarz, która nie wyraża ani krzty gniewu. - Nie bój się mnie. - przybliża swoją twarz do mojej, cały czas patrząc na mnie. - Nie chcę tego. - nasze twarze dzielą centymetry. - Rozumiesz? - jego spojrzenie jest teraz takie hipnotyzujące i łagodne, czuję jakbym tonęła w jego, zielonych tęczówkach. Lekko kiwam twierdząco głową.
Harry delikatnie i niepewnie przywiera ustami do moich warg, przez co moje oczy z wrażenia szeroko się otwierają, ale po chwili zamykam powieki i odpływam, odwzajemniając pocałunek.
Przyznaję się bez bicia, że jeszcze nigdy się nie całowałam. To bardzo przyjemne uczucie, nawet jeśli całuję się z takim kimś jak Harry.
Chłopak kładzie jedną rękę na moim policzku, a drugą po środku moich pleców i przyciąga moje ciało do swojego. Pod wpływem coraz bardziej pogłębiającego przez Harry'ego pocałunku, wplatam jedną z rąk w jego włosy, a drugą kładę na jego nagim i wilgotnym od wody torsie, co sprawia, że chłopak staje się bardziej zachłanny i pewniejszy siebie w tym co robi. Przypiera mnie do ściany, następnie wkłada ręce pod moje uda i podsadza mnie do góry, co sprawia, że oplatam nogami talię chłopaka, krzyżując je na dole jego, szerokich pleców. Harry składa pocałunek tuż pod moim uchem, następnie zaczyna całować mnie wzdłuż linii szczęki, jest przy tym bardzo delikatny i czuły. Zaczyna całować gładką skórę na mojej szyi, co sprawia, że odchylam głowę do tyłu, żeby dać mu więcej pola manewru. Wplatam obie ręce w jego mokre loki i przyciągam jego twarz bliżej swojej szyi. Zaczyna ssać i lekko przygryzać miejsce tuż pod moją szczęką, przyprawiając mnie tym o dreszcze i uścisk na dole mojego brzucha. Harry z powrotem przywiera swoimi miękkimi wargami do moich ust i zaczyna je zachłannie i stanowczo muskać. Odrywa moje plecy od ściany i zaczyna iść ze mną w stronę, łóżka.
Orientując się co za chwilę ma się wydarzyć, odrywam się z pocałunku i wyrywam się z jego objęć. Cofam się do ściany i opieram się o nią plecami.
Czuję jak moje policzki płoną, a skóra na szyi piecze i boli.
Nie mogę pojąć, co się właściwie między nami wydarzyło. Jak mogłam na to pozwolić?!
- Co się stało? - Harry patrzy na mnie z szokowany i robi drobny krok w moją stronę.
- Wyjdź. - wskazuję na drzwi.
- Zrobiłem coś nie tak? - jest wystraszony. Zmierza wzrokiem całe moje ciało.
- Powiedziałam wyjdź. - powtarzam bardziej stanowczo.
- Nie. Puki nie wyjaśnisz mi...
- Wyjdź! - wydzieram się. Nie chcę na niego patrzeć. Jestem taka wściekła i zasmucona.
Harry bierze swój płaszcz z kanapy oraz swoją zniszczoną koszulkę i wychodzi z pokoju nie patrząc na mnie. Po chwili słyszę trzaskanie drzwi frontowych.
Podchodzę do okna i zauważam granatowy samochód podjeżdżający pod mój dom. Harry posyła mi ostatnie spojrzenie, po chwili wsiada do samochodu, a ten rusza z piskiem opon.
Podchodzę do łóżka i opadam na nie plecami.
Jest mi strasznie smutno, bo był to mój pierwszy pocałunek i zmarnowałam go na takiego dupka jakim jest Harry. Co to w ogóle miało znaczyć z jego strony?
Sądzę, że nic. To nie możliwe, żeby ten pocałunek cokolwiek dla niego znaczył. Zaprzepaściłam swój pierwszy pocałunek na niego. Mogę sobie pogratulować.
Jestem też, tak cholernie wściekła, i na Harry'ego za to, że mnie pocałował, i na siebie za to, że to odwzajemniłam. Powinnam przyłożyć sobie za to z liścia.
Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam go tak ostro potraktować. ale moja frustracja już osiągnęła zenit. Tak dużo wydarzyło się dzisiejszej nocy, że to wszystko zaczęło mnie przerastać i jeszcze doszedł do tego ten pocałunek z Harry'm. Najgorsze jest to, że podobało mi się. Bardzo.
Biorę poduszkę, chowam w niej twarz i mocno wdmuchuję w nią powietrze.
Sama nie wiem dlaczego tak na niego naskoczyłam, przecież to poniekąd moja wina, bo pozwoliłam mu na to. Może przeniosłam też swój gniew z siebie i wyżyłam się na nim za nas dwoje, albo po prostu wiedziałam, że inaczej nie zmuszę go do wyjścia. Nie wiem już co mam o tym myśleć, nie mam już na to, wszystko siły. To zbyt dużo jak na mnie.
Słyszę jak mój telefon wibruje, zrywam się z łóżka i biorę go z szafki nocnej. Spoglądam na wyświetlacz, na którym widnieje nieznany mi numer. Naciskam na zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Aga. - słyszę głos Louisa w słuchawce. - Tak się ciesze, że odebrałaś. - słychać wyraźną radość w jego głosie.Mimo, że jestem teraz nie w humorze, to ciesze się, że się ze mną skontaktował.
- Z kąd masz mój numer? - w moim tonie wyraźnie słychać wkurzenie, niestety mimo, że chcę, to nie mogę z tym nic robić. Mam nadzieję, że tego nie słyszał.
- Wziąłem go sobie kiedy spałaś. - w słuchawce słyszę zamykanie się drzwi. Nie mam mu tego za złe, ciesze się, że pomyślał o tym, żeby złapać ze mną jakiś kontakt. - Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła.
- Na początku,byłam bardzo zła, ale już mi przeszło. - mój ton łagodnieje. Siadam na łóżku i krzyżuję nogi.
- Joseph powiedział ci gdzie pojechałem?
- Tak. - mój ton się uspokoił, ja z resztą też.
- Przepraszam, że ...
- Louis. Nie masz za co. - odpowiadam bawiąc się kosmykiem moich włosów zawijając go sobie na palec.
- Pomyślałem, że może... moglibyśmy się spotkać. Mam ci tyle do opowiedzenia. - słyszę ekscytacje w jego głosie. Uśmiecham się sama do siebie na jego słowa. To jest właśnie to czego mi potrzeba.
- Bardzo chętnie. - kolejne pasmo moich włosów jest nawijane na jeden z moich palców.
- To co jesteśmy umówieni. - słyszę, że drzwi frontowe od mojego mieszkania się otwierają. Pewnie Paula już wróciła. - Zadzwonię jutro i uzgodnimy gdzie i kiedy.
- Dobrze. - wstaję z łóżka.
- To do usłyszenia. - rozłącza się. Szybko rzucam telefon na łóżko i wybiegam z pokoju. Zbiegam po schodach i widzę Paulę i Matta czule żegnających się z sobą w korytarzu. Między innymi całując się. Matt opiekuńczo trzyma dziewczynę w talii, a ramiona Pauli oplecione są wokół szyi blondyna.
Wyglądają razem przeuroczo.
- Będę tęsknić. - Matt opiera swoje czoło o czoło Pauli i intensywnie patrzy się w jej oczy.
- Musisz jechać? - dziewczyna lekko muska jego wargi i mocno wtula się w jego klatkę piersiową.
- Wiesz, że wolałbym zostać tutaj z tobą, ale muszę iść do pracy, inaczej wujek mnie wyleje. - składa delikatny pocałunek na czubku jej, blond głowy.
- Rozumiem. - całuje go w brodę. - Idź już. - chłopak składa ostatni pocałunek na malinowych ustach mojej przyjaciółki i wychodzi z domu.
Szczerze? Wiedziałam, że to w końcu nadejdzie, ale nie sądziłam, że tak dziwnie będzie mi się to oglądało.
Paula opiera się plecami o drzwi, zamyka oczy, szeroko się uśmiecha i wydaje z siebie pisk szczęścia. Otwiera swoje powieki i jej wzrok od razu pada na mnie.
- Widziałaś? - pyta, a uśmiech z jej twarzy nadal nie znika.
- Tak. - posyłam jej szeroki śmiech, a Paula podbiega do mnie w swoich, wysokich obcasach i rzuca mi się na szyję. Mocno ją obejmuję i zaczynam nami lekko kołysać.
- Jesteśmy razem. Ja i Matt. - słyszę jej ciche szlochanie. - Jestem taka szczęśliwa. - wtula głowę w zagłębienie mojej szyi.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - gładzę ja po włosach. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że jesteście razem. - klepie ją po plecach.
- Wybacz, ale pójdę się przebrać, mam dość tych szpilek. - odrywa się z uścisku. Wyciera swoje policzki z łez. - Przyjdź do mnie za pięć minut, mam ci dużo do opowiedzenia. - Paula kieruje się na górę, a ja idę do kuchni napić się wody.
Nie dziwi mnie to, co przed chwilą widziałam, w tym przypadku związek był nieunikniony.
Sięgam po szklankę do szafki i nalewam do niej wody.
Paula pewnie będzie mi opowiadać o tym co robili, jaki Matt jest cudowny i jaka jest podekscytowana, że wreszcie są razem, a ja nie powiem jej nic co wydarzyło się dzisiejszej nocy. Czuję się okropnie z tego powodu, ale nie mogę jej o tym powiedzieć. Martwiła by się o mnie, po za tym wstydzę się tego, co się dzisiaj wydarzyło. Jak na razie postanawiam zachować to dla siebie.
Wypijam wodę i idę do pokoju Pauli, która pewnie czeka na mnie, aż przyjdę. Lekko pukam w brązowe, drzwi i wchodzę do pokoju gdzie czeka na mnie Paula siedząc na łóżku i szczerząc do mnie swoje białe zęby. Jest ubrana w szare legginsy i biała koszulkę z kotkiem.
Podchodzę do niej i siadam przed nią na miękkim materacu.
- Opowiadaj. - wygodnie usadawiam się na łóżku i czekam, aż moja przyjaciółka zacznie opowiadać mi zapewne kilku godzinną historię z przed ostatnich dwunastu godzin.
Dziewczyna bierze głęboki oddech i zaczyna opowiadać nawet najmniejsze szczegóły z ich nieziemskiej randki.
***
Po godzinie leżenia na łóżku i słuchania interesującej historii przeżyć mojej przyjaciółki, Paula ucichła i leży z zamkniętymi oczami i szerokim uśmiechem na twarzy od dobrych kilku minut.
Dziewczyna opowiedziała mi, że byli na statku, zjedli przepyszny obiad, a potem poszli potańczyć. Tańczyli dwie godziny, na parkiecie znajdującym się na statku, o którym opowiadał mi Matt. Potem zabrał ją na wystawę rzeźb lodowych, gdzie bardzo jej się podobało. Następnie poszli do niego i zjedli kolację. Oczywiście nie obyło się bez pisków i przytulasów.
- Aga? - spoglądam na nią. - Muszę ci się do czegoś przyznać. - przekręca się na bok i podpiera głowę na swojej, szczupłej ręce. - Ja... Spałam z Mattem. - spogląda w moje oczy.
Nie mam pojęcia co o tym myśleć.
- Wy...
-Tak. - cały czas patrzy w moje oczy. - Kochałam się z nim. - zakłada kosmyk swoich włosów za ucho. Nie wiem co mam odpowiedzieć. Jestem w szoku, nie spodziewałam się tego. - Zanim cokolwiek powiesz, to... Było cudownie, Matt był strasznie delikatny i taki czuły. Cały czas powtarzał mi jaka jestem piękna, że mnie kocha. To było cudowne uczucie. - uśmiecha się. - Chciałam tego, nie zmuszał mnie do niczego. - rzucam się jej na szyję. Skoro jest z tego powodu szczęśliwa, to ja też jestem. - Zabezpieczaliśmy się jak coś. - obie wybuchamy śmiechem.
- To dobrze. - całuję ją w policzek.
Ciesze się, że mam taką, wspaniałą przyjaciółkę jak Paula.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
I oto jest następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. :D Dziękuję za przemiłe komentarze i do następnego <3 Uwielbiam was. :*
Jeśli przeczytałaś/łeś proszę skomentuj. To dla ciebie dosłownie chwil, dla mnie motywacja o dalszej pracy.
26.10.2015
18.10.2015
Rozdział 8
*Oczami Agaty*
- Harry?! Co ty tutaj robisz!? - wydzieram się. Nie chcę go tutaj, nie po tym co się wczoraj stało.
- Nie drzyj się tak do kurwy nędzy. - syczy przez zęby. Jego groźny ton i jego obecność w totalnej ciemności, to jest po prostu piekło.
Niech ten prąd się jakoś magicznie włączy, albo niech on sobie stąd pójdzie, bo inaczej zwariuję ze strachu i przerażenia.
- To powiedz mi, jak tu wszedłeś? - mówię. Drzwi frontowe zamknęł... okno.
- Oknem. - czuję, że robi krok w moją stronę co sprawia, że niemal stykamy się ciałami.
Dlaczego on musi stawiać mnie w tak niekomfortowej sytuacji? Cofam się o dwa kroki do tyłu, żeby czuć się bardziej pewnie.
- Chyba ci wywaliło korki. - ignoruję to co powiedział.
- Po co tu wszedłeś? - pytam niepewnie. Boję się jego reakcji.
- Jestem ranny. - mówi, i nieco się do mnie przysuwa, a ja odsuwam.
- Co ci się stało? - pytam starając się ukryć moją panikę.
Nie mam pojęcia co mogło mu się stać, może właśnie wykrwawia się na moją podłogę, albo jest mocno poturbowany. Ale jakby stało mu się coś poważnego to nie mógłby wejść na kilku metrową kratkę od żywopłotu, chociaż już sama nie wiem, on jest do wszystkiego zdolny.
- To już nie twoja sprawa. - warczy, przez co odsuwam się od niego.
Mam tego dość. Czy on naprawdę nie może chociaż raz normalnie odpowiedzieć na pytanie?
- Powiedz chociaż czy to jest poważne. - mówię.
Nie chcę mieć go na sumieniu, jeśli wyrzucę go z domu w jakimś ciężkim stanie i nie będę mogła spać przez to, że myślałabym o tym, czy potrącił go samochód albo zemdlał, albo, że gdzieś się wykrwawia. Ale i tak pewnie nie zasnęłabym przez to, że w tym domu jest przerażająco ciemno.
- Bywało lepiej. - syczy.
Najgorsze jest to, że nie mogę ocenić w jakiej jest sytuacji, ponieważ jest ciemno. Muszę coś wymyślić, żeby zobaczyć jego obrażenia.
Przypominam sobie, że szłam w tą stronę po latarkę. Robię krok w prawo, żeby jakoś go wyminąć i dostać się do szafki nocnej, w której jest jedyne źródło światła.
- Gdzie idziesz? - pyta. Skąd on wie, że się w ogóle ruszyłam?
- Chcę wziąć latarkę z szuflady. - staram się go jakoś wyminąć, ale cały czas czuję jakby zastawiał mi drogę.
On widzi w ciemności czy coś?
- Gdzie ona jest? - nie zamierzam mu odpowiadać, jeśli weźmie latarkę na pewno mi jej nie odda. - Gadaj. - burczy.
Mam wrażenie jakby Harry był tuż przede mną i patrzył na mnie. Czuję jego oddech na swojej twarzy, co potwierdza moją tezę. - Mów. - łapie mnie za moje, nagie ramiona i pcha mnie na ścianę plecami i przyciskając do niej moje ramiona.
Co on chce zrobić? Jestem totalnie oszołomiona.
- W szufladzie od szafki nocnej. - mówiąc to, wypuszczam powietrze.
Chłopak bierze ręce z moich ramion i idzie do szafki nocnej. Słyszę jak otwiera szufladę, a potem ją zamyka.
Harry jest nienormalny. Przypiera mnie do ściany tylko dlatego, że nie powiedziałam mu gdzie jest latarka. Ciekawe co wymyśli potem?
Naglę oślepia mnie światło latarki, zakrywam swoją twarz rękami.
- Co ty robisz?! - krzyczę. - Nie świeć mi w twarz! - czuję, że światło jest mniej intensywne, ale nadal mnie oślepia. Spoglądam na dół i widzę, że Harry świeci na moją sylwetkę przesuwając światło latarki w górę i w dół mojego ciała.
Czuję się bardzo skrępowana, widząc jak wyglądam w tym ręczniku, który sięga mi ledwo do połowy ud i jest przewiązany w połowie moich piersi. Całe szczęście, że ręcznik zakrywa mojego siniaka. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia i zażenowania.
- Możesz przestać na mnie świecić? - pytam, zakrywając wszystko co tylko mogę. Chłopak jeszcze chwilę na mnie świeci, a potem zgasza latarkę. - Możesz mi oddać latarkę? - pytam niepewna reakcji chłopaka. Słyszę jak Harry podchodzi do mnie i wsadza mi latarkę w rękę, przez co jestem zdziwiona ale też zadowolona.
Muszę się przebrać, bo nie mogę przebywać z tym, nieobliczalnym facetem w jednym domu, ten ręcznik może mi w każdej chwili spaść.
Podchodzę do szafy i zapalam latarkę, zaczynam świecić na ubrania i wybieram jakąś bluzę i jedne z moich getrów. Następnie podchodzę do szuflady z bielizną, starając się, zakryć co tylko się da, żeby Harry nie zauważył mojej osobistości. Nie chcę, żeby widział jaką mam bieliznę.
Wyłączam latarkę i zamykam szufladę.
- Harry? - pytam starając się cokolwiek usłyszeć. W pewnym momencie czuję oddech chłopaka na swoim karku, co przyprawia mnie o dreszcze i przerażenie. Jak on się znalazł za mną?
- Co? - pyta swoim chropowatym głosem co mnie trochę dziwi, bo jeszcze nie słyszałam takiej intonacji jego tonu.
- Czy mógłbyś wyjść na korytarz, żebym mogła się ubrać? - pytam czując jak moje policzki płoną. Wiem, że to dziwne prosić kogoś, żeby wyszedł z mojego pokoju do innego pomieszczenia, które też należy do mnie, ale wolę to niż kolejne warki i krzyki, albo w najgorszym razie przypieranie mnie do ścian. - Proszę. - dodaję błagalnie.
- Zrobię to, jeśli powiesz mi skąd wziął się ten siniak na twoim udzie. - zamieram.
Jego pytanie totalnie mnie zaskakuje. Jak to możliwe, że zobaczył tego siniaka? Przecież nie było go widać, chyba. Teraz nie wiem czy skłamać, czy powiedzieć prawdę. - I nawet nie próbuj kłamać, umiem wyczuć kłamstwo. - dodaje groźniejszym tonem. Teraz pojawia się przerażenie. Co ja mam do cholery robić?
- Upadłam. - to w połowie kłamstwo w połowie prawda. Nie mam pojęcia jak zareaguje.
- Gdzie? - czuję jakby jego twarz bardziej zbliżała się do mojego karku. Głośno przełykam ślinę.
- Na zakupach. - tym razem decyduję się na prawdę.
- Jak to się stało? - zadaje kolejne pytanie, na które nie mam pojęcia jak odpowiedzieć.
- Potknęłam się.- mocno zaciskam powieki licząc na to, że Harry uwierzy w moje kłamstwo. Nie chcę mówić mu prawdy, on na to nie zasługuje. Tym bardziej on.
- Kłamiesz. - łapie mnie w talii i przyciska moje plecy do swojej klatki piersiowej. Próbuję się wyrwać, ale Harry wciska palce w moje biodra tak, że aż sprawia mi to ból. - Powiesz mi co naprawdę się stało, albo wypieprzę cię tutaj, na twoim własnym łóżku. Tak, że nie zapomnisz tego do końca życia. Rozumiemy się? - grozi przyciskając swoje usta do mojej szyi i lekko przygryza skórę, przez co zamieram w miejscu.
Jak on może mówić mi takie okropne rzeczy i zmuszać do tego, żebym mu powiedziała to czego nie chcę mu mówić. Dlaczego on musi być taki podły?!
- Tylko z szczegółami. - w moich oczach zbierają się łzy, a żołądek zaczyna wykręcać się na drugą stronę. Chyba nie mam wyboru, muszę mu powiedzieć. - Mówisz, czy mam ściągać ci ręcznik? - pyta łapiąc za materiał na moich plecach. Biorę głęboki oddech.
- Dwa dni przed wyjazdem tutaj, poszłam z moją przyjaciółką na zakupy. Jechałyśmy autobusem i tam był jakiś facet patrzył się na nią takim, obrzydliwym wzrokiem. - wzdrygam się na samą myśl o tym facecie. - Śledził nas, musiałam coś z tym zrobić, zanim on zdążył zrobić coś nam. Weszłam w ślepą uliczkę i przyczaiłam się na niego za koszem na śmieci, a kiedy był odwrócony do mnie tyłem popchnęłam go na ścianę, on upadł, a ja kopnęłam go w kroczę. Chciałam uciekać ale załapał mnie za kostkę, a ja upadłam i mocno uderzyłam się w nogę. - mówię. - Zadowolony? - pytam ironicznie. - A teraz odejdź ode mnie i wyjdź stąd bo chcę się przebrać. - rozkazuję.
Jestem wściekła na niego, za to, że zmusił mnie w tak okrutny sposób to powiedzenia mu o tym. Nie wiedział o tym nikt tylko ja i Paula, a teraz jeszcze on. Jak ja go nie cierpię.
- Jest ciemno nic nie będę widział. - mruczy mi do ucha, co doprowadza mnie o jeszcze większego gniewu.
- Nie taka była umowa. - mówię starając się ukryć swoją wściekłość. Jeśli nie wyjdzie to ja wyjdę, odważę się zamknąć sama w jakimś, ciemnym pomieszczeniu byleby tylko nie być z tym aroganckim i agresywnym osobnikiem
- Niech ci będzie. - bierze swoje ręce z moich bioder i mija mnie. Słyszę jego kroki, a następnie otwieranie i zamykanie drzwi. Jeszcze na wszelki wypadek zapalam latarkę i sprawdzam czy nie ma go w pokoju, całe szczęście nie.
Ubieram się najszybciej jak tylko mogę, na wypadek jakby Harry zaraz miał wejść do pokoju. Muszę się go jakoś stąd pozbyć, nie mam zamiaru być z nim w jednym domu, a tym bardziej w moim domu. On jest nieobliczalny, nie wiadomo co jeszcze wymyśli, żeby zmusić mnie do czegoś jeszcze.
Słyszę jak drzwi do pokoju się otwierają.
- Skończyłaś. - nie odzywam się nie mam ochoty z nim rozmawiać. Mam to gdzieś, że znowu może przycisnąć mnie do ściany,jestem na niego tak zła, że w jakimś sensie stało mi się to obojętne. - Wypadałoby poszukać jakichś świec czy czegoś. - słyszę jak siada na moim łóżku. Wściekłość osiąga zenitu. Jak on śmie siadać na czymś, na czym ja śpię?!
Stoję kilka minut w tym samym miejscu, żadne z nas się nie odezwało pokój wypełniają tylko nasze oddechy.
- Ała, kurwa! - lekko podskakuję na nagły krzyk Harry'ego. Co on robi?
- Co się stało? - pytam robiąc dwa kroki w stronę łóżka. Może coś dzieje się z jego ranami. Zupełnie zapomniałam o tym, że jest ranny, przez jego idiotyczne zachowanie. Harry nie odpowiada. - Harry czy ja mogę zobaczyć twoje rany? - pytam bojąc się reakcji chłopaka.
Muszę zobaczyć co mu dolega, bo jeśli to jest coś poważnego, będę musiała zadzwonić na pogotowie.
- Dobra. - ku mojemu zdziwieniu zgada się z czego się cieszę. - Ale nie świeć mi latarką po mordzie. - mówi.
- Ok, pójdę po świeczki. - kieruję się do wyjścia z pokoju
- Iść z tobą? - pyta, słyszę jak wstaje z łóżka. Chyba liczy na to, że się zgodzę.
- Nie. - mówię stanowczo. Nie dość, że jest kompletnie ciemno, to jeszcze on miał by mi towarzyszyć w wyprawie po świeczki?
- Jak se chcesz. - z powrotem siada na łóżku. Podchodzę do drzwi i otwieram je, następnie wychodzę na pokryty w mroku korytarz. Biegnę do w stronę schodów niemal się potykając i szybko zbiegam po stopniach, podświetlając latarką schody. Na dole jest jeszcze gorzej, otwarta, ciemna przestrzeń przyprawia mnie o dreszcze.
Szybko podchodzę do szafki pod schodami i wyciągam z niej kartonowe pudło pełne białych świec. Wchodzę z powrotem na górę szybkim krokiem przemierzam korytarz, wchodzę do swojego pokoju i kładę ciężkie pudło na podłodze. Otwieram je i biorę jedną z grubych świec, orientuje się, że nie mam czym zapalić świec. Nie chcę iść tam z powrotem i znowu przeżywać to piekło.
- Harry... Masz może coś czym mogłabym zapalić świeczki? - pytam niepewnie. Na moje nieszczęście, pewnie będę musiała wracać do kuchni po zapałki.
- Chodź tu. - mówi. Nie mam pojęcia co on chcę zrobić, ale wstaję z podłogi i idę w stronę mojego łóżka. Problem w tym, że nie wiem gdzie on siedzi, nagle ręka Harry'ego oplata się wokół mojego nadgarstka i ciągnie w swoją stronę, a ja uderzam w jego ciało. Chłopak stoi i nadal trzyma mnie za nadgarstek.
- Możesz mnie puścić? - próbuję wyrwać rękę z jego uścisku. Nie chcę żeby mnie dotykał, ani trzymał za którąkolwiek z części mojego ciała. Czuję jak Harry wkłada mi coś do ręki, po chwili orientuję się, że to zapalniczka. - Dzięki. - chłopak puszcza moją rękę, a ja podchodzę do pudła z świeczkami, biorę jedną z nich i zapalam. Podchodzę do komody i stawiam na niej świeczkę, następnie odpalam jakieś osiem następnych i rozstawiam je po pokoju. Pomieszczenie jest dobrze oświetlone.
Odpalam kolejną świecę i podchodzę z nią do Harry'ego, który siedzi na kanapie i ma spuszczoną głowę. Muszę zobaczyć w końcu jego rany
- Mogę? - pytam, a on podnosi głowę i odgarnia swoje długie, kręcone włosy z czoła. Przybliżam świecę do jego twarzy i jestem przerażona, wygląda okropnie, twarz ma całą umazaną we krwi. Jego warga i brew są rozcięte, nadal sączy się z nich krew, oko jest całe sine i opuchnięte. Koszulka jest cała w strzępach i krwi, jego klatka piersiowa jest cała w siniakach, a spodnie w błocie.
- Boże Harry! Co ci się stało?! - jestem zdenerwowana. To wygląda jakby ktoś go pobił. Może ma jakieś obrażenia wewnętrzne?
- Mówiłem. Nie twoja sprawa. - warczy i przeczesuje swoje włosy do tyłu .
- Ktoś cie pobił? - patrzę w jego mroczne, zielone oczy. Mam wrażenie, że widać w nich potwierdzenie na moje pytanie.
- Nie. - mówi wstaje z kanapy i idzie w stronę łóżka. Widzę, że chłopak kuleje i to mocno.
- Harry, przecież trzeba to opatrzyć, to nie wygląda dobrze. - staję przed nim i patrzę z góry na jego, poturbowaną twarz.
- Nic mi nie będzie. - spogląda na mnie.
- Jeśli nie dasz mi tego zrobić, będę musiała wezwać pogotowie. - próbuję być pewna siebie.
To musi być opatrzone i zdezynfekowane. Może wdać mu się zakażenie albo jeszcze coś gorszego. Harry wstaję i tym razem on patrzy na mnie z góry.
- Nie zrobisz tego. - brzmi jakby chciał mnie zahipnotyzować, ale nie udaje mu się to.
- Chcesz się przekonać? - krzyżuję ręce na piersi, uważając, żeby nie rozlać wosku, albo nie poparzyć się świecą. Patrzymy na siebie piorunując się spojrzeniami.
- Dobra opatrz mi te, jebane rany. - patrzy na mnie takim wzrokiem jakby zaraz miał mnie zabić. Uśmiecham się do niego zwycięsko. Podchodzę do pudła z świeczkami i biorę kilka z nich.
- Chodź. - spoglądam na Harry'ego, który idzie w moją stronę. Otwieram drzwi od mojego pokoju i wychodzę, a chłopak podąża za mną. Otwieram drzwi od łazienki i wchodzę do środka. Stawiam zapaloną świeczkę na pralce, następnie zaczynam odpalać kolejne i stawiać w różnych miejscach w pomieszczeniu. Harry siedzi na zamkniętym sedesie i przygląda mi się jak chodzę po łazience i rozstawiam świece.
Mimo tego, że Harry jest okropny i wredny, to chcę mu pomóc. Te rany na pewno bolą, a on na pewno cierpi. Kto mógł zrobić mu coś takiego?
Kiedy kończę oświetlać łazienkę, rozstawiam jeszcze kilka świeczek na korytarzu. Podchodzę do szafki, w której znajdują się jakieś plastry i bandaże. Otwieram szafkę i próbuję dosięgnąć sprej dezynfekujący z półki na samej górze ale jestem za niska.
Co podkusiło Paulę, żeby postawiła tak ważną rzecz na samej górze?
Czuję, że Harry za mną stoi, spoglądam w górę i widzę jego zmasakrowaną twarz. Chłopak bez problemu sięga po sprej i bandaże, następnie podaje mi je.
- Dziękuję. - mówię.
Chłopak wraca na sedes, a ja podchodzę do niego. Spoglądam na opuchnięte oko chłopaka i zastanawiam się co mogłoby zlikwidować opuchliznę. Przypominam sobie, że w zamrażarce jest worek lodu. - Harry. - chłopak spogląda na mnie. - Pójdę na dół do zamrażarki po lód. Zostań tutaj. - rozkazuję.
- Taa. - odburkuje.
Wychodzę z łazienki zapalam latarkę i biegnę do kuchni. Podchodzę do zamrażarki i ją otwieram, szybko biorę worek lodu i z powrotem biegnę na górę.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób mogłoby uważać, że źle robię, ale ja muszę mu pomóc. Jak zobaczyłam jego zmasakrowaną twarz, coś we mnie pękło i cała złość na niego przeszła. Zupełnie nie wiem co się zemną dzieję.
Wchodzę do łazienki gdzie Harry grzecznie siedzi na krześle przy zlewie, z czego jestem zadowolona, bo nie muszę ganiać za min po całym domu. Wkładam lód do zlewu, biorę bandaż i sprej, po czym spryskuję go kilka razy, żeby zrobił się trochę wilgotny. Kucam przed nim i zaczynam dokładniej przyglądać się jego rozcięciu na wardze. Jest głębsze niż sądziłam i wygląda naprawdę źle.
- Może trochę szczypać. - chłopak wzrusza ramionami. Przykładam bandaż do rany na jego wardze i zaczynam lekko pocierać i przemywać głębokie rozcięcie. Harry krzywi się trochę ale nie mówi ani słowa.
Bandaż jest cały przesiąknięty krwią, więc wyrzucam go do zlewu i biorę następny, który też spryskuję.
Rana na brwi nie jest aż tak głęboka jak ta w wardze, ale i tak wygląda nieciekawie. Przykładam bandaż do rozcięcia i zaczynam lekko pocierać. Spoglądam na twarz Harry'ego, który bardzo dziwnie się na mnie patrzy. Nie mogę stwierdzić co oznacza to spojrzenie, ponieważ jeszcze nigdy mi się tak nie przyglądał. Odrywam od niego wzrok i przyglądam się ranie, która jest już oczyszczona i wygląda nieco lepiej. Jego twarz nadal jest cała we krwi, sięgam po granatowy ręcznik i lekko moczę go wodą z kranu. Zaczynam przemywać nim zabrudzoną twarz chłopaka, uważając na jego rany i opuchnięte miejsca.
Kiedy jego twarz jest czysta zauważam wielkiego, fioletowego siniaka na policzku. Nie wiem z jakiego powodu kładę rękę na jego skórze i zaczynam pocierać fioletowe miejsce kciukiem. Chłopak zamyka oczy, zdaje mi się, że pod wpływem mojego dotyku.
Co ja właściwie robię do jasnej cholery?
Odrywam rękę od jego gładkiej skóry i chcę sięgać po worek z lodem ze zlewu, on nagle łapie za mój nadgarstek i z powrotem przykłada moją rękę do swojego policzka. Trzyma mój nadgarstek w taki sposób jakby nie chciał, żebym go kiedykolwiek wyrwała z jego uścisku. Otwiera oczy i spogląda w moje, zdziwione tęczówki.
Harry patrzy na mnie w taki sposób, że paraliżuje wszystkie, moje zmysły. Ponownie zaczynam delikatnie pocierać kciukiem bolące miejsce na jego policzku. Z ust chłopaka wydobywa się ciche mruknięcie, co sprawia, że mój kciuk staje w bezruchu. Harry puszcza mój nadgarstek, a ja odciągam rękę od jego twarzy.
Nie wiem co myśleć o tym co się właśnie wydarzyło.
Oszołomiona, sięgam do zlewu po worek z lodem, który już się trochę rozpuścił. Podaję lód Harry'emu, który przykłada go sobie do spuchniętego oka.
- Dlaczego to robisz? - pyta patrząc na mnie jednym okiem.
Muszę się zastanowić nad jego pytaniem, ponieważ sama nie wiem po co to robię. Co się ze mną dzieję?
- Żal mi ciebie, że ktoś cię tak urządził. Chcę ci pomóc. - odpowiadam po chwili namysłu. Biorę brudny od krwi ręcznik i zaczynam go myć pod gorącą wodą z kranu.
- Nie potrzebuje twojej, pierdolonej litości, ani więcej, jebanej pomocy z twojej strony. Dlaczego jesteś taka naiwna i nadal mi pomagasz? - warczy.
Pod wpływem emocji biorę mokry ręcznik ze zlewu i rzucam go w jego tors, następnie wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku i staram uspokoić swój zraniony umysł.
Wiem, nie powinnam się przejmować jego słowami, ale jest mi bardzo przykro. Jak on może tak mówić? Nie dość, że traktuje mnie jak ostatniego śmiecia i robi mi same, przykre rzeczy, to jeszcze mnie obraża w trakcie kiedy ja chcę mu pomóc. Nie cierpię go, po prostu go nie cierpię. Mam ochotę położyć się i zasnąć, ale nie mogę, bo ten kretyn jest w moim domu i nie wiem co jeszcze wymyśli. Najchętniej bym go stąd wyrzuciła, ale on strasznie kuleje, możliwe, że jego noga jest złamana. Słyszę wibrowanie na mojej szafce nocnej, sięgam po telefon i widzę, że mam wiadomość od Pauli, otwieram ją.
,,Zostaję u Matt'a na noc. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.'' Może nawet lepiej, że Paula nie wraca na noc. Nie byłaby zadowolona, że znam takiego kogoś jak Harry, bo na pewno nie polubiłaby go, tak jak większość normalnego społeczeństwa.
,,Ok i nie jestem zła. Miłej nocy.'' wysyłam wiadomość kładę telefon z powrotem na szafkę i wtulam głowę w poduszkę. Muszę jak najszybciej zasnąć, nie chcę już dzisiaj oglądać twarzy Harry'ego, nie, ja w ogóle nie chcę go więcej oglądać. Miejmy nadzieję, że jak się obudzę, jego już nie będzie. Zamykam oczy i próbuję zapaść w sen, naglę słyszę jak drzwi od mojego pokoju powoli się otwierają.
Dlaczego ich nie zamknęłam na klucz?
Postanawiam, że będę udawać, że śpię, może sobie pójdzie.
Niestety, słyszę jak Harry siada na kanapie, po chwili czuję na sobie jego wzrok.
- Wiem, że nie śpisz. - mówi, a ja otwieram oczy i widzę Harry'ego, rozwalonego na kanapie, patrzącego na mnie. Jego koszulka i płaszcz są całe mokre, po tym jak rzuciłam w niego przemoczonym ręcznikiem.
Dobrze mu tak.
- Czego ode mnie chcesz? - pytam uniesionym głosem, który jest spowodowany moją irytacją na tego osobnika. Jak tylko patrzę na niego mam ochotę go udusić. - Może po to żeby mnie wyzywać, albo krzyczeć na mnie, a może, żeby mnie przyprzeć do ściany. - mówiąc to gestykuluję rękami. Chłopak podnosi się na rękach i siada na kanapie. - A może przyszłeś po to, żeby zmusić mnie do tego, żebym powiedziała co coś, co nie jest twoją sprawą. Albo może chcesz mnie wypieprzyć na moim łóżku...
- Nie...
- Nie odzywaj się, kiedy ja mówię. - mówię podniesionym głosem. - Proszę cię, żebyś wyszedł z tego pokoju. - krzyżuję ręce na piersi. Harry ani drgnie, w jego oczach widzę zdziwienie. - Ciesz się, że jeszcze nie wyrzuciłam cię z domu. Jak ty się w ogóle zachowujesz? To jest mój dom, a ty traktujesz mnie jak...
- Dość! - krzyczy, a ja podskakuję. Jeszcze nigdy nie wydarł się tak głośno. Moja pewność siebie spada prawie do zera. - Dosyć rozumiesz? - wstaje i idzie w moją stronę, co sprawia, że przesuwam się na koniec łóżka, prawie z niego spadając. Nie chcę żeby mnie dotykał, lub był mniej niż metr ode mnie.
Opiera się rękami o łóżko pochylając się w moją stronę.
- Przyszłem cię przeprosić. - mówi intensywnie patrząc w moje oczy.
- Za co mnie przepraszasz? - podwijam kołdrę pod moją szyję. Wątpię, żeby jego przeprosiny były szczere.
Harry przez chwilę się zastanawia.
- Za wszystko. - mówi pocierając swój kark dłonią.
- Po co mnie przepraszasz? - ilustruję jego twarz. Ciekawe co odpowie na to pytanie.
- Po prostu. - jego ton zmienia się na groźny, a między jego brwiami pojawia się pojedyncza zmarszczka, która symbolizuje, że jest zdenerwowany.
- W takim razie wynoś się z mojego pokoju, a najlepiej z tego domu, bo inaczej zadzwonię na policję. - wskazuję ręką na drzwi. Wykorzystuję jego własną broń przeciwko niemu.
Chcę znać odpowiedź na to pytanie, a on mi na nie odpowie jeśli nie chce, żebym zadzwoniła na policję. Spoglądam w jego oczy, w których widać panikę, ale stara się to ukryć.
- Nie zrobiłabyś tego. - mówi strasząc mnie swoim spojrzeniem.
- Zrobiłabym. - krzyżuję ręce na piersi i paraliżuję go spojrzeniem.
Nie zamierzam się poddać, nie tym razem. Harry przeraża mnie jak cholera, jest najbardziej przerażającym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałam, ale musi w końcu zrozumieć, że nie jestem rzeczą i nie morze mną pomiatać, ani zmuszać mnie do tego, żebym robiła to co mu się żywnie podoba.
- Dobra. - bierze głęboki oddech. - Nie chcę, żebyś była ma mnie zła. - czuję jak moje oczy szeroko się otwierają, a oddech ustaje.
Harry spogląda na mnie obserwując moją reakcję.
- Dlaczego nie chcesz...
- Nie. - przerywa. - Odpowiedziałem na to co chciałaś. - odgarnia kosmyki swoich włosów z czoła. - Śpię na kanapie w salonie. - odpycha się od łóżka i idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wychodzi, trzaskając drzwiami
Przesuwam się na środek łóżka i kładę głowę na poduszkę. Co to miało znaczyć? Nie chce, żebym była na niego zła. Wystarczy! Nie mam siły rozmyślać o tej, całej, pogmatwanej sytuacji. Zamykam oczy i po chwili odpływam.
***
- Nie!. - budzi mnie czyjś krzyk. Momentalnie siadam na łóżku i zaczynam nasłuchiwać. - Nie proszę! - krzyk należy do Harry'ego, jest bardzo głośny i intensywny. Nie mam pojęcia, co się dzieję. Wyskakuję z łóżka i podbiegam do drzwi, otwieram je i niemal przewracam się przez coś, co leży pod moimi drzwiami. Spoglądam na w dół i widzę Harry'ego, który kula się po całej podłodze i jest cały mokry do potu. Jego, czarny płaszcz chyba robił za poduszkę, ale teraz leży pognieciony obok niego. Harry tutaj spał, tylko dlaczego?
- Harry! - krzyczę, klękam obok niego i szarpię za ramię. - Harry! Obudź się. - biorę ręce na jego barki i próbuję go jakoś utrzymać w miejscu, niestety nie udaję mi się. - Harry! Proszę obudź się! - siadam na jego brzuchu okrakiem i zaczynam trząść jego ramionami. Utrzymanie się na jego wijącym się ciele to nie lada wyzwanie. Wszystkie jego mięśnie są napięte, a ciało jest tak mokre od potu, że moje ręce ślizgają się po jego ramionach. - Harry! - niemal piszczę.
- Nie! Nie rób tego! - jego ciało niemal zrzuca mnie na ziemie.
Biorę jego twarz w swoje dłonie i staram się utrzymać ją w miejscu, niestety jestem zbyt słaba. Jestem totalnie przerażona, przecież on może sobie coś zrobić.
Nie poddaję się i ponownie biorę jego twarz w swoje, drobne dłonie, a jedną z nich zaczynam lekko klepać go po nieposiniaczonym policzku.
- Harry! Obudź się do jasnej cholery! - krzyczę najgłośniej jak mogę i jednocześnie potrząsam jego głową mając nadzieję, że wreszcie się obudzi z tego, okropnego koszmaru.
Nagle chłopak otwiera oczy i momentalnie oplata moje ciało swoimi, silnymi ramionami mocno przytulając mnie do swojego, spoconego torsu. Zszokowana odwzajemniam uścisk obejmuje jego, szerokie plecy swoimi rękami. Cała, moja bluza przemoczona jest od potu chłopaka, z resztą cała jestem spocona przez usiłowanie utrzymania go w miejscu.
Jestem zmęczona i przerażona zaistniałą przed chwilą sytuacją, oraz czuję się dziwnie siedząc w takiej dziwnej pozycji i się z nim przytulając. Nogi Harry'ego są wyprostowane, a ja siedzę okrakiem na jego udach i staram się utrzymać ciało chłopaka w pionie. Harry wtula głowę w moją szyję co sprawia, że opieram swoją brodę o jego mokre i śliskie od potu ramie.
- Już dobrze. - szepczę, głaszcząc go ręką po plecach. Skoro przytulanie się ze mną, ma mu pomóc uspokoić się po tym koszmarze, to wytrzymam jego bliskość. Kolejny raz cała złość na niego ulatnia się z mojego serca i umysłu. Chcę mu pomóc, chociaż wiem jak to się skończy. Dlaczego ja muszę mieć takie, dobre serce?
Naglę ciężar chłopaka staje się nieco większy, co sprawia, że jego ciało niemal wyślizguje się z moich rąk.
- Harry musisz wstać z tej podłogi. - szepcze najdelikatniej jak mogę, starając się go utrzymać. Nie chcę go rozzłościć, czy sprawić, żeby spanikował.
Czuję się jakbym siedziała z małym chłopcem, który wybudził się z koszmaru i jest przerażony. Poniekąd tak jest, tylko, że to jest bardzo duży i silny chłopiec.
- Harry. Nie możesz tutaj spać. Chodź na kanapę. - klepie go po plecach. - Harry słyszysz? - odsuwam się od niego, żeby zobaczyć jego twarz. Widok ten mnie rozczula. Harry śpi, a jego głowa bezwładnie opada na moje ramie. Jest naprawdę zmęczony. - Harry obudź się. - biorę jego twarz w swoje dłonie i lekko klepię go po policzku. Chłopak otwiera swoje, zaspane oczy i patrzy na mnie. - Chodź na dół. Nie możesz tutaj zostać. - wydostaję się z ramion chłopaka i wstaję z jego ud, następnie łapię Harry'ego za ramię i pomagam mu wstać. Biorę jego zwinięty w kulkę płaszcz i jedną z świec postawionych na stoliku w korytarzu, kieruję się do schodów. Odwracam się do chłopaka, który kulejąc, podąża za mną. Wygląda na wykończonego.
Schodzę po schodach rozświetlając sobie drogę świecą.
Gdy jesteśmy w salonie stawiam świecę na stoliku i kładę ubrania chłopaka na fotel. Patrzę na paraliżującą ciemność panującą w salonie.
Postanawiam, że rozpalę w kominku, więc idę w jego stronę. Wyciągam zapalniczkę z kieszeni bluzy i otwieram małe, szklane drzwiczki kominka. Oświetlam wszystko do o koła i znajduję koszyk z kilkunastoma drewnami, biorę kilka z nich i wkładam do jego wnętrza. Podchodzę do stolika gdzie leży jakieś, stare czasopismo Pauli, wyrywam z niego kilka stron i wracam z powrotem próbować rozpalić ogień. Wrzucam tam papiery i podpalam. Kartki zaczynają płonąć i coraz bardziej przechodzić czarnym nalotem. Kiedy drewno przechodzi ogniem w salonie robi się jaśniej. Zamykam drzwiczki i wracam do Harry'ego, który leży na kanapie i patrzy w sufit.
- Chcesz się czegoś napić? - pytam patrząc na jego twarz, na której widzę drobne kropelki potu. Harry jest nadal wstrząśnięty, patrzenie na niego w takim stanie to, coś okropnego. Zastanawiam się co mu się takiego, strasznego śniło, że jest taki przerażony.
- Jak cholera. - cały czas patrzy w sufit. Biorę świece i idę z nią do kuchni, sięgam po całą butelkę niegazowanej wody, i wracam do salonu. Chłopak siedzi na kanapie i patrzy na światło świecy stojącej na stoliku. Mały płomień odbijający się w jego oczach sprawia wrażenie jakby jego oczy płonęły, w dobrym znaczeniu płonęły. Podaję mu wodę, a on błyskawicznie odkręca korek i wypija prawie pół butelki za jednym zamachem. Jestem nieco zaskoczona tym jak bardzo był spragniony.
Siadam w fotelu krzyżując nogi i przyglądam się wesołemu płomykowi, który powiewa na wszystkie strony pod wpływem naszych, głębokich oddechów. Spoglądam na Harry'ego, który leży z głową na poduszce i patrzy na mnie.
- Zostajesz? - pyta wyraźnie zdziwiony.
- Tak. - odpowiadam podpierając głowę o swoją rękę.
- Po co mnie obudziłaś? - podnosi głowę i podpiera na łokciu.
- Ciężko było cię nie obudzić. Wiesz co ty w ogóle...
- Doskonale wiem co robię podczas snów. - przerywa. Spogląda na kominek, który daje coraz większe światło, co mnie bardzo cieszy.
- Dlaczego spałeś pod drzwiami od mojego pokoju? - pytam po kilku minutach ciszy.
- Nie interesuj się. - odpowiada zirytowanym tonem.
Nie mam zamiaru już go męczyć tym pytaniem czy szantażować, mam już dosyć kłótni z nim.
Harry kładzie głowę na poduszce, po chwili jego oczy zamykają się.
***
Po kilku minutach obserwowania śpiącego Harry'ego opieram głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć.
- Nie musisz tu ze mną siedzieć. - otwieram oczy. Harry siedzi na kanapie i dziwnie ilustruje moją zmęczoną twarz. Myślałam, że śpi.
- Nie. Jest w porządku. - poprawiam się na fotelu. Może to nie najlepsze miejsce na spanie, ale jest wygodnie. - Jesteś wykończony, idź już spać. - mówię.
- I kto to kurwa mówi. - dogryza i kładzie się z powrotem na sofę. Z powrotem kładę głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć, nie zważając na palący moją twarz wzrok chłopaka.
Po jakimś czasie odpływam.
***
Budzą mnie ręce Harry'ego wpychające się pod moje plecy i kolana, po chwili czuję, że jestem w powietrzu. Wykończona, spoglądam na twarz chłopaka.
- Harry co...
- Nie będziesz spać na fotelu. - czuję, że chłopak niesie mnie po schodach. Od kiedy on decyduje za mnie gdzie mam spać? Próbuję się wyrwać, nie chcę, żeby mnie niósł. - Przestań się wiercić do kurwy nędzy. - mocniej przyciska mnie do swojego ciała. Wchodzi do mojego, pozbawionego światła pokoju i kieruje się do łóżka, następnie ostrożnie kładzie mnie na miękkim materacu.Wchodzę pod kołdrę, a Harry idzie w stronę pudła z świeczkami, bierze jedną i zapala, następnie stawia na szafce obok mojego łóżka, co jest bardzo miłe z jego strony. Wkładam rękę do kieszeni bluzy, zapalniczki nie ma, pewnie wyjął mi ją kiedy spałam.
Harry idzie w stronę drzwi.
Czuję się, źle z tym, że będzie spać sam na dole. Jeśli znowu przyśni mu się ten koszmar, boję się, że nie usłyszę go stamtąd.
- Harry. - chłopak odwraca się do mnie. - Jak chcesz możesz spać tutaj na kanapie. - proponuje. Wiem, że to nie najlepszy pomysł, ale nie mam serca zostawiać go samego na dole.
Widzę, że zastanawia się nad moją propozycją.
- Nie. - wychodzi z pokoju. Nie chce, to nie, zmuszać go nie będę.
Odwracam się plecami do drzwi i zamykam oczy, starając się nie myśleć o niczym innym, tylko o śnie. Słyszę, że ktoś wchodzi pokoju, spoglądam w tamtą stronę kontem oka i widzę jak Harry rozstawia świeczki po pokoju i je zapala. Po co on to robi?
Kiedy zapala ostatnią świeczkę podchodzi do kanapy i kładzie się na niej. Bierze koc leżący na oparciu sofy i przykrywa się nim.
- Myślałam, że nie chcesz tu spać. - odwracam się w jego stronę.
- Zmieniłem zdanie.
- Dlaczego?
- Daj mi spać. - odwraca się do mnie plecami, a ja do niego. - Kurwa. - słyszę, ze schodzi z kanapy. Czy on nie może w końcu po prostu położyć się i zasnąć?
Przekręcam lekko głowę w jego stronę i widzę, że Harry ściąga podartą bluzkę przez głowę, następnie odpina pasek i ściąga spodnie, które kładzie na podłodze. Jego ciało jest takie, niesamowicie umięśnione, że zapiera mi dech w piersiach. Może Harry jest zwykłym dupkiem, ale ciało ma nieziemskie.
Chłopak kładzie się na kanapie tyłem do mnie, na co kładę głowę na poduszkę.
***
Skrzypienie kanapy doprowadza mnie do szału, przez dobre kilka minut Harry non stop rusza się na niej i nie daje mi nawet w spokoju pomyśleć już nie mówiąc o spaniu. Biorę głęboki oddech.
- Czy możesz przestać ruszać się na tej kanapie? - mój ton jest podirytowany. Przekręcam się na plecy i spoglądam na niego kontem oka.
- To nie moja wina, że masz kurewsko nie wygodną kanapę. - warczy i znowu poprawia się na meblu, który doprowadza mnie swoim skrzypieniem do szału.
- Harry. - przekręcam się na drugi bok i spoglądam na chłopaka, który leży na kanapie w bardzo dziwnej pozycji, aż śmiesznej. - Jak chcesz, możesz spać na moim łóżku. - wyduszam sama nie wierząc w to co mówię, ale mam dosyć tej, skrzypiącej kanapy, z resztą on chyba też.
- Mówisz poważnie? - siada na kanapie i spogląda na mnie z niedowierzaniem. Kiwam twierdząco głową, a on wstaje z kanapy i okrąża łóżko kładąc się po drugiej stronie i przykrywając kołdrą.
To dziwne uczucie wiedzieć, że śpi się z kimś w łóżku, zwłaszcza takim kimś jak Harry. Sama nie wierzę, że się zgodziłam, ale lepsze to niż skrzypiąca kanapa.
Po kilku minutach Harry chyba śpi, a ja jestem ledwo przytomna prawie śpię ale jednak mam takie przeczucie, że nie powinnam jeszcze spać. Czuję, że łóżko się rusza co oznacza, że Harry zmienia pozycję, w której leży.
- Aga. - szepcze. Postanawiam się nie odezwać i udawać, że śpię. Jednak moje przeczucie mnie nie zawiodło.
Czuję, że Harry bardziej się do mnie przysuwa, co przyprawia mnie o dreszcze. Co on zamierza zrobić?
- Śpisz? - zamykam oczy i staram się oddychać równomiernie, co nie jest wcale takie łatwe. Jeszcze bardziej się przysuwa, po chwili czuję jak wkłada rękę pod kołdrę, następnie delikatnie obejmuje mnie pod moimi piersiami i jeszcze bardziej przysuwa swoje ciało do mojego.
Jestem przerażona. Co on robi do jasnej cholery?
Czuję jak umięśniona klatka piersiowa Harry'ego unosi się i opada na moich plecach, jego oddech jest taki głęboki, że pod jego wpływem, całe moje ciało się rusza. Harry odgarnia moje włosy, które opadły mi na twarz i wkłada za ucho. Jego wzrok wypala dziurę w mojej twarzy.
- Dziękuję. - cicho szepcze do mojego ucha. Przybliża swoją twarz do mojej szyi i składa na niej delikatny pocałunek, po którym czuję ucisk w moim brzuchu.
Kładzie swoją głowę na poduszkę tuż obok mojej głowy i mocniej ściska moją klatkę piersiową, bardziej się przybliżając.
Co to ma znaczyć? Nie rozumiem co ma oznaczać jego postępowanie, wręcz jestem tym zdziwiona i sparaliżowana. Nie zamierzam mu robić za to awantury czy wyrywać się z jego uścisku, mam dość kłócenia się z nim, poza tym nie chcę, żeby się wkurzył.
Słyszę jak Harry cicho chrapie, jego oddech na moim karku przyprawia mnie o dreszcze.
Ciężko mi to przyznać nawet sobie, ale czuję się... dobrze tak leżąc z jego, silnymi ramionami oplecionymi wokół mojego ciała, powiedziałabym, że to nawet przyjemne uczucie.
Po kilku minutach odpływam w krainę snów.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :). Do następnego <3
- Harry?! Co ty tutaj robisz!? - wydzieram się. Nie chcę go tutaj, nie po tym co się wczoraj stało.
- Nie drzyj się tak do kurwy nędzy. - syczy przez zęby. Jego groźny ton i jego obecność w totalnej ciemności, to jest po prostu piekło.
Niech ten prąd się jakoś magicznie włączy, albo niech on sobie stąd pójdzie, bo inaczej zwariuję ze strachu i przerażenia.
- To powiedz mi, jak tu wszedłeś? - mówię. Drzwi frontowe zamknęł... okno.
- Oknem. - czuję, że robi krok w moją stronę co sprawia, że niemal stykamy się ciałami.
Dlaczego on musi stawiać mnie w tak niekomfortowej sytuacji? Cofam się o dwa kroki do tyłu, żeby czuć się bardziej pewnie.
- Chyba ci wywaliło korki. - ignoruję to co powiedział.
- Po co tu wszedłeś? - pytam niepewnie. Boję się jego reakcji.
- Jestem ranny. - mówi, i nieco się do mnie przysuwa, a ja odsuwam.
- Co ci się stało? - pytam starając się ukryć moją panikę.
Nie mam pojęcia co mogło mu się stać, może właśnie wykrwawia się na moją podłogę, albo jest mocno poturbowany. Ale jakby stało mu się coś poważnego to nie mógłby wejść na kilku metrową kratkę od żywopłotu, chociaż już sama nie wiem, on jest do wszystkiego zdolny.
- To już nie twoja sprawa. - warczy, przez co odsuwam się od niego.
Mam tego dość. Czy on naprawdę nie może chociaż raz normalnie odpowiedzieć na pytanie?
- Powiedz chociaż czy to jest poważne. - mówię.
Nie chcę mieć go na sumieniu, jeśli wyrzucę go z domu w jakimś ciężkim stanie i nie będę mogła spać przez to, że myślałabym o tym, czy potrącił go samochód albo zemdlał, albo, że gdzieś się wykrwawia. Ale i tak pewnie nie zasnęłabym przez to, że w tym domu jest przerażająco ciemno.
- Bywało lepiej. - syczy.
Najgorsze jest to, że nie mogę ocenić w jakiej jest sytuacji, ponieważ jest ciemno. Muszę coś wymyślić, żeby zobaczyć jego obrażenia.
Przypominam sobie, że szłam w tą stronę po latarkę. Robię krok w prawo, żeby jakoś go wyminąć i dostać się do szafki nocnej, w której jest jedyne źródło światła.
- Gdzie idziesz? - pyta. Skąd on wie, że się w ogóle ruszyłam?
- Chcę wziąć latarkę z szuflady. - staram się go jakoś wyminąć, ale cały czas czuję jakby zastawiał mi drogę.
On widzi w ciemności czy coś?
- Gdzie ona jest? - nie zamierzam mu odpowiadać, jeśli weźmie latarkę na pewno mi jej nie odda. - Gadaj. - burczy.
Mam wrażenie jakby Harry był tuż przede mną i patrzył na mnie. Czuję jego oddech na swojej twarzy, co potwierdza moją tezę. - Mów. - łapie mnie za moje, nagie ramiona i pcha mnie na ścianę plecami i przyciskając do niej moje ramiona.
Co on chce zrobić? Jestem totalnie oszołomiona.
- W szufladzie od szafki nocnej. - mówiąc to, wypuszczam powietrze.
Chłopak bierze ręce z moich ramion i idzie do szafki nocnej. Słyszę jak otwiera szufladę, a potem ją zamyka.
Harry jest nienormalny. Przypiera mnie do ściany tylko dlatego, że nie powiedziałam mu gdzie jest latarka. Ciekawe co wymyśli potem?
Naglę oślepia mnie światło latarki, zakrywam swoją twarz rękami.
- Co ty robisz?! - krzyczę. - Nie świeć mi w twarz! - czuję, że światło jest mniej intensywne, ale nadal mnie oślepia. Spoglądam na dół i widzę, że Harry świeci na moją sylwetkę przesuwając światło latarki w górę i w dół mojego ciała.
Czuję się bardzo skrępowana, widząc jak wyglądam w tym ręczniku, który sięga mi ledwo do połowy ud i jest przewiązany w połowie moich piersi. Całe szczęście, że ręcznik zakrywa mojego siniaka. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia i zażenowania.
- Możesz przestać na mnie świecić? - pytam, zakrywając wszystko co tylko mogę. Chłopak jeszcze chwilę na mnie świeci, a potem zgasza latarkę. - Możesz mi oddać latarkę? - pytam niepewna reakcji chłopaka. Słyszę jak Harry podchodzi do mnie i wsadza mi latarkę w rękę, przez co jestem zdziwiona ale też zadowolona.
Muszę się przebrać, bo nie mogę przebywać z tym, nieobliczalnym facetem w jednym domu, ten ręcznik może mi w każdej chwili spaść.
Podchodzę do szafy i zapalam latarkę, zaczynam świecić na ubrania i wybieram jakąś bluzę i jedne z moich getrów. Następnie podchodzę do szuflady z bielizną, starając się, zakryć co tylko się da, żeby Harry nie zauważył mojej osobistości. Nie chcę, żeby widział jaką mam bieliznę.
Wyłączam latarkę i zamykam szufladę.
- Harry? - pytam starając się cokolwiek usłyszeć. W pewnym momencie czuję oddech chłopaka na swoim karku, co przyprawia mnie o dreszcze i przerażenie. Jak on się znalazł za mną?
- Co? - pyta swoim chropowatym głosem co mnie trochę dziwi, bo jeszcze nie słyszałam takiej intonacji jego tonu.
- Czy mógłbyś wyjść na korytarz, żebym mogła się ubrać? - pytam czując jak moje policzki płoną. Wiem, że to dziwne prosić kogoś, żeby wyszedł z mojego pokoju do innego pomieszczenia, które też należy do mnie, ale wolę to niż kolejne warki i krzyki, albo w najgorszym razie przypieranie mnie do ścian. - Proszę. - dodaję błagalnie.
- Zrobię to, jeśli powiesz mi skąd wziął się ten siniak na twoim udzie. - zamieram.
Jego pytanie totalnie mnie zaskakuje. Jak to możliwe, że zobaczył tego siniaka? Przecież nie było go widać, chyba. Teraz nie wiem czy skłamać, czy powiedzieć prawdę. - I nawet nie próbuj kłamać, umiem wyczuć kłamstwo. - dodaje groźniejszym tonem. Teraz pojawia się przerażenie. Co ja mam do cholery robić?
- Upadłam. - to w połowie kłamstwo w połowie prawda. Nie mam pojęcia jak zareaguje.
- Gdzie? - czuję jakby jego twarz bardziej zbliżała się do mojego karku. Głośno przełykam ślinę.
- Na zakupach. - tym razem decyduję się na prawdę.
- Jak to się stało? - zadaje kolejne pytanie, na które nie mam pojęcia jak odpowiedzieć.
- Potknęłam się.- mocno zaciskam powieki licząc na to, że Harry uwierzy w moje kłamstwo. Nie chcę mówić mu prawdy, on na to nie zasługuje. Tym bardziej on.
- Kłamiesz. - łapie mnie w talii i przyciska moje plecy do swojej klatki piersiowej. Próbuję się wyrwać, ale Harry wciska palce w moje biodra tak, że aż sprawia mi to ból. - Powiesz mi co naprawdę się stało, albo wypieprzę cię tutaj, na twoim własnym łóżku. Tak, że nie zapomnisz tego do końca życia. Rozumiemy się? - grozi przyciskając swoje usta do mojej szyi i lekko przygryza skórę, przez co zamieram w miejscu.
Jak on może mówić mi takie okropne rzeczy i zmuszać do tego, żebym mu powiedziała to czego nie chcę mu mówić. Dlaczego on musi być taki podły?!
- Tylko z szczegółami. - w moich oczach zbierają się łzy, a żołądek zaczyna wykręcać się na drugą stronę. Chyba nie mam wyboru, muszę mu powiedzieć. - Mówisz, czy mam ściągać ci ręcznik? - pyta łapiąc za materiał na moich plecach. Biorę głęboki oddech.
- Dwa dni przed wyjazdem tutaj, poszłam z moją przyjaciółką na zakupy. Jechałyśmy autobusem i tam był jakiś facet patrzył się na nią takim, obrzydliwym wzrokiem. - wzdrygam się na samą myśl o tym facecie. - Śledził nas, musiałam coś z tym zrobić, zanim on zdążył zrobić coś nam. Weszłam w ślepą uliczkę i przyczaiłam się na niego za koszem na śmieci, a kiedy był odwrócony do mnie tyłem popchnęłam go na ścianę, on upadł, a ja kopnęłam go w kroczę. Chciałam uciekać ale załapał mnie za kostkę, a ja upadłam i mocno uderzyłam się w nogę. - mówię. - Zadowolony? - pytam ironicznie. - A teraz odejdź ode mnie i wyjdź stąd bo chcę się przebrać. - rozkazuję.
Jestem wściekła na niego, za to, że zmusił mnie w tak okrutny sposób to powiedzenia mu o tym. Nie wiedział o tym nikt tylko ja i Paula, a teraz jeszcze on. Jak ja go nie cierpię.
- Jest ciemno nic nie będę widział. - mruczy mi do ucha, co doprowadza mnie o jeszcze większego gniewu.
- Nie taka była umowa. - mówię starając się ukryć swoją wściekłość. Jeśli nie wyjdzie to ja wyjdę, odważę się zamknąć sama w jakimś, ciemnym pomieszczeniu byleby tylko nie być z tym aroganckim i agresywnym osobnikiem
- Niech ci będzie. - bierze swoje ręce z moich bioder i mija mnie. Słyszę jego kroki, a następnie otwieranie i zamykanie drzwi. Jeszcze na wszelki wypadek zapalam latarkę i sprawdzam czy nie ma go w pokoju, całe szczęście nie.
Ubieram się najszybciej jak tylko mogę, na wypadek jakby Harry zaraz miał wejść do pokoju. Muszę się go jakoś stąd pozbyć, nie mam zamiaru być z nim w jednym domu, a tym bardziej w moim domu. On jest nieobliczalny, nie wiadomo co jeszcze wymyśli, żeby zmusić mnie do czegoś jeszcze.
Słyszę jak drzwi do pokoju się otwierają.
- Skończyłaś. - nie odzywam się nie mam ochoty z nim rozmawiać. Mam to gdzieś, że znowu może przycisnąć mnie do ściany,jestem na niego tak zła, że w jakimś sensie stało mi się to obojętne. - Wypadałoby poszukać jakichś świec czy czegoś. - słyszę jak siada na moim łóżku. Wściekłość osiąga zenitu. Jak on śmie siadać na czymś, na czym ja śpię?!
Stoję kilka minut w tym samym miejscu, żadne z nas się nie odezwało pokój wypełniają tylko nasze oddechy.
- Ała, kurwa! - lekko podskakuję na nagły krzyk Harry'ego. Co on robi?
- Co się stało? - pytam robiąc dwa kroki w stronę łóżka. Może coś dzieje się z jego ranami. Zupełnie zapomniałam o tym, że jest ranny, przez jego idiotyczne zachowanie. Harry nie odpowiada. - Harry czy ja mogę zobaczyć twoje rany? - pytam bojąc się reakcji chłopaka.
Muszę zobaczyć co mu dolega, bo jeśli to jest coś poważnego, będę musiała zadzwonić na pogotowie.
- Dobra. - ku mojemu zdziwieniu zgada się z czego się cieszę. - Ale nie świeć mi latarką po mordzie. - mówi.
- Ok, pójdę po świeczki. - kieruję się do wyjścia z pokoju
- Iść z tobą? - pyta, słyszę jak wstaje z łóżka. Chyba liczy na to, że się zgodzę.
- Nie. - mówię stanowczo. Nie dość, że jest kompletnie ciemno, to jeszcze on miał by mi towarzyszyć w wyprawie po świeczki?
- Jak se chcesz. - z powrotem siada na łóżku. Podchodzę do drzwi i otwieram je, następnie wychodzę na pokryty w mroku korytarz. Biegnę do w stronę schodów niemal się potykając i szybko zbiegam po stopniach, podświetlając latarką schody. Na dole jest jeszcze gorzej, otwarta, ciemna przestrzeń przyprawia mnie o dreszcze.
Szybko podchodzę do szafki pod schodami i wyciągam z niej kartonowe pudło pełne białych świec. Wchodzę z powrotem na górę szybkim krokiem przemierzam korytarz, wchodzę do swojego pokoju i kładę ciężkie pudło na podłodze. Otwieram je i biorę jedną z grubych świec, orientuje się, że nie mam czym zapalić świec. Nie chcę iść tam z powrotem i znowu przeżywać to piekło.
- Harry... Masz może coś czym mogłabym zapalić świeczki? - pytam niepewnie. Na moje nieszczęście, pewnie będę musiała wracać do kuchni po zapałki.
- Chodź tu. - mówi. Nie mam pojęcia co on chcę zrobić, ale wstaję z podłogi i idę w stronę mojego łóżka. Problem w tym, że nie wiem gdzie on siedzi, nagle ręka Harry'ego oplata się wokół mojego nadgarstka i ciągnie w swoją stronę, a ja uderzam w jego ciało. Chłopak stoi i nadal trzyma mnie za nadgarstek.
- Możesz mnie puścić? - próbuję wyrwać rękę z jego uścisku. Nie chcę żeby mnie dotykał, ani trzymał za którąkolwiek z części mojego ciała. Czuję jak Harry wkłada mi coś do ręki, po chwili orientuję się, że to zapalniczka. - Dzięki. - chłopak puszcza moją rękę, a ja podchodzę do pudła z świeczkami, biorę jedną z nich i zapalam. Podchodzę do komody i stawiam na niej świeczkę, następnie odpalam jakieś osiem następnych i rozstawiam je po pokoju. Pomieszczenie jest dobrze oświetlone.
Odpalam kolejną świecę i podchodzę z nią do Harry'ego, który siedzi na kanapie i ma spuszczoną głowę. Muszę zobaczyć w końcu jego rany
- Mogę? - pytam, a on podnosi głowę i odgarnia swoje długie, kręcone włosy z czoła. Przybliżam świecę do jego twarzy i jestem przerażona, wygląda okropnie, twarz ma całą umazaną we krwi. Jego warga i brew są rozcięte, nadal sączy się z nich krew, oko jest całe sine i opuchnięte. Koszulka jest cała w strzępach i krwi, jego klatka piersiowa jest cała w siniakach, a spodnie w błocie.
- Boże Harry! Co ci się stało?! - jestem zdenerwowana. To wygląda jakby ktoś go pobił. Może ma jakieś obrażenia wewnętrzne?
- Mówiłem. Nie twoja sprawa. - warczy i przeczesuje swoje włosy do tyłu .
- Ktoś cie pobił? - patrzę w jego mroczne, zielone oczy. Mam wrażenie, że widać w nich potwierdzenie na moje pytanie.
- Nie. - mówi wstaje z kanapy i idzie w stronę łóżka. Widzę, że chłopak kuleje i to mocno.
- Harry, przecież trzeba to opatrzyć, to nie wygląda dobrze. - staję przed nim i patrzę z góry na jego, poturbowaną twarz.
- Nic mi nie będzie. - spogląda na mnie.
- Jeśli nie dasz mi tego zrobić, będę musiała wezwać pogotowie. - próbuję być pewna siebie.
To musi być opatrzone i zdezynfekowane. Może wdać mu się zakażenie albo jeszcze coś gorszego. Harry wstaję i tym razem on patrzy na mnie z góry.
- Nie zrobisz tego. - brzmi jakby chciał mnie zahipnotyzować, ale nie udaje mu się to.
- Chcesz się przekonać? - krzyżuję ręce na piersi, uważając, żeby nie rozlać wosku, albo nie poparzyć się świecą. Patrzymy na siebie piorunując się spojrzeniami.
- Dobra opatrz mi te, jebane rany. - patrzy na mnie takim wzrokiem jakby zaraz miał mnie zabić. Uśmiecham się do niego zwycięsko. Podchodzę do pudła z świeczkami i biorę kilka z nich.
- Chodź. - spoglądam na Harry'ego, który idzie w moją stronę. Otwieram drzwi od mojego pokoju i wychodzę, a chłopak podąża za mną. Otwieram drzwi od łazienki i wchodzę do środka. Stawiam zapaloną świeczkę na pralce, następnie zaczynam odpalać kolejne i stawiać w różnych miejscach w pomieszczeniu. Harry siedzi na zamkniętym sedesie i przygląda mi się jak chodzę po łazience i rozstawiam świece.
Mimo tego, że Harry jest okropny i wredny, to chcę mu pomóc. Te rany na pewno bolą, a on na pewno cierpi. Kto mógł zrobić mu coś takiego?
Kiedy kończę oświetlać łazienkę, rozstawiam jeszcze kilka świeczek na korytarzu. Podchodzę do szafki, w której znajdują się jakieś plastry i bandaże. Otwieram szafkę i próbuję dosięgnąć sprej dezynfekujący z półki na samej górze ale jestem za niska.
Co podkusiło Paulę, żeby postawiła tak ważną rzecz na samej górze?
Czuję, że Harry za mną stoi, spoglądam w górę i widzę jego zmasakrowaną twarz. Chłopak bez problemu sięga po sprej i bandaże, następnie podaje mi je.
- Dziękuję. - mówię.
Chłopak wraca na sedes, a ja podchodzę do niego. Spoglądam na opuchnięte oko chłopaka i zastanawiam się co mogłoby zlikwidować opuchliznę. Przypominam sobie, że w zamrażarce jest worek lodu. - Harry. - chłopak spogląda na mnie. - Pójdę na dół do zamrażarki po lód. Zostań tutaj. - rozkazuję.
- Taa. - odburkuje.
Wychodzę z łazienki zapalam latarkę i biegnę do kuchni. Podchodzę do zamrażarki i ją otwieram, szybko biorę worek lodu i z powrotem biegnę na górę.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób mogłoby uważać, że źle robię, ale ja muszę mu pomóc. Jak zobaczyłam jego zmasakrowaną twarz, coś we mnie pękło i cała złość na niego przeszła. Zupełnie nie wiem co się zemną dzieję.
Wchodzę do łazienki gdzie Harry grzecznie siedzi na krześle przy zlewie, z czego jestem zadowolona, bo nie muszę ganiać za min po całym domu. Wkładam lód do zlewu, biorę bandaż i sprej, po czym spryskuję go kilka razy, żeby zrobił się trochę wilgotny. Kucam przed nim i zaczynam dokładniej przyglądać się jego rozcięciu na wardze. Jest głębsze niż sądziłam i wygląda naprawdę źle.
- Może trochę szczypać. - chłopak wzrusza ramionami. Przykładam bandaż do rany na jego wardze i zaczynam lekko pocierać i przemywać głębokie rozcięcie. Harry krzywi się trochę ale nie mówi ani słowa.
Bandaż jest cały przesiąknięty krwią, więc wyrzucam go do zlewu i biorę następny, który też spryskuję.
Rana na brwi nie jest aż tak głęboka jak ta w wardze, ale i tak wygląda nieciekawie. Przykładam bandaż do rozcięcia i zaczynam lekko pocierać. Spoglądam na twarz Harry'ego, który bardzo dziwnie się na mnie patrzy. Nie mogę stwierdzić co oznacza to spojrzenie, ponieważ jeszcze nigdy mi się tak nie przyglądał. Odrywam od niego wzrok i przyglądam się ranie, która jest już oczyszczona i wygląda nieco lepiej. Jego twarz nadal jest cała we krwi, sięgam po granatowy ręcznik i lekko moczę go wodą z kranu. Zaczynam przemywać nim zabrudzoną twarz chłopaka, uważając na jego rany i opuchnięte miejsca.
Kiedy jego twarz jest czysta zauważam wielkiego, fioletowego siniaka na policzku. Nie wiem z jakiego powodu kładę rękę na jego skórze i zaczynam pocierać fioletowe miejsce kciukiem. Chłopak zamyka oczy, zdaje mi się, że pod wpływem mojego dotyku.
Co ja właściwie robię do jasnej cholery?
Odrywam rękę od jego gładkiej skóry i chcę sięgać po worek z lodem ze zlewu, on nagle łapie za mój nadgarstek i z powrotem przykłada moją rękę do swojego policzka. Trzyma mój nadgarstek w taki sposób jakby nie chciał, żebym go kiedykolwiek wyrwała z jego uścisku. Otwiera oczy i spogląda w moje, zdziwione tęczówki.
Harry patrzy na mnie w taki sposób, że paraliżuje wszystkie, moje zmysły. Ponownie zaczynam delikatnie pocierać kciukiem bolące miejsce na jego policzku. Z ust chłopaka wydobywa się ciche mruknięcie, co sprawia, że mój kciuk staje w bezruchu. Harry puszcza mój nadgarstek, a ja odciągam rękę od jego twarzy.
Nie wiem co myśleć o tym co się właśnie wydarzyło.
Oszołomiona, sięgam do zlewu po worek z lodem, który już się trochę rozpuścił. Podaję lód Harry'emu, który przykłada go sobie do spuchniętego oka.
- Dlaczego to robisz? - pyta patrząc na mnie jednym okiem.
Muszę się zastanowić nad jego pytaniem, ponieważ sama nie wiem po co to robię. Co się ze mną dzieję?
- Żal mi ciebie, że ktoś cię tak urządził. Chcę ci pomóc. - odpowiadam po chwili namysłu. Biorę brudny od krwi ręcznik i zaczynam go myć pod gorącą wodą z kranu.
- Nie potrzebuje twojej, pierdolonej litości, ani więcej, jebanej pomocy z twojej strony. Dlaczego jesteś taka naiwna i nadal mi pomagasz? - warczy.
Pod wpływem emocji biorę mokry ręcznik ze zlewu i rzucam go w jego tors, następnie wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku i staram uspokoić swój zraniony umysł.
Wiem, nie powinnam się przejmować jego słowami, ale jest mi bardzo przykro. Jak on może tak mówić? Nie dość, że traktuje mnie jak ostatniego śmiecia i robi mi same, przykre rzeczy, to jeszcze mnie obraża w trakcie kiedy ja chcę mu pomóc. Nie cierpię go, po prostu go nie cierpię. Mam ochotę położyć się i zasnąć, ale nie mogę, bo ten kretyn jest w moim domu i nie wiem co jeszcze wymyśli. Najchętniej bym go stąd wyrzuciła, ale on strasznie kuleje, możliwe, że jego noga jest złamana. Słyszę wibrowanie na mojej szafce nocnej, sięgam po telefon i widzę, że mam wiadomość od Pauli, otwieram ją.
,,Zostaję u Matt'a na noc. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.'' Może nawet lepiej, że Paula nie wraca na noc. Nie byłaby zadowolona, że znam takiego kogoś jak Harry, bo na pewno nie polubiłaby go, tak jak większość normalnego społeczeństwa.
,,Ok i nie jestem zła. Miłej nocy.'' wysyłam wiadomość kładę telefon z powrotem na szafkę i wtulam głowę w poduszkę. Muszę jak najszybciej zasnąć, nie chcę już dzisiaj oglądać twarzy Harry'ego, nie, ja w ogóle nie chcę go więcej oglądać. Miejmy nadzieję, że jak się obudzę, jego już nie będzie. Zamykam oczy i próbuję zapaść w sen, naglę słyszę jak drzwi od mojego pokoju powoli się otwierają.
Dlaczego ich nie zamknęłam na klucz?
Postanawiam, że będę udawać, że śpię, może sobie pójdzie.
Niestety, słyszę jak Harry siada na kanapie, po chwili czuję na sobie jego wzrok.
- Wiem, że nie śpisz. - mówi, a ja otwieram oczy i widzę Harry'ego, rozwalonego na kanapie, patrzącego na mnie. Jego koszulka i płaszcz są całe mokre, po tym jak rzuciłam w niego przemoczonym ręcznikiem.
Dobrze mu tak.
- Czego ode mnie chcesz? - pytam uniesionym głosem, który jest spowodowany moją irytacją na tego osobnika. Jak tylko patrzę na niego mam ochotę go udusić. - Może po to żeby mnie wyzywać, albo krzyczeć na mnie, a może, żeby mnie przyprzeć do ściany. - mówiąc to gestykuluję rękami. Chłopak podnosi się na rękach i siada na kanapie. - A może przyszłeś po to, żeby zmusić mnie do tego, żebym powiedziała co coś, co nie jest twoją sprawą. Albo może chcesz mnie wypieprzyć na moim łóżku...
- Nie...
- Nie odzywaj się, kiedy ja mówię. - mówię podniesionym głosem. - Proszę cię, żebyś wyszedł z tego pokoju. - krzyżuję ręce na piersi. Harry ani drgnie, w jego oczach widzę zdziwienie. - Ciesz się, że jeszcze nie wyrzuciłam cię z domu. Jak ty się w ogóle zachowujesz? To jest mój dom, a ty traktujesz mnie jak...
- Dość! - krzyczy, a ja podskakuję. Jeszcze nigdy nie wydarł się tak głośno. Moja pewność siebie spada prawie do zera. - Dosyć rozumiesz? - wstaje i idzie w moją stronę, co sprawia, że przesuwam się na koniec łóżka, prawie z niego spadając. Nie chcę żeby mnie dotykał, lub był mniej niż metr ode mnie.
Opiera się rękami o łóżko pochylając się w moją stronę.
- Przyszłem cię przeprosić. - mówi intensywnie patrząc w moje oczy.
- Za co mnie przepraszasz? - podwijam kołdrę pod moją szyję. Wątpię, żeby jego przeprosiny były szczere.
Harry przez chwilę się zastanawia.
- Za wszystko. - mówi pocierając swój kark dłonią.
- Po co mnie przepraszasz? - ilustruję jego twarz. Ciekawe co odpowie na to pytanie.
- Po prostu. - jego ton zmienia się na groźny, a między jego brwiami pojawia się pojedyncza zmarszczka, która symbolizuje, że jest zdenerwowany.
- W takim razie wynoś się z mojego pokoju, a najlepiej z tego domu, bo inaczej zadzwonię na policję. - wskazuję ręką na drzwi. Wykorzystuję jego własną broń przeciwko niemu.
Chcę znać odpowiedź na to pytanie, a on mi na nie odpowie jeśli nie chce, żebym zadzwoniła na policję. Spoglądam w jego oczy, w których widać panikę, ale stara się to ukryć.
- Nie zrobiłabyś tego. - mówi strasząc mnie swoim spojrzeniem.
- Zrobiłabym. - krzyżuję ręce na piersi i paraliżuję go spojrzeniem.
Nie zamierzam się poddać, nie tym razem. Harry przeraża mnie jak cholera, jest najbardziej przerażającym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałam, ale musi w końcu zrozumieć, że nie jestem rzeczą i nie morze mną pomiatać, ani zmuszać mnie do tego, żebym robiła to co mu się żywnie podoba.
- Dobra. - bierze głęboki oddech. - Nie chcę, żebyś była ma mnie zła. - czuję jak moje oczy szeroko się otwierają, a oddech ustaje.
Harry spogląda na mnie obserwując moją reakcję.
- Dlaczego nie chcesz...
- Nie. - przerywa. - Odpowiedziałem na to co chciałaś. - odgarnia kosmyki swoich włosów z czoła. - Śpię na kanapie w salonie. - odpycha się od łóżka i idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wychodzi, trzaskając drzwiami
Przesuwam się na środek łóżka i kładę głowę na poduszkę. Co to miało znaczyć? Nie chce, żebym była na niego zła. Wystarczy! Nie mam siły rozmyślać o tej, całej, pogmatwanej sytuacji. Zamykam oczy i po chwili odpływam.
***
- Nie!. - budzi mnie czyjś krzyk. Momentalnie siadam na łóżku i zaczynam nasłuchiwać. - Nie proszę! - krzyk należy do Harry'ego, jest bardzo głośny i intensywny. Nie mam pojęcia, co się dzieję. Wyskakuję z łóżka i podbiegam do drzwi, otwieram je i niemal przewracam się przez coś, co leży pod moimi drzwiami. Spoglądam na w dół i widzę Harry'ego, który kula się po całej podłodze i jest cały mokry do potu. Jego, czarny płaszcz chyba robił za poduszkę, ale teraz leży pognieciony obok niego. Harry tutaj spał, tylko dlaczego?
- Harry! - krzyczę, klękam obok niego i szarpię za ramię. - Harry! Obudź się. - biorę ręce na jego barki i próbuję go jakoś utrzymać w miejscu, niestety nie udaję mi się. - Harry! Proszę obudź się! - siadam na jego brzuchu okrakiem i zaczynam trząść jego ramionami. Utrzymanie się na jego wijącym się ciele to nie lada wyzwanie. Wszystkie jego mięśnie są napięte, a ciało jest tak mokre od potu, że moje ręce ślizgają się po jego ramionach. - Harry! - niemal piszczę.
- Nie! Nie rób tego! - jego ciało niemal zrzuca mnie na ziemie.
Biorę jego twarz w swoje dłonie i staram się utrzymać ją w miejscu, niestety jestem zbyt słaba. Jestem totalnie przerażona, przecież on może sobie coś zrobić.
Nie poddaję się i ponownie biorę jego twarz w swoje, drobne dłonie, a jedną z nich zaczynam lekko klepać go po nieposiniaczonym policzku.
- Harry! Obudź się do jasnej cholery! - krzyczę najgłośniej jak mogę i jednocześnie potrząsam jego głową mając nadzieję, że wreszcie się obudzi z tego, okropnego koszmaru.
Nagle chłopak otwiera oczy i momentalnie oplata moje ciało swoimi, silnymi ramionami mocno przytulając mnie do swojego, spoconego torsu. Zszokowana odwzajemniam uścisk obejmuje jego, szerokie plecy swoimi rękami. Cała, moja bluza przemoczona jest od potu chłopaka, z resztą cała jestem spocona przez usiłowanie utrzymania go w miejscu.
Jestem zmęczona i przerażona zaistniałą przed chwilą sytuacją, oraz czuję się dziwnie siedząc w takiej dziwnej pozycji i się z nim przytulając. Nogi Harry'ego są wyprostowane, a ja siedzę okrakiem na jego udach i staram się utrzymać ciało chłopaka w pionie. Harry wtula głowę w moją szyję co sprawia, że opieram swoją brodę o jego mokre i śliskie od potu ramie.
- Już dobrze. - szepczę, głaszcząc go ręką po plecach. Skoro przytulanie się ze mną, ma mu pomóc uspokoić się po tym koszmarze, to wytrzymam jego bliskość. Kolejny raz cała złość na niego ulatnia się z mojego serca i umysłu. Chcę mu pomóc, chociaż wiem jak to się skończy. Dlaczego ja muszę mieć takie, dobre serce?
Naglę ciężar chłopaka staje się nieco większy, co sprawia, że jego ciało niemal wyślizguje się z moich rąk.
- Harry musisz wstać z tej podłogi. - szepcze najdelikatniej jak mogę, starając się go utrzymać. Nie chcę go rozzłościć, czy sprawić, żeby spanikował.
Czuję się jakbym siedziała z małym chłopcem, który wybudził się z koszmaru i jest przerażony. Poniekąd tak jest, tylko, że to jest bardzo duży i silny chłopiec.
- Harry. Nie możesz tutaj spać. Chodź na kanapę. - klepie go po plecach. - Harry słyszysz? - odsuwam się od niego, żeby zobaczyć jego twarz. Widok ten mnie rozczula. Harry śpi, a jego głowa bezwładnie opada na moje ramie. Jest naprawdę zmęczony. - Harry obudź się. - biorę jego twarz w swoje dłonie i lekko klepię go po policzku. Chłopak otwiera swoje, zaspane oczy i patrzy na mnie. - Chodź na dół. Nie możesz tutaj zostać. - wydostaję się z ramion chłopaka i wstaję z jego ud, następnie łapię Harry'ego za ramię i pomagam mu wstać. Biorę jego zwinięty w kulkę płaszcz i jedną z świec postawionych na stoliku w korytarzu, kieruję się do schodów. Odwracam się do chłopaka, który kulejąc, podąża za mną. Wygląda na wykończonego.
Schodzę po schodach rozświetlając sobie drogę świecą.
Gdy jesteśmy w salonie stawiam świecę na stoliku i kładę ubrania chłopaka na fotel. Patrzę na paraliżującą ciemność panującą w salonie.
Postanawiam, że rozpalę w kominku, więc idę w jego stronę. Wyciągam zapalniczkę z kieszeni bluzy i otwieram małe, szklane drzwiczki kominka. Oświetlam wszystko do o koła i znajduję koszyk z kilkunastoma drewnami, biorę kilka z nich i wkładam do jego wnętrza. Podchodzę do stolika gdzie leży jakieś, stare czasopismo Pauli, wyrywam z niego kilka stron i wracam z powrotem próbować rozpalić ogień. Wrzucam tam papiery i podpalam. Kartki zaczynają płonąć i coraz bardziej przechodzić czarnym nalotem. Kiedy drewno przechodzi ogniem w salonie robi się jaśniej. Zamykam drzwiczki i wracam do Harry'ego, który leży na kanapie i patrzy w sufit.
- Chcesz się czegoś napić? - pytam patrząc na jego twarz, na której widzę drobne kropelki potu. Harry jest nadal wstrząśnięty, patrzenie na niego w takim stanie to, coś okropnego. Zastanawiam się co mu się takiego, strasznego śniło, że jest taki przerażony.
- Jak cholera. - cały czas patrzy w sufit. Biorę świece i idę z nią do kuchni, sięgam po całą butelkę niegazowanej wody, i wracam do salonu. Chłopak siedzi na kanapie i patrzy na światło świecy stojącej na stoliku. Mały płomień odbijający się w jego oczach sprawia wrażenie jakby jego oczy płonęły, w dobrym znaczeniu płonęły. Podaję mu wodę, a on błyskawicznie odkręca korek i wypija prawie pół butelki za jednym zamachem. Jestem nieco zaskoczona tym jak bardzo był spragniony.
Siadam w fotelu krzyżując nogi i przyglądam się wesołemu płomykowi, który powiewa na wszystkie strony pod wpływem naszych, głębokich oddechów. Spoglądam na Harry'ego, który leży z głową na poduszce i patrzy na mnie.
- Zostajesz? - pyta wyraźnie zdziwiony.
- Tak. - odpowiadam podpierając głowę o swoją rękę.
- Po co mnie obudziłaś? - podnosi głowę i podpiera na łokciu.
- Ciężko było cię nie obudzić. Wiesz co ty w ogóle...
- Doskonale wiem co robię podczas snów. - przerywa. Spogląda na kominek, który daje coraz większe światło, co mnie bardzo cieszy.
- Dlaczego spałeś pod drzwiami od mojego pokoju? - pytam po kilku minutach ciszy.
- Nie interesuj się. - odpowiada zirytowanym tonem.
Nie mam zamiaru już go męczyć tym pytaniem czy szantażować, mam już dosyć kłótni z nim.
Harry kładzie głowę na poduszce, po chwili jego oczy zamykają się.
***
Po kilku minutach obserwowania śpiącego Harry'ego opieram głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć.
- Nie musisz tu ze mną siedzieć. - otwieram oczy. Harry siedzi na kanapie i dziwnie ilustruje moją zmęczoną twarz. Myślałam, że śpi.
- Nie. Jest w porządku. - poprawiam się na fotelu. Może to nie najlepsze miejsce na spanie, ale jest wygodnie. - Jesteś wykończony, idź już spać. - mówię.
- I kto to kurwa mówi. - dogryza i kładzie się z powrotem na sofę. Z powrotem kładę głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć, nie zważając na palący moją twarz wzrok chłopaka.
Po jakimś czasie odpływam.
***
Budzą mnie ręce Harry'ego wpychające się pod moje plecy i kolana, po chwili czuję, że jestem w powietrzu. Wykończona, spoglądam na twarz chłopaka.
- Harry co...
- Nie będziesz spać na fotelu. - czuję, że chłopak niesie mnie po schodach. Od kiedy on decyduje za mnie gdzie mam spać? Próbuję się wyrwać, nie chcę, żeby mnie niósł. - Przestań się wiercić do kurwy nędzy. - mocniej przyciska mnie do swojego ciała. Wchodzi do mojego, pozbawionego światła pokoju i kieruje się do łóżka, następnie ostrożnie kładzie mnie na miękkim materacu.Wchodzę pod kołdrę, a Harry idzie w stronę pudła z świeczkami, bierze jedną i zapala, następnie stawia na szafce obok mojego łóżka, co jest bardzo miłe z jego strony. Wkładam rękę do kieszeni bluzy, zapalniczki nie ma, pewnie wyjął mi ją kiedy spałam.
Harry idzie w stronę drzwi.
Czuję się, źle z tym, że będzie spać sam na dole. Jeśli znowu przyśni mu się ten koszmar, boję się, że nie usłyszę go stamtąd.
- Harry. - chłopak odwraca się do mnie. - Jak chcesz możesz spać tutaj na kanapie. - proponuje. Wiem, że to nie najlepszy pomysł, ale nie mam serca zostawiać go samego na dole.
Widzę, że zastanawia się nad moją propozycją.
- Nie. - wychodzi z pokoju. Nie chce, to nie, zmuszać go nie będę.
Odwracam się plecami do drzwi i zamykam oczy, starając się nie myśleć o niczym innym, tylko o śnie. Słyszę, że ktoś wchodzi pokoju, spoglądam w tamtą stronę kontem oka i widzę jak Harry rozstawia świeczki po pokoju i je zapala. Po co on to robi?
Kiedy zapala ostatnią świeczkę podchodzi do kanapy i kładzie się na niej. Bierze koc leżący na oparciu sofy i przykrywa się nim.
- Myślałam, że nie chcesz tu spać. - odwracam się w jego stronę.
- Zmieniłem zdanie.
- Dlaczego?
- Daj mi spać. - odwraca się do mnie plecami, a ja do niego. - Kurwa. - słyszę, ze schodzi z kanapy. Czy on nie może w końcu po prostu położyć się i zasnąć?
Przekręcam lekko głowę w jego stronę i widzę, że Harry ściąga podartą bluzkę przez głowę, następnie odpina pasek i ściąga spodnie, które kładzie na podłodze. Jego ciało jest takie, niesamowicie umięśnione, że zapiera mi dech w piersiach. Może Harry jest zwykłym dupkiem, ale ciało ma nieziemskie.
Chłopak kładzie się na kanapie tyłem do mnie, na co kładę głowę na poduszkę.
***
Skrzypienie kanapy doprowadza mnie do szału, przez dobre kilka minut Harry non stop rusza się na niej i nie daje mi nawet w spokoju pomyśleć już nie mówiąc o spaniu. Biorę głęboki oddech.
- Czy możesz przestać ruszać się na tej kanapie? - mój ton jest podirytowany. Przekręcam się na plecy i spoglądam na niego kontem oka.
- To nie moja wina, że masz kurewsko nie wygodną kanapę. - warczy i znowu poprawia się na meblu, który doprowadza mnie swoim skrzypieniem do szału.
- Harry. - przekręcam się na drugi bok i spoglądam na chłopaka, który leży na kanapie w bardzo dziwnej pozycji, aż śmiesznej. - Jak chcesz, możesz spać na moim łóżku. - wyduszam sama nie wierząc w to co mówię, ale mam dosyć tej, skrzypiącej kanapy, z resztą on chyba też.
- Mówisz poważnie? - siada na kanapie i spogląda na mnie z niedowierzaniem. Kiwam twierdząco głową, a on wstaje z kanapy i okrąża łóżko kładąc się po drugiej stronie i przykrywając kołdrą.
To dziwne uczucie wiedzieć, że śpi się z kimś w łóżku, zwłaszcza takim kimś jak Harry. Sama nie wierzę, że się zgodziłam, ale lepsze to niż skrzypiąca kanapa.
Po kilku minutach Harry chyba śpi, a ja jestem ledwo przytomna prawie śpię ale jednak mam takie przeczucie, że nie powinnam jeszcze spać. Czuję, że łóżko się rusza co oznacza, że Harry zmienia pozycję, w której leży.
- Aga. - szepcze. Postanawiam się nie odezwać i udawać, że śpię. Jednak moje przeczucie mnie nie zawiodło.
Czuję, że Harry bardziej się do mnie przysuwa, co przyprawia mnie o dreszcze. Co on zamierza zrobić?
- Śpisz? - zamykam oczy i staram się oddychać równomiernie, co nie jest wcale takie łatwe. Jeszcze bardziej się przysuwa, po chwili czuję jak wkłada rękę pod kołdrę, następnie delikatnie obejmuje mnie pod moimi piersiami i jeszcze bardziej przysuwa swoje ciało do mojego.
Jestem przerażona. Co on robi do jasnej cholery?
Czuję jak umięśniona klatka piersiowa Harry'ego unosi się i opada na moich plecach, jego oddech jest taki głęboki, że pod jego wpływem, całe moje ciało się rusza. Harry odgarnia moje włosy, które opadły mi na twarz i wkłada za ucho. Jego wzrok wypala dziurę w mojej twarzy.
- Dziękuję. - cicho szepcze do mojego ucha. Przybliża swoją twarz do mojej szyi i składa na niej delikatny pocałunek, po którym czuję ucisk w moim brzuchu.
Kładzie swoją głowę na poduszkę tuż obok mojej głowy i mocniej ściska moją klatkę piersiową, bardziej się przybliżając.
Co to ma znaczyć? Nie rozumiem co ma oznaczać jego postępowanie, wręcz jestem tym zdziwiona i sparaliżowana. Nie zamierzam mu robić za to awantury czy wyrywać się z jego uścisku, mam dość kłócenia się z nim, poza tym nie chcę, żeby się wkurzył.
Słyszę jak Harry cicho chrapie, jego oddech na moim karku przyprawia mnie o dreszcze.
Ciężko mi to przyznać nawet sobie, ale czuję się... dobrze tak leżąc z jego, silnymi ramionami oplecionymi wokół mojego ciała, powiedziałabym, że to nawet przyjemne uczucie.
Po kilku minutach odpływam w krainę snów.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :). Do następnego <3
Jeśli przeczytałeś/ łaś skomentuj to dla ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy. Z góry dziękuję :) <3.
11.10.2015
Rozdział 7
*Oczami Agaty*
Budzę się z potwornym bólem głowy, siadam na łóżku i zaczynam masować swoje skronie.
To pewnie przez te wczorajsze ,,wrażenia''. Jak tylko pomyślę o tych zdarzeniach z Harry'm robi mi się nie dobrze i głowa boli mnie coraz bardziej. Postaram się o tym nie myśleć, przynajmniej do czasu, kiedy głowa nie przestanie mnie boleć.
Wyskakuje z łóżka i sprawdzam, która godzina na moim telefonie, 9.09. Wychodzę z pokoju i idę do kuchni wziąć coś na ból głowy. Otwieram szafkę i szukam czegoś co mogłoby mi pomóc, w końcu znajduję tabletki przeciwbólowe. Biorę jedną z nich i wsadzam do buzi, następnie wlewam wodę do szklanki i popijam lekarstwo, przy okazji biorę też moją tabletkę na tarczycę.
Wracam do swojego pokoju, podchodzę do szafy i wyciągam z niej szarą bluzę z kapturem, czarne dresy i bieliznę na zmianę.
Wychodzę z pokoju i idę do łazienki, muszę wziąć prysznic, bo nie kąpałam się wczoraj i czuję się nie świeżo.
Wchodzę pod silny strumień, gorącej wody, która odpręża moje, napięte mięśnie. Potrzebowałam tego. Opieram czoło o szklaną szybę i zamykam oczy, relaksując się gorącym strumieniem, obijającym się na moich plecach
Nadal do mnie nie dociera to, co zaszło pomiędzy nami kilka godzin temu.
Ale przeprosił mnie za to co zrobił, a tego się po nim nie spodziewałam.
Dotykam miejsca na szyi, które było owiewane gorącym oddechem Harry'ego. Kiedy tylko sobie o tym przypominam, moje ciało przechodzą dreszcze.
Oglądam swoje nadgarstki, na których nie widać żadnych śladów trzymania ich silną dłonią chłopaka.
Ten człowiek doprowadza mnie po prostu do szału. Maltretuje mnie spojrzeniem, wydziera się na mnie jak wariat, przypiera mnie do ściany i pozbawia możliwości ruchu. Za kogo on się w ogóle ma? Głośno wypuszczam powietrze z moich ust w geście podirytowania.
Zakręcam wodę, wychodzę z pod prysznica i szczelnie owijam swoje ciało miękkim, białym ręcznikiem, włosy też owijam ręcznikiem i zawijam w turban.
Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i przeglądam się w nim. Nie wyglądam tak źle jak sądziłam. Moje policzki są lekko zaróżowione, usta suche, a oczy lekko podkrążone. Ubieram się w przygotowane wcześniej ciuchy i wracam do pokoju. Podchodzę do szafki i sięgam po telefon, sprawdzam, która godzina, 9.27. Postanawiam zobaczyć czy Paula jest w domu, nie dzwoniła do mnie ani nie pisała, że wraca, co wydaje mi się dziwne. Wychodzę z mojej samotni i udaję się do pokoju Pauli, uchylam drzwi i wsadzam głowę do pokoju.
Jestem co najmniej zaskoczona widokiem przede mną. Na łóżku znajdują się wtuleni w siebie Paula i Matt. Chłopak leży na plecach z ramionami zaciśniętymi na talii dziewczyny, a Paula ma głowę wtuloną w jego szyję i jedną nogę położoną na jego udzie. Wyglądają razem cudownie, mam szczerą nadzieję, że będą razem, bardzo do siebie pasują. i oboje coś czują do siebie. Zamykam drzwi od pomieszczenia, następnie schodzę na dół i idę do kuchni.
Postanawiam, że zrobię sobie kawę, przyda mi się trochę kofeiny, jestem bardzo ospała. Wyciągam mój ulubiony kubek z zmywarki, sypie do niego dwie łyżki kawy i gotuję wodę w czajniku elektrycznym. Gdy woda jest zagotowana, zalewam nią kawę, dolewam mleka i dosypuję łyżkę cukru. Siadam przy stole z świeżo zaparzoną kawą i trochę upijam.
Jestem zła na Louis'a, że zostawił mnie w swoim mieszkaniu, mógł mnie przynajmniej obudzić i powiedzieć, że jedzie do swojej siostry. Z jednej strony rozumiem jego postępowanie, ale z drugiej jestem na niego strasznie zła. Lecz znając mnie, moja złość szybko przejdzie, taka już jestem, nie umiem się długo gniewać. Nagle, kubek wyślizguje mi się z dłoni i cała kawa rozlewa się na mojej bluzie, po chwili czuję gorący napój, rozprzestrzeniający się po moich piersiach i brzuchu. Szybko zrywam się z miejsca i oglądam swoją bluzę z wielką, brązową plamą po kawie. Po prostu świetnie, to jedna z moich lepszych bluz i nie wiadomo, czy się spierze. Szybko idę do pokoju rozbieram bluzę i podchodzę do mojej szafy, wyciągam z niej czarny sweter i już mam go zakładać kiedy, kątem oka zauważam jakiś, czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy. Okno samochodu jest otwarte, wytężam wzrok i próbuję zobaczyć kto siedzi za kierownicą, ten ktoś wychyla lekko głowę przez okno i teraz dopiero mogę zobaczyć, że to Harry. Patrzy się na mnie wzrokiem, jakiego jeszcze u niego nie widziałam. Orientuje się, że stoję przed oknem w staniku, momentalnie zakrywam się swetrem. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia. Harry chowa głowę z powrotem do samochodu, zamyka okno i rusza, chwilę później widzę jak znika za zakrętem.
Zakładam na siebie sweter i speszona siadam na łóżku. Teraz już na pewno nigdy mu się nie pokażę na oczy. Jeszcze tego brakowało, żeby zobaczył mnie w staniku. Mam go już po dziurki w nosie. Co on w ogóle robił pod moim domem, po co przyjechał? Nie rozumiem tego, dlaczego on mnie śledzi do jasnej cholery? Czy on nie może dać mi spokoju?
Słyszę jak mój telefon brzęczy, wstaję z łóżka, podchodzę do szafki i biorę telefon do ręki. Dzwoni do mnie mój tata, szybko odbieram i przykładam telefon do ucha.
- Cześć tato. - staram się, żeby mój głos był jak najbardziej normalny.
- Hej Aga. Jak ci się mieszka w nowym domu? - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi frontowych, a następnie szczekanie psów. Najwyraźniej tata wychodzi z domu.
- Jest w porządku. - siadam na podłodze i opieram się o ścianę plecami. - Tęsknie za wami.
- My za tobą też. - zamyka drzwi od samochodu.
- Gdzie jedziesz?
- Muszę załatwić parę spraw na mieście. - odpala samochód.
Mój tata zawsze rozmawia przez telefon, podczas jazdy samochodem. Wiele razy go upominałam, że to nieodpowiedzialne, ale nigdy mnie nie słuchał.
- Rozumiem. - zaczynam bawić się kosmykiem swoich włosów. - Przepraszam, że długo nie dzwoniłam, ale jakoś nie miałam czasu. - mówię szczerze.
- Nie tłumacz się, rozumiem, że musiałaś się przyzwyczaić do nowego miejsca. - słyszę jak jedzie samochodem po naszej, kamienistej drodze.
- To nie jest wytłumaczenie. - głęboko wzdycham.
Czuję się źle z tym, że przez te kilka dni nie miałam kontaktów z moją rodziną. To, że musiałam przyzwyczaić się do nowego miejsca to dla mnie żadna obrona.
- Mniejsza z tym. - mówi. - Poznałaś już kogoś? Masz jakichś kolegów? - pyta z nadzieją w głosie.
A żebyś wiedział mój, drogi tato.
- Tak. Jest taki Matt, taksówkarz. Poznałam go z Paulą jak przywoził nas z lotniska tutaj. Między Paulą, a nim coś iskrzy. - jestem szczera z moim tatą, zawsze mówiłam mu to co mam na myśli.
- Już widzę reakcję taty Pauli na te słowa. - zaczyna chichotać. Wstaję z podłogi i zaczynam chodzić po pokoju.
- Wczoraj byłam na imprezie. - wyduszam to z siebie. Nie chcę ukrywać przed nim takich rzeczy.
- Na imprezie?! Ty? - tata jest zdziwiony. Wiem, że to dla niego szok, że ja poszłam na imprezę. Dobrze wie, że to nie moje klimaty, i że nigdy na żadnej nie byłam, no może raz.
- Tak wiem, że to trudne do uwierzenia. Paula mnie wyciągnęła i było nawet w porządku. - przyznaję. Było w porządku, oprócz pewnego incydentu na kanapie.
- Nie wiem czy mam się cieszyć. - żartuje. Oboje zaczynamy się śmiać.
- Poznałam tam takiego Louis'a, jest naprawdę fajnym chłopakiem. - siadam na łóżku.
Postanawiam nie mówić mu o Harry'm czy Joseph'ie.
- Na razie sami faceci. Mam zacząć się martwić? - próbuje zażartować, ale ja słyszę lekkie zdenerwowanie w jego głosie.
- Nie masz czym. Na razie nie chcę być z nikim w związku. - zapewniam tatę.
To prawda, na chwilę obecną nie jestem gotowa na związek, nie czuję się jeszcze gotowa, na coś większego niż przyjaźń, mimo, że mam już dwadzieścia lat.
- Skoro tak twierdzisz. - słychać ulgę w jego głosie. - Słuchaj kochanie, ja muszę kończyć. Zadzwoń do mnie później.
- Dobrze. - mówię.
- Pa skarbie. - rozłącza się, zanim zdążam się z nim pożegnać. Podłączam telefon do ładowarki i odkładam na szafkę.
Tęsknie za swoją rodziną, muszę jeszcze dzisiaj zadzwonić do mamy. Mimo, że jestem już dorosła to czuję się jakbym miała co najmniej dwanaście lat. Jak jechałam na jakąś wycieczkę, lub na jakiś obóz rodzice też do mnie wydzwaniali, ale tym razem nie wrócę do nich za tydzień. Rozumiem ich zmartwienie i zaniepokojenia, przecież jestem setki kilometrów od nich, ale muszą się przyzwyczaić do tego, że teraz mieszkam tutaj, a nie z nimi. Mi też nie jest łatwo, ale muszę jakoś dać sobie radę. Będę do nich dzwonić co dwa/trzy dni przynajmniej przez jakiś czas, potrzebują tego tak samo jak ja, musimy się z tym jakoś oswoić.
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę Paule.
- Już jesteś? - dziewczyna podchodzi do mnie i przytula.
- A czemu miałoby mnie nie być? - jestem zdziwiona jej spokojną reakcją.
- Bo spałaś u Louis'a. Miał cię przywieźć, jak tylko się obudzisz. - nic z tego nie rozumiem.
- Skąd wiesz, że tam zasnęłam?
- Dzwoniłam do ciebie jak już chcieliśmy jechać, ale odebrał Louis i powiedział, że śpisz i, że odwiezie cię jak tylko się obudzisz. - odsuwa się ode mnie i spogląda na moją zmieszaną twarz.
To dlatego nie miałam nieodebranych połączeń, Louis odebrał telefon. Moja złość na niego rośnie jeszcze bardziej.
- Nie mówił ci o tym?
- Nie, nie mówił. - postanawiam nie mówić co się na prawdę stało, Paula chyba dostałaby zawału.
- Matt robi jajecznice, może też masz ochotę? - siada obok mnie na łóżku.
Widzę, że chce mi coś powiedzieć, zawsze się tak zachowuje jak chce się wygadać.
- Gadaj. - dziewczyna wie o co mi chodzi, bierze głęboki oddech.
- Spałam z Matt'em. Raczej zasnęłam z nim w łóżku. - mocno zaciska powieki, czekając na moją reakcję. Paula chyba nie zdaje sobie sprawy, że ich widziałam.
- Wiem, widziałam was. - spogląda na mnie z zdziwieniem.
- Jak to?
- Weszłam do twojego pokoju, żeby zobaczyć, czy jesteś w domu, i widziałam was wtulonych na łóżku. - oznajmiam. - Wyglądaliście słodko. - dodaję z uśmiechem.
- Naprawdę? - kiwam głową. - Nie jestem pewna, ale Matt chyba myślał wtedy, że śpię. - patrzy się na ścianę za mną. - Gładził mnie po włosach i pocałował w czoło. A potem powiedział coś czego nie zrozumiałam. - spogląda mi w oczy. Jej twarz jest tak jakby bardziej rozpromieniona, szczęśliwsza, co mnie bardzo cieszy. - Myślę że coś do niego czuję. Nie przestaję o nim myśleć, zawrócił mi totalnie w głowie. - uśmiecha się.
- Jak to się stało, że spaliście razem? - pytam.
- Sama go o to poprosiłam. On miał spać na podłodze, a ja czułabym się wtedy okropnie. Położył się obok mnie, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej, on mnie objął w talii i tak jakoś zasnęliśmy. - wzrusza ramionami. - Cieszę się, że tak wyszło. To było wspaniałe uczucie. Matt jest po prostu cudowny. - piszczy.
Cieszę się szczęściem Pauliny, Matt to świetny chłopak.
- Dobra chodźmy już na to śniadanie. - schodzę z łóżka, podchodzę do drzwi je otwieram. - Idziesz? - odwracam się do Pauli.
Dziewczyna siedzi na łóżku z spuszczoną głową, szerokim uśmiechem na twarzy i bawi się palcami od rąk.
- Paula co ci jest? - podchodzę do niej i z powrotem siadam na łóżku obok niej.
- Po prostu jestem szczęśliwa. - odwraca głowę w moją stronę i spogląda mi w oczy, widzę w nich iskierki radości.
Przysuwam się do mojej przyjaciółki i mocno przytulam.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - klepię Paulę po plecach a ona wtula swoją głowę w moją szyję.
- Ja też. - mówi w moje wilgotne włosy. - A kiedy ty będziesz? Ja też chcę cieszyć się twoim szczęściem. - odsuwa się ode mnie i spogląda mi w oczy.
- Ja jestem szczęśliwa. - mówię nie do końca wierząc w to co mówię.
Czuję, że czegoś brakuję w moim, życiu, ale sama nie wiem czego.
- Obie wiemy, że to nie do końca prawda. - klepie mnie po policzku i wstaje z łóżka. - Idziemy, bo nam jajecznica wystygnie. - idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wstaję z łóżka i idę za Paulą, zamykając za sobą drzwi.
Jestem wdzięczna Pauli, że nie ciągnęła tego tematu dalej. Doskonale wie, że nie cierpię rozmawiać o swoim życiu i wie kiedy przerwać, żeby mnie nie zdołować lub popędzić w godzinne zamyślenia. Ale znając mnie i tak będę o tym myśleć puki nie wyciągnę z tego wniosków.
Wchodzimy do kuchni, gdzie Matt robi śniadanie, spoglądam na stolik i widzę trzy talerze z jajecznicą. Matt podchodzi do stołu i kładzie na talerzach po dwa tosty z masłem. Wygląda to bardzo apetycznie.
- Hej Matt. - uśmiecham się do niego, a on odwraca swoją głowę i spogląda na mnie.
- Tak myślałem, że już jesteś. - podchodzi do mnie i mocno przytula na przywitanie.
- Właśnie widzę. - wskazuję ręką na trzy talerze z jedzeniem. Odrywamy się z uścisku, następnie siadamy do stołu.
- To jest pyszne. - mówi Paula z pełną buzią. - Matt jesteś wspaniały. - spoglądam na Matta, który patrzy na Paulę z rozbawianiem.
Wiem, że pochlebiają mu takie miłe komentarze, a zwłaszcza od tej żarłocznej blondynki.
Kiedy kończymy jeść, wkładamy naczynia do zmywarki i idziemy do swoich pokoi. Podchodzę do szafki, biorę telefon do ręki i sprawdzam, która godzina, 11.28. Podchodzę do mojej komody otwieram jedną z szuflad i wyciągam z niej moją teczkę z rysunkami. Biorę koc z mojego łóżka, owijam się nim i podchodzę do okna. Siadam na parapecie i przyglądam się widokom za nim. Na szczęście nie nigdzie nie widzę czarnego samochodu, który oznaczałby, że Harry znowu mnie obserwuje. Czuję ulgę.
Otwieram teczkę i zaczynam oglądać każdy z nich. Pierwszym z rysunków jet Harry, nie zamierzam go wyrzucić, ponieważ jestem bardzo z niego zadowolona. Następne rysunki, to praktycznie zwierzęta, ludzie, wytwory z mojej wyobraźni, pełno czaszek i mrocznych rzeczy. Z każdym z tych rysunków jestem związana emocjonalnie, bo każdy z nich przedstawia emocję, którą czułam rysując. Ale nie wiem co czułam kiedy rysowałam Harry'ego. Strach? Zdziwienie? Zaciekawianie? Może każde z nich?
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, kątem oka widzę, że to Paula.
- Co robisz? - podchodzi do mnie i siada na parapecie przede mną.
- Przeglądałam swoje rysunki. - chowam wszystko z powrotem do teczki i zamykam ją. - Matt już pojechał? - kładę teczkę na podłodze.
- Przebrać się, ale przyjedzie z powrotem za dwie godziny. - dziewczyna uśmiecha się do mnie. - Zaprosił mnie na randkę. - jej policzki stają się różowe. - Nie wiem gdzie, powiedział, że to niespodzianka. - przysuwa się do mnie i kładzie głowę na moim ramieniu, przykrywam jej ramiona i plecy kocem.
Wiedziałam, że w końcu ją zaprosi, więc nie jestem w jakimś szoku, cieszę się z tego.
- Wierz w czym jest problem? - to pytanie zabrzmiało bardzo poważnie. - Że nie wiem w co mam się ubrać. - z moich płuc wydostaje się oddech ulgi.
- Nie strasz mnie tak. - szturcham ją, a Paula zaczyna się śmiać.
- Dobrze już więcej nie będę. - wstaje z parapetu. - Chodź, pomożesz mi wybrać co mam włożyć. - bierze moją rękę i ciągnie w swoją stronę, co sprawia, że jestem zmuszona wstać.
- Żartujesz? Przecież wiesz, że kompletnie się na tym nie znam. - marudzę.
Nie mam teraz najmniejszej ochoty na patrzenie jak Paula przebiera się dziesięć razy na minutę.
- Zrób to dla mnie. Zawsze marzyłam, żeby moja, najlepsza przyjaciółka pomogła mi wybrać w co mam się ubrać na pierwszą randkę. - próbuje mnie przekonać.
- Dobrze, zrobię to dla ciebie. - Paula wydaje z siebie szczęśliwy pisk i zaczyna biec do swojego pokoju ze mną za rękę.
Wbiegam z nią do pomieszczenia i zamykam drzwi, dziewczyna podchodzi do ogromnej szafy i otwiera ją. Moje oczy rozszerzają się na widok posegregowanej kolorami, ogromnej ilości sukienek.
- Ty jesteś chora. - podchodzę do szafy i zaczynam przebierać w sukienkach, jest tu ich co najmniej siedemdziesiąt. Poukładane są kolorami, od ciemnych do jasnych, ma nawet sporo czarnych. O większości tych sukienek nie miałam bladego pojęcia. Ciekawe czy każdą z nich miała chociaż raz na sobie.
- Było ich więcej, przed wyjazdem pozbyłam się niektórych. - wyciąga śliczną, miętową sukienkę i przykłada do swojego ciała.
- Paula ja nie mam pojęcia jak mam ci pomóc. Tego jest mnóstwo. - zrezygnowana siadam na łóżku i przyglądam się ogromnej ilości sukienek.
Nie rozumiem, jak można mieć tyle ubrań co ona, a to jeszcze nie wszystko, bo to tylko sukienki, jedna, wielka szafa sukienek.
- Ale ja już wiem co włożę. - uśmiecha się szeroko i podchodzi do innej szafy, wyciąga z niej spore pudełko. Podchodzi do łóżka, kładzie pudełko obok mnie i je otwiera, wyciąga z niego czarny pokrowiec na zamek zapewne z sukienką w środku. - Kupiłam ją dosyć dawno. Kiedy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że założę ją na jakąś wyjątkową okazję jak randka, z wspaniałym chłopakiem jak Matt. I wreszcie ją założę, nawet nie wiesz ile na to czekałam. - rozpina srebrny suwak pokrowca i wyjmuje najpiękniejszą sukienkę jaką w życiu widziałam. Wiem, że nie przepadam za sukienkami, ale ta akurat jest wyjątkowa, sama bym nawet taką założyła. Z wrażenia kładę swoją rękę na ustach. - I jak? Podoba ci się? - pyta z nadzieją w oczach.
- Jest przepiękna, idealna. Musiała kosztować fortunę. - mówię i łapię za jedną z falbanek.
- W cale nie była taka droga. - wzrusza ramionami.
Góra sukienki jest jasno kremowa z srebrno białymi wzorkami, przypominające gałązki i małymi kryształkami. W talii znajduję się cienki kremowy pasek z małą, srebrną kokardką na środku. Dół ubrania rozszerza się na dole i jest pokryty pięknie ułożonymi, drobnymi falbankami koloru jasnego beżu. - Ubiorę ją. - Paula rozbiera się do samej bielizny.
Nie dziwi mnie to, bo dziewczyna często się przy mnie przebiera, więc nie jest to dla mnie jakaś nowość. Dziwi mnie tylko jedna rzecz, że Paula nie wstydzi się być przy mnie w samej bieliźnie, ja nigdy nie mogłabym się jej pokazać w majtkach i staniku.
Dziewczyna wciąga sukienkę na swoje, szczupłe ciało i odwraca się do mnie plecami.
- Zapniesz? - pyta przerzucając swoje blond włosy na bok.
- Jasne. - wstaję z łóżka i zapinam mały zamek na plecach dziewczyny. Paula odwraca się do mnie przodem.
- Jak wyglądam? - okręca się powoli wokół własnej osi.
- Pięknie. - uśmiecham się do niej. Podchodzi do swojego, dużego lustra i się w nim przegląda.
- Dobrze, że przed wczoraj ogoliłam nogi. - zaczynamy się śmiać. - A co jeśli to nie jest odpowiedni strój, może chce zabrać mnie na jakiś spacer do lasu, albo po parku. A może zabierze mnie do jakiejś knajpy. - dziewczyna zaczyna panikować w nieodpowiedniej chwili.
- Nie sądzę. Przecież Matt wie, że nie lubisz takich miejsc czy spacerów. I na pewno domyśla, się że ładnie się ubierzesz. - próbuję ją uspokoić. - Poza tym myślę, że Matt też nie lubi jakiś obskurnych miejsc, czy lasów.
- Przepraszam. Masz rację, nie potrzebnie panikuję. - wzdycha. - Pomożesz mi z włosami? - patrzy na moje odbicie psimi oczami.
- Paula, ale ja nie potrafię...
- To czas się nauczyć. - podchodzi do swojej toaletki i siada na małym krześle, które znajduje się centralnie przed nią. - No chodź. - staję za moją przyjaciółką i łapię kosmyk jej włosów, Paula ma długie włosy, które sięgają jej prawie do pasa
- Co chcesz z nimi zrobić? - pytam patrząc na jej odbicie w lustrze.
- Chce mieć fale. - zamyka oczy i czeka aż zrobię coś z jej włosami.
Biorę lokówkę, która jest szersza na dole, a węższa u góry, podłączam ją do kontaktu i czekam aż się nagrzeje. Moja siostra ma taką, kiedyś nawet kręciłam jej włosy na jakąś imprezę.
Biorę jedno pasmo jej włosów i nawijam na urządzenie, czekam chwilę i puszczam. Długie, pofalowane pasmo włosów swobodnie opada na jej plecy.
***
Po jakiś czterdziestu minutach, blond włosy są już pofalowane i teraz muszę się zabrać za ich układanie.
Trochę tapiruję jej włosy przy skórze głowy, żeby się lekko podniosły. Sięgam po srebrną spinkę w kształcie kokardki pasującą do jej paska, biorę kilka pasm włosów, opadających jej na twarz i przypinam wybraną wcześniej spinką z lewej strony jej głowy.
Podoba mi się efekt jaki uzyskałam, chyba jednak nie jestem taka do niczego jeśli chodzi o układanie włosów.
- Możesz zobaczyć. - mówię.
Paula przez ten cały czas miała zamknięte oczy. Dziewczyna momentalnie otwiera swoje powieki i szeroko się uśmiecha do mojego odbicia w lustrze.
- Jednak coś tam potrafisz. - ogląda swoją głowę z każdej strony. - Jeszcze makijaż. - mówi.
O nie, tego już za wiele.
- Nie ma mowy! Na to się nie piszę. - kręcę przecząco głową i wycofuje się.
Ledwo daje radę sobie robić makijaż, a co dopiero komuś.
- Nie bój się. Na takie katorgi cię nie skarze. - wywraca oczami. - Możesz zejść na dół i czekać na Matt'a? Wątpię żebym wyrobiła się do jego powrotu. - zaczyna nakładać podkład na swoją twarz pędzelkiem.
- Dobrze. - wychodzę z pokoju, idę na dół i siadam na kanapie.
Matt planuje chyba jakąś dłuższą randkę, skoro zaprasza Paulę tak wcześnie.
Chcę, żeby była szczęśliwa, i wiem, że Matt może jej to szczęście dać.
Włączam telewizor i zaczynam skakać po kanałach, szukając czegoś ciekawego. W końcu znajduję jakiś Angielski kryminał.
Moja babcia uwielbia kryminały, czyta książki i ogląda seriale kryminalne. Na samą myśl o mojej babci uśmiecham się sama do siebie. Muszę kiedyś poprosić kogoś z mojej rodziny, żeby dał jej telefon, chcę z nią porozmawiać.
Po około dziesięciu minutach, słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się z kanapy i szybkim krokiem idę do drzwi, otwieram je, a moim oczom ukazuje się Matt z wielkim bukietem czerwonych róż. Jest ubrany w czarne rurki, białą koszule i czarną marynarkę, włosy są postawione na żel.
- Hej. - przytula mnie, a ja odwzajemniam uścisk.
- Paula się jeszcze szykuję. - otwieram szeroko drzwi i wpuszczam chłopaka do środka. Idziemy do salonu i siadamy na kanapie. - Mogę wiedzieć gdzie chcesz zabrać moją przyjaciółkę? - próbuję brzmieć poważnie, co rozbawia chłopaka, bo zaczyna chichotać, a ja z nim.
- To niespodzianka. - mówi i wącha bukiet.
- Wiesz jaka jest Paula, i tak mi o wszystkim powie. - krzyżuję nogi na kanapie. Jestem ciekawa gdzie ją zabiera, może mu coś doradzę. Chłopak myśli przez chwilę i bierze głęboki oddech.
- Najpierw zabiorę ją na obiad do ekskluzywnej restauracji na statku, jest tam parkiet więc będzie można potańczyć. A wieczorem pójdziemy do mnie na kolację, poprosiłem moją siostrę, żeby wszystko przygotowała. Jest dekoratorką wnętrz więc wszystko powinno wypaść świetnie. - uśmiecha się.
- Ten statek to świetny pomysł, ale jakim sensie zabierasz ją do siebie? - podnoszę jedną brew.
Może jestem przewrażliwiona, ale ta jego wypowiedź była dwuznaczna.
- Spokojnie. Nie mam tego o czym myślisz w planach. - macha rękami i obronnym geście. - Nie zrobię nic na co nie będzie miała ochoty, lub jeśli nie będzie gotowa. O to się nie musisz martwić. Nie jestem taki. - mówi przekonująco.
Wiem, że Matt nie zrobiłby Pauli krzywdy, i nie zrobiłby niczego co mogłoby się nie spodobać mojej przyjaciółce. Chciałam tylko odpędzić te złe myśli z mojej głowy i się upewnić na wszelki wypadek.
- Wiem, że taki nie jesteś. - uśmiecham się do niego pocieszająco.
Słyszę stukanie szpilek Pauli na schodach. Matt zrywa się z kanapy i ustawia pod schodami czekając, aż Paula zejdzie na dół. Staję za nim i przyglądam się jak dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy patrzy się to na Matt'a to na mnie. Kiedy jest już na samym dole, przytula się do Matt'a.
Paula zrobiła sobie lekki makijaż, który składa się z jasno brązowego cienia w zewnętrznym kąciku oka, mocno wytuszowanych rzęs i cienkich kresek eyelinerem na górnej powiece. Na ustach ma kremową, matową szminkę, która niemal zlewa się z jej cerą. Na nogi założyła czarne, zamszowe szpilki na bardzo wysokim obcasie, na sukienkę ma ubrany kremowy, zamszowy płaszcz sięgający jej do kolan.
Paula wygląda pięknie jak zawsze.
- Wyglądasz cudownie. - mówi Matt i podaje dziewczynie bukiet róż.
- Dziękuję. - całuje blondyna w policzek.
Po minie Matt'a mogę stwierdzić, że jest wniebowzięty, spodobał mu się gest Pauliny.
- Aga my już musimy lecieć, bo się spóźnimy. - Matt spogląda na zegarek w telefonie.
- Bawcie się dobrze. - uśmiecham się i mam zamiar wchodzić na schody ale słyszę chrząknięcie Pauli.
- A pożegnać się ze mną to co? - mówi oburzona.
Podchodzę do niej i mocno przytulam.
- Trzymaj za nas kciuki. - dziewczyna szepcze mi do ucha tak cicho, że tylko ja jestem w stanie to usłyszeć.
- Będę. - odpowiadam szeptem.
Odrywamy się z uścisku i ponownie chcę wchodzić na schody, ale zatrzymuje mnie czyjaś ręka na moim nadgarstku.
- A ja to co? - wywracam oczami, podchodzę do niego i przytulam.
Mam nadzieję, że Paula nie ma nic przeciwko temu, że tak dobrze dogaduję się z Matt'em. Doskonale wiem jaka potrafi być zazdrosna. Muszę z nią o tym porozmawiać jak wrócą.
Odrywamy się z uścisku.
- Dobrze, to my już lecimy. - mówi Matt, łapie Paulę za rękę i kierują się do drzwi. Chłopak je otwiera i wychodzą na zewnątrz.
- Jeszcze raz, bawcie się dobrze. - Paula odwraca głowę w moją stronę.
Posyłam jej pełen wsparcia uśmiech, widząc jak bardzo jest zestresowana, ale nie dziwię się jej.
Chwilę potem, patrzę jak para odjeżdża czarnym, lśniącym samochodem, który Matt musiał wypożyczyć. To niesamowite jak ten chłopak zaangażował się w randkę z Paulą, nawet wypożyczył samochód, żeby nie musieć jechać taksówką. Też chciałabym kiedyś mieć takiego mężczyznę.
Podchodzę do drzwi frontowych i je zamykam, następnie idę do swojego pokoju biorę z niego telefon, koc i pudełko z filmami i idę z powrotem na dół.
Dzisiejszy dzień mam zamiar poświęcić na oglądaniu filmów. Nie mam dzisiaj nic ciekawego do roboty, więc mogę się zrelaksować przed telewizorem.
Kładę wszystkie rzeczy na kanapie i idę do kuchni, gdzie biorę paczkę popcornu i chipsów z szafki oraz dwie puszki pepsi, po czym wracam z powrotem na kanapę. Biorę pudełko z filmami i zaczynam przebierać w płytach. Wybieram moje dwa ulubione horrory i komedię. To są moje dwa ulubione gatunki filmowe. Jak byłam młodsza kochałam oglądać filmy praktycznie wszystkie sobotnie wieczory spędzałam na oglądaniu filmów i jedzeniu popcornu. Nie miałam znajomych, więc tak spędzałam wolny czas.
Podchodzę do odtwarzacza DVD, wsadzam tam płytę z horrorem i wracam z powrotem na kanapę. Okrywam się kocem otwieram popcorn i pepsi, następnie zaczynam oglądać film, jest to ,,Martwa cisza'' jeden z najstraszniejszych horrorów jakie kiedykolwiek oglądałam, a oglądałam ich naprawdę sporo. Polecam każdemu kto lubi się bać.
***
Dwie godziny później film się kończy.
Mimo, że ten horror oglądałam już kilka razy, zawsze boję się tak samo, dlatego tak bardzo go lubię. Sprawdzam, która godzina, 16.26. Ciekawe kiedy Paula wróci, nie chcę zostawać sama w tym domu, nie lubię zostawać sama, nigdy nie lubiłam.
Schodzę z kanapy i idę do łazienki by załatwić swoje potrzeby. Wychodzę z toalety i wchodzę do swojego pokoju by podłączyć telefon do ładowarki, przez niecałe dwie godziny wyładowała mi się do czterdziestu trzech procent, chyba czas na nowy telefon.
W pomieszczeniu jest strasznie duszno i gorąco, więc podchodzę do okna i lekko je uchylam. Muszę wywietrzyć w pokoju, ponieważ później trudno mi będzie zasnąć.
Wychodzę z pomieszczenia i idę z powrotem na dół, pochodzę do DVD i wkładam następną płytę z horrorem. Owijam się kocem, siadam na kanapie i czekam, aż film się zacznie.
***
Trzy godziny później film się kończy, a paczki i puszki leżą puste na stoliku. Postanawiam, że kończę swój pięciogodzinny seans i pójdę się umyć, a następnie położyć. Od połowy filmu powstrzymywałam się przed zamknięciem oczu, żeby nie zasnąć.
Biorę śmieci z stolika i idę do kuchni, żeby je wyrzucić do kosza, następnie kieruję się do łazienki. Związuję włosy w luźnego koka, rozbieram się i wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę i zaczynam myć swoje ciało.
Po kilku minutach wychodzę spod szklanej kabiny i owijam się miękkim ręcznikiem. Szkoda, że nie poszłam do pokoju po ubrania, nie lubię chodzić po domu w ręczniku, nawet kiedy jestem sama. Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i oglądam swoje odbicie, wyglądam dosyć dobrze, jak na mnie. Biorę szczoteczkę do zębów, nakładam na nią pastę i zaczynam myć swoje, białe zęby. Nie myłam ich od kilku dni, sama nie wiem dlaczego. W pewnym momencie w łazience robi się kompletnie ciemno, a mnie ogarnia przerażenie.
Czy ta awaria musi być akurat teraz, kiedy jestem sama w domu? Strasznie boję się ciemności i nie wyobrażam sobie, żebym spędziła noc w domu, w którym jest totalnie ciemno i nie ma w nim nikogo oprócz mnie.
Wypluwam pastę do zlewu, płuczę usta pod kranem i wkładam szczoteczkę do kubka. Postanawiam, że pójdę do swojego pokoju i się ubiorę, nawet w najciemniejszych ciemnościach nie ma mowy, żebym chodziła w samym ręczniku po domu.
Biorę głęboki oddech i wychodzę z łazienki na korytarz, który jest teraz strasznie mroczny i przerażający, szybko wchodzę do pokoju, który wcale nie jest lepszy. Jedyne bardzo słabe światło bije od okna, ale oświetla tylko parapet i kawałek podłogi pod nim, co daje jeszcze bardziej mrocznego klimatu.
Kieruję się do szafki po latarkę, która jest w małej szufladzie od mojej szafki nocnej. Naglę w coś uderzam, to jest miękkie i oddycha, momentalnie odsuwam się od tego, bo orientuje się, że to nie coś tylko ktoś.
Zaczynam panikować, ktoś włamał się do mojego domu i jest w moim pokoju. Jestem w samym ręczniku i totalnie nie wiem co mam robić. Słyszę głęboki oddech człowieka przede mną, dlaczego się nie rusza ani się nie odzywa. Może ten ktoś nie ma złych zamiarów?
- Kim jesteś? - odważam się zapytać.
Nie do końca wiem czy chcę znać odpowiedź.
- A jak myślisz? - słyszę dobrze znany mi głos.
Boże, tylko nie on, to nie może być on!
*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
CDN!!!!
Budzę się z potwornym bólem głowy, siadam na łóżku i zaczynam masować swoje skronie.
To pewnie przez te wczorajsze ,,wrażenia''. Jak tylko pomyślę o tych zdarzeniach z Harry'm robi mi się nie dobrze i głowa boli mnie coraz bardziej. Postaram się o tym nie myśleć, przynajmniej do czasu, kiedy głowa nie przestanie mnie boleć.
Wyskakuje z łóżka i sprawdzam, która godzina na moim telefonie, 9.09. Wychodzę z pokoju i idę do kuchni wziąć coś na ból głowy. Otwieram szafkę i szukam czegoś co mogłoby mi pomóc, w końcu znajduję tabletki przeciwbólowe. Biorę jedną z nich i wsadzam do buzi, następnie wlewam wodę do szklanki i popijam lekarstwo, przy okazji biorę też moją tabletkę na tarczycę.
Wracam do swojego pokoju, podchodzę do szafy i wyciągam z niej szarą bluzę z kapturem, czarne dresy i bieliznę na zmianę.
Wychodzę z pokoju i idę do łazienki, muszę wziąć prysznic, bo nie kąpałam się wczoraj i czuję się nie świeżo.
Wchodzę pod silny strumień, gorącej wody, która odpręża moje, napięte mięśnie. Potrzebowałam tego. Opieram czoło o szklaną szybę i zamykam oczy, relaksując się gorącym strumieniem, obijającym się na moich plecach
Nadal do mnie nie dociera to, co zaszło pomiędzy nami kilka godzin temu.
Ale przeprosił mnie za to co zrobił, a tego się po nim nie spodziewałam.
Dotykam miejsca na szyi, które było owiewane gorącym oddechem Harry'ego. Kiedy tylko sobie o tym przypominam, moje ciało przechodzą dreszcze.
Oglądam swoje nadgarstki, na których nie widać żadnych śladów trzymania ich silną dłonią chłopaka.
Ten człowiek doprowadza mnie po prostu do szału. Maltretuje mnie spojrzeniem, wydziera się na mnie jak wariat, przypiera mnie do ściany i pozbawia możliwości ruchu. Za kogo on się w ogóle ma? Głośno wypuszczam powietrze z moich ust w geście podirytowania.
Zakręcam wodę, wychodzę z pod prysznica i szczelnie owijam swoje ciało miękkim, białym ręcznikiem, włosy też owijam ręcznikiem i zawijam w turban.
Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i przeglądam się w nim. Nie wyglądam tak źle jak sądziłam. Moje policzki są lekko zaróżowione, usta suche, a oczy lekko podkrążone. Ubieram się w przygotowane wcześniej ciuchy i wracam do pokoju. Podchodzę do szafki i sięgam po telefon, sprawdzam, która godzina, 9.27. Postanawiam zobaczyć czy Paula jest w domu, nie dzwoniła do mnie ani nie pisała, że wraca, co wydaje mi się dziwne. Wychodzę z mojej samotni i udaję się do pokoju Pauli, uchylam drzwi i wsadzam głowę do pokoju.
Jestem co najmniej zaskoczona widokiem przede mną. Na łóżku znajdują się wtuleni w siebie Paula i Matt. Chłopak leży na plecach z ramionami zaciśniętymi na talii dziewczyny, a Paula ma głowę wtuloną w jego szyję i jedną nogę położoną na jego udzie. Wyglądają razem cudownie, mam szczerą nadzieję, że będą razem, bardzo do siebie pasują. i oboje coś czują do siebie. Zamykam drzwi od pomieszczenia, następnie schodzę na dół i idę do kuchni.
Postanawiam, że zrobię sobie kawę, przyda mi się trochę kofeiny, jestem bardzo ospała. Wyciągam mój ulubiony kubek z zmywarki, sypie do niego dwie łyżki kawy i gotuję wodę w czajniku elektrycznym. Gdy woda jest zagotowana, zalewam nią kawę, dolewam mleka i dosypuję łyżkę cukru. Siadam przy stole z świeżo zaparzoną kawą i trochę upijam.
Jestem zła na Louis'a, że zostawił mnie w swoim mieszkaniu, mógł mnie przynajmniej obudzić i powiedzieć, że jedzie do swojej siostry. Z jednej strony rozumiem jego postępowanie, ale z drugiej jestem na niego strasznie zła. Lecz znając mnie, moja złość szybko przejdzie, taka już jestem, nie umiem się długo gniewać. Nagle, kubek wyślizguje mi się z dłoni i cała kawa rozlewa się na mojej bluzie, po chwili czuję gorący napój, rozprzestrzeniający się po moich piersiach i brzuchu. Szybko zrywam się z miejsca i oglądam swoją bluzę z wielką, brązową plamą po kawie. Po prostu świetnie, to jedna z moich lepszych bluz i nie wiadomo, czy się spierze. Szybko idę do pokoju rozbieram bluzę i podchodzę do mojej szafy, wyciągam z niej czarny sweter i już mam go zakładać kiedy, kątem oka zauważam jakiś, czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy. Okno samochodu jest otwarte, wytężam wzrok i próbuję zobaczyć kto siedzi za kierownicą, ten ktoś wychyla lekko głowę przez okno i teraz dopiero mogę zobaczyć, że to Harry. Patrzy się na mnie wzrokiem, jakiego jeszcze u niego nie widziałam. Orientuje się, że stoję przed oknem w staniku, momentalnie zakrywam się swetrem. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia. Harry chowa głowę z powrotem do samochodu, zamyka okno i rusza, chwilę później widzę jak znika za zakrętem.
Zakładam na siebie sweter i speszona siadam na łóżku. Teraz już na pewno nigdy mu się nie pokażę na oczy. Jeszcze tego brakowało, żeby zobaczył mnie w staniku. Mam go już po dziurki w nosie. Co on w ogóle robił pod moim domem, po co przyjechał? Nie rozumiem tego, dlaczego on mnie śledzi do jasnej cholery? Czy on nie może dać mi spokoju?
Słyszę jak mój telefon brzęczy, wstaję z łóżka, podchodzę do szafki i biorę telefon do ręki. Dzwoni do mnie mój tata, szybko odbieram i przykładam telefon do ucha.
- Cześć tato. - staram się, żeby mój głos był jak najbardziej normalny.
- Hej Aga. Jak ci się mieszka w nowym domu? - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi frontowych, a następnie szczekanie psów. Najwyraźniej tata wychodzi z domu.
- Jest w porządku. - siadam na podłodze i opieram się o ścianę plecami. - Tęsknie za wami.
- My za tobą też. - zamyka drzwi od samochodu.
- Gdzie jedziesz?
- Muszę załatwić parę spraw na mieście. - odpala samochód.
Mój tata zawsze rozmawia przez telefon, podczas jazdy samochodem. Wiele razy go upominałam, że to nieodpowiedzialne, ale nigdy mnie nie słuchał.
- Rozumiem. - zaczynam bawić się kosmykiem swoich włosów. - Przepraszam, że długo nie dzwoniłam, ale jakoś nie miałam czasu. - mówię szczerze.
- Nie tłumacz się, rozumiem, że musiałaś się przyzwyczaić do nowego miejsca. - słyszę jak jedzie samochodem po naszej, kamienistej drodze.
- To nie jest wytłumaczenie. - głęboko wzdycham.
Czuję się źle z tym, że przez te kilka dni nie miałam kontaktów z moją rodziną. To, że musiałam przyzwyczaić się do nowego miejsca to dla mnie żadna obrona.
- Mniejsza z tym. - mówi. - Poznałaś już kogoś? Masz jakichś kolegów? - pyta z nadzieją w głosie.
A żebyś wiedział mój, drogi tato.
- Tak. Jest taki Matt, taksówkarz. Poznałam go z Paulą jak przywoził nas z lotniska tutaj. Między Paulą, a nim coś iskrzy. - jestem szczera z moim tatą, zawsze mówiłam mu to co mam na myśli.
- Już widzę reakcję taty Pauli na te słowa. - zaczyna chichotać. Wstaję z podłogi i zaczynam chodzić po pokoju.
- Wczoraj byłam na imprezie. - wyduszam to z siebie. Nie chcę ukrywać przed nim takich rzeczy.
- Na imprezie?! Ty? - tata jest zdziwiony. Wiem, że to dla niego szok, że ja poszłam na imprezę. Dobrze wie, że to nie moje klimaty, i że nigdy na żadnej nie byłam, no może raz.
- Tak wiem, że to trudne do uwierzenia. Paula mnie wyciągnęła i było nawet w porządku. - przyznaję. Było w porządku, oprócz pewnego incydentu na kanapie.
- Nie wiem czy mam się cieszyć. - żartuje. Oboje zaczynamy się śmiać.
- Poznałam tam takiego Louis'a, jest naprawdę fajnym chłopakiem. - siadam na łóżku.
Postanawiam nie mówić mu o Harry'm czy Joseph'ie.
- Na razie sami faceci. Mam zacząć się martwić? - próbuje zażartować, ale ja słyszę lekkie zdenerwowanie w jego głosie.
- Nie masz czym. Na razie nie chcę być z nikim w związku. - zapewniam tatę.
To prawda, na chwilę obecną nie jestem gotowa na związek, nie czuję się jeszcze gotowa, na coś większego niż przyjaźń, mimo, że mam już dwadzieścia lat.
- Skoro tak twierdzisz. - słychać ulgę w jego głosie. - Słuchaj kochanie, ja muszę kończyć. Zadzwoń do mnie później.
- Dobrze. - mówię.
- Pa skarbie. - rozłącza się, zanim zdążam się z nim pożegnać. Podłączam telefon do ładowarki i odkładam na szafkę.
Tęsknie za swoją rodziną, muszę jeszcze dzisiaj zadzwonić do mamy. Mimo, że jestem już dorosła to czuję się jakbym miała co najmniej dwanaście lat. Jak jechałam na jakąś wycieczkę, lub na jakiś obóz rodzice też do mnie wydzwaniali, ale tym razem nie wrócę do nich za tydzień. Rozumiem ich zmartwienie i zaniepokojenia, przecież jestem setki kilometrów od nich, ale muszą się przyzwyczaić do tego, że teraz mieszkam tutaj, a nie z nimi. Mi też nie jest łatwo, ale muszę jakoś dać sobie radę. Będę do nich dzwonić co dwa/trzy dni przynajmniej przez jakiś czas, potrzebują tego tak samo jak ja, musimy się z tym jakoś oswoić.
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę Paule.
- Już jesteś? - dziewczyna podchodzi do mnie i przytula.
- A czemu miałoby mnie nie być? - jestem zdziwiona jej spokojną reakcją.
- Bo spałaś u Louis'a. Miał cię przywieźć, jak tylko się obudzisz. - nic z tego nie rozumiem.
- Skąd wiesz, że tam zasnęłam?
- Dzwoniłam do ciebie jak już chcieliśmy jechać, ale odebrał Louis i powiedział, że śpisz i, że odwiezie cię jak tylko się obudzisz. - odsuwa się ode mnie i spogląda na moją zmieszaną twarz.
To dlatego nie miałam nieodebranych połączeń, Louis odebrał telefon. Moja złość na niego rośnie jeszcze bardziej.
- Nie mówił ci o tym?
- Nie, nie mówił. - postanawiam nie mówić co się na prawdę stało, Paula chyba dostałaby zawału.
- Matt robi jajecznice, może też masz ochotę? - siada obok mnie na łóżku.
Widzę, że chce mi coś powiedzieć, zawsze się tak zachowuje jak chce się wygadać.
- Gadaj. - dziewczyna wie o co mi chodzi, bierze głęboki oddech.
- Spałam z Matt'em. Raczej zasnęłam z nim w łóżku. - mocno zaciska powieki, czekając na moją reakcję. Paula chyba nie zdaje sobie sprawy, że ich widziałam.
- Wiem, widziałam was. - spogląda na mnie z zdziwieniem.
- Jak to?
- Weszłam do twojego pokoju, żeby zobaczyć, czy jesteś w domu, i widziałam was wtulonych na łóżku. - oznajmiam. - Wyglądaliście słodko. - dodaję z uśmiechem.
- Naprawdę? - kiwam głową. - Nie jestem pewna, ale Matt chyba myślał wtedy, że śpię. - patrzy się na ścianę za mną. - Gładził mnie po włosach i pocałował w czoło. A potem powiedział coś czego nie zrozumiałam. - spogląda mi w oczy. Jej twarz jest tak jakby bardziej rozpromieniona, szczęśliwsza, co mnie bardzo cieszy. - Myślę że coś do niego czuję. Nie przestaję o nim myśleć, zawrócił mi totalnie w głowie. - uśmiecha się.
- Jak to się stało, że spaliście razem? - pytam.
- Sama go o to poprosiłam. On miał spać na podłodze, a ja czułabym się wtedy okropnie. Położył się obok mnie, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej, on mnie objął w talii i tak jakoś zasnęliśmy. - wzrusza ramionami. - Cieszę się, że tak wyszło. To było wspaniałe uczucie. Matt jest po prostu cudowny. - piszczy.
Cieszę się szczęściem Pauliny, Matt to świetny chłopak.
- Dobra chodźmy już na to śniadanie. - schodzę z łóżka, podchodzę do drzwi je otwieram. - Idziesz? - odwracam się do Pauli.
Dziewczyna siedzi na łóżku z spuszczoną głową, szerokim uśmiechem na twarzy i bawi się palcami od rąk.
- Paula co ci jest? - podchodzę do niej i z powrotem siadam na łóżku obok niej.
- Po prostu jestem szczęśliwa. - odwraca głowę w moją stronę i spogląda mi w oczy, widzę w nich iskierki radości.
Przysuwam się do mojej przyjaciółki i mocno przytulam.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - klepię Paulę po plecach a ona wtula swoją głowę w moją szyję.
- Ja też. - mówi w moje wilgotne włosy. - A kiedy ty będziesz? Ja też chcę cieszyć się twoim szczęściem. - odsuwa się ode mnie i spogląda mi w oczy.
- Ja jestem szczęśliwa. - mówię nie do końca wierząc w to co mówię.
Czuję, że czegoś brakuję w moim, życiu, ale sama nie wiem czego.
- Obie wiemy, że to nie do końca prawda. - klepie mnie po policzku i wstaje z łóżka. - Idziemy, bo nam jajecznica wystygnie. - idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wstaję z łóżka i idę za Paulą, zamykając za sobą drzwi.
Jestem wdzięczna Pauli, że nie ciągnęła tego tematu dalej. Doskonale wie, że nie cierpię rozmawiać o swoim życiu i wie kiedy przerwać, żeby mnie nie zdołować lub popędzić w godzinne zamyślenia. Ale znając mnie i tak będę o tym myśleć puki nie wyciągnę z tego wniosków.
Wchodzimy do kuchni, gdzie Matt robi śniadanie, spoglądam na stolik i widzę trzy talerze z jajecznicą. Matt podchodzi do stołu i kładzie na talerzach po dwa tosty z masłem. Wygląda to bardzo apetycznie.
- Hej Matt. - uśmiecham się do niego, a on odwraca swoją głowę i spogląda na mnie.
- Tak myślałem, że już jesteś. - podchodzi do mnie i mocno przytula na przywitanie.
- Właśnie widzę. - wskazuję ręką na trzy talerze z jedzeniem. Odrywamy się z uścisku, następnie siadamy do stołu.
- To jest pyszne. - mówi Paula z pełną buzią. - Matt jesteś wspaniały. - spoglądam na Matta, który patrzy na Paulę z rozbawianiem.
Wiem, że pochlebiają mu takie miłe komentarze, a zwłaszcza od tej żarłocznej blondynki.
Kiedy kończymy jeść, wkładamy naczynia do zmywarki i idziemy do swoich pokoi. Podchodzę do szafki, biorę telefon do ręki i sprawdzam, która godzina, 11.28. Podchodzę do mojej komody otwieram jedną z szuflad i wyciągam z niej moją teczkę z rysunkami. Biorę koc z mojego łóżka, owijam się nim i podchodzę do okna. Siadam na parapecie i przyglądam się widokom za nim. Na szczęście nie nigdzie nie widzę czarnego samochodu, który oznaczałby, że Harry znowu mnie obserwuje. Czuję ulgę.
Otwieram teczkę i zaczynam oglądać każdy z nich. Pierwszym z rysunków jet Harry, nie zamierzam go wyrzucić, ponieważ jestem bardzo z niego zadowolona. Następne rysunki, to praktycznie zwierzęta, ludzie, wytwory z mojej wyobraźni, pełno czaszek i mrocznych rzeczy. Z każdym z tych rysunków jestem związana emocjonalnie, bo każdy z nich przedstawia emocję, którą czułam rysując. Ale nie wiem co czułam kiedy rysowałam Harry'ego. Strach? Zdziwienie? Zaciekawianie? Może każde z nich?
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, kątem oka widzę, że to Paula.
- Co robisz? - podchodzi do mnie i siada na parapecie przede mną.
- Przeglądałam swoje rysunki. - chowam wszystko z powrotem do teczki i zamykam ją. - Matt już pojechał? - kładę teczkę na podłodze.
- Przebrać się, ale przyjedzie z powrotem za dwie godziny. - dziewczyna uśmiecha się do mnie. - Zaprosił mnie na randkę. - jej policzki stają się różowe. - Nie wiem gdzie, powiedział, że to niespodzianka. - przysuwa się do mnie i kładzie głowę na moim ramieniu, przykrywam jej ramiona i plecy kocem.
Wiedziałam, że w końcu ją zaprosi, więc nie jestem w jakimś szoku, cieszę się z tego.
- Wierz w czym jest problem? - to pytanie zabrzmiało bardzo poważnie. - Że nie wiem w co mam się ubrać. - z moich płuc wydostaje się oddech ulgi.
- Nie strasz mnie tak. - szturcham ją, a Paula zaczyna się śmiać.
- Dobrze już więcej nie będę. - wstaje z parapetu. - Chodź, pomożesz mi wybrać co mam włożyć. - bierze moją rękę i ciągnie w swoją stronę, co sprawia, że jestem zmuszona wstać.
- Żartujesz? Przecież wiesz, że kompletnie się na tym nie znam. - marudzę.
Nie mam teraz najmniejszej ochoty na patrzenie jak Paula przebiera się dziesięć razy na minutę.
- Zrób to dla mnie. Zawsze marzyłam, żeby moja, najlepsza przyjaciółka pomogła mi wybrać w co mam się ubrać na pierwszą randkę. - próbuje mnie przekonać.
- Dobrze, zrobię to dla ciebie. - Paula wydaje z siebie szczęśliwy pisk i zaczyna biec do swojego pokoju ze mną za rękę.
Wbiegam z nią do pomieszczenia i zamykam drzwi, dziewczyna podchodzi do ogromnej szafy i otwiera ją. Moje oczy rozszerzają się na widok posegregowanej kolorami, ogromnej ilości sukienek.
- Ty jesteś chora. - podchodzę do szafy i zaczynam przebierać w sukienkach, jest tu ich co najmniej siedemdziesiąt. Poukładane są kolorami, od ciemnych do jasnych, ma nawet sporo czarnych. O większości tych sukienek nie miałam bladego pojęcia. Ciekawe czy każdą z nich miała chociaż raz na sobie.
- Było ich więcej, przed wyjazdem pozbyłam się niektórych. - wyciąga śliczną, miętową sukienkę i przykłada do swojego ciała.
- Paula ja nie mam pojęcia jak mam ci pomóc. Tego jest mnóstwo. - zrezygnowana siadam na łóżku i przyglądam się ogromnej ilości sukienek.
Nie rozumiem, jak można mieć tyle ubrań co ona, a to jeszcze nie wszystko, bo to tylko sukienki, jedna, wielka szafa sukienek.
- Ale ja już wiem co włożę. - uśmiecha się szeroko i podchodzi do innej szafy, wyciąga z niej spore pudełko. Podchodzi do łóżka, kładzie pudełko obok mnie i je otwiera, wyciąga z niego czarny pokrowiec na zamek zapewne z sukienką w środku. - Kupiłam ją dosyć dawno. Kiedy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że założę ją na jakąś wyjątkową okazję jak randka, z wspaniałym chłopakiem jak Matt. I wreszcie ją założę, nawet nie wiesz ile na to czekałam. - rozpina srebrny suwak pokrowca i wyjmuje najpiękniejszą sukienkę jaką w życiu widziałam. Wiem, że nie przepadam za sukienkami, ale ta akurat jest wyjątkowa, sama bym nawet taką założyła. Z wrażenia kładę swoją rękę na ustach. - I jak? Podoba ci się? - pyta z nadzieją w oczach.
- Jest przepiękna, idealna. Musiała kosztować fortunę. - mówię i łapię za jedną z falbanek.
- W cale nie była taka droga. - wzrusza ramionami.
Góra sukienki jest jasno kremowa z srebrno białymi wzorkami, przypominające gałązki i małymi kryształkami. W talii znajduję się cienki kremowy pasek z małą, srebrną kokardką na środku. Dół ubrania rozszerza się na dole i jest pokryty pięknie ułożonymi, drobnymi falbankami koloru jasnego beżu. - Ubiorę ją. - Paula rozbiera się do samej bielizny.
Nie dziwi mnie to, bo dziewczyna często się przy mnie przebiera, więc nie jest to dla mnie jakaś nowość. Dziwi mnie tylko jedna rzecz, że Paula nie wstydzi się być przy mnie w samej bieliźnie, ja nigdy nie mogłabym się jej pokazać w majtkach i staniku.
Dziewczyna wciąga sukienkę na swoje, szczupłe ciało i odwraca się do mnie plecami.
- Zapniesz? - pyta przerzucając swoje blond włosy na bok.
- Jasne. - wstaję z łóżka i zapinam mały zamek na plecach dziewczyny. Paula odwraca się do mnie przodem.
- Jak wyglądam? - okręca się powoli wokół własnej osi.
- Pięknie. - uśmiecham się do niej. Podchodzi do swojego, dużego lustra i się w nim przegląda.
- Dobrze, że przed wczoraj ogoliłam nogi. - zaczynamy się śmiać. - A co jeśli to nie jest odpowiedni strój, może chce zabrać mnie na jakiś spacer do lasu, albo po parku. A może zabierze mnie do jakiejś knajpy. - dziewczyna zaczyna panikować w nieodpowiedniej chwili.
- Nie sądzę. Przecież Matt wie, że nie lubisz takich miejsc czy spacerów. I na pewno domyśla, się że ładnie się ubierzesz. - próbuję ją uspokoić. - Poza tym myślę, że Matt też nie lubi jakiś obskurnych miejsc, czy lasów.
- Przepraszam. Masz rację, nie potrzebnie panikuję. - wzdycha. - Pomożesz mi z włosami? - patrzy na moje odbicie psimi oczami.
- Paula, ale ja nie potrafię...
- To czas się nauczyć. - podchodzi do swojej toaletki i siada na małym krześle, które znajduje się centralnie przed nią. - No chodź. - staję za moją przyjaciółką i łapię kosmyk jej włosów, Paula ma długie włosy, które sięgają jej prawie do pasa
- Co chcesz z nimi zrobić? - pytam patrząc na jej odbicie w lustrze.
- Chce mieć fale. - zamyka oczy i czeka aż zrobię coś z jej włosami.
Biorę lokówkę, która jest szersza na dole, a węższa u góry, podłączam ją do kontaktu i czekam aż się nagrzeje. Moja siostra ma taką, kiedyś nawet kręciłam jej włosy na jakąś imprezę.
Biorę jedno pasmo jej włosów i nawijam na urządzenie, czekam chwilę i puszczam. Długie, pofalowane pasmo włosów swobodnie opada na jej plecy.
***
Po jakiś czterdziestu minutach, blond włosy są już pofalowane i teraz muszę się zabrać za ich układanie.
Trochę tapiruję jej włosy przy skórze głowy, żeby się lekko podniosły. Sięgam po srebrną spinkę w kształcie kokardki pasującą do jej paska, biorę kilka pasm włosów, opadających jej na twarz i przypinam wybraną wcześniej spinką z lewej strony jej głowy.
Podoba mi się efekt jaki uzyskałam, chyba jednak nie jestem taka do niczego jeśli chodzi o układanie włosów.
- Możesz zobaczyć. - mówię.
Paula przez ten cały czas miała zamknięte oczy. Dziewczyna momentalnie otwiera swoje powieki i szeroko się uśmiecha do mojego odbicia w lustrze.
- Jednak coś tam potrafisz. - ogląda swoją głowę z każdej strony. - Jeszcze makijaż. - mówi.
O nie, tego już za wiele.
- Nie ma mowy! Na to się nie piszę. - kręcę przecząco głową i wycofuje się.
Ledwo daje radę sobie robić makijaż, a co dopiero komuś.
- Nie bój się. Na takie katorgi cię nie skarze. - wywraca oczami. - Możesz zejść na dół i czekać na Matt'a? Wątpię żebym wyrobiła się do jego powrotu. - zaczyna nakładać podkład na swoją twarz pędzelkiem.
- Dobrze. - wychodzę z pokoju, idę na dół i siadam na kanapie.
Matt planuje chyba jakąś dłuższą randkę, skoro zaprasza Paulę tak wcześnie.
Chcę, żeby była szczęśliwa, i wiem, że Matt może jej to szczęście dać.
Włączam telewizor i zaczynam skakać po kanałach, szukając czegoś ciekawego. W końcu znajduję jakiś Angielski kryminał.
Moja babcia uwielbia kryminały, czyta książki i ogląda seriale kryminalne. Na samą myśl o mojej babci uśmiecham się sama do siebie. Muszę kiedyś poprosić kogoś z mojej rodziny, żeby dał jej telefon, chcę z nią porozmawiać.
Po około dziesięciu minutach, słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się z kanapy i szybkim krokiem idę do drzwi, otwieram je, a moim oczom ukazuje się Matt z wielkim bukietem czerwonych róż. Jest ubrany w czarne rurki, białą koszule i czarną marynarkę, włosy są postawione na żel.
- Hej. - przytula mnie, a ja odwzajemniam uścisk.
- Paula się jeszcze szykuję. - otwieram szeroko drzwi i wpuszczam chłopaka do środka. Idziemy do salonu i siadamy na kanapie. - Mogę wiedzieć gdzie chcesz zabrać moją przyjaciółkę? - próbuję brzmieć poważnie, co rozbawia chłopaka, bo zaczyna chichotać, a ja z nim.
- To niespodzianka. - mówi i wącha bukiet.
- Wiesz jaka jest Paula, i tak mi o wszystkim powie. - krzyżuję nogi na kanapie. Jestem ciekawa gdzie ją zabiera, może mu coś doradzę. Chłopak myśli przez chwilę i bierze głęboki oddech.
- Najpierw zabiorę ją na obiad do ekskluzywnej restauracji na statku, jest tam parkiet więc będzie można potańczyć. A wieczorem pójdziemy do mnie na kolację, poprosiłem moją siostrę, żeby wszystko przygotowała. Jest dekoratorką wnętrz więc wszystko powinno wypaść świetnie. - uśmiecha się.
- Ten statek to świetny pomysł, ale jakim sensie zabierasz ją do siebie? - podnoszę jedną brew.
Może jestem przewrażliwiona, ale ta jego wypowiedź była dwuznaczna.
- Spokojnie. Nie mam tego o czym myślisz w planach. - macha rękami i obronnym geście. - Nie zrobię nic na co nie będzie miała ochoty, lub jeśli nie będzie gotowa. O to się nie musisz martwić. Nie jestem taki. - mówi przekonująco.
Wiem, że Matt nie zrobiłby Pauli krzywdy, i nie zrobiłby niczego co mogłoby się nie spodobać mojej przyjaciółce. Chciałam tylko odpędzić te złe myśli z mojej głowy i się upewnić na wszelki wypadek.
- Wiem, że taki nie jesteś. - uśmiecham się do niego pocieszająco.
Słyszę stukanie szpilek Pauli na schodach. Matt zrywa się z kanapy i ustawia pod schodami czekając, aż Paula zejdzie na dół. Staję za nim i przyglądam się jak dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy patrzy się to na Matt'a to na mnie. Kiedy jest już na samym dole, przytula się do Matt'a.
Paula zrobiła sobie lekki makijaż, który składa się z jasno brązowego cienia w zewnętrznym kąciku oka, mocno wytuszowanych rzęs i cienkich kresek eyelinerem na górnej powiece. Na ustach ma kremową, matową szminkę, która niemal zlewa się z jej cerą. Na nogi założyła czarne, zamszowe szpilki na bardzo wysokim obcasie, na sukienkę ma ubrany kremowy, zamszowy płaszcz sięgający jej do kolan.
Paula wygląda pięknie jak zawsze.
- Wyglądasz cudownie. - mówi Matt i podaje dziewczynie bukiet róż.
- Dziękuję. - całuje blondyna w policzek.
Po minie Matt'a mogę stwierdzić, że jest wniebowzięty, spodobał mu się gest Pauliny.
- Aga my już musimy lecieć, bo się spóźnimy. - Matt spogląda na zegarek w telefonie.
- Bawcie się dobrze. - uśmiecham się i mam zamiar wchodzić na schody ale słyszę chrząknięcie Pauli.
- A pożegnać się ze mną to co? - mówi oburzona.
Podchodzę do niej i mocno przytulam.
- Trzymaj za nas kciuki. - dziewczyna szepcze mi do ucha tak cicho, że tylko ja jestem w stanie to usłyszeć.
- Będę. - odpowiadam szeptem.
Odrywamy się z uścisku i ponownie chcę wchodzić na schody, ale zatrzymuje mnie czyjaś ręka na moim nadgarstku.
- A ja to co? - wywracam oczami, podchodzę do niego i przytulam.
Mam nadzieję, że Paula nie ma nic przeciwko temu, że tak dobrze dogaduję się z Matt'em. Doskonale wiem jaka potrafi być zazdrosna. Muszę z nią o tym porozmawiać jak wrócą.
Odrywamy się z uścisku.
- Dobrze, to my już lecimy. - mówi Matt, łapie Paulę za rękę i kierują się do drzwi. Chłopak je otwiera i wychodzą na zewnątrz.
- Jeszcze raz, bawcie się dobrze. - Paula odwraca głowę w moją stronę.
Posyłam jej pełen wsparcia uśmiech, widząc jak bardzo jest zestresowana, ale nie dziwię się jej.
Chwilę potem, patrzę jak para odjeżdża czarnym, lśniącym samochodem, który Matt musiał wypożyczyć. To niesamowite jak ten chłopak zaangażował się w randkę z Paulą, nawet wypożyczył samochód, żeby nie musieć jechać taksówką. Też chciałabym kiedyś mieć takiego mężczyznę.
Podchodzę do drzwi frontowych i je zamykam, następnie idę do swojego pokoju biorę z niego telefon, koc i pudełko z filmami i idę z powrotem na dół.
Dzisiejszy dzień mam zamiar poświęcić na oglądaniu filmów. Nie mam dzisiaj nic ciekawego do roboty, więc mogę się zrelaksować przed telewizorem.
Kładę wszystkie rzeczy na kanapie i idę do kuchni, gdzie biorę paczkę popcornu i chipsów z szafki oraz dwie puszki pepsi, po czym wracam z powrotem na kanapę. Biorę pudełko z filmami i zaczynam przebierać w płytach. Wybieram moje dwa ulubione horrory i komedię. To są moje dwa ulubione gatunki filmowe. Jak byłam młodsza kochałam oglądać filmy praktycznie wszystkie sobotnie wieczory spędzałam na oglądaniu filmów i jedzeniu popcornu. Nie miałam znajomych, więc tak spędzałam wolny czas.
Podchodzę do odtwarzacza DVD, wsadzam tam płytę z horrorem i wracam z powrotem na kanapę. Okrywam się kocem otwieram popcorn i pepsi, następnie zaczynam oglądać film, jest to ,,Martwa cisza'' jeden z najstraszniejszych horrorów jakie kiedykolwiek oglądałam, a oglądałam ich naprawdę sporo. Polecam każdemu kto lubi się bać.
***
Dwie godziny później film się kończy.
Mimo, że ten horror oglądałam już kilka razy, zawsze boję się tak samo, dlatego tak bardzo go lubię. Sprawdzam, która godzina, 16.26. Ciekawe kiedy Paula wróci, nie chcę zostawać sama w tym domu, nie lubię zostawać sama, nigdy nie lubiłam.
Schodzę z kanapy i idę do łazienki by załatwić swoje potrzeby. Wychodzę z toalety i wchodzę do swojego pokoju by podłączyć telefon do ładowarki, przez niecałe dwie godziny wyładowała mi się do czterdziestu trzech procent, chyba czas na nowy telefon.
W pomieszczeniu jest strasznie duszno i gorąco, więc podchodzę do okna i lekko je uchylam. Muszę wywietrzyć w pokoju, ponieważ później trudno mi będzie zasnąć.
Wychodzę z pomieszczenia i idę z powrotem na dół, pochodzę do DVD i wkładam następną płytę z horrorem. Owijam się kocem, siadam na kanapie i czekam, aż film się zacznie.
***
Trzy godziny później film się kończy, a paczki i puszki leżą puste na stoliku. Postanawiam, że kończę swój pięciogodzinny seans i pójdę się umyć, a następnie położyć. Od połowy filmu powstrzymywałam się przed zamknięciem oczu, żeby nie zasnąć.
Biorę śmieci z stolika i idę do kuchni, żeby je wyrzucić do kosza, następnie kieruję się do łazienki. Związuję włosy w luźnego koka, rozbieram się i wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę i zaczynam myć swoje ciało.
Po kilku minutach wychodzę spod szklanej kabiny i owijam się miękkim ręcznikiem. Szkoda, że nie poszłam do pokoju po ubrania, nie lubię chodzić po domu w ręczniku, nawet kiedy jestem sama. Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i oglądam swoje odbicie, wyglądam dosyć dobrze, jak na mnie. Biorę szczoteczkę do zębów, nakładam na nią pastę i zaczynam myć swoje, białe zęby. Nie myłam ich od kilku dni, sama nie wiem dlaczego. W pewnym momencie w łazience robi się kompletnie ciemno, a mnie ogarnia przerażenie.
Czy ta awaria musi być akurat teraz, kiedy jestem sama w domu? Strasznie boję się ciemności i nie wyobrażam sobie, żebym spędziła noc w domu, w którym jest totalnie ciemno i nie ma w nim nikogo oprócz mnie.
Wypluwam pastę do zlewu, płuczę usta pod kranem i wkładam szczoteczkę do kubka. Postanawiam, że pójdę do swojego pokoju i się ubiorę, nawet w najciemniejszych ciemnościach nie ma mowy, żebym chodziła w samym ręczniku po domu.
Biorę głęboki oddech i wychodzę z łazienki na korytarz, który jest teraz strasznie mroczny i przerażający, szybko wchodzę do pokoju, który wcale nie jest lepszy. Jedyne bardzo słabe światło bije od okna, ale oświetla tylko parapet i kawałek podłogi pod nim, co daje jeszcze bardziej mrocznego klimatu.
Kieruję się do szafki po latarkę, która jest w małej szufladzie od mojej szafki nocnej. Naglę w coś uderzam, to jest miękkie i oddycha, momentalnie odsuwam się od tego, bo orientuje się, że to nie coś tylko ktoś.
Zaczynam panikować, ktoś włamał się do mojego domu i jest w moim pokoju. Jestem w samym ręczniku i totalnie nie wiem co mam robić. Słyszę głęboki oddech człowieka przede mną, dlaczego się nie rusza ani się nie odzywa. Może ten ktoś nie ma złych zamiarów?
- Kim jesteś? - odważam się zapytać.
Nie do końca wiem czy chcę znać odpowiedź.
- A jak myślisz? - słyszę dobrze znany mi głos.
Boże, tylko nie on, to nie może być on!
*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
CDN!!!!
Jeśli przeczytałeś/ łaś skomentuj to dla ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)