30.08.2016

Rozdział 48

                                                           *Oczami Agaty*

Czuję, że Harry znajduje się tylko kilka metrów ode mnie. Jake cofa się o kilka kroków w stronę swojego samochodu, patrząc na mnie z lekkim spanikowaniem.
- Masz dziesięć sekund, żeby zniknąć mi z oczu jebany chuju, albo tak ci wpierdolę, że ślady po moich pięściach, zostaną na twojej pierdolonej mordzie do końca życia. - Harry syczy przez zęby, coraz bardziej się do mnie zbliżając. Czuję, że jest naprawdę wściekły. Nie mam odwagi odwrócić się i spojrzeć na jego twarz.
Jake zaczyna się wycofywać, posyłam mu przepraszające spojrzenie, a on tylko lekko kiwa głową, następnie szybkim krokiem idzie do swojego samochodu.
Harry łapie za rękaw mojego płaszcza i szarpie w swoją stronę, kierując się do samochodu.
Już dawno nie widziałam go w takim stanie i nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Czy on naprawdę musiał tutaj, za mną przyjechać? Skąd on w ogóle wiedział gdzie pójdę do jasnej cholery?
Harry puszcza mnie dopiero przy samochodzie, otwieram drzwi pasażera i wchodzę do środka, kładąc reklamówkę przy swoich nogach. Kiedy Harry zamyka drzwi, odwracam się w jego stronę.
- Harry, czy ty oszalałeś? - pytam, naprawdę podirytowanym tonem, lecz chłopak się nie odzywa, ale widzę, że wszystko w nim buzuje. - Dlaczego tutaj przyjechałeś? Skąd w ogóle wiedziałeś, że akurat tutaj będę.
- Może wiedziałem, że coś odpierdolisz? - fuka i rusza z miejsca.
- Co niby? - jestem coraz bardziej zdenerwowana.
- Obiecałaś, że więcej nie spotkasz się z tym chujem. - syczy.
- To było przypadkowe spotkanie. - irytacja w moim głosie rośnie.
- Jasne. - sapie.
- Nie wierzysz mi?  - pytam, nieco zdezorientowana.
- On ci się podoba? Lecisz na niego? - ignoruje moje pytanie, i zadaje takie, które mnie muruje.
- Co? - pytam. - Czy ty siebie słyszysz?
- Podoba ci się czy nie? - powtarza z większą złością i intensywnością.
- Nie! - podnoszę głos.
- Ale ty mu tak. - też podnosi swój i tak już głośny ton.
- On ma dziewczynę do jasnej cholery. - wyrzucam ręce w górę. - Dlaczego ty w ogóle jesteś o niego zazdrosny?
- Całował cię. - odburkuje .
- I co z tego? - mówię. - To było zanim związałam się z tobą. - cały czas patrzę na jego twarz, ale on uparcie wpatruje się w szybę. Jego szczęka jest zaciśnięta, a brwi zmarszczone.
- To nie zmienia faktu, że cię całował.
- Może z Louis'em też nie pozwolisz mi się przyjaźnić, bo się do mnie przytula?
- Jeśli będzie trzeba. - nie wierzę w to co słyszę.
- Jesteś niemożliwy. - fukam.
- Ty jesteś niemożliwa! - krzyczy.
- Nie drzyj się na mnie! - też krzyczę. - Nic złego nie zrobiłam! Tylko rozmawialiśmy, a ty wkurzasz się na mnie o nic.
- O czym gadaliście?
- Nie twoja sprawa.
- O czym kurwa gadaliście? - naciska z coraz większą złością. Wzdycham w geście poddania się.
- O tobie. - odwracam głowę w drugą stronę, nie chcąc na niego patrzeć.
- Jak to o mnie? - jest zaintrygowany, ale nadal tak samo wkurzony.
- Normalnie. - fukam, wyrażając tym swoją irytację na jego osobę.
Dawno się tak na niego nie wściekłam, dlatego nie potrafię ukrywać tego, jak bardzo jestem wpieniona.
- Odpowiedz dlaczego do chuja gadaliście o mnie. - rozkazuje, a ja wywracam  oczami.
- Mówił, że zna cię z liceum, że obserwował cię i, że twierdzi, że jesteś inny, niż na takiego na jakiego wyglądasz, co potwierdziłam. - odpowiadam szybko, nie chcąc dłużej ciągnąć tego tematu.
- Więcej się nie zobaczysz z tym chujem. - mówi, ignorując moją odpowiedź.
- Co? - pytam, nie dowierzając. - Jakim prawem będziesz mi mówił z kim mam się spotykać? - krzyczę. - Jake jest w porządku i jeśli będę chciała, będę utrzymywać z nim kontakt, czy ci się  to podoba czy nie! Nie będziesz mi mówić co mam robić, nie będziesz mi mówić z kim mam się zadawać i nie będziesz mnie ograniczał Harry! - wydzieram się na niego, lecz to go nie rusza, a we mnie się buzuje.
- Będę, bo mnie do tego kurwa zmuszasz! - też krzyczy.
- Nie ufasz mi?
- Nie w takiej sytuacji. - fuka.
Obiecuję, że zaraz wyjdę z tego,cholernego samochodu.
- Jakiej sytuacji do jasnej cholery? - ciągnę się za włosy, nie wierząc,w  to, co słyszę. - Nic pomiędzy mną, a Jake'iem nie ma. Czy ty naprawdę nie potrafisz tego zrozumieć? - drę się. - Dlaczego jesteś taki zazdrosny?
- Bo dajesz mi do tego powody! - odkrzykuje. Zauważam, że samochód zatrzymuje się na światłach, więc wykorzystuję okazję i otwieram drzwi, następnie wychodzę z pojazdy i zaczynam biecile tylko mam sił, w nieznanym mi kierunku, byle by uciec od Harry'ego.
Słyszę za sobą jego, głośne krzyki, ale je ignoruję i biegnę dalej, nie zważając na ludzi, którzy gapią się na mnie jak na jakąś idiotkę.
Biegnę jeszcze  szybciej, kiedy słyszę, że Harry jest kilka metrów za mną, następnie skręcam w jakąś uliczkę, lecz na samym jej końcu jest metalowy płot. Jest za późno, żeby się wycofać, więc postaram się go przeskoczyć.
Kiedy jestem już jakieś dziesięć metrów od płotu, czuję jak ręka chłopaka owija się wokół mojego nadgarstka, następnie szarpie mnie w swoją stronę, a ja na niego wpadam, lecz po chwili dopycham się od jego sylwetki i próbuję się wyrwać. Harry za to, nic sobie z tego nie robi i przypiera mnie do ściany, przypierając swoje ciało do mojego.
Czuję, że chłopak nie jest nawet minimalnie zmęczony, w trakcie, kiedy ja ledwo łapie oddech.
- Co jest z tobą kurwa, nie tak? - pyta gwałtownie, no co podskakuję i spuszczam głowę na swoje nogi.
Nie wierzę, że tak jest, ale jestem naprawdę przerażona, już dawno tego nie czułam w obecności Harry'ego, a to przeraża mnie jeszcze bardziej.
- Dlaczego kurwa przede mną uciekłaś? - pyta, mocniej zaciskając swoją dłoń na moim nadgarstku. - Odpowiedz!. - krzyczy.
Muszę zachować zimną krew, mimo, że mam ochotę się rozpłakać.
- A jak myślisz! - też krzyczę. - Robisz mi scenę zazdrości w momencie, kiedy nic nie zrobiłam! Drzesz się na mnie i mówisz, że mi nie ufasz! - kładę mu rękę na torsie i próbuję go od siebie odepchnąć, lecz chłopak ani drgnie, a jego ręka wędruje na mój drugi nadgarstek i bierze moje ręce do góry przypierając do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
Nie wierzę, że TO właśnie się dzieje w tym momencie.
- Bo dajesz mi do tego powody!
- Jakie? Jakie powody do jasnej cholery!. - drę się. - Czy ty nie rozumiesz, że dla mnie liczysz się tylko i wyłącznie ty! - ponownie się wydzieram  i spoglądam w jego oczy. - Będąc z tobą, nigdy nie pomyślałam o jakimkolwiek innym mężczyźnie, bo cały czas myślę tylko o tobie! - czuję, że mój głos powoli wysiada. - To ciebie uważam za najprzystojniejszego mężczyznę jakiego znam, a nie nikogo innego! To z tobą przeżyłam najpiękniejsze chwile w moim życiu i to tobie zwierzyłam się z rzeczy, o których nigdy nikomu nie mówiłam! - cały czas patrzę w jego oczy. - To ja powinnam być zazdrosna o kobiety, których było cholera  wie ile i z którymi się pieprzyłeś i robiłeś z nimi Bóg wie co jeszcze! Ale to ty jesteś chorobliwie i bezpodstawnie zazdrosny, okazując w ten sposób brak szacunku i zaufania do mnie, kiedy ja nawet tobie ledwo daje się dotykać, a co dopiero innemu mężczyźnie! - błądzę po jego oczach, szukając sama nie wiem czego. - Nigdy nie pocałowałabym się z innym mężczyzną, będąc z tobą! Nigdy! - dodaję. - I nawet nie wiesz jak mnie ranisz, kiedy mówisz mi, że mi nie ufasz! - nieco się uspokajam, czując jak łzy napływają do moich oczu. - Przykro mi, ale nie mogę być z mężczyzną, który mi nie ufa. - czuję jak jego uścisk na moich nadgarstkach się poluźnia, a w jego oczach pojawia się pewna pustka i ogromna panika. - Zostaw mnie i nie odzywaj się do mnie, puki sobie tego nie przemyślisz. Jeśli nadal będziesz się tak zachowywać i traktować mnie w ten sposób, to z nami koniec Harry. - spoglądam na swoje nogi, starając  się powstrzymać łzy, które za wszelką cenę, starają się wyjść spod moich powiek. - Przykro mi. - dodaję i wyrywam się z jego objęć, następnie odchodzę od niego kilka kroków i zerkam za siebie.  Cały czas stoi w tej samej pozycji, pochylając się nad ścianą. Nagle zaciska swoje pięści i uderza z całej siły w ścianę, następnie podbiega do kontenera na śmieci i zaczyna w niego kopać oraz uderzać w niego z ogromną siłą.
Zaciskam powieki, następnie szybkim krokiem wychodzę z alejki i kieruję się w stronę mojego domu, ignorując hałasy i krzyki, oraz starając się za wszelką cenę zatrzymać łzy pod moimi powiekami.

                                                                   ***

Wchodzę do swojego domu, który był zamknięty, a klucz całe szczęście znajdował się pod wycieraczką.
Przez dłuższą chwilę stoję i patrzę w ścianę, lecz uporczywe i ciężkie łzy z ogromną siłą napływają do moich oczu, na co opieram się o drewnianą powłokę i osuwam się na podłogę. Wybucham płaczem chowając twarz w swoich, trzęsących się dłoniach.

                                                                 

                                                           *Oczami Louis'a*

- Niall, podaj piwko. - woła Zayn, a blondyn wyciąga ciemnozieloną butelkę ze skrzynki i rzuca mulatowi.
Szczerze mówiąc, to jestem trochę śpiący. Prawie całą noc nie spałem, bo pieprzyliśmy się z Carol, a rano, kiedy wyjeżdżała, obudziła mnie i nie śpię do teraz.
Posiedzę jeszcze chwilę z nimi, a potem pójdę spać. Mam wyjebane.
- Wie ktoś co jest z Harry'm? - pyta Luke. - Ostatnio nie widuję go w barze, do którego zawsze łaził, często nie ma go w domu, nie przychodzi najebany, nie sprowadza lasek. - zaciąga się szlugiem. - Coś tu jest grane. - wypuszcza szary dym  z swoich ust. Wszyscy ukradkiem zerkają na Joseph'a, oczekując, że może on coś wie.
Czuję, że mężczyzna na mnie patrzy, więc też na niego spoglądam z pytającym wyrazem twarzy. Czuję, że Joseph chcę im powiedzieć, o tym, że Harry chodzi  z Agą, kiwam głową na znak, że zgadzam się, żeby im to wytłumaczył. Po tym, co wczoraj powiedział Luke o mojej przyjaciółce, czuję, że będzie lepiej, kiedy będą o tym wiedzieć, bo wtedy żaden z nich nie odważy się powiedzieć czegoś takiego.
- Tak się składa, że Harry ma dziewczynę. - mówi.
- Już wiadomo dlaczego go niema, pewnie ją właśnie posuwa. - prycha Zayn. Spoglądam na niego spod byka, lecz on wzrusza ramionami i upija łyk piwa.
- Kto to? - pyta Niall z ciekawością
- Aga. - odpowiadam, a wszyscy spoglądają na mnie ze zdziwieniem, lecz ja zwracam swój wzrok na Luke'a, który jest trochę zakłopotany.
Pewnie boi się, że Harry go podsłuchał. i dobrze, niech się boi, bo za to zapłaci.
- Pozwoliłeś na to? - pyta Liam. - Pozwoliłeś, żeby taka, przemiła osoba w ogóle zadawała się z Harry'm? - dodaje nie dowierzając.
- Nie miałem na to wpływu, z resztą nie będę wtrącać się w jej życie. - odpowiadam.
- Ale to jest Harry, wiesz jaki on jest! - Liam najwidoczniej nie może się z tym pogodzić.
- Liam, uspokój się. - mówi Joseph, a chłopak wzdycha. - Pewnie wszyscy zauważyliście, że Harry trochę się zmienił. - mierzy nas wszystkich wzrokiem. - To Aga ma na niego taki wpływ i będzie jeszcze lepiej, tylko wy musicie to zrozumieć. - dodaje. - I nie prowokować go do wybuchów. - spogląda na Luke'a znacząco.
- No co? Jak widzę fajną du...
- Jeśli to dokończysz, to ci wyjebię. - przerywam mu i piorunuję wzrokiem.
- Dobra. - fuka i opiera się o kanapę z wyraźnym grymasem na twarzy.
Frontowe drzwi zamykają się z ogromnym hukiem, następnie słychać, głośne tupanie na piętrze.
- Harry wrócił. - oznajmia Niall, jakby nikt nie miał o tym pojęcia.
- Co ty kurwa nie powiesz? - fuka Zayn. - Idiota. - dodaje.
- Pierdol się. - mówi blondyn i wystawia mu środkowy palec.
- Uspokójcie się do kurwy nędzy. - fuka Joseph, a chłopaki piorunują się wzrokiem.
Nagle moje oczy zaczynają się zamykać, a z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie.
- To nie odpowiednie miejsce na sen. - oznajmia Liam, klepie mnie po ramieniu.
- Wiem, jeszcze objebaliby mnie na łyso, albo jeździliby mi chujem po twarzy. - zaczynamy się śmiać.
Kiedyś zrobili tak Niall'owi, kiedy zasnął na kanapie, zrobili nawet foty jaj Luke'a na jego mordzie. Dlatego ja zawsze zamykam się w swoim syfie.
- Nie zdziwiłbym się. - oznajmia Liam, nadal się śmiejąc.
- Idę się przespać. - mówię do Naill'a. - Przyjdę wieczorem na piwo. - wstaję z kanapy, następnie wychodzę z salonu i idę na górę.
Już mam wchodzić do swojego pokoju, kiedy z pokoju Harry'ego słyszę głośny odgłos rozbijania czegoś szklanego o ścianę. Nieco zdezorientowany podchodzę do uchylonych drzwi i zaglądam do środka. Harry leży rozwalony na kanapie i opierdala butlę wódy, spoglądam nieco w bok i widzę rozbitą butelkę.
Czuję, że ktoś odpycha mnie na bok, odwracam głowę i widzę, jak Joseph wchodzi do pomieszczenia i zamyka drzwi na klucz.
Pewnie usłyszał rozbijanie butelki.
- Co ty odpierdalasz? - pyta, trochę zdziwiony.
- To wszystko jest popierdolone. - ledwo mogę zrozumieć jego bełkot. - Nie, to ja jestem popierdolony. Zjebałem wszystko. - brzmi na załamanego, pomimo jego, plączącego się języka.
- Co zrobiłeś? - pyta mężczyzna.
- Zjebałem. - odpowiada.
- Co zjebałeś?
- Aga powiedziała, że ze mną zerwie, jeśli się nie ogarnę. - odpowiada. Czuję jak moje oczy się rozszerzają.
- Harry, co ty jej zrobiłeś? - Joseph jest przerażony, ale też wkurwiony.
- Gadała z takim chujem, zrobiłem się zazdrosny w chuj, wydarłem się na nią w chuj i powiedziałem, że jej nie ufam. Potem uciekła ode mnie, złapałem ją w uliczce, znowu się na nią wydarłem, a ona powiedziała, że ze mną zerwie. - tłumaczy załamany. - Jak już mówiłem, zjebałem w chuj - słyszę, że upija kilka łyków wódy. - Nie wiem co teraz mam robić. Jeśli ona ze mną zerwie, ja kurwa nie przeżyję. Rozumiesz? Ne przeżyję bez niej. - lekko podnosi głos. - Ona jest moim szczęściem, jest moim wszystkim. - moje oczy ponownie się rozszerzają. Harry jest naprawdę pijany, skoro zwierza się z swoich uczuć co do Agi. - Przy niej czuję, że żyję, dzięki niej moje życie nie jest do dupy, dzięki niej wiem co to prawdziwe szczęście. - dodaje.
- Prześpij się, pogadamy jak będziesz trzeźwy, bo teraz to nie ma sensu. Jesteś tak najebany, że ledwo mówisz. - mówi Joseph.
- Dobra. - mówi to w taki sposób, że ledwie nie wybucham śmiechem.
Jest naprawdę napierdolony w cztery dupy.
Joseph podchodzi pod drzwi, lecz tym razem nie zamierzam uciekać, chcę pogadać z Harry'm puki jest taki wylewny i nie jest w stanie nic mi zrobić.
Mężczyzna wychodzi z pokoju i spogląda na mnie pytająco.
- Wejdę tam. - mówię, a on kiwa głową i kieruję się do schodów, za to ja wchodzę do pokoju.
Harry właśnie przykłada sobie butelkę do ust i upija kilka sporych łyków.
- Skrzywdziłem ją, więc możesz mi wpierdolić, tak, że nie będę mógł  się ruszać. Nie będę się nawet opierać. - jestem zaskoczony, tym co mówi.
- Nie po to przyszedłem. -odpowiadam po chwili
- To po co?
- Pogadać.
- Chyba mam jebane haluny. - mruży oczy i stara się przeczytać co jest napisane na etykiecie butelki.
- Nie, to na serio się dzieje. - mówię i opieram się o ścianę.
- Mów, czego chcesz, a potem wypierdalaj. - burczy.
Postanawiam nie owijać w bawełnę.
- Aga jest moją przyjaciółką i zależy mi na jej szczęściu, wiem, że jej na tobie zależy i zapewne teraz przez ciebie cierpi, więc czuję się zobowiązany to przemówienia temu, twojemu, pojebanemu mózgowi do rozsądku. - rozglądam się po pokoju, w którym jestem pierwszy raz. - Znasz ją i wiesz, że zazdrość i mówienie jak ma żyć, nic ci nie da. Jest uparta i postawi na swoim, nawet jeżeli będzie musiała z tobą zerwać. Ona nie jest popychadłem i nie jest taka, jak twoje dziewczyny do łóżka. Nie zrobi wszystkiego, co zechcesz i nie da sobą pomiatać, musisz to w końcu zrozumieć. - tłumaczę. - Wiem, że nie chcesz jej stracić, ona też pewnie by tego nie chciała, więc ogarnij się idioto. - mówię.
- Co mam zrobić?
- Po prostu daj wam trochę czasu. - odpowiadam.
Łapię za klamkę i już zamierzam otworzyć drzwi.
- Zrobię wszystko, żeby ją odzyskać. - mówi.
- Wiem. - odpowiadam.  - Kochasz ją? - pytam, mimo, że znam odpowiedź. Zerkam na niego kątem oka, a on spogląda na mnie i kiwa głową. - Więc po prostu jej to powiedz. - mówię i wychodzę z pomieszczenia.
**~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba, mimo, że nie był to zbyt przyjemny rozdział :( Jak myślicie, między nimi wszystko się ułoży?
Do następnego!! <3333333333333333333333333333

23.08.2016

Rozdział 47

                                                         *Oczami Agaty*

Od jakichś dziesięciu minut leżymy, przytuleni do siebie w zupełnej ciszy, a ręka Harry'ego porusza się wzdłuż mojego kręgosłupa. Oczy mam zamknięte, a policzek wtulony w jego twardą klatkę piersiową, która cały czas porusza się w górę i w dół pod wpływem jego, głębokiego oddechu. Mocniej oplatam swoją ręką, jego brzuch i bardziej wtulam swoje ciało w jego, kładąc swoją zgiętą nogę na jego udo, na co Harry kładzie swoją brodę na mojej głowie i powiększa obszar gładzenia moich pleców swoją, wielką ręką.
Zauważyłam, że ostatnio jestem taka szczęśliwa. Paula wróciła, w ostatnich dniach nie dostałam, żadnej złej wiadomości, Harry jest ze mną, między nami coraz lepiej się układa, i to dzięki niemu zrzuciłam część mojego balastu, związanego z wydarzeniami z mojej przeszłości. Do tego, za niecałe trzy tygodnie święta, z czego jestem naprawdę szczęśliwa, ponieważ prawdopodobnie pojadę do swojej rodziny i będę miała okazję spędzić z nimi tydzień, no może trochę więcej. Muszę jeszcze dokładnie obgadać to z  Paulą, bo wolałabym nie zostawiać domu samego sobie, w trakcie kiedy obie będziemy daleko stąd. Mam nadzieję, że Harry zgodzi się jechać ze mną, mimo, że pewnie nie będzie do tego chętny i pewnie będę musiała przez dłuższy czas przekonywać go do tego wyjazdu.
Muszę jeszcze powiadomić moich rodziców o Harry'm i o tym, że jesteśmy razem. Postaram się zadzwonić do nich dziś wieczorem i im powiedzieć o nim i o moich zamiarach. Przyznam, że trochę się denerwuję przed powiedzeniem im tego, ale wiem, że będą szczęśliwi, że znalazłam sobie mężczyznę, na którym mi zależy, a jemu na mnie, i, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Wiem także, że ucieszą się, kiedy powiem im, że zamierzam przyjechać do nich na święta, być może w jego towarzystwie. Chciałabym, żeby zobaczyli się i poznali na żywo.
- O czym myślisz? - słyszę spokojny głos Harry'ego, po chwili czuję, że wtula swój policzek w moje włosy.
- O tym, że niedługo Boże Narodzenie i, że prawdopodobnie pojadę z powrotem do polski na ten, świąteczny okres. - podnoszę głowę z jego torsu i spoglądam na niego, żeby zobaczyć jego reakcję. - Czyli około tydzień. - lekko marszczy brwi, lecz jego wzrok cały czas ilustruje moje oczy.
- Chcesz mnie zostawić na cały, jebany tydzień? - pyta ze złością, a jego brwi jeszcze bardziej ściągają się do środka.
- Nie chcę cię zostawić. - mówię. - Ale liczę, że zgodzisz się pojechać ze mną. - lekko się do niego uśmiecham, lecz Harry cały czas patrzy na mnie z tą, swoją naburmuszoną miną.
- Nie. - burczy. - Nie ma nawet takiej kurwa opcji. - fuka.
Wiedziałam, że tak będzie. Ale ja już mniej więcej wiem jak go przekonać.
- Dlaczego? - pytam i opieram swoją brodę na jego klatce piersiowej, cały czas patrząc w jego oczy.
- Bo nie. - odpowiada krótko i wymijająco. Marszczę brwi.
- Dlaczego? - powtarzam.
- Nie chcę, nie lubię nigdzie jeździć, nigdy nawet nie opuściłem Londynu i jego pierdolonych okolic. - jego ton jest podirytowany.
- To na pewno jedyny powód dlaczego nie chcesz ze mną jechać? - pytam, wiedząc, że to jeszcze nie wszystko, co ma do powiedzenia w tej sprawie.
- Nie chcę o tym gadać. - mówi i chce mnie do siebie mocniej przyciągnąć, lecz na to nie pozwalam, na co, jego czoło marszczy się jeszcze bardziej niż poprzednio.
- Porozmawiaj ze mną. - mówię i odsuwam się od niego, następnie siadam na materacu, krzyżując nogi. - Wiem, że tu chodzi o coś więcej, niż tylko o to, że nie chcesz jechać. - dodaję. - Powiedz mi o tym. - mówię, głęboko patrząc w jego oczy.
Chłopak wzdycha zrezygnowanie, a jego czoło nieco się wygładza.
- Kurwa. - fuka pod nosem i odwraca wzrok.
- Harry. - mówię, żeby zwrócić na siebie swoją uwagę.
- Przecież znasz mnie i wiesz jaki jestem pojebany. Nikt nie pała do mnie sympatią, a twoi rodzice też pewnie nie będą mnie trawić. - wybucha ze złością, nie patrząc na mnie.. - Nie to popierdolone. To nie ma jebanego sensu. - zamyka oczy i kręci głową, z maksymalnie ściśniętymi brwiami i czołem.
- Ja pałam do ciebie czymś dużo większym niż sympatią Harry. - mówię, a wyraz jego twarzy łagodnieje. - Moi rodzice są wyrozumiali, mili i to naprawdę w porządku ludzie. Myślisz, że pozwoliłabym na, to żeby cię skreślili, lub pochopnie ocenili? - pytam. - Nie doszłoby nawet do tego, ponieważ wiedzieliby, że jesteś dla mnie bardzo ważny i cholernie mi na tobie zależy. - dodaję i sięgam po jego rękę, splatając nasze palce. Harry lekko uchyla powieki i  spogląda na mnie - Może być nieco ciężko, bo tak naprawdę tylko mój tata i moja siostra potrafią mówić po angielsku, ale ja mogę być tłumaczem. - uśmiecham się do niego lecz chłopak nadal ma kamienną twarz. - Przekonałam cię chociaż trochę?
- To chujowy pomysł. - mówi. - Nie możesz po prostu zostać ze mną tutaj?
- Harry. - ściskam jego dłoń. - Chcę spędzić te święta razem z moją rodziną i byłabym naprawdę szczęśliwa, jakbym mogła także spędzić je z tobą. Mimo, że naprawdę nie chce cię zostawiać, to nie mogę zawieźć mojej rodziny. - mówię. - Wiem, że jesteś strasznie uparty i zawzięty, ale nie mógłbyś tego odłożyć na bok i po prostu pojechać tam ze mną dla mnie? - pytam, uważnie patrząc w jego, zielone tęczówki.
- Tu kurwa nie chodzi tylko o to, że jestem uparty i nie chcę jechać. - mówi po chwili, coraz bardziej zdenerwowany, lecz ja staram się zachować cierpliwość i spokój.
- W takim razie o co? - pytam, lecz chłopak nie odpowiada. - Harry proszę, powiedz mi o tym. - szukam jego spojrzenia, które stara się patrzeć wszędzie, tylko nie w moje oczy.
- Dobra. - fuka zrezygnowany. - W całym swoim, zjebanym życiu nie miałem ani jednej Wigilii, czy jak to się tam zwie. - mówi, a ja czuję jak moja twarz blednie. - Nie wiem kurwa, jak to jest jeść uroczystą kolację z rodziną przy lampkach i drzewie, nie wiem jak to jest odpakowywać prezent z świątecznego papieru ani nie wiem jak to jest zawieszać jebane bombki na iglaku. Ja nic o tym nie mam kurwa do chuja pojęcia.  - stara się mówić, jakby nie robiło to na mim, żadnego wrażenia, z resztą jak zwykle. Ale ja wiem, że jest rozżalony, mimo, że jego czoło jest zmarszczone sprawiając wrażenie rozwścieczonego.
Jeszcze przez chwilę patrzę na jego twarz, następnie przykładam jego rękę do swoich ust i całuję jej wierzch.
Im bardziej zagłębiam się w przeszłość Harry'ego, tym bardziej jest ona smutna, szokująca i niesprawiedliwa.
W trakcie kiedy ja, jako małe dziecko cieszyłam się świątecznym nastrojem, ozdabiałam choinkę, robiłam prezenty dla bliskich, piekłam z mamą świątecznego piernika, Harry siedział w domu i nawet nie wiedział, że ten dzień jest taki wyjątkowy. W tym dniu zawsze czułam się wspaniale, czułam tą rodzinną atmosferę, a Harry przeżywał to tak monotonnie, jak każdy, inny dzień.
Zaciskam powieki, chcąc wyrzucić z swojej głowy obraz małego, smutnego Harry'ego, siedzącego na parapecie i patrzącego na dom sąsiadów z naprzeciwka, gdzie w oknie widać piękną, świecącą choinkę i ludzi tworzących kulinarne cuda w kuchni.
- Mogłeś od razu powiedzieć. - mówię naprawdę cicho. - Jeśli naprawdę nie chcesz, nie musisz jechać, ale nie wyobrażam sobie, że zostawiam cię tutaj samego, w trakcie kiedy ja będę spędzać czas w gronie mojej rodziny. - dodaję. - Nie będę mogła znieść myśli, że jesteś tutaj sam, a ja tam i cieszę się świątecznym nastrojem, w trakcie kiedy ty nie wiesz nawet co to takiego. - zauważam, że mówię coraz ciszej, a moje oczy zachodzą łzami. - Przepraszam, że tak naciskałam na ciebie, nie powinnam.
- Nie przepraszaj, to moja wina, że nie powiedziałem ci tego od razu. - przyciąga mnie do siebie i przytula.
Nadal myślę nad tym, co Harry musiał przechodzić i co nadal gnieździ się w jego sercu i umyśle. Wiem, że to dopiero początek, tego, co Harry przeżył, i nie mogę tego znieść, że ledwo to wytrzymuję, ale ja nadal nie mogę pogodzić się z tym co ten biedny chłopak przeżył, co on musiał przechodzić i co musiał czuć. I co musi czuć do teraz.
Mimowolnie łzy zaczynają wypływać z moich oczu, a ja wtulam swoją głowę w jego klatkę, próbując to ukryć przed Harry'm. Lecz po chwili czuję jak jego ręka sięga po moją brodę i podciąga ją do góry, tak, żebym na niego spojrzała, lecz moje oczy są zamknięte.
- Ejj. - mówi łagodnie i wyciera moje policzki wierzchem swojej dłoni. - Spójrz na mnie. - mówi ściszonym tonem i lekko pociera moją brodę swoim kciukiem, chcąc mnie od tego zachęcić. - Aga proszę, otwórz oczy.Głęboko wzdycham, lecz po kilku sekundach otwieram swoje powieki i od razu kieruję swój wzrok na oczy Harry'ego, które są jednocześnie zaniepokojone i smutne, a jego brwi ściągnięte w sposób, który wyraża nic innego, a żal. - Dlaczego płaczesz? - pyta i ociera kciukiem moje łzy, cały czas patrząc  w moje, zapewne zaczerwienione oczy.
- Bo tak bardzo mi ciebie żal. - pociągam nosem. - Trudno mi się pogodzić z tym, że to, o czym mi opowiadasz, naprawdę miało miejsce i, że to wszystko przeżyłeś. - tłumaczę i sięgam swoją ręką, wycierając swoje mokre, policzki czarnym rękawem. - To jest tak cholernie smutne i niesprawiedliwe, że to właśnie ciebie spotkały takie, okropne rzeczy. - mówię.  - Przepraszam, że ci to wszystko przypominam i, że tak na to wszystko reaguję, ale nie spodziewałam się, że... - Harry wpija się w moje mokre i zapewne słone usta.
- Nie płacz skarbie. - mówi. - Okropnie się czuję, kiedy widzę jak cie to boli. - spogląda w moje oczy. - Nie przepraszaj mnie, bo to nie twoja wina, że moje życie było tak zjebane. - opiera swoje czoło o moje.
- Ja.. ja nie chciałam, żeby to tak wyszło. - mówię, pociągając nosem. - Chciałam tylko spędzić ten, ważny i wyjątkowy dla mnie czas z tobą. - dodaję.
- Wiem.
- Jeśli nie chcesz, to naprawdę nie musisz jechać. Nie chcę cię już więcej do niczego przekonywać. - chłopak oplata swoje ręce wokół moich pleców.
- Chciałbym jechać tam z tobą. - mówi. - Ale nie chcę robić z siebie dziwaka czy debila, który nie wie jak obchodzi się święta. - tłumaczy.
- Nie jesteś debilem, ani dziwakiem. - mówię niemal od razu. - Jesteś cudownym i kochanym mężczyzną, który nie miał możliwości dowiedzieć się jak wygląda taka, prawdziwa Wigilia, którą zapamiętałbyś do końca życia - mówię. - Moi rodzice zrozumieliby to, gdybyś pozwolił mi im to wytłumaczyć, bo nie powiedziałabym, nawet moim rodzicom, czegoś, czego nie chciałbyś, żeby wiedział ktokolwiek oprócz mnie. - tłumacze. - Nigdy nie chciałabym zawieźć twojego zaufania do mnie.
- Wiem o tym skarbie. - całuje moje czoło, następnie przykłada moją głowę do swojego torsu.
- Harry. - mówię, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
- Hmm. - wydaje z siebie głęboki pomruk.
- Cokolwiek byś mi nie powiedział, ja zawsze będę z tobą, zawsze będę cię wspierać jak mogę i zawsze będę starać się ciebie rozumieć. - mówię cicho. - Kiedy mówisz mi o takich smutnych i okropnych rzeczach, ja też odczuwam ten ból, ale to nie znaczy, że nie chcę, żebyś mówił mi o takich sprawach. Nie chcę, żeby to, że płaczę, zrażało cię do tego, żebyś przestał mi się zwierzać. - sięgam swoją dłonią do jego karku i zaczynam muskać moimi opuszkami, jego loki. Słyszę jak chłopak wzdycha i mocniej oplata moje plecy. - Nie chcę, żeby moja wrażliwość sprawiła, żebyś przez nią nie mówił mi o swojej przeszłości. Chcę wiedzieć o tobie jak najwięcej i chcę, żebyś zwierzał mi się z takich rzeczy. - dodaję i muskam jego szyję. - Możesz mi powiedzieć o wszystkim Harry.
- Wiem kochanie. - mówi i zaczyna gładzić moje włosy, a ja wtulam swoją twarz w jego szyję.
- Dlaczego nie obchodziliście świąt? - po chwili ciszy zadaję to, nurtujące moją głowę pytanie.
- Ojciec uznał, że nie będzie  sobie zawracać dupy takimi głupotami, a matka cały czas pracowała i nie miała czasu, z resztą nie postawiłaby się ojcu. - odpowiada. - Raz, czy dwa, dała mi jakiś prezent na Wigilię, ale nie pamiętam co, to było. Pewnie jakieś zjebane skarpety albo szalik. - dodaje. - Przez pierwsze lata życia, puki nie poszedłem do szkoły, nie wiedziałem, że istnieje takie coś jak święta. - cicho wzdycham. - Ale jak wgłębiłem się w ten temat, chciałem przeżyć coś takiego, chciałem oderwać się chociaż na te, parę godzin od mojego skurwionego życia. Nie wierzyłem w mikołaja i jego jelenie, którzy rozdają prezenty dzieciakom, ale wierzyłem, że kiedyś dostanę prezent w świątecznym papierze i zjem zajebistą kolację. - podnoszę swoją głowę i spoglądam w jego oczy.
- Nadal możesz przeżyć coś takiego. - zapewniam. - Wystarczy, że ze mną pojedziesz, a przekonasz się, że to naprawdę coś wyjątkowego i wspaniałego. - uśmiecham się do niego. - Naprawdę chciałabym, żebyś ze mną pojechał. Ale jak wcześniej mówiłam, nie będę się już narzucać. - dodaję.
- Wiem, że byłoby zajebiście. - przyznaje.
- Wiem Harry. Ale cieszę się, że tak o tym myślisz. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. - lekko muskam jego górną wargę.

                                                                 ***

- Może już wstaniemy? - pytam po chwili i podnoszę jedną brew.
- Po co? - pyta. - Masz coś konkretnego do robienia?
- Nie, ale pewnie jest już południe, a my nadal leżymy i nic nie robimy. - tłumaczę.
- W czym to przeszkadza? Z tobą mogę nawet nic nie robić, a jest mi dobrze. - uśmiecham się na jego słowa. - Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić, tam, gdzie chce cię zabrać - mówi nagle wplata swoje palce w moje włosy i zaczyna masować skórę mojej głowy.
- Będę. - mocno się do niego wtulam. - Cieszę się, że gdzieś wychodzimy. - mówię. - Wiem, że nie lubisz pokazywać się publicznie i nie lubisz nawiązywać kontaktów międzyludzkich i naprawdę doceniam, że gdzieś mnie zabierasz. - mówię na jednym oddechu.
- Dla ciebie wszystko. - muska moją skroń. - Później zrobię obiad. - oznajmia po chwili. - Co chciałabyś zjeść? - pyta, a ja odsuwam się nieco od jego klatki i spoglądam na jego twarz.
To naprawdę urocze, że Harry chce zrobić obiad, i to jeszcze chce zrobić coś, na co mam ochotę.
- Mówiłam ci już,że jesteś kochany? - pytam, z małym uśmiechem.
- Już jakieś parę razy. - odwzajemnia uśmiech.
- To i tak za mało. - mówię, a chłopak przewraca nas tak, że znajduję się pod nim, następnie wchodzi pomiędzy moje nogi.
- Dlaczego za mało? - pyta i przypiera swoje ciało do mojego. Kładzie swoje ręce po obu stronach mojej głowy i nachyla się nade mną tak, że nasze twarze dzieli tylko kilka centymetrów.
- Bo nie ma takiej ilości słów, żeby określić jaki jesteś kochany - szeroko się do niego uśmiecham.
- Chyba jaki jestem nie kochany. - poprawia mnie, lecz ja zaczynam kręcić przecząco głową.
- Jesteś kochany i się ze mną nie kłóć. - mówię, a uśmiech nadal nie schodzi z mojej twarzy.
- Będę się kłócić, bo uważam inaczej. - na jego twarzy pojawia się złośliwy uśmieszek.
- Czyżbyś chciał mnie wkurzyć? - podnoszę brew.
- Może. - wzrusza ramionami. - Dawno nie widziałem cię wkurzonej. - przyznaje, czym jestem nieco zdziwiona.
- A chciałbyś zobaczyć jak się wkurzam?
- Nie. - kładzie swoją dłoń na mojej brodzie. - Chcę żebyś cały czas była taka wesoła i szczęśliwa, jak jesteś teraz. - uśmiecham się do niego, następnie owijam swoje ręce wokół jego szyi, przyciągam go do siebie i mocno przytulam.
- Jesteś cudowny Harry. - szepczę do jego ucha. - Czy ci się to podoba, czy nie.
- Podoba mi się.
         
                                                                   ***

Leżymy tak już jakieś dwadzieścia minut. Moja głowa położona jest na jego klatce, a jego ręce owinięte są wokół moich pleców.
Zdecydowaliśmy, że zrobimy na obiad ryż w sosie słodko kwaśnym i kurczakiem. Nie mam wszystkich składników potrzebnych do zrobienia tego posiłku, ale Harry powiedział, że szybki wypad do sklepu to dla niego nie problem. Dla mnie oczywiście też nie.
Mocniej ściskam swoją ręką jego brzuch, wtulając się w jego tors.
W mojej głowie nadal siedzi to, co Harry wyznał mi o swojej przeszłości i nadal mnie to cholernie smuci i dołuje.
To, co on przeżył, jest takie niesprawiedliwe i okropne. Nie mogę w to uwierzyć, że właśnie to wszystko spotkało Harry'ego. Tego kochanego, wspaniałego i cudownego Harry'ego, który musiał sobie z tym wszystkim radzić, tak naprawdę sam. To, co go spotkało, te wszystkie okropieństwa, jest tak, cholernie niesprawiedliwe... Wiem, że w tym momencie moje rozumowanie, bije się z tym, co ostatnio powiedziałam Pauli, że to, co nas złego spotyka, dzieje się po coś. Ale te okropieństwa, które przeżył Harry, co wiem, że jest dopiero początkiem jego wyznań, to naprawdę przesada i totalna niesprawiedliwość.
Ojciec pijak i narkoman, który nie robił nic innego, jak siedzenie z dupskiem na fotelu i rozkazywanie swojemu synowi, który nie miał odwagi mu się sprzeciwić, ponieważ, jak zgaduję, karą za sprzeciw było bicie. Matka, która cały czas pracowała i nie miała czasu dla Harry'ego, który musiał usamodzielnić się tak wcześnie, ponieważ życie, tak naprawdę go do tego zmusiło. Nie miał kolegów, z którymi mógłby spędzać czas, nie miał czasu na naukę, nigdy nie był doceniony przez swoich bliskich, a starał się jak mógł. Praktycznie nigdy nie przeżył Bożego Narodzenia, i zgaduję, że pozostałych świąt też nie obchodził. Nigdy nie odpakował prezentu, owiniętego w świąteczny papier, nigdy nie wieszał bombek i sopelków na choince, nie jadł Wigilijnej kolacji i nigdy nie poczuł tego, wspaniałego, rodzinnego nastroju, który powinien towarzyszyć w tak wspaniałych dniach, A jego marzeniem było przeżyć chociaż raz coś takiego, jak Wigilia, lecz nigdy się to nie spełniło.
Nie wyobrażam sobie jak bardzo rozczarowany, smutny i  rozgoryczony musiał być ten, mały chłopiec, który totalnie nie potrafił rozumieć dlaczego jego życie takie jest, dlaczego jego rodzice go tak traktują, dlaczego jego tata go bije, dlaczego mama się nim nie przejmuje, dlaczego nie może żyć jak inne dzieci, które codziennie widzi na placu zabaw i dlaczego jego marzenia się nie spełniają.
Naprawdę, nie wyobrażam sobie co musiało czuć to, biedne, bezbronne, niczemu nie winne dziecko, które nic nie mogło poradzić na to, co dzieje się w jego życiu
Zastanawia mnie gdzie tak właściwie byli jego pozostali bliscy? Czy naprawdę nikt nie zorientował się co dzieje się z tym chłopcem? Nikt mu nie pomógł i nie zabrał z tamtego, strasznego miejsca, którym był jego dom, który powinien być gwarancją poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Nikt nie zabrał go od rodziców, którzy tak naprawdę byli tylko mieszkańcami domu, którym on się zajmował.
A teraz. Nikt nie spodziewa się, że ten z pozorów: arogancki, wulgarny, brutalny, chamski człowiek, który nie umie opanować swojego gniewu, jest wobec wszystkich nieufny i po prostu wredny, kryje w swoich wspomnieniach takie, okropne i pewnie jeszcze okropniejsze rzeczy. Nie dziwię się, że to, co ten, biedny chłopak przeszedł, wywołało u niego takie, skrzywienie psychiczne i wychowawcze.
I niech ktoś mi powie. Gdzie tutaj chociaż krzta sprawiedliwości?
No właśnie...
Gdybym mogła, przeniosłabym na siebie część tego, niewyobrażalnego bólu, który kumulował się w nim przez dwadzieścia dwa lata. Ale żałuję, naprawdę żałuję, że nie można tego zrobić.
Targa mną teraz tyle złych uczuć i emocji, że mam ochotę krzyczeć i wrzeszczeć. Czuję ogromny smutek, rozczarowanie, rozgoryczenie, dół, oraz złość, złość na to, że życie wobec Harry'ego było takie niesprawiedliwe, i złość, że nie wiem jak mu w tym, wszystkim pomóc, żeby poczuł się lepiej.
Chciałabym, żeby poleciał ze mną do Polski, poznał moją, wspaniałą rodzinę, która niewątpliwie go polubi, a on będzie mógł przeżyć naprawdę swoją, pierwszą, cudowną i wyjątkową Wigilię.
Chciałabym, żeby chociaż jedno z jego marzeń się spełniło. Lecz jeżeli on nie będzie tego chciał, ja nic na to nie poradzę i będę musiała odpuścić.
Orientuję się, że oddech Harry'ego jest nadzwyczaj głęboki i równomierny, a bicie jego serca powolne i głośne.
Odrywam swoją głowę od jego klatki i spoglądam na jego spokojną i śpiącą twarz. Podnoszę rękę z jego brzucha i zaczynam gładzić wierzchem swojej dłoni, jego policzek, pokryty krótkim zarostem.
Od kiedy Harry tutaj przyjechał, wydawał mi się zmęczony i najwidoczniej nie myliłam się, bo Harry zapadł w naprawdę głęboki sen.
Mam nadzieję, że przynajmniej teraz w jego sercu i umyśle, jest ulga, a ona sam odpoczywa od traumatycznych myśli.
Wiem, że Harry z wszystkich sił stara się nie pokazywać tego, co czuje, podczas gdy zwierza mi się z tych, okropnych wspomnień, ale ja wiem, że jest strasznie przygnębiony i zły. Widzę to w jego oczach.
Pomyśleć, że to właśnie tego chłopaka spotkało coś tak okropnego.
Odwijam jego ręce z swoich pleców i układam w wygodny dla niego sposób, następnie nachylam się nad jego czołem i całuję se z ogromnym współczuciem, ale też wsparciem, bo to właśnie czuję w tym momencie, kiedy na niego patrzę.
Klękam na materacu i spoglądam na niego, dokładnie ilustrując całą, jego twarz, następnie przytulam swój policzek do jego czoła i zaczynam gładzić jego włosy, przez chwilę trwając w takiej pozycji. Ponownie muskam jego czoło, następnie schodzę z łóżka i najciszej jak mogę podchodzę do kanapy, zabieram z niej koc i z powrotem wracam do łóżka. Przykrywam jego ciało od stóp, do szyi, następnie,na palcach wychodzę z pokoju.
Jest już po trzynastej i zbliża się pora obiadu, więc postanawiam, że skoro Harry śpi, mogę iść do pobliskiego spożywczaka, obok sklepu, w którym pracuje Jake i kupić kurczaka oraz jakieś przyprawy. Zajmie mi to jakieś pół godziny, więc to żaden problem.
Docieram do kuchni i sięgam po niebieską karteczkę oraz długopis. Piszę na niej, że poszłam do sklepu i, że będę za półgodziny, następnie przyklejam ją w widocznym miejscu na blacie, na wypadek jakby Harry obudził się zanim wrócę.
Biorę swój portfel ze stolika, i udaję się do korytarza, gdzie ubieram swoje buty oraz płaszcz, następnie wychodzę na zewnątrz. Szybkim krokiem wychodzę na chodnik i zaczynam kierować się ośnieżoną ścieżką w stronę sklepu spożywczego.
Mam nadzieję, że Harry nie obudzi się zbyt szybko i nie pojedzie za mną. Chociaż i tak mam już u niego przechlapane i będzie na mnie zły, że wyszłam bez niego ale sądzę, że przyda mi się taki spacer na odświeżenie i uspokojenie swoich, poplątanych myśli, zwłaszcza po tym, co dzisiaj do mnie dotarło. Z resztą już dawno nie byłam na spacerze i cieszę się, że mogę pobyć chwilę na świeżym powietrzu sama z sobą i oczywiście ze śniegiem.
Mimo, że obiecałam Harry'emu, że nie spotkam się więcej z Jake'iem, to mam takie dziwne przeczucie, że właśnie to się dzisiaj stanie i zobaczę go w tym sklepie. Sama nie wiem dlaczego.
Może to znowu odzywa się moja paranoja.
Mam nadzieję, że to się nie stanie, ale przyznam, że chciałabym z nim porozmawiać i dowiedzieć się co u niego. Strasznie mi głupio przez to, jak wyszło nasze, wcześniejsze spotkanie, które było jakieś półtora tygodnia temu, ale chciałabym go za nie przeprosić. Ten pocałunek, potem Harry i jego niepohamowane pięści, było to strasznie niezręczne i chciałabym przeprosić go za to jeszcze raz w życiu realnym, a nie przez telefon.
To miły, sympatyczny chłopak i sądzę, że mu się to należy i nie ważne co powie na to Harry, który i tak nie ma prawa mi mówić z kim mam rozmawiać.

                                                                    ***

Po dziesięciu minutach jestem prawie przy spożywczaku, lecz zatrzymuję się przed sklepem, w którym pracuje Jake i wyglądam przez okno, próbując go dostrzec, lecz nigdzie go nie zauważam.
Może to i lepiej, że go nie ma.
Ruszam się z miejsca i wchodzę do przytulnego sklepu spożywczego. Pachnie tutaj warzywami i świeżym pieczywem.
Jest to niewielki sklepik, ale jest tutaj naprawdę wiele artykułów i półek, a za ladą widzę starszą, bardzo miło wyglądającą panią w jasnoróżowym swetrze i dużych okularach, która właśnie rozwiązuje krzyżówkę.
- Dzień dobry. - mówię, a kobieta podnosi głowę znad gazety i uśmiecha się do mnie szeroko, co odwzajemniam.
- Dzień dobry panienko. - ściąga okulary i wstaje ze stołka. - W czym mogę pomóc? - pyta, a ja podchodzę do lady.
- Ma pani może piersi z kurczaka i jakieś przyprawy do niego? - pytam niepewnie, a kobieta podchodzi do jednej z chłodziarek.
- Ile chcesz tych piersi kochana? - pyta i sięga po plastikowy woreczek.
- Dwie. - mówię, a kobieta podnosi na mnie wzrok.
- Robisz obiad dla dwóch osób? - kiwam głową nieco zaskoczona. - Ukochany? - lekko się uśmiecha, jakby wiedziała, że robię ten obiad dla mnie i dla mojego chłopaka.
- Tak. - odpowiadam niepewnie, czując jak się rumienię, a kobieta cicho chichocze, spoglądając na moją twarz
- Nigdy nie widziałam cię w tych okolicach. - oznajmia. - I masz inny akcent. - kładzie woreczek z mięsem na blat, następnie podchodzi do jednej z półek i zaczyna szukać przypraw.
- Jestem z Polski. - mówię z uśmiechem, co kobieta odwzajemnia.
- Miałam okazję poznać wiele osób z różnych narodowości, ale Polaki jeszcze nie poznałam. - mówi. - Ale jesteś bardzo miłą i sympatyczną osóbką. - ponownie wysyła mi uśmiech, co odwzajemniam. - Mogę wiedzieć jak masz na imię kochana? - pyta.
- Agata. Ale ludzie stąd mówią na mnie Aga, ponieważ tak jest im łatwiej. - kobieta się śmieje.
- Agata. - powtarza z nieco brytyjskim akcentem. - Jestem Judith. - podchodzi do lady i kładzie na niej słodką paprykę i przyprawę do kurczaka.
- Bardzo mi miło pani Judith. - mówię i wyciągam portfel z kieszeni.
- Życzysz sobie czegoś jeszcze kochanieńka? - pyta.
- Może pani jeszcze dać czerwoną paprykę? - pytam, a kobieta ponownie oddala się od lady i idzie prawie do końcowych półek.
- Prowadzę bibliotekę tuż za rogiem. - oznajmia dosyć głośno. - Szukam kogoś, kto pomagałby mi codziennie wieczorami trochę posprzątać, poukładać książki, dotrzymać mi towarzystwa. - wraca z powrotem z niewielką papryką w swojej dłoni. - Może zechciałabyś kiedyś przyjść? - pyta i wkłada warzywo do reklamówki wraz z piersiami i przyprawami.
- Jasne.- mówię trochę zbyt entuzjastycznie, przez co się rumienie, ale kobieta tylko cicho chichocze i pokazuje mi sześć palców, co znaczy ile mam jej zapłacić. - Bardzo chętnie przyjdę i pani pomogę. - mówię. - Ale jutro niestety nie mogę, ponieważ mam już plany, ale mogę przyjść po jutrze.
- Dobrze. Przyjdź wieczorem kochana. - kiwam twierdząco głową, następnie daję jej pieniądze.
- Pani prowadzi i sklep i bibliotekę? - pytam, sama nie wiem dlaczego.
- Sklep jest mojej, dobrej przyjaciółki, ale robię jej przysługę i siedzę tutaj, rozwiązując te krzyżówki. - odpowiada, wskazując na gazetkę. - Chociaż nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. - uśmiecha się do mnie, więc też lekko unoszę kąciki swoich ust.
Chowam portfel do kieszeni i biorę reklamówkę z blatu.
- Muszę już iść. - mówię. - Życzę pani miłego dnia.
- Dziękuje i nawzajem. - siada na stołku i zakłada okulary. - Mam nadzieję, że jednak przyjdziesz w środę. Myślę, że nie znajdę tutaj nikogo lepszego do mojej biblioteki.
- Obiecuję, że przyjdę. - posyłam jej ostatni uśmiech, następnie odwracam się i wychodzę.
Bardzo polubiłam tą panią, chodzenie do biblioteki i spędzanie czasu z panią Judith będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Ledwo unikam szklanych drzwi, które gwałtownie się otwierają i niemal we mnie uderzają. Podnoszę swój wzrok i widzę Jake'a, który jest nieco zaskoczony moim widokiem.
- Nic ci nie jest? Uderzyłem cię? - pyta, puszczając drzwi, które się za nim zamykają.
- Nie wszystko w porządku. - po moich słowachchłopak podchodzi do mnie i oplata swoje ręce wokół mojej szyi, co nieco mnie zaskakuje, ale kładę wolną rękę na jego plecach i lekko je klepię. Po chwili się  od siebie odrywamy, i lekko się do siebie uśmiechamy. - Cieszę się, że cię widzę. - mówię.
- Ja też. - patrzy na mnie tymi, swoimi niebieskimi, głębokimi oczami.
- Chciałam cię przeprosić za wtedy, za to, jak to wyszło, za to, że Harry cię uderzył. - mówię. - Chciałam to zrobić twarzą w twarz, ale obiecałam Harry'emu, że ...- chłopak przykłada swój palec do moich ust, co mnie zaskakuje.
- Stanowczo, za dużo mówisz. - zabiera swój palec. - Ale rozumiem, jesteś z Harry'm, trochę go znam, więc wiem jaki jest. - chłopak zauważa mój pytający wyraz twarzy. - Chodziliśmy razem do klasy w liceum. - tłumaczy. - Ja też cię przepraszam, że cię pocałowałem, to nie było odpowiednie, ale nie mogłem się powstrzymać. - dodaje.
- Nic się nie stało. - kręcę głową. - Mam nadzieję, ze Harry nie uszkodził cię za bardzo. - pytam i oglądam jego twarz w poszukiwaniu pozostałych śladów po jego ciosie, ale całe szczęście, nic nie zauważam.
- Nie, nic mi nie było. - odpowiada. - Też przywaliłbym kolesiowi, który całuje moją dziewczynę. - mówi z uśmiechem. - A Harry to Harry, wkurza się nawet, wtedy kiedy nie musi, więc się mu nie dziwię. - wzrusza ramionami.
- Ty naprawdę go znasz. - mówię, nieco zdziwiona.
- Obserwowałem go. - mówi. - Chciałem wiedzieć o nim coś więcej, zawsze był taki...
- Tajemniczy. - dokańczam za niego.
- Tak.
- Nie dziwi cię, że z nim chodzę? - pytam, po prostu z ciekawości.
- Nie. Dlaczego? Każdy zasługuje na szczęście. Z resztą on nie jest taki zły na jakiego wygląda, potwierdza to z resztą, że się z nim zadajesz, a tym bardziej, że z nim chodzisz. - jego słowa naprawdę mnie zaskakują.
Albo Jake jest takim, dobrym obserwatorem, albo widzi więcej niż inni.
- Masz racje. - odpowiadam. - Nie jest taki, na jakiego wygląda. - uśmiecham się do niego.
- Wiem.- odpowiada. - Ale ja i tak zawsze będę uważać go za agresywnego dupka, bez jakich kolwiek pohamowań. -  przygryzam wargę.
- Co u ciebie i Mii? - staram się jak najszybciej zmienić temat.
- Na drugi dzień po twoim telefonie, pojechałem do tej restauracji, w której pracuje i zaprosiłem ją na obiad. - lekko podnosi kąciki swoich ust. - Dzisiaj mam ją odebrać z pracy.
- Spotykacie się? - kiwa twierdząco głową.
- Miałaś racje, że jej się podobam. Ona mi chyba też. - kładę mu rękę na ramieniu. - Myślę, że będziemy razem. - dodaje.
- Bardzo się cieszę Jake. Naprawdę.
- Dzięki. - chowa ręce do kieszeni. - Mogę cię podwieźć do domu, jeśli chcesz. - oznajmia po chwili.
- Nie trzeba, przejdę się. - mówię i mam zamiar się z nim żegnać, lecz słyszę samochód, który parkuje, tuż za moimi plecami. Spoglądam na Jake'a, który wygląda  na nieco spanikowanego.
Domyślam się o co może chodzić.
Lekko odwracam swoją głowę i widzę wysoką, czarną, zakapturzoną sylwetkę, która wychodzi z samochodu, nawet nie zamykając drzwi i zaczyna kierować się w naszym kierunku z naprawdę nieciekawą miną. Paraliżuje wzrokiem Jake'a, następnie spogląda na mnie z prawdziwą wściekłością w oczach.
- Mam duże kłopoty? - szepcze Jake.
- Nie wiem.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Kolejny na czas!!!!!!! Mam nadzieję, że się podoba i, że w końcu skomentujecie :)
Do następnego!!! <3

16.08.2016

Rozdział 46

                                                         *Oczami Agaty*

- Co chcesz porobić? - pytam, podając brudny talerzyk Harry'emu, który właśnie kuca przed zmywarką.
To bardzo miłe urocze, że chciał mi pomóc w czymś takim, banalnym jak wsadzanie brudnych naczyń do zmywarki. Bardzo to doceniam.
- Cokolwiek, byleby być blisko ciebie. - mówi, a ja lekko uśmiecham się na jego słowa i nachylam się całując czubek jego głowy.
Uwielbiam kiedy Harry mówi takie urocze rzeczy, wtedy czuję jak robi mi się ciepło na sercu.
- Jesteś kochany. - mówię i podaję mu kolejny talerz.
- Tylko dla ciebie. - mówi i podnosi na mnie wzrok, posyłając mi żartobliwy uśmieszek, chociaż ja wiem, że to, co powiedział jest prawdą.
Wiem, że Harry traktuje mnie zupełnie inaczej niż jego poprzednie ,,dziewczyny''. Z tamtymi tylko zaspokajał się seksualnie, co wiązało się z odreagowaniem na wszystko to, co go dręczyło. Były to też zupełnie bezuczuciowe i nic nieznaczące znajomości.
- Jeszcze raz dziękuję ci za te naleśniki, były naprawdę pyszne. - mówię, podając mu widelce. Zauważam, że  w zlewie nie ma już brudnych naczyń, ani sztućców, więc myję ręce i siadam na blacie, patrząc jak Harry wkłada ostatni widelec w jedną z przegródek.
- Nie masz za co, to czysta przyjemność robić śniadanie mojej dziewczynie. - zamyka zmywarkę i włącza ją. Wstaje z kucka i spogląda na mnie z małą iskrą w oczach.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - pytam i posyłam mu lekki uśmiech, co odwzajemnia i podchodzi do zlewu wycierając ręce w suchą ścierkę, ponownie spoglądając na moją twarz.
- Bo uwielbiam na ciebie patrzeć. - wchodzi pomiędzy moje nogi i kładzie ręce na dole moich pleców, przyciągając mnie do siebie. Oplatam jego szyję swoimi ramionami i splatam palce na jego karku, lekko muskając jego włosy opuszkami.
- Dlaczego uwielbiasz na mnie patrzeć? - pytam, ilustrując jego oczy.
- Bo jesteś moją piękną, wspaniałą i cudowną dziewczyną . - mówi i owija swoje ręce wokół moich pleców, mocniej mnie do siebie przyciskając. - Na której kurewsko mi zależy i mam pierdolca na jej punkcie. - uśmiecham się do niego. Lekko przechylam głowę i krótko lecz namiętnie całuję jego wargi, co chłopak odwzajemnia.
- Nawet nie wiesz jak bawi mnie to, że przeklinasz w praktycznie każdym zdaniu. - mówię i kładę mu rękę na policzku, lekko gładząc go swoim kciukiem.
- Dziwi mnie, że ci to nie przeszkadza. - mówi i muska moją górną wargę. - Ale też cieszę się, że cię to bawi. - wkłada ręce pod moją bluzę i zaczyna gładzić moje plecy. Czuję jak przez mój kręgosłup przechodzi przyjemny prąd, przez co głośno nabieram powietrza do płuc. Harry to zauważa i powiększa obszar na moich plecach, gładząc moją skórę aż do połowy moich pleców. - Lubisz to? - pyta i przybliża swoją twarz do mojej, ilustrując moje oczy.
- Tak. - mówię zatracając się w jego dotyku, nadal uważnie patrząc w jego tęczówki, w których widać jasne iskierki. Jego twarz jeszcze bardziej się przybliża i ma zamiar musnąć moje usta, lecz w ostatnim momencie, lekko odwracam głowę, że trafia w mój policzek.
Zaczynam cicho chichotać, a Harry odsuwa swoją twarz od mojej i spogląda na mnie z humorem w oczach, chociaż stara się być poważny.
- A więc tak grasz. - uśmiecha się do mnie zawzięcie i kieruje swoje ręce na moje żebra, łaskocząc moją skórę, na co wybucham śmiechem i próbuję odciągnąć jego ręce od moich żeber.
Nie mam pojęcia skąd on wiedział, że mam straszne łaskotki na żebrach i nie cierpię, kiedy ktokolwiek mnie łaskocze w tym miejscu.
- Proszę przestań! - piszczę i łapię za jego nadgarstki, próbując odciągnąć jego ręce od mojej skóry. Chłopak zaczyna chichotać i jeszcze bardziej napiera na moją skórę swoimi palcami, - Harry! - piszczę. - Przestań!
- Jak obiecasz, że więcej razy nie uciekniesz od moich ust. - mówi, jeszcze mocniej mnie łaskocząc, co ledwo wytrzymuję.
- Obiecuję. - mówię, starając się nie śmiać, lecz chłopak nie przestaje. - Co jeszcze? - pytam, próbując złapać oddech.
- Pocałuj mnie. - mówi. Jedna z jego rąk przestaje mnie łaskotać i przenosi ją na moją brodę podciągając, tak, żebym na niego spojrzała. Jego druga ręka zastyga na moich plecach, przyciągajac mnie do siebie.
- Sam to zrób. - mówię, oplatając jego szyję swoimi ramionami, patrząc w jego oczy, w których buzuje płomyk pożądania. Chłopak przechyla swoją głowę i zdecydowanie wpija się w moje usta, mocno i z wielką  namiętnością , muskając moje wargi. Odwzajemniam pocałunek z równą siłą, starając się dorównać mocnym muśnięciom Harry'ego. Swoim językiem wślizguje się do wnętrza mojej buzi, dotykając nim mojego, który boi się w jakikolwiek sposób ruszyć. Po chwili zaczyna delikatnie pocierać moje podniebienie, sprawiając, że kąciki moich ust lekko się unoszą, na co Harry reaguje tym samym. Wyciąga swój język z mojej buzi i ponownie przechodzi do całowania moich ust, lekko dotykając czubkiem swojego języka, moich ust. Po chwili dołączam do niego, robiąc te same ruchy. Zaczynamy dotykać się swoimi językami, nadal namiętnie muskając swoje wargi.
Jeszcze nigdy nie całowaliśmy się z ten sposób, ale bardzo podoba mi się taki rodzaj pocałunków. Jest w nim coś intymnego, a zarazem podniecającego.
W pewnym momencie twarde krocze Harry'ego zaczyna napierać na wnętrze mojego uda, co sprawia, że Harry przestaje mnie całować i spogląda w moje oczy.
- Nie mogę tego kontrolować. - sapie, spoglądając w dół, lecz po chwili znowu zaczyna wpatrywać się w moje oczy z ogniem pożądania.
- Nie przeszkadza mi to. - uśmiecham się do niego lekko i wplatam palce w jego włosy, przyciągając do siebie jego głowę i ponownie wpijam się w jego usta, lekko przygryzając jego dolną wargę. Czuję jak Harry szeroko się uśmiecha, najwyraźniej bardzo spodobał mu się mój gest. Kładzie swoje, wielkie dłonie na mojej talii i mocniej mnie do siebie przyciąga, co sprawia, że napieram swoim miejscem intymnym na jego, twarde krocze. Czuję jak moje policzki się rumienią, ciało się napina, a uda próbują zacisnąć, na skutek dziwnego mrowienia w moim podbrzuszu.
- Nie krępuj się skarbie. - mówi i kładzie swoje ręce na moje uda, jeżdżąc w ich górę i dół, próbując mnie jakoś rozluźnić.
- Nie... ja po prostu nie wiem... ja nigdy nie. - plączę się w własnych słowach, sama nie wiedząc co chcę powiedzieć.
- Wiem skarbie. - mówi i odgarnia kosmyk moich włosów z czoła - Ale przy tobie nie mogę się kontrolować, to jest silniejsze ode mnie. - sapie, uśmiechając się do mnie i nachyla się nad moim obojczykiem, całując jedną z wystających kości. - Podniecam się na samą myśl o twoim, pięknym ciele. - mówi, jadąc z pocałunkami w górę mojej szyi, zostawiając na niej mokre ślady. - Chciałbym odkryć każdy, najmniejszy zakamarek twojego, idealnego ciała. - całuje miejsce tuż pod moim uchem, co sprawia, że głośno wdycham powietrze. - Chciałbym się z tobą kochać, poczuć twoją bliskość. - mówi to tym, swoim chrypowatym, ściszonym tonem, który tak bardzo uwielbiam. Czuję jak moje policzki płoną, a moje podbrzusze się zaciska. Przygryza płatek mojego ucha i odsuwa się ode mnie, spoglądając na mnie. Spuszczam głowę na dół, próbując jakoś schować swoją twarz, która pewnie przybrała nieco buraczanego koloru. Po chwili chłopak kładzie swoje palce na mojej brodzie, podciągając moją twarz do góry, zmuszając, żebym na niego spojrzała.
- Spokojnie skarbie, nigdy nie zrobiłbym nic, na co nie miałabyś ochoty. Wiesz o tym. - mówi, rozpaczliwie szukając mojego wzroku. - Mam nadzieję, że nie spłoszyłem cię tym, co powiedziałem. - dodaje. - Ale tego właśnie pragnę. Pragnę ciebie. - mówi i kładzie swoją, wielką dłoń na moim policzku
- Harry ja... ja nie jestem jeszcze  na to gotowa. To... jeszcze za szybko. - jąkam się, przygryzając wargę, próbując uciec wzrokiem od intensywnych oczu Harry'ego.
- Wiem skarbie. - łapie za tył mojej głowy i przyciska do swojej klatki piersiowej, następnie kilka razy muska jej czubek. Mocniej owijam swoje ręce wokół jego szyi i wtulam się w jego ramie, a Harry oplata moje plecy, wtulając swoją twarz w moje włosy, pojedynczo muskając skórę tuż pod moją szczęką.
- Czy...ty naprawdę chciałbyś.. to ze mną robić? -  pytam, niepewnie chowając swoją, i tak już czerwoną twarz w jego ramieniu.
- Tak skarbie, chciałbym się z tobą kochać. - delikatnie całuje skórę na mojej szyi.
- Dlaczego? Co we mnie takiego, że tak cię podniecam? - sama nie wiem dlaczego zadaję to pytanie. Chciałabym się za nie ugryźć w język.
- Wszystko. - mówi i wsadza swoją rękę pod moją bluzę, kładąc ją na moich plecach. - Dla mnie jesteś idealna skarbie i nic tego nie zmieni. - zaczyna robić małe kółka na samym środku mojego kręgosłupa. - Jesteś idealna pod każdym względem. - mówi i zaczyna całować moją szyję, co sprawia, że przechylam głowę na bok dając mu większy dostęp. - A ty chciałabyś? - nie musi mówić dalej, bo doskonale wiem o comu chodzi.
- Tak Harry. - mówię,a chłopak lekko zasysa moją skórę. - Ale na chwilę obecną nie jestem na to gotowa. - dodaję, zakręcając sobie na palcu,jeden z jego kosmyków na karku. - Poza tym znamy się dopiero trzy tygodnie, a razem jesteśmy trochę więcej, niż tydzień. Czuję, że to jeszcze za szybko. - wyjaśniam.
- Rozumiem. - spogląda w moje oczy, posyłając mi spojrzenie typu ,,rozumiem, nie musisz mi już więcej tłumaczyć''. Łapie za moją bluzę i zsuwa ją na moje ramie, odsłaniając je i od razu zabierając się za muskanie skóry na nim.
- Znowu chcesz robić mi kolejną malinkę. - cicho chichoczę, czując jak chłopak zaczyna zasysać skórę na moim obojczyku. Wplatam palce w jego włosy, czując przyjemne pieczenie.
- A masz coś przeciwko? - pyta, a na jego twarzy pojawia się żartobliwy uśmieszek.
- Nie, nie mam. Wręcz przeciwnie. - odpowiadam, masując jego skórę głowy.
Uwielbiam wplatać palce w jego włosy, zawsze są takie miękkie i długie. Założę się, że Harry też lubi jak to robię.
- Czyli mam rozumieć, że lubisz jak robię ci malinki. - to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
- Dokładnie tak. - mówię, a chłopak lekko skubie moją, bolącą skórę, swoimi zębami.
- To dobrze, bo ja też uwielbiam ci je robić. - podnosi swoją głowę i muska moje usta.
- Masz może jakiś pomysł co możemy porobić? - pytam, poprawiając swoją bluzę, naciągając ją na swoje, nagie ramie.
- Może po prostu poleżymy i porozmawiamy? - w jego głosie słyszę nutkę nadziei.
- Skoro chcesz. - uśmiecham się do niego, następnie cmokam go w nos, na o Harry też się uśmiecha.
Wkłada ręce pod moje uda i podciąga mnie do góry. - Harry. - próbuję jakoś zejść, lecz chłopak mi na to nie pozwala. - Puść mnie na zieme. - mówię.
- Dopiero w twoim pokoju. - wywracam oczami. Mocno przyciskam się do torsu Harry'ego i splatam swoje nogi w kostkach, nie chcąc spaść, jeśli nastąpiłaby taka możliwość. - Skarbie, nie spadniesz. - jego ciało zaczyna się trząść pod wpływem śmiechu. Wtula swoją głowę w moją szyję, następnie szybkim krokiem zaczyna iść w stronę schodów,
- Wiem, ale nie lubię być w powietrzu.
- Zauważyłem. - czuję, że wchodzimy na schody, szybko zmierzając na ich szczyt. - Nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś złego. - uśmiecham się na jego słowa i mocniej się do niego wtulam - Pamiętaj o tym. - całuje mnie w skroń, a ja kładę rękę na tyle jego głowy.
- Będę pamiętać Harry. - odpowiadam ściszonym tonem.
Harry otwiera drzwi od mojego pokoju, następnie wchodzimy do środka, a chłopak zamyka drzwi nogą. Podchodzi do mojego łóżka i podtrzymując moje plecy, ostrożnie kładzie mnie na materacu. Kładzie swoje ręce po obu stronach mojej głowy i nachyla się, całując moje usta.
- W takim razie o czym chcesz rozmawiać? - pytam i zakładam mu ręce na szyję.
- O tobie. - uśmiecha się.
- Co chcesz o mnie wiedzieć? - pytam i odwzajemniam uśmiech.
- Masz jakieś pasje albo zainteresowania? - pyta z ciekawością w oczach.
- Wypuść mnie to ci pokażę. - mówię. Chcę mu po prostu pokazać moją teczkę z rysunkami, może coś mu się spodoba.
- Co chcesz mi pokazać? - staje się jeszcze bardziej ciekawy.
- Zobaczysz. - mówię z uśmiechem.
Harry niechętnie schodzi ze mnie i siada na materacu, opierając się o wezgłowie łóżka, a ja wstaję i kieruję się w stronę mojej komody, przez cały czas czując wzrok Harry'ego na moich plecach. Otwieram jedną z szuflad i wyciągam swoją, wielką, skórzaną teczkę, w której trzymam wszystkie, moje rysunki. Odwracam się i idę w stronę łóżka i Harry'ego, który siedzi i mierzy mnie wzrokiem, zatrzymując swój wzrok na teczce.
- Co tam jest? - pyta, machając w stronę przedmiotu.
- Zaraz zobaczysz. - wspinam się na łóżko i siadam w ten sam sposób co Harry, który od razu oplata moje ramiona swoją ręką i mnie  do siebie przyciąga.
To urocze, że chłopak cały czas chce być blisko mnie i nawiązywać ze mną kontakt fizyczny.
Otwieram teczkę i wyjmuję pierwszy rysunek, który przedstawia krajobraz zachodu słońca nad jeziorem. Zrobiłam go pastelami suchymi i kredkami zanim tutaj przyjechałam, pamiętam, że zajął mi naprawdę wiele czasu, ale jestem z niego naprawdę dumna.
Harry odbiera ode mnie rysunek i uważnie mu się przygląda. Wydaje mi się, że jest nieco zdziwiony, ale też zachwycony tym, co widzi.
- Ty to narysowałaś? - pyta, i spogląda na mnie z wysoko uniesionymi brwiami.
- Tak. - mówię i się do niego uśmiecham. - Podoba ci się? - pytam i opieram swoją głowę na jego ramieniu.
- Tak! - jego głos jest pełny entuzjazmu, na co się uśmiecham - To jest zajebiste. - mówi i delikatnie odkłada rysunek na bok. - Nie wiedziałem, że tak potrafisz. - czuję jak muska czubek mojej głowy, następnie bierze ode mnie teczkę i zaczyna kolejno wyciągać moje rysunki, przy każdym wykazuje ogromny entuzjazm.
Przypomina mi się, że jakiś czas temu narysowałam Harry'ego, pamiętam też, że ostatnio przełożyłam go gdzieś na koniec teczki, żeby ktoś go czasem nie zobaczył. Jeszcze, żeby ktoś grzebał w moich rysunkach oprócz mnie, ale pomińmy ten temat.
Chciałabym pokazać go teraz Harry'emu.
- Pokażę ci coś. - mówię i chwytam za teczkę, którą Harry mi oddaje. Odpycham się od wezgłowia i krzyżuję nogi, pochylając się nad teczką i zaczynam przebierać palcami pomiędzy rysunkami, chcąc znaleźć kartkę, której właśnie szukam.
Po jakichś trzydziestu sekundach znajduję rysunek, który był bliżej końca niż sądziłam, ale to mało istotne.
Odwracam się do niego przodem i szeroko uśmiecham, co odwzajemnia. Podaję mu rysunek, patrząc na jego reakcję. Lekko się uśmiecham, kiedy jego oczy szeroko się otwierają, a on spogląda to na mnie to na rysunek.
- To jestem ja. - stwierdza z zdziwieniem ale i zafascynowaniem - Dlaczego mnie narysowałaś. - pyta i ilustruje moje oczy, oczekując odpowiedzi.
- Pamiętasz ten dzień, kiedy byłam w centrum handlowym z Paulą i jej chłopakiem, a ty mnie obserwowałeś na każdym kroku? - pytam, a on kiwa głową. - Wydałeś mi się wtedy strasznie intrygujący i przerażający, a ja rysuję to, co wzbudza we mnie jakiekolwiek silne emocje. - tłumaczę.
- Przerażałem cię? - pyta i podnosi brew.
- Bardzo. - mówię, z lekkim uśmiechem.
- Ale już tak nie jest? - pyta, doskonale znając odpowiedź.
- Jasne, że nie. - przysuwam się do niego i muskam jego usta. - Dlaczego o to pytasz, skoro doskonale znasz odpowiedź?
- Chciałem to od ciebie usłyszeć. - odkłada rysunek do teczki i łapie za mój nadgarstek, przyciągając mnie do siebie. siadam okrakiem na jego udach i owijam jego szyję swoimi rękami, a on kładzie ręce ma mojej talii. - Pięknie rysujesz. - muska moją górną wargę. - Masz ogromny talent skarbie. - dodaje i szeroko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam.
- Cieszę się, że tak sądzisz. - mówię i wtulam swoją głowę w zagłębienie jego szyi, a chłopak owija swoje ręce wokół moich pleców, mocno mnie do siebie przytulając. - Chcesz jeszcze pooglądać moje rysunki, czy mam je już schować? - pytam i odsuwam się od niego, spoglądając na jego twarz.
- Możesz już schować. - uśmiecha się i muska moje usta, co odwzajemniam i też posyłam mu mały uśmiech.
Schodzę z nóg chłopaka i zaczynam wkładać wszystkie rysunki do z powrotem do teczki. Przez chwilę przypatruję się rysunkowi, który przedstawia Harry'ego i lekko się uśmiecham. Nadal jestem z niego zadowolona, ale zmieniłabym teraz kilka rzeczy.
W najbliższych dniach muszę wrócić do rysowania, stęskniłam się już za kreśleniem szkiców na białej kartce i trzymaniem ołówka w ręku.
Zamykam teczkę i schodzę z łóżka, kątem oka zerkając na Harry'ego, którego wzrok utkwiony jest na mnie. Odkładam skórzany przedmiot z powrotem do szuflady i zamykam ją swoją nogą.
Odwracam się i widzę, że Harry zmienił pozycję na leżącą, lecz cały czas patrzy na mnie takim wzrokiem, jakbym była czymś, czym się zachwyca.
Czuję jak moje policzki oblewają się głęboką czerwienią.
- Chodź tutaj skarbie. - mówi i rozchyla swoje ramiona, szeroko się uśmiechając.
W końcu ruszam się z miejsca i wchodzę na łóżko, a Harry od razu kładzie swoje ręce na moich biodrach i sadza okrakiem na swoich udach. Oplata swoje ręce wokół moich pleców i przyciąga mnie do siebie, a ja kładę swoją głowę na jego klatce piersiowej.
- Uwielbiam się do ciebie przytulać. - mówię i odsuwam się od niego spoglądając na jego przystojną, męską twarz.
- Chcę, żebyś czuła się przy mnie bezpiecznie, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć.
- Tak jest Harry. - mówię, patrząc w jego piękne, zielone oczy. - Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale przy tobie czuję się bezpiecznie jak nigdy dotąd. Mam wrażenie, że przy tobie już nigdy nie przytrafi mi się nic złego. - chłopak kładzie swoją  wielką dłoń na moim rozpalonym policzku.
- Nikt cię już więcej nie skrzywdzi, nie pozwolę na to. - mówi i z wielką czułością muska moje czoło.
- Nie możesz uchronić mnie przed wszystkim.
- Mogę spróbować. - lekko przechylam głowę i wpijam się w jego usta, chwytając oba, jego policzki w swoje drobne dłonie. Harry przemieszcza swoje ręce na zagłębienie moich pleców i mocno mnie do siebie przyciska, natomiast ja odrywam się od jego ust i składam małe muśnięcie na jego policzku. Zniżam swoją głowę i muskam wystającą kość na jego szczęce, jadąc z pocałunkami w jej wzdłuż. Zjeżdżam jeszcze niżej, składając linię pocałunków na jego szyi, na co Harry głośno wzdycha i przechyla głowę na bok. Muskam swoimi wargami jego obojczyk, zostawiając na nim mokry ślad, następnie przysysam się w to miejsce swoimi ustami, a chłopak wyjadę z siebie stłumiony pomruk i wplata swoje, długie palce w moje włosy. Odrywam się od jego skóry i delikatnie liżę to miejsce, czubkiem swojego języka. Odsuwam się nieco, od jego pachnącej skóry i spoglądam na małe, zaczerwienione miejsce. Delikatnie przejeżdżam po nim opuszkami swoich palców i spoglądam na Harry,ego, którego wzrok utkwiony jest w mojej twarzy.
Nie wiem co we mnie wstąpiło, żeby zrobić mu malinkę, ale podobało mi się to. Mam tylko nadzieję, że nikt jej nie zobaczy, kiedy Harry będzie w pracy, czy u siebie w domu.
- Mam nadzieję, że nie będzie ci ona przeszkadzać. - przygryzam wargę, a Harry przyciąga moją głowę do swojej i wyrównuje nasze twarze, patrząc w moje oczy.
- Jasne, że nie będzie. - uśmiecha się lekko i muska moje usta. - Oznaczyłaś mnie. Od teraz wszyscy będą wiedzieć, że jestem tylko i wyłącznie twój. - dodaje i poszerza swój uśmiech, co odwzajemniam.
- To dlatego robiłeś mi malinki. - stwierdzam i podnoszę brew.
To urocze, że Harry robił mi malinki, żeby pokazać innym, że jestem jego. Chociaż nie wiem czy niewtajemniczeni mogą stwierdzać, patrząc na ten siny ślad, że konkretnie zrobił. Ale liczy się to, że ja wiem, że zrobił ją mój mężczyzna.
- Poniekąd. - mruga do mnie. - Ale też dlatego, że uwielbiam całować, zasysać i przygryzać twoją skórę. Z resztą ty też to lubisz. - pociera swój nos o mój.
- Masz rację. - zerkam na jego obojczyk, na którym wyraźnie widać już intensywnie fioletowy ślad. Harry przewraca nas tak, że leżę pod nim, a jego ciało znajduje się pomiędzy moimi nogami. Odgarnia moje włosy z twarzy, wpatrując się w moje oczy.
- Jestem tak, kurewsko szczęśliwy, że cię mam Aga. - ilustruje moje, zapewne nieco zakłopotane tęczówki. Patrzymy tak na siebie przez kilka sekund, a ja zupełnie nie wiem co mam odpowiedzieć. Kładę  swoją rękę na jego karku i przyciagam jego twarz do swojej.
- Pocałuj mnie Harry. - mówię, a chłopak niemal od razu wpija się w moje usta, mocno i namiętnie muskając moje wargi, które wręcz domagają się pełnych ust Harry'ego, starając się pokazać ile Harry dla mnie znaczy i co do niego czuję.
A czuję do tego chłopaka o zielonych oczach i kręconych włosach, naprawdę wiele.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hej :) Wreszcie udaje mi się go wstawić na czas. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś z was tutaj zagląda i, że w końcu skomentujecie, bo zaczyna mi was brakować. Mam wrażenie, ze piszę to sama dla siebie. :/ Wiem, że nie powinnam robić tyle przerw, ale naprawdę nie miałam wyjścia. :((( Mam nadzieję, że zajrzycie tutaj po wakacjach i dacie jakiś znak, że o mnie nie zapomniałyście. Obiecuję, że po wakacjach będę wstawiała rozdziały regularnie.
Co do samego rozdziału, mam nadzieję, że na ten moment podoba wam się relacja Harry;ego i Agi. Mogę oznajmić, że niebawem zacznie się to wszystko bardziej rozkręcać, będzie się dużo dziać, mam mnóstwo pomysłów, które mam nadzieję, spodobają się wam.
Nie mogę się doczekać, aż zacznę pisać kolejny rozdział. :))))
Do następnego. <3333333333333333333333333333333333333333333 Kocham was <3

11.08.2016

Rozdział 45

                                                         *Oczami Agaty*

Siedzę na drewnianym stołku i odwrócona w stronę Harry'ego, patrzę jak chłopak umiejętnie smaży naleśniki, podrzucając je na patelni i równomiernie obsmażając z każdej strony.
Nadal jestem pod wrażeniem umiejętności kucharskich Harry'ego i nadal zastanawiam się nad tym, skąd i jak je nabył. Właściwie to zdążył zrobić tylko jajecznice, naleśniki i jakiś ryż w sosie słodko-kwaśnym, ale wiem, że to nie wszystko, co chłopak potrafi ugotować.
- Z czym chcesz te naleśniki? - pyta Harry, wlewając resztkę ciasta na patelnie.
Zeskakuję ze stołka i podchodzę do lodówki, następnie wyjmuję z niej masło orzechowe oraz drzem truskawkowy. Ustawiam obie rzeczy na stole, następnie staję obok Harry'ego, który właśnie ściąga ostatniego naleśnika z patelni na talerz.
- Jesteś kochany Harry. - mówię i całuję go w szczękę. - Dziękuję. - dodaję, a chłopak spogląda na mnie z góry, wiec wspinam się na palce i muskam jego usta, co odwzajemnia.
- Nie masz za co dziękować. - uśmiecha się lekko i obejmuje moje ramiona swoją ręką, przyciągając mnie do siebie i całuje czubek mojej głowy.
- Mam za co. - odwzajemniam uśmiech i biorę talerz z naleśnikami, następnie kładę go na środku stołu i siadam na drewnianym krześle, w trakcie gdy Harry ustawia jeszcze dwa talerze oraz sztućce dla nas.
- Ile ich zrobiłeś? - pytam, patrząc na sporą górkę grubych naleśników.
- Chyba dziesięć. - chłopak siada do stołu i bierze pierwszego naleśnika, następnie smaruje go masłem orzechowym i zaczyna jeść.
Czy on naprawdę musi być taki przystojny, kiedy je naleśniki?
Po chwili wpatrywania się w Harry'ego, też biorę jednego z jeszcze ciepłych placków i smaruję go dżemem.
- Smakuje ci? - pyta z nadzieją w jego spokojnym tonie, spoglądając na mnie pytająco.
- Bardzo. - mówię z uśmiechem, patrząc w jego oczy. - Wszystko co ugotujesz, zawsze mi smakuje. - dodaję, a Harry odwzajemnia uśmiech.
- To dobrze. - mówi i bierze kolejnego naleśnika.
Chyba jest naprawdę głodny, bo poprzedniego pochłonął w jakieś trzydzieści sekund.
- Powiesz mi jak nauczyłeś się gotować? - pytam spokojnie i najdelikatniej jak umiem, odkładając widelec na talerz, przerywając jedzenie na małą chwilę. Ostatnio jak się go o to spytałam, nie chciał rozmawiać i wydawał się strasznie rozdrażniony.
Chłopak spogląda na mnie, z ustami pełnymi jedzenia.
- Sam... - wydusza.
- Połknij. - mówię z lekkim uśmiechem, a chłopak kiwa głową.
- Nauczyłem się sam. - mówi, nie patrząc w moje oczy, stając się, żeby jego głos brzmiał normalnie, lecz ja i tak wyczuwam przygnębienie.
- Jak? - pytam, marszcząc brwi.
Wiem i widzę, że Harry wolałby o tym nie mówić, ale chciałabym, żeby w końcu to z siebie zrzucił.
- Kiedy byłem dużo młodszy, lubiłem patrzeć jak mama robi mi coś do żarcia. - mówi. - Kiedyś jeszcze miała na to czas, zanim zaczęła pracować jedenaście godzin na dobę. - dodaje, nadal na mnie nie patrząc. - Potem sam zacząłem robić sobie jedzenie. - bierze kolejnego naleśnika.
- Od kiedy gotujesz? - pytam.
Rośnie we mnie niepokój.
- Jak miałem dziesięć lat, pierwszy raz zrobiłem jajecznice. - mówi z zawahaniem. - Dało się zjeść. - dosyć gwałtownie nabija kawałek naleśnika na widelec.
- Harry. - mówię, lecz chłopak tępo patrzy na swój talerz, kolejno odkrajając kolejne, nierówne kawałki grubego placka. - Harry. - powtarzam, lecz chłopak mnie ignoruje. - Harry, spójrz na mnie. - mówię nieco głośniej, ale nadal łagodnie. Chłopak w końcu spogląda na mnie, swoimi zielonymi tęczówkami, w których widać przygnębienie. - Co się stało? - pytam, ilustrując jego oczy.
- Ja zawsze wszystko robiłem sam, gotowałem, robiłem zakupy, sprzątałem, zmywałem. - mówi po chwili. - Kiedy moi rówieśnicy grali w piłkę, bawili się na dworze, grali na kompie, ja musiałem siedzieć w domu i robić wszystko, to, co powinni robić moi rodzice. - jego ton robi się gniewny. - Usługiwałem ojcu, który cały dzień siedział ze swoją, pierdoloną, schlaną dupą na fotelu, napierdolony w trzy dupy, w trakcie kiedy powinienem odrabiać lekcje i się uczyć. - uderza ręką w stół, na co lekko podskakuję. - Wtedy mnie napierdalał i wyzywał, bo dostawałem pały za zadania domowe, mimo, że inne oceny miałem naprawdę dobre. - syczy. - Nigdy nie był ze mnie dumny, z żadnego powodu. - nerwowo przeczesuje swoje włosy. - Nikt nigdy nie był ze mnie dumny, przez pierdolone dwadzieścia trzy lata. - dodaje a jego ton nieco się uspokaja.
Głośno wzdycham, następnie wstaję z krzesła, podchodzę do Harry'ego i siadam na jego kolanach okrakiem, kładąc swoje ręce na jego policzkach. Przyglądam się jego oczom, puki złość, która właśnie w nich widnieje, nie staje się mniej wyraźna.
- Ja jestem z ciebie dumna Harry. - opieram swoje czoło o jego.
- Dlaczego? - pyta nieco zdezorientowany. Czuję, że marszczy brwi, następnie odsuwa swoją głowę od mojej, żeby móc na mnie spojrzeć.
- Jestem z ciebie dumna, bo mimo tego, jak okropne były twoje, pierwsze kilkanaście lat życia, jesteś takim wspaniałym człowiekiem. Że dałeś radę przez to, wszystko przebrnąć. Jestem z ciebie dumna, że tak dobrze walczysz i jesteś w tym naprawdę dobry. Jestem dumna, że rzuciłeś swoje nałogi i starasz się być lepszym człowiekiem. Jestem dumna, że się przede mną otworzyłeś. - Harry wydaję się być nieco zdziwiony. - Jest wiele rzeczy, przez które jestem z ciebie dumna, bo mam z czego być. Rozumiesz? - pytam i lekko się do niego uśmiecham.
- Rozumiem. - odpowiada. - Ale z jednym się nie zgadzam. - mówi.
- Z czym? - pytam, ilustrując jego, głębokie oczy.
- Nie jestem wspaniały. - lekko się uśmiecha.
- Masz racje. - potwierdzam, co nieco zbija go z tropu. - Może i jesteś dosyć nieprzyjemny, nieufny, tajemniczy i agresywny wobec innych. - mówię. - Ale dla mnie jesteś jednym z dwóch najwspanialszych mężczyzn, jakich znam. Z czego, ten pierwszy to mój tata. - posyłam mu najszczerszy uśmiech na jaki mnie stać.
- Naprawdę tak sądzisz? - kiwam twierdząco głową, a chłopak oplata moje plecy i przyciąga mnie do siebie, wtulając swoją głowę w moje włosy, a ja owijam swoje ręce wokół jego szyi.
Harry jest dla mnie naprawdę najwspanialszym mężczyzną, oczywiście zaraz po moim ukochanym tacie. Harry jest dla mnie niesamowicie ważny i cholernie mi na nim zależy, co powtarzałam już naprawdę mnóstwo razy, ale to i tak za mało, żeby wyrazić co czuję do tego chłopaka.
Z moich rozmyślań wyrywa mnie delikatne muśniecie mojej szyi przez miękkie wargi Harry'ego.
- A ty jesteś dla mnie jedną z najwspanialszych osób jakie w życiu poznałem. - mówi. - Tylko, że ty jesteś tą najwspanialszą z najwspanialszych. - jego ton jet poważny.
Lekko się od niego odsuwam i spoglądam na jego twarz.
Nie mogę uwierzyć, że to powiedział. Nie czuję się wspaniała, czy najwspanialsza, a tym bardziej najwspanialsza z najwspanialszych.
- Wcale nie. - mówię, starając się pokazać, że jego słowa nie zrobiły na mnie wrażenia. - Na pewno znalazłby się ktoś lepszy ode mnie. - lekko unoszę kąciki swoich ust.
- Nie znam osoby lepszej od ciebie. - mówi i szczerze się do mnie uśmiecha.
- A co z Joseph'em? - pytam.
- Był dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałem, ale nie zawsze miałem u niego takie wsparcie, jakie mam u niego teraz. Nigdy też nie był ze mnie dumny, przynajmniej mi tego nie mówił. - odpowiada po krótkim namyśle. - To tobie mogę powiedzieć o wszystkim, bo wiem, że zawsze mnie wesprzesz i zrozumiesz, bo taka już jesteś. Mogę powiedzieć ci o pojebanych rzeczach, jakie robiłem w życiu, a ty mnie nie oceniasz i jesteś wobec mnie wyrozumiała. To ty mnie pocieszasz, kiedy ci się zwierzam i to dzięki tobie czuję się lepiej, kiedy jestem wkurwiony, czy mam doła. To od ciebie pierwszy raz usłyszałem, że jesteś ze mnie dumna. Jesteś dla mnie najwspanialsza i nic tego nie zmieni. - mówi, cały czas zmierzając moje oczy swoim, przeszywającym spojrzeniem.
- Oh Harry. - wzdycham i wpijam się w jego usta, jednocześnie muskając swoimi palcami włosy na jego karku. Czuję jak jego ręce lądują pod moją bluzą na moich plecach i zaczyna delikatnie jeździć swoimi palcami wzdłuż kręgosłupa, dzięki czemu, przez moje ciało przechodzą przyjemne dreszcze.
Bardzo podoba mi się ten pocałunek, jest w nim pełno naszych uczuć, które odczuwam z każdym muśnięciem naszych warg, z każdym jego dotykiem na moich plecach, z każdym jego, ciepłym wydechem, który wyraźnie czuję na swoim policzku. Uwielbiam, kiedy się tak całujemy.
Harry oplata swoje ramiona wokół moich, odkrytych pleców i jeszcze mocniej mnie do siebie przyciąga, co sprawia, że nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębia, a nasze muśnięcia stają się intensywniejsze i mocniejsze.
Chłopak przechodzi z pocałunkami do mojej szczęki i powoli, zostawia mokre ślady na mojej skórze, dotykając ją językiem. Zaczynam cicho chichotać, kiedy delikatnie liże miejsce tuż pod moją brodą.
- A co z naleśnikami? - pytam, po chwili, przechylając głowę na bok, robiąc mu więcej miejsca do manewrowania swoimi ustami i językiem po mojej skórze. Wplatam palce w jego włosy, kiedy lekko przysysa się do miejsca gdzie jest zagłębienie pomiędzy szyją, a moim barkiem.
- Mogą poczekać. - czuję jak kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze.
Jego wargi jeszcze mocniej przywierają w to samo miejsce i wsysają się w moją, już nieco obolałą skórę.
- Dlaczego robisz mi malinkę? - pytam, lekko chichocząc, czując jak moja skóra coraz bardziej zaczyna piec.
- Wcale nie robię. - mówi i lekko przygryza obolałą skórę.
- Zrobiłeś. - mówię, a chłopak odciąga swoją głowę od mojej szyi.
- A miałaś coś przeciwko - na jego twarzy pojawia się mały, żartobliwy uśmieszek.
- Nie. - mówię z uśmiechem, ogarniając jego włosy z czoła, następnie próbuję wstać z jego kolan, żeby skończyć jeść śniadanie, lecz Harry przytrzymuje moją talię i sadza mnie z powrotem na swoje kolana.
- Mam lepszy pomysł. - mówi i pochyla się nad stołem, sięgając mój talerz, z drugiego końca stołu, przytrzymując moje plecy swoją ręką, żebym nie spadła.
- Mam jeść, siedząc na twoich kolanach? - podnoszę brew.
- Dokładnie. - mówi i lekko muska moje wargi, następnie pomaga mi się odwrócić przodem w stronę stołu. Harry oplata swoją rękę wokół mojego brzucha i sprawia, że opieram się plecami o jego klatkę piersiową, następnie muska moją skroń.
Sięgam po widelec z nadzianym wcześniej kawałkiem naleśnika i wsadzam go sobie do ust.
- Nie wiem jak tobie, ale teraz te naleśniki smakują lepiej. - mówi, a ja szeroko uśmiecham się sama do siebie i odwracam głowę do tyłu, muskając jego usta, na których znajduje się trochę masła orzechowego.
- Mi też. - mówię i oblizuję swoje wargi.

                                                                  ***

Wręcz wciskam w siebie resztkę trzeciego naleśnika, następnie odkładam widelec na talerz.
- Nie mam już siły zjeść więcej. - mówię, widząc, że został już ostatni naleśnik.
- Ja go zjem skarbie. - odpowiada Harry i muska mój kark. Przylegam swoimi plecami do jego klatki piersiowej, kładę tył głowy na jego ramieniu i odwracam głowę na bok, muskając jego, nieco kującą szczękę. Wtulam swoją twarz w zagłębienie jego szyi i co chwilę muskam jego skórę swoimi ustami.
Cały czas myślę nad tym, co mi dzisiaj powiedział, to, że wszystko robił sam. Jego matka cały czas pracowała i nie miała czasu na obowiązki domowe, a jego ojciec siedział schlany na fotelu i do tego biedny, mały Harry musiał robić, co mu kazał ten cholerny pijak.
W mojej głowie tworzy się obraz małego, uroczego chłopca, w wyblakłym, niebieskim, wyciągniętym swetrze, z burzą loków na głowie i ślicznymi, zielonymi oczami. Siedzi skulony na parapecie z jajecznicą na kolanach, a jego spojrzenie jest tępo utkwione w szybie, za którą widnieje kolorowe plac zabaw, na którym bawi się masa dzieci. Nabija kawałek smażonych jajek na widelec, następnie wsadza je sobie do pełnych, różowych ust, których kąciki ą nienaturalnie skrzywione ku dołowi.
Jest to tak niesamowicie smutny widok, że czuję jak moje ciało wiotczeje z powodu przygnębienia, jakie właśnie teraz we mnie tkwi.
Tak bardzo mi żal, tego, małego chłopca, którego ojciec był potworem, a mama nie miała czasu, żeby się nim zająć. Tak bardzo żal mi tego chłopca, który został tak bardzo skrzywdzony przez los i siedzi samotnie na tym parapecie i jedząc jajecznicę, którą sam sobie przygotował. Tak bardzo żal mi tego chłopca, którym jest teraz Harry, jedzący naleśnika i opiekuńczo oplata mój brzuch swoją ręką.
Kładę swoją dłoń na jego i przyciągam ją do swoich ust, następnie delikatnie całuję jej wierzch kilka razy.
- Co? - pyta Harry i odkłada widelec na pustym talerzu, następnie przechyla swoją głowę na bok i spogląda na mnie z góry.
- Po prostu myślę. - mówię i splatam nasze palce lekko ściskając jego rękę, co Harry odwzajemnia.
- O czym? - pyta i całuje mnie w czoło.
- O tobie. - mówię i odciągam swoją twarz od jego szyi, spoglądając na Harry'ego. - Zastanawiam się jak można było cię tak strasznie skrzywdzić, jak twoi rodzice mogli się tak zachowywać i jak ty z tego, wszystkiego wyszedłeś. - mówię, patrząc na nasze ręce. - Nie wyobrażam sobie co ty, jako takie małe dziecko mogłeś czuć i co do teraz czujesz. - dodaję i gładzę kciukiem wierzch jego dłoni.
Harry wplata palce wolnej ręki w moje włosy i nachyla się przyciskając swoje usta do mojego czoła, przez co zamykam oczy, czując w tym jego ból.
- Nie myśl już o tym. - mówi. Zaczyna błądzić palcami po skórze mojej głowy.
- Nie mogę przestać o tym myśleć, nie mogę uwierzyć, że to ciebie spotkał taki, okropny los. - mocniej zaciskam swoją rękę na jego. - Po prostu chciałabym, żebyś w końcu był szczęśliwy.
- Jestem szczęśliwy. - mówi niemal od razu, stanowczym tonem. - Kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy, poczułem się tak, jak nigdy. To był pierwszy pocałunek, w którym cokolwiek czułem i był jednocześnie najlepszym jaki kiedykolwiek przeżyłem. I im nasze relacje stawały się lepsze, zrozumiałem, że to co czuję to szczęście. Teraz jestem szczęśliwy jak nigdy i sądzę, że z biegiem czasu i rozwojem naszych relacji, będę jeszcze szczęśliwszy. - mówi, a ja uśmiechem się do niego i podnoszę głowęz  ejgo ramienia, muskając jego usta.
- Ja też jestem z tobą szczęśliwa. Już od bardzo dawna nie czułam takiego szczęścia. - mówię, a  Harry posyła mi szeroki uśmiech i przytula swój policzek do mojego czoła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że to od ciebie usłyszałem. - mówi nadal masując skórę mojej głowy, swoimi palcami.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, że nie wstawiłam we wtorek, ale jest u mnie problem z prądem. Przedwczoraj nie było, wczoraj nie było, cholerny prąd. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i, że w końcu skomentujecie. Mam nadzieję, że wam się podoba. :))))))))) Do wtorku, kochane. <33333333333333

2.08.2016

Rozdział 44

                                                       *Oczami Louis'a*

- Louis, jestem zmęczona. - szepcze Carol siedząca obok mnie na kanapie i opierająca głowę o moje ramie.
- Wiem kotku, zaraz pójdziemy. - mocniej przyciskam jej ciało do swojego moim ramieniem.
- Louis, chcesz? - pyta Niall i podkłada mi przed twarz szluga.
- Nie, nie przy Carol. - kręcę głową, a blondyn się krzywi i wsadza sobie papierosa w usta.
- Jakbyś nie zapomniał, to ja tu nadal siedzę. - mówi moja dziewczyna, a ja całuję ją w czubek głowy  w geście przeprosin.
- Nie powinieneś był tego mówić Louis. - mówi pierdolony chuj Carlos, którego morda nadal nie zagoiła się po wybuchu Harry'ego.
- Nie będziesz mi mówił skurwielu co powinienem robić, a czego nie. - fukam, a ten od razu się zamyka.
- Louis. - szepcze Carol i szturcha mnie ramieniem. - Nie bądź nie miły.
- Carlos, nie wiem po co ty w ogóle tu jeszcze siedzisz? Idź na górę. - mówi Joseph.
- Nie będziesz mi rozkazywać. - burczy.
- To jest mój dom i mogę ci kazać robić co tylko mi się podoba. Jak ci się nie podoba, to możesz od razu opuścić to mieszkanie. - mężczyzna robi się strasznie podirytowany.
- Dobra, już idę. - chłopak wstaje,następnie wychodzi z salonu.
- Dobrze, że już sobie poszedł. - odzywa się Liam, kiedy słyszy, że pierdolony chuj wchodzi po schodach.
- Pierdolone ciekawskie jajo. - dodaje od siebie Zayn.
Chciałem zapoznać Carol z moimi, najlepszymi kumplami, a ten zjeb się wpierdolił i usiadł na kanapie. Musiałem udawać, że nie słyszę jego docinek i głupich pytań w stronę mojej dziewczyny. Dobrze, że mimo to, chłopaki ją polubili.
Nagle drzwi frontowe się otwierają, następnie zamykają z wielkim hukiem. Od razu wiadomo kto wrócił. Słyszę głośne kroki zbliżające się do drzwi od salonu, które po sekundzie gwałtownie się otwierają. Chłopak wchodzi do salonu i mierzy nas wszystkich gniewnym spojrzeniem. Carol mocniej się we mnie wtula, kiedy Harry na nią zerka. W końcu jego wzrok zatrzymuje się na Joseph'ie.
- Musimy pogadać. - mówi i wychodzi z pomieszczenia.
Nadal nie mogę uwierzyć, że ten dupek związał się z moją przyjaciółką.
- To Harry? - cicho pyta Carol.
- Tak. - odpowiadam.
- Wygląda jeszcze gorzej niż to opisywałeś. - stwierdza.
Szkoda, że nie wiesz z kim chodzi moja droga.
- Wiem.
- Jestem zmęczona, chodźmy już. - mówi, po chwili z jej ust wydostaje się głębokie ziewnięcie.
- Już kochanie. - całuję ją w czubek głowy, następnie wstajemy z kanapy.
- Wypijesz potem z nami piwo? - pyta Niall.
- Jasne, przyjdę jak Carol zaśnie. Wystaw je z lodówki, nie chce pić zimnego. - blondyn kiwa głową, a ja zostaję wyciągnięty przez moją dziewczynę za drzwi.
- Chodź już. - marudzi i ciągnie mnie w stronę schodów.
- Idę, idę. - lekko chichoczę, kiedy Carol męczy się z wchodzeniem po schodach, jest naprawdę zmęczona. Pociągam ją w swoją stronę i biorę na ręce, trzymając ją w zgięciach kolan i przytrzymując jej plecy, następnie zaczynam wchodzić z nią po stopniach.
- Dziękuję, jesteś kochany. - lekko muska mnie w szczękę i oplata swoje ręce wokół mojej szyi.
- Wiem o tym. - całuję jej czoło, następnie wchodzę do mojego pokoju, podchodzę do łóżka i ją na nim kładę. Zamierzam odejść od łóżka, lecz Carol nie zamierza mnie puścić i przyciska moją głowę  do swojej piersi. - Zostań ze mną. - mówi i jeszcze mocniej mnie do siebie przyciska.
- Pójdę, jak zaśniesz. - całuję ją w obojczyk.
- A co jeśli ja nie zamierzam spać. - wciska swoją rękę pod moją koszulkę i zaczyna gładzić moją klatkę piersiową.
- Myślałem, że jesteś zmęczona. - spoglądam na nią i podnoszę brew.
- Byłam, ale już nie jestem. - jednym ruchem ściąga moją koszulkę.
- Za wszelką cenę chcesz mnie przy sobie zatrzymać.
- Oczywiście, bo cóż żeby innego. - z ciągam jej białą bluzkę i odpinam stanik.
- Podoba mi się to. - wpijam się w jej usta i zaczynam dobierać się do jej spodni.

                                                                     ***

Carol zasypia po jakichś piętnastu minutach, więc przykrywam jej nagie, drobne ciało, całuję w jedną z łopatek i ubieram się w swoje ciuchy, które dziesięć minut temu zostały wręcz ze mnie zrzucone.
Wychodzę z pokoju i schodzę na dół, skąd słychać jeszcze rozmowy chłopaków. Wchodzę do salonu i od razu siadam obok Niall'a na kanapie.
- Masz to piwo. - chłopak wciska mi w rękę puszkę.
- Fajnie było? - pyta Luke, porozumiewawczo poruszając brwiami.
Dupek domyślił się, że przed chwilą uprawiałem seks z Carol.
- Skąd wiesz? - pytam i otwieram puszkę, od razu upijając łyka.
- Rumieńce cię zdradziły. - mówi Zayn.
- I ten ogień w oczach. - dodaje Niall, cicho chichocząc, a ja szturcham go łokciem.
- Plus włosy, jak po seksie. - mówi Luke, zaciągając się fajką.
- Macie mnie. - upijam kolejne kilka łyków piwa.
- Dawno nie ruchałem. - wyznaje Luke, wydychając szary dym.
- Dlaczego? - pyta Zayn, popijając piwo.
- Brak chęci na szukanie. Mam swój typ. - ponownie zaciąga się papierosem.
- A nie warto znaleźć kogoś na stałe? - pyta Joseph, opierając się o oparcie fotela, na którym to zwykle on siedzi.
- Pff. To nie dla mnie. - mówi. - Chyba, że byłaby uzależniona od seksu, miała duże cycki, duży tyłek i lubiłaby dobrą zabawę. Wtedy może pomyślałbym nad związkiem.
- Ty masz wymagania. - mówi Liam. - Dla mnie ważne jest to co ma w środku, a nie jak wygląda. - dodaje, a Luke prycha śmiechem.
- Jasne, że dla ciebie to się liczy świętoszku. - mówi ze śmiechem. - Ale nie masz jakiegoś swojego typu?
- Mam, ale to jest mniej ważne.
- Louis, ta twoja przyjaciółeczka jest niezła. - zwraca się do mnie Luke, a ja zaczynam się modlić, żeby Harry czasem tego nie słyszał. - Ma kogoś? Takiej to bym z łóżka nie wypuścił. - zaczyna się wpatrywać w sufit, zapewne rozmarzając, a ja rozglądam się do o koła, starając się zauważyć, czy Harry czasem się gdzieś nie czai. Zauważam, że Joseph robi to samo. Czyżby on też wiedział, że Harry jest z Agą? - Jest taka niewinna i słodka, kurwa...
- Zapomnij Luke. - piorunuję go wzrokiem, nie móc znieść co on właściwie wygaduje o mojej przyjaciółce. - Nie jest dla ciebie.
- A co jest zajęta? - pyta, z zaciekawieniem.
- A żebyś wiedział. - mówi Joseph. Czyli jednak wie, że chodzą.
Gdyby Harry usłyszał to, co mówił Luke, zapewne by go zajebał, o ile zależy mu na Adze, tak jak o tym mówiła. Sam bym mu wyjebał, ale nie będę bił kumpla.
- Nie życzę sobie, żebyś mówił takie rzeczy, przynajmniej w mojej obecności. - ponownie piorunuję go wzrokiem, a on spogląda na mnie lekko zdziwiony.
- Tak Luke, ja też sobie tego nie życzę. - dodaje od siebie Joseph.
- Spoko, spoko, więcej nie będę. - podnosi ręce w obronnym geście.
- Idę. - mówię wstając z kanapy i wypijając ostatni łyk piwa.
- No co ty? Stary. - marudzi Niall.
- Muszę, Carol wyczuwa, kiedy mnie przy niej nie ma. Do jutra stary. - przybijam z każdym piątkę, następnie wychodzę z salonu i idę do kuchni, wyrzucić puszkę.
- Ej. - lekko podskakuję w wejściu do kuchni, kiedy słyszę głos Harry'ego, który siedzi przy stole i sączy piwo z kufla.
- Czego chcesz? - fukam i odwracam się w jego kierunku.
- Dzięki, że poskromiłeś tego skurwiela. - mówi nawet na mnie nie patrząc, a ja przeżywam szok.
On mi do chuja podziękował.
- Słyszałeś? - tylko to mogę z siebie wydusić w tym momencie.
- Ja słyszę wszystko. - mówi, biorąc łyk piwa.
- W takim razie, dlaczego tam nie wszedłeś i mu nie wyjebałeś. To nie w twoim stylu.
- Uwierz, że ledwo się powstrzymałem. - widzę jak jego kostki u prawej ręki bieleją, pod wpływem mocnego uścisku chłopaka. Dobrze, że nie ściska tego kufla, bo zapewne rozpadłby się na kawałeczki. - Z resztą z tego, co zauważyłem, nie musiałem tego robić. - spogląda na mnie porozumiewawczo. Wstaje z krzesła,odstawia w połowie pusty kufel na blacie i opiera się o niego plecami. To moja pierwsza normalna rozmowa z Harry'm, od kiedy tutaj trafiłem. Czuję się naprawdę dziwnie.
- To moja przyjaciółka, musiałem. - mówię i opieram się ramieniem o framugę drzwi.
- Wiem. - odpowiada i kieruję się w moim kierunku, raczej w kierunku wyjścia z kuchni. Mijając mnie ociera się o mnie ramieniem.
- Ej. - wołam, kiedy chłopak jest kilka kroków za moimi plecami. - Naprawdę ci na niej zależy? - pytam i odwracam się do niego. Harry zatrzymuje się, lecz nadal stoi do mnie plecami.
- I nie tylko. - odpowiada po chwili i rusza w stronę schodów.
Przez chwilę stoję nieco osłupiały, lecz kiedy Harry znika na schodach, ruszam się z miejsca i wyrzucam pustą puszkę do kosza, który znajduję się pod zlewem. Idę do swojego pokoju, zupełnie nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.

                                                     
                                                           *Oczami Agaty*

Budzę się i od razu patrzę która godzina. 07.34. Czyli Paula powinna jeszcze być w domu.
Szybko wychodzę z łóżka i idę pod drzwi pokoju mojej przyjaciółki i pukam w nie kilka razy.
- Paula. Mogę wejść? - pytam, uważnie nasłuchując dziwnych odgłosów dobiegających z pomieszczenia.
- Jasne. - odpowiada po kilku sekundach, wiec wchodzę do pokoju. Przyczyną dziwnych odgłosów była Paula,która męczy się z zapięciem sukienki, kręci się, wierci i fuka, nie mogąc go zapiąć. - Pomóc ci w czymś może? - pytam, próbując się nie śmiać, z tego co właśnie widzę, ale wygląda to naprawdę komicznie.
- Tak, możesz zapiąć moją sukienkę? - pyta zrezygnowana po kilku chwilach, wiedząc, że nie da rady bez mojej pomocy. Podchodzę do niej i jednym ruchem zapinam mały zamek. - Dziękuję. - mówi. - Jak ci się podoba? - pyta i okręca się w miejscu.
- Bardzo ładnie wyglądasz. - mówię, patrząc na jej blond fale, lekki makijaż, dopasowaną granatowoczarną sukienkę, czarne rajstopy i czarne wysokie szpilki.
- I seksownie. - dodaje od siebie. - Myślisz, że Matt'owi też się spodoba?
- Na pewno. - mówię z uśmiechem, co odwzajemnia.
- Pokazałabym ci jak zajebiście wyglądam w tej czarnej, koronkowej bieliźnie, którą mam właśnie na sobie, ale myślę, że ty wolałabyś tego nie zobaczyć. - spogląda na mnie wyczekująco, jakby faktycznie chciała pokazać mi jak wygląda w tej bieliźnie.
- Masz racje, wolałabym nie. - mówię. - Chociaż nie wątpię, że jakbym powiedziała inaczej, rozebrałabyś tą sukienkę i pokazałabyś mi siebie w tej bieliźnie.
- To dobrze, że nie wątpisz. - mruga do mnie. - Powinnam zejść już na dół i poczekać na Matt'a, powinien niedługo być. - łapie mnie za rękę i wyciąga z pokoju, następnie schodzimy ze schodów i idziemy usiąść na kanapie. - Kiedy ma być ten, twój Harry? - pyta zadziornie i kłuje mnie palcem w bok, przez co odskakuję od niej na kilka centymetrów.
- Też powinien niedługo być, powiedział, że będzie rano.
- Kiedy z  nim rozmawiałaś? - pyta, nieco zdziwiona.
- Wczoraj, zanim zasnęłam, rozmawialiśmy naprawdę długo.
- Bardzo chciałabym go poznać. Z twoich słów wynika, że intrygujący z niego człowiek.
- Tak jest. - mówię.
- Nadal nie wierzę, że masz chłopaka. To takie nierealne, moja najlepsza przyjaciółka, która zawsze upierała się, że nikogo nigdy nie znajdzie, jest w związku i jest szczęśliwa. - obejmuje moją szyję i mnie do siebie przytula. - Życzę ci szczęścia Aga. - mówi, a ja odwzajemniam uścisk.
- Dziękuję. - mówię.
- Idziecie gdzieś? Czy zostajecie tutaj? - jest wyraźnie zaciekawiona.
- Nie wiem, mamy plan gdzieś wyjść, ale nie wiem czy to wypali.
- Ile czasu będziecie razem?
- Całe dwie doby. - mówię, z uśmiechem.
- To wspaniale. - mówi. - Przekonaj go do spotkania. Chcę go zobaczyć jak najszybciej. - mówi i się ode mnie odsuwa.
- Postaram się. - mówię z uśmiechem.
Rozlega się pukanie do drzwi, Paula zrywa się z miejsca i szybkim krokiem podąża w stronę drzwi.
- Hej skarbie. - z korytarza dobiega głos Matt'a.
- Hej kotku. - odzywa się Paula.
Wstaję z kanapy i idę do korytarza gdzie para już się całuje.
- Będziecie mieli na to czas potem. - mówię, a oni od razu się od siebie odrywają i spoglądają w moją stronę.
- Racja. - mówi Paula.
- Witaj Aga. - mówi Matt i robi krok w moją stronę, z uśmiechem rozchylając ramiona. Podchodzę do niego i oplatam jego plecy, a on moją szyję, lecz po chwili odrywamy się do siebie.
- Dlaczego tak wcześnie przyjechałeś? - pytam.
- Zabieram Paulę na śniadanie, a dalej to niespodzianka. - mówi i mruga do Pauli, która najwyraźniej sądziła, że jej chłopak powie gdzie pójdą. - Musimy lecieć, jesteśmy umówieni na za piętnaście minut.
- W porządku. - mówię, a Paula przychodzi, przytula się do mnie i całuje mój policzek. Przytulamy się jeszcze z Matt'em, a Paula ubiera swój płaszcz, następnie wychodzą.
- Do jutra Aga. - mówi moja przyjaciółka i macha ręką, w trakcie kiedy Matt zamyka drzwi, uśmiechając się do mnie.
Idę do kuchni i łykam tabletkę, popijając wodą ze szklanki.
Ciekawe kiedy Harry przyjedzie? Nie mogę się już doczekać aż go zobaczę. Co prawda nie widziałam go niecałe dwa dni, ale cholernie się za nim stęskniłam.
Udaję się na górę do mojego pokoju i ubieram czarne rurki i czarną bluzę, którą wczoraj dostałam od Pauli, wciągam jeszcze szare skarpetki na nogi, następnie idę do łazienki, gdzie robię swój codzienny makijaż. Wracam do pokoju, kładę się na łóżku i spoglądam w sufit.
Harry jest cudowny. Nigdy nie sądziłam, że będę z takim wspaniałym, opiekuńczym i fantastycznym mężczyzną. Mimo, że znamy się naprawdę nie wiele, z czego początek tej znajomości nie był kolorowy, a nasz związek nie trwa zbyt wiele, to naprawdę mi na nim bardzo zależy. Lecz dla mnie nie liczy się to, ile czasu się znamy, a to, co razem przeżyliśmy. Te wszystkie zwierzenia, szczere rozmowy, emocje, pocałunki, wzajemne wsparcie. W ciągu tych, trzech tygodni pomiędzy nami tyle się wydarzyło, tyle razem przeżyliśmy, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby ma Harry'm nie zależeć. Naprawdę nie wyobrażam tego sobie. A cholernie mi na nim zależy, o ile nie czuję do niego czegoś więcej.
Słyszę warkot silnika samochodu, który właśnie wygasa pod moim mieszkaniem. Zrywam się z łóżka i podbiegam do okna, od razu zauważając czarną, wysoką, zakapturzoną sylwetkę Harry'ego, która szybkim krokiem podąża w stronę drzwi.
Z ogromnym entuzjazmem i szczęściem wybiegam z pokoju, zbiegam po schodach i podbiegam do drzwi, za którymi słychać głośne kroki Harry'ego. Po chwili drzwi się otwierają, a chłopak od razu wpija się w moje usta, oplatając moje plecy swoimi ramionami. Od razu odwzajemniam pocałunek i oplatam jego szyję swoimi rękami, przez co Harry jeszcze bardziej pogłębia pocałunek. Przypiera mnie do ściany, następnie podnosi moje ciało, a ja oplatam jego talie swoimi nogami, przez co mamy lepszy dostęp do swoich ust, ponieważ, jesteśmy prawie na równi. Ściągam jego kaptur z głowy i wplatam swoje palce w jego loki, przez co z nozdrzy chłopaka wydostaje się głęboki wydech powietrza. Chłopak przerywa pocałunek i opiera swoje czoło o moje.
Otwieram oczy i spoglądam w jego zielone tęczówki, w których widać małe iskierki szczęścia, ale też coś jeszcze, czego nie mogę określić, ale wydaje mi się, że to nie jest nic pozytywnego, lecz nie jestem pewna.
- Tęskniłem za tobą. - mówi, starając się opanować oddech. Delikatnie muska moją górną wargę.
- Tęskniłam za tobą. - powtarzam jego słowa i też muskam jego wargę, przez co na jego ustach pojawia się mały uśmiech, co odwzajemniam i pocieram swój nos o jego, następnie wtulam swoją głowę w jego szyję. - Tak się cieszę, że tu jesteś. - mówię i mocniej ściskam jego szyję, a Harry muska delikatną skórę tuż pod moim uchem.
- Ja też skarbie. - schodzi z pocałunkami do mojej szyi, kilka razy muskając to samo miejsce.
- Oh Harry. - odsuwam się nieco od niego i całuję jego ciepły policzek, następnie spoglądam w jego oczy, w których już wcześniej zauważyłam negatywne emocje. - Co się stało? - pytam i kładę mu dłoń na policzku, chcąc go zachęcić do odpowiedzi.
- Nic skarbie. - mówi i całuje mnie w czubek nosa, chcąc odwrócić moją uwagę.
- Przecież widzę, nie oszukasz mnie Harry. - mówię i uważnie ilustruje jego tęczówki.
- Później ci powiem. Chcę się tobą teraz nacieszyć. - muska moje usta, co odwzajemniam.
- Obiecujesz? - pytam podnosząc brew.
- Tak. - odpowiada stanowczo i stawia mnie na podłodze, muskając moje czoło. Odsuwa się nieco ode mnie i jednym ruchem z ciąga swój płaszcz i odwiesza go na wieszak, następnie zrzuca swoje buty z nóg i skopuje je na bok. Podchodzi do mnie, oplata swoją rękę wokół mojej talii i prowadzi w stronę schodów, na które wchodzimy, następnie udajemy się do mojego pokoju.
Harry siada na łóżku, łapie za moje nadgarstki i przyciąga mnie do siebie, sadzając okrakiem na swoich kolanach.
- Jak w takim razie chcesz się mną nacieszyć? - pytam, a chłopak łapie mnie w talii, żeby mnie do siebie przybliżyć. Kładę ręce na jego policzkach i spoglądam w jego oczy.
- Chcę cię wycałować, wyprzytulać i rozmawiać z tobą jak nigdy dotąd.
- W takim razie rób to. - uśmiecham się do niego lekko, a Harry robi to samo, następnie przechyla swoją głowę i delikatnie muska moje wargi. Wkłada swoje, wielkie ręce pod moją bluzę i kładzie je na mojej talii, powoli jeżdżąc dłońmi w górę i w dół mojego ciała. Kładzie mnie plecami na materacu i wchodzi pomiędzy moje nogi, następnie cały czas mnie całując przenosi swoje ręce na moje plecy.
- Masz taką delikatną skórę. - mówi i ponownie przenosi swoje dłonie na moją talię, następnie opuszkami palców jednej ręki zaczyna, delikatnie i powoli jechać w górę mojego brzucha, na co lekko się wzdrygam, lecz jest  to czysta przyjemność. - Lubisz kiedy dotykam cię w ten sposób? - pyta i ponownie powtarza ten sam ruch, uzmysławiając o jaki dokładnie mu chodzi.
- Tak. - mówię przerywając pocałunek i spoglądam w jego oczy pełne małych iskierek, lecz zauważam też niepewność. - Już mi nie przeszkadza, kiedy mnie tak dotykasz. - mówię zapewniając. - Podoba mi się to. - uśmiecham się do niego lekko, a Harry odwzajemnia mój gest.
- Bardzo się cieszę skarbie. - całuje moje usta, następnie zaczyna śledzić palcami linie mojego biustonosza. - A to ci przeszkadza? - pyta, nadal jeżdżąc w tym samym miejscu.
- Nie. - odpowiadam. Wchodzi palcami na jedną z miseczek mojego biustonosza i także zaczyna ją gładzić swoimi palcami.
- A to? - pyta, stanowczo muskając moje wargi.
- Nie Harry. - mocno wciągam powietrze przez nos, kiedy przejeżdża jednym z palców, w miejscu, gdzie znajduje się mój sutek, a chłopak powtarza ten ruch, zauważając moją reakcje. Drugą ręką wchodzi pomiędzy moje piersi i przez chwilę jeździ w górę i w dół mojego biustu.
- A to skarbie? - pyta, nadal gładząc skórę pomiędzy moimi piersiami. Ponownie przerywam pocałunek i spoglądam w jego oczy.
- Nie. - uśmiecham się i mocno muskam jego wargi. Przenosi swoje ręce na ściągacz mojej bluzy.
- Mogę? - pyta, dokładnie ilustrując moje oczy.
- Co chcesz zrobić? - pytam naprawdę cicho.
- Sprawić ci przyjemność skarbie. - uśmiecha się lekko i muska czubek mojego nosa. Z lekkim zawahaniem kiwam twierdząco głową, nie do końca wiedząc, czego mam się spodziewać. - Jesteś pewna?
- Tak Harry. - mówię zdecydowanym tonem.
- Ściągnąć swoją bluzę? - pyta, a ja kiwam głową, chcąc ujrzeć jego, nagi tors. Chłopak jednym ruchem zrzuca z siebie bluzę, ukazując swoją nagą, bladą skórę, pokrytą licznymi tatuażami.
Sięgam ręką do zarysowanych mięśni jego brzucha i przejeżdżam po nich palcami, przez co jego ciało się napina. Błyskawicznie odrywam rękę, od jego skóry, lecz Harry ją łapie i przykłada w to samo miejsce.
- Uwielbiam twój dotyk skarbie. - mówi spokojnie, cały czas ilustrując moje oczy. - I chcę, żebyś ty też uwielbiała mój. - uśmiecha się lekko.
Ponownie kładzie swoje palce na ściągaczu mojej bluzy i spogląda w moje oczy, upewniając się, czy na pewno może ją ściągnąć. Lekko kiwam twierdząco głową, na co Harry podwija ją pod linie mojego biustu, podnoszę swoje plecy, a chłopak całkowicie ściąga ze mnie ubranie, sprawiając, że leżę przed nim w czarnym biustonoszu.
Harry uważnie przypatruje się moim oczom, lecz po chwili spogląda nieco niżej na mój biust. Widzę, że jest naprawdę zadowolony widząc to, co widzi. Ponownie spogląda w moje oczy, następnie nachyla się nade mną i całuje moje usta, czuć w tym geście z jego strony pożądanie. Zjeżdża z pocałunkami do linii mojej szczęki, następnie do szyi i obojczyka, zostawiając na mojej skórze mokre ślady. Zasysa moją skórę tuż nad moją piersią, tak, że czuję lekkie pieczenie, co oznacza, że zrobił mi malinkę. Zaczyna obcałowywać odkrytą powierzchnie moich piersi, a swoją rękę kładzie na jednej z nich i lekko ją ściska. Głośno wdycham powietrze do swoich nozdrzy, lecz to tylko i wyłącznie z czystej przyjemności, a Harry doskonale o tym wie.
Swoją drugą rękę, chłopak wkłada pod moje plecy i zatrzymuje na zapięciu mojego biustonosza.
- Mogę? - pyta, i odrywa swoje usta od mojej skóry. Nachyla się nad moją twarzą tak, że jego oczy są równo z moimi.
- Tak. - odpowiadam szeptem i lekko się do niego uśmiecham, co odwzajemnia, po chwili mój biustonosz zostaje odpięty i odrzucony na brzeg łóżka.
Uważnie przypatruję się jak Harry z zachwytem przygląda się mojej bladej skórze. Nachyla się nad moim biustem i ucałowuje każdą z moich piersi, dotykając językiem mojej skóry, przez co zostawia mokre ślady. Ponownie spogląda w moje oczy i kładzie swoją rękę na moim policzku.
- Są piękne skarbie, mówiłem ci to już. - jego niski, chrypowaty ton jest pełen pożądania. - Jesteś taka piękna. - kciukiem zaczyna gładzić mój policzek. - Taka idealna.
- Oh Harry proszę, nie mówi tak więcej. - odwracam głowę na bok, nie móc patrzeć w jego oczy, lecz palce chłopaka lądują na mojej brodzie i odwracają moją twarz, żebym na niego ponownie spojrzała.
- Dlaczego? - jego brwi są zmarszczone, a w oczach widnieje niezrozumienie.
- Bo nie jestem idealna. - mówię naprawdę cicho.
- Jesteś skarbie. - gładzi mnie ręką po policzku.
- Przecież doskonale wiem, że nie jestem.
- Dla mnie jesteś. - mówi poważnym tonem.
Jego słowa bardzo mnie zaskakują. Uchylam usta nie wiedząc co mam powiedzieć.
- Nie widziałeś mnie jeszcze całkiem nagiej.
- Widziałem wystarczająco. - lekko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam, czując jak moje policzki coraz bardziej czerwienieją. - A teraz. - przerywa, sięgając ręką do mojej lewej piersi. - Zamierzam sprawić ci przyjemność. - dotyka którymś z palców mojego sutka i zaczyna go delikatnie pocierać, przez co biorę głęboki wdech. - O ile mi na to pozwolisz. - spogląda na mnie wyczekująco.
- Pozwolę. - mówię, a chłopak wpija się w moje usta i zaczyna delikatnie masować moją pierś.
- Jest idealna kochanie. - mówi ściszonym tonem. - Idealnie mieści się w mojej dłoni. - ponownie ją ściska. Przestaje mnie całować i zniża się do poziomu mojego biustu, ucałowując oba moje sutki, przez co zamykam oczy, pod wpływem przyjemności. Lecz po chwili ponownie otwieram moje powieki, chcąc obserwować co Harry robi.
Zamyka jeden z moich wrażliwych punktów w swoich ustach i zaczyna go lizać i ssać, spoglądając na mnie spod rzęs.
Mój oddech staje się głęboki i nieco przyspiesza. To, co właśnie Harry robi z moim ciałem, jest niesamowicie przyjemne, wręcz sprawia, że chcę, żeby dalej dotykał mnie w taki sposób.
Odrywa się od niej i przechodzi do drugiej, robiąc to samo, przez co wplatam swoje palce w jego, bujne loki, które łaskoczą mnie w obręb mojej klatki piersiowej.
- Podoba ci się? - pyta, przybliżając swoją twarz do mojej i całuje moje usta, co odwzajemniam.
- Bardzo. - mówię, i obejmuję jego szyję swoimi ramionami, mocniej go do siebie przyciągając, przez co jego klatka piersiowa kurczowo przylega do mojej.
Harry kładzie swoje ręce na mojej talii i jedzie nimi w górę mojej klatki, po chwili przerywa pocałunek.
- Wszystko w porządku? - kładzie swoją rękę na moim policzku.
- Tak Harry. - uśmiecham się i podnoszę głowę, delikatnie muskając jego usta.
- Sprawiłem ci przyjemność? - błądzi swoim nosem po moich ustach.
- Tak. - czuję jak moje policzki wręcz płoną.
Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś takiego, nigdy nie było mi tak przyjemnie. To jest bardzo dziwne, ale też niesamowite, lecz czuję się strasznie skrępowana tym, co właśnie pomiędzy nami zaszło
- Nie musisz się tego wstydzić skarbie. - gładzi mnie po moim, zapewne czerwonym policzku. - Cieszę się, że było ci przyjemnie dzięki mnie. - mówi.
- Wiem, ale... to dziwne, jeszcze nigdy nikt mi czegoś takiego nie robił. - czuję, że robi mi się coraz goręcej z powodu skrępowania.
- Wiem. - muska moje usta. - Ale cieszę się, że jestem pierwszym, który może sprawić ci taką przyjemność.  - uśmiecha się lekko, co odwzajemniam. - Jesteś taka urocza, kiedy się rumienisz. - całuje oba moje policzki, następnie sięga moją bluzę, która leży na podłodzę. - Możesz się już ubrać, jeśli chcesz. - kładzie ubranie obok mojej głowy.
- Chce. - mówię z uśmiechem. - Możesz wstać i się odwrócić? - pytam niepewnie.
- Przecież widziałem cię już półnagą dosłownie minutę temu. - szeroko się do mnie uśmiecha.
- Ale ja...
- Kurewsko mi na tobie zależy i chciałbym, żebyś przestała się przy mnie wstydzić. - mówi, gładząc mój policzek wierzchem dłoni. - Wiem, że to trudne, ale kiedy widzę, że się przy mnie wstydzisz i krępujesz, to mnie zabija. - mówi i opiera swoje czoło o moje.
Harry ma rację. Przecież ufam mu, widział mnie już półnagą i wie o mnie rzeczy, o których nie mówiłam nikomu, Więc dlaczego  nie miałabym się przy nim ponownie ubrać?
Skoro chcę być w końcu ,,normalna'', to muszę zrobić kolejny  krok i wreszcie przestać wstydzić się i krępować przy Harry'm. W końcu jesteśmy razem.
- Oh Harry. - wzdycham i oplatam rękami jego szyję wtulając się w jej zagłębienie. - Mi też na tobie zależy. - mówię. - Cieszę się, że jesteś. - czuję jak chłopak całuje mnie w włosy.
- Skarbie. - kilka razy całuje mnie w to samo miejsce na włosach. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak ja kurewsko się cieszę, że jesteś. - mówi. - Jeśli chcesz, to ja mogę ubrać ci tą bluzę. - odrywa się ode mnie i spogląda w moje oczy, szeroko się uśmiechając.
- W porządku. - mówię, odwzajemniając uśmiech.
- Usiądź. - mówi, odsuwając się ode mnie, klękając na materacu. Zmierza moje ciało wzrokiem, a w jego oczach widzę błysk.
Niepewnie siadam na łóżku i staram się przykryć swoje piersi moimi włosami, żeby zakryć jak najwięcej, lecz Harry odgarnia je ręką.
Spoglądam na niego, a on lekko się do mnie uśmiecha, po chwili wyciąga w moją stronę bluzę, którą  wkłada mi na głowę, a następnie wsadzam ręce jej rękawy. Czuję jak Harry odciąga moją bluzę na mój brzuch, wyłaniając moją głowę z jej środka.
- Dziękuję. - oplatam jego szyję swoimi ramionami i namiętnie całuję go w usta co chłopak odwzajemnia i obejmuje moje plecy.
- Z co? - pyta z małym uśmieszkiem i na mnie spogląda.
- Za wszystko. - mówię i wtulam głowę w jego szyję, a on opiera swoją brodę na czubku mojej głowy. - Masz rację, nie powinnam się przy tobie wstydzić. - wzdycham. - Ale nie umiem inaczej. - dodaję, a chłopak całuje mnie w czubek głowy.
- Rozumiem. - ponownie muska moje włosy. - Ale chciałbym, żeby było inaczej.
- Ja też Harry. - odsuwam się nieco od niego i spoglądam w jego oczy. - Chciałabym być w końcu normalną dziewczyną. - chłopak kładzie rękę na moim policzku.
- Ty jesteś normalna skarbie. - patrzy an mnie wzrokiem pełnym współczucia. - Zrobiłaś wielki postęp, od kiedy powiedziałaś mi o tym,co ci się przytrafiło. - dodaje i gładzi mnie kciukiem po skórze mojego policzka. - Cieszę się, że już nie boisz się mojego dotyku. Cieszę się, że w końcu mogę dotykać twojego pięknego ciała, że kiedy moje dłonie dotykają twojej skóry, ty się nie wzdrygasz, przywracając tamte wspomnienia. - muska moje czoło kilka razy i ponownie spogląda w moje oczy.
- To dzięki tobie. - mówię.
- Nie ja to przeżyłem i nie ja musiałem się z tym codziennie borykać, może się do tego przyczyniłem, ale to ty zrobiłaś ten ogromny postęp. -  kładzie drugą rękę na moim drugim policzku i delikatnie muska moje wargi. - Chcę cię gdzieś zabrać wieczorem. - mówi z lekkim uśmiechem. - Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. - dodaje.
- Naprawdę? - pytam, wyszczerzając się do niego.
- Tak. - mówi. - Chciałaś gdzieś ze mną wyjść.
- Wiem. - mówię i całuję go w usta, w geście podziękowania. -  Mogę wiedzieć gdzie chcesz mnie zabrać?
- Niespodzianka. - mruga do mnie.
- Niech będzie. - mówię z szerokim uśmiechem. Nagle z mojego brzucha wydostaje się głębokie burczenie.
- Jadłaś coś dzisiaj? - pyta, nieco spanikowany.
- Nie zdążyłam. - mówię.
- Zrobię ci coś. - mówi.
- Nie musisz.
- Chcę. - schodzi z łóżka, następnie pomaga mi zjeść z materaca i splata nasze palce, prowadząc mnie w stronę kuchni.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Jak obiecałam, tak wstawiam. Mam nadzieję, że moja praca nie pójdzie na marne i jednak ktoś jeszcze został na tym blogu oraz przeczytał poprzedni rozdział. Mam nadzieję, że podobają wam się takie intymne sceny :) (będę też pisała sceny bardziej erotyczne i totalnie erotyczne). Do następnego, za tydzień. :)))))))) <3333333333333333