5.07.2016

Rozdział 42

                                                         *Oczami Agaty*

- Louis? -  próbuję zwrócić jego uwagę, kiedy widzę jak chłopak pogrąża się w swoich myślach. Zerka na mnie i głośno wzdycha.
- Jest u mnie Carol. - mówi. - Przyjechała, żeby wszystko naprawić. - dodaje.
Marszczę brwi, kompletnie nic z tego nie rozumiejąc.
Przysuwam się bliżej jego osoby, która właśnie siedzi, podpierając się plecami o oparcie kanapy i spogląda w górę, tępo patrząc w sufit. Mam zamiar coś powiedzieć, ale chłpak mnie wyprzedza.
- Czy wiesz jakie to uczucie, kiedy dowiadujesz się, że byłeś nikim dla osoby, która była dla ciebie całym światem? - pyta, a mnie muruje.
Nie wiem co mam mu odpowiedzieć. Wolałabym nikomu o tym nie mówić, ale obiecałam i sobie i jemu, że będę z nim szczera i więcej go nie okłamie, więc nie mam wyjścia.
- Powiedzmy, że tak. - mówię niepewnie, a on spogląda na mnie nieco zdziwiony i pragnący wytłumaczenia. - Miałam kiedyś przyjaciela, wiele dla mnie znaczył, ale to już przeszłość. - mówię, nie patrząc w jego oczy. - Ale teraz nie chodzi o mnie, tylko o ciebie. Możesz mi wreszcie wytłumaczyć o co chodzi? - pytam, podnosząc wzrok na jego, niebieskie, tęczówki.
- Dzisiaj dowiedziałem się, że od dwunastego roku życia, Tiff była ćpunką. - ostatnie słowa wypowiada bardzo gwałtownie i agresywnie. - Była w poprawczaku, bo tak pobiła koleżankę, że wylądowała w szpitalu, w stanie krytycznym. - zakrywam usta ręką. - Ale po dwóch latach z niego spierdoliła i to był akurat ten czas, kiedy się poznaliśmy. Oszukiwała mnie, mówiła, że jest z domu dziecka, a tak naprawdę sama wyrzekła się własnej rodziny, która walczyła o to, żeby przestała ćpać. - chowa twarz w dłoniach, które podpiera na swoich kolanach. Przysuwam się jeszcze bardziej do niego, obejmuje jego plecy i kładę głowę na jego ramieniu. - Ćpała nawet wtedy, kiedy ze sobą chodziliśmy, oszukiwała mnie, pewnie też spała z innymi. - Louis brzmi naprawdę groźnie, mam wrażenie, że gdyby mógł, rozniósłby to pomieszczenie w drobny mak. - Wykorzystała mnie, przez tak długi czas mnie wykorzystywała i okłamywała, a ja nic nie zauważyłem. - jego głos się załamuje, co nieco mnie dezorientuje. - Byłem dla niej nikim, w czasie kiedy ona była dla mnie wszystkim. - zaczyna szlochać, a ja jeszcze mocniej się do niego przytulam. Jego ciało trzęsie się pod wpływem jego, gromkiego płaczu. W moich oczach pojawiają się łzy. - Wyrzekłem się własnej rodziny dla niej, robiłem wszystko, czego tylko chciała. Zrobiłbym dla niej wszystko, tak bardzo ją kochałem, a ona mnie tak potraktowała. - odrywa swoje ręce od twarzy i obejmuje nimi, moje plecy, a ja mocno obłapuję jego szyję swoimi rękami i chowam twarz w jego ramieniu. To nie jest ten sam, groźnie brzmiący Louis, którym był jeszcze chwilę temu. - Jak ja mogłem być tak ślepy Aga? Jak mogłem być tak głupi, żeby nie zauważyć jakim ona była człowiekiem? - szlocha w moje włosy i mocniej mnie do siebie przyciska.
- Kochałeś ją Louis. Miałeś do tego pełne prawo. - tłumaczę szeptem. - Jesteś pewien, że właśnie tak było? - po kilku minutach, pytam najostrożniej jak mogę, żeby jeszcze bardziej się nie rozpłakał.
To takie bolesne, patrzeć, jak on tak strasznie cierpi. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie i jest to dla mnie naprawdę okropne przeżycie.
- Carol to jej kuzynka, wszystko mi wytłumaczyła, kiedy przyjechała. - mówi, kiedy nieco się uspokaja. - Przespałem się z nią, zanim do ciebie przyjechałem. - pociąga nosem. - Chciałem sobie ulżyć, zapomnieć chociaż na chwilę. - dodaje.
- Rozumiem Louis, nie musisz mi tego tłumaczyć. - mówię.
- Wiem, że rozumiesz. - mówi słabo i lekko cmoka moją szyję. Wiem, że to jest gest podziękowania, więc lekko gładzę go dłonią po łopatkach.
- Gdzie jest Carol? - pytam po kilku minutach kompletnej ciszy.
- Pojechała do jakiejś rodziny, którą ma w okolicy. - odpowiada z lekką chrypą. - Dałem jej twój adres, powinna przyjechać za jakąś godzinę. - dodaje. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
- Oczywiście, że nie. - mówię. - Cieszę się, że w końcu ją poznam.
- Też się cieszę, że się poznacie. - pociąga nosem.
- Zależy ci na niej? - pytam, a Louis kiwa głową.
- Nie chciałem się rozklejać kiedy była u mnie w domu, przepraszam, ale tutaj nerwy mi puściły, nie mogłem już tego znieść.
- W porządku Louis, rozumiem to. - mówię i mocniej ściskam jego szyję.
Trudno mi sobie wyobrazić jak ten, biedny chłopak się teraz czuje. Wiem, że nie powinnam tak sądzić, ale nienawidzę tej, całej Tiff, mimo, że jej nigdy nie widziałem, ani jej nie znam, nienawidzę jej za to, co zrobiła Louis'owi. Najchętniej pojechałabym do niej, gdziekolwiek jest i nagadałabym jej co o niej myślę. Dosłownie to samo czuję do ojca Harry'ego, z czego dopiero teraz zdałam sobie, tak naprawdę sprawę.
Rzadko zdarza mi się kogokolwiek nienawidzić, staram się być tolerancyjna i wyrozumiała dla wszystkich, ale w niektórych sytuacjach po prostu nie mogę, a nawet nie chcę być tak samo sprawiedliwa dla tych, którzy moim zdaniem są po prostu złymi ludźmi i zasługują na pogardę.
Tak już mam.
- Nawet nie wiesz, jak bardo podniosłaś mnie na duchu. - mówi po chwili. - Jest mi o wiele lepiej.
- Przecież nic takiego nie zrobiłam.
- Ale jesteś tutaj ze mną, pocieszasz mnie, przytulasz, rozumiesz. Właśnie to mi pomaga. - uśmiecham się na jego słowa. - Dziękuję Aga.
- Nie ma za co Louis. Przecież jesteś moim przyjacielem, możesz zwrócić się do mnie ze wszystkim.
- Wiem o tym. - odpowiada. - Ty też możesz, ale tego nie robisz. - mówi. Zamierzam mu coś odpowiedzieć, ale ponownie mnie wyprzedza. - Ale rozumiem, nie jesteś wylewna i nie potrzebujesz się zwracać do ludzi z każdym problemem. - jest trochę zawiedziony. - Ale czasem widzę, że coś jest z tobą nie tak.
- Wiem, że widzisz. - mówię. - Po prostu nie chcę cię zadręczać, wiedząc, że masz swoje problemy. - mówię.
- Ty i to, twoje dobre serce. - lekko chichocze.
- Mam rozumieć, że już w porządku? - pytam, lekko się od niego odpychając, żeby spojrzeć na jego twarz. Lecz chłopak przyciąga mnie do siebie i przytula jeszcze mocniej niż przedtem, co odwzajemniam.
- Nie do końca, ale staram się jakoś zapomnieć. Nie chce już o tym myśleć, chcę już o tym, wszystkim zapomnieć do kurwy nędzy.
- Dasz radę Louis, musisz to zrobić. - mówię. - Ona na ciebie nie zasługiwała, nie była ciebie warta i ty dobrze o tym wiesz, więc nie myśl już o niej i skup się na Carol. - wtulam się w jego szyję.
Może nie powinnam go pouczać, sama nadal nie mogę dojść do siebie po tym, co przytrafiło mi się kilka lat wstecz, ale chcę mu pomóc i nie chcę, żeby cierpiał tak, jak ja przez tyle lat.
- Wiem Aga. - szepcze. - Jesteś świetną przyjaciółką, nie mógłbym sobie wymarzyć lepszej. - ponownie całuje moją szyję tylko, że tym razem dłużej i mocniej.
- To bardzo miłe Louis. - mówię. - Ty też jesteś świetnym przyjacielem. - dodaję, odsuwam się lekko od niego i całuję w policzek. - Już w porządku? - pytam, kiedy spoglądam w jego, niebieskie, zaczerwienione oczy. Lekko kiwa głową.
- Carol powinna być za jakiś czas, muszę się ogarnąć, żeby nie domyślała się, że się rozkleiłem. - przeczesuje swoje włosy ręką i na mnie spogląda. - Znasz może jakąś, dobrą komedie? - pyta z nadzieją w głosie. - I coś niezdrowego do żarcia oraz gazowanego do picia? Potrzebuje tego teraz jak cholera. - mówi.
- Jasne, że mam. Zostało jeszcze kilka opakowań od czasu, kiedy byłeś tu na noc i przywiozłeś te reklamówki z tym, niezdrowym jedzeniem. - tłumaczę i lekko się do niego uśmiecham.
- Myślałem, że wszystko wjebałem, nie pamiętając kiedy. - zaczynamy się śmiać.
- Wybierz komedie, a ja pójdę po jedzenie. - mówię, a chłopak kiwa głową.

                                                                  ***

W połowie prześmiesznej komedii, na której niemal płakaliśmy ze śmiechu, ktoś zaczął cicho  pukać do drzwi.
- To ona.- mówi. - Jak wyglądam? - pyta, a ja spoglądam na jego oczy.
- Wyglądasz jak normalny, wesoły Louis, który wcale nie płakał, niecałą godzinę temu. - mówię, a chłopak lekko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam.
Wstajemy z kanapy i idziemy do korytarza, lecz zatrzymujemy się przed drzwiami.
- Kto otwiera? - pytam.
- Ty, to twój dom.
- Ale twoja dziewczyna. - spoglądam w górę na niego, a chłopak macha do mnie głową w stronę drzwi, po chwili ucieka do salonu. Wywracam oczami.
Łapię za klamkę i naciskam na nią, następnie ciągnę drzwi w swoją stronę, lekko je uchylając. Moim oczom ukazuje się śliczna, niższa ode mnie dziewczyna z ciemnymi włosami i pięknymi, dużymi oczami, a wielki, kraciasty szalik zakrywa połowę jej twarzy
- Witaj Carol. - lekko się do niej uśmiecham i wpuszczam ją do środka.
- Hej - nieśmiało odwzajemnia uśmiech i zaczyna mi się uważnie przypatrywać.
- Dużo o tobie słyszałam, miło cię w końcu poznać. - wyciągam w jej stronę swoją dłoń, lecz dziewczyna robi krok w moją stronę i oplata moją szyję swoimi rękami, przytulając się do mnie co mnie zaskakuje, lecz odwzajemniam gest.
- Ja też się cieszę. - mówi cicho i odrywa się ode mnie, zakładając sobie włosy za ucho i nieśmiało spoglądając na swoje buty. - Louis wiele mi o tobie opowiadał, dziękuję ci, że tak go wspierasz i, że jesteś dla niego taką dobrą przyjaciółką, ja...
- Nie musisz Carol. - kładę jej rękę na ramieniu, żeby ją uspokoić i ośmielić. - Rozbierz się i dołącz do nas w salonie, to za tą ścianą. - wskazuję na białą, gipsową powierzchnie. - Louis tam na ciebie czeka. - Carol kiwa głową, a ja zostawiam ją w korytarzu.
Cicho podchodzę do ściany, za którą ukrywa się ciekawski, podsłuchujący naszą rozmowę Louis.
- Dlaczego zostawiłeś mnie tam samą? - pytam szeptem.
- Chciałem, żebyście się same z sobą zapoznały. - czochra moje włosy ręką. - I chyba wam to wyszło. - mruga do mnie.
- Jest bardzo miła, ale też nieśmiała. - mówię. - Lubię ją.
- Przytuliła cie. - szepcze. - To znaczy, że też cię polubiła.
- Musiałeś podsłuchiwać? - wywracam oczami.
- Musiałem. - ponownie czochra moje włosy, przez co jestem zmuszona je sobie ugładzić.
Kiedy Carol wychodzi zza rogu, Louis mija mnie i podchodzi do dziewczyny, następnie łapie ją za policzki i całuje jej usta, a dziewczyna lekko się uśmiecha, lecz odwzajemnia jego gest.
- Cieszę się, że przyszłaś. - mówi gładzi ją po kości policzkowej, która jest strasznie czerwona.
- Obejrzysz z nami film? - pytam. - Już jest około połowy, ale nie ma w nim żadnej konkretnej fabuły. - Carol lekko uśmiecha się do mnie i kiwa głową.
- I jest w chuj śmieszny. - dodaje Louis, a Carol marszczy brwi i spogląda na niego.
- Mówiłam ci, żebyś nie przeklinał. - mówi cicho, zerkając na mnie kątem oka.
- Dobrze, zapomniałem, przepraszam. - przyciąga jej głowę do swojej klatki i całuje ją w włosy.
Wyglądają naprawdę uroczo. Louis nie jest za wysoki, ale Carol wygląda na naprawdę małą i drobną w porównaniu do niego.
Zastanawiam się jak wyglądamy ja i Harry. Ciekawe czy jak ktoś zobaczy nas kiedyś na ulicy pomyśli, że ładna z nas para i, że do siebie pasujemy. Szczerze mówiąc, chciałabym usłyszeć coś takiego.
- Oglądamy ten film? - pytam po chwili, a oboje kiwają twierdząco głowami.
Louis i Carol siadają na kanapie, przytulając się do siebie, a ja siadam na fotelu, krzyżując nogi. Spoglądam na ekran telewizora i czekam aż chłopak ponownie odtworzy film, lecz nic się takiego nie dzieje. Spoglądam z zdziwieniem na chłopaka.
- Usiądź obok nas. - mówi i przesuwa się nieco, robiąc więcej miejsca obok siebie.
- Nie, nie chcę wam przeszkadzać. - kręcę głową, spoglądam na Carol.
- Nie mam nic przeciwko.- odzywa się ciemnowłosa dziewczyna, wtulona w klatkę piersiową chłopaka i uśmiecha się do mnie.
Przez chwilę się waham, ale uśmiecham się do nich i wstaję z fotela. Siadam obok mojego przyjaciela, a chłopak włącza film. Po chwili obejmuje mnie swoim ramieniem. Spoglądam na Carol, żeby upewnić się, że nie ma nic przeciwko, a ona szeroko się do mnie uśmiecha, a ja odwzajenmiam gest.
Cieszę się, że Carol nie jest typem dziewczyny, która jest zazdrosna o przyjaciółkę swojego chłopaka. Coraz bardziej zaczynam lubić tą dziewczynę.

                                                                     ***

Po skończonym filmie, zjedzeniu pizzy, którą zamówiliśmy sobie na kolacje i posprzątaniu bałaganu w salonie, Louis i Carol postanowili, że już wrócą do domu. Jest już po dwudziestej, więc mają do tego pełne prawo.
Bardzo polubiłam Carol, mimo, że nie rozmawiałyśmy zbyt wiele, to często się do mnie uśmiechała, pomogła mi posprzątać i dołożyła się nawet do pizzy. Jest naprawdę w porządku i mam nadzieję, że kiedyś będziemy miały okazję porozmawiać i lepiej się poznać.
Wszyscy kierujemy się do korytarza, następnie para ubiera swoje kurtki oraz buty i oboje odwracają się w moją stronę. Szalik Carol jest rozwiązany i spuszczony wzdłuż jej ciała.
- Miło było cię poznać Carol. - mówię. - Mam nadzieję, że będziemy miały okazję się jeszcze kiedyś spotkać. - uśmiecham się do niej szeroko, a dziewczyna odwzajemnia gest.
- Zostanę jeszcze na kilka dni, może się spotkamy...
- Na pewno nie jutro. - wtrąca się Louis.
- Dlaczego. - dziewczyna spogląda w górę, na niego z lekkim zdziwieniem.
- Zamierzam cię gdzieś zabrać kotku. - całuje ją w czoło. - To miała być niespodzianka. - uśmiecha się do niej.
- Ja jutro też nie mogę, moja przyjaciółka przyjeżdża. - mówię, żeby nie wzbudzać w Louis'ie poczucia winy, że popsuł plany Carol.
- Paula? - pyta, a ja kiwam głową w jego stronę. Z ust Carol, wydostaje się głębokie ziewnięcie. - Aga, serio powinniśmy już jechać, Carol jest zmęczona. - chłopak opiekuńczo całuje ją w czubek głowy.
- Wiem, w porządku. - mówię i szeroko uśmiecham się najpierw do Louis, a potem do Carol.
- Kochanie, nie masz nic przeciwko, że czule pożegnam się z swoją najlepszą przyjaciółką? - pyta, patrząc na swoją dziewczynę.
- Jasne, że nie. - mówi, a Louis spogląda na mnie i zabawnie porusza brwiami. Wywracam oczami i rozchylam swoje ręce, a Louis w nie wpada i oplata moje plecy swoimi ramionami, podnosząc mnie do góry, co nieco mnie zaskakuje.
- Louis postaw mnie. - piszczę i mocno ściskam jego szyję swoimi rękami, żeby nie spaść. Chłopak okręca nas dwa razy wokół własnej osi i stawia mnie z powrotem na ziemi. - Oszalałeś? - zaczynam się śmiać wraz z Louis'em, a do nas dołącza Carol. Chłopak całuje mnie w policzek, a ja robię to samo, następnie odrywamy się od siebie i szeroko się do siebie uśmiechamy.
- Mówiłem, że to będzie czułe pożegnanie. - wzrusza ramionami, a ja wywracam oczami.
Odwracam się do Carol, która nadal cicho chichocze. Robię krok w jej stronę i też się do niej przytulam, a ona odwzajemnia gest. Odsuwamy się od siebie, a dziewczyna od razu posyła mi szeroki uśmiech, co odwzajemniam.
Louis łapie dziewczynę za rękę i otwiera drzwi frontowe.
- Do zobaczenia Aga. - macha do mnie.
- Pa. - mówię i też do niego macham.
- Miło było cię poznać. - mówi Carol, a Louis ciągnie ją w stronę drzwi.
- Ciebie też. - uśmiecham się. - Do zobaczenia. - drzwi się zamykają.
Od razu idę na górę do swojego pokoju i zaczynam szukać rzeczy, w których mogłabym spać.
To był naprawdę miły wieczór. Cieszę się, że Louis tutaj przyjechał i, że w końcu mogłam poznać Carol. Mam nadzieję, że Louis w końcu będzie z nią szczęśliwy i ich związek więcej nie będzie się komplikował.
Biorę koszulkę, w której spałam wczoraj, czarne, krótkie spodenki oraz czystą bieliznę. Udaję się do łazienki, gdzie biorę krótki, ciepły prysznic, zmywając cały, swój makijaż, następnie wychodzę spod kabiny i owijam się w biały, miękki ręcznik. Myję zęby, czesze, swoje włosy i ubieram na siebie przygotowane wcześniej rzeczy. Z powrotem udaję się do pokoju, gdzie kładę się do łóżka i zaczynam wpatrywać się w sufit.
Chcę jak najszybciej zasnąć, żeby był już ranek i żebym w końcu mogła zobaczyć Paulę. Bardzo się za nią stęskniłam i nie mogę się już doczekać, aż nastanie ranek, obudzę się i ją zobaczę.
Spoglądam w bok i widzę puste miejsce, które chciałabym, żeby w tym momencie zajmował Harry. Mimo, że nie widzę go dopiero ok kilku godzin, to brakuje mi go i chciałabym być teraz obok niego. Myślę, że... zaczynam czuć do niego coś więcej... Z resztą tak jest z każdą kolejną minutą spędzoną z nim, czy nawet bez niego. Nadal zastanawiam się, jak to możliwe, że w ciągu dwóch tygodni, mogłam poczuć coś tak dużego do Harry'ego i jak to możliwe, że tak bardzo zaczęło mi na nim zależeć. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego, czy nawet podobnego, jest realne. Ale Harry... on jest wspaniały. Jest facetem, o którym nawet nie marzyłam... nie myślałam, że kiedykolwiek będę takiego mieć. Ale mam, Harry to mój mężczyzna, jesteśmy razem, zależy nam na sobie.
Uśmiecham się sama do siebie, patrząc na pustą poduszkę.
Przypominam sobie słowa Harry'ego. Powiedział, że poczuł coś do mnie, kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy, że dzięki mnie chce być lepszym człowiekiem, że nie ćpa, nie pije i nie chodzi do łóżka z innymi dziewczynami. I to wszystko dzięki mnie, a wcale się tak nie czuję jakbym zrobiła cokolwiek w tym kierunku, totalnie tego nie rozumiem. Ale mimo to, jego słowa bardzo mnie uszczęśliwiły.
Mój telefon na szafce nocnej zaczyna wibrować, więc szybko po niego sięgam i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Tak? - mówię do telefonu.
- Hej skarbie. - słyszę cichy, chrypowaty głos Harry'ego.
- Hej Harry. - odpowiadam równie cicho.
- Chciałem cię usłyszeć. - mówi po kilku sekundach ciszy, a ja szeroko się do siebie uśmiecham. - Stęskniłem się za tobą. - dodaje po chwili.
- Też za tobą tęsknie. - mówię, bawiąc się rogiem kołdry. - Chciałabym, żebyś teraz leżał obok mnie. - przygryzam wargę.
- Też bym chciał kochanie, ale nie mogę, jestem jeszcze w pracy i mam jeszcze jeden trening z jakimś kolesiem. - jego ton jest nieco zawiedziony.
- Rozumiem Harry. - odpowiadam. - Chciałam ci tylko powiedzieć, że mi ciebie brakuje. - dodaję bardzo cichym tonem, sama nie wiem dlaczego.
- Jutro też przez pięć godzin mam treningi. Wszyscy lgną do mnie jak mucha do gówna. - prycham śmiechem na jego słowa i wiem, że on też się lekko uśmiecha.
- Jesteś dobry. Kiedy mnie uczyłeś, miałam wrażenie, że jesteś najprofesjonalniejszym profesjonalistą. - Harry cicho chichocze.
- Dzięki skarbie. - mówi. - Będę musiał zrezygnować z kilku kolesi, bo niedługo wcale nie będę miał dla ciebie czasu. - dodaje nieco gniewnie.
- Nie Harry, nie musisz, ja...
- Nie Aga, chcę tego. Poza tym zaczęli mnie już wkurwiać. Trenerze to, trenerze tamto, trenerze sramto. Ja pierdole, co za ludzie. - mówi, a ja lekko się uśmiecham. Miło, że Harry chce spędzać ze mną czas, bardzo wiele to dla mnie znaczy, że chce zrezygnować z części swojej pracy dla nas.
- A ile obecnie masz swoich podopiecznych? - pytam, po prostu z ciekawości.
- Z pięciu, może sześciu. - odpowiada. - Z czego te chuje co drugi dzień mają treningi. - dodaje. - Przepisze trzech innym trenerom, to nie problem.
- Mogę kiedyś pójść z tobą na taki trening? - pytam po chwili. Bardzo bym chciała zobaczyć Harry'ego, który wciela się w trenera i uczy jak i co ktoś ma robić.
- Jasne, kiedy tylko chcesz. - odpowiada, a ja wyczuwam, że jest z tego powodu zadowolony.
- Jutro na pewno nie. - mówię. - Moja przyjaciółka przyjeżdża z powrotem z Polski i chcę z nią spędzić cały dzień. - dodaję.
Dopiero teraz zdałam sobię z tego sprawę, że nie mówiłam Harry'emu o Pauli. Czy on w ogóle wie, że mam przyjaciółkę, która mieszka wraz ze mną?
- Jak ona? - pyta sam siebie. - Paula. - wycedza po chwili. Jestem nieco zszokowana, że wie jak dziewczyna ma na imię, ale przypominam sobie, że Harry mnie śledził przez jakiś czas, więc musiał usłyszeć imię mojej przyjaciółki.
- Nie sądziłam, że o niej wiesz. - mówię.
- Obserwowałem cię. - mówi po chwili.
- Wiem o tym. - mówię. - Lecz nadal nie wiem dlaczego to robiłeś.
- Na początku robiłem to, bo byłaś interesująca, tajemnicza i chciałem wiedzieć o tobie więcej, a po naszym pocałunku był to instynkt chęci chronienia cię. - mówi nieco onieśmielonym tonem.
Jestem w ciężkim szoku, po tym co usłyszałam. Kiedy ja sądziłam, że Harry jest chory psychicznie, on po prostu chciał mnie chronić.
Bardzo miłe gorąco rozprzestrzenia się na moim sercu.
- Ohh. - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Wiem, to było pojebane. - wzdycha, wiem, że teraz ciągnie się za włosy.
- Może. - przyznaję. - Ale też urocze. - dodaję, następnie z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie.
- Idź już spać skarbie. - mówi.
- Nie chcę. Chcę z tobą rozmawiać. - mówię, wtulając głowę w poduszkę.
Naprawdę nie chcę jeszcze kończyć tej rozmowy.
- Też nie chcę, ale jesteś już zmęczona, poza tym mam zaraz trening.
- Wiem. - brzmię na przygnębioną, chociaż wcale się tak nie czuję.
- Idź spać kochanie. - brzmi tak, jakby chciał utulić mnie do snu.
- Dobrze. - mówię.
- Po jutrze spędzimy razem cały dzień i noc, obiecuję.
- Wierzę ci. - szepcze i zamykam swoje powieki. - Dobranoc Harry.
- Dobranoc skarbie. - mówi to, tym swoim chrypowatym, ściszonym tonem, który tak bardzo  uwielbiam, po chwili się rozłącza. Chowam telefon pod poduszkę i wtulam w nią swoją głowę, po chwili zasypiam, wdychając intensywny zapach Harry'ego.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, przepraszam, że tydzień temu nie było rozdziału, ale było to zaraz po końcu roku, zawożenie papierów do nowej szkoły i takie tam sprawy. Poza tym był tylko 1 komentarz, co też mnie zdemotywowało, ale rozumiem, też macie własne sprawy, nie gniewam się i nie mam wam tego za złe. :) Kinga dziękuję za tamten komentarz. <333 Jeszcze raz przepraszam. :( Mam nadzieję, że wam się podoba, za tydzień być może wstawię dwa. <333333 :) Uwielbiam was <33333 Do następnego <333333 ;)