*Oczami Louis'a*
Zamiast wziąć się w garść to od jakichś, pierdolonych dwudziestu minut leżę jak jakiś pierdolony zjeb, w pierdolonym kiblu, na pierdolonej podłodze i bezcelowo patrzę w pierdolony sufit, nadal nie mogąc się po tym, wszystkim pozbierać.
Tak kurewsko długo zajęło mi pogodzenie się ze stratą dziewczyny, którą kochałem nad życie, a ona w popierdolony sposób złamała mi serce. To było tak ciężkie i trudne, że w pewnym momencie myślałem, że dłużej tego nie wytrzymam i po prostu, albo do niej wrócę, albo się zabiję. Nie mogłem bez niej żyć, tak bardzo za nią tęskniłem, tak bardzo ją kochałem... Tyle czasu obwiniałem się, że to moja wina, że to przeze mnie nasz związek się rozpadł, że byłem dla niej niewystarczający i musiała mnie zdradzić. Kiedy przestała ze mną rozmawiać, kiedy nie pozwalała się dotykać, kiedy mnie unikała i ignorowała, myślałem, że to moja wina, że zrobiłem coś nie tak. Dla niej zostawiłem rodzinę, zerwałem z nią kontakt na kilka lat, zerwałem kontakty z przyjaciółmi, dla mnie liczyła się tylko i wyłącznie ona, to ona była dla mnie najważniejsza. Była dla mnie całym światem. Zrobiłbym dla niej wszystko.
Wiadomość o tym, że ona wcale mnie nie kochała, że mnie wykorzystywała, oszukiwała i okłamywała, że była pierdoloną ćpunką, bez zasad, uczuć i ludzkiej empatii. Załamała mnie, po prostu mnie załamała. Czuję jakby, moje serce, które dopiero nie dawno odzyskało swoje uczucia, zostało wyrwane z mojej klatki piersiowej, wraz z chęcią do jakiego kol wiek funkcjonowania. Czuję się tak chujowo, że chyba gorzej już być nie może.
Słyszę, że ktoś wchodzi przez otwarte drzwi łazienki. patrzeć w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że jest to Carol.
Mimo, że ona i Tiff, to kuzynki, są zupełnie innymi osobami i z charakteru i z wyglądu. Tiff zawsze była ostra, pewna siebie, szalona, a Carol jest nieśmiała, skryta i wrażliwa, Tiff była gorąca, a Carol jest urocza. Totalne przeciwieństwa.
Dziewczyna przez chwilę stoi w przejściu i przygląda mi się.
- Louis. - słyszę jej cichutki głos, następnie robi krok w moją stronę. - Jesteś na mnie zły? - pyta i siada na kafelkach.
- Nie. - odpowiadam krótko. - Proszę zostaw mnie samego. - mówię i zamykam oczy.
Staram się nie pokazywać, że czuję się, jakby moje jeszcze bijące serce leżało właśnie obok mnie na podłodze, ale wiem, że mi się to nie udaję.
- Nie mogę. - mówi. Czuję jak zbliża się do mnie, a następnie siada okrakiem na moim tułowiu. Lekko zdziwiony, otwieram oczy i spoglądam na jej uroczą twarz, na której nie ma już szarych smug. - Nie chcę zostawiać cię z tym samego. - mówi i kładzie mi swoje drobne, ciepłe dłonie na moich policzkach. - Louis, wiem, że to boli jak cholera, ale proszę pozwól mi być z tobą. - niemal szepcze, a jej oczy zachodzą łzami. - Pozwól mi sprawić, żebyś o niej zapomniał. - wierzchem dłoni gładzi mój, kilkudniowy zarost.
- Dlaczego mi to mówisz? - pytam, patrząc w jej szare oczy.
- Bo zaczyna mi na tobie zależeć. - odpowiada po chwili. - Jesteś dla mnie ważny Louis. - dodaje i spuszcza wzrok na moją koszulkę. - I nie chcę, żeby wspomnienia o Tiff, która była zwykłą idiotką, wszystko zepsuły. - ponownie podnosi na mnie wzrok. - Nienawidzę jej z całego serca, za to, co ci zrobiła. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. - dodaje i niepewnie przeczesuje moje włosy, swoimi palcami. - Jeśli potrzebujesz czasu, zrozumiem to, ale proszę przemyśl to. Chcę być z tobą i...
Przerywam jej, wpijając się w jej, pełne, malinowe usta. Dziewczyna odwzajemnia pocałunek i wplata swoje ręce w moje włosy. Siadam na podłodze, wkładam swoje ręce pod jej niebieską bluzkę i zaczynam błądzić palcami po jej gładkiej skórze, następnie łapię za jej koniec i jednym ruchem ściągam materiał z jej, drobnego ciała.
Podnoszę się na nogi z jej lekkim ciałem, oplecionym wokół mnie i udaję się do mojego pokoju, gdzie zamykam drzwi na klucz, następnie delikatnie kładę ją na łóżku i wchodzę pomiędzy jej nogi.
- Nie potrzebuję czasu. - mówię i szybkim ruchem ściągam swoją koszulkę.
- Jesteś pewien? - kładzie ręce na moich, nagich barkach, kiedy zamierzam ją pocałować.
- Tak Carol. - gładzę ją ręką po policzku. - Mi też na tobie zależy. - dodaję, a ona lekko się do mnie uśmiecha, następnie oplata swoje ręce wokół mojej szyi i przyciąga mnie do siebie, wpijając się w moje usta.
Zaczynam dobierać się do jej biustu, a ona swoimi nogami ściąga szare dresy z moich bioder.
*Oczami Agaty*
Siedzę na kanapie, owinięta kocem z gorącym kakao w ręku i przerzucam kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
Niestety resztę dnia muszę spędzić sama, z telewizorem i kubkiem kakao, ale sądzę, że dobrze mi to zrobi. Na szczęście jutro wraca Paula, a ja już nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę. Strasznie się za nią stęskniłam i jestem bardzo niecierpliwa, jeśli chodzi o dzień jutrzejszy. Muszę do niej zadzwonić. Do mojej rodziny też. Dawno z nimi nie rozmawiałam i też bardzo za nimi tęsknie, zwłaszcza w takie, samotne popołudnia, ale muszę to jakoś przeboleć. Chciałam tego wyjazdu i nie żałuję, absolutnie nie żałuję, że się tutaj przeniosłam. Poznałam Matt'a, który jest wspaniałym chłopakiem Pauli, Louis'a, który jest moim przewspaniałym przyjacielem i Harry'ego, który jest wyjątkowym, wspaniałym, kochanym, cudownym mężczyzną. Już przywykłam do tego, że jesteśmy razem, a tym bardziej, nie żałuję tej decyzji, że zgodziłam się na związek z nim. Czuję, że z dnia na dzień jesteśmy bardziej z sobą zżyci i coraz bardziej się do siebie zbliżamy, zwłaszcza po tych, emocjonalnych i szczerych chwilach oraz rozmowach.
Nadal nie mogę się przyzwyczaić z tym, co powiedział mi dzisiaj Harry, wolałabym o tym nie myśleć, ale niestety nie mogę. Ciągle zadręczam się tym, jak bardzo Harry został zraniony przez swojego ojca, jak bardzo ten człowiek zniszczył mu dzieciństwo, jak bardzo zrujnowane zostało jego życie, serce oraz umysł. Cieszę się, że Harry po tej traumie nadal jest taki, jaki jest czyli miły, opiekuńczy i kochany, przynajmniej wobec mnie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dla innych ludzi Harry już nie jest taki jaki dla mnie i to też mnie gnębi. To, co przydarzyło mu się w przeszłości, a trwało to dłuższą metę, zniszczyło jego kontakty między ludzkie i dlatego wszystkich traktuje w taki sposób, jak traktował mnie na samym początku naszej znajomości. Z resztą Louis, Matt, oni też są potwierdzeniem w jaki sposób Harry traktuje inne osoby.
Wiem, że ludzie go nie cierpią i dobrze ich rozumiem, bo sama go tak oceniałam, ale chciałabym, żeby to się kiedyś zmieniło i żeby wszyscy dowiedzieli się jakim on jest wspaniałym człowiekiem.
Bo Harry jest wspaniały.
Wyciągam telefon z kieszeni spodni i naciskam na numer należący do Pauli, następnie do niej dzwonię. Odbiera za drugim sygnałem.
- Aga! - słyszę jej wesoły głos.
- Tak się cieszę, że cie słyszę. - mówię i uśmiecham się sama do siebie.
- Ja też. Tak bardzo się za tobą stęskniłam. - mówi wesoło.
- Ja za tobą też Paula. - odpowiadam.
- Ale widzimy się za kilkanaście godzin. - piszczy tak głośno, że aż mrużę oczy.
- Wiem, też się cieszę. - upijam łyk gorącego kakao i odstawiam kubek na stole. - Co z Matt'em, lepiej się czuje? - pytam po chwili ciszy.
- Tak, właśnie śpi. - mówi. - A ja zrobiłam sobie przerwę w pakowaniu, lecz zaraz muszę z powrotem się za to zabrać, więc nie mogę zbyt długo rozmawiać. - bierze głęboki oddech. - Przepraszam. - dodaje.
- Nic nie szkodzi, niedługo i tak się widzimy.
- Nie mogę się już doczekać, kiedy cię zobaczę. - piszczy.
- Ja też. - krzyżuję nogi na kanapie.
- Mam nadzieję, że nie nudziłaś się za bardzo pod moją nieobecność. - słyszę ciche chrapnięcie w słuchawce, co sprawia, że zaczynam chichotać.
- Nie, to był naprawdę interesujący tydzień. - odpowiadam po chwili.
Muszę jej wszystko powiedzieć o Harry'm, od samego początku, do teraz. Paula musi o tym wiedzieć.
- Wszystko mi powiesz jutro. Kupiłam twoje, ulubione ciastka i lody, urządzimy sobie nasz wieczór, jak to planowałyśmy od kilku dni.
- Tak, chcę ci wszystko powiedzieć, myślę, że będziesz mile zaskoczona.
- Cieszę się, że masz w końcu coś do opowiadania. Przynajmniej raz, to ja będę słuchać ciebie a nie ty mnie. - śmiejemy się lekko. - Mam też dla ciebie kilka prezentów.
- Paula, przecież wiesz, że nie cierpię, kiedy...
- Tak wiem, ale musiałam. Kupiłam ci trzy wielkie bluzy, czarny, ogromny cardigan i dwie męskie koszulki. - mówi naprawdę cicho. Jestem zdziwiona, że kupiła takie rzeczy. Nawet jeśli mi coś kupowała, były to rzeczy dziewczęce i dopasowane do mojej figury.
- Nie rozumiem. Przecież to nie w twoim stylu, kupować takie rzeczy, nawet mi.
- Chciałam ci się jakoś zrekompensować za moją nieobecność.
- Wiesz, że nie musiałaś.
- Wiem, ale co się kupiło, już się nie odkupi. Musisz to przyjąć. - rozkazuje.
Przyznaję, że jej zakupy i propozycja przyjęcia ich, jest kusząca, ale musimy sobie najpierw coś wyjaśnić.
- Dobrze, ale to będą ostatnie rzeczy, jakie kupiłaś mi bez okazji. - Paula jęczy.
- Co? - wydaje z siebie głos niezadowolenia.
Paula uwielbia kupować mi rzeczy, kiedy widziała coś, co by do mnie pasowało, po prostu mi to kupowała. Nienawidziłam i nadal nienawidzę, kiedy tak robi. Próbowałam ją od tego odzwyczaić, ale nie mogłam. Nie da się walczyć z ,,zakupoholikiem''.
- Paula. - mówię stanowczo.
- Dobrze, w porządku. - mówi zrezygnowana. - I tak za niecały miesiąc święta. - chichocze, a ja wywracam oczami.
- Oj, Paula.
- No co? Wiesz, że uwielbiam zakupy.
- Wiem, wiem. - ponownie biorę kubek z kakao i upijam kilka łyków.
- Powinnam niedługo kończyć Aga, muszę jeszcze spakować połowę swoich rzeczy, plus te, które przed wczoraj kupiłam i muszę jeszcze iść do taty, zmienić mu opatrunek i się z nim pożegnać. - nieco smutnieje po ostatnich słowach.
- Na pewno nie potrzebuje już opieki? - pytam.
- Nie, już może chodzić, wczoraj sam zmienił sobie opatrunek, i tak musiałam go nieco poprawiać, ale sam już sobie dobrze radzi. - dopowiada.
- To świetnie. - mówię. - A Matt i on się dogadali?
- Tak, lecz na początku był dla niego oschły, nieufny i ignorował go.
- A dziwisz się?
- Nie, wcale się nie dziwię. Przecież wiem jaki jest mój tata. - chichocze. - Dopiero jak z nim porozmawialiśmy, zrozumiał, że zależy mi na Matt'cie, a jemu na mnie i wtedy się opanował. - dodaje. - Cieszę się, że między nimi jakoś się ułożyło.
- Ja też się cieszę. - mówię.
- Wiem. - lekko się śmieje. - Aga, naprawdę muszę kończyć. Zadzwonię, kiedy będziemy lądować. - oznajmia. - Do zobaczenia moja kochana. - cmoka do telefonu, a ja się śmieję.
- Do zobaczenia Paula. - rozłącza się
Cieszę się, że mogłam z nią porozmawiać. Jestem naprawdę szczęśliwa, że u niej i Matt'a wszystko w porządku i, że jutro w końcu ich zobaczę. Trochę martwię się tym, jaka będzie reakcja Pauli, na to, co dowie się o Harry'm i oczywiście o naszym, niedawno powstałym związku. Na pewno będzie zszokowana, ale też zła, że nie powiedziałam jej o tym wcześniej. Na pewno będzie też szczęśliwa, że w końcu sobie kogoś znalazłam, na co Paula czekała już od dawna. W szkole próbowała swatać mnie z kilkoma chłopakami, ale ja za każdym razem byłam bardzo niechętna do tych pomysłów. Po prostu nie chciałam się plątać w coś, co i tak nie miało żadnego sensu.
Wybieram numer do mojego taty i naciskam na zieloną słuchawkę. Odbiera za drugim sygnałem.
- Hej tato. - mówię.
- Hej skarbie. - odpowiada. - Dlaczego ostatnio się nie odzywałaś?
- Wiem, że to nie wytłumaczenie, ale ostatnio u mnie dużo się dzieje. - przygryzam wargę.
Strasznie mi wstyd, że skupiłam się na Harry'm, a zaniedbałam swoje kontakty z przyjaciółmi i rodziną.
- Rozumiem. - mówi to tym, swoim, zamyślonym tonem. - Jeśli się spytam co, to takiego, to mi odpowiesz? - pyta. Wywracam oczami.
- Może. - poprawiam swoje ciało na kanapie.
Nie chcę teraz tego mówić, wiem, że to nieodpowiednie, ale tak będzie lepiej, jeśli moje rodzina na razie nie będzie nic wiedzieć o Harry'm. Powiem im, kiedy uznam, że są gotowi na tą wiadomość, ponieważ na chwilę obecna nie są.
- A jeśli zgadnę?
- Nie zgadniesz tato. - cicho się śmieję.
- Czyli zakładam, że nie długo mi o tym powiesz?
- Tak tato, oczywiście, że wam powiem, tylko, że to nie jest odpowiedni moment.
- Rozumiem. - mówi, nieco zaniepokojony. - Mam się martwić?
- Nie tato, absolutnie nie musisz się martwić.
- Na pewno?
- N pewno. - uśmiecham się lekko sama do siebie i wywracam oczami.
- W takim razie w porządku. - mówi. - Właśnie dojechałem do domu. - słyszę jak tata zamyka drzwi od samochodu.
- To dobrze. - mówię. - Co u Asi i dzieciaków? - pytam.
- Dzieciaki zaraz powinny wrócić. - mówi. - A Asia nie poszła dzisiaj do szkoły, źle się czuła. - tłumaczy. Marszczę brwi na jego słowa.
Cholera. Najwyraźniej tata nie wie, że z Asią jest źle. Nie rozumiem dlaczego mama jeszcze mu o tym nie powiedziała.
- A co z mamą? - pytam.
- Jest nadal w pracy. - tata zamyka drzwi frontowe.
- Rozumiem. - mówię.
Czyli na chwilę obecną nie mogę do niej zadzwonić, może później, kiedy będę miała pewność, że jest w domu. Nie mogę zapominać, że ja i moja rodzina, jesteśmy w nieco innej strefie czasowej.
- Paulina była u nas trzy dni temu. Dała prezenty dzieciakom, Asi, nam i babci też. - po raz kolejny, podczas tej rozmowy, wywracam oczami.
Ona jest niemożliwa. Nie powiedziała mi o tym, bo wiedziała, że będę miała do niej pretensje. Bardzo miło z jej strony, że kupiła mojej rodzinie prezenty, ale czasem naprawdę przesadza.
- Był z nią też ten chłopak...
- Matt. - dokańczam, wiedząc, że tata nie zapamiętał jego imienia.
- Tak. - potwierdza. - Przedstawiła go nam, bardzo miły, ale jakiś, taki nieśmiały i małomówny.
- Tak, jest bardzo skryty i nieśmiały. - potwierdzam.
- Słuchaj Aga, muszę kończyć, twoja matka do mnie napisała, że mam jechać po dzieciaki do szkoły.
- Jasne. - mówię. - Pozdrów ich ode mnie.
- Dobrze. - mówi.
- Do usłyszenia tato. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Pa. - mówi i się rozłącza.
Odkładam telefon na stolik i biorę moje już zimne kakao w dłonie i upijam kilka łyków.
Cieszę się, że mogłam przeprowadzić taką, dosyć długą rozmowę z moim tatą. Dobrze wiedzieć, że u nich wszystko w porządku. Martwi mnie tylko moja siostra, z którą nie mam pojęcia co się dzieje i nie wiem czy w ogóle się dowiem. Myślę, że byłoby to chociaż trochę wykonalne, gdybym nadal była w Polsce.
Podskakuję na kanapie pod wpływem huku, który wydają gwałtownie otworzone drzwi frontowe. Momentalnie wstaję i idę do korytarza. Wychylam swoją głowę zza ściany i i widzę Louisa, który rozbiera swoją kurtkę i odwiesza na wieszak.
- Louis? Co ty tutaj robisz? - pytam i zaczynam kierować się w jego stronę. On od razu zrywa się z miejsca i zamyka mnie w swoim, silnym uścisku. Lekko oszołomiona jego zachowaniem, oplatam swoimi ramionami jego szyję i odwzajemniam gest, tylko, że nie z taką intensywnością.
Czuję, że coś jest z nim nie tak. Na pewno nie przyjechał tutaj, żeby pogadać o pierdołach, pooglądać film i wypić ze mną kakao, jak zwykle to robimy, kiedy jesteśmy u mnie.
Słyszę jego, pociągnięcie nosem.
- Co się stało? - szepczę i mierzwię jego włosy dłonią.
- Muszę z tobą porozmawiać. - mówi słabo i zaczyna prowadzić mnie do salonu, starając się nie patrzeć w moje oczy.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~~**~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Kolejnyyyyyy!!!!!! Cieszę się, ze na razie trzymam się obietnicy i rozdziały są regularnie, chociaż, nie powiem jest to ostatnio dosyć trudne. ( wiecie, wybór szkoły, zakończenie roku, poprawa ocen i itp :) ). Ale co tam, opowiadanie i wy jesteście dla mnie równie ważne jak inne sprawy. Może nawet ważniejsze :D <33333 Uwielbiam was <3333 Mam nadzieję, ze się podoba i do następnego ( może będą dwa ;), postaram się ) <333333333333
21.06.2016
14.06.2016
Rozdział 40
*Oczami Louis'a*
Wpatruję się w roztrzęsioną Carol, owiniętą moim, ciepłym kocem, która właśnie przełyka gorącą, parującą herbatę. Na jej twarzy nadal widnieją szare smugi, od rozmazanego makijażu, a jej policzki płoną soczystą czerwienią. Podnosi swoje, duże, szare oczy i rozgląda się po salonie.
Bardzo zdziwiła mnie tym, że postanowiła tutaj, DO MNIE przyjechać i właśnie siedzi przede mną, dokładnie badając otoczenie. Kompletnie się tego po niej nie spodziewałem, ale doceniam, że przyjechała, żeby wszystko mi wytłumaczyć.
Zauważam, że Carol przypatruje mi się z lekką niepewnością i zdezorientowaniem.
- Muszę ci to powiedzieć teraz. - odstawia kubek na stolik i zakrywa twarz swoimi, drobnymi dłońmi. - Chcę to mieć już za sobą. - przeciera swoje oczy, przez co, jej makijaż jeszcze bardziej się rozmazuje, a Carol wygląda dosłownie jak upiór. Lecz w tym momencie, nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia.
- W takim razie, słucham. - mówię i opieram się plecami o oparcie kanapy.
- Nie...nie wiem od czego zacząć. - nerwowo ciągnie się za końcówki swoich, ciemnych włosów.
- Od początku. - podnosi na mnie swój wzrok i lekko kiwa głową.
Dziewczyna głośno wzdycha.
- Pamiętasz Tiff? - pyta, a mnie muruje.
- Skąd ją...
- Proszę nie przerywaj mi, zaraz wszystkiego się dowiesz. - marszczę brwi i kiwam głową. - Tiff jest... była moją kuzynką. - czuję jak moje oczy się rozszerzają. - Wiem, że pewnie naopowiadała ci różnych głupot, ale żadne z nich nie jest prawdą. - kręci głową.
Tak, Tiff opowiadała mi, że jest z domu dziecka, że jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Jak ona mogła mi tak skłamać.
- W wieku dwunastu lat zaczęła ćpać, wielokrotnie trafiała do różnych ośrodków, gdzie próbowali wyrwać ją z tego nałogu, ale niestety, nie udało się to. - bierze głęboki oddech.
Kręcę przecząco głową nie móc uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem.
- W wieku piętnastu lat trafiła do poprawczaka. Tak pobiła swoją koleżankę, że ledwo dało się ją uratować. - wzdycha. - Była tam przez ponad dwa lata, po czym uciekła i słuch po niej zaginął. - dodaje.
To mniej więcej wtedy zacząłem się spotykać z Tiff. I dopiero teraz rozumiem, co było powodem jej dziwnego zachowania, wiecznego bólu głowy, przekrwionych oczu, dziwnego zapachu jej skóry. Ale myślałem, że to jakaś trauma z czasów, kiedy była w sierocińcu. Nie wierzę, że moja miłość do niej była tak ślepa, że nie zauważałem tego, że moja dziewczyna jest narkomanką. Raczej podejrzewałem coś, ale nie chciałem przyjmować tego do swojej świadomości.
Kurwa, jak ona w ogóle mogła mnie tak okłamać, jak ona mogła mnie w taki sposób wykorzystać? Jak ja mogłem być tak ślepy?
Chowam twarz w dłoniach i opieram swoje łokcie na kolanach.
W tym momencie czuję jak mój gniew na osobę Tiff wzrasta, nienawidzę jej, szczerze nienawidzę tej dziewczyny. Czuję się zdradzony, oszukany i tak źle jak nigdy.
W trakcie kiedy tak bardzo ją kochałem, ona perfidnie kłamała, żeby wzbudzić we mnie litość, a potem wykorzystać fizycznie i materialnie. A ja jej to wszystko dawałem, wszystko, co tylko sobie zachciała.
Jak ja mogłem być tak tępy kurwa jego mać?
- Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałam, ale dowiedziałam się o tym, że z nią byłeś dosłownie kilka dni temu. - mówi bardzo cicho. - Myślałam, że nie będziesz chciał mnie znać, kiedy dowiesz się, że jesteśmy spokrewnione. - dodaje tak cicho, że ledwo ją słyszę. - Wiem, że była dla ciebie bardzo ważna, ale...
W tym momencie wstaję z kanapy i wbiegam na górę do łazienki, gdzie osuwam się po ścianie i bezcelowo zaczynam wpatrywać się tępo w sufit.
Chciałbym być silny, naprawdę chciałbym, ale nie potrafię.
*Oczami Agaty*
Od jakichś dwudziestu minut siedzimy z Harry'm na drewnianych schodach, nic nie mówiąc i się nie ruszając. Chłopak siedzi schodek wyżej, a ja pomiędzy jego nogami i opieram się o jego tors.
Tak cholernie mi go szkoda i tak cholernie mi przykro, z powodu jego okropnej przeszłości, która do dnia dzisiejszego wyraźnie odbija się na jego psychice, a ja absolutnie się temu nie dziwie.
Łzy cały czas siedzą pod moimi powiekami i co jakiś czas niemal wypływają, kiedy pomyślę sobie co on musiał wtedy przeżywać i co do teraz trzyma w swoim umyśle. Setki okropnych wspomnień. tysiące traumatycznych, wypowiedzianych przez jego ojca słów, mnóstwo odrażających i niemieszczących się w głowie czynów. Jego dzieciństwo było jedną, wielką, potworną tragedią, w trakcie kiedy powinno być wręcz przeciwnie. Ten czas, kiedy Harry był jeszcze dzieckiem, powinien być beztroski, spokojny, a sam mały Harry powinien czuć się kochany i doceniany, przez obojga rodziców Ale było wręcz przeciwnie.
Kompletnie nie mieści mi się w głowie to, jakim potwornym człowiekiem trzeba być żeby tak traktować swoją rodzinę, jak można bić, poniżać, wykorzystywać, wyżywać się i robić różne, inne, nie mieszczące się w niczyjej głowie rzeczy swojej, najdroższej żonie i kochanemu synowi.
Teraz już rozumiem dlaczego Harry na samym początku był wobec mnie taki, oschły, niemiły, agresywny, wulgarny, nieufny i arogancki. Bo tylko tego zdołał się nauczyć w własnym domu, tylko to wyniósł od swojego ojca, który powinien być dla niego przykładem, a nie potworem, tylko takie wspomnienia nosił w swoim umyśle przez wiele lat.
Czuję jak ogromna łza wylatuje z mojego oka i w błyskawicznym tępię, znajduje się na mojej brodzie, niemal z niej skapując, więc szybko wycieram ją swoim rękawem, następnie kładę swoją dłoń na lodowatej ręce Harry'ego i wciskam swoje palce w jego, a chłopak po krótkim czasie odwzajemnia uścisk.
Jestem bardzo ciekawa dlaczego Harry tak mało powiedział o swojej mamie. Wiem tylko, że próbowała go chronić przed ojcem, ale nie wspomniał nic innego, co mnie martwi. Zastanawia mnie także to, gdzie ona właściwie jest?
Czy po tym, co razem przeszli, nie powinni się trzymać razem? Wydaje mi się to bardzo dziwne i strasznie niepokojące, ale nie chcę więcej zadręczać go pytaniami na temat jego rodziny. To i dla niego i dla mnie stanowczo za dużo jak na dziś.
Jednak jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć.
- Czy ktoś jeszcze o tym wie? - pytam bardzo cichym szeptem.
- Joseph. - odpowiada tak samo cicho. - To bliski kuzyn mojego ojca i mój wujek. - nie jestem zaskoczona tą wiadomością. Można powiedzieć, że się tego spodziewałam.
- Mówiłeś mu o wszystkim?
- Nie. Nie zwierzałem mu się ze wszystkiego. Ale on od zawsze zdawał sobie sprawę, że jest źle... bardzo źle. - odpowiada. - To on był dla mnie jak ojciec, oraz był dla mnie przykładem, on nauczył mnie tego, czego nie byłem w stanie ogarnąć przez wiele lat. Nauczył mnie jak to jest być dobrym. - dodaje. - Wyciągnął mnie z tego, całego gówna, jakim była moja przeszłość. To jemu zawdzięczam wszystko. - mocniej zaciska mój brzuch swoją ręką i wtula swoją głowę w moją szyję.
- Kiedy pojawiły się twoje nałogi? - pytam bardzo cicho i mocniej wtulam się w jego tors.
- Kiedy ból był tak nie do zniesienia, a napierdalanie z całych sił w worek bokserski nie wystarczało, wtedy pierwszy raz sięgnąłem po alkohol. I to mi pomogło, chociaż na chwilę mogłem zapomnieć o tym, całym gównie, którym było i do teraz jest moje życie. - przerywa i głośno wzdycha, a ja przegryzam wargę na te słowa. - Potem doszedł seks, narkotyki, co jeszcze bardziej pomagało, przez co jeszcze bardziej wkręciłem się w to, całe, pierdolone gówno. - czuję jego ciężki oddech na delikatnej skórze swojej szyi.
- Czy, czy ty nadal...z innymi dziewczynami. - jąkam się, nie wiedząc jak powinnam się o to spytać.
- Nie. - odpowiada od razu. - Od momentu, kiedy pierwszy raz u ciebie nocowałem, nie ćpam i nie spałem z żadną dziewczyną. - ucałowuje wrażliwe miejsce ma moim obojczyku.
Jestem naprawdę szczęśliwa, że Harry nie sypia z innymi dziewczynami, chociaż zrozumiałabym jeśli byłoby inaczej. Ja i moja fobia związana z dotykiem, nie pozwalają Harry'emu na większe kroki związane z naszymi sprawami i wydarzeniami intymnymi, a wiem, że chłopak ma nieco inne potrzeby niż ja. Raczej totalnie inne.
- Mogę wiedzieć dlaczego właśnie od tamtego momentu postanowiłeś coś zmienić? - pytam.
Zaczynam wspominać tamtą noc. Wędrowanie w samym ręczniku w jego obecności, jego dziecinne i idiotyczne zachowanie, opatrywanie jego ran, ten okropny sen Harry'ego, który chcę jak najszybciej wyrzucić z swoich myśli. Oraz nasz, pierwszy pocałunek, który był dla mnie wtedy czymś okropnym i strasznie tego żałowałam, ale teraz nie żałuję, nie żałuję nawet jednej chwili z tamtej nocy.
Mimowolnie, kąciki moich ust unoszą się nieznacznie do góry.
- Wtedy, kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy, poczułem coś... do ciebie. - odpowiada po chwili. - Ten pocałunek był wyjątkowy... nigdy wcześniej się tak nie czułem. - gładzi kciukiem wierzch mojej dłoni. - Od tamtej chwili wiedziałem, że zaczyna mi na tobie zależeć i nic nie mogłem na to poradzić, chociaż próbowałem. - ściska lekko moją rękę, żeby dać mi do zrozumienia, żebym nie brała tego za bardzo do siebie. Wiem, że Harry wtedy był zupełnie innym człowiekiem i nie musi mi uświadamiać, że teraz jest inaczej, ponieważ ja o tym wiem. - Wtedy, kiedy mnie wyjebałaś, pojechałem prosto do domu, a nie do baru, czy do jednej z dziewczyn, z którymi się pieprzyłem i to był pierwszy krok, którego wtedy nie rozumiałem.
- A teraz rozumiesz? - przekręcam głowę na bok i spoglądam prosto w zielone oczy Harry'ego.
- Tak. - całuje mnie w czubek nosa. - Wiem, że dzięki tobie chcę być lepszym człowiekiem Aga. - intensywnie wpatruje się w moje tęczówki. Odwracam się, tak, że teraz moje kolana znajdują się na szerokim, drewnianym schodku, a ja nadal jestem pomiędzy jego nogami tylko, że odwrócona do Harry'ego przodem. Obłapuję rękami jego szyję i mocno się do niego przytulam, a chłopak obejmuje moje plecy swoimi, silnymi ramionami.
Cieszę się, cieszę się jak cholera, że mogę z nim normalnie rozmawiać. Wiem, że kiedy zadam mu jakieś pytanie, on szczerze i spokojnie na nie odpowie. Cieszy mnie także to, że w końcu się na mnie otworzył, że mi zaufał i dzieli się ze mną swoim życiem, emocjami oraz uczuciami. To tak bardzo mnie cieszy, że aż trudno mi opisać co w tym momencie czuję.
- Cieszę się, że mówisz mi o takich rzeczach Harry. - szepczę. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - dodaję i lekko muskam ustami jego szyję.
- Mówiłaś, że chcesz, żebym się na ciebie otworzył, żebym przestał być taki skryty, więc staram się to robić. - mówi i pociera nosem o mój policzek.
- Dziękuję Harry. - odchylam się lekko i całuję go w usta, co chłopak odwzajemnia. - Czy jest coś, co chciałbyś... żebym postarała się zrobić dla ciebie? - pytam, a on kładzie swoją, wielką rękę na moim policzku.
- Chciałbym żebyś przestała wstydzić się swojego, pięknego ciała, żebyś je pokochała, żebyś zapomniała o tym, co ci się przytrafiło. - gładzi mnie kciukiem po mojej skórze. - Chciałbym, żebyś nie ukrywała się przede mną, nie wstydziła się przy mnie rozbierać. - intensywnie mierzy moje oczy swoim wzrokiem, co sprawia, że czuję się jak zahipnotyzowana. - Chciałbym, żebyś dawała mi się dotykać, żebym mógł po kolei odkrywać każdy skrawek twojego, idealnego ciała. - nadal mierzy mnie tym, samym, zielonym wzrokiem.
- To nie jest takie łatwe. - spuszczam głowę na dół i zawieszam wzrok na sporą szparę pomiędzy starymi, ciemnymi deskami.
Trochę przeraziła mnie ilość oczekiwań Harry'ego do mnie, z których doskonale zdaję sobie sprawę i, nad którymi zawsze starałam się pracować i się tego wszystkiego pozbyć, ale niestety nigdy mi się to nie udało.
Chłopak kładzie swoją rękę na mojej brodzie i podciąga moją głowę do góry, żebym na niego spojrzała. Nasze spojrzenia od razu się spotykają, a ja ponownie czuję się jak zahipnotyzowana.
- Jest ci ciężko, ale wiedz, że mi możesz ufać, ja nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy. - mówi.
- Ale ja o tym doskonale wiem Harry, to nie jest kwestia mojego zaufania do ciebie. Nie rozumiesz, że po prostu jestem zbyt słaba, żeby to dźwignąć? - mój głos drży, chociaż nie chce mi się płakać.
- Jesteś kurewsko silna. - mówi. - Codziennie borykałaś się i do teraz borykasz z tym co ci się wtedy stało. Przez kilka lat trzymałaś to w sobie i dopiero do niedawna powiedziałaś mi o tym, co ci się stało, a zaledwie wczoraj dokładniej mi to opisałaś. - kiedy o tym mówi, w jego oczach widzę coś bardzo dziwnego, ale nie negatywnego. - Nie powiedziałaś o tym nikomu, sama musiałaś to dźwigać przez te kilka lat, a ja przynajmniej miałem Joseph'a, któremu wiedziałem, że mogę powiedzieć wszystko, a jednak nigdy mu się za bardzo nie zwierzałem. - odgarnia kosmyki włosów, które opadły na moją twarz, następnie kładzie swoje ręce na moich policzkach. - Jesteś silna, silniejsza niż myślisz. Wiem to skarbie. - opiera swoje czoło o moje i mierzwi palcami włosy za moimi uszami. - To ja jestem słaby. - dodaje szeptem.
- Jesteś silny Harry. - odpowiadam tym samym tonem.Odrywam swoją głowę od głowy Harry'ego i spoglądam w jego, głębokie oczy, następnie przechylam głowę i lekko muskam jego wargi, co Harry odwzajemnia. Przenosi swoje dłonie, jedną na tył mojej głowy, a drugą na sam środek moich pleców i mocniej mnie do siebie przyciska. Harry coraz bardziej pogłębia pocałunek, przez co przenosi moje ciało na swoje kolana, sadzając mnie na nich okrakiem. Oplatam swoimi rękami jego szyję, jedną wplatając w jego, bujne loki, przez co nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębia.
- Jest jeszcze coś o czym chciałabyś porozmawiać? - pyta chłopak, kiedy odrywamy się z pocałunku.
- To nie odpowiednia chwila. - mówię.
Chciałabym porozmawiać z nim, o nim, Louis'ie i próbie załagodzenia konfliktu między nimi, ale doskonale wiem, że to nie odpowiednia chwila na tego typu konwersacje.
- Powiedz. - spoglądam w jego oczy. - Ze mną wszystko...
- Nie Harry. - przerywam mu. - Porozmawiamy o tym kiedy indziej. - dodaję, a on marszczy brwi. - Pozwól mi to zrobić dla twojego dobra. - kładę u rękę na policzku i lekko muskam jego usta, żeby go przekonać do swojej decyzji. Wiem, że Harry jest bardzo uparty, ale mam nadzieję, że w tej sytuacji najzwyczajniej odpuści.
- Dobra. - wzdycha po chwili. - Ale wrócimy do tego w najbliższym czasie. - to bardziej rozkaz, niż propozycja.
- Tak. - mówię i ponownie muskam jego usta, co odwzajemnia.
- Zwijajmy się stąd. Mam dość tego, pierdolonego miejsca. - mówi i tym razem to on muska moje usta.
- Rozumiem. - owijam rękami jego szyję, a on zamyka moje plecy w uścisku. Naglę czuję jak Harry wstaje ze schodów, wsadza swoje ręce pod moje pośladki i zaczyna schodzić ze mną na dół.
- Harry! - piszczę i mocno oplatam swoimi nogami jego talię, dla własnego bezpieczeństwa.
- Co? - mówi, cicho chichocząc.
- Postaw mnie. - mówię, śmiejąc się.
- Dobra, ale dopiero przy samochodzie.
- Harry. - moje ciało przylega niemal jak pijawka do jego ciała, ponieważ boję się, że spadnę.
Mimo, że nie cierpię być w powietrzu, to i tak cieszę się, że Harry w ten sposób rozluźnił tą przygnębiającą sytuację pomiędzy nami.
Gwałtownie kopie stare drzwi i wychodzi ze mną na zimne powietrze, raczej na jeszcze zimniejsze, niż w budynku. Przechodzą mnie nieprzyjemne dreszcze, na co Harry od razu reaguje, mocniej mnie do siebie przyciskając.
Otwiera drzwi od samochodu i wsadza mnie do środka, następnie sam wchodzi ma miejsce kierowcy i odpala silnik, od razu włączając klimatyzację.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła. - mówi i spogląda na mnie pytająco.
- Jasne, że nie. - uśmiecham się do niego szeroko. - To było urocze. - nachylam się i całuję jego policzek, na co chłopak się lekko uśmiecha.
***
-Aga. - z zamyślań wyrywa mnie głos Harry'ego, odwracam głowę w jego stronę i napotykam jego spojrzenie. - Odstawie cię do domu, a potem musimy się rozstać. - mówi.
- Rozumiem. - mówię, trochę przygnębionym głosem, chociaż wcale nie chcę tak brzmieć. - Kiedy znowu się zobaczymy? - pytam.
- Nie wiem, ale obiecuję, że postaram się znaleźć czas. - mówi i uśmiecha się do mnie pocieszająco, co odwzajemniam.
- W porządku Harry. - mówię i kładę swoją rękę na jego, rozkoszując się każdą sekundą obok niego, ponieważ wiem, że za dwadzieścia minut będziemy zmuszeni się rozdzielić.
***
Zatrzymujemy się pod moim domem, a ja od razu spoglądam na chłopaka siedzącego obok mnie, wpatrującego się w przednią szybę.
- Do zobaczenia Harry. - mówię i nachylam się, żeby ucałować jego policzek, lecz chłopak łapie mnie za biodra i przenosi moje ciało na swoje kolana.
- Chyba nie myślałaś, że dam ci pożegnać się ze mną w taki sposób. - uśmiecha się żartobliwie i wpija się w moje usta. Chwilę zajmuje mi, żeby odwzajemnić pocałunek, ale w końcu mi się to udaje.
Pocałunek trwa naprawdę długo i jest bardzo namiętny, co strasznie mi się podoba.
- Pa kochanie. - mówi zdyszany, kiedy przerywa nasz intymny gest.
- Pa Harry. - odpowiadam i wracam na swoje siedzenie, uśmiecham się szeroko do niego, co odwzajemnia, następnie wychodzę z samochodu.
Harry nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo będę za nim tęsknić.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*
I jak podoba się? :D TO JUŻ HOT 40 ROZDZIAŁ KOCHANE!!!!!! Bardzo, bardzo wam dziękuję za tyle wyświetleń, za takie, miłe komentarze. <33333333 Kocham was<3333 :) Dziękuję także osobą, które wchodzą na tego bloga, czytają go, ale nie komentują (tak, też jestem wam wdzięczna <3) dzisiaj chciałabym, żeby każda z was skomentowała, może być to, co kol wiek. Tylko dajcie mi znak, że to czytacie, chcę po prostu ile was jest moje drogie. :))) Czy napisanie chociaż kropki ( takiego czegoś - ,, .'') was zbawi? Proszę was o to <333 Do następnego moje, kochane, najlepsze czytelniczki !!!!!!!!!
Wpatruję się w roztrzęsioną Carol, owiniętą moim, ciepłym kocem, która właśnie przełyka gorącą, parującą herbatę. Na jej twarzy nadal widnieją szare smugi, od rozmazanego makijażu, a jej policzki płoną soczystą czerwienią. Podnosi swoje, duże, szare oczy i rozgląda się po salonie.
Bardzo zdziwiła mnie tym, że postanowiła tutaj, DO MNIE przyjechać i właśnie siedzi przede mną, dokładnie badając otoczenie. Kompletnie się tego po niej nie spodziewałem, ale doceniam, że przyjechała, żeby wszystko mi wytłumaczyć.
Zauważam, że Carol przypatruje mi się z lekką niepewnością i zdezorientowaniem.
- Muszę ci to powiedzieć teraz. - odstawia kubek na stolik i zakrywa twarz swoimi, drobnymi dłońmi. - Chcę to mieć już za sobą. - przeciera swoje oczy, przez co, jej makijaż jeszcze bardziej się rozmazuje, a Carol wygląda dosłownie jak upiór. Lecz w tym momencie, nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia.
- W takim razie, słucham. - mówię i opieram się plecami o oparcie kanapy.
- Nie...nie wiem od czego zacząć. - nerwowo ciągnie się za końcówki swoich, ciemnych włosów.
- Od początku. - podnosi na mnie swój wzrok i lekko kiwa głową.
Dziewczyna głośno wzdycha.
- Pamiętasz Tiff? - pyta, a mnie muruje.
- Skąd ją...
- Proszę nie przerywaj mi, zaraz wszystkiego się dowiesz. - marszczę brwi i kiwam głową. - Tiff jest... była moją kuzynką. - czuję jak moje oczy się rozszerzają. - Wiem, że pewnie naopowiadała ci różnych głupot, ale żadne z nich nie jest prawdą. - kręci głową.
Tak, Tiff opowiadała mi, że jest z domu dziecka, że jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Jak ona mogła mi tak skłamać.
- W wieku dwunastu lat zaczęła ćpać, wielokrotnie trafiała do różnych ośrodków, gdzie próbowali wyrwać ją z tego nałogu, ale niestety, nie udało się to. - bierze głęboki oddech.
Kręcę przecząco głową nie móc uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem.
- W wieku piętnastu lat trafiła do poprawczaka. Tak pobiła swoją koleżankę, że ledwo dało się ją uratować. - wzdycha. - Była tam przez ponad dwa lata, po czym uciekła i słuch po niej zaginął. - dodaje.
To mniej więcej wtedy zacząłem się spotykać z Tiff. I dopiero teraz rozumiem, co było powodem jej dziwnego zachowania, wiecznego bólu głowy, przekrwionych oczu, dziwnego zapachu jej skóry. Ale myślałem, że to jakaś trauma z czasów, kiedy była w sierocińcu. Nie wierzę, że moja miłość do niej była tak ślepa, że nie zauważałem tego, że moja dziewczyna jest narkomanką. Raczej podejrzewałem coś, ale nie chciałem przyjmować tego do swojej świadomości.
Kurwa, jak ona w ogóle mogła mnie tak okłamać, jak ona mogła mnie w taki sposób wykorzystać? Jak ja mogłem być tak ślepy?
Chowam twarz w dłoniach i opieram swoje łokcie na kolanach.
W tym momencie czuję jak mój gniew na osobę Tiff wzrasta, nienawidzę jej, szczerze nienawidzę tej dziewczyny. Czuję się zdradzony, oszukany i tak źle jak nigdy.
W trakcie kiedy tak bardzo ją kochałem, ona perfidnie kłamała, żeby wzbudzić we mnie litość, a potem wykorzystać fizycznie i materialnie. A ja jej to wszystko dawałem, wszystko, co tylko sobie zachciała.
Jak ja mogłem być tak tępy kurwa jego mać?
- Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałam, ale dowiedziałam się o tym, że z nią byłeś dosłownie kilka dni temu. - mówi bardzo cicho. - Myślałam, że nie będziesz chciał mnie znać, kiedy dowiesz się, że jesteśmy spokrewnione. - dodaje tak cicho, że ledwo ją słyszę. - Wiem, że była dla ciebie bardzo ważna, ale...
W tym momencie wstaję z kanapy i wbiegam na górę do łazienki, gdzie osuwam się po ścianie i bezcelowo zaczynam wpatrywać się tępo w sufit.
Chciałbym być silny, naprawdę chciałbym, ale nie potrafię.
*Oczami Agaty*
Od jakichś dwudziestu minut siedzimy z Harry'm na drewnianych schodach, nic nie mówiąc i się nie ruszając. Chłopak siedzi schodek wyżej, a ja pomiędzy jego nogami i opieram się o jego tors.
Tak cholernie mi go szkoda i tak cholernie mi przykro, z powodu jego okropnej przeszłości, która do dnia dzisiejszego wyraźnie odbija się na jego psychice, a ja absolutnie się temu nie dziwie.
Łzy cały czas siedzą pod moimi powiekami i co jakiś czas niemal wypływają, kiedy pomyślę sobie co on musiał wtedy przeżywać i co do teraz trzyma w swoim umyśle. Setki okropnych wspomnień. tysiące traumatycznych, wypowiedzianych przez jego ojca słów, mnóstwo odrażających i niemieszczących się w głowie czynów. Jego dzieciństwo było jedną, wielką, potworną tragedią, w trakcie kiedy powinno być wręcz przeciwnie. Ten czas, kiedy Harry był jeszcze dzieckiem, powinien być beztroski, spokojny, a sam mały Harry powinien czuć się kochany i doceniany, przez obojga rodziców Ale było wręcz przeciwnie.
Kompletnie nie mieści mi się w głowie to, jakim potwornym człowiekiem trzeba być żeby tak traktować swoją rodzinę, jak można bić, poniżać, wykorzystywać, wyżywać się i robić różne, inne, nie mieszczące się w niczyjej głowie rzeczy swojej, najdroższej żonie i kochanemu synowi.
Teraz już rozumiem dlaczego Harry na samym początku był wobec mnie taki, oschły, niemiły, agresywny, wulgarny, nieufny i arogancki. Bo tylko tego zdołał się nauczyć w własnym domu, tylko to wyniósł od swojego ojca, który powinien być dla niego przykładem, a nie potworem, tylko takie wspomnienia nosił w swoim umyśle przez wiele lat.
Czuję jak ogromna łza wylatuje z mojego oka i w błyskawicznym tępię, znajduje się na mojej brodzie, niemal z niej skapując, więc szybko wycieram ją swoim rękawem, następnie kładę swoją dłoń na lodowatej ręce Harry'ego i wciskam swoje palce w jego, a chłopak po krótkim czasie odwzajemnia uścisk.
Jestem bardzo ciekawa dlaczego Harry tak mało powiedział o swojej mamie. Wiem tylko, że próbowała go chronić przed ojcem, ale nie wspomniał nic innego, co mnie martwi. Zastanawia mnie także to, gdzie ona właściwie jest?
Czy po tym, co razem przeszli, nie powinni się trzymać razem? Wydaje mi się to bardzo dziwne i strasznie niepokojące, ale nie chcę więcej zadręczać go pytaniami na temat jego rodziny. To i dla niego i dla mnie stanowczo za dużo jak na dziś.
Jednak jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć.
- Czy ktoś jeszcze o tym wie? - pytam bardzo cichym szeptem.
- Joseph. - odpowiada tak samo cicho. - To bliski kuzyn mojego ojca i mój wujek. - nie jestem zaskoczona tą wiadomością. Można powiedzieć, że się tego spodziewałam.
- Mówiłeś mu o wszystkim?
- Nie. Nie zwierzałem mu się ze wszystkiego. Ale on od zawsze zdawał sobie sprawę, że jest źle... bardzo źle. - odpowiada. - To on był dla mnie jak ojciec, oraz był dla mnie przykładem, on nauczył mnie tego, czego nie byłem w stanie ogarnąć przez wiele lat. Nauczył mnie jak to jest być dobrym. - dodaje. - Wyciągnął mnie z tego, całego gówna, jakim była moja przeszłość. To jemu zawdzięczam wszystko. - mocniej zaciska mój brzuch swoją ręką i wtula swoją głowę w moją szyję.
- Kiedy pojawiły się twoje nałogi? - pytam bardzo cicho i mocniej wtulam się w jego tors.
- Kiedy ból był tak nie do zniesienia, a napierdalanie z całych sił w worek bokserski nie wystarczało, wtedy pierwszy raz sięgnąłem po alkohol. I to mi pomogło, chociaż na chwilę mogłem zapomnieć o tym, całym gównie, którym było i do teraz jest moje życie. - przerywa i głośno wzdycha, a ja przegryzam wargę na te słowa. - Potem doszedł seks, narkotyki, co jeszcze bardziej pomagało, przez co jeszcze bardziej wkręciłem się w to, całe, pierdolone gówno. - czuję jego ciężki oddech na delikatnej skórze swojej szyi.
- Czy, czy ty nadal...z innymi dziewczynami. - jąkam się, nie wiedząc jak powinnam się o to spytać.
- Nie. - odpowiada od razu. - Od momentu, kiedy pierwszy raz u ciebie nocowałem, nie ćpam i nie spałem z żadną dziewczyną. - ucałowuje wrażliwe miejsce ma moim obojczyku.
Jestem naprawdę szczęśliwa, że Harry nie sypia z innymi dziewczynami, chociaż zrozumiałabym jeśli byłoby inaczej. Ja i moja fobia związana z dotykiem, nie pozwalają Harry'emu na większe kroki związane z naszymi sprawami i wydarzeniami intymnymi, a wiem, że chłopak ma nieco inne potrzeby niż ja. Raczej totalnie inne.
- Mogę wiedzieć dlaczego właśnie od tamtego momentu postanowiłeś coś zmienić? - pytam.
Zaczynam wspominać tamtą noc. Wędrowanie w samym ręczniku w jego obecności, jego dziecinne i idiotyczne zachowanie, opatrywanie jego ran, ten okropny sen Harry'ego, który chcę jak najszybciej wyrzucić z swoich myśli. Oraz nasz, pierwszy pocałunek, który był dla mnie wtedy czymś okropnym i strasznie tego żałowałam, ale teraz nie żałuję, nie żałuję nawet jednej chwili z tamtej nocy.
Mimowolnie, kąciki moich ust unoszą się nieznacznie do góry.
- Wtedy, kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy, poczułem coś... do ciebie. - odpowiada po chwili. - Ten pocałunek był wyjątkowy... nigdy wcześniej się tak nie czułem. - gładzi kciukiem wierzch mojej dłoni. - Od tamtej chwili wiedziałem, że zaczyna mi na tobie zależeć i nic nie mogłem na to poradzić, chociaż próbowałem. - ściska lekko moją rękę, żeby dać mi do zrozumienia, żebym nie brała tego za bardzo do siebie. Wiem, że Harry wtedy był zupełnie innym człowiekiem i nie musi mi uświadamiać, że teraz jest inaczej, ponieważ ja o tym wiem. - Wtedy, kiedy mnie wyjebałaś, pojechałem prosto do domu, a nie do baru, czy do jednej z dziewczyn, z którymi się pieprzyłem i to był pierwszy krok, którego wtedy nie rozumiałem.
- A teraz rozumiesz? - przekręcam głowę na bok i spoglądam prosto w zielone oczy Harry'ego.
- Tak. - całuje mnie w czubek nosa. - Wiem, że dzięki tobie chcę być lepszym człowiekiem Aga. - intensywnie wpatruje się w moje tęczówki. Odwracam się, tak, że teraz moje kolana znajdują się na szerokim, drewnianym schodku, a ja nadal jestem pomiędzy jego nogami tylko, że odwrócona do Harry'ego przodem. Obłapuję rękami jego szyję i mocno się do niego przytulam, a chłopak obejmuje moje plecy swoimi, silnymi ramionami.
Cieszę się, cieszę się jak cholera, że mogę z nim normalnie rozmawiać. Wiem, że kiedy zadam mu jakieś pytanie, on szczerze i spokojnie na nie odpowie. Cieszy mnie także to, że w końcu się na mnie otworzył, że mi zaufał i dzieli się ze mną swoim życiem, emocjami oraz uczuciami. To tak bardzo mnie cieszy, że aż trudno mi opisać co w tym momencie czuję.
- Cieszę się, że mówisz mi o takich rzeczach Harry. - szepczę. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - dodaję i lekko muskam ustami jego szyję.
- Mówiłaś, że chcesz, żebym się na ciebie otworzył, żebym przestał być taki skryty, więc staram się to robić. - mówi i pociera nosem o mój policzek.
- Dziękuję Harry. - odchylam się lekko i całuję go w usta, co chłopak odwzajemnia. - Czy jest coś, co chciałbyś... żebym postarała się zrobić dla ciebie? - pytam, a on kładzie swoją, wielką rękę na moim policzku.
- Chciałbym żebyś przestała wstydzić się swojego, pięknego ciała, żebyś je pokochała, żebyś zapomniała o tym, co ci się przytrafiło. - gładzi mnie kciukiem po mojej skórze. - Chciałbym, żebyś nie ukrywała się przede mną, nie wstydziła się przy mnie rozbierać. - intensywnie mierzy moje oczy swoim wzrokiem, co sprawia, że czuję się jak zahipnotyzowana. - Chciałbym, żebyś dawała mi się dotykać, żebym mógł po kolei odkrywać każdy skrawek twojego, idealnego ciała. - nadal mierzy mnie tym, samym, zielonym wzrokiem.
- To nie jest takie łatwe. - spuszczam głowę na dół i zawieszam wzrok na sporą szparę pomiędzy starymi, ciemnymi deskami.
Trochę przeraziła mnie ilość oczekiwań Harry'ego do mnie, z których doskonale zdaję sobie sprawę i, nad którymi zawsze starałam się pracować i się tego wszystkiego pozbyć, ale niestety nigdy mi się to nie udało.
Chłopak kładzie swoją rękę na mojej brodzie i podciąga moją głowę do góry, żebym na niego spojrzała. Nasze spojrzenia od razu się spotykają, a ja ponownie czuję się jak zahipnotyzowana.
- Jest ci ciężko, ale wiedz, że mi możesz ufać, ja nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy. - mówi.
- Ale ja o tym doskonale wiem Harry, to nie jest kwestia mojego zaufania do ciebie. Nie rozumiesz, że po prostu jestem zbyt słaba, żeby to dźwignąć? - mój głos drży, chociaż nie chce mi się płakać.
- Jesteś kurewsko silna. - mówi. - Codziennie borykałaś się i do teraz borykasz z tym co ci się wtedy stało. Przez kilka lat trzymałaś to w sobie i dopiero do niedawna powiedziałaś mi o tym, co ci się stało, a zaledwie wczoraj dokładniej mi to opisałaś. - kiedy o tym mówi, w jego oczach widzę coś bardzo dziwnego, ale nie negatywnego. - Nie powiedziałaś o tym nikomu, sama musiałaś to dźwigać przez te kilka lat, a ja przynajmniej miałem Joseph'a, któremu wiedziałem, że mogę powiedzieć wszystko, a jednak nigdy mu się za bardzo nie zwierzałem. - odgarnia kosmyki włosów, które opadły na moją twarz, następnie kładzie swoje ręce na moich policzkach. - Jesteś silna, silniejsza niż myślisz. Wiem to skarbie. - opiera swoje czoło o moje i mierzwi palcami włosy za moimi uszami. - To ja jestem słaby. - dodaje szeptem.
- Jesteś silny Harry. - odpowiadam tym samym tonem.Odrywam swoją głowę od głowy Harry'ego i spoglądam w jego, głębokie oczy, następnie przechylam głowę i lekko muskam jego wargi, co Harry odwzajemnia. Przenosi swoje dłonie, jedną na tył mojej głowy, a drugą na sam środek moich pleców i mocniej mnie do siebie przyciska. Harry coraz bardziej pogłębia pocałunek, przez co przenosi moje ciało na swoje kolana, sadzając mnie na nich okrakiem. Oplatam swoimi rękami jego szyję, jedną wplatając w jego, bujne loki, przez co nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębia.
- Jest jeszcze coś o czym chciałabyś porozmawiać? - pyta chłopak, kiedy odrywamy się z pocałunku.
- To nie odpowiednia chwila. - mówię.
Chciałabym porozmawiać z nim, o nim, Louis'ie i próbie załagodzenia konfliktu między nimi, ale doskonale wiem, że to nie odpowiednia chwila na tego typu konwersacje.
- Powiedz. - spoglądam w jego oczy. - Ze mną wszystko...
- Nie Harry. - przerywam mu. - Porozmawiamy o tym kiedy indziej. - dodaję, a on marszczy brwi. - Pozwól mi to zrobić dla twojego dobra. - kładę u rękę na policzku i lekko muskam jego usta, żeby go przekonać do swojej decyzji. Wiem, że Harry jest bardzo uparty, ale mam nadzieję, że w tej sytuacji najzwyczajniej odpuści.
- Dobra. - wzdycha po chwili. - Ale wrócimy do tego w najbliższym czasie. - to bardziej rozkaz, niż propozycja.
- Tak. - mówię i ponownie muskam jego usta, co odwzajemnia.
- Zwijajmy się stąd. Mam dość tego, pierdolonego miejsca. - mówi i tym razem to on muska moje usta.
- Rozumiem. - owijam rękami jego szyję, a on zamyka moje plecy w uścisku. Naglę czuję jak Harry wstaje ze schodów, wsadza swoje ręce pod moje pośladki i zaczyna schodzić ze mną na dół.
- Harry! - piszczę i mocno oplatam swoimi nogami jego talię, dla własnego bezpieczeństwa.
- Co? - mówi, cicho chichocząc.
- Postaw mnie. - mówię, śmiejąc się.
- Dobra, ale dopiero przy samochodzie.
- Harry. - moje ciało przylega niemal jak pijawka do jego ciała, ponieważ boję się, że spadnę.
Mimo, że nie cierpię być w powietrzu, to i tak cieszę się, że Harry w ten sposób rozluźnił tą przygnębiającą sytuację pomiędzy nami.
Gwałtownie kopie stare drzwi i wychodzi ze mną na zimne powietrze, raczej na jeszcze zimniejsze, niż w budynku. Przechodzą mnie nieprzyjemne dreszcze, na co Harry od razu reaguje, mocniej mnie do siebie przyciskając.
Otwiera drzwi od samochodu i wsadza mnie do środka, następnie sam wchodzi ma miejsce kierowcy i odpala silnik, od razu włączając klimatyzację.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła. - mówi i spogląda na mnie pytająco.
- Jasne, że nie. - uśmiecham się do niego szeroko. - To było urocze. - nachylam się i całuję jego policzek, na co chłopak się lekko uśmiecha.
***
-Aga. - z zamyślań wyrywa mnie głos Harry'ego, odwracam głowę w jego stronę i napotykam jego spojrzenie. - Odstawie cię do domu, a potem musimy się rozstać. - mówi.
- Rozumiem. - mówię, trochę przygnębionym głosem, chociaż wcale nie chcę tak brzmieć. - Kiedy znowu się zobaczymy? - pytam.
- Nie wiem, ale obiecuję, że postaram się znaleźć czas. - mówi i uśmiecha się do mnie pocieszająco, co odwzajemniam.
- W porządku Harry. - mówię i kładę swoją rękę na jego, rozkoszując się każdą sekundą obok niego, ponieważ wiem, że za dwadzieścia minut będziemy zmuszeni się rozdzielić.
***
Zatrzymujemy się pod moim domem, a ja od razu spoglądam na chłopaka siedzącego obok mnie, wpatrującego się w przednią szybę.
- Do zobaczenia Harry. - mówię i nachylam się, żeby ucałować jego policzek, lecz chłopak łapie mnie za biodra i przenosi moje ciało na swoje kolana.
- Chyba nie myślałaś, że dam ci pożegnać się ze mną w taki sposób. - uśmiecha się żartobliwie i wpija się w moje usta. Chwilę zajmuje mi, żeby odwzajemnić pocałunek, ale w końcu mi się to udaje.
Pocałunek trwa naprawdę długo i jest bardzo namiętny, co strasznie mi się podoba.
- Pa kochanie. - mówi zdyszany, kiedy przerywa nasz intymny gest.
- Pa Harry. - odpowiadam i wracam na swoje siedzenie, uśmiecham się szeroko do niego, co odwzajemnia, następnie wychodzę z samochodu.
Harry nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo będę za nim tęsknić.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*
I jak podoba się? :D TO JUŻ HOT 40 ROZDZIAŁ KOCHANE!!!!!! Bardzo, bardzo wam dziękuję za tyle wyświetleń, za takie, miłe komentarze. <33333333 Kocham was<3333 :) Dziękuję także osobą, które wchodzą na tego bloga, czytają go, ale nie komentują (tak, też jestem wam wdzięczna <3) dzisiaj chciałabym, żeby każda z was skomentowała, może być to, co kol wiek. Tylko dajcie mi znak, że to czytacie, chcę po prostu ile was jest moje drogie. :))) Czy napisanie chociaż kropki ( takiego czegoś - ,, .'') was zbawi? Proszę was o to <333 Do następnego moje, kochane, najlepsze czytelniczki !!!!!!!!!
7.06.2016
Rozdział 39
*Oczami Agaty*
Jedziemy już około dwudziestu minut i jak na razie między nami panuje kompletna cisza. Harry znowu zaczął nad czymś myśleć, jego brwi są zmarszczone, a ręce mocno zaciśnięte na kierownicy.
Jeszcze niedawno byłam wręcz zachwycona, że udało mi się poprawić jego humor, a teraz wróciliśmy do punktu wyjścia. Boli mnie kiedy na niego patrzę, ale zrozumiałam, że nie mogę na siłę próbować odepchnąć od niego te myśli, najwidoczniej Harry musi to przeboleć, a ja nic nie mogę na to poradzić, żeby choć trochę to załagodzić. Przyznaję jednak, że mam już stanowczo dosyć tej ciszy i tego, niepokojącego milczenia, lecz wiem, że Harry tego potrzebuje.
Odwracam wzrok od pogrążonego w swoich myślach chłopaka i spoglądam na widoki za oknem, o które opieram się swoim czołem.
Mam wrażenie, że okolica robi się coraz bardziej mroczna. Budynki wyglądają na bardzo zaniedbane, a niektóre wyglądają na opuszczone, nie ma tutaj ani jednego samochodu, nawet drzewa mają tutaj jakiś dziwny, przerażający kształt. Chodniki nie są odśnieżone, ale nie to mnie dziwi najbardziej, lecz to, że nie widać na nich odcisków butów. Przecież dzisiaj nie padało, wczoraj trochę, ale nie na tyle, żeby pozakrywać ślady butów, na tak, grubej powierzchni białej płachty.
Albo ta dzielnica jest kompletnie opuszczona, albo nikt stąd nie wychodzi z domu od kilku dni. Nie wiem co jest bardziej prawdopodobne, ale zastanawia mnie jedno. Dlaczego Harry przywiózł mnie w takie, okropne miejsce?
W pewnym momencie zauważam, że chłopak zerka na mnie kątem oka, jakby sprawdzał moją reakcję na to, co właśnie zobaczyłam, lecz po chwili z powrotem skupia się na drodze.
Kompletnie nic z tego nie rozumiem, dziwne zachowanie chłopaka, to niepokojące miejsce, chęć wyznania mi czegoś przez Harry'ego. Nic mi się nie łączy w kupę i mam nadzieję, że Harry mi w końcu wszystko wyjaśni.
- Zaraz będziemy na miejscu. - mówi cicho, co sprawia, że odwracam głowę w jego stronę.
Jego oddech jest nierówny i płytki, co jakiś czas przymyka oczy i przygryza wargę, a jego ręce są tak mocno zaciśnięte na kierownicy, że są niemal kompletnie białe. Jego twarz także jakoś dziwnie zbielała. Harry wyraźnie się czymś stresuje i denerwuje, co jeszcze bardziej zaczyna mnie niepokoić i martwić. Ale cokolwiek go zadręcza, chcę go w tym wesprzeć i postarać się w jakichś sposób mu pomóc.
Swoją małą dłoń kładę na jego dużej, która kurczowo przylega do kierownicy i lekko zaciskam na niej palce. Harry po chwili wyrywa się z osłupienia i poluźnia uścisk, co sprawia, że mogę wpleść swoje palce w jego. Chłopak głośno wzdycha i odwzajemnia uścisk. Zaczynam lekko gładzić kciukiem wierzch jego dłoni, wyczuwając na niej każde naprężone ścięgno oraz każdy napięty mięsień.
Nagle Harry mocniej zaciska swoje place na moich, następnie głośno i głęboko wzdycha. Samochód zatrzymuje się, sprawiając, że Harry zamyka oczy i odwraca ode mnie głowę. Wydaje mi się, że nie chce patrzeć na miejsce, które znajduje się za mną
- To tutaj. - jego głos jest pełen zdenerwowania, zdruzgotania oraz stresu.
Z ogromnym niepokojem, bardzo powoli odwracam swoją twarz w szybą za mną i widzę... dom. Nie różni się on od pozostałych, opustoszały, zaniedbany, a ścieżka prowadząca do jego drzwi, zaśnieżona po kostki.
- Chodź. - otwiera drzwi i wychodzi z samochodu, wyrywając swoją rękę z mojego uścisku. Odpinam pas i niepewnie naciskam na klamkę, głośno przełykam ślinę, zanim wychodzę z pojazdu. Kiedy zamykam drzwi auta, od razu przeszywa mnie paraliżujący chłód oraz dostaję okropnych dreszczy.
Czuję, że to naprawdę nie jest przyjemne i bezpieczne miejsce.
Chłopak łapie moją rękę i mocno wplata w nią swoje palce, następnie, ku moich obaw zaczyna ciągnąć mnie w stronę przerażającego budynku.
- Jeśli nas przyłapią? - pytam cicho, nie chcąc spotkać się z jakimkolwiek obcym, który może nas tutaj zobaczyć. Sądzę, że jeśli są tutaj jacyś ludzie, nie są zbyt przyjaźni i pozytywnie nastawieni do obcych, zwłaszcza do tych, którzy zamierzają włamać się do domu ich sąsiada.
- Nie złapią. - odpowiada, a jego głos odbija się echem. Cholera. - Nikt tutaj nie mieszka od dawna. - dodaje. - A nawet jeśli by mieszkał, to zapewne miałby w dupie to, co tutaj robimy. - fuka i wprowadza nas w śnieg, który wsypuje mi się w dużej ilości do butów, ale ignoruję to.
Gdy docieramy do drzwi, Harry otwiera je, lekko kopiąc w nie nogą. Dopiero teraz zauważam, że podziurawione i poobdrapywane drzwi nie mają klamki, ponieważ, najprawdopodobniej została ona wyrwana.
Od razu, gdy wchodzimy do środka, czuję zapach stęchlizny, kurzu oraz... alkoholu. Rozglądam się do o koła i widzę, że wszystkie znajdujące się tutaj, jak się zdaje meble są doszczętnie zniszczone. Pełno tutaj szkła, prawdopodobnie są to porozbijane butelki, zdaje się, że po alkoholu. Zauważam także, że w ścianach jest pełno dziur, a każde z okien jest powybijane.
To mieszkanie jest naprawdę okropne, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek znajdę się w tak przerażającym i nieprzyjemnym miejscu. Zastanawiam się tylko, dlaczego Harry zabrał mnie do tego domu.
Podnoszę głowę i spoglądam na chłopaka, który tępo patrzy, swoim zdołowanym, ale jednocześnie rozwścieczonym wzrokiem na ścianę przed sobą. Nadal mocno trzyma się mojej ręki, co sprawia, że palce zaczynają mi drętwieć, ale mam to gdzieś. Teraz obchodzi mnie tylko to, dlaczego Harry się tak zachowuje i co on chce mi przekazać, przyprowadzając do takiego miejsca.
Kiedy otwieram usta, żeby coś powiedzieć, Harry zamyka oczy i bierze głęboki oddech, poluźnia uścisk na mojej ręce, co sprawia, że czuję lekką ulgę.
- Mieszkałem kiedyś tutaj. - mówi przez zęby. Otwiera oczy i ponownie spogląda w to samo miejsce na ścianie. - Z moją mamą i... ojcem. - mam wrażenie, że chłopak szydzi mówiąc ostatnie słowo.
- Harry... - mówię niepewnie. - Gdzie teraz jest twoja rodzina? - pytam tak cicho, że sama ledwo siebie słyszę.
- To już nie jest moja rodzina. - głośno fuka. Ściskam mocniej jego rękę, żeby na mnie spojrzał, lecz on nadal patrzy w to samo miejsce, na tej samej ścianie. Harry głośno wzdycha. - Od jebanych sześciu lat nie mam rodziny. - kopie w spory kawałek gruzu leżący tuż przy jego nogach, tak mocno, że rozlatuje się on przy spotkaniu ze ścianą.
Widzę, że mówienie i wspominanie o tym, jest dla niego bardzo trudne i bolesne. Mimo, że stara się przykryć swój smutek oraz rozżalenie agresją, ja i tak widzę, że to dla niego ogromny ciężar.
Trwamy kilka minut nie odzywając się do siebie, słychać jedynie ciężki oddech Harry'ego, oraz szybkie bicie jego serca.
- Mój ojciec był pierdolonym pijakiem i narkomanem. - mówi przez zaciśniętą szczękę. - Codziennie chodził najebany, albo naćpany, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek był w innym stanie. - kręci głową. - Praktycznie codziennie napierdalał mnie i moją mamę. - mocniej ściska moją rękę. Zakrywam swoje usta dłonią. - Czasami było tak źle, że zastanawiałem się czy ona jeszcze żyje. - mówi ochryple i przeczesuje swoje włosy ręką. - Była poniżana przez niego psychicznie, fizycznie. Kiedy się urodziłem już była od kilku lat zrujnowana i zrównana z gównem. Była wrakiem człowieka. - w moich oczach zaczynają zbierać się łzy. - Kiedy byłem mały chowała mnie przed nim po szafkach, żeby tylko mnie chronić przed tym popierdoleńcem. - przerywa. - Potem dostawała za nas dwóch. - syczy, a łzy zaczynają ciurkiem skapywać z mojej brody. - Nienawidziłem go, dla mnie był kompletnym zerem, kompletnym gównem, jebanym skurwielem. Chciałem go zabić, cały czas chodziło mi to po głowie, żeby go zajebać. - mówi. - Kiedy miałem pięć lat, wziąłem kuchenny nóż i poszedłem do salonu gdzie ten gnój spał na kanapie. Zamachnąłem się, żeby wbić mu go w szyję, ale matka akurat wróciła do domu i wyrwała mi go z ręki. Potem pochowała wszystkie niebezpieczne przedmioty, którymi mógłbym mu coś zrobić. - wydusza.
O Boże! To co usłyszałam... jestem totalnie zdruzgotana. Łzy ciekną z moich policzków jak szalone i nic nie mogę z tym zrobić. Biedny Harry, nie mogę sobie wyobrazić co on może teraz czuć. Chłopak nie miał dzieciństwa takiego jak większość normalnych dzieci, nie wiedział jak to jest czuć się bezpiecznie we własnym domu. Nie wiedział jak to jest mieć ojca, nie wiedział jak to jest mieć normalną rodzinę.
Jak można być takim człowiekiem jak ojciec Harry'ego, żeby tak krzywdzić swoją żonę oraz własne dziecko. Kompletnie tego nie rozumiem, nie zrozumiem i nawet nie chcę tego rozumieć.
- Nie wiem co powiedzieć. - mówię szeptem, następnie wyrywam rękę z jego uścisku. Staję przed nim i oplatam rękami jego szyję, mocno go do siebie przytulając. Czuję, że Harry przez chwilę jest zdezorientowany, ale w końcu jego, spięte ciało się rozluźnia i lekko oplata moje plecy swoimi ramionami, następnie mocniej mnie do siebie przyciska. - Tak strasznie mi przykro Harry. - mocniej się w niego wtulam. - Tak bardzo ci współczuję. - szlocham.
- Nie płacz. - mówi cicho i wplata palce swojej ręki w moje włosy.
- Nie mogę przestać. - pociągam nosem. - Ty... twoje dzieciństwo. - wzdycham i wycieram oczy o rękaw swojego płaszcza.
Już rozumiem dlaczego Harry zawsze był taki tajemniczy, agresywny, wulgarny i ogólnie dlaczego od zawsze pałał takimi, negatywnymi emocjami oraz niechęcią do wszystkich ludzi. Jego zaufanie, umysł oraz serce zostało zniszczone, a następnie zdeptane przez osobę, która powinna być dla niego wsparciem, powinna go kochać i, której powinien bezgranicznie ufać, a tym czasem było zupełnie inaczej.
- Mogę o coś spytać? - pytam, kiedy nieco się uspokajam. Słyszę jego cichy pomruk, który oznacza, że się zgadza. Przygryzam wargę i biorę głęboki oddech. - Gdzie jest twoja mama?
- Żyje.... - odpowiada niemal od razu. Odsuwam się od niego i spoglądam na jego, bladą twarz. - Nie chcę dzisiaj już o tym rozmawiać. - wzdycha, przeczesuje swoje włosy do tyłu i zakłada na nie czarny kaptur od bluzy.
- Rozumiem. - ponownie oplatam jego szyję swoimi ramionami. - Chcę, żebyś wiedział, że to, co mi powiedziałeś, cholernie wiele dla mnie znaczy Harry. - muskam jego szyję. - Nawet nie wiesz ile czasu czekałam, żebyś wreszcie się na mnie otworzył. - dodaję, pocierając ustami o jego skórę. - Przyznaję, że nie spodziewałam się, że twoja przeszłość jest taka okropna.
- Skąd mogłaś wiedzieć? - pyta, mocniej mnie do siebie przyciskając. - To jeszcze nie wszystko, co mam ci do powiedzenia. - dodaje po chwili.
- Domyślam się. - odpowiadam i muskam palcami jego kark. - Ale na dzisiaj już wystarczy. - szepczę. - Powiesz mi kiedy indziej.
- Wiem. - mówi.
- Czy...czy jest coś, dzięki czemu mogłabym ci jakkolwiek pomóc? - pytam, a jego mięśnie jeszcze bardziej się rozluźniają.
- Po prostu ze mną bądź. - odpowiada. - I mnie nie zostawiaj. - dodaje, a ja kilka razy muskam jego szyję, następnie wtulam w nią swoją głowę.
- Nie zostawię cię.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*
Nieco krótszy, ale mam nadzieję, że i tak się podoba. :) Następny rozdział będzie dłuższy <3333 Do następnego kochane. :DDDDDDDD
Jedziemy już około dwudziestu minut i jak na razie między nami panuje kompletna cisza. Harry znowu zaczął nad czymś myśleć, jego brwi są zmarszczone, a ręce mocno zaciśnięte na kierownicy.
Jeszcze niedawno byłam wręcz zachwycona, że udało mi się poprawić jego humor, a teraz wróciliśmy do punktu wyjścia. Boli mnie kiedy na niego patrzę, ale zrozumiałam, że nie mogę na siłę próbować odepchnąć od niego te myśli, najwidoczniej Harry musi to przeboleć, a ja nic nie mogę na to poradzić, żeby choć trochę to załagodzić. Przyznaję jednak, że mam już stanowczo dosyć tej ciszy i tego, niepokojącego milczenia, lecz wiem, że Harry tego potrzebuje.
Odwracam wzrok od pogrążonego w swoich myślach chłopaka i spoglądam na widoki za oknem, o które opieram się swoim czołem.
Mam wrażenie, że okolica robi się coraz bardziej mroczna. Budynki wyglądają na bardzo zaniedbane, a niektóre wyglądają na opuszczone, nie ma tutaj ani jednego samochodu, nawet drzewa mają tutaj jakiś dziwny, przerażający kształt. Chodniki nie są odśnieżone, ale nie to mnie dziwi najbardziej, lecz to, że nie widać na nich odcisków butów. Przecież dzisiaj nie padało, wczoraj trochę, ale nie na tyle, żeby pozakrywać ślady butów, na tak, grubej powierzchni białej płachty.
Albo ta dzielnica jest kompletnie opuszczona, albo nikt stąd nie wychodzi z domu od kilku dni. Nie wiem co jest bardziej prawdopodobne, ale zastanawia mnie jedno. Dlaczego Harry przywiózł mnie w takie, okropne miejsce?
W pewnym momencie zauważam, że chłopak zerka na mnie kątem oka, jakby sprawdzał moją reakcję na to, co właśnie zobaczyłam, lecz po chwili z powrotem skupia się na drodze.
Kompletnie nic z tego nie rozumiem, dziwne zachowanie chłopaka, to niepokojące miejsce, chęć wyznania mi czegoś przez Harry'ego. Nic mi się nie łączy w kupę i mam nadzieję, że Harry mi w końcu wszystko wyjaśni.
- Zaraz będziemy na miejscu. - mówi cicho, co sprawia, że odwracam głowę w jego stronę.
Jego oddech jest nierówny i płytki, co jakiś czas przymyka oczy i przygryza wargę, a jego ręce są tak mocno zaciśnięte na kierownicy, że są niemal kompletnie białe. Jego twarz także jakoś dziwnie zbielała. Harry wyraźnie się czymś stresuje i denerwuje, co jeszcze bardziej zaczyna mnie niepokoić i martwić. Ale cokolwiek go zadręcza, chcę go w tym wesprzeć i postarać się w jakichś sposób mu pomóc.
Swoją małą dłoń kładę na jego dużej, która kurczowo przylega do kierownicy i lekko zaciskam na niej palce. Harry po chwili wyrywa się z osłupienia i poluźnia uścisk, co sprawia, że mogę wpleść swoje palce w jego. Chłopak głośno wzdycha i odwzajemnia uścisk. Zaczynam lekko gładzić kciukiem wierzch jego dłoni, wyczuwając na niej każde naprężone ścięgno oraz każdy napięty mięsień.
Nagle Harry mocniej zaciska swoje place na moich, następnie głośno i głęboko wzdycha. Samochód zatrzymuje się, sprawiając, że Harry zamyka oczy i odwraca ode mnie głowę. Wydaje mi się, że nie chce patrzeć na miejsce, które znajduje się za mną
- To tutaj. - jego głos jest pełen zdenerwowania, zdruzgotania oraz stresu.
Z ogromnym niepokojem, bardzo powoli odwracam swoją twarz w szybą za mną i widzę... dom. Nie różni się on od pozostałych, opustoszały, zaniedbany, a ścieżka prowadząca do jego drzwi, zaśnieżona po kostki.
- Chodź. - otwiera drzwi i wychodzi z samochodu, wyrywając swoją rękę z mojego uścisku. Odpinam pas i niepewnie naciskam na klamkę, głośno przełykam ślinę, zanim wychodzę z pojazdu. Kiedy zamykam drzwi auta, od razu przeszywa mnie paraliżujący chłód oraz dostaję okropnych dreszczy.
Czuję, że to naprawdę nie jest przyjemne i bezpieczne miejsce.
Chłopak łapie moją rękę i mocno wplata w nią swoje palce, następnie, ku moich obaw zaczyna ciągnąć mnie w stronę przerażającego budynku.
- Jeśli nas przyłapią? - pytam cicho, nie chcąc spotkać się z jakimkolwiek obcym, który może nas tutaj zobaczyć. Sądzę, że jeśli są tutaj jacyś ludzie, nie są zbyt przyjaźni i pozytywnie nastawieni do obcych, zwłaszcza do tych, którzy zamierzają włamać się do domu ich sąsiada.
- Nie złapią. - odpowiada, a jego głos odbija się echem. Cholera. - Nikt tutaj nie mieszka od dawna. - dodaje. - A nawet jeśli by mieszkał, to zapewne miałby w dupie to, co tutaj robimy. - fuka i wprowadza nas w śnieg, który wsypuje mi się w dużej ilości do butów, ale ignoruję to.
Gdy docieramy do drzwi, Harry otwiera je, lekko kopiąc w nie nogą. Dopiero teraz zauważam, że podziurawione i poobdrapywane drzwi nie mają klamki, ponieważ, najprawdopodobniej została ona wyrwana.
Od razu, gdy wchodzimy do środka, czuję zapach stęchlizny, kurzu oraz... alkoholu. Rozglądam się do o koła i widzę, że wszystkie znajdujące się tutaj, jak się zdaje meble są doszczętnie zniszczone. Pełno tutaj szkła, prawdopodobnie są to porozbijane butelki, zdaje się, że po alkoholu. Zauważam także, że w ścianach jest pełno dziur, a każde z okien jest powybijane.
To mieszkanie jest naprawdę okropne, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek znajdę się w tak przerażającym i nieprzyjemnym miejscu. Zastanawiam się tylko, dlaczego Harry zabrał mnie do tego domu.
Podnoszę głowę i spoglądam na chłopaka, który tępo patrzy, swoim zdołowanym, ale jednocześnie rozwścieczonym wzrokiem na ścianę przed sobą. Nadal mocno trzyma się mojej ręki, co sprawia, że palce zaczynają mi drętwieć, ale mam to gdzieś. Teraz obchodzi mnie tylko to, dlaczego Harry się tak zachowuje i co on chce mi przekazać, przyprowadzając do takiego miejsca.
Kiedy otwieram usta, żeby coś powiedzieć, Harry zamyka oczy i bierze głęboki oddech, poluźnia uścisk na mojej ręce, co sprawia, że czuję lekką ulgę.
- Mieszkałem kiedyś tutaj. - mówi przez zęby. Otwiera oczy i ponownie spogląda w to samo miejsce na ścianie. - Z moją mamą i... ojcem. - mam wrażenie, że chłopak szydzi mówiąc ostatnie słowo.
- Harry... - mówię niepewnie. - Gdzie teraz jest twoja rodzina? - pytam tak cicho, że sama ledwo siebie słyszę.
- To już nie jest moja rodzina. - głośno fuka. Ściskam mocniej jego rękę, żeby na mnie spojrzał, lecz on nadal patrzy w to samo miejsce, na tej samej ścianie. Harry głośno wzdycha. - Od jebanych sześciu lat nie mam rodziny. - kopie w spory kawałek gruzu leżący tuż przy jego nogach, tak mocno, że rozlatuje się on przy spotkaniu ze ścianą.
Widzę, że mówienie i wspominanie o tym, jest dla niego bardzo trudne i bolesne. Mimo, że stara się przykryć swój smutek oraz rozżalenie agresją, ja i tak widzę, że to dla niego ogromny ciężar.
Trwamy kilka minut nie odzywając się do siebie, słychać jedynie ciężki oddech Harry'ego, oraz szybkie bicie jego serca.
- Mój ojciec był pierdolonym pijakiem i narkomanem. - mówi przez zaciśniętą szczękę. - Codziennie chodził najebany, albo naćpany, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek był w innym stanie. - kręci głową. - Praktycznie codziennie napierdalał mnie i moją mamę. - mocniej ściska moją rękę. Zakrywam swoje usta dłonią. - Czasami było tak źle, że zastanawiałem się czy ona jeszcze żyje. - mówi ochryple i przeczesuje swoje włosy ręką. - Była poniżana przez niego psychicznie, fizycznie. Kiedy się urodziłem już była od kilku lat zrujnowana i zrównana z gównem. Była wrakiem człowieka. - w moich oczach zaczynają zbierać się łzy. - Kiedy byłem mały chowała mnie przed nim po szafkach, żeby tylko mnie chronić przed tym popierdoleńcem. - przerywa. - Potem dostawała za nas dwóch. - syczy, a łzy zaczynają ciurkiem skapywać z mojej brody. - Nienawidziłem go, dla mnie był kompletnym zerem, kompletnym gównem, jebanym skurwielem. Chciałem go zabić, cały czas chodziło mi to po głowie, żeby go zajebać. - mówi. - Kiedy miałem pięć lat, wziąłem kuchenny nóż i poszedłem do salonu gdzie ten gnój spał na kanapie. Zamachnąłem się, żeby wbić mu go w szyję, ale matka akurat wróciła do domu i wyrwała mi go z ręki. Potem pochowała wszystkie niebezpieczne przedmioty, którymi mógłbym mu coś zrobić. - wydusza.
O Boże! To co usłyszałam... jestem totalnie zdruzgotana. Łzy ciekną z moich policzków jak szalone i nic nie mogę z tym zrobić. Biedny Harry, nie mogę sobie wyobrazić co on może teraz czuć. Chłopak nie miał dzieciństwa takiego jak większość normalnych dzieci, nie wiedział jak to jest czuć się bezpiecznie we własnym domu. Nie wiedział jak to jest mieć ojca, nie wiedział jak to jest mieć normalną rodzinę.
Jak można być takim człowiekiem jak ojciec Harry'ego, żeby tak krzywdzić swoją żonę oraz własne dziecko. Kompletnie tego nie rozumiem, nie zrozumiem i nawet nie chcę tego rozumieć.
- Nie wiem co powiedzieć. - mówię szeptem, następnie wyrywam rękę z jego uścisku. Staję przed nim i oplatam rękami jego szyję, mocno go do siebie przytulając. Czuję, że Harry przez chwilę jest zdezorientowany, ale w końcu jego, spięte ciało się rozluźnia i lekko oplata moje plecy swoimi ramionami, następnie mocniej mnie do siebie przyciska. - Tak strasznie mi przykro Harry. - mocniej się w niego wtulam. - Tak bardzo ci współczuję. - szlocham.
- Nie płacz. - mówi cicho i wplata palce swojej ręki w moje włosy.
- Nie mogę przestać. - pociągam nosem. - Ty... twoje dzieciństwo. - wzdycham i wycieram oczy o rękaw swojego płaszcza.
Już rozumiem dlaczego Harry zawsze był taki tajemniczy, agresywny, wulgarny i ogólnie dlaczego od zawsze pałał takimi, negatywnymi emocjami oraz niechęcią do wszystkich ludzi. Jego zaufanie, umysł oraz serce zostało zniszczone, a następnie zdeptane przez osobę, która powinna być dla niego wsparciem, powinna go kochać i, której powinien bezgranicznie ufać, a tym czasem było zupełnie inaczej.
- Mogę o coś spytać? - pytam, kiedy nieco się uspokajam. Słyszę jego cichy pomruk, który oznacza, że się zgadza. Przygryzam wargę i biorę głęboki oddech. - Gdzie jest twoja mama?
- Żyje.... - odpowiada niemal od razu. Odsuwam się od niego i spoglądam na jego, bladą twarz. - Nie chcę dzisiaj już o tym rozmawiać. - wzdycha, przeczesuje swoje włosy do tyłu i zakłada na nie czarny kaptur od bluzy.
- Rozumiem. - ponownie oplatam jego szyję swoimi ramionami. - Chcę, żebyś wiedział, że to, co mi powiedziałeś, cholernie wiele dla mnie znaczy Harry. - muskam jego szyję. - Nawet nie wiesz ile czasu czekałam, żebyś wreszcie się na mnie otworzył. - dodaję, pocierając ustami o jego skórę. - Przyznaję, że nie spodziewałam się, że twoja przeszłość jest taka okropna.
- Skąd mogłaś wiedzieć? - pyta, mocniej mnie do siebie przyciskając. - To jeszcze nie wszystko, co mam ci do powiedzenia. - dodaje po chwili.
- Domyślam się. - odpowiadam i muskam palcami jego kark. - Ale na dzisiaj już wystarczy. - szepczę. - Powiesz mi kiedy indziej.
- Wiem. - mówi.
- Czy...czy jest coś, dzięki czemu mogłabym ci jakkolwiek pomóc? - pytam, a jego mięśnie jeszcze bardziej się rozluźniają.
- Po prostu ze mną bądź. - odpowiada. - I mnie nie zostawiaj. - dodaje, a ja kilka razy muskam jego szyję, następnie wtulam w nią swoją głowę.
- Nie zostawię cię.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*
Nieco krótszy, ale mam nadzieję, że i tak się podoba. :) Następny rozdział będzie dłuższy <3333 Do następnego kochane. :DDDDDDDD
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)