31.05.2016

Rozdział 38

                                                        *Oczami Agaty*

- Mogłabym wiedzieć kiedy chcesz jechać? - pytam odbierając brudny talerz, który podaje mi Harry i ostrożnie wkładam go do zmywarki.
Nie mogę się doczekać aż pojedziemy tam, dokąd chłopak chce mnie zabrać. Jestem strasznie zniecierpliwiona i najchętniej pojechałabym z nim tam od razu. Nie chodzi mi tylko o ciekawość, ale też o to, że będę mogła spędzić z nim czas poza obrębem mojego domu oraz jego samochodu.
- Kiedy chcesz. - mówi obojętnie, lecz ja słyszę w jego głosie coś więcej, niż tylko to, co Harry chce, żebym usłyszała. Unoszę głowę do góry i staram się spojrzeć na niego, ale utrudnia mi to moja pozycja, ponieważ siedzę po turecku na podłodze, a Harry stoi. Udaje mi się jednak wykrzywić swoje ciało tak, że jestem w stanie objąć wzrokiem jego twarz. Marszczę brwi, widząc, że twarz Harry'ego jest jakaś... przybita z zupełnie nie znanego mi powodu. Martwi mnie jeszcze fakt, że chłopak stara się na mnie nie patrzeć.
Wkładam ostatni talerz, obok pozostałych,zamykam zmywarkę i wstaję na nogi, pomagając sobie, przetrzymując się kuchennego blatu. Harry stoi podparty plecami o blat z skrzyżowanymi rękami i patrzy tępo przed siebie.
Jest wyraźnie przygnębiony, a ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego tak jest. Może myśli nad naszą wcześniejszą rozmową, może waha się czy powiedzieć mu o tym, co go gnębi, czy może jednak nie. Nie mam pojęcia co myśleć o jego zachowaniu, ale martwi mnie ono.
Wycieram ręce w mały ręczniczek wiszący przy zlewie, następnie staję przed Harry'm i spoglądam w górę na jego twarz.
- Harry. - mówię cicho, żeby zwrócić na siebie jego uwagę, co udaje mi się, ponieważ chłopak spogląda na mnie z pytającym wyrazem twarzy. - Co się stało? - pytam, a on marszczy brwi, jakby chciał mi pokazać, że z nim wszystko w najlepszym porządku. - Harry, nie jestem głupia. Widzę, że coś się dzieje. - wzdycha zrezygnowany.
- Wiem. - przeczesuje swoje włosy dłonią w nerwowym geście i spogląda na sufit.
- Czy... czy ja zrobiłam coś nie tak? - pytam, chcąc się upewnić, że nie zrobiłam, czegoś głupiego, co on mógłby jakoś, źle odebrać. Ale nie przypominam sobie, żeby coś takiego miało miejsce.
Harry ponownie na mnie spogląda z lekkim zdziwieniem, ale po chwili przyciąga mnie do siebie i mocno przytula. Jestem lekko zdziwiona jego zachowaniem, ale oplatam jego plecy swoimi rękami i wtulam głowę w jego klatkę, Harry za to opiera swoją brodę na czubku mojej głowy i głośno wzdycha.
- Nie skarbie. - całuje mnie w włosy. - Po prosu się nad czymś zastanawiam. - ściska mocniej moje ramiona w uścisku.
- Coś cię gnębi. - stwierdzam cicho.
- Nie, nic mnie nie gnębi. - odsuwa się lekko ode mnie, ujmuje moją twarz w swoje, duże dłonie i lekko muska moje usta, co odwzajemniam. Wiem, że to próba odwrócenia mojej uwagi od jego stanu psychicznego, ale mu się to nie udaje. Postanawiam jednak odpuścić, nie będę go dłużej wypytywać o to, co go trapi, jednocześnie go tym gnębiąc i być może jeszcze bardziej smucąc. Teraz jestem już pewna, że jeśli będzie gotowy, po prostu powie mi o tym. - Jeśli chcesz, możemy jechać już teraz. - mówi, kiedy się ode mnie odsuwa.
- Jasne, muszę tylko się trochę ogarnąć. - odpowiadam z małym uśmiechem. Harry lekko kiwa głową i uśmiecha się w moją stronę. - Długo mi to nie zajmie. - dodaję.
- Wiem.  - ponownie muska moje usta, na co mój uśmiech się pogłębia.
- Może jakaś mała wskazówka? Nie mam pojęcia jak powinnam się ubrać. - podnoszę brew. Chciałabym po części wiedzieć gdzie Harry zamierza mnie zabrać choćby ze względu na ubranie, albo czy mam wziąć jakieś pieniądze. Wolałabym, żeby Harry niczego mi nie fundował.
Chłopak gładzi mnie kciukami po policzkach.
- Nie przebieraj się. Nie musisz. - lekko kiwam głową, a Harry lekko muska moje czoło, ale czuję w tym geście coś dziwnego, czego nie mogę dokładnie określić.
Spoglądam na niego, ale on tyko lekko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam, udając, że nie zauważyłam nic dziwnego w jego geście.
Wychodzę z kuchni i udaję się na górę prosto do łazienki, gdzie ponownie czeszę swoje włosy oraz robię swój, codzienny makijaż. Czyli czarne kreski na górnej powiece, które lekko wyciągam, oraz rzęsy, mocno pomalowane tuszem. Cała ,,pielęgnacja'' zajmuje mi niecałe pięć minut, z czego jestem naprawdę zadowolona.
Wychodzę z łazienki i wchodzę do pokoju, gdzie na łóżku leży rozwalony Harry. Jest już ubrany i nawet ma na sobie już swój, czarny płaszcz oraz czarne buty. Patrzy tępo w sufit, nie zwracając uwagi na to, że weszłam do pokoju.
Zaczynam się o niego martwić. Cały czas myśli o czymś przygnębiającym i mam wrażenie, że jest to związane z miejscem, w które Harry zamierza nas zabrać. Szczerze mówiąc zaczynam się nieco stresować.
Chrząkam cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę chłopaka, co udaję mi się, bo Harry zrywa swoją głowę z materaca, następnie wstaje z łóżka i podchodzi długimi susami do mojej, podpartej o framugę drzwi sylwetki.
Spoglądam mu w oczy i szeroko się do niego uśmiecham. Jestem lekko zawiedziona, kiedy Harry nie odwzajemniam gestu. Zamiast tego, patrzy na mnie, jakby walczył z tym, żeby mi coś powiedzieć. Zaciska powieki i ledwo zauważalnie kręci przecząco głową, jakby odpychał coś od swoich myśli. W pewnym momencie chłopak sięga po moje, małe dłonie i zamyka je w swoich.
- Możemy już jechać? - podnosi moje ręce do swojej twarzy i opiera usta o wierzch jednej z nich, głęboko patrząc w moje oczy.
- Tak. - odpowiadam naprawdę cicho, co nie do końca było moim zamiarem. Chłopak delikatnie muska skórę na obu moich dłoniach, następnie puszcza jedną z nich, a z drugą splata swoje palce. - Wezmę jeszcze telefon. - wskazuję na szafkę nocną i chcę ruszyć w jej stronę, lecz Harry mnie wyprzedza i pociąga moje ciało za sobą, sięgając po telefon. Podaje mi urządzenie, za co dziękuję mu lekkim uśmiechem. Udajemy się do korytarza, gdzie chłopak pomaga mi ubrać mój czarny, zamszowy płaszcz. Ubieram jeszcze czapkę oraz moje, czarne adidasy, następnie wychodzimy z mieszkania, po czym zamykam drzwi i chowam klucz do kieszeni moich, czarnych rurek. Wchodzimy do samochodu, a Harry zapala samochód, zanim zdążam się zapiąć.
Jestem strasznie podekscytowana i zaciekawiona gdzie Harry chce mnie zabrać. Biorąc pod uwagę charakter, oraz samą osobę Harry'ego sądzę, że to nie będzie żadne miejsce publiczne. Wiem, że Harry nie pokazuje się w miejscach typu restauracje, knajpki, kino czy nawet park.
Spoglądam na chłopaka siedzącego za kierownicą. Jego szczęka jest napięta, wargi zaciśnięte w cienką linie, a oczy takie nieobecne i pochłonięte własnymi myślami. Jego pięści tak są mocno zaciśnięte na kierownicy, że jego kłykcie są kompletnie białe. Mam wrażenie jakby walczył sam z sobą i swoimi myślami.
- Harry. - przerywam ciszę, która panuje w samochodzie od kilku minut. - Możemy rozmawiać podczas jazdy? - pytam niepewnie, uważnie go obserwując.
Sądzę, że jeśli będziemy dłużej milczeć, tym bardziej chłopak pogrąży się w torturujących go myślach. Absolutnie nie wynika to z mojej nieuprzejmości, ale mogę już znieść tej, samochodowej, dusznej i coraz bardziej przygnębiająca. Myślę, że Harry też ma tego stanowczo dość.
- Jasne. - obserwuję jak chłopak wybudza się z swojego, głębokiego transu i odwraca głowę w moją stronę, lekko się do mnie uśmiechając. Wygląda to tak, jakby chciał pokazać mi, że z nim wszystko w porządku, że absolutnie nic się z nim nie dzieję. Mimo to nie jestem w stanie nawet odrobinę dać mu się nabrać. Wręcz walczę z tym, żeby nie skrzywić się na ten okropny widok. - Mamy na to aż pół godziny. - dodaję.
- Pół godziny? - pytam nieco zaskoczona.
- Przepraszam, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej.
- Nie...nic nie szkodzi. - odpowiadam niemal od razu. Szeroko się do niego uśmiecham, za to Harry zatrzymuje się na światłach, następnie sięga swoją ręką na mój kark, przyciąga swoją twarz do mojej i namiętnie mnie całuje, co odwzajemniam. Przestajemy dopiero kiedy samochody za nami zaczynają trąbić, na co Harry odrywa się ode mnie  z lekkim uśmiechem i wraca do prowadzenia pojazdu.
Z ogromnym uśmiechem na twarzy odwracam swoją głowę do okna i dotykam opuszkami palców swoich warg. Bardzo spodobał mi się ten pocałunek, był taki głęboki na namiętny, a jednocześnie pełny naszych uczuć.
Lekko podskakuję, kiedy duża dłoń Harry'ego ląduje na moim mojej. Odwracam głowę w jego stronę, kiedy przysuwa nasze, splecione ręce do swojej twarzy i delikatnie całuje wierzch mojej dłoni.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że mogę spędzić z tobą ten czas. - ponownie muska moją skórę, swoimi ciepłymi ustami. To naprawdę kochane i uroczę z jego strony/
- Ja też się bardzo cieszę Harry. - odpowiadam wpatrzona w niego.
nie wiem co mi nagle odbija, ale kiedy Harry ponownie zatrzymuje samochód na światłach, nachylam się w jego stronę i muskam go w kącik ust. Zamierzam wrócić do dawnej pozycji, lecz Harry przetrzymuje mnie za brodę i też mnie całuje, tylko, że centralnie w usta.
- Mam rozumieć, że tak ma właśnie wyglądać dalsza część jazdy? - pytam, unosząc brew do góry.
- Chciałaś rozmawiać, ale skoro chcesz, żeby to właśnie tak wyglądało. - wzrusza ramionami w żartobliwym geście.
- Można robić i to i to. - mówię, a Harry cicho chichocze. Cieszę się, że zdołałam chociaż trochę poprawić mu humor.

                                                        *Oczami Louis'a*

Budzi mnie natarczywe brzęczenie mojego telefonu. Z głośnym jękiem sięgam po niego ręką i odrywam głowę od poduszki. Kiedy widzę imię Carol na wyświetlaczu, od razu naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
Nie mam pojęcia dlaczego dziewczyna do mnie dzwoni, ale mam głęboką nadzieję, że nie na zamiaru zrywać ze mną znajomości.
- Tak. - mówię zaspanym głosem, następnie siadam na łóżku. Czekam aż dziewczyna cokolwiek powie, ale słyszę tylko ciszę. Już mam zamiar coś powiedzieć, ale słyszę jak pociąga nosem.
- Louis... - jej głos jest smutny i zachrypnięty, znowu pociąga nosem.  - Wiem, ze jesteś wściekły ale...
- Ty płaczesz? - pytam, lekko zakłopotany.
- Louis ja... - słyszę jej cichy szloch, który kontynuuje swoją wypowiedź, ignorując moje pytanie. - Przepraszam. - dodaje. - Tak bardzo cię przepraszam. - jej głos  jest tak cichy, że ledwo mogę usłyszeć co ona do mnie mówi.
- Nie musisz mnie przepraszać. - próbuję ją jakoś uspokoić. - To ja zjebałem. To wszystko moja wina. - nerwowo mierzwię swoje włosy.  - Ale mogłaś mi powiedzieć, że...
- Louis to nie jest twoja wina. Ja chciałam tego, cholernie tego chciałam. - przerywa mi. Marszczę brwi na jej słowa.
- To dlaczego byłaś dla mnie taka oschła i surowa? Dlaczego nie dałaś się dotykać i nie chciałaś ze mną rozmawiać? - przyznaję, że mój ton jest poddenerwowany.
- Obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. - oczyszcza gardło. - Ale to nie rozmowa na telefon.
- Czyli co? Mam teraz specjalnie zbierać dupę i przyjeżdżać, bo się rozmyśliłaś? - pytam, czując jak mój gniew rośnie. Wiem, że teraz jestem naprawdę wredny i nieuprzejmy, ale nie umiem się opanować.
- Nie. - odpowiada niemal od razu. - Tym razem to ja jadę właśnie do ciebie. - dodaje, a ja niemal wyskakuję z łóżka po usłyszeniu tych słów.
Zaczynam biegać po pokoju i wrzucać wszystko, co się da pod łóżko.
Nie spodziewałem się tego po niej. Carol chyba naprawdę żałuje, że zachowała się w taki sposób wczorajszego ranka. Ale czy kiedy mam taki burdel w pokoju, ona musi tutaj przyjeżdżać? Dobrze, że przynajmniej chłopaków nie ma w domu. Wczoraj Joseph kazał im wczoraj ogarnąć, więc mam nadzieję, że nie zostawili syfu. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio Joseph zaczął dbać o to, żeby chłopaki pilnowali porządku. Jest to trochę dziwne, ale cieszę się, że wreszcie to nastąpiło.
- Skąd masz mój adres? - pytam, próbując wcisnąć kupę brudnych ciuchów do mojej szafy.
- Twoja siostra mi dała. - odpowiada, a ja wywracam oczami. - Nie masz nic przeciwko?
- Nie. Po prostu się tego nie spodziewałem.
- Mogłeś się tego spodziewać. Ja spieprzyłam i ja chcę wszystko odkręcić. - uśmiecham się lekko na jej słowa.
- Skąd ta nagła zmiana?  - pytam przecierając  koszulką półki pokryte warstwą kurzu.
- Wcale nie nagła. - odpowiada. - Po prostu się trochę pogubiłam. - dodaje po chwili zastanowienia. - Ale też coś zrozumiałam.
- Co?
- Dowiesz się za niecałe dwadzieścia minut. - wrzucam koszulkę do szuflady, następnie zaczynam wkopywać walające się na podłodze rzeczy pod łóżko. Dobrze, że nikt mnie teraz nie widzi, bo na pewno wygląda to komicznie.
Cieszę się, że Carol tutaj jedzie, zależy mi na niej i chciałbym z nią być, ale oczekuję od niej szczerych wyjaśnień i wytłumaczeń.
- Muszę kończyć. Do zobaczenia Louis. - rozłącza się zanim zdążam się z nią pożegnać.
Mam zamiar rzucić telefon na łóżko, ale kiedy widzę jak ono wygląda, od razu podchodzę i ścielę je najlepiej jak tylko potrafię. Dobrze, że przynajmniej mam czystą pościel.
Cały spocony i zdyszany szybko wyciągam parę dresów oraz biały podkoszulek z szuflady, następnie zapierdalam do łazienki, ubieram się i żeluje swoje totalnie rozczochrane włosy, układając je do góry.
Kiedy stwierdzam, że wyglądam znośnie, idę na dół zorientować się jak wygląda salon oraz kuchnia. Na moje szczęście jest czysto.
Siadam na fotelu i opieram swój kark o jego oparcie.
Ciekawe ile czasu Carol zamierza tutaj przebywać, ja osobiście mam nadzieję, że będę mógł się nią nacieszyć przynajmniej przez dwa dni. Na pewno chciałbym ją zapoznać z Joseph'em oraz oczywiście z Agą.
Ostatnio zastanawiałem się jak to będzie wyglądać, kiedy Harry i ja będziemy starać się być w ,,zgodzie''. Przecież musimy to jakoś rozwiązać, skoro oboje chcemy zadawać się z Agą, której zależy na tym, żeby pomiędzy mną, a nim układało się lepiej. Nadal nie rozumiem, jak ona mogła związać się z takim człowiekiem jakim jest on, mało tego, zależy mu na nim. Ale wiem, że Aga to rozsądna dziewczyna i wie co robi. Może ten skurwiel... przepraszam. Może Harry jednak jest normalny, skoro polubiła go taka osoba jaką jest Aga, to musi coś w nim być oprócz wcielonego zła, za jakie zawsze go uważałem. Mimo wszystko, jedno jest pewne, że ja pierwszy do niego ręki nie wyciągnę.
Słyszę ciche pukanie do drzwi, co świadczy, że Carol już jest. Zrywam się z kanapy i idę do korytarza, biorę głęboki oddech zanim otwieram drzwi.
Kiedy drewniana powłoka się otwiera, moim oczom ukazuje się niska szatynka w brązowym płaszczu. Zanim zdążam się z nią przywitać, Carol skacze mi na szyję i zaczyna płakać, nieco zszokowany odwzajemniam uścisk i zamykam drzwi od domu.
- Przepraszam Louis. Tak bardzo cię przepraszam. - szlocha i mocniej ściska moją szyję.
- Proszę cię, nie płacz. - mówię i gładzę ją lekko po plecach.
- Wszystko ci wytłumaczę, ale proszę wybacz mi. - mówi.
- Już dawno ci wybaczyłem. - mówię. - Po prostu nie rozumiem dlaczego mnie tak potraktowałaś. - tłumaczę, odsuwa się ode mnie i spogląda swoimi, zapłakanymi, niebieskimi oczami w  moje.
- Potraktowałam cię tak, ponieważ byłam wściekła na siebie, nie na ciebie. - przerywa. - Nie, to absolutnie nie było wyżywanie się na tobie, tylko...wtedy sądziłam, że będzie dla ciebie lepiej, jeśli ze sobą zerwiemy. - mówi. Jestem zaskoczony.
- Czy ty, żałujesz tego... co się między nami wydarzyło?
- Nie, absolutnie. - kręci przecząco głową. - To była moja najlepsza noc z wszystkich. - waha się z przyłożeniem swojej ręki do mojego policzka, ale w końcu się na to decyduje. - Louis ja... - jej warga zaczyna drżeć.
- Rozbierz się,  usiądźmy, a potem mi to powiedz. - mówię. - Dobrze? - lekko kiwa głową.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, ze tak późno, ale musiałam go jeszcze dopracować :) Mam nadzieję, że się podoba. <3333 Dziękuję za wszystkie, miłe komentarze. <333333 ;) Do następnego kochane <33333333333

24.05.2016

Rozdział 37

                                                         *Oczami Agaty*

Budzą mnie intensywne promienie słońca, padające na moją twarz. Zaciskam powieki i odwracam głowę na bok. Lecz po chwili słońce zostaje zakryte chmurami, a ja mogę swobodnie otworzyć powieki. Mój wzrok od razu pada na przystojnego chłopaka, w którego właśnie jestem wtulona, a on opiekuńczo oplata ramionami moje plecy. Jego bujne loki, jak zwykle zakrywają mu niemal całą twarz, więc podnoszę swoją rękę z jego torsu i odgarniam je na tył głowy jak robię to zawsze.
Wczorajsza noc była dla mnie bardzo emocjonująca. Najpierw Harry widział mnie półnagą, a potem powiedziałam mu o części tamtej, najgorszej nocy. Jestem sama sobą zaskoczona, że zgodziłam się, żeby zobaczył moje piersi i pozwoliłam mu się po nich dotykać. Ale cieszę się, że to zrobiłam, że się przemogłam, że jednak dałam radę zrobić to, o czym nie byłam gotowa nawet myśleć przez te, kilka lat. A jeszcze bardziej cieszę się z tego, że mu się wyżaliłam. W końcu czuję się lżej, w tym momencie czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Od tamtego, strasznego wydarzenia codziennie czułam to samo. Ból, smutek, rozgoryczenie i mimo, że wiedziałam, iż to absolutnie nie była moja wina, to czułam się nieczysta, brudna, że moje ciało jest ohydne. Czułam się tak źle, że w pewnych momentach myślałam, że już gorzej być ze mną nie może... Lecz teraz czuję ulgę, czuję ogromną ulgę, że w końcu ktoś o tym wie, że wreszcie czuję, że nie jestem z tym, wszystkim sama, że jest ktoś komu się częściowo wyżaliłam. Ale ta część to dla mnie ogromny krok w przód, żeby zapomnieć o traumatycznych zdarzeniach z przeszłości, wielki ciężar, który od tylu lat dźwigałam i w końcu go z siebie zrzuciłam. I to wszystko dzięki Harry'emu, dzięki niemu wreszcie czuję się lepiej. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna.
Spoglądam swoimi, załzawionymi oczami na Harry'ego i kładę mu rękę na policzku, lekko gładząc kciukiem jego, miękką skórę.
Zrobiłam to także dlatego, że mu w pełni ufam, że wiem, że nie zrobi mi krzywdy, że mu na mnie zależy. W tamtym momencie to było dla mnie ważniejsze, niż przebicie swojej traumy. Sposób w jaki Harry na mnie patrzył, na moje półnagie ciało, czułam, że chyba podoba mu się to co widzi i dotyka, ale był przy tym taki delikatny, ostrożny i czuły. Rozczulające także było to, co do mnie mówił w trakcie kiedy mnie obserwował i dotykał. Głośno wzdycham.
Wiem, że po tym, intymnym i osobistym zdarzeniu jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy, czuję to nawet, kiedy na niego patrzę. I to jest dla mnie bardzo ważne.
Czyli moja niezdarność się do czegoś czasem przydaje. Gdybym wzięła ten stanik z szuflady, jestem pewna, że zupełnie inaczej to, wszystko by się potoczyło. W skrócie, nie żałuję, że nie wzięłam tego biustonosza z szuflady.
Podnoszę swoją głowę i całuję Harry'ego w jego, pokrytą krótkim zarostem, mocno zaznaczoną szczękę. Następnie muskam jeszcze kącik jego ust i spoglądam na jego, uroczo śpiącą twarz.
Cały czas po głowie chodzą mi jego słowa. ,,Nawet nie wiesz jak bardzo jesteś dla mnie ważna''. Po tym jak to zdanie wyszło z jego ust, czułam jak robi mi się ciepło wręcz gorąco na sercu. Zastanawia mnie tylko, dlaczego powiedział to wtedy, kiedy myślał, że śpię.
Kładę swoją głowę na jego torsie i wtulam się w jego szyję, mocniej obejmując jego brzuch swoją ręką. Po chwili czuję jak ręce Harry'ego zacieśniają się na moich plecach i przyciskają mnie mocniej do swojego ciała, następnie muska swoimi wargami czubek mojej głowy.
- Dzień dobry. - mruczy zaspanym głosem w moje włosy. - Długo nie śpisz? - pyta i zaczyna jechać swoimi palcami w górę mojego kręgosłupa.
- Może z dziesięć minut. - szepczę i podnoszę głowę z jego klatki piersiowej, następnie spoglądam w jego zielone oczy. Chłopak łapie za tył mojej głowy i przysuwa mnie bliżej jego twarzy. Zaczyna delikatnie muskać moje wargi swoimi, jeżdżąc swoją, druga ręką po moich plecach.
- Tym razem nie podrzuciłaś mi poduszki, zamiast siebie. - mówi, kiedy przestajemy się całować.
- Nie miałam takiej potrzeby. - uśmiecham się do niego, a on ponownie muska mnie w usta.
- Dzisiaj mam wolne. - mówi, odgarniając moje włosy, które opadły mi na twarz. - Możemy spędzić ten dzień razem. - jego propozycja mile mnie zaskakuje.
- Nie masz treningu? - pytam.
- Nie. Jestem wolny do wieczora. - lekko się uśmiecha i gładzi mnie wierzchem dłoni po policzku. - Chciałbym cię dzisiaj gdzieś zabrać. - mówi po chwili patrzenia w moje oczy, co nieco mnie zaskakuje.
- Mogę wiedzieć gdzie?
- Zobaczysz. - delikatnie całuje mnie w czoło, następnie spogląda w moje oczy.
- W porządku. - uśmiecham się lekko do niego, a on odwzajemnia gest.
- Czy po tym, co się wczoraj stało, czujesz się dobrze? - pyta, uważnie ilustrując moje oczy i kładzie mi swoją rękę na policzek.
- Tak Harry. - odpowiadam bez zastanowienia. - Czuję się lepiej niż kiedykolwiek. - dodaję, i łapię za jego wielką dłoń. - To dzięki tobie. - mówię i wplatam swoje małe palce w jego. - Dziękuję. - chłopak przyciąga mnie do siebie i mocno przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Ja też dziękuję, że mi zaufałaś. - lekko całuje mnie w szyje. - To wiele dla mnie znaczy skarbie. - szepcze, a ja uśmiecham się na jego słowa.
- Lubię kiedy tak do mnie mówisz. - oznajmiam. Czuję jak ciało Harry'ego trzęsie się pod wpływem chichotu.
- Też to lubię. - ponownie muska moją skórę, następnie odrywa się z uścisku i spogląda w moje oczy, lekko się do mnie uśmiechając.
- Harry czy... - odwracam wzrok. - Czy naprawdę podobało ci się to, co zobaczyłeś? - pytam i przygryzam wargę. Moja broda zostaje złapana w jego palce i odwraca moją głowę, tak, żebym na niego spojrzała.
- Aga. - mówi ilustrując moje oczy. - Jesteś idealna. - mówi i gładzi mnie kciukiem po dolnej wardze. - Twoje piersi są najcudowniejsze z wszystkich, jakie kiedykolwiek widziałem, a widziałem ich naprawdę sporo. - mimo miłego uczucia, które budzi się w moim sercu, to, po ostatnich słowach do mojego umysłu dociera dziwne uczucie, lecz nie mogę określić co to jest. - Nie myśl więcej o sobie w taki, zły sposób. - odgarnia pasmo moich ciemnych włosów z czoła. - Twoja przeszłość i to, co ci się wtedy wydarzyło, nie może wpływać na twoją samoocenę. - kładzie obie ręce na moich policzkach. - To absolutnie nie była twoja wina i nie możesz czuć się winna, przez tego chuja co ci to zrobił. - opiera swoje czoło o moje, intensywnie wpatrując się w moje oczy. - Dla mnie jesteś piękna, idealna, perfekcyjna i cudowna skarbie. - całuje mnie w czoło, następnie mocno mnie do siebie przytula. Wtulam głowę w jego szyję i mrugam szybko, żeby pozbyć się łez, które pojawiły się pod moimi powiekami.
To, co powiedział bardzo mnie wzruszyło, a jednocześnie podniosło na duchu. Zawsze chciałam i próbowałam myśleć o sobie inaczej, ale nie mogłam, nie potrafiłam. To, co się wtedy stało tak wryło mi się w umysł, że niestety nie mogłam nic z tym zrobić, chociaż pragnęłam to zmienić.
- Obiecuję, że nigdy nie pozwolę, żeby przytrafiło ci się coś podobnego. - mówi w moje włosy. - Rozumiesz? Nigdy. - dodaję, a ja kiwam głową, nie mogąc wypowiedzieć z siebie ani słowa.
- Ze mną możesz czuć się bezpiecznie. - oznajmia po chwili ciszy.
- Wiem Harry. - szepczę.
Przy Harry'm czuję się tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd. Nawet przy moim tacie, który zawsze chciał uchronić mnie przed całym złem tego świata, nie czułam się tak bezpiecznie jak z nim. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale czuję, że właśnie tak jest i, że dokładnie tak powinno być.
- Cieszę się, że zaufałaś mi na tyle, żeby mi o tym powiedzieć i pokazać intymną część swojego ciała. - mówi po kilku chwilach milczenia. - Wiem, że to było dla ciebie bardzo trudne. - dodaje po  chwili. - To naprawdę wiele dla mnie znaczy skarbie. - lekko muska delikatną skórę na mojej szyi.
Leżymy tak wtuleni w siebie przez kilka minut, nic nie mówiąc, nawet się nie ruszając, ale uwielbiam to.
- Muszę iść do łazienki. - oznajmiam w końcu. Harry rozluźnia uścisk, a ja podnoszę się z jego ciała. Chłopak jeszcze lekko muska moje usta, co odwzajemniam, następnie schodzę z łóżka i podchodzę do mojej szafy z ubraniami. Wyciągam z niej szary, zbyt duży sweter i oczywiście czarne rurki, następnie kieruję się do wyjścia z mojego pokoju.
- Jesteś głodna? - słyszę chrypowaty głos Harry'ego.
- Trochę. - przyznaję i odwracam się do chłopaka, który siedzi na łóżku, opierając się o jego wezgłowie plecami i szeroko się do mnie uśmiecha co odwzajemniam.
- Zrobię śniadanie. - mówi, a ja kiwam głową i wychodzę z pokoju.
Gdy już jestem w łazience, przebieram się w sweter oraz rurki, myję jeszcze zęby, czeszę włosy i zmywam swój wczorajszy makijaż.
O dziwo nie wyglądam tak źle jak myślałam, cieszę się, że mam wodoodporny tusz oraz kredkę do oczu. Po wczorajszym litrze łez, oraz wtulaniu się w Harry'ego, dzisiaj na pewno wyglądałabym jak kupa nieszczęścia. Ale szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi.
Wychodzę z łazienki i od razu udaję się na dół do kuchni, skąd dobiega apetyczny zapach naleśników, oraz słychać głośne skwierczenie. Gdy wchodzę do pomieszczenia, uśmiecham się szeroko na widok który tam zastaję. Harry stoi z patelnią w ręku i podrzuca naleśnika prawie do sufitu, następnie łapie go z powrotem na rozgrzany metal, co nie sprawia mu żadnych trudności.
- Nie wiedziałam, że tak potrafisz. - odzywam się, a Harry momentalnie odwraca głowę w moją stronę.
- Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz. - mówi i zatrzymuje swój wzrok na mnie.
- Wiem Harry. - wzdycham. Dobrze wiedzieć, że Harry też zdaje sobie z tego sprawę, że zbyt wiele o nim nie wiem.
Nadal pamiętam jego, wczorajsze słowa, że też chciałby powiedzieć mi o wielu rzeczach. Nie wiem co dokładnie miał na myśli, ale mam nadzieję, że chodziło mu o otworzenie się przede mną.
- Siadaj skarbie. - głos Harry'ego wyrywa mnie z zamyślenia. Odrywam swoje ramie od ściany i ruszam w stronę stołu, na którym położone są już dwa talerze z naleśnikami. Siadam na krześle i uważnie przyglądam się smakowicie wyglądającemu jedzeniu.
Nadal zastanawiam się, jak i skąd Harry nabył takie zdolności kulinarne. Cholera, naprawdę zbyt dużo o nim nie wiem. Wzdycham i w końcu biorę widelec do ręki
Czuję jak coś łapie, a następnie ściska moją rękę, spoglądam w tamtą stronę i widzę ogromną dłoń, zaciskającą się na mojej.
- Co jest? - pyta Harry i sięga drugą ręką, po moją brodę, którą podciąga do góry, żebym na niego spojrzała.
- Harry...
- Powiedz mi. -  nalega. Głośno wzdycham.
- Jesteś taki tajemniczy Harry. - wyduszam. - Przecież ja praktycznie nic o tobie nie wiem, nic mi nie mówisz ani o sobie, ani o swoim życiu. - jego wzrok jest bardzo intensywny. - Mam wrażenie, że mimo, że znam twoją drugą twarz, to tak naprawdę wcale cię nie znam. - wzdycham, pod wpływem ciężkości mówienia tych słów. - Bardzo często zastanawiam się, dlaczego nie chcesz się przede mną otworzyć, dlaczego mi nic nie mówisz. - moja ręka zostaje jeszcze mocniej opleciona przez długie palce Harry'ego. - Boli mnie to, ponieważ mam wrażenie, że mi nie ufasz, że jest ze mną coś nie tak i dlatego nie chcesz mi nic mówić. - spuszczam głowę na dół, lecz zostaje z powrotem podciągnięta do góry.
- To nie tak. - ku mojemu zaskoczeniu jego głos jest łagodny lecz nieco poddenerwowany, lecz nie jest to złość na mnie i na to, co powiedziałam. - Chodzi o to, że to ze mną jest coś nie tak. - mówi patrząc się w moje oczy. Widzę, że walczy z tym, żeby mi o czymś powiedzieć, lub nie powiedzieć. - Aga, ja chciałbym ci powiedzieć o wszystkim, ale boję się. - mrużę oczy, żeby pomóc sobie przetworzyć informacje, którą właśnie usłyszałam. - Boję się, że po tym, jak ci powiem o mojej przeszłości, zostawisz mnie. - dodaje po chwili. - Cholernie się tego boję. - tym razem to on odwraca ode mnie wzrok i wplata swoją rękę w włosy, spoglądając na stół. Place Harry'ego na mojej dłoni jeszcze mocniej się nie niej zaciskają.
- Harry. - zamyka oczy i mocno zaciska powieki, jakby to, co zamierzam mu powiedzieć, miało go bardzo zaboleć.
Wstaję z krzesła i siadam okrakiem na jego kolanach, łapiąc obydwiema rękami jego dłoń.
- Harry. Spójrz na mnie. - jego zielone tęczówki zwracają się ku mnie. Widzę w nich smutek, rozżalenie, strach i wiele innych, negatywnych odczuć. W moich oczach zbierają się łzy pod wpływem patrzenia na jego wewnętrzne cierpienie.
- Nie zostawię cię. - kładę mu swoje małe dłonie na obu policzkach. - Musisz wiedzieć, że cokolwiek by to było, to postaram się ciebie zrozumieć. - gładzę kciukami jego skórę. -  Chcę ci tylko pomóc Harry. - jego oczy wpatrują się we mnie z taką intensywnością, że mam ochotę odwrócić wzrok i więcej nie patrzeć w te przeogromnie smutne spojrzenie, ale wiem że nie mogę tego zrobić i nawet nie chcę. - To przeszłość. - wyduszam. - I każdy z nas ma prawo popełniać błędy mniejsze czy większe, ale nikt nie ma prawa nas za nie oceniać, a tym bardziej krytykować. - czuję jak chłopak kładzie ręce na moich plecach. - Nie ma takiej opcji, żebym zostawiła cie w sytuacji kiedy widzę jak cierpisz. - przerywam. - Nie mogłabym cię zostawić, ponieważ cholernie mi na tobie zależy. - odgarniam kosmyki włosów z jego czoła, następnie lekko muskam gorącą skórę na jego środku. Harry przybliża mnie do siebie i wtula głowę w moją szyję, mocno obłapując moje plecy swoimi, silnymi ramionami. Oplatam rękami jego szyję i także się do niego wtulam, szybko mrugając swoimi powiekami, żeby pozbyć się łez, które się pod nimi ukryły.
Bardzo wzruszyła mnie cała, ta sytuacja. Nie miałam pojęcia, że to, co chłopak przede mną ukrywa, aż tak go boli i jest dla niego aż tak ogromnym ciężarem. To naprawdę okropne patrzeć na niego, kiedy jest w takim stanie.
- Obiecujesz, że mnie nie zostawisz? - pyta, ocierając się ustami o skórę na mojej szyi.
- Obiecuję. - mówię i wplatam palce w jego włosy.
- Dziękuję. - gładzę jego loki, w odpowiedzi na jego wypowiedź. - I przepraszam.
- Za co? - szepczę.
- Za to, że wszystko przed tobą ukrywam. - mówi. - Ty powiedziałaś mi o tylu rzeczach nawet o tych, okropnych. - mówi, a ja zamykam oczy, nie chcąc o tym myśleć. - Czasem nawet zmuszałem cię w podły sposób, żebyś mi coś wyznała, a ja kompletnie nic ci o sobie nie mówiłem. - jeszcze mocniej się do mnie wtula. - Chciałem, ale nie mogłem i nie wiem dlaczego. Coś mi na to nie pozwalało. - gładzę go lekko po plecach, żeby nieco go uspokoić. - Źle się z tym czułem, wiedziałem, że to nie w porządku, ale nie mogłem się przemóc. - mam zamiar coś powiedzieć, ale Harry muska mnie w szyję, dając mi znak, żebym dała mu skończyć. - Ale to się zmieni. - dodaje po chwili i odsuwa się ode mnie, spoglądając w moje oczy. - Obiecuję skarbie. - kładzie mi rękę na policzku i czule całuje mnie w usta, co odwzajemniam.
- Bardzo się cieszę Harry. - lekko się do niego uśmiecham, a chłopak gładzi mnie po policzku.
- Ja też. - czule cmoka mnie w nos. - Musimy zjeść, bo zaraz nam wystygnie. - mówi z lekkim uśmiechem.
- Wiem. - mówię, a chłopak kładzie mi ręce na mojej talii, żeby pomóc mi zejść z swoich kolan. - Ale chciałabym ci jeszcze coś powiedzieć. - jego ręce zastygają, a oczy uważnie mi się przypatrują. - Chciałam ci powiedzieć, że jesteś dla mnie ważny. - mówię i podnoszę wzrok na jego, głębokie oczy. - Bardzo ważny. - dodaję. - Cholernie, cholernie ważny. - czuję jak moje policzki robią się czerwone.
- Ty też jesteś dla mnie ważna. - mówi ilustrując moje oczy. - Cholernie ważna. - lekko się uśmiecha. - Kurewsko, kurewsko ważna. - łapie mnie za tył głowy i przyciąga do siebie, następnie lekko całuje mnie w usta. Gdy po kilku sekundach odrywamy się od siebie, schodzę z jego kolan, z małą pomocą Harry'ego i zabieramy się w końcu za jedzenie, które już prawie wystygło.
- Rozumiem, że nadal chcesz spędzić ze mną ten dzień? - pyta, a ja spoglądam na niego.
- Z ogromną przyjemnością. - mówię i szeroko się do niego uśmiecham, co chłopak odwzajemnia.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
37 rozdział!!!!!!! Podoba się? :D Kolejny tego ,,mojego ulubionego'' typu rozdział. :)))) (nie ma za co) Dziękuję za wasze, przemiłe komentarze. Liczę, że pod tym rozdziałem będzie ich jeszcze więcej. :)))) Do następnego moje skarby <3333333333

17.05.2016

Rozdział 36

                                                        *Oczami Agaty*

Momentalnie wstaję z parapetu, a chłopak od razu przyciąga mnie do siebie i oplata moje plecy, swoimi silnymi, długimi ramionami, w które tak bardzo uwielbiam. Obłapuję jego szyję moimi rękami i wtulam się w jego unoszący się i opadający tors.
- Tęskniłem za tobą. - pod wpływem jego słów, moje serce zaczyna szybciej bić, a na twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Czuję jak bierze głęboki oddech, a następnie wzdycha i całuje mnie w czubek głowy. Odsuwam się lekko ode mnie i spoglądam w jego, zielone oczy.
- Też za tobą tęskniłam Harry. - mówię cicho, a chłopak uśmiecha się lekko i wpija się w moje usta z niezwykłą czułością i namiętnością, co odwzajemniam. Kładę rękę na jego karku i muskam palcami jego włosy, przyciągając jego głowę bliżej swojej. Harry za to przenosi swoje, duże ręce na moją talię i zaczyna kierować mnie w stronę łóżka, następnie lekko kładzie mnie na materacu i przechodzi z muskaniem do linii mojej szczęki. Zaciskam powieki, kiedy przysysa się do mojej, delikatniej skóry na szyi i wplatam palce w jego włosy, gdy swoimi zębami przygryza lekko szczypiące miejsce.
Wiem, że będzie z tego spora malinka, ale to nic.
Harry podnosi się nade mną i spogląda na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Widać, że się stęskniłaś. - gładzi mnie wierzchem dłoni po policzku, następnie wtula głowę w moją szyję i lekko muska ją swoimi, miękkimi ustami.
Przyznaję,bardzo się za nim stęskniłam, mimo, że nie widzieliśmy się od wczorajszego po południa. Totalnie nie wiem czym jest to spowodowane i czemu się tak dzieje.
- Ty też. - lekko chichoczę, kiedy zaczyna jeździć nosem po mojej skórze.
- Nie zaprzeczę. - odsuwa się od mojej szyi i spogląda na mnie z góry. - Cieszę się, że dzisiaj napisałaś. - przerywa i odgarnia pasma moich włosów, które wymsknęły mi się na czoło. - To było miłe. - lekko muska moją, górną wargę.
- Ja też się ucieszyłam, kiedy napisałeś dobranoc. - uśmiecham się do niego szeroko, co chłopak odwzajemnia. - Nie spodziewałam się tego.
- Wiem. - mówi cicho, swoim, chrypowatym głosem, nadal intensywnie wpatrując się w moje oczy. - Nie mogłem się powstrzymać. - dodaje, a ja ponownie się uśmiecham.
To kolejny raz, kiedy jestem wręcz uradowana i zachwycona jego niespodziewaną wylewnością i niezwykłą czułością.
Podnoszę swoją głowę i tym razem to ja całuję jego miękkie wargi, co chłopak odwzajemnia, wplatam palce w jego włosy i zauważam, że są one nieco wilgotne.
- Dlaczego masz mokre włosy? - pytam, odrywając się z naszego pocałunku.
- Nie dawno brałem prysznic. - odpowiada i delikatnie muska czubek mojego nosa.
- Po co?
- Musiałem... - przerywa. Wygląda, jakby rozmyślał nad tym, czy powiedzieć mi  na moje pytanie, czy może jednak nie, lecz po chwili głośno wzdycha. - Dzisiaj pierwszy raz byłem w pracy. - mówi po chwili, wpatrując się w moje oczy, czekając na reakcję. Czyli to jednak prawda, Harry pracuje.
Strasznie się cieszę, że jednak mi o tym powiedział, mimo, że poniekąd się tego spodziewałam. To oznacza, że zaczyna się przede mną otwierać, co ogromnie mnie cieszy i satysfakcjonuje. Wiem, że to, co mi powiedział to, może niewiele, ale sądzę, że Harry potrzebuje najpierw takich, małych kroczków, żeby całkiem się przede mną  otworzyć.
- Mogę wiedzieć gdzie pracujesz? - pytam niepewnie, lekko się do niego uśmiechając, żeby  go zachęcić.
Ponownie wzdycha.
- Jestem trenerem boksu. - odpowiada po kilku sekundach i czeka na moją reakcje.
- To świetnie Harry. - uśmiecham się do niego, a on odwzajemnia gest.
Nie zdziwiła mnie jego odpowiedź, myślę, że trener boksu idealnie do niego pasuje. Kiedy mnie uczył, miałam wrażenie, że chłopak jest profesjonalistą i, że walczy od dobrych kilku lat. I pewnie tak jest, ale nie o to mi chodzi. Tylko o jego podejście i profesjonalizm w ruchach, czy w samym mówieniu, jak mam ciosać i co dokładnie mam robić. Jak już stwierdziłam wcześniej, Harry nadaje się do tego idealnie i myślę, że jego pracodawca będzie zadowolony z niego jako trenera.
- Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś. - mówię po chwili. - To wiele dla mnie znaczy. - kładę mu dłoń na policzku i zaczynam gładzić kciukiem jego skórę. Chcę mu dać tym do zrozumienia, że jestem naprawdę szczęśliwa, że się przede mną otworzył i powiedział mi o swojej pracy.
- W końcu jesteśmy parą. - przerywa, sam nie wierząc, że to powiedział. - Powinnaś o tym wiedzieć. - po jego słowach, łapię go za kark i lekko przybliżam jego twarz do swojej, następnie muskając jego wargi.
- Powinnam wziąć prysznic. - mówię, kładąc mu ręce na torsie. - Zechcesz mnie wypuścić. - pytam z lekkim uśmiechem. Chłopak kiwa głową i schodzi ze mnie, następnie kładąc głowę na poduszce, na której zwykle ja śpię.
Wstaję z łóżka, podchodzę do szafy i wyciągam z niej krótkie spodenki, czarną i wielką koszulkę. Gdy staram się wyciągnąć bieliznę, czuję na sobie intensywny wzrok Harry'ego. Spoglądając na niego kątem oka, losowo i najszybciej jak mogę wyciągam rzeczy z szuflady, następnie udaję się do wyjścia z pokoju.

                                                                       ***

Po błyskawicznym, gorącym prysznicu, wychodzę spod kabiny, owijam się w biały ręcznik i dokładnie wycieram nim swoje, mokre ciało. Kiedy zamierzam się ubrać, zauważam, że nie mam żadnego biustonosza.
Cholera, mogłam się tak nie spieszyć z tym, panicznym wyciąganiem mojej bielizny z szuflady. W sumie, mogłabym ubrać stanik, który miałam dzisiaj na sobie, ale  noszę go już od dwóch dni, do tego dzisiejszy dzień był dosyć meczący, co pewnie odbiło się na tym ubraniu w postaci potu, więc wolę go nie ubierać. Jak tylko wejdę do pokoju, szybko wezmę nowy biustonosz i wrócę do łazienki. Miejmy tylko nadzieję, że Harry nic nie zauważy.
Ubieram na siebie pozostałe ubrania, myję zęby oraz dokładnie czeszę swoje włosy, następnie wychodzę z łazienki i udaję się do pokoju.
Jak tylko otwieram drzwi, zauważam Harry'ego, siedzącego na łóżku w samych bokserkach i koszulce. Zauważam także, że światło jest zgaszone, a pokój oświetlony jest wyłącznie lampkami. Kiedy mnie zauważa, od razu wstaje z materaca i podchodzi do mnie, intensywnie i uważnie zmierzając całe moje ciało wzrokiem, zatrzymując się na mojej klatce piersiowej.
W końcu mój wzrok spotyka się z jego oczami, pełnymi pożądania. Spuszczam głowę i łapię się za moje ramie, próbując jak najbardziej zakryć swój biust, który jest przykryty jedynie cienkim materiałem koszulki, która jeszcze do tego opada, odsłaniając moje, gołe ramie.
Czuję ciepły oddech Harry'ego na czubku swojej głowy, a po chwili jego, dużą rękę na mojej brodzie, podnosząc moją głowę do góry, żebym na niego spojrzała.
- Nie wstydź się mnie. - mówi, intensywnie wpatrując się w moje oczy. Po chwili przybliża swoje usta do mojej szczeki, lekko ją muskając. - Nienawidzę tego, że cały czas chcesz ukryć przede mną swoje, piękne ciało. - szepcze, jeżdżąc ustami po moim, nagim obojczyku. - Nie znoszę tego, że nie pozwalasz mi siebie dotykać. - zasysa swoje, pełne wargi na mojej, delikatnej skórze. - Że jesteś taka skryta. - dodaje.
- Harry, ja...
- Wiem kochanie. - przerywa mi, odrywając się od mojej szyi, następnie opiera swoje czoło o moje i spogląda w moje oczy.
To słowo wypowiedziane z jego ust, robi na mnie o większe większe wrażenie, niż tamten esemes. Przez dłuższą chwilę patrzę w jego, zielone tęczówki, kiedy nagle chłopak przywiera do mnie ustami, lekko muskając swoimi wargami moje. Przenosi swoje ręce na moje plecy i przyciąga mnie bliżej siebie, a ja kładę swoje dłonie na jego torsie. Zaczyna prowadzić nas w stronę łóżka i kiedy dotykam tyłem swoich kolan wysokiego materaca, Harry łapie za moje uda, lekko mnie podnosi i ostrożnie kładzie moje ciało na materacu, nadal mnie całując. Wkłada jedną z swoich nóg między moje, a swoimi rękami odsłania mój brzuch i kładzie swoje ręce na mojej nagiej talii jadąc coraz wyżej, odsłaniając coraz więcej mojego ciała.
Orientując się co chłopak chce zrobić, szybko reaguję i kładę jedną z swoich dłoni na jego prawej, następnie mocno ją zaciskam.
- Pozwól mi. - szepcze, kiedy odrywa swoje usta od moich. - Wiesz, że nie zrobię ci krzywdy. - spogląda w moje oczy. - Chcę bliżej zapoznać się z każdym skrawkiem twojego, pięknego ciała. - opuszkami palców przejeżdża po gładkiej skórze mojego brzucha. - Włącznie z tą.
- Moje ciało nie jest piękne. - przerywam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy. - Jest brzydkie. - dodaję po chwili i odwracam głowę na bok, pociągając nosem. Lecz sekundę później, moja głowa zostaje przywrócona do pozycji przed chwilą, przez palce Harry'ego.
- Nie mów tak. - mówi spokojnie. - Wiem, że przez to, co ci się przydarzyło tak myślisz. - rozpaczliwie szuka moich oczu, w których ponownie zaczynają zbierać się łzy. - Ale nie możesz myśleć o sobie w ten sposób kochanie. - pociera swoim nosem o mój. - Rozumiesz? - lekko kiwam głową, a mój uścisk na jego ręce nieco się rozluźnia. Ponownie zaczyna gładzić palcami jednej ręki mój odkryty brzuch. - Aga? - uważnie ilustruje swoimi, intensywnymi, zielonymi oczami moje, prosząc o pozwolenie.
Odwracam wzrok, biorę głęboki oddech i ponownie spoglądam w tęczówki Harry'ego. Kiwam głową i zdejmuję swoją dłoń z jego.
- Będziesz czuć się lepiej, jeśli ja też zdejmę koszulkę? - ponownie kiwam głową, a chłopak szybkim ruchem pozbywa się szarego materiału z swojej klatki piersiowej. Ponownie kładzie swoje palce na końcu mojej koszulki i powoli pociąga za materiał, nadal wpatrując się w moje oczy. Kiedy jest już pod linią moich piersi, zatrzymuje się, co mnie dezorientuje. - Mogę? - pyta szepcząc, a ja prawie niezauważalnie kiwam głową.
Odkrywając moją klatkę piersiową, nie przerywa ze mną kontaktu wzrokowego, dopiero gdy koszulka jest podciągnięta pod moją brodę, spogląda w dół na skórę, która już tak dawno nie była przez nikogo oglądana.
Mrugam szybko, żeby pozbyć się łez,  które wkradają się pod moje powieki i spoglądam na Harry'ego, którego źrenice wyraźnie rozszerzają się na widok przed sobą. Przyglądam mu się jak zahipnotyzowana, kiedy chłopak z ogromną dokładnością lustruje moje, półnagie ciało.
W końcu moje oczy spotykają się z jego, pełnymi żaru pożądania i czegoś, czego nie mogę określić.
- Jesteś taka piękna. - mówi, a mnie muruje, ponieważ nie spodziewałam się, że powie coś takiego. Przybliża swoją twarz do mojej i całuje moje wargi z ogromną namiętnością, kładzie swoją rękę  na moim brzuchu i opuszkami palców jedzie do góry, aż dotyka nimi mojej lewej piersi. Mocno zaciskam powieki i odwracam głowę na bok, kiedy Harry jedzie po jej zaokrągleniu, aż cała znajduje się w jego, wielkiej dłoni.
Jego ręka ląduje na mojej brodzie i odwraca moją twarz w swoją stronę.
- Spójrz na mnie. - szepce, nadal trzymając swoją rękę na mojej piersi, lekko gładząc kciukiem jej skórę. Otwieram oczy i spoglądam w jego, zielone tęczówki. - Są idealne. - mówi i nadal na mnie patrząc, przybliża swoją głowę go mojej klatki piersiowej. - Perfekcyjne. - dodaje, muskając miękką skórę, idealnie pomiędzy moimi piersiami, następnie lekko ściska jedną z nich, a drugą zaczyna obcałowywać z dosłownie każdej strony. Mimo wszystko biorę głęboki wdech, kiedy opuszkami swoich, długich palców, przejeżdża po obu, moich, wrażliwych punktach.
Kiedy odrywa się od mojej skóry, spogląda w moje, zapewne pełne paniki oczy. Czuję, jak zakrywa mój biust oraz brzuch koszulką, następnie obłapuje moje plecy i wtula się w moją szyję. Lecz ja nadal leżę sztywno z rękami przyciśniętymi do mojej talii.
Stało się to, co obawiałam się, że się nigdy nie wydarzy, że na to nie pozwolę. Harry widział mnie półnagą, dotykał mnie, dotykał miejsc, które tak bardzo chciałam ukryć przed światem. I nie mam pojęcia co o tym myśleć.
- Dziękuję skarbie. - mówi w moją szyję,  a ja czuję jak moje ciało się rozluźnia. - Wiem, że to było dla ciebie trudne. - dodaję, a ja oplatam swoimi ramionami jego szyję i wtulam się w jej zagłębienie. Czuję jak pojedyncza łza wylatuje z mojego oka.
Harry odsuwa się ode mnie i spogląda w moje załzawione oczy, a kiedy zauważa łzę spływającą po moim policzku, szybko wyciera ją swoim kciukiem.
- Czy one naprawdę ci się podobały? - to pytanie, niekontrolowanie wymyka się w moich ust.
- Tak. - kładzie swoją dłoń na moim policzku. - Są piękne. - mówi i całuje mnie w czoło. Czego zdaje się, jeszcze nigdy nie robił. - Dlaczego uważasz, że twoje ciało jest brzydkie? - pyta po chwili, a ja odwracam wzrok. - Powiesz mi? - pyta, a ja spoglądam na niego.
Przez chwilę patrzę mu w oczy, chcąc zebrać w sobie wystarczająco odwagi, żeby w końcu to z siebie wyrzucić, żeby wreszcie komuś powiedzieć to, co od tak dawna leży mi na umyśle i na sercu.
- Kiedy on... - przerywam, sądząc, że nieodpowiednio zaczęłam swoją wypowiedź. - Po tym, kiedy to się wydarzyło. - mówię ledwo słyszalnym szeptem. - Czułam w sobie ogromny ból, złość, rozżalenie. Targało mną tyle złych emocji. - głośno wzdycham. - Czułam się tak okropnie brzydka, nijaka, odkryta. - mój głos zaczyna chrypieć, przez wielką gulę w gardle, która z każdym słowem narasta. Harry zaczyna gładzić mój policzek swoim kciukiem, żeby dać mi otuchy. - Czułam się brudna. - mój głos się załamuje. - Czułam się tak niewyobrażalnie źle... nadal tak się czuję, kiedy sobie o tym przypomnę. - łzy zaczynają wylatywać z moich oczu. Harry podnosi moje ciało i usadawia sobie na kolanach, mocno przyciskając mnie do siebie. - To było takie bolesne, obrzydliwe i gówniane. - szlocham i wtulam soją głowę w zagłębienie jego szyi. - On widział mnie nagą. - czuję jak jego mięśnie się napinają. - On dotykał mnie Harry. - mój szloch się wzmacnia, a Harry jeszcze mocniej mnie do siebie przytula.
- Tak cholernie mi przykro skarbie. - mówi cicho i mam wrażenie, że jego głos jest bardziej ochrypły niż zwykle. - Ze mną jesteś bezpieczna. - opiekuńczo gładzi mnie dłonią po plecach, co sprawia, że się uspokajam. - Nie pozwolę, żeby stało ci się coś złego. - lekko muska skórę na mojej szyi. - Nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy. - mocniej ściskam jego szyję, żeby dać mu do zrozumienia, że wiem o tym. - Połóż się skarbie. - mówi, a ja kiwam głową. Odrywamy się z uścisku, a Harry od razu spogląda na moją twarz i ociera kciukami moje, mokre policzki. Patrzy przez chwile w moje, załzawione, spuchnięte i zapewne czerwone oczy, następnie odchyla kołdrę i kładzie się plecami na materacu, lekko ciągnąc moje wiotkie i zmęczone ciało za sobą. Kiedy kładę głowę na jego klatce piersiowej, chłopak obłapuje moje plecy swoimi, silnymi ramionami i całuje mnie w czubek głowy, następnie opierając na niej swój policzek. Obejmuję swoją ręką jego brzuch i mocniej wtulam się w jego klatkę piersiową.
Nie wierzę, że pozwoliłam mu na to, że widział coś czego nigdy nikomu dobrowolnie nie pokazywałam, że widział coś, co starałam przed wszystkimi za wszelką cenę ukryć, że to, co zawsze uważałam za brzydkie, on uważa za piękne. Mimo wszystko, czuję ogromną ulgę, jakby nagle ktoś zrzucił ze mnie pewnego rodzaju ciężar. A dokładnie, jakby Harry zrzucił ze mnie ten ciężar.
Powiedzenie mu tego, było trudniejsze niż przypuszczałam, że będzie, ale ulga jaką właśnie teraz czuję nie równa się z tym. Cieszę się, że mu o tym powiedziałam, lecz to, co z siebie wyrzuciłam to i tak, nie jest nawet połowa moich rozterek z tamtej, najgorszej w moim dotychczasowym życiu nocy. Jeszcze spora ilość zrzucania tego z siebie przede mną.
- Harry. - szepcze, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. - Jesteś pierwszą osobą, której o tym powiedziałam. - mówię. Jego oddech ustaje, a mięśnie się napinają. - Nikt o tym nie wie. - dodaję. - I nikt nie może się o tym dowiedzieć. - mówię strasznie cicho.
Moja broda zostaje złapana w jego palce i odwraca moją głowę, tak, żebym na niego spojrzała.
- Możesz mi ufać. - gładzi mnie wierzchem dłoni po policzku. - Nikt się o tym nie dowie. - mówi, głęboko patrząc w moje oczy.
- Chciałam się upewnić. - mówię, a Harry delikatnie i krótko muska mnie w usta, co odwzajemniam, następnie ponownie wtulam się, tym razem w jego szyję. Chłopak za to wkłada mi rękę pod koszulkę i zaczyna delikatnie gładzić mnie po plecach. Jeździ na dole mojego kręgosłupa oraz po bokach mojej talii. To bardzo relaksujące i przyjemne. Cicho wzdycham w jego szyję, pod wpływem jego dotyku.
Wiem, że Harry chce mnie wesprzeć i pomóc mi w jakimś małym stopniu o tym zapomnieć. I wspiera mnie, czuję to, czuję, że stara się mi pomóc, że chce, żeby mi ulżyło. Lecz obawiam się, że to na chwilę obecną, niemożliwe.
- Czy jest ci teraz lżej? - szepcze w moje włosy, jadąc opuszkami palców w górę mojego kręgosłupa.
- Tak. - odpowiadam bez dłuższego zastanowienia. - Jest mi dużo lżej Harry. - czuję jak całuje mnie w czubek głowy.
- To dobrze skarbie. - uśmiecham się na jego słowa. Podoba mi się, kiedy mówi do mnie w ten sposób. - Też chciałbym powiedzieć ci o tylu rzeczach. - szepcze i pociera policzkiem o moją głowę. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że usłyszę od niego coś takiego.
Czy to znaczy, że Harry jest już gotowy, żeby to on mi się wreszcie zwierzył? Czy moje pragnienie wreszcie się spełni i będę mogła go jeszcze bliżej poznać?
- Powiedz mi. - ja też szepcze.
- Nie teraz. Zbyt dużo wrażeń dla ciebie jak na jeden wieczór. - kiwam głową, a Harry zakrywa moje plecy koszulką i przechodzi do gładzenia opuszkami palców mojego karku, co jest równie przyjemne. - Spróbuj zasnąć skarbie. - szepcze.
- Wiem. - mówię cicho. - Ale najpierw mnie pocałuj. - dodaję, odrywając głowę od jego szyi. Chłopak bierze rękę od mojego karku i kładzie ją na mojej brodzie, odwracając moją twarz w swoją stronę. Przez dłuższa chwilę patrzymy się sobie w oczy. W jego, zielonych tęczówkach widzę smutek, współczucie, ale także złość oraz coś, czego nie mogę określić. Chłopak zaczyna powoli przybliżać swoją twarz nadal patrząc w moje oczy, następnie przywiera swoimi, miękkimi wargami do moich. Zaczyna muskać je tak delikatnie, jakby nieco silniejszy ruch miał sprawić, że się rozpadnę, albo pokruszę. Czuję jakby chciał wymuskać i z całować ze mnie cały ten ból, rozgoryczenie oraz smutek. Co muszę przyznać, nieco mi pomaga. Harry, w tym momencie jest dla mnie ogromnym wsparciem, jego pocałunki, opiekuńczość, staranie się mi pomóc w jakikolwiek sposób, chęć sprawienia, żebym poczuła się lepiej. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam, nikt, nigdy nie okazywał mi wsparcia w taki sposób. Ale uwielbiam sposób w jaki on to robi. To jest ten sposób, jakiego zawsze potrzebowałam, żeby poczuć się lepiej. Jestem mu za to naprawdę wdzięczna.
Chłopak przestaje mnie całować i odrywa swoje usta od moich, następnie spogląda mi w oczy. Na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech.
- Połóż się. - mówi i opiekuńczo całuje mnie w czubek nosa. Lekko kiwam głową i kładę głowę na jego obojczyku, ponownie wtulając swoją głowę w jego szyję. Harry jedną ręką obejmuje dół moich pleców, przyciskając mnie do siebie, a drugą kładzie na moim karku i opuszkami zaczyna lekko muskać moją skórę, chcąc żebym się zrelaksowała i zasnęła.
Zamykam oczy i staram się odpłynąć w jego dotyku i zapachu jego, jasnej skóry, co działa, bo po chwili mój oddech całkowicie się uspokaja i robi się dosyć głęboki. Po jeszcze dłuższej chwili czuję jakbym zaraz miała zapaść w głęboki sen.
Słyszę głębokie westchnienie Harry'ego, następnie czuję jak kilka razy całuje mnie w czubek głowy. Mam wrażenie, że on myśli, że już zasnęłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - szepce i delikatnie muska palcami moje włosy, następnie wtula swój policzek w moją głowę.
Jestem lekko zdziwiona, ale mimowolnie moje usta wyginają się w małym uśmiechu.
Lekko otwieram usta, żeby mu coś odpowiedzieć, ale po chwili z powrotem je zamykam. Sądzę, że lepiej będzie jeżeli będzie sądził, że jednak tego nie słyszałam. W końcu nie bez powodu powiedział te słowa, wtedy, kiedy myślał, że śpię.
Co chciałabym mu odpowiedzieć? Że też mi na nim zależy, jak cholera.
Po chwili odpływam, czując jak Harry delikatnie gładzi mnie palcami po plecach.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Dużo się tutaj dzieje prawda? Podobają wam się takie rozdziały, inne od wszystkich? Bo ja osobiście uwielbiam je pisać. :)))) Dziękuję za komentarze, cholernie się cieszę, że nadal część z was ze mną jest. To naprawdę mnie motywuje. Dziękuję.
Wiem, że nigdy o tym nie wspominałam, ale mam Facebook'a, oczywiście na potrzeby bloga. Jeśli tylko chcecie, możecie do mnie napisać, jestem tam praktycznie codziennie. Jeśli miałybyście jakieś pytania, albo chciałybyście poznać mnie i po prostu ze mną popisać to jestem do waszej dyspozycji.
Już trochę tutaj jesteście i nieco mnie poznałyście, więc wiecie, że to nie jest promowanie się, tylko oznajmiam, że jest taka możliwość :)
Mam nadzieję, że się podoba i do następnego kochane. <3333333

10.05.2016

Rozdział 35

                                                      *Oczami Agaty*

Przyznaję, że ta wiadomość nieco mnie zaskakuje, przez co staję w miejscu, ale po chwili na mojej twarzy pojawia się uśmiech, czując jak moje policzki płoną. Rozglądam się do o koła, sprawdzając, czy nikt nie patrzy na moją, głupią minę.
Nie rozumiem co go naszło, żeby napisać do mnie w ten sposób i nie wiem dlaczego mnie to tak bardzo zawstydziło, a jednocześnie ucieszyło.

Kochanie?

Szybko piszę i wysyłam wiadomość.
Zaczynam niepokoić się, że Louis jeszcze nie przyszedł, co jest pewnie niepotrzebne, a on stoi przy chłodziarkach i wybiera piwo. Mimo moich oporów, zaczynam się rozglądać do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam. Lekko wzruszam ramionami i odwracam się do białych regałów z mlekiem, którego jest całe mnóstwo rodzajów. Truskawkowe, waniliowe, czekoladowe, sojowe, jest nawet o smaku toffi, ale nigdzie nie ma najnormalniejszego.
Skoro tutaj jest tyle rodzajów i smaków mleka, to piwa jest pewnie trzy razy więcej, więc nie powinnam się niepotrzebnie niepokoić o Louis'a, który pewnie głowi się, które ma wybrać z tylu rodzajów.
Telefon wibruje więc odblokowuję go i spoglądam na wyświetlacz.

Jesteśmy razem, więc mogę tak do ciebie mówić. 

Na mojej twarzy pojawia się głupi uśmieszek, ale także rumieniec.

Nie przypominam sobie, żebym ci na to pozwoliła. 

Zamierzam odłożyć telefon do kieszeni, lecz urządzenie ponownie wibruje.

Sam sobie na to pozwoliłem. 

Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje, mały, głupkowaty uśmieszek.

Jesteś niemożliwy.

Podnoszę wzrok i zauważam najzwyklejsze mleko, więc sięgam ręką kolejno po dwa kartony i wkładam do koszyka. Ponownie rozglądam się w poszukiwaniu znajomej sylwetki, lecz niestety nigdzie jej nie zauważam.
Żebym tylko wiedziała gdzie są te chłodziarki z alkoholem, to poszłabym tam i zobaczyła czy faktycznie tam jest.
Idę kilka regałów przed siebie, wrzucając po kolei jakieś produkty, które mnie interesują, ale zaprzestaję, kiedy koszyk robi się już naprawdę ciężki. Teraz żałuję, że nie wzięłam metalowego kosza na kółkach
Do tego jeszcze telefon zaczyna wibrować w mojej kieszeni, więc odstawiam zakupy i wyciągam urządzenie z kieszeni.

Wiem. 

Wywracam oczami, i mam zamiar odpisywać, kiedy przychodzi kolejna wiadomość.

Nie mogę pisać. 

I kolejna.

Będę wieczorem. Do zobaczenia...

Moje palce wędrują po klawiaturze, kiedy przychodzi kolejna wiadomość.

Kochanie. 

Czuję jak moje usta wyginają się w szerokim uśmiechu, a serce przyśpiesza rytmu. Harry coraz bardziej mnie zaskakuje, a  ja już sama nie wiem co o tym, wszystkim myśleć. On tak na poważnie, czy to tylko jakieś jego głupie gierki? Czy on naprawdę chce do mnie tak mówić?
Moje palce ponownie wędrują po klawiaturze, żeby dokończyć wiadomość.

Do zobaczenia Harry. 

Wysyłam wiadomość, biorę koszyk do ręki i zamierzam iść dalej, lecz coś łapie za moje ramie, paraliżując moje ciało i uniemożliwiając mi zrobienie choćby kroku. Odwracam się, a z moich płuc wydostaje się oddech ulgi, kiedy widzę Louis'a.
- Przepraszam cię Aga. Ale spotkałem mojego kumpla ze szkoły i nie chciał mnie wypuścić, chociaż mówiłem, że muszę iść. - mówi zirytowany, nerwowo przeczesuje swoje włosy i spogląda na mnie. - W porządku? - pyta i lekko się uśmiecha.
- Tak. - kiwam głową, chcąc wybudzić się z osłupienia. - Po prostu trochę mnie przestraszyłeś. - odgarniam kosmyki włosów z mojego czoła.
- Wybacz. - uśmiecha się przepraszająco.
- W porządku. - mówię i odwzajemniam gest. - Możemy iść już do kasy? Bo obawiam się, że zaraz mi ręka odpadnie. - wskazuję ręką na wypełniony po brzegi, czerwony koszyk, który po chwili zostaje mi wyrwany przez silną rękę Louis'a. - Ejj! - z moich ust wydostaje się niekontrolowany pisk i idę za Louis'em, który kieruje się w stronę kas.
- To moja wina, że musiałaś tyle czekać, więc pozwól, że poniosę ci ten koszyk. - mruga do mnie zza ramienia, a ja wywracam oczami, ale potem uśmiecham się do niego.
- Dziękuję. - mówię i dorównuję mu kroku.
Dochodzimy do kasy i wykładamy wszystko na ruchomą taśmę, włącznie z czterema browarami Louis'a. Płacimy za wszystko i wychodzimy ze sklepu, z pięcioma, pełnymi reklamówkami, z czego cztery moje niesie Louis, a ja niosę jego. Upierałam się, że ja chcę nieść swoje zakupy, ale był nie do zdarcia. Doceniam jego gest, to jest naprawdę bardzo miłe z jego strony.
Docieramy do samochodu i wkładamy wszystkie siatki do bagażnika, następnie ponownie udajemy się do budynku.
- To gdzie idziemy? - pytam, kiedy jesteśmy już w środku.
- Może pójdziemy gdzieś na pełnym spontanie. - proponuje i ponownie oplata moje plecy swoim ramieniem.
- Co masz na myśli mówiąc spontan? - pytam, po krótkim zastanowieniu.
- Nie wiem. - chichocze. - Tam gdzie nas nogi poniosą. Jest tu dużo ciekawych miejsc, do których możemy iść.
- Niech będzie. - mówię i uśmiecham się do niego szeroko.
Tak naprawdę, to nigdy nie zrobiłam niczego szalonego, zaskakującego, czy na spontanie, ale podoba mi się ten pomysł, chociaż nie wiem czego się spodziewać.
- Szczerze mówiąc, to nie sądziłem, że się zgodzisz. - uśmiecha się, lecz widzę, że jest lekko zdziwiony.
- Dlaczego?
- Bo żadna dziewczyna, której zaproponowałem wypad na spontanie, nie zgodziła się na to. Nawet moja siostra. - odpowiada i spogląda na mnie, a ja na niego.
- Trzeba spróbować wszystkiego. - prycham śmiechem.
- Też tak uważasz? - kiwam twierdząco głową. - Jesteś dziwna. - mówi, a ja podnoszę brew. - Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. - tłumaczy się.
Wygląda na to, że chyba jednak jestem jakaś dziwna i odmienna od innych dziewczyn. Dużo osób mi to mówiło, a ja o tym od zawsze wiedziałam i wiem do teraz, lecz odpychałam od siebie te myśli. Nigdy nie chciałam być odmieńcem, ale teraz jestem szczęśliwa, że jednak nim jestem
- Ty też jesteś dziwny, w pozytywnym znaczeniu. - mówię, a Louis posyła mi spojrzenie pełne rozbawienia.

                                                              ***

- Kurewsko bolą mnie nogi. - marudzi Louis, kiedy wchodzi do samochodu. - I plecy. - dodaje i wygna swój kręgosłup w łuk, żeby go rozciągnąć.
Louis przez jakieś dwie godziny grał w jakąś głupią grę na automacie, przy której trzeba było stać i się schylać, ponieważ był na nią za wysoki. Ja odpuściłam sobie po dziesięciu minutach, kiedy uznałam, że takie gry dla dzieci nie są dla mnie. Zamiast tego poszłam grać w bilarda, na początku sama, lecz potem jakaś dziewczyna się do mnie dołączyła i było naprawdę miło. .
- Trzeba było sobie odpuścić po godzinie grania. - mówię walcząc z zapięciem pasa, w drugiej ręce trzymając włoskiego loda.
- Musiałem wygrać z tym, chujem. - odpala auto i wyjeżdża z parkingu. - Mam nadzieję, że nie jesteś zła. - spogląda na mnie.
- Byłam, ale już nie jestem. - mówię, liżąc loda śmietankowego.
Po tym, jak wyszliśmy z salonu gier, poszliśmy do świetnej lodziarni. Louis swojego zjadł już po drodze, lecz ja niestety nie.
- Przepraszam Aga. - mówi. - Ale obudził się we mnie zew dzieciaka. - żartuje i zaczyna chichotać.
- W porządku Louis. - mówię. - Oprócz tego, było naprawdę miło. - dodaję z lekkim uśmiechem.
Przed tym,  jak wylądowaliśmy w salonie gier, byliśmy w sklepie zoologicznym, gdzie podziwialiśmy różne, słodkie zwierzęta włącznie z psami, kotami oraz przeróżnymi gryzoniami i ptakami. Byliśmy także na pizzy, oraz w sklepie z butami, gdzie Louis kupił sobie adidasy, które strasznie mu się spodobały.
Przez te kilka godzina czułam się jak dawna ja, trzynastolatka, która bezcelowo chodzi po sklepach i wygłupia się ze swoim... przyjacielem.
- Mi też było miło. - z zamyślań wyrywa mnie głos Louis'a. Spoglądam na niego i od razu w moje oczy, rzuca się jego, szeroki uśmiech. Odwzajemniam gest, następnie odwracam głowę w stronę okna i spoglądam na spowite mrokiem niebo. Zbliża się już 17, więc nie ma się co dziwić.
Zauważyłam, że czas tutaj leci o wiele szybciej niż w Polsce, szybciej robi się ciemno, ogólnie, wszystko dzieje się jakby w przyśpieszonym tempie. Może jest to tylko złudzenie, spowodowane nagłą zmianą monotonnego trybu życia? Sama nie wiem.
Jestem ciekawa czy Harry faktycznie przyjedzie dzisiaj do mnie, o ile już nie czeka pod domem. Bardzo się cieszę z naszej, dzisiejszej, esemesowej konwersacji. Mimo, że kilka wiadomości od niego mnie zaskoczyło, to jestem z ich powodu szczęśliwa.
Chciałabym z nim dzisiaj szczerze porozmawiać, może dowiedzieć się czegoś więcej o nimi ogólnie spędzić z nim czas.
Czuję natarczywe wibrowanie mojego telefonu, co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni. Trochę zdziwiona, wyciągam urządzenie z kieszeni, i naciskam na zieloną słuchawkę.
Cieszę się, że zdążyłam zjeść tego loda, inaczej bym sobie nie poradziła z wydostaniem komórki z moich spodni.
- Tak?
- Aga! - uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę entuzjastyczny głos Pauli w słuchawce.
- Hej Paula. - mówię. - Miło cię słyszeć.
- Ciebie też kochana. - słyszę jak wysyła mi całusa przez telefon. - Strasznie się za tobą stęskniłam, mam ci tyle do opowiedzenia.
- Ja też. - mówię, bawiąc się sznurkiem od mojej bluzy. - Cieszę się, że jutro wracasz. - dodaję.
- Właściwie po jutrze, bo samolot został przełożony na jutro, na dwudziestą trzecią w nocy. - mówi. - Nie jestem z tego zadowolona. Ale mam nadzieję, że ty nie masz nic przeciwko?
- Może trochę. - odpowiadam szczerze. .
Przyznaję, że jestem trochę zawiedziona, że moja przyjaciółka przyjedzie jednak po jutrze, lecz cieszę się, że to tylko kilka godzin, a nie cały dzień. Wiem, że na pewno będę strasznie niecierpliwa przed jej powrotem do naszego mieszkania i będę miała kłopoty z zaśnięciem.
- Obiecuję, że po tym, jak przyjadę, urządzimy sobie babski wieczór. - mówi. - Opowiem ci co się działo przez ten, cały czas, i ty też. Chociaż pewnie nic ciekawego się u ciebie nie działo, ale i tak chcę wiedzieć. - chichocze.
Ojj, Paula. W życiu byś się nie spodziewała, co działo się przez ten, cały czas, kiedy cię nie było.
- Uwierz mi, że tym razem jest co opowiadać. - mówię.
- Nie powiem, trochę mnie zaskoczyłaś. - zaczyna chichotać. - Ale to dobrze, bo wiem, że nie nudziłaś się przez ten czas.
- Masz rację, nie było zbyt nudno. - spoglądam w okno, zauważając, że zbliżamy się do ulicy, na której mieszkam.
- To świetnie. - mimo, że jej nie widzę, to wiem, że na jej twarzy gości szeroki uśmiech. - Przepraszam cię Aga, ale muszę kończyć pakowanie i jeszcze spakować Matt'a. - wzdycha.
- Coś się stało? - w moim głosie słychać napięcie.
- Nie. Raczej Matt się rozchorował, kilka dni temu. Ma podwyższoną temperaturę, głowa go boli i ma kaszel. - mówi, a ja oddycham z ulgi. - Nic poważnego, zwykłe przeziębienie. Podejrzewam, że to ta, nagła zmiana klimatu. - dodaje.
W sumie to dobrze, że przełożyli ten lot, może Matt chociaż trochę się wykuruje, do tego czasu. Mam przynajmniej taką nadzieję.
- Byliście u lekarza?
- Nie nie chciał iść. Poszłam wczoraj do apteki i kupiłam mu środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Trochę mu po nich lepiej, ale i tak czuje się nie za dobrze. - głośno wzdycha. - Teraz śpi, moje biedactwo. - słyszę, jak dziewczyna cicho cmoka, co znaczy, że go pocałowała. - Przepraszam Aga, ale muszę się w końcu wziąć za pakowanie. - mówi trochę przybita.
- W porządku. - mówię. - Pozdrów Matt'a jak się obudzi i życz mu zdrowia.
- Dobrze Aga. Dziękuję.
- Pa Paula.
- Do zobaczenia Aga. Napiszę, jak będziemy lądować. - rozłącza się, a ja chowam telefon z powrotem do kieszeni.
Biedny Matt i biedna Paula. Wiem, że moja przyjaciółka martwi się o swojego chłopaka, słyszałam to po jej głosie. Z resztą ona nie potrafi ukrywać swoich emocji, zawsze da się wyczuć, że coś jest nie tak.
Założę się, że podczas pobytu w Polsce, jeszcze bardziej się z sobą zżyli i się do siebie przywiązali. Mimo, że są ze sobą dosyć krótko, to tworzą naprawdę świetną parę i widać, że im na sobie zależy.
- Twoja przyjaciółka dzwoniła? - z zamyśleń, wyrywa mnie pytanie Louis'a.
- Tak. - odpowiadam.
- Wszystko już u niej w porządku? - nie wiem dlaczego, ale trochę zaskakuje mnie jego pytanie.
- Tak, po jutrze wraca.
- To dobra wiadomość. - odwraca głowę w moją stronę i szeroko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam. - Myślałem, że rozmawiacie po polsku.
- Tylko na osobności rozmawiamy w naszym języku. -
- Dlaczego? Boisz się, że zapomnisz jak się mówi po polsku?
- Nie, ale od zawsze rozmawiałyśmy ze sobą w naszym, ojczystym języku i postanowiłyśmy, że tak pozostanie. - przerywam. - Chyba, że to rozmowa przez telefon. - dodaję, odwracam głowę w jego stronę i lekko się do niego uśmiecham, co chłopak zauważa kątem oka i odwzajemnia gest.
Przed naszym wyjazdem, zawarłyśmy umowę z Paulą, że pomiędzy sobą będziemy rozmawiać po polsku, oprócz rozmowy przez telefon, jeżeli ktoś jest w pobliżu, żeby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień.
Cieszę się z tego powodu, bo nie wyobrażam sobie tego, że miałybyśmy rozmawiać z sobą po angielsku. Ciężko byłoby mi się do tego przyzwyczaić, Pauli pewnie też.
- Chyba musimy się pożegnać. - mówi smutno Louis, który zatrzymuje się pod moim domem.
- Może wejdziesz na chwilę? - pytam.
- Jedynie, żeby pomóc ci wnieść zakupy. - uśmiecha się i błyskawicznie wychodzi z auta, a ja zaraz za nim.
- Louis, nie musisz, dam sobie radę. - mówię. - Miałeś mi pomóc, a nie robić to za mnie...
- Nie marudź. - przerywa mi, chichocząc, a ja wywracam oczami.
Kiedy chłopak wyjmuje zakupy z bagażnika, ja kieruję się do mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka, czekając, aż Louis wjedzie za mną. Chłopak idzie do kuchni i stawia wszystkie cztery reklamówki na blacie.
- Dobrze wiesz, że nie musiałeś? - pytam i uśmiecham się do niego.
- Wiem, ale to zrobiłem. - mówi, a po chwili zamyka mnie w swoich ramionach, więc oplatam swoimi rękami jego szyję i wtulam swoją głowę w jego klatkę piersiową.
- Dziękuję za wczoraj i za dzisiaj. - wyduszam. - I dziękuję, że akceptujesz mój związek z Harry'm. - dodaję. - Dziękuję za wszystko Louis.
- Nie musisz. - kładzie swoją rękę na mojej głowie. - Jesteś moją przyjaciółką, mam taki obowiązek. - uśmiecham się na jego słowa. - Ale pamiętaj, jak ten gnojek cię skrzywdzi, to go udupię. - jego ciało zaczyna się trząść pod wpływem śmiechu.
- Nie dopuszczę do tego, żeby tak się stało. - odrywam swoją głowę od jego klatki piersiowej i spoglądam na niego. - Nie skrzywdzi mnie. - dodaję a chłopak kiwa twierdząco głową na znak, że rozumie.
- Muszę już iść. - odrywa się z uścisku i mierzwi moje włosy. - Napiszę jutro. - mówi i wychodzi z kuchni.
- Do zobaczenia Louis. - odwraca głowę w moją stronę i uśmiecha się do mnie przez ramie. Po chwili słyszę trzaśnięcie drzwi frontowych.
Udaję się do korytarza, zdejmuję płaszcz, szalik oraz buty, następnie idę na górę do swojego pokoju i rzucam się na łózko. Jestem zmęczona tym dniem, najchętniej wtuliłabym swoją głowę w poduszkę i się zdrzemnęła, ale nie mogę, ponieważ chcę poczekać na Harry'ego. Nie chcę żeby zastał mnie śpiącą.
Leżę jeszcze przez jakieś kilka sekund, następnie podnoszę się z materaca i sięgam po słuchawki leżące na szafce nocnej. Po chwili znowu opadam plecami na łóżko i wyciągam telefon z kieszeni, wkładając do jego wejścia, słuchawki,które następnie wkładam sobie do uszu. Przez jakąś chwilę, szukam w telefonie piosenki, która by mnie zainteresowała, odtwarzam ją i zamykam oczy, zatracając się w melodii.
Uwielbiam muzykę, chociaż ostatnio nie bardzo miałam czas na jej słuchanie, no chyba że wczoraj. Zauważyłam także, że już dawno nie rysowałam, ostatnią pracą był Harry i od tamtego czasu przestałam zajmować się czymś, co naprawdę kocham robić. W sumie to sama nie wiem dlaczego z tym zaprzestałam, ale wiem, że muszę się w końcu kiedyś wziąć w garść i coś naszkicować.
Wiem także, że muszę zacząć rozglądać się za jakąś pracą. Co prawda, mam dosyć sporo oszczędności, ale im prędzej sobie ją znajdę tym lepiej. Nie będę się wtedy przejmować, że kończą mi się oszczędności, a ja nie mam pracy. Mam tylko nadzieję, że będzie to coś, co lubię robić i sprawia mi przyjemność, a nie zło konieczne.
Pod wpływem spokojnej muzyki, czuję jak zaczynam odpływać, więc wyłączam muzykę, wyciągam słuchawki i odrzucam telefon na bok. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna i siadam na parapecie, spoglądając na widoki za nim.
Jest już naprawdę ciemno, a latarnie dają intensywny blask, oświetlając całą ulicę, oraz pokryte białym śniegiem podłoże przed domami.
Jestem bardzo ciekawa gdzie może pracować Harry, bo nie wyobrażam sobie, że mógłby dorabiać w jakimś najnormalniejszym zawodzie. Ciekawi mnie też to, dlaczego Harry pracuje, skoro zarabia duże pieniądze na tych, nielegalnych walkach? Dużo powodów przychodzi mi do głowy, ale nie wiem, który z nich faktycznie jest prawdą.
- Nad czym tak myślisz? - słyszę dobrze mi znany, chropowaty, łagodny głos.
Impulsywnie odwracam głowę od okna i spoglądam w górę, na uśmiechniętą, przystojną twarz Harry'ego, spoglądającą na mnie z góry.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Oto jest następny rozdział :)))) Mam nadzieję, że wam się podoba, a przynajmniej tobie Kinga.
Dziewczyny. Rozumiem, rozumiem, że jesteście rozczarowane, a być może złe moją 5-tygodniową nieobecnością, macie do tego pełne prawo, sama jestem na siebie zła. Ale proszę komentujcie. To już nie chodzi o moją satysfakcje z tego, że komentujecie, ani o to, że to mnie motywuje, ale chcę, żebyście dały mi znać, że to co tutaj piszę, wam się podoba, że jesteście zadowolone z tych rozdziałów. Wasze komentarze są dla mnie naprawdę mega ważne, mega motywujące, mega satysfakcjonujące i mega uwielbiam kiedy je piszecie, ponieważ w ten sposób doceniacie moją, wielogodzinną pracę. Jeśli nie piszecie ich przez moją przerwę, to jeszcze raz bardzo, szczerze was za nią przepraszam.
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podoba. Jeśli nadal jesteście ze mną na tym blogu i nadal czytacie to opowiadanie, to proszę skomentujcie, żeby dać mi przynajmniej znać, że to, co tworzę nadal wam się podoba, i że nadal tutaj jesteście.
Uwielbiam was <33333333333 Jeszcze raz przepraszam. Mam jeden rozdział w zapasie, więc jeśli chcecie przeczytać go szybciej, dajcie mi znać ;)

3.05.2016

Rozdział 34

                                                         *Oczami Agaty*

Gdy powoli otwieram swoje, zaspane powieki, dopiero zaczyna się przejaśniać. Wczoraj, w sumie położyłam się około dwudziestej, więc nie dziwie się, że jest wcześnie rano. Odłączam telefon od ładowarki i sprawdzam, która godzina 7.32. Wchodzę jeszcze w wiadomości i ponownie czytam wczorajszą wiadomość od Harry'ego ,,Dobranoc Aga''. Uważam, że to naprawdę miłe i urocze z jego strony, że postanowił wysłać mi tego esemesa. Ten chłopak zaczyna coraz bardziej mnie zaskakiwać. Pozytywnie oczywiście.
Szczerze mówiąc, to chciałabym, żeby teraz tutaj, ze mną był, leżał na moim brzuchu, a ja odgarniałabym mu jego, bujne loki z twarzy.
Ostatnio zauważyłam, że z chwili na chwilę, coraz milej spędza mi się z nim czas i chciałabym spędzać go z nim więcej. Dobrze by było, gdybym miała okazję go bliżej poznać, wiem, że nie osiągnę nic, puki mi na to nie pozwoli. Jest bardzo czujny, nie ma opcji, żebym mogła go w jakiś sposób podejść, żeby mi się zwierzył. Nie chciałabym nawet tego robić, to nie byłoby w porządku. Mam tylko wielką nadzieję, że prędzej czy później nadejdzie taki czas, że bardziej się przede mną otworzy. W sumie obiecał mi, że kiedy będzie gotowy, to zwierzy mi się z czegoś, co go ostatnio dręczyło. Oby o tym pamiętał.
Wychodzę z łóżka i mimo, że pilnie muszę iść do łazienki, to udaję się na dół, żeby sprawdzić czy Louis nadal tutaj jest. Gdy schodzę ze schodów, podchodzę do kanapy najciszej jak mogę i wyglądam lekko zza niej. Zaczynam cicho chichotać, kiedy widzę rozwalonego na niewielkim meblu, Louis'a w samych bokserkach. Ma otwartą buzie i leży na plecach z jedną nogą i ręką, zwisającą z kanapy.
Bardzo się cieszę, że chłopak nadal tu jest, będę miała okazję spędzić z nim więcej czasu, a może i nawet cały dzień.
Cieszę się, że mój przyjaciel nie jest zły o związek mój i Harry'ego, a jeszcze bardziej cieszę się, że chce się z nim dogadać. Wiem, że to będzie ciężkie dla nich obojga, ale w końcu muszą zacząć ze sobą jakoś żyć, zwłaszcza, że z każdym z nich wiążę jakieś relacje i oboje są dla mnie w jakimś stopniu ważni. Pewnie niektórzy pomyśleliby, że jestem egoistką i chcę tego dla własnego dobra, lecz wcale tak nie jest. To będzie lepsze wyjście dla nich obojga, ponieważ kiedy zakopią topór wojenny, to jest większe prawdopodobieństwo, że nie dojdzie pomiędzy nimi do sytuacji w której oboje zaczęliby okazywać sobie agresje oraz krzywdzić siebie nawzajem, a wiem, że wiele razy doszło między nimi do bójki.
Ostrożnie podnoszę koc z podłogi i przykrywam nim prawie nagie ciało chłopaka, podnoszę także jego ubrania rozrzucone na dywanie i odkładam je na fotel. W pewnym momencie zauważam, że telewizor jest wyłączony, co oznacza, że Louis musiał go zgasić, kiedy się obudził. Najwyraźniej zmieniające się co chwilę obrazy musiały mu przeszkadzać w jego wypoczynku.
Po cichu udaję się do kuchni, włączam czajnik elektryczny i sypię dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej do kubka.
Jutro Paula ma przyjechać, z czego bardzo się cieszę. Strasznie się za nią stęskniłam przez te kilkanaście dni. Chcę jej tyle powiedzieć o Harry'm, o Louis'ie i przede wszystkim o mnie. Tyle się wydarzyło przez jej nieobecność i zmierzam jej to, wszystko wyznać. Chcę, żeby wiedziała.
Kiedy woda w czajniku jest już zagotowana, zalewam kawę i dosypuję do niej łyżeczkę cukru, następnie siadam na wysokim stołku, przy blacie i biorę łyka parującego napoju.
Louis niedługo powinien się obudzić, więc wypadałoby zrobić jakieś śniadanie, o ile mam jeszcze cokolwiek innego do jedzenia oprócz płatków. Kategorycznie muszę się dzisiaj wybrać do sklepu. Fajnie by było gdyby Louis miał czas. Zrobilibyśmy zakupy, a potem moglibyśmy pójść na jakiś obiad, na lody, albo po prostu moglibyśmy spędzić miło czas w jakiś inny sposób.
Szybko dopijam kawę i zaczynam szperać w lodówce i szafkach. Postanawiam zrobić jajecznicę oraz tosty, mając nadzieję, że Louis też będzie miał na nie ochotę.

                                                                    ***

Po zrobieniu śniadania, posprzątaniu i nałożeniu wszystkiego na talerze, łykam szybko moją tabletkę i udaję się na górę, żeby w końcu doprowadzić swoje ciało do porządku.
Z szafy wyciągam ciemnoszarą, niezapinaną bluzę z kapturem oraz czarne rurki, następnie idę do łazienki, gdzie ubieram wszystko na siebie. Myję jeszcze zęby, czeszę włosy i robię swój, codzienny makijaż.
Gdy schodzę na dół, zauważam, że Louis'a nie ma na kanapie, koc jest złożony, a ubrania z fotela zniknęły. Biegnę ślizgając się na moich, czarnych skarpetkach, następnie wparowuję do kuchni, aby sprawdzić, czy Louis nadal tutaj jest. Oddycham z ulgi, kiedy widzę chłopaka siedzącego przy stole, który wpakowuje sobie jajecznicę do buzi.
Spogląda na mnie i przeżuwając jedzenie, szeroko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam. Podchodzę do  stołu i chcę usiąść na krześle, lecz zostaję przyciągnięta i mocno przytulona przez chłopaka.
- Hej Aga. - mówi.
- Hej.
- Dzięki za jajecznicę.
- Nie ma za co. - mówię. - Myślałam, że już poszedłeś. - dodaję i odrywam się z uścisku.
- Nie wyszedłbym bez pożegnania głuptasie. - mierzwi ręką moje włosy i z powrotem siada przy stole, więc robię to samo.
- Wiem. - zaczynam chichotać i kręcić głową na własną głupotę, następnie odgryzam kawałek, jeszcze ciepłego tosta z masłem.
- Mam dzisiaj cały, wolny dzień. - oznajmia, patrząc na mnie swoimi, niebieskimi oczami. - Może porobimy coś ciekawego, albo pojedziemy gdzieś na miasto. - proponuje, a ja uśmiecham się do niego najszerzej jak mogę, dając mu do zrozumienia, że się zgadzam.
- Moglibyśmy przy okazji pojechać na zakupy? - pytam, nabierając jajecznicę na widelec. - Jutro Paula przyjeżdża i muszę uzupełnić lodówkę. - dodaję i wkładam jedzenie  do buzi.
- Pewnie. - mówi. - Mam rozumieć, że wszystko u niej w porządku? - pyta i patrzy na mnie wyczekująco.
- Tak, teraz tak. - posyłam mu mały uśmiech,  następnie zabieram się za jedzenie.

                                                                    ***

Po skończonym posiłku, Louis bierze prysznic, a ja sprzątam po śniadaniu, wkładając brudne naczynia do zmywarki.
Cieszę się, że jednak spędzę ten dzień z Louis'em. Uwielbiam go oraz spędzać z nim czas, bo wiem, że zawsze mnie rozśmieszy, że nie będzie z nim nudy oraz, przede wszystkim, czuję się z nim bezpiecznie. Od TAMTEGO momentu, nigdy nie wyszłam na miasto, ani nie oddalałam się zbytnio od domu sama, zawsze musiał być ze mną ktoś z kim czułam się choć trochę bezpiecznie.
Zamykam zmywarkę i włączam jej zasilanie, następnie udaję się na górę do mojego pokoju po pieniądze oraz telefon, na którym sprawdzam godzinę. 08.47. Włączam jeszcze wczorajszą wiadomość od Harry'ego i ponownie czytam.
Może też powinnam do niego napisać? Nie mam pojęcia gdzie on jest, co robi, kiedy się zobaczymy. W sumie to sama nie wiem, może jeszcze spać, albo robić coś ważnego, w końcu nie mam pojęcia o jego, teraźniejszym życiu, nie mam pojęcia co robi, czym się zajmuje. Oczywiście oprócz walk i treningów. Ale myślę, że napisanie do niego jest dobrym pomysłem. Chociażby dlatego, żeby pokazać mu, że o nim myślę tak jak Harry zrobił to wczoraj, co było naprawdę miłe, kochane i bardzo mnie ucieszyło oraz zaskoczyło.
Siadam na łóżku, krzyżuję nogi na materacu i zaczynam stukać w szklaną klawiaturę, naciskając na poszczególne literki.

Dzień dobry Harry. Wszystko u ciebie w porządku?

Wysyłam wiadomość i chowam telefon do kieszeni, jak i portfel z pieniędzmi, następnie wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Woda w łazience przestała lecieć, co oznacza, że Louis powinien zaraz stamtąd wyjść. Siadam na kanapie w salonie i krzyżuję na niej nogi.
Mam nadzieję, że Harry ucieszy się z mojej wiadomości i doceni mój gest, tak samo, jak ja jego. Mam także nadzieję, że odpisze, ponieważ chciałabym wiedzieć co u niego słychać i czy wszystko u niego w porządku.
Słyszę jak Louis schodzi po schodach, więc podnoszę się z kanapy i poprawiam swoją bluzę, obciągając ją za swoje pośladki. Chłopak wchodzi do salonu i spogląda na mnie z lekkim uśmiechem.
- Gotowa? Możemy jechać? - pyta, a ja odwzajemniam uśmiech i lekko kiwam głową.
Udajemy się do korytarza, gdzie ubieram swój płaszcz, a Louis kurtkę, oraz wciągam swoje, czarne adidasy na nogi. Wychodzimy z mieszkania i zamykam drzwi na klucz, który chowam do tylnej kieszeni spodni, następnie udajemy się do samochodu. Kiedy Louis odpala samochód, ja zapinam pas i poprawiam się na fotelu.
- To co robimy najpierw? - pytam, w trakcie kiedy chłopak patrzy w tylne lusterko, kiedy wycofuje z betonowego podjazdu.
- Może najpierw pójdziemy na te zakupy? - proponuje. - Schowamy torby do bagażnika i będziemy mieć to z głowy. Potem możemy gdzieś iść. - dodaje, wyjeżdżając samochodem na ulicę.
- To dobry pomysł. - mówię i uśmiecham się do niego, co odwzajemnia.
Nagle czuję wibracje w przedniej kieszeni moich rurek, więc szybko wyciągam urządzenie i włączam wyświetlacz, na którym widnieje żółta koperta. Bez zawahania klikam na nią.

Ta. A u ciebie? 

Lekko uśmiecham się kiedy czytam te słowa. Cieszę się, że jednak odpisał.

U mnie też wszystko dobrze. 

Odpisuję krótko i kładę telefon na kolanach, myśląc, że nastał koniec naszej, krótkiej konwersacji, lecz dosłownie kilka sekund później, urządzenie znowu wibruje. Ponownie biorę je do ręki i wchodzę w wiadomości.

Co robisz? 

Nie sądziłam, że będzie zainteresowany co aktualnie robię. Ale cieszy mnie, że go to obchodzi.

Jadę na zakupy. 

Wysyłam wiadomość i nie odkładając telefonu, czekam, aż Harry odpisze. Kiedy telefon wibruje, odblokowuje go i sprawdzam wiadomość.

Sama? 

Mimo, że zaskoczyło mnie jego, krótkie pytanie, to cieszę się, że Harry'ego martwi to, czy będę samotnie włóczyć się po mieście.
- Piszesz z Harry'm? - z moich rozmyślań wyrywa mnie Louis.
- Tak. - mówię i spoglądam na niego. - A co?
- Nic. Po prostu się pytam. -  uśmiecha się, co odwzajemniam.
- Mam go od ciebie pozdrowić? - żartuję, próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Chyba oszalałaś. - prycha śmiechem. - Mówiąc, że się z nim dogadam, nie miałem na myśli, że będę go pozdrawiać, czy życzyć miłego dnia. - dodaje, a ja kręcę głową i odwracam głowę do telefonu, żeby odpisać Harry'emu.

Jestem z Louis'em. 

Wysyłam wiadomość i wyłączam wyświetlacz.
Szczerze mówiąc, to pisząc do niego, nie sądziłam, że może się z tego rozwinąć jakaś dłuższa konwersacja, ale cieszę się z tego, że utrzymujemy ten kontakt przez telefon. Może dlatego, że na chwilę obecną, innego sposobu nie ma.
Kiedy Louis parkuje przed wielką galerią, szybko wkładam kaptur na głowę, następnie wysiadamy z samochodu i zaczynamy kierować się w stronę pokaźnego budynku. Ta galeria jest o wiele większa, niż ta, do której zabrał nas Matt, chociaż tamta też nie była małych rozmiarów. Ale dlaczego ja się dziwię. W końcu to Londyn.
Gdy wchodzimy do środka, przez rozsuwane drzwi, w nasze ciała uderza przyjemne, ciepłe powietrze, co jest sprawką klimatyzacji. Rozpinam płaszcz i ściągam kaptur, a Louis ściąga kurtkę i wkłada  ją sobie pod pachę. Lekko mnie zaskakuje, kiedy opiekuńczo obejmuje moje plecy swoim ramieniem, prowadząc w stronę jakiegoś sklepu spożywczego. Przekraczamy szklane, automatycznie otwierane drzwi i od razu bierzemy czerwone koszyki do ręki.
- Też robisz zakupy? - pytam Louis'a, który nadal obejmuje moje plecy swoją ręką.
- Przy okazji. - mówi i mruga do mnie, na co ja się uśmiecham. - Czego konkretnie szukasz? - pyta po chwili.
- Jedzenia. - odpowiadam, a chłopak chichocze.
- Poradzisz sobie sama, czy chcesz iść ze mną po piwo? - pyta.
- Poradzę sobie. - mówię, a chłopak zdejmuje ze mnie rękę.
- Zaraz przyjdę. - mówi z lekkim uśmiechem. - Nie zgub się. - mruga do mnie i skręca w przeciwną stronę. Wchodzę pomiędzy regały i wkładam do koszyka wszystkie, potrzebne produkty. Nagle czuję wibracje mojego telefonu, więc staję pomiędzy regałami i wyciągam urządzenie z kieszeni. Włączam wyświetlacz i klikam na żółtą kopertę.

Gdzie jesteś?  

Nie wiem czy mam mu odpisać, czy nie. Wiem, że gdyby chciał, mógłby tutaj przyjechać, a tego nie chcę, ponieważ mam już plany z Louis'em na najbliższe kilka godzin. Myślę, że chłopak nie byłby zadowolony, gdybym nagle zmieniła zdanie i ,,uciekła'' z Harry'm. Z resztą to byłoby bardzo nie w porządku, a chce być lojalna wobec mojego przyjaciela.

Na zakupach. 

Odpisuję wymijająco i chowam telefon z powrotem do kieszeni. Wiem, że go to wkurzy, ale nie chcę, żeby tutaj przyjeżdżał.
Chwilę potem, po moim ciele rozlega się uporczywe wibrowanie, co oznacza, że przyszła kolejna wiadomość. Oczywiście od Harry'ego.

Nie rób jaj i napisz gdzie jesteś. 

Wywracam oczami.

Mam nadzieję, że nie masz zamiaru tutaj przyjeżdżać...?

Odpisuję i idę dalej wzdłuż regałów, aż docieram do pieczywa. Sięgam po dwa bochenki chleba oraz cztery bułki z ziarnami, które wkładam do woreczka, a następnie do koszyka.
Kolejne wibrowanie.

Chętnie. Ale nie mam czasu. 

Mam zamiar odpisywać, ale przychodzi kolejna wiadomość, oczywiście od niego.

Napiszesz w końcu gdzie jesteś? 

Nie rozumiem dlaczego chce koniecznie wiedzieć gdzie jestem, ale skoro tak bardzo chce...

Chętnie Harry, ale sama dokładnie nie wiem gdzie jestem. Louis zabrał mnie do jakiejś, wielkiej galerii, a teraz jestem w sklepie spożywczym.  

Nie wiem, czy takiej odpowiedzi oczekiwał, ale jest ona całkowicie szczera, bo sama nie mam pojęcia gdzie dokładnie jestem.

Za to ja wiem gdzie jesteś. 

Wywracam oczami.

Musisz być taki uparty? 

Odpisuję szybko i trzymając włączony telefon, skręcam do stoisk z owocami i warzywami. Biorę kilka bananów, jabłek, pomarańczy oraz parę innych owoców z jednego stoiska, a z drugiego sporą sałatę, pięć marchewek oraz pomidora i ogórka, następnie zaczynam kierować się do chłodziarek z produktami mlecznymi.
Telefon zaczyna wibrować mi w ręce, więc spoglądam na jego wyświetlacz.

Muszę kochanie. 
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Jeśli zobaczę tutaj 5 komentarzy, od razu wstawiam kolejny rozdział. (Muszę w końcu jakoś nadrobić te 5 rozdziałów, a jak nie, to będzie za tydzień. Ale wiem, że was stać na te 5 komentarzy ;)) Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Do następnego kochane :D