25.01.2016

Rozdział 25

                                                      *Oczami Agaty*

Budzę się i otwieram moje, leniwe powieki. Od razu w moje nozdrza uderza bardzo intensywny zapach naleśników i masła orzechowego.
Siadam na łóżku i spoglądam na puste miejsce obok mnie, przypominam sobie, że Harry został na noc. Teraz pewnie robi śniadanie.
Przypominam też sobie co stało się w środku nocy. Ten, cholerny sen i zaśnięcie w ramionach Harry'ego.
Opadam z powrotem na poduszkę.
Sposób w jaki on mnie przytulał... miałam wrażenie jakby chciał to, wszystko ode mnie zabrać, ten cały ból, wszystkie, złe wspomnienia i... pomogło, to mi naprawdę pomogło. Jestem mu bardzo wdzięczna, że okazał mi tyle czułości i wsparcia.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy. Tradycyjnie wyjmuję z niej czarne rurki, luźną koszulkę, wyciągam jeszcze z szuflady skarpetki.
- Zrobiłem śniadanie. - słyszę głos Harry'ego. - Będziesz jadła? - odwracam głowę w stronę drzwi i widzę jego, wysoką sylwetkę, opierającą się o ich framugę. Nadal jest w samych bokserkach.
Czasem zadziwia mnie to, że on ani trochę nie krępuje się chodzić przy mnie w samej bieliźnie. Wiem, że Harry nie należy do tych wstydliwych, ale ja zapewne spaliłabym się z upokorzenia.
- Tak, ale najpierw chcę się ubrać. - lekko się do  niego uśmiecham. Idę w stronę wyjścia z mojego pokoju i chcę minąć go w drzwiach, lecz jego ręka ląduje na moim nadgarstku.
- Wszystko w porządku? - spoglądam na niego. Harry uważnie ilustruje moje oczy, jakby chciał wyszukać czegoś, co mogłoby go zaniepokoić.
- Tak. - mówię z przekonaniem. Chłopak jeszcze przez chwile wpatruje się w moje oczy, zanim puszcza mój nadgarstek.
Udaję się do łazienki i ubieram się w rzeczy, które sobie wcześniej wybrałam.
Jego zachowanie mnie zdziwiło. Chyba naprawdę przejął się  tym, moim koszmarem. Nadal mi wstyd, że musiał na to, wszystko patrzeć. Doskonale wiem jak zachowuję się podczas takich, złych snów.
Spoglądam w lustro. Nie wyglądam źle tak jak myślałam, ale też nie jest zbyt dobrze. Moje oczy są nieco zaczerwienione i podpuchnięte, a włosy potargane.
Porządnie wyczesuję moje, brązowe fale, następnie robię kreski eyelinerem tuż przy linii rzęs, oraz dosyć mocno tuszuję górne rzęsy. Nakładam jeszcze odrobinę kremu na moje worki pod oczami i szczotkuję zęby.
Wychodzę z łazienki i od razu udaję się na dół do kuchni, gdzie zdaje się, czeka na mnie Harry. Kiedy wchodzę do pomieszczenia, widzę chłopaka siedzącego na wysokim stołku, bawiącego się widelcem. Wyglądana to, że czekał aż przyjdę, to miłe z jego strony. Uśmiecham się sama do siebie.
Harry spogląda na mnie, a ja lekko się do niego uśmiecham.
Podchodzę do szafki, dyskretnie wyciągam z niej tabletkę, następnie wsadzam do buzi i popijam wodą. Siadam na taborecie, który znajduje się tuż obok Harry'ego i na nim siadam.
- Dlaczego wzięłaś tabletkę? - pyta nieco zdziwiony.Czyli mimo moich starań, jednak widział tabletkę.
- Muszę połykać je rano. - odpowiadam i biorę widelec do ręki.
Wolałabym uniknąć tematu mojej choroby, ale najwyraźniej się nie da.
- Jesteś na coś chora? - w jego głosie słyszę zaniepokojenie.
- To nic poważnego - odkrajam kawałek naleśnika z masłem orzechowym i wsadzam sobie do buzi.
- Co? - naciska.
- Niedoczynność tarczycy. - wzdycham. - Mam to od dziecka. - dodaję i kroję następny kawałek.
Jak byłam młodsza, przez tą chorobę miałam kilka kilo więcej, nie czułam się z tym zbyt dobrze. Ale teraz jest już w porządku, całe szczęście.
- Nie wiem co to. - wzrusza ramionami i wkłada sobie ogromny kawałek placka do ust.
- Jak już mówiłam, nic poważnego. - mówię. - To miłe, że zrobiłeś śniadanie i na mnie poczekałeś. - uśmiecham się lekko do niego. - Gdzie nauczyłeś się gotować? - pytam, gryząc naleśnika.
Jego szczęka się zaciska, a wzrok spuszcza na talerz.
- Sam. - mówi krótko i zaczyna grzebać widelcem w jedzeniu.
Wiem, że nagła zmiana jego nastroju jest przez moje pytanie, ale nie rozumiem tego. Czyżby kwestia umiejętności kucharskich Harry'ego miała coś wspólnego z jego problemem?
Zerkam na niego kątem oka. Tępo patrzy w talerz, lecz po chwili przeczesuje swoje,bujne loki i odrzuca do tyłu.
- Jadę dzisiaj na siłownie, jedziesz ze mną? - pyta i bierze kawałek naleśnika do buzi.
Szczerze mówiąc, chętnie pojechałabym na tą siłownie, ale nie wiem ile to zajmie, a przecież jestem umówiona na piętnastą z Jakie'm. Nie jestem pewna czy powiedzieć o nim Harry'emu czy może jednak nie. Nie mam pojęcia jak zareaguje.
- Nie mogę. - Harry odwraca głowę w moją stronę i patrzy na mnie z zdziwieniem. Chyba spodziewał się, że się zgodzę.
- Czemu?
- Spotykam się z kimś. - odrywam wzrok od jego, zielonych oczu i spoglądam na talerz, na którym są jeszcze dwa naleśniki. Całe szczęście, jestem głodna i będę w stanie je zjeść.
- Z Louis'em? - pyta nieco gniewnie. Nawet kiedy wymawia jego imię, czuję, że go nienawidzi.
Wzdycham.
- Nie. - odpowiadam.
- To z kim?
- Poznałam go wczoraj w sklepie, jest w porządku. - mówię z przekonaniem.
- Mam rozumieć, że spotykasz się z obcym kolesiem. - stwierdza ze złością w głosie.
- To miły chłopak. - spoglądam na jego, zaciśniętą szczękę.
Nie mam pojęcia dlaczego on się tak tym irytuje. Przecież mam prawo poznawać nowych ludzi i zawierać znajomości, poza tym to nie jego sprawa z kim się spotykam.
- Tutaj każdy może być miły, a potem okazać się zwykłym skurwielem. - mówi najspokojniej  jak może, ale słychać napięcie w jego tonie.
Widzę, że stara się zachować spokój, i doceniam to.
- Masz rację, może. Ale myślę, że on taki nie jest i trzeba dać mu szansę. - oczy chłopaka robią się prawie całe czarne.
- To kurewsko nieodpowiedzialne. - mimo, że stara się tego nie pokazywać, to wiem, że jest wściekły. Jego pięści są tak mocno zaciśnięte, że kostki zrobiły się całe, białe, a zazwyczaj zielone tęczówki pokrywa czarna źrenica.
Nie rozumiem, dlaczego on jest aż tak wściekły.
Wraca do jedzenia śniadania, a ja robię to samo.
Mam nadzieję, że pojedzie jednak na siłownie i nie będzie mnie śledził, bo doskonale wiem, że na pewno chodzi mu to po głowie.
Chłopak kończy jeść i z hukiem wrzuca talerz do zlewu, odwracam się i patrzę czy czasem go nie potłukł, na szczęście nie.
Harry wychodzi z kuchni, a po chwili  słyszę, że wchodzi po schodach na górę.
Wiem, że nieźle się wkurzył na wieść o moim spotkaniu, ale ja i tak nie zmienię zdania. Myślę, że Jake jest naprawdę w porządku, ale nadal nie jestem pewna, czy spotkanie z nim to dobry pomysł. Może dlatego, że domyślam się, że wpadłam mu w oko.
Po kilku minutach kończę jeść naleśniki i wkładam talerz do zlewu, następnie kieruję się na górę.
Słyszę puszczanie  wody w  łazience, co oznacza, że Harry bierze prysznic. Wchodzę do mojego pokoju, biorę telefon do ręki i go włączam. Mam jedną wiadomość, więc na nią klikam.
,,Dzisiejsze spotkanie aktualne? - Jake'' 
Nieco się waham, wciskając małe literki na dotykowej klawiaturze, a jeszcze bardziej przy wysyłaniu krótkiej wiadomości o treści ,,Tak''.
Wiem, że mu się spodobałam, więc muszę dać mu w jakiś sposób znać, że nie może oczekiwać ode mnie na nic więcej niż koleżeństwo, czy przyjaźń. Wiem, że większość osób pewnie pomyślałaby, że jestem głupia myśląc o nim w taki sposób. Ale ja jeszcze nie chcę być w związku, nie jestem na to gotowa... do tego jeszcze ta moja fobia.
Opadam plecami na łóżko.
Im więcej o tym myślę, to nabieram coraz większych wątpliwości co, do spotkania z nim. Ale nie chcę tego odwoływać, bo byłoby to z mojej strony bardzo nieuprzejme.
Słyszę jak Harry wchodzi do pokoju, podnoszę się do pozycji siedzącej i spoglądam na niego.
Jest już ubrany w to, co miał na sobie wczoraj, a jego włosy są całe mokre. Podchodzi do łóżka i siada obok mnie, następnie zerka na mnie.
- Nadal nie zmieniłaś zdania. - w jego głosie słyszę coś dziwnego, coś, co mnie niepokoi. Mimo to, niepewnie kiwam głową.
Czuję wibracje mojego telefonu, który znajduje się tuż obok. Już chcę wyciągać po niego dłoń, lecz ręka Harry'ego podnosząca  urządzenie, krzyżuje mi moje plany.
- Harry, oddaj. - mówię i chcę wyrwać mój telefon, który znajduje się w jego wielkiej ręce, lecz on podnosi rękę do góry, żebym nie mogła go dosięgnąć. - Harry. - krzyżuję ręce i podnoszę na niego brew. Na jego twarzy, pojawia się delikatny, rozbawiony uśmieszek, ale po chwili znika. Chłopak  wstaje i zaczyna grzebać w moim telefonie, marszczy brwi i zaczyna czytać nasze wiadomości.
On jest po prostu  bezczelny.
Staję na łóżku i podchodzę do  niego, chcąc odebrać mu telefon, lecz on odwraca się do mnie plecami i odchodzi kilka kroków od łóżka, nadal grzebiąc w mojej komórce.
- Harry, oddawaj mój telefon. - fukam, już nieźle rozzłoszczona. Nagle chłopak podchodzi do mnie i łapie za moją kostkę, pociągając za nią, tak, że upadam plecami na materac. Zanim zdążam się podnieść, Harry wchodzi na mnie i przyciska moje ciało swoim.
Czuję jak wsadza mi moją komórkę do przedniej kieszeni spodni, czym jestem zaskoczona. Przybliża swoją twarz do mojej i intensywnie spogląda w moje oczy,
- Obyś tego nie żałowała. - nagle ze mnie wstaje, następne słyszę tylko jak drzwi od mojego pokoju się zamykają.
Zamykam oczy i staram się uspokoić swoje myśli.


                                                     *Oczami Louis'a*

Budzę się i przez kilka minut leżę, żeby się rozbudzić.
Kurwa, nie mogłem wczoraj spać i zasnąłem około pierwszej, czuję, że wyglądam jak gówno.
Słyszę trzaskanie drzwi frontowych, a po chwili zamykanie drzwi od jakiegoś pokoju na tym piętrze.
Pewnie Harry już wrócił do domu. Pojechał gdzieś wczoraj wieczorem i nie wrócił na noc. Mam tylko nadzieję, że nie był u Agi... z resztą nawet jakby był, to co z tego? Wiem, że ona polubiła i zrozumiała go w jakiś sposób i skoro chce się z nim zadawać, to ja nie mogę mieć na to wpływu. Chociaż wolałbym, żeby trzymał się od niej z daleka.
Sam nie wierzę, że tak myślę, ale... zrozumiałem to, po długim zastanawianiu się nad tą sprawą, oraz kilku rozmowach z Joseph'em.
Wczoraj, wieczorem chciałem nawet jechać do Agi i z nią porozmawiać i wszystko wyjaśnić, ale coś mnie przed tym powstrzymało, pewnie to, że podejrzewałem, że zastanę u niej Harry'ego, a nie chciałem zobaczyć tego widoku.
Stęskniłem się za nią przez te kilka dni i chciałabym, żeby pomiędzy nami było już wszystko w porządku i z nią porozmawiać. Nie mogę się na nią dłużej gniewać. To wspaniała dziewczyna i nie chciałbym niszczyć naszej przyjaźni.
Wstaję z wyra i wychodzę z pokoju, kierując się w stronę kibla, lecz drogę zagradzają mi drzwi, które nagle się otwierają, niemal we mnie uderzając.
- Uważaj kurwa. - fukam na Harry'ego, który wychodzi z pokoju, trzymając w swoich rękach stertę ubrań. - Wreszcie się stąd wynosisz? - uśmiecham się złośliwie.
Nie mogę się powstrzymać przed wkurwianiem tego chuja.
- Nie twój, pierdolony interes. - syczy przez zęby i mija mnie, szturchając ramieniem. Czyli jego, typowa reakcja na moje dogryzanie.
To, że postanowiłem wybaczyć Adze, nie znaczy, że zmieniam co do niego zdanie. Nadal jest takim, samym chujem, jakim był wcześniej, i nadal go nienawidzę.
Wchodzę do łazienki i szybko załatwiam swoje sprawy, następnie z niej wchodzę i idę z powrotem do swojego syfu, zwanego, moim pokojem. Podchodzę do szafy i wyciągam z niej czarne dresy, biały podkoszulek oraz szarą bluzę. Błyskawicznie ubieram wszystko na siebie i kładę się z powrotem na wyrze. Chętnie bym sobie jeszcze pospał, ale nie mogę.
Biorę telefon i sprawdzam godzinę 11.23.
Chcę dzisiaj jechać do Agi i wyjaśnić z nią wszystko, ale nie mogę siedzieć za długo. Rodzice zaprosili mnie na obiad na 15.00, na który kurewsko nie chce mi się jechać. Ale dosyć dawno ich nie widziałem, z resztą tam ma być też moja siostra, więc wypadałoby tam wpaść.
Wstaję z łóżka, wkładam telefon, klucze od samochodu i portfel do kieszeni spodni i wychodzę z pokoju. Idę na dół, do korytarza, ubieram kurtkę i buty, następnie wychodzę z domu.
Po kilku chwilach siedzę już w samochodzie i ruszam w stronę domu mojej przyjaciółki.

                                               
                                                        *Oczami Agaty*

Leżę w tej samej pozycji, z zamkniętymi oczami już od dobrych kilku minut.
Myślałam, że po naszej, wczorajszej rozmowie, Harry będzie mniej tajemniczy, ale się myliłam, bo jest jeszcze gorzej. Kompletnie nie rozumiem co on chce zrobić w związku z tym moim spotkaniem z Jake'iem, ale wiem, że on coś kombinuje. Więc będę musiała uważać.
Nie rozumiem także tego, że Harry, aż tak wściekł się na wieść o moim spotkaniu. Przecież to nic złego, mam prawo zawierać nowe znajomości, a on nie ma prawa się w to wtrącać.
Wyciągam mój telefon z kieszeni i sprawdzam wiadomość od chłopaka, którą Harry niestety zdążył już przeczytać.
,,To świetnie xxx'' wyłączam telefon, zerkając, która godzina 11.36.
Słyszę dzwonek do drzwi, więc zrywam się z łóżka i wychodzę z pokoju.
Nie mam pojęcia kto to może być, nie spodziewam się nikogo.
Gdyby to był Harry, raczej nie fatygowałby się z dzwonieniem, tylko wprosiłby się bez żadnych ostrzeżeń.
Podchodzę do drzwi i lekko je uchylam, czuję jak moje oczy się rozszerzają, kiedy zauważam Louis'a, który stoi naprzeciwko mnie lekko się do mnie uśmiecha.
Nie spodziewałam się, że tutaj przyjedzie, ale cieszę się, że go widzę po tylu dniach.
Wygląda na nieco zmęczonego.
- Mogę wejść? - pyta, wyrywając mnie tym z osłupienia jego osobą.
Kiwam głową i otwieram drzwi na tyle, żeby mógł wejść do środka, następnie je zamykam i  odwracam się w stronę chłopaka.
- Louis ja...
- Posłuchaj mnie. - przerywa mi. - Przyjechałam tutaj, bo chcę, żeby pomiędzy nami wszystko było w porządku. Nadal chcę się z tobą przyjaźnić... pomiędzy nami nic się nie zmieniło. - mówiąc to, intensywnie patrzy się w moje oczy. - Ale chcę żebyś od teraz zawsze była ze mną szczera, żebyś mnie już więcej nie okłamywała ani nic nie ukrywała. - robi krok w moją stronę.
- Obiecuję... obiecuję, że nigdy więcej cię nie okłamię,nigdy nic nie ukryję. - mówię drżącym głosem.
Nie do końca wiem dlaczego jego słowa zrobiły na mnie takie wrażenie, że się wzruszyłam.  Może dlatego, że nadal chce się ze mną przyjaźnić, że jednak mi wybaczył. Wiem, że to musiało być dla niego trudne, w końcu oszukałam go.
Louis rozchyla swoje ramiona, a ja w nie wpadam.
Stęskniłam się za nim jak cholera. To, że pomiędzy nami jest już wszystko w porządku, strasznie mnie cieszy.
- Przepraszam, że tak wtedy zareagowałem... w zasadzie nie zareagowałem. - słyszę nutkę zdenerwowania w jego wesołym głosie.
- Nie musisz przepraszać, rozumiem to. - lekko się śmieję. - Cieszę się, że tu jesteś. - mówię, wtulając się w jego ramię.
- Ja też. - mocniej ściska moje plecy. - Tęskniłem. - dodaje po chwili. Na jego słowa, moje kąciki ust lekko się podnoszą.
- Ja za tobą też. - mówię.
Po chwili odsuwamy się od siebie i szeroko się uśmiechamy.
- Chcesz się czegoś napić, albo coś zjeść? - pytam, machając ręką w stronę kuchni.
- Przykro mi, ale jadę do rodziców na obiad i pewnie zostanę tam na noc, więc muszę się spakować. - uśmiecha się pocieszająco. - Ale jak jutro wrócę, to przyjadę do ciebie wieczorem.
- W porządku. - mówię.
Ponownie obejmuje swoimi ramionami  moje plecy i mnie do siebie przytula.
Brakowało mi tych, jego, silnych przytulasów, które niejeden raz potrafiły mnie pocieszyć.
- Muszę już jechać. - czuję jak cmoka mnie w czubek głowy.
- Rozumiem. - mówię.
Odsuwamy się od siebie, a Louis od razu podchodzi do drzwi.
- Pa. - mówię.
- Pa. - chłopak się uśmiecha i wychodzi z domu, zamykając drewnianą powłokę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
To już 25 rozdział :OOOO!!!! Mam nadzieję, że podoba wam się równie jak poprzednie. <3333 Uwielbiam was i  do następnego :))))) <333

20.01.2016

Rozdział 24

                                                       *Oczami Agaty*

- D...dobrze. - wyduszam, a w jego oczach pojawiają się małe, skaczące iskierki. Mimo moich, licznych obaw, coś podpowiada mi, że powinnam przystać na jego prośbę i po prostu mu zaufać. Nie wiem dlaczego tak myślę. - Harry ja...
Przerywają mi jego usta, które wpijają się w moje i zaczynają je mocno i stanowczo muskać, lecz czuję w tym coś innego, coś, czego jeszcze nigdy nie czułam kiedy wargi tego, tajemniczego chłopaka, muskały moje. Po chwili oszołomienia i z dezorientowania, odwzajemniam pocałunek i po kilku sekundach znajduję się przyparta do ściany ciałem Harry'ego, a pocałunek cały czas się pogłębia i staje się coraz bardziej natarczywy. Ręce chłopaka lądują na moich plecach, wręcz przyciskając moje ciało do swojego.
To uczucie znowu wdziera się do mojego umysłu, to uczucie, które czuję zawsze, kiedy jestem blisko niego. Moje serce zaczyna obijać się o żebra, znajdujące się w mojej klatce piersiowej.
Odrywam swoje usta od jego i odwracam głowę, żeby nie mógł znowu mnie pocałować.
- Harry, musimy zwolnić. - mówię cicho. - Nie możemy się cały czas całować. - dodaję.
Moim zdaniem, najpierw musimy się bardziej poznać, żeby dalej to kontynuować, zwłaszcza, że to, co jest pomiędzy nami, chyba jednak coś znaczy. Myślę, że trzymanie się na dystans to najlepsze rozwiązanie w tym przypadku.
- Rozumiem. - odpowiada.
Zdziwił mnie, tym, że na to przystał,ale też ucieszył.
- Muszę wziąć prysznic. - kładę ręce na jego torsie, żeby go od siebie odepchnąć, lecz on ani drgnie. - Harry. - mówię.  
Muszę jak najszybciej przemyśleć sobie to, co przed chwilą po między nami zaszło. A jedyny pomysł jaki przychodzi mi teraz do głowy, to wzięcie prysznica, nawet kiedy jest na to zbyt wcześnie.
- Mogę zostać na noc? - pyta, ilustrując mnie wzrokiem.
- Tak. - odpowiadam, po chwili namysłu.
Wiem, że gdybym się nie zgodziła, zapewne upierałby się, żeby zostać. Z resztą dałam mu szansę, i chcę się przekonać, czy faktycznie ją wykorzysta. Sądzę, że zostanie Harry'ego na noc, to idealna szansa, żeby to sprawdzić.
- Możesz mnie już wypuścić?
Chłopak niechętnie odsuwa się ode mnie, a ja rozbieram płaszcz i odwieszam na wieszak. Ściągam jeszcze buty i idę na górę. Słyszę za sobą powolne kroki Harry'ego, oraz jego wzrok na moich plecach, lecz to ignoruję.
Podchodzę do szafy, wyciągam z niej jakąś, luźną koszulkę, krótkie spodenki, oraz dyskretnie wyciągam z szuflady czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki, mijając Harry'ego w drzwiach. Rozbieram się i wchodzę do szklanej kabiny.
Jasna cholera.
To, co się tam wydarzyło... nigdy był nie przypuszczała, że Harry będzie ze mną taki szczery i będzie mi mówił takie rzeczy. Pomiędzy nami miało być wszystko skończone... no właśnie ,,miało''. Wygląda na to, że ani Harry, ani... ja, tego nie chcemy. Dopiero teraz doszłam do wniosku, że to, co mu powiedziałam było jednym, wielkim błędem. Przecież pomiędzy nami zbyt dużo się wydarzyło, żeby to wszystko od tak skończyć. Te, wszystkie rozmowy, pocałunki, spędzony razem czas, wyjawienie mojego sekretu, to poszłoby na marne.
Głośno wzdycham.
 Mam nadzieję, że po tym, Harry chociaż trochę zmieni swoje postępowanie wobec mnie. Myślę, że to, co mu dzisiaj powiedziałam, w jakiś sposób do niego przemówiło. Chociaż dobrze wiem, że z nim nigdy, nic nie wiadomo.
Słyszę pukanie do drzwi od łazienki.
- Długo jeszcze? - słyszę jego, przytłumiony przez wodę głos.
- A co? - pytam.
- Chce mi się lać. - wywracam oczami.
Mimo wszystko zakręcam wodę i wychodzę z kabiny. Owijam się w ręcznik i szybko ubieram przygotowane wcześniej ubrania. Myję jeszcze zęby, czesze swoje mokre włosy i otwieram drzwi od łazienki, a moim oczom ukazuje się wysoka sylwetka chłopaka.
- Mogę wziąć prysznic? - pyta, a ja kiwam głową.
Wchodzę do swojego pokoju i biorę swój telefon z łóżka. Jest 19.04.  Za wcześnie żebym położyła się spać, poza tym zupełnie nie czuję zmęczenia.
Przypominam sobie, że w korytarzu zostawiłam moje lampki, które dzisiaj kupiłam.
Myślę, że zawieszę je dzisiaj zanim pójdę spać. Mam dosyć tej, mojej lampki.
Idę na dół do korytarza, wyciągam małe pudełko z worka i udaję się z powrotem na górę do swojego pokoju. Wypakowuje małe światełka z pudełka, następnie staję na łóżku i zaczepiam o wezgłowie mojego łóżka. Układam je jakoś sensownie i oddalam się nieco, żeby zobaczyć jak efekt końcowy wygląda z daleka. Myślę, że jest w porządku.
Odchylam kołdrę i kładę się na miękkim materacu, następnie biorę telefon z szafki i spoglądam na jasny wyświetlacz, mam jedną wiadomość od nieznanego numeru. Naciskam na nią i czytam.
,,Może spotkalibyśmy się jutro o 15.00 przy tym sklepie, w którym pracuje. Poszlibyśmy na kawę, czy jakiś obiad? - Jake xxx''
,,Z miłą chęcią. xx'' odpisuję krótko.
Mam nadzieję, że chodzi mu tylko o koleżeńskie spotkanie, a nie o randkę, czy coś w tym stylu. Wiem, że wpadłam mu w oko, ale mam nadzieję, że nie bierze mnie na poważnie.
,,To widzimy się jutro ;)'' po przeczytaniu wiadomości, chowam telefon pod poduszkę i rozglądam się po pokoju
Te lampki były bardzo dobrym pomysłem, nie świecą za mocno, ani nie dają zbyt jasnego światła. Idealnie oświetlają całe pomieszczenie. Jestem z siebie dumna.
Drzwi od mojego pokoju się otwierają, spoglądam w tamtą stronę i widzę Harry'ego w samych bokserkach i mokrych włosach. Krople wody osadziły się na jego ciele, a w świetle lampek wyglądają jak małe, niebieskie diamenciki.
- Już kładziesz się spać? - pyta i siada na łóżku obok moich nóg.
- Nie, po prostu sobie leże. - mówię cicho i mocniej otulam się kołdrą.
- Mogę z tobą? - pyta i spogląda na mnie.
Jestem nieco zaskoczona, ale lekko kiwam głową. Chłopak wstaje, okrąża łóżko i odchyla kołdrę, a ja przesuwam się do brzegu, żeby z robić mu miejsce. Czuję jak materac zapada się pod jego ciałem, a ciepło bijące od niego przebija się przez kołdrę, muskając moją skórę.
Kładę się na wznak i odwracam głowę w jego stronę. Położył się na plecach i podłożył sobie ręce pod głowę.
Nie wiem dlaczego, ale cieszę się, że tu jest. Wiem, że to głupie, ale czuję się dobrze w jego towarzystwie, nie wiem, czy mogę to tak nazwać, ale wręcz... bezpiecznie.
- Przepraszam, że byłem takim chujem. - spogląda na mnie. - Chcę to zmienić. - mówi.
Czuję jak moje serce zaczyna szybciej bić.
- Naprawdę? - pytam cicho i spoglądam na jego, rozświetloną w blasku lampek twarz.
- Tak. Mówiłem ci, że zależy mi na naszej znajomości. - odgarnia mokre włosy z swojego czoła i lekko się uśmiecha, minimalnie pokazując swoje dołeczki, których jeszcze nigdy na oczy nie widziałam. Nie wiedziałam nawet, że on ma dołeczki w policzkach.
- Masz dołeczki. - odwracam się na bok, tak, że jestem przodem do niego.
Jest taki przystojny. Dlaczego on nie robi tego częściej?
- Nie wiedziałaś? - pyta.
- Nie miałam okazji się dowiedzieć. - mówię i lekko podnoszę kąciki swoich ust. - Widzisz, potrafisz być miły. - mówię szeptem.
- Widzę. - wzdycha.
Czuję się nieco dziwnie, ale uwielbiam Harry'ego kiedy taki jest. Jest miły, delikatny, czuły, normalnie ze mną rozmawia. Mam tylko nadzieję, że to, jego zachowanie będzie na dłuższą mate, a nie tylko na dzisiejszy wieczór. Chciałabym także dowiedzieć się o nim trochę więcej, niż dotychczas wiem o nim, co nieco z różnych źródeł.
- Dlaczego płakałaś na mojej walce? - z moich zamyślań wyrywa mnie jego głos.
Wzdycham głęboko.
- Przez ciebie. - szepcze. - Było mi cię szkoda, jak tamten koleś ciebie bił. - mówię. Widzę jak jego ciało się napina, a oddech staje w miejscu.
- Poważnie? - pyta, nieco zdziwiony, a ja kiwam głową  i odwracam wzrok. - To moja taktyka, najpierw zmęczyć kutasa, a potem wykończyć ciosem. - tłumaczy.
- Wiem, Louis mi powiedział. - mówię.
Wzdycham na przypomnienie sobie o moim przyjacielu. Powiedziałam mu, że to co było mną, a Harry'm, nic nie znaczyło, a teraz leżymy razem w łóżku i rozmawiamy. Cholera, jak ja mu to wytłumaczę, o ile wybaczy mi tamto, co powiedziałam mu przed wczoraj.
Przygryzam wargę.
- No tak. Kumplujesz się z tym chujem. - mówi złośliwie.
- Dlaczego go tak nazywasz? - pytam.
- Nienawidzę go. - wzrusza ramionami. - On mnie też.
- Wiem o tym. - wzdycham.
Ciekawi mnie dlaczego oni aż tak się nienawidzą. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką nienawiścią, pomiędzy dwojgiem ludzi. I to mnie niepokoi.
 - Wolę ciebie takiego. - te słowa niekontrolowanie,wychodzą z moich ust. Zagryzam moją dolną niewyparzoną wargę.
- Jakiego? - brzmi na zdziwionego.
- Takiego łagodnego, miłego, delikatnego. - wyduszam, bez zastanowienia.
- Ja też siebie takiego wolę. - wzdycha. Spoglądam na niego.
- To dlaczego to ukrywasz? - pytam, jego brwi się marszczą w geście niezrozumienia. - Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu nie chcesz, żebym myślała o tobie w pozytywny sposób i widziała to co w tobie dobre. Jakbyś chciał ukryć tą, swoją lepszą stronę z jakiegoś, niewyjaśnionego powodu. - odwracam głowę, nie mając pewności, jaka będzie jego reakcja. Co jak co, ale Harry ma też tą drugą, wybuchową stronę.
- Mam kilka powodów. - próbuje się uspokoić, głęboko oddychając. - Nie chcę o tym rozmawiać. - mówi spokojnie i zamyka oczy jakby chciał odepchnąć od siebie jak najszybciej te myśli.
Postanawiam się już nie odzywać. Widzę, że coś zadręcza jego umysł po moim pytaniu, co trochę mnie martwi.
Na jego twarzy widzę jakby to, co siedzi mu w głowie, sprawiało mu niewyobrażalny ból. Przypominam sobie jego, niepokojącą rozmowę przez telefon, którą podsłuchałam kilka dni temu, przypominam sobie także to, co mówił mi Louis po rozmowie z Joseph'em, czy to jak podsłuchał kłótnie Harry'ego i Joseph'a. To, co go dręczy, musi być czymś naprawdę poważnym, czymś od czego nie może się uwolnić. Poniekąd rozumiem co on czuje.
Odwracam się do niego plecami i zamykam oczy, czuję na sobie wzrok Harry'ego, ale ignoruję to, i staram się nie myśleć już o niczym innym, tylko o przyjemnym śnie i miękkiej poduszce, na której właśnie leżę.
Po kilku minutach zasypiam.

                                                                    ***

Ręka faceta ląduje na gumce od moich majtek, zaciskam moje powieki, a łzy niemal wylewają się  z moich oczu. Jasna cholera. 
Czuję jego usta i kujący zarost na gładkiej skórze moich ud, jego rękę ściskająca moją talię, żebym się nie ruszała. Boję się, boję się jak jasna cholera. 
Jego zachłanne łapska przenoszą się na moje  piersi, ściskają je omacują, a wargi znaczą mokry ślad przez mój brzuch do jednej z nich i zaczynają ją całować i ssać jej miękką skórę. 
Nie chcę tego, nie chcę, żeby mnie dotykał. To jest okropne, naprawdę okropne, straszne i bolesne uczucie.
Jedno z jego obrzydliwych, brudnych łapsk muska moją kobiecość przez cienki materiał od majtek, co sprawia, że moje ciało automatycznie się cofa i złączam uda, lecz zostaję złapana za kostki i przyciągnięta do niego, a jego nogi rozchylają moje. Zaczynam krzyczeć, lecz moje usta zostają zaklejone taśmą, która nie chce puścić. Wygląda na to, że ostatnia deska ratunku została mi odebrana. 
Zachłanne ręce zdzierają cienki materiał z mojego ciała, co sprawia, że krzyczę i płaczę jednocześnie. Nie wierzę, że to się właśnie dzieje.
Wchodzi bardziej pomiędzy moje nogi, a ja mam ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy stamtąd nie wychodzić. On właśnie widzi mnie całą, nagą, z rozchylonymi nogami i napawa się moją krzywdą. 
Zaczynam piszczeć, kiedy jego ręka dotyka mojej kobiecości i zaczyna jeździć po wewnętrznej stronie ud. Zaczynam wierzgać, i próbuję wyrwać się od jego, obrzydliwego dotyku. Facet nie zwraca na to szczególnej uwagi, łapie za moje udo, następnie wraca do mojej kobiecości, boleśnie ją dotykając...

                                                                 ***

- Ej! - słyszę krzyk i czuję czyjeś ręce na moich policzkach oraz ucisk na udach. Po chwili oszołomienia orientuję się, że to Harry.
Otwieram oczy, co przychodzi mi z trudnością, bo są całe zalane łzami, jego kciuki przecierają moje, mokre policzki. Gdy spoglądam w jego przestraszone, zielone oczy, kolejne łzy zaczynają wylatywać z moich oczu, a chłopak obejmuje mnie swoimi, silnymi ramionami i podciąga mnie tak, że siedzę na jego kolanach. Oplatam rękami jego szyję i chowam głowę w jego umięśnione, nagie ramie. Czuję jak duża ręka zaczyna gładzić moje plecy, a druga jeszcze bardziej przyciska mnie do swojego ciała.
Dlaczego akurat teraz pojawił się ten, cholerny sen? Od dwóch dni nie śniło mi się to... okropieństwo i myślałam, że to było jedno razowe, a tymczasem wypłakuję się w ramię Harry'ego po tym, strasznym koszmarze. Tak strasznie mi wstyd za to, że musiał na to patrzeć.
Najpierw Louis, teraz Harry. Takiego pecha mogę mieć tylko ja.
Jestem też przerażona, bo ten sen był okropny, dalsza część tego, co przyśniło mi się wcześniej, dalsza część tego, cholernego zdarzenia, którego nie mogę wymazać z mojej pamięci.
Nienawidzę tego.
Harry, przytulając mnie i głaszcząc po plecach, daje mi naprawdę duże wsparcie i jestem mu za to wdzięczna, bo tego właśnie teraz, bardzo potrzebuję.
- Przepraszam. - mówię, kiedy się uspokajam, co zajmuje kilka minut.
- Nie masz za co. - szepcze  i wtula głowę w moje włosy
- Obudziłam cię? - przygryzam wargę.
- To nic. - mówi cicho. - Chcesz się położyć? - pyta.
Kiwam twierdząco głową.
Chłopak delikatnie podnosi moje ciało z swoich kolan, kładzie się na plecach, następnie ciągnie mnie, żebym mogła się położyć. Kładę głowę na jego klatce piersiowej, czego chyba się nie spodziewał. Ale najwyraźniej mu to nie przeszkadza, bo obejmuje moje plecy i kładzie brodę na czubku mojej głowy.
- Harry. - szepczę. - Przytul mnie. - po moich słowach, jego ramiona mocno zaciskają się na moim ciele, a jego głowa mocniej opiera się o moją.
Potrzebuję teraz jego bliskości, potrzebuję jego, silnych ramion oplecionych wokół mojego ciała, potrzebuję jego, ciepłego oddechu na mojej skórze. Chcę, żeby TO odeszło, żebym o tym zapomniała.
Moja ręka ląduje na jego umięśnionym brzuchu, którego mięśnie napinają się pod wpływem mojego dotyku. Nieco spanikowana, odsuwam dłoń od jego skóry, lecz Harry za nią łapie i z powrotem kładzie na swoim brzuchu.
Jestem nieco zaskoczona jego gestem, ale nie przeszkadza mi on.
- Czy te sny... - nie dokańcza i nie musi, bo doskonale wiem o co mu chodzi. Czuję jak jego palce muskają mój kark. Przez moje ciało przechodzą przyjemne dreszcze, chłopak chyba to zauważa, bo zaczyna jeździć po tym miejscu.
- Tak. -  mówię słabo. - Nie rozmawiajmy o tym. - szepczę. Harry zaczyna gładzić moje włosy, które są jeszcze nieco wilgotne.
- Wiem. - odpowiada cicho i z gładzenia moich, ciemnych fal, przechodzi do muskania palcami moich pleców.
Chętnie zamknęłabym oczy i odpłynęła, ale co jeżeli TO znowu mi się przyśni? Nie chcę kolejny raz tego przechodzić.
- Nie myśl już o tym. - Harry bardzo delikatnie gładzi moje plecy swoją, wielką dłonią. - Postaraj się zasnąć. - szepcze do mojego ucha, a ja niepewnie zamykam moje, zmęczone i podpuchnięte powieki zatracając się w jego dotyku, który jest taki przyjemny i odprężający. Nigdy wcześniej nie zaznałam takiego uczucia, bo jeszcze nikt, nigdy nie dotykał mnie w taki sposób, jak on. Dotyk Harry'ego jest zupełnie inny, niż tamten, który miałam okazję poznać kilka lat temu. Przez ten moje ciało drży z przyjemności, a przez tamten, drżałam z przerażenia i bólu. Ten jest miły, delikatny, a tamten natarczywy, bolesny, o czym chcę jak najszybciej zapomnieć.
Jego ręka zastyga na środku moich pleców, jeżdżąc w jednym miejscu kciukiem.
Mija dosłownie chwila zanim zasypiam, w silnych ramionach Harry'ego, w których czuję się tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Jak obiecałam, tak wstawiam. ;) Mam nadzieję, że podoba wam się tak, jak poprzedni, :D <333 Bardzo się cieszę, że 23 tak bardzo przypadł do gustu, to było miłe zaskoczenie, nie spodziewałam się tego. :))))) Dziękuję za takie miłe komentarze, to mnie naprawdę motywuje. <3333
Mam jeszcze pytanie. Jak trafiłyście na mojego bloga, bo skoro to czytacie, to musiałyście jakoś go odkryć. :)
Do następnego kochane <333333 Uwielbiam was. :***

18.01.2016

Rozdział 23

                                                        *Oczami Agaty*

Odkładam książkę na bok, sięgam ręką po telefon i sprawdzam, która godzina. 16.18. Odkładam urządzenie obok siebie i zamykam oczy.
Wczorajszy dzień spędziłam w domu praktycznie cały czas czytając książki, słuchając muzyki i rysując. Dzisiaj także postanowiłam nie wychodzić z domu. Od rana leżę w łóżku, w pidżamie i czytam książkę, ale poza tym przemyślałam sobie przedwczorajszą ,,kłótnie'' z Louis'em, oraz tą, całą sytuację z Harry'm i to co pomiędzy nami zaszło.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, mówiąc mu to wszystko, nadal czuję się z tym okropnie i nie mogę nic z tym zrobić.
Wzdycham głęboko i chowam głowę w poduszkę.
Powiedzenie mu tego, było dla mnie cięższe i trudniejsze niż to sobie wyobrażałam. Czułam jakbym wcale tego nie chciała, jakby moje słowa zaprzeczały temu, co myślę.
Do tego jeszcze jego zachowanie i spojrzenie jakbym zrobiła mu coś okropnego, złego i w ogóle najgorszego. Kiedy o nim myślałam, kiedy myślałam o tych wszystkich spędzonych z nim razem chwilach poczułam coś dziwnego, coś czego nigdy wcześniej nie czułam i nie umiem tego nazwać, opisać, czy zrobić cokolwiek, żeby wiedzieć co to jest.
Ale wiem jedno. To jest dobre uczucie, coś, co kierowało mną, kiedy wybaczałam mu wszystkie świństwa które mi zrobił, to coś co sprawiało, że odwzajemniałam jego  pocałunki, to coś, co czułam kiedy jego usta lądowały na moich, to coś co właśnie czuję myśląc o nim. To coś, czego nie mogę się pozbyć z mojej głowy za każdym razem, kiedy jestem z nim.
Wychodzę z łóżka i odsłaniam zasłony, zauważam, że małe, białe płatki sypią się z nieba, opadając na białe już podłoże. Uśmiecham się na ten widok.
Wygląda na to, że wyjdę dzisiaj na jakiś spacer. Uwielbiam śnieg i cieszę się, że wreszcie zaczął padać.
Podchodzę do szafy i wyciągam z niej szary, gruby, luźny sweter, czarne rurki oraz czystą bieliznę i idę do łazienki. Ubieram wszystko na siebie, myję zęby, wyczesuję swoje, ciemne włosy i wychodzę z pomieszczenia.
Idę na dół do kuchni i włączam czajnik elektryczny, żeby zrobić sobie kawę.
Podchodzę do kuchennego okna i patrzę jak biały śnieg coraz mocniej i szybciej sypie się na ziemie. Chcę iść dzisiaj do jakiegoś sklepu, kupić sobie lampki na choinkę i powiesić na ścianie. Moja lampka nocna daje zbyt mocne światło, z resztą niedługo święta więc, mogę pozwolić sobie na taki, świąteczny akcent. Pójdę jak tylko trochę się uspokoi, bo z tego, co widzę, sypie coraz mocniej i mocniej. Niedługo zacznie robić się ciemno, więc mam nadzieję, że przestanie tak prószyć, bo wolałabym nie iść w mroku.
Słyszę znajome kliknięcie, co znaczy, że woda się już zagotowała. Szybko wsypuję kawę do kubka i zalewam do połowy wrzątkiem, następnie nalewam do niej mleka i wsypuję łyżkę cukru. Siadam przy blacie i wpatruję się na widok za oknem.
Mam nadzieje, że tym razem Harry nie będzie mnie śledził. Mimo, że powiedziałam mu przed wczoraj nie miłe słowa, wiem, że ten człowiek jest nieprzewidywalny, po nim mogę się wszystkiego spodziewać. Nawet, tego, że ponownie będzie mnie śledził z niewyjaśnionego powodu.
Upijam łyk gorącej kawy, czując jak płynie przez mój przełyk, rozgrzewając całe moje ciało. Uwielbiam kawę.
Muszę zadzwonić do moich rodziców, dawno z nimi nie rozmawiałam i mam nadzieję, że u nich wszystko w porządku.
Kiedy kończę pić i wpatrywać się w widok za oknem, który zdaje się nie uspokajać, wkładam kubek, jak i resztę brudnych naczyń ze zlewu, do zmywarki i ją włączam. Idę na górę, biorę telefon do ręki i siadam na łóżku. Wybieram numer mojego taty i przykładam telefon do ucha.
Odbiera za drugim sygnałem.
- Hej tato. - mówię do niego.
- Hej skarbie. - kiedy słyszę jego, wesoły głos, uśmiecham się sama do siebie. - Jak ci się układa w Anglii? - pyta.
- Trochę nie mam co robić, ale wszytko w porządku. - odpowiadam.
- A ten, twój kolega...
- Louis. - mówię, wiedząc, że nie pamięta jego imienia. Nigdy nie mógł zapamiętać imion moich koleżanek, czy kolegów, kiedy byłam młodsza. Zawsze mnie to śmieszyło. - Jest na mnie zły. - zaczynam skubać paznokciami róg mojej kołdry. Nie chcę na razie o nim myśleć, wiem, że jest na mnie zły jak cholera, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym się z nim nie przyjaźnić. Muszę to jakoś odkręcić.
- Dlaczego? - pyta. W jego głosie słyszę nutkę zdziwienia.
- Nie powiedziałam mu o czymś. - mówię. - A co u was? Wszystko dobrze? - pytam, chcąc jak najszybciej odejść od tego tematu.
- Tak, wszystko ok. - mówi wesoło. - Byłem u pana Pilarskiego w szpitalu. Wszystko u niego w porządku, jutro już wychodzi. - dodaje.
- Widziałeś Paule?
- Tak, siedziała u niego z jakimś chłopakiem, przytuliła mnie nawet na przywitanie. - uśmiecham się na jego słowa. - Czy to ten chłopak, o którym mi mówiłaś?
- Tak to Matt. - doskonale wiem, że imienia blondyna też nie pamięta.
- On też się ze mną przywitał. - mówi. - Miły chłopak. - wiem, że kiwa głową z uznaniem.
- Wiem o tym. - odpowiadam.
- On i Paula są razem?
- Tak. - opieram się plecami o materac.
- A ty... - nie dokańcza.
Dlaczego każdy musi pytać czy mam chłopaka? Mama, Paula, tata. Wiem, że moja przyjaciółka i moja mama, chcą, żebym się z kimś związała, ale nie wiem czy tata też tego ode mnie wymaga, czy wręcz przeciwnie.
- Nie tato, nie mam nikogo. - wywracam oczami.
Słyszę jego, głębokie westchnienie, które oznacza ulgę.
Czyli jest zadowolony, że nikogo nie mam. Mogłam się tego po nim spodziewać.
Zaczynam cicho chichotać.
- Mama chce z tobą porozmawiać. - mówi, słyszę głos mojej rodzicielki, mówi coś do mojego taty, ale nie jestem w stanie zrozumieć.
- Hej kochanie. - wita się ze mną. Albo mi się wydaje, albo w jej głosie słyszę coś dziwnego.
- Hej mamo. - mówię. - Coś się stało?
- Poczekaj. - słyszę jej korki, a po chwili zamykanie drzwi, co oznacza, że chce porozmawiać ze mną na osobności. - Coś dzieje się z twoją siostrą. - mówi.
- Co takiego?
- Zamyka się na całe dni z pokoju, nie je, nie pije, nie rozmawia ze mną. Od kilku dni nie chodzi do szkoły, twierdzi, że się źle czuje, ale ja wiem, że tak nie jest. - mówi cicho. - Tata nic nie wie, nie chcę go niepokoić. - mówi jeszcze ciszej.
- Co podejrzewasz? - pytam siadając na materacu i krzyżując nogi.
Nie wiedziałam, że z moją siostrą może być jeszcze gorzej. Bardzo mnie to niepokoi. Ostatnio z nią przecież rozmawiałam i zdawało mi się, że była ,,normalna''.
- Nie mam pojęcia. Chciałam z nią porozmawiać, ale unika mnie. - słyszę jak jej głos drży. - Dobrze. Muszę przestać, jeszcze się popłaczę. - pociąga nosem.
Pamiętam jak moja mama przeżywała nagłą zmianę mojej siostry, za wszelką cenę chciała się dowiedzieć co jej jest, ale Asia z nią też nie chciała rozmawiać. To, że zaczęła ją ignorować jeszcze bardziej ją boli.
- Proszę, powiedz, że przyjedziesz na wigilię. - mówi błagalnie po chwili ciszy.
- Mamo, bardzo bym chciała i zrobię wszystko, żeby przyjechać, ale nie mogę obiecać. - ponownie opadam plecami na materac. Wiem, że to ją jeszcze bardziej zrani.
- Wiem skarbie, ale proszę postaraj się.
- Obiecuję, że się postaram. - chcę, żeby mój głos dał jej otuchy.
Słyszę donośny głos mojego taty, lecz nie jestem w stanie zrozumieć o mówi.
- Kochanie muszę kończyć. - mówi mama.
- Do usłyszenia skarbie. - odzywa się tata.
- Pa. - mówię i się rozłączam.
Kładę telefon obok siebie i głośno wzdycham.
Cieszę się, że mogłam z nimi porozmawiać. Ale zaniepokoiła mnie informacja o mojej siostrze. Bardzo się o nią martwię, nie mam pojęcia co może siedzieć w jej umyśle, że dzieje się z nią coraz gorzej. Półtora roku temu stała się zupełnie inną osobą, a teraz popada w jakąś depresje, załamanie. Muszę się dowiedzieć co takiego się stało, że dzieje się z nią coś tak niedobrego.
Odwracam głowę w stronę okna. Prawie przestało padać, więc postanawiam skorzystać z okazji i zrywam się z łóżka, biorę portfel  oraz telefon i wkładam do tylnej kieszeni moich spodni. Schodzę na dół, zakładam mój, czarny płaszcz, ciepły szalik i czapkę, a na nogi moje, czarne botki. Wychodzę z domu i go zamykam, następnie wkładam klucze do kieszeni płaszcza i zaczynam kierować się ścieżką na chodnik. Skręcam w ta samą stronę, w którą szłam wtedy do kawiarni, zgadując, że musi tam być jakiś sklep, w którym będą lampki. To jakieś dziesięć minut drogi stąd, więc dla mnie to, żadem problem, żeby tam dotrzeć.
Wiatr zaczyna wiać w moją twarz, co sprawia, że płatki śniegu roztapiają się na mojej, ciepłej skórze. Naciągam szalik na nos, opuszczam głowę i przyspieszam tempo.

                                                                 ***

Po jakiś dwudziestu minutach docieram do miejsca, gdzie znajduje się bardzo dobrze znana mi kawiarnia. Niestety śliska nawierzchnia, a niekiedy zaspy, spowolniły mój chód. Co chwilę oglądałam się za siebie i sprawdzałam, czy czasami zakapturzona sylwetka Harry'ego nie idzie za mną. Całe szczęście nie zauważyłam nikogo takiego.
Idę chodnikiem i rozglądam się po sklepach, aż nie natrafiam na miejsce, gdzie mogłabym kupić lampki na choinkę. Gdy wchodzę do małego, przytulnego sklepiku, uderza we mnie przyjemna fala ciepła. Wchodzę głębiej do lokalu i zaczynam rozglądać się po regałach i półkach, gdy naglę na kogoś wpadam.
- Przepraszam. - mówię i spoglądam w górę, moim oczom ukazuje się wysoki, dobrze zbudowany, ciemny szatyn o pięknych, niebieskich oczach. Jest zapewne pracownikiem tego sklepu bo ma na sobie granatowy uniform.
Chłopak uśmiecha się do mnie słodko i nieco się rumieni.
- To moja wina. - drapie się po głowie. Podoba mi się jego głos, jest taki głęboki. - Jestem Jake. - mówi i podaje mi dłoń.
- Aga. - podaję mu swoją rękę i lekko ściskam. Ma taką, ciepłą skórę.
- Ale zimna. - uśmiecha się, co odwzajemniam. Puszcza moją dłoń, a swoją wkłada do kieszeni jasnych jeansów, które ma na nogach. - Mogę wiedzieć, czego tutaj szukasz? - pyta.
- Lampek na choinkę. - mówię i ściągam czapkę. Jest tutaj strasznie gorąco.
- Chodź. - lekko kiwa głową i idzie w stronę jakiś regałów, więc ja robię to samo. - Do wyboru do koloru. - pokazuje mi całe trzy półki z pudełkami, w których znajdują się rzeczy, których szukałam.
- Dziękuję. - uśmiecham się i zaczynam szukać koloru lampek, który mi się spodoba i będzie pasować do mojego pokoju.
Czuję na sobie intensywny wzrok chłopaka.
- Coś nie tak? - odwracam głowę w jego stronę i uśmiecham się lekko.
- Nie...nic. - mówi nieco zawstydzony, rumieni się i odchodzi.
Uśmiecham się sama do siebie i czuję jak moje policzki lekko pieką, wiedząc, że chyba wpadłam w oko Jake'owi.
Po kilku minutach szperania w lampkach, znajduję piękny, niebieski kolor światełek, który praktycznie od razu wpadł mi w oko. Myślę, że będą świetnie pasować. Odchodzę od półek i kieruję się w stronę kasy. Kątem oka zauważam jak Jake, który stoi przy ladzie, uważnie mnie obserwuje, kiedy podążam w jego stronę. Udaję, że tego nie widzę i kładę pudełko na ladę.
Czuję się naprawdę niezręcznie, z tym, że tak mi się przygląda.
- Trzy funty. - mówi, a ja wyciągam portfel z kieszeni i daję mu pieniądze. Chłopak wkłada mój zakup do małej reklamówki i podaje mi ją.
- To do zobaczenia. - posyłam mu wdzięczny uśmiech i kieruję się w stronę wyjścia.
- Ej. - odwracam się do niego. - Wiesz... pomyślałem... Czy mogłabyś mi dać mi swój numer? - pyta nieco zmieszany. - Wyskoczylibyśmy kiedyś sobie na jakąś kawę, czy coś. - mówi cicho, drapiąc się po karku i patrząc na mnie wyczekująco.
Nie powiem, zaskoczyło mnie to. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji, że obcy mi chłopak prosił o mój numer i do tego zapraszał na kawę
- D.. dobrze. - mówię niepewnie. Jake daje mi swój telefon, a ja wpisuję do niego kilka cyferek i oddaję mu urządzenie.
- Dzięki. - uśmiecha się słodko, co odwzajemniam. - Na razie.
- Pa. - mówię cicho. Zakładam czapkę na głowę i wychodzę z sklepu.
Przyznaję, Jake jest uroczy, ale sądzę, że nic nie zaiskrzy pomiędzy mną a nim. Dałam mu ten numer, bo po prostu, nie potrafię odmawiać. Nie wiedziałam co mam robić, to była jak dla mnie naprawdę dziwna sytuacja. Poza tym, Jake był taki niepewny i uroczy że uległam. Mam stanowczo za dobre serce.Cholera, jestem na siebie zła.
Wyciągam telefon z kieszeni i sprawdzam która godzina 17.23. Spoglądam na niebo.
 Zaczyna się ściemniać, muszę się pospieszyć, żeby nie iść w mroku.

                                                                   ***

Idę już od jakiś piętnastu minut, a ciemność zaczyna obejmować niebo i ulicę. Latarnie zaczynają się włączać, a niektóre z nich wydają irytujące brzęczenie, które dosłownie doprowadza mnie do szału. Więc, idąc obok nich, przyspieszam  kroku.
Widzę, jak w niektórych mieszkaniach zaczynają zapalać się światła, kiedy przechodzę obok nich.
Gdy wychodzę za róg w panującym półmroku, mój wzrok przyciąga znajomy, duży, czarny samochód.
Odwracam głowę w stronę mojego domu i widzę czarną, wysoką, zakapturzoną sylwetkę, opierającą się o drzwi frontowe. Doskonale wiem do kogo ona należy.
Co on tutaj robi, do jasnej cholery?
Wchodzę na ścieżkę prowadzącą do budynku, w którym mieszkam i zatrzymuję się na schodach.
- Co tutaj robisz? - pytam, a Harry odpycha się od drzwi i staje przede mną.
- Chciałem z tobą porozmawiać. - odpowiada i przesuwa się nieco na bok, robiąc mi dostęp do drzwi.
Wyciągam klucz z tylnej kieszeni spodni i otwieram drewnianą powłokę. Wchodzę do środka i wpuszczam Harry'ego.
- Mów, czego ode mnie chcesz i idź sobie. - zamykam drzwi i spoglądam na niego.
- Nie chcę zrywać tej znajomości. Rozumiesz? - odpowiada po chwili. Jego słowa nieco mnie zaskakują, chociaż się ich spodziewałam.
- Harry...
- Chciałem ci coś powiedzieć. - przerywa mi i robi krok w moją stronę. - Co do całowania się z tobą... Chodzi, o to, że to coś dla mnie znaczy. - mówi i drapie się po karku. Mój oddech zastyga.
Jego niespodziewane wyznanie zaskoczyło mnie, ale nie mam pewności czy mówi prawdę, czy to tylko jego, żałosna sztuczka, którą chce manipulować moimi czynami.
Na myśl przychodzi mi rozmowa z Louis'em, kiedy mówił, że Harry to manipulant i że chodzi do łózka z różnymi dziewczynami, a te, które są niedostępne dają mu najwięcej satysfakcji.
Wzdrygam się na samą myśl o tym, że Harry chce ze mną postąpić tak samo. Jednak coś w jego oczach i głosie podpowiada mi, że mówi prawdę, ale nadal nie mam pewności.
- Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej?
- Wstydziłem się. Nigdy nie mówiłem, nikomu takich rzeczy.
- A teraz się nie wstydzisz? - pytam.
- Nie, bo chcę ci pokazać, że nadal chcę się z tobą zadawać. - cały czas patrzy w moje oczy.
Totalnie nie wiem co, o tym, wszystkim myśleć. Nie mam pojęcia czy w to wierzyć, czy nie.
- Dlaczego ci na tym zależy? - pytam.
Chwilę się zastanawia.
- Jesteś inna niż wszyscy ludzie, jakich kiedykolwiek poznałem. - mówiąc to, nie patrzy na mnie i drapie się ręką po karku.
- C..co? - wyduszam. Nie rozumiem co ma na myśli.
- Nie wymagasz ode mnie seksu, czy jakiegoś innego gówna. Starasz się mnie zrozumieć, nie oceniasz mnie, chcesz wiedzieć o mnie więcej, niż jakiej wielkości jest mój kutas. - przeczesuje swoje loki. - To pojebane, ale jeszcze żadna dziewczyna mnie tak nie traktowała.
To, co powiedział, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. On nigdy nie był taki wylewny i szczery, jestem oszołomiona. Czyżby naprawdę zależało mu na naszej znajomości?
Patrzy na mnie tak przenikliwie, jakby chciał, żebym to zrozumiała i uwierzyła.
- W takim razie, dlaczego mnie źle traktujesz? - pytam, podniesionym głosem. - Jesteś oschły, nie miły, wredny, fukasz na mnie. - dodaję.
- Dziwisz się, że cię tak traktuję? Nigdy nie traktowałem dziewczyn w inny sposób niż podrywanie ich, pieprzenie się z nimi, czy robienie innych sprośnych rzeczy. - jego ton jest intensywny. Zaczyna chodzić w tą i z powrotem.  - Jeśli wszyscy mieliby cię za bezuczuciowego, aroganckiego, bezdusznego, złego skurwiela, który potrafi tylko ruchać i najebać się w klubie, też byś się tak zachowywała. - spogląda na mnie.
- Ja tak nie uważam.
- Nie znasz mnie. - fuka.
- Harry, do jasnej cholery. - mówię głośno. - Były takie sytuacje, że byłeś miłym, delikatnym, normalnym chłopakiem. - próbuję się uspokoić. - Potrafisz zachowywać się inaczej. Ja to wiem i ty też to doskonale wiesz. - wskazuję na niego palcem. - Więc dlaczego chcesz to ukryć, dlaczego nie chcesz, żebym widziała w tobie tą dobrą stronę? - pytam, nieco podniesionym głosem.
Chłopak nie odpowiada.
Wzdycham.
- Jeśli to wszystko, o czym chciałeś porozmawiać, to proszę cię idź już. - mówię i chrząkam, oczyszczając gardło.
Harry staje w miejscu i zaciska szczękę.
- Daj mi szanse. - spogląda swoimi, zielonymi oczami w moje.
- Harry, dałam ci ich sporo, i zawsze kończyło się to tak samo. - przeczesuje swoje loki, chyba dziesiąty raz, podczas tej rozmowy.
- Przepraszam dobra. - mówi nerwowo.
- Harry...
- Aga, proszę daj mi szanse. - staje przede mną.
Nie rozumiem, dlaczego on tak bardzo chce kontynuować tą znajomość.
Nawet jeśli dam mu tą, kolejną szansę, to martwię się, że nadal będzie mnie źle traktować. Jeśli nadal będzie oschły i wredny? Nienawidzę, kiedy mnie tak traktuje.
To, że powiedział, że jestem inna niż wszyscy ludzie, jakich kiedykolwiek znał, że te pocałunki coś dla niego znaczyły, nie usprawiedliwia go do tego, że może mnie tak traktować. Skoro to ma tak wyglądać, to ja się na to nie piszę.
- Harry...
- Postaram się nie być takim chujem. - przerywa mi.
- Skąd mam mieć pewność? - pytam.
Nie odzywa się.
Wzdycham.
- Harry, dlaczego miałabym to zrobić, skoro ty...
- Proszę. - przerywa mi. - Daj mi szansę. - dodaje i podchodzi do mnie.
- Harry, skąd mam mieć pewność, że to, co mówisz jest szczere? - pytam i spoglądam w jego oczy.
- Musisz mi zaufać. - intensywnie wpatruje się w moje zapewne z dezorientowane tęczówki.
Ta, cała sytuacja jest dla mnie strasznie niezręczna. Totalnie nie wiem co mam robić, czy odpowiedzieć. Harry jest taki inny, jakby chciał mnie przekonać do tego, że faktycznie mówi prawdę.
- Harry, ja nie wiem.
- Proszę cię daj mi szanse. - kładzie swoje, wielkie ręce na moich policzkach.
Jestem zdezorientowana.
Ulżyło mi, że to, co jest między nami jednak coś dla niego znaczy, ale nadal nie mam pojęcia co mam robić. Coś podpowiada mi,że powinnam się zgodzić i dać mu tą szansę, ale jeśli on nie zmieni swojego postępowania wobec mnie? Jeśli nadal będzie taki tajemniczy i skryty? Jeśli to, co mówi nie jest prawdą?
Cholera.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba ;D Do następnego. <333
U mnie zaczęły się ferie, więc jeśli chcecie, napiszę na środę albo czwartek rozdział, albo nawet dwa. Co wy na to? <333333 :D ;)

12.01.2016

Rozdział 22

                                                    *Oczami Agaty*

Louis parkuje przed domem, następnie wysiadamy z samochodu, chłopak obejmuje moje ramiona swoją ręką i kieruje nas w stronę dużego budynku.
Gdy wchodzimy do środka do moich uszu docierają męskie śmiechy i rozmowy.
- Myślisz, że nie będą mieli nic przeciwko jeśli tam pójdę? - pytam, odwieszając płaszcz na wieszak.
Może jego znajomi nie będą zadowoleni z mojego towarzystwa, w końcu jestem dla nich obcą osobą i nie chcę się narzucać.
- Pewnie, że nie. - mierzwi moje włosy i szeroko się uśmiecha.
Wchodzimy do salonu, od których drzwi są już otwarte i kierujemy się do kanap. Spuszczam wzrok na podłogę, czując na swoim ciele wszystkie spojrzenia osób znajdujących się w tym pomieszczeniu.
Louis siada na jednej z dwóch dużych kanap, obok jakiegoś chłopaka i klepie miejsce pomiędzy nim, a Liam'em. Siadam na wyznaczonym miejscu i spoglądam na chłopaka o pięknych, brązowych oczach.
- Znowu się widzimy. - unosi kąciki ust.
- Na to wygląda. - odpowiadam i odwzajemniam uśmiech.
Podnoszę wzrok na pozostałych mężczyzn i zmierzam ich, wszystkich swoim spojrzeniem.
Na fotelu siedzi słodki blondyn i rozmawia z mulatem, który siedzi na kanapie obok Joseph'a, który patrzy na mnie. Lekko uśmiecham się w jego stronę, a mężczyzna odpowiada tym samym. Kiwa głową na wyjście z pomieszczenia, co oznacza, że chce porozmawiać ze mną na osobności.
Nie rozumiem o co może mu chodzić.
Niepewnie kiwam głową, mężczyzna wstaje, a ja robię to samo.
Gdy wychodzimy z pokoju, Joseph zamyka drzwi.
- Chciałem ci podziękować, że pomogłaś mi wtedy posprzątać. Oraz przeprosić, że nie byłem zbyt miły, ale wkurzyłem się na chłopaków i na cały, ten syf. - drapie się po karku w nerwowym geście. Dokładnie tak, jak Harry.
- Nic się nie stało. - uśmiecham się. - I jak? Powiedziałeś im, że koniec z imprezami? - pytam podpierając się plecami o ścianę.
Pamiętam jaki był wykończony przez tą imprezę. Teraz wygląda inaczej, jest tak, jakby bardziej wypoczęty i odświeżony, jeśli można tak nazwać jego odmianę.
- Tak. - mówi. - Nie byli zadowoleni, ale zgodzili się. Wytłumaczyłem im, że ciężko mi już to wszystko ogarniać i zrozumieli. - dodaje z lekkim uśmiechem.
- W takim razie cieszę się, że mogłam pomóc. - moje usta wyginają się w mały uśmiech.
- Mogę się o coś zapytać? - pyta niepewnie.
- Jasne. - krzyżuję swoje ręce na klatce piersiowej.
- Może usiądźmy. - mówi, a ja kiwam głową. Mężczyzna kieruje nas do kuchni i siadamy przy stoliku obok siebie na drewnianych krzesłach.
- A więc?
- Czy to u ciebie Harry spał przed wczorajszej nocy? - jego pytanie nieco mnie zaskakuje.
- Tak. - odpowiadam.
Myślę, że jemu mogę szczerze odpowiadać na pytania związane z Harry'm. Wiem, że lubi zielonookiego w przeciwieństwie do Louis'a, więc nie wkurzy się jak powiem coś co zapewne nie spodobałoby się mojemu przyjacielowi.
- A czy wy... no wiesz? - doskonale wiem o co mu chodzi.
- Nie, absolutnie. - kręcę przecząco głową. Joseph patrzy w przestrzeń i kiwa głową jakby utwierdzał się w mojej odpowiedzi.
- Lubisz go? - pyta. Zaczynam myśleć nad jego pytaniem.
W zasadzie nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy lubię Harry'ego. Patrząc na jego, złą stronę i to, jak mnie zazwyczaj traktuje, to powiedziałabym nie. Ale patrząc na to jaka jest druga, lepsza strona, w której jest miły i delikatny to powiedziałabym tak.
- I tak i nie. - spoglądam na niego. Uważnie mi się przysłuchuje - Przyznaję, że spędziłam z nim ostatnio sporo czasu i zauważyłam coś dziwnego. - mężczyzna uważnie przygląda mi się, czekając aż rozwinę wypowiedź. - On z jednej strony jest arogancki, wulgarny, agresywny, a z drugiej miły, delikatny i czuły. Myślę, że on chce, żeby ludzie widzieli tylko tą, jego złą stronę, a tej drugiej nie pokazuje, nie chce jej pokazać. - mężczyzna zaczyna zastanawiać się nad moimi słowami. - On jest inny niż myślą inni i ja to widzę, tylko Harry nie chce tego przyznać, nie chce, żebym to widziała, chce, żeby nikt tego nie widział. - dodaję. Patrzę na niego w poszukiwaniu potwierdzenia na moje słowa.
- Wiesz co? - przerywa. - Jesteś pierwszą osobą, która mówi o nim w taki sposób. - odrywa wzrok od swoich rąk i spogląda na mnie. - Zauważyłaś to, czego nikt inny, nigdy w nim nie zauważył. - jego słowa mnie zaskakują.
- Czyli czego? - pytam. Nie rozumiem co ma na myśli.
- Prawdy. - to słowo nieco mnie zaskakuje.
Tak naprawdę, to nie byłam pewna tego, czy to, co myślę o Harry'm chociaż trochę mija się z prawdą, i to jedno słowo z ust Joseph'a, sprawiło, że czuję się dziwnie z tym, że jednak miałam rację.
- Joseph czy ja mogę o coś spytać? - pytam niepewnie.
- Możesz.
- Od kiedy znasz Harry'ego? - pytam.
Zawsze byłam tego ciekawa i mam nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał nic przeciwko odpowiedzi na to pytanie.
- Praktycznie od jego urodzenia. - czuję jak moje oczy się rozszerzają.
Wiedziałam, że zna go długo, ale nie, że aż tak. Teraz w głowie mam obraz Joseph'a jak trzyma małego, Harry'ego w swoich ramionach. Lekko uśmiecham się na ten obrazek.
- Ohh... - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Wracasz tam, czy chcesz jeszcze o czymś porozmawiać? - pyta.
- Wracam. - wstaję z krzesła i idę w stronę salonu.
Czuję się dziwnie po tej rozmowie z Joseph'em. Mam wrażenie, że wiem o czymś bardzo tajnym, w sumie poniekąd tak jest.
Jestem trochę zaskoczona, że Joseph był ze mną taki szczery, a ja z nim, ale po prostu czułam, że muszę mu to powiedzieć, że dowiem się czegoś o tym, tajemniczym chłopaku, który intrygował mnie od naszego, pierwszego spotkania.
Jestem zadowolona tym, że miałam rację co, do Harry'ego i tego jaki jest, chociaż zaskoczyło mnie to, co powiedział Joseph, że tylko ja byłam w stanie to zauważyć. Czyżby to, coś znaczyło?
Wchodzimy do salonu i siadamy na swoje miejsca, czyli on na kanapie, a ja pomiędzy Liam'em a Louis'em.
- Gdzie byłaś? - pyta Louis, lekko szturchając mnie w ramię.
- Rozmawiałam z  Joseph'em. - kuję go placem w bok i cicho się śmieję.
- Aga to jest Luk. Luk, to jest Aga. - chłopak wskazuje na chłopaka z postawionymi na żel ciemnymi włosami, skórzanej kurtce i papierosem pomiędzy jego środkowym, a wskazującym palcem, z którego małą stróżką wylatuje szary dym.
- Hej mała. - uśmiecha się i mocno zaciąga szlugiem, nadal na mnie patrząc.
Wygląda na typowego podrywacza, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki.
- Cześć. - lekko się uśmiecham i odwracam wzrok.
Kolejny onieśmielający chłopak, który jest znajomym Joseph'a.
Orientuję się, że muszę iść do łazienki.
- Idę do toalety. - szepczę Louis'owi na ucho, a on lekko kiwa głową.
Wychodzę z pokoju i udaję się na górę. Odnajduję łazienkę, która jest prawie na końcu korytarza i do niej wchodzę.
Po kilku minutach wychodzę z pomieszczenia i kieruję się korytarzem w stronę schodów. Słyszę jak ktoś idzie po schodach, lecz nie zwracam na to specjalnie uwagi myśląc, że to jeden z chłopaków idzie do swojego pokoju. Po chwili, zza ściany wychodzi bardzo dobrze znana mi sylwetka z lokami na głowie i zielonymi oczami. Momentalnie robię kilka kroków do tyłu na wypadek, jakbym miała schować się przed nim w łazience.
Dlaczego akurat teraz musiał tutaj przyjechać?
Harry rusza w moją stronę, a ja rzucam się w stronę łazienki, lecz długie susy chłopaka doganiają mnie, a wielkie ręce łapią mnie w talii i oddalają od jedynego miejsca, w którym mogłabym się w tym momencie, przed nim schować.
Jestem zdruzgotana, że nie udało mi się przed nim uciec.
Chłopak otwiera kluczem jakieś drzwi i lekko pcha mnie do środka ciemnego pomieszczenia. Zapala światło, a moim oczom ukazuje się schludny pokój z dużym łóżkiem na jego środku.
Kiedy zamyka drzwi, lekko podskakuję, i głośno przełykam ślinę.
Właśnie zostałam sam na sam z nim, w jednym pokoju. To niedobrze, bardzo niedobrze.
- Dlaczego uciekłaś? - pyta sucho. Po chwili jego sylwetka staje przede mną.
- Uciekłam przed tobą. - krzyżuję ręce i spoglądam w górę na niego. Szczękę ma zaciśniętą, a oczy, które zazwyczaj są zielone, są niemal prawie czarne.
To zły znak.
- Dlaczego? - uważnie ilustruje moją twarz.
- Czas zakończyć tą bezsensowną, nic nieznaczącą znajomość. - w moim głosie, słychać lekkie zawahanie. Robię krok w tył.
W jego oczach widzę zmieszanie, niezrozumienie.
- Czemu niby?
- To zaszło za daleko Harry. Nie chcę tego ciągnąć skoro to nic nie znaczy. - wkładam ręce do kieszeni, chcąc uspokoić swoje ręce.
- Skąd wiesz? - pyta i przysuwa się do mnie.
- Nie pamiętasz? Sam mi to powiedziałeś. -  patrzę jak jego twarz marnieje, a jego tęczówki ponownie zaczynają przybierać czarnego koloru.
Jeszcze bardziej się przysuwa i chce dotknąć mojej ręki, ale robię krok w tył.
- Harry nie. - kręcę głową. - Harry, ale ja nie chcę tego ciągnąć, skoro to nic nie znaczy, nie rozumiesz? - pytam.
- Może ja nie chcę tego kończyć? - zmniejsza dystans pomiędzy nami.
Jego słowa mnie zaskoczyły.
- Proszę cię, nie utrudniaj tego i wypuść mnie stąd. - mówię, spoglądając na jego, nieobecną, twarz.
Harry, unikając mojego wzroku, podchodzi do drzwi, przekręca w nich klucz i otwiera je na tyle, żebym mogła przejść. - Pa. - mówię krótko, wychodząc z pomieszczenia, lecz on nic nie odpowiada, jedynie głośno trzaska drzwiami.
Wzdycham, idąc w stronę schodów, czując się dziwnie i... źle.
To, co mu powiedziałam, było trudniejsze, niż sądziłam. Nie wiem dlaczego czuję się tak okropnie. Czyżbym źle zrobiła?
Z moich ust wydostaje się cichy pisk, kiedy słyszę dźwięk rozbijającego się szkła o drzwi od pokoju Harry'ego. Gwałtownie zatrzymuję się i odwracam w stronę hałasu, kolejne łomoty i uderzenia.
Lekko uchylam drzwi i widzę jak Harry rzuca różnymi rzeczami o ściany. Bierze krzesło i roztrzaskuje na podłodze. Kawałki drewna lecą na wszystkie strony.
- Harry! - krzyczę tak głośno, że chłopak gwałtownie odwraca się do mnie i spogląda w moje oczy, jego spojrzenie jest pełne bólu i rozczarowania.
- Nic ci nie jest? - słyszę przestraszony głos Joseph'a. Kręcę głową, nie móc zrobić nic więcej. Nie mogę oderwać wzroku od teraz już zielonych oczu chłopaka.
Czuję jak mężczyzna mija mnie w przejściu, ocierając się o moje ramie.
Z transu wyrywa mnie ręka, oplatająca się wokół mojego przedramienia. Czuję jak zostaję przyciągnięta do czyjejś klatki piersiowej.
- Dzięki Bogu, nic ci nie jest. - Louis głośno wzdycha i kładzie brodę na mojej głowie.
Rozglądam się do o koła. Stoją tutaj wszyscy młodzi mężczyźni, których dzisiaj poznałam. Czuję się niezręcznie, kiedy patrzą na mnie wtuloną w mojego przyjaciela.
- Jedźmy już. - mówię cicho.
- Dobrze. - chłopak oplata mnie ramieniem i zaczynamy kierować się w stronę schodów.
Ostatni raz spoglądam na Harry'ego, który siedzi na łóżku, z głową schowaną w dłoniach, w trakcie, kiedy Joseph, sprząta cały bałagan, który chłopak wyrządził w pokoju.

                                                                    ***

Jedziemy od jakiś dziesięciu minut, a ja nadal nie mogę otrząsnąć się po tym, co zobaczyłam. Harry w pełni sfrustrowania, rzuca rzeczy które roztrzaskują się i łamią pod wpływem spotkania się ze ścianą.
Jego pełne smutku i rozczarowania oczy nadal mam przed moimi, zamkniętymi powiekami. Wpatrują się we mnie, jakbym zrobiła im coś okropnego i niewybaczalnego.
Wiem, że to wszystko przez to, co mu powiedziałam, że pomiędzy nami wszystko skończone, że nie chcę mieć tego ciągnąć. Ale dlaczego go, to tak rozczarowało? Czyżby Harry'emu zależało na znajomości ze mną ? Czyżby nie był w stosunku do mnie obojętny? Nie mam co do tego pewności, ale mam wrażenie, że tak właśnie jest.
Nie mam pojęcia, co mam o tym, wszystkim myśleć.
Mam wrażenie, jakbym zrobiła... źle. Jakby to co mu powiedziałam było błędem.
- Aga. - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos Louis'a. - Wszytko w  porządku? - pyta i kładzie rękę na moim udzie.
Kiedyś, strzepnęłabym jego dłoń, ale teraz nie przeszkadza mi ona. Chyba robię postępy, co do fobii na temat dotykania mnie.
- Nie jestem pewna. - przyznaję cicho.
- Czy coś się wydarzyło na górze? - pyta spokojnie, lecz wiem że jest zdenerwowany.
Czuję, że się we mnie wpatruje, lecz mój wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
Zauważam, ze stoimy przed moim domem.
- Louis muszę ci coś powiedzieć. - mówię.
Myślę, że to odpowiedni moment na powiedzenie mu prawdy o mnie i Harry'm. Teraz, kiedy to, co było pomiędzy nami jest skończone, myślę, że czas mu o tym powiedzieć. Nie mogę dłużej przed nim tego ukrywać.
- Musisz mi tylko obiecać, że postarasz się nie być na mnie wściekły. I postarasz się zrozumieć. - dodaję i spoglądam na jego twarz.
- Obiecuję. - w jego oczach widzę panikę.
Głośno wzdycham w celu uspokojenia moich myśli. Stres w moim ciele rośnie, kiedy mam coś powiedzieć.
- J... ja całowałam się z  Harry'm. - mówię i opuszczam głowę na moje uda. - Wielokrotnie. - dodaję. - I wtedy, kiedy u mnie nocował, a nocował już trzy razy. Zasnęłam z nim razem w moim łóżku. - zamykam powieki i przygryzam dolną wargę. - Ale to wszystko nic nie znaczyło. - móiwię, głośno wypuszczając powietrze z ust.
Z jednej strony czuję ulgę, że Louis już o tym wie, ale z drugiej jestem zestresowana, że chłopak się nie odzywa, co może znaczyć, że jest na mnie naprawdę wściekły.
- Chciałam ci o tym powiedzieć wcześniej, ale kiedy słyszałam i widziałam jak jesteś do niego nastawiony, postanowiłam ci tego nie mówić, bo się bałam, że nie będziesz chciał mnie znać. - mówię cicho.
Nie jestem na tyle odważna, żeby spojrzeć w jego oczy.
Otwieram drzwi i wychodzę z samochodu, dopiero kiedy jestem przy moich drzwiach frontowych, słyszę jak samochód odjeżdża.
Wchodzę do środka, zrzucam płaszcz na podłogę i zdejmuję buty, następnie biegnę do pokoju i rzucam się na łóżko. Łzy ciurkiem wylatują spod moich powiek na poduszkę i wsiąkają w jej materiał, a ciało trzęsie się pod wpływem szlochu.
Nie dziwię się, że taka była jego reakcja. Oszukałam go, ukrywałam przed nim , to, co zaszło pomiędzy mną, a jego wrogiem. Mogłam od razu mu o tym powiedzieć, a nie trzymać to, aż do teraz. Teraz jest na mnie wściekły.
Po co ja się z nim w ogóle całowałam, do jasnej cholery?
Czy ja naprawdę, zawsze muszę wszystko spieprzyć?
Pauli nie ma, z Louis'em się pokłóciłam, z Harry'm zerwałam kontakt. Wygląda na to, że zostałam sama, na najbliższych kilka dni.


                                                         *Oczami Louis'a*

Moje ręce, są mocno zaciśnięte na kierownicy, a zęby cały czas gryzą dolną wargę. Jestem tak wkurwiony, że ledwo co nad sobą panuję.
Jak ona mogła oszukiwać mnie i ukrywać to przede mną? Jakby tylko powiedziałaby mi o tym wcześniej... no na pewno bym się wkurwił, ale nie czułbym się tak do dupy jak właśnie teraz się czuję.
Wiedziałem, że pomiędzy nimi jest coś więcej, ale wierzyłem jej kiedy mówiła, że tylko u niej nocował, a dowiaduje się jeszcze, że się całowali, że spali razem w jednym łóżku. Ja pierdole.
Uderzam ręką w kierownice.
To wszystko przez tego skurwiela, wiedziałem, że on coś kombinuje w związku z nią. Kurwa jaki ja byłem naiwny, przekonując się do niego. Pewnie chciał ją najpierw w sobie rozkochać, a potem wyruchać. To typowe dla tego chuja.
Dobrze, że Aga jest na tyle mądra, ze zrozumiała, że to, co było pomiędzy nimi, było tylko jego, głupim wybrykiem. O ile to jest prawdą, bo na chwilę obecną nie chce mi się wierzyć w żadne jej słowo.
Nadal chcę się z nią przyjaźnić, to nadal jest Aga, ta, sama, która poznałem za imprezie. Ale zraniła mnie, bardzo mnie zraniła. Myślę, że muszę po prostu to przemyśleć i przetrawić.
Ustawiam samochód po drugiej stronie ulicy, wychodzę z niego i kieruję się przez drogę w stronę drzwi frontowych. Wchodzę do domu i od razu idę na górę, na mojej drodze staje wysoka sylwetka Harry'ego. Kiedy spoglądam na jego, pierdoloną twarz, pcham go na ścianę i przyciskam go do niej.
- Co kombinowałeś zrobić z Agą? - syczę przez zęby. - Pieprzyć się z nią, a potem zostawić? - mocniej go przyciskam.
- Co ty pierdolisz? - odpycha mnie. Jego, czarne źrenice powiększają się, prawie zasłaniając zieloną tęczówkę.
- To, że wiem, że się całowaliście i spaliście razem. - ponownie go popycham, a on odbija się od ściany. - Nawet nie próbuj zaprzeczać, znam cię i wiem, że chciałeś ją w sobie rozkochać, wypieprzyć i zostawić. - fukam, a on uważnie mi się przysłuchuje.
Nienawidzę go, jak tylko na niego patrzę, mam ochotę go zabić.
- Nie pozwolę, żeby spotkał ją taki los jak wszystkie, te inne, naiwne, które się z tobą przespały. Ona na to nie zasługuje. - spluwam. - Dobrze, że była na tyle mądra i zrozumiała, ze to twój kolejny wybryk.
Wiem, że to go wkurwia, dlatego daje mi to satysfakcje.
Mam zamiar się odezwać, lecz chłopak przyciska mnie do ściany, z ręką, przyciśniętą do mojego gardła.
- Gówno o mnie wiesz i gówno wiesz o tym co z nią robiłem i co zamierzałem zrobić. - mocniej przyciska rękę do mojej szyi, co sprawia, że nie mogę  wciągnąć powietrza do płuc. - Więc zamknij dupsko, bo inaczej źle się to dla ciebie skończy. - puszcza mnie i schodzi na dół, a ja upadam na kolana i gorączkowo wdycham powietrze do swojej klatki piersiowej.
Ja pierdole, co za pojeb. Wiedziałem, że się wszystkiego wyprze, ale nie spodziewałem się, że będzie chciał mnie udusić.
Kiedy mój stan się polepsza, wstaję na nogi i idę do swojego pokoju, zamykam drzwi na klucz i nie zamierzam stąd wyjść do rana. Nie chcę więcej oglądać tego frajera.
Kładę się na łóżku, biorę telefon do ręki i sprawdzam, która godzina. 15.03. Nie wiedziałem, że jest już późne popołudnie.
Kurwa jak ten czas szybko leci.
Słyszę pukanie do drzwi. Zrywam się z łóżka, podchodzę do nich i przekręcam klucz. Drzwi się otwierają, a do pokoju wchodzi Joseph.
- Słyszałem was. - mówi i opiera się o drewnianą powłokę, zamykając ją.
- I co z tego? - fukam i siadam na łóżku.
- To, że nie możesz oskarżać go o takie rzeczy. Mówiłem ci coś przecież. - odchodzi od drzwi i staje przede mną. - Dlaczego jesteś taki wkurwiony? - mężczyzna krzyżuje ręce na piersi.
- Pokłóciłem się z Agą. - wzdycham. - Powiedziała, że całowała się z nim dużo razy i, że spali razem w łóżku. - przeczesuję swoje włosy.
- I co? Co w tym złego? - pyta, wzruszając ramionami.
- To, że mnie oszukała. Mówiła, że nic ją z nim nie łączy, a tak naprawdę całowała się z nim.
- A dziwi cię to? Dobrze wie, że byś się wkurwił.
- Ale nie czułbym się oszukany.
- Spróbuj ją zrozumieć. Wie jak nienawidzisz Harry'ego ...
- To nie zamienia faktu, że mnie okłamała. - przerywam mu oschle. Joseph wzdycha w geście poddania się. - Pewnie to, co o nim mówiła, też było ściemą. - dodaję cicho.
- Co mówiła? - pyta wyraźnie zaciekawiony
- Powiedziała, że on jest inny niż myślę, że potrafi z nią normalnie rozmawiać, że jest miły. - wzruszam ramionami. - To pewnie chuj prawda. Chciała mnie do niego przekonać, żeby łatwiej jej było powiedzieć o tym co zaszło pomiędzy nimi.
Trwamy chwilę ciszy.
 - Myślę, że nie. - mówi zamyślony. - Rozmawiałem z nią dzisiaj i to, co mówiła było prawdą. - prycham.
- Taa.
- Louis, przestań kurwa robić cyrk. - mówi. - Ta dziewczyna zrobiła coś w kilka dni, czego ty nie mogłeś zrobić w kilka lat. - podnosi ton.
- Dlaczego cały czas trujesz mi dupę, żebym zmienił do niego podejście? - pytam.
- Bo z tego, co zauważyłem, tylko ty jesteś aż tak wrogo do niego nastawiony. - wychodzi z pokoju, a ja kładę się na łóżku. Zamykam oczy, próbując ogarnąć swój umysł.
I tak pewnie zaraz zasnę.


                                                           *Oczami Agaty*

Po około półtoragodzinnego, bezczynnego leżenia pod ciepłą pościelą, na miękkim materacu, w celu uspokojenia swoich nerwów i emocji. Zwlekam się z łóżka i sięgam po telefon, który znajduje się na szafce nocnej, w celu sprawdzenia godziny, ponieważ na dworze jest już ciemno.
Jest już przed siedemnastą.
Jestem zszokowana tym, jak ten dzień tak szybko zleciał. Co zajęło tak dużo czasu, że jest już wieczór?
Podchodzę do mojej szafy z ubraniami, wyciągam z niej krótkie szorty i luźną, czarną koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki.
Nalewam gorącej wody do wanny, pierwszy raz odkąd tutaj przyjechałam. Opieram się biodrem o jej bok i patrzę jak parujący strumień wlatuje do białej, dużej, metalowej misy, która trochę się już napełniła.
Chcę wziąć kąpiel, która mam nadzieję, że mnie odpręży i zrelaksuje. Ostatnio w moim życiu zdarzyło się naprawdę wiele i mam wrażenie jakby zaczynało, mnie to, wszystko przerastać.
Idę do pokoju, biorę komórkę, słuchawki i jakąś książkę z półki, następnie wracam do łazienki. Zakręcam wodę, która wypełnia prawie 3/4 wanny i wlewam do niej oleju o zapachu wanilii i brzoskwini. Mieszam i trzepię tafle ręką, żeby się spieniła, następnie związuję włosy rozbieram się i wchodzę do wanny.
Gorąco rozluźnia moje, napięte mięśnie, para wodna uderza w moje nozdrza, a piana osadza się na moim obojczyku, cicho pękając. Co, przyznaję, nieco mnie odpręża i oczyszcza mój umysł, z czego bardzo się cieszę.
Wkładam słuchawki w uczy, włączam przypadkowo wybraną muzykę, następnie biorę książkę, otwieram ją na pierwszej stronie, po chwili zatracam się w lekturze.

                                                                   ***

Po około godzinie, woda jest już chłodna, a ja wychodzę z wanny i owijam się w ręcznik, który pochłania wodę osadzoną na moim ciele. Ubieram się w przygotowane wcześniej rzeczy, następnie odkręcam kurek, a woda zaczyna szybko obniżać swój poziom.
Jest dopiero dziewiętnasta, a ja już jestem zmęczona. Podczas kąpieli cały czas ziewałam, a moje powieki non stop się zamykały, wręcz walczyłam, żeby nie zasnąć.
Podchodzę do zlewu, myję zęby i czeszę włosy, następnie wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Odkładam książkę i telefon na szafce, podchodzę do okna, zasłaniam je, nie patrząc na drugą stronę ulicy, wiedząc, że GO tam nie ma. Po chwili wskakuję do łóżka i przykrywam się moją, puszystą kołdrą.
Staram się zasnąć, zmuszając się do nie myślenia już o niczym, co skutkuje, bo po kilku minutach zapadam w głęboki sen.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Jak obiecałam, tak wstawiam, ale mam wrażenie, że ten rozdział jest do dupy, poprawiałam go kilka razy i nadal coś mi w nim nie gra. ;( A wy jak uważacie?
Do następnego. <3333

11.01.2016

Rozdział 21

                                                         *Oczami Louis'a*

Otwieram moje leniwe powieki, i zauważam, że nie znajduję się w swoim pokoju, lecz jestem w jakimś salonie, na kanapie, przykryty kocem, pod którym jest mi kurewsko gorąco.
Przypominam sobie, że jestem u Agi i oglądaliśmy film. Lecz nigdzie nie widzę dziewczyny, a telewizor jest wyłączony. Na zewnątrz zaczyna się przejaśniać.
Kurwa mać ile ja spałem?
Wstaję z kanapy i sięgam po mój telefon, który leży na stoliku. 08.32.
Ja pierdole.
Idę na górę do pokoju mojej przyjaciółki, który nie trudno mi znaleźć, bo dziewczyna jęczy i rozmawia przez sen. Wchodzę do środka.
Aga śpi na samym krańcu łóżka z podkulonymi nogami do swojej piersi i ciemnymi włosami, przykrywającymi całą, jej twarz,
Siadam obok niej na łóżku i odgarniam jej loki z twarzy, zauważam, że jej czoło jest zmarszczone, a brwi ściągnięte do środka, jakby była zmartwiona lub zaniepokojona.
Z jej ust wydostaje się szloch.
- Nie. - mówi szlochając i zaczyna kręcić swoją głową. - Dlaczego to robisz? - pyta słabo i zaczyna się  wiercić. - Proszę nie. - jej szloch przeradza się w żałosny krzyk.
Łapię ją za ramiona i utrzymuję jej ciało w miejscu,
Ja pierdolę, jestem przerażony.
Kiedy Aga się uspokaja, potrząsam nią lekko, chcąc, żeby obudziła się z tego, okropnego koszmaru.
Dziewczyna otwiera swoje, przerażone oczy, ale po chwili zasłania je rękami. Pewnie nie chce żebym na nią patrzył o tym, wszystkim..
Obejmuję ją mocno ramionami i przytulam mocno do siebie. Aga siada i mocno oplata moją szyję swoimi, trzęsącymi się rękami, ściskając na plecach moją koszulkę.
Jej ciało jest całe rozdygotane i roztrzęsione.
- To tylko sen. - mówię, głaszcząc jej włosy i jeszcze mocniej ją do siebie tulę.

                                                        *Oczami Agaty*

Stoję oparta plecami o jakiś budynek, nie mam pojęcia co tutaj robię, ani jak się tutaj znalazłam. 
Naglę ktoś zatyka mi usta ręką i ciągnie mnie w pustą uliczkę, za jakiś,wielki kontener na śmieci. Chcę się wyrwać, ale nie mogę nic zrobić, ten ktoś jest zbyt silny. Pcha mnie z taką siłą na zimną ścianę, że ląduję na ziemi.
Czuję jak moje ręce i nogi zostają związane, a moje usta są stanowczo i mocno całowane przez tego kolesia, co stwierdzam po jego, ostrym zaroście. Próbuję go jakoś od siebie odepchnąć, niestety mi się to nie udaje. 
Jestem przerażona i kompletnie nie wiem co mam robić. 
Jest strasznie ciemno i nie widzę twarzy oprawcy, ale czuję jak mi się przygląda, po chwili zaczyna odpinać guziki od mojej, kraciastej koszuli, co sprawia, że zaczynam wierzgać i próbuję mu się wyrwać, lecz on siada okrakiem na mojej talii i mocno ściska moje biodra, żebym została nieruchoma. 
Kiedy moja koszula zostaje odpięta, czuję jak jego usta i język jeżdżą po moim brzuchu kując mnie jego zarostem, co sprawia, że łzy zaczynają cisnąć się z moich oczu, a mój krzyk zostaje przytłumiony przez jego rękę. 
Podciąga mój biustonosz do góry, odsłaniając moje piersi, po chwili czuję jak zaczyna je, lizać i ssać ich skórę. Zaczynam ruszać moim tułowiem na wszystkie strony, lecz jego ręce lądują po obu moich bokach, chcąc zatrzymać moje ciało w miejscu. 
Chcę  zacząć krzyczeć, lecz nie daję rady.
Zaczynam szlochać i kręcić głową nie móc uwierzyć, że takie coś właśnie teraz ma miejsce. 
Jego ręce łapią  moje piersi i zaczynają je ściskać i omacywać, co boli mnie nie miłosiernie, a usta tego zboczeńca, dobierają się do mojej szyi. 
Zanoszę się szlochem i zaciskam powieki. 
Czuję jak coś zaczyna napierać na mój brzuch i orientuję, się, że to jego, obrzydliwa męskość, zaczynam jeszcze bardziej szlochać. 
Słyszę jego ciche sapnięcia, i stęknięcia. 
Nie mogę uwierzyć, że zabawia się moim kosztem, w tak okropny sposób.  Jak on może mi to robić?
Zachłanne ręce zaczynają odpinać moje jeansowe szorty, przez co niemal mdleję z przerażenia.
Ściąga mi je do kolan i zaczyna macać i ściskać moje uda...

                                                                  ***

Otwieram oczy i widzę zmartwioną twarz Louis'a, zakrywam twarz dłońmi, nie chcąc, żeby widział jak wyglądam.
Tak strasznie mi wstyd, że musiał patrzeć na to wszystko.
Czuję jak jego ręce oplatają się wokół moich pleców.
Tego właśnie teraz potrzebuję, żeby ktoś mnie mocno uściskał i pocieszył.
- To tylko sen. - głaszcze mnie po włosach. Mocniej przyciska moje ciało  do swojego.
Jestem totalnie roztrzęsiona tym, co mi się przed chwilą przyśniło.
Przez kilka minut maja głowa jest wtulona w jego ramie starając się zapomnieć i uspokoić. Moje ręce oplatają jego szyję, a dłonie zaciskają się na jego koszulce.
- Obudziłam cię? - te słowa ledwo wychodzą z moich ust,ponieważ mój głos jest strasznie ochrypły i ledwo co  mówię.
- Nie, sam się obudziłem. - mówi w moje włosy.
- To dobrze. - mówię z ulgą.
Jeśli obudziłabym go swoimi, żałosnymi krzykami, chyba spaliłabym się ze wstydu.
- W porządku? - pyta, nieco się ode mnie oddalając i spoglądając na moją twarz.
Pewnie wyglądam okropnie.
- Co ci się śniło? - po jego pytaniu, opuszczam głowę i spoglądam na swoje, trzęsące się ręce.
- Nie chcę teraz o tym mówić. - pociągam nosem.
- Rozumiem. - opieram czoło na jego ramieniu.
Cieszę się, że nie naciska, nie jestem gotowa, żeby mu o tym powiedzieć  i ponownie się rozbeczeć z powodu przerażającego snu i makabrycznych przeżyć z przeszłości.
Nie miałam takich snów od ponad dwóch lat i bardzo mnie to martwi, że jeden z nich znowu się pojawił. Dobrze, że Louis obudził mnie w takim momencie i nie doszło do najgorszego momentu.
- Ale ze mnie mazgaja. Co za wstyd. - mówię i oczyszczam gardło.
- Wcale nie. - mówi, kładąc mi rękę na plecach i mnie po nich kojąco głaszcząc. - Harry też tak czasami ma. Tylko, że drze się dużo głośniej i okropnie szamocze się na wszystkie strony. - mówi, a mnie muruje.
Czyli wtedy kiedy u mnie był, to nie był pierwszy raz, kiedy przyśnił mu się ten koszmar. Przypominam sobie jaki był wtedy przerażony i pod wpływem emocji, przytulił się de mnie, jakbym zaraz miała uciec z jego objęć. To było szokujące, a zarazem okropne przeżycie.
- Naprawdę?
- Ma tak raz, dwa razy w tygodniu. Budzi wtedy wszystkich, a Joseph go budzi i uspokaja. - mówi.
Czyżbyśmy mieli z sobą coś wspólnego?
- Już wszystko w porządku? - odsuwa się i spogląda w moje oczy.
Kiwam głową.
Ten sen był dla mnie naprawdę ogromnym szokiem, po tylu latach te sny znowu się zaczynają, a ja nie mogę tego powstrzymać. Myślałam, że już mam to za sobą, ale widocznie nie miałam racji i to mnie dołuje, nawet bardzo.
Kładę się na łóżko, a Louis tuż obok mnie.
- Dzisiaj walka. Nadal chcesz iść? - pyta, patrząc na mnie.
Nie chcę więcej widzieć Harry'ego. Ale chcę zobaczyć jak Harry obrywa od kogoś, kto ma z nim jakiekolwiek szanse.
- Tak. - mówię. - O której się zaczyna? - pytam, bawiąc się rogiem od kołdry.
Wyciąga swoją komórkę i  spogląda na jej wyświetlacz.
- Za godzinę. - mówi i chowa urządzenie z powrotem do kieszeni.
- Powinnam zacząć się ogarniać. - wskazuję na moją twarz.
- Masz rację. - chłopak prycha śmiechem.
- Jesteś okropny. - w żartobliwym geście, szturcham go w ramię.
- Mam rozumieć, że już wszystko w porządku? - pyta łapiąc za moją rękę.
- Tak, już wszystko dobrze. - uśmiecham się lekko do niego.
Wstaję z łóżka, podchodzę do szafy i wyciągam z niej czarną, luźną koszulkę z jakimś nadrukiem, granatową, zapinaną bluzę z kapturem i białymi sznurkami, oraz czarne rurki.
Udaję się do łazienki, rozbieram ubrania i wchodzę pod kabinę prysznicową. Od razu odkręcam wodę, a gorący strumień bucha w moje napięte mięśnie na plecach.
Nadal jestem nieco wstrząśnięta tym snem, chociaż nie był on tak realistyczny i przerażający, jak te sprzed dwóch lat, z czego bardzo się cieszę. Tamte sny były o wiele, wiele gorsze, były tak realistyczne, że czułam jakby to była prawda, jakby to się naprawdę działo. Budziłam się wtedy i płakałam po tym, koszmarnym przeżyciu, bo czułam, jakby to stało się na nowo.
Ten sen całe szczęście nie doszedł do najgorszego momentu, co bardzo mnie cieszy. Szkoda tylko, że Louis musiał na to, wszystko patrzeć. Co za wstyd.
Domyślam się, że będzie wypytywał o to, co mi się takiego śniło, ale niestety nie będę mogła mu tego wyjawić. Ale myślę, że kiedyś na pewno mu powiem o tym, co mi się przytrafiło, Chłopak zasługuje na wytłumaczenie, ponieważ musiał znosić mnie wtedy na tej imprezie i jeszcze dzisiaj ten sen.
Cholera.
Domyślam się także, że będę musiała powiedzieć o tym Pauli oraz moim rodzicom. Wiem, że to będzie dla mnie i dla nich bardzo trudne, ale skoro zamierzam powiedzieć Louis'owi, to Paula i moi rodzice, też powinni o tym wiedzieć. Mam dość już ukrywania tego przed tak ważnymi dla mnie osobami, i myślę, że wkrótce nastąpi czas kiedy będę musiała wydusić to z siebie. Problem w tym, że nie wiem kiedy.
Wychodzę spod kabiny, owijam się w ręcznik i wycieram swoje, mokre od wody ciało, następnie ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania i podchodzę do lustra.
Wyczesuję moje ciemne, pofalowane włosy i myję zęby, następnie zabieram się za robienie makijażu.
Z półki biorę moją, tajną, zakazaną broń czyli korektor, który właśnie w tym momencie jest mi niezbędny, żeby wyglądać znośnie. Wcieram kosmetyk w przyciemnione miejsca na moich powiekach i na worki pod oczami. Robię kreski eyelinerem przy liniach rzęs, mocno tuszuję górne rzęsy i lekko dolne i rysuję czarną kredką do oczu, kreskę do połowy linii wodnej na dole mojego oka.
Wyciągam jeszcze ubrania z pralki do miski i rozwieszam na metalowym wieszaku, który stoi w rogu łazienki.
Wychodzę z pomieszczenia i zaglądam do pokoju, lecz Louis'a tam nie ma. Schodzę na dół i zastaję go w kuchni, pijącego wodę i jedzącego ciastka, którymi chciałam go wczoraj poczęstować, ale on skupił się na chrupkach i chipsach.
- Dobre ciastka. - wpycha sobie dwa do buzi i się uśmiecha.
Nie wierzę. Ile on może jeść? Ja mam pełny brzuch od wczoraj i myślę, że będzie mnie to trzymać jeszcze, jakieś pół dnia.
- Wiem o tym. - mówię.
- Gdzie je kupiłaś? - pyta z pełną buzią i wpycha sobie kolejne, co przyprawia mnie o śmiech.
- Kupiłam je w Polsce, i nie wiem czy można je tutaj dostać. - lekko się uśmiecham. - Jak je znajdę, to na pewno ci o nich powiem.
- W takim razie dzięki. - bierze jeszcze jedno do ręki - Mogę wziąć prysznic? - pyta, a ja kiwam głową.
Chłopak mijając mnie, mierzwi moje włosy ręką i puszcza mi oczko.
Louis jest niesamowity, że potrafi poprawić mój humor w minutę i nadal mam uśmiech na twarzy. Jestem mu za to, bardzo wdzięczna.
Idę do salonu, siadam na kanapie i włączam telewizor. Jest 9.24, a z tego co wiem, to walka zaczyna się o dziesiątej, więc zostało nam sporo czasu na dotarcie tam na czas.
Nie jestem przekonana czy to dobry pomysł, ale chcę zobaczyć jak wygląda taka walka... jak Harry walczy. Poza tym nie chcę siedzieć tutaj sama i nic nie robić.
Sama chciałam tutaj wyjechać, żeby moje życie się zmieniło i zamierzam się trzymać tego, co sobie postanowiłam.
Słyszę dźwięk puszczanej wody, co oznacza, że Louis jest już pod prysznicem.
Trafiam na jakiś dokument o dzikich kotach, więc postanawiam go zostawić.
Uwielbiam zwierzęta są takie tajemnicze i fascynujące, nawet jeśli myślisz, że znasz je na wylot to nigdy nie dowiesz się o nich wszystkiego, dowiesz się tego co one chcą żebyś wiedział. Z nimi jest tak jak z ludźmi, każde z nich ma swoją, inną stronę, której nie pokazuje nikomu.
Wiem, to może być nieco przerażające i wiele osób mogłoby się ze mną nie zgodzić, ale to jest tylko moje, zapewne mylne zdanie.

                                                                   ***

Dziesięć minut później słyszę jak chłopak schodzi ze schodów, wyłączam telewizor i odwracam się do niego.
- Jedziemy?  - pyta kiwając głową w stronę drzwi.
- Jasne. - wstaję z kanapy, i idę za Louis'em do korytarza, gdzie ubieram płaszcz i moje, czarne adidasy.
- Nie ubierasz tych? - pyta ze śmiechem, podnosząc moje kozaki na słupku.
- Nie, nie cierpię chodzić w wysokich butach. - mówię, zakładając kaptur na głowę.
- W takim razie, dlaczego ubrałaś na nasze spotkanie? - pyta nieco zaskoczony.
- To była wyjątkowa okazja. - uśmiecham się do niego, co chłopak odwzajemnia.
Wychodzimy z domu i udajemy się do samochodu. Zapinam pasy i pooprawiam się na fotelu.
Louis odpala samochód i ruszamy i doskonale znanym mi kierunku.
- Jak ci idzie z tą dziewczyną? Nadal utrzymujesz z nią kontakt? - pytam spoglądając na niego
- W porządku, byłem u niej przed wczoraj, i wróciłem o piątej w nocy do domu. - kręci głową ze śmiechem. - Nigdy więcej.
- Dlatego wczoraj tak szybko cię zmogło.
- Byliśmy na kolacji, potem poszliśmy na piwo, trochę potańczyliśmy dowiedziałem się o niej trochę więcej i jest naprawdę świetną dziewczyną.
- Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę. - uśmiecham się do niego.
Mam nadzieję, że Carol nie jest taka jak Tiff i, że da Louis'owi to, na co zasługuje.
- A co z tobą? Byłaś już kiedyś z kimś? - pyta, zerkając na mnie z ciekawością.
- Nie, nigdy nie byłam w żadnym związku. - czuję jak moje policzki się rumienia.
Strasznie mi wstyd mówić mu o tym. Mam dwadzieścia lat i nigdy nie miałam chłopaka.
- Naprawdę? - kiwam głową. - Dlaczego?
- Nigdy nie byłam zbyt atrakcyjną osobą i zawsze twierdziłam, że związki nie są dla mnie. Z resztą, kto by mnie chciał? - pytam wzruszając ramionami.
- O czym ty mówisz? - pyta zszokowany. - Jesteś zajebistą, śliczną dziewczyną. Jak możesz tak myśleć?
- Nie wiem, po prostu. - odpowiadam. - Zawsze miałam kilka kilo więcej przez moją chorobę i ...
- Chorobę, jesteś na coś chora?
- Nie, raczej to nic poważnego. Muszę tylko codziennie rano połykać tabletki. - wzruszam ramionami.
Nienawidzę wymawiać tych słów.
- Rozumiem. - mówi. - Ale nie rozumiem, czego ty od siebie chcesz? - wskazuje na mnie i zmierza moje ciało. - Wyglądasz świetnie. - jego wzrok wraca z powrotem na drogę.
Zawsze uważałam się za osobę nieatrakcyjną i nigdy nie usłyszałam od innych pochlebiającego słowa w moją stronę. Przyznaję, że taki komplement jest dla mnie nowością.
- Dziękuję.- uśmiecham się, nieco speszona.
Nie lubię rozmawiać o moim ciele i wyglądzie.
- Nie masz za co.

                                                                  ***

Pięć minut później jesteśmy już pod opuszczonym budynkiem, w którym za dziesięć minut będzie odbywać się walka.
Na ,,parkingu'' jest pełno wszelkich motorów, motocykli, kładów i czarnych samochodów. To nieco dziwny widok, bo tutaj zawsze było pusto, a jedyny samochód jaki tutaj stał, był autem Harry'ego, które też tutaj zauważam.
Louis obejmuje ręką moje plecy i kierujemy się do opuszczonej siłowni.
Wchodzimy zupełnie innym wejściem, niż te, którym wchodziłam z Harry'm. Nie idziemy żadnym, mrożącym krew w żyłach korytarzem, tylko od razu wchodzimy na wielką salę z ringiem, która jest przepełniona po brzegi, groźnie i nieprzyjemnie wyglądającymi ludźmi.
Louis łapie mnie za rękę i wchodzi ze mną w tłum.
Docieramy do krzeseł prawie przy samym ringu i na nich siadamy.
Nie wiem z jakiej racji były tutaj jakiekolwiek wolne miejsca. Strasznie mnie to dziwi.
- Louis. - szturcham go w rękę, ponieważ jest pochłonięty rozmową z jakimś brunetem o kasztanowych oczach.
Chłopak spogląda na mnie.
- Liam. To jest Aga. Aga, to jest Liam. Mieszka ze mną u Joseph'a. - przedstawia mnie z chłopakiem, który szeroko się do mnie uśmiecha i podaje mi rękę.
Jest bardzo przystojny i wygląda sympatycznie, nie tak, jak większość znajdującego się tutaj towarzystwa.
Uśmiecham się do niego i łapię za jego, masywną, silną dłoń. Liam przysuwa głowę do mojej dłoni i delikatnie muska jej wierzch, kując mnie nieco swoim zarostem.
To drugi raz w życiu, kiedy ktoś całuje mnie w rękę.
- Miło mi cię poznać. - mówi i puszcza moją dłoń.
Jest uroczy.
- Ciebie też. - odpowiadam z uśmiechem.
- Dobre zająłem wam miejsca? - pyta.
I mam odpowiedź na moje pytanie.
- Jak zawsze. - odpowiada Louis  i przybijają sobie piątkę.
- Zaraz przyjadą Niall i Zayn. - wskazuje na dwa krzesła  obok mnie, których nie zauważyłam wcześniej.
Nie wiedziałam, że na takich walkach, w takich miejscach jak te, jest takie coś, jak zajmowanie sobie miejsc. Ale w sumie, cieszę się, że takie coś istnieje.
W trakcie kiedy chłopaki entuzjastycznie rozmawiają, ja patrzę na ring, wypatrując umięśnionej sylwetki Harry'ego.
Naglę czuję, że obok mnie ktoś siada, spoglądam w prawo i zauważam uroczego blondyna, o jasno niebieskich oczach.
Patrzy na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili uśmiecha się lekko.
- Hej. - pokazuje swoje, białe jak śnieg zęby w szerokim uśmiechu.
- Niall, to jest Aga. Aga to jest Niall. On też mieszka u Joseph'a - Louis przedstawia nas sobie w podobny sposób jak poprzednio.
- Miło mi. - blondyn obejmuje moje ramie i przyciska do siebie w uścisku, co mnie lekko dziwi, ale odwzajemniam uścisk. Po chwili się od siebie oddalamy, a ja uśmiecham się do jego, radosnej twarzy.
- Mi także. - mówię.
- To jest Zayn. - odsuwa się lekko do tyło i wskazuje na przystojnego mulata o miodowych oczach i niemal, że czarnych włosach.
Czy wszyscy znajomi Louis'a muszą być tak przystojni i onieśmielający?
Kiwa do mnie głową i spogląda w drugą stronę.
- Nie jest zbyt rozmowny. - wysyła mi przepraszające spojrzenie.
- W porządku. - uśmiecham się.
Słyszę jak tłum zaczyna krzyczeć, piszczeć i wydawać różne, dziwne odgłosy.
Spoglądam na ring i widzę jakiegoś, wielkiego mężczyznę w krótkich spodenkach, który wchodzi na ring i zaczyna machać do tłumu.
Jestem przerażona. On ma być o trzydzieści kilo cięższy? Mam wrażenie jakby ten facet kilkoma ciosami miał zabić Harry'ego.
To jednak nie był dobry pomysł, żebym tutaj przychodziła.
Tłum odwraca się, po chwili słyszę jeszcze większy krzyk i jazgot. Odwracam się w tamtą stronę  i widzę Joseph'a wychodzącego zza zardzewiałych drzwi, a zaraz za nim podąża Harry.
Rozgląda się po tłumie, jakby kogoś szukał i mam wrażenie, że tym, kimś jestem właśnie ja.
Kiedy Harry wchodzi na ring, Joseph klepie go po plecach i mówi coś w jego stronę, ale chłopak macha tylko ręką i zaczyna rozglądać się po tłumie z wysokiego podestu.
Zakładam kaptur i nieco opuszczam swoją twarz, żeby nie mógł mnie zobaczyć, na wypadek, jakby to mnie właśnie poszukiwał.
Słyszę głośny gwizd, co sprawia, że tłum nieco się ucisza, a zawodnicy ustawiają  się na swoich miejscach i robią tą samą postawę, jakiej nauczył mnie Harry.
Jestem jeszcze bardziej przerażona, widząc ich obok siebie. Są tego samego wzrostu, ale Harry jest dużo drobniejszy od drugiego zawodnika.
Dziwi mnie trochę to, że Harry nie jest zaskoczony jego posturą. Przecież to wiadome, że coś mu połamie.
Kolejne gwizdnięcie, a pierwszy cios zadany przez mężczyznę, zostaje z łatwością zablokowany przez Harry'ego. Napięcie we mnie rośnie kiedy chłopak przyjmuje silnego kopniaka w brzuch i leci plecami na liny, krzywię się kiedy śmiało przyjmuje cios w żebra. Harry marszczy brwi, a jego nozdrza zaczynają drgać. Energia, która wypełnia jego ciało sprawia, że zaczyna okładać pięściami tors i twarz przeciwnika, lecz nie trwa to długo, bo potężna pięść mężczyzny ląduje na jego twarzy. Widzę krew tryskającą z jego buzi i jego ciało odbijające się od lin. Zakrywam ręką usta i odwracam wzrok.
Okropne było, patrzenie jak Harry bezlitośnie okładał pięściami łysego mężczyznę, którego spotkaliśmy trzy dni temu przed budynkiem w którym właśnie się znajduję. Ale jeszcze gorsze jest patrzenie, jak Harry jest ciosany i rzucany na liny w celu wygrania tej, głupiej walki.
Kiedy to się wreszcie skończy?
Łzy zbierają się w moich oczach, kiedy potężna pięść, przygwożdża chłopaka do ringu, następnie przyjmując cios w brzuch, wydając z siebie dźwięk, który przyprawia mnie o ciarki. Próbując podnieść się z kolan, unika kolejnej pięści wymierzonej w jego twarz, żeby z potężną siłą uderzyć w środek brzucha mężczyzny. Odwracam wzrok, nie chcąc patrzeć na ten, okropny widok. zaczynam bawić się moimi palcami. Lecz jak słyszę jęki i widzę krzywe miny ludzi wokół mnie, mój wzrok z powrotem wędruje na ring, gdzie Harry zostaje, ponownie rzucony na liny i kolejny cios zostaje przyjęty przez jego twarz. Z jego nosa zaczyna cieknąć krew, która przez wierzch jego ręki, rozmazuje się po jego ustach i policzku.
Szybko mrugam chcąc pozbyć się łez, które napływają pod moje powieki.
Zwykła, brudna walka, zero empatii i ludzkich zahamowań.
Gdy chłopak przyjmuje kolejne ciosy na swój tors, wstaję z miejsca. Moje ramie zostaje złapane przecz czyjąś rękę.
- Gdzie idziesz? - słyszę głos Louis'a.
- Źle się poczułam. - mówię. - Muszę wyjść na powietrze. - dodaję nie patrząc na niego.
Nie chcę  tutaj dłużej zostać i patrzeć no to okrucieństwo.
- Tu jest niebezpiecznie.
- Dam sobie radę. - wyrywam swoją rękę z jego uścisku i zaczynam przepychać się pomiędzy ludźmi, w stronę znanych mi, zardzewiałych drzwi.
Otwieram je i idę po schodach, prowadzących na dół, wycierając łzę, cieknącą po moim policzku.
Chciałam się rozerwać, a skończyło się na tym, że płaczę nad okropnym losem, jednego z zawodników na tej, brudnej walce.
Przyszłam tutaj, z myślą, że chcę na to patrzeć, jak Harry dostaje małe manto, a tymczasem to najokropniejsza rzecz, jaką w życiu widziałam. Jak tak można? Okładać się nawzajem pięściami i kopniakami.
Naciskam na klamkę pomieszczenia numer 7, mając nadzieję, że drzwi są otwarte. Na moje szczęście są. Pewnie nie zamknął ich, po swoich przygotowaniach do tej krwawej bitwy. Klucze włożone w zamek od drzwi od strony pokoju, utwierdzają mnie w moim przypuszczeniu.
Zamykam je, podchodzę do kanapy, siadam na niej i podkurczam nogi pod moją brodę.
Zamykam oczy próbując uspokoić mój szybki oddech i starając się nie przypominać sobie tego, co przed chwilą działo się na tamtej sali. Lecz obrazy zakrwawionej twarzy Harry'ego okładanego pięściami, pojawiają się przed moimi, zamkniętymi powiekami.
Wkładam rękę pod mój kaptur zaciskając palce w moich włosach, ciągnąc je przy skórze i jeszcze bardziej zaciskam powieki.
Dlaczego to zrobiło na mnie takie wrażenie? Przecież to, co było pomiędzy nami, czego nie umiem nazwać i nie wiem nawet co to było. W każdym bądź razie, to nic nie znaczyło i moim zdaniem było to kompletnie bez sensu, całowanie się bez jakichkolwiek uczuć. To nie w moim stylu i nie chcę dłużej tego robić.
Słyszę jak drzwi od pomieszczenia się otwierają, co sprawia, że niemal wciskam moje plecy w ścianę.
To niemożliwe, żeby to był Harry, bo pewnie leży poobijany i połamany, czekając na ostateczny cios.
Lekko uchylam powieki, widzę znaną mi burze loków, związaną w koka i umięśnione plecy, zamykające drzwi.
Jestem zaskoczona, oszołomiona i nie mam pojęcia o co chodzi. Przecież widziałam jak tamten olbrzym cały czas nim pomiatał i okładał go pięściami. Powinien wykrwawiać się na ringu, czekając aż karetka zabierze go, do szpitala, a tymczasem chłopak przemierza pokój, odwijając, jedną  z czarnych taśm, zaplecionych wokół jego pięści.
Harry podchodzi do żaluzji na oknie, zaczyna ciągnąć, za długi sznurek, a w pomieszczeniu momentalnie robi się jasno. Podchodzi do metalowego blatu, moczy kawałek bandaża wodą utlenioną i przykłada do swoich kłykciów, następnie zaczyna wycierać nim twarz.
W pewnym momencie mimika jego twarzy się zmienia i spogląda kątem oka na mnie, następnie odwraca głowę w moją stronę i szeroko otwiera, swoje zielone oczy patrząc na mnie z niedowierzaniem i zszokowaniem.
Chowam moją twarz w kolanach nie chcąc na niego patrzeć. To niemożliwe, tak nie miało być. Chciałam ochłonąć w samotności nie chcąc go widzieć, poobijanego i przybitego do desek ringu, a on wchodzi jak gdyby nigdy nic, zdrowy jak ryba i opatruje swoje rany.
Czuję jak chłopak siada na kanapie obok mnie.
- Dlaczego płakałaś? - pyta łagodnie. Czuję jego rękę na mojej nodze, co sprawia, że strzepuję ją, swoją dłonią.
Cały czas mnie rani i sposobem, żeby zapobiec dalszym rozczarowaniom, jest zerwanie z nim wszelkiego kontaktu, nawet wzrokowego czy dotykowego. Czas zakończyć tą bezuczuciową, bezsensowną, nic nie znaczącą znajomość, puki jeszcze nie jest za późno i nie wplątałam się w jeszcze większe bagno.
W tym momencie chcę wstać z kanapy i wyjść nie patrząc na niego, ale wiem, że to niemożliwe w obecnej sytuacji.
- Zostaw mnie. - mówię, wstając z kanapy, a on robi to samo.
- Nie puki mi nie powiesz. - czuję, że chłopak zmniejsza dystans między nami.
Znowu to samo, chce wymusić na mnie odpowiedź, ale tym razem nie zamierzam się poddać.
Chcę po prostu znaleźć Louis'a i jechać z nim do domu. Mam dosyć wrażeń jak na dzisiejszy dzień.
Idę szybkim krokiem w stronę drzwi, lecz sylwetka chłopaka zastawia mi jedyną drogę ucieczki z tego pomieszczenia.
- Harry, wypuść mnie stąd. Louis na mnie czeka. - chcę go minąć, ale on łapie za moje przedramiona i przyciąga do siebie.
- Powiedz. - czuję jakby jego wzrok wwiercał się w moją twarz. - Ktoś ci coś zrobił?
- Nie, nic mi nie jest. - wyrywam się z uścisku jego rąk i robię kilka kroków w tył. - Proszę cię wypuść mnie. - mówię błagalnie i spoglądam w jego oczy, które są skierowane na blat i celuje ubrudzonym krwią bandażem na jego powierzchnię. Wykorzystuję jego chwilę nieuwagi i rzucam się do ucieczki, otwieram drzwi i biegnę do przerażającego korytarza ile mam tylko sił w nogach. Słyszę długie kroki Harry'ego za mną i jego krzyki, ale ignoruję je, i po chwili wybiegam z budynku popychając metalową powłokę. Zwalniam tempo na szybki chód.
Docieram do samochodu Louis'a. Chłopaka nie ma w środku, więc postanawiam na niego poczekać, mając nadzieję, że wkrótce przyjdzie, bo obawiam się, że Harry może tutaj przyjść.
Na  moje szczęście zauważam chłopaka, kieruje się w moją stronę z Niall'em i Zayn'em, idącymi obok niego, śmieją się i rozmawiają.
Odwracam głowę w stronę ciężkich, metalowych ,,wrót'', z których wybiegłam jak oparzona w ucieczce przed Harry'm. Naglę, zauważam jak drzwi gwałtownie się otwierają, a zza nich wychodzi chłopak z burzą loków na głowię, na którą nakłada czarny kaptur od bluzy i nieco kulejąc, podąża w moją stronę z nieciekawym wyrazem twarzy. Mój wzrok pada na Louis'a, który natarczywie gada z dwójką chłopaków.
Naprawdę Louis, teraz musisz urządzać z nimi pogawędki?
Widząc jak Harry coraz bardziej zbliża się do mojej osoby, szybkim krokiem odchodzę od auta , podchodzę do trójki chłopaków i staję obok Louis'a, przybliżam się do niego, najbardziej jak mogę. Spoglądam na Harry'ego, który jest oparty plecami o konar drzewa, stojąc w jego cieniu. Ilustruje mnie tak intensywnie, że przez moje ciało przechodzą dreszcze.
- Louis. Chcę już jechać. Zimno mi. - szepczę w jego stronę.
Tak naprawdę, chcę uwolnić się wreszcie od chłopaka stojącego pod drzewem, wpatrującego się we mnie przerażając i paraliżując tym całe moje ciało.
Dopiero teraz uświadamiam sobie jak bardzo on jest przerażający i jak bardzo się go boję. Nie wiem dlaczego zrozumiałam to dopiero teraz. Czyżby zaślepiło mnie tych, kilka, emocjonujących spędzonych praktycznie razem z nim dni ?
- Już. - obejmuje ramieniem moje plecy i pociera je lekko. - Chłopaki, muszę lecieć. Pogadamy w domu. - przybija im piątki.
- Miło było cię poznać. - uśmiecha się  uroczy blondyn i przyciąga moje ciało do swojego w koleżeńskim uścisku. Ponownie spoglądam na Harry'ego, którego szczęka się zaciska, a klatka piersiowa przyśpiesza swoje tępo.
Odrywamy się z uścisku i się do siebie uśmiechamy.
- Nara. - mulat kiwa do mnie głową, po chwili odwracają się i idą w swoją stronę.
Louis łapie za moją rękę i ciągnie nas w stronę auta. Kątem oka zauważam, że Harry'ego nie ma już przy drzewie, rozglądam się do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam.
Czasami mam wrażenie, że ten człowiek potrafi się teleportować, albo znikać.
Wsiadamy do samochodu i zapinamy pasy, po chwili samochód rusza z miejsca.
- Podobała ci się walka? - pyta chłopak, spoglądając na mnie kątem oka.
- Nie. To, co się tam działo, było okropne. Nie wiem jak możesz to lubić. - krzywię się. Louis wydaje z siebie rechot. - Kto wygrał? - pytam.
- Oczywiście, że Harry.
- Jak to, przecież tamten pomiatał nim na tym ringu jak nie powiem czym.
- To jest strategia tego dupka. Najpierw daje się ciosać i robi uniki, żeby zmęczyć przeciwnika, a potem rozpierdala go kilkoma sierpami i kopami. - zamieram.
Nie wierzę. To ja wylewałam łzy nad jego, marnym losem, a ten dupek specjalnie dawał tak sobą pomiatać, żeby potem wykończyć tamtego giganta. Moje pięści zaciskają się na skutek gniewu, który z sekundy na sekundę rośnie i buzuje w całym, moim ciele.
- Chcesz może wpaść na chwilę do nas? Pogadasz z chłopakami, poznasz ich lepiej. - proponuje z nadzieją.
- Będzie Harry? - to pytanie wyrywa się z moich ust nieproszone.
- Pewnie pójdzie świętować walkę. - mówiąc świętować robi cudzysłów palcami jednej ręki.
Doskonalę wiem co chłopak miał na myśli, mówiąc to  słowo.
- Chociaż sam już nie wiem. - mówi.
- Czego nie wiesz?
- Ostatnio dzieje się  z nim coś dziwnego. - jest zamyślony. - Wczoraj Harry powiedział, że nie pieprzył się od kilku dni. Miałem wrażenie, że był jakiś inny, podłamany. - drapie się po skórze głowy. - Ale pewnie mam jakieś omamy.
- Dlaczego niby?
- Bo nikt nie może się tak zmienić w kilka dni. Zwłaszcza on - spogląda na mnie. - Z resztą ty cały czas mówisz, że on nie jest taki ja myślę, jeszcze Joseph ostatnio ze mną o nim rozmawiał. Zaczyna mi się mieszać w głowie od tego, wszystkiego.
- A co powiedział ci Joseph? - pytam.
Jestem ciekawa co takiego ten mądry mężczyzna powiedział Louis'owi, że zaczęło mu się mieszać w głowie.
- Że on przeżył coś, czego nie zniósłby ani on ani ja, i że muszę zrozumieć jego postępowanie. - jego słowa sprawiają, że zaczynam się zastanawiać nad tymi słowami. - Wiem, że Joseph chciałby, żebym go zrozumiał, ale ja nie potrafię. Sama wiesz, że mam o nim wyrobione zdanie i trudno mi się od tego odczepić i nagle uważać, że Harry jest inny i go zrozumieć, zwłaszcza kiedy on zachowuje się, jak chuj. - spogląda na mnie.
Ciesze się, że Louis chce zmienić zdanie o Harry'm. Mimo, że nie chcę mieć z tym zielonookim chłopakiem nic wspólnego, to nadal nie zmieniłam o nim zdania. Ciągle myślę, że ten tajemniczy, przystojny chłopak nie jest tym, za kogo chce, żeby go uważano. On coś ukrywa, coś co wpłynęło na niego w taki sposób, że jest taki okropny i agresywny.
- Dlaczego zależy ci na tym, żeby go zrozumieć? - pytam.
- Dla Joseph'a. Ten facet pomógł mi, kiedy ja byłem w dupie. Przynajmniej tyle chcę dla niego zrobić, żeby pokazać mu jak bardzo jestem wdzięczny. - odwraca się do mnie z uśmiechem.
- To bardzo miłe. Myślę, że Joseph, by to docenił. - kładę palce na jego, zaciśniętej na kierownicy ręce.
Tak, Harry ostro mnie wkurza i rani, ale wiem, że on nie jest taki, jak wszyscy go opisują, chcę to udowodnić. To, że Louis chce coś zmienić w stosunku co do tego chłopaka, wiele dla mnie znaczy.
- To co, wpadniesz? - pyta z nadzieją w głosie.
- Niech będzie. - mówię z uśmiechem.
- Bardzo się cieszę. - mówi.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
To już 21 rozdział :O !!!!!
Chciałabym się was o coś spytać. W moim opowiadaniu wkrótce będą pojawiały się sceny erotyczne i zastanawiam się czy chcecie, żebym czerwoną czcionką pisała, że będzie taka scena, czy nie. Wiem, że w ,,O blogu'' było, że będę oznaczyć takie rozdziały, ale nie wiem czy wy chcecie. A może życzycie sobie, żeby pierwsza, taka scena nie była oznaczona i będzie niespodzianką, a reszta będzie oznaczona. Nie wiem czy jesteście gotowe żeby czytać takie rzeczy i po prostu musiałam o to spytać. ;)))
Jeśli chodzi o mnie, to wolałabym zrobić wam niespodziankę i nie pisać tego, że będzie coś niegrzecznego w rozdziale :) Ale to zależy od was.
Uwielbiam was i mam wielką nadzieję, że się podoba. Do następnego. <3333 :D
Mam jeszcze niespodziankę. 4 komentarze, od razu wstawiam następny rozdział :****** nie ma za co <333333