- Harry?! Co ty tutaj robisz!? - wydzieram się. Nie chcę go tutaj, nie po tym co się wczoraj stało.
- Nie drzyj się tak do kurwy nędzy. - syczy przez zęby. Jego groźny ton i jego obecność w totalnej ciemności, to jest po prostu piekło.
Niech ten prąd się jakoś magicznie włączy, albo niech on sobie stąd pójdzie, bo inaczej zwariuję ze strachu i przerażenia.
- To powiedz mi, jak tu wszedłeś? - mówię. Drzwi frontowe zamknęł... okno.
- Oknem. - czuję, że robi krok w moją stronę co sprawia, że niemal stykamy się ciałami.
Dlaczego on musi stawiać mnie w tak niekomfortowej sytuacji? Cofam się o dwa kroki do tyłu, żeby czuć się bardziej pewnie.
- Chyba ci wywaliło korki. - ignoruję to co powiedział.
- Po co tu wszedłeś? - pytam niepewnie. Boję się jego reakcji.
- Jestem ranny. - mówi, i nieco się do mnie przysuwa, a ja odsuwam.
- Co ci się stało? - pytam starając się ukryć moją panikę.
Nie mam pojęcia co mogło mu się stać, może właśnie wykrwawia się na moją podłogę, albo jest mocno poturbowany. Ale jakby stało mu się coś poważnego to nie mógłby wejść na kilku metrową kratkę od żywopłotu, chociaż już sama nie wiem, on jest do wszystkiego zdolny.
- To już nie twoja sprawa. - warczy, przez co odsuwam się od niego.
Mam tego dość. Czy on naprawdę nie może chociaż raz normalnie odpowiedzieć na pytanie?
- Powiedz chociaż czy to jest poważne. - mówię.
Nie chcę mieć go na sumieniu, jeśli wyrzucę go z domu w jakimś ciężkim stanie i nie będę mogła spać przez to, że myślałabym o tym, czy potrącił go samochód albo zemdlał, albo, że gdzieś się wykrwawia. Ale i tak pewnie nie zasnęłabym przez to, że w tym domu jest przerażająco ciemno.
- Bywało lepiej. - syczy.
Najgorsze jest to, że nie mogę ocenić w jakiej jest sytuacji, ponieważ jest ciemno. Muszę coś wymyślić, żeby zobaczyć jego obrażenia.
Przypominam sobie, że szłam w tą stronę po latarkę. Robię krok w prawo, żeby jakoś go wyminąć i dostać się do szafki nocnej, w której jest jedyne źródło światła.
- Gdzie idziesz? - pyta. Skąd on wie, że się w ogóle ruszyłam?
- Chcę wziąć latarkę z szuflady. - staram się go jakoś wyminąć, ale cały czas czuję jakby zastawiał mi drogę.
On widzi w ciemności czy coś?
- Gdzie ona jest? - nie zamierzam mu odpowiadać, jeśli weźmie latarkę na pewno mi jej nie odda. - Gadaj. - burczy.
Mam wrażenie jakby Harry był tuż przede mną i patrzył na mnie. Czuję jego oddech na swojej twarzy, co potwierdza moją tezę. - Mów. - łapie mnie za moje, nagie ramiona i pcha mnie na ścianę plecami i przyciskając do niej moje ramiona.
Co on chce zrobić? Jestem totalnie oszołomiona.
- W szufladzie od szafki nocnej. - mówiąc to, wypuszczam powietrze.
Chłopak bierze ręce z moich ramion i idzie do szafki nocnej. Słyszę jak otwiera szufladę, a potem ją zamyka.
Harry jest nienormalny. Przypiera mnie do ściany tylko dlatego, że nie powiedziałam mu gdzie jest latarka. Ciekawe co wymyśli potem?
Naglę oślepia mnie światło latarki, zakrywam swoją twarz rękami.
- Co ty robisz?! - krzyczę. - Nie świeć mi w twarz! - czuję, że światło jest mniej intensywne, ale nadal mnie oślepia. Spoglądam na dół i widzę, że Harry świeci na moją sylwetkę przesuwając światło latarki w górę i w dół mojego ciała.
Czuję się bardzo skrępowana, widząc jak wyglądam w tym ręczniku, który sięga mi ledwo do połowy ud i jest przewiązany w połowie moich piersi. Całe szczęście, że ręcznik zakrywa mojego siniaka. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia i zażenowania.
- Możesz przestać na mnie świecić? - pytam, zakrywając wszystko co tylko mogę. Chłopak jeszcze chwilę na mnie świeci, a potem zgasza latarkę. - Możesz mi oddać latarkę? - pytam niepewna reakcji chłopaka. Słyszę jak Harry podchodzi do mnie i wsadza mi latarkę w rękę, przez co jestem zdziwiona ale też zadowolona.
Muszę się przebrać, bo nie mogę przebywać z tym, nieobliczalnym facetem w jednym domu, ten ręcznik może mi w każdej chwili spaść.
Podchodzę do szafy i zapalam latarkę, zaczynam świecić na ubrania i wybieram jakąś bluzę i jedne z moich getrów. Następnie podchodzę do szuflady z bielizną, starając się, zakryć co tylko się da, żeby Harry nie zauważył mojej osobistości. Nie chcę, żeby widział jaką mam bieliznę.
Wyłączam latarkę i zamykam szufladę.
- Harry? - pytam starając się cokolwiek usłyszeć. W pewnym momencie czuję oddech chłopaka na swoim karku, co przyprawia mnie o dreszcze i przerażenie. Jak on się znalazł za mną?
- Co? - pyta swoim chropowatym głosem co mnie trochę dziwi, bo jeszcze nie słyszałam takiej intonacji jego tonu.
- Czy mógłbyś wyjść na korytarz, żebym mogła się ubrać? - pytam czując jak moje policzki płoną. Wiem, że to dziwne prosić kogoś, żeby wyszedł z mojego pokoju do innego pomieszczenia, które też należy do mnie, ale wolę to niż kolejne warki i krzyki, albo w najgorszym razie przypieranie mnie do ścian. - Proszę. - dodaję błagalnie.
- Zrobię to, jeśli powiesz mi skąd wziął się ten siniak na twoim udzie. - zamieram.
Jego pytanie totalnie mnie zaskakuje. Jak to możliwe, że zobaczył tego siniaka? Przecież nie było go widać, chyba. Teraz nie wiem czy skłamać, czy powiedzieć prawdę. - I nawet nie próbuj kłamać, umiem wyczuć kłamstwo. - dodaje groźniejszym tonem. Teraz pojawia się przerażenie. Co ja mam do cholery robić?
- Upadłam. - to w połowie kłamstwo w połowie prawda. Nie mam pojęcia jak zareaguje.
- Gdzie? - czuję jakby jego twarz bardziej zbliżała się do mojego karku. Głośno przełykam ślinę.
- Na zakupach. - tym razem decyduję się na prawdę.
- Jak to się stało? - zadaje kolejne pytanie, na które nie mam pojęcia jak odpowiedzieć.
- Potknęłam się.- mocno zaciskam powieki licząc na to, że Harry uwierzy w moje kłamstwo. Nie chcę mówić mu prawdy, on na to nie zasługuje. Tym bardziej on.
- Kłamiesz. - łapie mnie w talii i przyciska moje plecy do swojej klatki piersiowej. Próbuję się wyrwać, ale Harry wciska palce w moje biodra tak, że aż sprawia mi to ból. - Powiesz mi co naprawdę się stało, albo wypieprzę cię tutaj, na twoim własnym łóżku. Tak, że nie zapomnisz tego do końca życia. Rozumiemy się? - grozi przyciskając swoje usta do mojej szyi i lekko przygryza skórę, przez co zamieram w miejscu.
Jak on może mówić mi takie okropne rzeczy i zmuszać do tego, żebym mu powiedziała to czego nie chcę mu mówić. Dlaczego on musi być taki podły?!
- Tylko z szczegółami. - w moich oczach zbierają się łzy, a żołądek zaczyna wykręcać się na drugą stronę. Chyba nie mam wyboru, muszę mu powiedzieć. - Mówisz, czy mam ściągać ci ręcznik? - pyta łapiąc za materiał na moich plecach. Biorę głęboki oddech.
- Dwa dni przed wyjazdem tutaj, poszłam z moją przyjaciółką na zakupy. Jechałyśmy autobusem i tam był jakiś facet patrzył się na nią takim, obrzydliwym wzrokiem. - wzdrygam się na samą myśl o tym facecie. - Śledził nas, musiałam coś z tym zrobić, zanim on zdążył zrobić coś nam. Weszłam w ślepą uliczkę i przyczaiłam się na niego za koszem na śmieci, a kiedy był odwrócony do mnie tyłem popchnęłam go na ścianę, on upadł, a ja kopnęłam go w kroczę. Chciałam uciekać ale załapał mnie za kostkę, a ja upadłam i mocno uderzyłam się w nogę. - mówię. - Zadowolony? - pytam ironicznie. - A teraz odejdź ode mnie i wyjdź stąd bo chcę się przebrać. - rozkazuję.
Jestem wściekła na niego, za to, że zmusił mnie w tak okrutny sposób to powiedzenia mu o tym. Nie wiedział o tym nikt tylko ja i Paula, a teraz jeszcze on. Jak ja go nie cierpię.
- Jest ciemno nic nie będę widział. - mruczy mi do ucha, co doprowadza mnie o jeszcze większego gniewu.
- Nie taka była umowa. - mówię starając się ukryć swoją wściekłość. Jeśli nie wyjdzie to ja wyjdę, odważę się zamknąć sama w jakimś, ciemnym pomieszczeniu byleby tylko nie być z tym aroganckim i agresywnym osobnikiem
- Niech ci będzie. - bierze swoje ręce z moich bioder i mija mnie. Słyszę jego kroki, a następnie otwieranie i zamykanie drzwi. Jeszcze na wszelki wypadek zapalam latarkę i sprawdzam czy nie ma go w pokoju, całe szczęście nie.
Ubieram się najszybciej jak tylko mogę, na wypadek jakby Harry zaraz miał wejść do pokoju. Muszę się go jakoś stąd pozbyć, nie mam zamiaru być z nim w jednym domu, a tym bardziej w moim domu. On jest nieobliczalny, nie wiadomo co jeszcze wymyśli, żeby zmusić mnie do czegoś jeszcze.
Słyszę jak drzwi do pokoju się otwierają.
- Skończyłaś. - nie odzywam się nie mam ochoty z nim rozmawiać. Mam to gdzieś, że znowu może przycisnąć mnie do ściany,jestem na niego tak zła, że w jakimś sensie stało mi się to obojętne. - Wypadałoby poszukać jakichś świec czy czegoś. - słyszę jak siada na moim łóżku. Wściekłość osiąga zenitu. Jak on śmie siadać na czymś, na czym ja śpię?!
Stoję kilka minut w tym samym miejscu, żadne z nas się nie odezwało pokój wypełniają tylko nasze oddechy.
- Ała, kurwa! - lekko podskakuję na nagły krzyk Harry'ego. Co on robi?
- Co się stało? - pytam robiąc dwa kroki w stronę łóżka. Może coś dzieje się z jego ranami. Zupełnie zapomniałam o tym, że jest ranny, przez jego idiotyczne zachowanie. Harry nie odpowiada. - Harry czy ja mogę zobaczyć twoje rany? - pytam bojąc się reakcji chłopaka.
Muszę zobaczyć co mu dolega, bo jeśli to jest coś poważnego, będę musiała zadzwonić na pogotowie.
- Dobra. - ku mojemu zdziwieniu zgada się z czego się cieszę. - Ale nie świeć mi latarką po mordzie. - mówi.
- Ok, pójdę po świeczki. - kieruję się do wyjścia z pokoju
- Iść z tobą? - pyta, słyszę jak wstaje z łóżka. Chyba liczy na to, że się zgodzę.
- Nie. - mówię stanowczo. Nie dość, że jest kompletnie ciemno, to jeszcze on miał by mi towarzyszyć w wyprawie po świeczki?
- Jak se chcesz. - z powrotem siada na łóżku. Podchodzę do drzwi i otwieram je, następnie wychodzę na pokryty w mroku korytarz. Biegnę do w stronę schodów niemal się potykając i szybko zbiegam po stopniach, podświetlając latarką schody. Na dole jest jeszcze gorzej, otwarta, ciemna przestrzeń przyprawia mnie o dreszcze.
Szybko podchodzę do szafki pod schodami i wyciągam z niej kartonowe pudło pełne białych świec. Wchodzę z powrotem na górę szybkim krokiem przemierzam korytarz, wchodzę do swojego pokoju i kładę ciężkie pudło na podłodze. Otwieram je i biorę jedną z grubych świec, orientuje się, że nie mam czym zapalić świec. Nie chcę iść tam z powrotem i znowu przeżywać to piekło.
- Harry... Masz może coś czym mogłabym zapalić świeczki? - pytam niepewnie. Na moje nieszczęście, pewnie będę musiała wracać do kuchni po zapałki.
- Chodź tu. - mówi. Nie mam pojęcia co on chcę zrobić, ale wstaję z podłogi i idę w stronę mojego łóżka. Problem w tym, że nie wiem gdzie on siedzi, nagle ręka Harry'ego oplata się wokół mojego nadgarstka i ciągnie w swoją stronę, a ja uderzam w jego ciało. Chłopak stoi i nadal trzyma mnie za nadgarstek.
- Możesz mnie puścić? - próbuję wyrwać rękę z jego uścisku. Nie chcę żeby mnie dotykał, ani trzymał za którąkolwiek z części mojego ciała. Czuję jak Harry wkłada mi coś do ręki, po chwili orientuję się, że to zapalniczka. - Dzięki. - chłopak puszcza moją rękę, a ja podchodzę do pudła z świeczkami, biorę jedną z nich i zapalam. Podchodzę do komody i stawiam na niej świeczkę, następnie odpalam jakieś osiem następnych i rozstawiam je po pokoju. Pomieszczenie jest dobrze oświetlone.
Odpalam kolejną świecę i podchodzę z nią do Harry'ego, który siedzi na kanapie i ma spuszczoną głowę. Muszę zobaczyć w końcu jego rany
- Mogę? - pytam, a on podnosi głowę i odgarnia swoje długie, kręcone włosy z czoła. Przybliżam świecę do jego twarzy i jestem przerażona, wygląda okropnie, twarz ma całą umazaną we krwi. Jego warga i brew są rozcięte, nadal sączy się z nich krew, oko jest całe sine i opuchnięte. Koszulka jest cała w strzępach i krwi, jego klatka piersiowa jest cała w siniakach, a spodnie w błocie.
- Boże Harry! Co ci się stało?! - jestem zdenerwowana. To wygląda jakby ktoś go pobił. Może ma jakieś obrażenia wewnętrzne?
- Mówiłem. Nie twoja sprawa. - warczy i przeczesuje swoje włosy do tyłu .
- Ktoś cie pobił? - patrzę w jego mroczne, zielone oczy. Mam wrażenie, że widać w nich potwierdzenie na moje pytanie.
- Nie. - mówi wstaje z kanapy i idzie w stronę łóżka. Widzę, że chłopak kuleje i to mocno.
- Harry, przecież trzeba to opatrzyć, to nie wygląda dobrze. - staję przed nim i patrzę z góry na jego, poturbowaną twarz.
- Nic mi nie będzie. - spogląda na mnie.
- Jeśli nie dasz mi tego zrobić, będę musiała wezwać pogotowie. - próbuję być pewna siebie.
To musi być opatrzone i zdezynfekowane. Może wdać mu się zakażenie albo jeszcze coś gorszego. Harry wstaję i tym razem on patrzy na mnie z góry.
- Nie zrobisz tego. - brzmi jakby chciał mnie zahipnotyzować, ale nie udaje mu się to.
- Chcesz się przekonać? - krzyżuję ręce na piersi, uważając, żeby nie rozlać wosku, albo nie poparzyć się świecą. Patrzymy na siebie piorunując się spojrzeniami.
- Dobra opatrz mi te, jebane rany. - patrzy na mnie takim wzrokiem jakby zaraz miał mnie zabić. Uśmiecham się do niego zwycięsko. Podchodzę do pudła z świeczkami i biorę kilka z nich.
- Chodź. - spoglądam na Harry'ego, który idzie w moją stronę. Otwieram drzwi od mojego pokoju i wychodzę, a chłopak podąża za mną. Otwieram drzwi od łazienki i wchodzę do środka. Stawiam zapaloną świeczkę na pralce, następnie zaczynam odpalać kolejne i stawiać w różnych miejscach w pomieszczeniu. Harry siedzi na zamkniętym sedesie i przygląda mi się jak chodzę po łazience i rozstawiam świece.
Mimo tego, że Harry jest okropny i wredny, to chcę mu pomóc. Te rany na pewno bolą, a on na pewno cierpi. Kto mógł zrobić mu coś takiego?
Kiedy kończę oświetlać łazienkę, rozstawiam jeszcze kilka świeczek na korytarzu. Podchodzę do szafki, w której znajdują się jakieś plastry i bandaże. Otwieram szafkę i próbuję dosięgnąć sprej dezynfekujący z półki na samej górze ale jestem za niska.
Co podkusiło Paulę, żeby postawiła tak ważną rzecz na samej górze?
Czuję, że Harry za mną stoi, spoglądam w górę i widzę jego zmasakrowaną twarz. Chłopak bez problemu sięga po sprej i bandaże, następnie podaje mi je.
- Dziękuję. - mówię.
Chłopak wraca na sedes, a ja podchodzę do niego. Spoglądam na opuchnięte oko chłopaka i zastanawiam się co mogłoby zlikwidować opuchliznę. Przypominam sobie, że w zamrażarce jest worek lodu. - Harry. - chłopak spogląda na mnie. - Pójdę na dół do zamrażarki po lód. Zostań tutaj. - rozkazuję.
- Taa. - odburkuje.
Wychodzę z łazienki zapalam latarkę i biegnę do kuchni. Podchodzę do zamrażarki i ją otwieram, szybko biorę worek lodu i z powrotem biegnę na górę.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób mogłoby uważać, że źle robię, ale ja muszę mu pomóc. Jak zobaczyłam jego zmasakrowaną twarz, coś we mnie pękło i cała złość na niego przeszła. Zupełnie nie wiem co się zemną dzieję.
Wchodzę do łazienki gdzie Harry grzecznie siedzi na krześle przy zlewie, z czego jestem zadowolona, bo nie muszę ganiać za min po całym domu. Wkładam lód do zlewu, biorę bandaż i sprej, po czym spryskuję go kilka razy, żeby zrobił się trochę wilgotny. Kucam przed nim i zaczynam dokładniej przyglądać się jego rozcięciu na wardze. Jest głębsze niż sądziłam i wygląda naprawdę źle.
- Może trochę szczypać. - chłopak wzrusza ramionami. Przykładam bandaż do rany na jego wardze i zaczynam lekko pocierać i przemywać głębokie rozcięcie. Harry krzywi się trochę ale nie mówi ani słowa.
Bandaż jest cały przesiąknięty krwią, więc wyrzucam go do zlewu i biorę następny, który też spryskuję.
Rana na brwi nie jest aż tak głęboka jak ta w wardze, ale i tak wygląda nieciekawie. Przykładam bandaż do rozcięcia i zaczynam lekko pocierać. Spoglądam na twarz Harry'ego, który bardzo dziwnie się na mnie patrzy. Nie mogę stwierdzić co oznacza to spojrzenie, ponieważ jeszcze nigdy mi się tak nie przyglądał. Odrywam od niego wzrok i przyglądam się ranie, która jest już oczyszczona i wygląda nieco lepiej. Jego twarz nadal jest cała we krwi, sięgam po granatowy ręcznik i lekko moczę go wodą z kranu. Zaczynam przemywać nim zabrudzoną twarz chłopaka, uważając na jego rany i opuchnięte miejsca.
Kiedy jego twarz jest czysta zauważam wielkiego, fioletowego siniaka na policzku. Nie wiem z jakiego powodu kładę rękę na jego skórze i zaczynam pocierać fioletowe miejsce kciukiem. Chłopak zamyka oczy, zdaje mi się, że pod wpływem mojego dotyku.
Co ja właściwie robię do jasnej cholery?
Odrywam rękę od jego gładkiej skóry i chcę sięgać po worek z lodem ze zlewu, on nagle łapie za mój nadgarstek i z powrotem przykłada moją rękę do swojego policzka. Trzyma mój nadgarstek w taki sposób jakby nie chciał, żebym go kiedykolwiek wyrwała z jego uścisku. Otwiera oczy i spogląda w moje, zdziwione tęczówki.
Harry patrzy na mnie w taki sposób, że paraliżuje wszystkie, moje zmysły. Ponownie zaczynam delikatnie pocierać kciukiem bolące miejsce na jego policzku. Z ust chłopaka wydobywa się ciche mruknięcie, co sprawia, że mój kciuk staje w bezruchu. Harry puszcza mój nadgarstek, a ja odciągam rękę od jego twarzy.
Nie wiem co myśleć o tym co się właśnie wydarzyło.
Oszołomiona, sięgam do zlewu po worek z lodem, który już się trochę rozpuścił. Podaję lód Harry'emu, który przykłada go sobie do spuchniętego oka.
- Dlaczego to robisz? - pyta patrząc na mnie jednym okiem.
Muszę się zastanowić nad jego pytaniem, ponieważ sama nie wiem po co to robię. Co się ze mną dzieję?
- Żal mi ciebie, że ktoś cię tak urządził. Chcę ci pomóc. - odpowiadam po chwili namysłu. Biorę brudny od krwi ręcznik i zaczynam go myć pod gorącą wodą z kranu.
- Nie potrzebuje twojej, pierdolonej litości, ani więcej, jebanej pomocy z twojej strony. Dlaczego jesteś taka naiwna i nadal mi pomagasz? - warczy.
Pod wpływem emocji biorę mokry ręcznik ze zlewu i rzucam go w jego tors, następnie wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku i staram uspokoić swój zraniony umysł.
Wiem, nie powinnam się przejmować jego słowami, ale jest mi bardzo przykro. Jak on może tak mówić? Nie dość, że traktuje mnie jak ostatniego śmiecia i robi mi same, przykre rzeczy, to jeszcze mnie obraża w trakcie kiedy ja chcę mu pomóc. Nie cierpię go, po prostu go nie cierpię. Mam ochotę położyć się i zasnąć, ale nie mogę, bo ten kretyn jest w moim domu i nie wiem co jeszcze wymyśli. Najchętniej bym go stąd wyrzuciła, ale on strasznie kuleje, możliwe, że jego noga jest złamana. Słyszę wibrowanie na mojej szafce nocnej, sięgam po telefon i widzę, że mam wiadomość od Pauli, otwieram ją.
,,Zostaję u Matt'a na noc. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.'' Może nawet lepiej, że Paula nie wraca na noc. Nie byłaby zadowolona, że znam takiego kogoś jak Harry, bo na pewno nie polubiłaby go, tak jak większość normalnego społeczeństwa.
,,Ok i nie jestem zła. Miłej nocy.'' wysyłam wiadomość kładę telefon z powrotem na szafkę i wtulam głowę w poduszkę. Muszę jak najszybciej zasnąć, nie chcę już dzisiaj oglądać twarzy Harry'ego, nie, ja w ogóle nie chcę go więcej oglądać. Miejmy nadzieję, że jak się obudzę, jego już nie będzie. Zamykam oczy i próbuję zapaść w sen, naglę słyszę jak drzwi od mojego pokoju powoli się otwierają.
Dlaczego ich nie zamknęłam na klucz?
Postanawiam, że będę udawać, że śpię, może sobie pójdzie.
Niestety, słyszę jak Harry siada na kanapie, po chwili czuję na sobie jego wzrok.
- Wiem, że nie śpisz. - mówi, a ja otwieram oczy i widzę Harry'ego, rozwalonego na kanapie, patrzącego na mnie. Jego koszulka i płaszcz są całe mokre, po tym jak rzuciłam w niego przemoczonym ręcznikiem.
Dobrze mu tak.
- Czego ode mnie chcesz? - pytam uniesionym głosem, który jest spowodowany moją irytacją na tego osobnika. Jak tylko patrzę na niego mam ochotę go udusić. - Może po to żeby mnie wyzywać, albo krzyczeć na mnie, a może, żeby mnie przyprzeć do ściany. - mówiąc to gestykuluję rękami. Chłopak podnosi się na rękach i siada na kanapie. - A może przyszłeś po to, żeby zmusić mnie do tego, żebym powiedziała co coś, co nie jest twoją sprawą. Albo może chcesz mnie wypieprzyć na moim łóżku...
- Nie...
- Nie odzywaj się, kiedy ja mówię. - mówię podniesionym głosem. - Proszę cię, żebyś wyszedł z tego pokoju. - krzyżuję ręce na piersi. Harry ani drgnie, w jego oczach widzę zdziwienie. - Ciesz się, że jeszcze nie wyrzuciłam cię z domu. Jak ty się w ogóle zachowujesz? To jest mój dom, a ty traktujesz mnie jak...
- Dość! - krzyczy, a ja podskakuję. Jeszcze nigdy nie wydarł się tak głośno. Moja pewność siebie spada prawie do zera. - Dosyć rozumiesz? - wstaje i idzie w moją stronę, co sprawia, że przesuwam się na koniec łóżka, prawie z niego spadając. Nie chcę żeby mnie dotykał, lub był mniej niż metr ode mnie.
Opiera się rękami o łóżko pochylając się w moją stronę.
- Przyszłem cię przeprosić. - mówi intensywnie patrząc w moje oczy.
- Za co mnie przepraszasz? - podwijam kołdrę pod moją szyję. Wątpię, żeby jego przeprosiny były szczere.
Harry przez chwilę się zastanawia.
- Za wszystko. - mówi pocierając swój kark dłonią.
- Po co mnie przepraszasz? - ilustruję jego twarz. Ciekawe co odpowie na to pytanie.
- Po prostu. - jego ton zmienia się na groźny, a między jego brwiami pojawia się pojedyncza zmarszczka, która symbolizuje, że jest zdenerwowany.
- W takim razie wynoś się z mojego pokoju, a najlepiej z tego domu, bo inaczej zadzwonię na policję. - wskazuję ręką na drzwi. Wykorzystuję jego własną broń przeciwko niemu.
Chcę znać odpowiedź na to pytanie, a on mi na nie odpowie jeśli nie chce, żebym zadzwoniła na policję. Spoglądam w jego oczy, w których widać panikę, ale stara się to ukryć.
- Nie zrobiłabyś tego. - mówi strasząc mnie swoim spojrzeniem.
- Zrobiłabym. - krzyżuję ręce na piersi i paraliżuję go spojrzeniem.
Nie zamierzam się poddać, nie tym razem. Harry przeraża mnie jak cholera, jest najbardziej przerażającym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałam, ale musi w końcu zrozumieć, że nie jestem rzeczą i nie morze mną pomiatać, ani zmuszać mnie do tego, żebym robiła to co mu się żywnie podoba.
- Dobra. - bierze głęboki oddech. - Nie chcę, żebyś była ma mnie zła. - czuję jak moje oczy szeroko się otwierają, a oddech ustaje.
Harry spogląda na mnie obserwując moją reakcję.
- Dlaczego nie chcesz...
- Nie. - przerywa. - Odpowiedziałem na to co chciałaś. - odgarnia kosmyki swoich włosów z czoła. - Śpię na kanapie w salonie. - odpycha się od łóżka i idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wychodzi, trzaskając drzwiami
Przesuwam się na środek łóżka i kładę głowę na poduszkę. Co to miało znaczyć? Nie chce, żebym była na niego zła. Wystarczy! Nie mam siły rozmyślać o tej, całej, pogmatwanej sytuacji. Zamykam oczy i po chwili odpływam.
***
- Nie!. - budzi mnie czyjś krzyk. Momentalnie siadam na łóżku i zaczynam nasłuchiwać. - Nie proszę! - krzyk należy do Harry'ego, jest bardzo głośny i intensywny. Nie mam pojęcia, co się dzieję. Wyskakuję z łóżka i podbiegam do drzwi, otwieram je i niemal przewracam się przez coś, co leży pod moimi drzwiami. Spoglądam na w dół i widzę Harry'ego, który kula się po całej podłodze i jest cały mokry do potu. Jego, czarny płaszcz chyba robił za poduszkę, ale teraz leży pognieciony obok niego. Harry tutaj spał, tylko dlaczego?
- Harry! - krzyczę, klękam obok niego i szarpię za ramię. - Harry! Obudź się. - biorę ręce na jego barki i próbuję go jakoś utrzymać w miejscu, niestety nie udaję mi się. - Harry! Proszę obudź się! - siadam na jego brzuchu okrakiem i zaczynam trząść jego ramionami. Utrzymanie się na jego wijącym się ciele to nie lada wyzwanie. Wszystkie jego mięśnie są napięte, a ciało jest tak mokre od potu, że moje ręce ślizgają się po jego ramionach. - Harry! - niemal piszczę.
- Nie! Nie rób tego! - jego ciało niemal zrzuca mnie na ziemie.
Biorę jego twarz w swoje dłonie i staram się utrzymać ją w miejscu, niestety jestem zbyt słaba. Jestem totalnie przerażona, przecież on może sobie coś zrobić.
Nie poddaję się i ponownie biorę jego twarz w swoje, drobne dłonie, a jedną z nich zaczynam lekko klepać go po nieposiniaczonym policzku.
- Harry! Obudź się do jasnej cholery! - krzyczę najgłośniej jak mogę i jednocześnie potrząsam jego głową mając nadzieję, że wreszcie się obudzi z tego, okropnego koszmaru.
Nagle chłopak otwiera oczy i momentalnie oplata moje ciało swoimi, silnymi ramionami mocno przytulając mnie do swojego, spoconego torsu. Zszokowana odwzajemniam uścisk obejmuje jego, szerokie plecy swoimi rękami. Cała, moja bluza przemoczona jest od potu chłopaka, z resztą cała jestem spocona przez usiłowanie utrzymania go w miejscu.
Jestem zmęczona i przerażona zaistniałą przed chwilą sytuacją, oraz czuję się dziwnie siedząc w takiej dziwnej pozycji i się z nim przytulając. Nogi Harry'ego są wyprostowane, a ja siedzę okrakiem na jego udach i staram się utrzymać ciało chłopaka w pionie. Harry wtula głowę w moją szyję co sprawia, że opieram swoją brodę o jego mokre i śliskie od potu ramie.
- Już dobrze. - szepczę, głaszcząc go ręką po plecach. Skoro przytulanie się ze mną, ma mu pomóc uspokoić się po tym koszmarze, to wytrzymam jego bliskość. Kolejny raz cała złość na niego ulatnia się z mojego serca i umysłu. Chcę mu pomóc, chociaż wiem jak to się skończy. Dlaczego ja muszę mieć takie, dobre serce?
Naglę ciężar chłopaka staje się nieco większy, co sprawia, że jego ciało niemal wyślizguje się z moich rąk.
- Harry musisz wstać z tej podłogi. - szepcze najdelikatniej jak mogę, starając się go utrzymać. Nie chcę go rozzłościć, czy sprawić, żeby spanikował.
Czuję się jakbym siedziała z małym chłopcem, który wybudził się z koszmaru i jest przerażony. Poniekąd tak jest, tylko, że to jest bardzo duży i silny chłopiec.
- Harry. Nie możesz tutaj spać. Chodź na kanapę. - klepie go po plecach. - Harry słyszysz? - odsuwam się od niego, żeby zobaczyć jego twarz. Widok ten mnie rozczula. Harry śpi, a jego głowa bezwładnie opada na moje ramie. Jest naprawdę zmęczony. - Harry obudź się. - biorę jego twarz w swoje dłonie i lekko klepię go po policzku. Chłopak otwiera swoje, zaspane oczy i patrzy na mnie. - Chodź na dół. Nie możesz tutaj zostać. - wydostaję się z ramion chłopaka i wstaję z jego ud, następnie łapię Harry'ego za ramię i pomagam mu wstać. Biorę jego zwinięty w kulkę płaszcz i jedną z świec postawionych na stoliku w korytarzu, kieruję się do schodów. Odwracam się do chłopaka, który kulejąc, podąża za mną. Wygląda na wykończonego.
Schodzę po schodach rozświetlając sobie drogę świecą.
Gdy jesteśmy w salonie stawiam świecę na stoliku i kładę ubrania chłopaka na fotel. Patrzę na paraliżującą ciemność panującą w salonie.
Postanawiam, że rozpalę w kominku, więc idę w jego stronę. Wyciągam zapalniczkę z kieszeni bluzy i otwieram małe, szklane drzwiczki kominka. Oświetlam wszystko do o koła i znajduję koszyk z kilkunastoma drewnami, biorę kilka z nich i wkładam do jego wnętrza. Podchodzę do stolika gdzie leży jakieś, stare czasopismo Pauli, wyrywam z niego kilka stron i wracam z powrotem próbować rozpalić ogień. Wrzucam tam papiery i podpalam. Kartki zaczynają płonąć i coraz bardziej przechodzić czarnym nalotem. Kiedy drewno przechodzi ogniem w salonie robi się jaśniej. Zamykam drzwiczki i wracam do Harry'ego, który leży na kanapie i patrzy w sufit.
- Chcesz się czegoś napić? - pytam patrząc na jego twarz, na której widzę drobne kropelki potu. Harry jest nadal wstrząśnięty, patrzenie na niego w takim stanie to, coś okropnego. Zastanawiam się co mu się takiego, strasznego śniło, że jest taki przerażony.
- Jak cholera. - cały czas patrzy w sufit. Biorę świece i idę z nią do kuchni, sięgam po całą butelkę niegazowanej wody, i wracam do salonu. Chłopak siedzi na kanapie i patrzy na światło świecy stojącej na stoliku. Mały płomień odbijający się w jego oczach sprawia wrażenie jakby jego oczy płonęły, w dobrym znaczeniu płonęły. Podaję mu wodę, a on błyskawicznie odkręca korek i wypija prawie pół butelki za jednym zamachem. Jestem nieco zaskoczona tym jak bardzo był spragniony.
Siadam w fotelu krzyżując nogi i przyglądam się wesołemu płomykowi, który powiewa na wszystkie strony pod wpływem naszych, głębokich oddechów. Spoglądam na Harry'ego, który leży z głową na poduszce i patrzy na mnie.
- Zostajesz? - pyta wyraźnie zdziwiony.
- Tak. - odpowiadam podpierając głowę o swoją rękę.
- Po co mnie obudziłaś? - podnosi głowę i podpiera na łokciu.
- Ciężko było cię nie obudzić. Wiesz co ty w ogóle...
- Doskonale wiem co robię podczas snów. - przerywa. Spogląda na kominek, który daje coraz większe światło, co mnie bardzo cieszy.
- Dlaczego spałeś pod drzwiami od mojego pokoju? - pytam po kilku minutach ciszy.
- Nie interesuj się. - odpowiada zirytowanym tonem.
Nie mam zamiaru już go męczyć tym pytaniem czy szantażować, mam już dosyć kłótni z nim.
Harry kładzie głowę na poduszce, po chwili jego oczy zamykają się.
***
Po kilku minutach obserwowania śpiącego Harry'ego opieram głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć.
- Nie musisz tu ze mną siedzieć. - otwieram oczy. Harry siedzi na kanapie i dziwnie ilustruje moją zmęczoną twarz. Myślałam, że śpi.
- Nie. Jest w porządku. - poprawiam się na fotelu. Może to nie najlepsze miejsce na spanie, ale jest wygodnie. - Jesteś wykończony, idź już spać. - mówię.
- I kto to kurwa mówi. - dogryza i kładzie się z powrotem na sofę. Z powrotem kładę głowę na oparciu fotela i staram się zasnąć, nie zważając na palący moją twarz wzrok chłopaka.
Po jakimś czasie odpływam.
***
Budzą mnie ręce Harry'ego wpychające się pod moje plecy i kolana, po chwili czuję, że jestem w powietrzu. Wykończona, spoglądam na twarz chłopaka.
- Harry co...
- Nie będziesz spać na fotelu. - czuję, że chłopak niesie mnie po schodach. Od kiedy on decyduje za mnie gdzie mam spać? Próbuję się wyrwać, nie chcę, żeby mnie niósł. - Przestań się wiercić do kurwy nędzy. - mocniej przyciska mnie do swojego ciała. Wchodzi do mojego, pozbawionego światła pokoju i kieruje się do łóżka, następnie ostrożnie kładzie mnie na miękkim materacu.Wchodzę pod kołdrę, a Harry idzie w stronę pudła z świeczkami, bierze jedną i zapala, następnie stawia na szafce obok mojego łóżka, co jest bardzo miłe z jego strony. Wkładam rękę do kieszeni bluzy, zapalniczki nie ma, pewnie wyjął mi ją kiedy spałam.
Harry idzie w stronę drzwi.
Czuję się, źle z tym, że będzie spać sam na dole. Jeśli znowu przyśni mu się ten koszmar, boję się, że nie usłyszę go stamtąd.
- Harry. - chłopak odwraca się do mnie. - Jak chcesz możesz spać tutaj na kanapie. - proponuje. Wiem, że to nie najlepszy pomysł, ale nie mam serca zostawiać go samego na dole.
Widzę, że zastanawia się nad moją propozycją.
- Nie. - wychodzi z pokoju. Nie chce, to nie, zmuszać go nie będę.
Odwracam się plecami do drzwi i zamykam oczy, starając się nie myśleć o niczym innym, tylko o śnie. Słyszę, że ktoś wchodzi pokoju, spoglądam w tamtą stronę kontem oka i widzę jak Harry rozstawia świeczki po pokoju i je zapala. Po co on to robi?
Kiedy zapala ostatnią świeczkę podchodzi do kanapy i kładzie się na niej. Bierze koc leżący na oparciu sofy i przykrywa się nim.
- Myślałam, że nie chcesz tu spać. - odwracam się w jego stronę.
- Zmieniłem zdanie.
- Dlaczego?
- Daj mi spać. - odwraca się do mnie plecami, a ja do niego. - Kurwa. - słyszę, ze schodzi z kanapy. Czy on nie może w końcu po prostu położyć się i zasnąć?
Przekręcam lekko głowę w jego stronę i widzę, że Harry ściąga podartą bluzkę przez głowę, następnie odpina pasek i ściąga spodnie, które kładzie na podłodze. Jego ciało jest takie, niesamowicie umięśnione, że zapiera mi dech w piersiach. Może Harry jest zwykłym dupkiem, ale ciało ma nieziemskie.
Chłopak kładzie się na kanapie tyłem do mnie, na co kładę głowę na poduszkę.
***
Skrzypienie kanapy doprowadza mnie do szału, przez dobre kilka minut Harry non stop rusza się na niej i nie daje mi nawet w spokoju pomyśleć już nie mówiąc o spaniu. Biorę głęboki oddech.
- Czy możesz przestać ruszać się na tej kanapie? - mój ton jest podirytowany. Przekręcam się na plecy i spoglądam na niego kontem oka.
- To nie moja wina, że masz kurewsko nie wygodną kanapę. - warczy i znowu poprawia się na meblu, który doprowadza mnie swoim skrzypieniem do szału.
- Harry. - przekręcam się na drugi bok i spoglądam na chłopaka, który leży na kanapie w bardzo dziwnej pozycji, aż śmiesznej. - Jak chcesz, możesz spać na moim łóżku. - wyduszam sama nie wierząc w to co mówię, ale mam dosyć tej, skrzypiącej kanapy, z resztą on chyba też.
- Mówisz poważnie? - siada na kanapie i spogląda na mnie z niedowierzaniem. Kiwam twierdząco głową, a on wstaje z kanapy i okrąża łóżko kładąc się po drugiej stronie i przykrywając kołdrą.
To dziwne uczucie wiedzieć, że śpi się z kimś w łóżku, zwłaszcza takim kimś jak Harry. Sama nie wierzę, że się zgodziłam, ale lepsze to niż skrzypiąca kanapa.
Po kilku minutach Harry chyba śpi, a ja jestem ledwo przytomna prawie śpię ale jednak mam takie przeczucie, że nie powinnam jeszcze spać. Czuję, że łóżko się rusza co oznacza, że Harry zmienia pozycję, w której leży.
- Aga. - szepcze. Postanawiam się nie odezwać i udawać, że śpię. Jednak moje przeczucie mnie nie zawiodło.
Czuję, że Harry bardziej się do mnie przysuwa, co przyprawia mnie o dreszcze. Co on zamierza zrobić?
- Śpisz? - zamykam oczy i staram się oddychać równomiernie, co nie jest wcale takie łatwe. Jeszcze bardziej się przysuwa, po chwili czuję jak wkłada rękę pod kołdrę, następnie delikatnie obejmuje mnie pod moimi piersiami i jeszcze bardziej przysuwa swoje ciało do mojego.
Jestem przerażona. Co on robi do jasnej cholery?
Czuję jak umięśniona klatka piersiowa Harry'ego unosi się i opada na moich plecach, jego oddech jest taki głęboki, że pod jego wpływem, całe moje ciało się rusza. Harry odgarnia moje włosy, które opadły mi na twarz i wkłada za ucho. Jego wzrok wypala dziurę w mojej twarzy.
- Dziękuję. - cicho szepcze do mojego ucha. Przybliża swoją twarz do mojej szyi i składa na niej delikatny pocałunek, po którym czuję ucisk w moim brzuchu.
Kładzie swoją głowę na poduszkę tuż obok mojej głowy i mocniej ściska moją klatkę piersiową, bardziej się przybliżając.
Co to ma znaczyć? Nie rozumiem co ma oznaczać jego postępowanie, wręcz jestem tym zdziwiona i sparaliżowana. Nie zamierzam mu robić za to awantury czy wyrywać się z jego uścisku, mam dość kłócenia się z nim, poza tym nie chcę, żeby się wkurzył.
Słyszę jak Harry cicho chrapie, jego oddech na moim karku przyprawia mnie o dreszcze.
Ciężko mi to przyznać nawet sobie, ale czuję się... dobrze tak leżąc z jego, silnymi ramionami oplecionymi wokół mojego ciała, powiedziałabym, że to nawet przyjemne uczucie.
Po kilku minutach odpływam w krainę snów.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :). Do następnego <3
Jeśli przeczytałeś/ łaś skomentuj to dla ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy. Z góry dziękuję :) <3.
Dopiero odkryłam tego bloga i przeczytałam wszystkie rozdziały :D To jest wspaniałe! Genialne! Niesamowite! Chyba sie zakochałam w tym opowiadaniu <3333 <333 <33333 Końcówka rozdziału taka słodka :3 Jestem mega ciekawa jak ta historia sie potoczy ;) Od dziś jestem stałą czytelniczką :* Nie moge sie doczekać next'a :D Dodawaj szybko, prosze :3
OdpowiedzUsuńZapomniałam dodać, że też kibicuje Pauli i Matt'owi :D Przesłodka para :3 A Louis to będzie najlepszy przyjaciel :D Wzrószyłam sie jego historią w poprzednich rozdziałach :'(
UsuńI jeszcze jedno dziwi mnie i to mega, że pod ostatnimi rozdziałami nie ma komentarzy :o Jak tak można?? Pod tak świetnym opowiadaniem powinno być tu conajmniej paredzieciąt komentarzy!! No to chyba już na tyle, do następnego :*
O boże!!! Dziękuję ci :') Wzruszyłam się czytając twój komentarz. Już dawno nikt tu nie komentował wiało tu pustkami, a tu taka przewspaniała niespodzianka. Bardzo się cieszę, że ci się podoba i zmotywowałaś mnie, żeby dalej pisać, bo już myślałam, żeby go zlikwidować. Bardzo ci dziękuję i mam nadzieję, że dalsze rozdziały będą podobały ci się jeszcze bardziej. <3 :D
UsuńDawaj następny rozdział!! Teraz <3
OdpowiedzUsuńJutro wstawię, obiecuję <3 :) I dziękuję, że skomentowałaś ;)
Usuń