*Oczami Louis'a*
Jedziemy z Agą już od jakichś piętnastu minut, a ona nie odezwała się ani słowem.Wygląda na przybitą i zdezorientowaną. Ale muszę się ją o coś zapytać, to nurtuje mnie od wczoraj, w sumie to od kilku godzin.
- Aga. - dziewczyna odwraca głowę w moją stronę. - Wiem, że to nie Joseph odwiózł cię do domu po imprezie. - wyduszam, a ona zamiera.
- Przepraszam, ja nie wiedziałam jak ci to powiedzieć. - mówi. - Wiem, że nie darzysz sympatią Harry'ego i...
- Nie musisz mi się tłumaczyć. - chichoczę.
Czy ona na prawdę myśli, że mógłbym być zły na nią za to, że ten frajer ją podwiózł? Jestem wkurwiony na Harry'ego, a nie na nią.
- Czy doszło do czegoś pomiędzy wami? - pytam niepewnie.
Może to brzmi dwuznacznie, ale muszę wiedzieć, czy ten kutas posunął się dalej, niż tylko do podwiezienia jej.
- Nie, dlaczego pytasz? - jest coś dziwnego w jej głosie, ale postaram się to z ignorować, przynajmniej na razie.
- Harry ostatnio dziwnie się zachowuje.
- Co masz na myśli?
- Jakbyś widziała jego wkurwienie dzisiaj jak dowiedział się, że się z tobą spotykam. - spoglądam na Agę, która uważnie nasłuchuje co mówię. - Nigdy nie obchodziło go z kim się spotykam, a teraz prawie mi przywalił. - dziewczyna drapie się po karku.
Aga zachowuje się co najmniej dziwnie, co mnie niepokoi, bo zaczynam coś podejrzewać.
- Aga. Czy ja o czymś nie wiem? - pytam, a dziewczyna odwraca wzrok.
O kurwa.
- Powiedz mi. - staram się brzmieć spokojnie.
- Po prostu wszedł do mojego domu, przez okno, przedwczoraj wieczorem cały poturbowany, więc opatrzyłam jego rany, a potem nocował u mnie. - spogląda na mnie.
Ulżyło mi, że jednak pomiędzy nimi do niczego nie doszło, ale wkurwia mnie to, że przylazł do niej i spał w jej domu. Ten kretyn jest po postu niemożliwy.
- Mogłaś mi powiedzieć. - kładę rękę na jej ramię i uśmiecham się pocieszająco. - Skoro mamy być przyjaciółmi, musimy być z sobą szczerzy. Rozumiesz mnie? - kiwa głową.
To po części moja wina, że dziewczyna mi o tym nie powiedziała. Doskonale wie jak nie cierpię Harry'ego i nie chciała mi tego mówić, bo myślała, że będę na nią zły.
Nie winię jej dobrego serca za to, że pozwoliła mu zostać u siebie w domu na noc i, że opatrzyła mu rany. Harry to po prostu pierdolony prowok ant i umie przekształcić każdą sytuację na swój koszt. Nienawidzę go, po prostu nienawidzę togo skurwysyna.
- Czuję, że Harry coś knuje i chciałbym, żebyś mówiła mi czy przychodzi do ciebie, próbuje się skontaktować czy coś podobnego. - łapię za jej rękę i lekko ściskam. - Nie chcę, żebyś skończyła tak jak wszystkie te dziewczyny, z którymi się zadawał. - mówię. - Nie chodzi mi o to, że mu ulegniesz. Kompletnie nie o to mi chodzi. - tłumaczę moje poprzednie słowa. - Harry to po prostu zwykły manipulant, który chce zaciągnąć jak największą ilość dziewczyn do łóżka. - wzdycham. - Nawet najbardziej niedostępne mu ulegają i się z nim pieprzą. Harry z takich dziewczyn ma największą satysfakcje. Taką niedostępną i niewinną dziewczyną jesteś właśnie ty. - na moje słowa jej oczy się rozszerzają. - Przykro mi, ale chcę byś szczery. - delikatnie pocieram kciukiem wierzch jej dłoni. - Jesteś dla niego wyzwaniem, i to go kręci. - wzdycham. - Chciałbym żebyś uważała na niego, bo doskonale wiem jaki jest ten dupek.
- Będę, nie martw się. - lekko się uśmiecha i spogląda na mnie.
- Bardzo się cieszę. - biorę rękę z jej dłoni i kładę na kierownicę.
Przyznaję, trudno mi było to wydusić z siebie, musiała się dowiedzieć jakim zagrożeniem jest Harry. Aga to wspaniała dziewczyna i nie może skończyć tak, jak wszystkie, inne jego ofiary. Nie chcę żeby cierpiała, nie zasługuje na to. Nie mogę na to pozwolić.
Kilka minut później, jesteśmy pod domem dziewczyny. Aga odpina pas i wychodzi z samochodu, a ja robię to samo.
Kiedy wchodzimy do jej domu, od razu rozbieramy nasze kurtki i idziemy do salonu, gdzie siadamy na kanapie.
- Chcesz może coś do picia? - pyta wstając z kanapy.
- Jasne, najchętniej coś ciepłego. - mówię, a dziewczyna znika za ścianą.
Od tego co powiedziałem w samochodzie podczas jazdy, dziewczyna straciła swój dobry humor, kompletnie nie wiem dlaczego. Stała się bardziej zamyślona, posmutniała, jej oczy już tak nie błyszczą jak na początku naszego spotkania.
Czyżby uraziły ją moje słowa? Może to coś innego? Nie mam pojęcia ale, nie chcę jej męczyć i tak jest zbyt nieswoja.
Aga przychodzi z dwoma, dużymi kubkami kakao i talerzem różnego rodzaju ciasteczek. Dziewczyna podaje mi jeden z kubków, następnie siada na kanapie krzyżując nogi.
- Co robimy? - pytam po kilku chwilowej ciszy.
- Nie mam pojęcia. - mówi tępo patrząc się na okno.
Myślę przez chwilę co mogło by poprawić jej nastrój, aż w końcu wpadam na pewnie może nie najlepszy plan, ale myślę, że mógłby wypalić.
- Może pozadajemy sobie pytania. Tylko musimy odpowiadać na nie szczerze. - mówię popijając pyszne, gorące kakao.
Aga zaczyna chichotać.
- To dziecinne. - chichocze, co sprawia, że się uśmiecham.
Dużo lepiej jest patrzeć na nią kiedy jest wesoła. Uwielbiam jej uśmiech.
- I co z tego. Poznamy się lepiej. Poza tym, to może być niezła zabawa. - wywraca oczami.
- Niech ci będzie. - mówi i upija łyk kakao. - Kto zaczyna?
- Może ja. - odpowiadam.
Zaczniemy od czegoś prostego.
- Ulubiony kolor?
- Czarny. - odpowiada.
Taki ponury kolor, nie pasuje do tak promieniującej dziewczyny jaką jest Aga.
- Kiedy masz urodziny? - pyta z uśmiechem na twarzy.
Widać podoba jej się ta zabawa.
- 24 grudnia.
- To wigilia. - jest zdumiona. - Kocham wigilię. - dodaje.
- Ja też. - zaczynamy chichotać.
- Masz rodzeństwo? - pytam, a ona pokazuje trzy palce, na co się uśmiecham.
Aga musi być wspaniałą siostrą.
- Ulubiony gatunek filmu. - bierze jedno z ciasteczek i odgryza kawałek.
- Komedie. - sięgam po czekoladowe ciastko i wpycham sobie do buzi.
- Dlaczego wyjechałaś z Polski? - pytam kiedy przełykam ciastko.
Dziewczyna wzdycha.
- Moje życie w Polsce nie było zbyt ciekawe, było wręcz monotonne, co mnie przytłaczało. Czułam się tam jakbym była zamknięta w jakiejś klatce, w której cały czas dzieje się to samo. - upija łyk parującego.
Czuję, że to jeszcze nie wszystko co ma do powiedzenia.
- Coś jeszcze? - pytam, a ona spogląda na mnie jakbym był jakimś czarodziejem, jasnowidzem, co trochę mnie dezorientuje.
- Chciałam odciąć się od mojej przeszłości. - wydusza jakby sprawiało jej to ból. - Teraz moja kolej. - stara się udawać, że nie sprawiło to na niej wrażenia, ale ja wiem co widziałem. Niepokoi mnie to, nawet bardzo. - Co jeszcze wiesz o Harry'm? - pyta, a ja jestem lekko zdziwiony jej pytaniem.
- Oprócz tego, że jest zwykłym chujem, który codziennie pieprzy się z inną laską, najebie się w klubie gdzie wpierdoli jakimś ćpunom, którzy go wkurwią, to trenuje boks. - mówię na jednym tchu. - Jest w tym naprawdę dobry, wręcz niepokonany. - wywracam oczami w geście irytacji jego osobą. - Byłem na kilku jego walkach i powiem ci, że nieźle patrzy się jak tłuką osobę, której nie cierpisz z całego serca, ale potem on wygrywa i już nie jest tak wesoło. - wkładam kolejne ciastko do buzi i je gryzę.
Są naprawdę dobre, muszę się jej spytać gdzie kupiła te ciastka, ale dopiero po tej głupiej grze. Nie chcę marnować swojego pytania na tak głupią rzecz. - Za trzy dni Harry znowu walczy z przeciwnikiem o trzydzieści kilo cięższym, więc będzie na co popatrzeć. To będzie jego pierwsza walka z osobnikiem wagi ciężkiej. - mówię z pełną satysfakcją na myśl o tym, że Harry będzie ostro prany. - Jeśli chcesz możemy tam pojechać. - proponuję.
- To legalne? - pyta.
- Wszytko co robi Harry, jest nielegalne. - posyłam lekki uśmiech w stronę jej zakłopotanej twarzy.
To prawda, wszystko o robi Harry jest nielegalne, nieodpowiednie i idiotyczne.
- Ohh. - wzdycha.
- Rozumiem, że moja propozycja była zbędna.
- Muszę się zastanowić. - mówi tępo patrząc w swój kubek. - Możemy wrócić do tej głupiej gry?
- Dobrze. - wypijam kakao do końca i odkładam pusty kubek na stolik. - Teraz moja kolej. - spoglądam na dziewczynę kątem oka, cały czas ma wzrok utkwiony w kubku, z niewyjaśnionego powodu.
Postanawiam zaryzykować z pytaniem, które chcę jej zadać.
- Co sądzisz o Harry'm? - dziewczyna momentalnie wyrywa się ze swojego transu i spogląda na mnie nieco spanikowana.
- Nie znam go za bardzo, więc nie wiem co o nim sądzić. - odpowiada po chwil namysłu.
- Ale jednak zdążyłaś go trochę poznać, więc musisz coś o nim sądzić. - naciskam.
Koniecznie chcę wiedzieć co ona sądzi o tym popieprzeńcu.
Dziewczyna zdaje się być zamyślona.
- Sądzę, że jest on człowiekiem, który pogubił się w swoim życiu. - jestem zdziwiony, ale też zawiedziony jej odpowiedzią. - Kiedy mi o nim mówisz, odnoszę wrażenie jakby Harry był do końca przesiąknięty złem, nienawiścią i innymi, negatywnymi emocjami...
- Bo tak jest. - przerywam jej.
- Mógłbyś mi nie przerywać? - pyta spokojnie, a ja kiwam głową.
- Myślę, że Harry nie może być do końca przebity złymi emocjami, nikt nie może taki być. - odpowiada z zamyśleniem.
- Dlaczego tak sądzisz? - pytam.
- A dlaczego ty nie? - podnosi na mnie wzrok, czekając na odpowiedź.
- To najgorszy człowiek jakiego znam. Codziennie się napierdala, codziennie ma inną dziwkę, z którą się pieprzy i codziennie wpada w tarapaty. Nie ma w sobie żadnej pozytywnej emocji, kieruje się gniewem, agresją i wulgarnością. - staram się nie pokazywać mojego podirytowania.
- O tym właśnie mówiłam, stawiasz go tylko i wyłącznie w ciemnym świetle.
- A jak mam inaczej o nim sądzić? Od tych trzech lat dokąd go znam nie widziałem go w żadnej sytuacji, w której używałby jakichkolwiek pozytywnych emocji. - sięgam po następne ciastko, żeby odwrócić swoją uwagę od buzującej złości w moim umyśle.
- Może on nie chce, żebyś widział go w takiej sytuacji. - jej odpowiedź zmusza mnie do zastanowienia się nad jej słowami.
- Wątpię, żeby ktokolwiek cały czas pilnowałby się przed tym, żeby zdać się chociaż na mały uśmiech, śmiech czy miłe słowo. To nierealne. - biorę koleje ciastko.
- Tak samo nierealne jest myślenie o Harry'm w taki sposób. - mówi spokojnym tonem.
- Dlaczego ty go bronisz?
- Nie bronię go, tylko szczerze odpowiadam na twoje pytanie. - odkłada kubek na stole i spogląda na mnie. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. - pyta niepewnie.
- Jasne, że nie. - przyciągam ją do siebie i przytulam.
Nie jestem na nią zły,że tak o nim sądzi, jestem zły na Harry'ego. To przez niego, ona myśli o nim w taki sposób, pierdolony manipulant.
Spoglądam na godzinę, na swoim telefonie jest już po dwudziestej, a ja jestem zmęczony,nie chciałbym zasnąć u niej i narobić jej kłopotów.
- Aga, ja musiałbym już spadać. - mówię smutno. - Jestem zmęczony, a jutro mam trochę rzeczy do roboty, poza tym nie chciałbym ci narobić problemu jakbym naglę zasnął na kanapie. - tłumaczę.
- W porządku, rozumiem. - wstajemy z kanapy i kierujemy się do drzwi.
Ubieram się w swoją kurtkę, oraz wkładam buty na nogi. Rozchylam ramiona i przytulam Agę do swojego ciała, mocno ją do siebie przyciskając.
- Chciałbym zostać dłużej, ale...
- Rozumiem to Louis, nie musisz powtarzać. - dziewczyna lekko chichocze.
Odsuwamy się od siebie, a ja nachylam się do niej i wskazuję palcem na swój policzek.
- Należy mi się coś za udane spotkanie. - mówię, a dziewczyna robi krok w moją stronę i lekko muska mój policzek. Odwracam głowę i wskazuję drugi policzek. - On czuje się poszkodowany faktem, że prawego pocałowałaś, a jego nie. - próbuję być poważny, lecz nie wychodzi mi to.
Chcę ją trochę rozweselić, przed tym jak wyjdę.
Aga uśmiecha się i wywraca oczami, następnie łapie za moją brodę i składa długiego całusa na moim lewym policzku.
- Teraz ten jest smutny, ponieważ lewego pocałowałaś dłużej. - zabawnie poruszam brwiami, a ona wydaje z siebie śmiech, co mnie bardzo cieszy.
Muska mój policzek i w zabawnym geście uderza mnie w ramie.
- Ale...
- Wystarczy. - mówi poprzez śmiech
- Dobrze. - ponownie ją przytulam. - Może jutro wieczorem wpadnę. - całuję ją w czubek głowy. - Do zobaczenia.
Otwieram drzwi frontowe i wychodzę z domu mojej, świetnej przyjaciółki.
Mam nadzieję, że nie zasnę w samochodzie, podczas jazdy do w tym momencie, upragnionego łóżka.
*Oczami Agaty*
Gdy Louis wychodzi, od razu biegnę na górę i biorę bluzę, krótkie spodenki z szafy i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki. Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę, która uderza o napięte mięśnie na moich plecach.
To co powiedział mi Louis , totalnie zbiło mnie z tropu. Harry chce mnie wykorzystać? Zależy mu tylko na tym, żeby mnie zaliczyć, bo jestem niedostępna? Gdyby tak było, to raczej by mnie tak nie traktował, nie zachowywałby się w taki sposób. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przez to wszystko straciłam humor, ponieważ zastanawiałam się nad tym co Harry zamierza, mam nadzieję, że Louis nie ma mi tego za złe.
Po krótkim odprężaniu się w gorącej wodzie, wychodzę z pod szklanej kabiny i od razu przebieram się w rzeczy, które wcześniej sobie przygotowałam. Podchodzę do lustra i zmywam makijaż z mojej twarzy, następnie myję zęby miętową pastą. Wychodzę z łazienki i idę do swojego pokoju.
Jestem zmęczona i chcę się wcześniej położyć, mam dość dzisiejszego dnia.
Podchodzę do okna, bo mam zamiar je zasłonić, i nagle zauważam bardzo znany mi samochód, a w środku twarz wpatrująca się we mnie.
Moje nerwy osiągają zenitu, a moje nogi zaczynają kierować mnie na dół, do korytarza, a moje ręce zmuszone są do założenia butów na moje nogi.
Prawa ręka mimowolnie otwiera drzwi, a kroki stawiają się jeden za drugim w stronę czarnego auta. Mimo mroźnego wiatru owiewającego moje, prawie, że gołe nogi, biegnę przed siebie.
W momencie docieram do samochodu i zaczynam uderzać otwartą dłonią w szybę Harry'ego, a ten otwiera drzwi i spogląda na mnie zszokowany.
- Co ty tutaj robisz do jasnej cholery? - pytam starając się opanować swój gniew.
Jestem tak wściekła na niego, że najchętniej rozszarpałabym go na kawałki.
- Widziałam cię dzisiaj w ciemnej uliczce kiedy siedzieliśmy w restauracji, słyszałam cię w krzakach nad jeziorem i widziałam cie w lesie kiedy wyjeżdżaliśmy z Louis'em z lasu, więc nie mów mi, że mam przywidzenia, bo doskonale wiesz, że się na to nie nabiorę. - ostatnie zdanie mówię podniesionym tonem. - Nie wiem o co ci chodzi, nie wiem dlaczego mnie obserwujesz, ale odczep się ode mnie, bo mam tego dosyć! - krzyczę. - Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pod moim domem, lub zobaczę, że mnie śledzisz,zadzwonię na poli...
W tym momencie zostaję wciągnięta przez chłopaka do samochodu i posadzona okrakiem na jego kolanach, chłopak zamyka drzwi. Po chwili widzę stanowczo za szybko jadący samochód, który dosłownie miga przed moimi oczami i znika za zakrętem.
Spoglądam na niego zszokowana i wpatruję się w jego zielone oczy. Moja złość na niego znika i zapominam co miałam mu powiedzieć.
- Dziękuję. A teraz wypuść mnie stąd. - mówię próbując zejść z jego kolan.
Jestem w bardzo niekomfortowej sytuacji.
- Nie. - burczy.
- Wypuść mnie z stąd. - próbuję zejść z jego kolan, lecz on łapie mnie za nadgarstki.
- Jak odpowiesz na moje pytanie.
- Dobrze. - mówię.
Postanawiam się zgodzić, wiedząc, że inaczej się z stąd nie wydostanę.
- Dlaczego płakałaś na imprezie w ramionach tego skurwiela Louis'a? - pyta ilustrując moją twarz.
Skąd o tym wie do jasnej cholery? I po co o to pyta akurat teraz?
Biorę głęboki oddech
- Po prostu było mi smutno. - jestem zirytowana.
- Dlatego, że uszczypnął cię w tyłek? - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. Czuję, że moje oczy płoną gniewem. Jak on może się śmiać nawet nie znając powodu mojego płaczu? Jest okrutny. Znowu się zaczyna. Wiedziałam, że tak będzie.
- Nie, nie dlatego. - poprawiam się na jego kolanach, starając się uzbierać wystarczająco pewności siebie, żeby mieć siłę się z nim kłócić.
- To w takim razie dlaczego?
- Nie chcę ci tego mówić.
- Czemu?
- Bo na to nie zasługujesz. - krzyżuję ręce na piersi. Nie powiem mu tego.
- Jak ja chcę coś wiedzieć, to ja się tego dowiem w taki czy inny sposób.
- Nikt ani nic tego nie wie oprócz mnie, więc raczej nie masz szans.
- Jeśli mi tego nie powiesz, wypiepsze cię na tylnym siedzeniu. - grozi.
Głośno przełykam ślinę, ale nie mogę mu tego powiedzieć, nie chcę mówić to takiej osobie jaką on jest.
- I tak ci tego nie powiem. - jego ręka ląduje pod moją bluzą co sprawia, że zaczynam panikować.
- Doskonale wiem, że nie masz na sobie stanika. - przybliża swoją twarz do mojej szyi, a jego ręce zaczynają przesuwać się w górę po moim brzuchu.
Wspomnienia napierają na mój umysł, lecz ja nie mam zamiaru ich wpuścić, nie chcę tego. Moje oczy zachodzą łzami.
- Harry przestań. - chcę wyrwać swoje ręce z uścisku jego ręki,lecz nie mam szans.
- Nie, jeśli nie odpowiesz na moje pytanie. - czuję jego oddech na mojej szyi.
Wsuwa rękę pomiędzy moje piersi, co sprawia, że chcę się natychmiast wyrwać, lecz jego ręka mocniej ściska moje nadgarstki, które następnie bierze nad moją głowę tak, że dotykają dachu samochodu.
- Nie odpowiem. - mój głos drży.
Swoją, wielką ręką łapie moją pierś.
Nieprzyjemne wspomnienia przedostają się do mojej pamięci i zmuszam się do nieuronienia łzy.
- Przestań. - szarpię się lecz to ni nie daje. - Wypuść mnie. - mój głos drży, a ja próbuję powstrzymać się od płaczu.
- Odpowiedz. - jego ton jest stanowczy.
- Zostaw mnie. - piszczę i próbuję się wyrwać. Kolanem kopię go w kroczę, przez co chłopak puszcza moje ręce, a ja ponownie otwieram drzwi i wybiegam z samochodu.
Słyszę za sobą krzyki Harry'ego, lecz je ignoruję, chcę się jak najszybciej znaleźć, z dala od niego, z dala od jego dotyku.
Dobiegam do drzwi i je otwieram, następnie trzaskam nimi i biegnę do swojego pokoju długimi susami.
Gdy jestem w pokoju opieram się plecami o ścianę i zsuwam się po niej, siadając na podłodze. Z moich oczu zaczynają lecieć łzy. Czuję się tak jak wtedy, roztrzęsiona i zapłakana.
Myślałam, że mam już to wszystko za sobą, że jestem już silna, niezależna i wolna od tych, okropnych wspomnień, wolna od przeszłości ale jednak nie jestem. Nie mogę,nie potrafię pogodzić się z zdarzeniami z przeszłości, jestem nadzwyczajnie słaba i żałosna. Chowam twarz w dłonie i zaczynam jeszcze bardziej szlochać i trząść się.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają, nie muzę patrzeć w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry. Teraz żałuję, że nie zamknęłam drzwi na klucz.
Przestaję szlochać, nie chcę, żeby wiedział, że płaczę.
Słyszę jak podchodzi i kuca przede mną. Bierze moje nadgarstki i odciąga moje ręce od twarzy. Nawet nie próbuję się opierać, wiem, że nie mam z nim najmniejszych szans. Bierze moją brodę w swoje palce i podnosi do góry, żebym na niego spojrzała, ale ja spuszczam wzrok. Nie chcę patrzeć na jego twarz.
- Spójrz na mnie. - jego ton jest łagodny.
Podnoszę wzrok, a w moje oczy rzucają się jego zakłopotane tęczówki.
- Przepraszam. - słyszę poczucie winy w jego głosie, ale nie wierze w to. Nie wybaczę mu tego, nie tym razem. - Przepraszam dobra. - powtarza. Odpycham go dosyć mocno przez co Harry upada na plecy.
- Nie dotykaj mnie! - odsuwam się trochę wzdłuż ściany. Podnosi się i wraca do tej samej pozycji co wcześniej. - Jesteś bezduszny i agresywny i nie chcę na ciebie patrzeć, ani cię dotykać. - szlocham. - Nie zasłużyłam sobie, żebyś mnie tak traktował. Nie jestem rzeczą Harry. - łzy cisną się z moich policzków. - I wiesz co jest najgorsze? Że przypomniałeś mi o tym, co się kiedyś stało, swoim, idiotycznym zachowaniem. - mówię szlochając. - Twój dotyk... robiłeś to tak jak on. - przełykam ślinę. - Zostałam z...z molestowana rozumiesz to? On dotykał mnie... - przerywam. - Takiej odpowiedzi chciałeś?! Tego się spodziewałeś?! - szlocham jednocześnie podnosząc głos. - Łapał moje piersi, dotykał je ściskał. To bolało. - chowam twarz w dłonie i zaczynam ciągnąć się za włosy. -Nie chcę na niego patrzeć. To wszystko jego wina.
Tak mi wstyd, że widzi jak płaczę. Tak mi wstyd, że wie o tym taka osoba jaką jest Harry.
Czuję jak chłopak delikatnie odciąga moje ręce od twarzy, a następnie przytula moje ciało do swojego ściskając moje plecy swoimi silnymi ramionami. Odwzajemniam uścisk oplatając rękami jego szyję,. Tego potrzebuję właśnie teraz, żeby ktoś mnie mocno przytulił. Szkoda tylko, że tym kimś jest Harry.
- Tak mi przykro. - szepcze. - Nie chciałem, nie wiedziałem, przepraszam cię. - wtula swoją głowę w moje włosy. Gładzi mnie swoją dużą dłonią po plecach. To co mówi jest bardzo wspierające, ale nie wierze w to.
Kiedy trochę się uspokajam Harry nieco odsuwa się ode mnie i kładzie swoje, wielkie ręce na moich policzkach wycierając kciukami łzy, które nadal ściekają z moich policzków. Spoglądam w jego oczy, które są pełne współczucia i wsparcia. Nagle jego twarz zaczyna powoli przybliżać się do mojej, cały czas patrzy w moje oczy. Nasze twarze dzielą dosłownie milimetry i nagle Harry niepewnie muska swoimi ustami moje, następnie odrywa się, żeby spojrzeć w moje oczy, które są pewnie całe czerwone od płaczu. Ponownie tylko, że pewniej przywiera do mnie ustami, delikatnie i czule muskając przez co zamykam oczy. Odwzajemniam pocałunek. Chłopak bierze mnie na ręce, a ja oplatam nogi wokół jego pasa. Czuję jak delikatnie kładzie mnie na łóżku, a sam kładzie jedną nogę pomiędzy moje, a drugą po zewnętrznej stronie mojego, lewego uda. Jego jedna ręka jest na moim policzku, a drugą podpiera się o materac. Wplatam jedną z dłoni w jego kręcone włosy, a drugą przenoszę z jego pleców na szyję. Odrywa się do moich ust i składa pocałunek tuż pod moim uchem, następnie przechodzi z pocałunkami wzdłuż linii szczęki. Moje oczy nadal są zamknięte, pod wpływem przyjemności z całowania się z sprawcą mojego płaczu. Przechodzi z całowaniem ponownie na usta, a jego pocałunki stają się zachłanniejsze i szybsze. Jego jedna ręka przechodzi na moje biodro przez co się wzdrygam. Harry momentalnie przestaje mnie całować, a ja otwieram oczy.
- Coś nie tak? - jest zakłopotany.
- Nie. Tylko... Nie ważne. - pociągam nosem.
- Właśnie, że ważne. - bierze moją twarz w swoje ręce i zmusza mnie do tego, żebym na niego spojrzała.
- Po prostu, on też tak robił, łapał mnie za biodra. Ściskał je. - w moich oczach ponownie pojawiają się łzy. Chciałabym się opanować, ale nie daje rady, jak tylko o tym pomyślę, przypomnę to sobie, czy ktoś dotknie mnie w ten sposób jak on to robił, od razu zbiera mi się na płacz.
- Rozumiem. Już nic nie mów. - opiera swoje czoło o moje i głęboko patrzy w moje oczy. - On nigdy więcej cie już nie dotknie. Rozumiesz? - jego ton jest poważny. Kiwam głową na znak, że rozumiem. - Więcej cie nie skrzywdzi. - gładzi mnie po włosach. - Przepraszam, że mój dotyk wywołał u ciebie te wspomnienia. Nie chciałem tego. - patrzy na mnie takim wzrokiem, że czuję jakbym zaraz miała się rozpłynąć. - Powinnaś iść spać. - gładzi mnie ręką po policzku.
- Nie zostawiaj mnie samej. - chrypię i łapię go za ramię.
Nie chcę zostać sama po tym, co się przed chwilą wydarzyło.
- Nigdzie się nie wybieram. - wyciąga kołdrę spod mojego ciała i mnie ją przykrywa, następnie ściąga swój płaszcz, buty i koszulkę i odkłada je na kanapę.
Wchodzi obok mnie pod kołdrę i owija swoje ręce wokół mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Kładę głowę na jego nagi tors i układam rękę na jego, ciepłym brzuchu,który porusza się górę i w dół.
Czuję jak chłopak gładzi moje włosy, co sprawia, że staję się senna, a moje oczy się zamykają.
Ciekawe czy to jest tylko ta jego, głupia gra, o której mówił mi Louis, czy naprawdę poruszyło go moje wyznanie.
Po kilku chwilach Harry wzdycha.
- Tak bardzo mi przykro. - szepcze i składa pocałunek na mojej skroni.
Po jego słowach zasypiam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie mogłam wstawić. Chciałam żeby ten rozdział był długi i dobrze napisany. Mam nadzieję, że się podoba. :) <3 Uwielbiam was <3 <3 <3 ^^
To jest.. hmm i brak słów, tego sie nie da opisać! Uwielbiam <33333 <333 Najlepsze opowiadanie <3333 <333333 Ta końcówka taka słodka aww.. :3 Błagam cie dodawaj szybko next'a! Nie wytrzymam długo bez następnego genialnego rozdziału :D Kocham <333 buziaki :* i dużo weny kochana ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję, w poniedziałek postaram się dodać 2 rozdziały ;) <3
Usuń