*Oczami Louisa*
Budzi mnie straszny hałas dochodzący z dołu. Leniwie otwieram oczy, które strasznie mnie pieką z powodu niedoboru snu. Siadam na łóżku i pocieram swoje powieki wierzchem dłoni.
Sięgam ręką po mój telefon, który leży na szafce nocnej i sprawdzam która godzina. 08.13.
Ja pierdole.
- Kurwa. - cicho bełkocze pod nosem.
Powoli wstaję z wyra i wychodzę z pokoju, do którego mam zamiar zaraz wrócić i porządnie się wyspać. Wczoraj wróciłem bardzo późno i to był mój błąd.
Na schodach słyszę jak Joseph drze się na chłopaków.
Ciekawe co znowu od jebali, że jest taki wściekły?
Gdy jestem na dole widzę narąbanego Zayn'a, Luk'a, Niall'a i Peter'a. Są tak najebani, że ledwo siedzą.
Czasami brak mi słów na tych debili.
- Dlaczego ich nie przypilnowałeś?! Zobacz jak teraz wyglądają! Najebani w cztery dupy! - Joseph drze się na Liam'a, który stoi podparty plecami o ścianę.
- A co ja miałem zrobić?! Dobrze wiesz, że jeśli oni dorwą się do alkoholu czy dragów, to nie znają umiaru! To do nich powinieneś mieć pretensje, a nie do mnie! - odkrzykuje Liam.
Chyba tylko Joseph, Liam i ja znamy umiar w jakich kol wiek używkach. Harry i tak jest z nas, wszystkich najgorszy.
- Bo ty jesteś odpowiedzialny w porównaniu do tych kretynów. Mogłeś ich stamtąd wziąć zanim zaczęli się rozkręcać. - Joseph siada na kanapie i przeciera ręką czoło.
- Oczywiście ja mam zawsze wszystko mieć na głowie, a ty sobie gdzieś jeździsz, i wtedy masz do mnie pretensje! - krzyczy Liam. - Gdzieś ty w ogóle wczoraj był?
- To nie twój pierdolony interes gdzie wczoraj byłem! - krzyczy. - Dobra, zabierać te wasze, pijane dupska na górę. - mówi po chwili.
Chłopaki wstają i chwiejnym krokiem udają się na górę, tylko Liam wychodzi z domu, trzaskając drzwiami..
- Sorry, że jestem taki nerwowy. Oni najebani, Harry'ego nie ma. Dzisiaj jestem mega wkurwiony. - chowa twarz w dłoniach.
Siadam na fotelu.
- Wyjeb go. - mówię naglę i spoglądam na Josepha.
- Co?
- Wyjeb go. Po co go tutaj jeszcze trzymasz? - powtarzam.
Mam dość Harry'ego, chcę żeby zniknął, żebym nie musiał więcej oglądać jego, pierdolonego ryja.
- Ale Louis, to nie jest wcale takie proste. - Joseph patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Jak to nie jest proste?! Joseph, przez niego mamy same kłopoty, ja mam go dość, ty masz go dość i wszyscy w tym domu też mają go dość. - mówię.
- Ale walki, on wygrywa każdą walkę - nie no wytrzymam.
- Chuj mnie walki. Znajdziesz sobie innego zawodnika - nie wierzę w to, co mówię.
Harry to najlepszy zawodnik, w okolicy i dobrze wiem, że Joseph nie znajdzie zastępstwa. ale to nie zmienia faktu, że go nienawidzę i chcę żeby stąd wyleciał.
- A co będzie dalej? Gdzie będzie mieszkał? - mówi trochę zdenerwowany i zmartwiony.
- Kup mu jakieś obskurne mieszkanie, najlepiej 20 kilometrów stąd. - opieram się plecami o oparcie fotela. Joseph jest wkurzony moimi słowami.
- Louis, rozumiem, że nie darzysz Harry'ego sympatią i chcesz się go pozbyć, ale dlaczego akurat teraz mi to mówisz? - pyta,
- Boję się o bezpieczeństwo Agi. Wiesz kim ona jest, poznałeś ją już. - kiwa głową. - Myślę, że on coś kombinuje. - mówię. - Doskonale wiesz, że pieprzy się z każdą, napotkaną na swojej drodze dziewczyną. - dodaję
- Z tego, co wiem. Aga to odpowiedzialna dziewczyna i nie poszłaby z nim do łóżka. - odpowiada.
- Wiem o tym, ale Harry to pieprzony manipulant.
- I zakładam, że ta dziewczyna o tym wie i nie da się Harry'emu.
- A co jeżeli ją skrzywdzi? - pytam.
Chcę przekonać go do tego, że Harry jest zagrożeniem dla Agi. Muszę się go jakoś pozbyć.
- On nigdy nie uderzy kobiety. - mówi, a ja spoglądam na niego z zdziwieniem.
- Joseph, on chce się do niej zbliżyć, ja to wiem. Doskonale wiesz co on wyprawia z ...
- On też ma prawo do przyjaźni. - przerywa mi. - I wiem co on wyprawia, nie pochwalam jego zachowania, ale też trzeba go zrozumieć. - mówi, a ja niemal wybucham.
Wczorajsza rozmowa z nim i Joseph'em wstrząsnęła mną, ale myślałem nad tym i to o czymkolwiek mówił, nie usprawiedliwia go, że może manipulować niewinnymi dziewczynami, żeby poszły z nim do łóżka.
- Zrozumieć? Ja pie...
- Louis kto zna go dłużej ja czy ty? - przerywa mi moją wypowiedź.
Nikt oprócz Josepha nie wie nic o przeszłości Harry'ego, to jest ich tajemnica.
- Ty. - mówię nie wiedząc do czego zmierza ta rozmowa.
- Louis, to co ten chłopak przeżył nie mieści mi się w głowie i uwierz mi, nie zniósłbyś tego psychicznie, nawet ja bym tego nie zniósł. - mówi. - I jeśli myślisz, że wyrzucę go, bo tobie się tak chce, to jesteś w błędzie. - dodaje. - Wiem, że masz go za potwora, bez uczuć, ale on w cale taki nie jest. Znam go od dziecka i wiem co mówię. - patrzy się na mnie jakby zależało mu na tym, żeby te słowa dotarły do mnie w jakiś sposób. - Przykro mi ale nie mogę tego zrobić nie mogę go wyrzucić. - mówi stanowczo. Po tych słowach, które nieco mnie zaskoczyły, zamierzam iść na górę, żeby nie irytować siebie i jego.
- Louis zrozum go. - mówi.
Kiwam głową i wstaję z miejsca, następnie kierując się do schodów.
Już mam stawiać nagę na pierwszym stopniu kiedy nagle mężczyzna się odzywa.
- Louis, mogę ci zapewnić, że Harry jej nie skrzywdzi. Uwierz mi. - postanawiam, że lepiej będzie jak nie odpowiem, nie chcę go irytować.
Kieruję się na górę.
Kiedy jestem na piątym schodku, słyszę mamrotanie Josepha.
- Harry. Co ty wyrabiasz? - mówi sam do siebie.
Gdy już jestem w swoim pokoju, kładę się na łóżko i próbuję zasnąć. Nie mam już siły rozmyślać o tej całej, pojebanej sytuacji, która właśnie zaszła na dole.
*Oczami Agaty*
Jedziemy już jakieś dziesięć minut i nie odezwaliśmy się do siebie słowem. To jest strasznie niekomfortowe, nie lubię takiej ciszy, mógłby przynajmniej włączyć radio.
- Harry, włączysz radio? - pytam.
- Nie. - mówi krótko.
- Dlaczego?
- Bo w radiu leci same gówno.
- Nie zawsze. - stwierdzam, a on wzrusza ramionami. - Proszę cię mogę włączyć, chociaż na chwilę?
- Nie.
- Nie dręczy cię ta cisza? - pytam.
- Przecież nie jest cicho. - po jego tonie słyszę, że zaczyna go irytować ta, cała rozmowa.
Wzdycham, wiedząc, że nic nie wskóram.
Kilka minut później jesteśmy na miejscu, wysiadamy z samochodu i chwilę później kierujemy się do budynku.
Dzisiaj nie wygląda on aż tak przerażająco, jak wczoraj, ale nadal to miejsce nie należy do przyjemnych dla oka.
Zauważam jakiś dwoje ludzi, wychodzących z opuszczonego budynku, co sprawia, że przysuwam się bliżej Harry'ego, a on oplata ramieniem moją talię, sprawiając, że nasze ciała się ze sobą stykają.
- Znasz ich? - pytam, głośno przełykając ślinę.
- Z tym po lewej kiedyś walczyłem. - mówi cichym tonem.
Spoglądam na wysokiego, młodego, pokaźnego mężczyznę z wygolonymi na łyso bokami i skórzanej kurtce.
Facet jest naprawdę nieźle napakowany i kiedy pomyślę, że Harry kiedyś z nim walczył, ogarnia mnie niepokój.
- A ten drugi? - pytam spoglądając na szczupłego i niskiego mężczyznę, idącego tuż obok tego drugiego.
- Jego przydupas. - mówi.
Mężczyźni zatrzymują się trzy metry przed nami.
- Siema Styles. - mówi mężczyzna w skórzanej kurtce. - To twoja dziewczyna? - pyta spoglądając na mnie i lekko się uśmiechając.
Jest miły i życzliwy, chociaż na takiego nie wygląda.
Delikatnie odwzajemniam uśmiech.
- Nie. - odburkuje Harry.
- Przyjaciółka. - stwierdza, uśmiechając się do niego, lecz Harry nie zwraca na niego uwagi. - Przyszedłeś potrenować? - pyta, a chłopak kiwa głową, poluźniając uścisk w mojej talii. - Ja jestem po trzygodzinnym treningu, trzeba utrzymać formę. - drapie się po karku. - Mam nadzieję, że między nami ok. Wiesz od ostatniej walki. - mówi nieco skrępowany.
Widać, że chłopak chce się zakolegować z Harry'm, ale zielonooki najwidoczniej nie jest z tego zadowolony.
- Taa, wszystko ok. - odpowiada obojętnie.
- Słyszałem, że jutro walczysz z jakąś grubą rybą. Powodzenia chłopie. - Harry kiwa głową
Powoli zaczynam tracić na niego cierpliwość. Ten biedny chłopak chce podjąć z nim jakąś konwersacje, a Harry go zbywa.
Szturcham Harry'ego ramieniem, spogląda na mnie, a ja dyskretnie kiwam głową w stronę tego mężczyzny.
- Dzięki.
- Kurczę. Co ze mnie za facet. - chłopak uderza się otwartą dłonią w czoło. - Jestem Richard. - wyciąga w moją stronę dłoń.
- Agata. - łapię jego masywną i dużą dłoń, następnie puszczam i wkładam do kieszeni.
- Jesteś z Polski? - pyta.
- Tak. Skąd wiesz?
- Byłem tam kiedyś, to piękny kraj. - szeroko się do niego uśmiecham.
Szczupły mężczyzna szepcze coś Richard'owi na ucho, co jest bardzo dziwne. Ogólnie ten facet jest jakiś dziwny, nie odzywał się i przez cały czas patrzył przed siebie.
- Muszę spadać. Miło było mi cię poznać. - bierze moją rękę i całuje jej wierzch, na co Harry mocniej mnie do siebie przyciska.
Spoglądam na niego. Ma zaciśniętą szczękę, co oznacza, że jest wkurzony, nie mam bladego pojęcia dlaczego. Przecież Richard nie zrobił nic złego.
- Do zobaczenia. - mówię, a mężczyźni odchodzą. - Harry. On chciał się z tobą zakolegować, a ty miałeś go gdzieś. Wiesz jak on się musiał poczuć? - pytam chcąc wyrwać się z uścisku jego ręki, albo przynajmniej go poluźnić, ale niestety mi się to nie udaje.
- Mam go w dupie. - odpowiada.
Wchodzimy do środka i kierujemy się przerażającym korytarzem.
- Dlaczego? - postanawiam kontynuować naszą rozmowę.
- Nie potrzebuje kumpli.
- Jak to? Przecież każdy potrzebuje się wyżalić, pogadać z kimś...
- Ja nie potrzebuję. - fuka, wywracam oczami.
On jest niemożliwy.
Kiedy docieramy do drzwi od jego królestwa, Harry wypuszcza mnie z swoich objęć, otwiera drzwi z numerem 7 i wchodzi do środka.
Postanawiam iść już na siłownie i poczekać tam na chłopaka.
- Gdzie idziesz? - słyszę jego głos z pomieszczenia.
- Na siłownie. - mówię idąc w stronę klatki schodowej.
- Jeśli ktoś tam będzie? - słyszę jego kroki.
- Poradzę sobie. - mówię i wchodzę na pierwsze stopnie.
Słyszę protesty chłopaka, ale je ignoruję i idę na górę.
Docieram do wielkich, metalowych drzwi, których uchylenie jest nie lada wyzwaniem i wysiłkiem. Całe szczęście, przeciskam się przez szparę, którą udało mi się uzyskać poprzez pchanie tego złomu.
Kiedy wchodzę na dużą przestrzeń, zauważam, że nie ma tutaj tych, wszystkich maszyn do ćwiczenia, i krzesła oraz ławki są inaczej poustawiane.
- Wszytko wynieśli i uporządkowali przed walką. - słyszę głos Harry'ego, oraz jego oddech na moim karku.
Nie mam pojęcia, jak mogłam nie usłyszeć, kiedy tu wszedł.
Chłopak mnie mija i wbiega na ring. Od razu zabiera się za pranie worka, który kołysze się na wszystkie strony z ogromną łatwością.
Rozbieram płaszcz i siadam na ławce, która stoi najbliżej ringu. Uważnie przyglądam się jak perfekcyjne ciało Harry'ego wędruje wokół czerwono-czarnego worka.
Ubrał te same spodenki co wczoraj i owinął sobie tą samą, zamszową, czarną taśmę na pięściach. Przepasał włosy jakąś, granatową bandaną, która jest widać nieskuteczna, bo z każdym uderzeniem, kolejne pasma włosów wypadają spod materiału i opadają na jego spoconą już twarz. Wygląda na to, że zapomniał o gumce do włosów.
Zaczynam szperać po kieszeniach, całe szczęście, jakimś dziwnym cudem znajduję czarną gumkę do włosów w tylnej kieszeni spodni.
- Harry. - chłopak odwraca się zdezorientowany i spogląda na mnie. Pokazuję mu gumkę, a on rozumiejąc o co mi chodzi, zeskakuje z ringu i staje przede mną. - Usiądź. - wskazuję na ławkę, a on wykonuje moje polecenie. Staję przed nim, ściągam bandanę z jego włosów i kładę na krześle. Zaczynam zbierać jego włosy z czoła i karku w koka, następnie zbieram pozostałe włosy i związuję gumką.
Zauważam, że jego wzrok cały czas utkwiony jest na mnie.
Kiedy kończę zaplatać gumkę w jego loki, spoglądam na niego. Cały czas patrzy się w moje oczy.
Jego głowa przybliża się do mojej, lecz ja odwracam wzrok.
Nie chcę ponownie wdać się w pocałunek, a potem go odepchnąć. To nie byłoby miłe ani dla mnie ani dla niego.
- Poćwiczymy uderzanie w worek? - pytam, chcąc jakoś załagodzić sytuację między nami.
- Chodź. - wstaje z ławki i wskakuje na ring, następnie wyciąga rękę, za którą łapię, a on wciąga mnie bez żadnych problemów na wysoki podest.
Nadal nie przyjmuję tego do świadomości, jaki ten chłopak jest silny.
Harry podaje mi te same rękawice, które miałam wczoraj. Szybko je ubieram i podchodzę do chłopaka, który stoi już przy worku i cierpliwie czeka na mnie.
- Pamiętaj co mówiłem, nadgarstek musi być sztywno. - Harry krzyżuje ręce i mi się przygląda.
- Pamiętam. - robię tą samą postawę co wczoraj i uderzam w worek.
Myślę, że poszło mi najlepiej z tych, wszystkich razy, kiedy w cokolwiek uderzyłam.
- Mogłoby być lepiej. - mówi.
- Nie umiem lepiej. - mówię urażona.
- Chodź. - Harry cofa się i przyjmuje pozycje bokserską.
- Proszę nie. - jęczę.
Nie chcę znowu kręcić się z nim w kółko i skupiać si, żeby nie oberwać,i tak z nim przegram i nic się nie nauczę.
- Inaczej się nie nauczysz. - mówi, przecierając czoło ręką.
- Niech będzie. - mówię zrezygnowana i ustawiam się tak, jak Harry pokazywał mi wczoraj.
Może to głupie, ale zależy mi na tym, żeby w końcu nauczyć się dobrze uderzać i nie odpuszczę puki mi się to nie uda.
Zaczynamy chodzić w kółko i kiedy sądzę, że jest odpowiedni moment wymierzam cios w twarz Harry'ego, lecz chłopak łapie za moje przed ramie i jakimś, niewyjaśnionym cudem powala mnie na plecy.
- Chyba ci nie wyszło. - triumfalnie spogląda na mnie z góry.
Zahaczam swoją nogą o jego i ciągnę w swoją stronę, chłopak przewraca się na bok co było moim celem.
- Właśnie, że wyszło. - mówię ze śmiechem.
Harry czołga się w moją stronę, następnie zawisa nade mną swoim ciałem.
- To nie było fajne. - za jego powagą widzę te błyszczące iskierki rozbawienia w jego oczach oraz delikatny uśmiech.
- Dlaczego się tak rzadko uśmiechasz? - pytam.
- Co?
- Pomiędzy nami było kilka sytuacji, z których można by się śmiać, ale ty nigdy tego nie robiłeś, chociaż widziałam, że chciałeś. - tłumaczę. Harry marszczy brwi.
- Skąd wiesz, że chciałem? - pyta marszcząc brwi.
- Bo uśmiechałeś się, ale prawie niezauważalnie.
- Dlaczego mówisz o tym akurat teraz? - pyta po chwili namysłu.
- Bo przewróciłam cię, a ty się z tego nie śmiejesz.
- Może, nie uznaję takich żartów za śmieszne?
- W takim razie dlaczego lekko się uśmiechałeś i w twoich oczach widziałam rozbawienie? - podnoszę jedną brew do góry.
Nie rozumiem, dlaczego on chce ukryć to, że się uśmiecha.
- W takim razie, może ci się wydawało.
- Nie sądzę. - mój ton poważnieje. - Pomińmy ten temat. - podnoszę się na nogi. Nie chcę się z nim dłużej droczyć. - Możemy już jechać? - pytam opierając się o jedną z elastycznych lin.
- Muszę jeszcze poćwiczyć. - mówi a ja wzdycham. - Mogę cię podwieźć do domu, a potem wrócę tutaj.
- Nie, mogę poczekać. - z trudem, ale jakoś schodzę z ringu i podchodzę do ławki, na której siedziałam wcześniej i biorę z niej bandanę. Układam ją w równą kostkę i wkładam do kieszeni, na wypadek, jakby Harry miał o niej zapomnieć.
***
Po godzinie patrzenia jak Harry walczy z workiem, bawienia się sznurkami od bluzy, bezczynnym chodzeniu po sali, równym układaniu krzeseł i ławek, które i tak potem pewnie zostaną porozrzucane po całej sali, ponieważ nikt nie będzie chciał na nich siadać podczas walki. Harry kończy trening i schodzi z ringu cały spocony i zmachany wysiłkiem, który włożył w bicie, kopanie i rzucanie się na worek.
Widząc, że chłopak ledwo daje rade odgarniać pot z swojej twarzy, wyjmuję z kieszeni bandankę i podchodzę do niego. Harry odwraca głowę w moją stronę.
- Mogę? - kiwa głową, więc zaczynam wycierać najpierw jego powieki, czoło i usta, następnie usuwam pot z reszty jego twarzy. Chłopak bierze ode mnie materiał i wyciera swoją szyje i kark, następnie idziemy w stronę, ogromnych drzwi, które chłopak otwiera i przetrzymuje je, żebym mogła przejść. Wracamy schodami na dół i udajemy się do jego królestwa.
Wychodzę jak Harry zaczyna się przebierać i czekam na niego pod drzwiami, ubierając płaszcz.
Dzisiaj było naprawdę miło i obyło się bez całowania, mam nadzieję, że reszta dnia też minie mi tak przyjemnie.
Harry wychodzi z pomieszczenia ubrany już w płaszcz, zamyka drzwi na klucz i kieruje się w stronę przerażającego korytarza. Idąc nim, przybliżam się bardziej do chłopaka, ponieważ nie czuję się w nim dobrze, wręcz boję się przez niego chodzić.
Docieramy do samochodu bez żadnych, dziwnych spotkań, nieznanych dla mnie ludzi i do niego wsiadamy od razu zapinając pasy. Chwile później samochód rusza.
***
Od jakiegoś czasu, stoimy w korku i czas strasznie mi się dłuży.
A myślałam, że szybko dotrę do domu i zadzwonię do Pauli. Niestety nie wzięłam telefonu.
Nagle auto, w którym się znajdujemy, gwałtownie zjeżdża na bok, aż uderzam głową o szybę.
- Kurwa, ty pierdolony baranie! - drze się Harry, trąbiąc i uderzając w kierownice swoimi pięściami.
- Harry, przestań. - mówię.
Łapię się za moją głowę, na szczęście nie leci mi krew, lecz czuję pulsowanie.
- Pierdolony sukinsyn. - Harry otwiera drzwi i ma zamiar wychodzić, ale łapię go za płaszcz i ciągnę w moją stronę. - Puść mnie. - rozkazuje i spogląda na mnie gniewnie.
- Co masz zamiar zrobić? Po co wychodzisz? - pytam jeszcze bardziej ściskając jego płaszcz.
- Chcę najebać skurwielowi. - odpowiada i wyrywa się, ale ja sięgam po jego zaciśniętą w pięść dłoń i ją ściskam.
- Nie. - mówię spoglądając na jego, spowitą w gniewie twarz.
Mam wrażenie jakby nieco się uspokajał.
Chłopak rozluźnia uścisk swojej dłoni, więc wplatam palce w jego, na wypadek jakby miał zamiar ponownie wysiąść z samochodu i jakby moja dłoń miała mu pomóc się uspokoić.
Nie mam zamiaru ponownie patrzeć jak Harry bije jakiegoś kolesia i jest omotany przez gniew. To nie może się powtórzyć.
- Harry proszę cię, zamknij drzwi. - mocniej ściskam jego, wielką dłoń.
Chłopak zamyka drzwi, a mnie ogarnia ulga. Puszczam jego rękę i kładę swoją dłoń na udo.
- Dlaczego to zrobiłaś? - pyta, patrząc na mnie z złością w jego, zielonych tęczówkach.
- Nie chciałam, żebyś znowu popadł w gniew, nie chciałam, żebyś znowu się bił. - mówię, spuszczając głowę na moje uda.
Wiem, że jest wściekły, ale nie mogłam na to pozwolić.
- Ten skurwiel prawie zarysował mój samochód! - krzyczy.
- Mam to gdzieś, wiesz? - odkrzykuję głośniej niż zamierzałam. Spoglądam na niego. - Prawie doprowadziłeś do wypadku, chroniąc swoje głupie auto. - ściszam ton.
- Głupie? - pyta.
- Dokładnie. - odpowiadam wpatrując się w jego twarz.
- Pierdol się. To samo mogę powiedzieć o tobie. - fuka, a mnie niemal rozsadza.
Skoro chcę, żebym się pierdoliła, to w porządku, wedle żądania.
Odpinam pas, otwieram drzwi i wychodzę z samochodu. Kieruję się chodnikiem w nieznaną mi stronę, chcąc jak najszybciej oderwać się od Harry'ego.
Chwilę później słyszę jego, głośnie kroki kilka metrów za sobą, więc przyśpieszam swoje tępo, nie chcąc, żeby mnie dogonił.
- Stój. - słyszę jego głos, lecz nie zamierzam go słuchać. - Proszę, zatrzymaj się. - jego ton jest łagodny.
- Nie. - spoglądam na niego przez ramię. - Nie rozkazuj mi. - odwracam głowę od jego sylwetki, która jest oddalona jakieś pięć metrów ode mnie.
- Wracaj do samochodu. - rozkazuje, ale ja jeszcze bardziej przyspieszam. - Ja pierdole. - mamrocze. - Zdajesz sobie sprawę, że jesteś w obcym miejscu i nie masz pojęcia gdzie idziesz?
- W takim razie zostaw mnie. Na co czekasz? - mówię zatrzymując się i odwracając do niego.
- Nie chcę tego robić. - odpowiada robiąc krok w moją stronę, ale ja cofam się, nie chcąc, żeby ten osobnik był blisko mnie.
- Dlaczego niby? - pytam ironicznie. - Ah. No tak. Nie będziesz miał przecież na kim się wyżywać, ani na kogo krzyczeć za to, że chciał ci pomóc! - krzyczę.
Harry wygląda na zrezygnowanego.
Odwracam się do niego plecami i zamierzam iść w obcym mi kierunku.
- Nie. - słyszę jak chłopak idzie w moją stronę. - Nie dlatego.
- Teraz chcesz mi wyjaśniać? - pytam szybkim krokiem oddalając się od niego.
- Zostań. - jego ton jest niemal błagalny.
Jeśli myśli, że będę tolerować, jego krzyki i wyzwiska to się grubo myli. Czy on nie rozumie, że ja chciałam mu tylko pomóc?
- W takim razie dlaczego? - pytam. - Dlaczego mam zostać? - krzyżuję ręce na piersi i staję w miejscu, czekając na jego odpowiedź.
Daję mu szansę i mam nadzieję, że ją wykorzysta, bo inaczej będę błąkać się na tych przedmieściach do rana, po ciemku. A tego nie chcę.
Słysze jak każdy krok Harry'ego staje się coraz głośniejszy, kiedy idzie w moją stronę. W końcu zatrzymuje się blisko mnie, bo czuję jego, ciepły oddech na czubku mojej głowy.
Harry odwraca mnie do siebie i pewnie i dosyć mocno wpija się w moje usta napierając swoim ciałem na moje, po chwili, czuję, że moje plecy dotykają jakiejś ściany. Kładzie jedną z swoich rąk na mój kark, a drugą na dole moich pleców, przyciągając mnie bliżej siebie.
Stoję nieruchomo, bo nadal jestem na niego wściekła i nie chcę się z nim całować, ale jego usta sprawiają wrażenie jakby potrzebowały moich warg właśnie teraz i nie zamierzały odpuścić. Mimo moich oporów, z niechęcią odwzajemniam pocałunek.
Chwilę później chłopak przerywa i łapie za moją dłoń.
- Chodź. - mówi łagodnym tonem, a ja kiwam twierdząco głową.
Nie chcę z nim walczyć i robić scen na środku chodnika, chcę po prostu wrócić już do domu
Harry staje obok mnie i mocniej ściska moją dłoń, zaprotestowałabym, ale wiem, że i tak mnie nie puści. Zaczynamy iść w stronę samochodu, którym chłopak jakimś cudem zjechał na pobocze.
Wsiadamy do samochodu i zapinamy pasy, następnie Harry wjeżdża w ruch uliczny i zaczynamy kierować się znaną mi trasą w stronę mojego domu.
Dobrze, że nie ma już tego, głupiego korka.
***
- Powiedz coś? - głos Harry'ego wyrywa mnie z około dziesięciominutowego rozmyślania jak bardzo jestem wściekła na niego i jak mogłabym zatłuc tego chłopaka na pięćdziesiąt różnych sposobów.
Oraz doszłam do wniosku, że Louis częściowo ma racje mówiąc, że Harry to manipulant.
- Jestem na ciebie wściekła. - fukam. Nie chcę z nim gadać.
- Dlaczego? - pyta.
- Bo mną manipulujesz. - mówię.
- Skąd ten pomysł?
- Najpierw doprowadzasz mnie do takiej wściekłości, że wychodzę z samochodu, a ty żeby załagodzić sytuację całujesz mnie, bo wiesz, że nie będę się kłócić, na oczach tłumu. - krzyżuję ręce na mojej klatce piersiowej, która non stop porusza się w górę i w dół,pod wpływem gniewu jaki we mnie siedzi. - Jak mam to inaczej odebrać?
- A skąd wiesz, że pocałowałem cię, żeby tobą manipulować? - pyta oschle.
- A z jakiego, innego powodu miałbyś mnie całować?
- Dla przyjemności. - jego wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
- Fajnie, że tak do tego podchodzisz. - mówię podniesionym tonem.
- Czyli jak?
- Tak obojętnie.
- I co z tego? Ludzie całują się cały czas. - jego ton jest oschły i przyprawia mnie o dreszcze.
Nie wiem czy bardziej zraniło, czy rozzłościło mnie to, że Harry tak obojętnie podchodzi do tego, co doszło pomiędzy nami. Dla mnie te wszystkie pocałunki były ogromnym przeżyciem i dużo dla mnie znaczyły, bardzo rani mnie to, że dla niego one nic nie znaczyły i jest w stosunku co do tych gestów obojętny.
Tylko skąd ta tajemnicza iskra w jego oczach, która pojawiała się za każdym razem kiedy chciał mnie pocałować?
- A ty nie podchodzisz do tego obojętnie? - pyta po chwili ciszy.
- Nie, to nie jest dla mnie obojętne! Z tobą całowałam się po raz pierwszy i zaczynam tego żałować. - fukam wyrzucając ręce w górę, żeby wyrazić jak bardzo zła jestem na tego osobnika. - I wkurza mnie takie podejście do tych gestów, kiedy dla mnie pocałunki są naprawdę ogromnym przeżyciem. - mówię nieco spokojniejszym tonem.
- A podobało ci się jak się całowaliśmy? - pyta.
Nie spodziewałam się po nim takiego pytania i nie jestem pewna jak na nie odpowiedzieć.
- Tak, podobało mi się. - przyznaję.
- To z czego robisz problem?
- Bo w całowaniu, nie chodzi o same całowanie, ale o to, że dwie całujące się osoby, czują coś do siebie, a w tym przypadku tak nie jest. - mówię.
Zauważam, że Harry zatrzymuje się pod moim domem, więc szybko odpinam pas i otwieram drzwi chcąc jak najszybciej wyjść z tego, dusznego auta, w którym nie mam zamiaru dłużej siedzieć, zwłaszcza z Harry'm
- Dzięki. - mówię oschle i wychodzę z samochodu trzaskając drzwiami.
Szybkim krokiem idę do domu i zamykam drzwi, rozbieram płaszcz i buty, następnie idę usiąść na kanapie.
Mam go dość. Mam go naprawdę dość.
W tym momencie jestem zła, smutna i zraniona oraz w moim umyśle mam totalny mętlik.
Jest dopiero po dwunastej, a ja już jestem zmęczona tą trzydziesto minutową jazdą, najchętniej położyłabym się do łóżka i zasnęła, byleby o tym, wszystkim zapomnieć.
Nie wiem dlaczego tak bardzo dotknęło mnie to, że to co się stało pomiędzy mną, a Harry'm przez ostatnie dni, nic dla niego nie znaczyło. Wolałabym nie czuć tego co właśnie teraz czuję. Naprawdę, to nie jest ani trochę przyjemne.
Dlaczego on zawsze musi mnie ranić? Kiedy pomiędzy nami jest w porządku, to zawsze musi się coś zepsuć i zawsze jest to wina Harry'ego. Powie albo zrobi coś nieodpowiedniego, urazi mnie, jest oschły.
Dzisiaj czułam, jakby celowo chciał mnie zranić swoimi słowami, jakby chciał mnie odepchnąć od siebie, albo żebym zmieniła podejście co do niego i chyba mu się udało.
Skoro chce mnie ranić i odpychać od siebie, to spełnię jego życzenie.
Jeśli będzie próbował mnie przepraszać, lub pocałować, żeby załagodzić moje nerwy i żebym mu po prostu wybaczyła. Nie zrobię tego. Skoro on ma mnie gdzieś, ja też go będę miała. Dosyć tego.
Wstaję z kanapy i idę na górę, muszę porozmawiać z Paulą, może ona chociaż trochę zaspokoi moje emocje.
Przykro mi, że nie powiedziałam mojej, najlepszej przyjaciółce o Harry'm, ale nie mogę. Myślę, że Paula ucieszyłaby się, że poznałam kogoś nowego, ale gdyby dowiedziała się jaki on jest, nie polubiłaby go i pewnie nie byłaby zadowolona z mojej znajomości z nim. Ale powiem jej, muszę jej powiedzieć jak wróci.
Czuję się z tym, źle, że Paula mówi mi wszystko, dosłownie, wszystko, a ja jej nic nie mówię, nie zwierzam się jej. Czuje się z tym naprawdę okropnie, bo nie na tym polega przyjaźń. Ale od zawsze tak było. Mówiłam jej wszytko, kiedy byłam gotowa,no z wyjątkiem jednej rzeczy, o której nie wie nic, ale wie o tym Harry i to mnie załamuje.
Podchodzę do mojej szafki nocnej i biorę z niej mój telefon, włączam go i widzę, że mam nieodebrane dwa połączenia od Pauli.
Szybko wybieram jej numer i wciskam na zieloną słuchawkę.
Jestem zaniepokojona. Co jeśli coś się stało?
Odbiera za pierwszym sygnałem.
- Hej Paula. Coś się stało? - staram się ukryć mój niepokój i emocje, które nadal we mnie siedzą po przejażdżce z Harry'm.
- Nie, nic. - mówi wesoło.
Ogarnia mnie ulga.
- Po prostu, chciałam ci powiedzieć, że wracam w przyszłym tygodniu. Tata wychodzi za dwa dni, jest z nim naprawdę dobrze. Lekarz powiedział, że będzie potrzebował mojej pomocy przez kilka dni, ale poradzi sobie. - mówi ucieszona.
Cieszę się, że Paula wraca szybciej niż przypuszczałam. Bardzo za nią tęsknię.
- To świetnie. - staram się, żeby mój głos brzmiał normalnie, bez żadnych negatywnych emocji,które mącą mi w głowie.
Siadam na łóżku i krzyżuję nogi.
- Co jest? - pyta.
- Nic, nie wyspałam się. - mówię.
- Jasne jasne. - mimo, że jej nie widzę, to wiem, że wywraca oczami, na moją, słabą wymówkę.
- Paula, obiecuję, że wszystko ci opowiem jak wrócisz. - mówię.
Poddaję się, nie będę szukać wymówek, ponieważ wiem, że mi nie uwierzy. Muszę jej to powiedzieć.
- To coś poważnego? - pyta nieco zmartwiona.
- Nie, po prostu to nie jest rozmowa na telefon, poza tym dużo by opowiadać.
- Rozumiem. - mówi. - Muszę lecieć. Jutro zadzwonię. - słyszę jak cmoka do telefonu.
- Pa Paula. - dziewczyna się rozłącza.
Kiedy zamierzam odłożyć telefon z powrotem na szafkę, urządzenie zaczyna wibrować mi w ręce.
Naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam komórkę do ucha.
- Hej Aga. - słyszę wesoły głos Louis'a. Uśmiecham się sama do siebie.
- Hej. - mówię łagodnie.
- Mogę wpaść za pół godziny? - pyta.
- Jasne. - mówię ucieszona, że spotkam się z moim przyjacielem i, że nie spędzę reszty tego, podłego dnia sama.
- Ok, to niedługo się widzimy. - mówi i się rozłącza.
Odkładam telefon na łóżko i wstaję z miękkiego materaca, następnie idę do łazienki wziąć szybki prysznic i doprowadzić się do porządku przed przyjazdem Louis'a.
Odkręcam kran i wchodzę pod gorący strumień wody.
Louis także nic nie wie o tym co działo się pomiędzy mną, a Harry'm i muszę to przed nim ukrywać, przynajmniej przez jeszcze jakiś czas. Będzie naprawdę wściekły kiedy się o tym dowie, dlatego nie mogę tego dużej odwlekać, ponieważ im dłużej on będzie żył w przekonaniu, że pomiędzy mną, a Harry'm nic się nie wydarzyło, tym będzie bardziej zły, kiedy mu o tym powiem.
Będzie to trudne dla mnie, a tym bardziej dla niego i na samą myśl, że wkrótce będę musiała mu o tym powiedzieć, ściska mnie z nerwów w żołądku. Mam nadzieję, że zrozumie.
Wychodzę spod kabiny i owijam się w ręcznik, następnie podchodzę do lustra i przyglądam się swojemu odbiciu.
Zrobiły mi się cienie pod oczami, które natychmiast usuwam i w sumie teraz wyglądam w porządku.
Myję zęby i idę po czystą bieliznę, której zapomniałam wziąć z szuflady zanim poszłam się myć. Ubieram ją i udaję się z powrotem do łazienki, żeby ubrać ciuchy, które miałam na sobie wcześniej. Nie są brudne, ani spocone, więc mogę je włożyć.
Wkładam jeszcze moje, brudne ubrania do pralki i włączam ją na godzinę.
Od przyjazdu tutaj nie robiłam prania i dziwi mnie, że tak mało ubrań było w koszu.
Wychodzę z łazienki i idę do kuchni zobaczyć, czy mam jeszcze jakieś chipsy, czy ciastka. Ostatnio jak Louis tutaj był, zjadł naprawdę dużo takich czekoladowych, moich ulubionych, które mogłam kupić w Polsce, ale nie wiem czy tutaj można je gdzieś nabyć, mam nadzieję, że tak.
Całe szczęście mam jeszcze jedno opakowanie tych, pysznych słodyczy, więc otwieram je i zanoszę na stolik w salonie. Znajduję jeszcze chipsy o moim ulubionym smaku zielonej cebulki i wsypuję do miski, którą także stawiam na stole.
Siadam na kanapie i włączam telewizor. Louis powinien być za pięć minut, więc nie będę długo czekać.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Oto rozdział, który wam obiecałam. :) :D Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego. <33333333 <333
Jej :) Rozdział świetny :D Harry ogarnij dupe :P Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Agi z Lou? :3 Czekam z niecierpliwością na next'a! Dodawaj szybko :*
OdpowiedzUsuńDziękuję <3333 Będzie w poniedziałek ;)
UsuńDziewczyno jesteś niesamowita!!! Skąd bierzesz takie pomysły? Kiedy mogę się spodziewać kolejnego cuda? Pierwszy raz trafiłam na coś tak świetnego. Pisz dalej tak i nie poddawaj się. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńRozdziału możesz spodziewać się w poniedziałek :) Bardzo ci dziękuję <333
UsuńZajebisty ;D dodawaj szybciutko! Zapierdalaj na tej klawiaturce ;D
OdpowiedzUsuńSpokojnie, zapierdalam. Będzie w poniedziałek :D
Usuń