4.01.2016

Rozdział 20

                                                        *Oczami Louis'a*

Budzę się przez walenie w drzwi, dobiegające z korytarza. Pewnie któryś z tych debili siedzi w kiblu, a drugi dobija się, chcąc się odlać. Wkurwiająca normalka.
Przykrywam głowę poduszką próbując zignorować irytujący dźwięk obijania się pięści o drewno i zasnąć.
- Harry, otwieraj te drzwi! - słyszę ryk Joseph'a.
Ja pierdole. Ten frajer już wrócił do domu.
- Harry, kurwa! - drze się.
Chyba nici z porządnego wyspania się i jakiegoś funkcjonowania w tym, nieciekawie zapowiadającym się dniu.
Zwlekam się z łóżka i sprawdzam która godzina. 11.53.
Jest już prawie południe, a ja nadal nie jestem wyspany. Już nigdy więcej nie wrócę do domu o piątej nad ranem.
Podchodzę do komody, otwieram jedną z szuflad i wyjmuję z  niej szare, luźne dresy, biały T-shirt, oraz czarną bluzę. Ubieram to, wszystko na siebie i wychodzę z pokoju.
Otwierając drzwi, zauważam jak Joseph wchodzi do pokoju tego pojeba, więc idę na koniec korytarza podsłuchać o czym rozmawiają.
Taka już moja, wścibska natura.
- Możesz mi powiedzieć, gdzieś ty był? - słyszę przytłumiony głos Joseph'a.
- Co cie to obchodzi? - pyta Harry.
Mam wrażenie jakby jego głos był jakiś inny, podłamany, smutny.
Czyżby ten bezduszny i bezuczuciowy sukinsyn zaczynał pokazywać swoje emocje, czy to ja mam jakieś przesłyszenia, przez nagły napływ informacji o jego, popierdolonej osobie?
- To, że jesteś nieodpowiedzialny i nieprzewidywalny. - mówi mężczyzna. - To, co? Powiesz mi gdzie byłeś?
Dlaczego on jest taki dociekliwy?
- Nie. - fuka. - Jestem już dorosły.
- Ale zachowujesz się jak dziecko. - mówi. - Gadaj. - podnosi ton.
- Dobra. - wzdycha chłopak. - Byłem u pewnej dziewczyny. - mówi.
No oczywiście, Czegóż by innego mógłbym się po nim spodziewać?
- Błagam, znowu? - jęczy Joseph. - Znowu ruchałeś jakąś dziwkę? - pyta.
Dlaczego jesteś tak tym zawiedziony Joseph? Przecież dobrze znasz tego skurwiela.
- Nie, nie pieprzyłem jej. - mówi. - Po prostu spałem u niej w domu. - dodaje.
Ogarnia mnie lekka panika. Co jeśli znowu spał u Agi?
- Mówisz poważnie?
- Tak. - odpowiada. - Nie pieprzyłem się od kilku dni.
Jestem tym nieco zdziwiony. Czyżby postanowił zwalczyć jedno z swoich uzależnień?
- W takim razie jestem z ciebie dumny. - mówi Joseph. Wiem,  że jest tym tak samo zaskoczony jak ja.
- Taa.
- Jutro walka. Ćwiczyłeś?
- Taa. - odpowiada sucho. - Możesz już wyjść? - pyta oschle.
Słyszę jak ktoś podchodzi do drzwi, więc biegnę do swojego pokoju i szybko do niego wchodzę.
Mam nadzieję, że Joseph mnie nie zauważył i, że nie przyjdzie wkurwiony do mojego pokoju.
Czekam chwilę, przysłuchując się czy jakieś kroki nie zbliżają się czasem w stronę mojego pokoju. Na szczęście nic nie słyszę.
Muszę skontaktować się z Agą. Nie widziałem jej już jakieś trzy dni i źle się z tym czuję. Poza tym muszę się jej spytać czy Harry znowu u niej nocował.
Biorę telefon do ręki, wybieram jej numer i dzwonię.
- Hej Aga. - mówię od razu jak odbiera
- Hej. - mówi łagodnym tonem. Wydaje mi się, albo coś w jej głosie jest nie tak.
- Mogę wpaść za pół godziny? - pytam, nie chcąc zadręczać ją pytaniami w stylu ,,Wszystko w porządku?'', ,,Coś się stało?''. Moim zdaniem to tandetne pytać o takie rzeczy przez telefon. Wolę rozmawiać o uczuciach i emocjach twarzą w twarz.
- Jasne. - mówi z entuzjazmem.
- Ok, to niedługo się widzimy. - rozłączam się i wkładam telefon do kieszeni dresów.
Pojechałbym  do niej szybciej, ale muszę jeszcze coś zjeść, bo jestem kurewsko głodny. Nie chcę wyżreć jej pół lodówki.
Biorę kluczyki od mojego samochodu oraz mój portfel, wkładam je do kieszeni i kieruję się do drzwi.
Wychodzę z pokoju i kiedy idę korytarzem w stronę schodów, widzę jak Harry wychodzi z swojego pokoju w samych bokserkach i idzie w stronę kibla.
- No proszę. Któż to wrócił do domu? - pytam ironicznie i opieram się ramieniem o ścianę.
Nie mogę się powstrzymać przed dogryzaniem temu frajerowi.
- Pierdol się. - fuka i piorunuje mnie wzrokiem, następnie wchodzi do łazienki i trzaska drzwiami.
Odrywam się od ściany i schodzę na dół do kuchni, gdzie robię sobie kawę oraz pięć kanapek z szynką.
Gdy kończę jeść, co zajmuje mi około pięć minut, wkładam naczynia do zmywarki i idę do korytarza. Ubieram kurtkę oraz buty i wychodzę z domu.
Chcę wskoczyć po drodze do sklepu i kupić jakieś chipsy, słodycze i gazowany napój. Myślę, że mi i Adze się przydadzą, zwłaszcza, że jestem żarłokiem.
Wchodzę do samochodu, wkładam kluczyki do stacyjki i zapalam silnik, następnie ruszam w stronę sklepu i domu mojej przyjaciółki.

                                                         *Oczami Agaty*

Minęło już dziesięć minut, a Louis'a jeszcze nie ma. Nie żebym się martwiła czy złościła, ale strasznie mi się nudzi. Obejrzałam końcówkę jakiegoś, bezsensownego kryminału jedząc trochę chipsów i kilka ciastek, następnie wyłączyłam telewizor i zaczęłam patrzeć na sufit.
Słyszę jak drzwi frontowe się otwierają, po chwili czuję mroźne powietrze uderzające w moje plecy. Zrywam się z kanapy, poprawiam swoją bluzę i idę w tamtym kierunku. W korytarzu stoi Louis z dwoma reklamówkami pełnymi jakichś paczek i pudełek. Chłopak zamyka drzwi nogą i kiedy mnie zauważa, na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech, co odwzajemniam, a torby wylatują z jego rąk na podłogę. Podchodzi do mnie i mocno oplata swoje ramiona wokół moich pleców, wtulając głowę w moją szyję, a ja owijam ręce wokół jego szyi i opieram głowę na ramieniu chłopaka.
- Dobrze cię widzieć. - mówi i cmoka mnie w szyję, co mnie nieco zaskakuje.
- Ciebie też. - gładzę go po plecach, następnie odrywamy się z uścisku. - Co tam jest? - pytam, wskazując na reklamówki.
- Żarcie. - wzrusza ramionami i rozbiera swoją, grubą kurtkę.
- Aż tyle? - jestem zszokowana.
Ten chłopak chyba zwariował.
- Tak. -  odwiesza ubranie na wieszak. - Przepraszam, że tak długo, ale nie mogłem zdecydować jaki wolałabyś smak chipsów. Ser z zieloną cebulką czy paprykowe. - podchodzę do reklamówek i biorę je w swoje ręce. Są dosyć ciężkie. Nie mam pojęcia jak zdołamy to, wszystko zjeść.
- I jakie wybrałeś? - pytam idąc korytarzem w stronę salonu.
- Oba smaki. - odpowiada. Po chwili czuję jak reklamówki zastają wyrwane z moich rąk.
Louis mija mnie w przejściu do salonu mrugając do mnie, na co uśmiecham się i wywracam oczami. Podchodzi do stolika, odgarnia, moją, nędzną miskę z chipsami i pudełko z ciastkami, następnie stawia obie reklamówki na fotelu i zaczyna wypakowywać ich zawartość, układając na stole.
- Kupiłem. - mówi. - Butle pepsi. - wyciąga ją na stół. - Dwie paczki chipsów. - rzuca je na fotel. Grzebie w jednej z reklamówek, następnie wyciąga z niej jakieś pudełko. - Ciastka, żelki, popcorn. - uśmiecha się do mnie. - Cztery pączki. - wykłada woreczek z pączkami. - Oraz... - zabawnie porusza brwiami, na co zaczynam chichotać. - Chrupki serowe. - rzuca  paczkę do mnie, a ja ją łapię.
- Dlaczego to kupiłeś? - pytam podchodząc do stolika i kładąc na nim chrupki.
Nie jestem na niego zła, po prostu dziwi mnie to, że tyle tego kupił.
- Zamierzam zostać do późna i spędzić z tobą miło czas, oraz jestem żarłokiem. - przyciąga mnie do siebie, za rękaw mojej bluzy i przytula.
- Nie musiałeś. - całuję go w policzek. - Ale dziękuję.
- Nie masz za co. - odrywamy się z uścisku i szeroko się do siebie uśmiechamy.
Louis opada tyłkiem na kanapę i ciągnie mnie za sobą, co sprawia, że wpadam prosto na jego kolana.
- Nie będę ci siedzieć na kolanach. - zaczynam się śmiać i schodzę z jego nóg, siadając tuż obok niego. - Co robimy? - pytam opierając się plecami o oparcie sofy.
- Najpierw chciałbym z tobą porozmawiać. - lekko się uśmiecha.
Trochę mnie to dziwi, nie mam pojęcia o co może mu chodzić.
- Dobrze. - mówię.
- Harry wrócił dzisiaj do domu,  powiedział, że spał u jakiejś dziewczyny. - patrzy się w moje oczy jakby zaraz miał z nich wyczytać jakieś kłamstwo. - Czy on znowu spał  u ciebie? - pyta, a mnie ogarnia panika.
Cholera, nie mogę go okłamać, bo od razu pozna, że go oszukuję. Muszę powiedzieć mu prawdę.
- Tak. - przygryzam wargę i odwracam wzrok.
- Dlaczego? - brzmi na zawiedzionego i wkurzonego. - Przecież mówiłem ci, żebyś na niego uważała.
- Uważam. - mówię, bawiąc się moimi palcami.
- Aga...
- Louis, on nie jest taki jak myślisz. - spoglądam na niego. - On potrafi normalnie ze mną rozmawiać, potrafi być miły i nie  wydaje mi się, żeby chciał mnie wykorzystać. - odpowiadam.
- Ja pierdole. - chłopak chowa twarz w dłoniach i pociera swoje skronie. - Nie mów mi tylko, że ciebie też omamił.
- Wcale mnie nie omamił. - odpowiadam spokojnie. - Po prostu uważam, że to, co o nim myślisz jest niesłuszne. - próbuję mu to jakoś wytłumaczyć, nie chcę się z nim kłócić. - Wtedy, kiedy do mnie przyszedł, był strasznie zdołowany. Coś musiało się stać, skoro przyjechał do mnie w takim stanie. - spogląda na mnie.
Wiem, że on coś o tym wie.
- Pokłócił się z Joseph'em. - wzdycha. - Najebał się i Joseph się na niego wkurwił. - mierzwi swoje włosy. - Przyznam, że to, co potem powiedział  trochę mną wstrząsnęło i przez chwilę pomyślałem, że ma w sobie jakieś uczucia. - mówi. Głośno  przełykam ślinę.
Myślę, że już ochłonął po tym, jak dowiedział się, że Harry u mnie nocował. Domyślam, się, że go tym zraniłam.
- Co powiedział? - pytam, nie będąc w pełnej pewności, czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
Skoro Louis pomyślał, że może Harry jednak ma w sobie coś dobrego, to znaczy, że to musiało być wstrząsające.
- Że nie zna innego sposobu na odreagowanie i zapomnienie o swoich uczuciach niż chlanie i pieprzenie się z laskami. Potem gadał, że on już nic nie ma, oprócz swojego pokoju, że nie ma nikogo i, że żadna dziewczyna go nie chce, bo jest sukinsynem. - przerywa. - Jak wychodził z pokoju, widziałem, że ma łzy w oczach. - wygląda na zamyślonego.
Czyli jednak miałam rację, mówiąc, że Harry jest zagubiony.
- A czemu zwątpiłeś w to, że ma on w sobie jakieś uczucia?
- To, o czymkolwiek mówił, nie usprawiedliwia go, do tego, że może manipulować dziewczynami. - mówi podniesionym tonem.
- Ale to nie znaczy, że nie ma w sobie emocji. - stwierdzam.
- Właśnie, że znaczy.
- Myślę, że ty nie chcesz tego zaakceptować, że jest inny niż myślisz. - mówię. - Ogarnęła tobą nienawiść do niego i dlatego tak o nim sądzisz. - spogląda na mnie, jest nieco zmieszany, jakby wiedział, że mam rację.
- Nie. On jest najzwyczajniej bezuczuciowym dupkiem.
- Mówiłeś, że jego oczy były zaszklone, a to oznacza, że to, co mówił go zabolało. - stwierdzam. - Louis on naprawdę jest inny niż myślisz.
Chcę jak najbardziej przekonać go do Harry'ego.
Nie powiem mu dzisiaj, że wielokrotnie się z nim całowałam i, że spał ze mną razem w łóżku. Powiem mu, kiedy będzie na to gotowy, bo inaczej nigdy mi tego nie wybaczy.
Louis wygląda na zamyślonego.
- Jestem ostrożna. - postanawiam przerwać jego rozmyślania. - Proszę, zaufaj mi. - odnajduję jego oczy. - Naprawdę, nie chcę się z tobą kłócić. - mówię.
- Powiedzmy, że w tym, co powiedziałaś, może być trochę racji. - spogląda na mnie. - Mam nadzieję, że wiesz co mówisz i widzisz. - mówi po chwili ilustrowania mojej twarzy.
- Już nie jesteś zły? - pytam, unosząc jedną brew do góry.
- Może trochę. - puszcza mi oczko i rozchyla swoje ramiona, a ja przysuwam swoje ciało do niego i wtulam się w jego klatkę piersiową.
Nie chciałabym, żeby się na mnie gniewał, nie zniosłabym tego.
- Wiesz co? - przerywa. - Jesteś najbardziej wyrozumiałą i upartą osobą jaką znam. - czuję jak jego klatka piersiowa trzęsie się pod wpływem śmiechu.
Wiem o tym, że jestem bardzo uparta. Ale sama nie wiem czy jestem aż tak wyrozumiała.
Odrywamy się z uścisku. Krzyżuję nogi, a Louis opiera się plecami o kanapę.
- To co robimy? - pytam ponownie, uśmiechając się do niego.
- Chcę oglądać filmy. - stwierdza, drapiąc się po swoim, kilkudniowym zaroście.
Wstaję z kanapy i podchodzę do pudełka z płytami, następnie podaję mu pudełko.
- Wybierz coś. - mówię i idę do kuchni. Otwieram szafkę i wyciągam z niej dwie szklanki.
Cieszę się, że jakoś udało mi się nieco przekonać Louis'a do Harry'ego. Może powiedzenie mu o tym, nie będzie wcale takie trudne, może jednak Louis to zaakceptuje?
Wracam do salonu i stawiam szklanki na stole.
- Wybrałeś już coś? - pytam, siadając na kanapie.
- Tak. Dwie komedie i horror. - pokazuje mi płyty. - Oglądałaś?
- Nie. - mówię. - Mam pełno filmów, których jeszcze nie oglądałam. - uśmiecham się do niego.
Biorę butelkę pepsi i ją odkręcam.
- Chcesz. - pytam, pokazując mu butelkę.
- Yyy...Jasne. - mówi po kilku sekundach. Chłopak czyta opis filmów z tyłu ich opakowań, więc jest nieco zajęty.
Wlewam napój najpierw do jego szklanki, a potem do mojej.
- Najpierw ten. - pokazuje mi komedie. Chłopak wstaje z kanapy i podchodzi do odtwarzacza DVD. Wkłada do niego płytę i wraca na kanapę.
Kilka sekund później film się zaczyna, a Louis otwiera jedną z paczek chipsów.

                                                                ***

- To było słabe. - mówi Louis ziewając, po dwóch godzinach nudnego i wcale nieśmiesznego filmu.
- Masz rację. - przeciągam się na kanapie.
Podczas tych dwóch godzin, zjedliśmy całą paczkę chipsów, chrupki serowe, dwa pączki i wypiliśmy 1/3 butelki pepsi. Głównym opróżniaczem paczek był oczywiście Louis.
- Teraz czas na horror. Oby mi się spodobał. - wyciąga płytę z odtwarzacza i wkłada płytę z horrorem. Siada z powrotem koło mnie i obejmuje mnie ramieniem.

                                                                ***

Pod sam koniec filmu, który trwał prawie trzy godziny, czuję jak głowa chłopaka, spada na moje ramie, a z jego ust wydobywa się ciche, głębokie chrapanie.
Wstaję z kanapy, kładę poduszkę na kanapie i delikatnie układam na niej głowę śpiącego Louis'a.
Jest dopiero 17.45, a chłopak już śpi jak zabity. Albo musiał późno pójść spać, albo ten film był dla niego nudny. Chociaż obstawiam, że to powód tego, pierwszego, ponieważ film był bardzo straszny i ciekawy. Przynajmniej dla mnie
Zbieram puste paczki po przekąskach i biorę pustą butelkę do ręki, następnie wyrzucam wszystko do kosza, który znajduje się pod zlewem. Wracam do salonu i chowam nieotwarte paczki do jednej z reklamówek i zanoszę na kuchenny blat.
Wyłączam telewizor i wyjmuję płytę z odtwarzacza, następnie wkładam ją do pudełka, które odkładam na półkę.
Louis wygląda naprawdę uroczo, kiedy śpi. Jego twarz jest teraz taka delikatna i subtelna. Ale on nie robi na mnie takiego wrażenia jak śpiący Harry.
Idę na górę do swojego pokoju i biorę telefon z mojego łóżka. Mam jedno nieodebrane połączenie od mojej siostry, więc  do niej oddzwaniam.
Odbiera za trzecim sygnałem.
- Hej. Po co dzwoniłaś? - pytam, siadając na miękkim materacu mojego łóżka.
- Chciałam się spytać czy przyjedziesz na wigilię. - mówi obojętnie.
Od kiedy pamiętam, moja siostra jest strasznie oschła i obojętna na wszystko. Nawet na swojej osiemnastce nic jej się nie podobało i na wszystko wzruszała ramionami. Martwi mnie to trochę, że zrobiła się taka surowa z niewiadomego dla mnie powodu. Wiele razy pytałam ją o to, ale nigdy nie chciała mi powiedzieć.
- Nie mam pojęcia. - wzdycham. - Ale postaram się przyjechać. - mówię bawiąc się rogiem od mojej kołdry.
- Postaraj się przyjechać, bo rodzicom i dzieciakom na tym zależy. - mówi.
- Myślisz, że o tym nie wiem?
- Nie mam jeszcze mocy czytania w myślach. - mówi oschle.
- Przestań się tak zachowywać. - podnoszę ton.
- Jak?
- Tak oschle. Nie wiem co ci się przytrafiło, ale mogłabyś się czasami opanować.
- Zluzuj. - mówi.
- To wszystko co masz do powiedzenia?
- Tak.
- To do usłyszenia. - rozłączam się i ciskam telefon na kanapę.
Jeszcze tego brakowało, żebym pokłóciła się z moją siostrą.
Pamiętam jak byłyśmy sobie takie bliskie, mówiłyśmy sobie wszystko, spędzałyśmy razem dużo czasu, i nagle coś się w niej zmieniło. Przestała się uśmiechać, przestała żartować, przestała się cieszyć. Była oschła, non stop się ze mną kłóciła, fukała na mnie i na moje rodzeństwo. To nie była ta sama Asia, jaką znałam jeszcze półtora roku temu. Najgorsze było to, że nie wiedziałam i do teraz nie wiem co takiego się wydarzyło, że tak drastycznie się zmieniła. Asia to bardzo wrażliwa, ufna osoba i za bardzo bierze wszystko do siebie, więc byle pierdoła mogła tak podziałać na jej psychikę. Chociaż szczerze wątpię, żeby przez jakąś, mało istotną rzecz moja siostra stała się zupełnie inną osobą.
Jeśli kiedykolwiek dowiem się kto taki wyrządził taką krzywdę mojej siostrze, to udupię go, dosłownie udupię tego kogoś.
Kładę się na moim łóżku i spoglądam na sufit.
Przypominam sobie ten dzień, w którym TO się wydarzyło. Wydarzyło się to cztery lata temu i była to najgorsza rzecz, która dotychczas przytrafiła mi się w życiu. Do teraz nikt o tym nie wie oprócz mnie i Harry'ego, naprawdę nie wiem dlaczego mu o tym powiedziałam. Może przez to, że nikt, nigdy nie wpadł na pomysł, że takie okropieństwo mogło mi się przytrafić, nikt nigdy nie próbował wymusić na mnie odpowiedzi, macając moje ciało.
Pamiętam, że po tym jak to się stało, starałam się nikomu nie pokazywać, że cokolwiek złego zdarzyło się na tej, pieprzonej imprezie, że wszystko jest ze mną w najlepszym porządku. Ale wcale tak nie było.
Ryczałam po nocach, to nie było płakanie, tylko ryczenie, szlochanie, wylewanie litra łez każdej pieprzonej nocy. Nie chciałam siebie oglądać w lustrze, nie chciałam, żeby mnie dotykano, zaczęłam nosić workowate ubrania, żeby przykryć swoje ciało, chciałam żeby nikt go nigdy więcej nie widział. W nowej szkole ludzie się ze mnie śmiali, bo zawsze siedziałam sama, z nikim nie rozmawiałam, i nie wychodziłam z domu, bo to znienawidziłam.
Tak strasznie cierpiałam i do teraz cierpię i nikt z mojej rodziny, nigdy tego nie zauważył, bo na to nie pozwalałam. Nie chciałam komukolwiek o tym mówić, chciałam po prostu zapomnieć i udawać, że takie zdarzenie nie miało nigdy, przenigdy miejsca. Lecz do teraz jak sobie o tym przypomnę, nadal cierpię tak samo jak wtedy, przypomina mi się co on takiego mi zrobił. Pocieszałam się tym, że przynajmniej mnie nie zgwałcił, że nadal jestem dziewicą ale i tak zrobił taką, głęboką ranę na mojej psychice, że do teraz nie może się ona zagoić, nadal czuję ból i nie wiem jak to powstrzymać lub chociaż złagodzić.
Łamało mnie także to, że nie było nikogo, kto mógłby mnie pocieszyć, przytulić,  powiedzieć, że będzie dobrze, że takie zdarzenie już nigdy nie będzie mieć miejsca, ale byłam z tym całkiem sama i do teraz jestem. Nikogo o to nie obwiniam, to tylko i wyłącznie moja wina, bo nie chciałam o tym mówić, nie chciałam, żeby o tym wiedzieli.
Wierzchem dłoni wycieram łzy, które swobodnie wylatują spod moich, zamkniętych powiek. Wydają się one takie ciężkie, takie bolesne, mam wrażenie jakby wypalały ścieżki na mojej skórze, które strasznie pieką.
Dlatego właśnie myślę, że nikogo sobie nie znajdę, że nie pozwolę się dotknąć mojemu mężczyźnie, że on mnie nie zrozumie i nie zaakceptuje tego, że nie chcę być dotykana.
Utwierdziło mnie w przekonaniu to, jak Harry mnie dotykał, nie pozwalałam na to, nie chciałam tego, a raz nawet się popłakałam, a następnie powiedziałam mu o TYM, co trzymałam w swojej pamięci przez cztery lata.
To był też powód, przez który wyjechałam z Polski tutaj, nie chciałam więcej widzieć tego człowieka, który mi to zrobił, nie chciałam widzieć miejsca gdzie zostałam upokorzona w tak okrutny sposób.
Kolejne łzy ściekają z mojej twarzy, ponownie  je wycieram.
Niektórzy pewnie pomyślą: co ze mnie córka, czy przyjaciółka, że nie powiedziałam o tym nawet mojej rodzinie, czy Pauli. Ale ci,którzy tak myślą nigdy tego nie przeżyli, nie czują, ani nie czuli tego, co ja, nigdy nie musieli z sobą walczyć, żeby dać się przytulić własnej mamie czy tacie i ich nie odepchnąć, nigdy nie czuli tego wstydu, który ja czułam, za każdym razem kiedy przypomniałam sobie o tym, że on widział mnie nagą i dotykał każdego skrawka mojego ciała.
Kulę  się na łóżku i chowam głowę w poduszce, próbując przytłumić gorzkie i głośne szlochanie. Znowu to samo, znowu płaczę i jestem załamana.
Kto widział, żeby dwudziestoletnia dziewczyna nie potrafiła zapanować nad swoim życiem i dawała panować nad nim swoim wspomnieniom z przeszłości? Jestem po prostu beznadziejna, żałosna i słaba, że na to pozwalam.
Kiedy się uspokajam, co trwa dosyć sporo czasu, wstaję z łóżka i udaję się do łazienki, w której biorę prysznic, tylko, że tym razem ani trochę mnie nie odpręża, wręcz czuję się jeszcze gorzej.
Zmywam mój i tak już rozmazany makijaż i  wychodzę spod kabiny. Zawijam się w ręcznik, podchodzę do lustra i myję zęby. Nakładam krem na moje worki pod oczami, które powstały pod wpływem trzydziestominutowego wylewania się łez z moich oczu, które są zaczerwienione i strasznie mnie pieką.
Kiedy stwierdzam, że mogę nic zrobić, żeby wyglądać jakbym przed chwilą nie płakała, wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Ubieram się w krótkie szorty i luźną koszulkę, następnie schodzę na dół.
Jest już 19.27, a Louis nadal smacznie śpi na mojej kanapie, i sprawia wrażenie, jakby miał się obudzić dopiero nad ranem. Bardzo się z tego cieszę, bo nie będzie podejrzewał, że jeszcze przed chwilą wylałam pół litra łez i znowu muszę zmuszać się do zapomnienia o tym, traumatycznym przeżyciu.
Wchodzę do kuchni, nalewam sobie szklankę wody i wypijam duszkiem, chcąc pozbyć się ogromnej, suchej guli w gardle, która wydaje się, jakby nie miała nigdy stamtąd z niknąć.
Wracam z powrotem do mojego pokoju, zapalam lampkę nocną i już mam się kłaść na moje, miękkie łóżko, ale  przypominam sobie, żeby zasłonić zasłony.
Okrążam łóżko i podchodzę do okna, łapię za materiał i zasłaniam okno nie zauważając czarnego auta z rysą na drzwiach i wpatrującego się we mnie chłopaka o tajemniczych oczach, który zawsze tutaj czekał, aż zasłonię te, głupie okno.
Wracam do łóżka i szczelnie opatulam się moją, puszystą kołdrą, która nadal jest przesiąknięta jego, intensywnym zapachem.
Nie wiem dlaczego, ale czuję jakby brakowało mi jego obecności, jakby brakowało mi jego, ciepłego oddechu na moim karku, silnych ramion oplecionych wokół moich pleców, loków plączących mi się wokół głowy oraz umięśnionej klatki piersiowej, która wolno poruszała się w górę i w dół, pod wpływem jego, głębokiego oddechu.
Zmuszam się do zignorowania pustki, którą nadal odczuwam, leżąc sama w tym, wielkim łóżku i zasypiam, zatracając się w zapachu chłopaka.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Dziękuję za wasze, miłe komentarze. :) To mnie mega motywuje. <333333333 Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego kochane ;)

8 komentarzy:

  1. Ta wizyta Louisa przekroczyła moje oczekiwania... po prostu ie spodziewałam się szczerości Agi do Louisa. Wyszło super i jestem zafascynowana tym rozdziałem bardzo mi się podoba. Ciekawi mnie co się stało Asi, czy Aga pojedzie do Polski na wigilię, czy Asia jej powie co jej jest i komu pozostawi dom na czas nieobecności. Rozdział jest cudowny i nie myślałam że będzie aż tak dobry. Mam jeszcze pytanie do ciebie ,,Jak masz na imię" i ,,Jakie są twoje ulubione piosenki 1D bo widzę że jesteś ich fanką a poza tym tak się postarałaś nad wyglądem. Pozdrawiam, życzę weny i zapewniam że nie przestanę go czytać. Wstawiaj szybciej następy <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, nie wiedziałam, że aż tak się komuś spodoba :) Bardzo miło z twojej strony :D <3
      A co do odpowiedzi na twoje pytania, to mam na imię Agata :P Tak wiem, że bohaterka w moim opowiadaniu też ma tak na imię, ale mogę cie zapewnić, że Aga nie jest taka jak ja i, że nie piszę tego, że wyobrażam sobie, że to jestem tą dziewczyną, bo nie chciałabym przeżyć tego co ona. Wiem, że to głupie, ale wybrałam to imię dlatego, że mój umysł nie jest na tyle kreatywny, żeby wymyślić jej odpowiednie imię, więc wybrałam moje po długiej rozkminie. (umiem wymyślić, cały rozdział, a nie potrafiłam wymyślić jak będzie nazywać się główna bohaterka opowiadania, wiem, że to dziwne, ale to prawda :D) poza tym Agata bardzo mi się podoba i uważam, że do niej pasuje :pp Nie wiem jak wy.
      Co do piosenek, nie potrafię wybrać kilku, kocham wszystkie i każdą inaczej, każda jest wyjątkowa i perfekcyjna. Nie potrafię nawet wybrać ulubionego albumu :3
      Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to śmiało. ;)

      Usuń
  2. Masz rodzeństwo? Jeśli tak to imiona też podaj. Nie jesteś na mnie zła że pisze tyle i tak niechlujnie. Ile masz lat? Czy planujesz wydać książkę(to by się nadawało). Czy ujawnisz kto to zrobił Agacie? Czy wiesz że jesteś wspaniała, cudowna, kreatywna, bardzo pomysłowa, masz przepiękne imię. Jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję za zlikwidowanie w moim życiu nudy i przepraszam że tak dziwnie piszę. I jeszcze 2 pytanka: Ile masz lat bo piszesz jak doświadczona dorosła kobieta i gdzie mieszkasz w Polsce czy za granicą. Pozdrawiam i życzę weny
    PS. Proszę pisz 2 razy na tydzień( wiem że to trudne ale np pisz to na komentarze bo możesz być pewna że jak zrobisz to napiszę 10 lub 20 byleby był nowy rozdział). Kocham Cię Aga za to że to piszesz i uwielbiam twoje dzieło. Przepraszam wszystkie komentatorki za takie komentarze(wiem że są denerwujące)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam 3 trójkę młodszego rodzeństwa (Mateusz, Wiktoria, Joanna, pisałam już, że nie mam głowy do wymyślania imion, dlatego rodzeństwo Agi, też ma tak na imię ;) ) Nie jestem na ciebie zła, to urocze.
      Nie planuje wydać książki, jestem mało doświadczona i to nie nadaje się do wydawnictwa, ale może kiedyś coś napiszę :)
      Ujawnię wszystko w swoim czasie, nie musisz się o to martwić ;)
      Mam 15 lat i jestem nieco zaskoczona, że uważasz, że piszę jak dorosła kobieta. Ja się z tym nie zgadzam, jeszcze daleko mi do doświadczonego pisania.
      Mieszkam w Polsce.
      Pisanie rozdziałów zajmuje mi naprawdę dużo czasu i pisanie 2 razy w tygodniu jest niewykonalne. przykro mi :(

      Usuń
  3. Nieźle :) Troche wspomnień, wizyta Lou :3 Świetny rozdział :D Jakiś inny niż wszystkie, ale tak samo niesamowity ;) Uwielbiam <33333 <333 Jestem ciekawa jak to sie dalej potoczy <3333 <333333 Dużo weny kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dalej dalej dalej! Pisz dalej! ❤

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)