*Oczami Louis'a*
Otwieram moje leniwe powieki, i zauważam, że nie znajduję się w swoim pokoju, lecz jestem w jakimś salonie, na kanapie, przykryty kocem, pod którym jest mi kurewsko gorąco.
Przypominam sobie, że jestem u Agi i oglądaliśmy film. Lecz nigdzie nie widzę dziewczyny, a telewizor jest wyłączony. Na zewnątrz zaczyna się przejaśniać.
Kurwa mać ile ja spałem?
Wstaję z kanapy i sięgam po mój telefon, który leży na stoliku. 08.32.
Ja pierdole.
Idę na górę do pokoju mojej przyjaciółki, który nie trudno mi znaleźć, bo dziewczyna jęczy i rozmawia przez sen. Wchodzę do środka.
Aga śpi na samym krańcu łóżka z podkulonymi nogami do swojej piersi i ciemnymi włosami, przykrywającymi całą, jej twarz,
Siadam obok niej na łóżku i odgarniam jej loki z twarzy, zauważam, że jej czoło jest zmarszczone, a brwi ściągnięte do środka, jakby była zmartwiona lub zaniepokojona.
Z jej ust wydostaje się szloch.
- Nie. - mówi szlochając i zaczyna kręcić swoją głową. - Dlaczego to robisz? - pyta słabo i zaczyna się wiercić. - Proszę nie. - jej szloch przeradza się w żałosny krzyk.
Łapię ją za ramiona i utrzymuję jej ciało w miejscu,
Ja pierdolę, jestem przerażony.
Kiedy Aga się uspokaja, potrząsam nią lekko, chcąc, żeby obudziła się z tego, okropnego koszmaru.
Dziewczyna otwiera swoje, przerażone oczy, ale po chwili zasłania je rękami. Pewnie nie chce żebym na nią patrzył o tym, wszystkim..
Obejmuję ją mocno ramionami i przytulam mocno do siebie. Aga siada i mocno oplata moją szyję swoimi, trzęsącymi się rękami, ściskając na plecach moją koszulkę.
Jej ciało jest całe rozdygotane i roztrzęsione.
- To tylko sen. - mówię, głaszcząc jej włosy i jeszcze mocniej ją do siebie tulę.
*Oczami Agaty*
Stoję oparta plecami o jakiś budynek, nie mam pojęcia co tutaj robię, ani jak się tutaj znalazłam.
Naglę ktoś zatyka mi usta ręką i ciągnie mnie w pustą uliczkę, za jakiś,wielki kontener na śmieci. Chcę się wyrwać, ale nie mogę nic zrobić, ten ktoś jest zbyt silny. Pcha mnie z taką siłą na zimną ścianę, że ląduję na ziemi.
Czuję jak moje ręce i nogi zostają związane, a moje usta są stanowczo i mocno całowane przez tego kolesia, co stwierdzam po jego, ostrym zaroście. Próbuję go jakoś od siebie odepchnąć, niestety mi się to nie udaje.
Jestem przerażona i kompletnie nie wiem co mam robić.
Jest strasznie ciemno i nie widzę twarzy oprawcy, ale czuję jak mi się przygląda, po chwili zaczyna odpinać guziki od mojej, kraciastej koszuli, co sprawia, że zaczynam wierzgać i próbuję mu się wyrwać, lecz on siada okrakiem na mojej talii i mocno ściska moje biodra, żebym została nieruchoma.
Kiedy moja koszula zostaje odpięta, czuję jak jego usta i język jeżdżą po moim brzuchu kując mnie jego zarostem, co sprawia, że łzy zaczynają cisnąć się z moich oczu, a mój krzyk zostaje przytłumiony przez jego rękę.
Podciąga mój biustonosz do góry, odsłaniając moje piersi, po chwili czuję jak zaczyna je, lizać i ssać ich skórę. Zaczynam ruszać moim tułowiem na wszystkie strony, lecz jego ręce lądują po obu moich bokach, chcąc zatrzymać moje ciało w miejscu.
Chcę zacząć krzyczeć, lecz nie daję rady.
Zaczynam szlochać i kręcić głową nie móc uwierzyć, że takie coś właśnie teraz ma miejsce.
Jego ręce łapią moje piersi i zaczynają je ściskać i omacywać, co boli mnie nie miłosiernie, a usta tego zboczeńca, dobierają się do mojej szyi.
Zanoszę się szlochem i zaciskam powieki.
Czuję jak coś zaczyna napierać na mój brzuch i orientuję, się, że to jego, obrzydliwa męskość, zaczynam jeszcze bardziej szlochać.
Słyszę jego ciche sapnięcia, i stęknięcia.
Nie mogę uwierzyć, że zabawia się moim kosztem, w tak okropny sposób. Jak on może mi to robić?
Zachłanne ręce zaczynają odpinać moje jeansowe szorty, przez co niemal mdleję z przerażenia.
Ściąga mi je do kolan i zaczyna macać i ściskać moje uda...
***
Otwieram oczy i widzę zmartwioną twarz Louis'a, zakrywam twarz dłońmi, nie chcąc, żeby widział jak wyglądam.
Tak strasznie mi wstyd, że musiał patrzeć na to wszystko.
Czuję jak jego ręce oplatają się wokół moich pleców.
Tego właśnie teraz potrzebuję, żeby ktoś mnie mocno uściskał i pocieszył.
- To tylko sen. - głaszcze mnie po włosach. Mocniej przyciska moje ciało do swojego.
Jestem totalnie roztrzęsiona tym, co mi się przed chwilą przyśniło.
Przez kilka minut maja głowa jest wtulona w jego ramie starając się zapomnieć i uspokoić. Moje ręce oplatają jego szyję, a dłonie zaciskają się na jego koszulce.
- Obudziłam cię? - te słowa ledwo wychodzą z moich ust,ponieważ mój głos jest strasznie ochrypły i ledwo co mówię.
- Nie, sam się obudziłem. - mówi w moje włosy.
- To dobrze. - mówię z ulgą.
Jeśli obudziłabym go swoimi, żałosnymi krzykami, chyba spaliłabym się ze wstydu.
- W porządku? - pyta, nieco się ode mnie oddalając i spoglądając na moją twarz.
Pewnie wyglądam okropnie.
- Co ci się śniło? - po jego pytaniu, opuszczam głowę i spoglądam na swoje, trzęsące się ręce.
- Nie chcę teraz o tym mówić. - pociągam nosem.
- Rozumiem. - opieram czoło na jego ramieniu.
Cieszę się, że nie naciska, nie jestem gotowa, żeby mu o tym powiedzieć i ponownie się rozbeczeć z powodu przerażającego snu i makabrycznych przeżyć z przeszłości.
Nie miałam takich snów od ponad dwóch lat i bardzo mnie to martwi, że jeden z nich znowu się pojawił. Dobrze, że Louis obudził mnie w takim momencie i nie doszło do najgorszego momentu.
- Ale ze mnie mazgaja. Co za wstyd. - mówię i oczyszczam gardło.
- Wcale nie. - mówi, kładąc mi rękę na plecach i mnie po nich kojąco głaszcząc. - Harry też tak czasami ma. Tylko, że drze się dużo głośniej i okropnie szamocze się na wszystkie strony. - mówi, a mnie muruje.
Czyli wtedy kiedy u mnie był, to nie był pierwszy raz, kiedy przyśnił mu się ten koszmar. Przypominam sobie jaki był wtedy przerażony i pod wpływem emocji, przytulił się de mnie, jakbym zaraz miała uciec z jego objęć. To było szokujące, a zarazem okropne przeżycie.
- Naprawdę?
- Ma tak raz, dwa razy w tygodniu. Budzi wtedy wszystkich, a Joseph go budzi i uspokaja. - mówi.
Czyżbyśmy mieli z sobą coś wspólnego?
- Już wszystko w porządku? - odsuwa się i spogląda w moje oczy.
Kiwam głową.
Ten sen był dla mnie naprawdę ogromnym szokiem, po tylu latach te sny znowu się zaczynają, a ja nie mogę tego powstrzymać. Myślałam, że już mam to za sobą, ale widocznie nie miałam racji i to mnie dołuje, nawet bardzo.
Kładę się na łóżko, a Louis tuż obok mnie.
- Dzisiaj walka. Nadal chcesz iść? - pyta, patrząc na mnie.
Nie chcę więcej widzieć Harry'ego. Ale chcę zobaczyć jak Harry obrywa od kogoś, kto ma z nim jakiekolwiek szanse.
- Tak. - mówię. - O której się zaczyna? - pytam, bawiąc się rogiem od kołdry.
Wyciąga swoją komórkę i spogląda na jej wyświetlacz.
- Za godzinę. - mówi i chowa urządzenie z powrotem do kieszeni.
- Powinnam zacząć się ogarniać. - wskazuję na moją twarz.
- Masz rację. - chłopak prycha śmiechem.
- Jesteś okropny. - w żartobliwym geście, szturcham go w ramię.
- Mam rozumieć, że już wszystko w porządku? - pyta łapiąc za moją rękę.
- Tak, już wszystko dobrze. - uśmiecham się lekko do niego.
Wstaję z łóżka, podchodzę do szafy i wyciągam z niej czarną, luźną koszulkę z jakimś nadrukiem, granatową, zapinaną bluzę z kapturem i białymi sznurkami, oraz czarne rurki.
Udaję się do łazienki, rozbieram ubrania i wchodzę pod kabinę prysznicową. Od razu odkręcam wodę, a gorący strumień bucha w moje napięte mięśnie na plecach.
Nadal jestem nieco wstrząśnięta tym snem, chociaż nie był on tak realistyczny i przerażający, jak te sprzed dwóch lat, z czego bardzo się cieszę. Tamte sny były o wiele, wiele gorsze, były tak realistyczne, że czułam jakby to była prawda, jakby to się naprawdę działo. Budziłam się wtedy i płakałam po tym, koszmarnym przeżyciu, bo czułam, jakby to stało się na nowo.
Ten sen całe szczęście nie doszedł do najgorszego momentu, co bardzo mnie cieszy. Szkoda tylko, że Louis musiał na to, wszystko patrzeć. Co za wstyd.
Domyślam się, że będzie wypytywał o to, co mi się takiego śniło, ale niestety nie będę mogła mu tego wyjawić. Ale myślę, że kiedyś na pewno mu powiem o tym, co mi się przytrafiło, Chłopak zasługuje na wytłumaczenie, ponieważ musiał znosić mnie wtedy na tej imprezie i jeszcze dzisiaj ten sen.
Cholera.
Domyślam się także, że będę musiała powiedzieć o tym Pauli oraz moim rodzicom. Wiem, że to będzie dla mnie i dla nich bardzo trudne, ale skoro zamierzam powiedzieć Louis'owi, to Paula i moi rodzice, też powinni o tym wiedzieć. Mam dość już ukrywania tego przed tak ważnymi dla mnie osobami, i myślę, że wkrótce nastąpi czas kiedy będę musiała wydusić to z siebie. Problem w tym, że nie wiem kiedy.
Wychodzę spod kabiny, owijam się w ręcznik i wycieram swoje, mokre od wody ciało, następnie ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania i podchodzę do lustra.
Wyczesuję moje ciemne, pofalowane włosy i myję zęby, następnie zabieram się za robienie makijażu.
Z półki biorę moją, tajną, zakazaną broń czyli korektor, który właśnie w tym momencie jest mi niezbędny, żeby wyglądać znośnie. Wcieram kosmetyk w przyciemnione miejsca na moich powiekach i na worki pod oczami. Robię kreski eyelinerem przy liniach rzęs, mocno tuszuję górne rzęsy i lekko dolne i rysuję czarną kredką do oczu, kreskę do połowy linii wodnej na dole mojego oka.
Wyciągam jeszcze ubrania z pralki do miski i rozwieszam na metalowym wieszaku, który stoi w rogu łazienki.
Wychodzę z pomieszczenia i zaglądam do pokoju, lecz Louis'a tam nie ma. Schodzę na dół i zastaję go w kuchni, pijącego wodę i jedzącego ciastka, którymi chciałam go wczoraj poczęstować, ale on skupił się na chrupkach i chipsach.
- Dobre ciastka. - wpycha sobie dwa do buzi i się uśmiecha.
Nie wierzę. Ile on może jeść? Ja mam pełny brzuch od wczoraj i myślę, że będzie mnie to trzymać jeszcze, jakieś pół dnia.
- Wiem o tym. - mówię.
- Gdzie je kupiłaś? - pyta z pełną buzią i wpycha sobie kolejne, co przyprawia mnie o śmiech.
- Kupiłam je w Polsce, i nie wiem czy można je tutaj dostać. - lekko się uśmiecham. - Jak je znajdę, to na pewno ci o nich powiem.
- W takim razie dzięki. - bierze jeszcze jedno do ręki - Mogę wziąć prysznic? - pyta, a ja kiwam głową.
Chłopak mijając mnie, mierzwi moje włosy ręką i puszcza mi oczko.
Louis jest niesamowity, że potrafi poprawić mój humor w minutę i nadal mam uśmiech na twarzy. Jestem mu za to, bardzo wdzięczna.
Idę do salonu, siadam na kanapie i włączam telewizor. Jest 9.24, a z tego co wiem, to walka zaczyna się o dziesiątej, więc zostało nam sporo czasu na dotarcie tam na czas.
Nie jestem przekonana czy to dobry pomysł, ale chcę zobaczyć jak wygląda taka walka... jak Harry walczy. Poza tym nie chcę siedzieć tutaj sama i nic nie robić.
Sama chciałam tutaj wyjechać, żeby moje życie się zmieniło i zamierzam się trzymać tego, co sobie postanowiłam.
Słyszę dźwięk puszczanej wody, co oznacza, że Louis jest już pod prysznicem.
Trafiam na jakiś dokument o dzikich kotach, więc postanawiam go zostawić.
Uwielbiam zwierzęta są takie tajemnicze i fascynujące, nawet jeśli myślisz, że znasz je na wylot to nigdy nie dowiesz się o nich wszystkiego, dowiesz się tego co one chcą żebyś wiedział. Z nimi jest tak jak z ludźmi, każde z nich ma swoją, inną stronę, której nie pokazuje nikomu.
Wiem, to może być nieco przerażające i wiele osób mogłoby się ze mną nie zgodzić, ale to jest tylko moje, zapewne mylne zdanie.
***
Dziesięć minut później słyszę jak chłopak schodzi ze schodów, wyłączam telewizor i odwracam się do niego.
- Jedziemy? - pyta kiwając głową w stronę drzwi.
- Jasne. - wstaję z kanapy, i idę za Louis'em do korytarza, gdzie ubieram płaszcz i moje, czarne adidasy.
- Nie ubierasz tych? - pyta ze śmiechem, podnosząc moje kozaki na słupku.
- Nie, nie cierpię chodzić w wysokich butach. - mówię, zakładając kaptur na głowę.
- W takim razie, dlaczego ubrałaś na nasze spotkanie? - pyta nieco zaskoczony.
- To była wyjątkowa okazja. - uśmiecham się do niego, co chłopak odwzajemnia.
Wychodzimy z domu i udajemy się do samochodu. Zapinam pasy i pooprawiam się na fotelu.
Louis odpala samochód i ruszamy i doskonale znanym mi kierunku.
- Jak ci idzie z tą dziewczyną? Nadal utrzymujesz z nią kontakt? - pytam spoglądając na niego
- W porządku, byłem u niej przed wczoraj, i wróciłem o piątej w nocy do domu. - kręci głową ze śmiechem. - Nigdy więcej.
- Dlatego wczoraj tak szybko cię zmogło.
- Byliśmy na kolacji, potem poszliśmy na piwo, trochę potańczyliśmy dowiedziałem się o niej trochę więcej i jest naprawdę świetną dziewczyną.
- Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę. - uśmiecham się do niego.
Mam nadzieję, że Carol nie jest taka jak Tiff i, że da Louis'owi to, na co zasługuje.
- A co z tobą? Byłaś już kiedyś z kimś? - pyta, zerkając na mnie z ciekawością.
- Nie, nigdy nie byłam w żadnym związku. - czuję jak moje policzki się rumienia.
Strasznie mi wstyd mówić mu o tym. Mam dwadzieścia lat i nigdy nie miałam chłopaka.
- Naprawdę? - kiwam głową. - Dlaczego?
- Nigdy nie byłam zbyt atrakcyjną osobą i zawsze twierdziłam, że związki nie są dla mnie. Z resztą, kto by mnie chciał? - pytam wzruszając ramionami.
- O czym ty mówisz? - pyta zszokowany. - Jesteś zajebistą, śliczną dziewczyną. Jak możesz tak myśleć?
- Nie wiem, po prostu. - odpowiadam. - Zawsze miałam kilka kilo więcej przez moją chorobę i ...
- Chorobę, jesteś na coś chora?
- Nie, raczej to nic poważnego. Muszę tylko codziennie rano połykać tabletki. - wzruszam ramionami.
Nienawidzę wymawiać tych słów.
- Rozumiem. - mówi. - Ale nie rozumiem, czego ty od siebie chcesz? - wskazuje na mnie i zmierza moje ciało. - Wyglądasz świetnie. - jego wzrok wraca z powrotem na drogę.
Zawsze uważałam się za osobę nieatrakcyjną i nigdy nie usłyszałam od innych pochlebiającego słowa w moją stronę. Przyznaję, że taki komplement jest dla mnie nowością.
- Dziękuję.- uśmiecham się, nieco speszona.
Nie lubię rozmawiać o moim ciele i wyglądzie.
- Nie masz za co.
***
Pięć minut później jesteśmy już pod opuszczonym budynkiem, w którym za dziesięć minut będzie odbywać się walka.
Na ,,parkingu'' jest pełno wszelkich motorów, motocykli, kładów i czarnych samochodów. To nieco dziwny widok, bo tutaj zawsze było pusto, a jedyny samochód jaki tutaj stał, był autem Harry'ego, które też tutaj zauważam.
Louis obejmuje ręką moje plecy i kierujemy się do opuszczonej siłowni.
Wchodzimy zupełnie innym wejściem, niż te, którym wchodziłam z Harry'm. Nie idziemy żadnym, mrożącym krew w żyłach korytarzem, tylko od razu wchodzimy na wielką salę z ringiem, która jest przepełniona po brzegi, groźnie i nieprzyjemnie wyglądającymi ludźmi.
Louis łapie mnie za rękę i wchodzi ze mną w tłum.
Docieramy do krzeseł prawie przy samym ringu i na nich siadamy.
Nie wiem z jakiej racji były tutaj jakiekolwiek wolne miejsca. Strasznie mnie to dziwi.
- Louis. - szturcham go w rękę, ponieważ jest pochłonięty rozmową z jakimś brunetem o kasztanowych oczach.
Chłopak spogląda na mnie.
- Liam. To jest Aga. Aga, to jest Liam. Mieszka ze mną u Joseph'a. - przedstawia mnie z chłopakiem, który szeroko się do mnie uśmiecha i podaje mi rękę.
Jest bardzo przystojny i wygląda sympatycznie, nie tak, jak większość znajdującego się tutaj towarzystwa.
Uśmiecham się do niego i łapię za jego, masywną, silną dłoń. Liam przysuwa głowę do mojej dłoni i delikatnie muska jej wierzch, kując mnie nieco swoim zarostem.
To drugi raz w życiu, kiedy ktoś całuje mnie w rękę.
- Miło mi cię poznać. - mówi i puszcza moją dłoń.
Jest uroczy.
- Ciebie też. - odpowiadam z uśmiechem.
- Dobre zająłem wam miejsca? - pyta.
I mam odpowiedź na moje pytanie.
- Jak zawsze. - odpowiada Louis i przybijają sobie piątkę.
- Zaraz przyjadą Niall i Zayn. - wskazuje na dwa krzesła obok mnie, których nie zauważyłam wcześniej.
Nie wiedziałam, że na takich walkach, w takich miejscach jak te, jest takie coś, jak zajmowanie sobie miejsc. Ale w sumie, cieszę się, że takie coś istnieje.
W trakcie kiedy chłopaki entuzjastycznie rozmawiają, ja patrzę na ring, wypatrując umięśnionej sylwetki Harry'ego.
Naglę czuję, że obok mnie ktoś siada, spoglądam w prawo i zauważam uroczego blondyna, o jasno niebieskich oczach.
Patrzy na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili uśmiecha się lekko.
- Hej. - pokazuje swoje, białe jak śnieg zęby w szerokim uśmiechu.
- Niall, to jest Aga. Aga to jest Niall. On też mieszka u Joseph'a - Louis przedstawia nas sobie w podobny sposób jak poprzednio.
- Miło mi. - blondyn obejmuje moje ramie i przyciska do siebie w uścisku, co mnie lekko dziwi, ale odwzajemniam uścisk. Po chwili się od siebie oddalamy, a ja uśmiecham się do jego, radosnej twarzy.
- Mi także. - mówię.
- To jest Zayn. - odsuwa się lekko do tyło i wskazuje na przystojnego mulata o miodowych oczach i niemal, że czarnych włosach.
Czy wszyscy znajomi Louis'a muszą być tak przystojni i onieśmielający?
Kiwa do mnie głową i spogląda w drugą stronę.
- Nie jest zbyt rozmowny. - wysyła mi przepraszające spojrzenie.
- W porządku. - uśmiecham się.
Słyszę jak tłum zaczyna krzyczeć, piszczeć i wydawać różne, dziwne odgłosy.
Spoglądam na ring i widzę jakiegoś, wielkiego mężczyznę w krótkich spodenkach, który wchodzi na ring i zaczyna machać do tłumu.
Jestem przerażona. On ma być o trzydzieści kilo cięższy? Mam wrażenie jakby ten facet kilkoma ciosami miał zabić Harry'ego.
To jednak nie był dobry pomysł, żebym tutaj przychodziła.
Tłum odwraca się, po chwili słyszę jeszcze większy krzyk i jazgot. Odwracam się w tamtą stronę i widzę Joseph'a wychodzącego zza zardzewiałych drzwi, a zaraz za nim podąża Harry.
Rozgląda się po tłumie, jakby kogoś szukał i mam wrażenie, że tym, kimś jestem właśnie ja.
Kiedy Harry wchodzi na ring, Joseph klepie go po plecach i mówi coś w jego stronę, ale chłopak macha tylko ręką i zaczyna rozglądać się po tłumie z wysokiego podestu.
Zakładam kaptur i nieco opuszczam swoją twarz, żeby nie mógł mnie zobaczyć, na wypadek, jakby to mnie właśnie poszukiwał.
Słyszę głośny gwizd, co sprawia, że tłum nieco się ucisza, a zawodnicy ustawiają się na swoich miejscach i robią tą samą postawę, jakiej nauczył mnie Harry.
Jestem jeszcze bardziej przerażona, widząc ich obok siebie. Są tego samego wzrostu, ale Harry jest dużo drobniejszy od drugiego zawodnika.
Dziwi mnie trochę to, że Harry nie jest zaskoczony jego posturą. Przecież to wiadome, że coś mu połamie.
Kolejne gwizdnięcie, a pierwszy cios zadany przez mężczyznę, zostaje z łatwością zablokowany przez Harry'ego. Napięcie we mnie rośnie kiedy chłopak przyjmuje silnego kopniaka w brzuch i leci plecami na liny, krzywię się kiedy śmiało przyjmuje cios w żebra. Harry marszczy brwi, a jego nozdrza zaczynają drgać. Energia, która wypełnia jego ciało sprawia, że zaczyna okładać pięściami tors i twarz przeciwnika, lecz nie trwa to długo, bo potężna pięść mężczyzny ląduje na jego twarzy. Widzę krew tryskającą z jego buzi i jego ciało odbijające się od lin. Zakrywam ręką usta i odwracam wzrok.
Okropne było, patrzenie jak Harry bezlitośnie okładał pięściami łysego mężczyznę, którego spotkaliśmy trzy dni temu przed budynkiem w którym właśnie się znajduję. Ale jeszcze gorsze jest patrzenie, jak Harry jest ciosany i rzucany na liny w celu wygrania tej, głupiej walki.
Kiedy to się wreszcie skończy?
Łzy zbierają się w moich oczach, kiedy potężna pięść, przygwożdża chłopaka do ringu, następnie przyjmując cios w brzuch, wydając z siebie dźwięk, który przyprawia mnie o ciarki. Próbując podnieść się z kolan, unika kolejnej pięści wymierzonej w jego twarz, żeby z potężną siłą uderzyć w środek brzucha mężczyzny. Odwracam wzrok, nie chcąc patrzeć na ten, okropny widok. zaczynam bawić się moimi palcami. Lecz jak słyszę jęki i widzę krzywe miny ludzi wokół mnie, mój wzrok z powrotem wędruje na ring, gdzie Harry zostaje, ponownie rzucony na liny i kolejny cios zostaje przyjęty przez jego twarz. Z jego nosa zaczyna cieknąć krew, która przez wierzch jego ręki, rozmazuje się po jego ustach i policzku.
Szybko mrugam chcąc pozbyć się łez, które napływają pod moje powieki.
Zwykła, brudna walka, zero empatii i ludzkich zahamowań.
Gdy chłopak przyjmuje kolejne ciosy na swój tors, wstaję z miejsca. Moje ramie zostaje złapane przecz czyjąś rękę.
- Gdzie idziesz? - słyszę głos Louis'a.
- Źle się poczułam. - mówię. - Muszę wyjść na powietrze. - dodaję nie patrząc na niego.
Nie chcę tutaj dłużej zostać i patrzeć no to okrucieństwo.
- Tu jest niebezpiecznie.
- Dam sobie radę. - wyrywam swoją rękę z jego uścisku i zaczynam przepychać się pomiędzy ludźmi, w stronę znanych mi, zardzewiałych drzwi.
Otwieram je i idę po schodach, prowadzących na dół, wycierając łzę, cieknącą po moim policzku.
Chciałam się rozerwać, a skończyło się na tym, że płaczę nad okropnym losem, jednego z zawodników na tej, brudnej walce.
Przyszłam tutaj, z myślą, że chcę na to patrzeć, jak Harry dostaje małe manto, a tymczasem to najokropniejsza rzecz, jaką w życiu widziałam. Jak tak można? Okładać się nawzajem pięściami i kopniakami.
Naciskam na klamkę pomieszczenia numer 7, mając nadzieję, że drzwi są otwarte. Na moje szczęście są. Pewnie nie zamknął ich, po swoich przygotowaniach do tej krwawej bitwy. Klucze włożone w zamek od drzwi od strony pokoju, utwierdzają mnie w moim przypuszczeniu.
Zamykam je, podchodzę do kanapy, siadam na niej i podkurczam nogi pod moją brodę.
Zamykam oczy próbując uspokoić mój szybki oddech i starając się nie przypominać sobie tego, co przed chwilą działo się na tamtej sali. Lecz obrazy zakrwawionej twarzy Harry'ego okładanego pięściami, pojawiają się przed moimi, zamkniętymi powiekami.
Wkładam rękę pod mój kaptur zaciskając palce w moich włosach, ciągnąc je przy skórze i jeszcze bardziej zaciskam powieki.
Dlaczego to zrobiło na mnie takie wrażenie? Przecież to, co było pomiędzy nami, czego nie umiem nazwać i nie wiem nawet co to było. W każdym bądź razie, to nic nie znaczyło i moim zdaniem było to kompletnie bez sensu, całowanie się bez jakichkolwiek uczuć. To nie w moim stylu i nie chcę dłużej tego robić.
Słyszę jak drzwi od pomieszczenia się otwierają, co sprawia, że niemal wciskam moje plecy w ścianę.
To niemożliwe, żeby to był Harry, bo pewnie leży poobijany i połamany, czekając na ostateczny cios.
Lekko uchylam powieki, widzę znaną mi burze loków, związaną w koka i umięśnione plecy, zamykające drzwi.
Jestem zaskoczona, oszołomiona i nie mam pojęcia o co chodzi. Przecież widziałam jak tamten olbrzym cały czas nim pomiatał i okładał go pięściami. Powinien wykrwawiać się na ringu, czekając aż karetka zabierze go, do szpitala, a tymczasem chłopak przemierza pokój, odwijając, jedną z czarnych taśm, zaplecionych wokół jego pięści.
Harry podchodzi do żaluzji na oknie, zaczyna ciągnąć, za długi sznurek, a w pomieszczeniu momentalnie robi się jasno. Podchodzi do metalowego blatu, moczy kawałek bandaża wodą utlenioną i przykłada do swoich kłykciów, następnie zaczyna wycierać nim twarz.
W pewnym momencie mimika jego twarzy się zmienia i spogląda kątem oka na mnie, następnie odwraca głowę w moją stronę i szeroko otwiera, swoje zielone oczy patrząc na mnie z niedowierzaniem i zszokowaniem.
Chowam moją twarz w kolanach nie chcąc na niego patrzeć. To niemożliwe, tak nie miało być. Chciałam ochłonąć w samotności nie chcąc go widzieć, poobijanego i przybitego do desek ringu, a on wchodzi jak gdyby nigdy nic, zdrowy jak ryba i opatruje swoje rany.
Czuję jak chłopak siada na kanapie obok mnie.
- Dlaczego płakałaś? - pyta łagodnie. Czuję jego rękę na mojej nodze, co sprawia, że strzepuję ją, swoją dłonią.
Cały czas mnie rani i sposobem, żeby zapobiec dalszym rozczarowaniom, jest zerwanie z nim wszelkiego kontaktu, nawet wzrokowego czy dotykowego. Czas zakończyć tą bezuczuciową, bezsensowną, nic nie znaczącą znajomość, puki jeszcze nie jest za późno i nie wplątałam się w jeszcze większe bagno.
W tym momencie chcę wstać z kanapy i wyjść nie patrząc na niego, ale wiem, że to niemożliwe w obecnej sytuacji.
- Zostaw mnie. - mówię, wstając z kanapy, a on robi to samo.
- Nie puki mi nie powiesz. - czuję, że chłopak zmniejsza dystans między nami.
Znowu to samo, chce wymusić na mnie odpowiedź, ale tym razem nie zamierzam się poddać.
Chcę po prostu znaleźć Louis'a i jechać z nim do domu. Mam dosyć wrażeń jak na dzisiejszy dzień.
Idę szybkim krokiem w stronę drzwi, lecz sylwetka chłopaka zastawia mi jedyną drogę ucieczki z tego pomieszczenia.
- Harry, wypuść mnie stąd. Louis na mnie czeka. - chcę go minąć, ale on łapie za moje przedramiona i przyciąga do siebie.
- Powiedz. - czuję jakby jego wzrok wwiercał się w moją twarz. - Ktoś ci coś zrobił?
- Nie, nic mi nie jest. - wyrywam się z uścisku jego rąk i robię kilka kroków w tył. - Proszę cię wypuść mnie. - mówię błagalnie i spoglądam w jego oczy, które są skierowane na blat i celuje ubrudzonym krwią bandażem na jego powierzchnię. Wykorzystuję jego chwilę nieuwagi i rzucam się do ucieczki, otwieram drzwi i biegnę do przerażającego korytarza ile mam tylko sił w nogach. Słyszę długie kroki Harry'ego za mną i jego krzyki, ale ignoruję je, i po chwili wybiegam z budynku popychając metalową powłokę. Zwalniam tempo na szybki chód.
Docieram do samochodu Louis'a. Chłopaka nie ma w środku, więc postanawiam na niego poczekać, mając nadzieję, że wkrótce przyjdzie, bo obawiam się, że Harry może tutaj przyjść.
Na moje szczęście zauważam chłopaka, kieruje się w moją stronę z Niall'em i Zayn'em, idącymi obok niego, śmieją się i rozmawiają.
Odwracam głowę w stronę ciężkich, metalowych ,,wrót'', z których wybiegłam jak oparzona w ucieczce przed Harry'm. Naglę, zauważam jak drzwi gwałtownie się otwierają, a zza nich wychodzi chłopak z burzą loków na głowię, na którą nakłada czarny kaptur od bluzy i nieco kulejąc, podąża w moją stronę z nieciekawym wyrazem twarzy. Mój wzrok pada na Louis'a, który natarczywie gada z dwójką chłopaków.
Naprawdę Louis, teraz musisz urządzać z nimi pogawędki?
Widząc jak Harry coraz bardziej zbliża się do mojej osoby, szybkim krokiem odchodzę od auta , podchodzę do trójki chłopaków i staję obok Louis'a, przybliżam się do niego, najbardziej jak mogę. Spoglądam na Harry'ego, który jest oparty plecami o konar drzewa, stojąc w jego cieniu. Ilustruje mnie tak intensywnie, że przez moje ciało przechodzą dreszcze.
- Louis. Chcę już jechać. Zimno mi. - szepczę w jego stronę.
Tak naprawdę, chcę uwolnić się wreszcie od chłopaka stojącego pod drzewem, wpatrującego się we mnie przerażając i paraliżując tym całe moje ciało.
Dopiero teraz uświadamiam sobie jak bardzo on jest przerażający i jak bardzo się go boję. Nie wiem dlaczego zrozumiałam to dopiero teraz. Czyżby zaślepiło mnie tych, kilka, emocjonujących spędzonych praktycznie razem z nim dni ?
- Już. - obejmuje ramieniem moje plecy i pociera je lekko. - Chłopaki, muszę lecieć. Pogadamy w domu. - przybija im piątki.
- Miło było cię poznać. - uśmiecha się uroczy blondyn i przyciąga moje ciało do swojego w koleżeńskim uścisku. Ponownie spoglądam na Harry'ego, którego szczęka się zaciska, a klatka piersiowa przyśpiesza swoje tępo.
Odrywamy się z uścisku i się do siebie uśmiechamy.
- Nara. - mulat kiwa do mnie głową, po chwili odwracają się i idą w swoją stronę.
Louis łapie za moją rękę i ciągnie nas w stronę auta. Kątem oka zauważam, że Harry'ego nie ma już przy drzewie, rozglądam się do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam.
Czasami mam wrażenie, że ten człowiek potrafi się teleportować, albo znikać.
Wsiadamy do samochodu i zapinamy pasy, po chwili samochód rusza z miejsca.
- Podobała ci się walka? - pyta chłopak, spoglądając na mnie kątem oka.
- Nie. To, co się tam działo, było okropne. Nie wiem jak możesz to lubić. - krzywię się. Louis wydaje z siebie rechot. - Kto wygrał? - pytam.
- Oczywiście, że Harry.
- Jak to, przecież tamten pomiatał nim na tym ringu jak nie powiem czym.
- To jest strategia tego dupka. Najpierw daje się ciosać i robi uniki, żeby zmęczyć przeciwnika, a potem rozpierdala go kilkoma sierpami i kopami. - zamieram.
Nie wierzę. To ja wylewałam łzy nad jego, marnym losem, a ten dupek specjalnie dawał tak sobą pomiatać, żeby potem wykończyć tamtego giganta. Moje pięści zaciskają się na skutek gniewu, który z sekundy na sekundę rośnie i buzuje w całym, moim ciele.
- Chcesz może wpaść na chwilę do nas? Pogadasz z chłopakami, poznasz ich lepiej. - proponuje z nadzieją.
- Będzie Harry? - to pytanie wyrywa się z moich ust nieproszone.
- Pewnie pójdzie świętować walkę. - mówiąc świętować robi cudzysłów palcami jednej ręki.
Doskonalę wiem co chłopak miał na myśli, mówiąc to słowo.
- Chociaż sam już nie wiem. - mówi.
- Czego nie wiesz?
- Ostatnio dzieje się z nim coś dziwnego. - jest zamyślony. - Wczoraj Harry powiedział, że nie pieprzył się od kilku dni. Miałem wrażenie, że był jakiś inny, podłamany. - drapie się po skórze głowy. - Ale pewnie mam jakieś omamy.
- Dlaczego niby?
- Bo nikt nie może się tak zmienić w kilka dni. Zwłaszcza on - spogląda na mnie. - Z resztą ty cały czas mówisz, że on nie jest taki ja myślę, jeszcze Joseph ostatnio ze mną o nim rozmawiał. Zaczyna mi się mieszać w głowie od tego, wszystkiego.
- A co powiedział ci Joseph? - pytam.
Jestem ciekawa co takiego ten mądry mężczyzna powiedział Louis'owi, że zaczęło mu się mieszać w głowie.
- Że on przeżył coś, czego nie zniósłby ani on ani ja, i że muszę zrozumieć jego postępowanie. - jego słowa sprawiają, że zaczynam się zastanawiać nad tymi słowami. - Wiem, że Joseph chciałby, żebym go zrozumiał, ale ja nie potrafię. Sama wiesz, że mam o nim wyrobione zdanie i trudno mi się od tego odczepić i nagle uważać, że Harry jest inny i go zrozumieć, zwłaszcza kiedy on zachowuje się, jak chuj. - spogląda na mnie.
Ciesze się, że Louis chce zmienić zdanie o Harry'm. Mimo, że nie chcę mieć z tym zielonookim chłopakiem nic wspólnego, to nadal nie zmieniłam o nim zdania. Ciągle myślę, że ten tajemniczy, przystojny chłopak nie jest tym, za kogo chce, żeby go uważano. On coś ukrywa, coś co wpłynęło na niego w taki sposób, że jest taki okropny i agresywny.
- Dlaczego zależy ci na tym, żeby go zrozumieć? - pytam.
- Dla Joseph'a. Ten facet pomógł mi, kiedy ja byłem w dupie. Przynajmniej tyle chcę dla niego zrobić, żeby pokazać mu jak bardzo jestem wdzięczny. - odwraca się do mnie z uśmiechem.
- To bardzo miłe. Myślę, że Joseph, by to docenił. - kładę palce na jego, zaciśniętej na kierownicy ręce.
Tak, Harry ostro mnie wkurza i rani, ale wiem, że on nie jest taki, jak wszyscy go opisują, chcę to udowodnić. To, że Louis chce coś zmienić w stosunku co do tego chłopaka, wiele dla mnie znaczy.
- To co, wpadniesz? - pyta z nadzieją w głosie.
- Niech będzie. - mówię z uśmiechem.
- Bardzo się cieszę. - mówi.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
To już 21 rozdział :O !!!!!
Chciałabym się was o coś spytać. W moim opowiadaniu wkrótce będą pojawiały się sceny erotyczne i zastanawiam się czy chcecie, żebym czerwoną czcionką pisała, że będzie taka scena, czy nie. Wiem, że w ,,O blogu'' było, że będę oznaczyć takie rozdziały, ale nie wiem czy wy chcecie. A może życzycie sobie, żeby pierwsza, taka scena nie była oznaczona i będzie niespodzianką, a reszta będzie oznaczona. Nie wiem czy jesteście gotowe żeby czytać takie rzeczy i po prostu musiałam o to spytać. ;)))
Jeśli chodzi o mnie, to wolałabym zrobić wam niespodziankę i nie pisać tego, że będzie coś niegrzecznego w rozdziale :) Ale to zależy od was.
Uwielbiam was i mam wielką nadzieję, że się podoba. Do następnego. <3333 :D
Mam jeszcze niespodziankę. 4 komentarze, od razu wstawiam następny rozdział :****** nie ma za co <333333
Jak dla mnie to nie pisz, to będzie super niespodzianka ;) A co do rozdziału cuuudo, wspaniły :D Uwielbiam to opowiadanie <33333 <333 Ciesze sie, że Harry wygrał :) Troche rozumiem zachowanie Agi, lecz mam nadzieje, że szybko sie to zmieni :P Louis najlepszy przyjaciel ever :3 I mam nadzieje, że dziewczyna polubi sie z chłopakami <3333 <333333 Czekam z niecierpliwością na next'a jak zawsze :*
OdpowiedzUsuńZapier*alaj z rozdziałem! To jest genialnie no kur*a! 😘😘😘
OdpowiedzUsuńRaczej liczę na niespodziankę, a jeśli chodzi o rozdział to jest fantastyczny, wspaniale napisany, najlepsze ff jakie kiedykolwiek czytałam ( wiem powtarzam się ). Harry wygrał z czego się bardzo cieszę. Mam nadzieję że z Harrym i Agą się wszystko ułoży. Będzie ciąg dalszy tego snu? Kochana a teraz pisz dalej i nie poddawaj się. Liczę na ciebie. A teraz dziewczyny proszę piszcie komentarze bo nie mogę czekać kolejny tydzień na next'a
OdpowiedzUsuńW ogóle nie pisz o scenach. Nie będę komentować wcześniejszych rozdziałów, chociaż są fajne. Szybko wstawiaj kolejny rozdział. Piszę anonimowo bo nie lubię zakładać sobie kont. Liczę że zrozumiesz. Powodzenia
OdpowiedzUsuń