12.01.2016

Rozdział 22

                                                    *Oczami Agaty*

Louis parkuje przed domem, następnie wysiadamy z samochodu, chłopak obejmuje moje ramiona swoją ręką i kieruje nas w stronę dużego budynku.
Gdy wchodzimy do środka do moich uszu docierają męskie śmiechy i rozmowy.
- Myślisz, że nie będą mieli nic przeciwko jeśli tam pójdę? - pytam, odwieszając płaszcz na wieszak.
Może jego znajomi nie będą zadowoleni z mojego towarzystwa, w końcu jestem dla nich obcą osobą i nie chcę się narzucać.
- Pewnie, że nie. - mierzwi moje włosy i szeroko się uśmiecha.
Wchodzimy do salonu, od których drzwi są już otwarte i kierujemy się do kanap. Spuszczam wzrok na podłogę, czując na swoim ciele wszystkie spojrzenia osób znajdujących się w tym pomieszczeniu.
Louis siada na jednej z dwóch dużych kanap, obok jakiegoś chłopaka i klepie miejsce pomiędzy nim, a Liam'em. Siadam na wyznaczonym miejscu i spoglądam na chłopaka o pięknych, brązowych oczach.
- Znowu się widzimy. - unosi kąciki ust.
- Na to wygląda. - odpowiadam i odwzajemniam uśmiech.
Podnoszę wzrok na pozostałych mężczyzn i zmierzam ich, wszystkich swoim spojrzeniem.
Na fotelu siedzi słodki blondyn i rozmawia z mulatem, który siedzi na kanapie obok Joseph'a, który patrzy na mnie. Lekko uśmiecham się w jego stronę, a mężczyzna odpowiada tym samym. Kiwa głową na wyjście z pomieszczenia, co oznacza, że chce porozmawiać ze mną na osobności.
Nie rozumiem o co może mu chodzić.
Niepewnie kiwam głową, mężczyzna wstaje, a ja robię to samo.
Gdy wychodzimy z pokoju, Joseph zamyka drzwi.
- Chciałem ci podziękować, że pomogłaś mi wtedy posprzątać. Oraz przeprosić, że nie byłem zbyt miły, ale wkurzyłem się na chłopaków i na cały, ten syf. - drapie się po karku w nerwowym geście. Dokładnie tak, jak Harry.
- Nic się nie stało. - uśmiecham się. - I jak? Powiedziałeś im, że koniec z imprezami? - pytam podpierając się plecami o ścianę.
Pamiętam jaki był wykończony przez tą imprezę. Teraz wygląda inaczej, jest tak, jakby bardziej wypoczęty i odświeżony, jeśli można tak nazwać jego odmianę.
- Tak. - mówi. - Nie byli zadowoleni, ale zgodzili się. Wytłumaczyłem im, że ciężko mi już to wszystko ogarniać i zrozumieli. - dodaje z lekkim uśmiechem.
- W takim razie cieszę się, że mogłam pomóc. - moje usta wyginają się w mały uśmiech.
- Mogę się o coś zapytać? - pyta niepewnie.
- Jasne. - krzyżuję swoje ręce na klatce piersiowej.
- Może usiądźmy. - mówi, a ja kiwam głową. Mężczyzna kieruje nas do kuchni i siadamy przy stoliku obok siebie na drewnianych krzesłach.
- A więc?
- Czy to u ciebie Harry spał przed wczorajszej nocy? - jego pytanie nieco mnie zaskakuje.
- Tak. - odpowiadam.
Myślę, że jemu mogę szczerze odpowiadać na pytania związane z Harry'm. Wiem, że lubi zielonookiego w przeciwieństwie do Louis'a, więc nie wkurzy się jak powiem coś co zapewne nie spodobałoby się mojemu przyjacielowi.
- A czy wy... no wiesz? - doskonale wiem o co mu chodzi.
- Nie, absolutnie. - kręcę przecząco głową. Joseph patrzy w przestrzeń i kiwa głową jakby utwierdzał się w mojej odpowiedzi.
- Lubisz go? - pyta. Zaczynam myśleć nad jego pytaniem.
W zasadzie nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy lubię Harry'ego. Patrząc na jego, złą stronę i to, jak mnie zazwyczaj traktuje, to powiedziałabym nie. Ale patrząc na to jaka jest druga, lepsza strona, w której jest miły i delikatny to powiedziałabym tak.
- I tak i nie. - spoglądam na niego. Uważnie mi się przysłuchuje - Przyznaję, że spędziłam z nim ostatnio sporo czasu i zauważyłam coś dziwnego. - mężczyzna uważnie przygląda mi się, czekając aż rozwinę wypowiedź. - On z jednej strony jest arogancki, wulgarny, agresywny, a z drugiej miły, delikatny i czuły. Myślę, że on chce, żeby ludzie widzieli tylko tą, jego złą stronę, a tej drugiej nie pokazuje, nie chce jej pokazać. - mężczyzna zaczyna zastanawiać się nad moimi słowami. - On jest inny niż myślą inni i ja to widzę, tylko Harry nie chce tego przyznać, nie chce, żebym to widziała, chce, żeby nikt tego nie widział. - dodaję. Patrzę na niego w poszukiwaniu potwierdzenia na moje słowa.
- Wiesz co? - przerywa. - Jesteś pierwszą osobą, która mówi o nim w taki sposób. - odrywa wzrok od swoich rąk i spogląda na mnie. - Zauważyłaś to, czego nikt inny, nigdy w nim nie zauważył. - jego słowa mnie zaskakują.
- Czyli czego? - pytam. Nie rozumiem co ma na myśli.
- Prawdy. - to słowo nieco mnie zaskakuje.
Tak naprawdę, to nie byłam pewna tego, czy to, co myślę o Harry'm chociaż trochę mija się z prawdą, i to jedno słowo z ust Joseph'a, sprawiło, że czuję się dziwnie z tym, że jednak miałam rację.
- Joseph czy ja mogę o coś spytać? - pytam niepewnie.
- Możesz.
- Od kiedy znasz Harry'ego? - pytam.
Zawsze byłam tego ciekawa i mam nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał nic przeciwko odpowiedzi na to pytanie.
- Praktycznie od jego urodzenia. - czuję jak moje oczy się rozszerzają.
Wiedziałam, że zna go długo, ale nie, że aż tak. Teraz w głowie mam obraz Joseph'a jak trzyma małego, Harry'ego w swoich ramionach. Lekko uśmiecham się na ten obrazek.
- Ohh... - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Wracasz tam, czy chcesz jeszcze o czymś porozmawiać? - pyta.
- Wracam. - wstaję z krzesła i idę w stronę salonu.
Czuję się dziwnie po tej rozmowie z Joseph'em. Mam wrażenie, że wiem o czymś bardzo tajnym, w sumie poniekąd tak jest.
Jestem trochę zaskoczona, że Joseph był ze mną taki szczery, a ja z nim, ale po prostu czułam, że muszę mu to powiedzieć, że dowiem się czegoś o tym, tajemniczym chłopaku, który intrygował mnie od naszego, pierwszego spotkania.
Jestem zadowolona tym, że miałam rację co, do Harry'ego i tego jaki jest, chociaż zaskoczyło mnie to, co powiedział Joseph, że tylko ja byłam w stanie to zauważyć. Czyżby to, coś znaczyło?
Wchodzimy do salonu i siadamy na swoje miejsca, czyli on na kanapie, a ja pomiędzy Liam'em a Louis'em.
- Gdzie byłaś? - pyta Louis, lekko szturchając mnie w ramię.
- Rozmawiałam z  Joseph'em. - kuję go placem w bok i cicho się śmieję.
- Aga to jest Luk. Luk, to jest Aga. - chłopak wskazuje na chłopaka z postawionymi na żel ciemnymi włosami, skórzanej kurtce i papierosem pomiędzy jego środkowym, a wskazującym palcem, z którego małą stróżką wylatuje szary dym.
- Hej mała. - uśmiecha się i mocno zaciąga szlugiem, nadal na mnie patrząc.
Wygląda na typowego podrywacza, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki.
- Cześć. - lekko się uśmiecham i odwracam wzrok.
Kolejny onieśmielający chłopak, który jest znajomym Joseph'a.
Orientuję się, że muszę iść do łazienki.
- Idę do toalety. - szepczę Louis'owi na ucho, a on lekko kiwa głową.
Wychodzę z pokoju i udaję się na górę. Odnajduję łazienkę, która jest prawie na końcu korytarza i do niej wchodzę.
Po kilku minutach wychodzę z pomieszczenia i kieruję się korytarzem w stronę schodów. Słyszę jak ktoś idzie po schodach, lecz nie zwracam na to specjalnie uwagi myśląc, że to jeden z chłopaków idzie do swojego pokoju. Po chwili, zza ściany wychodzi bardzo dobrze znana mi sylwetka z lokami na głowie i zielonymi oczami. Momentalnie robię kilka kroków do tyłu na wypadek, jakbym miała schować się przed nim w łazience.
Dlaczego akurat teraz musiał tutaj przyjechać?
Harry rusza w moją stronę, a ja rzucam się w stronę łazienki, lecz długie susy chłopaka doganiają mnie, a wielkie ręce łapią mnie w talii i oddalają od jedynego miejsca, w którym mogłabym się w tym momencie, przed nim schować.
Jestem zdruzgotana, że nie udało mi się przed nim uciec.
Chłopak otwiera kluczem jakieś drzwi i lekko pcha mnie do środka ciemnego pomieszczenia. Zapala światło, a moim oczom ukazuje się schludny pokój z dużym łóżkiem na jego środku.
Kiedy zamyka drzwi, lekko podskakuję, i głośno przełykam ślinę.
Właśnie zostałam sam na sam z nim, w jednym pokoju. To niedobrze, bardzo niedobrze.
- Dlaczego uciekłaś? - pyta sucho. Po chwili jego sylwetka staje przede mną.
- Uciekłam przed tobą. - krzyżuję ręce i spoglądam w górę na niego. Szczękę ma zaciśniętą, a oczy, które zazwyczaj są zielone, są niemal prawie czarne.
To zły znak.
- Dlaczego? - uważnie ilustruje moją twarz.
- Czas zakończyć tą bezsensowną, nic nieznaczącą znajomość. - w moim głosie, słychać lekkie zawahanie. Robię krok w tył.
W jego oczach widzę zmieszanie, niezrozumienie.
- Czemu niby?
- To zaszło za daleko Harry. Nie chcę tego ciągnąć skoro to nic nie znaczy. - wkładam ręce do kieszeni, chcąc uspokoić swoje ręce.
- Skąd wiesz? - pyta i przysuwa się do mnie.
- Nie pamiętasz? Sam mi to powiedziałeś. -  patrzę jak jego twarz marnieje, a jego tęczówki ponownie zaczynają przybierać czarnego koloru.
Jeszcze bardziej się przysuwa i chce dotknąć mojej ręki, ale robię krok w tył.
- Harry nie. - kręcę głową. - Harry, ale ja nie chcę tego ciągnąć, skoro to nic nie znaczy, nie rozumiesz? - pytam.
- Może ja nie chcę tego kończyć? - zmniejsza dystans pomiędzy nami.
Jego słowa mnie zaskoczyły.
- Proszę cię, nie utrudniaj tego i wypuść mnie stąd. - mówię, spoglądając na jego, nieobecną, twarz.
Harry, unikając mojego wzroku, podchodzi do drzwi, przekręca w nich klucz i otwiera je na tyle, żebym mogła przejść. - Pa. - mówię krótko, wychodząc z pomieszczenia, lecz on nic nie odpowiada, jedynie głośno trzaska drzwiami.
Wzdycham, idąc w stronę schodów, czując się dziwnie i... źle.
To, co mu powiedziałam, było trudniejsze, niż sądziłam. Nie wiem dlaczego czuję się tak okropnie. Czyżbym źle zrobiła?
Z moich ust wydostaje się cichy pisk, kiedy słyszę dźwięk rozbijającego się szkła o drzwi od pokoju Harry'ego. Gwałtownie zatrzymuję się i odwracam w stronę hałasu, kolejne łomoty i uderzenia.
Lekko uchylam drzwi i widzę jak Harry rzuca różnymi rzeczami o ściany. Bierze krzesło i roztrzaskuje na podłodze. Kawałki drewna lecą na wszystkie strony.
- Harry! - krzyczę tak głośno, że chłopak gwałtownie odwraca się do mnie i spogląda w moje oczy, jego spojrzenie jest pełne bólu i rozczarowania.
- Nic ci nie jest? - słyszę przestraszony głos Joseph'a. Kręcę głową, nie móc zrobić nic więcej. Nie mogę oderwać wzroku od teraz już zielonych oczu chłopaka.
Czuję jak mężczyzna mija mnie w przejściu, ocierając się o moje ramie.
Z transu wyrywa mnie ręka, oplatająca się wokół mojego przedramienia. Czuję jak zostaję przyciągnięta do czyjejś klatki piersiowej.
- Dzięki Bogu, nic ci nie jest. - Louis głośno wzdycha i kładzie brodę na mojej głowie.
Rozglądam się do o koła. Stoją tutaj wszyscy młodzi mężczyźni, których dzisiaj poznałam. Czuję się niezręcznie, kiedy patrzą na mnie wtuloną w mojego przyjaciela.
- Jedźmy już. - mówię cicho.
- Dobrze. - chłopak oplata mnie ramieniem i zaczynamy kierować się w stronę schodów.
Ostatni raz spoglądam na Harry'ego, który siedzi na łóżku, z głową schowaną w dłoniach, w trakcie, kiedy Joseph, sprząta cały bałagan, który chłopak wyrządził w pokoju.

                                                                    ***

Jedziemy od jakiś dziesięciu minut, a ja nadal nie mogę otrząsnąć się po tym, co zobaczyłam. Harry w pełni sfrustrowania, rzuca rzeczy które roztrzaskują się i łamią pod wpływem spotkania się ze ścianą.
Jego pełne smutku i rozczarowania oczy nadal mam przed moimi, zamkniętymi powiekami. Wpatrują się we mnie, jakbym zrobiła im coś okropnego i niewybaczalnego.
Wiem, że to wszystko przez to, co mu powiedziałam, że pomiędzy nami wszystko skończone, że nie chcę mieć tego ciągnąć. Ale dlaczego go, to tak rozczarowało? Czyżby Harry'emu zależało na znajomości ze mną ? Czyżby nie był w stosunku do mnie obojętny? Nie mam co do tego pewności, ale mam wrażenie, że tak właśnie jest.
Nie mam pojęcia, co mam o tym, wszystkim myśleć.
Mam wrażenie, jakbym zrobiła... źle. Jakby to co mu powiedziałam było błędem.
- Aga. - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos Louis'a. - Wszytko w  porządku? - pyta i kładzie rękę na moim udzie.
Kiedyś, strzepnęłabym jego dłoń, ale teraz nie przeszkadza mi ona. Chyba robię postępy, co do fobii na temat dotykania mnie.
- Nie jestem pewna. - przyznaję cicho.
- Czy coś się wydarzyło na górze? - pyta spokojnie, lecz wiem że jest zdenerwowany.
Czuję, że się we mnie wpatruje, lecz mój wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
Zauważam, ze stoimy przed moim domem.
- Louis muszę ci coś powiedzieć. - mówię.
Myślę, że to odpowiedni moment na powiedzenie mu prawdy o mnie i Harry'm. Teraz, kiedy to, co było pomiędzy nami jest skończone, myślę, że czas mu o tym powiedzieć. Nie mogę dłużej przed nim tego ukrywać.
- Musisz mi tylko obiecać, że postarasz się nie być na mnie wściekły. I postarasz się zrozumieć. - dodaję i spoglądam na jego twarz.
- Obiecuję. - w jego oczach widzę panikę.
Głośno wzdycham w celu uspokojenia moich myśli. Stres w moim ciele rośnie, kiedy mam coś powiedzieć.
- J... ja całowałam się z  Harry'm. - mówię i opuszczam głowę na moje uda. - Wielokrotnie. - dodaję. - I wtedy, kiedy u mnie nocował, a nocował już trzy razy. Zasnęłam z nim razem w moim łóżku. - zamykam powieki i przygryzam dolną wargę. - Ale to wszystko nic nie znaczyło. - móiwię, głośno wypuszczając powietrze z ust.
Z jednej strony czuję ulgę, że Louis już o tym wie, ale z drugiej jestem zestresowana, że chłopak się nie odzywa, co może znaczyć, że jest na mnie naprawdę wściekły.
- Chciałam ci o tym powiedzieć wcześniej, ale kiedy słyszałam i widziałam jak jesteś do niego nastawiony, postanowiłam ci tego nie mówić, bo się bałam, że nie będziesz chciał mnie znać. - mówię cicho.
Nie jestem na tyle odważna, żeby spojrzeć w jego oczy.
Otwieram drzwi i wychodzę z samochodu, dopiero kiedy jestem przy moich drzwiach frontowych, słyszę jak samochód odjeżdża.
Wchodzę do środka, zrzucam płaszcz na podłogę i zdejmuję buty, następnie biegnę do pokoju i rzucam się na łóżko. Łzy ciurkiem wylatują spod moich powiek na poduszkę i wsiąkają w jej materiał, a ciało trzęsie się pod wpływem szlochu.
Nie dziwię się, że taka była jego reakcja. Oszukałam go, ukrywałam przed nim , to, co zaszło pomiędzy mną, a jego wrogiem. Mogłam od razu mu o tym powiedzieć, a nie trzymać to, aż do teraz. Teraz jest na mnie wściekły.
Po co ja się z nim w ogóle całowałam, do jasnej cholery?
Czy ja naprawdę, zawsze muszę wszystko spieprzyć?
Pauli nie ma, z Louis'em się pokłóciłam, z Harry'm zerwałam kontakt. Wygląda na to, że zostałam sama, na najbliższych kilka dni.


                                                         *Oczami Louis'a*

Moje ręce, są mocno zaciśnięte na kierownicy, a zęby cały czas gryzą dolną wargę. Jestem tak wkurwiony, że ledwo co nad sobą panuję.
Jak ona mogła oszukiwać mnie i ukrywać to przede mną? Jakby tylko powiedziałaby mi o tym wcześniej... no na pewno bym się wkurwił, ale nie czułbym się tak do dupy jak właśnie teraz się czuję.
Wiedziałem, że pomiędzy nimi jest coś więcej, ale wierzyłem jej kiedy mówiła, że tylko u niej nocował, a dowiaduje się jeszcze, że się całowali, że spali razem w jednym łóżku. Ja pierdole.
Uderzam ręką w kierownice.
To wszystko przez tego skurwiela, wiedziałem, że on coś kombinuje w związku z nią. Kurwa jaki ja byłem naiwny, przekonując się do niego. Pewnie chciał ją najpierw w sobie rozkochać, a potem wyruchać. To typowe dla tego chuja.
Dobrze, że Aga jest na tyle mądra, ze zrozumiała, że to, co było pomiędzy nimi, było tylko jego, głupim wybrykiem. O ile to jest prawdą, bo na chwilę obecną nie chce mi się wierzyć w żadne jej słowo.
Nadal chcę się z nią przyjaźnić, to nadal jest Aga, ta, sama, która poznałem za imprezie. Ale zraniła mnie, bardzo mnie zraniła. Myślę, że muszę po prostu to przemyśleć i przetrawić.
Ustawiam samochód po drugiej stronie ulicy, wychodzę z niego i kieruję się przez drogę w stronę drzwi frontowych. Wchodzę do domu i od razu idę na górę, na mojej drodze staje wysoka sylwetka Harry'ego. Kiedy spoglądam na jego, pierdoloną twarz, pcham go na ścianę i przyciskam go do niej.
- Co kombinowałeś zrobić z Agą? - syczę przez zęby. - Pieprzyć się z nią, a potem zostawić? - mocniej go przyciskam.
- Co ty pierdolisz? - odpycha mnie. Jego, czarne źrenice powiększają się, prawie zasłaniając zieloną tęczówkę.
- To, że wiem, że się całowaliście i spaliście razem. - ponownie go popycham, a on odbija się od ściany. - Nawet nie próbuj zaprzeczać, znam cię i wiem, że chciałeś ją w sobie rozkochać, wypieprzyć i zostawić. - fukam, a on uważnie mi się przysłuchuje.
Nienawidzę go, jak tylko na niego patrzę, mam ochotę go zabić.
- Nie pozwolę, żeby spotkał ją taki los jak wszystkie, te inne, naiwne, które się z tobą przespały. Ona na to nie zasługuje. - spluwam. - Dobrze, że była na tyle mądra i zrozumiała, ze to twój kolejny wybryk.
Wiem, że to go wkurwia, dlatego daje mi to satysfakcje.
Mam zamiar się odezwać, lecz chłopak przyciska mnie do ściany, z ręką, przyciśniętą do mojego gardła.
- Gówno o mnie wiesz i gówno wiesz o tym co z nią robiłem i co zamierzałem zrobić. - mocniej przyciska rękę do mojej szyi, co sprawia, że nie mogę  wciągnąć powietrza do płuc. - Więc zamknij dupsko, bo inaczej źle się to dla ciebie skończy. - puszcza mnie i schodzi na dół, a ja upadam na kolana i gorączkowo wdycham powietrze do swojej klatki piersiowej.
Ja pierdole, co za pojeb. Wiedziałem, że się wszystkiego wyprze, ale nie spodziewałem się, że będzie chciał mnie udusić.
Kiedy mój stan się polepsza, wstaję na nogi i idę do swojego pokoju, zamykam drzwi na klucz i nie zamierzam stąd wyjść do rana. Nie chcę więcej oglądać tego frajera.
Kładę się na łóżku, biorę telefon do ręki i sprawdzam, która godzina. 15.03. Nie wiedziałem, że jest już późne popołudnie.
Kurwa jak ten czas szybko leci.
Słyszę pukanie do drzwi. Zrywam się z łóżka, podchodzę do nich i przekręcam klucz. Drzwi się otwierają, a do pokoju wchodzi Joseph.
- Słyszałem was. - mówi i opiera się o drewnianą powłokę, zamykając ją.
- I co z tego? - fukam i siadam na łóżku.
- To, że nie możesz oskarżać go o takie rzeczy. Mówiłem ci coś przecież. - odchodzi od drzwi i staje przede mną. - Dlaczego jesteś taki wkurwiony? - mężczyzna krzyżuje ręce na piersi.
- Pokłóciłem się z Agą. - wzdycham. - Powiedziała, że całowała się z nim dużo razy i, że spali razem w łóżku. - przeczesuję swoje włosy.
- I co? Co w tym złego? - pyta, wzruszając ramionami.
- To, że mnie oszukała. Mówiła, że nic ją z nim nie łączy, a tak naprawdę całowała się z nim.
- A dziwi cię to? Dobrze wie, że byś się wkurwił.
- Ale nie czułbym się oszukany.
- Spróbuj ją zrozumieć. Wie jak nienawidzisz Harry'ego ...
- To nie zamienia faktu, że mnie okłamała. - przerywam mu oschle. Joseph wzdycha w geście poddania się. - Pewnie to, co o nim mówiła, też było ściemą. - dodaję cicho.
- Co mówiła? - pyta wyraźnie zaciekawiony
- Powiedziała, że on jest inny niż myślę, że potrafi z nią normalnie rozmawiać, że jest miły. - wzruszam ramionami. - To pewnie chuj prawda. Chciała mnie do niego przekonać, żeby łatwiej jej było powiedzieć o tym co zaszło pomiędzy nimi.
Trwamy chwilę ciszy.
 - Myślę, że nie. - mówi zamyślony. - Rozmawiałem z nią dzisiaj i to, co mówiła było prawdą. - prycham.
- Taa.
- Louis, przestań kurwa robić cyrk. - mówi. - Ta dziewczyna zrobiła coś w kilka dni, czego ty nie mogłeś zrobić w kilka lat. - podnosi ton.
- Dlaczego cały czas trujesz mi dupę, żebym zmienił do niego podejście? - pytam.
- Bo z tego, co zauważyłem, tylko ty jesteś aż tak wrogo do niego nastawiony. - wychodzi z pokoju, a ja kładę się na łóżku. Zamykam oczy, próbując ogarnąć swój umysł.
I tak pewnie zaraz zasnę.


                                                           *Oczami Agaty*

Po około półtoragodzinnego, bezczynnego leżenia pod ciepłą pościelą, na miękkim materacu, w celu uspokojenia swoich nerwów i emocji. Zwlekam się z łóżka i sięgam po telefon, który znajduje się na szafce nocnej, w celu sprawdzenia godziny, ponieważ na dworze jest już ciemno.
Jest już przed siedemnastą.
Jestem zszokowana tym, jak ten dzień tak szybko zleciał. Co zajęło tak dużo czasu, że jest już wieczór?
Podchodzę do mojej szafy z ubraniami, wyciągam z niej krótkie szorty i luźną, czarną koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki.
Nalewam gorącej wody do wanny, pierwszy raz odkąd tutaj przyjechałam. Opieram się biodrem o jej bok i patrzę jak parujący strumień wlatuje do białej, dużej, metalowej misy, która trochę się już napełniła.
Chcę wziąć kąpiel, która mam nadzieję, że mnie odpręży i zrelaksuje. Ostatnio w moim życiu zdarzyło się naprawdę wiele i mam wrażenie jakby zaczynało, mnie to, wszystko przerastać.
Idę do pokoju, biorę komórkę, słuchawki i jakąś książkę z półki, następnie wracam do łazienki. Zakręcam wodę, która wypełnia prawie 3/4 wanny i wlewam do niej oleju o zapachu wanilii i brzoskwini. Mieszam i trzepię tafle ręką, żeby się spieniła, następnie związuję włosy rozbieram się i wchodzę do wanny.
Gorąco rozluźnia moje, napięte mięśnie, para wodna uderza w moje nozdrza, a piana osadza się na moim obojczyku, cicho pękając. Co, przyznaję, nieco mnie odpręża i oczyszcza mój umysł, z czego bardzo się cieszę.
Wkładam słuchawki w uczy, włączam przypadkowo wybraną muzykę, następnie biorę książkę, otwieram ją na pierwszej stronie, po chwili zatracam się w lekturze.

                                                                   ***

Po około godzinie, woda jest już chłodna, a ja wychodzę z wanny i owijam się w ręcznik, który pochłania wodę osadzoną na moim ciele. Ubieram się w przygotowane wcześniej rzeczy, następnie odkręcam kurek, a woda zaczyna szybko obniżać swój poziom.
Jest dopiero dziewiętnasta, a ja już jestem zmęczona. Podczas kąpieli cały czas ziewałam, a moje powieki non stop się zamykały, wręcz walczyłam, żeby nie zasnąć.
Podchodzę do zlewu, myję zęby i czeszę włosy, następnie wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Odkładam książkę i telefon na szafce, podchodzę do okna, zasłaniam je, nie patrząc na drugą stronę ulicy, wiedząc, że GO tam nie ma. Po chwili wskakuję do łóżka i przykrywam się moją, puszystą kołdrą.
Staram się zasnąć, zmuszając się do nie myślenia już o niczym, co skutkuje, bo po kilku minutach zapadam w głęboki sen.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Jak obiecałam, tak wstawiam, ale mam wrażenie, że ten rozdział jest do dupy, poprawiałam go kilka razy i nadal coś mi w nim nie gra. ;( A wy jak uważacie?
Do następnego. <3333

7 komentarzy:

  1. Rozumiem zachowanie Louisa. Szkoda mi Agi ale teraz już jestem pewna że Harry chce być z Agą. Po jego reakcji to jest pewne. Bardzo smutny moment. Ten rozdział nie jest do dupy tylko jest cudowny wspaniały i brak mi słów. Pisz dalej kochana i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ci się spodobało. <333

      Usuń
  2. Gratuluję tak kreatywnego mózgu. Liczę na ciebie. Mam wiele pytań i jestem przekonana że się niedługo wszystkiego domyśle i dowiem. Rozdział nie do dupy tylko fajny

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie sie bardzo podoba :) Troche rozumiem zachowanie Louis'a, pewnie sama bym sie tak zachowała :P Harry, oj Harry tu sama nie wiem co mam pisać hehe ;) Licze na to iż Harry sie teraz pokaże u niej :3 A rozdział ogólnie cuudo, wspaniały, fenomenalny :D Kocham <33333 <333 mało powiedziane uwielbiam <3333 <333333 Nie moge sie doczekać next'a! Dużo weny kochana, buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastycznie! ;D rozdział jest genialny 😘

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)