*Oczami Agaty*
Odkładam książkę na bok, sięgam ręką po telefon i sprawdzam, która godzina. 16.18. Odkładam urządzenie obok siebie i zamykam oczy.
Wczorajszy dzień spędziłam w domu praktycznie cały czas czytając książki, słuchając muzyki i rysując. Dzisiaj także postanowiłam nie wychodzić z domu. Od rana leżę w łóżku, w pidżamie i czytam książkę, ale poza tym przemyślałam sobie przedwczorajszą ,,kłótnie'' z Louis'em, oraz tą, całą sytuację z Harry'm i to co pomiędzy nami zaszło.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, mówiąc mu to wszystko, nadal czuję się z tym okropnie i nie mogę nic z tym zrobić.
Wzdycham głęboko i chowam głowę w poduszkę.
Powiedzenie mu tego, było dla mnie cięższe i trudniejsze niż to sobie wyobrażałam. Czułam jakbym wcale tego nie chciała, jakby moje słowa zaprzeczały temu, co myślę.
Do tego jeszcze jego zachowanie i spojrzenie jakbym zrobiła mu coś okropnego, złego i w ogóle najgorszego. Kiedy o nim myślałam, kiedy myślałam o tych wszystkich spędzonych z nim razem chwilach poczułam coś dziwnego, coś czego nigdy wcześniej nie czułam i nie umiem tego nazwać, opisać, czy zrobić cokolwiek, żeby wiedzieć co to jest.
Ale wiem jedno. To jest dobre uczucie, coś, co kierowało mną, kiedy wybaczałam mu wszystkie świństwa które mi zrobił, to coś co sprawiało, że odwzajemniałam jego pocałunki, to coś, co czułam kiedy jego usta lądowały na moich, to coś co właśnie czuję myśląc o nim. To coś, czego nie mogę się pozbyć z mojej głowy za każdym razem, kiedy jestem z nim.
Wychodzę z łóżka i odsłaniam zasłony, zauważam, że małe, białe płatki sypią się z nieba, opadając na białe już podłoże. Uśmiecham się na ten widok.
Wygląda na to, że wyjdę dzisiaj na jakiś spacer. Uwielbiam śnieg i cieszę się, że wreszcie zaczął padać.
Podchodzę do szafy i wyciągam z niej szary, gruby, luźny sweter, czarne rurki oraz czystą bieliznę i idę do łazienki. Ubieram wszystko na siebie, myję zęby, wyczesuję swoje, ciemne włosy i wychodzę z pomieszczenia.
Idę na dół do kuchni i włączam czajnik elektryczny, żeby zrobić sobie kawę.
Podchodzę do kuchennego okna i patrzę jak biały śnieg coraz mocniej i szybciej sypie się na ziemie. Chcę iść dzisiaj do jakiegoś sklepu, kupić sobie lampki na choinkę i powiesić na ścianie. Moja lampka nocna daje zbyt mocne światło, z resztą niedługo święta więc, mogę pozwolić sobie na taki, świąteczny akcent. Pójdę jak tylko trochę się uspokoi, bo z tego, co widzę, sypie coraz mocniej i mocniej. Niedługo zacznie robić się ciemno, więc mam nadzieję, że przestanie tak prószyć, bo wolałabym nie iść w mroku.
Słyszę znajome kliknięcie, co znaczy, że woda się już zagotowała. Szybko wsypuję kawę do kubka i zalewam do połowy wrzątkiem, następnie nalewam do niej mleka i wsypuję łyżkę cukru. Siadam przy blacie i wpatruję się na widok za oknem.
Mam nadzieje, że tym razem Harry nie będzie mnie śledził. Mimo, że powiedziałam mu przed wczoraj nie miłe słowa, wiem, że ten człowiek jest nieprzewidywalny, po nim mogę się wszystkiego spodziewać. Nawet, tego, że ponownie będzie mnie śledził z niewyjaśnionego powodu.
Upijam łyk gorącej kawy, czując jak płynie przez mój przełyk, rozgrzewając całe moje ciało. Uwielbiam kawę.
Muszę zadzwonić do moich rodziców, dawno z nimi nie rozmawiałam i mam nadzieję, że u nich wszystko w porządku.
Kiedy kończę pić i wpatrywać się w widok za oknem, który zdaje się nie uspokajać, wkładam kubek, jak i resztę brudnych naczyń ze zlewu, do zmywarki i ją włączam. Idę na górę, biorę telefon do ręki i siadam na łóżku. Wybieram numer mojego taty i przykładam telefon do ucha.
Odbiera za drugim sygnałem.
- Hej tato. - mówię do niego.
- Hej skarbie. - kiedy słyszę jego, wesoły głos, uśmiecham się sama do siebie. - Jak ci się układa w Anglii? - pyta.
- Trochę nie mam co robić, ale wszytko w porządku. - odpowiadam.
- A ten, twój kolega...
- Louis. - mówię, wiedząc, że nie pamięta jego imienia. Nigdy nie mógł zapamiętać imion moich koleżanek, czy kolegów, kiedy byłam młodsza. Zawsze mnie to śmieszyło. - Jest na mnie zły. - zaczynam skubać paznokciami róg mojej kołdry. Nie chcę na razie o nim myśleć, wiem, że jest na mnie zły jak cholera, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym się z nim nie przyjaźnić. Muszę to jakoś odkręcić.
- Dlaczego? - pyta. W jego głosie słyszę nutkę zdziwienia.
- Nie powiedziałam mu o czymś. - mówię. - A co u was? Wszystko dobrze? - pytam, chcąc jak najszybciej odejść od tego tematu.
- Tak, wszystko ok. - mówi wesoło. - Byłem u pana Pilarskiego w szpitalu. Wszystko u niego w porządku, jutro już wychodzi. - dodaje.
- Widziałeś Paule?
- Tak, siedziała u niego z jakimś chłopakiem, przytuliła mnie nawet na przywitanie. - uśmiecham się na jego słowa. - Czy to ten chłopak, o którym mi mówiłaś?
- Tak to Matt. - doskonale wiem, że imienia blondyna też nie pamięta.
- On też się ze mną przywitał. - mówi. - Miły chłopak. - wiem, że kiwa głową z uznaniem.
- Wiem o tym. - odpowiadam.
- On i Paula są razem?
- Tak. - opieram się plecami o materac.
- A ty... - nie dokańcza.
Dlaczego każdy musi pytać czy mam chłopaka? Mama, Paula, tata. Wiem, że moja przyjaciółka i moja mama, chcą, żebym się z kimś związała, ale nie wiem czy tata też tego ode mnie wymaga, czy wręcz przeciwnie.
- Nie tato, nie mam nikogo. - wywracam oczami.
Słyszę jego, głębokie westchnienie, które oznacza ulgę.
Czyli jest zadowolony, że nikogo nie mam. Mogłam się tego po nim spodziewać.
Zaczynam cicho chichotać.
- Mama chce z tobą porozmawiać. - mówi, słyszę głos mojej rodzicielki, mówi coś do mojego taty, ale nie jestem w stanie zrozumieć.
- Hej kochanie. - wita się ze mną. Albo mi się wydaje, albo w jej głosie słyszę coś dziwnego.
- Hej mamo. - mówię. - Coś się stało?
- Poczekaj. - słyszę jej korki, a po chwili zamykanie drzwi, co oznacza, że chce porozmawiać ze mną na osobności. - Coś dzieje się z twoją siostrą. - mówi.
- Co takiego?
- Zamyka się na całe dni z pokoju, nie je, nie pije, nie rozmawia ze mną. Od kilku dni nie chodzi do szkoły, twierdzi, że się źle czuje, ale ja wiem, że tak nie jest. - mówi cicho. - Tata nic nie wie, nie chcę go niepokoić. - mówi jeszcze ciszej.
- Co podejrzewasz? - pytam siadając na materacu i krzyżując nogi.
Nie wiedziałam, że z moją siostrą może być jeszcze gorzej. Bardzo mnie to niepokoi. Ostatnio z nią przecież rozmawiałam i zdawało mi się, że była ,,normalna''.
- Nie mam pojęcia. Chciałam z nią porozmawiać, ale unika mnie. - słyszę jak jej głos drży. - Dobrze. Muszę przestać, jeszcze się popłaczę. - pociąga nosem.
Pamiętam jak moja mama przeżywała nagłą zmianę mojej siostry, za wszelką cenę chciała się dowiedzieć co jej jest, ale Asia z nią też nie chciała rozmawiać. To, że zaczęła ją ignorować jeszcze bardziej ją boli.
- Proszę, powiedz, że przyjedziesz na wigilię. - mówi błagalnie po chwili ciszy.
- Mamo, bardzo bym chciała i zrobię wszystko, żeby przyjechać, ale nie mogę obiecać. - ponownie opadam plecami na materac. Wiem, że to ją jeszcze bardziej zrani.
- Wiem skarbie, ale proszę postaraj się.
- Obiecuję, że się postaram. - chcę, żeby mój głos dał jej otuchy.
Słyszę donośny głos mojego taty, lecz nie jestem w stanie zrozumieć o mówi.
- Kochanie muszę kończyć. - mówi mama.
- Do usłyszenia skarbie. - odzywa się tata.
- Pa. - mówię i się rozłączam.
Kładę telefon obok siebie i głośno wzdycham.
Cieszę się, że mogłam z nimi porozmawiać. Ale zaniepokoiła mnie informacja o mojej siostrze. Bardzo się o nią martwię, nie mam pojęcia co może siedzieć w jej umyśle, że dzieje się z nią coraz gorzej. Półtora roku temu stała się zupełnie inną osobą, a teraz popada w jakąś depresje, załamanie. Muszę się dowiedzieć co takiego się stało, że dzieje się z nią coś tak niedobrego.
Odwracam głowę w stronę okna. Prawie przestało padać, więc postanawiam skorzystać z okazji i zrywam się z łóżka, biorę portfel oraz telefon i wkładam do tylnej kieszeni moich spodni. Schodzę na dół, zakładam mój, czarny płaszcz, ciepły szalik i czapkę, a na nogi moje, czarne botki. Wychodzę z domu i go zamykam, następnie wkładam klucze do kieszeni płaszcza i zaczynam kierować się ścieżką na chodnik. Skręcam w ta samą stronę, w którą szłam wtedy do kawiarni, zgadując, że musi tam być jakiś sklep, w którym będą lampki. To jakieś dziesięć minut drogi stąd, więc dla mnie to, żadem problem, żeby tam dotrzeć.
Wiatr zaczyna wiać w moją twarz, co sprawia, że płatki śniegu roztapiają się na mojej, ciepłej skórze. Naciągam szalik na nos, opuszczam głowę i przyspieszam tempo.
***
Po jakiś dwudziestu minutach docieram do miejsca, gdzie znajduje się bardzo dobrze znana mi kawiarnia. Niestety śliska nawierzchnia, a niekiedy zaspy, spowolniły mój chód. Co chwilę oglądałam się za siebie i sprawdzałam, czy czasami zakapturzona sylwetka Harry'ego nie idzie za mną. Całe szczęście nie zauważyłam nikogo takiego.
Idę chodnikiem i rozglądam się po sklepach, aż nie natrafiam na miejsce, gdzie mogłabym kupić lampki na choinkę. Gdy wchodzę do małego, przytulnego sklepiku, uderza we mnie przyjemna fala ciepła. Wchodzę głębiej do lokalu i zaczynam rozglądać się po regałach i półkach, gdy naglę na kogoś wpadam.
- Przepraszam. - mówię i spoglądam w górę, moim oczom ukazuje się wysoki, dobrze zbudowany, ciemny szatyn o pięknych, niebieskich oczach. Jest zapewne pracownikiem tego sklepu bo ma na sobie granatowy uniform.
Chłopak uśmiecha się do mnie słodko i nieco się rumieni.
- To moja wina. - drapie się po głowie. Podoba mi się jego głos, jest taki głęboki. - Jestem Jake. - mówi i podaje mi dłoń.
- Aga. - podaję mu swoją rękę i lekko ściskam. Ma taką, ciepłą skórę.
- Ale zimna. - uśmiecha się, co odwzajemniam. Puszcza moją dłoń, a swoją wkłada do kieszeni jasnych jeansów, które ma na nogach. - Mogę wiedzieć, czego tutaj szukasz? - pyta.
- Lampek na choinkę. - mówię i ściągam czapkę. Jest tutaj strasznie gorąco.
- Chodź. - lekko kiwa głową i idzie w stronę jakiś regałów, więc ja robię to samo. - Do wyboru do koloru. - pokazuje mi całe trzy półki z pudełkami, w których znajdują się rzeczy, których szukałam.
- Dziękuję. - uśmiecham się i zaczynam szukać koloru lampek, który mi się spodoba i będzie pasować do mojego pokoju.
Czuję na sobie intensywny wzrok chłopaka.
- Coś nie tak? - odwracam głowę w jego stronę i uśmiecham się lekko.
- Nie...nic. - mówi nieco zawstydzony, rumieni się i odchodzi.
Uśmiecham się sama do siebie i czuję jak moje policzki lekko pieką, wiedząc, że chyba wpadłam w oko Jake'owi.
Po kilku minutach szperania w lampkach, znajduję piękny, niebieski kolor światełek, który praktycznie od razu wpadł mi w oko. Myślę, że będą świetnie pasować. Odchodzę od półek i kieruję się w stronę kasy. Kątem oka zauważam jak Jake, który stoi przy ladzie, uważnie mnie obserwuje, kiedy podążam w jego stronę. Udaję, że tego nie widzę i kładę pudełko na ladę.
Czuję się naprawdę niezręcznie, z tym, że tak mi się przygląda.
- Trzy funty. - mówi, a ja wyciągam portfel z kieszeni i daję mu pieniądze. Chłopak wkłada mój zakup do małej reklamówki i podaje mi ją.
- To do zobaczenia. - posyłam mu wdzięczny uśmiech i kieruję się w stronę wyjścia.
- Ej. - odwracam się do niego. - Wiesz... pomyślałem... Czy mogłabyś mi dać mi swój numer? - pyta nieco zmieszany. - Wyskoczylibyśmy kiedyś sobie na jakąś kawę, czy coś. - mówi cicho, drapiąc się po karku i patrząc na mnie wyczekująco.
Nie powiem, zaskoczyło mnie to. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji, że obcy mi chłopak prosił o mój numer i do tego zapraszał na kawę
- D.. dobrze. - mówię niepewnie. Jake daje mi swój telefon, a ja wpisuję do niego kilka cyferek i oddaję mu urządzenie.
- Dzięki. - uśmiecha się słodko, co odwzajemniam. - Na razie.
- Pa. - mówię cicho. Zakładam czapkę na głowę i wychodzę z sklepu.
Przyznaję, Jake jest uroczy, ale sądzę, że nic nie zaiskrzy pomiędzy mną a nim. Dałam mu ten numer, bo po prostu, nie potrafię odmawiać. Nie wiedziałam co mam robić, to była jak dla mnie naprawdę dziwna sytuacja. Poza tym, Jake był taki niepewny i uroczy że uległam. Mam stanowczo za dobre serce.Cholera, jestem na siebie zła.
Wyciągam telefon z kieszeni i sprawdzam która godzina 17.23. Spoglądam na niebo.
Zaczyna się ściemniać, muszę się pospieszyć, żeby nie iść w mroku.
***
Idę już od jakiś piętnastu minut, a ciemność zaczyna obejmować niebo i ulicę. Latarnie zaczynają się włączać, a niektóre z nich wydają irytujące brzęczenie, które dosłownie doprowadza mnie do szału. Więc, idąc obok nich, przyspieszam kroku.
Widzę, jak w niektórych mieszkaniach zaczynają zapalać się światła, kiedy przechodzę obok nich.
Gdy wychodzę za róg w panującym półmroku, mój wzrok przyciąga znajomy, duży, czarny samochód.
Odwracam głowę w stronę mojego domu i widzę czarną, wysoką, zakapturzoną sylwetkę, opierającą się o drzwi frontowe. Doskonale wiem do kogo ona należy.
Co on tutaj robi, do jasnej cholery?
Wchodzę na ścieżkę prowadzącą do budynku, w którym mieszkam i zatrzymuję się na schodach.
- Co tutaj robisz? - pytam, a Harry odpycha się od drzwi i staje przede mną.
- Chciałem z tobą porozmawiać. - odpowiada i przesuwa się nieco na bok, robiąc mi dostęp do drzwi.
Wyciągam klucz z tylnej kieszeni spodni i otwieram drewnianą powłokę. Wchodzę do środka i wpuszczam Harry'ego.
- Mów, czego ode mnie chcesz i idź sobie. - zamykam drzwi i spoglądam na niego.
- Nie chcę zrywać tej znajomości. Rozumiesz? - odpowiada po chwili. Jego słowa nieco mnie zaskakują, chociaż się ich spodziewałam.
- Harry...
- Chciałem ci coś powiedzieć. - przerywa mi i robi krok w moją stronę. - Co do całowania się z tobą... Chodzi, o to, że to coś dla mnie znaczy. - mówi i drapie się po karku. Mój oddech zastyga.
Jego niespodziewane wyznanie zaskoczyło mnie, ale nie mam pewności czy mówi prawdę, czy to tylko jego, żałosna sztuczka, którą chce manipulować moimi czynami.
Na myśl przychodzi mi rozmowa z Louis'em, kiedy mówił, że Harry to manipulant i że chodzi do łózka z różnymi dziewczynami, a te, które są niedostępne dają mu najwięcej satysfakcji.
Wzdrygam się na samą myśl o tym, że Harry chce ze mną postąpić tak samo. Jednak coś w jego oczach i głosie podpowiada mi, że mówi prawdę, ale nadal nie mam pewności.
- Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej?
- Wstydziłem się. Nigdy nie mówiłem, nikomu takich rzeczy.
- A teraz się nie wstydzisz? - pytam.
- Nie, bo chcę ci pokazać, że nadal chcę się z tobą zadawać. - cały czas patrzy w moje oczy.
Totalnie nie wiem co, o tym, wszystkim myśleć. Nie mam pojęcia czy w to wierzyć, czy nie.
- Dlaczego ci na tym zależy? - pytam.
Chwilę się zastanawia.
- Jesteś inna niż wszyscy ludzie, jakich kiedykolwiek poznałem. - mówiąc to, nie patrzy na mnie i drapie się ręką po karku.
- C..co? - wyduszam. Nie rozumiem co ma na myśli.
- Nie wymagasz ode mnie seksu, czy jakiegoś innego gówna. Starasz się mnie zrozumieć, nie oceniasz mnie, chcesz wiedzieć o mnie więcej, niż jakiej wielkości jest mój kutas. - przeczesuje swoje loki. - To pojebane, ale jeszcze żadna dziewczyna mnie tak nie traktowała.
To, co powiedział, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. On nigdy nie był taki wylewny i szczery, jestem oszołomiona. Czyżby naprawdę zależało mu na naszej znajomości?
Patrzy na mnie tak przenikliwie, jakby chciał, żebym to zrozumiała i uwierzyła.
- W takim razie, dlaczego mnie źle traktujesz? - pytam, podniesionym głosem. - Jesteś oschły, nie miły, wredny, fukasz na mnie. - dodaję.
- Dziwisz się, że cię tak traktuję? Nigdy nie traktowałem dziewczyn w inny sposób niż podrywanie ich, pieprzenie się z nimi, czy robienie innych sprośnych rzeczy. - jego ton jest intensywny. Zaczyna chodzić w tą i z powrotem. - Jeśli wszyscy mieliby cię za bezuczuciowego, aroganckiego, bezdusznego, złego skurwiela, który potrafi tylko ruchać i najebać się w klubie, też byś się tak zachowywała. - spogląda na mnie.
- Ja tak nie uważam.
- Nie znasz mnie. - fuka.
- Harry, do jasnej cholery. - mówię głośno. - Były takie sytuacje, że byłeś miłym, delikatnym, normalnym chłopakiem. - próbuję się uspokoić. - Potrafisz zachowywać się inaczej. Ja to wiem i ty też to doskonale wiesz. - wskazuję na niego palcem. - Więc dlaczego chcesz to ukryć, dlaczego nie chcesz, żebym widziała w tobie tą dobrą stronę? - pytam, nieco podniesionym głosem.
Chłopak nie odpowiada.
Wzdycham.
- Jeśli to wszystko, o czym chciałeś porozmawiać, to proszę cię idź już. - mówię i chrząkam, oczyszczając gardło.
Harry staje w miejscu i zaciska szczękę.
- Daj mi szanse. - spogląda swoimi, zielonymi oczami w moje.
- Harry, dałam ci ich sporo, i zawsze kończyło się to tak samo. - przeczesuje swoje loki, chyba dziesiąty raz, podczas tej rozmowy.
- Przepraszam dobra. - mówi nerwowo.
- Harry...
- Aga, proszę daj mi szanse. - staje przede mną.
Nie rozumiem, dlaczego on tak bardzo chce kontynuować tą znajomość.
Nawet jeśli dam mu tą, kolejną szansę, to martwię się, że nadal będzie mnie źle traktować. Jeśli nadal będzie oschły i wredny? Nienawidzę, kiedy mnie tak traktuje.
To, że powiedział, że jestem inna niż wszyscy ludzie, jakich kiedykolwiek znał, że te pocałunki coś dla niego znaczyły, nie usprawiedliwia go do tego, że może mnie tak traktować. Skoro to ma tak wyglądać, to ja się na to nie piszę.
- Harry...
- Postaram się nie być takim chujem. - przerywa mi.
- Skąd mam mieć pewność? - pytam.
Nie odzywa się.
Wzdycham.
- Harry, dlaczego miałabym to zrobić, skoro ty...
- Proszę. - przerywa mi. - Daj mi szansę. - dodaje i podchodzi do mnie.
- Harry, skąd mam mieć pewność, że to, co mówisz jest szczere? - pytam i spoglądam w jego oczy.
- Musisz mi zaufać. - intensywnie wpatruje się w moje zapewne z dezorientowane tęczówki.
Ta, cała sytuacja jest dla mnie strasznie niezręczna. Totalnie nie wiem co mam robić, czy odpowiedzieć. Harry jest taki inny, jakby chciał mnie przekonać do tego, że faktycznie mówi prawdę.
- Harry, ja nie wiem.
- Proszę cię daj mi szanse. - kładzie swoje, wielkie ręce na moich policzkach.
Jestem zdezorientowana.
Ulżyło mi, że to, co jest między nami jednak coś dla niego znaczy, ale nadal nie mam pojęcia co mam robić. Coś podpowiada mi,że powinnam się zgodzić i dać mu tą szansę, ale jeśli on nie zmieni swojego postępowania wobec mnie? Jeśli nadal będzie taki tajemniczy i skryty? Jeśli to, co mówi nie jest prawdą?
Cholera.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba ;D Do następnego. <333
U mnie zaczęły się ferie, więc jeśli chcecie, napiszę na środę albo czwartek rozdział, albo nawet dwa. Co wy na to? <333333 :D ;)
Rozdział jest cudowny, wspaniały i romantyczny. Jak najbardziej napisz na środę. Proszę więcej scen z ,, Oczami Louisa'' bo chcę wiedzieć co on porabia i o czym myśli. Kocham twoją twórczość i cieszę się że masz coraz więcej czytelników. I mam pytanie. Czy Asia mogłaby stać się jedną z ważniejszych postaci bo byłoby to interesujące i zaskoczyło by wszystkich. Pozdrawiam i koffam <<<<<3 <<<<<<<<<<<<<<<3 ps. U mnie ferie niestety za 3 tygodnie
OdpowiedzUsuńI życzę milych ferii
Przemyślę to i dziękuje :D <33
UsuńCudowny ❤ dodawaj szybciutko! ❤
OdpowiedzUsuńBędzie w środę ;) <3
UsuńSzok :o Nie wierze! Rozdział genialny, wspaniały, cudowny, najlepszy :D Ta końcówka, kobieto zaskakujesz ;) W życiu bym nie pomyślała, że to tak sie potoczy :o Wielkie WOW! dla ciebie <33333 <333 Uwielbiam <3333 <333333 Aga idiotko daj mu te szanse! :3 Jestem mega ciekawa co jeszcze wymyślisz? :) Czekam z niecierpliwością na next'a :* Błagam jak najszybciej :D
OdpowiedzUsuńDziękuję <33333
UsuńKobieto zarąbiście piszesz i podoba mi się to. A dodaj w środę. Życzę weny i motywuję skoro to dla mnie chwila
OdpowiedzUsuńDziękuję, zmotywowałaś mnie ;)
Usuń