2.02.2016

Rozdział 26

                                                      *Oczami Agaty*

Po tym jak Louis wychodzi, idę do kuchni i wstawiam wodę na kawę, opieram się biodrem o blat i spoglądam na widok za oknem. Czyli ziemię i drzewa pokryte białym, świecącym się puchem.
Nadal nie mogę uwierzyć, że pomiędzy mną, a Louis'em jest już wszystko w porządku. Domyślam się, że wybaczenie mi i przyjechanie tutaj było dla niego trudne. Doskonale wiem, co chłopak myśli o Harry'm i jaki ma do niego stosunek, w dodatku go oszukałam, za co nadal jestem na siebie wściekła.
Naprawdę cieszę się, że pomiędzy nami jest już wszystko w porządku.
Słyszę kliknięcie czajnika elektrycznego, co oznacza, że woda jest już zagotowana. Odwracam się w stronę szafki i wyjmuję z niej kubek, do którego wsypuję dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej. Następnie zalewam ją wodą, dolewam mleka i wsypuję łyżeczkę cukru. Siadam na wysokim stołku i upijam łyk parującego napoju.
Martwi mnie jedno. Boję się reakcji Louis'a kiedy dowie się, że ja i Harry postanowiliśmy kontynuować naszą, nieco pogmatwaną ,,znajomość''. Martwię się, że kiedy się o tym dowie, pomiędzy nami znowu się wszystko zepsuje, że Louis ponownie się na mnie wścieknie. Strasznie się tego boję.
Nie chcę go oszukiwać, czy ukrywać tego dłużej przed nim, nawet mu to obiecałam, więc zamierzam dotrzymać słowa. Jutro muszę o wszystkim powiedzieć, kiedy on tutaj przyjedzie.
Szczerze mówiąc, trochę się stresuję, kiedy o tym pomyślę.
Po kilku minutach kończę pić kawę i wstawiam kubek do zlewu, przy okazji wyjmuje czyste naczynia z zmywarki i ustawiam na swoich miejscach. Idę do salonu i siadam na kanapie, następnie włączam telewizor i zaczynam skakać po kanałach w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mnie zainteresować.
Zerkam na zegarek wiszący na ścianie. 12.17. Dopiero za trzy godziny spotykam się z Jake'iem, więc mam jeszcze trochę czasu na oglądanie telewizora, o ile coś znajdę.
Po kilku minutach trafiam na jakiś, ciekawo zapowiadający się thriller, wiec postanawiam go zostawić i obejrzeć. Okrywam się kocem i poprawiam swoje ciało, wygodniej na kanapie, następnie zatracam swój umysł w fabule filmu.
                                     

                                                                  ***


Półtora godziny później film się kończy, a ja wyłączam telewizor, wstaję z kanapy i idę do kuchni, ponieważ moje gardło jest tak suche, że wręcz błaga o szklankę wody.
Mimo, że film był thrillerem psychologicznym, było w nim kilka niewyjaśnionych wątków, a końcówki nie za bardzo zrozumiałam, to fabuła bardzo mi się podobała i nie zamierzałam przerywać seansu. Sądzę, że kiedyś obejrzę ten film jeszcze raz, żeby bardziej go zrozumieć.
Wchodzę do kuchni i nalewam sobie wody do szklanki, następnie wypijam przezroczysty napój duszkiem. Suchość w moim przełyku ustaje, ale nadal jestem trochę spragniona, więc nalewam jeszcze pół szklanki i szybko wypijam. Odkładam naczynie do zlewu i udaję się na górę.
Mam jeszcze nieco mniej niż półtora godziny do spotkania z Jake'iem, do którego zaczęłam się stresować. Co jeśli on jednak pomyśli, że to jest randka, że coś poważniejszego pomiędzy nami będzie? Jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą, będę musiała dać mu jasno, ale uprzejmie do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. Po prostu, na razie nie chcę się z nikim związywać.
Jeszcze bardziej obawiam się tego, że Harry będzie nas obserwował. Niby gdzieś sobie pojechał, ale doskonale wiem, że jeśli będzie chciał, to może śledzić nas, a my go nawet nie zauważymy.
Mam tylko nadzieję, że nie będę zachowywała się jak chora psychicznie wariatka, i nie będę się odwracać i rozglądać na wszystkie strony, w poszukiwaniu znajomej mi sylwetki Harry'ego. Postaram się jak najbardziej zrelaksować i ogarnąć swój umysł podczas tego spotkania.
Wchodzę do łazienki, rozbieram się i wchodzę pod prysznic, puszczam wodę, która z dużą siłą uderza w moje plecy. Gorący, parujący strumień spływa po moim ciele, a ja  mam wrażenie jakby całe napięcie i stres znikały razem z wodą w odpływie.
Myję włosy moim ulubionym szamponem o zapachu wanilii i brzoskwini, a po chwili spłukuję pianę, która utworzyła się pod wpływem pocierania moich włosów, przez dłonie.
Wychodzę spod kabiny, oplatam ciało w biały, miękki ręcznik, a swoje ciemne, mokre włosy wyciskam z nadmiaru wody i przerzucam na prawe ramie. Udaję się do mojego pokoju, następnie podchodzę do szafy, otwieram ją i zaczynam szperać w moich ubraniach w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na spotkanie z Jake'iem. Co jest naprawdę trudne w moim przypadku, bo jak już chyba każdy wie, moja ,,garderoba'' zawiera praktycznie same wielkie bluzy, duże swetry i czarne rurki.
Wzdycham głęboko i zaczynam kręcić głową z zrezygnowaniem.
Może po prostu ubiorę się w moje tradycyjne, czarne rurki czarną podkoszulkę na krótki rękaw i czerwono-czarną koszulę w kratę. Ubrałabym coś innego, ale zawartość mojej szafy mi na to nie pozwala. Co prawda mam półkę na której są rzeczy... w nieco innym guście niż mój, ale najprawdopodobniej nigdy ich na siebie nie ubiorę, ponieważ są zbyt obcisłe, albo nie mój kolor. Nie miałam serca ich wyrzucić, czy zostawić w Polsce, ponieważ większość tych rzeczy dostałam od  mojej rodziny i jakby zobaczyli, że zostawiłam rzeczy od nich, na pewno byłoby im przykro.
Sięgam po czystą bieliznę z szuflady i szybko ją na siebie zakładam, jak i przygotowane przed chwilą rzeczy.
Podchodzę do sporego lustra, wiszącego na mojej ścianie i się w nim przeglądam. Myślę, że wyglądam raczej w porządku. Udaję się do łazienki gdzie myję zęby i poprawiam swój makijaż. Nieco wyciągam czarne kreski na górnych powiekach w stronę skroni, maluję także na czarno linie wodną oka i mocniej tuszuję moje rzęsy, żeby były jeszcze dłuższe i grubsze.
Kiedy kończę, spoglądam na swoją twarz, żeby sprawdzić czy wyglądam znośnie i czy nie powinnam czegoś poprawiać. Muszę przyznać, jestem z siebie zadowolona.
Dotykam jednego z pasem moich, mokrych, ciemnych włosów, które obawiam się, że nie wyschną na czas, więc wyciągam suszarkę z szafki i podłączam do kontaktu.
Bardzo rzadko suszę włosy w taki sposób, wolę położyć się z mokrymi, żeby same mi wyschły, ale teraz nie mam wyboru i muszę użyć suszarki.
Włączam urządzenie, a gorące powietrze bucha w moje, mokre fale.


                                                                    ***


Po jakichś piętnastu minutach moje włosy są już  całkiem suche, więc odłączam suszarkę od prądu i wkładam z powrotem do szafki.
Dokładnie wyczesuję moje, ciemne fale, które są teraz w totalnym nieładzie i chaosie. Kompletnie nie wiem co mam teraz z nimi zrobić, żeby nie wyglądać jak wiedźma.
Dlatego nienawidzę suszyć włosów suszarką.
W końcu udaje mi się je jakoś ugładzić i podpiąć opadające na moje czoło, pasmo włosów po lewej stronie głowy.
Wyglądam dosyć przyzwoicie, jestem zadowolona z końcowego efektu, który widzę w lustrze.
Idę do pokoju podchodzę do szafki nocnej i biorę z niej telefon. Jest 14.36. Chowam urządzenie do tylnej kieszeni moich, kochanych, czarnych spodni, następnie biorę jeszcze portfel i schodzę na dół.
Sądzę, że powinnam już wyjść z domu i powoli iść w to miejsce, gdzie mieliśmy się spotkać, zakładając, że dotarcie tam zajmie mi tyle czasu, co wczoraj.
Wchodzę do korytarza, biorę z wieszaka kurtkę, czapkę oraz szalik i zakładam wszytko na siebie.  Ubieram jeszcze czarne botki na swoje nogi i wychodzę z domu, zamykając drzwi na klucz.
Wchodzę na ośnieżony i oblodzony chodnik i dość szybkim krokiem, zaczynam kierować się w stronę miejsc, gdzie umówił się ze mną Jake, co jest błędem, ponieważ niemal wywracam się na śliskiej powierzchni. Zwalniam nieco tępo i staram się iść po śniegu, żeby tym razem, czasem się nie wywrócić. Nie chciałabym tego.
Po kilku chwilach powolnego marszu, zaczynam się dziwnie czuć i doskonale wiem co to oznacza. Zatrzymuję się i spoglądam za swoje plecy, lecz nikogo nie zauważam. Zaczynam się rozglądać i wytężać wzrok na przyciemnionych uliczkach, lecz też nikogo nie spostrzegam.
Mam nadzieję, że to uczucie, że ktoś mnie obserwuje, jest tylko moim złudzeniem i przewrażliwieniem. Jeśli okaże się, że jednak nie, to chyba go uduszę.



                                                                 ***


Jakieś piętnaście minut później, po kilku pośliźnięciach oraz co chwilowym spoglądaniem za siebie, niemal docieram na umówione miejsce, lecz na razie nikogo nie zauważam. Zerkam na zegarek w telefonie. Jest 14.57. Cieszę się, że nie jestem spóźniona.
Podchodzę pod sam sklep i rozglądam się do o koła. Nigdzie nie widzę ani Harry'ego, z czego się bardzo cieszę, ani Jake'a.
Po kilku chwilach zauważam granatowy, dosyć spory samochód, który zatrzymuje się zaraz pod sklepem. Dostrzegam w nim znajomą, pogodną twarz chłopaka, którego poznałam zaledwie wczoraj.
Jake wychodzi z samochodu, niepewnie podchodzi do mnie i staje przede mną.
- Hej. - mówi, rumieniąc się i drapie się po karku.
Muszę przyznać, jest uroczy.
- Hej. - uśmiecham się do niego szeroko i pocieszająco. Jest strasznie spięty.
Tez jestem nieco zdenerwowana, ale postaram się tego nie pokazywać, widząc jak bardzo on jest zestresowany całą, tą sytuacją.
- Czy... czy ja mogę cię przytulić, wiesz tak na przywitanie? - pyta po chwili, z nerwowym śmiechem.
Nie chcę mu dawać jakichś znaków, że jestem nim zainteresowana, czy coś, ale sądzę, że mały przytulas na przywitanie, to nic złego.
- Możesz. - mówię niepewnie, lecz staram się być przekonywująca.
Chłopak oplata swoimi ramionami moją szyję, a ja obejmuję jego plecy i lekko je pocieram.
Po chwili odrywamy się z uścisku i się do siebie uśmiechamy. Na twarzy Jake'a ponownie pojawia się czerwony rumieniec.
- Możemy już jechać? - pyta, a ja kiwam głową.
Udajemy się do jego, dużego samochodu i zapinamy pasy.
- Gdzie mnie zabierasz? - pytam, kiedy chłopak odpala silnik.
Mam nadzieję, że to nie jest jakieś ustronne miejsce, gdzie będziemy sami. Czułabym się bardzo niekomfortowo.
- W ciekawe miejsce. - spogląda na mnie i uśmiecha się lekko, następnie odwraca wzrok na ulice przed nami i rusza.
Opieram się czołem o szybę samochodu i spoglądam na widok za nią. Naglę moje ciało całe się napina, kiedy w ciemnej uliczce, pomiędzy dwoma budynkami, zauważam wysoką, czarną sylwetkę, opierającą się o jedną ze ścian swoimi plecami.
W moim gardle powstaje wielka gula , kiedy doskonale znana mi osoba, odwraca głowę i spogląda swoimi, zielonymi tęczówkami w moje, które mam wrażenie patrzą na mnie z pewnego rodzaju... bólem.
Odwracam od niego wzrok i skupiam uwagę na swoich palcach, nie chcąc patrzeć w jego, przepełnione smutkiem oczy.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Bardzo, bardzo was przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale wróciłam późno ze szkoły, po prostu nie miałam już siły :((((
Wynagrodzę wam to i w poniedziałek wstawię wam mega długi ;)
Mam nadzieję, że nie jest aż tak dużo błędów jak sądzę i, że mi  to wybaczycie ://
Do następnego. <33333333333 Wiecie,że was uwielbiam prawda? :D

3 komentarze:

  1. Oj nie stresuj sie tak kochana, każdy ma swoje prywatne życie i jeśli chodzi o mnie w pełni to rozumiem ;) Bez tłumaczenia sie :) Rozdział mega genialny jak zawsze :D Jestem bardzooo ciekawa co dalej? :3 Też cie uwielbiam <33333 <333 tak jak i tą historie <3333 <333333 Czekam z niecierpliwością na next'a jak zawsze :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyluzuj kochana. Wspaniały jak zawsze. Już nie przedłużam bo wiesz że jak zaczne to trudno mi skończyć pisać życzę weny kochana <<<<<<<<3 <333333333

    OdpowiedzUsuń
  3. ZAJEBISTY!!!! MNIEJ STRESU!!! Wiesz że się podoba Życzę weny i Spokojnie

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)