*Oczami Agaty*
Leżę na łóżku i patrzę w sufit, a na mojej twarzy widnieje mały uśmiech, którego nie mogę się pozbyć od dobrych dziesięciu minut.
Cały czas myślę o tym, co zdarzyło się w samochodzie, przed kilkunastoma minutami. Przecież ja i Harry, my jesteśmy razem. Nadal nie wierzę, że mimo moich, licznych wątpliwości co do tego pomysłu, zgodziłam się praktycznie bez zastanowienia. Ale czuję, że zrobiłam dobrze, że to jest właściwy wybór, że po protu nie będę tego później żałować.
Harry miał rację, mówiąc, że coś poważnego jest pomiędzy mną, a nim, że coś nas do siebie przyciąga. Cieszę się, że tak sądzi oraz, zapewne tak czuje, ponieważ ja też mam takie wrażenie, już od dłuższego czasu, a on dodatkowo mnie w tym utwierdził.
Mam tylko nadzieję, że przestanie być taki tajemniczy i wreszcie się na mnie otworzy. Ale to jest praktycznie od zawsze moim celem, chociaż trochę odkryć jego, tajemniczy umysł.
Zaczyna burczeć mi w brzuchu. W końcu jest już po piętnastej, a ja dzisiaj nic nie jadłam, więc mam prawo być głodna.
Wstaję z łóżka i udaję się na dół do kuchni, otwieram lodówkę i szukam czegoś, czym mogłabym się najeść. Nie chce robić jakiegoś obiadu, czy czekać na pizze, ponieważ to nie ma sensu, poza tym nie chce mi się.
Decyduję się na zwykłe płatki z mlekiem, więc wyciągam poszczególne rzeczy z szafek, następnie wsypuję płatki do miski i zalewam zimnym mlekiem. Siadam przy blacie na wysokim stołku i zaczynam jeść czekoladowe kulki.
Muszę się wkrótce wybrać na jakieś zakupy. Zapasy w lodówce zaczynają się już kończyć, a nie chciałabym, żeby Paula po przyjeździe, jechała do sklepu, bo nie będzie nic do jedzenia. Myślę, że jutro pójdę do sklepu, w końcu nie są daleko, jedyny problem to śliska i ośnieżona powierzchnia, której nieco się obawiam. Ale powinnam dać radę.
Muszę także rozejrzeć się za jakąś pracą. Co prawda mam zaoszczędzonych naprawdę sporo pieniędzy, ale jest to tylko kwestią czasu, kiedy się one wyczerpią. Dobrze będzie, kiedy już zacznę zarabiać i nie martwić się, że moje oszczędności się wyczerpią. Dam sobie jeszcze kilka dni, a potem zacznę się za czymś rozglądać. Myślę, że to dobre rozwiązanie, jak na chwilę obecną.
***
Po skończonym posiłku wkładam brudne naczynia do zmywarki i ją włączam, następnie idę z powrotem na górę i odłączam telefon od ładowarki. Siadam na łóżku i krzyżuję nogi na materacu, następnie włączam komórkę i włączam wiadomość od Jake'a. Zamierzam mu w końcu odpisać, w sumie, sądzę, że powinnam to zrobić.
Tak, wszystko w porządku Jake. Dziękuję, że się przejmujesz, ale sądzę, że nie powinniśmy się już spotykać.
Waham się nieco przed wysłaniem wiadomości, ale muszę to zrobić. W pewnym sensie obiecałam to Harry'emu, ale też nie chcę robić mu nadziei, że coś pomiędzy nami będzie, to byłoby dla Jake'a bolesne, jeśli nie odwzajemniłabym jego uczuć, a nie chcę go ranić. W sumie i tak na pewno zaboli go moja wiadomość, ale niestety. Naciskam na kopertę i wyłączam wyświetlacz.
Dosłownie po kilku sekundach czuję wibracje mojego telefonu, co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni, więc biorę urządzenie z powrotem do ręki i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Aga? - to Jake. - Coś się stało?
- Jake, słuchaj. - przerywam, żeby przemyśleć to, co chcę mu powiedzieć. - Wiem, że coś do mnie poczułeś...ale niestety, pomiędzy nami nic nie będzie. - mówię, nie odzywa się. - Jake, wiem, że w tym momencie jesteś zraniony, ale muszę być z tobą szczera. - dodaję.
Przykro mi, że mówię mu to przez telefon, ale nie mam innego wyjścia.
- Rozumiem. - mówi. - Mogę chociaż wiedzieć dlaczego? - tak jak myślałam, jest smutny.
- Nie chcę robić ci nadziei, ani nie chcę, żebyś się do mnie przyzwyczajał. - odpowiadam. - Harry też nie chce, żebyśmy się spotykali. - dodaję, zanim zdążam ugryźć się w język.
Cholera.
- Harry? - jest zdziwiony.
- Tak... jesteśmy razem. - przygryzam wargę.
- Rozumiem. - wzdycha. - W takim razie...
- Nie. - mówię. - Chcę ci jeszcze coś powiedzieć. - dodaję. - Jesteś naprawdę miłym, fajnym i sympatycznym chłopakiem i nie powinieneś się mną przejmować, nie chcę tego. - zaczynam skubać róg od kołdry swoimi paznokciami. - Moim zdaniem powinieneś zająć się kimś innym, kimś kto na ciebie zasługuje, a nie przypadkowo spotkaną dziewczyną. - wzdycham.
- Mogę wiedzieć, kogo masz na myśli? - pyta.
- Chodzi o Mię. - odpowiadam. - Ona cię naprawdę lubi Jake. To o nią powinieneś się postarać. - kładę swoje plecy na materacu, spoglądając w sufit.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Tak. - mówię. - Już w porządku? - pytam po chwili.
- Oprócz tego, że w pewnym sensie złamałaś mi serce, to tak. - żartuje, ale w jego tonie wyczuwam trochę powagi.
- Przestań. - cicho chichoczę.
- Wiem, przepraszam. - śmieje się. - Nie mogłem się powstrzymać.
- Zasłużyłam. - przyznaję.
- Trochę. - wywracam oczami. - Dobra, muszę lecieć. - odzywa się po chwili.
- Pamiętaj o czym ci mówiłam.
- Wiem, że mam się nie przejmować.
- Iiii?
- Jechać do Mii.
- O to mi chodziło. - mówię ze śmiechem. - Daj mi znać co u was.
- Dobrze. - mówi. - Do usłyszenia.
- Pa. - rozłącza się.
Oddycham z ulgi.
Cieszę się, że już mam to za sobą. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że to pójdzie tak gładko i będziemy żartować. W każdym bądź razie, cieszę się, że pomiędzy nami jest w porządku, pomimo tego, co mu powiedziałam.
Wybieram numer mojego taty i naciskam na zieloną słuchawkę. Dawno z nim nie rozmawiałam, dobrze będzie usłyszeć jego głos.
Odbiera za trzecim sygnałem.
- Hej skarbie. - uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę jak pogodnie się ze mną wita. - Nie mogę zbyt długo rozmawiać.
- Rozumiem. Po prostu chciałam cię usłyszeć. - mówię.
- Coś się stało? - jest wyraźnie zaniepokojony.
- Nie, nic. - mówię szybko. - Po prostu się stęskniłam. - mówię, bawiąc się sznurkiem od mojej bluzy.
Słyszę jego, głębokie westchnięcie, oznaczające ulgę.
- Ja za tobą też. - mówi po chwili. - Przyjedź na wigilię.
- Postaram się tato.
- Nie masz się postarać, tylko przyjechać. - wywracam oczami.
- Wiesz, że to nie takie proste.
- To prostsze niż myślisz. - śmieje się, a ja zaczynam chichotać, sama nie wiem dlaczego. - Dobrze skarbie, muszę kończyć. - odzywa się, kiedy przestaje się rechotać. Mój tata, ma bardzo specyficzny śmiech, który można porównać do różnych odgłosów, ale mi on najbardziej przypomina rechot.
- Do usłyszenia tato. - mówię.
- Pa skarbie. - rozłącza się, a ja zgaszam wyświetlacz i kładę telefon obok siebie na materacu.
Mimo, że to była bardzo krótka rozmowa, to cieszę się, że miała miejsce.
Wstaję z materaca podchodzę do półki z moimi książkami i biorę jedną z nich nawet nie patrząc na tytuł. Ponownie podchodzę do łóżka, następnie opadam na nie plecami, zatracając się w lekturze.
Sądzę, że przyda mi się dłuższa chwila wyciszenia i spokoju po tym, co się dzisiaj wydarzyło.
*Oczami Louis'a*
Głośno wzdycham i poprawiam swoje, leniwe dupsko na kanapie. Jestem tu zaledwie od pół godziny, a już jestem zmęczony i znudzony w chuj.
Ponownie, głośno wypuszczam powietrze z swoich płuc.
Przez ten, cały czas byłem u Carol, można by powiedzieć, że jesteśmy dobrymi ,,przyjaciółmi", gdyby nie fakt, że z sobą spaliśmy. Sam nie wiem czy się z tego cieszyć, czy nie.
Ponownie wzdycham.
- Już wróciłeś? - pyta rozbawiony Joseph, który właśnie włącza telewizor, siadając na fotelu.
- Jak widać. - opieram się plecami o oparcie kanapy.
- Jak było u tej, twojej Carol? - zadaje kolejne pytanie, patrząc na mnie w dziwny sposób.
- W porządku. - odpowiadam i spoglądam na niego, chcąc zapewnić, że naprawdę tak było. Facet tylko kiwa głową i odwraca się w stronę telewizora, szukając czegoś, co mogłoby go zaciekawić.
Wiem, że Joseph przejmuje się moją znajomością z Carol, wiedząc, że z tego będzie coś na serio poważnego, oraz pamiętając w jakim byłem stanie, kiedy zerwałem z Tiff.
Ale sądzę, że po tym, co wtedy przeżyłem, gorzej być nie może.
- To dobrze. - uśmiecha się lekko. - Co u Agi?
- Pogodziłem się z nią zanim wyjechałem. - wzdycham.
- To fajna dziewczyna.
- Wiem o tym.
- Co z Harry'm? - pyta po chwili.
- Postanowiłem nie wcinać się pomiędzy ich znajomość. - powiedzenie tego przychodzi mi dosyć trudno.
Aga to moja przyjaciółka i martwię się o nią jak cholera, ale zdaję sobie sprawę, że muszę trochę odpuścić. Co prawda, nie cierpię Harry'ego, ale skoro ona go lubi, to nie mogę się wcinać pomiędzy nich. Co nie zmienia faktu, że nadal uważam, że Harry jest chujem i zamierzam mieć oko na jego, popierdoloną mózgownicę.
- To dobre posunięcie. - mówi.
- Wiem. - domyślam się, że moja odpowiedź jest mało przekonująca.
- Wszystko będzie w porządku. - posyła mi lekki uśmiech.
- Mam taką nadzieję. - wzdycham już chyba piąty raz w ciągu nie całych dziesięciu minut.
Nagle, po całym parterze rozlega się głośny huk, który powstał pod wpływem zbyt gwałtownego zamknięcia drzwi frontowych.
Chwilę potem do salonu wchodzi wysoka, zakapturzona sylwetka Harry'ego.
- Gdzieś ty był? - pyta Joseph, patrząc się na niego z lekkim wkurwieniem. - Czemu się nie odzywałeś?
- Musimy pogadać. - ten pojeb zerka na mnie gniewnie, co odwzajemniam.
I jak ja mam zmienić do niego podejście, czy nawet zdanie, kiedy on zachowuje się jak ostatni sukinsyn?
Odrywa ode mnie wzrok i spogląda na mężczyznę, który podnosi się z kanapy, widząc, że to o czym Harry chce z nim porozmawiać, jest czymś poważnym.
Gdy wychodzą z pomieszczenia, przygryzam wargę, chcąc powstrzymać kuszącą moją głowę chęć, podsłuchania ich rozmowy. Lecz nie mogąc się oprzeć, wstaję z kanapy i najciszej jak mogę, kieruję się do kuchni, skąd słychać dwa, dobrze mi znane, męskie głosy.
Chowam się za ścianą i zaczynam nasłuchiwać o czym rozmawiają.
- O kurwa. - Joseph jest wyraźnie zdziwiony.
- Wiem, to pojebane. - głos Harry'ego jest spięty. - Co ja mam teraz robić do kurwy nędzy?
- Przede wszystkim musisz przestać chlać i ruchać kogo popadnie. - mówi mężczyzna ,,głośnym" szeptem.
- Chodzę na terapie. - fuka.
Ja pierdolę. O co tu kurwa chodzi? Jaka terapia?
- Od kiedy? - nie ukrywa swojego zaskoczenia.
- Od tygodnia. - Harry odzywa się zaskakująco cicho jak na swoją, pojebaną osobę.
- Kiedy znowu tam jedziesz?
- Jutro.
- To dobrze. - wzdycha z ulgi. - Pomaga to chociaż trochę?
- Taa. - przerywa. - Trochę.
- To już coś.
- Wiem. - potwierdza.
- Nadal nie wierzę, że to zrobiłeś. - mówi Joseph po chwili. - Ale sądzę, że postąpiłeś dobrze
- Ja też.
- Cieszę się, że wreszcie zacząłeś się ogarniać. - ton mężczyzny wyraża nic innego jak ulgę. - Czekałem na to.
- Taa.
- Harry, ja mówię poważnie.
- Wiem. - przerywa. - Muszę iść.
- Gdzie?
- Praca. - rzuca krótko i głośno stąpając wychodzi z kuchni, następnie słyszę głośne trzaśnięcie drzwi.
O co tu chodzi? Terapia? Praca? Ogarnięcie się Harry'ego? Nic już z tego kurwa nie rozumiem.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
I jest kolejnyyyyy!!!!!!!!! :DDDDDD Mam nadzieję, że się wam podoba. <3333333333 Uwielbiam was. Do następnego kochane <333333333333333333333 ;))))))))))
Wspaniały rozdział,z resztą jak zawsze<3 Jestem zaciekawiona terapia Harrego i czy mu ona pomoże.Mam nadzieję,że tak.I że jego związek z Agą będzie się dalej rozwijał<3 Ciekawi mnie,czy Louis w końcu zaakceptuje w pełni Harrego i zaczną się jakoś dogadywać,choćby ze względu na Agę.Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału<3 Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny rozdział<3
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana <333333 Przepraszam, że długo nie ma rozdziału, ale pracuję nad nim, już niebawem będzie. :)))) Mam nadzieję,że nie masz mi tego za złe.
UsuńOni są razem! będę sie tym jarać do śmierci :D Rozdział cudowny, genialny, wspaniały jak zawsze kochana :* Bardzo sie ciesze, że Aga pozytywnie załatwiła sprawe z Jake'iem :3 i że Louis nie chce sie wtrącać pomiędzy tą dwójke ;) oraz, że Harry sie ogarnia :) Jestem z rozdziału na rozdział coraz bardziej ciekawa czym nas jeszcze zaskoczysz?? <33333 <333 Uwielbiam <3333 <333333 Czekam z niecierpliwością na next'a, błagam dodawaj szybko :*
OdpowiedzUsuńDziękuję <333333 :D Bardzo cię przepraszam, że długo nie wstawiam rozdziału, ale będzie on w piątek, a we wtorek, być może wstawię dwa ;))))) Jeszcze raz przepraszam
UsuńCały czas czekam na następny rozdział. Wchodzę i zaglądam tu prawie codziennie.Wiem,że nie zawsze ma się czas,wenę, itd. Ale mam nadzieję i liczę na to,że nie zrezygnowałaś z dalszego prowadzenia blogu.Ponieważ jest cudowny<3 Czekam z nadzieją na to,że niedługo jak zajrzę to będę miło zaskoczona i zobaczę kolejny cudowny rozdział<3 Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo weny :)
Usuń59 year-old Environmental Tech Glennie Mapston, hailing from Earlton enjoys watching movies like "Snows of Kilimanjaro, The (Neiges du Kilimandjaro, Les)" and Quilting. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a Aston Martin DB3S. polaczone z
OdpowiedzUsuń