31.05.2016

Rozdział 38

                                                        *Oczami Agaty*

- Mogłabym wiedzieć kiedy chcesz jechać? - pytam odbierając brudny talerz, który podaje mi Harry i ostrożnie wkładam go do zmywarki.
Nie mogę się doczekać aż pojedziemy tam, dokąd chłopak chce mnie zabrać. Jestem strasznie zniecierpliwiona i najchętniej pojechałabym z nim tam od razu. Nie chodzi mi tylko o ciekawość, ale też o to, że będę mogła spędzić z nim czas poza obrębem mojego domu oraz jego samochodu.
- Kiedy chcesz. - mówi obojętnie, lecz ja słyszę w jego głosie coś więcej, niż tylko to, co Harry chce, żebym usłyszała. Unoszę głowę do góry i staram się spojrzeć na niego, ale utrudnia mi to moja pozycja, ponieważ siedzę po turecku na podłodze, a Harry stoi. Udaje mi się jednak wykrzywić swoje ciało tak, że jestem w stanie objąć wzrokiem jego twarz. Marszczę brwi, widząc, że twarz Harry'ego jest jakaś... przybita z zupełnie nie znanego mi powodu. Martwi mnie jeszcze fakt, że chłopak stara się na mnie nie patrzeć.
Wkładam ostatni talerz, obok pozostałych,zamykam zmywarkę i wstaję na nogi, pomagając sobie, przetrzymując się kuchennego blatu. Harry stoi podparty plecami o blat z skrzyżowanymi rękami i patrzy tępo przed siebie.
Jest wyraźnie przygnębiony, a ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego tak jest. Może myśli nad naszą wcześniejszą rozmową, może waha się czy powiedzieć mu o tym, co go gnębi, czy może jednak nie. Nie mam pojęcia co myśleć o jego zachowaniu, ale martwi mnie ono.
Wycieram ręce w mały ręczniczek wiszący przy zlewie, następnie staję przed Harry'm i spoglądam w górę na jego twarz.
- Harry. - mówię cicho, żeby zwrócić na siebie jego uwagę, co udaje mi się, ponieważ chłopak spogląda na mnie z pytającym wyrazem twarzy. - Co się stało? - pytam, a on marszczy brwi, jakby chciał mi pokazać, że z nim wszystko w najlepszym porządku. - Harry, nie jestem głupia. Widzę, że coś się dzieje. - wzdycha zrezygnowany.
- Wiem. - przeczesuje swoje włosy dłonią w nerwowym geście i spogląda na sufit.
- Czy... czy ja zrobiłam coś nie tak? - pytam, chcąc się upewnić, że nie zrobiłam, czegoś głupiego, co on mógłby jakoś, źle odebrać. Ale nie przypominam sobie, żeby coś takiego miało miejsce.
Harry ponownie na mnie spogląda z lekkim zdziwieniem, ale po chwili przyciąga mnie do siebie i mocno przytula. Jestem lekko zdziwiona jego zachowaniem, ale oplatam jego plecy swoimi rękami i wtulam głowę w jego klatkę, Harry za to opiera swoją brodę na czubku mojej głowy i głośno wzdycha.
- Nie skarbie. - całuje mnie w włosy. - Po prosu się nad czymś zastanawiam. - ściska mocniej moje ramiona w uścisku.
- Coś cię gnębi. - stwierdzam cicho.
- Nie, nic mnie nie gnębi. - odsuwa się lekko ode mnie, ujmuje moją twarz w swoje, duże dłonie i lekko muska moje usta, co odwzajemniam. Wiem, że to próba odwrócenia mojej uwagi od jego stanu psychicznego, ale mu się to nie udaje. Postanawiam jednak odpuścić, nie będę go dłużej wypytywać o to, co go trapi, jednocześnie go tym gnębiąc i być może jeszcze bardziej smucąc. Teraz jestem już pewna, że jeśli będzie gotowy, po prostu powie mi o tym. - Jeśli chcesz, możemy jechać już teraz. - mówi, kiedy się ode mnie odsuwa.
- Jasne, muszę tylko się trochę ogarnąć. - odpowiadam z małym uśmiechem. Harry lekko kiwa głową i uśmiecha się w moją stronę. - Długo mi to nie zajmie. - dodaję.
- Wiem.  - ponownie muska moje usta, na co mój uśmiech się pogłębia.
- Może jakaś mała wskazówka? Nie mam pojęcia jak powinnam się ubrać. - podnoszę brew. Chciałabym po części wiedzieć gdzie Harry zamierza mnie zabrać choćby ze względu na ubranie, albo czy mam wziąć jakieś pieniądze. Wolałabym, żeby Harry niczego mi nie fundował.
Chłopak gładzi mnie kciukami po policzkach.
- Nie przebieraj się. Nie musisz. - lekko kiwam głową, a Harry lekko muska moje czoło, ale czuję w tym geście coś dziwnego, czego nie mogę dokładnie określić.
Spoglądam na niego, ale on tyko lekko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam, udając, że nie zauważyłam nic dziwnego w jego geście.
Wychodzę z kuchni i udaję się na górę prosto do łazienki, gdzie ponownie czeszę swoje włosy oraz robię swój, codzienny makijaż. Czyli czarne kreski na górnej powiece, które lekko wyciągam, oraz rzęsy, mocno pomalowane tuszem. Cała ,,pielęgnacja'' zajmuje mi niecałe pięć minut, z czego jestem naprawdę zadowolona.
Wychodzę z łazienki i wchodzę do pokoju, gdzie na łóżku leży rozwalony Harry. Jest już ubrany i nawet ma na sobie już swój, czarny płaszcz oraz czarne buty. Patrzy tępo w sufit, nie zwracając uwagi na to, że weszłam do pokoju.
Zaczynam się o niego martwić. Cały czas myśli o czymś przygnębiającym i mam wrażenie, że jest to związane z miejscem, w które Harry zamierza nas zabrać. Szczerze mówiąc zaczynam się nieco stresować.
Chrząkam cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę chłopaka, co udaję mi się, bo Harry zrywa swoją głowę z materaca, następnie wstaje z łóżka i podchodzi długimi susami do mojej, podpartej o framugę drzwi sylwetki.
Spoglądam mu w oczy i szeroko się do niego uśmiecham. Jestem lekko zawiedziona, kiedy Harry nie odwzajemniam gestu. Zamiast tego, patrzy na mnie, jakby walczył z tym, żeby mi coś powiedzieć. Zaciska powieki i ledwo zauważalnie kręci przecząco głową, jakby odpychał coś od swoich myśli. W pewnym momencie chłopak sięga po moje, małe dłonie i zamyka je w swoich.
- Możemy już jechać? - podnosi moje ręce do swojej twarzy i opiera usta o wierzch jednej z nich, głęboko patrząc w moje oczy.
- Tak. - odpowiadam naprawdę cicho, co nie do końca było moim zamiarem. Chłopak delikatnie muska skórę na obu moich dłoniach, następnie puszcza jedną z nich, a z drugą splata swoje palce. - Wezmę jeszcze telefon. - wskazuję na szafkę nocną i chcę ruszyć w jej stronę, lecz Harry mnie wyprzedza i pociąga moje ciało za sobą, sięgając po telefon. Podaje mi urządzenie, za co dziękuję mu lekkim uśmiechem. Udajemy się do korytarza, gdzie chłopak pomaga mi ubrać mój czarny, zamszowy płaszcz. Ubieram jeszcze czapkę oraz moje, czarne adidasy, następnie wychodzimy z mieszkania, po czym zamykam drzwi i chowam klucz do kieszeni moich, czarnych rurek. Wchodzimy do samochodu, a Harry zapala samochód, zanim zdążam się zapiąć.
Jestem strasznie podekscytowana i zaciekawiona gdzie Harry chce mnie zabrać. Biorąc pod uwagę charakter, oraz samą osobę Harry'ego sądzę, że to nie będzie żadne miejsce publiczne. Wiem, że Harry nie pokazuje się w miejscach typu restauracje, knajpki, kino czy nawet park.
Spoglądam na chłopaka siedzącego za kierownicą. Jego szczęka jest napięta, wargi zaciśnięte w cienką linie, a oczy takie nieobecne i pochłonięte własnymi myślami. Jego pięści tak są mocno zaciśnięte na kierownicy, że jego kłykcie są kompletnie białe. Mam wrażenie jakby walczył sam z sobą i swoimi myślami.
- Harry. - przerywam ciszę, która panuje w samochodzie od kilku minut. - Możemy rozmawiać podczas jazdy? - pytam niepewnie, uważnie go obserwując.
Sądzę, że jeśli będziemy dłużej milczeć, tym bardziej chłopak pogrąży się w torturujących go myślach. Absolutnie nie wynika to z mojej nieuprzejmości, ale mogę już znieść tej, samochodowej, dusznej i coraz bardziej przygnębiająca. Myślę, że Harry też ma tego stanowczo dość.
- Jasne. - obserwuję jak chłopak wybudza się z swojego, głębokiego transu i odwraca głowę w moją stronę, lekko się do mnie uśmiechając. Wygląda to tak, jakby chciał pokazać mi, że z nim wszystko w porządku, że absolutnie nic się z nim nie dzieję. Mimo to nie jestem w stanie nawet odrobinę dać mu się nabrać. Wręcz walczę z tym, żeby nie skrzywić się na ten okropny widok. - Mamy na to aż pół godziny. - dodaję.
- Pół godziny? - pytam nieco zaskoczona.
- Przepraszam, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej.
- Nie...nic nie szkodzi. - odpowiadam niemal od razu. Szeroko się do niego uśmiecham, za to Harry zatrzymuje się na światłach, następnie sięga swoją ręką na mój kark, przyciąga swoją twarz do mojej i namiętnie mnie całuje, co odwzajemniam. Przestajemy dopiero kiedy samochody za nami zaczynają trąbić, na co Harry odrywa się ode mnie  z lekkim uśmiechem i wraca do prowadzenia pojazdu.
Z ogromnym uśmiechem na twarzy odwracam swoją głowę do okna i dotykam opuszkami palców swoich warg. Bardzo spodobał mi się ten pocałunek, był taki głęboki na namiętny, a jednocześnie pełny naszych uczuć.
Lekko podskakuję, kiedy duża dłoń Harry'ego ląduje na moim mojej. Odwracam głowę w jego stronę, kiedy przysuwa nasze, splecione ręce do swojej twarzy i delikatnie całuje wierzch mojej dłoni.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że mogę spędzić z tobą ten czas. - ponownie muska moją skórę, swoimi ciepłymi ustami. To naprawdę kochane i uroczę z jego strony/
- Ja też się bardzo cieszę Harry. - odpowiadam wpatrzona w niego.
nie wiem co mi nagle odbija, ale kiedy Harry ponownie zatrzymuje samochód na światłach, nachylam się w jego stronę i muskam go w kącik ust. Zamierzam wrócić do dawnej pozycji, lecz Harry przetrzymuje mnie za brodę i też mnie całuje, tylko, że centralnie w usta.
- Mam rozumieć, że tak ma właśnie wyglądać dalsza część jazdy? - pytam, unosząc brew do góry.
- Chciałaś rozmawiać, ale skoro chcesz, żeby to właśnie tak wyglądało. - wzrusza ramionami w żartobliwym geście.
- Można robić i to i to. - mówię, a Harry cicho chichocze. Cieszę się, że zdołałam chociaż trochę poprawić mu humor.

                                                        *Oczami Louis'a*

Budzi mnie natarczywe brzęczenie mojego telefonu. Z głośnym jękiem sięgam po niego ręką i odrywam głowę od poduszki. Kiedy widzę imię Carol na wyświetlaczu, od razu naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
Nie mam pojęcia dlaczego dziewczyna do mnie dzwoni, ale mam głęboką nadzieję, że nie na zamiaru zrywać ze mną znajomości.
- Tak. - mówię zaspanym głosem, następnie siadam na łóżku. Czekam aż dziewczyna cokolwiek powie, ale słyszę tylko ciszę. Już mam zamiar coś powiedzieć, ale słyszę jak pociąga nosem.
- Louis... - jej głos jest smutny i zachrypnięty, znowu pociąga nosem.  - Wiem, ze jesteś wściekły ale...
- Ty płaczesz? - pytam, lekko zakłopotany.
- Louis ja... - słyszę jej cichy szloch, który kontynuuje swoją wypowiedź, ignorując moje pytanie. - Przepraszam. - dodaje. - Tak bardzo cię przepraszam. - jej głos  jest tak cichy, że ledwo mogę usłyszeć co ona do mnie mówi.
- Nie musisz mnie przepraszać. - próbuję ją jakoś uspokoić. - To ja zjebałem. To wszystko moja wina. - nerwowo mierzwię swoje włosy.  - Ale mogłaś mi powiedzieć, że...
- Louis to nie jest twoja wina. Ja chciałam tego, cholernie tego chciałam. - przerywa mi. Marszczę brwi na jej słowa.
- To dlaczego byłaś dla mnie taka oschła i surowa? Dlaczego nie dałaś się dotykać i nie chciałaś ze mną rozmawiać? - przyznaję, że mój ton jest poddenerwowany.
- Obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. - oczyszcza gardło. - Ale to nie rozmowa na telefon.
- Czyli co? Mam teraz specjalnie zbierać dupę i przyjeżdżać, bo się rozmyśliłaś? - pytam, czując jak mój gniew rośnie. Wiem, że teraz jestem naprawdę wredny i nieuprzejmy, ale nie umiem się opanować.
- Nie. - odpowiada niemal od razu. - Tym razem to ja jadę właśnie do ciebie. - dodaje, a ja niemal wyskakuję z łóżka po usłyszeniu tych słów.
Zaczynam biegać po pokoju i wrzucać wszystko, co się da pod łóżko.
Nie spodziewałem się tego po niej. Carol chyba naprawdę żałuje, że zachowała się w taki sposób wczorajszego ranka. Ale czy kiedy mam taki burdel w pokoju, ona musi tutaj przyjeżdżać? Dobrze, że przynajmniej chłopaków nie ma w domu. Wczoraj Joseph kazał im wczoraj ogarnąć, więc mam nadzieję, że nie zostawili syfu. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio Joseph zaczął dbać o to, żeby chłopaki pilnowali porządku. Jest to trochę dziwne, ale cieszę się, że wreszcie to nastąpiło.
- Skąd masz mój adres? - pytam, próbując wcisnąć kupę brudnych ciuchów do mojej szafy.
- Twoja siostra mi dała. - odpowiada, a ja wywracam oczami. - Nie masz nic przeciwko?
- Nie. Po prostu się tego nie spodziewałem.
- Mogłeś się tego spodziewać. Ja spieprzyłam i ja chcę wszystko odkręcić. - uśmiecham się lekko na jej słowa.
- Skąd ta nagła zmiana?  - pytam przecierając  koszulką półki pokryte warstwą kurzu.
- Wcale nie nagła. - odpowiada. - Po prostu się trochę pogubiłam. - dodaje po chwili zastanowienia. - Ale też coś zrozumiałam.
- Co?
- Dowiesz się za niecałe dwadzieścia minut. - wrzucam koszulkę do szuflady, następnie zaczynam wkopywać walające się na podłodze rzeczy pod łóżko. Dobrze, że nikt mnie teraz nie widzi, bo na pewno wygląda to komicznie.
Cieszę się, że Carol tutaj jedzie, zależy mi na niej i chciałbym z nią być, ale oczekuję od niej szczerych wyjaśnień i wytłumaczeń.
- Muszę kończyć. Do zobaczenia Louis. - rozłącza się zanim zdążam się z nią pożegnać.
Mam zamiar rzucić telefon na łóżko, ale kiedy widzę jak ono wygląda, od razu podchodzę i ścielę je najlepiej jak tylko potrafię. Dobrze, że przynajmniej mam czystą pościel.
Cały spocony i zdyszany szybko wyciągam parę dresów oraz biały podkoszulek z szuflady, następnie zapierdalam do łazienki, ubieram się i żeluje swoje totalnie rozczochrane włosy, układając je do góry.
Kiedy stwierdzam, że wyglądam znośnie, idę na dół zorientować się jak wygląda salon oraz kuchnia. Na moje szczęście jest czysto.
Siadam na fotelu i opieram swój kark o jego oparcie.
Ciekawe ile czasu Carol zamierza tutaj przebywać, ja osobiście mam nadzieję, że będę mógł się nią nacieszyć przynajmniej przez dwa dni. Na pewno chciałbym ją zapoznać z Joseph'em oraz oczywiście z Agą.
Ostatnio zastanawiałem się jak to będzie wyglądać, kiedy Harry i ja będziemy starać się być w ,,zgodzie''. Przecież musimy to jakoś rozwiązać, skoro oboje chcemy zadawać się z Agą, której zależy na tym, żeby pomiędzy mną, a nim układało się lepiej. Nadal nie rozumiem, jak ona mogła związać się z takim człowiekiem jakim jest on, mało tego, zależy mu na nim. Ale wiem, że Aga to rozsądna dziewczyna i wie co robi. Może ten skurwiel... przepraszam. Może Harry jednak jest normalny, skoro polubiła go taka osoba jaką jest Aga, to musi coś w nim być oprócz wcielonego zła, za jakie zawsze go uważałem. Mimo wszystko, jedno jest pewne, że ja pierwszy do niego ręki nie wyciągnę.
Słyszę ciche pukanie do drzwi, co świadczy, że Carol już jest. Zrywam się z kanapy i idę do korytarza, biorę głęboki oddech zanim otwieram drzwi.
Kiedy drewniana powłoka się otwiera, moim oczom ukazuje się niska szatynka w brązowym płaszczu. Zanim zdążam się z nią przywitać, Carol skacze mi na szyję i zaczyna płakać, nieco zszokowany odwzajemniam uścisk i zamykam drzwi od domu.
- Przepraszam Louis. Tak bardzo cię przepraszam. - szlocha i mocniej ściska moją szyję.
- Proszę cię, nie płacz. - mówię i gładzę ją lekko po plecach.
- Wszystko ci wytłumaczę, ale proszę wybacz mi. - mówi.
- Już dawno ci wybaczyłem. - mówię. - Po prostu nie rozumiem dlaczego mnie tak potraktowałaś. - tłumaczę, odsuwa się ode mnie i spogląda swoimi, zapłakanymi, niebieskimi oczami w  moje.
- Potraktowałam cię tak, ponieważ byłam wściekła na siebie, nie na ciebie. - przerywa. - Nie, to absolutnie nie było wyżywanie się na tobie, tylko...wtedy sądziłam, że będzie dla ciebie lepiej, jeśli ze sobą zerwiemy. - mówi. Jestem zaskoczony.
- Czy ty, żałujesz tego... co się między nami wydarzyło?
- Nie, absolutnie. - kręci przecząco głową. - To była moja najlepsza noc z wszystkich. - waha się z przyłożeniem swojej ręki do mojego policzka, ale w końcu się na to decyduje. - Louis ja... - jej warga zaczyna drżeć.
- Rozbierz się,  usiądźmy, a potem mi to powiedz. - mówię. - Dobrze? - lekko kiwa głową.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, ze tak późno, ale musiałam go jeszcze dopracować :) Mam nadzieję, że się podoba. <3333 Dziękuję za wszystkie, miłe komentarze. <333333 ;) Do następnego kochane <33333333333

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział<3 Ciekawi mnie czemu Harry był taki przybity i gdzie chce zabrać Agę. Jestem również zaciekawiona tym o co chodzi z Carol,czemu nagle chce to wszystko naprawić.I zastanawiam się co chce powiedzieć Louisowi. Z nie cierpliwością czekam na kolejny rozdział<3 Pozdrawiam i ściskam mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział. Pisz dalej ��

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)