Gdy wchodzę do mieszkania, jestem w szoku tak jak i Paula. Mieszkanie jest po prostu cudowne, wnętrze robi o wiele większe wrażenie niż zewnętrzna część domu. Muszę przyznać, że nasi ojcowie się postarali, muszę zadzwonić do mojego i jeszcze raz mu za to bardzo, bardzo podziękować.
Idziemy z Pauliną na górę, zaglądam do każdego pomieszczenia po kolei w poszukiwaniu swojego pokoju.
- Aaaaaa! Jest mój pokój! - krzyczy Paula ze szczęścia, z drugiego końca korytarza i wbiega do pomieszczenia. - Chodź tutaj! - drze się moja przyjaciółka.
- Najpierw znajdę swój, a potem przyjdę do ciebie. - odkrzykuje i idę szukać dalej.
W końcu znajduję swój pokój, poznaję to, bo ściany są szare, a to jeden z moich ulubionych kolorów.
Pokój jest cudowny, na samym jego środku, przy ścianie znajduje się czarne łóżko, z ciemno-niebieską pościelą. Na łóżku są dwie duże białe poduszki, i cztery małe, dwie czarne i dwie granatowe. Obok łóżka znajduje się mała, czarna szafka nocna z białą lampką. W lewym rogu znajduje się rozsuwana, czarno-biała szafa, po prawej stronie szafy znajduje się czarno-biała komoda z pięcioma białymi szufladami. Na ścianie, tuż nad komodą powieszony jest duży telewizor plazmowy, z niewielką białą półką powieszoną po jego prawej stronie. Po lewej stronie pokoju znajduje się sporych wielkości lustro, a obok niego czarna kanapa z granatowymi i białymi poduszkami. Na podłodze położony jest puchaty ciemno-niebieski dywan, po którym wiem, że będę uwielbiała chodzić. Po prawej stronie pomieszczenia jest dosyć spore okno z szerokim parapetem i ciemno-niebieskimi zasłonami. Ogólnie całość robi naprawdę ogromne wrażenie.
Nie wiem jak podziękuję za to, wszystko mojemu tacie i tacie Pauliny, po prostu nie wiem.
Postanawiam, że pójdę zobaczyć co robi Paulina, więc kieruję się do wyjścia z mojego, cudownego, nowego pokoju.
Gdy już jestem przy drzwiach, do ,,królestwa'' mojej przyjaciółki, lekko w nie pukam i wchodzę do pokoju. Pomieszczenie jest jasno-różowe z białymi meblami, białym łóżkiem i z różową pościelą. Odkąd pamiętam jej ulubiony kolor to różowy i do teraz się to nie zmieniło.
- I jak ci się podoba? - pytam, kiedy Paula właśnie układa swoje rzeczy na półkach. Obawiam się, że wypakowanie zajmie jej naprawdę sporo czasu.
- Jest przepiękny! Normalnie kocham naszych ojców! W ogóle ten dom jest cudowny, nie wiem skąd oni mieli pieniądze na to wszystko! Normalnie nie wiem jak ja im za to podziękuję! - podbiega do mnie i mocno się do mnie przytula, ale zaraz potem się odsuwa i wraca do układania rzeczy na półkach.
- Ja też nie wiem, zaraz zadzwonię do taty.
- Ja też zadzwonię jak skończę się rozpakowywać. - mówi zawieszając śliczną, zieloną sukienkę w szafie. - A ty się nie rozpakowujesz? - odwraca się do mnie i patrzy z zdziwioną miną.
- Wiesz, ja mam 30 razy mniej rzeczy od ciebie. - wskazuję na ogromne walizki, a następnie siadam na łóżko. Jest tak miękkie, że mój, cały tyłek zapada się w materac. Ciekawe czy moje też takie jest?
- A, no tak. - śmieje się i wkłada niebieską bluzkę na półkę.
- Różowo tu. - mówię i rozglądam się po pokoju.
- To źle? Mnie się podoba, to mój ulubiony kolor.
- Wiem Paula. - wywracam oczami. Spoglądam na jej wielkie szafy i ogromną ilość ubrań rozwalonych po pokoju. - Naprawdę myślisz, że te, wszystkie ubrania zmieszczą ci się do tych mebli? - pytam.
W sumie Paula ma dwie duże, białe szafy i jedną białą komodę, ale i tak mam wątpliwości, co do zmieszczenia się wszystkich jej ubrań do nich. Jednak tata Pauliny pomyślał o dodatkowym miejscu na rzeczy swojej córki, bardzo mnie to cieszy, bo gdyby nie jego, mądra głowa, na pewno musiałabym oddać jej jedną z moich szaf.
- Jasne, że tak. Jestem mistrzem w mieszczeniu rzeczy w szafach. - szeroko się uśmiecha.
- Ale jak będę musiała tutaj tachać moją szafę...
- Nie martw się, nie będziesz musiała nic tutaj tachać. - przerywa mi.
- No ja myślę. - uśmiecham się do niej i wstaję z łóżka.
Wychodzę z pokoju mojej przyjaciółki i udaję się do swojej, nowej samotni.
Kładę się na łóżko, jest miększe niż myślałam i bardzo ładnie pachnie. Włączam telefon i sprawdzam, która godzina. Jest 15.03.
Postanawiam, że zadzwonię do taty. Wybieram jego numer i naciskam zieloną słuchawkę, odbiera za pierwszym sygnałem.
- Hej tato. - mówię
- Hej! - po usłyszeniu jego głosu uśmiecham się, sama do siebie.
- Tato, nie wiem jak mam ci dziękować. Po prostu dom jest cudowny, okolica jest cudowna, wszystko jest cudowne! - za jednym wdechem mówię te dwa zdania. Tak bardzo chcę mu za to podziękować.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Pamiętaj, że ja tylko dopłaciłem się do tego domu. A poza tym naprawdę nie był, aż taki drogi. - jego głos jest taki spokojny.
- Ale i tak nie wiem jak ci dziękować. - odpowiadam.
- Słuchaj ja muszę już kończyć, bo jestem właśnie w pracy. - mówi trochę rozczarowany.
- Pozdrów wszystkich. Kocham cię.
- Ja ciebie też bardzo kocham. Pa. - kiedy się rozłącza, odkładam telefon na szafkę obok mojego łóżka.
Postanawiam, że wnikliwiej rozejrzę się po reszcie mieszkania, więc kieruję się do pomieszczenia na przeciwko mojego pokoju, do którego nie zaglądałam wcześniej. Otwieram drzwi i moim oczom ukazuje się najładniejsza łazienka jaką kiedy kol wiek widziałam. Na ścianach położone są białe kafelki, a na podłodze czarne. W lewym rogu jest duży, szklany prysznic, z ciemnymi szybami, tuż po jej, lewej stronie jest metalowy wieszak na ręczniki, a po prawej umywalka. Nad nią lustro i czarna półka. W łazience znajduje się także pralka, duża, dosyć głęboka wanna i żółty dywan. Jednym słowem mówiąc łazienka jest po prostu cudowna. Wiem dzisiaj już to słowo użyłam z piętnaście razy, ale tylko tak mogę opisać jaki ten dom jest nieziemski.
Następne pomieszczenie, które mam zamiar obejrzeć to salon, więc kieruję się schodami na dół prosto do pomieszczenia. Pierwsze co widzę to czarna kanapa, z niebieskimi poduszkami i dwa czarne fotele ustawione tuż przed kanapą. Na ścianie znajdują się dwa niewielkie okna i drzwi na taras, oraz powieszony na ścianie telewizor plazmowy, o wiele większy niż mam w pokoju, a pod nim czarna półka z dekoderem i miejscem na płyty. W lewym rogu pomieszczenia jest czarny, ładnie zdobiony kominek, przed nim na podłodze jest duży, niebieski dywan, a na suficie lampa. Po prawej stronie salonu znajduje się czarny blat kuchenny, a przy nim dosyć wysokie, białe taborety, wszystkie meble w kuchni są czarne oprócz zwisających z sufitu lamp, które są żółte. Kieruję wzrok w stronę wyjścia, które znajdują się po mojej, prawej stronie, w głębi korytarza. Ogólnie to korytarz, kuchnia i salon mają białe ściany, a podłoga jest jasno brązowa. Całość też robi ogromne wrażenie, lubię taki prosty, minimalistyczny wystrój z małą ilością kolorów.
Zaczyna mi się robić ciepło, więc ściągam kurtkę, szalik i czapkę, kieruję się w stronę korytarza żeby odwiesić rzeczy na wieszak.
Stwierdzam, że najwyższa pora, żeby się wypakować. Chciałabym się dzisiaj szybciej położyć, ponieważ jestem zmęczona całym, tym dosyć chaotycznym dniem.
Idę z powrotem na górę do swojego pokoju, podchodzę do moich walizek i zaczynam układać swoje ubrania na półkach i rozwieszać na wieszakach.
***
Rozpakowywanie zajmuje mi dobre 5 godzin. Nie sądziłam, że to tak długo mi zajmie i, że będę aż tak tym wykończona i jednocześnie znudzona. Ale przynajmniej mam już wszystko poukładane, i wszystko jest na swoich miejscach.
Kładę się na łóżko i zamykam oczy, chcę po prostu chwilkę poleżeć i odpocząć po kilku godzinnym wysiłku. Nie mija 5 minut, a zaczynam się robić strasznie senna i moje powieki odmawiają mi posłuszeństwa. Podchodzę do szafy i wyciągam jakąś bluzkę, spodenki i bieliznę, a następnie idę wziąć gorący prysznic.
Ciepła woda rozluźnia wszystkie, moje, napięte mięśnie, i relaksuje całe, moje, zmęczone ciało.
Kocham brać takie prysznice, to mnie odpręża, i czasami, przy okazji mogę przemyśleć parę spraw. Mam wtedy wrażenie, że wszystkie, moje smutki i troski znikają wraz z wodą w odpływie.
Zakręcam wodę, otwieram kabinę i wychodzę spod prysznica na zimne kafelki. W łazience unosi się para wodna, która zrobiła się pod wpływem gorącej wody. Podchodzę do lustra i przecieram je ręką ponieważ jest całe zaparowane. Przeglądam się swojemu odbiciu, a następnie szeroko uśmiecham się, sama do siebie.
Gdy wychodzę z łazienki od razu kieruję się do swojego pokoju, wchodzę pod miękką, pachnącą pościel, następnie zapalam lampkę nocną i kładę głowę na poduszkę, po chwili zasypiam
***
Budzą mnie promienie słoneczne, przebijające się przez okno. Wieczorem zapomniałam zasłonić zasłony, czego właśnie teraz zaczynam żałować.
Otwieram moje, piekące od niedoboru snu oczy, siadam na łóżku i zgaszam lampkę nocną. Próbuję wstać, lecz nie pozwala mi na to straszny ból w nodze. Pochylam się i spoglądam na bolące miejsce, w którym widzę tego samego, ogromnego, fioletowego siniaka, który zdaje się, że wygląda jeszcze gorzej, niż wczoraj.
Powoli wstaję i kieruję się do łazienki. Na moje nieszczęście Paulina właśnie wychodzi z swojego pokoju i idzie w moją stronę, jej oczy wędrują od razu na moje udo
- O mój boże! To ten siniak! Wygląda jeszcze gorzej niż wtedy! - Paula jest wystraszona i spanikowana.
- Nic mi nie jest. - mówię, a dziewczyna podchodzi, kuca przy mojej nodze i się jej przygląda. - Co ty robisz mogę wiedzieć? - pytam, chcąc odsunąć się od niej, ale łapie swoją ręką za moją łydkę.
Dlaczego akurat teraz musiałam na nią trafić?
- Nie, okłamiesz mnie, wiem, że cie boli, to wygląda okropnie. - mówi i mi się przygląda.
- To nic. Naprawdę. - dziewczyna wydaje się być nieco wkurzona.
- Taa. Jasne. Mało przekonywujące.
- Nic mi nie będzie, spokojnie!- zapewniam ją - A teraz przepraszam ale muszę iść do toalety. - sięgam po klamkę, naciskam na nią, następnie wchodzę do środka.
Gdy załatwiam swoje potrzeby, wychodzę z łaizenki i idę do kuchni, gdzie siedzi już moja przyjaciółka.
- Musimy się dzisiaj wybrać na jakieś zakupy. Nie mamy nic do jedzenia. - mówię i opieram się łokciami o blat.
- Wiem, ale najpierw musimy się przebrać. - mówi dziewczyna i idzie na górę, a ja zaraz za nią.
Gdy wchodzę do pokoju, kieruję się od razu do szafy i wyciągam parę czarnych rurek, granatowy za duży sweter i białą podkoszulkę. Ubieram się i idę od razu do pokoju mojej przyjaciółki. Paulina jest już gotowa. Ma na sobie czarne rajstopy czarne botki na obcasie, czarną spódniczkę do połowy ud i granatową bluzkę z rękawem trzy-czwarte wciągniętą w spódniczkę, a blond włosy ma rozpuszczone tak jak ja. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie.
Idziemy do korytarza ubrać się w kurtki i wychodzimy na dwór. Paula dzwoni po taksówkę.
- Mam nadzieję, że przyjedzie Matt. - uśmiecha się, chowając telefon do kieszeni.
- Paula, nie ma żadnego prawdopodobieństwa, że akurat Matt tutaj przyjedzie. - mówię to, co mam na myśli.
Odwraca się do mnie i patrzy na mnie z wyrzutem.
- A może nie, może jest wolny i właśnie tu jedzie. - mówi chyba nie do końca pewna tego co mówi.
- Paula dobrze wie...- przerywa mi klakson samochodu.
Odwracamy się w stronę, z której dochodzi dźwięk i widzimy Matt'a siedzącego za kierownicą taksówki. Nie wierzę, to naprawdę on, odwracam głowę w stronę mojej przyjaciółki, a ona uśmiecha się do mnie triumfalnie.
- A nie mówiłam. - mówi i kieruję się w stronę samochodu, a ja zaraz za nią.
Paulina siada z przodu, a ja z tyłu.
- Hej Matt.- mówię
- Hej Aga. - odpowiada i uśmiecha się promiennie. Widzę, że Matt jest dzisiaj w dobrym humorze.
- Długo minie zanim dojedziemy do jakiegoś supermarketu? I czy dużo to będzie kosztować? - pytam się, a on tylko kręci głową i się uśmiecha.
- Wy macie podwózki za darmo, i powinno to zająć jakieś pięć, góra dziesięć minut. - mówi patrząc się w lusterko na mnie, a potem spogląda na drogę.
- To miłe. - mówię i się uśmiecham. Matt to naprawdę bardzo miły chłopak, polubiłam go, mimo, że znam go nawet nie całą godzinę.
- A nie będziesz miał kłopotów? - Paulina przygląda się Matt'owi wyraźnie zdziwiona.
- Jasne, że nie. - mówi i odwraca głowę w stronę Pauliny, a potem w stronę drogi. Dzisiaj widzę znaczną poprawę w jego zachowaniu, wczoraj jeszcze bał się nawet odezwać, a dzisiaj swobodnie z nami rozmawia i nawet się śmieje i żartuje. Bardzo mnie to cieszy.
- Oh, to... dobrze. - Paula wyraźnie się rumieni.
Jak oni się sobie podobają, może coś z tego wyjdzie. Przynajmniej mam taką, małą nadzieję. Chciałabym, żeby Paula była szczęśliwa.
Ja jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nawet nie całowałam się z chłopakiem. Czasem mi przez to wstyd, że jestem tak mało doświadczona w stosunkach międzyludzkich.
- Paula? - przerywa moje myślenie Matt.
- Tak Matt?
- Czy mógłbym iść z wami gdziekolwiek idziecie? Do reszty dnia mam wolne i nie mam żadnych planów. - spoglądam na Paulinę, a ona na mnie. Kiwam głową na znak, że się zgadzam.
- Jasne, że możesz. - Paula szeroko się do niego uśmiecha.
- To świetnie! Znaczy... bardzo się cieszę. - jest nieco speszony. - Patrzcie już jesteśmy. - mówi po kilku chwilach.
Zgasza silnik i wysiada z samochodu, a my robimy to samo.
Podnoszę wzrok i moim oczom ukazuje się ogromne centrum handlowe.
Ciekawe czy mają tu w ogóle jakiś sklep spożywczy?
Odwracam głowę w stronę Pauliny, która rozmawia właśnie z Matt'em.
- Idziemy, czy nie? - pytam zirytowana, na co oni na mnie spoglądają i kiwają głowami. Matt odwraca się bokiem do Pauli i wystawia ramię, żeby się go złapała. Dziewczyna spogląda na chłopaka i szeroko się uśmiecha, po czym łapie go za rękę i idą w stronę budynku. Myślę, że Paula docenua miły gest chłopaka, i że zrobił na niej wrażenie.
Idę na szarym końcu i przyglądam się pochłoniętej w rozmowie parze, która idzie centralnie przede mną. Muszę przyznać, że jak patrzy się na nich od tyłu, to wyglądają jak dwoje, zakochanych w sobie ludzi. Cholernie pasują do siebie.
Nie wiem czemu, ale nie jestem przekonana czy znajdzie się ktoś dla mnie. W końcu kto pokochałby mnie taką jaka jestem? Kto by pokusił się na zakompleksioną dziewczynę, która próbuje ukryć swoje ciało pod wielkimi ubraniami. Właśnie, raczej nikt.
- Matt jest tu jakiś sklep spożywczy? - pytam, chcąc wyrwać się z tych, dołujących zamyśleń. Chłopak zatrzymuje się i się odwraca wraz z Paulą.
- Tak, jest tam. - moja głowa podąża w stronę gdzie wskazuje chłopak.
- Idziecie? Sama sobie nie poradzę. - mówię i idę w stronę sklepu, a po chwili dołączają do mnie ''zakochańcy''.
Gdy wchodzimy do sklepu, biorę koszyk i kieruję się w stronę regałów z jedzeniem. Idę pomiędzy regałami, nie patrząc gdzie zmierzam i nagle wpadam na coś, a raczej na kogoś. Upadam tyłkiem na podłogę, a ten ktoś stoi i ilustruje mnie wzrokiem. Czy on w ogóle drgnął jak na siebie wpadliśmy?
Chłopak jest wysoki i ma strasznie kręcone, bardzo długie włosy. Wstaję, podnoszę koszyk i patrze się w podłogę.
- Przepraszam to moja wina. - przygryzam wargę i spoglądam w górę prosto na twarz chłopaka.
Dopiero teraz zauważam, że ma on piękne, zielone oczy. Lecz nie pokoi mnie fakt, że nie wyrażają one żadnych emocji, tylko przyglądają mi się uważnie, ilustrując moją twarz.
- Tak twoja. - mówi zimnym, ochrypłym głosem, mija mnie i odchodzi. Po chwili osłupienia, postanawiam w końcu się ruszyć i włożyć cokolwiek do koszyka, bo na chwilę obecną jest on pusty.
Zaczynam kierować się w stronę regałów z żywnością.
Oprócz tego, że chłopak był bardzo przystojny, to też świetnie ubrany. Miał czarne rurki z dziurami na kolanach, czarną bluzkę i na niej czarny płaszcz. Jedną rękę miał i kieszeni, a drugą trzymał koszyk, ale nie zwróciłam szczególnej uwagi co w nim dokładnie było. Był też strasznie wysoki, jak stałam obok niego to sięgałam mu trochę za ramię.
Zaintrygował mnie, szczerze mówiąc.
- Co wzięłaś? - z myśli wyrywa mnie Paula, która zagląda do pustego koszyka. - Dziewczyno co ty cały czas robiłaś? - podchodzi do koszy z warzywami, bierze parę pomidorów, ogórków i sałatę, które wrzuca do koszyka. Potem znika za regałem, a potem znowu przychodzi z trzema paczkami płatków zbożowych i też wrzuca je do koszyka.
- Matt proszę, możesz pójść po jakiś chleb? - pyta Paulina, a Matt kiwa głową i znika za regałami, po chwili wraca z dwoma bochenkami w rękach i wsadza do koszyka.
- Idę jeszcze czegoś poszukać. - podaję Pauli koszyk i idę poszukać może jakiś jogurtów. Po drodze wezmę jeszcze jakieś owoce.
Gdy kieruję się do chłodziarek, po między regałami zauważam nieznajomego chłopaka, na którego wpadłam, dosłownie dwie minuty temu. Stoi przy regale z napojami gazowanymi, bierze dwie butelki Pepsi i wkłada kolejno do koszyka, następnie idzie w moja stronę, z głową w dół, ale gdy zauważa, że mu się przyglądam, spogląda na mnie spod czarnych rzęs. Nasze spojrzenia na chwilę się spotykają, lecz ja jak najszybciej odwracam wzrok, nie chcąc żebyśmy się na siebie patrzyli w taki, krępujący i osłupiający sposób.
Gdy docieram do chłodziarek, biorę jogurty, oraz jajka i odwracam się chcąc iść przed siebie, lecz znowu na kogoś wpadam. Prawie upadam na ziemie, lecz nieznajomy chwyta mnie za rękę i przyciąga do siebie. Moje ręce lądują na jego, twardej klatce piersiowej, żeby utrzymać równowagę. Jedna z jego rąk ściska rękaw od mojego płaszcza, który jest bardzo podobny do jego, tylko, że dużo mniejszy, a druga nadal spoczywa na uchwycie koszyka.
Spoglądam w górę i widzę parę znajomych, zielonych oczu ilustrujących moją zdezorientowaną i wystraszoną twarz. Przez dłuższą chwilę, patrzymy sobie w swoje tęczówki, lecz ja, orietujac się w jakiej sytuacji i pozycji się znajdujemy, odwracam wzrok w podłogę, czując jak moje policzki zaczynają mnie intensywnie piec.
- Przepraszam, nie chciałam. - biorę ręce z jego torsu wyrywam rękaw z jego ręki i omijam go, zbierając jogurty i jajga, którym całe szczęście nic się nie stało.
Kątem oka zerkam czy chłopak nadal tam stoi, lecz już go nie ma, rozglądam się do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam. To nieco przerażające. Nie wiedziałam, że można zniknąć w tak szybkim czasie
Po tej, całej, dziwnej i niepokojącej sytuacji wracam do Pauliny i Matt'a, wkładam wszystko do koszyka, następnie idziemy do kasy.
Gdy stoimy w kolejce, znowu widzę nieznajomego chłopaka. Ale tym razem, z jakiegoś nie wyjaśnionego powodu to on mi się przygląda. Na chwilę nasze spojrzenia się spotykają ale odwracam wzrok, ponieważ muszę zapłacić za zakupy, z resztą nie chcę na niego dłużej patrzeć
Kiedy wychodzimy ze sklepu, czuję palący wzrok chłopaka na swoich plecach, lecz już się nie odwracam, nie zamierzam znowu patrzeć w jego, zielone, pełne tajemnicy oczy.
Gdy jesteśmy przy samochodzie, wkładamy zakupy do bagażnika i wsiadamy z powrotem do taksówki. W trakcie kiedy Matt i Paulina rozmawiają, ja bezcelowo opieram się czołem o szybę, patrząc na budynki i drzewa, które mijamy.
Ten chłopak był naprawdę dziwny, mroczny, tajemniczy i cholernie interesujący. Jeszcze te jego oczy.
- Aga ! - słyszę głos mojej przyjaciółki - Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytanie? - pyta trochę zaskoczona Paula.
Co mam jej niby powiedzieć, że cały czas myślę o ''chłopaku ze sklepu''?
- Zamyśliłam się. A o co pytałaś?
- Czy Matt może wpaść do nas na śniadanie? - jest zirytowana.
- Jasne, że może. - uśmiecham się do chłopaka, na co on odpowiada tym samym.
Gdy dojeżdżamy na miejsce, wypakowujemy zakupy i kierujemy się do naszego, wspaniałego, mieszkania
Kiedy otwieram drzwi od razu idziemy do kuchni, i bierzemy się za robienie śniadania. Jest już 14.07 ale stwierdzamy, że można to uznać za śniadanie.
Postanawiamy, że zrobimy zwykłe kanapki z serem i szynką. Matt oczywiście też pomaga i cały czas nie odrywa wzroku od Pauli. A ona chyba tego nie zauważa, bo nie widzę tego po niej żeby się domyślała nawet trochę, że podoba się Matt'owi. Ja nie zamierzam jej w tym pomagać, niech się sama domyśli, będzie miała większą satysfakcję.
Po zjedzonym śniadaniu, idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku ale po krótkiej chwili postanawiam jednak, że trochę porysuję.
Podchodzę do szuflady i wyciągam blok, gumkę i ołówki. Mam ochotę narysować tego, nieznajomego że sklepu. Był przystojny, intrygujący i myślę, że narysowane go, będzie bardzo ciekawym doświadczeniem.
Podchodzę do okna i siadam na szerokim parapecie. Kątem oka zerkam na widok za oknem i zauważam czarny samochód po drugiej stronie ulicy. Mimo niepokoju, jaki pojazd we mnie budzi, ignoruję go i zabieram się za rysowanie, lecz nie zdążam zrobić nawet jednej, porządnej kreski, a ktoś puka do drzwi, które po chwili się otwierają. Spoglądam w ich stronę i widzę głowę Matta.
- Mogę? - pyta się niepewnie.
- Jasne wejdź. - odkładam kartkę i ołówek, następnie siadam na skraju łóżka i klepie miejsce obok siebie. - Usiądź. - mówię, na co Matt podchodzi i siada obok mnie. Zauważam, jest strasznie zestresowany, bawi się palcami u rąk, a jego oddech jest krótki i płytki.
- Po co przyszedłeś ?
- Porozmawiać. - nic nie mówię tylko czekam, aż zacznie mówić. - Bo wiesz? Nie wiem czy zauważyłaś ale... strasznie podoba mi się Paula... nie mogę przestać o niej myśleć... wiem, wiem znam ją niecałe dwa dni ale.... no.... Jak tylko ją zobaczyłem ten pierwszy raz na tym lotnisku..... po prostu.... no nie wiem. Oszalałem. - spogląda się na mnie, na co ja się lekko uśmiechnęłam i kiwam głową żeby kontynuował, na co on niepewnie odwzajemnia uśmiech. - Normalnie jestem bardzo nieśmiały, do nikogo się nie odzywam, a tu nagle wczoraj spytałem się o jej numer. J...ja nie wiem, co we mnie wstąpiło, to ona na mnie tak działa. Przy niej czuję się pewniejszy. Ona mnie ośmiela. - w jego oczach zauważam łzy, więc przysuwam się do niego i kładę mu rękę na ramieniu-... dlatego proszę cię o pomoc..... co ona lubi? Czy jestem dla niej odpowiedni?. Ale bądź szczera, proszę. - teraz spogląda się na mnie błagalnym wzrokiem i wyczekuje na moją odpowiedź.
- Powiem tak, Paulina lubi chłopaków romantycznych, słodkich, miłych, kochanych, wrażliwych, przystojnych, ale też chciała by, żeby potrafił ją obronić w każdej sytuacji, chciała by mu zaufać i żeby on ufał jej. - odpowiadam. - Czyli chce takiego chłopaka, jak każda inna dziewczyna. - mówię i uśmiecham się do niego, ale on jest smutny. - Co jest? - pytam delikatnym głosem.
- Po co ja tutaj w ogóle przyszedłem? Przecież ja się wcale nie nadaję. Ona mnie nie zechce. Spójrz tylko na mnie, nie jestem ani przystojny, ani romantyczny. - spogląda na mnie, a ja wstaję, łapię go za nadgarstek i pociągam w stronę lustra. Staję za nim wychylając głowę zza jego ramienia.
- Spójrz w lustro. - rozkazuje. - Co widzisz? - spogląda na swoje odbicie.
- Widzę.... ciotę. - spuszcza głowę, ale ja łapię go za policzki i zmuszam, żeby spojrzał w lustro.
- A wiesz co ja widzę? Widzę przystojnego, wysportowanego i silnego mężczyznę. - mówię i patrze na niego w lustrze.
- Tak? To powiedz mi co we mnie takiego przystojnego. - patrzy na odbicie moich oczu w lustrze. Ma bardzo małe poczucie własnej wartości, tak samo jak ja kiedyś.
- Spójrz na swoją twarz, masz piękne, niebieskie oczy i pełne usta. Masz gęste blond włosy. Masz świetne duże mięśnie, więc na pewno jesteś silny. - wskazuję na poszczególne części jego ciała. - Ale nie chodzi mi tylko o siłę fizyczną, chodzi mi o siłę, którą masz w sobie. Przyszedłeś do mnie, prawie obcej ci osoby, specjalnie po to, żeby zwierzyć mi się i prosić o pomoc. Zobacz ile to o tobie świadczy. - w jego oczach pojawiają się łzy, a następnie zaczynają ściekać mu z policzków.
To idealny facet dla Pauliny, jestem tego pewna. Ona kocha takich wrażliwców.
- Dlaczego płaczesz? - odwracam go do siebie przodem i wycieram mu łzy.
- B...bo jeszcze nikt nigdy mi nie powiedział czegoś takiego. - szlocha - Przez to, że jestem taki nieśmiały, każdy zawsze się ze mnie śmiał, a ty mówisz mi takie, miłe rzeczy. - coraz bardziej szlocha. - Czy mogę się do ciebie przytulić?
- No chodź tu. - rozchylam ramiona, a on od razu wtula się we mnie.
To naprawdę silny facet. Teraz mówię pod względem fizycznym.
- Dziękuję. - szepcze i jeszcze mocniej się we mnie wtula.
- Nie ma za co Matt.
Gdy odrywamy się z uścisku, Matt wychodzi z mojego pokoju, machając do mnie ręką, co odwzajemniam.
Zerkam na zegarek jest już prawie 17 godzina. Zauważyłam, że czas tutaj strasznie szybko leci, czasem zbija mnie z tropu. Spoglądam na parapet, na którym leżą wszystkie moje przybory do rysowania, w sumie nie mam teraz ochoty i siły na rysowanie. Raczej wolałabym pooglądać jakiś film. Podchodzę do półki z moimi filmami i wybieram jakiś Horror. Wkładam płytę do DVD i włączam go. Wygodnie kładę się na łóżku i szczelnie owijam kołdrą.
Nie mam nic ciekawszego do roboty, więc przez następne dwa/trzy dni mam zamiar właśnie tak spędzać czas, muszę po prostu bardziej się tu zadomowić, przyzwyczaić do nowego miejsca zamieszkania, ochłonąć trochę.
***
Kiedy film się kończy jest już 20.13. Biorę spodenki, koszulkę i czystą bieliznę, następnie idę do łazienki i biorę szybki prysznic.
Gdy z powrotem wracam do pokoju, zasłaniam zasłony, zapalam lampkę, gaszę światło i kładę się do łóżka. Podczas gdy próbuje zapaść w sen, patrze na lampkę nocną, która daje zbyt mocne światło. Muszę sobie kupić lampki na choinkę i powiesić na ścianie. Miałam tak w swoim pokoju w Polsce, ponieważ boję się ciemności, odkąd pamiętam mam taki lęk. Zawsze musiało palić się jakieś światło, chociażby najmniejsze.
3 ROZDZIAŁ!!!!!
Jeśli przeczytałeś/łaś proszę skomentuj, to dla ciebie chwila dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Matt więcej wiary w siebie ;) Agata jest cudowna i taka wspierająca Aff... Ubóstwiam
OdpowiedzUsuń