Budzę się z potwornym bólem głowy, siadam na łóżku i zaczynam masować swoje skronie.
To pewnie przez te wczorajsze ,,wrażenia''. Jak tylko pomyślę o tych zdarzeniach z Harry'm robi mi się nie dobrze i głowa boli mnie coraz bardziej. Postaram się o tym nie myśleć, przynajmniej do czasu, kiedy głowa nie przestanie mnie boleć.
Wyskakuje z łóżka i sprawdzam, która godzina na moim telefonie, 9.09. Wychodzę z pokoju i idę do kuchni wziąć coś na ból głowy. Otwieram szafkę i szukam czegoś co mogłoby mi pomóc, w końcu znajduję tabletki przeciwbólowe. Biorę jedną z nich i wsadzam do buzi, następnie wlewam wodę do szklanki i popijam lekarstwo, przy okazji biorę też moją tabletkę na tarczycę.
Wracam do swojego pokoju, podchodzę do szafy i wyciągam z niej szarą bluzę z kapturem, czarne dresy i bieliznę na zmianę.
Wychodzę z pokoju i idę do łazienki, muszę wziąć prysznic, bo nie kąpałam się wczoraj i czuję się nie świeżo.
Wchodzę pod silny strumień, gorącej wody, która odpręża moje, napięte mięśnie. Potrzebowałam tego. Opieram czoło o szklaną szybę i zamykam oczy, relaksując się gorącym strumieniem, obijającym się na moich plecach
Nadal do mnie nie dociera to, co zaszło pomiędzy nami kilka godzin temu.
Ale przeprosił mnie za to co zrobił, a tego się po nim nie spodziewałam.
Dotykam miejsca na szyi, które było owiewane gorącym oddechem Harry'ego. Kiedy tylko sobie o tym przypominam, moje ciało przechodzą dreszcze.
Oglądam swoje nadgarstki, na których nie widać żadnych śladów trzymania ich silną dłonią chłopaka.
Ten człowiek doprowadza mnie po prostu do szału. Maltretuje mnie spojrzeniem, wydziera się na mnie jak wariat, przypiera mnie do ściany i pozbawia możliwości ruchu. Za kogo on się w ogóle ma? Głośno wypuszczam powietrze z moich ust w geście podirytowania.
Zakręcam wodę, wychodzę z pod prysznica i szczelnie owijam swoje ciało miękkim, białym ręcznikiem, włosy też owijam ręcznikiem i zawijam w turban.
Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i przeglądam się w nim. Nie wyglądam tak źle jak sądziłam. Moje policzki są lekko zaróżowione, usta suche, a oczy lekko podkrążone. Ubieram się w przygotowane wcześniej ciuchy i wracam do pokoju. Podchodzę do szafki i sięgam po telefon, sprawdzam, która godzina, 9.27. Postanawiam zobaczyć czy Paula jest w domu, nie dzwoniła do mnie ani nie pisała, że wraca, co wydaje mi się dziwne. Wychodzę z mojej samotni i udaję się do pokoju Pauli, uchylam drzwi i wsadzam głowę do pokoju.
Jestem co najmniej zaskoczona widokiem przede mną. Na łóżku znajdują się wtuleni w siebie Paula i Matt. Chłopak leży na plecach z ramionami zaciśniętymi na talii dziewczyny, a Paula ma głowę wtuloną w jego szyję i jedną nogę położoną na jego udzie. Wyglądają razem cudownie, mam szczerą nadzieję, że będą razem, bardzo do siebie pasują. i oboje coś czują do siebie. Zamykam drzwi od pomieszczenia, następnie schodzę na dół i idę do kuchni.
Postanawiam, że zrobię sobie kawę, przyda mi się trochę kofeiny, jestem bardzo ospała. Wyciągam mój ulubiony kubek z zmywarki, sypie do niego dwie łyżki kawy i gotuję wodę w czajniku elektrycznym. Gdy woda jest zagotowana, zalewam nią kawę, dolewam mleka i dosypuję łyżkę cukru. Siadam przy stole z świeżo zaparzoną kawą i trochę upijam.
Jestem zła na Louis'a, że zostawił mnie w swoim mieszkaniu, mógł mnie przynajmniej obudzić i powiedzieć, że jedzie do swojej siostry. Z jednej strony rozumiem jego postępowanie, ale z drugiej jestem na niego strasznie zła. Lecz znając mnie, moja złość szybko przejdzie, taka już jestem, nie umiem się długo gniewać. Nagle, kubek wyślizguje mi się z dłoni i cała kawa rozlewa się na mojej bluzie, po chwili czuję gorący napój, rozprzestrzeniający się po moich piersiach i brzuchu. Szybko zrywam się z miejsca i oglądam swoją bluzę z wielką, brązową plamą po kawie. Po prostu świetnie, to jedna z moich lepszych bluz i nie wiadomo, czy się spierze. Szybko idę do pokoju rozbieram bluzę i podchodzę do mojej szafy, wyciągam z niej czarny sweter i już mam go zakładać kiedy, kątem oka zauważam jakiś, czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy. Okno samochodu jest otwarte, wytężam wzrok i próbuję zobaczyć kto siedzi za kierownicą, ten ktoś wychyla lekko głowę przez okno i teraz dopiero mogę zobaczyć, że to Harry. Patrzy się na mnie wzrokiem, jakiego jeszcze u niego nie widziałam. Orientuje się, że stoję przed oknem w staniku, momentalnie zakrywam się swetrem. Czuję jak moje policzki płoną z zawstydzenia. Harry chowa głowę z powrotem do samochodu, zamyka okno i rusza, chwilę później widzę jak znika za zakrętem.
Zakładam na siebie sweter i speszona siadam na łóżku. Teraz już na pewno nigdy mu się nie pokażę na oczy. Jeszcze tego brakowało, żeby zobaczył mnie w staniku. Mam go już po dziurki w nosie. Co on w ogóle robił pod moim domem, po co przyjechał? Nie rozumiem tego, dlaczego on mnie śledzi do jasnej cholery? Czy on nie może dać mi spokoju?
Słyszę jak mój telefon brzęczy, wstaję z łóżka, podchodzę do szafki i biorę telefon do ręki. Dzwoni do mnie mój tata, szybko odbieram i przykładam telefon do ucha.
- Cześć tato. - staram się, żeby mój głos był jak najbardziej normalny.
- Hej Aga. Jak ci się mieszka w nowym domu? - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi frontowych, a następnie szczekanie psów. Najwyraźniej tata wychodzi z domu.
- Jest w porządku. - siadam na podłodze i opieram się o ścianę plecami. - Tęsknie za wami.
- My za tobą też. - zamyka drzwi od samochodu.
- Gdzie jedziesz?
- Muszę załatwić parę spraw na mieście. - odpala samochód.
Mój tata zawsze rozmawia przez telefon, podczas jazdy samochodem. Wiele razy go upominałam, że to nieodpowiedzialne, ale nigdy mnie nie słuchał.
- Rozumiem. - zaczynam bawić się kosmykiem swoich włosów. - Przepraszam, że długo nie dzwoniłam, ale jakoś nie miałam czasu. - mówię szczerze.
- Nie tłumacz się, rozumiem, że musiałaś się przyzwyczaić do nowego miejsca. - słyszę jak jedzie samochodem po naszej, kamienistej drodze.
- To nie jest wytłumaczenie. - głęboko wzdycham.
Czuję się źle z tym, że przez te kilka dni nie miałam kontaktów z moją rodziną. To, że musiałam przyzwyczaić się do nowego miejsca to dla mnie żadna obrona.
- Mniejsza z tym. - mówi. - Poznałaś już kogoś? Masz jakichś kolegów? - pyta z nadzieją w głosie.
A żebyś wiedział mój, drogi tato.
- Tak. Jest taki Matt, taksówkarz. Poznałam go z Paulą jak przywoził nas z lotniska tutaj. Między Paulą, a nim coś iskrzy. - jestem szczera z moim tatą, zawsze mówiłam mu to co mam na myśli.
- Już widzę reakcję taty Pauli na te słowa. - zaczyna chichotać. Wstaję z podłogi i zaczynam chodzić po pokoju.
- Wczoraj byłam na imprezie. - wyduszam to z siebie. Nie chcę ukrywać przed nim takich rzeczy.
- Na imprezie?! Ty? - tata jest zdziwiony. Wiem, że to dla niego szok, że ja poszłam na imprezę. Dobrze wie, że to nie moje klimaty, i że nigdy na żadnej nie byłam, no może raz.
- Tak wiem, że to trudne do uwierzenia. Paula mnie wyciągnęła i było nawet w porządku. - przyznaję. Było w porządku, oprócz pewnego incydentu na kanapie.
- Nie wiem czy mam się cieszyć. - żartuje. Oboje zaczynamy się śmiać.
- Poznałam tam takiego Louis'a, jest naprawdę fajnym chłopakiem. - siadam na łóżku.
Postanawiam nie mówić mu o Harry'm czy Joseph'ie.
- Na razie sami faceci. Mam zacząć się martwić? - próbuje zażartować, ale ja słyszę lekkie zdenerwowanie w jego głosie.
- Nie masz czym. Na razie nie chcę być z nikim w związku. - zapewniam tatę.
To prawda, na chwilę obecną nie jestem gotowa na związek, nie czuję się jeszcze gotowa, na coś większego niż przyjaźń, mimo, że mam już dwadzieścia lat.
- Skoro tak twierdzisz. - słychać ulgę w jego głosie. - Słuchaj kochanie, ja muszę kończyć. Zadzwoń do mnie później.
- Dobrze. - mówię.
- Pa skarbie. - rozłącza się, zanim zdążam się z nim pożegnać. Podłączam telefon do ładowarki i odkładam na szafkę.
Tęsknie za swoją rodziną, muszę jeszcze dzisiaj zadzwonić do mamy. Mimo, że jestem już dorosła to czuję się jakbym miała co najmniej dwanaście lat. Jak jechałam na jakąś wycieczkę, lub na jakiś obóz rodzice też do mnie wydzwaniali, ale tym razem nie wrócę do nich za tydzień. Rozumiem ich zmartwienie i zaniepokojenia, przecież jestem setki kilometrów od nich, ale muszą się przyzwyczaić do tego, że teraz mieszkam tutaj, a nie z nimi. Mi też nie jest łatwo, ale muszę jakoś dać sobie radę. Będę do nich dzwonić co dwa/trzy dni przynajmniej przez jakiś czas, potrzebują tego tak samo jak ja, musimy się z tym jakoś oswoić.
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę Paule.
- Już jesteś? - dziewczyna podchodzi do mnie i przytula.
- A czemu miałoby mnie nie być? - jestem zdziwiona jej spokojną reakcją.
- Bo spałaś u Louis'a. Miał cię przywieźć, jak tylko się obudzisz. - nic z tego nie rozumiem.
- Skąd wiesz, że tam zasnęłam?
- Dzwoniłam do ciebie jak już chcieliśmy jechać, ale odebrał Louis i powiedział, że śpisz i, że odwiezie cię jak tylko się obudzisz. - odsuwa się ode mnie i spogląda na moją zmieszaną twarz.
To dlatego nie miałam nieodebranych połączeń, Louis odebrał telefon. Moja złość na niego rośnie jeszcze bardziej.
- Nie mówił ci o tym?
- Nie, nie mówił. - postanawiam nie mówić co się na prawdę stało, Paula chyba dostałaby zawału.
- Matt robi jajecznice, może też masz ochotę? - siada obok mnie na łóżku.
Widzę, że chce mi coś powiedzieć, zawsze się tak zachowuje jak chce się wygadać.
- Gadaj. - dziewczyna wie o co mi chodzi, bierze głęboki oddech.
- Spałam z Matt'em. Raczej zasnęłam z nim w łóżku. - mocno zaciska powieki, czekając na moją reakcję. Paula chyba nie zdaje sobie sprawy, że ich widziałam.
- Wiem, widziałam was. - spogląda na mnie z zdziwieniem.
- Jak to?
- Weszłam do twojego pokoju, żeby zobaczyć, czy jesteś w domu, i widziałam was wtulonych na łóżku. - oznajmiam. - Wyglądaliście słodko. - dodaję z uśmiechem.
- Naprawdę? - kiwam głową. - Nie jestem pewna, ale Matt chyba myślał wtedy, że śpię. - patrzy się na ścianę za mną. - Gładził mnie po włosach i pocałował w czoło. A potem powiedział coś czego nie zrozumiałam. - spogląda mi w oczy. Jej twarz jest tak jakby bardziej rozpromieniona, szczęśliwsza, co mnie bardzo cieszy. - Myślę że coś do niego czuję. Nie przestaję o nim myśleć, zawrócił mi totalnie w głowie. - uśmiecha się.
- Jak to się stało, że spaliście razem? - pytam.
- Sama go o to poprosiłam. On miał spać na podłodze, a ja czułabym się wtedy okropnie. Położył się obok mnie, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej, on mnie objął w talii i tak jakoś zasnęliśmy. - wzrusza ramionami. - Cieszę się, że tak wyszło. To było wspaniałe uczucie. Matt jest po prostu cudowny. - piszczy.
Cieszę się szczęściem Pauliny, Matt to świetny chłopak.
- Dobra chodźmy już na to śniadanie. - schodzę z łóżka, podchodzę do drzwi je otwieram. - Idziesz? - odwracam się do Pauli.
Dziewczyna siedzi na łóżku z spuszczoną głową, szerokim uśmiechem na twarzy i bawi się palcami od rąk.
- Paula co ci jest? - podchodzę do niej i z powrotem siadam na łóżku obok niej.
- Po prostu jestem szczęśliwa. - odwraca głowę w moją stronę i spogląda mi w oczy, widzę w nich iskierki radości.
Przysuwam się do mojej przyjaciółki i mocno przytulam.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - klepię Paulę po plecach a ona wtula swoją głowę w moją szyję.
- Ja też. - mówi w moje wilgotne włosy. - A kiedy ty będziesz? Ja też chcę cieszyć się twoim szczęściem. - odsuwa się ode mnie i spogląda mi w oczy.
- Ja jestem szczęśliwa. - mówię nie do końca wierząc w to co mówię.
Czuję, że czegoś brakuję w moim, życiu, ale sama nie wiem czego.
- Obie wiemy, że to nie do końca prawda. - klepie mnie po policzku i wstaje z łóżka. - Idziemy, bo nam jajecznica wystygnie. - idzie w stronę wyjścia z mojego pokoju. Wstaję z łóżka i idę za Paulą, zamykając za sobą drzwi.
Jestem wdzięczna Pauli, że nie ciągnęła tego tematu dalej. Doskonale wie, że nie cierpię rozmawiać o swoim życiu i wie kiedy przerwać, żeby mnie nie zdołować lub popędzić w godzinne zamyślenia. Ale znając mnie i tak będę o tym myśleć puki nie wyciągnę z tego wniosków.
Wchodzimy do kuchni, gdzie Matt robi śniadanie, spoglądam na stolik i widzę trzy talerze z jajecznicą. Matt podchodzi do stołu i kładzie na talerzach po dwa tosty z masłem. Wygląda to bardzo apetycznie.
- Hej Matt. - uśmiecham się do niego, a on odwraca swoją głowę i spogląda na mnie.
- Tak myślałem, że już jesteś. - podchodzi do mnie i mocno przytula na przywitanie.
- Właśnie widzę. - wskazuję ręką na trzy talerze z jedzeniem. Odrywamy się z uścisku, następnie siadamy do stołu.
- To jest pyszne. - mówi Paula z pełną buzią. - Matt jesteś wspaniały. - spoglądam na Matta, który patrzy na Paulę z rozbawianiem.
Wiem, że pochlebiają mu takie miłe komentarze, a zwłaszcza od tej żarłocznej blondynki.
Kiedy kończymy jeść, wkładamy naczynia do zmywarki i idziemy do swoich pokoi. Podchodzę do szafki, biorę telefon do ręki i sprawdzam, która godzina, 11.28. Podchodzę do mojej komody otwieram jedną z szuflad i wyciągam z niej moją teczkę z rysunkami. Biorę koc z mojego łóżka, owijam się nim i podchodzę do okna. Siadam na parapecie i przyglądam się widokom za nim. Na szczęście nie nigdzie nie widzę czarnego samochodu, który oznaczałby, że Harry znowu mnie obserwuje. Czuję ulgę.
Otwieram teczkę i zaczynam oglądać każdy z nich. Pierwszym z rysunków jet Harry, nie zamierzam go wyrzucić, ponieważ jestem bardzo z niego zadowolona. Następne rysunki, to praktycznie zwierzęta, ludzie, wytwory z mojej wyobraźni, pełno czaszek i mrocznych rzeczy. Z każdym z tych rysunków jestem związana emocjonalnie, bo każdy z nich przedstawia emocję, którą czułam rysując. Ale nie wiem co czułam kiedy rysowałam Harry'ego. Strach? Zdziwienie? Zaciekawianie? Może każde z nich?
Słyszę jak drzwi od mojego pokoju się otwierają, kątem oka widzę, że to Paula.
- Co robisz? - podchodzi do mnie i siada na parapecie przede mną.
- Przeglądałam swoje rysunki. - chowam wszystko z powrotem do teczki i zamykam ją. - Matt już pojechał? - kładę teczkę na podłodze.
- Przebrać się, ale przyjedzie z powrotem za dwie godziny. - dziewczyna uśmiecha się do mnie. - Zaprosił mnie na randkę. - jej policzki stają się różowe. - Nie wiem gdzie, powiedział, że to niespodzianka. - przysuwa się do mnie i kładzie głowę na moim ramieniu, przykrywam jej ramiona i plecy kocem.
Wiedziałam, że w końcu ją zaprosi, więc nie jestem w jakimś szoku, cieszę się z tego.
- Wierz w czym jest problem? - to pytanie zabrzmiało bardzo poważnie. - Że nie wiem w co mam się ubrać. - z moich płuc wydostaje się oddech ulgi.
- Nie strasz mnie tak. - szturcham ją, a Paula zaczyna się śmiać.
- Dobrze już więcej nie będę. - wstaje z parapetu. - Chodź, pomożesz mi wybrać co mam włożyć. - bierze moją rękę i ciągnie w swoją stronę, co sprawia, że jestem zmuszona wstać.
- Żartujesz? Przecież wiesz, że kompletnie się na tym nie znam. - marudzę.
Nie mam teraz najmniejszej ochoty na patrzenie jak Paula przebiera się dziesięć razy na minutę.
- Zrób to dla mnie. Zawsze marzyłam, żeby moja, najlepsza przyjaciółka pomogła mi wybrać w co mam się ubrać na pierwszą randkę. - próbuje mnie przekonać.
- Dobrze, zrobię to dla ciebie. - Paula wydaje z siebie szczęśliwy pisk i zaczyna biec do swojego pokoju ze mną za rękę.
Wbiegam z nią do pomieszczenia i zamykam drzwi, dziewczyna podchodzi do ogromnej szafy i otwiera ją. Moje oczy rozszerzają się na widok posegregowanej kolorami, ogromnej ilości sukienek.
- Ty jesteś chora. - podchodzę do szafy i zaczynam przebierać w sukienkach, jest tu ich co najmniej siedemdziesiąt. Poukładane są kolorami, od ciemnych do jasnych, ma nawet sporo czarnych. O większości tych sukienek nie miałam bladego pojęcia. Ciekawe czy każdą z nich miała chociaż raz na sobie.
- Było ich więcej, przed wyjazdem pozbyłam się niektórych. - wyciąga śliczną, miętową sukienkę i przykłada do swojego ciała.
- Paula ja nie mam pojęcia jak mam ci pomóc. Tego jest mnóstwo. - zrezygnowana siadam na łóżku i przyglądam się ogromnej ilości sukienek.
Nie rozumiem, jak można mieć tyle ubrań co ona, a to jeszcze nie wszystko, bo to tylko sukienki, jedna, wielka szafa sukienek.
- Ale ja już wiem co włożę. - uśmiecha się szeroko i podchodzi do innej szafy, wyciąga z niej spore pudełko. Podchodzi do łóżka, kładzie pudełko obok mnie i je otwiera, wyciąga z niego czarny pokrowiec na zamek zapewne z sukienką w środku. - Kupiłam ją dosyć dawno. Kiedy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że założę ją na jakąś wyjątkową okazję jak randka, z wspaniałym chłopakiem jak Matt. I wreszcie ją założę, nawet nie wiesz ile na to czekałam. - rozpina srebrny suwak pokrowca i wyjmuje najpiękniejszą sukienkę jaką w życiu widziałam. Wiem, że nie przepadam za sukienkami, ale ta akurat jest wyjątkowa, sama bym nawet taką założyła. Z wrażenia kładę swoją rękę na ustach. - I jak? Podoba ci się? - pyta z nadzieją w oczach.
- Jest przepiękna, idealna. Musiała kosztować fortunę. - mówię i łapię za jedną z falbanek.
- W cale nie była taka droga. - wzrusza ramionami.
Góra sukienki jest jasno kremowa z srebrno białymi wzorkami, przypominające gałązki i małymi kryształkami. W talii znajduję się cienki kremowy pasek z małą, srebrną kokardką na środku. Dół ubrania rozszerza się na dole i jest pokryty pięknie ułożonymi, drobnymi falbankami koloru jasnego beżu. - Ubiorę ją. - Paula rozbiera się do samej bielizny.
Nie dziwi mnie to, bo dziewczyna często się przy mnie przebiera, więc nie jest to dla mnie jakaś nowość. Dziwi mnie tylko jedna rzecz, że Paula nie wstydzi się być przy mnie w samej bieliźnie, ja nigdy nie mogłabym się jej pokazać w majtkach i staniku.
Dziewczyna wciąga sukienkę na swoje, szczupłe ciało i odwraca się do mnie plecami.
- Zapniesz? - pyta przerzucając swoje blond włosy na bok.
- Jasne. - wstaję z łóżka i zapinam mały zamek na plecach dziewczyny. Paula odwraca się do mnie przodem.
- Jak wyglądam? - okręca się powoli wokół własnej osi.
- Pięknie. - uśmiecham się do niej. Podchodzi do swojego, dużego lustra i się w nim przegląda.
- Dobrze, że przed wczoraj ogoliłam nogi. - zaczynamy się śmiać. - A co jeśli to nie jest odpowiedni strój, może chce zabrać mnie na jakiś spacer do lasu, albo po parku. A może zabierze mnie do jakiejś knajpy. - dziewczyna zaczyna panikować w nieodpowiedniej chwili.
- Nie sądzę. Przecież Matt wie, że nie lubisz takich miejsc czy spacerów. I na pewno domyśla, się że ładnie się ubierzesz. - próbuję ją uspokoić. - Poza tym myślę, że Matt też nie lubi jakiś obskurnych miejsc, czy lasów.
- Przepraszam. Masz rację, nie potrzebnie panikuję. - wzdycha. - Pomożesz mi z włosami? - patrzy na moje odbicie psimi oczami.
- Paula, ale ja nie potrafię...
- To czas się nauczyć. - podchodzi do swojej toaletki i siada na małym krześle, które znajduje się centralnie przed nią. - No chodź. - staję za moją przyjaciółką i łapię kosmyk jej włosów, Paula ma długie włosy, które sięgają jej prawie do pasa
- Co chcesz z nimi zrobić? - pytam patrząc na jej odbicie w lustrze.
- Chce mieć fale. - zamyka oczy i czeka aż zrobię coś z jej włosami.
Biorę lokówkę, która jest szersza na dole, a węższa u góry, podłączam ją do kontaktu i czekam aż się nagrzeje. Moja siostra ma taką, kiedyś nawet kręciłam jej włosy na jakąś imprezę.
Biorę jedno pasmo jej włosów i nawijam na urządzenie, czekam chwilę i puszczam. Długie, pofalowane pasmo włosów swobodnie opada na jej plecy.
***
Po jakiś czterdziestu minutach, blond włosy są już pofalowane i teraz muszę się zabrać za ich układanie.
Trochę tapiruję jej włosy przy skórze głowy, żeby się lekko podniosły. Sięgam po srebrną spinkę w kształcie kokardki pasującą do jej paska, biorę kilka pasm włosów, opadających jej na twarz i przypinam wybraną wcześniej spinką z lewej strony jej głowy.
Podoba mi się efekt jaki uzyskałam, chyba jednak nie jestem taka do niczego jeśli chodzi o układanie włosów.
- Możesz zobaczyć. - mówię.
Paula przez ten cały czas miała zamknięte oczy. Dziewczyna momentalnie otwiera swoje powieki i szeroko się uśmiecha do mojego odbicia w lustrze.
- Jednak coś tam potrafisz. - ogląda swoją głowę z każdej strony. - Jeszcze makijaż. - mówi.
O nie, tego już za wiele.
- Nie ma mowy! Na to się nie piszę. - kręcę przecząco głową i wycofuje się.
Ledwo daje radę sobie robić makijaż, a co dopiero komuś.
- Nie bój się. Na takie katorgi cię nie skarze. - wywraca oczami. - Możesz zejść na dół i czekać na Matt'a? Wątpię żebym wyrobiła się do jego powrotu. - zaczyna nakładać podkład na swoją twarz pędzelkiem.
- Dobrze. - wychodzę z pokoju, idę na dół i siadam na kanapie.
Matt planuje chyba jakąś dłuższą randkę, skoro zaprasza Paulę tak wcześnie.
Chcę, żeby była szczęśliwa, i wiem, że Matt może jej to szczęście dać.
Włączam telewizor i zaczynam skakać po kanałach, szukając czegoś ciekawego. W końcu znajduję jakiś Angielski kryminał.
Moja babcia uwielbia kryminały, czyta książki i ogląda seriale kryminalne. Na samą myśl o mojej babci uśmiecham się sama do siebie. Muszę kiedyś poprosić kogoś z mojej rodziny, żeby dał jej telefon, chcę z nią porozmawiać.
Po około dziesięciu minutach, słyszę dzwonek do drzwi, zrywam się z kanapy i szybkim krokiem idę do drzwi, otwieram je, a moim oczom ukazuje się Matt z wielkim bukietem czerwonych róż. Jest ubrany w czarne rurki, białą koszule i czarną marynarkę, włosy są postawione na żel.
- Hej. - przytula mnie, a ja odwzajemniam uścisk.
- Paula się jeszcze szykuję. - otwieram szeroko drzwi i wpuszczam chłopaka do środka. Idziemy do salonu i siadamy na kanapie. - Mogę wiedzieć gdzie chcesz zabrać moją przyjaciółkę? - próbuję brzmieć poważnie, co rozbawia chłopaka, bo zaczyna chichotać, a ja z nim.
- To niespodzianka. - mówi i wącha bukiet.
- Wiesz jaka jest Paula, i tak mi o wszystkim powie. - krzyżuję nogi na kanapie. Jestem ciekawa gdzie ją zabiera, może mu coś doradzę. Chłopak myśli przez chwilę i bierze głęboki oddech.
- Najpierw zabiorę ją na obiad do ekskluzywnej restauracji na statku, jest tam parkiet więc będzie można potańczyć. A wieczorem pójdziemy do mnie na kolację, poprosiłem moją siostrę, żeby wszystko przygotowała. Jest dekoratorką wnętrz więc wszystko powinno wypaść świetnie. - uśmiecha się.
- Ten statek to świetny pomysł, ale jakim sensie zabierasz ją do siebie? - podnoszę jedną brew.
Może jestem przewrażliwiona, ale ta jego wypowiedź była dwuznaczna.
- Spokojnie. Nie mam tego o czym myślisz w planach. - macha rękami i obronnym geście. - Nie zrobię nic na co nie będzie miała ochoty, lub jeśli nie będzie gotowa. O to się nie musisz martwić. Nie jestem taki. - mówi przekonująco.
Wiem, że Matt nie zrobiłby Pauli krzywdy, i nie zrobiłby niczego co mogłoby się nie spodobać mojej przyjaciółce. Chciałam tylko odpędzić te złe myśli z mojej głowy i się upewnić na wszelki wypadek.
- Wiem, że taki nie jesteś. - uśmiecham się do niego pocieszająco.
Słyszę stukanie szpilek Pauli na schodach. Matt zrywa się z kanapy i ustawia pod schodami czekając, aż Paula zejdzie na dół. Staję za nim i przyglądam się jak dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy patrzy się to na Matt'a to na mnie. Kiedy jest już na samym dole, przytula się do Matt'a.
Paula zrobiła sobie lekki makijaż, który składa się z jasno brązowego cienia w zewnętrznym kąciku oka, mocno wytuszowanych rzęs i cienkich kresek eyelinerem na górnej powiece. Na ustach ma kremową, matową szminkę, która niemal zlewa się z jej cerą. Na nogi założyła czarne, zamszowe szpilki na bardzo wysokim obcasie, na sukienkę ma ubrany kremowy, zamszowy płaszcz sięgający jej do kolan.
Paula wygląda pięknie jak zawsze.
- Wyglądasz cudownie. - mówi Matt i podaje dziewczynie bukiet róż.
- Dziękuję. - całuje blondyna w policzek.
Po minie Matt'a mogę stwierdzić, że jest wniebowzięty, spodobał mu się gest Pauliny.
- Aga my już musimy lecieć, bo się spóźnimy. - Matt spogląda na zegarek w telefonie.
- Bawcie się dobrze. - uśmiecham się i mam zamiar wchodzić na schody ale słyszę chrząknięcie Pauli.
- A pożegnać się ze mną to co? - mówi oburzona.
Podchodzę do niej i mocno przytulam.
- Trzymaj za nas kciuki. - dziewczyna szepcze mi do ucha tak cicho, że tylko ja jestem w stanie to usłyszeć.
- Będę. - odpowiadam szeptem.
Odrywamy się z uścisku i ponownie chcę wchodzić na schody, ale zatrzymuje mnie czyjaś ręka na moim nadgarstku.
- A ja to co? - wywracam oczami, podchodzę do niego i przytulam.
Mam nadzieję, że Paula nie ma nic przeciwko temu, że tak dobrze dogaduję się z Matt'em. Doskonale wiem jaka potrafi być zazdrosna. Muszę z nią o tym porozmawiać jak wrócą.
Odrywamy się z uścisku.
- Dobrze, to my już lecimy. - mówi Matt, łapie Paulę za rękę i kierują się do drzwi. Chłopak je otwiera i wychodzą na zewnątrz.
- Jeszcze raz, bawcie się dobrze. - Paula odwraca głowę w moją stronę.
Posyłam jej pełen wsparcia uśmiech, widząc jak bardzo jest zestresowana, ale nie dziwię się jej.
Chwilę potem, patrzę jak para odjeżdża czarnym, lśniącym samochodem, który Matt musiał wypożyczyć. To niesamowite jak ten chłopak zaangażował się w randkę z Paulą, nawet wypożyczył samochód, żeby nie musieć jechać taksówką. Też chciałabym kiedyś mieć takiego mężczyznę.
Podchodzę do drzwi frontowych i je zamykam, następnie idę do swojego pokoju biorę z niego telefon, koc i pudełko z filmami i idę z powrotem na dół.
Dzisiejszy dzień mam zamiar poświęcić na oglądaniu filmów. Nie mam dzisiaj nic ciekawego do roboty, więc mogę się zrelaksować przed telewizorem.
Kładę wszystkie rzeczy na kanapie i idę do kuchni, gdzie biorę paczkę popcornu i chipsów z szafki oraz dwie puszki pepsi, po czym wracam z powrotem na kanapę. Biorę pudełko z filmami i zaczynam przebierać w płytach. Wybieram moje dwa ulubione horrory i komedię. To są moje dwa ulubione gatunki filmowe. Jak byłam młodsza kochałam oglądać filmy praktycznie wszystkie sobotnie wieczory spędzałam na oglądaniu filmów i jedzeniu popcornu. Nie miałam znajomych, więc tak spędzałam wolny czas.
Podchodzę do odtwarzacza DVD, wsadzam tam płytę z horrorem i wracam z powrotem na kanapę. Okrywam się kocem otwieram popcorn i pepsi, następnie zaczynam oglądać film, jest to ,,Martwa cisza'' jeden z najstraszniejszych horrorów jakie kiedykolwiek oglądałam, a oglądałam ich naprawdę sporo. Polecam każdemu kto lubi się bać.
***
Dwie godziny później film się kończy.
Mimo, że ten horror oglądałam już kilka razy, zawsze boję się tak samo, dlatego tak bardzo go lubię. Sprawdzam, która godzina, 16.26. Ciekawe kiedy Paula wróci, nie chcę zostawać sama w tym domu, nie lubię zostawać sama, nigdy nie lubiłam.
Schodzę z kanapy i idę do łazienki by załatwić swoje potrzeby. Wychodzę z toalety i wchodzę do swojego pokoju by podłączyć telefon do ładowarki, przez niecałe dwie godziny wyładowała mi się do czterdziestu trzech procent, chyba czas na nowy telefon.
W pomieszczeniu jest strasznie duszno i gorąco, więc podchodzę do okna i lekko je uchylam. Muszę wywietrzyć w pokoju, ponieważ później trudno mi będzie zasnąć.
Wychodzę z pomieszczenia i idę z powrotem na dół, pochodzę do DVD i wkładam następną płytę z horrorem. Owijam się kocem, siadam na kanapie i czekam, aż film się zacznie.
***
Trzy godziny później film się kończy, a paczki i puszki leżą puste na stoliku. Postanawiam, że kończę swój pięciogodzinny seans i pójdę się umyć, a następnie położyć. Od połowy filmu powstrzymywałam się przed zamknięciem oczu, żeby nie zasnąć.
Biorę śmieci z stolika i idę do kuchni, żeby je wyrzucić do kosza, następnie kieruję się do łazienki. Związuję włosy w luźnego koka, rozbieram się i wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę i zaczynam myć swoje ciało.
Po kilku minutach wychodzę spod szklanej kabiny i owijam się miękkim ręcznikiem. Szkoda, że nie poszłam do pokoju po ubrania, nie lubię chodzić po domu w ręczniku, nawet kiedy jestem sama. Podchodzę do lustra, przecieram je z pary wodnej i oglądam swoje odbicie, wyglądam dosyć dobrze, jak na mnie. Biorę szczoteczkę do zębów, nakładam na nią pastę i zaczynam myć swoje, białe zęby. Nie myłam ich od kilku dni, sama nie wiem dlaczego. W pewnym momencie w łazience robi się kompletnie ciemno, a mnie ogarnia przerażenie.
Czy ta awaria musi być akurat teraz, kiedy jestem sama w domu? Strasznie boję się ciemności i nie wyobrażam sobie, żebym spędziła noc w domu, w którym jest totalnie ciemno i nie ma w nim nikogo oprócz mnie.
Wypluwam pastę do zlewu, płuczę usta pod kranem i wkładam szczoteczkę do kubka. Postanawiam, że pójdę do swojego pokoju i się ubiorę, nawet w najciemniejszych ciemnościach nie ma mowy, żebym chodziła w samym ręczniku po domu.
Biorę głęboki oddech i wychodzę z łazienki na korytarz, który jest teraz strasznie mroczny i przerażający, szybko wchodzę do pokoju, który wcale nie jest lepszy. Jedyne bardzo słabe światło bije od okna, ale oświetla tylko parapet i kawałek podłogi pod nim, co daje jeszcze bardziej mrocznego klimatu.
Kieruję się do szafki po latarkę, która jest w małej szufladzie od mojej szafki nocnej. Naglę w coś uderzam, to jest miękkie i oddycha, momentalnie odsuwam się od tego, bo orientuje się, że to nie coś tylko ktoś.
Zaczynam panikować, ktoś włamał się do mojego domu i jest w moim pokoju. Jestem w samym ręczniku i totalnie nie wiem co mam robić. Słyszę głęboki oddech człowieka przede mną, dlaczego się nie rusza ani się nie odzywa. Może ten ktoś nie ma złych zamiarów?
- Kim jesteś? - odważam się zapytać.
Nie do końca wiem czy chcę znać odpowiedź.
- A jak myślisz? - słyszę dobrze znany mi głos.
Boże, tylko nie on, to nie może być on!
*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
CDN!!!!
Jeśli przeczytałeś/ łaś skomentuj to dla ciebie chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Osz skurwesyn! Bardzo mi się podoba to opowiadanie ;D
OdpowiedzUsuńW takim razie bardzo się cieszę, że ci się podoba :)
Usuń