*Oczami Agaty*
Chcę przekręcić się na bok, lecz nie mogę, ponieważ coś blokuje moją swobodę ruchów. Na wpół śpiąc, otwieram oczy i widzę burze loków ułożoną na moim brzuchu i umięśnione, wytatuowane ramiona oplecione wokół mojej talii. To bardzo dziwny i nieznany mi wcześniej widok.
Głośno wzdycham w geście bezsilności i sięgam po telefon, sprawdzam, która godzina: 07.32.
Wczorajsza, pełna wrażeń noc, daje się we znaki, jestem wykończona, a moje oczy pieką z powodu niedoboru snu, a leżący na mnie i ściskający moje ciało Harry wcale nie ułatwia mojego samopoczucia. Muszę się jakoś wydostać spod jego ciała nie budząc go. Nie chcę go budzić, jest pobity i wykończony, potrzebuje snu bardziej niż ja.
Chłopak zaczyna się ruszać, co wcale nie stawia mnie w komfortowej sytuacji. Przekręca swoją głowę w moją stronę, a jedną z swoich, wielkich rąk kładzie na moje udo, przyprawiając mnie tym o lekkie wzdrygnięcie i płytki oddech.
Bujne, długie loki Harry'ego zakrywają prawię całą, jego twarz. Moją, prawą ręką odgarniam je najdelikatniej jak tylko mogę, przerzucając na tył jego głowy.
Wyraz jego, śpiącej, niewinnej twarzy jest wręcz urzekający. Mam wrażenie jakby słodko śpiący na moim brzuchu, spokojny i nieodzywający się Harry, a Harry który warczy, krzyczy i używa agresji, byli zupełnie innymi osobami, lecz to tylko głupie złudzenie, spowodowane moją, nazbyt bujną wyobraźnią.
Zdecydowanie wole tego, spokojnego i nieszkodliwego Harry'ego.
Jego twarz jest teraz taka... zupełnie inna, łagodna, miła. To nie do uwierzenia jak człowiek może się zmienić podczas snu.
Pasmo jego kręconych włosów opada mu na czoło, więc biorę je i wkładam za ucho. Zaczynam lekko głaskać palcem jego, posiniaczony policzek, który wygląda dzisiaj nieco lepiej, niż kilka godzina temu. Ogólnie wszystkie jego rany i siniaki wyglądają nieco lepiej, sama nie wiem dlaczego, ale cieszy mnie to.
Postanawiam, że wydostanę się z jego uścisku, chociaż wiem, że nie będzie to łatwe zadanie. Ostrożnie zabieram jego rękę z mojego uda i kładę na pozwijanej kołdrze, następnie jego drugą rękę wyciągam z pod swoich pleców i kładę na swoim brzuchu. Wstrzymuję oddech i delikatnie wysuwam swoje ciało z pod jego głowy i podkładam mu poduszkę, która ma być słabą atrapą mojego brzucha. Chłopak obejmuje ją rękami i wtula w nią głowę, cicho pomrukując przez sen.
Cicho podchodzę do szafy i wyciągam z niej sweter w biało-czarne paski i czarne rurki oraz z szuflady skarpetki. Zerkam na Harry'ego, który nadal smacznie śpi z głową w poduszce. Naglę zauważam kawałek siniaka na plecach chłopaka, który jest przykryty puchatą kołdrą.
Na palcach odchodzę do śpiącego chłopaka i odkrywam jego plecy, żeby zobaczyć siniaka w całej okazałości. Z wrażenia zakrywam twarz ręką, a moje oczy się rozszerzają. Jego plecy są pokryte fioletowymi, przeróżnej wielkości siniakami i krwiakami, co wygląda naprawdę okropnie i boleśnie. Ten widok przyprawia mnie o ciarki.
Jak można było go tak pobić i doprowadzić do takiego stanu? Harry może jest konfliktowy i agresywny, i zalazł pewnie komuś za skórę, ale nie rozumiem jak można było zrobić mu coś takiego. Nie wyobrażam sobie jak musiało i musi go, to boleć. Delikatnie, żeby nie urazić go w żadną z ran, zakrywam z powrotem jego posiniaczone plecy, nie chcąc patrzeć dłużej na jego, drastyczne obrażenia.
Na palcach wychodzę z pokoju i idę do łazienki przebrać się i umyć zęby, przy okazji sprawdzam czy jest prąd i ku mojemu szczęściu jest. Kiedy kończę wykonywać te czynności, kieruję się do kuchni, gdzie robię sobie kawę i siadam przy stole.Upijam kilka łyków gorącego napoju i spoglądam przez okno, na którym widać spływające krople deszczu.
Harry to strasznie nieprzewidywalny i zmienny człowiek, co strasznie utrudnia mi w przebywaniu z nim, w jednym pomieszczeniu.
Nie mam pojęcia czy dobrze zrobiłam, że pozwoliłam spać mu w moim łóżku, i nie wiem czy mam tego żałować. Nie było to jakieś okropne i nie do zniesienia przeżycie, lecz... nieco dziwne i pewnie będę myśleć o tym zajściu przez kilka najbliższych dni.
Nie wiem także co mam myśleć o jego, wczorajszym zachowaniu, które było dla mnie co najmniej niezrozumiałe i szokujące. Najdziwniejsze z tego wszystkiego jest chyba to, że myślał, że śpię i dziękował mi za... w sumie, to sama nie wiem po co mi dziękował. W każdym razie nie mam zamiaru się go o to wypytywać, na pewno doszło by do następnej, niepotrzebnej sprzeczki pomiędzy nami.
Słyszę jak Harry wchodzi do kuchni.
Myślałam, że po tak ciężkiej dla niego nocy jaką była ta, będzie chciał wypocząć i porządnie się wyspać. Najwyżej moje przypuszczenia były mylne.
- Mogę wziąć prysznic? - robi kilka kroków w moją stronę. Spoglądam na chłopaka, który nadal jest w samych, obcisłych bokserkach. Wygląda jakby miał paść w tej chwili na podłodze i zapaść w głęboki sen.
Spoglądam na jego udo i niemal nie wypluwam kawy z powrotem do kubka. Noga chłopaka wygląda dosłownie tragicznie, myślę, że może być złamana.
- Wszystko w porządku? - ilustruję jego wycieńczoną twarz, która wygląda jakby Harry nie spał kilka dni.
- Mogę? - donośniej powtarza swoje pytanie zachrypniętym głosem, co mnie nieco irytuje.
- Tak. - odwracam od niego wzrok i upijam kolejny łyk już letniej kawy.
Słyszę jak wychodzi.
Ten osobnik coraz bardziej zaczyna mnie wnerwiać. Widocznie troska o jego samo poczucie czy bycie dla niego miłą, to dla niego jakiś problem. Ciekawe czy jak będę go ignorować, albo będę opryskliwa to przestanie się zachowywać jak dupek. Ale wole nie ryzykować, nie chcę żeby na mnie fukał czy przypierał mnie do ścian. Mam po prostu tego dosyć.
Słyszę puszczanie wody, co oznacza, że Harry jest już w łazience i bierze prysznic. Mam nadzieję, że pomoże mu się to chociaż trochę odprężyć i przemyśleć co, nieco.
Wstaję od stołu i podchodzę do zlewu gdzie mam zamiar włożyć kubek po wypitej kawie, lecz nie ma w nim miejsca.
Wsadzam brudne naczynia do zmywarki, co zajmuje mi dobre, kilka minut, a następnie włączam urządzenie i wychodzę z kuchni. Idę na górę i kieruję się korytarzem w stronę mojego pokoju, słyszę jak drzwi od łazienki się otwierają. Odwracam się w tamtą stronę i widzę Harry'ego z całkiem mokrymi włosami, zakrywającymi jego twarz i ręcznikiem przepasanym na jego biodrach, odsłaniając kawałek litery V na jego brzuchu.
Odwracam wzrok od tego miejsca i spoglądam na moje czarne skarpetki na moich nogach. Jestem speszona tym, że on ani trochę nie krępuje się stać przede mną w samym ręczniku. Ja pewnie spaliłabym się ze wstydu, z resztą wczorajszej nocy mało co, a by do tego doszło.
Czuję jak mija mnie w przejściu lekko ocierając się o mnie swoim, mokrym od wody ramieniem. Wchodzi do pokoju i zamyka drzwi.
Głośno wypuszczam powietrze z płuc.
Nie mam bladego pojęcia, dlaczego Harry tak na mnie zadziałał, że tak się zawstydziłam i nie mogłam się ruszyć. Co się zemną dzieje do jasnej cholery?!
Idę w stronę mojego pokoju i otwieram drzwi.
- Masz tu kurwa być za dwadzieścia minut. - spoglądam na Harry'ego, który siedzi na moim łóżku i rozmawia z kimś przez telefon. Ubrał już na siebie swoje czarne, umazane w błocie rurki, a jego tors nadal jest nagi. - Chuj mnie to, że cię obudziłem. - przeczesuje swoje przesiąknięte wodą włosy do tyłu i spogląda na mnie. - Pierdol się. - odciąga telefon od ucha i chowa telefon do kieszeni swoich spodni. Wstaje z łóżka, podchodzi do jego, podartej koszulki, podnosi ją z podłogi i rzuca do mnie, a ta uderza w moją pierś.
- Co ty...
- Wypierdol ją. - przerywa mi. Wciąga swoje, zniszczone buty na bose stopy. - Już. - warczy.
- Nie jestem twoją służącą. - fukam i rzucam w niego koszulką, a ta trafia prosto w jego twarz. Wkurzył mnie, i to ostro. - Idź sam ją wyrzuć jak coś ci nie pasuje. - krzyżuję ręce na piersi.
Harry spogląda na mnie, piorunując mnie swoim, mrocznym i pełnym wkurzenia wzrokiem. Rzuca materiał na podłogę i idzie w moją stronę, kulawym lecz pewnym siebie krokiem. Zatrzymuje się pół metra ode mnie. Jest stanowczo za blisko, więc cofam się kilka kroków do tyłu i krzyżuję ręce na piersi, próbując wydobyć z siebie jak najwięcej odwagi co jest trudne, ponieważ przede mną stoi rozwścieczony Harry.
Nikt, nawet on, nie będzie mną pomiatać w moim własnym mieszkaniu, nie pozwolę na to, bo chłopak pozwala sobie na coraz więcej, czym przesuwa mnie na skraj wytrzymałości.
Harry coraz bardziej się do mnie zbliża próbując ,,zabić'' mnie swoim spojrzeniem. Robię krok do tyłu, co sprawia, że dotykam plecami ściany. Momentalnie cała moja odwaga i pewność siebie spadają do zera.
Przyparcie do ściany = przegrana pozycja
- Harry przestań. - spoglądam na niego błagalnie, ale on nie ustępuje. Wolno idzie patrząc na mnie takim wzrokiem, że spuszczam głowę spoglądając na podłogę.
Mimo, że w tej chwili mało co nie wychodzę z siebie ze strachu, to nie żałuję, że rzuciłam w niego tą koszulką. Harry musi zrozumieć, że nie jestem byle śmieciem, żeby mógł sobie mną pomiatać zwłaszcza w moim domu. Nie ze mną takie numery.
Czuję jego oddech na czubku mojej głowy, co sprawia, że dostaję gęsiej skórki, a w moim gardle pojawia się wielka, nie do przełknięcia gula.
Harry bierze swoją, wielką dłonią moją brodę i podciąga do góry, żebym na niego spojrzała, lecz moje powieki są zamknięte i nie mają zamiaru się otworzyć.
- Spójrz na mnie. - o dziwo mówi to swoim, chrypowatym głosem, w którym już nie słychać wkurzenia . Po krótkim namyśle, otwieram oczy i spoglądam na jego twarz, która nie wyraża ani krzty gniewu. - Nie bój się mnie. - przybliża swoją twarz do mojej, cały czas patrząc na mnie. - Nie chcę tego. - nasze twarze dzielą centymetry. - Rozumiesz? - jego spojrzenie jest teraz takie hipnotyzujące i łagodne, czuję jakbym tonęła w jego, zielonych tęczówkach. Lekko kiwam twierdząco głową.
Harry delikatnie i niepewnie przywiera ustami do moich warg, przez co moje oczy z wrażenia szeroko się otwierają, ale po chwili zamykam powieki i odpływam, odwzajemniając pocałunek.
Przyznaję się bez bicia, że jeszcze nigdy się nie całowałam. To bardzo przyjemne uczucie, nawet jeśli całuję się z takim kimś jak Harry.
Chłopak kładzie jedną rękę na moim policzku, a drugą po środku moich pleców i przyciąga moje ciało do swojego. Pod wpływem coraz bardziej pogłębiającego przez Harry'ego pocałunku, wplatam jedną z rąk w jego włosy, a drugą kładę na jego nagim i wilgotnym od wody torsie, co sprawia, że chłopak staje się bardziej zachłanny i pewniejszy siebie w tym co robi. Przypiera mnie do ściany, następnie wkłada ręce pod moje uda i podsadza mnie do góry, co sprawia, że oplatam nogami talię chłopaka, krzyżując je na dole jego, szerokich pleców. Harry składa pocałunek tuż pod moim uchem, następnie zaczyna całować mnie wzdłuż linii szczęki, jest przy tym bardzo delikatny i czuły. Zaczyna całować gładką skórę na mojej szyi, co sprawia, że odchylam głowę do tyłu, żeby dać mu więcej pola manewru. Wplatam obie ręce w jego mokre loki i przyciągam jego twarz bliżej swojej szyi. Zaczyna ssać i lekko przygryzać miejsce tuż pod moją szczęką, przyprawiając mnie tym o dreszcze i uścisk na dole mojego brzucha. Harry z powrotem przywiera swoimi miękkimi wargami do moich ust i zaczyna je zachłannie i stanowczo muskać. Odrywa moje plecy od ściany i zaczyna iść ze mną w stronę, łóżka.
Orientując się co za chwilę ma się wydarzyć, odrywam się z pocałunku i wyrywam się z jego objęć. Cofam się do ściany i opieram się o nią plecami.
Czuję jak moje policzki płoną, a skóra na szyi piecze i boli.
Nie mogę pojąć, co się właściwie między nami wydarzyło. Jak mogłam na to pozwolić?!
- Co się stało? - Harry patrzy na mnie z szokowany i robi drobny krok w moją stronę.
- Wyjdź. - wskazuję na drzwi.
- Zrobiłem coś nie tak? - jest wystraszony. Zmierza wzrokiem całe moje ciało.
- Powiedziałam wyjdź. - powtarzam bardziej stanowczo.
- Nie. Puki nie wyjaśnisz mi...
- Wyjdź! - wydzieram się. Nie chcę na niego patrzeć. Jestem taka wściekła i zasmucona.
Harry bierze swój płaszcz z kanapy oraz swoją zniszczoną koszulkę i wychodzi z pokoju nie patrząc na mnie. Po chwili słyszę trzaskanie drzwi frontowych.
Podchodzę do okna i zauważam granatowy samochód podjeżdżający pod mój dom. Harry posyła mi ostatnie spojrzenie, po chwili wsiada do samochodu, a ten rusza z piskiem opon.
Podchodzę do łóżka i opadam na nie plecami.
Jest mi strasznie smutno, bo był to mój pierwszy pocałunek i zmarnowałam go na takiego dupka jakim jest Harry. Co to w ogóle miało znaczyć z jego strony?
Sądzę, że nic. To nie możliwe, żeby ten pocałunek cokolwiek dla niego znaczył. Zaprzepaściłam swój pierwszy pocałunek na niego. Mogę sobie pogratulować.
Jestem też, tak cholernie wściekła, i na Harry'ego za to, że mnie pocałował, i na siebie za to, że to odwzajemniłam. Powinnam przyłożyć sobie za to z liścia.
Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam go tak ostro potraktować. ale moja frustracja już osiągnęła zenit. Tak dużo wydarzyło się dzisiejszej nocy, że to wszystko zaczęło mnie przerastać i jeszcze doszedł do tego ten pocałunek z Harry'm. Najgorsze jest to, że podobało mi się. Bardzo.
Biorę poduszkę, chowam w niej twarz i mocno wdmuchuję w nią powietrze.
Sama nie wiem dlaczego tak na niego naskoczyłam, przecież to poniekąd moja wina, bo pozwoliłam mu na to. Może przeniosłam też swój gniew z siebie i wyżyłam się na nim za nas dwoje, albo po prostu wiedziałam, że inaczej nie zmuszę go do wyjścia. Nie wiem już co mam o tym myśleć, nie mam już na to, wszystko siły. To zbyt dużo jak na mnie.
Słyszę jak mój telefon wibruje, zrywam się z łóżka i biorę go z szafki nocnej. Spoglądam na wyświetlacz, na którym widnieje nieznany mi numer. Naciskam na zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Aga. - słyszę głos Louisa w słuchawce. - Tak się ciesze, że odebrałaś. - słychać wyraźną radość w jego głosie.Mimo, że jestem teraz nie w humorze, to ciesze się, że się ze mną skontaktował.
- Z kąd masz mój numer? - w moim tonie wyraźnie słychać wkurzenie, niestety mimo, że chcę, to nie mogę z tym nic robić. Mam nadzieję, że tego nie słyszał.
- Wziąłem go sobie kiedy spałaś. - w słuchawce słyszę zamykanie się drzwi. Nie mam mu tego za złe, ciesze się, że pomyślał o tym, żeby złapać ze mną jakiś kontakt. - Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła.
- Na początku,byłam bardzo zła, ale już mi przeszło. - mój ton łagodnieje. Siadam na łóżku i krzyżuję nogi.
- Joseph powiedział ci gdzie pojechałem?
- Tak. - mój ton się uspokoił, ja z resztą też.
- Przepraszam, że ...
- Louis. Nie masz za co. - odpowiadam bawiąc się kosmykiem moich włosów zawijając go sobie na palec.
- Pomyślałem, że może... moglibyśmy się spotkać. Mam ci tyle do opowiedzenia. - słyszę ekscytacje w jego głosie. Uśmiecham się sama do siebie na jego słowa. To jest właśnie to czego mi potrzeba.
- Bardzo chętnie. - kolejne pasmo moich włosów jest nawijane na jeden z moich palców.
- To co jesteśmy umówieni. - słyszę, że drzwi frontowe od mojego mieszkania się otwierają. Pewnie Paula już wróciła. - Zadzwonię jutro i uzgodnimy gdzie i kiedy.
- Dobrze. - wstaję z łóżka.
- To do usłyszenia. - rozłącza się. Szybko rzucam telefon na łóżko i wybiegam z pokoju. Zbiegam po schodach i widzę Paulę i Matta czule żegnających się z sobą w korytarzu. Między innymi całując się. Matt opiekuńczo trzyma dziewczynę w talii, a ramiona Pauli oplecione są wokół szyi blondyna.
Wyglądają razem przeuroczo.
- Będę tęsknić. - Matt opiera swoje czoło o czoło Pauli i intensywnie patrzy się w jej oczy.
- Musisz jechać? - dziewczyna lekko muska jego wargi i mocno wtula się w jego klatkę piersiową.
- Wiesz, że wolałbym zostać tutaj z tobą, ale muszę iść do pracy, inaczej wujek mnie wyleje. - składa delikatny pocałunek na czubku jej, blond głowy.
- Rozumiem. - całuje go w brodę. - Idź już. - chłopak składa ostatni pocałunek na malinowych ustach mojej przyjaciółki i wychodzi z domu.
Szczerze? Wiedziałam, że to w końcu nadejdzie, ale nie sądziłam, że tak dziwnie będzie mi się to oglądało.
Paula opiera się plecami o drzwi, zamyka oczy, szeroko się uśmiecha i wydaje z siebie pisk szczęścia. Otwiera swoje powieki i jej wzrok od razu pada na mnie.
- Widziałaś? - pyta, a uśmiech z jej twarzy nadal nie znika.
- Tak. - posyłam jej szeroki śmiech, a Paula podbiega do mnie w swoich, wysokich obcasach i rzuca mi się na szyję. Mocno ją obejmuję i zaczynam nami lekko kołysać.
- Jesteśmy razem. Ja i Matt. - słyszę jej ciche szlochanie. - Jestem taka szczęśliwa. - wtula głowę w zagłębienie mojej szyi.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - gładzę ja po włosach. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że jesteście razem. - klepie ją po plecach.
- Wybacz, ale pójdę się przebrać, mam dość tych szpilek. - odrywa się z uścisku. Wyciera swoje policzki z łez. - Przyjdź do mnie za pięć minut, mam ci dużo do opowiedzenia. - Paula kieruje się na górę, a ja idę do kuchni napić się wody.
Nie dziwi mnie to, co przed chwilą widziałam, w tym przypadku związek był nieunikniony.
Sięgam po szklankę do szafki i nalewam do niej wody.
Paula pewnie będzie mi opowiadać o tym co robili, jaki Matt jest cudowny i jaka jest podekscytowana, że wreszcie są razem, a ja nie powiem jej nic co wydarzyło się dzisiejszej nocy. Czuję się okropnie z tego powodu, ale nie mogę jej o tym powiedzieć. Martwiła by się o mnie, po za tym wstydzę się tego, co się dzisiaj wydarzyło. Jak na razie postanawiam zachować to dla siebie.
Wypijam wodę i idę do pokoju Pauli, która pewnie czeka na mnie, aż przyjdę. Lekko pukam w brązowe, drzwi i wchodzę do pokoju gdzie czeka na mnie Paula siedząc na łóżku i szczerząc do mnie swoje białe zęby. Jest ubrana w szare legginsy i biała koszulkę z kotkiem.
Podchodzę do niej i siadam przed nią na miękkim materacu.
- Opowiadaj. - wygodnie usadawiam się na łóżku i czekam, aż moja przyjaciółka zacznie opowiadać mi zapewne kilku godzinną historię z przed ostatnich dwunastu godzin.
Dziewczyna bierze głęboki oddech i zaczyna opowiadać nawet najmniejsze szczegóły z ich nieziemskiej randki.
***
Po godzinie leżenia na łóżku i słuchania interesującej historii przeżyć mojej przyjaciółki, Paula ucichła i leży z zamkniętymi oczami i szerokim uśmiechem na twarzy od dobrych kilku minut.
Dziewczyna opowiedziała mi, że byli na statku, zjedli przepyszny obiad, a potem poszli potańczyć. Tańczyli dwie godziny, na parkiecie znajdującym się na statku, o którym opowiadał mi Matt. Potem zabrał ją na wystawę rzeźb lodowych, gdzie bardzo jej się podobało. Następnie poszli do niego i zjedli kolację. Oczywiście nie obyło się bez pisków i przytulasów.
- Aga? - spoglądam na nią. - Muszę ci się do czegoś przyznać. - przekręca się na bok i podpiera głowę na swojej, szczupłej ręce. - Ja... Spałam z Mattem. - spogląda w moje oczy.
Nie mam pojęcia co o tym myśleć.
- Wy...
-Tak. - cały czas patrzy w moje oczy. - Kochałam się z nim. - zakłada kosmyk swoich włosów za ucho. Nie wiem co mam odpowiedzieć. Jestem w szoku, nie spodziewałam się tego. - Zanim cokolwiek powiesz, to... Było cudownie, Matt był strasznie delikatny i taki czuły. Cały czas powtarzał mi jaka jestem piękna, że mnie kocha. To było cudowne uczucie. - uśmiecha się. - Chciałam tego, nie zmuszał mnie do niczego. - rzucam się jej na szyję. Skoro jest z tego powodu szczęśliwa, to ja też jestem. - Zabezpieczaliśmy się jak coś. - obie wybuchamy śmiechem.
- To dobrze. - całuję ją w policzek.
Ciesze się, że mam taką, wspaniałą przyjaciółkę jak Paula.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
I oto jest następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. :D Dziękuję za przemiłe komentarze i do następnego <3 Uwielbiam was. :*
Jeśli przeczytałaś/łeś proszę skomentuj. To dla ciebie dosłownie chwil, dla mnie motywacja o dalszej pracy.
Cudowne!! Dawaj nextaaa! <3
OdpowiedzUsuńCiesze się, że się spodobało :)
UsuńJej Paula i Matt są parą! :D I ten krótki opis wczorajszej randki aww.. :3 Wydaje mi sie czy Aga z Harry'm sie całowali?? :o Super!
OdpowiedzUsuńRozdział mega niesamowity, wspaniały, genialny :D Kocham <3333 <333 <33333 Dodawaj szybko next'a :* Czekam z niecierpliwoscią i życze duużo weny kochana :3 <3333 <333 <333333 <33333
Cieszę się, że ci się podoba :* I dziękuję, że z komentowałaś. To dla mnie naprawdę wiele znaczy <3
UsuńJestem z ciebie dumna :D zajebiście piszesz :*
OdpowiedzUsuńDziękuję :*
Usuń