30.11.2015

Rozdział 13

                                                      *Oczami Louis'a*

Budzę się z ryjem wciśniętym w poduszkę, szybko sprawdzam godzinę  na telefonie, który trzymam w ręce, jest 14.16.
Ja pierdole.
Zrywam się z łóżka mało z niego nie spadając i podbiegam do komody, z której wyjmuję czarne rurki, biały podkoszulek z kolorowym nadrukiem, czarną bluzę z kapturem, oraz czarne skarpetki z szuflady. Zakładam wszystko na siebie i podwijam nogawki od spodni, biorę telefon portfel i klucze od auta, następnie zbiegam do holu.
Mam nadzieję, że się nie spóźnię, zależy mi na tym spotkaniu i nie mogę pozwolić sobie na taką wtopę na samym jego początku.
- Wybierasz się do tej laski? - słyszę znienawidzony przeze mnie głos Harry'ego.
Nie mam czasu na użeranie się z nim teraz. Niech się pierdoli.
- Nie twoja sprawa z kim się spotykam. - kątem oka widzę jak do mnie podchodzi.
Schylam się, żeby wciągnąć moje trampki na nogi.
- Czyli mam to wziąć za tak. - opiera się o ścianę plecami, patrząc jak sznuruję jednego z butów.
Pierdolony skurwiel, pewnie podsłuchiwał nas kiedy rozmawialiśmy z chłopakami o spotkaniu z Agą.
Nie odzywając się, wkładam swoją, dżinsową, ocieplaną kurtkę, na swoje ciało i łapię za klamkę od drzwi, lecz zostaję odciągnięty od drewnianej powierzchni i przyparty do ściany.
- Odpowiedz. - burczy.
- Pierdol się. - spluwam.
To już nie robi na mnie wrażenia, przyzwyczaiłem się do jego agresji.
- Nie. - jeszcze bardziej przyciska mnie do płaskiej powierzchni.
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz? Jakoś wcześniej nie obchodziło cię z kim się spotykam. - pcham go. - Nie wiem co ty kombinujesz, ale jak dowiem się, że ją wykorzystałeś, lub skrzywdziłeś, zajebie cię. - spoglądam w jego płonące gniewem oczy. - Ona nie jest kolejną, twoją dziwką, nie zasługuje na taki los jak wszystkie twoje laski z, którymi się pieprzysz. Doskonale o tym wiesz. - spoglądam na jego parszywy ryj, który jak zwykle nie wyraża żadnych innych emocji prócz wkurwienia. - Nie zasługujesz na nią, nie zasługujesz nawet na ani jedne słowo wypowiedziane z jej  ust. - odpycham go od siebie. - A teraz spierdalaj mi z drogi, nie chcę się spóźnić. - mijam go i wychodzę z domu.
Ten kutas się do niej nie zbliży, dopilnuję tego.
Wsiadam do samochodu, wkładam klucze do stacyjki, zapalam silnik i ruszam z miejsca. Muszę się pośpieszyć i być tam za dziesięć minut, żeby nie dać ciała.

                                                         *Oczami Agaty*

Słyszę dzwonek do drzwi.
Zakładając, że to Louis, wstaję z kanapy wyłączam telewizor i idę w kierunku drzwi, żeby je otworzyć. Naciskam na klamkę i moim oczom ukazuje się uśmiechnięta, miła twarz mojego, nowego znajomego. Rozszerzam drzwi, żeby mógł wejść, następnie je zamykam.
- Hej. - Louis pokazuje swoje białe zęby, następnie rozszerza swoje ramiona, w które wpadam i mocno się do niego przytulam.
- Dobrze cię widzieć. -  przyznaję, wtulając głowę w jego szyję.
Nie wiem dlaczego, ale w jego ramionach czuję się... dobrze, wręcz świetnie.
- Ciebie też. - odrywamy się z uścisku i szeroko się do siebie uśmiechamy.
Louis zmierza moje ciało wzrokiem.
- Ładnie wyglądasz. - zwój wzrok zatrzymuje na moich nogach,które odziane są w same skarpetki.
- Dziękuję. - spoglądam w jego rozbawione oczy.
- To co wychodzimy? - pyta machając ręką na drzwi.
- Jasne tylko ubiorę buty i kurtkę. - idę do salonu, siadam na kanapie i zakładam, swoje wysokie buty,następnie wracam do Louis'a.
- Wow, rośniesz w oczach. - żartuje Louis i zaczyna chichotać, a ja szeroko się do niego uśmiecham.
Podchodzę do wieszaka, biorę z niego płaszcz czapkę i szalik, następnie ubieram wszystko na siebie.
Louis otwiera drzwi i przepuszcza mnie przez nie, dziękuję mu za to lekko podnosząc kąciki ust w uśmiechu.
Zamykam drzwi na klucz i idę wraz z chłopakiem do samochodu. Louis otwiera drzwi, a ja wchodzę do środka i zapinam pas.
Chwilę później Louis siedzi już w samochodzie i zapala silnik czarnej hondy.
- To gdzie mnie zabierasz? - pytam spoglądając na jego uśmiechniętą lecz skupioną na drodze twarz.
- To niespodzianka. - spogląda na mnie kątem oka i lekko się uśmiecha.
- Nie lubię niespodzianek. - krzyżuję ręce i wykrzywiam usta w grymasie, próbując przekonać go, żeby mi powiedział.
- Spodoba ci się. - odwraca głowę w moją stronę i pokazuje swoje białe zęby.
To niesamowite, że ten chłopak cały czas jest uśmiechnięty i wesoły.
- Na pewno. - odwzajemniam uśmiech i spoglądam na widoki za szybą auta.
Rozpogodziło się trochę, mgła zeszła, a promienie słońca w niektórych miejscach, przemykają przez gęste chmury.
Ciekawe jak Paula sobie radzi? Pewnie jest już w szpitalu od dobrych kilku godzin. Mam ogromną nadzieję, że Matt da sobie rade i, że jej tacie nic nie będzie. Muszę do niego zadzwonić, po spotkaniu.
- Ej. - czuję jak Louis kładzie rękę na moim kolanie. - Coś nie tak? - pyta.
Nie wiem jak on to robi, ale wyczuwa w jakim jestem nastroju w danej chwili. To niesamowite, ale też nieco niepokojące.
- Nic mi nie jest. - lekko się uśmiecham, próbując nie wyglądać na przybitą.
- Przecież widzę. - patrzy na mnie z współczuciem. - Powiedz mi. - lekko pociera kciukiem moje kolano, żeby zachęcić mnie do wyduszenia z siebie, tego, co mnie dręczy.
- Martwię się o Paulę. - wzdycham.
- Dlaczego?
- Jej tata leży w ciężkim stanie w szpitalu, a ona wyjechała z powrotem do Polski. - opieram się głową o oparcie fotela. - Załamała się kiedy zadzwonili  ze szpitala, musiałam dzwonić po Matta, żeby coś zdziałał. - spoglądam na niego.
- Aż tak, źle? - kiwam głową. - Nie wiem czy cię pocieszę, ale myślę, że Paula to silna dziewczyna,i że sobie poradzi. - jego ręka cały czas wspierająco gładzi mnie po kolanie.
- Ja też. - lekko się uśmiecham. - Możemy już o tym nie rozmawiać?
- Jasne. - chłopak bierze swoją rękę z mojej nogi i kładzie na kierownicy. - Jesteś głodna? Pięć minut drogi z tąd jest świetna knajpka, możemy tam zajechać i coś zjeść. - odzywa się po kilku chwilach ciszy.
W sumie, to zjadłam dzisiaj tylko kawałek szarlotki i wypiłam czekoladę. Myślę, że to dobry pomysł, na zjedzenie czegoś, mimo, że nie odczuwam głodu, co jest spowodowane stresem, związanym z Paulą.
- Z chęcią. - uśmiecham się lekko do niebieskookiego.
Kilka minut później Louis parkuje na niewielkim parkingu i zgasza silnik samochodu.
Odpinam pas i wychodzę z samochodu na twardy chodnik.
- Idziemy? - Louis podchodzi do mnie i wyciąga swój łokieć w moją stronę, żebym mogła się go złapać.
- Jasne. - oplatam rękę wokół jego ramienia, następnie ruszamy w stronę drewnianego budynku.
Wnętrze knajpy jest przyjemne i przytulne, praktycznie wszystko jest z drewna i jasno-szarego kamienia, bardzo lubię taki prosty i minimalistyczny wystrój.
Podchodzimy do dwuosobowego stolika w kolorze ciemnego dębu, który stoi w rogu pomieszczenia, tuż pod sporym oknem, następnie rozbieramy się i zajmujemy miejsca naprzeciwko siebie.
- I jaki ci się tu podoba? - pyta ilustrując moją twarz.
- Bardzo. - posyłam mu szeroki uśmiech, na co on odpowiada tym samym.
Biorę menu z stolika i zaczynam zmierzać wzrokiem dania, które na zdjęciach wyglądają bardzo apetycznie.
- Polecam hamburgera z frytkami, jest genialny. - wychylam głowę zza kartki i spoglądam na rozweseloną twarz Louis'a.
- Dobrze. - odkładam menu, a chłopak woła kelnerkę.
- Prosimy dwa razy hamburgera z frytkami i... chcesz coś do picia. - zwraca się do mnie.
- Szklanka coli wystarczy. - uśmiecham się do młodej, sympatycznie wyglądającej kelnerki, a ona lekko wykrzywia swoje usta odwzajemniając mój gest.
- Ja proszę to samo. - mówi Louis, a kelnerka oddala się od nas i podchodzi do następnego stolika, który znajduje się kilka metrów od nas.
- Jak ci się tutaj podoba? - pyta, uważnie ilustrując moją twarz.
- Jest w porządku. Przytulnie tutaj. - poprawiam się na krześle.
W towarzystwie Louis'a, czuję się świetnie, mój humor znacznie się poprawił, a ja jestem zrelaksowana i czuję, że to będzie naprawdę świetny dzień. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Po kilku minutach nasze zamówienie ląduje na stoliku przed nam, a ja jestem zachwycona jego wyglądem. Hamburger jest spory i wygląda świetnie, a spora ilość żółtych frytek zajmuje niemal pół talerza. Obawiam się, że nie zdołam zmieścić tej góry jedzenia w swoim żołądku.
- Robi wrażenie, co nie? - pyta Louis wkładając sobie frytkę do ust.
- Nie dam rady tego zjeść. - biorę sól z stolika i posypuję nią frytki.
- Zjem za ciebie. - mruga do mnie gryząc swojego hamburgera.
- Smacznego. - mówię uśmiechając się do umazanej ketchupem twarzy chłopaka.
Biorę serwetkę leżącą obok mojego talerza, nachylam się nad stołem i wycieram umazany, czerwoną mazią policzek i brodę chłopaka.
- Nawzajem. - uśmiecha się szeroko.
Siadam z powrotem na krześle i zabieram się do jedzenia moich frytek, które są naprawdę pyszne i chrupiące. Otwieram wielką bułkę, z mięsem, sałatką i pomidorem w środku i nalewam do środka ketchupu, następnie biorę ją w obie ręce i odgryzam mały kawałek.
Smakuje dokładnie tak jak wygląda,może nawet lepiej.
- I jak. - Louis szeroko się do mnie uśmiecha, czekając na moją odpowiedź.
- Pyszny. - mówię z pełnymi ustami i wycieram serwetką swoje usta.
- Wiem o tym. - upija łyk swojej coli i szeroko się uśmiecha.
Jego uśmiech jest zawsze pełen humoru, ciepła i szczerości. To jest naprawdę wspaniałe i stanowczo poprawia moje samopoczucie, z czego bardzo się cieszę.
Odwracam wzrok w stronę okna, za, którym widać sympatycznie wyglądające kawiarnie i wszelkiego rodzaju sklepy, jednak mój wzrok przykuwa, ciemna, mroczna, ślepa uliczka, która znajduje się centralnie przed knajpką, w której się znajdujemy.
Nagle w całym tym mroku zauważam ruch, wytężam wzrok i widzę, wysoką, szczupłą sylwetkę, która nieco wyłania się z ciemności i mogę dostrzec jej rysy.
Ogarnia mnie paraliż, a hamburger prawie wypada mi z rąk z powrotem na talerz. To Harry.
Jest ubrany, cały na czarno, ma kaptur na głowie, a jego oczy wpatrują się prosto w moje.
Dlaczego gdziekolwiek nie pójdę, on zawsze się pojawia, dlaczego on mnie śledzi do jasnej cholery?!
- Aga, coś nie tak? - zaniepokojony głos Louis'a odrywa mój wzrok od okna.
- Nie, wszystko w porządku. - mimo ogarniającego mnie niepokoju i złości, zdaję się na lekki uśmiech.
Postanawiam nie mówić mu o tym, że Harry nas obserwuje. Znając agresje Harry'ego i temperament Louis'a, zapewne doszłoby do bójki. Sądzę nawet, że to byłoby nieuniknione.
Sama porozmawiam z Harrym po spotkaniu, bo zgaduję, że znowu przyjedzie pod mój dom i będzie się wpatrywać w moje okno, co jest kompletnie pokręcone i totalnie tego nie rozumiem.
Louis wpatruje się w okno, zapewne szukając czegoś, co mnie wcześniej zaniepokoiło, lecz tego nie zobaczy, bo Harry zniknął tak szybko, jak się pojawił, co mnie bardzo cieszy.
Wracam do jedzenia moich, pysznych frytek, które zdążyły już nieco wystygnąć, co sprawia, że są jeszcze lepsze. Biorę ketchup i nalewam go sobie trochę na talerz, następnie maczam w nim frytkę i wsadzam do buzi.
- Do kąd pojedziemy po obiedzie? - pytam próbując odwrócić jego uwagę od okna, na wypadek, jakby Harry zechciałby się ujawnić,
- Zobaczysz. - tak jak przypuszczałam, odwraca głowę od okna i spogląda na mnie z głupkowatym uśmiechem, co odwzajemniam.
- Czyli nici z tego, żebym wyciągnęła od ciebie, gdzie mnie zabierasz? - wkładam sobie kolejną frytkę do ust i ją gryzę.
- Dokładnie. - puszcza mi oko, a ja cicho chichoczę.
Po kilku około dziesięciu minutach nasze talerze są puste, a ja czuję jakby mój brzuch miał zaraz pęknąć.
- Idziemy? - pyta Louis wycierając serwetką swoje usta.
- O ile nie wybuchnę wstając z krzesła. - oboje się śmiejemy.
- Pomogę ci. - chłopak zrywa się z krzesła  podchodzi do mnie, łapie za ręce i podciąga do góry.
Jestem tak zapchana jedzeniem, że ledwo co stoję.
- Dziękuję. - lekko się uśmiecham i wkładam czapkę na swoją głowę.
- Nie ma za co. - Louis błyskawicznie ubiera swoją kurtkę, a ja wciągam płaszcz i szalik.
Louis kładzie pieniądze za nasz obiad na stoliku.
- Jesteś pewny, że chcesz zapłacić, za nas oboje? - pytam nieco skrępowana.
Nie cierpię, kiedy ktoś za mnie płaci.
- Jasne, że jestem pewny. - mruga.
- Jeśli chcesz, mogę zapłacić za si...
- Idziemy. - łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia.
Idąc do samochodu, spoglądam na ciemną uliczkę, w której szukam zakapturzonej postaci, którą widziałam wcześniej, lecz nikogo nie zauważam, z czego bardzo się cieszę.
- Jesteś gotowa na dalszą część naszego spotkania? - pyta Louis zapalając silnik samochodu.
- Zdecydowanie. - uśmiecham się do niego szeroko i zapinam pas.
- W takim razie bardzo się cieszę. -  pokazuje swoje zęby w uśmiechu, następnie rusza.
Po kilkunastu minutach jazdy, Louis zatrzymuje samochód przed jakimś parkiem, lasem, nie mam pojęcia jak inaczej to określić.
Wysiadam z samochodu i spoglądam na niemal całkowicie pozbawione liści, duże drzewo, które wygląda nieco upiornie, tak jak cały ten las.
- Idziemy?  - Louis wyciąga swoje ramie, za które łapię i idziemy jakąś leśną dróżką.
Uważnie rozglądam się po przerażającym lesie, wszystko tutaj jest tak opustoszałe i samotnie, że to jest aż niepokojące.
- Prawie jesteśmy. - oznajmia Louis.
Nie mam pojęcia do kąd on mnie prowadzi, nie lubię niespodzianek, ale czuję, że on potrzebuje iść w to miejsce, w które nas prowadzi.
Wychodzimy z lasu, a w oczy rzuca mi się duże jezioro rozpościerające się na wszystkie, możliwe strony. Woda na nim faluje, a drzewa i zachodzące słońce, odbijają się w jego tafli, co daje naprawdę piękny efekt.
- Pomożesz mi? - odwracam się od przepięknego widoku i spoglądam na Louisa, który próbuje rozłożyć koc, którego wcześniej nie zauważyłam, na pożółkłej już trawie.
Podchodzę do niego i pomagam położyć przykrycie na podłożu. Chłopak siada na kocu i klepie miejsce obok siebie.
- Usiądź.
Wykonuję jego polecenie.
- Pięknie tutaj. - spoglądam na piękny widok przed sobą.
Jezioro dosłownie, zapiera dech w piersiach.
- Wiem o tym. - mówi lekkim głosem. - To właśnie tutaj przyszedłem, kiedy zerwałem z Tiff, dzisiaj mijają dokładnie trzy lata od tego wydarzenia. - spoglądam na niego z współczuciem.
- Louis ja...
- Nie jestem smutny. - uśmiecha się. - Przyszedłem tutaj z tobą dlatego, że chciałem z tobą porozmawiać. - chłopak zaczesuje swoje włosy do tyłu. - Widziałem ją. Przed wczoraj. - mój oddech zatrzymuje się na kilka sekund w moich płucach.
To musiało być dla niego ogromne przeżycie, współczuję mu na samą myśl o tym co on musiał czuć.
Kładę rękę na jego ramieniu i lekko się uśmiecham starając się go wesprzeć.
- Szedłem wtedy ulicą z moją siostrą i jej kolegami i nagle usłyszałem jej śmiech. Mimo, że minęły trzy lata, to nie pomyliłem się. - mówi. - Wszedłem w jedną z uliczek i zobaczyłem ją w jakiś dziwkarskich, podartych szmatach, całą ubrudzoną i pijącą tani trunek na kolanach tego ćpuna, z którym zdradzała mnie trzy lata temu. - Louis łapie się ręką za czoło, a ja przysuwam się do niego, obłapuję jego plecy ręką i kładę policzek na jego ramieniu.
Nawet nie chcę wiedzieć co on w tej chwili czuję, sama ledwo powstrzymuję się od uronienia łez.
- Była kompletnie zalana. - opiera swoją głowę o moją. - Jak ona mogła, tak skończyć. Kompletnie tego nie rozumiem. - wzdycha. - Zastanawiałem się wtedy, czy to ja coś źle zrobiłem.
- Louis,nie możesz się o to obwiniać. - spoglądam w jego oczy. - Wybrała takie życie, ale to nie twoja wina. - gładzę go po plecach ręką. - Jesteś wspaniałym człowiekiem i  nie możesz obwiniać się o to, że Tiff wylądowała w takim miejscu. Ona na ciebie nie zasługiwała. - chłopak kadzie swoją rękę na moje ramiona  i przyciska do siebie.
- Przepraszam, że cię tym zadręczam, ale nie miałem komu tego powiedzieć.
- Louis, nie masz za co przepraszać.
- Dziękuję za to, że to rozumiesz. - całuje mnie w skroń, przez co czuję jak się rumienie.
- Nie ma sprawy. - klepie go lekko po plecach.
Mimo, że spotkała go naprawdę okropna rzecz, to chłopak naprawdę dobrze się trzyma. Gdybym ja była na jego miejscu, zapewne załamałabym się. Nie mogłabym znieść, tego, że osoba, którą kiedyś kochałam, wylądowała w takim miejscu i robi takie, a nie inne rzeczy.
- Mam też dobrą wiadomość. - odsuwa się lekko ode mnie i spogląda na moją twarz. - Poznałem kogoś. - uśmiecha się, a mój nastrój od razu się poprawia.
- To wspaniale. - szeroko się uśmiecham.
- To koleżanka mojej siostry. Poznałem Carol w pubie na urodzinach Jess, od razu mi się spodobała. - mówi. - Wymieniliśmy się numerami i piszemy ze sobą.
- Nawet nie wiesz jak się z tego cieszę. - łapię go za dłoń i lekko ściskam.
- Też się cieszę. - odwzajemnia uścisk. - Teraz ty powiedz co u ciebie. - oplata rękę wokół moich pleców i przysuwa mnie do siebie.
- Oprócz tego, że cały czas jestem nie w humorze, zostałam sama w domu nie wiadomo na jak długi czas oraz to, że żyję w ciągłym stresie. To jest w porządku. - wzdycham.
- Widzę, normalnie tryskasz szczęściem. - mimo, że nie widzę jego twarzy, to wiem, że wywraca oczami, co przywołuje lekki uśmiech na moją twarz.
Słyszę głośny szelest w krzakach za nami, gwałtownie się odwracam i zaczynam szukać przyczyny tego zjawiska, które wzbudza u mnie niepokój.
- Bez paniki. To pewnie jakiś zając, albo ptak. - Louis próbuje mnie uspokoić, ale to nic nie daje.
- Pewnie tak. - odwracam się w stronę jeziora.
Obawiam  się, że to może nie być jakieś małe zwierzątko, lecz coś znacznie większego i z lokami na głowie.
Jeśli to on, dosłownie, uduszę go.
Kolejny szelest, tylko tym razem intensywniejszy i bardziej niepokojący.
- Wiesz co, chodźmy stąd. Przeraża mnie to. - mówię.
- Dobrze. - wstajemy z koca, następnie  go składamy i wracamy tą samą ścieżką, którą tutaj przyszliśmy.
Kiedy jesteśmy w samochodzie, Louis odpala samochód i włącza klimatyzację.
- To co, jedziemy do ciebie? - pyta ruszając samochodem w stronę ruchomej ulicy.
- Jasne. - mówię.
Cieszę, się, że nie będę sama w domu tego wieczoru.
Kątem oka zauważam ruch po mojej prawej stronie. Odwracam głowę w tamtą stronę i zauważam Harry'ego wchodzącego do samochodu, który jest ukryty za drzewami.
Spogląda na mnie i patrzy prosto w moje oczy puki nie wyjeżdżamy z lasu.
Czego on ode mnie chce do jasnej cholery? To zaczyna mnie powoli przerażać.
*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Chciałabym was bardzo przeprosić, że tydzień temu nie było rozdziału. Teraz w moim życiu dzieje się naprawdę wiele złego i po prostu nie miałam weny i humoru, za co was z całego serca przepraszam.
Wolę nie pisać rozdziałów, kiedy jestem nie w humorze, bo wychodzą mi gównianie i bez sensu.
Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to.
Jeśli będziecie chciały, za tydzień wrzucę dwa rozdziały, żeby wam to wynagrodzić.
Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że rozdział wan się podoba.
Do następnego : ) <3 <3 <3 Uwielbiam was. : *

4 komentarze:

  1. Jezu o co chodzi Harry'emu?? To faktycznie robi sie przerażające :o Rozdział świetny, cudowny :D Uwielbiam <3333 <333 Jesteś wspaniała <33333 <333333 Louis to dobry przyjaciel, tak słodko :3 Szkoda, że musiał tyle przejść :/ I też jestem ciekawa co u Paul'i? Jak sie trzyma?
    A co do rozdziałów to rozumiem, przecież pisanie nigdy nie jest na pierwszym miejscu ;) Mam nadzieje, że wszystko będzie w porządku u ciebie i że ci sie ułoży :* I te dwa rozdziały było by super! jakbyś je dodała jak najszybciej :D Kocham <3333 i czekam z niecierpliwością na next'a :3 Buziaki i dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrozumiałość kochana : ) Postaram się ogarnąć te dwa rozdziały na poniedziałek ; ) <3

      Usuń
  2. Super! Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Harry jest chodzącą tajemnicą. Mam nadzieję że się ogarnie. TY pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)