8.11.2015

Rozdział 11

                                                         *Oczami Agaty*

Budzi mnie dziwny hałas dobiegający z korytarza. Wychodzę z łóżka i kieruję się do wyjścia z pokoju.
Kiedy otwieram drzwi, widzę Paulę, targającą, wielką walizkę w stronę schodów.
- Paula co ty robisz? - podchodzę do niej i pomagam tachać walizkę.
Jest bardzo ciężka.
- Muszę znieść swój bagaż na dół. - zaczynamy schodzić z walizką po schodach, co nie jest wcale takim łatwym zadaniem.
- A gdzie Matt?
- Śpi, nie chciałam go budzić. - docieramy na sam dół i ustawiamy walizkę pod ścianą i wracamy na górę.
- Która godzina? - pytam, widząc, że na dworze jest strasznie ciemno.
- Teraz już pewnie po dwudziestej trzeciej.
- Obudź go, bo nie zdążycie! - odpowiadam lekko spanikowana, widząc sporą ilość walizek w jej pokoju i nieogarniętą Paulę oraz Matt'a, który śpi, rozwalony na łóżku.
Biorę dwie, średnie walizki i wychodzę z pokoju, w trakcie, kiedy dziewczyna budzi blondyna rozwalonego na jej łóżku.
Gdy jestem na dolę, przecieram czoło z potu i wracam z powrotem na górę do pokoju mojej przyjaciółki.
- Aga, on nie chce wstać. - mówi Paule lekko szturchając jego ramię.
Chyba każdy facet jest taki sam, nie chce im się wstawać, kiedy trzeba.
Biorę poduszkę z kanapy i rzucam nią w chłopaka z całej siły, a Matt momentalnie siada na materacu i oszołomiony rozgląda się po pokoju.
- Matt, zbieraj się, bo nie zdążycie na samolot. - mówię ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Dobrze już wstaje. - wychodzi z łóżka, zapominając, że jest w samych bokserkach. Kiedy się orientuje, że jest w samej bieliźnie lekko się rumieni.
Odwracam wzrok, żeby się nie krępował i biorę następne walizki, z którymi idę na dół i ponownie wracam na górę.
Kiedy jestem w pokoju Pauli,oboje są już ubrani, a Paula maluje się przed lustrem.
Myślę, że to jedyny raz kiedy dziewczyna powinna się pomalować, ponieważ wygląda okropnie.
- Pomogę ci. - Matt bierze dwie wielkie, walizki Pauli i wychodzi z nimi z pokoju.
- Wszystko w porządku? - podchodzę do mojej przyjaciółki i przyglądam się jej odbiciu w lustrze.
- Teraz już tak. - spogląda w odbicie moich oczu w lustrze. - Wyczeszesz mi włosy? - kiwam głową.
Biorę szczotkę z jej toaletki i zaczynam rozczesywać poplątane, blond włosy dziewczyny.
- Przykro mi, że musisz zostać tutaj sama. - mówi smutnym tonem, nakładając korektor pod swoje, spuchnięte oczy.
- Poradzę sobie. - zdaję się na lekki uśmiech.
Wiem, że będzie mi ciężko przebywać sama w tym, niewielkim domu, ale muszę sobie dać radę. Tak jak zawsze.
- Obiecuję, że będę codziennie dzwonić i esemesować. - wklepuje palcem, nałożony wcześniej kosmetyk.
- Dobrze. - próbuję rozczesać dosyć spory kołtun z jej włosów.
Słyszę jak Matt wchodzi do pokoju i bierze kolejną walizkę, z którą wychodzi z pokoju.
- Ciesze się, że Matt z tobą jedzie.
- Ja też. - uśmiecha się słabo. - Kiedy się pakowałam, cały czas płakałam, a Matt mnie pocieszał, przytulał. Czułam jakby przeżywał ten ból wraz ze mną. - nakleja jedną z sztucznych rzęs, na swoją powiekę.
- A myślisz, że tak nie jest? On też cierpi, patrząc jak ty cierpisz.
- Nie chcę, żeby cierpiał, przeze mnie. - jej oczy robią się jeszcze smutniejsze.
- Nie to miałam na myśli.
- Wiem, ale ja mam. - nakłada balsam do ust na swoje spierzchnięte i suche wargi.
Matt wchodzi do pokoju.
- Idę zanieść bagaże do samochodu. - oznajmia i wychodzi.
- Jak myślisz, kiedy wrócimy?
- Nie mam pojęcia. - staram się brzmieć normalnie, chociaż jest mi naprawdę smutno, że nie mam pojęcia na jak długo moi przyjaciele mnie opuszczają.
- Ja też nie. - kończy się malować, a ja czesać jej włosy.
Zaczyna  przeglądać się w lustrze.
- Wyglądam nieco lepiej. - poprawia swoje włosy i wstaje z krzesła.
- Zgadzam się. - uśmiecham się do niej.
Może ukryła swoje worki pod oczami, bladą, zmęczoną twarz i spierzchnięte usta. Ale nie ukryje swoich, smutnych oczu.
To okropne widząc rozpacz w jej blado, niebieskich oczach, w których jeszcze kilka godzin temu gościło szczęście i radość.
Dziewczyna podchodzi do mnie i mocno przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Będę za tobą bardzo tęsknić. - jeszcze mocniej ściska moje żebra.
- Ja za tobą też. - w moich oczach pojawiają się łzy.
Słyszę jak Paula szlocha.
- Paula nie płacz. Rozmażesz się przed wyjazdem. - odsuwam ją lekko od siebie i wycieram łzy cieknące z jej policzków.
Tak bardzo jest mi jej szkoda.
- I co z tego? Mój tata leży w szpitalu, zostawiam moją najlepszą przyjaciółkę i nie wiem kiedy wrócę, a mój chłopak jedzie ze mną zostawiając swój dom i rodzinę. Nie dbam o to, że się rozmarzę. - rzuca się na moją szyję i zaczyna szlochać. - Poza tym nałożyłam wodo odporny makijaż. - szloch przeradza się w śmiech.
Dziewczyna odsuwa się ode mnie i łapie mnie za rękę, następnie wychodzimy z pokoju i kierujemy się na dół. Idziemy do korytarza, a Paula ubiera płaszcz, szalik i czapkę.
Drzwi frontowe się otwierają, po chwili w korytarzu stoi Matt i zamyka je za sobą. Całuje dziewczynę w czoło i spogląda na mnie.
- Aga. - rozchyla swoje ramiona, a ja w nie wpadam i wtulam się i jego tors. - Będzie mi ciebie brakowało. - kładzie brodę na mojej głowie i jeszcze mocniej przytula mnie do siebie.
- Mi ciebie też Matt. - wyduszam w jego klatkę piersiową ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
Nienawidzę takich pożegnań, zawszę na nich płaczę.
Odsuwa się ode mnie i całuje mój policzek, a ja składam delikatnego całusa na jego szczęce i uśmiecham się do niego, a on do mnie.
Odwracam się do Pauli, a ta rzuca się na moja szyję.
- Zadzwoń do mnie jak będziecie na miejscu.
- Zadzwonię. - jej głos drży.
Kiedy się od siebie Paula całuje mnie w oba policzki, w czoło, w głowę i w kącik ust, co mnie nieco dziwi, bo nigdy tak nie robiła.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak strasznie mi przykro, że zostawiam cię tutaj samą. Tak bardzo mi przykro.
- Paula, wiesz, że dam sobie radę. - ponownie się do niej przytulam i gładzę po plecach.
Paula, jest bardzo emocjonalna i wiem, że gnębi ją teraz straszne poczucie winy, ale musi jechać do swojego taty. Też bym tak postąpiła ma jej miejscu.
- Wiem. - całuję ją w policzek, następnie odrywamy się z uścisku.
- A teraz jedźcie już, bo się spóźnicie. - uśmiecham się Patrząc to na Paulę, to na Matt'a.
Będzie mi ich strasznie brakować.
Matt otwiera drzwi frontowe i puszcza dziewczynę pierwszą, następnie podchodzi do mnie i ostatni raz lekko mnie ściska na pożegnanie. Wychodzi i biegnie do samochodu, w którym już siedzi Paula, patrząc się przez okno na mnie.
Chłopak odpala silnik i ruszają, Paula macha do mnie i posyła mi całusa, a ja udaje, że go łapie i przykładam do swojego policzka.
Kiedy samochód znika w ciemności, zamykam drzwi i idę na górę położyć się, ponieważ jestem bardzo zmęczona.
Wchodzę pod moją, miękką i ciepłą kołdrę i kładę głowę na poduszce.
Nie myśląc już, o tym, że zostałam całkiem sama w tym domu na co najmniej tydzień, zapadam w głęboki sen.



                                                        *Oczami Louis'a*


- Louis! Złaź na dół! - słyszę głos Niall'a z dołu.
Czego on chce do jasnej cholery? Jestem tu dopiero od piepszonych dziesięciu minut, a on już czegoś ode mnie chce.
- Louis! Złaź do kurwy nędzy! - wydziera się na całe gardło.  Szybko wychodzę z pokoju i zbiegam ze schodów.
- Czego chcesz ode mnie?! - pytam oschle wchodząc do salonu.
Są tutaj Niall, Liam, Carlos, Luke i Zayn.
Siadam na kanapie obok Liam'a i przybijam mu piątkę.
- Gdzieś ty był stary? - pyta wesoło Luke zaciągając się dymem papierosowym.
- U siostry.
- I jak było? - pyta Liam.
- W porządku.
- Ej, słyszeliście, że Harry wrócił do domu pobity? - Carlos wszczyna się w naszą rozmowę.
 Biedny Harry pobity, cóż za okropieństwo. Żeby jeszcze, to była jakaś nowość.
- I co z tego. - mówi Luke. - Ten chuj co tydzień przychodzi pobity.
- Nie widziałeś jego ryja. Nie poznałbym go jakby nie te, jego, długie kudły. - dodaje jebany Carlos.
- Dobrze mu tak. - Luke wypuszcza dym z ust.
- Wyskoczymy dzisiaj do baru? Dawno nas tam nie było. - proponuje Niall.
Mnie i tak nie będzie, bo spotykam się z Agą, z czego bardzo się cieszę.
- Louis, co o tym sądzisz? - pyta Liam, siadając obok mnie na kanapie.
- Mam inne plany.
- A co, wychodzisz z tą swoją dziunią? - Carlos porusza brwiami, a ja ledwo co powstrzymuje się, od tego, żeby mu nie podejść i wyjebać w ryj.
- Z kąd o niej wiesz? - syczę i paraliżuje go wzrokiem.
Nienawidzę tego kutasa.
- Louis wyluzuj. - Niall klepie mnie po plecach. - To co spotykasz się z nią? - dodaje kiedy nieco się uspokajam.
- Tak. - przyznaję.
Mam ich dość.
Wolałem im to powiedzieć, bo inaczej ci idioci śledzili by mnie jakbym to ukrył lub ich okłamał. Tak robią z wszystkimi, tylko nie z Harrym. Wiedzą, że Harry najebał by wszystkim po kolei gdyby przyłapał, któregoś z nich na śledzeniu go.
- Uuuuuu. Chłopie kroi się coś grubego? - pyta Carlos z głupim uśmieszkiem na swoim, parszywym ryju. Nienawidzę gościa.
Pierdolony plotkarz.
- Nie. Poza tym nie twój pierdolony interes. - mówię oschle i piorunuje go wzrokiem.
- Carlos. Nie wkurwiaj Louisa, bo znowu ci napierdoli tak, jak ostatnio. Pamiętasz? - Luke próbuje go ogarnąć i ledwo co powstrzymuje śmiech.
- Wtedy miałem wypite, a teraz na luzie bym go pokonał. - patrzy się na mnie z pogardą.
 Zrywam się na nogi, podchodzę do niego, łapię za koszulę i podciągam do góry.
- A chcesz się przekonać? - syczę przez zęby.
- Nie stary, ja tylko żartowałem. Nie znasz się na żartach? - z jego ust wydostaje się nerwoy śmiech.
- Pierdol się. - rzucam go z powrotem na kanapę i wracam na swoje miejsce.
- I po co ci to było Carlos? Po co? - poucza go Luke.
- Zamknij ryj.
- No co, mało brakowało, żebyś się nie posrał. - żartuje Niall, a wszyscy wybuchają śmiechem oprócz mnie i Carlosa.
Nie mam ochoty się śmiać z czego, kol wiek. Jebany Carlos popsuł mi humor
Wstaję z kanapy i kieruję się na schody, ale zatrzymuję się, bo słyszę, że chłopaki zaczynają szeptać. Staję przy ścianie i nasłuchuję. .
- Ej. Chłopaki nie chciałem tego mówić przy Louis'ie, ale teraz wam powiem. - szepcze Carlos. Ciekawe co skurwiel ma takiego, ciekawego do powiedzenia.
- Harry odwiózł tą jego laskę do domu. Długo nie wracał więc mogło się coś wydarzyć. - mówi cicho chichocząc.
Nie chcę mi się wierzyć w to co przed chwilą usłyszałem.
- Co? Skąd wiesz? - pyta Luke.
- Podsłuchiwałem ich. - szepcze.
Kurwa mać. Co jeśli ten sukinsyn ją wykorzystał?
- Nie wolno podsłuchiwać. - słyszę ochrypły głos Harry'ego. Odwracam się w jego stronę i widzę jego, poobijany ryj.
Dobrze mu tak. Wreszcie się doigrał.
- Odwiozłeś Agę do domu po imprezie? - pytam, powstrzymując się, żeby się na niego nie rzucić. - Spałeś z nią?
- Nie twój piepszony interes. - mówi oschle. - Z kąd to wiesz? - schodzi o dwa schodki na dół.
- Nie twój piepszony interes. - powtarzam po nim i próbuję go wyminąć, lecz, ten łapie mnie za ramiona i przypiera do ściany.
- Gadaj. - jego szczęka się zaciska.
- Powiem jak ty odpowiesz na moje pytania. - mówię.
- Tak odwiozłem ją, ale się z nią nie piepszyłem. - ulga ogarnia mój umysł,lecz coś jednak nie daje mi spokoju. - I nie zadawaj więcej pytań. - syczy. - Teraz twoja kolej. - jeszcze mocniej naciska na moje ramiona, jakbym zaraz miał mu się wyrwać.
- Carlos. Podsłuchiwał was. - chłopak zdejmuje swoje ręce z moich ramion, a ja kieruję się do swojego pokoju.
Ten chuj Carlos, ma przesrane u Harry'ego. Albo będzie martwy albo wyląduje w szpitalu, na co najmniej dwa tygodnie.
Wchodzę do swojego pokoju, podchodzę do szuflady, wyjmuję z niej czarne rurki oraz białą koszulkę i się ubieram.
 Nie mam teraz nic do roboty, więc kładę się na łóżku i zaczynam podrzucać poduszką do góry i ją łapać.
Nie chcę mi się wierzyć, że Harry odwiózł Agę do domu, przecież Joseph miał to zrobić, do chuja. Dobrze, że przynajmniej z nią nie spał, nie darował bym mu tego.
Chociaż wątpię, żeby Aga dała się zmanipulować temu dupkowi i pójść z nim do łóżka. Ona taka nie jest. Ale coś mnie gryzie.
- Proszę nie zabijaj mnie! - słyszę przerażony pisk Carlos'a, który dobiega z zewnątrz. Szybko podbiegam do okna, otwieram je i wychylam głowę.
Widzę tam tego dupka, który jest przyparty do ściany przez jeszcze większego dupka, czyli Harry'ego. Nagle Harry bierze zamach i rozkwasza pięść na twarzy Carlos'a, z nosa zaczyna mu lecieć krew.
Szybko wybiegam z pokoju, zbiegam po schodach i wychodzę z domu. Carlos leży już na ziemi, a Harry okłada go pięściami po twarzy.
- Harry chcesz go zabić?! - krzyczę na niego ale on nie zwraca na mnie uwagi.
Nie dam rady powstrzymać Harry'ego, kiedy jest tak rozwścieczony.
- Chłopaki, szybko schodźcie na dół! - krzyczę, a po chwili wszyscy wybiegają z domu. Podbiegamy do nich jak najszybciej się da i próbujemy odciągnąć Harry'ego od prawie nieprzytomnego Carlos'a.
Mimo, że jesteśmy w czterech, to ledwo daje nam się to osiągnąć.
Ten pojeb zachowuje się, jakby był opętany.
Luk, Peter i Liam podchodzą do nieprzytomnego chłopaka i zanoszą do domu, a ja, Joseph, Zayn i Niall próbujemy uspokoić Harry'ego, który próbuje nam się wyrwać.
Siedzimy na nim i staramy się go utrzymać w miejscu.
- Mam nadzieję, że tak dobrze spiszesz się na ringu za tydzień. - Joseph jest mega wkurwiony, a ja wcale mu się nie dziwię.
- Chłopie zastanów się co robisz! Chciałeś go zabić?! A jakby sąsiedzi zadzwonili po psy znowu poszedłbyś do pierdla! - drze się Zayn.
- To wtedy był, by mój problem, a nie twój! Więc zamknij kurwa ryj i siedź cicho! - od fukuje Harry.
- Nie! Nie byłby to tylko twój problem, bo przez twój, zjebany łeb my też mieli byśmy przejebane!- drze się Zayn.
Ma racje.
-To, że wy mielibyście przejebane, to mnie gówno obchodzi. - Harry odpowiada z głupim uśmieszkiem na twarzy.
Bezczelny sukinsyn.
- Pierdol się! - Zayn idzie do domu i trzaska drzwiami frontowymi.
- Będziesz już spokojny, czy chcesz jeszcze ochłonąć? - pyta Joseph rozluźniając uścisk na barkach chłopaka.
- Nie jestem małym dzieckiem do chuja! -  Harry zaczyna się wyrywać.
- Właśnie, że tak. Zachowujesz się jak małe dziecko. - Joseph puszcza Harry'ego, a ja i Niall robimy to samo co on.
Chłopak zrywa się na nogi i idzie do swojego samochodu.
Pewnie jedzie się ,,odstresować''.
Myśląc odstresować, mam na myśli albo piepszenie się z jakąś dziwką, albo najebanie się w barze.
Nie czuję wyrzutów sumienia, że sprowokowałem Harry'ego do pobicia Carlos'a. Wkurwia wszystko i wszystkich.
Wracamy do domu i idziemy do salonu gdzie są już wszyscy, Carlos leży na kanapie, a Peter opatruje jego obrażenia.
Chłopak ma całą twarz we krwi.
- Trzeba było nie roznosić ploteczek o niem i tej dziewczynie. Masz za swoje. - mówi Niall.
 Niall też go nienawidzi jak z resztą wszyscy oprócz tego, debila Peter'a.
- Pewnie podsłuchiwał was jak gadaliście. Ten człowiek jest niemożliwy. - Joseph siada w fotelu i chowa twarz w dłoniach. - A ty Carlos, nauczysz się wreszcie, że nie można wkurwiać Harry'ego, zwłaszcza Harry'ego. Zobacz jak teraz wyglądasz. - dodaje i wskazuje ręką na jego, zmasakrowaną twarz.
Carlos wygląda jakby chciał coś powiedzieć, ale nie może. Pewnie chciał od fukać Joseph'owi.
- Dobra stary skończyłem. - mówi Peter. Carlos ma twarzy są małe plasterki, które poprzyklejał mu Peter,  jego twarz jest cała spuchnięta i poobijana. Wygląda żałośnie.
Zaśmiałbym się, ale chyba lepiej będzie, jak będę cicho.
- Chcesz iść na górę? - pyta opiekuńczo Peter, a Carlos lekko kiwa głową.
Chłopak bierze pobitego pod pachę i idzie z nim po schodach na górę.
Gdy chłopaków już nie widać, ani nie słychać, Zayn wybucha śmiechem.
- Czasami gniew Styles'a się do czegoś przydaje. - mówi mulat cały czas się śmiejąc. Po chwili wszyscy wybuchamy śmiechem.
- Masz racje. - przyznaje Joseph śmiejąc się jak szalony. - Dobra chłopaki, wystarczy. - wyciera łzy z swoich policzków, które powstały w skutek gromkiego śmiechu mężczyzny.
- Wiecie co? Nie rozumiem Petera. Dlaczego on lubi takiego sukinsyna jakim jest Carlos? - pyta Niall jak tylko się uspokaja.
- A kto, to wie? Po prostu Peter był, jest i będzie przydupasem Carlos'a i tyle. - odzywa się Zayn.
- Albo jest homo. - żartuje Luke, a my zaczynamy chichotać.
- Ale Harry był wkurwiony. - mówi Liam, który nadal jest przerażony, po tym, co zobaczył kilka minut temu.
- Bywało gorzej. - mówi Joseph.
- To może być jeszcze gorzej?! - oczy Liam'a rozszerzają się w geście zdziwienia.
- Uwierz mi, że może. - mężczyzna klepie Liam'a po plecach.
Może i Liam jest świetnie zbudowany, wysportowany i umięśniony, ale w życiu nie pokonał by Styles'a gdyby doszło między nimi do bójki.
- To idziemy, w końcu do tego baru? Trzeba jakoś to uczcić co nie? - proponuje Luke po chwili ciszy.
Poszedłbym z nimi, ale nie zamierzam zmieniać moich planów co do spotkania z Agą.
- Chodźcie wszyscy. Carlosowi dupsko pęknie, że nie może iść z nami. - mówi Luke.
- Ale przecież Louis, nie może, bo spotyka się z tą, swoją dziunią. - Niall szturcha moje ramie w żartobliwym geście.
- To co, idziemy wszyscy oprócz Louis'a? - mówi Joseph, głupio się do mnie uśmiechając.
Po chwili wszyscy wychodzą z domu, a ja idę do swojego syfu, zwanym moim pokojem.
Kładę się na wyro i zamykam oczy, chcę się jeszcze kimnąć przed tym spotkaniem do którego zostało jeszcze jakieś siedem godzin.
Absolutnie nie traktuję Agi jako kandydatkę na swoją dziewczynę, ale chcę się zaprzyjaźnić z kimś takim jak ona, odciąć się chociaż na chwilę od chłopaków i całego tego gówna związanego z bractwem. Jest na prawdę świetną dziewczyną, takiej przyjaciółki szukałem już od jakiegoś czasu, i myślę, że Aga nadaję się na nią idealnie. Kurewsko się cieszę, że poznałem taką osobę jaką jest ona.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
To już 11 rozdział !!! :O
Dziękuję wam za komentarze <3 Mega mnie to motywuje :)
Jeśli pod tym rozdziałem będzie przynajmniej 5 komentarzy, od razu wrzucam następny rozdział, żebyście nie musieli czekać tygodnia :) <3 <3

2 komentarze:

  1. Wkurwiony Styles to jest to! Rozdział cudo, mega, wow! :D Uwielbiam <3333 <33333 <333 <333333 Fajnie by było gdyby Harry pojechał sie 'odstresować' do Agi :3 A Louis to będzie na prawde świetny przyjaciel :) Nie moge sie doczekać next'a! Błagam ludzie piszcie komy ;) Życze weny, buziaki kochana :*

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)