*Oczami Agaty*
Gdy się budzę, jest jeszcze strasznie ciemno, obstawiam, że jest około trzeciej w nocy. Czuję niekomfortowy uścisk na moich skroniach. Orientuję się, że leże na czymś co się porusza, a na czubku swojej głowy czuję ciepły powiew powietrza. Przypominam sobie co się wczoraj wydarzyło, co sprawia, że ucisk w mojej głowie się nasila.Spoglądam w górę i widzę śpiącą twarz Harry'ego. Jego ramiona kurczowo oplatają moje plecy, a ja jedną z moich rąk mam położoną na jego umięśnionym brzuchu, a drugą pod swoim policzkiem.
To, co wczoraj mu powiedziałam, po prostu samo ze mnie wyszło, nie miałam wpływu na to, co mówię. Jestem cholernie na siebie zła, ale to prawda. Kilka lat temu stało się... właśnie to, co przypomina mi się kiedy ktoś mnie dotyka.
To naprawdę okropne, złe i traumatyczne przeżycie, nie życzę tego nawet największemu wrogowi.
Chociaż nie mam takiego wroga.
Chociaż nie mam takiego wroga.
Postanawiam, że pójdę na dół wziąć coś przeciw bólowego, biorę rękę chłopaka, ściągam ją z siebie i trzymam w powietrzu póki nie wydostaję się z uścisku jego drugiej ręki. Wykorzystuję mój wcześniejszy trik i podkładam mu poduszkę, jako atrapę mojego ciała.
Kiedy staję na podłodze, moje nogi się chwieją, a ja niemal tracę równowagę, lecz w ostatniej chwili opieram się ręką o łóżko i próbuję uspokoić swoje ciało.
Co się ze mną dzieje?
Po chwili, kiedy czuję się lepiej, ruszam w stronę drzwi, jest już w porządku, wiec wychodzę z pokoju ostrożnie zamykając drzwi.
Schodzę na dół do kuchni i dopadam do szafki z tabletkami, biorę aż dwie pigułki na ból głowy, oraz moją tabletkę na tarczycę i połykam, popijając wodą z butelki. Opieram się rękami o blat i biorę głęboki wdech. Moja głowa czuje się już nieco lepiej, lecz mój umysł nie.
Cały czas mam w głowie naszą wczorajszą rozmowę, moje zwierzenie, oraz ten pocałunek. Myślę, że coś poczułam podczas naszego pocałunku, jednak kompletnie nie mam pojęcia co, to jest. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego, nie czułam nawet czegoś, podobnego. Kiedy powiedział do mnie, że ten ktoś więcej mnie nie dotknie, że więcej mnie nie skrzywdzi... może to dziwne ale uwierzyłam mu. Jego głos był szczery, czysty, jakby mnie zapewniał, że jestem bezpieczna, że...to więcej nie będzie miało miejsca.
- Wszystko w porządku? - pod wpływem głosu Harry'ego, moje ciało lekko podskakuję.
Dlaczego on musiał wstać akurat teraz?
- W jak najlepszym. - niemal szepcze, mój głos jest strasznie ochrypły i mówienie sprawia mi trudność. Próbuję minąć go w przejściu nie patrząc na niego, lecz zostaję zatrzymana przez jego rękę oplatającą się na moim ramieniu.
- Przecież widzę, że nie. - jego ton jest poważny.
Mój wzrok jest spuszczony, a ja skrępowana i zawstydzona. Po tym co mu wczoraj powiedziałam, nie mogę spojrzeć mu w oczy, coś mi na to nie pozwala.
Chłopak bierze moją brodę w swoje, długie palce i podnosi do góry moją głowę, żebym na niego spojrzała, lecz ja nie mam takiego zamiaru.
- Spójrz na mnie. - mówi. - Proszę. - jego głos jest niemal błagalny. Spoglądam w jego zielone, pełne współczucia oczy. - Przepraszam cię za wczoraj. Przepraszam, że cię dotknąłem. - mówi, a ja czuję jak moje policzki płoną. Przecież on wczoraj dotykał mnie, nie chciałam tego, to było okropne.
Staram się odepchnąć od siebie te myśli.
- Nie ma o czym mówić. - odwracam wzrok.
- Jest o czym. To przeze mnie tak zareagowałaś. Uwierz mi nie chciałem tego. - chłopak drapie się po karku w nerwowym geście.
- W takim razie dlaczego to zrobiłeś? Nie miałeś prawa robić mi takich rzeczy. - wybucham.
- Wiem o tym. - spogląda w moje oczy, co sprawia, że moje kolana robią się tak z waty. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby o tak hipnotyzującym spojrzeniu.
Szybko wyrywam się z tego transu, przez złość i smutek krzątające się po moim umyśle.
- Myślałem...
- Co myślałeś, że mi się to spodoba? - wtrącam się w jego wypowiedź. - Słyszałam co robisz z dziewczynami Harry. - mówię, a jego spojrzenie zmienia się na przestraszone. - I mogę cię zapewnić, że nie jestem taka jak one. - kaszlę.
Czuję jakby po moim gardle jeździły gwoździe.
- Nie, nie myślałem tak. - odpowiada. - Chciałem wydobyć od ciebie odpowiedź.
- W taki sposób? - chrząkam. - Dotykaniem mnie? Dotykałeś moje ciało Harry, nie chciałam tego...
- Wiem o tym i bardzo cię za to przepraszam. - kładzie swoje obie ręce na ścianie tak, że moja głowa znajduje się pomiędzy nimi, a ja czuję się osaczona i niezdolna do ucieczki.
- A czy jeśli nie zareagowałabym w ten sposób, przeprosiłbyś mnie? - odwraca wzrok. - Tak sądziłam. - kiwam głową na swoją, własną odpowiedź. - Pewnie nie odpuściłbyś, aż odpowiedziałabym na twoje pytanie, i pewnie nie powstrzymałbyś się przed zgwałceniem mn...
- Nie, do tego by nie doszło. - gestykuluje przecząco ręką.
- Skąd mogę mieć pewność? - pytam.
Ta rozmowa zaczyna doprowadzać mnie do szału, ale nie zamierzam odpuszczać jak na razie. Chcę go trochę pomęczyć, żeby wreszcie zrozumiał, że nie może robić takich rzeczy, ani mi ani nikomu innemu. To, że po tym wszystkim się całowaliśmy, a potem spaliśmy razem, nie znaczy, że wszystko od razu mu wybaczyłam. Działałam pod impulsem smutku i z desperowania, sądzę, że miałam prawo się tak zachować. \
- Mam swoje powody. - mówi spokojnie.
- Czyli nie mamy o czym rozmawiać. - odwracam wzrok. - Co ty tutaj w ogóle jeszcze robisz. Wyjdź stąd, nie chcę cię więcej widzieć. - chcę podnieść głos, lecz nie mogę.
Harry wygląda na zdezorientowanego.
- Proszę cię, porozmawiajmy.
- Dlaczego naglę chcesz zemną rozmawiać? Poruszyło cię moje wyznanie? Jakoś wcześniej nie obchodził cię mój los- krzyżuję ręce na piersi.
- Nie prawda. - odpowiada spokojnie.
Spokojny Harry jest dziwny, zupełnie nie podobny do jego gorszej odsłony, którą już zdążyłam poznać, aż za bardzo.
- Ja odniosłam inne wrażenie. - przez chwilę patrzymy sobie w oczy. - A teraz nie chcę z tobą rozmawiać, ani odpowiadać na twoje, głupie pytania. Nie chcę cię widzieć. - spuszczam wzrok.
To co przed chwilą powiedziałam., to nie do końca prawda. Harry jest tak tajemniczy, że aż intrygujący. Chciałabym go poznać i dowiedzieć się dlaczego teraz jest, jaki jest, ale mi na to nie pozwala.
- A mogę przynajmniej zostać, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zdaje się, że w jego głosie słyszę lekką nutkę podirytowania, co bardzo mnie cieszy. Jego ciało przybliża się bardziej do mojego, co sprawia, że moja pewność siebie maleje.
Biorę głęboki oddech.
- Zróbmy tak. - kładę jedną z moich rąk na jego klatce piersiowej i odsuwam jego ciało od mojego. - Jeśli odpowiesz na kilka moich pytań, postarasz się być miły i niewybuchowy, pozwolę ci zostać, skoro tak ci na tym zależy. - proponuję,
- Skąd pomysł na taką propozycje?
- Ponieważ ty wiesz o mnie stanowczo więcej niż powinieneś i wiesz o rzeczach, o których nie wie moja rodzina oraz przyjaciele, a ty nie chcesz mi odpowiedzieć nawet na jedno nędzne pytanie. Nie wiem o tobie nic, nie znam cię, więc dlaczego miałabym dalej kontynuować naszą niby znajomość, skoro jesteś taki tajemniczy i nie chcesz mi nic mówić? - mówię na jednym wdechu. - Poza tym jesteś agresywny, arogancki i szybko popadasz w złość. A to mi się ani trochę nie podoba. - dodaję
Powiedziałam mu to co zamierzałam mu powiedzieć od bardzo dawna i w końcu te słowa opuściły moje spierzchnięte usta.
- Dlaczego miałabym na to przystać? - pyta.
- Chcę się o tobie czegoś dowiedzieć, myślę, że to nic złego, zwłaszcza kiedy ty wymuszasz na mnie odpowiedzi w taki spo...
- Żałuje tego i już nigdy tego nie zrobię. - przerywa.
- Dobrze, wymuszałeś na mnie w ten sposób. - poprawiam się. - W każdym bądź razie, jeśli się nie zgodzisz, nie masz tutaj czego szukać. - krzyżuję ręce.
- Dobra. - mówi po krótkim namyśle, szarpiąc się za włosy
- Mogę się zapytać o co tylko chcę? - pytam.
- Tak. - kiwa głową.
- Będziesz miły i postarasz się nie wybuchać?
- Tak. - słyszę lekką irytację w jego głosie.
Chyba serio zależy mu, żeby tutaj zostać, skoro zgadza się na to, wszystko.
- Usiądziemy? - Harry odsuwa się ode mnie i przepuszcza do salonu. Jestem z tego zadowolona.
Dziwi mnie jego nagła zmiana, cały czas był dla mnie nie miły i odburkiwał, kiedy go o coś pytałam, lub chciałam porozmawiać. Teraz prowadzi ze mną prawie normalną konwersację, jego zachowanie drastycznie się zmieniło.
Ale czy to z tego powodu, że dowiedział się co przydarzyło mi się przed kilku laty? Może czuje poczucie winy, że mi o tym przypomniał?
Sama nie wiem.
Siadam na kanapie, a Harry zaraz obok mnie.
Chętnie przesiadłabym się na fotel, ale nie chcę zachowywać się dziecinnie.
- Wybaczysz mi? - pyta, a ja spoglądam w jego oczy, w których widać nutkę nadziei.
- Co mam ci wybaczyć? - pytam. - To nie twoja wina, że... to się stało. A, że jesteś zwykłym dupkiem i molestujesz dziewczyny, żeby odpowiadały na twoje pytania, to już twoja sprawa. Jestem po prostu zła i smutna, ale nie mam ci czego wybaczać. - mówię, a w jego oczach widzę ulgę ale także zdziwienie.
- Dzięki. - uśmiecha się lekko, a ja zamieram.
Nigdy nie widziałam, jak się uśmiecha i żałuję tego. Wygląda zjawiskowo, kiedy jego kąciki ust podniesione są ku górze. - Możesz pytać. - opiera się plecami o oparcie kanapy i spogląda na mnie.
- Dobrze. - mówię. - Kochasz kogoś? - zakrywam ręką usta. To pytanie wydobyło się z moich ust, mimo, że tego nie chciałam.
Dlaczego miałabym się go o to pytać? Chcę znać bardziej istotne rzeczy.
Patrzy na mnie podejrzliwie, jakby był zdezorientowany moim pytaniem.
- W zasadzie nikogo. - odpowiada.
To nie może być prawda, musi kogoś kochać. Człowiek bez miłości, nie mógłby funkcjonować normalnie.
Harry nie jest normalny.
- A co z rodziną? - od razu żałuję swojego pytania. Jego twarz się wykręcą, a oczy tracą delikatność, która zaczynała mi się podobać.
- Nie mów więcej o mojej rodzinie. Rozumiesz? - burka, a ja mam ochotę wyrwać sobie kępę włosów za zniszczenie jego, dobrego nastroju.
- Dobrze. Przepraszam. - spuszczam głowę. - Zgodziłeś się na to, że mogę zapytać o wszystko. - niemal szepczę.
Odpuszczam, nie chcę się z nim kłócić, ani go rozzłościć, bo w taki sposób nic się o nim nie dowiem i tylko schrzanię jego w miarę dobry nastrój. Ale nadal niepokoi mnie to`, dlaczego tak zareagował na pytanie o swojej rodzinie.
Jego twarz trochę łagodnieje i jeszcze bardziej się do mnie przysuwa.
- Ale nie o to. - jego ton łagodnieje, co nieco rozluźnia atmosferę między nami. Harry chce dotrzymać naszej umowy i stara się zachować spokój. Plus dla niego.
- W takim razie o co jeszcze nie mogę cię zapytać? - pytam.
Wolę, żeby powiedział mi teraz, niż potem wkurzał się, bo powiedziałam coś nieodpowiedniego.
- Oprócz mojej rodziny, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem szczerze. - mówi ilustrując moją twarz.
Postanawiam zacząć od czegoś prostego.
- Dlaczego jesteś dla mnie nie miły? - opieram się plecami o oparcie sofy w taki sam sposób jak on.
- Ja dla wszystkich jestem niemiły. - parska.
- W takim razie wygląda na to, że jesteś dla mnie nadzwyczaj nieuprzejmy. - przygotowuję się na gniewną odpowiedź z jego strony, co jest kwestią czasu.
- Nie jestem dla ciebie aż tak wredny. - odzywa się.
- Mylisz się. - mamroczę.
- Ja nigdy się nie mylę. - jego ton jest poważny, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Owszem mylisz się.
- To nie prawda. Nie jestem dla ciebie wredniejszy niż dla innych osób. - odpowiada. - Może. - uśmiecha się głupawo.
Teraz na żarty się mu zebrało. Ja naprawdę nie poznaję tego człowieka.
- Nie wiem, dlaczego marnuję na ciebie swój czas?! - wstaję z kanapy i chcę odejść, lecz jego ręka ląduje na moim nadgarstku i ciągnie mnie w swoją stronę.
Sadza mnie na swoich kolanach.
- Puść mnie. Nie dotykaj mnie. - szarpię się.
Nie chcę być aż tak blisko niego, nie chcę, żeby mnie dotykał.
Chłopak puszcza mnie, a ja od razu idę na fotel.
- Nie ufasz mi? - pyta i nieco przysuwa się bliżej mojej osoby na kanapie, a ja zatapiam się w mebel, na którym siedzę.
- Nie oczywiście, że ci nie ufam. Dlaczego miałabym? - kiedy wypowiadam te słowa, jego twarz marnieje, ale szybko wraca do swojego poprzedniego stanu.
Dlaczego miałby przejmować się, czy mam do niego zaufanie?
- Nie możemy po prostu trzymać się od siebie z daleka? - wzdycham, a on ponownie lekko się przysuwa.
Wzdycha.
- Nie chcę trzymać się od ciebie z daleka. - czuję jak moje oczy się rozszerzają, a serce szybciej bije w mojej klatce piersiowej. - Myślę, że możemy się kolegować. - mówi, a ja niemal parskam śmiechem.
- I skończyć jak wszystkie inne twoje koleżanki, z tobą w łóżku? - te słowa same wychodzą z moich ust, nie mam na to wpływu.
Ta sytuacja wydaje się tak niemożliwa, że aż śmieszna.
Harry proponujący mi koleżeństwo, to jest a-wykonalne. Poza tym wiem jak to by się skończyło.
- Dlaczego o tym mówisz? Skąd o tym wiesz? - jest spanikowany.
- Dużo osób wie o tobie co nieco. - nie chcę mówić mu, że to Louis, i Matt. Nie chcę, żeby mieli kłopoty.
Harry kiwa głową, a jego twarz jest zmieszana. Mam nadzieję, że się nie domyśla kto mi o tym powiedział.
- To prawda, mam kilka dziewczyn, z którymi się pieprzę. Ale dlaczego to cię w ogóle obchodzi? - mówienie o tym nie sprawia na nim wrażenia, ale ja jestem w szoku. Słyszenie, jak przyznaje się do spania z innymi dziewczynami nie powinno mnie niepokoić, ale tak się dzieję.
Najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego.
- Nie obchodzi, po prostu nie chcę, żebyś myślał, że będę jedną z tych dziewczyn. - krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. - ton głosu chłopaka poważnieje.
Jego odpowiedź mnie szokuje.
Moje serce chce wierzyć, że tak jest, że tak myśli, że to prawda. W końcu miał odpowiadać na moje pytania całkowicie szczerze.
Orientuję się, że od jakiegoś czasu nie zadawałam mu pytań, a on nadal prowadzi ze mną tą grę.
Czyżby o tym zapomniał?
- Dlaczego? - pytam po chwili wpatrywania się w zielone tęczówki Harry'ego.
- Nie chciałbym, żebyś robiła takie rzeczy, nie jesteś na to gotowa, ani warta tego, całego gówna. - ilustruje moje oczy, jakby czegoś w nich szukał.
- W takim razie dlaczego to robisz, skoro twierdzisz, że to gówno? - pytam, a chłopak popada w zamyślenie.
Nadal nie wierze, że normalnie i szczerze konwersuję z Harry'm. To naprawdę dziwne, ale podoba mi się to. Mam okazję go poznać z tej, lepszej strony, co mnie cieszy.
- W taki sposób odreagowuje swoje emocje, ale też stało się to częścią mojego, życia. To jest jak uzależnienie, coś od czego chcesz się uwolnić, ale nie możesz. - spoglądam na niego. Harry patrzy się tępo w sufit, jakby był nieobecny.
- Rozumiem. - odpowiadam. - Powinnam współczuć tym dziewczynom? - pytam, a on odrywa się z swojego transu i spogląda na mnie pytająco.
- Nie powinnaś, podoba im się to, wierz mi.
- Nie o to mi chodzi. - kręcę głową.
Kolejne pytające spojrzenie z jego strony.
- Jeżeli byłoby tak, że czułyby to samo co ty, to czy powinnam im współczuć? - spoglądam na niego.
Współczuję mu. Wiem coś o tym czuciu, kiedy chcesz się od czegoś uwolnić raz na zawsze, lecz nie możesz. W moim przypadku są to wspomnienia.
- Tak. Ale sądzę, że one tego nie czują. - mówi.
- Dlaczego?
- Gdyby tak było, nie pieprzyłbym się z nimi. - mówi krótko.
Marszczę brwi, na słowo pieprzyć. Nie cierpię tego słowa.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że nie chciałbym, żeby ktokolwiek czuł to, co ja czuję. - wzdycha.
Ogarnia mnie niepokój i żal, nie chcę już dłużej tego słuchać. Harry jest przygnębiony i nie chcę, żeby był jeszcze bardziej.
- Opowiedz o twoich walkach. - chrząkam. Postanowiłam zmienić temat.
- O tym też w jakiś sposób się dowiedziałaś. - ledwo co zauważam maleńki uśmieszek, który wkrada się na jego twarz.
Zdecydowanie bardziej wolę takiego, ledwo uśmiechającego się Harry'ego, niż Harry'ego który jest przygnębiony i tępo patrzy się w sufit.
- Walczę już mniej więcej od pięciu lat...
- Ile masz lat? - wtrącam się w jego zdanie.
- Skończę dwadzieścia dwa. - mówi. - A ty? - pyta.
- Dwadzieścia. - uśmiecham się.
- A więc. - Harry kontynuuje. - Jestem dobry, najlepszy. Przegrałem chyba tylko trzy razy, przez pięć lat walk. - opiera swoje łokcie na kolanach . - Myślę, że to niezły wynik. - spogląda na mnie, lecz po chwili odwraca wzrok. - Po jutrze mam kolejną walkę, z zawodnikiem wagi ciężkiej. - mówi.
- Denerwujesz się?
- Ani trochę. - splata swoje palce i opiera na nich swoją brodę. - Jadę dzisiaj po południu potrenować. - oznajmia.
- Czy mogłabym jechać z tobą? - kolejny raz coś niekontrolowanego wydostaje się z moich ust, przez co przygryzam wargę.
- Skoro chcesz. - chłopak próbuje udawać obojętnego, lecz przez chwilę widziałam w jego oczach błysk.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Mówię coś co siedzi w mojej podświadomości, albo zwariowałam. Ale w sumie, to nie mam dzisiaj po południu nic do roboty, więc co mi szkodzi.
- Usiądziesz obok mnie, czy nadal czujesz, że za mało mnie znasz i jestem wredny i mi nie ufasz? - pyta, a ja uśmiecham się kręcąc głową.
- Co do zaufania, nieco bym się wahała. - spoglądam na niego spod rzęs. - Ale zasłużyłeś. - uśmiecham się. Ku mojemu zaskoczeniu, on też lekko unosi swoje kąciki ust, co mnie cieszy.
Wstaję z fotela i siadam tuż obok chłopaka, który zaskoczył mnie dzisiaj swoją szczerą rozmową ze mną i brakiem agresji. Nie podniósł na mnie głosu, no może raz czy dwa. Nawet się uśmiechał.
Myślę, że gdyby Harry zawsze taki był, mogłabym go polubić.
Naglę czuję, że coś opada na moje ramie, spoglądam na nie i widzę, że głowa Harry'ego spoczywa na mojej ręce. Chłopak śpi i nawet lekko pochrapuje. Musiał być naprawdę zmęczony, skoro tak szybko zasnął. Jego głowa zaczyna opadać i przeciążać moje ciało, więc biorę ją delikatnie w swoje dłonie, kładę na swoich kolanach poduszkę, a na niej głowę z burzą loków. Sięgam po koc leżący tuż obok mnie i przykrywam nim jego, półnagie, pokryte tatuażami ciało. Twarz Harry'ego jest zakryta jego długimi, kręconymi włosami, więc odgarniam je do tyłu, a niektóre kosmyki delikatnie zakładam mu za ucho .Mój wzrok utkwiony jest w jego twarzy, ilustrując każdą jego zmarszczkę, bliznę, każdą rysę. Harry to naprawdę przystojny i urokliwy chłopak, a jego umięśnione ciało przyprawia o dreszcze.
Nie dziwię się, że laski na niego lecą, ale też przeraża mnie to.
Orientuję się, że jest czwarta rano a ja spałam zaledwie pięć godzin. Muszę postarać się zasnąć, albo zmusić się do zaśnięcia, bo będę dosłownie nieżywa kiedy się przejaśni, a ja będę musiała jakoś się ogarnąć i funkcjonować podczas dnia.
Podkładam sobie pod głowę poduszkę, spoglądam na Harry'ego, który zdaje się śni o czymś przyjemnym, następnie zamykam oczy. Dosłownie po kilku chwilach zasypiam, podczas gdy Harry oplata swoje ramiona wokół mojego pasa.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Następny rozdział za kilka minut. :) Mam nadzieję, że się podoba. ;) :D
Dlaczego on musiał wstać akurat teraz?
- W jak najlepszym. - niemal szepcze, mój głos jest strasznie ochrypły i mówienie sprawia mi trudność. Próbuję minąć go w przejściu nie patrząc na niego, lecz zostaję zatrzymana przez jego rękę oplatającą się na moim ramieniu.
- Przecież widzę, że nie. - jego ton jest poważny.
Mój wzrok jest spuszczony, a ja skrępowana i zawstydzona. Po tym co mu wczoraj powiedziałam, nie mogę spojrzeć mu w oczy, coś mi na to nie pozwala.
Chłopak bierze moją brodę w swoje, długie palce i podnosi do góry moją głowę, żebym na niego spojrzała, lecz ja nie mam takiego zamiaru.
- Spójrz na mnie. - mówi. - Proszę. - jego głos jest niemal błagalny. Spoglądam w jego zielone, pełne współczucia oczy. - Przepraszam cię za wczoraj. Przepraszam, że cię dotknąłem. - mówi, a ja czuję jak moje policzki płoną. Przecież on wczoraj dotykał mnie, nie chciałam tego, to było okropne.
Staram się odepchnąć od siebie te myśli.
- Nie ma o czym mówić. - odwracam wzrok.
- Jest o czym. To przeze mnie tak zareagowałaś. Uwierz mi nie chciałem tego. - chłopak drapie się po karku w nerwowym geście.
- W takim razie dlaczego to zrobiłeś? Nie miałeś prawa robić mi takich rzeczy. - wybucham.
- Wiem o tym. - spogląda w moje oczy, co sprawia, że moje kolana robią się tak z waty. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby o tak hipnotyzującym spojrzeniu.
Szybko wyrywam się z tego transu, przez złość i smutek krzątające się po moim umyśle.
- Myślałem...
- Co myślałeś, że mi się to spodoba? - wtrącam się w jego wypowiedź. - Słyszałam co robisz z dziewczynami Harry. - mówię, a jego spojrzenie zmienia się na przestraszone. - I mogę cię zapewnić, że nie jestem taka jak one. - kaszlę.
Czuję jakby po moim gardle jeździły gwoździe.
- Nie, nie myślałem tak. - odpowiada. - Chciałem wydobyć od ciebie odpowiedź.
- W taki sposób? - chrząkam. - Dotykaniem mnie? Dotykałeś moje ciało Harry, nie chciałam tego...
- Wiem o tym i bardzo cię za to przepraszam. - kładzie swoje obie ręce na ścianie tak, że moja głowa znajduje się pomiędzy nimi, a ja czuję się osaczona i niezdolna do ucieczki.
- A czy jeśli nie zareagowałabym w ten sposób, przeprosiłbyś mnie? - odwraca wzrok. - Tak sądziłam. - kiwam głową na swoją, własną odpowiedź. - Pewnie nie odpuściłbyś, aż odpowiedziałabym na twoje pytanie, i pewnie nie powstrzymałbyś się przed zgwałceniem mn...
- Nie, do tego by nie doszło. - gestykuluje przecząco ręką.
- Skąd mogę mieć pewność? - pytam.
Ta rozmowa zaczyna doprowadzać mnie do szału, ale nie zamierzam odpuszczać jak na razie. Chcę go trochę pomęczyć, żeby wreszcie zrozumiał, że nie może robić takich rzeczy, ani mi ani nikomu innemu. To, że po tym wszystkim się całowaliśmy, a potem spaliśmy razem, nie znaczy, że wszystko od razu mu wybaczyłam. Działałam pod impulsem smutku i z desperowania, sądzę, że miałam prawo się tak zachować. \
- Mam swoje powody. - mówi spokojnie.
- Czyli nie mamy o czym rozmawiać. - odwracam wzrok. - Co ty tutaj w ogóle jeszcze robisz. Wyjdź stąd, nie chcę cię więcej widzieć. - chcę podnieść głos, lecz nie mogę.
Harry wygląda na zdezorientowanego.
- Proszę cię, porozmawiajmy.
- Dlaczego naglę chcesz zemną rozmawiać? Poruszyło cię moje wyznanie? Jakoś wcześniej nie obchodził cię mój los- krzyżuję ręce na piersi.
- Nie prawda. - odpowiada spokojnie.
Spokojny Harry jest dziwny, zupełnie nie podobny do jego gorszej odsłony, którą już zdążyłam poznać, aż za bardzo.
- Ja odniosłam inne wrażenie. - przez chwilę patrzymy sobie w oczy. - A teraz nie chcę z tobą rozmawiać, ani odpowiadać na twoje, głupie pytania. Nie chcę cię widzieć. - spuszczam wzrok.
To co przed chwilą powiedziałam., to nie do końca prawda. Harry jest tak tajemniczy, że aż intrygujący. Chciałabym go poznać i dowiedzieć się dlaczego teraz jest, jaki jest, ale mi na to nie pozwala.
- A mogę przynajmniej zostać, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać? - zdaje się, że w jego głosie słyszę lekką nutkę podirytowania, co bardzo mnie cieszy. Jego ciało przybliża się bardziej do mojego, co sprawia, że moja pewność siebie maleje.
Biorę głęboki oddech.
- Zróbmy tak. - kładę jedną z moich rąk na jego klatce piersiowej i odsuwam jego ciało od mojego. - Jeśli odpowiesz na kilka moich pytań, postarasz się być miły i niewybuchowy, pozwolę ci zostać, skoro tak ci na tym zależy. - proponuję,
- Skąd pomysł na taką propozycje?
- Ponieważ ty wiesz o mnie stanowczo więcej niż powinieneś i wiesz o rzeczach, o których nie wie moja rodzina oraz przyjaciele, a ty nie chcesz mi odpowiedzieć nawet na jedno nędzne pytanie. Nie wiem o tobie nic, nie znam cię, więc dlaczego miałabym dalej kontynuować naszą niby znajomość, skoro jesteś taki tajemniczy i nie chcesz mi nic mówić? - mówię na jednym wdechu. - Poza tym jesteś agresywny, arogancki i szybko popadasz w złość. A to mi się ani trochę nie podoba. - dodaję
Powiedziałam mu to co zamierzałam mu powiedzieć od bardzo dawna i w końcu te słowa opuściły moje spierzchnięte usta.
- Dlaczego miałabym na to przystać? - pyta.
- Chcę się o tobie czegoś dowiedzieć, myślę, że to nic złego, zwłaszcza kiedy ty wymuszasz na mnie odpowiedzi w taki spo...
- Żałuje tego i już nigdy tego nie zrobię. - przerywa.
- Dobrze, wymuszałeś na mnie w ten sposób. - poprawiam się. - W każdym bądź razie, jeśli się nie zgodzisz, nie masz tutaj czego szukać. - krzyżuję ręce.
- Dobra. - mówi po krótkim namyśle, szarpiąc się za włosy
- Mogę się zapytać o co tylko chcę? - pytam.
- Tak. - kiwa głową.
- Będziesz miły i postarasz się nie wybuchać?
- Tak. - słyszę lekką irytację w jego głosie.
Chyba serio zależy mu, żeby tutaj zostać, skoro zgadza się na to, wszystko.
- Usiądziemy? - Harry odsuwa się ode mnie i przepuszcza do salonu. Jestem z tego zadowolona.
Dziwi mnie jego nagła zmiana, cały czas był dla mnie nie miły i odburkiwał, kiedy go o coś pytałam, lub chciałam porozmawiać. Teraz prowadzi ze mną prawie normalną konwersację, jego zachowanie drastycznie się zmieniło.
Ale czy to z tego powodu, że dowiedział się co przydarzyło mi się przed kilku laty? Może czuje poczucie winy, że mi o tym przypomniał?
Sama nie wiem.
Siadam na kanapie, a Harry zaraz obok mnie.
Chętnie przesiadłabym się na fotel, ale nie chcę zachowywać się dziecinnie.
- Wybaczysz mi? - pyta, a ja spoglądam w jego oczy, w których widać nutkę nadziei.
- Co mam ci wybaczyć? - pytam. - To nie twoja wina, że... to się stało. A, że jesteś zwykłym dupkiem i molestujesz dziewczyny, żeby odpowiadały na twoje pytania, to już twoja sprawa. Jestem po prostu zła i smutna, ale nie mam ci czego wybaczać. - mówię, a w jego oczach widzę ulgę ale także zdziwienie.
- Dzięki. - uśmiecha się lekko, a ja zamieram.
Nigdy nie widziałam, jak się uśmiecha i żałuję tego. Wygląda zjawiskowo, kiedy jego kąciki ust podniesione są ku górze. - Możesz pytać. - opiera się plecami o oparcie kanapy i spogląda na mnie.
- Dobrze. - mówię. - Kochasz kogoś? - zakrywam ręką usta. To pytanie wydobyło się z moich ust, mimo, że tego nie chciałam.
Dlaczego miałabym się go o to pytać? Chcę znać bardziej istotne rzeczy.
Patrzy na mnie podejrzliwie, jakby był zdezorientowany moim pytaniem.
- W zasadzie nikogo. - odpowiada.
To nie może być prawda, musi kogoś kochać. Człowiek bez miłości, nie mógłby funkcjonować normalnie.
Harry nie jest normalny.
- A co z rodziną? - od razu żałuję swojego pytania. Jego twarz się wykręcą, a oczy tracą delikatność, która zaczynała mi się podobać.
- Nie mów więcej o mojej rodzinie. Rozumiesz? - burka, a ja mam ochotę wyrwać sobie kępę włosów za zniszczenie jego, dobrego nastroju.
- Dobrze. Przepraszam. - spuszczam głowę. - Zgodziłeś się na to, że mogę zapytać o wszystko. - niemal szepczę.
Odpuszczam, nie chcę się z nim kłócić, ani go rozzłościć, bo w taki sposób nic się o nim nie dowiem i tylko schrzanię jego w miarę dobry nastrój. Ale nadal niepokoi mnie to`, dlaczego tak zareagował na pytanie o swojej rodzinie.
Jego twarz trochę łagodnieje i jeszcze bardziej się do mnie przysuwa.
- Ale nie o to. - jego ton łagodnieje, co nieco rozluźnia atmosferę między nami. Harry chce dotrzymać naszej umowy i stara się zachować spokój. Plus dla niego.
- W takim razie o co jeszcze nie mogę cię zapytać? - pytam.
Wolę, żeby powiedział mi teraz, niż potem wkurzał się, bo powiedziałam coś nieodpowiedniego.
- Oprócz mojej rodziny, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem szczerze. - mówi ilustrując moją twarz.
Postanawiam zacząć od czegoś prostego.
- Dlaczego jesteś dla mnie nie miły? - opieram się plecami o oparcie sofy w taki sam sposób jak on.
- Ja dla wszystkich jestem niemiły. - parska.
- W takim razie wygląda na to, że jesteś dla mnie nadzwyczaj nieuprzejmy. - przygotowuję się na gniewną odpowiedź z jego strony, co jest kwestią czasu.
- Nie jestem dla ciebie aż tak wredny. - odzywa się.
- Mylisz się. - mamroczę.
- Ja nigdy się nie mylę. - jego ton jest poważny, co sprawia, że spoglądam na niego.
- Owszem mylisz się.
- To nie prawda. Nie jestem dla ciebie wredniejszy niż dla innych osób. - odpowiada. - Może. - uśmiecha się głupawo.
Teraz na żarty się mu zebrało. Ja naprawdę nie poznaję tego człowieka.
- Nie wiem, dlaczego marnuję na ciebie swój czas?! - wstaję z kanapy i chcę odejść, lecz jego ręka ląduje na moim nadgarstku i ciągnie mnie w swoją stronę.
Sadza mnie na swoich kolanach.
- Puść mnie. Nie dotykaj mnie. - szarpię się.
Nie chcę być aż tak blisko niego, nie chcę, żeby mnie dotykał.
Chłopak puszcza mnie, a ja od razu idę na fotel.
- Nie ufasz mi? - pyta i nieco przysuwa się bliżej mojej osoby na kanapie, a ja zatapiam się w mebel, na którym siedzę.
- Nie oczywiście, że ci nie ufam. Dlaczego miałabym? - kiedy wypowiadam te słowa, jego twarz marnieje, ale szybko wraca do swojego poprzedniego stanu.
Dlaczego miałby przejmować się, czy mam do niego zaufanie?
- Nie możemy po prostu trzymać się od siebie z daleka? - wzdycham, a on ponownie lekko się przysuwa.
Wzdycha.
- Nie chcę trzymać się od ciebie z daleka. - czuję jak moje oczy się rozszerzają, a serce szybciej bije w mojej klatce piersiowej. - Myślę, że możemy się kolegować. - mówi, a ja niemal parskam śmiechem.
- I skończyć jak wszystkie inne twoje koleżanki, z tobą w łóżku? - te słowa same wychodzą z moich ust, nie mam na to wpływu.
Ta sytuacja wydaje się tak niemożliwa, że aż śmieszna.
Harry proponujący mi koleżeństwo, to jest a-wykonalne. Poza tym wiem jak to by się skończyło.
- Dlaczego o tym mówisz? Skąd o tym wiesz? - jest spanikowany.
- Dużo osób wie o tobie co nieco. - nie chcę mówić mu, że to Louis, i Matt. Nie chcę, żeby mieli kłopoty.
Harry kiwa głową, a jego twarz jest zmieszana. Mam nadzieję, że się nie domyśla kto mi o tym powiedział.
- To prawda, mam kilka dziewczyn, z którymi się pieprzę. Ale dlaczego to cię w ogóle obchodzi? - mówienie o tym nie sprawia na nim wrażenia, ale ja jestem w szoku. Słyszenie, jak przyznaje się do spania z innymi dziewczynami nie powinno mnie niepokoić, ale tak się dzieję.
Najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego.
- Nie obchodzi, po prostu nie chcę, żebyś myślał, że będę jedną z tych dziewczyn. - krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. - ton głosu chłopaka poważnieje.
Jego odpowiedź mnie szokuje.
Moje serce chce wierzyć, że tak jest, że tak myśli, że to prawda. W końcu miał odpowiadać na moje pytania całkowicie szczerze.
Orientuję się, że od jakiegoś czasu nie zadawałam mu pytań, a on nadal prowadzi ze mną tą grę.
Czyżby o tym zapomniał?
- Dlaczego? - pytam po chwili wpatrywania się w zielone tęczówki Harry'ego.
- Nie chciałbym, żebyś robiła takie rzeczy, nie jesteś na to gotowa, ani warta tego, całego gówna. - ilustruje moje oczy, jakby czegoś w nich szukał.
- W takim razie dlaczego to robisz, skoro twierdzisz, że to gówno? - pytam, a chłopak popada w zamyślenie.
Nadal nie wierze, że normalnie i szczerze konwersuję z Harry'm. To naprawdę dziwne, ale podoba mi się to. Mam okazję go poznać z tej, lepszej strony, co mnie cieszy.
- W taki sposób odreagowuje swoje emocje, ale też stało się to częścią mojego, życia. To jest jak uzależnienie, coś od czego chcesz się uwolnić, ale nie możesz. - spoglądam na niego. Harry patrzy się tępo w sufit, jakby był nieobecny.
- Rozumiem. - odpowiadam. - Powinnam współczuć tym dziewczynom? - pytam, a on odrywa się z swojego transu i spogląda na mnie pytająco.
- Nie powinnaś, podoba im się to, wierz mi.
- Nie o to mi chodzi. - kręcę głową.
Kolejne pytające spojrzenie z jego strony.
- Jeżeli byłoby tak, że czułyby to samo co ty, to czy powinnam im współczuć? - spoglądam na niego.
Współczuję mu. Wiem coś o tym czuciu, kiedy chcesz się od czegoś uwolnić raz na zawsze, lecz nie możesz. W moim przypadku są to wspomnienia.
- Tak. Ale sądzę, że one tego nie czują. - mówi.
- Dlaczego?
- Gdyby tak było, nie pieprzyłbym się z nimi. - mówi krótko.
Marszczę brwi, na słowo pieprzyć. Nie cierpię tego słowa.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że nie chciałbym, żeby ktokolwiek czuł to, co ja czuję. - wzdycha.
Ogarnia mnie niepokój i żal, nie chcę już dłużej tego słuchać. Harry jest przygnębiony i nie chcę, żeby był jeszcze bardziej.
- Opowiedz o twoich walkach. - chrząkam. Postanowiłam zmienić temat.
- O tym też w jakiś sposób się dowiedziałaś. - ledwo co zauważam maleńki uśmieszek, który wkrada się na jego twarz.
Zdecydowanie bardziej wolę takiego, ledwo uśmiechającego się Harry'ego, niż Harry'ego który jest przygnębiony i tępo patrzy się w sufit.
- Walczę już mniej więcej od pięciu lat...
- Ile masz lat? - wtrącam się w jego zdanie.
- Skończę dwadzieścia dwa. - mówi. - A ty? - pyta.
- Dwadzieścia. - uśmiecham się.
- A więc. - Harry kontynuuje. - Jestem dobry, najlepszy. Przegrałem chyba tylko trzy razy, przez pięć lat walk. - opiera swoje łokcie na kolanach . - Myślę, że to niezły wynik. - spogląda na mnie, lecz po chwili odwraca wzrok. - Po jutrze mam kolejną walkę, z zawodnikiem wagi ciężkiej. - mówi.
- Denerwujesz się?
- Ani trochę. - splata swoje palce i opiera na nich swoją brodę. - Jadę dzisiaj po południu potrenować. - oznajmia.
- Czy mogłabym jechać z tobą? - kolejny raz coś niekontrolowanego wydostaje się z moich ust, przez co przygryzam wargę.
- Skoro chcesz. - chłopak próbuje udawać obojętnego, lecz przez chwilę widziałam w jego oczach błysk.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Mówię coś co siedzi w mojej podświadomości, albo zwariowałam. Ale w sumie, to nie mam dzisiaj po południu nic do roboty, więc co mi szkodzi.
- Usiądziesz obok mnie, czy nadal czujesz, że za mało mnie znasz i jestem wredny i mi nie ufasz? - pyta, a ja uśmiecham się kręcąc głową.
- Co do zaufania, nieco bym się wahała. - spoglądam na niego spod rzęs. - Ale zasłużyłeś. - uśmiecham się. Ku mojemu zaskoczeniu, on też lekko unosi swoje kąciki ust, co mnie cieszy.
Wstaję z fotela i siadam tuż obok chłopaka, który zaskoczył mnie dzisiaj swoją szczerą rozmową ze mną i brakiem agresji. Nie podniósł na mnie głosu, no może raz czy dwa. Nawet się uśmiechał.
Myślę, że gdyby Harry zawsze taki był, mogłabym go polubić.
Naglę czuję, że coś opada na moje ramie, spoglądam na nie i widzę, że głowa Harry'ego spoczywa na mojej ręce. Chłopak śpi i nawet lekko pochrapuje. Musiał być naprawdę zmęczony, skoro tak szybko zasnął. Jego głowa zaczyna opadać i przeciążać moje ciało, więc biorę ją delikatnie w swoje dłonie, kładę na swoich kolanach poduszkę, a na niej głowę z burzą loków. Sięgam po koc leżący tuż obok mnie i przykrywam nim jego, półnagie, pokryte tatuażami ciało. Twarz Harry'ego jest zakryta jego długimi, kręconymi włosami, więc odgarniam je do tyłu, a niektóre kosmyki delikatnie zakładam mu za ucho .Mój wzrok utkwiony jest w jego twarzy, ilustrując każdą jego zmarszczkę, bliznę, każdą rysę. Harry to naprawdę przystojny i urokliwy chłopak, a jego umięśnione ciało przyprawia o dreszcze.
Nie dziwię się, że laski na niego lecą, ale też przeraża mnie to.
Orientuję się, że jest czwarta rano a ja spałam zaledwie pięć godzin. Muszę postarać się zasnąć, albo zmusić się do zaśnięcia, bo będę dosłownie nieżywa kiedy się przejaśni, a ja będę musiała jakoś się ogarnąć i funkcjonować podczas dnia.
Podkładam sobie pod głowę poduszkę, spoglądam na Harry'ego, który zdaje się śni o czymś przyjemnym, następnie zamykam oczy. Dosłownie po kilku chwilach zasypiam, podczas gdy Harry oplata swoje ramiona wokół mojego pasa.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Następny rozdział za kilka minut. :) Mam nadzieję, że się podoba. ;) :D
Jak słodko aww :3 Uwielbiam <33333 <333 Mam tak samo jak Aga nie wierze, że taka rozmowa i w ogóle miała miejsce wow! Rozdział genialny jak zawsze :* Kocham <3333 <333333 Jestem ciekawa co dalej i czym nas zaskoczysz jeszcze ;)
OdpowiedzUsuńZa pare minut?? Z tego co widze post był dodany pare godzin temu, ale trudno mam nadzieje, że szybko dodasz ciąg dalszy :D
W ogóle wybiła północ mam dziś urodziny i taki świetny rozdział cudownie, wspaniale poprawiłaś mi ten dzień :3 Nie wiem co jeszcze, więc czekam z niecierpliwością aż szybko dodasz next'a :D Buziaki, pozdrowienia, dużo weny kochana :* :*
Wszytkiego najlepszego kochana!!! <3 Dziękuję, ze komentujesz każdy mój rozdział, nawet nie wiesz jak bardzo mnie to motywuje. :) :D
Usuń