11.12.2015

Rozdział 16

                                                         *Oczami Agaty*

Budzi mnie apetyczny zapach jajecznicy i tostów, otwieram oczy i rozglądam się do o koła. Harry'ego nie ma obok mnie, a na dworze jest już jasno. Spoglądam na zegarek, który wisi na ścianie, jest ósma rano. Zauważam, że moja pozycja, w której spałam jest zupełnie inna, niż ta w której zasnęłam. Jestem przykryta kocem, moje nogi są wyprostowane, a głowa leży na poduszce, czuję, że Harry maczał w tym palce.
Wstaję z kanapy i kieruję się do kuchni, z której wydobywa się ten jajkowo-tostowy aromat. Widok, który tam zastaję przyprawia mnie o szeroki uśmiech. Smażąca się jajecznica na patelni i Harry smarujący tosta masłem, to naprawdę świetny i niespotykany widok.
- Wiedziałem, że zaraz wstaniesz. - oznajmia. Siadam na wysokim stołku przy blacie.
- Skąd niby te przypuszczenia? - pytam bawiąc się cukrem w cukierniczce. Mój głos trochę się polepszył, ale nadal jest ochrypnięty i nieco boli mnie gardło. Mogłam nie wybiegać w samej bluzie na dwór, żeby dopiec Harry'emu, to było głupie.
- Nie wiem, po prostu to czułem. - czuję, że stoi za mną. - Proszę, zrobiłem ci na twoją chrypę. - stawia przede mną kubek z jakimś napojem, nie jestem pewna co to jest.
- Mogę wiedzieć co to? - pytam mieszając łyżką w kubku.
- Herbata z miodem, miętą i cytryną. - zaczyna mieszać jajecznice na patelni, następnie dosypuje do niej szczypiorek oraz doprawia solą i pieprzem.
- Um... Dziękuję. - biorę kubek do ręki i upijam łyk gorącego i bardzo miętowego napoju.
- Smakuje ci? - pyta z drewnianą szpatułką w ręce.
- Tak, jest niezłe. - upijam kolejne dwa łyki, które rozgrzewają moje gardło i sprawiają, że czuję ulgę.
Po chwili przede mną staje talerz z jajecznicą i dwoma tostami, posmarowanymi masłem. Przyznaję, wygląda nieźle.
- Dziękuję, to miłe. - mówię.
- Chciałem zrobić coś innego, ale nie miałaś składników. - przysuwa stołek bliżej mnie i na nim siada.
- Co chciałeś zrobić? - pytam biorąc jeden kęs jajecznicy do buzi.
- Ryż w sosie słodko-kwaśnym z kurczakiem i warzywami na parze. - czuję jak moje oczy się rozszerzają.
Harry potrafi gotować, nie spodziewałam się tego po nim.
- Brzmi skomplikowanie. - mówię przeżuwając tosta.
- To mniej skomplikowane niż naleśniki. - wzrusza ramionami, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Nie wiedziałam, że gotujesz.
- Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
- Wiem o tym. - spoglądam na niego. Harry je, jakby nie widział jedzenia od co najmniej trzech dni.
- I jak, smakuje ci? - pyta z nadzieją w głosie.
- Jest pyszne. - odpowiadam z pełną buzią.
Jedzenie jest świetnie przyprawione, a tosty chrupiące.
Harry szybko kończy śniadanie i odkłada pusty talerz do zlewu, następnie siada obok mnie z kubkiem kawy, którą nie wiem kiedy sobie zrobił. Przysuwa się jeszcze bliżej mnie, co trochę mnie dezorientuję.
- Wyspałeś się? - pytam popijając napój, który przygotował mi Harry.
- Tak. - upija kilka łyków kawy.
Po jej intensywnym zapachu, stwierdzam, że zrobił ją sobie bardzo mocną.
- Było mi wygodnie na twoich nogach. - czuję jak moje policzki pieką.
- Kiedy wstałeś? - pytam chcąc odciągnąć go od tematu moich nóg.
- Dwadzieścia minut przed tobą, było mi za gorąco pod tym kocem, którym mnie przykryłaś. - upija następnych kilka łyków.
On chyba chce mnie zawstydzić, albo wkurzyć.
- Nie chciałam, żeby było ci zimno. Czy to coś złego? - pytam kończąc herbatę.
- Nie, ale to było miłe. - odpowiada. - To, że położyłaś moją głowę na swoich udach, też było miłe. - spoglądam na niego. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Przestań.  - wstaję ze stołka, podchodzę do zlewu i  wkładam do niego pusty kubek.
- Chcę się po prostu dowiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? - on także wstaje ze stołka i podchodzi do mnie.
- Uznałam po prostu, że tak będzie ci wygodniej. - krzyżuję ręce i opieram się plecami o blat.Kiwa głową i spogląda na mnie.
Nie wiem skąd przyszło mu do głowy takie, głupie i banalne pytanie? Czy to nie zrozumiałe, że chcę być dla niego miła i wyrozumiała, czy on nie chce przyjąć tego do swojej świadomości?
- Mogę wziąć prysznic? - pyta.
- Jasne. - po moich słowach chłopak znika za ścianą. Zaczynam wkładać brudne naczynia do zmywarki.
Harry zaskoczył mnie dzisiaj tym, że zrobił śniadanie, które było naprawdę pyszne.
Zadziwił mnie samym faktem, że gotuje, ale także tym, że postanowił coś nam przygotować i wraz ze mną zjeść. To było naprawdę miłe i nie spodziewałabym się po nim tego.
Słyszę przytłumiony dźwięk puszczanej wody, co znaczy, że Harry jest już pod prysznicem.
Na myśl o jego umięśnionym i wytatuowanym ciele przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto miałby tak niesamowite ciało jak on. Nawet Louis, czy Matt, którzy mają naprawdę świetne sylwetki, nie dorównują Harry'emu.
Kiedy orientuję się o czym myślę, uderzam się  otwartą dłonią w czoło. Coś jest stanowczo ze mną nie tak, nie rozumiem co się ze mną dzieje.
- Wiesz może, gdzie położyłem wczoraj swoją koszulkę? - pod wpływem nagłego wtargnięcia Harry'ego do kuchni lekko podskakuję. Nie słyszałam nawet jak zakręcił wodę.
Spoglądam na niego, ma luźno, przepasany na biodrach ręcznik, który odsłania jego literę V. Odwracam wzrok od tamtego miejsca, czując narastającą we mnie temperaturę.
- Powinna być w pokoju. - mówię spuszczając wzrok i udaję się w stronę mojego pokoju.
Kiedy jestem już w mojej samotni, kieruję się na kanapę, lecz koszulki Harry'ego nigdzie nie ma, jest tylko jego płaszcz.
- Masz rację, nie ma jej tutaj. - odchodzę od kanapy i podchodzę do mojej szafy, z której wyciągam jedną z moich czarnych, dużych bluz. - Masz. - rzucam do niego ubranie. Harry łapie bluzę.
- Dzięki. - posyła mi wdzięczne spojrzenie i kieruje się do łazienki. Podchodzę do łóżka i opadam plecami na materac.
Kolejny raz zrobiłam coś miłego dla Harry'ego. Dałam mu tą bluzę, ponieważ nie chciałam, żeby chodził pół nagi po moim domu, poza tym co mi szkodzi, mam pełno bluz.
Słyszę jak chłopak wchodzi do mojego pokoju, podnoszę głowę i widzę go ubranego w czarne rurki i moją bluzę, która niemal idealnie na niego pasuje.
- Zaraz jadę na siłownie. - mówi siadając na kanapie. - Mówiłaś, że chcesz jechać, więc jak się jeszcze nie rozmyśliłaś, to zbieraj się. - mówi ubierając jednego z swoich butów.
- Dobrze. - wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, z której wyjmuję bordową, luźną koszulkę z jakimś, czarno-białym nadrukiem oraz czarne rurki z dziurami na kolana i czarną, dużą zapinaną bluzę z białymi sznurkami, następnie idę do łazienki, szybko ubieram się w moje ubrania, myję zęby i pryskam się moimi, ulubionymi perfumami.
Postanawiam nie brać prysznica, nie mam teraz czasu, poza tym nie czuję się brudno czy niekomfortowo.
Tuszuję jeszcze rzęsy i rysuję kreski eye-linerem na górnej powiece, następnie wychodzę z łazienki.
Pod ścianą od łazienki widzę gotowego już Harry'ego patrzącego na mnie z zainteresowaniem.
- Skoczę jeszcze po telefon. - idę szybkim krokiem do swojego pokoju, szybko zabieram telefon z szafki i zbiegam na dół gdzie w korytarzu czeka na mnie Harry. Wygląda niemal oniemiająco w swoim płaszczu, który jest podobny do mojego i mojej czarnej bluzie z kapturem, który jest założony na jego głowę przyciskając jego loki do twarzy.
Szybko wciągam moje, czarne adidasy na nogi i wychodzimy z mojego mieszkania, które zamykam i kierujemy się do jego samochodu.
Kiedy siadam na miękkim siedzeniu auta, zapinam pas i poprawiam się na siedzeniu, które jest bardzo wygodne. Harry wsiada do samochodu i od razu go odpala.
- Nie zapinasz pasa? - pytam, spoglądając na niego.
- Nie. - odpowiada krótko, wpatrując się uważnie w szybę.
- A co jeśli dojdzie do wypadku? - chłopak prycha śmiechem.
- Mogę cię o tym zapewnić, że nie dojdzie do żadnego wypadku - spogląda na mnie z ledwo zauważalnym humorem w oczach.
- Skąd taka pewność? - pytam przypominając sobie Matt'a, który opowiadał mi co zrobił Harry, kiedy chłopak w niego uderzył, jak Harry gwałtownie wyjeżdżał zza zakrętu.
- Po prostu mi zaufaj. - jego ton jest poważny.
- Postaram się. - mówię.
Przyznaję, po dzisiejszym, wczesnym poranku trochę nabrałam zaufanie do Harry'ego, ale na tyle, żeby ufać mu w wszystko co powie. Nie zapominajmy, że ten chłopak jest nieobliczalny i nieprzewidywalny.
- Jesteś jedyną dziewczyną jaką znam, która tak krótko szykuje się do wyjścia. - mówi. - A uwierz, poznałem już sporo dziewczyn. - dodaje, a ja czuję się skrępowana jego wyznaniem.
To prawda, moje przygotowania do wyjścia trwają od pięciu do dziesięciu minut. Zawsze tak było i jakoś ani ja ani nikt inny nie zwracał na to szczególnej uwagi.
- To coś złego? - pytam, kompletnie nie wiedząc, co odpowie.
- Nie, to jest fajne, bo nie musiałem długo czekać. Inne pindrzą się godzinę w łazience i gdy z niej wychodzą wyglądają jak gówno, a ty weszłaś i po pięciu minutach wyszłaś.
- Wyglądając jak gówno? - pytam chichocząc sama do siebie.
- Nie, ty wyglądałaś... ładnie. - wzrusza ramionami.
Nie wiem czy to miał być komplement z jego strony, czy zwykły sarkazm.
Wyglądam dzisiaj nie zbyt dobrze, a on mówi, że wyglądam ładnie , nie wiem co mam rozumieć poprzez jego słowa, ale wole się nie wypowiadać i irytować jego i siebie.
Kilka minut później zatrzymujemy się na jakimś odludziu, jest tu dużo starych budynków i kamienic.
Budynek przed, którym stoimy jest duży, okna ma pozabijane drewnianymi płytami, a szary tynk schodzący z ścian odsłania  czerwone i brązowe cegły, które się pod nim kryją. To miejsce mnie przeraża.
- Na wszelki wypadek trzymaj się blisko mnie. Rozumiesz? - spoglądam na niego nieco wystraszona jego słowami i głośno przełykam ślinę.
Chłopak wychodzi z samochodu, a ja robię to samo tylko dużo wolniej i rozglądam się do o koła, patrząc na przerażającą okolice.Czuję jak chłopak do mnie podchodzi i łapie za moje przed ramie. Przez chwilę wpatruję się na ten widok, nie móc uwierzyć w jego gest.
- Idziemy. - lekko ciągnie mnie za sobą, kurczowo przyciskając swoje ciało do mojego. To dziwne, bardzo dziwne uczucie.
Wchodzimy do wielkiego budynku, który w środku wygląda jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Ściany korytarza, którym idziemy są doszczętnie obdarte z zdaje mi się żółtej farby, która kiedyś je pokrywała. Lampy, a w zasadzie lampki podwieszone pod sufitem dają małe i przerażające światło, a szare pajęczyny w rogach i na suficie wyglądają niemal jak firany.
To miejsce wygląda jak nawiedzone i dawno nie odwiedzane.
Wchodzimy do jakiegoś szerszego i większego korytarza, w którym znajduje się kilkanaście, metalowych, pokrytych rdzą drzwi. Idziemy jeszcze kawałek, aż dochodzimy do drzwi z numerem 7. Harry wyjmuje klucz z kieszeni i je otwiera. Ku mojemu zaskoczeniu w środku jest schludnie i o wiele przyjemniej niż pomieszczenia, z którymi już zdążyłam się zapoznać.
Pomieszczenie jest niewielkie i pomalowane na szaro, w jego rogu znajduje się czarna kanapa obok niej lodówka, oraz niewielka, niebieska szafka, która kojarzy mi się z tymi, szkolnymi. Przed kanapą stoi stolik, na którym znajduje się spora ilość książek i czasopism, oraz radio z dużymi głośnikami i sporą ilością płyt na stojaku, tuż obok niego.Po lewej stronie jest metalowy stolik, a w zasadzie blat z jakimiś preparatami dezynfekującymi, bandażami i plastrami.Jestem zaskoczona ich ilością.
Na środku sufitu, przyczepiony jest ogromny worek do boksowania, wiszący na grubym łańcuchu, a na podłodze, przy ścianie położone są trzy sztangi, dwie mniejsze i jedna o wiele, wiele większa.
Po prawej stronie znajdują, się drewniane drzwi, z kilkoma dziurami, wielkości pieści.
- Witam w moim królestwie, w którym spędziłem więcej czasu niż w własnym pokoju. - mówi i zamyka drzwi.
Chłopak zwija swoje włosy w koka i splata je gumką, której wcześniej nie zauważyłam, następnie ściąga moją bluzę z swojego ciała, oraz czarne rurki i buty.
Stoi przede mną w samych bokserkach, a ja nie widzę na jego twarzy ani krzty skrępowania, natomiast ja czuję, że moje policzki robią się z sekundy na sekundę coraz bardziej czerwone.
Harry podchodzi do ,,szkolnej'' szafki i wyciąga z niej krótkie, czarne, luźne spodenki i zakłada na swoje bokserki, zawiązując białe sznurki na jego biodrach, żeby mu nie spadły. Następnie wyciąga czarne, trochę zużyte tenisówki i zakłada je na swoje, wielkie stopy. Podchodzi do metalowego blatu i bierze z niego czarną taśmę i owija nią sobie swoje pięści przegryzając ich koniec, żeby nie była za długa.
- Możemy iść? - pyta zwracając się do mnie.
- To nie będziesz trenował tutaj? - pytam nieco zdziwiona.
- To co mam tutaj, to jest na małą rozgrzewkę, lub na nudę. - podchodzi do mnie i chwyta mój nadgarstek w swoją, o taśmowaną rękę i wyprowadza mnie z pokoju, na przerażający korytarz.
Zamyka drzwi i prowadzi mnie do klatki schodowej, która prowadzi na górę.
- O tej porze nie powinno nikogo tutaj być, ale powinnaś trzymać się blisko mnie. Nie wiadomo co za łajza tutaj przyjdzie. - mocniej ściska mój nadgarstek, swoją silną dłonią.
Jestem nieco przestraszona i najchętniej zostałabym w tym, jego królestwie, ale nie pozwoliłby mi na to, z resztą, nie chciałabym zostać sama w takim miejscu, jakim jest to.
Kiedy wchodzimy na górę, przed moimi oczami ukazują się metalowe drzwi, które Harry otwiera jednym pchnięciem i wchodzimy do wielkiej hali, w której na środku znajduje się ring. Rozglądam się do o koła i widzę mnóstwo sztang przeróżnej wielkości, różnych urządzeń do ćwiczeń, oraz mnóstwo ławek i krzeseł, rozstawionych na różnych wysokościach i odległościach od ringu.
Jest tutaj całkowicie pusto, a dźwięk naszych kroków rozchodzi się echem po dużej przestrzeni, w której się znajdujemy.
Harry puszcza mój nadgarstek i podbiega do ringu, następnie zaczyna biegać wokół niego szybkimi i długimi susami.
Siadam na jedną z ławek, które stoją kilka metrów od ringu i przyglądam się Harry'emu, który bez żadnego wysiłku pokonuje już ósme okrążenie. Chłopak zatrzymuje się, następnie wskakuje na dosyć wysoki ring i zaczyna boksować się z workiem, który wisi na metalowym łańcuchu na metalowej rurze.
Podchodzę do ringu i staram się na niego wejść, lecz jestem za niska i mało wysportowana.
- Pomóc ci w czymś? - spoglądam w górę i widzę Harry'ego stojącego nade mną. Chłopak wyciera swoje czoło z potu.
- Jakbyś mógł. - czuję się zawstydzona, faktem, że jestem taka, nieporadna, że nie mogę wejść na ten, głupi ring.
Chłopak wyciąga swoją, wielką rękę w moją stronę, łapię za nią, a Harry wciąga mnie bez żadnego problemu na górę. Uderzam w jego pokrytą potem klatkę piersiową, spoglądam w górę i widzę jego twarz, z poprzyklejanymi do niej spoconymi kosmykami włosów, które wyleciały z jego koka pod wpływem intensywnego treningu.
Nie wiem czym jest to spowodowane, ale podnoszę rękę i odgarniam włosy z jego, mokrego czoła, następnie zakładam za jego ucho. Spoglądam w jego, zielone oczy, w których widzę jakby małe iskierki. Chłopak zaczyna przybliżać swoją twarz do mojej i nachylać się nad moją sylwetką. Wpatruje się w moje oczy i mam wrażenie jakby iskierki w jego oczach, robiły się coraz bardziej jasne i intensywniejsze.
Kładzie swoją rękę na moim policzku, i kiedy jego twarz znajduje się centymetry od mojej, odwracam głowę i oddalam się o kilka kroków od jego ciała.
Spoglądam na niego, cały czas stoi w tym, samym miejscu i mam wrażenie, jakby był zawiedziony.
Odwracam się do niego tyłem i opieram się o sprężystą taśmę, która jest przyczepiona do dwóch słupków, osadzonych w rogach ringu.
Mimo, że całowaliśmy się tylko, albo aż dwa razy, to ja za każdym razem czułam coś, czego nie mogę wyjaśnić do tej pory, i za każdym razem staje się to silniejsze. Zaczynam coraz bardziej przekonywać się do Harry'ego, przynajmniej do jego lepszej strony, ale to nie znaczy, że musimy się całować, to nieodpowiednie. Mimo, że to naprawdę miłe uczucie, to nie chcę tego, nie chcę ponownie tego czuć.
Słyszę, że chłopak zeskakuje z ringu, odwracam się do niego i widzę jak dochodzi do sztang i bierze dwie, dziesięcio może dwunasto kilowe i zaczyna podnosić raz jedną raz drugą. Spogląda na mnie i przypatruje mi się uważnie.
Podchodzę do wielkiego worka, na którym jeszcze kilka minut temu ćwiczył Harry  i lekko uderzam go moją pięścią, lecz nawet nie drgnie. Uderzam mocniej, znowu nie ruszył się nawet o milimetr. Zaczynam się irytować.
Ciekawe z jaką siłą muszę uderzyć, żeby chociaż trochę drgnął?
Nieco cofam pięść i mam zamiar uderzać z całej siły w ten głupi worek, lecz w ostatniej chwili moja ręka zostaje zatrzymana.
- Źle to robisz. - puszcza moją rękę i staje za mną. - W taki sposób. - ustawia moją rękę w taki sposób, jaki chciałam przed chwilą uderzyć. - Mogłabyś sobie połamać rękę. - czuję jego oddech na moim karku.
Chłopak staje obok mnie i przysuwa swoje ręce do klatki piersiowej.
- Uderzasz tak. - lekko cofa łokieć i uderza w worek z wystarczającą siłą, żeby się poruszył.
Ustawiam tak samo ręce jak on przed chwilą, a chłopak kiwa twierdząco głową. Cofam lekko łokieć i uderzam w worek, który lekko się porusza.
Uśmiecham się sama do siebie i próbuję ponowne  uderzyć, tym razem mocniej i skutkuje to tym, że ból przeszywa moją rękę.
Syczę i zaczynam potrząsać ręką, chcąc jak najszybciej sprawić, żeby ból ustał.
Harry bierze moją rękę i zaczyna uważnie ją oglądać. Dotyka bolącego miejsca w moim nadgarstku, co sprawia, że chcę wyrwać od niego rękę, lecz chłopak ściska drugą ręką moje przed ramie, uniemożliwiając mój zamiar. Lekko rozmasowuje mój nadgarstek, sprawiając mi tym okropny dyskomfort.
- Źle uderzyłaś. - mówi nadal masując nadgarstek, który powoli przestaje boleć,w pewnym momencie go puszcza.
- Dziękuję. - lekko się uśmiecham.
- Uderzając w worek, przekrzywiłaś rękę. - chłopak demonstruje to, co ja robiłam wcześniej. - Nie można tego robić, musisz sztywno trzymać rękę, zwłaszcza kiedy chcesz uderzyć z większą siłą . - ponownie pokazuje jak powinnam uderzyć. - Chcesz spróbować jeszcze raz? - kiwam głową.
Chcę pokazać mu, że jestem nie słaba i, że szybko się nie poddaję. Z resztą kiedyś może mi się to przydać.
Harry staje za mną i układa moje ręce w sposób jaki on to robił, upewniając się, że moje ręce są sztywne.
- Na początku spróbuj uderzyć w powietrzu. - mówi, a ja robię to co on każe. - Bardziej napnij rękę i bark wypchnij bardziej do przodu. - ponownie uderzam w powietrzu, trzymając się jego wskazówek. - Dobrze. - mówi. - Teraz lekko uderz w worek. - lekko cofam łokieć i po chwili moja ręka ląduje na worku. - Teraz uderz mocniej, ale pamiętaj, że ręka musi być sztywna. - chłopak staje bardziej po boku i lekko się nachyla, żeby lepiej widzieć jak ciosam.
Cofam rękę i z całej siły uderzam w worek, który zaczyna się lekko kołysać.
- Myślę, że jesteś gotowa, żeby ze mną powalczyć. - chłopak mruga do mnie, i zeskakuje z ringu, następnie zaczyna grzebać w jakimś pudle, które stoi zaraz pod nim. Wchodzi z powrotem z czarnymi, rękawicami, które są usztywniane w nadgarstku i mają małe gąbki na palcach.
- Chyba oszalałeś? Przecież ja nie dam rad...
- Nie zrobię ci krzywdy. - odpina jedną z rękawic i podstawia, tak, żebym mogła włożyć w nią rękę. -Musisz powalczyć z kimś kto się rusza, żeby się tego nauczyć. - mówi zapinając rękawicę ma mojej ręce, następnie zakłada mi drugą i odsuwa się o kilka kroków w tył.
- Co ma robić. - zaczynam lekko panikować, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego.
- Przyjmij pozycję obronną. - pokazuje mi jak mam ułożyć ręce, więc to robię.
Chłopak zaczyna iść w moją stronę, za to ja stoję z miejscu.
- Chodź. - robię kilka, niepewnych kroków, w końcu jesteśmy od siebie niecałe pół metra. - Teraz musimy krążyć w kółko. - mówi poruszając się w lewo. - Bądź ostrożna. - mówi.
Patrzę to na jego ręce, to na twarz, nie jestem skupiona, nie mam pojęcia gdzie mam się patrzeć.
Ręka chłopaka lekko dotyka mojego policzka, nawet nie zorientowałam się kiedy on się ruszył.
- W tym momencie, leżałabyś na ziemi. - chichocze i zabiera swoją rękę z mojej twarzy.
- Skończmy to, mam dość. - zaczynam się śmiać i zaczynam ściągać rękawice. - Jestem w tym beznadziejna. - opieram się o taśmę i spoglądam na Harry'ego.
- Wcale nie, idzie ci dobrze, musisz się bardziej skupić i wyrobić refleks. - ściąga taśmy z swoich rąk i zwija je w kłębek, następnie rzuca za siebie. Bierze ode mnie rękawice i rzuca na ring. - Idziemy stąd. - szybkim krokiem podchodzi na koniec ringu i z niego zeskakuje. Natomiast ja siadam na jego krawędzi i próbuję zeskoczyć, lecz obejmuję mnie strach, że mam zeskoczyć z wysokości większej niż półtora metra.
Nagle Harry staje przede mną,  następnie kładzie ręce pod moimi pachami i ściąga mnie z wysokiego podestu stawiając na betonowej posadzce.
- Dzięki. - mówię.
Chłopak idzie do wyjścia z siłowni i otwiera je, następnie kieruje się na górę, a ja za nim.
Kiedy dochodzimy do pomieszczenia z numerem 7, Harry je otwiera, następnie do niego wchodzimy, Harry przebiera się w swoje rurki i ubiera czarną koszulkę  na krótki rękaw, którą wyciąga z szafki oraz wciąga buty na swoje nogi.
- Co jest za tymi drzwiami? - pytam spoglądając na podziurawione, drewniane drzwi, które zaintrygowały mnie od samego początku.
- Zajrzyj tam, skoro jesteś taka ciekawa. - rozplata swoje włosy.
Podchodzę do drzwi łapię za klamkę i otwieram drzwi. Jest to łazienka, wyłożona szarymi kafelkami. W rogu znajduje się prysznic, zaraz koło niego zlew, nad nim półka z potrzebnymi kosmetykami, oraz lustro, na samym końcu łazienki jest toaleta oraz pralka.
Albo mi się wydaje, albo Harry mieszkał tutaj przez jakiś czas, chyba, że nadal mieszka. Przynajmniej tak to wygląda.
Jednak trochę mnie to niepokoi.
Zamykam drzwi i spoglądam na Harry'ego, który jest już gotowy i czeka na mnie opierając się o framugę drzwi z moją bluzą w ręce.
- Jesteś usatysfakcjonowana widokiem, który zobaczyłaś? - pyta, uważnie ilustrując moją twarz.
- Nie. - mówię. - Możemy już iść? - Harry kiwa głową.
Wychodzę z pokoju i czekam, aż chłopak zamknie drzwi, następne ponownie idziemy do przerażającego korytarza.
Wychodząc z budynku zauważam jakichś dwóch mężczyzn, podążających w naszą stronę. Zaczynam lekko panikować, patrząc jak Harry zaciska szczękę, a jego oczy zmieniają kolor z zielonego,na niemal czarny, mam prawo być zdenerwowana.
Chłopak momentalnie przyciąga mnie do swojego ciała obejmując moją talię swoim, silnym ramieniem. Nie protestuję, tylko jeszcze bardziej wtulam się w chłopaka.
Kiedy mężczyźni podchodzą bliżej, widzę, że nie wyglądają zbyt przyjemnie, obydwoje są bardzo umięśnieni i wyglądają groźnie. Jeden z nich jest łysy i ma na sobie skórzaną kurtkę, a drugi ma kaptur na głowie i grubą bluzę.
Przechodzi mnie bardzo nieprzyjemny dreszcz, co Harry zauważa, bo przyciska mnie mocniej do swojego boku.
Mrowienie w brzuchu i gula w gardle narastają wtedy, kiedy mężczyźni zatrzymują się dwa metry przed nami.
*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak obiecałam, wstawiam drugi rozdział, mam nadzieję, że się podoba. ;) <3 :D Uwielbiam was <3

2 komentarze:

  1. Jestem ślepa, nie widziałam drugiego rozdziału :o Ale super! Ogólnie jest wspaniały, rewelacyjny :D Tak słodko :3 Więcej takich scen, lubie taką strone Harry'ego :3 Szkoda, że sie nie pocałowali :/ Ale i tak jesteś cudowna :D Ciekawe co to za goście?? Błagam szybko next! ;) Uwielbiam <33333 <333 życze dużo weny kochana <3333 <333333 i buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)