- No proszę Styles. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. - odzywa się łysy facet i zaczyna się śmiać, takim wymuszonym rechotem, że mam ochotę go uderzyć.
Nie cierpię takich, fałszywych ludzi.
- Ranki się jeszcze nie zagoiły od ostatniego razu. Bardzo się cieszę. - śmieje się.
Facet spogląda na mnie.
- Widzę, że znalazłeś sobie nową dupę. - mam ochotę zapaść się pod ziemię. - Zupełnie inna, niż te wszystkie, twoje dziwki. - mruga do mnie.
Spoglądam na Harry'ego, który wygląda jakby zaraz miał rzucić się na tego łysola
- Jakaś za bardzo odziana. - zmierza mnie wzrokiem. - Nawet niezła. - odwraca się do drugiego faceta. - Co nie Brad? - facet kiwa głową i uśmiecha się do mnie fałszywie. - Może chciałabyś skarbie odjeść od tego frajera i pójść ze mną. Będzie ci lepiej z nami, na pewno nie pożałujesz.
- Zamknij kurwa, tą twoją, pierdoloną, łysą gębę. - Harry wybucha, a ja chowam się bardziej za nim.
Dziwi mnie, że Harry nadal nie mówi, że nie jestem jakąś dziwką, która chodzi, z byle kim do łóżka.
- O proszę, odezwała się nasza niemowa. - podchodzi bliżej, a Harry jeszcze bardziej wsuwa nie za swoje plecy. - Co ją tak chowasz? - wskazuje na mnie. - Nie mów mi teraz, że odezwał się w tobie instynkt bronienia dziwek. - z jego gardła wydobywa się obrzydliwy rechot.
- Nie pozwolę, żeby ktoś mnie obrażał! - wydzieram się na niego i wychodzę zza pleców Harry'ego. - Dla twojej wiadomości, nigdy z nikim nie spałam, ja nawet z nikim się nie obściskiwałam, więc zamknij się i zostaw nas w spokoju! - krzyczę.
Nienawidzę go, cholerny łysol.
- Taka cnotka z ciebie skarbie? - oblizuje swoje wargi, co przyprawia mnie o wymioty. - A więc Harry skoro nie wdziewałeś w nią jeszcze, tego swojego, wielkiego chuja, to mogę ją sobie wziąć? Jeśli mi ją dasz, wygrana jest twoja, jeśli nie, będziesz leżał martwy na ringu. - spogląda na mnie. - Jak myślisz Brad, da nam ją? - facet kiwa głową.
Jestem przerażona, co jeśli Harry na to przystanie. Przecież oni będą mnie gwałcić, macać i kto wie co jeszcze.
- Nigdy. Nigdy wam jej nie oddam. - jego szczeka jest tak zaciśnięta, że ledwo co to mówi. Harry wyciąga rękę, obłapuje ją moją talię i przyciąga do siebie, mocno przyciskając do swojego boku.
Z mojej twarzy wydobywa się wydech ulgi.
- Ooooo, zaraz się rozkleję. - facet łapie się za policzki. - Zobacz Brad, naszemu Harry'usiowi zależy na tej dziewczynie. - obydwoje się śmieją. - Mamy rację Harry? Zależy ci na niej? - pyta gniewnie przypatrując się Harry'emu.
- A żebyś wiedział, że zależy. - odpowiada, a ja zamieram. - A teraz wypierdalaj mi z drogi. - łysol zagradza mu drogę.
- Bo co?
- Bo tak ci wpierdolę, że do końca twojego, nędznego życia nie będziesz mógł pozbyć się śladów moich pięści z twojego, grubego cielska Charles. - Harry podchodzi do niego i patrzy na niego z góry.
- Zobaczymy. - zanim Charles zdąża się zamachnąć, ląduje na betonowym parkingu powalony przez cios Harry'ego, który następnie kopie go w żebra, a mężczyzna zwija się z bólu. Ten drugi, Brad podwija rękawy i rzuca się na zielonookiego, lecz Harry łapie go za szyję i rzuca na ziemie,następnie siada na Charles'ie okrakiem i zaczyna okładać go pięściami, na widok krwi, która zaczyna rozbryzgiwać się na wszystkie strony, zaczynam iść w stronę Harry'ego.
- Harry przestań!- krzyczę lecz to nic nie daję, wręcz nasila ciosy chłopaka, które mam wrażenie jakby łamały temu facetowi szczękę.
Jestem przerażona.
Spoglądam na jego twarz jest tępo zapatrzona w poobijaną i całą we krwi twarz chłopaka. Jego oczy są niemal całe czarne i o wiele bardziej mroczniejsze od tych, które wiele razy miałam okazję zobaczyć.
- Harry proszę cię! - podchodzę do niego.
Patrzenie na niego w takim stanie, jest okropne. Bryzgająca krew, trzask odbijani się pięści o głowę tego faceta i Harry, który teraz w moich oczach wygląda jak potwór.
- Harry! - krzyczę jak najgłośniej mogę. Czuję jak do moich oczu napływają łzy.
Musze go jakoś powstrzymać, nie mogę na to dłużej patrzeć.
Moja ręka ląduje na jego ramieniu, lecz po chwili zostaję rzucona na ziemię i mocno uderzam ramieniem o betonowe podłożę. Łapię się za bolące miejsce.
Jestem przerażona, i jednocześnie zdruzgotana. Harry jeszcze nigdy nie podniósł na mnie ręki.
Chłopak się odwraca.
- Bardzo cie przepraszam, nie chciałem. - wstaje z Charles'a i wyciera czoło z potu. Odwracam od niego wzrok nie chcę na niego patrzeć.
Wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać, lecz ja wstaję o własnych siłach. Szybko mrugam chcąc pozbyć się łez i pociągam nosem.
- Chodź. - mówi i ciągnie mnie za rękaw płaszcza, lecz ja się wyrywam.
Nie chcę żeby mnie dotykał.
- Co z nim? - pytam, patrząc na zmasakrowanego Charles'a, nie mogąc uwierzyć, że Harry jest zdolny do czegoś, tak okropnego.
- Nic mu nie będzie. - mówi. - Starałem się być delikatny. - powstrzymuje się od dogryzienia mu.
- Zadzwonię na...
- Nie, oni zostawili mnie samego jak mi najebali, więc ja teraz zostawię tego skurwiela. - bierze mój nadgarstek w swoją dłoń i ciągnie mnie do samochodu, następnie otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka, siadam na fotelu i zapinam pas.
Kiedy Harry wsiada do środka i odpala silnik, ja opieram się głową o szybę i wpatruję się na widoki za nim.
Nie mogę uwierzyć w to co się przed chwilą stało. To co mówił ten człowiek było okropne i mnie też nerwy brały kiedy tego słuchałam, ale jeszcze gorsze było, jak Harry nie mógł się opanować, przed biciem tego mężczyzny.
Wyglądał jakby był w jakimś transie, z którego nie mógł się wyrwać. Wyrwało go dopiero to, że popchnął mnie na ziemie, czym jestem naprawdę zdruzgotana. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, nawet kiedy był naprawdę wściekły, a teraz nie dość, że mnie popchnął na brudny beton, to jeszcze mocno się uderzyłam w rękę.
Kładę dłoń na ramieniu, ale od razu ją odrywam i syczę z bólu. Boli jak cholera.
- Co ci się stało? - Harry zauważa moją reakcję, zatrzymuje samochód i wyciąga do mnie rękę, lecz ja niemal wnikam w drzwi od samochodu.
- Nie dotykaj mnie. - mówię chowając ramię w fotelu. Na wypowiedziane przeze mnie słowa, twarz Harry'ego marnieje, lecz chłopak jest nieugięty i łapie mnie za nadgarstek, następnie szarpie za mój płaszcz odsłaniając moje ramie.
Wiedząc, że nie mam szans z nim walczyć, pozwalam na to, co zamierza zrobić. Rozpina moją bluzę i obciąga tak, że widać tylko rękawek, od mojej koszulki, łapie za materiał i przez chwile się waha, ale podciąga go do góry odsłaniając moją rękę. Widok, który widzę nieco mnie zaskakuje. Jest to siniak, który z sekundy na sekundę robi się oraz bardziej fioletowy. Spoglądam na Harry'ego, który jest zszokowany widokiem, jego oczy są rozszerzone, a usta lekko otwarte.
- To nic. - przykrywam z powrotem swoje ramie i ponownie opieram głowę o szybę.
- Jak to nic? - pyta patrząc na mnie. - Nie widziałaś co ci zrobiłem? - nie rusza się z miejsca.
- Mówiłam, że to nic. - odpowiadam. - Możesz już ruszać? Chcę jechać do domu. - wziąć prysznic i o tym wszystkim, jak najszybciej zapomnieć, myślę.
,,A żebyś wiedział, że zależy'' te słowa napierają na mój umysł, gdy tylko zamykam oczy.
Nie wiem, czy mówił prawdę i co wtedy miał na myśli, ale zamurowało mnie to, bo nie spodziewałam się takich słów z jego ust. Nie mam pojęcia co o tym myśleć, ale chciałabym, żeby to była prawda, chciałabym, żeby chociaż mnie lubił, lub przynajmniej szanował.
Czuję, że ktoś szturcha mnie w ramie, raczej Harry szturcha mnie w ramie.
- Jesteśmy na miejscu. - mówi nie patrząc na mnie.
- Dziękuję. - otwieram drzwi i zamierzam wychodzić z auta, lecz zostaję zatrzymana przez rękę Harry'ego oplecioną wokół mojego nadgarstka.
- Twoja bluza. - kładzie mi ubranie na kolanach.
Spoglądam na niego, lecz jego wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
- Do zobaczenia. - on tylko kiwa głową.
Wychodzę z samochodu na chodnik i zamykam drzwi, po chwili Harry odjeżdża. Kiedy jestem już pod domem, otwieram go wchodzę przez drzwi, zamykając je za sobą. Rozbieram płaszcz i buty, następnie kieruję się do salonu i siadam na kanapie. Nie wiem co mnie tak zdołowało, to, że Harry pobił tego faceta, to, że podniósł na mnie rękę, czy to w jaki sposób zachowywał się po tym, wszystkim. Nie chciał ze mną rozmawiać i na mnie patrzeć, kiedy tylko zobaczył siniaka, tylko nie wiem dlaczego. Bardzo mnie to zraniło, tak samo jak podniesienie na mnie ręki. Może nie chciał zrobić mi krzywdy, ale pod wpływem wściekłości jaka nim targała podczas bicia tamtego faceta, odepchnął mnie z taką siłą, że mocno się uderzyłam.
Kiedy zobaczył moje obrażenia, widziałam w jego oczach i na twarzy przerażenie, załamanie i smutek. Harry żałuje tego, co mi zrobił, i wiem o tym i całkowicie go rozumiem, ale nie mogę pozwolić sobie, żeby tak mnie traktował, żeby mnie popychał, nawet kiedy jest tak wściekły, że wygląda jakby był w jakimś, okropnym transie.
Biorę poduszkę i rzucam ją na drugi koniec pokoju.Dlaczego kiedy było już tak dobrze i zaczęłam go bardziej lubić i rozumieć, on musiał to spieprzyć? Dlaczego zawsze musi się wszystko spieprzyć, kiedy jest już dobrze, wręcz bardzo dobrze?
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do Pauli, muszę do niej zadzwonić i dowiedzieć się, czy wszystko w prządku.
Przez Harry'ego kompletnie zapomniałam o tej, całej sprawie z Paulą. Jest mi strasznie przykro i wstyd, że przez tego chłopaka o zielonych oczach, który rani mnie na każdym kroku, zapomniałam własnej przyjaciółce, którą kocham jak siostrę i potrzebuje mnie jak nigdy.
Cztery, pięć sygnałów i dziewczyna nie odbiera w końcu sygnał zostaje przerwany i włącza się sekretarka.
Zaczynam się denerwować.
Ponownie dzwonię, lecz nikt nie odbiera. Cholera jasna.
Dzwonię do Matt'a, który odbiera za drugim sygnałem.
- Halo? - słyszę jego głos.
- Matt, co z Paulą. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Czy coś się stało? - pytam wstając z kanapy i chodząc w tą i z powrotem.
Nerwy targają moim umysłem i ciałem.
- Nie, wszystko jest w porządku. - mówi łagodnie, a ja oddycham z ulgi. - Jej telefon się rozładował. Od wczoraj nie odstąpiła swojego taty na krok. - słyszę zamykanie drzwi w słuchawce.
- Czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, jak tylko zobaczył Paulę, od razu poczuł się o wiele lepiej. - mówi wesoło, co sprawia, że się uśmiecham.
- Mogę z nią chwilę porozmawiać?
- Jasne. - mówi i ponownie słyszę zamykanie drzwi, a zaraz potem śmiech Pauli i jej taty. Tak dobrze jest ich słyszeć razem.
- Aga chce z tobą gadać. - mówi Matt.
- Aga! Jak się trzymasz kochanie? - mówi radosnym głosem.
- U mnie wszystko w porządku. A jak się trzymasz? - pytam.
- U mnie też. - mówi.
Słyszę głos pana Pilarskiego, ale nie rozumiem co mówi.
- Mój tata chce z tobą rozmawiać. - mówi moja przyjaciółka.
Jestem nieco zdziwiona jej słowami, ale też ucieszona.
- Dzień dobry Agatko. - słyszę jego gruby, lecz sympatyczny głos.
- Dzień dobry.- mówię. - Jak się pan czuje?
- Trochę podziurawiony, ale jest dobrze. - lekko się śmieję na jego słaby żart. - Nie obrazisz się jeśli zatrzymam moją córkę jeszcze na tydzień, może dwa? - pyta.
- Jasne, że nie. Pan jej potrzebuje bardziej niż ja. - mój humor jeszcze bardziej się pogarsza, wiedząc, że nie zobaczę Pauli przez tak długi czas.
- Dziękuję, kochana z ciebie dziewczyna. - na jego słowa robi mi się ciepło na sercu. - Muszę już kończyć, zabierają mnie na badania, do usłyszenia, trzymaj się.
- Dziękuję i nie ma za co proszę pana, niech pan szybko wraca do zdrowia. - staram się brzmieć wesoło, chociaż to naprawdę ciężkie zadanie w obecnej chwili.
- Aga, to ja. Tata pojechał na jakieś badania, więc teraz możemy pogadać, ale nie za długo, bo muszę pojechać do domu i się przespać. - mówi moja przyjaciółka.
- W porządku. - siadam z powrotem na kanapie. Staram się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
- Co się stało? - pyta. Paula potrafi wyczuć mój nastrój nawet tysiące kilometrów ode mnie
- Nic, wszystko jest w porządku. - zagryzam dolną wargę.
- Wiem, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. - mówi. - Gadaj. - rozkazuje.
Nie ma mowy żebym powiedziała jej o Harry'm, kiedyś na pewno jej powiem, ale dopiero wtedy kiedy zacznie nad sobą panować i między nami będzie wszystko okej. Chociaż szczerze w to wątpię.
- Po prostu, zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie, a ja już za tobą tęsknię. - mówię.
- Ja też tęsknię, ale rozumiesz?
- Tak, jak najbardziej rozumiem, że twój tata cię potrzebuje. - słyszę jej głębokie ziewnięcie.
- Wiem o tym. - kolejne ziewnięcie w słuchawce. - Wiesz co, ja już jadę do domu, strasznie chce mi się spać.
- Słyszę. - śmiejemy się. - To do usłyszenia.
- Pa kochana.
- Do usłyszenia Aga. - słyszę głos Matt'a, na co się uśmiecham.
- Pa Matt. - dziewczyna rozłącza się
Odkładam telefon na stole.
Tak bardzo się cieszę, że u nich wszystko w porządku i, że mogłam usłyszeć jej głos. Potrzebowałam tego.
Postanawiam wziąć prysznic, więc idę na górę do mojego pokoju. Wyciągam z szafy luźne, krótkie spodenki, czarną, za dużą na mnie koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki, gdzie biorę długą gorącą i odprężającą kąpiel.
Gdy wychodzę z zaparowanej łazienki idę z powrotem do pokoju, biorę z półki jakąś książkę kryminalną, której jeszcze ni czytałam i zatapiam się w lekturze, byle by zapomnieć o wszystkim co zadręcza mój i tak już wycieńczony umysł.
*Oczami Louis'a*
Kiedy zamykam drzwi od kibla widzę Joseph'a wychodzącego z pokoju Harry'ego, niosącego ze sobą dwie, prawie do reszty opróżnione butelki po wódce. Zgaduję, że ten idiota znowu się napierdolił w trzy dupy.
Idę w stronę pokoju tego frajera, widząc, że drzwi są lekko uchylone. Zaglądam do środka i widzę rozwalonego na wyrze Harry'ego w samych bokserkach. Po chwili chłopak zauważa mnie.
- Wypierdalaj. - fuka i rzuca poduszką w drzwi co sprawia, że się zamykają.
Gdy idę w stronę swojego pokoju, mijam się z Josephem, jest nie źle wkurwiony. Nienawidzi kiedy Harry chla.
Oglądam się za siebie i widzę jak Joseph wchodzi do pokoju Harry'ego i zamyka za sobą drzwi trzaskając nimi.
Moja ciekawska natura, sprawia, że podchodzę bliżej do drzwi i zaczynam nasłuchiwać o czy gadają.
- Harry możesz mi do kurwy powiedzieć co ty odpierdalasz?! - drze się Joseph. - Jesteś z siebie zadowolony, że znowu leżysz napierdolony i ledwo się ruszasz?! Obiecałeś przecież, że więcej nie będziesz chlał! Te twoje obietnice są widać gówno warte! - krzyczy, a ja ledwo co powstrzymuje się od śmiechu.
Dobrze tak skurwielowi
- To moja wina, że nie znam innego sposobu na odreagowanie i zapomnienie o wszystkim co mnie dręczy i wszystkim co mnie otacza?! - drze się Harry.
Jak na takiego napierdolonego, jego głos brzmi nieźle.
- To chyba czas na to, żebyś docenił to co masz i przestał chlać i ruchać bez opamiętania! To ci nic nie da! - krzyk Joseph'a jest tak intensywny, że założę się, że wszyscy sąsiedzi go słyszą..
- Mógłbym, ale problem w tym, że ja nie mam nic! Rozumiesz to, ja już nic nie mam?! - odkrzykuje Harry, którego słowa nieco mnie zaciekawiły.
- Harry masz wszystko czego ci potrzeba masz mnie, masz gdzie mieszkać, masz co jeść, masz pracę i...
- No i co jeszcze?! Nie mam nikogo tylko ciebie, a ty wydzierasz się na mnie za to, że nie wiem w jaki inny sposób mógłbym odreagować to co czuję, oprócz chlania i ruchania! Nie mam dziewczyny, bo większość to zwykłe gówniary, które chcą żebym je przeleciał, po to żeby poczuć się dorosłą, albo, żeby wkurwić rodziców! Poza tym jestem takim sukinkotem, że żadna mnie nie chce! - z słowa na słowo głos Harry'ego jest coraz głośniejszy.
- Harry ty...
- Jeszcze mało?! - pyta - Nie mam nic tylko ten zjebany pokój! A to gówno, które nazywasz pracą, to nie praca, tylko napierdalanie gości po ryjach i łamanie im kości, następnie dostając za to kasę, z której nie korzystam ja i wyłącznie ja, tylko w większości ty i ta banda idiotów, która mieszka w tym jebanym domu! - Joseph się nie odzywa. Czyżby Harry miał rację? - I co teraz mi powiesz, że mam wszystko czego mi potrzeba? - pyta.
Słyszę jak ktoś podchodzi do drzwi, więc szybko odsuwam się od nich. Harry wychodzi z pokoju ubrany od stóp do głów na czarno. Przechodzi kolo mnie ignorując moją obecność. Przypatruję mu się przez chwilę, i widzę, że jego oczy są zaszklone.
Jestem w szoku.
Odprowadzam chłopaka wzrokiem, do chwili, aż znika za ścianą . Po kilku sekundach słyszę trzaskanie drzwi frontowych. Odwracam głowę w stronę pokoju Harry'ego i widzę Josepha siedzącego na łóżku z głową schowaną w rękach. Kiedy widzę, że facet wstaje, szybko zapierdalam przez korytarz do swojego pokoju i zamykam drzwi. Jestem zszokowany tym co właśnie zaszło. Przed tym co usłyszałem od Harry'ego i przed tym jak widziałem łzy w jego oczach byłem pewien, ze Harry nie ma w sobie żadnych uczuć.
Może jednak Aga miała racje mówiąc, że Harry najzwyczajniej pogubił się w życiu, może jednak ten bezduszny pojebaniec, jest zranionym przez życie chłopakiem.
Podchodzę do mojej szafki nocnej, sięgam po telefon i sprawdzam, która godzina,17.16.
Mówiłem Adze, że dzisiaj wpadnę, ale nie mam czasu, muszę załatwić jeszcze kilka spraw.
Schodzę na dół, następnie ubieram buty oraz kurtkę i wychodzę z domu.
*Oczami Agaty*
Słyszę energiczne i głośne pukanie do drzwi. Odkładam moją lekturę na łózko i wstaję z materaca.
Nie mam pojęcia kto może teraz dobijać się do moich drzwi, a jest już po siedemnastej.
Schodzę na dół i podchodzę do drzwi frontowych, kładę rękę na klamce i przez chwilę się waham ale niepewnie otwieram drzwi.
Podnoszę wzrok i widzę Harry'ego, którego twarz albo mi się wydaje, albo wyraża załamanie.
Do moich nozdrzy uderza smród alkoholu, co przyprawia mnie o lekkie mdłości.
Mimo moich obaw, lekko uchylam drzwi, a Harry wparowuje do środka.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba. <3 :* Jak podoba wam się nowy wystrój bloga?
Do następnego <3 <3 <3 :)
- Jesteśmy na miejscu. - mówi nie patrząc na mnie.
- Dziękuję. - otwieram drzwi i zamierzam wychodzić z auta, lecz zostaję zatrzymana przez rękę Harry'ego oplecioną wokół mojego nadgarstka.
- Twoja bluza. - kładzie mi ubranie na kolanach.
Spoglądam na niego, lecz jego wzrok utkwiony jest w przedniej szybie.
- Do zobaczenia. - on tylko kiwa głową.
Wychodzę z samochodu na chodnik i zamykam drzwi, po chwili Harry odjeżdża. Kiedy jestem już pod domem, otwieram go wchodzę przez drzwi, zamykając je za sobą. Rozbieram płaszcz i buty, następnie kieruję się do salonu i siadam na kanapie. Nie wiem co mnie tak zdołowało, to, że Harry pobił tego faceta, to, że podniósł na mnie rękę, czy to w jaki sposób zachowywał się po tym, wszystkim. Nie chciał ze mną rozmawiać i na mnie patrzeć, kiedy tylko zobaczył siniaka, tylko nie wiem dlaczego. Bardzo mnie to zraniło, tak samo jak podniesienie na mnie ręki. Może nie chciał zrobić mi krzywdy, ale pod wpływem wściekłości jaka nim targała podczas bicia tamtego faceta, odepchnął mnie z taką siłą, że mocno się uderzyłam.
Kiedy zobaczył moje obrażenia, widziałam w jego oczach i na twarzy przerażenie, załamanie i smutek. Harry żałuje tego, co mi zrobił, i wiem o tym i całkowicie go rozumiem, ale nie mogę pozwolić sobie, żeby tak mnie traktował, żeby mnie popychał, nawet kiedy jest tak wściekły, że wygląda jakby był w jakimś, okropnym transie.
Biorę poduszkę i rzucam ją na drugi koniec pokoju.Dlaczego kiedy było już tak dobrze i zaczęłam go bardziej lubić i rozumieć, on musiał to spieprzyć? Dlaczego zawsze musi się wszystko spieprzyć, kiedy jest już dobrze, wręcz bardzo dobrze?
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do Pauli, muszę do niej zadzwonić i dowiedzieć się, czy wszystko w prządku.
Przez Harry'ego kompletnie zapomniałam o tej, całej sprawie z Paulą. Jest mi strasznie przykro i wstyd, że przez tego chłopaka o zielonych oczach, który rani mnie na każdym kroku, zapomniałam własnej przyjaciółce, którą kocham jak siostrę i potrzebuje mnie jak nigdy.
Cztery, pięć sygnałów i dziewczyna nie odbiera w końcu sygnał zostaje przerwany i włącza się sekretarka.
Zaczynam się denerwować.
Ponownie dzwonię, lecz nikt nie odbiera. Cholera jasna.
Dzwonię do Matt'a, który odbiera za drugim sygnałem.
- Halo? - słyszę jego głos.
- Matt, co z Paulą. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Czy coś się stało? - pytam wstając z kanapy i chodząc w tą i z powrotem.
Nerwy targają moim umysłem i ciałem.
- Nie, wszystko jest w porządku. - mówi łagodnie, a ja oddycham z ulgi. - Jej telefon się rozładował. Od wczoraj nie odstąpiła swojego taty na krok. - słyszę zamykanie drzwi w słuchawce.
- Czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, jak tylko zobaczył Paulę, od razu poczuł się o wiele lepiej. - mówi wesoło, co sprawia, że się uśmiecham.
- Mogę z nią chwilę porozmawiać?
- Jasne. - mówi i ponownie słyszę zamykanie drzwi, a zaraz potem śmiech Pauli i jej taty. Tak dobrze jest ich słyszeć razem.
- Aga chce z tobą gadać. - mówi Matt.
- Aga! Jak się trzymasz kochanie? - mówi radosnym głosem.
- U mnie wszystko w porządku. A jak się trzymasz? - pytam.
- U mnie też. - mówi.
Słyszę głos pana Pilarskiego, ale nie rozumiem co mówi.
- Mój tata chce z tobą rozmawiać. - mówi moja przyjaciółka.
Jestem nieco zdziwiona jej słowami, ale też ucieszona.
- Dzień dobry Agatko. - słyszę jego gruby, lecz sympatyczny głos.
- Dzień dobry.- mówię. - Jak się pan czuje?
- Trochę podziurawiony, ale jest dobrze. - lekko się śmieję na jego słaby żart. - Nie obrazisz się jeśli zatrzymam moją córkę jeszcze na tydzień, może dwa? - pyta.
- Jasne, że nie. Pan jej potrzebuje bardziej niż ja. - mój humor jeszcze bardziej się pogarsza, wiedząc, że nie zobaczę Pauli przez tak długi czas.
- Dziękuję, kochana z ciebie dziewczyna. - na jego słowa robi mi się ciepło na sercu. - Muszę już kończyć, zabierają mnie na badania, do usłyszenia, trzymaj się.
- Dziękuję i nie ma za co proszę pana, niech pan szybko wraca do zdrowia. - staram się brzmieć wesoło, chociaż to naprawdę ciężkie zadanie w obecnej chwili.
- Aga, to ja. Tata pojechał na jakieś badania, więc teraz możemy pogadać, ale nie za długo, bo muszę pojechać do domu i się przespać. - mówi moja przyjaciółka.
- W porządku. - siadam z powrotem na kanapie. Staram się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
- Co się stało? - pyta. Paula potrafi wyczuć mój nastrój nawet tysiące kilometrów ode mnie
- Nic, wszystko jest w porządku. - zagryzam dolną wargę.
- Wiem, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. - mówi. - Gadaj. - rozkazuje.
Nie ma mowy żebym powiedziała jej o Harry'm, kiedyś na pewno jej powiem, ale dopiero wtedy kiedy zacznie nad sobą panować i między nami będzie wszystko okej. Chociaż szczerze w to wątpię.
- Po prostu, zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie, a ja już za tobą tęsknię. - mówię.
- Ja też tęsknię, ale rozumiesz?
- Tak, jak najbardziej rozumiem, że twój tata cię potrzebuje. - słyszę jej głębokie ziewnięcie.
- Wiem o tym. - kolejne ziewnięcie w słuchawce. - Wiesz co, ja już jadę do domu, strasznie chce mi się spać.
- Słyszę. - śmiejemy się. - To do usłyszenia.
- Pa kochana.
- Do usłyszenia Aga. - słyszę głos Matt'a, na co się uśmiecham.
- Pa Matt. - dziewczyna rozłącza się
Odkładam telefon na stole.
Tak bardzo się cieszę, że u nich wszystko w porządku i, że mogłam usłyszeć jej głos. Potrzebowałam tego.
Postanawiam wziąć prysznic, więc idę na górę do mojego pokoju. Wyciągam z szafy luźne, krótkie spodenki, czarną, za dużą na mnie koszulkę, oraz czystą bieliznę, następnie udaję się do łazienki, gdzie biorę długą gorącą i odprężającą kąpiel.
Gdy wychodzę z zaparowanej łazienki idę z powrotem do pokoju, biorę z półki jakąś książkę kryminalną, której jeszcze ni czytałam i zatapiam się w lekturze, byle by zapomnieć o wszystkim co zadręcza mój i tak już wycieńczony umysł.
*Oczami Louis'a*
Kiedy zamykam drzwi od kibla widzę Joseph'a wychodzącego z pokoju Harry'ego, niosącego ze sobą dwie, prawie do reszty opróżnione butelki po wódce. Zgaduję, że ten idiota znowu się napierdolił w trzy dupy.
Idę w stronę pokoju tego frajera, widząc, że drzwi są lekko uchylone. Zaglądam do środka i widzę rozwalonego na wyrze Harry'ego w samych bokserkach. Po chwili chłopak zauważa mnie.
- Wypierdalaj. - fuka i rzuca poduszką w drzwi co sprawia, że się zamykają.
Gdy idę w stronę swojego pokoju, mijam się z Josephem, jest nie źle wkurwiony. Nienawidzi kiedy Harry chla.
Oglądam się za siebie i widzę jak Joseph wchodzi do pokoju Harry'ego i zamyka za sobą drzwi trzaskając nimi.
Moja ciekawska natura, sprawia, że podchodzę bliżej do drzwi i zaczynam nasłuchiwać o czy gadają.
- Harry możesz mi do kurwy powiedzieć co ty odpierdalasz?! - drze się Joseph. - Jesteś z siebie zadowolony, że znowu leżysz napierdolony i ledwo się ruszasz?! Obiecałeś przecież, że więcej nie będziesz chlał! Te twoje obietnice są widać gówno warte! - krzyczy, a ja ledwo co powstrzymuje się od śmiechu.
Dobrze tak skurwielowi
- To moja wina, że nie znam innego sposobu na odreagowanie i zapomnienie o wszystkim co mnie dręczy i wszystkim co mnie otacza?! - drze się Harry.
Jak na takiego napierdolonego, jego głos brzmi nieźle.
- To chyba czas na to, żebyś docenił to co masz i przestał chlać i ruchać bez opamiętania! To ci nic nie da! - krzyk Joseph'a jest tak intensywny, że założę się, że wszyscy sąsiedzi go słyszą..
- Mógłbym, ale problem w tym, że ja nie mam nic! Rozumiesz to, ja już nic nie mam?! - odkrzykuje Harry, którego słowa nieco mnie zaciekawiły.
- Harry masz wszystko czego ci potrzeba masz mnie, masz gdzie mieszkać, masz co jeść, masz pracę i...
- No i co jeszcze?! Nie mam nikogo tylko ciebie, a ty wydzierasz się na mnie za to, że nie wiem w jaki inny sposób mógłbym odreagować to co czuję, oprócz chlania i ruchania! Nie mam dziewczyny, bo większość to zwykłe gówniary, które chcą żebym je przeleciał, po to żeby poczuć się dorosłą, albo, żeby wkurwić rodziców! Poza tym jestem takim sukinkotem, że żadna mnie nie chce! - z słowa na słowo głos Harry'ego jest coraz głośniejszy.
- Harry ty...
- Jeszcze mało?! - pyta - Nie mam nic tylko ten zjebany pokój! A to gówno, które nazywasz pracą, to nie praca, tylko napierdalanie gości po ryjach i łamanie im kości, następnie dostając za to kasę, z której nie korzystam ja i wyłącznie ja, tylko w większości ty i ta banda idiotów, która mieszka w tym jebanym domu! - Joseph się nie odzywa. Czyżby Harry miał rację? - I co teraz mi powiesz, że mam wszystko czego mi potrzeba? - pyta.
Słyszę jak ktoś podchodzi do drzwi, więc szybko odsuwam się od nich. Harry wychodzi z pokoju ubrany od stóp do głów na czarno. Przechodzi kolo mnie ignorując moją obecność. Przypatruję mu się przez chwilę, i widzę, że jego oczy są zaszklone.
Jestem w szoku.
Odprowadzam chłopaka wzrokiem, do chwili, aż znika za ścianą . Po kilku sekundach słyszę trzaskanie drzwi frontowych. Odwracam głowę w stronę pokoju Harry'ego i widzę Josepha siedzącego na łóżku z głową schowaną w rękach. Kiedy widzę, że facet wstaje, szybko zapierdalam przez korytarz do swojego pokoju i zamykam drzwi. Jestem zszokowany tym co właśnie zaszło. Przed tym co usłyszałem od Harry'ego i przed tym jak widziałem łzy w jego oczach byłem pewien, ze Harry nie ma w sobie żadnych uczuć.
Może jednak Aga miała racje mówiąc, że Harry najzwyczajniej pogubił się w życiu, może jednak ten bezduszny pojebaniec, jest zranionym przez życie chłopakiem.
Podchodzę do mojej szafki nocnej, sięgam po telefon i sprawdzam, która godzina,17.16.
Mówiłem Adze, że dzisiaj wpadnę, ale nie mam czasu, muszę załatwić jeszcze kilka spraw.
Schodzę na dół, następnie ubieram buty oraz kurtkę i wychodzę z domu.
*Oczami Agaty*
Słyszę energiczne i głośne pukanie do drzwi. Odkładam moją lekturę na łózko i wstaję z materaca.
Nie mam pojęcia kto może teraz dobijać się do moich drzwi, a jest już po siedemnastej.
Schodzę na dół i podchodzę do drzwi frontowych, kładę rękę na klamce i przez chwilę się waham ale niepewnie otwieram drzwi.
Podnoszę wzrok i widzę Harry'ego, którego twarz albo mi się wydaje, albo wyraża załamanie.
Do moich nozdrzy uderza smród alkoholu, co przyprawia mnie o lekkie mdłości.
Mimo moich obaw, lekko uchylam drzwi, a Harry wparowuje do środka.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba. <3 :* Jak podoba wam się nowy wystrój bloga?
Do następnego <3 <3 <3 :)
Biedny Harry :/ Louis wreszcie ogarniasz :D Ciekawe co dalej? :3 Rozdział fenomenalny, genialny :* A wygląd cudowny ;) Bardzo mi sie podoba i mam nadzieje, że tak to zostawisz :D Fajnie by było gdyby w następnym rozdziale doszło do czegoś więcej pomiędzy Hazzą a Agą :3 Czekam z niecierpliwością jak zawsze! Nie czekaj bardziej niż zawsze na naxt'a :D Buziaki i dużo weny kochana :* Uwielbiam <33333 <333 <3333 <333333
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo i strasznie się cieszę,że spodobał ci się nowy wygląd :) :D <333
Usuń