28.12.2015

Rozdział 18

                                                        *Oczami Agaty*

- Piłeś. - stwierdzam zamykając za sobą drzwi.
Odwracam się do niego.
Twarz Harry'ego stara się nie pokazywać, żadnych emocji, ale ja w jego oczach widzę smutek i zranienie.
Nawet po tym koszmarze, który przyśnił mu się, kiedy spał u mnie w domu, nie był w takim stanie. Nie podoba mi się to, ani trochę mi się to nie podoba.
Nagle chłopak podchodzi do mnie i kładzie mi ręce na policzkach, jestem zaskoczona, ale nie protestuje.
Chłopak spogląda swoimi, smutnymi tęczówkami w moje.
- Przepraszam cię za to. - wskazuje na moje ramie. - Nie chciałem tego zrobić. - kciukiem zaczyna delikatnie pocierać skórę na moim policzku.- Wybaczysz mi? - pyta, patrząc z nadzieją w moje oczy.
- To było okropne, patrzenie jak zachowujesz się w taki sposób. Chciałam,żebyś przestał, żebyś się uspokoił, ale ty mnie odepchnąłeś. - przerywam. - Było i jest mi strasznie przykro z tego powodu. - bawię się palcami. - Jeżeli obiecasz mi, że to się więcej nie powtórzy, wybaczę ci.
W jego oczach widzę ulgę, ale smutek i rozgoryczenie nadal się w nich kryją. Ciekawe co takiego musiało się wydarzyć, że oczy chłopaka wyrażają takie emocje.
- Obiecuję, że nigdy więcej cie nie popchnę, że nie podniosę na ciebie ręki. - przybliża się do mnie jeszcze bardziej, następnie zamyka mnie w swoim uścisku.
Ta wizyta Harry'ego jest dziwna i nie zrozumiała dla mnie. Wątpię, żeby przyjechał tutaj tylko po to, żeby mnie przeprosić. Coś musiało się stać, a on chce to przede mną ukryć.
- W takim razie, w porządku. - lekko się uśmiecham, odwzajemniam uścisk oplatając swoje ręce wokół jego szyi.
- Jeszcze jedno. - odsuwam się nieco od niego i czekam, aż zacznie rozwijać swoją wypowiedź.
- Musisz mi obiecać, że nie będziesz na mnie zła, po tym, co zaraz zrobię. - kiwam głową, nie móc wydusić z siebie słowa.
Nie rozumiem o co może mu chodzić, jestem zszokowana.
- Powiedz to. - rozkazuje,  intensywnie wpatrując się w moje oczy.
- Obiecuję. - wyduszam.
Po tym jak te słowa wychodzą z moich ust, Harry wpija się w moje usta muskając je tak, jakby tego właśnie teraz potrzebował najbardziej na świecie.
Nie odwzajemniam pocałunku, ale też mnie wyrywam swojej głowy z jego rąk. Jestem totalnie oszołomiona, nie mam pojęcia co, to ma znaczyć.
- Pocałuj mnie. - mówi pomiędzy muskaniem moich, nieruchomych warg . - Proszę. - smutek i z desperowanie w jego głosie, wręcz zmuszają mnie do tego, że odwzajemniam pocałunek, delikatnie muskając jego, górną wargę.
Zamykam oczy, a chłopak cofa moje ciało przypierając mnie plecami do ściany. Jedna z moich rąk ląduje na jego karku, a druga na jego policzku pocierając jego, jednodniowy zarost.Harry kładzie rękę na moich plecach i przysuwa mnie bliżej siebie.
To uczucie znowu wdziera się do mojego umysłu, jest jeszcze intensywniejsze niż wcześniej i z każdym muśnięciem naszych ust, każdym dotknięciem, nasila się coraz bardziej. Lecz nie jest to, coś złego i budzącego we mnie lęk, czy niepokój, jest to coś wprost przeciwnego, coś co sprawia, że moje serce bije szybciej, a mój umysł odpływa, zatracając się w ustach i bliskości Harry'ego.
Chłopak łapie za moją talie i odciąga do ściany, następnie prowadzi tyłem do salonu, nadal mnie całując. Kładzie mnie delikatnie, na dużej kanapie, a sam zawisa swoim ciałem, nad moim, wsadzając swoją nogę między moje, a druga stawiając na podłodze.
Przechodzi z pocałunkami do mojej szczęki, następnie zaczyna całować mój obojczyk, oraz szyję od czasu do czasu delikatnie zasysając moją, miękką skórę.
Odsłania moje ramie ukazując siniaka, który na nim widnieje i zaczyna tak lekko obcałowywać jego, fioletową powierzchnie, że ledwo co czuję jego usta na mojej skórze.
Jego ręka ląduje pod moją koszulką na mojej talii.
- Harry, nie. - łapię za jego, wielką dłoń i próbuję odciągnąć.
- Obiecuję, że nic ci nie zrobię. - podnosi głowę, tak, że jest na równi z moją i spogląda w moje oczy. - Spróbuj mi zaufać. - jego oczy są pełne nadziei.
Kiwam przecząco głową, na co Harry zabiera swoją rękę z mojej skóry i zaczyna gładzić mój policzek wierzchem dłoni.
- Harry ja... nie wiem. Po tym co się stało ja... ja nie mogę. - niemal szepczę.
- Rozumiem. - z gładzenia policzka przechodzi do zakładania moich, ciemnych włosów za ucho.
- Pewnie teraz sądzisz, że jestem słaba i żałosna. - odwracam wzrok, lecz moja broda zostaje podciągnięta do góry przez rękę Harry'ego. Jestem zmuszona spojrzeć w jego zielone tęczówki.
- Wcale tak nie uważam. - jego ton brzmi poważnie.
- Dlaczego stałeś się inny? Jesteś miły, delikatny, szczery, normalnie ze mną rozmawiasz, zachowujesz się inaczej. Nie rozumiem tego. - pytam. - Jeszcze trzy dni temu byłeś wredny, arogancki i bezduszny wobec mnie. - dodaję.
Te słowa same wydostają się z moich ust, co ostatnio zdarza się bardzo często i zaczyna mnie niepokoić.
- Po prostu coś zrozumiałem. - mówi po chwili zastanowienia.
- Mogę wiedzieć co? - nie chcę znowu wywołać w nim gniewu,  czy odburknięcia, więc pytam najłagodniej jak mogę.
Harry marszczy brwi, co oznacza, że jednak nieco rozzłościło go moje pytanie.
Z moich ust wydostaje się nie kontrolowane. głębokie ziewnięcie.
- Jesteś zmęczona. - stwierdza i wstaje z kanapy, następnie bierze mnie na ręce i kieruje się ze mną na schody.
- Harry, ja mam nogi. - cicho chichoczę.
- Ja też mam. - mówi. Uśmiecham się na jego słaby żart.
Spoglądam na jego twarz, na której przez chwile widnieje maleńki uśmiech, ale dosłownie po sekundzie znika.
Dlaczego, on się nie uśmiecha? Raczej robi to, ale bardzo rzadko i ledwo zauważalnie. To jest kolejna kwestia, która mnie ciekawi, a zarazem niepokoi w jego osobie. Chłopak wchodzi ze mną do pokoju, następnie zapala lampkę, odchyla jeden z rogów kołdry i kładzie mnie na miękkim materacu, w którym moje ciało się zapada. Naciągam na siebie puszystą kołdrę i szczelnie się nią opatulam.
Spoglądam na Harry'ego, który kieruje się do wyjścia z mojej samotni.
Dołuje mnie ten widok, nie chcę zostać sama w tym, pustym domu, wolałabym żeby został i dotrzymał mi towarzystwa, mimo, że jest jaki jest. .
- Nie chcesz zostać? - pytam, a on odwraca się nieco z dezorientowany.
- Mówisz poważnie? - pyta odwracając się w moją stronę.
- Sądzę, że kolejne spanie razem w łóżku nie zrobi wielkiej różnicy w tym, co stało się między nami przez kilka ostatnich dni. - lekko się uśmiecham.
Po moich słowach, Harry bez chwili wahania rozbiera się do samych bokserek i wchodzi pod kołdrę, tuż obok mnie, następnie obejmuje moje plecy i przyciąga moje ciało do siebie. Kładę głowę na jego twardej klatce piersiowej, która cały czas się porusza w dół i w górę, pod wpływem jego, głębokiego oddechu. Jedną z swoich rąk oplatam jego brzuch, a drugą podsadzam pod swój policzek.
- Dziękuję, że pozwoliłaś mi tutaj spać. - mówi głaszcząc mnie po plecach.
- Nie ma za co. - odpowiadam śledząc palcem tatuaż w kształcie motyla, który widnieje na środku jego klatki piersiowej.
- Mogę o coś zapytać?
- Mhm. - chłopak wydaje z siebie pomruk.
- Dlaczego tutaj przyjechałeś? - pytam spoglądając na niego z zaciekawieniem.
Przypominam sobie jego oczy, które wyrażały smutek i z desperowanie. Zakładam, że z tego powodu,  z którego był smuty, przyjechał do mnie, bo nie miałby się  gdzie się podziać. Absolutnie nie mam mu tego za złe, tylko dziwi mnie to, że przyjechał akurat do mnie.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, a oczy zaczynają się zamykać, ale postanawiam wytrzymać jeszcze chwilę.
- Nie chcę o tym mówić. - jego ton jest rozżalony.
- Rozumiem. - odwracam, głowę, doskonale wiedząc, że nic od niego nie wyciągnę.
Chciałabym  wiedzieć, co mu jest i chciałabym mu pomóc, szkoda tylko, że Harry tego nie chce.
Postanawiam jednak zadać jeszcze jedno pytanie, licząc na to, że odpowie.
- Wróciłbyś do domu jakbym nie zaproponowała, żebyś został? - poprawiam się na jego torsie.
- Masz na myśli czy wróciłbym do mojego pokoju w bractwie? - pyta, a ja kiwam głową. - Nie. - odpowiada krótko.
- To gdzie w takim razie byś się podział?
- Pojechałbym do mojego obskórniaka, w opuszczonej hali sportowej, w której dzisiaj byliśmy. - odpowiada, a mnie muruje.
Czułam, że Harry tam pomieszkuje, ale nie chciałam dopuszczać do siebie takiej myśli. Przecież to okropne. Nie wiem jak on może tam żyć, to miejsce mnie przeraża, i fakt, że Harry może tam mieszkać przyprawia mnie o ciarki.
- Jak to. - tylko to mogę z siebie wydusić.
- Spędziłem tam więcej czasu niż myślisz. - jego głos staje się nieco inny, jakby zdołowany.
- A twój dom?
- Nie pytaj o mój dom. - mówi nieco gniewnym tonem, mocniej przyciskając mnie do siebie.
- Dobrze. - ponownie ziewam.
Postanawiam nie zadręczać go już moimi pytaniami, bo widzę, że to już zaczyna go irytować. Ale ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego on nie chce rozmawiać o swojej rodzinie i o domu. Zauważyłam też, że Harry stara się odbiegać od tych tematów jak najdalej może.
Czyżby to jaki jest i jak się zachowuje,miało coś wspólnego z tymi tematami?
Spoglądam w okno patrząc na piękną noc za nim. Uwielbiam noc, bardziej od dnia. Kiedyś nie bałam się ciemności, ale teraz to jest rzecz, która przeraża mnie najbardziej.
Po kilku minutach patrzenia w rozgwieżdżone niebo za oknem, które zapomniałam zasłonić, poprawiam się na klatce piersiowej chłopaka, który wydaję mi się, że już śpi, bo jego oddech jest regularny i głęboki, a bicie serca równomierne.
Spoglądam na niego, powieki ma zamknięte, a usta lekko uchylone.
Kiedy Harry jest pogrążony w śnie, wygląda naprawdę uroczo i niewinnie. Uwielbiam na niego patrzeć, kiedy jest w takim stanie, bo wiem, że nie jest w stanie na mnie fuknąć, czy sparaliżować wzrokiem, co ostatnio powtarza się dosyć rzadko i bardzo mnie cieszy ten fakt.
Biorę rękę z jego brzucha i kładę mu na policzku, następnie delikatnie głaszczę kciukiem jego skórę, na której czuję lekki zarost. Swoim palcem wskazującym, zakładam kilka z należących do niego, niesfornych loków za jego ucho.
Znużenie daje się we znaki, więc ostatni raz spoglądam na Harry'ego ponownie zamykam oczy i po chwili zasypiam w silnych ramionach tego, tajemniczego chłopaka, w którego ramionach czuję się bezpiecznie jak nigdy dotąd.

                                                                   ***

Gdy się budzę, w pokoju panuje pół mrok, obstawiam, że jest około siódmej nad ranem. Spoglądam na Harry'ego, który smacznie śpi z niemal całą twarzą w poduszce.
Postanawiam wydostać się z ramion chłopaka, które kurczowo oplatają moje ciało.
Muszę pilnie iść do łazienki.
Odkładam jego rękę na bok i wydostaję się z jego objęć, następnie podkładam mu poduszkę. Przykrywam jeszcze kołdrą jego ramiona i schodzę z łóżka.
Szybkim krokiem wychodzę z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Kiedy wychodzę z łazienki, kieruję się z powrotem do swojego pokoju po ubrania, żebym mogła się przebrać. Łapię za klamkę i chcę wchodzić do pomieszczenia, lecz słyszę jak Harry z kimś rozmawia. Postanawiam podsłuchać o czym rozmawia.
- Czego kurwa ode mnie chcesz o jebanej, siódmej nad ranem? - pyta gniewnie. - Gówno cię obchodzi gdzie jestem. - fuka. - Nie Joseph, to ty mnie posłuchaj. Przestań mnie pouczać chociaż przez telefon i pierdolić jakieś farmazony, że nie mogę marnować życia, na jakieś gówna,bo to coś co nazywasz moim życiem, to nie życie, tylko zwykły, jebany syf. Od samych narodzin, moje życie było jednym, wielkim gównem, które z dnia na dzień było coraz bardziej gówniane i ty o tym doskonale wiesz. - mówi głośnym szeptem.
Czyli rozmawia z Joseph'em. Ale dlaczego mówi mu takie rzeczy?
- Wiesz dlaczego ze sobą jeszcze nie skończyłem? - pyta ściszając swój ton.
Z moich ust wydostaje się cichy pisk przerażenia i zszokowania. O czym on w ogóle mówi?
Zakrywam ręką usta i dalej nasłuchuje.
 - Bo cały czas mam nadzieję, że się ułoży, że będzie dobrze, że jednak jest sens dalej ciągnąc to całe gówno jakim jest moje, zjebane życie. - jego głos jest intensywniejszy, jakby był tuż pod drzwiami. - Przestań do kurwy nędzy mnie pocieszać i mówić, że wcale tak nie jest, bo dobrze wiesz jak jest. - słyszę jak siada na moim łóżku. - Nie, nie wracam do twojego domu. - mówiąc to zdanie podkreśla słowo ,,twojego''. - Nie, i co ciebie to obchodzi? - fuka. - Pierdol się. - słyszę jak rzuca telefon na kanapę.
Boże. To co przed chwilą usłyszałam wstrząsnęło mną. Dlaczego on to mówi? I dlaczego kłócił się z Joseph'em, przecież to miły facet i z tego co usłyszałam to wyglądało na to, że chce pomóc Harry'emu. Tylko dlaczego on nie chce tej pomocy?
Postanawiam udać się do kuchni, i pozwolić ochłonąć Harry'emu po tej rozmowie.
Kiedy jestem w kuchni i połykam swoją tabletkę, następnie nalewam sobie soku do szklanki i szybko go wypijam, ponieważ bardzo chciało mi się pić.
Nastawiam wodę na kawę, którą zamierzam wypić, żeby jakoś funkcjonować tego dnia. Podczas gdy woda w czajniku elektrycznym się gotuje, wsypuję do kubka dwie łyżki kawy rozpuszczalnej. Kiedy słyszę brzdęk czajnika, co oznacza, że woda jest już gotowa, zalewam kawę do połowy i odkładam czajnik na miejsce.
- Możesz mi też zrobić? - słyszę głos Harry'ego. Kątem oka zauważam go w wejściu do kuchni.
Nie wiem jak się zachować, po tym jak podsłuchałam o czym rozmawiał. Zdaję sobie sprawę, że, źle zrobiłam, ale byłam zbyt ciekawa, żeby nie podsłuchać o czym rozmawiał Harry. Zwłaszcza, kiedy jest taki tajemniczy i nie chce mi o niczym  mówić.
- Jasne. - sięgam po kubek, wsypuję do niego dwie łyżki kawy i zalewam gorącą wodą.
- Dzięki. - podchodzi do mnie i opera się rękami o blat. - To, co zrobiłaś było niegrzeczne. - jego głos jest podirytowany. Czuję jego oddech na mojej szyi.
Cholera, wie, że go podsłuchiwałam, pewnie usłyszał jak pisnęłam.
- Przepraszam ja... - nie wiem co powiedzieć, czuję się okropnie.
- Nie musisz przepraszać, po prostu to nie było miłe, jak się obudziłem i zamiast ciebie była poduszka - mówi oschle  ilustrując moją, zwróconą ku podłodze twarz. Ulga ogarnia moje ciało.
- Wiem... masz rację, przepraszam... nie powinnam. Po prostu, nie chciałam, żebyś się obudził. -  tłumaczę się, czując jak moje policzki płoną.
- Zrobię śniadanie. - mówi i podchodzi do lodówki, wyciąga z niej pomarańcze, banana, truskawki i jabłko.
Postanawiam, że pokroje banana, wyciągam deskę oraz nóż i zaczynam obierać, a następnie kroić żółty, podłużny owoc.
Mimo, że Harry nie wie, że go podsłuchiwałam to czuję się zażenowana. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby stanąć pod tymi drzwiami i słuchać o czym on rozmawia. Inaczej by było gdybym nie usłyszała o tak wstrząsających i istotnych rzeczach, jakich od niego usłyszałam. Teraz czuję się okropnie, źle i ogólnie, najlepiej wolałabym się o tym nie dowiedzieć.
Zaczynam kroić trzeci plasterek i nagle nóż, który trzymam w ręce, przejeżdża po moim palcu głęboko go przecinając.
- Cholera. - mówię, zrzucając nóż na podłogę, po chwili kropelki krwi zaczynają ściekać z palca na podłogę.
Harry przerywa obieranie pomarańczy i błyskawicznie łapie za moją rękę, oglądając moją ranę, która jest naprawdę głęboka i mocno krwawi.
- To nic. - chcę wyrwać rękę z jego uścisku, lecz Harry zacieśnia uścisk.
- Właśnie widzę. - mówi poważnym tonem.
Podchodzi ze mną do kranu i odkręca wodę, podsadzając mój palec pod bieżącą wodę, co sprawia  mi ból. Palec cały piecze, a woda w zlewie jest czerwona.
Kiedy rana jest przemyta i krwawienie nieco ustaje, Harry bierze wodę utlenioną z szuflady i polewa nią moje rozcięcie, co jeszcze bardziej mnie szczypie. Zaczynam syczeć z bólu.
Chłopak sięga po bandaż i zaczyna owijać nim mój palec.
Dlaczego to zawsze przy nim musi mi się coś dziać? Wczoraj niefortunne uderzenie w worek i siniak po odepchnięciu mnie na chodnik. Dzisiaj ten palec. Takiego pecha jak ja chyba nikt nie ma.
Harry spogląda w moje oczy, jakby wiedział o czym właśnie myślę.
Zauważam małe iskierki w jego oczach, co sprawia, że moje serce zaczyna niemal obijać się o moje żebra. Chłopak przybliża swoją głowę i stanowczo lecz delikatnie wpija się w moje usta. Odwzajemniam pocałunek, który z sekundy na sekundę zaczyna się pogłębiać i robić się coraz bardziej zachłanny. W pomieszczeniu nie słychać nic oprócz naszych ust muskających się na wzajem, oraz naszych płytkich oddechów.
Harry podnosi moje ciało sadzając mnie na blacie i stając pomiędzy moimi nogami. Teraz moja głowa jest prawie na równi z jego, co ułatwia mu dostęp do moich ust.
Czuję jak jego bokserki się napinają, co sprawia, że nieco odsuwam się w tył. Czuję jak moje policzki płoną.
- Coś nie tak? - pyta odrywając się z pocałunku.
- Nie, tylko... - wiem, że teraz moje policzki wyglądają jak małe, czerwone piłeczki.
Spogląda na swoje, napięte bokserki.
- Nie mogę tego kontrolować.
- Wiem, przepraszam, ja nigdy nie...
- Wiem. - odcina nożem zbędny bandaż i przykleja plaster, żeby mój opatrunek się trzymał
- Ja um... dziękuję. - oglądam swój opatrzony, przez Harry'ego palec.
- Taa.
Wychodzi z pomiędzy moich nóg i nalewa mleka do naszych kaw.
- Słodzisz? - pyta spoglądając na mnie kątem oka.
- Półtora. - zeskakuje z blatu i biorę nóż do ręki, chcąc dokończyć krojenie banana, lecz ostre narzędzie zastaje wyrwane z mojej ręki przez Harry'ego.
- Ja to zrobię. - staje na moim miejscu lekko odpychając mnie na bok. - Pij kawę. - mówi oschle.
Czyżbym w jakiś sposób uraziła go, odsuwając się od niego i jego bokserek? Czy może nadal  jest zły za tą poduszkę?
Biorę kubek z kawą  i siadam z nim do stołu. Upijam łyk i spoglądam na chłopaka jak umiejętnie i szybko kroi banana, następnie bierze pomarańcze i kończy jej obieranie.
Spoglądam na jego twarz, jest jakby zamyślona, ale jego brwi są zmarszczone, a szczęka zaciśnięta. Pomiędzy nami wyczuwam napięcie, które nie jest dla mnie ani trochę komfortowe. Postanawiam, że stąd wyjdę i pójdę do pokoju się przebrać, żeby oderwać się chociaż na chwilę od jego obecności.
Wstaję od stołu i kieruję się do wyjścia z kuchni.
- Będziesz jadła? - słyszę jego głos za plecami.
- Nie, dziękuję. - odpowiadam i wychodzę z kuchni.
Nie chcę teraz przebywać w jego towarzystwie. Czuje się nieco zażenowana, tym co przed chwilą między nami zaszło. Odskoczyłam od niego jakby mi coś zrobił, jakby zrobił coś złego, ale wcale tak nie było. Chciałabym kontrolować to co robię, ale niestety nie potrafię, w jakiś sposób nie mogę mieć na to wpływu. Trauma spowodowana przeżyciami z przeszłości kontroluje mną i ta cała, moją psychozą na temat czyjegoś dotyku, zaczyna mnie już męczyć. Chciałabym o tym po prostu zapomnieć, odciąć się od przeszłości, lecz, najwidoczniej to niemożliwe w moim przypadku.
Szkoda tylko, że Harry nie może tego pojąć, i jest o to na mnie zły, tak przynajmniej przypuszczam. Dlaczego on w ogóle mnie całuje, przecież wie, że zostanie odepchnięty przeze mnie i moją fobie. Ale wina też tkwi po mojej stronie, bo odwzajemniam jego pocałunki sama nie wiem dlaczego.  Na pewno nie tylko z tego powodu, że to przyjemne uczucie i mam nadzieję, że Harry też nie całuje się ze mną  dla samej przyjemności. Sama nie wiem dlaczego mam taką nadzieję, to dziwne i niezrozumiałe dla mnie.
Wchodzę do pokoju i podchodzę do szafy, z której wyciągam czarne rurki i szarą, niezapinaną bluzę z kapturem, oraz skarpetki. Ubieram to, wszystko na siebie i idę do łazienki, gdzie czeszę włosy i poprawiam kreski eyelinerem, oraz nakładam drugą warstwę tuszu do rzęs. Wczoraj nie zmyłam makijażu więc  mogłam go tylko poprawić.
Wycieram jeszcze cienie pod oczami, które powstały przez skruszony tusz.
Kiedy moja twarz wygląda lepiej niż wcześniej, wychodzę z łazienki i udaję się z powrotem do mojego pokoju. Opadam plecami na łóżko i spoglądam na widok za oknem. Duża, szara chmura przykrywa słońce, którego słabe promienie jeszcze przed chwilą wpadały przez moje okno. Grupka małych dzieci opatulonych w grube kurtki, idzie po drugiej stronie ulicy z wielkimi tornistrami, trzymając się za ręce. Niewidzialny wiatr lekko porusza koronami drzew, sprawiając, że ostatnie liście spadają, z prawie, że pustych gałęzi.
Jest już początek listopada, początek zimy i za dwa miesiące Wigilia. Chciałabym wrócić do domu w ciągu tych dwóch miesięcy i spędzić święta z rodziną, ale nie wiem czy dam radę. Podczas mojej nieobecności dom porośnie kurzem, może się ktoś włamać, albo może się stać jeszcze coś gorszego. Jeśli Paula wróci za dwa tygodnie tutaj, to zostanie półtora miesiąca do świąt, a potem pewnie z powrotem wróci do Polski do swojego taty na Wigilię. Jeśli zostanę, pewnie spędzę tę święta sama. Louis pojedzie do rodziny, Matt też, chyba, że pojedzie z Paulą. Wygląda na to, że muszę się nad tym mocno zastanowić. Oczywiście,że wolałabym wrócić do rodziny chociaż na kilka dni, ale mieszkam teraz tutaj i nie mogę zostawić domu pod żadną opieką. To byłoby bardzo nieodpowiedzialne.
Słyszę jak drzwi od pokoju się otwierają. Nie muszę odwracać się w tamtą stronę, żeby wiedzieć, że to Harry.
- Zrobiłem sałatkę. - czuję jego palący wzrok na mojej twarzy.
Odwracam głowę w jego stronę. Chłopak sięga po koszulkę i zakłada na swoje ciało, następnie zaczyna wciągać spodnie na swoje nogi.
Postanawiam zjeść z nim tą, głupią sałatkę, nie chcę go jeszcze bardziej wkurzać, a to napięcie między nami muszę jakoś wytrzymać.
Wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju, zostawiając w nim Harry'ego.
Schodzę do kuchni i siadam przy blacie, gdzie stoją dwie miski z sałatką owocową. Muszę przyznać, wygląda nieźle.
Biorę widelec do ręki i nadziewam na niego kilka owoców, następnie wkładam do buzi, jest pyszna.
Słyszę jak Harry wchodzi do kuchni, przysuwa krzesło obok mnie i na nim siada.
- Po śniadaniu idę na siłownie. - oznajmia i czuję jak na mnie zerka. - Chcesz ze mną jechać? - jego pytanie nieco mnie zaskakuje.
Widocznie Harry nie jest na mnie wkurzony, co nieco poprawia mój humor.
- Myślę, że po tym co stało się ostatnio, to nie jest najlepszy pomysł. - odpowiadam.
- Dzisiaj nie będzie tam tego skurwiela. - mówi po tym jak przełyka jedzenie.
- Dlaczego?
- Bo wie, że tam będę. - mówi. - Rozumiem, że nie chcesz jechać. - to brzmi bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
W sumie to czemu nie, skoro go tam nie będzie, to mogę jechać z nim z powrotem na te siłownie.
- Pojadę, ale pod jednym warunkiem. - mówię przełykając sałatkę.
Spoglądam na niego, a on na mnie, z oczami pełnymi nadziei.
- Jakim?
- Nauczysz mnie w końcu dobrze uderzać w ten głupi worek. - lekko się uśmiecham.
- Dobra. - chłopak kiwa głową, i wraca do  kończenia sałatki.
Kiedy jego miska jest pusta, wkłada ją do zlewu i opiera się o blat, patrząc na mnie, czym sprawia, że czuję się niekomfortowo. Nie lubię kiedy ktoś  patrzy jak jem, tylko, że to nie jest patrzenie się na mnie, tylko ilustrowanie każdego, mojego ruchu,  przez jego zielone oczy.
Gdy kończę jeść, wkładam pustą miskę do zlewu i wychodzę z kuchni. Czuję jak wzrok Harry'ego wypala dziurę w moich plecach, co mnie nieco irytuje.
Dlaczego on dzisiaj się tak na mnie dziwnie patrzy? To bardzo mnie dziwi, jeszcze nigdy tak nie robił.
Ubieram płaszcz, buty i szalik, oraz zakładam kaptur na głowę, kiedy kończę się ubierać, Harry czeka już na mnie ubrany przed drzwiami, które otwiera i puszcza mnie przodem, czego też nigdy wcześniej nie robił.
Kiedy wsiadamy do samochodu, Harry rusza nie czekając aż się zapnę, sam z resztą też się nie zapina.
Ciekawe o co znowu może mu chodzić?
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Już jest 18 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. :) :D <3 <3 Do następnego. ;)

7 komentarzy:

  1. Jej, jak słodko i tajemniczo :3 Z rozdziału na rozdział to jest coraz lepsze :D Genialne, wspaniałe :* Uwielbiam <33333 <333 Nie moge sie doczekać next'a! Dodawaj szybko, błagam ;) Kocham <3333 <333333 Życze dużo weny i śle buziaczki kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest jedno z najlepszych ff jakie czytałam :D a czytałam wiele :* weny i szybko dodawaj rozdział 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Bałam się, że już go nie czytasz.

      Usuń
  3. Jesteś G E N I A L N A ! Musisz dalej pisać. Przepraszam że anonimowo. Kocham too! Po raz pierwszy czytam tak cudowny, tajemniczy tak inny... brak mi słów. Kocham to :* Powodzenia w dalszej pracy i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję <333 :) Czyżbym zdobyła nowego czytelnika? :D :) <3333

      Usuń
    2. Tak... tak tak tak!!! Oczywiście że tak :D Jesteś świetna jak miałabym nie czytać dalej? Kocham cię za to że piszesz te ff i kocham to!!!

      Usuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)