*Oczami Agaty*
Jedziemy już, od jakichś kilku minut, a ja nadal nie mogę ogarnąć swojego umysłu i myśli, po tym, jak zobaczyłam Harry'ego w tej, ciemnej alejce. Mimo, że się tego po nim spodziewałam, to miałam nadzieję, że jednak nie będzie nas śledził i da sobie spokój. Ale jak widać moja nadzieja mnie zawiodła.
Ten chłopak jest po prostu niemożliwy. Jakim prawem on mnie śledzi? Co ja mam przez to rozumieć? Co ja mam dalej robić? Znając go, albo zrobi awanturę w nieodpowiednim momencie, przy tym robiąc mi wstyd, albo będzie mnie obserwował i niepokoił przez całe spotkanie, a ja nawet nie będę znała, miejsca jego położenia. Chyba, że wymyśli coś jeszcze głupszego i bardziej wkurzającego.
Jak on mnie strasznie irytuje, swoim zachowaniem.
Do tego jeszcze to, jego pełne bólu spojrzenie, które nie wiem co miało oznaczać. Przecież to tylko spotkanie ze znajomym, nie robię nic złego, nic przez co miałby powód, żeby być smutny.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Coś nie tak? - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos Jake'a. Odwracam głowę w jego stronę. - Wyglądasz na zmartwioną. - spogląda na mnie i ostrożnie zmierza wzrokiem całą, moją twarz.
- Wszystko w porządku. - mówię cicho i uśmiecham się lekko do niego, starając się, nie pokazywać, że jestem zaniepokojona, co chyba mi się udaje.
Nie mogę powiedzieć mu o Harry'm, Jake i tak jest już zestresowany i zdenerwowany, zapewne spanikowałby, gdyby dowiedział się, że on nas śledzi. Bo zakładam, że jak i większość mieszkającego tutaj społeczeństwa, wie, kim jest Harry Styles.
- To dobrze. - odwzajemnia uśmiech.
- Kiedy będziemy na miejscu? - pytam spoglądając przez okno. Zauważam, że stoimy przed jakimś budynkiem, na dużym parkingu, który jest prawie cały zapełniony samochodami.
Czy ja naprawdę aż tak się zamyśliłam, że nie z orientowałam się, że zatrzymaliśmy się kilka minut temu?
- Już jesteśmy. - mówi, nieco rozbawiony i zaczyna chichotać, a ja robię to samo, starając się ukryć zawstydzenie, które właśnie teraz odczuwam. - Chodź. - mówi, następnie wychodzimy z samochodu i kierujemy się do jasno-szarego budynku.
- Co to za miejsce? - pytam i spoglądam na niego z zaciekawieniem.
- Mój kolega wystawia dzisiaj sztukę, chciał, żebym przyszedł. - mówi. - Mam nadzieję, że lubisz inscenizacje na scenie. - przygryza wargę i niepewnie zerka na mnie kątem oka.
- Szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam na żadnej sztuce. - uśmiecham się do niego.
- Poważnie? - jest nieco zdziwiony. Lekko kiwam głową. - Kiedyś musi być ten, pierwszy raz. - mówi po chwili i słodko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam.
Wchodzimy do sporej wielkości budynku przez duże, szklane drzwi, którego wnętrze mnie dosłownie zachwyca. Bordowe dywany, wysoki sufit, wielkie, złote żyrandole, piękne, kreatywne obrazy powieszone na ciemno-dębowych, drewnianych ścianach. Jest tutaj po prostu cudownie.
- Podoba ci się tutaj? - z moich obserwacji, wyrywa mnie przyjazny głos Jake'a.
- Bardzo. Jest pięknie. - odpowiadam i uśmiecham się do, jego nie pewniej twarzy.
- W takim razie, bardzo się cieszę. - mówi, a twarz chłopaka zmienia wyraz na zadowolony.
Podchodzimy do małego okienka z biletami, gdzie mój, nowy znajomy podaje kasjerowi rękę i bilety, przyjacielsko się z nim witając, a szczupły mężczyzna w okularach przepuszcza nas z szerokim uśmiechem na swojej, jeszcze niedawno ponurej i znudzonej twarzy.
Widać, że chłopak często tu bywa, skoro tak życzliwie przywitał się z tym facetem, a ten nagle się rozweselił..
Wchodzimy do dużej szatni, gdzie powieszonych jest już dosyć sporo przeróżnych kurtek oraz płaszczy. Jake w mgnieniu oka zdejmuje swoją kurtkę i odwiesza na jeden z metalowych wieszaków, przyczepionych do ciemnej, drewnianej belki. Szybko ściągam swoją czapkę z głowy i odwijam szalik z szyi, a kiedy chcę ściągać płaszcz, czuję ręce Jake'a, które ściągają czarny materiał z moich ramion.
To bardzo miłe z jego strony i naprawdę doceniam ten gest, ale myśl, że sama poradziłabym sobie z ściągnięciem płaszcza.
Jake wkłada mój szalik i czapkę do rękawa płaszcza i odwiesza na obok swojej kurtki.
- Dziękuję. - mówię, kiedy chłopak odwraca się i spogląda na mnie.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - unosi kąciki swoich, wąskich ust w tym, jego, słodkim uśmiechu, co staram się odwzajemnić.
Odwracam spojrzenie od jego twarzy i dyskretnie zmierzam wzrokiem jego, nieco wyższą ode mnie sylwetkę.
Ma na sobie jeansowe rurki, biały podkoszulek i czarną marynarkę. W tej stylizacji wygląda o niebo lepiej niż w tamtym, granatowym uniformie, w którym widziałam go w sklepie. Jego niemal czarne, średniej długości włosy są zaczesane do tyłu w lekkim nieładzie, co bardzo mu pasuje.
Sądzę, że Jake to bardzo przystojny chłopak. Ma męską, kwadratową, wyraźnie zaznaczoną szczękę, Jego tęczówki są w takim odcieniu niebieskiego, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam, a na nosie i policzkach znajduje się kilka, pojedynczych piegów, co sprawia, że przez te męskie rysy, przebija się nieco uroczości.
- Aga... - z moich rozmyślań, wyrywa mnie głos chłopaka, który stoi przede mną i patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i zdziwieniem.
Czuję jak moje policzki zaczynają mnie piec, kiedy orientuję się, że przez cały czas stałam wpatrzona w niego jak idiotka. Oby niczego sobie nie pomyślał.
- Chodźmy już, zaraz się zacznie. - mówi po chwili i łapie za rękaw mojej, kraciastej koszuli, ciągnąc mnie w stronę wyjścia z pomieszczenia.
- O czym jest ta sztuka? - pytam, gdy kierujemy się długim korytarzem w stronę dużych, bogato zdobionych, drewnianych drzwi, za którymi zapewne odbędzie się przedstawienie.
- Jakiś romans. - mówi i zerka na mnie, obserwując moją reakcje.
Przyznaję, że jestem nieco zmieszana i zaskoczona, ale nie mam nic przeciwko temu, że idziemy akurat na romans. Można powiedzieć, że jestem optymistycznie nastawiona do tej, całej sztuki. To może być nawet miłe i ciekawe doświadczenie.
- Nie masz nic przeciwko? - pyta po chwili, kiedy nie uzyskuje ode mnie żadnych, konkretnych sygnałów.
- Oczywiście, że nie. - kręcę przecząco głową.
Słyszę jego, ciche westchnienie, które oznacza ulgę.
Wchodzimy na przyciemnioną salę, gdzie w eleganckich fotelach, siedzi spora ilość ludzi. Kiedy kierujemy się na swoje miejsca, czuję na sobie ich spojrzenia, przez co, lekko się rumienię i spuszczam głowę na podłogę, pokrytą elegancką, bordową wykładziną.
Zdaje sobie sprawę, z tego, że nie jestem odpowiednio ubrana, jak na przyjście do ekskluzywnego teatru na jakiś spektakl, ale nie miałam pojęcia, że Jake zabierze mnie w takie miejsce. Myślałam, że to będzie jakiś spacer albo pójście na obiad, jak napisał mi w esemesie.
Cholera, mogłam przynajmniej ubrać jakiś sweter, lub coś, co bardziej nadawałoby się do takiego miejsca.
Zajmujemy miejsca na bardzo wygodnych fotelach w pierwszym rzędzie, które stoją tuż obok siebie. Zaczynam niepokoić się ile go to kosztowało. Bilety na spektakl w ekskluzywnym teatrze, w pierwszym rzędzie. Cholera, czuję się z tym źle, nienawidzę kiedy ktoś wydaje na mnie pieniądze.
Lekko przygryzam wargę i spoglądam na ogromną, bordową, satynową kurtynę, która przykrywa dużą scenę.
Kątem oka zauważam, że Jake ma głowę lekko odwróconą w moją stronę, a jego oczy intensywnie mi się przypatrują. Jego wzrok, obserwujący mnie i każdy mój, najmniejszy ruch strasznie mnie krępuje, lecz staram się go zignorować i nie zwracać na to szczególnej uwagi.
Jake jest naprawdę bardzo miłym, uprzejmym, sympatycznym chłopakiem i muszę przyznać, że polubiłam go w jakiś sposób, ale nie sądzę, żeby pomiędzy nami coś ,,zaiskrzyło''. Wiem, że Jake uważa inaczej, ale ja tego nie czuję... ciężko mi to przyznać, ale w żadnym stopniu nie czuję tego, co dzieje się ze mną, kiedy jestem z Harry'm.
- Popatrz, zaczyna się. - Jake szturcha moje ramie, a ja podnoszę wzrok z powrotem na kurtynę, która zaczyna się rozsuwać. Z boków sali zaczyna lecieć spokojna muzyka, a tłum cichnie i wszystkie oczy odwracają się w kierunku sceny.
***
Jakoś w połowie spektaklu, kiedy jest moment, na który nie trzeba zwracać szczególnej uwagi, zaczynam czuć oczy Jake'a na swojej twarzy, które co chwile na mnie zerkają. Kątem oka zauważam, że jego ręka powoli zaczyna wędrować w stronę mojej, która oparta jest na podłokietniku fotela, na którym siedzę.
Odwracam wzrok w stronę sceny i udając, że nic nie podejrzewam, zabieram swoją dłoń z fotela i krzyżuję ręce na piersi, żeby nie miał możliwości ponownej próby chwycenia mnie za rękę.
Nie mogę na to pozwolić. Co prawda, wyraziłam zgodę na przytulenie się z nim, ale na ten gest nie mogę przystać.
Spostrzegam, że Jake szybko wycofuje swoją rękę i jak gdyby nigdy nic spogląda na scenę. Na jego policzkach, widzę bardzo intensywny rumieniec, a na twarzy lekki zawód.
Wiem, że Jake stara się zbliżyć do mnie w jakiś sposób i przykro mi, że muszę z nim tak postępować, ale nie mogę przystawać na takie, jednoznaczne gesty i dawać mu nadzieję, że coś pomiędzy nami będzie. To byłoby wobec niego, bardzo nie w porządku.
***
Kurtyna zaczyna się zsuwać, następnie tłum zaczyna głośno i intensywnie klaskać, niektórzy ludzie nawet wstają i dają aktorom owacje na stojąco. Za to ja siedzę i od niechcenia, kilka razy uderzam dłonią o dłoń, co Jake zauważa.
- Nie podobało ci się? - pyta, nieco zawiedziony i spuszcza głowę na swoje kolana.
Szczerze mówiąc to przedstawienie, nawet mi się podobało, lecz jestem zawiedziona końcem i tym, że musiałam siedzieć tutaj ponad dwie godziny.
- Chyba jednak siedzenie na fotelu sporą ilość czasu, i czekanie na słaby koniec, to nie dla mnie. - staram się uśmiechnąć do niego pocieszająco
Siadam prosto na fotelu, ponieważ, w pewnym momencie moja pozycja zmieniła się z siedzącej na niemal leżącą na fotelu. Wiem, że to musiało wyglądać nietaktownie i niegrzecznie, ale byłam już tak znudzona i zirytowana, że mało mnie to obchodziło. I tak nikt mnie już tu nigdy nie zobaczy.
- Przepraszam. - wzdycham. - Mam nadzieję, że te bilety nie kosztowały cię dużo pieniędzy. - przygryzam wargę w nerwowym geście.
- W zasadzie, to dostałem je za darmo. - odpowiada z uśmiechem, a moim ciałem ogarnia ulga. - I to ja powinienem cię przeprosić, za to, że zabrałem cię na tą, nudną sztukę.
- Myślałam, że ci się podobało. - pytam z lekkim zdziwieniem.
- To była jedna z gorszych, jakie oglądałem. - mówi szeptem i rozgląda się, jakby nie chciał, żeby ktoś usłyszał to, co mówi. - Może teraz p...pójdziemy na obiad? - jąka się niepewnie.
- Tak, jestem głodna. - mówię wesoło i wstaję z fotela, co robi też Jake.
Kierujemy się do dużych, drewnianych drzwi, którymi tutaj wchodziliśmy, następnie Jake je otwiera i wychodzimy na obszerny korytarz.
Dobrze, że Jake nie kupił tych biletów, tylko dostał je za darmo. Czułabym się z tym okropnie, jeśli okazałoby się, że chłopak wydał na mnie pieniądze, a mi się to ani trochę nie spodobało.
Bierzemy nasze rzeczy z szatni, a Jake chce pomóc mi ubrać mój płaszcz, lecz mu na to nie pozwalam.
Od razu, kiedy wychodzimy z teatru czuję na sobie czyjś wzrok i to nie jest wzrok Jake'a. ponieważ chłopak idzie przede mną.
Zaczynam rozglądać się w poszukiwaniu bardzo dobrze mi znanych, zielonych, głębokich oczu, które natarczywie mnie obserwują. Patrze na ciemne uliczki, oraz szukam pośród licznego i gęstego tłumu, lecz nigdzie nie zauważam zielonych tęczówek, które należą do nikogo innego, jak do Harry'ego.
Docieram do samochodu Jake'a i szybko do niego wchodzę, następnie poprawiam się na fotelu i zapinam pas.
Spoglądam jeszcze przez okno w poszukiwaniu znajomej twarzy, zwróconej ku mnie, lecz nie rzuca mi się ona w oczy. I nie wiem czy się z tego cieszyć czy nie.
- Znam świetną knajpkę niedaleko stąd. - mówi Jake, zapinając pas. - Mam nadzieję, że dobre jedzenie wynagrodzi ci ten, nieudany spektakl. - dodaje i spogląda na mnie z lekkim grymasem na twarzy.
- W porządku Jake. Nie mam ci tego za złe. - uśmiecham się do niego.
- Wiem, ale głupio mi. Chciałem miło spędzić z tobą ten czas, a tobie się to nie spodobało, z resztą mi też. - mówi nieco zawiedziony, odpalając silnik samochodu. To chyba najdłuższa wypowiedź, jaką od niego uzyskałam do tej pory.
- To przedstawienie było nudne, ale nie przesadzaj. - mówię. - Miło spędza mi się z tobą czas. - przyznaję po chwili namysłu.
Kątem oka, zauważam mały uśmieszek na jego twarzy.
Nie chciałam tego mówić, ale nie chcę też, żeby był smutny z mojego powodu. Wiem, że chłopak naprawdę się starał i bardzo to doceniam.
***
Jakieś dziesięć minut później, zatrzymujemy się przed nie wielkim, lecz przytulnie wyglądającym budynkiem.
- W środku wygląda jeszcze lepiej. - odzywa się Jake.
- Czytasz w moich myślach? - pytam i odwracam głowę w jego stronę.
- Może. - obdarowuje mnie swoim, miłym uśmiechem, co odwzajemniam. - Chodźmy już. - mówi i wychodzi z samochodu, więc robię to samo.
Udajemy się do knajpki, a Jake, jednym pchnięciem otwiera szerokie, przeszklone drzwi, z różnymi ulotkami reklamującymi apetycznie wyglądające dania. Kiedy wchodzimy do środka, od razu w moje nozdrza uderza zapach świeżych warzyw oraz grillowanego mięsa.
Widzę, że sprzedają tutaj same, zdrowe jedzenie, czym jestem bardzo zadowolona.
Siadamy przy dwuosobowym, kwadratowym stoliku w samym rogu knajpki i sięgamy po menu.
Po dosłownie minucie decyduję się na frytki oraz tortillę z kurczakiem.
- Już wybrałaś? - pyta Jake, którego wzrok, cały czas wyglądał zza karty i spoglądał na mnie, co zaczęło mnie irytować i starałam się jak najbardziej zasłonić.
- Tak. Frytki i tortille z kurczakiem. - odsłaniam swoją twarz i odkładam menu na stolik.
Przyglądam się jak Jake woła jakąś kelnerkę po imieniu i szeroko się do niej uśmiecha, co dziewczyna odwzajemnia.
Dziewczyna jest prześliczna, ma ciemne, długie włosy, niemal czarne oczy i miły, promieniujący uśmiech. Jej wzrok jest nadal wlepiony w twarz Jake'a, gdy podąża w nasza stronę.
- Miło cię znowu widzieć. - mówi ciemnowłosa, kiedy staje przy naszym stoliku.
- Ciebie też Mia. - odpowiada Jake i odwraca głowę w moją stronę, co robi też dziewczyna. Gdy jej wzrok pada na mnie, jej twarz zmienia się na grymas i lekki smutek.
Szkoda mi jej, widać, że jest zauroczona Jake'iem. Po jej minie, stwierdzam, że pomyślała, że to nie jest tylko, koleżeńskie spotkanie. Chciałabym dać jej w jakiś sposób do zrozumienia, że się myli.
Uśmiecham się szeroko do dziewczyny, czym jest nieco zaskoczona, lecz niepewnie odwzajemnia mój gest, z czego się cieszę.
- Chcecie coś zamówić? - pyta i spogląda na Jake'a.
- Dwie porcje frytek oraz tortillę z kurczakiem i hamburgera. - odpowiada Jake.
- Coś do picia? - pyta Mia, notując zamówienie w małym zeszyciku.
- Chcesz się czegoś napić Aga? - zwraca się do mnie Jake.
- Może być sok jabłkowy.
- Dwa soki jabłkowe. - mówi do dziewczyna, a ona kiwa głową i odchodzi od naszego stolika, zerkając na mnie kątem oka.
Ciekawe co sobie o mnie myśli? W końcu, siedzę tutaj z chłopakiem, którym jest wyraźnie zainteresowana.
- Aga? - podnoszę na niego wzrok. Jego oczy są utkwione w mojej twarzy,uważnie ją ilustrując. - Chciałbym cię bardziej poznać. - mówi, a ja powstrzymuję się od przygryzienia wargi. - Czy mogę zadać ci kilka pytań? - jest bardzo niepewny.
- Jasne. - zaczynam bawić się palcami. Kilka pytań chyba nigdy, nikomu nie zaszkodziło.
- Więc. - przerywa i zastanawia się, zapewne nad tym, jakie pytanie mi zadać.
Ciekawe czy myśli nad tym dlatego, że pytań jest tak wiele, że nie może się zdecydować, które wybrać, czy po prostu nie ma pojęcia o co mnie spytać. Szczerze mówiąc, wolałabym tą, drugą opcję.
- Skąd jesteś? - pyta i spogląda na mnie wyczekująco.
Cieszę się, że zaczął, od tak banalnego pytania, ale obawiam się, że to tylko kwestia czasu, zanim spyta mnie o coś osobistego, czy intymnego.
- Z Polski. - odpowiadam krótko i zdaję się na lekki uśmiech.
- Jestem w małym szoku, że tak dobrze umiesz język. - stwierdza.
- Każdy mi to mówi, odkąd tutaj przyjechałam.
- Domyślam się. - odpowiada z uśmiechem. - Dobrze, a więc jesteś gotowa na drugie pytanie? - kiwam twierdząco głową, nie będąc do końca pewną, czy faktycznie jestem.
- Czy wiesz kim jest Harry Styles? - pyta, a mnie muruje.
Cholera.
*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo... was przepraszam, że wstawiam rozdział, dopiero teraz. Nie wiem co się ze mną stało, ale kompletnie nie miałam weny, i nie wiedziałam co z tym zrobić. Nie chciałam się zmuszać do pisania i główkowania, ponieważ wiem, że wyszłoby mi jakieś gówno, więc zrobiłam sobie spokój na nieco więcej niż tydzień, za co jeszcze raz chcę was przeprosić.
Jest z tego też kilka plusów, odzyskałam wenę, motywację, oraz nabrałam mnóstwo pomysłów na dalsze rozdziały. :))))) :DDDD Teraz rozdziały będę wstawiać we wtorek, więc postaram się do wtedy napisać dwa rozdziały, żeby wam to wynagrodzić.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie, i że przez tą przerwę nie zapomniałyście o moim opowiadaniu.
Uwielbiam was <3333333 Do następnego. :PPPPP
😘 świetny ❤
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana <333333
UsuńNigdy bym nie zapomniała o tym genialnym opowiadaniu :D Jest jednym z moich ulubionych <33333 <333 Po prostu uwielbiam <3333 <333333 Nie musisz przepraszać, rozumiem to doskonale i ciesze sie że odzyskałaś wene ;)
OdpowiedzUsuńTen Jake jest miły i uroczy, lubie go :) ale zdecydowanie wole Harry'ego! :3 To pytanie na koniec zaskoczyło chyba każdego, bynajmniej mnie jak najbardziej :o Ciekawe dlaczego o to pyta? I co odpowie Aga?? W ogóle mega ciekawe co dalej? :3 Niesamowicie mnie zaciekawiłaś tym :P Ogólnie rozdział niesamowity, wspaniały :D Czekam na next'a z niecierpliwością jak zawsze ;) Życze dużo weny kochana, buziaczki :* Do następnego :)
Dziękuje, że jesteś taka wyrozumiała :) <33333333 Cieszę się, że o mnie nie zapomniałaś :DDD Też zdecydowanie bardziej lubię Harry'ego. :PPPP
UsuńKochana pamiętam i będę pamiętać. Cudowny rozdział jak każdy do tych czas. Również wolę Harrego. Strasznie się cieszę że wróciła Ci wena i liczę na rozdział za tydzień. Jeśli potrzebujesz to zrób sobie czasami przerwę. Ostatnia przestałam słuchać i obserwować 1D przez co jestem ciągle smutna, ale twój blog przynosi mi trochę szczęścia. Koffam i czekam na nexta <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<3 <3333333333333333333 <333333333
OdpowiedzUsuńBiedactwo :( Cieszę się, że przynajmniej moje opowiadanie polepsza ci nastrój. <333333333 I dziękuję, też cię koffam :* <33333
UsuńF A N T A S T Y C Z N Y, W S P A N I A Ł Y, C U D O W N Y, I S T N A Z A J E B I S T O Ś Ć. Bardzo mnie zaniepokoiłaś tą przerwą ale spokojnie nie zapominam o tym co ubóstwiam więc nie przestanę czytać. JESTEŚ CHODZĄCA Z A J E B I S T O Ś C I Ą i nie przejmuj się brakiem weny czasami niektóre wydarzenia prowadzą do blokady. Kolejnym razem zapowiec twoją nieobecność bo serio byłam zmartwiona. Cieszę się że wróciłaś kochana. Do następnego, życzę weny
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że się, aż tak zmartwiłaś, postaram się tak więcej nie robić :) Oraz dziękuję, że piszesz takie, miłe rzeczy o tym opowiadaniu. <333333 :))))))
Usuń