26.04.2016

Rozdział 33

                                                           *Oczami Agaty*

Otwieram moje, zamglone oczy i przecieram je wierzchem dłoni.
Widocznie zasnęłam podczas czytania książki i to na dosyć długo, bo na dworze zaczyna się już dosyć mocno ściemniać.
Siadam na łóżku, odkładam książkę na szafkę i biorę z niej telefon. Jest 17.54. i dwa połączenia od Louis'a, których nie odebrałam pół godziny temu.
Przyznaję, nie kontaktowałam się z nim od kilku dni i mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe. Po prostu nie chciałam zawracać mu głowy, czy wtrącać się w to, co robi, czy gdzie jest. Gdyby chciał, to powiedziałby mi o tym.
Wybieram jego numer, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam urządzenie do ucha. Odbiera za pierwszym sygnałem.
- Hej Aga! - uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę jego, miły, pogodny głos.
- Hej Louis. Przepraszam, że nie odebrałam, spałam. - mówię i próbuję przerzucić swoje, poplątane włosy na tył głowy, lecz jest to dosyć trudne, ponieważ moje palce w nich ugrzęzają, za każdym razem, kiedy chcę je rozplątać, lub chociaż trochę przeczesać. .
Zaczynam bać się rozczesania ich, kiedy skończę rozmawiać z Louis'em.
- Rozumiem. - odpowiada. - Chciałem się spytać, czy mogę wpaść? - pyta po chwili.
- Dzisiaj?
- Tak.
- Oczywiście. - mówię, strasznie ucieszona. - Coś się stało?
- Nie... nic. Po prostu chcę z tobą porozmawiać. - głos Louis'a jest jakiś dziwny, przez co nie do końca wierzę, w to, jego ,,Nie, nic''.
- W porządku. - mówię. - Też chcę z tobą o czymś porozmawiać. - przygryzam swoją, dolną wargę.
- W takim razie będę za moment. Do zobaczenia.
- Pa Louis. - chłopak się rozłącza, a ja zrywam się z łóżka i szybko podchodzę do lustra.
Tak, jak myślałam, moje włosy są w jednym, wielkim nieładzie, a pod zaspanymi oczami mam wyraźne worki. Przeczesuję więc moje, ciemne fale szczotką, a worki, pozostawiam z nadzieją, że znikną one chociaż trochę do przyjazdu mojego przyjaciela.
Odchodzę od lustra i ponownie siadam na łóżku, krzyżując nogi na miękkim materacu.
Trochę zaniepokoiła mnie ta rozmowa z Louis'em. Był nieco przygnębiony i odnoszę wrażenie, że chłopak chce powiedzieć mi o czymś dla niego ważnym. Ale są to tylko moje przypuszczenia, które mogą być mylne, co jest bardzo prawdopodobne.
Martwi mnie także to, że zdaję sobie sprawę z tego, iż dzisiaj powinnam powiedzieć Louis'owi o mnie i Harry'm. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia jak on zareaguje, jak to wszystko przyjmie. Dopiero co się ,,pogodziliśmy'' i nie chcę już tego, za przeproszeniem - spieprzyć.
Głośno wypuszczam powietrze z swoich płuc i ponownie kładę swoje plecy na materacu.
Co do mnie i Harry'ego, cały czas myślę i staram odpowiedzieć sama sobie na pytanie. Co będzie dalej?
Zdaję sobie sprawę, że pewnie spora ilość ludzi, w takiej sytuacji nie zachowywałaby się tak, jak ja. Mam na myśli, że nie zastanawiałaby się nad tym cały czas, nie myślałaby o ,,za i ,,przeciw'' temu związkowi, nie martwiłaby się, jak przyjmą to do wiadomości bliscy. Ale ze mną jest inaczej i nie do końca wiem, czy to dobrze, czy może jednak źle. Nigdy nie byłam w żadnym związku, nie mam pojęcia jak to jest być ,,czyjąś dziewczyną'' i często jest mi z tego powodu najzwyczajniej wstyd. Może jakbym wcześniej miała styczność z związkiem, wiedziałabym co robić w obecnej sytuacji, a nie zamartwiałabym się tak, o to, co będzie dalej. Przyznaję, że chciałabym się wyluzować i nie myśleć o tym przynajmniej przez chwilę. Zdecydowanie muszę się czymś zająć, żeby trochę się uspokoić, jednak nie będzie to takie łatwe, ponieważ kompletnie na nic nie mam ochoty. Oczywiście oprócz leżenia i zadręczania się myślami, wiem jednak, że muszę z tym skończyć, ponieważ mam wrażenie jakbym zaczynała wariować.
Jeszcze tylko przez kilka sekund siedzę i głośno wzdychając, podnoszę się z materaca, następnie kieruję się do wyjścia z mojego pokoju.
Udając się  na dół, postanawiam, że zrobię sobie coś do jedzenia, myślę, że zdążę coś przekąsić przed przyjazdem  Louis'a. Zauważyłam, że ostatnio mało jem. Nie jest to moja wina, że nie mam na to ochoty, po prostu w ciągu tych, kilku dni tyle się działo, że nie miałam czasu na jedzenie. Czas to zmienić, ponieważ zapewne niedługo zacznę odczuwać niedobór pewnych składników odżywczych. Pierwsze, co zrobię jutro, to pójście do supermarketu na spore zakupy.
Gdy wchodzę do kuchni, od razu biorę kukurydziane płatki z szafki, wsypuję do miski, następnie zalewam chłodnym mlekiem, nie chcąc mi się odgrzewać białej cieczy. Siadam przy stole, tuż przed oknem, za którym kompletnie nic nie widać oprócz panującego na zewnątrz mroku, pod wpływem, którego przez moje cało przechodzi nieprzyjemny, zimny dreszcz. Całe szczęście, po chwili uliczne lampy zaczynają się kolejno zapalać. Śnieg, który lekko prószy, w świetle lamp, wygląda jak złocisty brokat, sypiący się z nieba na ziemie, co wygląda naprawdę cudownie.
Naglę zauważam znajomy samochód, podjeżdżający pod betonowy podjazd należący do mojego mieszkania, a po chwili wychodzi z niego Louis. Szybko kończę jeść płatki, wsadzając sobie ostatnią ich łyżkę do buzi i odkładam miskę do zlewu.
Idąc w stronę korytarza, przełykam jedzenie i wycieram swoje usta rękawem od bluzy, na wypadek, gdyby znajdowały się na nich jakieś, niepotrzebne zabrudzenia. Słyszę gwałtowne otwieranie się drzwi frontowych, a następnie ich zamykanie co sprawia, że przyśpieszam kroku. Gdy zauważam mojego przyjaciela, czekającego na mnie z otwartymi ramionami i z ogromnym uśmiechem na jego, przystojnej twarzy, zaczynam szybko iść w jego stronę. Oplatam rękami jego szyję, a on mocno obłapuje moje plecy, swoimi, silnymi ramionami.
- Tęskniłem. - mówi w moją szyję, lekko cmokając moją skórę, co lekko mnie zaskakuje.
- Ja też. - odpowiadam i po chwili odrywamy się z naszego uścisku, szeroko się do siebie uśmiechając. Kiwam głową w stronę salonu, a Louis uśmiecha się i zaczyna iść za mną w stronę pomieszczenia. Siadamy na kanapie, tuż obok siebie.
- To o czym chciałeś mi powiedzieć? - pytam z lekkim uśmiechem, żeby go zachęcić.
- Może ty chcesz pierwsza? - podnoszę jedną brew w pytającym geście. - Pytam, bo to będzie dosyć długa wypowiedź. - wyjaśnia po chwili i spogląda na mnie.
- Nie. - kręcę głową. - Ty pierwszy. - dodaję.
Muszę przygotować się psychicznie przed powiedzeniem mu, o tym, co zamierzam od jakiegoś czasu. Czyli o mnie i Harry'm.
Louis głośno wzdycha, następnie spogląda na mnie. Widać, że jest lekko zestresowany i waha się przed powiedzeniem mi tego, co go dręczy.
- Zacznę od tego, że przespałem się z Carol. - spuszcza wzrok i zaczyna bawić się swoimi palcami.
Marszczę brwi, próbując pobudzić swój mózg do przemyślenia tego, co powiedział.
- Nie rozumiem. -  mówię. - Coś z nią nie tak? - pytam, a on zaczyna kręcić głową.
- To ze mną jest coś nie tak. - mówi i przeciera twarz swoimi dłońmi. - Kiedy obudziłem się rano, siedziała ubrana na łóżku, z spuszczoną głową i nie wyglądała na zadowoloną. Kiedy chciałem ją przytulić, czy  pocałować to odepchnęła mnie, była strasznie oschła. - mówi smutnym głosem, co sprawia, że łapię za jego rękę i lekko ją ściskam. - Zupełnie jak...
- Louis. - przerywam mu, wiedząc, co chce powiedzieć, że Tiff też się tak zachowywała podczas ich związku.
- W porządku. - mówi, lekko ściskając moją dłoń. - Potem, kazała mi się ubrać i wyjść z jej domu. - mówi.
- Próbowałeś z nią porozmawiać?
- Tak, ale nie chciała mnie słuchać. - odpowiada. Kładzie swoją głowę na moim ramieniu, a ja opieram swoją głowę o jego.
Cholernie mi go szkoda, wiem, że zachowanie Carol go zraniło. Mimo, że nie znam się za bardzo na tym, całym ,,spaniu ze sobą'', wiem, że dzieje się to wtedy, kiedy ludzie czują pożądanie, oraz czują się dobrze w swoim towarzystwie. Z opowiadań Louis'a, wydawało się, że Carol go lubi i nadal tak uważam. Wygląda na to, że miała coś przeciwko ich zbliżeniu. Absolutnie nie chcę jej bronić, czy obarczać Louis'a, po prostu stwierdzam fakty.
- Nie miała nic przeciwko, gdy się całowaliśmy, ani kiedy zacząłem ją rozbierać... wydawało mi się, że tego chce. - wtula się w moją szyję.
- Louis, nie zrobiłeś nic złego. - mówię spokojnie. - Musisz z nią o tym porozmawiać.
- Wiem, że muszę. - odpowiada szeptem. - Ale nie żałuje tego, że to zrobiliśmy. - odzywa się po chwili. - To była najlepsza noc jaką w życiu miałem. Nawet z Tiff nie było mi tak dobrze. - czuję, że się uśmiecha.
- Cieszę się, że łapiesz z tej sytuacji jakieś korzyści. - przygryzam wargę kiedy to mówię, ponieważ jestem nieco zawstydzona jego wyznaniem.
- Zawsze tak robię. W każdej, złej rzeczy, są jakieś korzyści. - cicho chichocze.
Niestety nie mogę zgodzić się z jego słowami, bo nie w każdej złej jest coś dobrego. Wiem to z własnego przypadku.
- Nie chodziło mi tylko o sam seks, czy przyjemność. Po prostu z Carol było zupełnie inaczej niż z Tiff. - odzywa się po chwili. - Może od samego początku czułem, że Tiffany to zwykła zdzira. - syczy przez zęby.
- To całkiem możliwe. - mówię.
- No nie? - zaczynam mierzwić jego włosy mając nadzieję, że chłopak chociaż trochę się uspokoi.
- Joseph wie? - pytam po kilku chwilach ciszy.
- Nie, nie chciałem go tym zadręczać. Starałem się ukryć to, że czuję się chujowo. - kiwam głową, na znak, że rozumiem.
Wiedziałam, że Louis ma zbyt wielkie serce żeby obarczać swoimi problemami Joseph'a, który jest dla niego niemalże jak ojciec. Zapewne gdyby wiedział o moich problemach, też by do mnie z tym nie przyjechał i nie wyżaliłby się w moje ramie. Absolutnie nie mam o to do niego żalu, nie obwiniam go ani nie jestem zła. Powinnam być wściekła na siebie, że praktycznie o niczym mu nie mówię, ani nie wyżalam mu się, z moich rozterek życiowych. Co prawda, przyjaźnimy się naprawdę niewiele czasu, ale ufam mu, a on ufa mi, oraz jesteśmy do siebie przywiązani. Myślę, że chociażby takie rzeczy sprawiają, że naszą znajomość można nazwać przyjaźnią. Oczywiście przyjaźń moja i Pauli jest silniejsza, dłuższa i ogólnie Paula jest dla mnie jak siostra, a nie jak przyjaciółka, ale Louis to też mój przyjaciel i nie mogę o tym zapominać.
- Teraz twoja kolej. - podnosi się z mojego ramienia i skanuje moją twarz, czekając, aż zacznę mówić.
Głęboko wzdycham, wiedząc, że już nie ma odwrotu i muszę mu to wyznać. Chcę to zrobić.
- Ja i Harry... my. - przygryzam wargę. - Jesteśmy razem. - wyduszam i spoglądam w jego, oczy, pełne zaskoczenia. - Wiem, że jesteś zły, ale...
- Nie. - mówi spokojnie, co mnie szokuje. - Wcale nie jestem zły. - dodaje. - Najwidoczniej lubisz go, on lubi ciebie, a ja nic nie mogę na to poradzić i nie mam tu nic do gadania. - jego słowa sprawiają, że moje ciało się rozluźnia, a płuca zaczynają poprawnie pracować.
- To dla mnie naprawdę wiele znaczy Louis. - uśmiecham się do niego.
- Wiem, dlatego staram się go tolerować. - odwzajemnia uśmiech. - Ale kiedy cię skrzywdzi, ma przejebane. - wywracam oczami.
- On naprawdę nie jest taki jak myślisz Louis. - bawię się rękawami od bluzy, naciągając je na swoje dłonie. - Jest zupełnie inny. - dodaję cicho i spoglądam na niego, wydaję się być zamyślony.
- Zależy ci na nim? - pyta po chwili ciszy.
- Tak. - zdecydowanie kiwam głową. - Chciałabym, żebyście się wreszcie jakoś dogadali.
- W sumie mógłbym spróbować, ale tylko dla ciebie. - uśmiecham się lekko na jego słowa, co chłopak odwzajemnia. - Ale on musi przestać być takim chujem.
- Porozmawiam z nim.
- Wie, że się ze mną przyjaźnisz? - kiwam twierdząco głową. - Nie ma nic przeciwko?
- Myślę, że ma. - mówię szczerzę. - Nie cierpi cię. - kolejna, szczera odpowiedź, przez którą Louis zaczyna chichotać.
- Z wzajemnością.
- Wiem. - mówię wywracając oczami i oplatam rękami jego szyję, przytulając się do niego, co jest gestem mojej wdzięczności do niego. Chłopak odwzajemnia uścisk obejmując ręką moje plecy.
- Może to nie istotne... - odzywa się w moją szyję. - Ale Harry ma pracę. - mówi. - I chodzi na terapie. - dodaje, a mnie muruje.
- Jak to...? Na jaką terapie? - wyduszam, czując jak moje oczy się rozszerzają. Odrywam się z uścisku i spoglądam
- Pewnie dla anonimowych alkoholików, ćpunów i seksoholików. - mówi, a ja marszczę brwi.
Nie musiał tego mówić. Louis czasem powinien pomyśleć zanim coś powie, albo najzwyklej trzymać język na kłódkę.
Co jak co, ale przykro mi słyszeć takie rzeczy o Harrym, zwłaszcza z ust przyjaciela. Uważam, że takie, błędne czy żartobliwe ocenianie go nie jest w porządku i w pewnych kwestiach muszę bronić Harry'ego. Nie usprawiedliwiać, lecz bronić, zwłaszcza teraz, kiedy jesteśmy razem.
- Następnym razem pomyśl, albo najlepiej nic nie mów.
- Przepraszam Aga. - wysyła mi spojrzenie pełne poczucia winy. - Zapomniałem.
- W porządku. - mówię, czując jak moje brwi przybierają dawny kształt. - Mam rozumieć, że nic więcej nie wiesz o tej terapii?
- Nie. - drapie się po karku.
- Zgaduję, że podsłuchiwałeś go jak rozmawia z Joseph'em? - podnoszę brew.
- Zgadłaś. - posyła mi żartobliwy uśmieszek.
- Prędzej czy później to się na tobie odbije.
- Wiem. Ale nie mogę powstrzymać syndromu mojego, ciekawskiego jaja. - kiedy wypowiada te słowa, wybucham śmiechem i zaczynam kulać się po kanapie, a Louis robi to samo.
Jego poczucie humoru czasem mnie zaskakuje i drastycznie poprawia moje samopoczucie tak, jak na przykład w tej chwili.
Po jakiejś minucie uspokajamy się, a Louis opiera swoją głowę na moich kolanach, lecz chyba jest mu nie wygodnie, bo sięga po poduszkę, która znajduję się tuż obok mnie i podkłada ją sobie pod głowę.
- Kiedy ostatnio się z nim spotkałaś? - pyta, patrząc na mnie z dołu.
- Dzisiaj. - mówię, lekko się do niego uśmiechając.
Nie wiem czy powinnam mówić mu o tej ,,siłowni''. Ten opuszczony budynek i ogólnie tamta okolica wydają mi się bardzo tajemniczym miejscem o którym wiedzą tylko nie liczni. Myślę, że Louis nie ma pojęcia, że Harry ma tam swój, w pewnym sensie kąt. Nie mam pojęcia czy ktokolwiek inny oprócz mnie wie o tym, ze Harry spędza tam dużo czasu, już nie mówiąc o pomieszczeniu numer ,,7''.
- Był na noc? - pyta z lekkim zakłopotaniem w oczach. - Mam nadzieję, że wy nie...
- Nie. - przerywam mu niemal natychmiast, kręcąc przecząco głową. - Nie doszło do tego. - dodaję i odwracam wzrok.
Przez to, wszystko co działo się w ostatnim czasie, zapomniałam o swojej fobii ,,nietykalności''. Przecież Harry na pewno, prędzej czy później będzie chciał nawiązać ze mną jakiś kontakt fizyczny inny od całowania, przytulania czy czegokolwiek innego, co robiliśmy do tej pory. Harry dotykał mnie w miejscach dosyć subtelnych, mam tutaj na myśli brzuch, plecy czy szyję, i nawet z nimi miałam nie mały problem oraz czułam się nie komfortowo pokazując mu tak jakby ,,siebie''. Obawiam się, że kiedy już dojdzie do zbliżenia pomiędzy mną, a Harry'm, nie pozwolę mu na posunięcie się dalej w odkrywaniu mojego ciała, czy dotykaniu mnie.
Oto doszło kolejne zmartwienie, którym będę zadręczać się zapewne przez cały czas.
- Wszystko w porządku? - czuję jak chłopak patrzy na mnie w bardzo dziwny sposób. Zapewne wyczuł moje, nagłe napięcie, czy chociażby to, że ucichłam na dłuższą chwilę. Zapomniałam, że Louis jest strasznie wyczulony na takie, nawet mało zauważalne  rzeczy.
- Tak, czemu miałoby nie być. - pytam z lekkim uśmiechem, starając się brzmieć i wyglądać jak najnormalniej.
- Sam nie wiem. - mówi, patrząc na mnie cały czas w ten sam sposób, jakby chciał wyczytać odpowiedź z mojej twarzy.
- Wszystko w porządku. - pogłębiam swój uśmiech, co chłopak odwzajemnia, następnie zamyka oczy i przekręca głowę na bok.
Oddycham z ulgi.
Nie chciałam mówić mu o tej, dręczącej mnie rzeczy. Sama nie wiem dokładnie dlaczego. Może to zbyt krępujący temat, albo nie umiem jeszcze rozmawiać o takich sprawach. Szczerze mówiąc, to wkurza mnie moje, własne zachowanie. Skoro Louis jest moim przyjacielem, to dlaczego nie mogę po prostu mu szczerze odpowiedzieć? Zamiast tego, ukrywam takie rzeczy przed nim i wolę go oszukiwać, niż powiedzieć co mnie gnębi. Wiem, że to nie jest wobec niego w porządku, ale nic nie mogę na to poradzić, żeby zmienić swoje postępowanie, a naprawdę chciałabym. Chciałabym się już z niczym nie ukrywać, nie mieć tajemnic przed najbliższymi, nie martwić się o wszystko sama, wyżalić się, wyrzucić wszystko z siebie raz na zawsze i mieć już to, z głowy. Ale nie mogę, nie mogę bo zbyt długo ukrywam to przed tak naprawdę wszystkimi. Po prostu przyzwyczaiłam się, że zamiast wyduszać komuś moje rozterki czy problemy, trzymam to w sobie, nikomu nie mówiąc, za wszelką cenę chcąc, żeby nikt oprócz mnie nie miał o tych sprawach pojęcia. Zdaję sobie sprawę, że to jest złe, że tak nie powinno być i po prostu to, co robię, lub czego nie robię, najzwyczajniej wyniszcza mnie od środka. Wiem także o tym, że nadejdzie taki czas, że kiedyś pęknę i wyżalę się z dosłownie wszystkiego, co męczyło moją głowę przez ten cały czas. I szczerze mówiąc, mam wielką nadzieję, że tak wkrótce się stanie, ponieważ mam wrażenie, że właśnie wtedy będzie mi wreszcie lepiej, lżej. Oby, tak było.
Spoglądam na Louis'a, który cicho pochrapuje na moich kolanach, z głową wtuloną w poduszkę. Uśmiecham się lekko na ten widok.
Musiał być na prawdę zmęczony po przyjeździe od Carol, jak zapewne tą, całą, napiętą sytuacją pomiędzy nimi. Zasługuje na sen i odpoczynek, chociażby na moich kolanach.
Ostrożnie sięgam po telefon do mojej kieszeni i włączam jego wyświetlacz. 19.23. Myślę, że powinnam iść się już umyć, oczy już nieco mi się mrużą, a ciało domaga się gorącej, relaksującej wody.
Sięgam po pilot, włączam telewizor i nawet nie zmieniając kanału, na maksa go wyciszam. Chcę, żeby, gdy Louis się obudzi, było tutaj jakiekolwiek światło, na wypadek gdyby było zbyt ciemno, żeby mógł się swobodnie poruszać. Delikatnie wyślizguję się z pod głowy Louis'a, następnie przykrywam go kocem i kieruję się na schody, wyłączając po drodze, w  salonie światło.
Gdy jestem w pokoju, od razu podchodzę do szafy i wyciągam z niej czarne, krótkie spodenki, czarną, jak zwykłe za dużą koszulkę, oraz sięgam po czystą bieliznę do szuflady, następnie wychodzę z pokoju i udaję się do łazienki.
Po szybkim prysznicu, ubieram na siebie, prędzej przygotowane ubrania, czeszę jeszcze włosy i dokładnie myję zęby. Gdy wracam z powrotem do pokoju, podłączam telefon do ładowarki i odkładam go na szafkę nocną. Wskakuję do łóżka, szczelnie przykrywając się kołdrą i wtulam głowę w poduszkę.
Jestem ciekawa co robi teraz Harry, bo wątpię, żeby o tej porze był w tej, mniemanej pracy. Mam nadzieję, że nie ma go w tym, obskurnym pokoju na siłowni, nie zniosłabym myśli, że mógłby tam właśnie teraz spać. Na samą myśl o tym, mam nieprzyjemne dreszcze
Zamykam oczy, próbując już o tym nie myśleć i po prostu zasnąć, lecz dosłownie sekundę później słyszę wibrowanie mojego telefonu. Z cichym jęknięciem niezadowolenia, wyciągam po niego rękę i sprawdzam, kto chcę się ze mną skontaktować o tej porze.
Włączam jasny wyświetlacz komórki i klikam na wiadomość.

Dobranoc Aga.- Harry

Co najmniej trzy razy czytam wiadomość z ogromnym uśmiechem na twarzy, nie móc uwierzyć, że Harry wysłał mi wiadomość. To bardzo miłe i naprawdę doceniam jego gest.

Dobranoc Harry. - Aga

Odpisuję mu krótko, wyłączam telefon i odkładam z powrotem na szafkę. Zamykam oczy i z goszczącym na mojej twarzy, małym uśmieszkiem, zasypiam.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że po TAK długiej przerwie, jeszcze ktoś to czyta, a jeśli to czytacie, mam nadzieję, że wam się podoba.
Pierwsze co chciałabym zrobić, to was bardzo, bardzo przeprosić za TAK długą przerwę. Nie będę owijać w bawełnę i napiszę w prost, co się stało, że nie było mnie przez ten czas. W okresie Wielkanocnym, kompletnie nie miałam czasu na pisanie opowiadania. Rozumiecie: gotowanie, sprzątnie itp. Po Wielkanocy, dokładnie w czwartek, zmarł mój pradziadek, a po tym wydarzeniu kompletnie wszystkiego mi się odechciało. (nie  chcę się więcej rozpisywać na ten temat. Po prostu, można powiedzieć, że miałam podłamanie, przez dłuższy czas, był to dla mnie naprawdę ciężki okres) W tym tygodniu, pisałam egzaminy gimnazjalne i miałam bierzmowanie. Z resztą nie wiedziałam czy ktokolwiek czeka jeszcze na rozdział, więc go nie wstawiałam. I w tym momencie chciałabym podziękować Kindze, która skomentowała ostatni rozdział, że jednak czeka i, że wchodzi tutaj codziennie,(przepraszam, że nie odpisałam) więc wzięłam się w garść i wstawiam go dzisiaj.
Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że rozumiecie. To nie było w porządku, że tak długo się nie odzywałam, i przepraszam jeśli myślałyście, że nie żyję, lub, że zrezygnowałam z pisania. (nigdy tego nie zrobię, kocham piać i to się nigdy nie zmieni, o to się nie musicie martwić) Po prostu na pewne sprawy nie mam wpływu, a nie chciałam pisać kiedy miałam doła, bo wyszłoby mi totalne byle co.
Przepraszam jeszcze raz kochane i mam nadzieję, że nie zapomniałyście o mnie i o tym opowiadaniu. Do następnego moje skarby. (Bardzo za wami tęskniłam) <333333333333333333333333333333333333
Nadrobię te 5 rozdziałów, obiecuję :* <333 

2 komentarze:

  1. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się cieszę,że po takim czasie wstawiłaś kolejny rozdział. Mam nadzieje,że teraz będzie się pojawiać częściej<3 Co do rozdziału to jak zawsze strasznie mi się podoba,jeszcze ta wiadomość "Dobranoc" Harrego do Agi po prostu kocham <3 Coraz bardziej mi się podoba relacja Agi z Harrym,mam nadzieję ,że będzie się dalej rozwijać<3 Co do Louisa cieszę się,że stara się tolerować Harrego ze względu na Agę:) I że w końcu się jakoś dogadają. Szkoda mi Agi jeżeli chodzi o ten strach przed dotykiem. Ale wierzę,że sobie poradzi i po pewnym czasie oswoi się z nim,chociażby dla Harrego.
    Ja rozumiem,że w okresie świątecznym nie ma się czasu,więc nie masz za co przepraszać :) Bardzo Ci współczuję jeżeli chodzi o śmierć twojego pradziadka :( Mam nadzieję,że zarówno ty jak i twoja rodzina jakoś się trzymacie :) Trzymam kciuki za twoje wyniki z egzaminów ;)
    Ja zawsze będę czekać na kolejny rozdział,czasem zaglądam codziennie,czasem nie. Ale teraz będę w każdy wtorek:) Pamiętaj,nie masz nas za co przepraszać to zrozumiałe.Ja na twoim miejscu też bym dała sobie spokój na jakiś czas z pisaniem kolejnych rozdziałów. I spokojnie nic nie musisz nadrabiać,ważne żeby rozdziały się pojawiały i tyle;)
    Również za Tobą tęskniłam <3 Już nie mogę się doczekać następnego=)
    Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję <3333 Obiecuję, że teraz, rozdziały będą pojawiać się regularnie ;) Bardzo się cieszę, że ci się podoba. I ostatni raz bardzo dziękuję <33333

      Usuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)