10.05.2016

Rozdział 35

                                                      *Oczami Agaty*

Przyznaję, że ta wiadomość nieco mnie zaskakuje, przez co staję w miejscu, ale po chwili na mojej twarzy pojawia się uśmiech, czując jak moje policzki płoną. Rozglądam się do o koła, sprawdzając, czy nikt nie patrzy na moją, głupią minę.
Nie rozumiem co go naszło, żeby napisać do mnie w ten sposób i nie wiem dlaczego mnie to tak bardzo zawstydziło, a jednocześnie ucieszyło.

Kochanie?

Szybko piszę i wysyłam wiadomość.
Zaczynam niepokoić się, że Louis jeszcze nie przyszedł, co jest pewnie niepotrzebne, a on stoi przy chłodziarkach i wybiera piwo. Mimo moich oporów, zaczynam się rozglądać do o koła, lecz nigdzie go nie zauważam. Lekko wzruszam ramionami i odwracam się do białych regałów z mlekiem, którego jest całe mnóstwo rodzajów. Truskawkowe, waniliowe, czekoladowe, sojowe, jest nawet o smaku toffi, ale nigdzie nie ma najnormalniejszego.
Skoro tutaj jest tyle rodzajów i smaków mleka, to piwa jest pewnie trzy razy więcej, więc nie powinnam się niepotrzebnie niepokoić o Louis'a, który pewnie głowi się, które ma wybrać z tylu rodzajów.
Telefon wibruje więc odblokowuję go i spoglądam na wyświetlacz.

Jesteśmy razem, więc mogę tak do ciebie mówić. 

Na mojej twarzy pojawia się głupi uśmieszek, ale także rumieniec.

Nie przypominam sobie, żebym ci na to pozwoliła. 

Zamierzam odłożyć telefon do kieszeni, lecz urządzenie ponownie wibruje.

Sam sobie na to pozwoliłem. 

Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje, mały, głupkowaty uśmieszek.

Jesteś niemożliwy.

Podnoszę wzrok i zauważam najzwyklejsze mleko, więc sięgam ręką kolejno po dwa kartony i wkładam do koszyka. Ponownie rozglądam się w poszukiwaniu znajomej sylwetki, lecz niestety nigdzie jej nie zauważam.
Żebym tylko wiedziała gdzie są te chłodziarki z alkoholem, to poszłabym tam i zobaczyła czy faktycznie tam jest.
Idę kilka regałów przed siebie, wrzucając po kolei jakieś produkty, które mnie interesują, ale zaprzestaję, kiedy koszyk robi się już naprawdę ciężki. Teraz żałuję, że nie wzięłam metalowego kosza na kółkach
Do tego jeszcze telefon zaczyna wibrować w mojej kieszeni, więc odstawiam zakupy i wyciągam urządzenie z kieszeni.

Wiem. 

Wywracam oczami, i mam zamiar odpisywać, kiedy przychodzi kolejna wiadomość.

Nie mogę pisać. 

I kolejna.

Będę wieczorem. Do zobaczenia...

Moje palce wędrują po klawiaturze, kiedy przychodzi kolejna wiadomość.

Kochanie. 

Czuję jak moje usta wyginają się w szerokim uśmiechu, a serce przyśpiesza rytmu. Harry coraz bardziej mnie zaskakuje, a  ja już sama nie wiem co o tym, wszystkim myśleć. On tak na poważnie, czy to tylko jakieś jego głupie gierki? Czy on naprawdę chce do mnie tak mówić?
Moje palce ponownie wędrują po klawiaturze, żeby dokończyć wiadomość.

Do zobaczenia Harry. 

Wysyłam wiadomość, biorę koszyk do ręki i zamierzam iść dalej, lecz coś łapie za moje ramie, paraliżując moje ciało i uniemożliwiając mi zrobienie choćby kroku. Odwracam się, a z moich płuc wydostaje się oddech ulgi, kiedy widzę Louis'a.
- Przepraszam cię Aga. Ale spotkałem mojego kumpla ze szkoły i nie chciał mnie wypuścić, chociaż mówiłem, że muszę iść. - mówi zirytowany, nerwowo przeczesuje swoje włosy i spogląda na mnie. - W porządku? - pyta i lekko się uśmiecha.
- Tak. - kiwam głową, chcąc wybudzić się z osłupienia. - Po prostu trochę mnie przestraszyłeś. - odgarniam kosmyki włosów z mojego czoła.
- Wybacz. - uśmiecha się przepraszająco.
- W porządku. - mówię i odwzajemniam gest. - Możemy iść już do kasy? Bo obawiam się, że zaraz mi ręka odpadnie. - wskazuję ręką na wypełniony po brzegi, czerwony koszyk, który po chwili zostaje mi wyrwany przez silną rękę Louis'a. - Ejj! - z moich ust wydostaje się niekontrolowany pisk i idę za Louis'em, który kieruje się w stronę kas.
- To moja wina, że musiałaś tyle czekać, więc pozwól, że poniosę ci ten koszyk. - mruga do mnie zza ramienia, a ja wywracam oczami, ale potem uśmiecham się do niego.
- Dziękuję. - mówię i dorównuję mu kroku.
Dochodzimy do kasy i wykładamy wszystko na ruchomą taśmę, włącznie z czterema browarami Louis'a. Płacimy za wszystko i wychodzimy ze sklepu, z pięcioma, pełnymi reklamówkami, z czego cztery moje niesie Louis, a ja niosę jego. Upierałam się, że ja chcę nieść swoje zakupy, ale był nie do zdarcia. Doceniam jego gest, to jest naprawdę bardzo miłe z jego strony.
Docieramy do samochodu i wkładamy wszystkie siatki do bagażnika, następnie ponownie udajemy się do budynku.
- To gdzie idziemy? - pytam, kiedy jesteśmy już w środku.
- Może pójdziemy gdzieś na pełnym spontanie. - proponuje i ponownie oplata moje plecy swoim ramieniem.
- Co masz na myśli mówiąc spontan? - pytam, po krótkim zastanowieniu.
- Nie wiem. - chichocze. - Tam gdzie nas nogi poniosą. Jest tu dużo ciekawych miejsc, do których możemy iść.
- Niech będzie. - mówię i uśmiecham się do niego szeroko.
Tak naprawdę, to nigdy nie zrobiłam niczego szalonego, zaskakującego, czy na spontanie, ale podoba mi się ten pomysł, chociaż nie wiem czego się spodziewać.
- Szczerze mówiąc, to nie sądziłem, że się zgodzisz. - uśmiecha się, lecz widzę, że jest lekko zdziwiony.
- Dlaczego?
- Bo żadna dziewczyna, której zaproponowałem wypad na spontanie, nie zgodziła się na to. Nawet moja siostra. - odpowiada i spogląda na mnie, a ja na niego.
- Trzeba spróbować wszystkiego. - prycham śmiechem.
- Też tak uważasz? - kiwam twierdząco głową. - Jesteś dziwna. - mówi, a ja podnoszę brew. - Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. - tłumaczy się.
Wygląda na to, że chyba jednak jestem jakaś dziwna i odmienna od innych dziewczyn. Dużo osób mi to mówiło, a ja o tym od zawsze wiedziałam i wiem do teraz, lecz odpychałam od siebie te myśli. Nigdy nie chciałam być odmieńcem, ale teraz jestem szczęśliwa, że jednak nim jestem
- Ty też jesteś dziwny, w pozytywnym znaczeniu. - mówię, a Louis posyła mi spojrzenie pełne rozbawienia.

                                                              ***

- Kurewsko bolą mnie nogi. - marudzi Louis, kiedy wchodzi do samochodu. - I plecy. - dodaje i wygna swój kręgosłup w łuk, żeby go rozciągnąć.
Louis przez jakieś dwie godziny grał w jakąś głupią grę na automacie, przy której trzeba było stać i się schylać, ponieważ był na nią za wysoki. Ja odpuściłam sobie po dziesięciu minutach, kiedy uznałam, że takie gry dla dzieci nie są dla mnie. Zamiast tego poszłam grać w bilarda, na początku sama, lecz potem jakaś dziewczyna się do mnie dołączyła i było naprawdę miło. .
- Trzeba było sobie odpuścić po godzinie grania. - mówię walcząc z zapięciem pasa, w drugiej ręce trzymając włoskiego loda.
- Musiałem wygrać z tym, chujem. - odpala auto i wyjeżdża z parkingu. - Mam nadzieję, że nie jesteś zła. - spogląda na mnie.
- Byłam, ale już nie jestem. - mówię, liżąc loda śmietankowego.
Po tym, jak wyszliśmy z salonu gier, poszliśmy do świetnej lodziarni. Louis swojego zjadł już po drodze, lecz ja niestety nie.
- Przepraszam Aga. - mówi. - Ale obudził się we mnie zew dzieciaka. - żartuje i zaczyna chichotać.
- W porządku Louis. - mówię. - Oprócz tego, było naprawdę miło. - dodaję z lekkim uśmiechem.
Przed tym,  jak wylądowaliśmy w salonie gier, byliśmy w sklepie zoologicznym, gdzie podziwialiśmy różne, słodkie zwierzęta włącznie z psami, kotami oraz przeróżnymi gryzoniami i ptakami. Byliśmy także na pizzy, oraz w sklepie z butami, gdzie Louis kupił sobie adidasy, które strasznie mu się spodobały.
Przez te kilka godzina czułam się jak dawna ja, trzynastolatka, która bezcelowo chodzi po sklepach i wygłupia się ze swoim... przyjacielem.
- Mi też było miło. - z zamyślań wyrywa mnie głos Louis'a. Spoglądam na niego i od razu w moje oczy, rzuca się jego, szeroki uśmiech. Odwzajemniam gest, następnie odwracam głowę w stronę okna i spoglądam na spowite mrokiem niebo. Zbliża się już 17, więc nie ma się co dziwić.
Zauważyłam, że czas tutaj leci o wiele szybciej niż w Polsce, szybciej robi się ciemno, ogólnie, wszystko dzieje się jakby w przyśpieszonym tempie. Może jest to tylko złudzenie, spowodowane nagłą zmianą monotonnego trybu życia? Sama nie wiem.
Jestem ciekawa czy Harry faktycznie przyjedzie dzisiaj do mnie, o ile już nie czeka pod domem. Bardzo się cieszę z naszej, dzisiejszej, esemesowej konwersacji. Mimo, że kilka wiadomości od niego mnie zaskoczyło, to jestem z ich powodu szczęśliwa.
Chciałabym z nim dzisiaj szczerze porozmawiać, może dowiedzieć się czegoś więcej o nimi ogólnie spędzić z nim czas.
Czuję natarczywe wibrowanie mojego telefonu, co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni. Trochę zdziwiona, wyciągam urządzenie z kieszeni, i naciskam na zieloną słuchawkę.
Cieszę się, że zdążyłam zjeść tego loda, inaczej bym sobie nie poradziła z wydostaniem komórki z moich spodni.
- Tak?
- Aga! - uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę entuzjastyczny głos Pauli w słuchawce.
- Hej Paula. - mówię. - Miło cię słyszeć.
- Ciebie też kochana. - słyszę jak wysyła mi całusa przez telefon. - Strasznie się za tobą stęskniłam, mam ci tyle do opowiedzenia.
- Ja też. - mówię, bawiąc się sznurkiem od mojej bluzy. - Cieszę się, że jutro wracasz. - dodaję.
- Właściwie po jutrze, bo samolot został przełożony na jutro, na dwudziestą trzecią w nocy. - mówi. - Nie jestem z tego zadowolona. Ale mam nadzieję, że ty nie masz nic przeciwko?
- Może trochę. - odpowiadam szczerze. .
Przyznaję, że jestem trochę zawiedziona, że moja przyjaciółka przyjedzie jednak po jutrze, lecz cieszę się, że to tylko kilka godzin, a nie cały dzień. Wiem, że na pewno będę strasznie niecierpliwa przed jej powrotem do naszego mieszkania i będę miała kłopoty z zaśnięciem.
- Obiecuję, że po tym, jak przyjadę, urządzimy sobie babski wieczór. - mówi. - Opowiem ci co się działo przez ten, cały czas, i ty też. Chociaż pewnie nic ciekawego się u ciebie nie działo, ale i tak chcę wiedzieć. - chichocze.
Ojj, Paula. W życiu byś się nie spodziewała, co działo się przez ten, cały czas, kiedy cię nie było.
- Uwierz mi, że tym razem jest co opowiadać. - mówię.
- Nie powiem, trochę mnie zaskoczyłaś. - zaczyna chichotać. - Ale to dobrze, bo wiem, że nie nudziłaś się przez ten czas.
- Masz rację, nie było zbyt nudno. - spoglądam w okno, zauważając, że zbliżamy się do ulicy, na której mieszkam.
- To świetnie. - mimo, że jej nie widzę, to wiem, że na jej twarzy gości szeroki uśmiech. - Przepraszam cię Aga, ale muszę kończyć pakowanie i jeszcze spakować Matt'a. - wzdycha.
- Coś się stało? - w moim głosie słychać napięcie.
- Nie. Raczej Matt się rozchorował, kilka dni temu. Ma podwyższoną temperaturę, głowa go boli i ma kaszel. - mówi, a ja oddycham z ulgi. - Nic poważnego, zwykłe przeziębienie. Podejrzewam, że to ta, nagła zmiana klimatu. - dodaje.
W sumie to dobrze, że przełożyli ten lot, może Matt chociaż trochę się wykuruje, do tego czasu. Mam przynajmniej taką nadzieję.
- Byliście u lekarza?
- Nie nie chciał iść. Poszłam wczoraj do apteki i kupiłam mu środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Trochę mu po nich lepiej, ale i tak czuje się nie za dobrze. - głośno wzdycha. - Teraz śpi, moje biedactwo. - słyszę, jak dziewczyna cicho cmoka, co znaczy, że go pocałowała. - Przepraszam Aga, ale muszę się w końcu wziąć za pakowanie. - mówi trochę przybita.
- W porządku. - mówię. - Pozdrów Matt'a jak się obudzi i życz mu zdrowia.
- Dobrze Aga. Dziękuję.
- Pa Paula.
- Do zobaczenia Aga. Napiszę, jak będziemy lądować. - rozłącza się, a ja chowam telefon z powrotem do kieszeni.
Biedny Matt i biedna Paula. Wiem, że moja przyjaciółka martwi się o swojego chłopaka, słyszałam to po jej głosie. Z resztą ona nie potrafi ukrywać swoich emocji, zawsze da się wyczuć, że coś jest nie tak.
Założę się, że podczas pobytu w Polsce, jeszcze bardziej się z sobą zżyli i się do siebie przywiązali. Mimo, że są ze sobą dosyć krótko, to tworzą naprawdę świetną parę i widać, że im na sobie zależy.
- Twoja przyjaciółka dzwoniła? - z zamyśleń, wyrywa mnie pytanie Louis'a.
- Tak. - odpowiadam.
- Wszystko już u niej w porządku? - nie wiem dlaczego, ale trochę zaskakuje mnie jego pytanie.
- Tak, po jutrze wraca.
- To dobra wiadomość. - odwraca głowę w moją stronę i szeroko się do mnie uśmiecha, co odwzajemniam. - Myślałem, że rozmawiacie po polsku.
- Tylko na osobności rozmawiamy w naszym języku. -
- Dlaczego? Boisz się, że zapomnisz jak się mówi po polsku?
- Nie, ale od zawsze rozmawiałyśmy ze sobą w naszym, ojczystym języku i postanowiłyśmy, że tak pozostanie. - przerywam. - Chyba, że to rozmowa przez telefon. - dodaję, odwracam głowę w jego stronę i lekko się do niego uśmiecham, co chłopak zauważa kątem oka i odwzajemnia gest.
Przed naszym wyjazdem, zawarłyśmy umowę z Paulą, że pomiędzy sobą będziemy rozmawiać po polsku, oprócz rozmowy przez telefon, jeżeli ktoś jest w pobliżu, żeby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień.
Cieszę się z tego powodu, bo nie wyobrażam sobie tego, że miałybyśmy rozmawiać z sobą po angielsku. Ciężko byłoby mi się do tego przyzwyczaić, Pauli pewnie też.
- Chyba musimy się pożegnać. - mówi smutno Louis, który zatrzymuje się pod moim domem.
- Może wejdziesz na chwilę? - pytam.
- Jedynie, żeby pomóc ci wnieść zakupy. - uśmiecha się i błyskawicznie wychodzi z auta, a ja zaraz za nim.
- Louis, nie musisz, dam sobie radę. - mówię. - Miałeś mi pomóc, a nie robić to za mnie...
- Nie marudź. - przerywa mi, chichocząc, a ja wywracam oczami.
Kiedy chłopak wyjmuje zakupy z bagażnika, ja kieruję się do mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka, czekając, aż Louis wjedzie za mną. Chłopak idzie do kuchni i stawia wszystkie cztery reklamówki na blacie.
- Dobrze wiesz, że nie musiałeś? - pytam i uśmiecham się do niego.
- Wiem, ale to zrobiłem. - mówi, a po chwili zamyka mnie w swoich ramionach, więc oplatam swoimi rękami jego szyję i wtulam swoją głowę w jego klatkę piersiową.
- Dziękuję za wczoraj i za dzisiaj. - wyduszam. - I dziękuję, że akceptujesz mój związek z Harry'm. - dodaję. - Dziękuję za wszystko Louis.
- Nie musisz. - kładzie swoją rękę na mojej głowie. - Jesteś moją przyjaciółką, mam taki obowiązek. - uśmiecham się na jego słowa. - Ale pamiętaj, jak ten gnojek cię skrzywdzi, to go udupię. - jego ciało zaczyna się trząść pod wpływem śmiechu.
- Nie dopuszczę do tego, żeby tak się stało. - odrywam swoją głowę od jego klatki piersiowej i spoglądam na niego. - Nie skrzywdzi mnie. - dodaję a chłopak kiwa twierdząco głową na znak, że rozumie.
- Muszę już iść. - odrywa się z uścisku i mierzwi moje włosy. - Napiszę jutro. - mówi i wychodzi z kuchni.
- Do zobaczenia Louis. - odwraca głowę w moją stronę i uśmiecha się do mnie przez ramie. Po chwili słyszę trzaśnięcie drzwi frontowych.
Udaję się do korytarza, zdejmuję płaszcz, szalik oraz buty, następnie idę na górę do swojego pokoju i rzucam się na łózko. Jestem zmęczona tym dniem, najchętniej wtuliłabym swoją głowę w poduszkę i się zdrzemnęła, ale nie mogę, ponieważ chcę poczekać na Harry'ego. Nie chcę żeby zastał mnie śpiącą.
Leżę jeszcze przez jakieś kilka sekund, następnie podnoszę się z materaca i sięgam po słuchawki leżące na szafce nocnej. Po chwili znowu opadam plecami na łóżko i wyciągam telefon z kieszeni, wkładając do jego wejścia, słuchawki,które następnie wkładam sobie do uszu. Przez jakąś chwilę, szukam w telefonie piosenki, która by mnie zainteresowała, odtwarzam ją i zamykam oczy, zatracając się w melodii.
Uwielbiam muzykę, chociaż ostatnio nie bardzo miałam czas na jej słuchanie, no chyba że wczoraj. Zauważyłam także, że już dawno nie rysowałam, ostatnią pracą był Harry i od tamtego czasu przestałam zajmować się czymś, co naprawdę kocham robić. W sumie to sama nie wiem dlaczego z tym zaprzestałam, ale wiem, że muszę się w końcu kiedyś wziąć w garść i coś naszkicować.
Wiem także, że muszę zacząć rozglądać się za jakąś pracą. Co prawda, mam dosyć sporo oszczędności, ale im prędzej sobie ją znajdę tym lepiej. Nie będę się wtedy przejmować, że kończą mi się oszczędności, a ja nie mam pracy. Mam tylko nadzieję, że będzie to coś, co lubię robić i sprawia mi przyjemność, a nie zło konieczne.
Pod wpływem spokojnej muzyki, czuję jak zaczynam odpływać, więc wyłączam muzykę, wyciągam słuchawki i odrzucam telefon na bok. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna i siadam na parapecie, spoglądając na widoki za nim.
Jest już naprawdę ciemno, a latarnie dają intensywny blask, oświetlając całą ulicę, oraz pokryte białym śniegiem podłoże przed domami.
Jestem bardzo ciekawa gdzie może pracować Harry, bo nie wyobrażam sobie, że mógłby dorabiać w jakimś najnormalniejszym zawodzie. Ciekawi mnie też to, dlaczego Harry pracuje, skoro zarabia duże pieniądze na tych, nielegalnych walkach? Dużo powodów przychodzi mi do głowy, ale nie wiem, który z nich faktycznie jest prawdą.
- Nad czym tak myślisz? - słyszę dobrze mi znany, chropowaty, łagodny głos.
Impulsywnie odwracam głowę od okna i spoglądam w górę, na uśmiechniętą, przystojną twarz Harry'ego, spoglądającą na mnie z góry.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Oto jest następny rozdział :)))) Mam nadzieję, że wam się podoba, a przynajmniej tobie Kinga.
Dziewczyny. Rozumiem, rozumiem, że jesteście rozczarowane, a być może złe moją 5-tygodniową nieobecnością, macie do tego pełne prawo, sama jestem na siebie zła. Ale proszę komentujcie. To już nie chodzi o moją satysfakcje z tego, że komentujecie, ani o to, że to mnie motywuje, ale chcę, żebyście dały mi znać, że to co tutaj piszę, wam się podoba, że jesteście zadowolone z tych rozdziałów. Wasze komentarze są dla mnie naprawdę mega ważne, mega motywujące, mega satysfakcjonujące i mega uwielbiam kiedy je piszecie, ponieważ w ten sposób doceniacie moją, wielogodzinną pracę. Jeśli nie piszecie ich przez moją przerwę, to jeszcze raz bardzo, szczerze was za nią przepraszam.
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podoba. Jeśli nadal jesteście ze mną na tym blogu i nadal czytacie to opowiadanie, to proszę skomentujcie, żeby dać mi przynajmniej znać, że to, co tworzę nadal wam się podoba, i że nadal tutaj jesteście.
Uwielbiam was <33333333333 Jeszcze raz przepraszam. Mam jeden rozdział w zapasie, więc jeśli chcecie przeczytać go szybciej, dajcie mi znać ;)

6 komentarzy:

  1. Boże cudowny rozdział <3 Zawsze mi się podoba to co piszesz.Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego,jak ja się cieszę kiedy widzę nowy rozdział<3 Strasznie mi się podoba ich związek<3 Jestem ciekawa,czy Paula polubi Harrego. Ale mam nadzieje,że tak i że będą mieli dobre relacje:) Mam ogromną nadzieję,że będą razem naprawdę szczęśliwi i ich związek będzie trwał jak najdłużej,jak również przyjazń Agi i Louisa<3 Jak zawsze z niecierpliwością czekam na następny rozdział :) Serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana <3333 Cieszę się, że przynajmniej ty komentujesz :)))

      Usuń
  2. Wspaniały, cudowny i strasznie romantyczny rozdział. Strasznie się cieszę że wróciłaś i widocznie ta przerwa Ci się przydała gdyż widać to tych rozdziałach bo są jeszcze lepsze i bardziej emocjonujące. Bardzo się cieszę że Harry i Aga są w końcu razem <3 Louis się z nią przyjaźni i nie jest na nią zły za związek z Harrym (kochany). Mam nadzieję że Mattowi nic nie będzie i że to tylko przeziębienie. Harry jest strasznie kochany i romantyczny czego się po nim nie spodziewałam. A teraz chcę Ciebie bardzo przeprosić że tak długo nie pisałam ale się zorientowałam dzisiaj rano że wstawiłaś ostatnio 3 rozdziały. Przeczytałam je wszystkie i jestem bardzo zaciekawiona co będzie za tydzień. Wiem że jest Ci przykro że jest tak mało komentarzy ale obiecuję że teraz to się zmieni. Koffam kochana i do następnego. Życzę weny <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie skomentowałaś :DDDDD <3 Dziękuję kochana. <333333

      Usuń
  3. CUDO, PERFEKCJA, ROMANTYCZNOŚĆ, AGATA, HARRY I LOUIS... To wprost wspaniałe jak piszesz te rozdziały i jak strasznie mi się podobają. Najbardziej w tym rozdziale podoba mi się opiekuńczość Harrego i dzień Agaty z Louisem. Cieszę się że w końcu się spotkali ona i Louis bo brakowało mi tego. Rozdział cudowny jak dwa ostatnie. Przepraszam że tak długo nie pisałam komentarzy, ale miałam wiele problemów w życiu. Mówiąc szczerze przeczytałam te rozdziały dzisiaj po okropnym dniu w szkole i STRASZNIE poprawił mi humor i uczynił mój dzień wprost doskonałym. Przepraszam jeszcze raz że cię zawiodłam ale już jestem z nową dawką komentarzy prosto z serca <333 Współczuję Ci z powodu tak małej ilości komentarzy ale pamiętaj twój blog jest fantastyczny i to się liczy, o i na pewno mnóstwo osób go czyta ale nie komentuje bo może nie potrafi się wysłowić (nie dziwię się bo są za dobre). Nie odpuszczaj, wierz w siebie i pamiętaj że jesteś zajebista. Nie zniechęcaj się. Kochana życzę weny i do następnego <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże! Bardzo dziękuję. <3333 Tak się cieszę, że wreszcie zaczęłyście komentować, że nadal ze mną jesteście. <333 :) Bardzo ci współczuję z powodu twoich problemów. Przykro mi, że nie mogę ci pomóc :((( Do następnego <333

      Usuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)