1.01.2017

Rozdział 49

                                                          *Oczami Agaty*

Jakieś dziesięć minut temu wyszłam z domu i kieruję się w stronę biblioteki, do której uczęszczam już ponad tydzień i bardzo miło spędza mi się tam czas, z panią Judith.
Dzisiaj mija dokładnie jedenaście dni, od kiedy nie kontaktowałam się z Harry'm, ani go nie widziałam i przyznaję, że było mi naprawdę ciężko przez ten czas. Nie płakałam, lecz chodziłam przybita i po prostu nie wiedziałam co mam dalej z sobą zrobić, mimo, że sporo rysowałam, chodziłam do biblioteki, w której ostatnio spędzam naprawdę sporo czasu.
Louis przyjechał do mnie kilka godzin, po mojej kłótni z Harry'm i próbował mnie pocieszyć, a ja jak zwykle udawałam, że to wszystko mnie nie rusza i, że mam kontrolę nad swoimi uczuciami, chociaż wcale tak nie było. Ale cóż, taka już jestem.
Tydzień temu zadzwoniłam do moich rodziców i powiedziałam im o Harry'm, o naszym związku oraz mniej więcej o kłótni. Byli zaskoczeni, zdezorientowani i nieco wkurzeni, ale też cieszyli się i życzyli mi z nim szczęścia, chociaż już sama nie wiem czy to szczęście jeszcze mi się przyda.
Szczerze mówiąc to jakoś nie wierzę w to, że Harry tak nagle się zmieni i nawet jeśli się pogodzimy, to wiem, że między nami nie będzie tak, jak wcześniej. Zranił mnie i wiem, że nie będę w stanie tak nagle o tym, wszystkim zapomnieć i traktować go jak jeszcze ponad tydzień temu.
Nawet powoli zaczynam godzić się z tym, że nie będziemy razem, że Harry się nie zmieni, a wszystko, co razem przeżyliśmy zostanie stracone.
Naprawdę nie chcę tego, wszystkiego tak po prostu zakończyć, lecz nie dam sobą pomiatać i jeśli Harry tego nie zrozumie, to przykro mi, ale będziemy musieli się rozstać. Mimo, że naprawdę chciałabym spędzić ten tydzień z nim, przytulać go, tak mocno, jak potrafię, całować jego wargi najczulej, jak tylko potrafię, słuchać jego, chrypowatego głosu i patrzeć jak śpi, kiedy budzę się przy nim rano, lecz jeśli Harry się nie zmieni, nasz związek będzie musiał się zakończyć.
Ostatnio rozmyślałam co tak naprawdę czuję do Harry'ego, ponieważ już od dłuższego czasu zaczęłam czuć do niego coś większego niż to, że mi na nim zależy. Przykładem jest, to że chciałam spędzić z nim święta, znając go zaledwie trzy tygodnie i z góry zakładając, że do tego czasu będziemy razem, będziemy szczęśliwi i pomiędzy nami wszytko będzie układać się wręcz wspaniale. Nawet nie dopuszczałam do swoich myśli tego, że możemy się pokłócić i nie rozmawiać ze sobą przez dziesięć dni. Sama nie wiem czy to moja naiwność i nadmierne zaufanie Harry'emu, czy zapomnienie o jego, agresywnej naturze oraz przeliczenie moich oczekiwań wobec niego i jego przemiany względem mnie. Ale nigdy nie spodziewałabym się, że chłopak potraktuje mnie w taki sposób i tak się zachowa, po tym co między nami się wydarzyło.
Cholera, ostatnio nie panuję nad swoimi myślami, kiedy chcę spokojnie pomyśleć o czymś przyjemnym, do mojej głowy napływają wspomnienia, które wzbudzają we mnie irytacje. Nie wiem dlaczego się tak dzieje i nie wiem dlaczego już nie potrafię panować nad tym, nad czym myślę, ale chcę żeby się to skończyło.
Wracając do moich uczuć co, do Harry'ego, musiałam po prostu wiedzieć ile ten chłopak dla mnie znaczy i czy warto jeszcze walczyć o niego i o ten związek.
Wiem, że cholernie mi na nim zależy, że jest dla mnie cholernie ważny, że przy nim czuję się tak szczęśliwa, jak nigdy się nie czułam i, że chcę być zawsze blisko niego. Mimo tego i tak sądzę, że to za mało, żeby opisać moje uczucia co do jego osoby, ponieważ wiem, że Harry jest dla mnie jeszcze ważniejszy.
Czy to możliwe, że najzwyczajniej kocham tego chłopaka?
Popycham szklane drzwi biblioteki i wchodzę do ciepłego wnętrza, które pachnie książkami, kawą oraz drewnem. Rozglądam się po dosyć sporym pomieszczeniu, z ciemno dębowymi regałami, w poszukiwaniu niskiej sylwetki pani Judith. Rozglądam się także po półpiętrach, które znajdują się po bokach biblioteki, lecz nigdzie jej nie zauważam. Ściągam swój, czarny płaszcz i zawieszam na oparciu jednego z krzeseł, które znajdują się przy każdym z czterech stołów, na samym środku biblioteki. Kieruję się po schodach na półpiętro, żeby dokończyć to, co zaczęłam wczoraj, czyli wycieranie książek z kurzu, następnie układając je tematycznie na półkach.
Mimo, że jest to dosyć spora biblioteka, jest tutaj dużo książek i sporo tutaj sprzątania i roboty, to lubię tutaj przychodzić i doprowadzać to miejsce do porządku. Uwielbiam także spędzać czas z panią Judith, która jest naprawdę mądrą i oczytaną kobietą.
Zdziwiło mnie w niej  to, że mimo iż starałam się jak mogłam ukryć, to że targa mną pełno, niechcianych emocji, po kłótni z Harry'm, zauważyła, że jestem przybita. Opowiedziałam jej wtedy o kłótni, o naszym związku i ogólnie o Harry'm. Sama nie wiem skąd wtedy wzięła się we mnie ta wylewność, do praktycznie obcej mi osoby..
- Jesteś już kochanieńka. - słyszę miły głos starszej kobiety, która wychodzi ze składzika. - Nie usłyszałam jak wchodzisz. - mówi i stawia dwa kubki z kawą na ladzie ciemnego, dużego biurka.
- Dzień dobry pani Judith. - uśmiecham się do niej i szybko schodzę na dół, następnie podchodzę do biurka i biorę parujący napój do swoich rąk.
Już pierwszego wieczoru, kiedy tutaj przyszłam, pani Judith czekała na mnie z kawą, co było naprawdę miłe i urocze z jej strony.
- Słuchaj kochanieńka. Dzisiaj przyjedzie kurier z nowymi książkami. - mówi i spogląda na monitor komputera.
- W porządku, mogę je poukładać. - wzruszam ramionami i upijam łyk kawy. - Co to za książki? .
- Praktycznie wszystkie, to romansidła. - odpowiada i zaczyna jeździć swoimi oczami po monitorze.
- Dlaczego akurat taki rodzaj książek? - pytam, spoglądając na pomarszczoną twarz kobiety.
- Ponieważ to właśnie je najbardziej lubię. - odpowiada, nadal szukając czegoś w komputerze. - Miłość to piękne uczucie, które towarzyszy każdemu człowiekowi w mniejszym lub większym stopniu. To szczęście, które jest potrzebne do życia jak powietrze, bez miłości żaden człowiek nie mógłby normalnie funkcjonować ani zachować jasności umysłu przez dłuższy czas. - mówi, spoglądając na mnie jakby chciała mi coś uświadomić. - Lecz miłość wiąże się także z nieszczęściem, poświęceniem, cierpliwością oraz chęcią do przyjęcia jej do swojego serca oraz umysłu. Żeby kogoś kochać, nie trzeba tego chcieć, czy od razu wiedzieć, że jest się w danym momencie zakochanym, lecz po czasie i tak pojawia się świadomość, że kogoś kochasz. Z tym nie da się walczyć. - dodaje i z powrotem zwraca swoją głowę w kierunku monitora.
Pani Judith spytała się mnie kiedyś co tak właściwie czuję do Harry'ego. Powiedziałam jej, że mi na nim zależy, że jest dla mnie ważny i tym podobne, a ona tylko pokiwała głową i więcej nie wracała do tego tematu, co mnie nieco zdziwiło, ale wiedziałam, że ma coś konkretnego na myśli.
- To słowa mojego męża, kiedy pierwszy raz wyznawał mi miłość. - uśmiecha się lekko sama do siebie. - Dałabym wszytko, żeby poznać go jeszcze raz i od początku się w nim zakochać. - podnosi rękę z komputerowej myszki i zaplata swoje palce na uszku od kubka z kawą. Upija łyk napoju i spogląda na widok za szybą.
Mąż pani Judith zmarł pięć lat temu na zawał. Powiedziała mi o tym tydzień temu, kiedy pomagałam jej układać książki o miłości, które zajęły cały regał. Bardzo go kochała i przez długi czas nie mogła pogodzić się z jego śmiercią. Opowiedziała mi także jak się poznali, jaki on był, jak bardzo się kochali. Ich historia była naprawdę piękna i wzruszająca, niczym z wspaniałej książki, której niestety nie będę miała okazji przeczytać, chociaż naprawdę bym tego chciała.
- Bardzo mi przykro. - mówię, patrząc na jej, zamyślaną twarz.
- Nie musisz mnie pocieszać kochanieńka. - uśmiecha się lekko. - Kiedyś ponownie się z nim spotkam i będziemy żyć razem wiecznie. - spogląda na mnie. - Wiem to. - szeroko się uśmiecha, co odwzajemniam.
- Powinnam wrócić do pracy. - mówię, upijając ostatni łyk. - Chcę skończyć, zanim kurier przyjedzie. - dodaję, a pani Judith lekko kiwa głową.
Odchodzę od biurka i wracam na półpiętro, od razu biorąc ścierkę i zaczynam przecierać okładki książek, które układam na poszczególne kupki. Największa z nich to fantastyka, jest jeszcze z kryminałami, horrorami i jeszcze jakieś edukacyjne.
Pani Judith posiada naprawdę dużą kolekcję wszelakich, ciekawych książek, które chciałabym przeczytać, lecz obawiam się, że nie zdołam tego zrobić przez całe moje życie. Kobieta powiedziała, że przeczytała je praktycznie wszystkie, oprócz encyklopedii i jakichś edukacyjnych oraz naukowych egzemplarzy. To naprawdę wspaniałe, że ta sześćdziesięcioletnia kobieta przeczytała setki książek i nadal to kontynuuje, zamawiając następne historie jednocześnie dla siebie oraz dla użytku ludzi, którzy przychodzą do tej, wspaniałej biblioteki.
To miejsce ma swój, niesamowity charakter i klimat, a podkreślają to ciemnobrązowe meble, kremowe ściany, schody z ciemnego drewna i półpiętra oraz liczne regały pełne książek. Uwielbiam to miejsce.
W moje ręce trafia książka z okładką, która przedstawia przytulających się do siebie, zapewne zakochanych, a na samej jej górze widnieje romantyczny tytuł.
Od razu do mojej głowy uderza obraz Harry'ego, na co wzdycham i przecieram jej okładkę już brudną ścierką i układam na stertę z romansidłami.
Cholernie brakuję mi Harry'ego i naprawdę chciałabym, żeby między nami było już w porządku, chociaż nie mam pojęcia kiedy się znowu zobaczymy i czy w ogóle się zobaczymy.
Najchętniej poszła bym do niego, gdziekolwiek teraz jest, przytuliła go i powiedziała, że wszystko jest w porządku, chcąc, żeby było tak, jak wcześniej, lecz nie mogę tego zrobić. On musi zrozumieć, że nie może mnie tak traktować, że nie może mną kontrolować, dopiero potem mogę próbować to, wszytko naprawić. No właśnie, mogę próbować
Mam tylko nadzieję, że Harry będzie chciał jeszcze o nas walczyć, bo im więcej dni mija, tym bardziej mam ku temu wątpliwości, tak samo jak mam wątpliwości czy jeszcze mu na mnie zależy. Sama nie wiem dlaczego tak myślę i jeszcze bardziej się takim myśleniem dołuję.
Najwyraźniej tak musi być.
Pani Judith, tym, że zacytowała słowa swojego męża, szczerze mówiąc namieszała mi w głowie. To prawda, że nie trzeba chcieć się w kimś zakochać, czy nie trzeba wiedzieć, że jest się zakochanym, żeby właściwie czuć coś tak wielkiego, do danej osoby.
Tylko czy ja pałam tak ogromnym uczuciem do tego chłopaka o pięknych, zielonych oczach i długich lokach? Czy to w ogóle możliwe, żeby zakochać się w jakiejkolwiek osobie w cztery tygodnie, żeby zakochać się w kimś, kto traktuje mnie czasem w podły sposób i swoim zachowaniem doprowadza mnie do smutku, płaczu i gniewu?
Uderzam się otwartą dłonią w czoło.
Dlaczego skupiam się tylko na negatywach, skoro pozytywów jest dużo więcej? Przeżyłam z nim tyle, wspaniałych, emocjonujących i ważnych dla mnie chwil... Cholera.
Kiedy tak o tym teraz myślę i im dłużej o tym myślę, to coraz bardziej uświadamiam sobię, że najzwyczajniej kocham Harry'ego.
Siadam na krześle i opieram swoje czoło na ręce.
Wiem, że świadomość tego, że go kocham, powinna mnie cieszyć, lecz w tej chwili czuję się jeszcze gorzej niż wcześniej. Bo co jeśli Harry się nie zmieni, a my do siebie nie wrócimy? Co powinnam zrobić w tej sytuacji? Próbować walczyć o ten związek, czy nie patrzeć na moje uczucia co do tego człowieka i zostawić to tak, jak jest?
Cholera, nie mam pojęcia co o tym myśleć.
A co jeżeli jednak już mu na mnie nie zależy i już nigdy go nie zobaczę? Kilkanaście dni to jednak sporo czasu, żeby przekonać się, że nie tęskni się za daną osobą i, że tak naprawdę ona nic dla nas nie znaczyła. Co jeżeli tak jest... jeżeli Harry poczuł coś takiego?
Cholera, cholera, cholera.
- Kurier dopiero wyruszył, będzie za jakieś pół godziny. - głos pani Judith wyrywa mnie z moich drastycznych zamyśleń.
- Dobrze. - odpowiadam, oczyszczając gardło, następnie wstaję z krzesła i szybko zabieram się za czyszczenie reszty książek, chcąc odwrócić uwagę od moich, drastycznych rozmyślań.

                                                                    ***

Układam ostatnią książkę na półce, następnie schodzę z drabiny i podchodzę do pani Judith, która właśnie układa czasopisma na każdym z czterech stolików.
Już od kilku dni nikt tutaj nie przychodził z wyjątkiem mnie, czego zupełnie nie rozumiem. Przychodzenie do tak cudownej biblioteki powinno być dla każdego przyjemnością i każdy powinien chcieć tutaj przychodzić, zwłaszcza w takie wieczory jak ten.Zakładam, że pani Judith musiała czuć się tutaj samotna, kiedy zupełnie nikogo tutaj nie było, a ona siedziała przed komputerem i zamawiała kolejne książki. Muszę wymyślić coś, żeby przychodziło tutaj więcej ludzi. Może jakieś świąteczne dekoracje, które jeszcze bardziej wpędzą ludzi w ten biblioteczny nastrój?
- Kiedy ma przyjechać ten kurier? - pytam stając tuż za niską kobietą.
- Już powinien być kochanieńka. - odpowiada i odwraca się do mnie.
- Poczekam. - uśmiecham się do niej, co kobieta odwzajemnia. - Mogę wiedzieć jak spędzi pani święta? - pytam niepewnie.
- Moja córka przyjeżdża do mnie. Mieszka w Stanach z moimi dwoma wnukami i mężem. - odpowiada kierując się w stronę biurka. - Powinnam zabrać się za kupowanie prezentów. - mówi i siada na skórzanym, brązowym fotelu.
Ja też powinnam zacząć myśleć nad prezentami dla moich bliskich. Rodzice, rodzeństwo, babcia, Paula, pan Pilarski, do tego w tym roku doszedł Louis, Matt, pani Judith, no i oczywiście Harry.
Co by pomiędzy nami nie było, to i tak chcę  wręczyć mu jakiś, wyjątkowy prezent, ponieważ wiem, że powinnam, zwłaszcza po tym, o czym dowiedziałam od niego ostatnio.
Słyszę dzwonek, który oznacza, że ktoś wszedł do biblioteki, spoglądam w tamtą stronę i widzę młodego mężczyznę z krótkim zarostem w pomarańczowej kurtce.
- Dzień dobry Judith. - odzywa się mężczyzna i macha do kobiety, która odwzajemnia gest.
- Dzień dobry Malcolm. - kobieta odzywa się z uśmiechem.
- Ciężki ten karton. - mówi wskazując na szary pakunek w swoich rękach.
- Domyślam się kochanieńki. - odpowiada i odwraca  się do niego.
- Gdzie go postawić? - pyta, a kobieta wskazuje na podłogę, wiec mężczyzna odwraca głowę w tamtą stronę, podnosząc swój wzrok na mnie. - Nie zauważyłem cię. - mówi i robi kilka kroków w moją stronę. - Jestem Malcolm. - stawia karton na drewnianych panelach i podchodzi do mnie, wyciągając dwoją dłoń do uścisku.
- Agata, miło mi. - łapię jego rękę, a chłopak lekko nią potrząsa.
- Powinienem już jechać, mam do rozwiezienia jeszcze kilka paczek. - zabiera swoją rękę i odwraca się do pani Judith.
- Kiedy mogę się ciebie spodziewać kochanieńki? - pyta kobieta.
- Niebawem. Widziałem, że zamówiłaś kilka ciekawych książek. - mówi i podaje jej jakąś kartkę, którą pani Judith podpisuje.
- W takim razie do zobaczenia. - uśmiecha się do niego ciepło, co mężczyzna odwzajemnia, następnie kieruje się do drzwi i otwiera je.
- Do widzenia. - mówi krótko i wychodzi z biblioteki.
- Uroczy chłopak. - mówi kobieta i odwraca się w stronę monitora. - Pasowalibyście do siebie, gdybyś nie miała narzeczonego, . - mówi, a z moich ust wydostaje się kaszel. Nie mogę uwierzyć, że pani Judith to powiedziała.
-  Harry nie jest moim narzeczonym, ja w ogóle nie wiem, czy będziemy razem. - mówię, chrząkając i ignorując to, co kobieta miała zamiar powiedzieć.
 Staruszka spogląda na mnie z uśmiechem i ściąga okulary z swojego nosa.
- Będziecie razem kochanieńka. - mówi z taką pewnością w głosie, że praktycznie jestem skłonna jej uwierzyć.
- Skąd pani to wie? - pytam i podchodzę do niej.
- Żyję już na tym świecie prawie sześćdziesiąt-jeden lat. - odpowiada, spoglądając na mnie. - Uwierz mi kochanieńka, że wtedy życie było trudniejsze niż teraz i nie takie problemy przyszło mi rozwiązywać. - dodaje.
- Chciałabym być taka pewna jak pani w tej sprawie. - mówię, wzdychając.
- Posłuchaj mnie kochana. Jeśli ten twój Harry naprawdę coś do ciebie czuje, to prędzej, czy później wróci, a jeśli wróci, to po wszystkim wasza miłość będzie jeszcze silniejsza i prawdziwsza niż przed waszą kłótnią. - tłumaczy z powagą.
- Miłość, to chyba za dużo powiedziane, jeśli chodzi o naszą relacje. - mówię.
- Nie oszukujmy się kochanieńka. - uśmiecha się lekko. - Uwierz mi, że z tym nie da się walczyć. - mówi i szeroko się uśmiecha. - Nie komplikuj tego jeszcze bardziej i powiedz co do niego czujesz. To będzie jego wybór czy chce być z tobą, akceptując twoje potrzeby, czy woli zostać samotnym egoistą. - dodaje. - Może jestem starą, staromodną babcią, i to mój mąż zabiegał o moje względy, ale wiem kiedy to kobieta powinna przejąć inicjatywę, jeśli chodzi o miłość.
- Sugeruje pani, że kocham Harry'ego?
- Ja to wiem i ty też o tym doskonale wiesz. - jej słowa wprawiają moją głowę w natłok myśli.
- Powinnam wypakować ten karton. - mówię słabym tonem, a kobieta kiwa głową.
Podchodzę do sporego pudła i próbuję podnieść je na stół, niestety nie daję rady, siadam na podłodze, zaczynając męczyć się z taśmą klejącą.

                                                                    ***

Po dwóch godzinach pieczątkowania, wypisywania i układania około setki książek na odpowiednich półkach, zmęczona siadam na jednym z krzeseł i opieram swoje czoło o blat stołu.
Mimo, że jest przed osiemnastą, a trzy godziny temu piłam kawę, to jestem padnięta i najchętniej położyłabym się i zasnęła, ale muszę jeszcze wrócić do domu.
Cholera.
Pani Judith cały czas siedziała przed komputerem i szukała czegoś w internecie, co trochę mnie irytowało, ponieważ nie pomogła mi nawet wypisywać tych, głupich książek.
Mam tylko nadzieję, że nie zamawia następnej setki papierowych ciężarów.
- Dlaczego pani cały czas siedzi przed komputerem? - pytam, spoglądając w jej stronę.
- Uznałam, że to najwyższy czas, żeby coś zaczęło się dziać w tej bibliotece. - mówi, spoglądając na mnie.
- Co pani ma na myśli? - pytam i wstaję z krzesła, kierując się w stronę biurka.
- Prze tyle lat prowadziłam tę bibliotekę, i uzbierało się dużo funduszy. Postanowiłam, że postawię tutaj kilka komputerów. - mówi. - Dzieciaki będą tutaj chętniej przychodzić, bo będą mogły pograć, posiedzieć w internecie, odrobić lekcje. - dodaje i spogląda na mnie. - Co o tym sądzisz?
- Myślę, że to dobry pomysł. - mówię i lekko się do niej uśmiecham. - Powinnam iść już do domu. Jest już ciemno, a ja jestem zmęczona. - oznajmiam i podchodzę do krzesła, na którym zawieszony jest mój płaszcz.
- W porządku. - mówi. - Jutro mnie tutaj nie będzie, więc biblioteka będzie zamknięta. - mówi, a ja kiwam głową, na znak, że rozumiem.
Szybko wciągam płaszcz na swoje ciało i kieruję się do wyjścia.
- Do widzenia proszę pani. - uśmiecham się do niej szeroko, a kobieta macha do mnie ręką.
- Do widzenia. - po jej słowach wychodzę, zamykając za sobą drzwi.
Wychodzę na chodnik, następnie szybkim krokiem przechodzę przez jezdnie na drugą stronę ulicy. Chłodny wiatr zaczyna owiewać moją głowę, więc wkładam sobie kaptur na włosy i wsadzam ręce  do kieszeni.
Nadal nie mogę przestać myśleć o Harry'm. Cały czas przed sobą mam jego sylwetkę, jego przystojną twarz, której nie widziałam już jedenaście dni.
Chciałabym, żeby te męczarnie się już skończyły, żeby między nami było dobrze, żeby Harry po prostu przy mnie był.
Głęboko wzdycham.
O dziwo przez ten czas nie czułam jego obecności, ani tego, że ktoś mnie obserwuje, chociaż chciałam, żeby było inaczej. Czułam się opuszczona i zagrożona, po prostu wiedziałam, że Harry'ego przy mnie nie ma, że nie ma mnie kto obronić i, że coś może mi się stać. Każdy szelest, lub dziwny odgłos przyprawiał mnie o dreszcze i byłam niesamowicie wrażliwa, na mijających mnie przechodniów, którzy chodzili o takiej porze jak teraz.
To było naprawdę okropne.
Dałabym naprawdę wiele, żeby ponownie czuć cię tak bezpiecznie, jak przy Harry'm i mając pewność, że nim mi się nie stanie. A dałabym jeszcze więcej, żeby znowu poczuć ciepło jego ciała i wiedzieć, że nigdy więcej się nie rozdzielimy.
W tym momencie obiecuję samej sobie, że kiedy tylko go zobaczę, powiem mu co do niego czuję. Muszę to zrobić.


                                                                  ***

Po jakichś dziesięciu minutach dzieli mnie tylko zakręt od mojego domu, więc jeszcze bardziej przyspieszam tępo swoich i tak już szybkich kroków.
Jest mi strasznie zimno oraz czuję, że mój nos i policzki są całe czerwone i suche. W tym momencie mażę tylko o ciepłej herbacie, kocu, kremie nawilżającym... no i oczywiście o Harry'm.
Wychodzę zza zakrętu i cieszę się, widząc znajomy podjazd od mojego mieszkania oddalony o jakieś piętnaście metrów, lecz po chwili mój wzrok przykuwa dobrze mi znany samochód, który stoi po drugiej stronie ulicy.
Zwalniam tępo, widząc, że drzwi kierowcy gwałtownie się otwierają, a z pojazdu wyłania się wysoka, czarna, zakapturzona sylwetka. Mimo, że jest mi cholernie zimno, staję w miejscu jak wryta i przypatruję się bardzo dobrze znanej mi postaci, która właśnie przebiega przez pustą ulice. Kiedy Harry znajduje się jakieś pięć metrów ode mnie, zwalnia i powoli do mnie podchodzi.
Mimo, że jest ciemno, a słabe światło lamp pada na ulice, to mogę zauważyć, jego świecące, zielone oczy, za którymi tak bardzo tęskniłam.
W tym momencie chciałabym rzucić się w jego ramiona i podziękować mu za to, że jest, lecz wiem, że nie mogę tego zrobić.
- Po co przyszedłeś? - pytam, patrząc w jego tęczówki, starając się nie pokazywać jaka jestem szczęśliwa i zachwycona, że chłopak tutaj jest i w końcu mogę go zobaczyć.
- Porozmawiać. - mówi swoim ochrypłym głosem, na którego dźwięk lekko się wzdrygam.
Chłodny wiatr zaczyna owiewać moje ciało, co sprawia, że przechodzi mnie dreszcz, co chłopak zauważa. Zmierza mnie od góry do dołu, swoim zatroskanym wzrokiem.
- Wejdźmy do środka. - mówię, a chłopak kiwa głową.
Mija kilka sekund, zanim moje skostniałe kolana chcą się ruszyć z miejsca, lecz w końcu zaczynam kierować się w stronę mieszkania. Harry idzie tuż za mną, a na swoich plecach czuję jego wzrok, który wręcz wwierca się w moje ciało. Szybko wyjmuję klucze i błyskawicznie otwieram drzwi, od razu wchodząc do środka.
Jestem wdzięczna Matt'owi, że akurat dzisiaj zechciał zapoznać Paulę ze swoimi rodzicami. Cieszę się, że mogę być sam na sam z Harry'm i z nim porozmawiać.
Szybko ściągam swój płaszcz, następnie idę do salonu, zostawiając Harry'ego w korytarzu. Zapalam światło w pomieszczeniu i od razu owijam się kocem, stając na dywanie, który od razu zaczyna ogrzewać moje stopy.
Chwilę potem Harry wychodzi zza ściany i uważnie mi się przypatrując, staje naprzeciwko mnie, a jego oczy cały czas zawieszone są na mojej twarzy, patrząc na mnie jak na obrazek.
- Tęskniłem za tobą. Tak kurewsko tęskniłem. - mówi, nadal nie spuszczając wzroku z mojej twarzy, a w jego oczach widzę jasne iskierki. Widzę, że mu mnie brakowało, chociażby wnioskując po tym, jak patrzy na mnie z zachwytem.
Chrząkam kilka razy i odwracam wzrok od jego, intensywnych oczu, spoglądając na moje stopy, odziane w czarne skarpetki.
Nie mam pojęcia co mam powiedzieć, nie mogę się skupić, ponieważ tak bardzo chciałabym powiedzieć mu to samo, podejść do niego, przytulić i już nigdy nie wypuścić ze swoich ramion.
- To przyszedłeś mi powiedzieć? - pytam cicho po chwili i spoglądam na niego. Ku mojemu zdziwieniu, Harry wydaje się być spokojny, jakby był przygotowany na tą rozmowę i na spotkanie ze mną.
W sumie to miał sporo czasu, żeby się do tego przygotować.
- Nie. - ani na chwile nie odrywa ode mnie swoich oczu. - Przyszedłem cię przeprosić. - mówi. - Przeprosić za to, jak cię ostatnio potraktowałem, za to, że zachowałem się wobec ciebie jak ostatni chuj. Chciałem cię przeprosić za to, że nie kontaktowałem się z tobą tyle czasu i zostawiłem cię na te, jebane jedenaście dni. - mówi to z takim rozżaleniem, że mam wrażenie jakby zaraz miał eksplodować. Widzę, że jest mu naprawdę przykro, ale wiem, że to jeszcze nie koniec. - Zrozumiałem też, że nie mam prawda kontrolować tego, co robisz, z kim się zadajesz i rozmawiasz. - mówi, a ja milczę przez jakiś czas patrząc w jedno miejsce na podłodze, mimo, że cieszę się jego słowami. - Wiem, że jestem totalnym idiotą, kutasem, frajerem i popierdoleńcem. Ale proszę wybacz mi. Obiecuję, że się poprawię, że nie będę cię kontrolował i że nie będę aż tak zazdrosny. - jego głos jest rozżalony. - Musisz mi wybaczyć. - błaga.
- Dlaczego miałabym to zrobić? - pytam i spoglądam w jego oczy, które ani na chwile nie odwróciły swojego skupienia z mojej twarzy. Trwamy tak przez kilka sekund, patrząc sobie wzajemnie głęboko w tęczówki, po chwili chłopak bierze głęboki oddech i otwiera usta, jakby miał wyrecytować jakiś wiersz.
- Wiem, że nie jestem taki, jaki chciałabyś, żebym był. Jestem chujem, skurwielem, aroganckim egoistą, który nie umie panować nad swoim gniewem. Za to ty jesteś moim przeciwieństwem. - mocniej otulam się kocem na te słowa. - Ale spójrz tylko, niby do siebie nie pasujemy, ale jednocześnie pasujemy do siebie idealnie. Różnimy się od siebie, a zarazem jesteśmy tacy sami. Mimo dzielących nas różnic, coś nas przyciąga od siebie, bo dopełnimy się nawzajem. - macha pomiędzy nami ręką. - Pamiętasz jaki kiedyś byłem w stosunku do ciebie? Nie dziwi cię dlaczego teraz jest inaczej? - pyta, lekko przechylając swoją głowę na bok. - To ty wyzwalasz we mnie to, co najlepsze. I wiem, że ty też to czujesz, tylko nie potrafisz tego zrozumieć, tak samo jak ja nie potrafiłem. - mówi, robiąc krok w moją stronę. - Byłem i jestem bezwzględnym frajerem, byłem uzależnionym od alkoholu, seksu i innych gówien kutasem, i nie chciałem tego zmienić, dopóki nie spotkałem ciebie. Bo to ty sprawiasz, że chcę być lepszy... Chcę, żebyś myślała, że na ciebie zasługuję, że jestem ciebie wart. Chcę, żebyś pragnęła mnie, tak jak ja kurewsko pragnę ciebie. Chcę się z tobą kłócić, drzeć się na siebie nawzajem, godzić się, śmiać, cieszyć, smucić. Potrzebuję cię jak niczego innego w moim życiu. - mówi, wręcz wtapiając swój wzrok w mój. - Wiem, że czasem jestem okrutny, właściwie zawsze taki jestem i zawsze taki byłem, ale to dlatego, że nie wiem jaki jestem, nie wiem jaki chcę być. Zachowywałem się tak przez naprawdę długi czas i nigdy nie chciałem być inny. Aż do teraz, do poznania ciebie, bo przy tobie chcę być dobry...chcę być dobry dla ciebie. - mówi, a ja stoję jak wmurowana, nie mogąc się ruszyć. - Zbierałem się do powiedzenia ci tego dwa tygodnie. - mówi jednocześnie do mnie jak i do siebie. - Chciałbym...chcę ci przez to powiedzieć, że jesteś dla mnie najważniejsza, jesteś moim wszystkim. Naprawdę, jesteś wszystkim, co mam Aga. - mówi, a ja czuję jak moje oczy szeroko się otwierają, a pod moimi powiekami zaczynają zbierać się łzy. - Jeśli mi nie wybaczysz, ja...ja będę o ciebie walczył, bo jesteś moim szczęściem, światłem, które rozjaśnia otaczający mnie mrok, najważniejszym i najwspanialszym co mnie spotkało w życiu. Tylko przy tobie jestem sobą, przy tobie czuję, że żyję, czuję że kiedy mam ciebie przy sobie, to wszystko się w końcu ułoży. Przy tobie czuję, że jednak coś znaczę i, że jednak nie jestem niepotrzebny na tym świecie. Tylko ty masz znaczenie, bo jesteś dla mnie wszystkim Aga...ja... ja kocham cię i jestem tego pewien jak niczego innego w moim dotychczasowym życiu. - te słowa zaczynają obijać się w mojej głowie jak echo. Czuję jakby coś uderzyło mnie w głowę, a ja mam wrażenie jakbym zaraz miała zemdleć i paść na ziemie.
On tego nie powiedział. To nie mogło się wydarzyć.
Chłopak opuszcza swoją głowę i zaczyna patrzeć w podłogę, czekając na moją reakcję. Zauważam, że jego oczy są załzawione, co jeszcze bardziej mnie zaskakuje i wprawia w osłupienie.
- Kocham cię. - powtarza cicho.

3 komentarze:

  1. Boże wspaniały rozdział<3 Wyznał jej że ją kocha , aż nie mogę przestać się szczerzyć:)) Mam nadzieję , że się pogodzą i między nimi będzie wszystko dobrze<3 Przepraszam, że nie pisałam komentarzy, ale miałam mega problem z komputerem:((( Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak byłam szczęśliwa, kiedy zobaczyłam, że napisałaś kolejny wspaniały rozdział<3
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kur*a!!!! Po tak długim czasie ktoś tutaj jeszcze wchodzi:) Miło mi, bardzo, ale kończę współpracę z Bloggerem, przeniosłam opowiadanie na Wattpad, tam wszystko leci od początku, z drobnymi zmianami. Dlaczego kończę to opowiadanie tutaj? Ponieważ już nikt na nie nie wchodzi, nikt go nie czyta, od lipca nie było żadnego komentarza. Więc wiesz. :( :/ Jeśli chcesz kontynuowanie czytania tego opowiadania, to stety albo niestety trzeba się przenieść na Wattpad :'( Oto link =======> https://www.wattpad.com/356875009-don%27t-be-afraid-rozdzia%C5%82-36 jest tam dopiero 36 rozdział, ponieważ każdy rozdział poprawiam i wszczynam małe zmiany, ale za jakieś 2 tygodnie dotrę do 50 rozdziału, który już od dawna mam napisany ;) Dziękuję Ci, że nadal tutaj jako jedyna zaglądasz i mam nadzieję, że jeszcze zobaczę od ciebie nie jeden komentarz przy tym opowiadaniu. Kocham cie za to, że ty kochasz to opowiadanie <333333 :D Mam nadzieję, że odpiszesz niebawem i, że trafisz na Wattpad, tam jest o wiele łatwiej, jak dodam rozdział, przychodzi powiadomienie itp. więc wiesz. Do zobaczenia, mam nadzieję :)

      Usuń
  2. Oczywiście będę czytała ten blog dale,
    ponieważ go uwielbiam<3
    Tak więc w najbliższym czasie postaram się nadrobić rozdziały i być na bieżąco. Pozdrawiam cię bardzo serdecznie<3

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)