*Oczami Agaty*
Czuję, że Harry znajduje się tylko kilka metrów ode mnie. Jake cofa się o kilka kroków w stronę swojego samochodu, patrząc na mnie z lekkim spanikowaniem.
- Masz dziesięć sekund, żeby zniknąć mi z oczu jebany chuju, albo tak ci wpierdolę, że ślady po moich pięściach, zostaną na twojej pierdolonej mordzie do końca życia. - Harry syczy przez zęby, coraz bardziej się do mnie zbliżając. Czuję, że jest naprawdę wściekły. Nie mam odwagi odwrócić się i spojrzeć na jego twarz.
Jake zaczyna się wycofywać, posyłam mu przepraszające spojrzenie, a on tylko lekko kiwa głową, następnie szybkim krokiem idzie do swojego samochodu.
Harry łapie za rękaw mojego płaszcza i szarpie w swoją stronę, kierując się do samochodu.
Już dawno nie widziałam go w takim stanie i nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Czy on naprawdę musiał tutaj, za mną przyjechać? Skąd on w ogóle wiedział gdzie pójdę do jasnej cholery?
Harry puszcza mnie dopiero przy samochodzie, otwieram drzwi pasażera i wchodzę do środka, kładąc reklamówkę przy swoich nogach. Kiedy Harry zamyka drzwi, odwracam się w jego stronę.
- Harry, czy ty oszalałeś? - pytam, naprawdę podirytowanym tonem, lecz chłopak się nie odzywa, ale widzę, że wszystko w nim buzuje. - Dlaczego tutaj przyjechałeś? Skąd w ogóle wiedziałeś, że akurat tutaj będę.
- Może wiedziałem, że coś odpierdolisz? - fuka i rusza z miejsca.
- Co niby? - jestem coraz bardziej zdenerwowana.
- Obiecałaś, że więcej nie spotkasz się z tym chujem. - syczy.
- To było przypadkowe spotkanie. - irytacja w moim głosie rośnie.
- Jasne. - sapie.
- Nie wierzysz mi? - pytam, nieco zdezorientowana.
- On ci się podoba? Lecisz na niego? - ignoruje moje pytanie, i zadaje takie, które mnie muruje.
- Co? - pytam. - Czy ty siebie słyszysz?
- Podoba ci się czy nie? - powtarza z większą złością i intensywnością.
- Nie! - podnoszę głos.
- Ale ty mu tak. - też podnosi swój i tak już głośny ton.
- On ma dziewczynę do jasnej cholery. - wyrzucam ręce w górę. - Dlaczego ty w ogóle jesteś o niego zazdrosny?
- Całował cię. - odburkuje .
- I co z tego? - mówię. - To było zanim związałam się z tobą. - cały czas patrzę na jego twarz, ale on uparcie wpatruje się w szybę. Jego szczęka jest zaciśnięta, a brwi zmarszczone.
- To nie zmienia faktu, że cię całował.
- Może z Louis'em też nie pozwolisz mi się przyjaźnić, bo się do mnie przytula?
- Jeśli będzie trzeba. - nie wierzę w to co słyszę.
- Jesteś niemożliwy. - fukam.
- Ty jesteś niemożliwa! - krzyczy.
- Nie drzyj się na mnie! - też krzyczę. - Nic złego nie zrobiłam! Tylko rozmawialiśmy, a ty wkurzasz się na mnie o nic.
- O czym gadaliście?
- Nie twoja sprawa.
- O czym kurwa gadaliście? - naciska z coraz większą złością. Wzdycham w geście poddania się.
- O tobie. - odwracam głowę w drugą stronę, nie chcąc na niego patrzeć.
- Jak to o mnie? - jest zaintrygowany, ale nadal tak samo wkurzony.
- Normalnie. - fukam, wyrażając tym swoją irytację na jego osobę.
Dawno się tak na niego nie wściekłam, dlatego nie potrafię ukrywać tego, jak bardzo jestem wpieniona.
- Odpowiedz dlaczego do chuja gadaliście o mnie. - rozkazuje, a ja wywracam oczami.
- Mówił, że zna cię z liceum, że obserwował cię i, że twierdzi, że jesteś inny, niż na takiego na jakiego wyglądasz, co potwierdziłam. - odpowiadam szybko, nie chcąc dłużej ciągnąć tego tematu.
- Więcej się nie zobaczysz z tym chujem. - mówi, ignorując moją odpowiedź.
- Co? - pytam, nie dowierzając. - Jakim prawem będziesz mi mówił z kim mam się spotykać? - krzyczę. - Jake jest w porządku i jeśli będę chciała, będę utrzymywać z nim kontakt, czy ci się to podoba czy nie! Nie będziesz mi mówić co mam robić, nie będziesz mi mówić z kim mam się zadawać i nie będziesz mnie ograniczał Harry! - wydzieram się na niego, lecz to go nie rusza, a we mnie się buzuje.
- Będę, bo mnie do tego kurwa zmuszasz! - też krzyczy.
- Nie ufasz mi?
- Nie w takiej sytuacji. - fuka.
Obiecuję, że zaraz wyjdę z tego,cholernego samochodu.
- Jakiej sytuacji do jasnej cholery? - ciągnę się za włosy, nie wierząc,w to, co słyszę. - Nic pomiędzy mną, a Jake'iem nie ma. Czy ty naprawdę nie potrafisz tego zrozumieć? - drę się. - Dlaczego jesteś taki zazdrosny?
- Bo dajesz mi do tego powody! - odkrzykuje. Zauważam, że samochód zatrzymuje się na światłach, więc wykorzystuję okazję i otwieram drzwi, następnie wychodzę z pojazdy i zaczynam biecile tylko mam sił, w nieznanym mi kierunku, byle by uciec od Harry'ego.
Słyszę za sobą jego, głośne krzyki, ale je ignoruję i biegnę dalej, nie zważając na ludzi, którzy gapią się na mnie jak na jakąś idiotkę.
Biegnę jeszcze szybciej, kiedy słyszę, że Harry jest kilka metrów za mną, następnie skręcam w jakąś uliczkę, lecz na samym jej końcu jest metalowy płot. Jest za późno, żeby się wycofać, więc postaram się go przeskoczyć.
Kiedy jestem już jakieś dziesięć metrów od płotu, czuję jak ręka chłopaka owija się wokół mojego nadgarstka, następnie szarpie mnie w swoją stronę, a ja na niego wpadam, lecz po chwili dopycham się od jego sylwetki i próbuję się wyrwać. Harry za to, nic sobie z tego nie robi i przypiera mnie do ściany, przypierając swoje ciało do mojego.
Czuję, że chłopak nie jest nawet minimalnie zmęczony, w trakcie, kiedy ja ledwo łapie oddech.
- Co jest z tobą kurwa, nie tak? - pyta gwałtownie, no co podskakuję i spuszczam głowę na swoje nogi.
Nie wierzę, że tak jest, ale jestem naprawdę przerażona, już dawno tego nie czułam w obecności Harry'ego, a to przeraża mnie jeszcze bardziej.
- Dlaczego kurwa przede mną uciekłaś? - pyta, mocniej zaciskając swoją dłoń na moim nadgarstku. - Odpowiedz!. - krzyczy.
Muszę zachować zimną krew, mimo, że mam ochotę się rozpłakać.
- A jak myślisz! - też krzyczę. - Robisz mi scenę zazdrości w momencie, kiedy nic nie zrobiłam! Drzesz się na mnie i mówisz, że mi nie ufasz! - kładę mu rękę na torsie i próbuję go od siebie odepchnąć, lecz chłopak ani drgnie, a jego ręka wędruje na mój drugi nadgarstek i bierze moje ręce do góry przypierając do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
Nie wierzę, że TO właśnie się dzieje w tym momencie.
- Bo dajesz mi do tego powody!
- Jakie? Jakie powody do jasnej cholery!. - drę się. - Czy ty nie rozumiesz, że dla mnie liczysz się tylko i wyłącznie ty! - ponownie się wydzieram i spoglądam w jego oczy. - Będąc z tobą, nigdy nie pomyślałam o jakimkolwiek innym mężczyźnie, bo cały czas myślę tylko o tobie! - czuję, że mój głos powoli wysiada. - To ciebie uważam za najprzystojniejszego mężczyznę jakiego znam, a nie nikogo innego! To z tobą przeżyłam najpiękniejsze chwile w moim życiu i to tobie zwierzyłam się z rzeczy, o których nigdy nikomu nie mówiłam! - cały czas patrzę w jego oczy. - To ja powinnam być zazdrosna o kobiety, których było cholera wie ile i z którymi się pieprzyłeś i robiłeś z nimi Bóg wie co jeszcze! Ale to ty jesteś chorobliwie i bezpodstawnie zazdrosny, okazując w ten sposób brak szacunku i zaufania do mnie, kiedy ja nawet tobie ledwo daje się dotykać, a co dopiero innemu mężczyźnie! - błądzę po jego oczach, szukając sama nie wiem czego. - Nigdy nie pocałowałabym się z innym mężczyzną, będąc z tobą! Nigdy! - dodaję. - I nawet nie wiesz jak mnie ranisz, kiedy mówisz mi, że mi nie ufasz! - nieco się uspokajam, czując jak łzy napływają do moich oczu. - Przykro mi, ale nie mogę być z mężczyzną, który mi nie ufa. - czuję jak jego uścisk na moich nadgarstkach się poluźnia, a w jego oczach pojawia się pewna pustka i ogromna panika. - Zostaw mnie i nie odzywaj się do mnie, puki sobie tego nie przemyślisz. Jeśli nadal będziesz się tak zachowywać i traktować mnie w ten sposób, to z nami koniec Harry. - spoglądam na swoje nogi, starając się powstrzymać łzy, które za wszelką cenę, starają się wyjść spod moich powiek. - Przykro mi. - dodaję i wyrywam się z jego objęć, następnie odchodzę od niego kilka kroków i zerkam za siebie. Cały czas stoi w tej samej pozycji, pochylając się nad ścianą. Nagle zaciska swoje pięści i uderza z całej siły w ścianę, następnie podbiega do kontenera na śmieci i zaczyna w niego kopać oraz uderzać w niego z ogromną siłą.
Zaciskam powieki, następnie szybkim krokiem wychodzę z alejki i kieruję się w stronę mojego domu, ignorując hałasy i krzyki, oraz starając się za wszelką cenę zatrzymać łzy pod moimi powiekami.
***
Wchodzę do swojego domu, który był zamknięty, a klucz całe szczęście znajdował się pod wycieraczką.
Przez dłuższą chwilę stoję i patrzę w ścianę, lecz uporczywe i ciężkie łzy z ogromną siłą napływają do moich oczu, na co opieram się o drewnianą powłokę i osuwam się na podłogę. Wybucham płaczem chowając twarz w swoich, trzęsących się dłoniach.
*Oczami Louis'a*
- Niall, podaj piwko. - woła Zayn, a blondyn wyciąga ciemnozieloną butelkę ze skrzynki i rzuca mulatowi.
Szczerze mówiąc, to jestem trochę śpiący. Prawie całą noc nie spałem, bo pieprzyliśmy się z Carol, a rano, kiedy wyjeżdżała, obudziła mnie i nie śpię do teraz.
Posiedzę jeszcze chwilę z nimi, a potem pójdę spać. Mam wyjebane.
- Wie ktoś co jest z Harry'm? - pyta Luke. - Ostatnio nie widuję go w barze, do którego zawsze łaził, często nie ma go w domu, nie przychodzi najebany, nie sprowadza lasek. - zaciąga się szlugiem. - Coś tu jest grane. - wypuszcza szary dym z swoich ust. Wszyscy ukradkiem zerkają na Joseph'a, oczekując, że może on coś wie.
Czuję, że mężczyzna na mnie patrzy, więc też na niego spoglądam z pytającym wyrazem twarzy. Czuję, że Joseph chcę im powiedzieć, o tym, że Harry chodzi z Agą, kiwam głową na znak, że zgadzam się, żeby im to wytłumaczył. Po tym, co wczoraj powiedział Luke o mojej przyjaciółce, czuję, że będzie lepiej, kiedy będą o tym wiedzieć, bo wtedy żaden z nich nie odważy się powiedzieć czegoś takiego.
- Tak się składa, że Harry ma dziewczynę. - mówi.
- Już wiadomo dlaczego go niema, pewnie ją właśnie posuwa. - prycha Zayn. Spoglądam na niego spod byka, lecz on wzrusza ramionami i upija łyk piwa.
- Kto to? - pyta Niall z ciekawością
- Aga. - odpowiadam, a wszyscy spoglądają na mnie ze zdziwieniem, lecz ja zwracam swój wzrok na Luke'a, który jest trochę zakłopotany.
Pewnie boi się, że Harry go podsłuchał. i dobrze, niech się boi, bo za to zapłaci.
- Pozwoliłeś na to? - pyta Liam. - Pozwoliłeś, żeby taka, przemiła osoba w ogóle zadawała się z Harry'm? - dodaje nie dowierzając.
- Nie miałem na to wpływu, z resztą nie będę wtrącać się w jej życie. - odpowiadam.
- Ale to jest Harry, wiesz jaki on jest! - Liam najwidoczniej nie może się z tym pogodzić.
- Liam, uspokój się. - mówi Joseph, a chłopak wzdycha. - Pewnie wszyscy zauważyliście, że Harry trochę się zmienił. - mierzy nas wszystkich wzrokiem. - To Aga ma na niego taki wpływ i będzie jeszcze lepiej, tylko wy musicie to zrozumieć. - dodaje. - I nie prowokować go do wybuchów. - spogląda na Luke'a znacząco.
- No co? Jak widzę fajną du...
- Jeśli to dokończysz, to ci wyjebię. - przerywam mu i piorunuję wzrokiem.
- Dobra. - fuka i opiera się o kanapę z wyraźnym grymasem na twarzy.
Frontowe drzwi zamykają się z ogromnym hukiem, następnie słychać, głośne tupanie na piętrze.
- Harry wrócił. - oznajmia Niall, jakby nikt nie miał o tym pojęcia.
- Co ty kurwa nie powiesz? - fuka Zayn. - Idiota. - dodaje.
- Pierdol się. - mówi blondyn i wystawia mu środkowy palec.
- Uspokójcie się do kurwy nędzy. - fuka Joseph, a chłopaki piorunują się wzrokiem.
Nagle moje oczy zaczynają się zamykać, a z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie.
- To nie odpowiednie miejsce na sen. - oznajmia Liam, klepie mnie po ramieniu.
- Wiem, jeszcze objebaliby mnie na łyso, albo jeździliby mi chujem po twarzy. - zaczynamy się śmiać.
Kiedyś zrobili tak Niall'owi, kiedy zasnął na kanapie, zrobili nawet foty jaj Luke'a na jego mordzie. Dlatego ja zawsze zamykam się w swoim syfie.
- Nie zdziwiłbym się. - oznajmia Liam, nadal się śmiejąc.
- Idę się przespać. - mówię do Naill'a. - Przyjdę wieczorem na piwo. - wstaję z kanapy, następnie wychodzę z salonu i idę na górę.
Już mam wchodzić do swojego pokoju, kiedy z pokoju Harry'ego słyszę głośny odgłos rozbijania czegoś szklanego o ścianę. Nieco zdezorientowany podchodzę do uchylonych drzwi i zaglądam do środka. Harry leży rozwalony na kanapie i opierdala butlę wódy, spoglądam nieco w bok i widzę rozbitą butelkę.
Czuję, że ktoś odpycha mnie na bok, odwracam głowę i widzę, jak Joseph wchodzi do pomieszczenia i zamyka drzwi na klucz.
Pewnie usłyszał rozbijanie butelki.
- Co ty odpierdalasz? - pyta, trochę zdziwiony.
- To wszystko jest popierdolone. - ledwo mogę zrozumieć jego bełkot. - Nie, to ja jestem popierdolony. Zjebałem wszystko. - brzmi na załamanego, pomimo jego, plączącego się języka.
- Co zrobiłeś? - pyta mężczyzna.
- Zjebałem. - odpowiada.
- Co zjebałeś?
- Aga powiedziała, że ze mną zerwie, jeśli się nie ogarnę. - odpowiada. Czuję jak moje oczy się rozszerzają.
- Harry, co ty jej zrobiłeś? - Joseph jest przerażony, ale też wkurwiony.
- Gadała z takim chujem, zrobiłem się zazdrosny w chuj, wydarłem się na nią w chuj i powiedziałem, że jej nie ufam. Potem uciekła ode mnie, złapałem ją w uliczce, znowu się na nią wydarłem, a ona powiedziała, że ze mną zerwie. - tłumaczy załamany. - Jak już mówiłem, zjebałem w chuj - słyszę, że upija kilka łyków wódy. - Nie wiem co teraz mam robić. Jeśli ona ze mną zerwie, ja kurwa nie przeżyję. Rozumiesz? Ne przeżyję bez niej. - lekko podnosi głos. - Ona jest moim szczęściem, jest moim wszystkim. - moje oczy ponownie się rozszerzają. Harry jest naprawdę pijany, skoro zwierza się z swoich uczuć co do Agi. - Przy niej czuję, że żyję, dzięki niej moje życie nie jest do dupy, dzięki niej wiem co to prawdziwe szczęście. - dodaje.
- Prześpij się, pogadamy jak będziesz trzeźwy, bo teraz to nie ma sensu. Jesteś tak najebany, że ledwo mówisz. - mówi Joseph.
- Dobra. - mówi to w taki sposób, że ledwie nie wybucham śmiechem.
Jest naprawdę napierdolony w cztery dupy.
Joseph podchodzi pod drzwi, lecz tym razem nie zamierzam uciekać, chcę pogadać z Harry'm puki jest taki wylewny i nie jest w stanie nic mi zrobić.
Mężczyzna wychodzi z pokoju i spogląda na mnie pytająco.
- Wejdę tam. - mówię, a on kiwa głową i kieruję się do schodów, za to ja wchodzę do pokoju.
Harry właśnie przykłada sobie butelkę do ust i upija kilka sporych łyków.
- Skrzywdziłem ją, więc możesz mi wpierdolić, tak, że nie będę mógł się ruszać. Nie będę się nawet opierać. - jestem zaskoczony, tym co mówi.
- Nie po to przyszedłem. -odpowiadam po chwili
- To po co?
- Pogadać.
- Chyba mam jebane haluny. - mruży oczy i stara się przeczytać co jest napisane na etykiecie butelki.
- Nie, to na serio się dzieje. - mówię i opieram się o ścianę.
- Mów, czego chcesz, a potem wypierdalaj. - burczy.
Postanawiam nie owijać w bawełnę.
- Aga jest moją przyjaciółką i zależy mi na jej szczęściu, wiem, że jej na tobie zależy i zapewne teraz przez ciebie cierpi, więc czuję się zobowiązany to przemówienia temu, twojemu, pojebanemu mózgowi do rozsądku. - rozglądam się po pokoju, w którym jestem pierwszy raz. - Znasz ją i wiesz, że zazdrość i mówienie jak ma żyć, nic ci nie da. Jest uparta i postawi na swoim, nawet jeżeli będzie musiała z tobą zerwać. Ona nie jest popychadłem i nie jest taka, jak twoje dziewczyny do łóżka. Nie zrobi wszystkiego, co zechcesz i nie da sobą pomiatać, musisz to w końcu zrozumieć. - tłumaczę. - Wiem, że nie chcesz jej stracić, ona też pewnie by tego nie chciała, więc ogarnij się idioto. - mówię.
- Co mam zrobić?
- Po prostu daj wam trochę czasu. - odpowiadam.
Łapię za klamkę i już zamierzam otworzyć drzwi.
- Zrobię wszystko, żeby ją odzyskać. - mówi.
- Wiem. - odpowiadam. - Kochasz ją? - pytam, mimo, że znam odpowiedź. Zerkam na niego kątem oka, a on spogląda na mnie i kiwa głową. - Więc po prostu jej to powiedz. - mówię i wychodzę z pomieszczenia.
**~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba, mimo, że nie był to zbyt przyjemny rozdział :( Jak myślicie, między nimi wszystko się ułoży?
Do następnego!! <3333333333333333333333333333
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)