14.06.2015

Rozdział 2

                                                      *Oczami Agaty*

Budzę się czując straszny ból w nodze. Momentalnie siadam na łóżku i podciągam spodnie, żeby zobaczyć co z moją nogą. Wczoraj miałam strasznego siniaka na udzie po tym upadku i jestem ciekawa jak to teraz wygląda.
Schylam się i widzę, że uraz wygląda jeszcze gorzej niż pamiętam. Jest strasznie fioletowy, miejscami nawet czerwony i dużo większy, mniej więcej wielkości mojej dłoni. Pamiętając moje podobne urazy z czasów, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, pewnie będę go miała przez jakieś trzy tygodnie, może trochę więcej.
Postanawiam, że wstanę już z łóżka i pójdę się przebrać, w końcu mam dzisiaj do spakowania cały swój, dosyć spory dobytek. Siadam na materacu i stawiam nogi na podłodze. Zamykam oczy i powoli zaczynam wstawać, noga strasznie boli ale nie poddaje się.
Gdy udaje mi się stabilnie stać, powoli idę w stronę szafy po ubrania. Dzisiaj nie mam zamiaru nigdzie iść, więc wybieram moje dresy i podkoszulkę.
Ubranie spodni jest trudniejsze niż myślałam, bo cały czas dresy ocierają się o moje, bolące udo, ale jakoś daję sobie radę. Powoli kieruję się w stronę drzwi, mam nadzieje, że nikt nie zauważy, że mam coś z nogą, bo od razu zaczęliby panikować. Wychodzę i widzę moją siostrę na kanapie, ogląda telewizję.
Dzisiaj sobota więc nie poszła do szkoły.
- Hej. - uśmiecham się
- Hej! - odpowiada z entuzjazmem, a ja idę w stronę kuchni.
Gdy wchodzę do pomieszczenia widzę moją mamę i babcie, które piją kawę, i rozmawiają o czymś.
- Witam. - mówię i podchodzę do blatu, żeby nalać sobie wody do szklanki.
- Dzień dobry. - odpowiada moja mama, a babcia mi się przygląda.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz babciu? - upijam łyk wody.
- No bo jutro już wyjeżdżasz muszę się na ciebie napatrzeć. - wymusza uśmiech. Przykro mi z tego powodu, że wszyscy są smutni, że wyjeżdżam, ale ja już podjęłam decyzję, nie mogę zrezygnować z czegoś co planowałam od dosyć długiego czasu.
Podchodzę do stołu i siadam obok niej na krześle.
- Będę was odwiedzać i dzwonić. Wiem, że to nie będzie to samo, ale jakoś dacie rade beze mnie. Jest tu was aż sześciu. - mówię.
Kiedy dopijam wodę do końca i łykam tabletkę, idę do swojego pokoju się spakować. To będzie naprawdę ciężkie.

                                                              ***

Pakowanie zajmuje mi jakieś 3 godziny, jeszcze sobie na wszelki wypadek wszystko sprawdzam i chyba mam wszystko, o niczym nie zapomniałam. Nawet przygotowałam sobie w co się jutro ubiorę, co zdarza mi się naprawdę rzadko, ale rano nie będę miała na to czasu.
Wszystkie moje rzeczy zmieściły się w 3 walizkach i jednej niewielkiej torbie, z czego jestem zadowolona.
Ciekawe jak tam Paula, przecież ona ma 50 razy więcej ubrań i wszelkich pierdół ode mnie, zakładam, że teraz będzie siedziała do północy i pakowała swoje rzeczy, wybierając te ulubione i najlepszej jakości
Postanawiam, że zadzwonię do mojej, kochanej przyjaciółki.
Biorę telefon do ręki i wybieram jej numer. Odbiera za drugim sygnałem.
- Hej. Jesteś już spakowana? - pytam
- No pewnie! - odpowiada jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie
- O której jutro zamierzasz po mnie przyjechać? - Paula ma zabrać nas na lotnisko, bo ja niestety jeszcze nie mam samochodu, ale kiedy wyjadę do Anglii, mam zamiar ogarnąć jakieś, porządne auto.
- Około 7.35.- słyszę jak schodzi po schodach. - Ok, teraz sorki ja lecę. Muszę iść jeszcze na zakupy. Widzimy się jutro. - rozłącza się, zanim zdążam cokolwiek odpowiedzieć.
Ta dziewczyna nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. Wczoraj byłyśmy na zakupach i kupiła z 20 razy więcej rzeczy ode mnie, a teraz znowu idzie na zakupy. Muszę się przygotować na to, że jutro zobaczę z 20 toreb ubrań i 10 kosmetyków.
Jest już 16.00 godzina, a ja jeszcze nic dzisiaj nie jadłam, więc postanawiam, że zobaczę co mama zrobiła na obiad.
Gdy wchodzę do kuchni widzę na blacie już chłodny makaron z sosem, biorę talerz w rękę, i wsadzam do mikrofali, następnie podgrzewam jedzenie.
Siadam do stołu i zaczynam jeść przepyszny obiad. Mimo, że to tylko makaron z sosem to i tak jest genialny. Wszystko co robi moja mama smakuje wyśmienicie, nawet jeśli jest to tylko coś tak banalnego jak makaron z sosem.
Kiedy kończę jeść obiad, odstawiam talerz do zlewu i sprawdzam godzinę na moim telefonie jest 16.23.
Postanawiam, że pójdę coś poczytać.
Dawno nic nie czytałam i zaczynam za tym tęsknić. Myślę, że taka chwila relaksu przy książce, dobrze mi zrobi.
Idę do swojego pokoju i podchodzę do półki z moimi ulubionymi książkami, głównie są to powieści romantyczne i kryminały. Wybieram ,,Wichrowe wzgórza'' nieważne ile razy ją przeczytam, to i tak nigdy mi się nie znudzi, to naprawdę piękna historia. Kładę się na łóżku, wkładam słuchawki w uszy i włączam muzykę. Po chwili zatapiam się w lekturze.
Po kilku godzinach czytania, zasypiam z książką w ręce, a muzyka nadal gra w moich uszach.

                                                                   ***

Powoli otwieram oczy, a mój wzrok kieruję się na zegar wiszący na ścianie po przeciwnej stronie. Jest 7.06, Paula powinna u mnie być o 7.35, a dobrze wiem, że dziewczyna się nie spóźnia.
Momentalnie wyciągam słuchawki z uszu, w których nie słyszę żadnej muzyki, ponieważ mój telefon się rozładował. Wyskakuję z łózka, uderzając się w moją, posiniaczoną nogę, ale nie zważam na to. Podchodzę do ładowarki i podłączam do niej telefon, mam nadzieję, że przez te pół godziny zdąży się naładować chociaż do połowy.
Szybko podbiegam do ubrań, które przygotowałam sobie wczoraj. W pośpiechu zakładam wszystko na siebie i podchodzę do lustra, żeby się pomalować.
Kiedy jestem już gotowa przeglądam się swojemu odbiciu. Mam zwykłą, białą podkoszulkę, na wierzch nałożyłam luźny, szary sweter sięgający do bioder. Na nogach mam czarne rurki, i czarne buty za kostkę. Wystarczy tylko ubrać jeszcze kurtkę i czapkę i jestem gotowa.
Kieruję się do kuchni nalewam sobie wody do szklanki, i upijam łyk.
Muszę pożegnać się z moją kochaną rodziną, którą to właśnie dzisiaj opuszczam i zaczynam samodzielnie życie w co nadal nie mogę uwierzyć. Dzisiaj jest niedziela, i jeszcze żadne z nich nie wstało. Trochę źle się czuję z tym, że muszę ich, wszystkich budzić, ale wiem, że powinnam tak zrobić.
Najpierw budzę rodziców, potem babcię, a na koniec rodzeństwo.
Teraz wszyscy zbierają się zaspani w korytarzu i się ze mną żegnają, mama się nawet popłakała.
- Ej no, będę was odwiedzać i wy mnie. - wtulam się w moją mamę, a po chwili odrywamy się z uścisku.
- Nie wiem jak wy, ale ja jadę do niej na wakacje - mówi moja siostra uśmiechając się.
- No pewnie, że pojedziemy! Prawda tato? - pyta mój brat, po czym się do mnie przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Tak pojedziemy. - odpowiada mój tata i się uśmiecha, a następnie to on mnie przytula.
- Trzymaj się tam słońce. - całuję mnie w czubek głowy, a następnie odrywa się z uścisku.
- Postaraj się przyjechać na święta. - mówi moja, druga siostra.
- Postaram się obiecuje.
- Aga. Tylko nie imprezuj tam dużo. - mówi moja babcia
- Wiesz, że nie lubię imprez. - przytulam się do niej.
- O której Paula ma przyjechać? - pyta tata opierając się o ścianę. Zerkam na zegarek i jest 7.34.
- Powinna być za minutę. - dsołownie sekunde później, słyszę klakson samochodu Pauli. - Już jest. - oznajmiam i ostatni raz żegnam się z swoją rodziną.
Punktualność mojej przyjaciółki od zawsze mnie zaskakuje i czasem jest to wkurzające, ale bardzo ją za to podziwiam.
Tata wnosi mi walizki do bagażnika, chcę mu pomóc, ale on każe mi czekać aż skończy. Kiedy już mam wsiadać łapię mnie za ramię.
- Proszę. - wręcza mi białą kopertę z czymś w środku.
- Tato, co to jest? - jestem zdziwiona tym podarunkiem, bo nie mam pojęcia co to może być.
- Otwórz ją w drodze na lotnisko. - mocno się do mnie przytula, a następnie otwiera mi drzwi. - A teraz już jedźcie, bo się spóźnicie. - wsiadam do samochodu, i zamykam drzwi, po chwili Paula zapala silnik.
- Pa tato! - krzyczę przez okno, na co on szeroko się uśmiecha, po chwili ruszamy.
- Co on ci dał? - pyta Paula zerkając na kopertę.
- Nie widzisz? To koperta. - mówię machając podarunkiem przed jej nosem.
- Widzę, ale co jest w środku? - jest strasznie podekscytowana.
- Nie mam pojęcia. - naprawdę nie mam bladego pojęcia co może być w środku.
- To szybko otwieraj. - rozkazuje.
- Nie. - nie zamierzam tego teraz otwierać, jestem przerażona.
- Otwieraj albo zrobię to za ciebie. - próbuje wyrwać mi kopertę, ale ja odsuwam rękę.
- Lepiej zajmij się prowadzeniem auta, a nie próbowaniem odebrania mi koperty. - śmieję się patrząc na moją nadąsaną przyjaciółkę.
- No to ją otwórz. Proszę Aga, dłużej nie wytrzymam. - błaga mnie Paula. - Naprawdę nie ciekawi cię co w niej jest? - spogląda na mnie i podnosi jedną brew do góry.
- No dobra. - ostrożnie rozrywam biały papier.
Zaglądam do środka i widzę klucze i list. Biorę je do ręki i zaczynam nimi potrząsać.
- Patrz. - mówię do Pauliny. Dziewczyna spogląda na klucze, a potem z powrotem na drogę.
- Do czego ci te klucze? - pyta.
- Mam nadzieję, że zaraz się dowiem. - biorę list do ręki i zaczynam czytać.

Kochana córeczko!

To są klucze do waszego, nowego mieszkania. I nie dziękuj tylko mi, bo tata Pauliny zainwestował w nie większą kwotę niż ja. Dom jest wysprzątany i umeblowany, pokoje też.

Adres masz na kluczach. Aha i ciocia powiadomiona, że jednak nie przyjeżdżasz.

Trzymaj się. Tata.



Zszokowana czytam jeszcze raz ten list i jeszcze raz i nie mogę uwierzyć, w to co znalazłam w kopercie. Klucze zaczynam oglądać z każdej strony, i znajduję adres naszego, nowego domu.
- I co jest w tym liście? - zerka na mnie. - Źle się czujesz? Chcesz się zatrzymać? - pyta Paula. Pewnie wyglądam jakbym zobaczyła ducha,więc nie dziwię się, że zadała takie pytanie.
- Paula. To są klucze do naszego domu. - mówię, a ona spogląda na mnie jak na jakąś idiotkę.
- Co ty pieprzysz? - nie wierzy mi.
- Dobra, skoro mi nie wierzysz to przeczytam ci ten list.
Paula uważnie słucha tego co jej czytam, a kiedy kończę zszokowana spogląda na mnie.
- Oni są nie normalni. - jest w szoku tak samo jak ja. - Ja muszę do niego zadzwonić. Wyjmij mój telefon z torebki. - rozkazuję.
Biorę jej wielką, czarną, zamszową torebkę z tylnego siedzenia i zaczynam szukać jej komórki, chociaż w tym burdelu nie wiem czy coś znajdę.
Po minucie szperania w torbie, w końcu go znajduję.
- I co teraz? - pytam.
- Zadzwoń do niego i przyłóż mi telefon do ucha. - podaje mi kolejne polecenia, które wykonuję. - Hej tato. Dzwonię żeby zapytać. Po co kupiłeś nam ten dom? - mówi zbulwersowana. - Nie, Aga trzyma mi telefon przy uchu. - mówi. - Tak mam obie ręce na kierownicy. - wywraca oczami. - A teraz odpowiedz mi na moje pytanie. Po co kupiłeś ten dom? - uważnie przysłuchuje się co jej tata do niej mówi. - Wiem, że tata Agi też w to inwestował, ale znając ciebie to był twój pomysł. - Paula jest naprawdę wkurzona - Wiedziałam! - wykrzykuje, aż podskakuję na siedzeniu. - Tato, dlaczego to zrobiłeś? - pyta tym razem spokojniej. Po chili na jej ustach pojawia się szeroki uśmiech.
To niesamowite jak ta dziewczyna potrafi zmieniać swój nastrój. Najpierw jest wściekła, teraz wesoła.
- Ale przecież ty cały czas mnie uszczęśliwiasz. - uśmiech nie znika z jej twarzy. - Nie, już nie jestem zła.
- Podziękuj mu ode mnie. - mówię cicho.
- Aga ci dziękuję. - mówi mu to, o co ją prosiłam. - Słyszał cię, i mówi, że nie ma za co. - uśmiecha się do mnie. - Ja też cię kocham i bardzo, bardzo ci dziękuję. Paa. - naciskam na czerwoną słuchawkę. - Mój tata jest niemożliwy. - szeroko się uśmiecha.
- Nie wierze, że to zrobili. - mówię. - Muszę do niego napisać. - dodaję i wyciągam telefon z tylnej kieszeni moich spodni, włączam go i piszę esemesa.

Tato. Po co zgodziłeś się na kupienie tego domu. Dobrze wiesz, że potem kupiłybyśmy sobie jakieś mieszkanie, ale ty oczywiście swoje. Oddam ci wszystkie pieniądze. Ale oczywiście bardzo ci dziękuję, i bardzo cię kocham. Jesteś niesamowity.

Wysyłam wiadomość i odkładam telefon na kolana. Po kilku minutach czuję wibrowanie mojej komórki.
Biorę urządzenie z powrotem do ręki i czytam wiadomość.

Chciałem, żebyś miała już ten dom, z resztą nie był taki drogi jak myślisz. I nie chcę słyszeć, że mi oddasz, te pieniądze. Nie próbuj ich wysyłać, bo i tak ci je odeślę. I nie dziękuj tylko mi, bo głównym inwestorem i pomysłodawcą był tata Pauliny.

Mój tata jest niemożliwy. Praktycznie kupił mi dom i nie chce nic w zamian. Moje rozmyślania przerywa wibrowanie telefonu.

I oczywiście ja też cię bardzo kocham.

Gdy odczytuję tą wiadomość uśmiech mimowolnie pojawia się na mojej twarzy, tak strasznie kocham mojego tatę.
Będzie mi go strasznie brakować w Anglii, jak i całej mojej rodziny. Tak strasznie ich kocham, ale muszą teraz jakoś żyć beze mnie.
- O czym tak rozmyślasz? - pyta Paula, która własnie czeka na zielone światło.
- O tym jak będę tęsknić za moją rodziną kiedy tam będę. - mówię, a dziewczyna spogląda na mnie.
- Ja też będę tęsknić za tatą. Jak się z nim żegnałam to się popłakał. - mówi i się uśmiecha.
Tata Pauliny jest bardzo z nią zżyty,więc wcale się tym nie dziwię.
- Jak myślisz dlaczego to mój tata wręczał mi ten klucz, a nie twój skoro to on był głównym inwestorem? - Paula zastanawia się przez chwilę nad moim pytaniem.
- Myślę, że nie zniósłby tego psychicznie gdyby dawał mi klucze do domu oddalonego od niego o tysiące kilometrów. - odpowiada. To w sumie logiczne.
- Możliwe. - zerkam, która jest godzina. 8.28. - Paula. Gdzie to lotnisko? Za pół godziny mamy samolot. - jestem nieco zdenerwowana, bo przecież jeszcze trzeba tam dojść i przenieść bagaże.
Nie mam pojęcia gdzie jest to lotnisko, więc zaczynam się nieco stresować.
- Zaraz będziemy nie martw się zdążymy. - jest nadzwyczaj spokojna i pewna siebie.
- Skoro tak mówisz. - opieram głowę o szybę i uważnie przypatruję się widokowi za oknem.
Po kilku minutach jesteśmy na miejscu.
Podchodzę do bagażnika i wyciągam z niego swoje walizki z torbą i czekam aż Paula wyjmie swoje. Rozglądam się do o koła w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mnie zainteresować. Zauważam chłopaka, stoi sam i wygląda jakby był zniecierpliwiony. Jest ubrany w czarne spodnie skórzaną kurtkę, glany i ma papierosa w buzi. Ogólnie, to nie wygląda zbyt przyjaźnie.
Po pewnej chwili gwałtownie odwraca głowę w lewą stronę, jakby coś usłyszał i wyrzuca papierosa. Szeroko się uśmiecha i otwiera ramiona jakby miał się do kogoś zaraz przytulić. Spoglądam w tamtą stronę i widzę biegnącą w jego stronę dziewczynę o blond włosach, ciągnie za sobą wielką walizkę i płacze. Ma na sobie biały sweter, oraz spodnie z jasnego jeansu, a w ręku trzyma beżowy płaszcz. Chłopak podbiega do niej, bierze na ręce i mocno przytula, następnie całuje dziewczynę po szyi i po całej twarzy, a ona płacze z szczęścia.
Widać, że bardzo za sobą tęsknili, i że się kochają. To naprawdę uroczy widok.
- Może byś mi pomogła? - z moich rozmyślań wyrywa mnie głos Pauli.
Odwracam się w jej stronę i widzę ją i pięć ogromnych walizek, myślę, że w taką jedną zmieściłabym wszystkie swoje rzeczy. Podchodzę do niej i biorę dwie z nich.
- Skąd wytrzasnęłaś takie, wielkie walizki? - ciągnę je za sobą.
Co ona tam ma? Są naprawdę ciężkie, i do tego muszę jeszcze wlec swoje.
- Kupiłam. - wzrusza ramionami.
Oglądam się za siebie i szukam pary zakochanych, którą widziałam wcześniej, lecz już ich nie ma.
Dziesięć minut później jesteśmy w samolocie, ja siedzę przy oknie, a Paula tuż obok mnie.
- Nie mogę się doczekać aż wyruszymy. - mówi podekscytowana Paula. - A ty? - patrzy na mnie swoimi, intensywnie niebieskimi tęczówkami.
- Szczerze mówiąc trochę się boję. - naprawdę trochę się stresuję tym lotem.
- Dlaczego? - marszczy brwi.
- Bo to mój pierwszy lot. - spoglądam w okno.
- Nie ma czego się bać, Zobaczysz jak będzie fajnie. - Paula pokazuje swoje białe zęby w szerokim uśmiechu, ja zdaje się na lekkie uniesienie kącików swoich ust, ponieważ jestem naprawdę zdenerwowana.
Chwilę później słyszymy głos stewardessy, który oznajmia nam żebyśmy zapięli pasy bezpieczeństwa, bo za chwile ruszamy. Kilka minut potem możemy odpiąć pasy, bo jesteśmy już w powietrzu. Nie jest wcale tak, źle, jak myślałam.
Paula słucha muzyki, a ja oglądam widoki za oknem.
Tego nie da się opisać, jestem tak strasznie wysoko nad ziemią, że aż mnie to przeraża. Białe obłoki chmur wędrują po niebie, w wolnym tempie. Co sprawia, że niebo wygląda magicznie i w prost przepięknie.
Spoglądam na Paulinę, która śpi, ze słuchawkami w uszach, więc je wyciągam i sięgam po jej telefon, żeby wyłączyć piosenkę.
Muzyka, której słucha Paulina nie przypada mi do gustu, bo w większości to polskie piosenki z lat osiemdziesiątych. Ja wolę mocniejsze brzmienie.
Spoglądam w okno, jesteśmy już ponad chmurami. Wyciągam telefon i robię kilka zdjęć przepięknemu krajobrazowi, następnie wysyłam do mojej rodziny.
Wkładam słuchawki w uszy, włączam muzykę i opieram głowę o siedzenie. Po chwili moje oczy zamykają się, a ja zasypiam.

                                                              ***

Budzi mnie dzwonienie telefonu, otwieram oczy i widzę Paulinę która szuka swojego dzwoniącego urządzenia w torbie. Po chwili wyciąga go i przykłada do ucha. Zgaduję, że to jej tata.
-Tak tato? - pyta, przecierając oczy wierzchem dłoni, uważając na swój makijaż. -Tak już lecimy od dwóch godzin. - dziewczyna opiera się o siedzenie. - Nie wiem, Aga ile jeszcze zanim wylądujemy? - spoglądam na swój telefon jest 10.05.
- Jeszcze jakieś 30 minut. - nie mogę w to uwierzyć, że już za 30 minut zacznie się, mam nadzieję moje, całkowicie nowe życie.
- Jeszcze 30 minut. - Paula poprawia swoje blond włosy. - Ok to papa, zadzwonię jak wylądujemy. - mówi i się rozłącza, a następnie chowa telefon z powrotem do torby.
- Obudziłam cię? - pyta Paulina.
- Tak. - odpowiadam.
- Przepraszam. - uśmiecha się. - Mam jeszcze pół godziny zanim wylądujemy, więc idę jeszcze spać. Obudź mnie jak będziemy lądować. - zamyka oczy.
- Paula, rozumiem też lubię spać, ale ile można? - Paula to straszny śpioch, ale teraz to chyba przebija samą siebie.
- Cicho bądź. - od fukuje i odwraca głowę w drugą stronę.
- Jak chcesz. - spoglądam w stronę szyby i ponownie oglądam chmury ponad, którymi się znajdujemy. Chciałabym zapamiętać ten widok do końca życia.

                                                                 ***

Pół godziny później jesteśmy już na ziemi, a gdy wychodzimy z samolotu czekają już tam na nas nasze, liczne bagaże.
Gdy Paula dzwoni po taksówkę, podchodzę z swoimi bagażami do drewnianej, pustej ławki i siadam na niej. Zaczynam rozmyślać o tym, jak wygląda nasze nowe mieszkanie? Jak będzie wyglądało moje życie bez rodziców i rodzeństwa? Jak w ogóle będzie wyglądało moje życie po wprowadzeniu się tam? Dręczy mnie tyle pytań, na które będę mogła znać odpowiedź dopiero po przyzwyczajeniu się do nowego domu i środowiska. Mam tylko nadzieję, że moje dotychczas monotonne życie, zmieni się chociaż trochę, na mniej monotonne, może i nawet interesujące.
Kilka minut później przed nami zatrzymuje się taksówka, a z niej wysiada naprawdę przystojny chłopak. Jest dosyć wysoki i szczupły. Ma na sobie jeansy, białą bluzkę, i granatową kurtkę. Blond włosy chłopaka są zaczesane do góry, a na nich jest kaptur od czarnej bluzy, którą ma pod kurtką. Jego jasno niebieskie oczy, podkreśla ciemno brązowy szalik owinięty wokół jego szyi. Spoglądam na Paulę i uśmiecham się na widok wyrazu jej twarzy. Ma szeroko otwartą buzię i nie spuszcza swojego wzroku z przystojnego chłopaka. Zerkam na blondyna, który kątem oka, patrzy na Paulę.
- To wy wzywałyście taksówkę? - zwraca się do Pauli bardzo nieśmiale, i spogląda w jej oczy. Z powrotem patrzę na Paule, której policzki są spowite różem, i nie jest w stanie wypowiedzieć słowa.
- Tak to my. - odpowiadam za nią i uśmiecham się w stronę chłopaka, który jest spanikowany z nie wiadomego mi powodu, lecz niepewnie odwzajemnia uśmiech.
Po chwili blondyn chwyta za dwie walizki Pauli i bez problemu zanosi do bagażnika. Paula stoi przy samochodzie i grzebie w telefonie, zerkając ukradkiem na taksówkarza, a ja pomagam chłopakowi zanosić wszystko do środka auta.
Niebieskooki przez cały czas patrzy się na Paulę, nie odrywa od niej spojrzenia. Myśli, że nic nie widzę, i bardzo dobrze.
Absolutnie nie przeszkadza mi to, że na nią patrzy, wygląda w porządku, więc może się na nią lampić, bo dosłownie to robi. Jeśli miałabym najmniejsze podejrzenia co do niego, zwróciłabym mu uwagę ale nie ma takiej potrzeby.
Gdy kończymy wsadzać wszystko do samochodu, wsiadamy do niego i zapinamy pasy.
- Możecie podać adres? - niepewnie pyta chłopak.
- Jasne. - wyciągam klucze z adresem z kieszeni i podaję je blondynowi. Chłopak uważnie go czyta, a następnie rusza. - Czy to jest daleko? - pytam.
- Dziesięć minut drogi. - jest bardzo nieśmiały.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię? - Paula zwraca się w stronę blondyna i uważnie się mu przygląda.
Widzę, że jej oniemienie przystojnym chłopakiem, przeszło i zdała się na odwagę, żeby się odezwać.
- J.. ja? - chłopak strasznie się rumieni, widać, że podoba mu się moja przyjaciółka.
- A widzisz tu gdzieś innego, nieznajomego taksówkarza? - Paula szeroko uśmiecha się do niego, na co chłopak przecząco kręci głową.
- Jestem Matt. - odpowiada - A ty? - Matt spogląda w lustro prosto w oczy Pauliny.
- Ja jestem Paulina, ale możesz mi mówić Paula bo tak łatwiej, a to Agata, ale możesz jej mówić Aga bo tak też łatwiej. - mówi i spogląda znowu na lusterko uśmiechając się.
Wzrok chłopaka pada na mnie, ale po chwili znów patrzy na Paulinę.
- Miło mi was poznać dziewczyny. - jego wzrok spoczywa cały czas na mojej przyjaciółce.
- Ośmieliliśmy cię trochę? - pyta Paula. Matt kiwa głową tym razem się nie rumieniąc. Wygląda na to, że Paula nieco go ośmieliła. - To teraz mogę wiedzieć ile masz lat? - dziewczyna rozmawia z nim jakby był jakimś małym dzieckiem.
- Nie długo skończę 21. - ponownie spogląda w lusterko, prosto na Paulinę. - A ty?
- Dwa miesiące temu skończyłam dwadzieścia. - mówi i uśmiecha się szeroko w stronę lusterka, na co Matt pokazuje swoje białe zęby. Przez kilka minut siedzimy w całkowitej ciszy.
- Mogę cię prosić o numer telefonu Paula? - to nagłe pytanie wychodzi z ust Matt'a i podaje jej telefon. Mówiąc szczerze, tego, że ją poprosi o numer się nie spodziewałam. Ale nie mam nic przeciwko temu.
- Jasne! - dziewczyna sięga po komórkę, którą podaje jej Matt. Wpisuje swój numer do telefonu i podaję z powrotem Matt'owi. Blondyn łapie za urządzenie i wkłada do kieszeni spodni.
- Teraz ty podaj mi swoją komórkę. - mówi i z powrotem wyciąga rękę do tyłu. Widać, że Paula go ośmiela, Matt dobrze czuje się w jej towarzystwie i dobrze mu się z nią rozmawia. Oby tak dalej Matt, trzymam kciuki.
- Po co ?- pyta zaskoczona.
- Żebym mógł wpisać ci swój numer. - odpowiada niepewnie i uśmiecha się szeroko.
- A możesz korzystać z telefonu prowadząc? - pyta niepewnie moja przyjaciółka.
- Oczywiście, że mogę. - odpowiada i ponownie pokazuje szereg swoich, białych zębów. Paulina lekko się rumieni, co chyba zauważa Matt, bo jego uśmiech staje się jeszcze szerszy.
Paula podaje swój telefon chłopakowi, a on szybko wpisuje swój numer i oddaje go jej.
Matt i Paula rozmawiają o czymś, lecz ja ich nie słucham, bo nie mogę się skupić na niczym. Cały czas myślę, jak wygląda nasze mieszkanie, które dosłownie zaraz zobaczymy. Może się to dla niektórych wydawać dziwne, ale ja na prawdę stresuję się tą przeprowadzką. Jeszcze nigdy nie wyprowadzałam się z domu, od zawszę tam mieszkałam i wiem, że trudno mi będzie przyzwyczaić się do nowego domu i otoczenia.
- To tutaj. - Matt zatrzymuję się przed piętrowym budynkiem. Głośno przełykam ślinę i wysiadam z taksówki.
Gdy wysiadamy z samochodu, Matt szybko idzie po nasze bagaże, wyciąga je i stawia na chodniku. Bierzemy walizki i zaczynamy kierować się do naszego, nowego mieszkania.
- To do zobaczenia Paula, pa Aga- krzyczy Matt, na co ja macham ręką kilka razy.
- Do zobaczenia. - odkrzykuje Paulina.
Matt rumieni się chyba po raz dziesiąty w ciągu tych dziesięciu minut i uśmiecha się, a następnie wsiada do samochodu macha ręką, po czym odpala taksówkę i odjeżdża. Zmierzam budynek od góry do dołu, nie jest duży, ale nie jest też mały.
Ma brązowy dach, a ściany od zewnątrz są białe. Na dole są dwa dość spore okna i drzwi, u góry też dwa nieco większe, a do jednego prowadzą metalowe kraty, po których pną się uschnięte pędy bluszczu. Ogólnie rzecz biorąc, dom jest bardzo ładny, robi na mnie dobre wrażenie.
Kierujemy się kamienną ścieżką prosto pod ciemno brązowe drzwi mieszkania. Wyjmuję klucz z tylnej kieszeni moich czarnych rurek i wsadzam go do zamka. Powoli przekręcam klucz i łapię za klamkę.
- Gotowa? - słyszę głos Pauli zza swoich pleców.
- Gotowa.*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Drugi rozdział za nami!!! Przepraszam za długą nieobecność, ale wiecie koniec roku, poprawianie ocen, i naprawdę nie miałam czasu na pisanie następnego. :/

  Jeśli przeczytałeś/ łaś proszę skomentuj, to dla ciebie chwila dla mnie motywacja do dalszej pracy. 

1 komentarz:

  1. Ich rodzice są kochani. Paula i Matt mam nadzieję że się to rozkręci, a Aga znajdzie swojego Romeo.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)