*Oczami Agaty*
- Jestem głodna. Zamówimy pizze? Matt wczoraj dał mi numer podobno najlepszej pizzerii na osiedlu. - Paula wstaje z łóżka i podchodzi do swojej torebki, która położona jest na jej, śnieżnobiałym fotelu. Wyjmuje z niej mały papierek złożony w mały prostokąt.
- Zamawiaj. Umieram z głodu. - siadam na materacu i krzyżuję nogi. Zaczyna mi burczeć w brzuchu na samą myśl o jedzeniu. Nie jadłam nic od wczoraj, a jest już 13 po południu.
Paula rozwija kartkę i wbija numer do swojego telefonu, następnie przykłada go do ucha.
Zmieniam pozycję leżenia z prawego boku na plecy i spoglądam na biały sufit.
Nadal nie przyjmuję tego do wiadomości, że Paula i Matt spali ze sobą. Ale skoro Paula jest szczęśliwa to ja też.
Jestem bardzo ciekawa jak zareaguje na to jej tata, kiedy się o tym dowie. Przecież Paula jest dla niego najważniejsza na świecie.
- O matko! Co to jest?! - lekko podskakuję na jej nagły krzyk. Odkłada telefon na szafkę i szybkim krokiem podchodzi do mnie. - Czy to malinka?!
Łapię się za miejsce na szyi, do którego przyssał się godzinę temu Harry.
Pod wpływem mojego dotyku skóra zaczyna mnie szczypać i piec.
- Kto ci to zrobił? - odciąga moja rękę od szyi i uważnie przygląda się, pewnie zaróżowionemu miejscu.
I co ja mam jej teraz odpowiedzieć? Przecież nie może dowiedzieć się o Harry'm.
Cholerny dupek. Zrobił to specjalnie.
- Jakiś koleś przyssał się do mnie na imprezie. - siadam na łóżku i spoglądam na zdziwioną Paulę.
- I nie zauważyłam tego wcześniej? - mruży oczy i próbuje wykryć u mnie kłamstwo, lecz jestem nieugięta.
- Najwyraźniej.
- Niech ci będzie. - dziewczyna wstaje z łóżka, następnie bierze telefon do ręki i ponownie przykłada do ucha.
W trakcie kiedy Paula zamawia pizze, ja myślę o Harry'm.
To w jaki sposób muskał moje wargi, jak ssał delikatną skórę na mojej szyi, było nieziemskie. Mimo, że nie przepadam za nim, to chciałabym przeżyć ten pocałunek jeszcze raz.
Podczas tego wydarzenia, nie panowałam nad swoim ciałem i umysłem, nie chcę myśleć jak dalej by się to potoczyło gdybym nie powstrzymała.
- Będzie za dziesięć minut. - głos Pauli wyrywa mnie z moich zamyśleń, z czego się cieszę, bo nie chcę dłużej myśleć o tym dupku.
- Świetnie. - uśmiecham się do niej szeroko.
- Co robimy? - pyta, kładąc się obok mnie na łóżku.
- Możemy poleżeć i poczekać na jedzenie. - przewracam się z pleców na bok i spoglądam na Paulę, która zdaje się być zamyślona. - O czym myślisz? - pytam, a dziewczyna odwraca twarz w moją stronę i spogląda w moje oczy.
- O Matt'cie. - kolor jej policzków zmieniają się na różowy. - Minęło tylko kilka dni, a my już jesteśmy parą i spaliśmy ze sobą. Nie uważasz, że to wszystko brnie za szybko i za daleko? - dokładnie ilustruje moje oczy.
- A co, masz wątpliwości?
- Boje się, że skoro to wszystko idzie tak szybko, to po prostu mu się znudzę. - jej oczy smutnieją z sekundy na sekundę.
- Paula. Może to dzieje się zbyt szybko, ale pomyśl. Matt'owi bardzo na tobie zależy, patrzy na ciebie jakby oszalał z miłości, stara się, jesteś dla niego ważna. Nie widzisz tego? - opieram głowę na ręce i patrzę na nią z niedowierzaniem.
- Naprawdę tak sądzisz? - w jej oczach pojawiają się łzy.
- Oczywiście.
- Aga ja... nie chcę go stracić. - wtula się w moją klatkę piersiową.
- Powiem ci coś. - głaszczę ją po włosach. - Pamiętasz nasz drugi dzień pobytu tutaj? - pytam. - Pojechałyśmy z Matt'em do sklepu po jedzenie, a potem on wpadł do nas na śniadanie. - sama odpowiadam na swoje własne pytanie.
- Tak pamiętam. - wydusza nadal we mnie wtulona.
- Matt wtedy przyszedł do mnie i chciał, żebym mu pomogła. - mówię ściszonym tonem.
Myślę, że Matt chciałby, żeby Paula o tym wiedziała, zwłaszcza gdyby dowiedział się, że Paula ma wątpliwości co do niego. Wiem też, że muszę interweniować teraz, puki Paula jeszcze nie wpadła w jakąś niechęć, czy coś podobnego.
- W czym? - odrywa swoją głowę od mojego ciała i spogląda na mnie z ciekawością w swoich, niebieskich tęczówkach.
- Chciał, żebym powiedziała jakich lubisz chłopaków. I prosił o kilka wskazówek.
- Naprawdę? - jest wyraźnie zdziwiona.
- Tak. - uśmiecham się do niej.
- Co mu powiedziałaś?
- Dałam mu do zrozumienia, że jest odpowiedni. - przyznaję. Nie chcę jej mówić o tej akcji z lustrem, pocieszaniem go i podnoszeniem na duchu. Myślę, że Matt sam powinien jej o tym powiedzieć.
Oczywiście przyznam mu się, że powiedziałam Pauli o tej sytuacji sprzed trzech dni.
- Nie powiedział mi o tym. - siada na łóżku.
- Nie bądź zła czy smutna. Myślę, że chciałby ci o tym powiedzieć, tylko w swoim czasie.
- To dlaczego ty mi to mówisz? - spogląda na mnie przez ramię.
- Bo nachodzą cię wątpliwości. - siadam obok niej i krzyżuję nogi.
- Rozumiem. - kładzie głowę na moim ramieniu.. - Dziękuję. - całuje mnie w policzek. - A teraz chodź, bo zaraz żarcie przyjedzie. - wybuchamy śmiechem. - Ja płacę.
- Zapłacimy obie. - uśmiecham się, a dziewczyna kiwa twierdząco głową.
Po trzech minutach jesteśmy na dole w salonie z pieniędzmi i czekamy na pizze.
Słyszę dzwonek do drzwi.
- Nareszcie!- woła Paula, wstaje z kanapy i biegnie do korytarza, po chwili wraca z dwoma wielkimi, kwadratowymi pudłami. Podnoszę się z kanapy, biorę jedno z pudeł i idziemy z nimi do kuchni. Kładziemy je na stole i otwieramy.
Po kuchni zaczyna rozprzestrzeniać się apetyczny zapach, jeszcze gorącej pizzy.
Siadamy do stołu i bierzemy po kawałku, następnie zaczynamy jeść.
- Smakuje ci? - pytam i biorę kolejny kęs do swoich ust.
- Jest pyszna. - mówi z pełną buzią.
- Też tak sądzę. - uśmiecham się.
Słyszę jak telefon Pauli brzęczy, dziewczyna bierze urządzenie do ręki i przykłada do ucha.
- Tak? - przełyka jedzenie. - Tak to ja. - gryzie kolejny kęs. Nagle jej oczy momentalnie szeroko się rozszerzają, a kawałek pizzy, który przed chwilą miała w buzi, wypluwa na podłogę.
Zaczynam się martwić.
- Co z nim? - jej oczy zachodzą łzami, a twarz momentalnie traci wszystkie, żywe kolory. - O boże! - łzy znajdują ujście w kącikach jej oczu.
Jasna cholera.
- Tak, tak. Dziękuję za poinformowanie mnie. - zaczyna głośno szlochać. Drżącą ręką rozłącza się i odkłada telefon na stół.
Kawałek pizzy wylatuje z jej ręki na podłogę, a wszelkie dodatki, które znajdują się na niej rozchlapują się na podłodze.
Odkładam jedzenie i podchodzę do niej, następnie obejmuje ją rękami i przytulam ją do siebie. Dziewczyna odwzajemnia uścisk i zaczyna mocno szlochać i trząść się.
- Tata...On... Jest w szpitalu. - ledwo wydusza dławiąc się łzami. - Jest w ciężkim stanie, nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - jej ramiona jeszcze mocniej zaciskają się na mojej szyi. - Ja...muszę tam jechać. - odrywa się z uścisku.
- Paula nie możesz... - nie słuchając mnie zaczyna biec w stronę schodów. Zrywam się i zaczynam biec za nią. - Paula! - wbiegam po schodach jak najszybciej mogę. Biegnę do jej pokoju i naciskam na klamkę, niestety drzwi są zamknięte. - Paula otwórz! - krzyczę.
- Chcę być sama. - jej ton jest ochrypły i przyciszony.
- Dobrze. Ale proszę nie rób nic głupiego.
Z bólem serca, niepokojem i łzami w oczach odchodzę od drzwi i schodzę na dół
***
Minęło już jakieś piętnaście minut, a ja zdążyłam już posprzątać pizze z podłogi i kilka razy podejść do pokoju Pauli i próbować nawiązać jaki kol wiek kontakt, niestety dziewczyna jest nieobecna i nie odzywa się. Drzwi są nadal zamknięte, a ja nie mam pojęcia co robić.
Postanawiam po raz chyba dziesiąty pójść na górę i spróbować z nią porozmawiać. Kieruję się schodami na piętro i idę po raz, któryś tą samą trasą do pokoju Pauli.
Pukam do drzwi.
- Paula martwię się o ciebie. - nasłuchuję, ale ani znaku życia. Strasznie się o nią martwię. - Paula do jasnej cholery, otwórz te drzwi! - krzyczę, ale nic nie słyszę.
Koniec tego, zaraz chyba zwariuję. Biegnę do kuchni i biorę telefon Pauli ze stołu, jest prawie rozładowany. Mam nadzieję, że bateria wytrzyma.
Szukam numeru Matt'a, który jest moją jedyną deską ratunku.
Kiedy go znajduję, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha oczekując z niecierpliwością, aż chłopak odbierze. Całe szczęście odbiera za pierwszym sygnałem.
- Tak kochanie? - słyszę jego wesoły głos. Źle mi z tym, że będę musiała popsuć jego dobry humor, ale tutaj chodzi o Paulę.
- Matt, to ja. - mówię, nie starając się ukryć, że jestem wystraszona i zdenerwowana.
- Co się stało?
- Matt, proszę cię przyjeżdżaj szybko. Paula zamknęła się w swoim pokoju, od dwudziestu minut próbuję się do niej dobić, ale zamknęła drzwi i nie odzywa się. Matt ja boję się, że coś jej się stało. -zaczynam szlochać.
- Będę za minutę, czekaj na mnie. - rozłączam się, i podchodzę do drzwi frontowych czekając na Matt'a.
Po dosłownie kilkunastu sekundach drzwi frontowe z hukiem się otwierają, a chłopak wparowuje do domu i podbiega do mnie.
- Co się stało! - pyta przytulając się do mnie.
- Zamknęła się w pokoju, wielokrotnie próbowałam z nią nawiązać kontakt, ale nic tam nie słychać, nie odzywa się. - odrywam się z uścisku. - Musisz tam iść i coś zrobić.- mówię, i biegnę w stronę schodów, a za mną długimi susami pędzi Matt.
Gdy już jesteśmy przy drzwiach zaczynam w nie mocno walić.
- Paula. Matt jest tutaj. - mówię, ale nie odpowiada. - Odezwij się proszę. - błagam, ale nie dostaję odpowiedzi. - Paula. Proszę odezwij się.
Nic.
Spoglądam na Matta, jest przerażony. Chłopak lekko mnie odpycha i zaczyna naciskać na klamkę.
- Kochanie, to ja proszę odezwij się. - jego ton jest stanowczy. - Paula jeśli nie otworzysz drzwi wykopie je z zawiasów rozumiesz? - wali ręką w drzwi. Czeka chwilę ale nadal nic się nie dzieje. Lekko cofa się i wykopuje drzwi nogą. Wbiega do pokoju, a ja za nim.
- Paula!- krzyczy, a ja spoglądam na podłogę i widzę moją przyjaciółkę leżącą bezwładnie na dywanie.
Matt bierze ją na ręce, kładzie na łóżko i przykłada głowę do jej klatki piersiowej. - Oddycha. - mówi i spogląda na mnie, jego oczy i policzki są całe w łzach.
Ponownie zaczynam szlochać. Jestem przerażona całą tą sytuacją.
- Zadzwonię na pogotowie. - mówię i chcę już biec po swój telefon.
- Nie ma sensu dzwonić po karetkę i czekać, aż przyjedzie, trzeba interweniować teraz, bo potem może być już za późno. - Matt klęka obok Pauli na łóżku. - Wiem co robić. - siada na niej okrakiem.
- Kochanie. Słyszysz mnie? Obudź się. - mówi i klepie ją po policzku. - Skarbie, proszę obudź się, nie rób mi tego. - mówi ponownie. - Paula proszę. Skarbie otwórz oczy. - kładzie jedną rękę na policzku, a drugą szarpie za jej ramie. Z jego oczu ciurkiem cisną się łzy, przyglądam się całej sytuacji.
Jestem sparaliżowana nie mogę się ruszyć, nie mogę nic zrobić.
- Matt. - słyszę słaby głos mojej przyjaciółki. Uchyla powieki i spogląda na chłopaka. Całe, moje ciało się rozluźnia. Wypuszczam z swoich płuc głośny oddech ulgi.
- Tak kochanie, jestem tu. Już wszystko dobrze. - jego głos drży. Przytula ją do siebie i całuje w czoło. Paula znowu zamyka oczy. - Nie, tylko nie zamykaj oczu, patrz na mnie. - mówi, przykłada swoje czoło do jej i intensywnie wpatruje się w jej niebieskie tęczówki.
To wygląda tak wzruszająco i uroczo.
- Jestem zmęczona. - mówi tak cicho, że ledwo co ją słyszę.
- Tak, wiem skarbie, ale proszę spójrz na mnie. - mówi, a Paula patrzy się słabym wzrokiem w jego czerwone od płakania oczy.
- Boże tak strasznie się o ciebie bałem. Kochanie nie rób mi tego więcej. Rozumiesz? Nie rób. - łka i delikatnie całuje ją w usta.
- Postaram się. - mówi cichym tonem, a Matt słabo się uśmiecha. Cały czas jest przerażony całą tą sytuacją, i nie dziwie mu się, bo ja też. - A gdzie jest Aga? - pyta. Matt spogląda na mnie.
- Tu jestem. - mówię i siadam na łóżku obok nich.. - Co się stało? - łapię ją za rękę.
- Nic nie pamiętam. - łapie się za głowę.
- Rozumiem. - lekko ściskam jej bladą dłoń. Dziewczyna jest bardzo słaba. - Jak się czujesz?
- W porządku, trochę boli mnie głowa. - uśmiecha się. - Matt położysz się ze mną?.
- Pewnie, że tak kochanie. - kładzie się obok niej i całuje czubek jej głowy. Dziewczyna wtula głowę w jego szyję, a blondyn obłapuje ramionami jej plecy.
- Aga, mogłabyś mi przynieść mój telefon i podłączyć do ładowarki? - Paula odrywa się od szyi Matt'a i spogląda na mnie.
- Jasne. - lekko się uśmiecham. Wychodzę z pokoju, idę na dół do kuchni i biorę rozładowany telefon ze stołu. i wracam ponownie na piętro.
Kiedy wchodzę do pokoju Paula śpi cicho pochrapując, a Matt gładzi ją po włosach i muska jej policzek swoimi ustami.
- To moja wina. Mogłam ją jakoś zatrzymać, coś zrobić. - biorę ładowarkę z szafki nocnej Pauli, wkładam ją do kontaktu i podłączam do niej telefon.
- To nie nie twoja wina. Kto by przypuszczał, że takie coś się wydarzy. - spogląda na mnie. Siadam obok niego na łóżku.
- Martwię się o nią. - gładzę ją po dłoni.
- Co się stało? - pyta i całuje dziewczynę w policzek.
- Zadzwonili ze szpitala, że jej tata jest w ciężkim stanie i nie wiadomo czy przeżyje tą noc. - spoglądam na niego, jest w szoku.
- O boże. - łapie się za czoło.
- Jeśli on umrze, Paula się załamie. - spoglądam na moją, śpiącą przyjaciółkę.
- Wiem. Mówiła mi, że ma tylko jego. - mocniej ściska jej szczupłe plecy.
- Mówiła ci gdzie jest jej mama?
- Powiedziała, że umarła jak była jeszcze niemowlęciem. - jestem lekko zaskoczona jego odpowiedzią. Paula go okłamała, a ja nie mam pojęcia dlaczego. Nie zamierzam mówić mu prawdy, bo Paula byłaby na mnie zła. Muszę z nią porozmawiać i przekonać do powiedzenia mu prawdziwej historii.
- Muszę ci coś powiedzieć. - Matt spogląda na mnie z zaciekawieniem. - Powiedziałam Pauli o tym, że pytałeś czy jesteś dla niej odpowiedni. - podnoszę na niego wzrok, chyba nie zrobiło to na niego dużego wrażenia.
- Dlaczego?
- Nie powinnam tego mówić. Musisz sam wyjaśnić to sobie z Paulą.
- Proszę powiedz. Nie będę z nią teraz o tym rozmawiać, ma większy problem. - nosem pociera o jej czoło.
- Nie chcę się wtrącać...
- Proszę. Wezmę to na siebie. - nalega.
Biorę głęboki oddech.
- Twierdzi, że to co jest pomiędzy wami, dzieje się za szybko. - spuszczam głowę w geście poddania się.
Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale robię to dla ich dobra. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Oh...
- Matt. Zależy jej na tobie, dlatego tak myśli. On nie chce cię stracić. - oznajmiam.
Nie chcę, żeby się od siebie oddalili., przez moje słowa.
- Ja też nie chce jej stracić. W życiu nie poznałem lepszej dziewczyny. Cholernie mi na niej zależy. - gładzi ją wierzchem dłoni po policzku. - Ja chyba się w niej zakochałem. - szepcze. - Jest wspaniała.
- Wiem o tym. - uśmiecham się do niego. - Jesteście dla siebie stworzeni. - spoglądam na ich dwójkę. Matt patrzy na nią z pełnią miłości i współczucia, a Paula śpi mocno wtulona w jego ciało. Są cudowną parą, nie chcę żeby cokolwiek się pomiędzy nimi zmieniło.
- Nie chcę, żeby myślała o nas w taki sposób. Co ja mam robić? - spogląda na mnie z nadzieją w swoich podpuchniętych oczach.
- Sądzę, że musisz kierować się tym co podpowiada ci serce. - łapię go za jego dłoń i lekko ściskam. - Paula przechodzi teraz bardzo trudne chwile. Bądź dla niej wsparciem, nie zostawiaj jej. Ona cię potrzebuje Matt.
- Dziękuję. - przyciąga mnie i mocno przytula.
- Nie ma za co. - odrywam się z uścisku i szeroko uśmiecham się do chłopaka mojej przyjaciółki.
Wstaję z łóżka, i podchodzę do drzwi, łapię za klamkę i już mam na nią naciskać, ale odwracam się do blondyna. - Matt. - spogląda na mnie. - Cieszę, się, że to właśnie ty, przyjechałeś wtedy po nas na lotnisko.
- Ja też. - naciskam na klamkę. - Jesteś świetną dziewczyną Aga. - posyłam mu szeroki uśmiech,następnie wychodzę z pokoju. Kieruję się na dół do kuchni i biorę mój nie skończony kawałek, już zimnej pizzy i wsadzam do mokrofalówki na pól minuty.
Jestem głodna, nie miałam szansy się najeść przez tą całą, okropną sytuację.
Słyszę, że pizza się już odgrzała, więc otwieram małe drzwiczki od mikrofalówki i ją wyjmuję. Siadam przy stole i biorę dużego gryza.
Tak bardzo się cieszę, że Pauli nic nie jest. Gdyby coś jej się stało...
Słyszę, że ktoś wchodzi do kuchni spoglądam w stronę drzwi i widzę Matt'a.
- Paula cię woła. - wstaję z krzesła i idę z chłopakiem do pokoju mojej przyjaciółki.
- Tak? - wchodzę do pokoju i podchodzę do łóżka. Paula wygląda nieco lepiej, ale nadal jest bardzo słaba.
- Jadę z Matt'em do polski. - siada na łóżku. - Matt już zamówił bilety, o północy mamy samolot.
- Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą pojechała? - łapię ją za rękę i lekko ściskam.
- Ktoś musi tutaj zostać. Poza tym nie chce cię tym obarczać. - mocno mnie przytula.
- Paula. Jesteś moją przyjaciółką twoje problemy to moje problemy. - odwzajemniam uścisk.
- Wiem o tym. - całuje mnie w policzek. - Chciałam lecieć tam sama, ale Matt się uparł, że mnie nie zostawi.
Czyli jednak Matt przyjął sobie, moje rady do serca. Bardzo się cieszę.
- Jadę się spakować. Będę za pół godziny. - całuje Paulę w usta, a mnie lekko przytula i wychodzi z pokoju.
- Ty też mogła byś wyjść? Chciałabym się jeszcze zdrzemnąć, odświeżyć, ochłonąć i spakować. - posyła mi przepraszające spojrzenie.
Nie mam jej tego za złe, że chce pobyć sama z sobą, doskonale ją rozumiem.
- Jakbyś potrzebowała pomocy, albo chciała porozmawiać. Będę w swoim pokoju. - wstaję z łóżka, ale zaraz zostaję ociągnięta przez Paulę z powrotem na łóżko. Dziewczyna mocno mnie przytula i zaczyna szlochać.
- Tak bardzo się o niego boję. Aga, a jeśli on... - jej ręce coraz mocniej ściskają moją szyję, a ciało zaczyna się trząść.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. Twój tata to silny człowiek. - gładzę ją ręką po plecach chcąc dodać jej jak najwięcej otuchy.
Dobrze znam ojca Pauli i wiem, że się nie podda. Córka jest dla niego najważniejsza i wie, że nie mógłby zostawić jej samej, bo to doprowadziło by do tego, że Paula załamałaby się.
- Wiem o tym. - po chwili odrywamy się z uścisku.
- Pójdę już. - dziewczyna kiwa głową i kładzie głowę na poduszce. Wychodzę z pokoju i idę do swojej ,,samotni". Wskakuję na łóżko i wtulam głowę w poduszkę, która przesiąknięta jest intensywnym zapachem Harry'ego.
Będę musiała ją porządnie wyprać, żeby się go pozbyć. Nie chcę, żeby cokolwiek mi o nim przypominało, nawet zapach.
Słyszę jak mój telefon brzęczy na mojej szafce nocnej, więc sięgam po niego naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak?
- Hej Aga. - na wesoły głos Louisa, uśmiecham się sama do siebie. Ciesze się, że zadzwonił.
- Hej. - zmuszam swój głos do tego, żeby brzmiał jak najbardziej normalnie.
Nie mam ochoty tłumaczyć mu się przez telefon dlaczego nie mam humoru.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że wracam jutro rano, i mam czas po południu, więc... Spotkamy się? - pyta niepewnie. - O ile masz czas oczywiście. - dodaje.
- Nie będziesz zmęczony po podróży? - pytam.
Skoro zamierza wrócić rano, to znaczy, że będzie jechać późno w nocy, zgadując, że jego siostra mieszka kilka godzin z tąd.
- Jeżeli położę się wcześniej, wypije kilka, mocnych kaw zanim wyruszę i parę energetyków po drodze to raczej zmęczenie mi nie grozi. - oboje wybuchamy śmiechem.
Nie wiem jak on to robi, ale potrafi mnie rozśmieszyć, nawet jeśli jestem w takim podłym nastroju. Jestem mu za to wdzięczna.
- Dlaczego wracasz tak wcześnie? Coś się stało? - mój ton brzmi troskliwie. Siadam na łóżku krzyżując nogi.
- Nie po prostu moja siostra ma jutro od rana zajęcia, a ja nie chcę jej wchodzić na głowę, więc wracam. - w słuchawce słyszę zamykanie drzwi. - Miałem plan wrócić po jutrze, ale Jess musi uczyć się do egzaminu. - bawię się kosmykiem swoich ciemnych, pofalowanych włosów.
Jessika, to tak ma na imię jego siostra. Nawet podoba mi się to imię.
- Rozumiem. - odpowiadam.
Z moich ust wydostaje się głębokie ziewnięcie, po chwili moje powieki stają się ciężkie.
- To, na którą się umawiamy?
- Nie mam pojęcia. - przyznaję.
- Może 15.00.
- Dobrze. - opadam plecami na materac i zamykam oczy.
Jestem strasznie zmęczona, to pewnie przez tą, pełną wrażeń akcję z Paulą.
- Ok. Przyjadę po ciebie. - oznajmia wesoło. - To do jutra.
- Pa. - rozłączam się.
Sprawdzam, która godzina. 17.27. Myślałam, że jest nieco wcześniej. Czas tutaj leci o wiele szybciej niż w Polsce, sama nie wiem dlaczego tak jest.
Postanawiam, że zadzwonię do mojej mamy. Na pewno ucieszy się, że się z nią skontaktowałam, w końcu.
Wybieram jej numer i naciskam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - słyszę głos mojej rodzicielki.
- Hej mamo. - mówię ucieszonym tonem.
Tak miło słyszeć jej głos.
- Hej kochanie. Jak tam u ciebie? - w tle słychać stukanie talerzy i sztućców. Chyba nakrywa do stołu.
- Wszystko w porządku. - staram się jedną ręką, przykryć moje ciało kocem. - Przepraszam, że tak długo się z wami nie kontaktowałam, ale... sama nie wiem dlaczego tak wyszło. - mówię niepewnie.
- Nic się nie stało, musiałaś przyzwyczaić się do nowego miejsca. To normalne.
Mimo, że jej nie widzę, wiem, że na jej twarzy gości ten, delikatny uśmiech, którym zawsze próbowała mnie pocieszyć.
- Ciesze się, że nie jesteś zła. - podkurczam nogi do piersi i kładę głowę na kolanach.
- Z kim rozmawiasz? - słyszę głos jednej z moich sióstr.
- Z Agatą.
- Hej Aga. - odzywa się moja osiemnastoletnia siostra. - Czemu tak długo nie dzwoniłaś? To nie było miłe. - mówi obojętnie. - Mama chodzi smutna przez jakieś trzy dni. - na jej słowa przygryzam dolną wargę.
- Asia, co ty mówisz. W cale tak nie było. - mama fuka na Asię.
- No wiem, ale chciałam ją nastraszyć. - śmieje się. A ja oddycham z ulgą.
Widzę, że Asi dzisiaj dopisuje humor, szkoda tylko, że okazuje to w taki podły sposób.
- Z kim rozmawiasz mamo? - pyta mój brat, na którego głos się uśmiecham.
- Z Agą.
- Wiktoria, mama rozmawia z Agą chodź! - wydziera się na cały głos mój ,,mały braciszek'', który ma już dwanaście lat.
- Hej siostra. Jak ci się mieszka bez nas. - pyta Mateusz.
- Trochę dziwnie. Pusto tutaj. - odpowiadam z uśmiechem.
Cieszę się, że zdecydowałam się zadzwonić wtedy kiedy oni akurat jedzą kolację. Przynajmniej mam okazję porozmawiać z nimi wszystkimi.
- Cześć Agata. - wita się ze mną moja druga siostra. - Co tam u ciebie słychać?
- Wszystko ok. Mam nadzieję, że u was też.
- Tak, wszystko u nas w porządku. - odzywa się tym razem moja mama. - Chcesz porozmawiać z babcią?
Słyszę uderzanie sztućców o talerze, co znaczy, że moja rodzina zabrała się za jedzenie kolacji.
Dałabym wiele, żeby jeść razem z nimi, pyszne dania mojej mamy.
- Jasne, a jest gdzieś w pobliżu?
- Właśnie siada do stołu. - oznajmia. - Włączę na głośnomówiący.
- Hej babciu. - mówię.
- Hej Agatko. - mówi wesoło moja babcia. - Słyszałaś, że pan Pilarski jest w szpitalu? - pyta, a uśmiech momentalnie znika z mojej twarzy.
Wolałabym nie rozmawiać teraz na ten temat, ale niestety jestem zmuszona odpowiedzieć.
- Tak, dzwonili do Pauli ze szpitala. Leci z powrotem do polski dzisiaj w nocy. - oznajmiam po chwili namysłu bawiąc się rogiem od swojego, puchatego koca. - Czy wiecie co się dokładnie stało?
Nie wiem czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
- Wychodził z pracy i został napadnięty i dźgnięty nożem kilka razy w brzuch. - na te słowa zakrywam ręką swoje usta w geście zszokowania, a przed moimi oczami robi mi się ciemno. Sama nie wierze w to co usłyszałam. - Ciężko z nim. - Mówi moja siostra.
Czuję jak ktoś siada na moim łóżku, podnoszę wzrok i widzę Matt'a z rozwalonym nosem.
Boże, co mu się stało?
Pokazuję mu rękę, żeby chwilę poczekał, a on kiwa głową.
- Słuchajcie, niestety ale muszę już kończyć. Obiecuję, że niedługo zadzwonię. - mówię trochę zawiedziona.
Chciałabym z nimi dłużej porozmawiać, ale nie mogę. Muszę dowiedzieć co mu się stało.
- Dobrze. To do usłyszenia. - mówi moja mama. Słyszę jeszcze kilka słów pożegnania od mojego rodzeństwa i babci, następnie połączenie zostaje przerwane.
Odkładam telefon na szafkę i spoglądam na blondyna, wygląda na wyraźnie wkurzonego, a krew cieknie ciurkiem z jego nosa.
- Matt co się stało? - przysuwam się do niego.
- Miałem małą stłuczkę. - spogląda na ścianę przed sobą. - Gnojek wgniótł mi cały przedni zderzak. - uderza ręką w materac.
- Wiesz kto to był?
- Pewnie, że tak. To ten dupek Styles. - jego szczęka się zaciska.
Co ten idiota Harry znowu narobił?
A tak a-pro-po, nie dziwię się, że Matt zna Harry'ego i nie ma o nim dobrego zdania. Myślę, że każdy w okolicy wie co z niego za wredny typek.
- Co się dokładanie stało? - pytam chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
- Wyjechał mi nagle zza zakrętu i uderzył w moją taksówkę. Potem wyszedł taki wkurzony, z swojego lekko zarysowanego autka, a potem podszedł do mojego samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął mnie ze środka. Rzucił mnie na maskę i powiedział, że mam szczęście, że to tylko mała ryska, a następnie przywalił mi z całej siły w nos. - łapie się za niego, a następnie syczy z bólu.
Harry przegiął. Jak on może tak robić? Nie dość, że to była tylko i wyłącznie jego wina to jeszcze skrzywdził Matt'a. Nie daruję mu tego, jak tylko go zobaczę, uduszę go.
- Jego twarz była cała poturbowana. On nie powinien jeździć w takim stanie. Ale to przecież Harry, on nie trzyma się żadnych zasad. - wplata palce w swoje włosy i ciągnie za nie w sfrustrowanym geście.
- Znasz go? - pytam wyraźnie zaciekawiona jego słowami.
- Jasne. Ten wariat chodził ze mną do liceum przez dwa lata. Zawsze sprawiał problemy, bójki, wagary, branie narkotyków, seks w szatniach, przychodził pijany do szkoły. - jestem w szoku. - Bzykał się nawet z kilkoma młodszymi nauczycielkami, a one były wyrzucane ze szkoły. Gnojek robił to specjalnie. - moje oczy się rozszerzają. - Nie miał kumpli. Przerwy spędzał podpierając ściany, albo w kiblu z jakąś laską. - z jego ust wydostaje się ironiczny śmiech. - Każdy wiedział, że z nim nie można zadzierać. Baliśmy się go. - przerywa. - Ale oceny miał zaskakująco dobre. Był inteligentny. - spogląda na mnie. - Nienawidziłem go i nienawidzę do tej pory. To najgorszy człowiek jakiego znam. - bawi się swoimi ubrudzonymi od krwi palcami. - Pójdę opatrzyć sobie nos. - blondyn wstaje z łóżka i wychodzi z pokoju.
Matt jest kolejną osobą, która mówi mi takie okropne rzeczy o Harry'm.
Czy ten chłopak o bujnych, kręconych włosach i zielonych hipnotyzujących oczach, naprawdę jest aż taki zły?
Louis i Matt przedstawili go jako totalnie złego i mrocznego, bez jakiego kol wiek pozytywnego światła. To jest naprawdę dziwne i niepokojące.
Harry ma mocny temperament, jest wybuchowy i agresywny, ale jest też... w sumie to nie wiem jaki jest, bo nie pozwala mi spostrzec czegokolwiek pozytywnego w jego charakterze.
Ale na pewno ma w sobie jakieś zalety, lepszą stronę. Nie może być taki do końca zły. Nikt nie jest. Tylko, że on nie chce, żebym poznała go z innej, lepszej strony, a ja nie wiem dlaczego.
Matt wchodzi do mojego pokoju, z dwoma wacikami w nosie.
- Wszystko ok? - uśmiecham się do chłopaka.
- Teraz tak. - siada na łóżku.
- Byłem u Pauli. Śpi jak zabita. - odwraca głowę w moją stronę. - Ciekawe co stało się jej tacie, że trafił do szpitala? - spogląda w moje oczy jakby wiedział, że znam powód pobytu mężczyzny w ciężkim stanie w szpitalu.
- Został zaatakowany. - jego oczy lekko się rozszerzają.
- Ciężko z nim? - kiwam głową, a chłopak chowa twarz w dłoniach.
- Został dźgnięty kilka razy nożem w brzuch. - mówiąc to przygryzam wargę.
- O boże.
- Proszę cię nie mów na razie tego Pauli, to byłoby dla niej za wiele. - łapię g za ramię.
- Wiem o tym. Nie zamierzałem.
- Cieszę się, że z nią jedziesz. Nie wiem czy dałabym radę pomóc jej, kiedy pojechałabym z nią do Polski. Bardzo dobrze znam i lubię tatę Pauli, i nie wiem czy byłabym w stanie ogarnąć swoje emocje i jej. - przyznaję.
- Będzie to bardzo przeżywać, muszę się nastawić do tego psychicznie. Patrzenie na nią jak cierpi to, to jest po prostu okropne. Najgorsze jest to, że nie jestem w stanie jej jak, kol wiek pomóc. - wzdycha.
To prawda, patrzenia jak Paula jest smutna i płacze to coś okropnego.
- Wspieraj ją jak tylko możesz. Paula to bardzo wrażliwa osoba i przyznaję, nie będzie łatwo ale musisz dać radę. Zrób to dla niej. - łapię go za rękę i lekko ściskam.
Matt przysuwa się do mnie i lekko przytula.
- Dziękuję, że tak mnie wspierasz. Jestem ci wdzięczny. - lekko muska mój policzek i się do mnie uśmiecha. - Pójdę się położyć. To będzie długa noc. - wstaje z łóżka i wychodzi z mojej ,,samotni''.
Sprawdzam, która godzina. 18.29.
Postanawiam, że pójdę się umyć i położyć. Mimo, że jest wcześnie, to jestem wykończona, poza tym zamierzam wstać w nocy i pożegnać się z dwójką moich przyjaciół, która wyjeżdża na nie wiadomo jak długi czas.
Podchodzę do szafy, wyjmuję z niej szarą, luźną koszulkę, czarne szorty oraz bieliznę i idę do łazienki.
Po szybkim prysznicu idę do swojego pokoju i podchodzę do okna, żeby zasłonić zasłony. Łapię za jedną z nich i zamierzam szarpnąć nią, żeby zakryć okno, lecz zauważam ten, sam, czarny samochód, który ostatnio często widuję po drugiej stronie ulicy.
Okno auta się otwiera, a w nim widzę znajomą mi twarz Harry'ego. Patrzymy na siebie w dziwny, nie znany mi sposób, pod wpływem którego czuję jakby moje nogi były z waty, lub czegoś jeszcze bardziej miękkiego i bezwładnego. Mój umysł odmawia mi posłuszeństwa, nie jestem w stanie trzeźwo myśleć. Jedyne czego chcę, to patrzeć na jego, spowitą w mroku twarz.
Harry nie odjeżdża jak zwykle to robił po, tym jak przyłapałam go na obserwowaniu mnie. Wydaje mi się to nieco dziwne ale też intrygujące.
Po kilku minutach hipnotyzowania się na wzajem spojrzeniami, Harry zapala silnik i rusza z piskiem opon.
Zasłaniam w końcu zasłonę, następnie wchodzę do łóżka i szczelnie okrywam się moją kołdrą, która pachnie jeszcze bardziej Harry'm, niż miękka poduszka, na której własnie leże.
Może jednak nie będę prała tej poduszki i tak już za dużo Harry'ego wkradło się do mojego życia. Poza tym Harry ładnie pachnie.
Jak tylko zamykam powieki, przed moimi oczami pojawia, się chłopak o pięknych, zielonych tęczówkach i długich kręconych włosach. Uśmiecha się do mnie i patrzy na mnie z małymi iskierkami szczęścia w oczach, których jeszcze nie miałam okazji zobaczyć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że się podoba :) Dziękuję za komentarze i do następnego <3 <3 <3 <3 <3
Uwielbiam ten rozdział i to opowiadanie! <3 pisz dalej!
OdpowiedzUsuńPisze! :)
UsuńBiedna Paula :( Współczuje, mam nadzieje, że jej ojcu nic nie będzie i wyjdzie z tego cało ;) Harry mnie intryguje :3 Rozdział wspaniały :D Kocham <33333 <333 <3333 I mam wrażenie, że podczas wyjazdu spowrotem do polski u Agi będzie sie coś działo! :D Taki np Harry :3 Hehe :P Nie wiem co jeszcze, więc czekam z niecierpliwością na next'a :* Uwielbiam, cudownie piszesz :* :3 :D <3333
OdpowiedzUsuńDziękuję, że piszesz takie miłe komentarze <3 <3 <3 To mega motywuje :)
UsuńBoski rozdział!! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :D
Usuń