16.11.2015

Rozdział 12

                                                      *Oczami Agaty*

Budzi mnie brzęczenie mojego telefonu na szafce nocnej, sięgam po niego ręką, naciskam na zieloną słuchawkę i przykładam do ucha.
- Tak? - mówię ospałym głosem.
- Obudziłam cię? - słyszę głos Pauli. - Przepraszam. - dodaje.
 - Nic się nie stało.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że, jesteśmy już na miejscu. - mówi moja przyjaciółka.
- To świetnie, dziękuję, że zadzwoniłaś. - siadam na łóżku i rozglądam się po pokoju.
Jest już jasno, więc zgaszam moją lampkę nocną.
- Jak ci przebiegła podróż? - pytam wstając z łóżka.
- Musieliśmy czekać dodatkowe półtora godziny na lotnisku, ponieważ lot się opóźnił. A podczas lotu, prawie cały czas spałam. - oznajmia.
- A co z Matt'em?
- Prowadzi samochód. Jedziemy do mojego domu odwieźć bagaże, a potem do szpitala. - jej głos jest coraz smutniejszy.
Na pewno jej umysł i ciało są całe w nerwach i cieszę się, że tego nie widzę. Nienawidzę patrzeć na Paulę w takim stanie.
- Paula na pewno wszystko będzie w porządku. - próbuję ją pocieszyć, chociaż wiem, że to nie zadziała.
- Mam taką nadzieję. - odpowiada.
Słyszę głos Matt'a w słuchawce.
- Tak rozmawiam z Agą. - odpowiada dziewczyna. - Matt chce z tobą rozmawiać.
- Hej Aga. - mówi wesoło lecz mogę usłyszeć w jego głosie zdenerwowanie.
Chłopak na pewno stresuje się tym, że niedługo znajdą się w szpitalu, gdzie Paula zobaczy swojego rannego tatę. Matt jest silnym psychicznie chłopakiem i wiem, że sobie poradzi. Musi sobie poradzić.
Ja też jestem bardzo zestresowana, od kiedy dowiedziałam się, co dokładnie dolega mężczyźnie. Boję się reakcji Pauli kiedy się o tym dowie.
- Hej Matt. Jak ci minął lot?
- Na początku było dosyć nieprzyjemnie, ale potem było w porządku. - odpowiada. - To był mój pierwszy lot. - przyznaje, a w jego głosie słyszę nutkę wstydu.
- Nie ma się czego wstydzić. Ja też tylko raz leciałam samolotem.
- Wiem, Paula mi o tym powiedziała. - oboje lekko chichoczemy.
- Co z nią? - pytam wychodząc z pokoju.
Domyślam się jak może czuć się i wyglądać moja przyjaciółka, ale muszę usłyszeć opinię Matt'a.
- Nie za dobrze. - jego głos smutnieje, tak samo jak mój podły humor, który mam od wczoraj.
Mam szczerą nadzieję, że Louis sprawi, że poczuję się chociaż trochę, lepiej. Mam już dosyć tego smutku i przygnębienia. Przypomina mi się czas z kilku lat wstecz, o którym nie mam najmniejszej ochoty i siły myśleć
- Będzie jeszcze gorzej. - ostrzegam. Schodzę po schodach.
Wiem, że kiedy Paula będzie w szpitalu, z jej oczu poleje się morze łez, jej twarz będzie wyglądać jeszcze gorzej niż dzisiaj rano, a jej oczy staną się jeszcze bardziej smutne.
Robię się jeszcze smutniejsza, myśląc o tym przez co przechodzi moja przyjaciółka.
Wchodzę do kuchni i opieram się o blat kuchenny plecami.
- Domyślam się. - odpowiada smutno. - Słuchaj, chyba dojechaliśmy na miejsce. - mówi do Pauli.
- Tak to tutaj. - dziewczyna potwierdza słabym głosem.
- Paula chce z tobą rozmawiać. - mówi. - Trzymaj się.
- Ty tez.
- Aga. Musze kończyć, jesteśmy już na miejscu. - słyszę jak dziewczyna zamyka drzwi od samochodu. - Co ty teraz będziesz robić przez cały dzień? - pyta.
- Nie powiedziałam ci o tym. Spotykam się z Louis'em. - wyjmuję szklankę z szafki i nalewam do niej wody.
Musiałam jej to w końcu powiedzieć, wcześniej nie miałam czasu.
Biorę łyka wody, następnie sięgam po moją tabletkę, wsadzam do buzi i popijam wodą.
- To świetnie. - słyszę w jej obojętnym głosie, nutkę szczęścia i ulgi. - Aga, ja naprawdę muszę kończyć. Napisz do mnie jak tam spotkanie. - mówi na jednym tchu. - To pa. - rozłącza się.
Sprawdzam, która godzina. 7.17.
Spotkanie z Louis'em jest za osiem godzin, a ja nie mam pojęcia, co przez ten, cały czas mam robić. Tak naprawdę, to nie chcę mi się kompletnie nic. Ta cała sytuacja, tyle się wydarzyło, nie wiem co, o tym wszystkim myśleć.
Po prostu nie mam już na to, wszystko siły.
Dobrze, że dzisiaj spotykam się z Louis'em, może przy nim się trochę wyluzuję, przynajmniej postaram się.
Wypijam wodę do końca i idę na górę, biorę czarne rurki, granatowy sweter z lekkim dekoltem i czystą bieliznę, następnie kieruję się do łazienki.
Po kilku minutach, stoję już w szklanej kabinie prysznicowej i odkręcam wodę. Gorący strumień uderza w spięte mięśnie na moich plecach. Zamykam oczy i staram się zapomnieć o tych, wszystkich, nieprzyjemnych rzeczach, których doświadczyłam przez ostatnich kilkanaście godzin.
W takich chwilach jestem wdzięczna za to, że istnieje takie coś jak prysznic i gorąca woda.
Gdy wychodzę z pod prysznica, owijam swoje ciało w miękki ręcznik i podchodzę do lustra, które przecieram z pary wodnej. Przeglądam się swojemu odbiciu, które wygląda naprawdę dobrze w przeciwieństwie do tego, jak się czuję.
Przeczesuję swoje włosy szczotką i myje swoje zęby miętową pastą, następnie ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania i wychodzę z łazienki. `
Postanawiam, że posprzątam powypalane już świece, które porozstawiałam po prawie całym domu kiedy nie było prądu.
Zaczynam od korytarza, w którym są cztery świece, biorę je i wsadzam do kartona, który znajduje się w moim pokoju.
Po zebraniu świec z łazienki, kuchni i mojego pokoju, chowam pudło z powrotem do szafy pod schodami i kieruję się na górę, z powrotem do mojej samotni.
Opadam plecami na miękki materac, który zapada się pod wpływem ciężaru mojego ciała.
Kompletnie nie mam pojęcia co mogę porobić przez te siedem godzin. Zanudzę się chyba na śmierć przez ten czas.
Po chwili namysłu postanawiam, że pójdę na spacer, może spotkam jakąś bibliotekę albo kawiarnię po drodze. Dawno nie byłam w takich miejscach, myślę, że dobrze mi to zrobi.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy, wyjmuję z niej moją, czarną czapkę i komin do kompletu oraz moje ulubione czerwone rękawiczki. Z wieszaka zdejmuję czarny, zamszowy płaszcz po kolan i zakładam na bluzę, którą mam na sobie. Wyciągam jeszcze moje ulubione, czarne adidasy i wciągam na swoje białe skarpetki. Ubieram jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki, biorę telefon i portfel, następnie schodzę na dół.
Wychodzę z domu i zamykam drzwi na klucz, który chowam do głębokiej kieszeni mojego płaszcza.
Jest początek listopada, a zimno jak przynajmniej w połowie grudnia. Dobrze, że tak ciepło się dzisiaj ubrałam.
Wychodzę na chodnik, skręcam w lewo i idę przed siebie powolnym krokiem na betonowych blokach. Staję po środku każdego z betonowych kwadratów, starając się nie nadepnąć na którąś z przerw pomiędzy nimi. Pamiętam jak robiłam tak, kiedy byłam małą dziewczynką.
Postanawiam skończyć z moją, żałosną zabawą i zaczynam iść normalnie, wolno spacerując i rozglądając się po okolicy.
Jest tutaj bardzo ładnie, osiedle posiada dużo domków bliźniaków, drzew i lamp, które dają niezły klimat wieczorem. W powietrzu unosi się lekka mgła, co jest normalne w tutejszym klimacie i bardzo mi się podoba. Uwielbiam mgłę, zawsze ją lubiłam, sama nie wiem dlaczego.
W pewnym momencie zaczynam czuć pewnego rodzaju niepokój, czuję jakby ktoś mnie obserwował. Dyskretnie obracam się za siebie, lecz nikogo nie zauważam, rozglądam się jeszcze na boki, ale tam też nikogo nie ma. Może po prostu moja intuicja i instynkt obronny płatają mi figle, po prostu to z ignoruję.
Mija zaledwie kilka minut, a z każdym zrobionym przeze mnie krokiem, niepokój narasta, w brzuchu zaczyna mi się przewracać i zaczynam obmyślać wszystkie możliwe strategie ucieczki, w razie jakby moje przypuszczenia stały się prawdziwe.
Słyszę kroki za sobą, więc momentalnie odwracam się za siebie i dwadzieścia metrów od siebie, widzę wysoką, zakapturzoną postać, która zatrzymuje się jak widzi, że stoję w miejscu.
Staram się dostrzec twarz prawdopodobnie mężczyzny, bo wydaje mi się, że znam tą, tajemniczą osobę, która najprawdopodobniej, nie wiadomo z jakiego powodu mnie śledzi.
Nagle postać odwraca się i zaczyna biec znikając we mgle, a ja odwracam się i zaczynam iść szybkim korkiem szukając jakiejś kawiarni, czy miejsca gdzie mogłabym się uspokoić i czułabym się bezpiecznie.
Co to miało znaczyć, ten koleś mnie śledził. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to Harry, ale co on by tutaj robił o takiej porze, w takim miejscu. Chociaż jak już, kiedyś wspominałam, on jest nieprzewidywalny, i nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy.
W końcu zauważam złoty podświetlany napis ,,cafe''. Przyśpieszam kroku i przechodzę przez opustoszałą jezdnię, czego nie mogę powiedzieć o kawiarni, która cieszy się dzisiaj sporą, ilością klientów.
Wchodzę przez oszklone drzwi do środka i siadam przy pustym, kwadratowym stoliku dla dwóch osób, który znajduje się obok okna. Rozbieram się i przewieszam płaszcz i resztę rzeczy na oparciu mojego, czarnego, skórzanego krzesła. Biorę małe Menu kawiarni do ręki i szukam czegoś na co miałabym ochotę, po kilku chwilach wybieram gorącą czekoladę, oraz szarlotkę z lodami waniliowymi.
Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, to był mój ulubiony zestaw, który zawsze zamawiałam w mojej ulubionej kawiarni.
Podchodzi do mnie przystojny, młody kelner o brązowych oczach i blond włosach.
- Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie? - jego głos jest bardzo głęboki i męski. Uśmiecha się do mnie szeroko swoimi, nieskazitelnie białymi zębami.
- Tak, poproszę, gorącą czekoladę i szarlotkę z waniliowymi lodami. - unoszę swoje wargi w delikatnym uśmiechu.
- Już się robi. - odwraca się napięcie, następnie idzie w stronę lady.
Blondyn wygląda mi na pewnego siebie babiarza. Nie lubię takich ludzi.
Odwracam swoją głowę do okna, przez które widać całą, zamgloną ulicę. Na chodniku przed kawiarnią i pod drugiej stronie ulicy stoi dużo samochodów. Zmierzam każdy z nich wzrokiem, nagle w moje oczy rzuca się czarne auto, który zdaje się, widziałam już dobrych kilka razy.
Nie wiem czy to prawda, że ten dupek obserwuje mój każdy, nawet najmniejszy krok, czy po prostu popadam w jakąś paranoję.
Wytężam wzrok i wnikliwiej przypatruję się autu. Zauważam na jego boku, małą rysę, która kojarzy mi się, z wczorajszą, nieco gwałtowną rozmową z Matt'em o stłuczce z Harry'm. Staram się dostrzec twarz osoby, która siedzi za kierownicą, lecz nie mogę, bo samochód jest za daleko lub ten ktoś mi na to nie pozwala.
- Proszę, o to zamówienie. - na nagły dźwięk głosu kelnera lekko podskakuję. - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - kładzie kubek z moją czekoladą oraz szarlotkę przede mną.
- Nic się nie stało. - spoglądam na chłopaka, który zmierza moje ciało wzrokiem i zatrzymuje się na moich piersiach, przez co czuję się strasznie skrępowana.
W końcu zerka na mnie, lekko się uśmiecha i odchodzi od mojego stolika, a ja głośno wypuszczam powietrze nosem.
Kiedy blondyn znika za ladą, sięgam po swój szalik i zakładam na szyję starając się przykryć mój dekolt.
Po co ubierałam ten cholerny sweter?
Kiedy moje, kobiece kształty są już zakryte, biorę kubek z czekoladą do rąk i upijam kilka łyków. Napój jest o wiele lepszy niż w mojej ulubionej, Polskiej kawiarni, do której dawno temu uwielbiałam chodzić.
Spoglądam w okno, samochód nadal tam jest, a w nim nadal ktoś siedzi. Odwracam wzrok i spoglądam na pysznie wyglądającą szarlotkę. Łapię mały, srebrny widelczyk leżący na talerzu i odkrajam kawałek ciasta, następnie wsadzam do buzi.
Pod wpływem pysznego, rozpływającego się w moich ustach smaku przymykam oczy i cicho wzdycham. Jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrego ciasta z jabłkami.
Kątem oka widzę, że ten kelner znowu idzie w moją stronę, następnie siada na wolnym krześle przede mną i przygląda mi się.
Chciałabym go z ignorować, ale nie mogę, bo czuję jak jego wzrok pożera moją twarz.
Mam go dość.
- Coś nie tak? - spoglądam na niego spod rzęs i sztucznie się uśmiecham.
Chcę go spławić, nie mam najmniejszej ochoty na rozmawianie z jakimś, natrętnym kelnerem.
- Nie, wszystko jest w najlepszym porządku. - szczerzy się.
- To dobrze. - ponownie zabieram się za jedzenie mojego ciasta z lodami.
Naglę czuję dotyk na moim kolanie, pod wpływem, którego moje ciało wzdryga się z zaskoczenia.
- Podobasz mi się. - jego ręka przesuwa się na moje udo. - Może pójdziemy na piwo? - próbuje uwieźć mnie swoim wzrokiem, lecz mnie bardziej obrzydza, niż uwodzi.
- Nie dziękuję. - strzepuję jego, nachalną rękę z mojej nogi i nieco wysuwam się z krzesłem spod stołu.
Nie chcę, żeby mnie dotykał, i nie chcę z nim nigdzie iść. Doskonale wiem co ma na myśli mówiąc ,,iść na piwo''.
Jego ręka ponownie ląduje na moim udzie lecz tym razem bliżej mojego, intymnego miejsca.
Zaczynam lekko panikować.
- Nie bądź taka niedostępna. - ściska moje udo. - Na piwo chyba możesz iść? - podnosi swoją, perfekcyjnie wyregulowaną brew.
Co za dupek.
- Nie, nie mogę. - mówię stanowczo i ponownie zrzucam jego rękę z mojego uda.
Jestem przestraszona i pod irytowana, ale muszę być stanowcza, nieugięta i pewna siebie.
- Możesz mnie zostawić? - pytam popijając czekoladę.
- Masz chłopaka? - ignoruje moje pytanie i przesuwa swoje krzesło tuż obok mnie i na nim siada.
Ten koleś coraz bardziej mnie irytuje.
- Tak mam. - postanawiam skłamać.
- To na pewno się nie obrazi jeśli wyjedziesz z swoim znajomym na piwo. - mruga do mnie.
Co za natrętny, obleśny kelner.
- Ale ja nie mam ochoty z tobą nigdzie wychodzić. - wycieram serwetką swoje usta.
Chcę się stąd jak najszybciej wynosić. Zostało mi niewiele czekolady, a szarlotkę prawie całą zjadłam, więc niedługo się od niego uwolnię.
- Jesteś tego pewna? - chcę dotknąć mojego policzka, lecz ja uderzam w jego nachalną dłoń i nie pozwalam na to.
- Jestem. - piorunuję go wzrokiem. - Mógłbyś mnie nie dotykać? - wypijam ostatnie łyki czekolady, następnie zabieram się za szarlotkę.
Jestem wyjątkowo spokojna kiedy on jest taki natrętny i nachalny, ale najchętniej dałabym mu z liścia w twarz i wyszła, ale nie chcę robić scen.
- Mała. Nie bądź taka niedostępna. - trzeci raz łapie za moje udo i lekko je ściska. - Wypijemy po piwie, a ja dam ci spokój. - czubkiem języka dotyka mojej szyi.
Nagle drzwi kawiarni gwałtownie się otwierają, spoglądam w ich stronę i widzę rozwścieczonego, Harry'ego, idzie w stronę stolika przy, którym siedzimy.
- Nie mówiłaś, że twój facet to Styles. - jest przerażony. Blondyn momentalnie zrywa się z krzesła i chce uciekać, lecz Harry łapie kelnera za koszulę i przypiera do ściany.
W kawiarni zaczynają roznosić się liczne piski i krzyki, spowodowane zachowaniem Harry'ego. Liczna ilość osób zaczyna opuszczać lokal.
Jestem sparaliżowana i zażenowana całą tą sytuacją. Nie wiem co mam robić.
- Jeszcze raz ją dotkniesz, a pożałujesz. - puszcza chłopaka, a ten w mgnieniu oka znika za ladą.
Harry obraca się w moją stronę.
- Ubieraj się. - bierze mój płaszcz z krzesła i unosi go do góry, żebym mogła go na siebie wciągnąć.
Zszokowana, wstaję z krzesła i wsadzam ręce w rękawy, następnie chłopak ubiera mi czapkę na głowę i oplata swoją, wielką rękę wokół mojej dłoni.
Zaprotestowałabym mu, ale nie chcę robić jeszcze większego zamieszania.
Zostawia pieniądze na stoliku i ciągnie mnie w stronę wyjścia.
Co on wyprawia do jasnej cholery?
Próbuję wyrwać rękę z jego uścisku, ale mi na to nie pozwala.Wychodzimy z kawiarni i przechodzimy przez ulicę do jego, czarnego samochodu.
Miałam rację, dupek mnie obserwował. Najchętniej wydarłabym się na niego i uciekła, ale on pewnie by mnie dogonił, z resztą nie będę robić scen.
- Wsiadaj. - otwiera samochód i puszcza moją dłoń. Otwieram drzwi, siadam na miejscu pasażera i zapinam pasy.
Harry obchodzi samochód do o koła i siada na swoim miejscu.
- Harry! Co to miało oznaczać do jasnej cholery! - krzyczę. - Wiesz co ty narobiłeś?! Jeśli ktoś zadzwoni na policję?! - ściągam czapkę w geście frustracji.
On jest niemożliwy, jak może wparowywać do kawiarni i straszyć innych ludzi i kelnera, a potem wyciągać mnie stamtąd.
- Nie zadzwonią. - odpowiada obojętnie i zapala silnik.
Jak on może być taki spokojny?
- Skąd możesz wie...
- Nie zadzwonią. - powtarza uniesionym tonem.
- Po co to zrobiłeś? - pytam, kiedy nieco się uspokajam.
- Dotykał cię. Nie chciałaś tego. - bacznie obserwuje drogę przez przednia szybę. .
- Dałabym sobie radę. - mówię trochę nie wierząc w własne słowa i krzyżuję ręce, na piersi.
- Taa. Widziałem jak sobie zajebiście radzisz. - odburkuje.
- Jak to widziałeś? - udaję, że nie widziałam, że mnie obserwował, bo doskonale wiem, że się do tego nie przyzna.
- Akurat przejeżdżałem. - jego ton jest obojętny.
On jest po prostu niemożliwy.
- A jak wytłumaczysz mi to, że kiedy spacerowałam, śledziła mnie bardzo podobna do ciebie osoba, a potem twój samochód cały czas stał przed kawiarnią, i siedziałeś w nim właśnie ty! - wskazuję na niego palcem. - W ogóle po jaką cholerę przyjeżdżasz wieczorem pod mój dom i mnie obserwujesz?! - wydzieram się, ale na nim nie robi to najmniejszego wrażenia, co doprowadza mnie do istnego szaleństwa.
- Zdaje ci się.
Po tak niezbitych argumentach, jakie mu przed chwilą podałam, że mnie obserwuje, on nadal upiera się, że tak nie jest.
- Dlaczego mnie obserwujesz? Dlaczego za mną chodzisz? - nie zamierzam odpuszczać. - Powiedz. - podnoszę głos.
- Nie podnoś na mnie głosu. - syczy. - Powinnaś być mi wdzięczna, że cię wyciągnąłem od łapsk tamtego skurwiela.
- Ja wdzięczna tobie? - mówię z niedowierzaniem.
- Czy, któregoś z tych słów nie zrozumiałaś? - pyta ironicznie.
- Każdego. Nie rozumiem cie i nie rozumiem twojego idiotycznego zachowania. - oznajmiam. - Wiem, że mnie obserwujesz z jakiegoś, nieznanego mi powodu i nie chcesz się do tego przyznać. Jesteś po prostu żałosny! - wydzieram się.
Harry jest tak wkurzający i irytujący, że przy nim wszelkie, moje nerwy puszczają. Jak on może się tak zachowywać w miejscach publicznych i nie czuć żadnego skrępowania ani wstydu? Fakt, jestem mu wdzięczna, że wyciągnął mnie z opresji, jaką był tamten kelner, ale to nie upoważnia go, do tego, żeby zachowywał się jak jakiś psychol. Po co on to w ogóle robił, po co tam wchodził, dlaczego go tak potraktował? Nie rozumiem tego, tak samo jak wszystkich innych sytuacji z nim w udziale.
Chłopak zatrzymuje samochód. Spoglądam przez szybę i widzę, że już jestem pod swoim domem. Odpinam pas i naciskam na klamkę, lecz drzwi są zamknięte.
Co on znowu kombinuje do jasnej cholery?
- Wypuść mnie. - spoglądam na niego, patrzy się tępo w szybę przed sobą.
- Spotykasz się dziś z Louis'em? - jego twarz zmienia wyraz z wściekłości na ...rozczarowanie, przybicie? Chyba, że mi się zdaje, co jest bardziej prawdopodobne.
Mój gniew jakby magicznie, opuszcza moją głowę i ciało.
- Tak. - odpowiadam spokojnie.
Nie chcę go okłamywać, to do niczego by nie doprowadziło.
- Dlaczego o to pytasz?
- Wyjdź. - rozkazuje sucho, nie patrząc na mnie. Wciska jakiś przycisk znajdujący się obok kierownicy. Słyszę jak drzwi po mojej stronie się otwierają.
- Z wielką chęcią. - mówię opryskliwie i wychodzę z samochodu.
Słyszę jak Harry odjeżdża z piskiem opon.
Szybkim krokiem podchodzę do drzwi i je otwieram, następnie wchodzę do środka trzaskając nimi.
Czyżby Harry przejmował się moim spotkaniem z Louis'em? Kiedy mnie o to pytał, zrobił się inny, przybity. Co totalnie zbiło mnie z tropu, jak wszystko co robił do tej pory.
Mam stanowczo dość tego człowieka.
Rozbieram się i odwieszam ubrania na wieszak, który znajduje się w korytarzu, następnie idę do salonu i siadam na kanapie.
Jest już 12.41, czyli do spotkania z Louis'em pozostało około czerech godzin.
Jeśli pokażę się w jakiejś za dużej bluzie, lub wyciągniętym swetrze, na pewno będzie wstydził się ze mną pokazać, czego nie chcę. W takim razie muszę pomyśleć w co mogę się ubrać, żeby wyglądać stosownie.
Wstaję z kanapy i idę na górę do swojego pokoju,podchodzę do szafy i zaczynam przerzucać wszystkie półki w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego.
Znajduję bordową, luźną bluzkę, która jest dłuższa z tyłu i ma nieco przy długie rękawy. Ubranie dostałam od mamy na moje urodziny, nigdy jej jeszcze na sobie nie miałam.
Do tego postanawiam ubrać czarne rurki z dziurami na kolanach i czarne botki na ośmiocentymetrowym słupku, których też nigdy na sobie nie miała. Kupiłam je, bo Paula mnie do tego zmusiła. Ale z tego co pamiętam były bardzo wygodne i nawet nieźle mi się w nich chodziło, mimo, że są na wysokim obcasie.
Siadam na łóżku i wciągam buty na nogi, następnie wstaję i przechadzam się po pokoju, co jest wręcz dziecinnie proste.
Ściągam buty i ustawiam je obok łóżka.
Czyli strój mam z głowy, teraz czas na szybki prysznic.
Idę do łazienki, rozbieram się i wchodzę pod oszkloną kabinę i puszczam ciepłą wodę. Po kilku minutach mycia swojego ciała i włosów, wychodzę spod prysznica i owijam swoje ciało ręcznikiem. Podłączam suszarkę do kontaktu i zaczynam suszyć swoje, mokre włosy, czego nienawidzę robić, bo to jest bardzo, długa i żmudna robota.
Po piętnastominutowym wysuszeniu włosów, idę do swojego pokoju i ubieram się w moje, przygotowane wcześniej rzeczy z wyjątkiem butów, następnie podchodzę do lustra i mocno maluję swoje rzęsy, że są bardzo grube i długie, oraz robię kreski eye-liner'em na górnej powiece, co zajmuje mi trochę czasu, bo cały czas są nie równe.
Wyczesuje i prostuje swoje włosy prostownicą, następnie przypinam je wsuwką z jednej strony. Oddalam się trochę od lustra i przeglądam się swojemu odbiciu w całej okazałości.
Jestem z siebie dumna, wyglądam naprawdę dobrze.
Biorę swoje buty, pieniądze, oraz telefon i schodzę na dół, następnie włączam telewizor i zaczynam szukać czegoś co mogłoby mnie zainteresować.
Wiem, że Louis ma przyjechać za około godzinę, ale wolę być już przygotowana i poczekać na niego oglądając telewizję, niż robić wszystko na ostatnią chwilę.
Zawszę tak robiłam, kiedy miałam się z kimś spotkać.
Znajduję jakiś serial kryminalny, więc odkładam pilota na kanapie tuż obok mnie, opieram się plecami o oparcie kanapy i wciągam się w pogmatwaną, kryminalną fabułę, którą nie posiadają tylko takie seriale, ale czasami też życie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Niestety, nie dobiłyście do 5 komentarzy :( Więc wstawiam ten rozdział dzisiaj.
Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego <3 <3 <3 <3 :)
Co sądzicie o nowym albumie chłopców?

4 komentarze:

  1. Uwielbiam to opowiadanie *0* czekam na next! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Harry jest taki.. ee.. nawet nie wiem jak go nazwać :o Rozdział mega cudowny, wspaniały :D Uwielbiam <33333 <333 <3333 Chce więcej Agi i Hazzy :3 I nie moge sie już doczekać tego jej spotkania z Lou ;) Co by tu jeszcze? Hmm..
    A odpowiadając na twoje pytanie o album jest genialny! Nie ma nic lepszego, kocham, uwielbiam <3333 <33333 <333 Przesłuchałam wszystkie piosenki już chyba z milion razy :3 Najbardziej zakochałam sie w 'Long Way Down' :* zaraz po niej w 'Love You Goodbye' i 'I Want To Write You A Song' :3 A twoje ulubione??
    No więc wracając czekam z niecierpliwością na next'a kochana :D Błagam dodawaj szybko ;) Życze dużo weny, buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podoba : ) <3 A codo albumu, to podoba mi się, niektóre piosenki mniej niektóre bardziej, ale najbardziej: ,,Infinity'', ,,Perfect'', ,,End of the day'', ,,If i could fly'', ,,Long way down'', ,,Love you goodbye'', ,,I want write you a song'', ,,History'' i ,,A.M''. Kolejność jest przypadkowa :)
      Dziękuję, że skomentowałaś <3 :)

      Usuń

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)