*Oczami Agaty*
Od jakichś dziesięciu minut leżymy, przytuleni do siebie w zupełnej ciszy, a ręka Harry'ego porusza się wzdłuż mojego kręgosłupa. Oczy mam zamknięte, a policzek wtulony w jego twardą klatkę piersiową, która cały czas porusza się w górę i w dół pod wpływem jego, głębokiego oddechu. Mocniej oplatam swoją ręką, jego brzuch i bardziej wtulam swoje ciało w jego, kładąc swoją zgiętą nogę na jego udo, na co Harry kładzie swoją brodę na mojej głowie i powiększa obszar gładzenia moich pleców swoją, wielką ręką.
Zauważyłam, że ostatnio jestem taka szczęśliwa. Paula wróciła, w ostatnich dniach nie dostałam, żadnej złej wiadomości, Harry jest ze mną, między nami coraz lepiej się układa, i to dzięki niemu zrzuciłam część mojego balastu, związanego z wydarzeniami z mojej przeszłości. Do tego, za niecałe trzy tygodnie święta, z czego jestem naprawdę szczęśliwa, ponieważ prawdopodobnie pojadę do swojej rodziny i będę miała okazję spędzić z nimi tydzień, no może trochę więcej. Muszę jeszcze dokładnie obgadać to z Paulą, bo wolałabym nie zostawiać domu samego sobie, w trakcie kiedy obie będziemy daleko stąd. Mam nadzieję, że Harry zgodzi się jechać ze mną, mimo, że pewnie nie będzie do tego chętny i pewnie będę musiała przez dłuższy czas przekonywać go do tego wyjazdu.
Muszę jeszcze powiadomić moich rodziców o Harry'm i o tym, że jesteśmy razem. Postaram się zadzwonić do nich dziś wieczorem i im powiedzieć o nim i o moich zamiarach. Przyznam, że trochę się denerwuję przed powiedzeniem im tego, ale wiem, że będą szczęśliwi, że znalazłam sobie mężczyznę, na którym mi zależy, a jemu na mnie, i, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Wiem także, że ucieszą się, kiedy powiem im, że zamierzam przyjechać do nich na święta, być może w jego towarzystwie. Chciałabym, żeby zobaczyli się i poznali na żywo.
- O czym myślisz? - słyszę spokojny głos Harry'ego, po chwili czuję, że wtula swój policzek w moje włosy.
- O tym, że niedługo Boże Narodzenie i, że prawdopodobnie pojadę z powrotem do polski na ten, świąteczny okres. - podnoszę głowę z jego torsu i spoglądam na niego, żeby zobaczyć jego reakcję. - Czyli około tydzień. - lekko marszczy brwi, lecz jego wzrok cały czas ilustruje moje oczy.
- Chcesz mnie zostawić na cały, jebany tydzień? - pyta ze złością, a jego brwi jeszcze bardziej ściągają się do środka.
- Nie chcę cię zostawić. - mówię. - Ale liczę, że zgodzisz się pojechać ze mną. - lekko się do niego uśmiecham, lecz Harry cały czas patrzy na mnie z tą, swoją naburmuszoną miną.
- Nie. - burczy. - Nie ma nawet takiej kurwa opcji. - fuka.
Wiedziałam, że tak będzie. Ale ja już mniej więcej wiem jak go przekonać.
- Dlaczego? - pytam i opieram swoją brodę na jego klatce piersiowej, cały czas patrząc w jego oczy.
- Bo nie. - odpowiada krótko i wymijająco. Marszczę brwi.
- Dlaczego? - powtarzam.
- Nie chcę, nie lubię nigdzie jeździć, nigdy nawet nie opuściłem Londynu i jego pierdolonych okolic. - jego ton jest podirytowany.
- To na pewno jedyny powód dlaczego nie chcesz ze mną jechać? - pytam, wiedząc, że to jeszcze nie wszystko, co ma do powiedzenia w tej sprawie.
- Nie chcę o tym gadać. - mówi i chce mnie do siebie mocniej przyciągnąć, lecz na to nie pozwalam, na co, jego czoło marszczy się jeszcze bardziej niż poprzednio.
- Porozmawiaj ze mną. - mówię i odsuwam się od niego, następnie siadam na materacu, krzyżując nogi. - Wiem, że tu chodzi o coś więcej, niż tylko o to, że nie chcesz jechać. - dodaję. - Powiedz mi o tym. - mówię, głęboko patrząc w jego oczy.
Chłopak wzdycha zrezygnowanie, a jego czoło nieco się wygładza.
- Kurwa. - fuka pod nosem i odwraca wzrok.
- Harry. - mówię, żeby zwrócić na siebie swoją uwagę.
- Przecież znasz mnie i wiesz jaki jestem pojebany. Nikt nie pała do mnie sympatią, a twoi rodzice też pewnie nie będą mnie trawić. - wybucha ze złością, nie patrząc na mnie.. - Nie to popierdolone. To nie ma jebanego sensu. - zamyka oczy i kręci głową, z maksymalnie ściśniętymi brwiami i czołem.
- Ja pałam do ciebie czymś dużo większym niż sympatią Harry. - mówię, a wyraz jego twarzy łagodnieje. - Moi rodzice są wyrozumiali, mili i to naprawdę w porządku ludzie. Myślisz, że pozwoliłabym na, to żeby cię skreślili, lub pochopnie ocenili? - pytam. - Nie doszłoby nawet do tego, ponieważ wiedzieliby, że jesteś dla mnie bardzo ważny i cholernie mi na tobie zależy. - dodaję i sięgam po jego rękę, splatając nasze palce. Harry lekko uchyla powieki i spogląda na mnie - Może być nieco ciężko, bo tak naprawdę tylko mój tata i moja siostra potrafią mówić po angielsku, ale ja mogę być tłumaczem. - uśmiecham się do niego lecz chłopak nadal ma kamienną twarz. - Przekonałam cię chociaż trochę?
- To chujowy pomysł. - mówi. - Nie możesz po prostu zostać ze mną tutaj?
- Harry. - ściskam jego dłoń. - Chcę spędzić te święta razem z moją rodziną i byłabym naprawdę szczęśliwa, jakbym mogła także spędzić je z tobą. Mimo, że naprawdę nie chce cię zostawiać, to nie mogę zawieźć mojej rodziny. - mówię. - Wiem, że jesteś strasznie uparty i zawzięty, ale nie mógłbyś tego odłożyć na bok i po prostu pojechać tam ze mną dla mnie? - pytam, uważnie patrząc w jego, zielone tęczówki.
- Tu kurwa nie chodzi tylko o to, że jestem uparty i nie chcę jechać. - mówi po chwili, coraz bardziej zdenerwowany, lecz ja staram się zachować cierpliwość i spokój.
- W takim razie o co? - pytam, lecz chłopak nie odpowiada. - Harry proszę, powiedz mi o tym. - szukam jego spojrzenia, które stara się patrzeć wszędzie, tylko nie w moje oczy.
- Dobra. - fuka zrezygnowany. - W całym swoim, zjebanym życiu nie miałem ani jednej Wigilii, czy jak to się tam zwie. - mówi, a ja czuję jak moja twarz blednie. - Nie wiem kurwa, jak to jest jeść uroczystą kolację z rodziną przy lampkach i drzewie, nie wiem jak to jest odpakowywać prezent z świątecznego papieru ani nie wiem jak to jest zawieszać jebane bombki na iglaku. Ja nic o tym nie mam kurwa do chuja pojęcia. - stara się mówić, jakby nie robiło to na mim, żadnego wrażenia, z resztą jak zwykle. Ale ja wiem, że jest rozżalony, mimo, że jego czoło jest zmarszczone sprawiając wrażenie rozwścieczonego.
Jeszcze przez chwilę patrzę na jego twarz, następnie przykładam jego rękę do swoich ust i całuję jej wierzch.
Im bardziej zagłębiam się w przeszłość Harry'ego, tym bardziej jest ona smutna, szokująca i niesprawiedliwa.
W trakcie kiedy ja, jako małe dziecko cieszyłam się świątecznym nastrojem, ozdabiałam choinkę, robiłam prezenty dla bliskich, piekłam z mamą świątecznego piernika, Harry siedział w domu i nawet nie wiedział, że ten dzień jest taki wyjątkowy. W tym dniu zawsze czułam się wspaniale, czułam tą rodzinną atmosferę, a Harry przeżywał to tak monotonnie, jak każdy, inny dzień.
Zaciskam powieki, chcąc wyrzucić z swojej głowy obraz małego, smutnego Harry'ego, siedzącego na parapecie i patrzącego na dom sąsiadów z naprzeciwka, gdzie w oknie widać piękną, świecącą choinkę i ludzi tworzących kulinarne cuda w kuchni.
- Mogłeś od razu powiedzieć. - mówię naprawdę cicho. - Jeśli naprawdę nie chcesz, nie musisz jechać, ale nie wyobrażam sobie, że zostawiam cię tutaj samego, w trakcie kiedy ja będę spędzać czas w gronie mojej rodziny. - dodaję. - Nie będę mogła znieść myśli, że jesteś tutaj sam, a ja tam i cieszę się świątecznym nastrojem, w trakcie kiedy ty nie wiesz nawet co to takiego. - zauważam, że mówię coraz ciszej, a moje oczy zachodzą łzami. - Przepraszam, że tak naciskałam na ciebie, nie powinnam.
- Nie przepraszaj, to moja wina, że nie powiedziałem ci tego od razu. - przyciąga mnie do siebie i przytula.
Nadal myślę nad tym, co Harry musiał przechodzić i co nadal gnieździ się w jego sercu i umyśle. Wiem, że to dopiero początek, tego, co Harry przeżył, i nie mogę tego znieść, że ledwo to wytrzymuję, ale ja nadal nie mogę pogodzić się z tym co ten biedny chłopak przeżył, co on musiał przechodzić i co musiał czuć. I co musi czuć do teraz.
Mimowolnie łzy zaczynają wypływać z moich oczu, a ja wtulam swoją głowę w jego klatkę, próbując to ukryć przed Harry'm. Lecz po chwili czuję jak jego ręka sięga po moją brodę i podciąga ją do góry, tak, żebym na niego spojrzała, lecz moje oczy są zamknięte.
- Ejj. - mówi łagodnie i wyciera moje policzki wierzchem swojej dłoni. - Spójrz na mnie. - mówi ściszonym tonem i lekko pociera moją brodę swoim kciukiem, chcąc mnie od tego zachęcić. - Aga proszę, otwórz oczy.Głęboko wzdycham, lecz po kilku sekundach otwieram swoje powieki i od razu kieruję swój wzrok na oczy Harry'ego, które są jednocześnie zaniepokojone i smutne, a jego brwi ściągnięte w sposób, który wyraża nic innego, a żal. - Dlaczego płaczesz? - pyta i ociera kciukiem moje łzy, cały czas patrząc w moje, zapewne zaczerwienione oczy.
- Bo tak bardzo mi ciebie żal. - pociągam nosem. - Trudno mi się pogodzić z tym, że to, o czym mi opowiadasz, naprawdę miało miejsce i, że to wszystko przeżyłeś. - tłumaczę i sięgam swoją ręką, wycierając swoje mokre, policzki czarnym rękawem. - To jest tak cholernie smutne i niesprawiedliwe, że to właśnie ciebie spotkały takie, okropne rzeczy. - mówię. - Przepraszam, że ci to wszystko przypominam i, że tak na to wszystko reaguję, ale nie spodziewałam się, że... - Harry wpija się w moje mokre i zapewne słone usta.
- Nie płacz skarbie. - mówi. - Okropnie się czuję, kiedy widzę jak cie to boli. - spogląda w moje oczy. - Nie przepraszaj mnie, bo to nie twoja wina, że moje życie było tak zjebane. - opiera swoje czoło o moje.
- Ja.. ja nie chciałam, żeby to tak wyszło. - mówię, pociągając nosem. - Chciałam tylko spędzić ten, ważny i wyjątkowy dla mnie czas z tobą. - dodaję.
- Wiem.
- Jeśli nie chcesz, to naprawdę nie musisz jechać. Nie chcę cię już więcej do niczego przekonywać. - chłopak oplata swoje ręce wokół moich pleców.
- Chciałbym jechać tam z tobą. - mówi. - Ale nie chcę robić z siebie dziwaka czy debila, który nie wie jak obchodzi się święta. - tłumaczy.
- Nie jesteś debilem, ani dziwakiem. - mówię niemal od razu. - Jesteś cudownym i kochanym mężczyzną, który nie miał możliwości dowiedzieć się jak wygląda taka, prawdziwa Wigilia, którą zapamiętałbyś do końca życia - mówię. - Moi rodzice zrozumieliby to, gdybyś pozwolił mi im to wytłumaczyć, bo nie powiedziałabym, nawet moim rodzicom, czegoś, czego nie chciałbyś, żeby wiedział ktokolwiek oprócz mnie. - tłumacze. - Nigdy nie chciałabym zawieźć twojego zaufania do mnie.
- Wiem o tym skarbie. - całuje moje czoło, następnie przykłada moją głowę do swojego torsu.
- Harry. - mówię, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
- Hmm. - wydaje z siebie głęboki pomruk.
- Cokolwiek byś mi nie powiedział, ja zawsze będę z tobą, zawsze będę cię wspierać jak mogę i zawsze będę starać się ciebie rozumieć. - mówię cicho. - Kiedy mówisz mi o takich smutnych i okropnych rzeczach, ja też odczuwam ten ból, ale to nie znaczy, że nie chcę, żebyś mówił mi o takich sprawach. Nie chcę, żeby to, że płaczę, zrażało cię do tego, żebyś przestał mi się zwierzać. - sięgam swoją dłonią do jego karku i zaczynam muskać moimi opuszkami, jego loki. Słyszę jak chłopak wzdycha i mocniej oplata moje plecy. - Nie chcę, żeby moja wrażliwość sprawiła, żebyś przez nią nie mówił mi o swojej przeszłości. Chcę wiedzieć o tobie jak najwięcej i chcę, żebyś zwierzał mi się z takich rzeczy. - dodaję i muskam jego szyję. - Możesz mi powiedzieć o wszystkim Harry.
- Wiem kochanie. - mówi i zaczyna gładzić moje włosy, a ja wtulam swoją twarz w jego szyję.
- Dlaczego nie obchodziliście świąt? - po chwili ciszy zadaję to, nurtujące moją głowę pytanie.
- Ojciec uznał, że nie będzie sobie zawracać dupy takimi głupotami, a matka cały czas pracowała i nie miała czasu, z resztą nie postawiłaby się ojcu. - odpowiada. - Raz, czy dwa, dała mi jakiś prezent na Wigilię, ale nie pamiętam co, to było. Pewnie jakieś zjebane skarpety albo szalik. - dodaje. - Przez pierwsze lata życia, puki nie poszedłem do szkoły, nie wiedziałem, że istnieje takie coś jak święta. - cicho wzdycham. - Ale jak wgłębiłem się w ten temat, chciałem przeżyć coś takiego, chciałem oderwać się chociaż na te, parę godzin od mojego skurwionego życia. Nie wierzyłem w mikołaja i jego jelenie, którzy rozdają prezenty dzieciakom, ale wierzyłem, że kiedyś dostanę prezent w świątecznym papierze i zjem zajebistą kolację. - podnoszę swoją głowę i spoglądam w jego oczy.
- Nadal możesz przeżyć coś takiego. - zapewniam. - Wystarczy, że ze mną pojedziesz, a przekonasz się, że to naprawdę coś wyjątkowego i wspaniałego. - uśmiecham się do niego. - Naprawdę chciałabym, żebyś ze mną pojechał. Ale jak wcześniej mówiłam, nie będę się już narzucać. - dodaję.
- Wiem, że byłoby zajebiście. - przyznaje.
- Wiem Harry. Ale cieszę się, że tak o tym myślisz. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. - lekko muskam jego górną wargę.
***
- Może już wstaniemy? - pytam po chwili i podnoszę jedną brew.
- Po co? - pyta. - Masz coś konkretnego do robienia?
- Nie, ale pewnie jest już południe, a my nadal leżymy i nic nie robimy. - tłumaczę.
- W czym to przeszkadza? Z tobą mogę nawet nic nie robić, a jest mi dobrze. - uśmiecham się na jego słowa. - Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić, tam, gdzie chce cię zabrać - mówi nagle wplata swoje palce w moje włosy i zaczyna masować skórę mojej głowy.
- Będę. - mocno się do niego wtulam. - Cieszę się, że gdzieś wychodzimy. - mówię. - Wiem, że nie lubisz pokazywać się publicznie i nie lubisz nawiązywać kontaktów międzyludzkich i naprawdę doceniam, że gdzieś mnie zabierasz. - mówię na jednym oddechu.
- Dla ciebie wszystko. - muska moją skroń. - Później zrobię obiad. - oznajmia po chwili. - Co chciałabyś zjeść? - pyta, a ja odsuwam się nieco od jego klatki i spoglądam na jego twarz.
To naprawdę urocze, że Harry chce zrobić obiad, i to jeszcze chce zrobić coś, na co mam ochotę.
- Mówiłam ci już,że jesteś kochany? - pytam, z małym uśmiechem.
- Już jakieś parę razy. - odwzajemnia uśmiech.
- To i tak za mało. - mówię, a chłopak przewraca nas tak, że znajduję się pod nim, następnie wchodzi pomiędzy moje nogi.
- Dlaczego za mało? - pyta i przypiera swoje ciało do mojego. Kładzie swoje ręce po obu stronach mojej głowy i nachyla się nade mną tak, że nasze twarze dzieli tylko kilka centymetrów.
- Bo nie ma takiej ilości słów, żeby określić jaki jesteś kochany - szeroko się do niego uśmiecham.
- Chyba jaki jestem nie kochany. - poprawia mnie, lecz ja zaczynam kręcić przecząco głową.
- Jesteś kochany i się ze mną nie kłóć. - mówię, a uśmiech nadal nie schodzi z mojej twarzy.
- Będę się kłócić, bo uważam inaczej. - na jego twarzy pojawia się złośliwy uśmieszek.
- Czyżbyś chciał mnie wkurzyć? - podnoszę brew.
- Może. - wzrusza ramionami. - Dawno nie widziałem cię wkurzonej. - przyznaje, czym jestem nieco zdziwiona.
- A chciałbyś zobaczyć jak się wkurzam?
- Nie. - kładzie swoją dłoń na mojej brodzie. - Chcę żebyś cały czas była taka wesoła i szczęśliwa, jak jesteś teraz. - uśmiecham się do niego, następnie owijam swoje ręce wokół jego szyi, przyciągam go do siebie i mocno przytulam.
- Jesteś cudowny Harry. - szepczę do jego ucha. - Czy ci się to podoba, czy nie.
- Podoba mi się.
***
Leżymy tak już jakieś dwadzieścia minut. Moja głowa położona jest na jego klatce, a jego ręce owinięte są wokół moich pleców.
Zdecydowaliśmy, że zrobimy na obiad ryż w sosie słodko kwaśnym i kurczakiem. Nie mam wszystkich składników potrzebnych do zrobienia tego posiłku, ale Harry powiedział, że szybki wypad do sklepu to dla niego nie problem. Dla mnie oczywiście też nie.
Mocniej ściskam swoją ręką jego brzuch, wtulając się w jego tors.
W mojej głowie nadal siedzi to, co Harry wyznał mi o swojej przeszłości i nadal mnie to cholernie smuci i dołuje.
To, co on przeżył, jest takie niesprawiedliwe i okropne. Nie mogę w to uwierzyć, że właśnie to wszystko spotkało Harry'ego. Tego kochanego, wspaniałego i cudownego Harry'ego, który musiał sobie z tym wszystkim radzić, tak naprawdę sam. To, co go spotkało, te wszystkie okropieństwa, jest tak, cholernie niesprawiedliwe... Wiem, że w tym momencie moje rozumowanie, bije się z tym, co ostatnio powiedziałam Pauli, że to, co nas złego spotyka, dzieje się po coś. Ale te okropieństwa, które przeżył Harry, co wiem, że jest dopiero początkiem jego wyznań, to naprawdę przesada i totalna niesprawiedliwość.
Ojciec pijak i narkoman, który nie robił nic innego, jak siedzenie z dupskiem na fotelu i rozkazywanie swojemu synowi, który nie miał odwagi mu się sprzeciwić, ponieważ, jak zgaduję, karą za sprzeciw było bicie. Matka, która cały czas pracowała i nie miała czasu dla Harry'ego, który musiał usamodzielnić się tak wcześnie, ponieważ życie, tak naprawdę go do tego zmusiło. Nie miał kolegów, z którymi mógłby spędzać czas, nie miał czasu na naukę, nigdy nie był doceniony przez swoich bliskich, a starał się jak mógł. Praktycznie nigdy nie przeżył Bożego Narodzenia, i zgaduję, że pozostałych świąt też nie obchodził. Nigdy nie odpakował prezentu, owiniętego w świąteczny papier, nigdy nie wieszał bombek i sopelków na choince, nie jadł Wigilijnej kolacji i nigdy nie poczuł tego, wspaniałego, rodzinnego nastroju, który powinien towarzyszyć w tak wspaniałych dniach, A jego marzeniem było przeżyć chociaż raz coś takiego, jak Wigilia, lecz nigdy się to nie spełniło.
Nie wyobrażam sobie jak bardzo rozczarowany, smutny i rozgoryczony musiał być ten, mały chłopiec, który totalnie nie potrafił rozumieć dlaczego jego życie takie jest, dlaczego jego rodzice go tak traktują, dlaczego jego tata go bije, dlaczego mama się nim nie przejmuje, dlaczego nie może żyć jak inne dzieci, które codziennie widzi na placu zabaw i dlaczego jego marzenia się nie spełniają.
Naprawdę, nie wyobrażam sobie co musiało czuć to, biedne, bezbronne, niczemu nie winne dziecko, które nic nie mogło poradzić na to, co dzieje się w jego życiu
Zastanawia mnie gdzie tak właściwie byli jego pozostali bliscy? Czy naprawdę nikt nie zorientował się co dzieje się z tym chłopcem? Nikt mu nie pomógł i nie zabrał z tamtego, strasznego miejsca, którym był jego dom, który powinien być gwarancją poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Nikt nie zabrał go od rodziców, którzy tak naprawdę byli tylko mieszkańcami domu, którym on się zajmował.
A teraz. Nikt nie spodziewa się, że ten z pozorów: arogancki, wulgarny, brutalny, chamski człowiek, który nie umie opanować swojego gniewu, jest wobec wszystkich nieufny i po prostu wredny, kryje w swoich wspomnieniach takie, okropne i pewnie jeszcze okropniejsze rzeczy. Nie dziwię się, że to, co ten, biedny chłopak przeszedł, wywołało u niego takie, skrzywienie psychiczne i wychowawcze.
I niech ktoś mi powie. Gdzie tutaj chociaż krzta sprawiedliwości?
No właśnie...
Gdybym mogła, przeniosłabym na siebie część tego, niewyobrażalnego bólu, który kumulował się w nim przez dwadzieścia dwa lata. Ale żałuję, naprawdę żałuję, że nie można tego zrobić.
Targa mną teraz tyle złych uczuć i emocji, że mam ochotę krzyczeć i wrzeszczeć. Czuję ogromny smutek, rozczarowanie, rozgoryczenie, dół, oraz złość, złość na to, że życie wobec Harry'ego było takie niesprawiedliwe, i złość, że nie wiem jak mu w tym, wszystkim pomóc, żeby poczuł się lepiej.
Chciałabym, żeby poleciał ze mną do Polski, poznał moją, wspaniałą rodzinę, która niewątpliwie go polubi, a on będzie mógł przeżyć naprawdę swoją, pierwszą, cudowną i wyjątkową Wigilię.
Chciałabym, żeby chociaż jedno z jego marzeń się spełniło. Lecz jeżeli on nie będzie tego chciał, ja nic na to nie poradzę i będę musiała odpuścić.
Orientuję się, że oddech Harry'ego jest nadzwyczaj głęboki i równomierny, a bicie jego serca powolne i głośne.
Odrywam swoją głowę od jego klatki i spoglądam na jego spokojną i śpiącą twarz. Podnoszę rękę z jego brzucha i zaczynam gładzić wierzchem swojej dłoni, jego policzek, pokryty krótkim zarostem.
Od kiedy Harry tutaj przyjechał, wydawał mi się zmęczony i najwidoczniej nie myliłam się, bo Harry zapadł w naprawdę głęboki sen.
Mam nadzieję, że przynajmniej teraz w jego sercu i umyśle, jest ulga, a ona sam odpoczywa od traumatycznych myśli.
Wiem, że Harry z wszystkich sił stara się nie pokazywać tego, co czuje, podczas gdy zwierza mi się z tych, okropnych wspomnień, ale ja wiem, że jest strasznie przygnębiony i zły. Widzę to w jego oczach.
Pomyśleć, że to właśnie tego chłopaka spotkało coś tak okropnego.
Odwijam jego ręce z swoich pleców i układam w wygodny dla niego sposób, następnie nachylam się nad jego czołem i całuję se z ogromnym współczuciem, ale też wsparciem, bo to właśnie czuję w tym momencie, kiedy na niego patrzę.
Klękam na materacu i spoglądam na niego, dokładnie ilustrując całą, jego twarz, następnie przytulam swój policzek do jego czoła i zaczynam gładzić jego włosy, przez chwilę trwając w takiej pozycji. Ponownie muskam jego czoło, następnie schodzę z łóżka i najciszej jak mogę podchodzę do kanapy, zabieram z niej koc i z powrotem wracam do łóżka. Przykrywam jego ciało od stóp, do szyi, następnie,na palcach wychodzę z pokoju.
Jest już po trzynastej i zbliża się pora obiadu, więc postanawiam, że skoro Harry śpi, mogę iść do pobliskiego spożywczaka, obok sklepu, w którym pracuje Jake i kupić kurczaka oraz jakieś przyprawy. Zajmie mi to jakieś pół godziny, więc to żaden problem.
Docieram do kuchni i sięgam po niebieską karteczkę oraz długopis. Piszę na niej, że poszłam do sklepu i, że będę za półgodziny, następnie przyklejam ją w widocznym miejscu na blacie, na wypadek jakby Harry obudził się zanim wrócę.
Biorę swój portfel ze stolika, i udaję się do korytarza, gdzie ubieram swoje buty oraz płaszcz, następnie wychodzę na zewnątrz. Szybkim krokiem wychodzę na chodnik i zaczynam kierować się ośnieżoną ścieżką w stronę sklepu spożywczego.
Mam nadzieję, że Harry nie obudzi się zbyt szybko i nie pojedzie za mną. Chociaż i tak mam już u niego przechlapane i będzie na mnie zły, że wyszłam bez niego ale sądzę, że przyda mi się taki spacer na odświeżenie i uspokojenie swoich, poplątanych myśli, zwłaszcza po tym, co dzisiaj do mnie dotarło. Z resztą już dawno nie byłam na spacerze i cieszę się, że mogę pobyć chwilę na świeżym powietrzu sama z sobą i oczywiście ze śniegiem.
Mimo, że obiecałam Harry'emu, że nie spotkam się więcej z Jake'iem, to mam takie dziwne przeczucie, że właśnie to się dzisiaj stanie i zobaczę go w tym sklepie. Sama nie wiem dlaczego.
Może to znowu odzywa się moja paranoja.
Mam nadzieję, że to się nie stanie, ale przyznam, że chciałabym z nim porozmawiać i dowiedzieć się co u niego. Strasznie mi głupio przez to, jak wyszło nasze, wcześniejsze spotkanie, które było jakieś półtora tygodnia temu, ale chciałabym go za nie przeprosić. Ten pocałunek, potem Harry i jego niepohamowane pięści, było to strasznie niezręczne i chciałabym przeprosić go za to jeszcze raz w życiu realnym, a nie przez telefon.
To miły, sympatyczny chłopak i sądzę, że mu się to należy i nie ważne co powie na to Harry, który i tak nie ma prawa mi mówić z kim mam rozmawiać.
***
Po dziesięciu minutach jestem prawie przy spożywczaku, lecz zatrzymuję się przed sklepem, w którym pracuje Jake i wyglądam przez okno, próbując go dostrzec, lecz nigdzie go nie zauważam.
Może to i lepiej, że go nie ma.
Ruszam się z miejsca i wchodzę do przytulnego sklepu spożywczego. Pachnie tutaj warzywami i świeżym pieczywem.
Jest to niewielki sklepik, ale jest tutaj naprawdę wiele artykułów i półek, a za ladą widzę starszą, bardzo miło wyglądającą panią w jasnoróżowym swetrze i dużych okularach, która właśnie rozwiązuje krzyżówkę.
- Dzień dobry. - mówię, a kobieta podnosi głowę znad gazety i uśmiecha się do mnie szeroko, co odwzajemniam.
- Dzień dobry panienko. - ściąga okulary i wstaje ze stołka. - W czym mogę pomóc? - pyta, a ja podchodzę do lady.
- Ma pani może piersi z kurczaka i jakieś przyprawy do niego? - pytam niepewnie, a kobieta podchodzi do jednej z chłodziarek.
- Ile chcesz tych piersi kochana? - pyta i sięga po plastikowy woreczek.
- Dwie. - mówię, a kobieta podnosi na mnie wzrok.
- Robisz obiad dla dwóch osób? - kiwam głową nieco zaskoczona. - Ukochany? - lekko się uśmiecha, jakby wiedziała, że robię ten obiad dla mnie i dla mojego chłopaka.
- Tak. - odpowiadam niepewnie, czując jak się rumienię, a kobieta cicho chichocze, spoglądając na moją twarz
- Nigdy nie widziałam cię w tych okolicach. - oznajmia. - I masz inny akcent. - kładzie woreczek z mięsem na blat, następnie podchodzi do jednej z półek i zaczyna szukać przypraw.
- Jestem z Polski. - mówię z uśmiechem, co kobieta odwzajemnia.
- Miałam okazję poznać wiele osób z różnych narodowości, ale Polaki jeszcze nie poznałam. - mówi. - Ale jesteś bardzo miłą i sympatyczną osóbką. - ponownie wysyła mi uśmiech, co odwzajemniam. - Mogę wiedzieć jak masz na imię kochana? - pyta.
- Agata. Ale ludzie stąd mówią na mnie Aga, ponieważ tak jest im łatwiej. - kobieta się śmieje.
- Agata. - powtarza z nieco brytyjskim akcentem. - Jestem Judith. - podchodzi do lady i kładzie na niej słodką paprykę i przyprawę do kurczaka.
- Bardzo mi miło pani Judith. - mówię i wyciągam portfel z kieszeni.
- Życzysz sobie czegoś jeszcze kochanieńka? - pyta.
- Może pani jeszcze dać czerwoną paprykę? - pytam, a kobieta ponownie oddala się od lady i idzie prawie do końcowych półek.
- Prowadzę bibliotekę tuż za rogiem. - oznajmia dosyć głośno. - Szukam kogoś, kto pomagałby mi codziennie wieczorami trochę posprzątać, poukładać książki, dotrzymać mi towarzystwa. - wraca z powrotem z niewielką papryką w swojej dłoni. - Może zechciałabyś kiedyś przyjść? - pyta i wkłada warzywo do reklamówki wraz z piersiami i przyprawami.
- Jasne.- mówię trochę zbyt entuzjastycznie, przez co się rumienie, ale kobieta tylko cicho chichocze i pokazuje mi sześć palców, co znaczy ile mam jej zapłacić. - Bardzo chętnie przyjdę i pani pomogę. - mówię. - Ale jutro niestety nie mogę, ponieważ mam już plany, ale mogę przyjść po jutrze.
- Dobrze. Przyjdź wieczorem kochana. - kiwam twierdząco głową, następnie daję jej pieniądze.
- Pani prowadzi i sklep i bibliotekę? - pytam, sama nie wiem dlaczego.
- Sklep jest mojej, dobrej przyjaciółki, ale robię jej przysługę i siedzę tutaj, rozwiązując te krzyżówki. - odpowiada, wskazując na gazetkę. - Chociaż nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. - uśmiecha się do mnie, więc też lekko unoszę kąciki swoich ust.
Chowam portfel do kieszeni i biorę reklamówkę z blatu.
- Muszę już iść. - mówię. - Życzę pani miłego dnia.
- Dziękuje i nawzajem. - siada na stołku i zakłada okulary. - Mam nadzieję, że jednak przyjdziesz w środę. Myślę, że nie znajdę tutaj nikogo lepszego do mojej biblioteki.
- Obiecuję, że przyjdę. - posyłam jej ostatni uśmiech, następnie odwracam się i wychodzę.
Bardzo polubiłam tą panią, chodzenie do biblioteki i spędzanie czasu z panią Judith będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Ledwo unikam szklanych drzwi, które gwałtownie się otwierają i niemal we mnie uderzają. Podnoszę swój wzrok i widzę Jake'a, który jest nieco zaskoczony moim widokiem.
- Nic ci nie jest? Uderzyłem cię? - pyta, puszczając drzwi, które się za nim zamykają.
- Nie wszystko w porządku. - po moich słowachchłopak podchodzi do mnie i oplata swoje ręce wokół mojej szyi, co nieco mnie zaskakuje, ale kładę wolną rękę na jego plecach i lekko je klepię. Po chwili się od siebie odrywamy, i lekko się do siebie uśmiechamy. - Cieszę się, że cię widzę. - mówię.
- Ja też. - patrzy na mnie tymi, swoimi niebieskimi, głębokimi oczami.
- Chciałam cię przeprosić za wtedy, za to, jak to wyszło, za to, że Harry cię uderzył. - mówię. - Chciałam to zrobić twarzą w twarz, ale obiecałam Harry'emu, że ...- chłopak przykłada swój palec do moich ust, co mnie zaskakuje.
- Stanowczo, za dużo mówisz. - zabiera swój palec. - Ale rozumiem, jesteś z Harry'm, trochę go znam, więc wiem jaki jest. - chłopak zauważa mój pytający wyraz twarzy. - Chodziliśmy razem do klasy w liceum. - tłumaczy. - Ja też cię przepraszam, że cię pocałowałem, to nie było odpowiednie, ale nie mogłem się powstrzymać. - dodaje.
- Nic się nie stało. - kręcę głową. - Mam nadzieję, ze Harry nie uszkodził cię za bardzo. - pytam i oglądam jego twarz w poszukiwaniu pozostałych śladów po jego ciosie, ale całe szczęście, nic nie zauważam.
- Nie, nic mi nie było. - odpowiada. - Też przywaliłbym kolesiowi, który całuje moją dziewczynę. - mówi z uśmiechem. - A Harry to Harry, wkurza się nawet, wtedy kiedy nie musi, więc się mu nie dziwię. - wzrusza ramionami.
- Ty naprawdę go znasz. - mówię, nieco zdziwiona.
- Obserwowałem go. - mówi. - Chciałem wiedzieć o nim coś więcej, zawsze był taki...
- Tajemniczy. - dokańczam za niego.
- Tak.
- Nie dziwi cię, że z nim chodzę? - pytam, po prostu z ciekawości.
- Nie. Dlaczego? Każdy zasługuje na szczęście. Z resztą on nie jest taki zły na jakiego wygląda, potwierdza to z resztą, że się z nim zadajesz, a tym bardziej, że z nim chodzisz. - jego słowa naprawdę mnie zaskakują.
Albo Jake jest takim, dobrym obserwatorem, albo widzi więcej niż inni.
- Masz racje. - odpowiadam. - Nie jest taki, na jakiego wygląda. - uśmiecham się do niego.
- Wiem.- odpowiada. - Ale ja i tak zawsze będę uważać go za agresywnego dupka, bez jakich kolwiek pohamowań. - przygryzam wargę.
- Co u ciebie i Mii? - staram się jak najszybciej zmienić temat.
- Na drugi dzień po twoim telefonie, pojechałem do tej restauracji, w której pracuje i zaprosiłem ją na obiad. - lekko podnosi kąciki swoich ust. - Dzisiaj mam ją odebrać z pracy.
- Spotykacie się? - kiwa twierdząco głową.
- Miałaś racje, że jej się podobam. Ona mi chyba też. - kładę mu rękę na ramieniu. - Myślę, że będziemy razem. - dodaje.
- Bardzo się cieszę Jake. Naprawdę.
- Dzięki. - chowa ręce do kieszeni. - Mogę cię podwieźć do domu, jeśli chcesz. - oznajmia po chwili.
- Nie trzeba, przejdę się. - mówię i mam zamiar się z nim żegnać, lecz słyszę samochód, który parkuje, tuż za moimi plecami. Spoglądam na Jake'a, który wygląda na nieco spanikowanego.
Domyślam się o co może chodzić.
Lekko odwracam swoją głowę i widzę wysoką, czarną, zakapturzoną sylwetkę, która wychodzi z samochodu, nawet nie zamykając drzwi i zaczyna kierować się w naszym kierunku z naprawdę nieciekawą miną. Paraliżuje wzrokiem Jake'a, następnie spogląda na mnie z prawdziwą wściekłością w oczach.
- Mam duże kłopoty? - szepcze Jake.
- Nie wiem.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Kolejny na czas!!!!!!! Mam nadzieję, że się podoba i, że w końcu skomentujecie :)
Do następnego!!! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)