11.08.2016

Rozdział 45

                                                         *Oczami Agaty*

Siedzę na drewnianym stołku i odwrócona w stronę Harry'ego, patrzę jak chłopak umiejętnie smaży naleśniki, podrzucając je na patelni i równomiernie obsmażając z każdej strony.
Nadal jestem pod wrażeniem umiejętności kucharskich Harry'ego i nadal zastanawiam się nad tym, skąd i jak je nabył. Właściwie to zdążył zrobić tylko jajecznice, naleśniki i jakiś ryż w sosie słodko-kwaśnym, ale wiem, że to nie wszystko, co chłopak potrafi ugotować.
- Z czym chcesz te naleśniki? - pyta Harry, wlewając resztkę ciasta na patelnie.
Zeskakuję ze stołka i podchodzę do lodówki, następnie wyjmuję z niej masło orzechowe oraz drzem truskawkowy. Ustawiam obie rzeczy na stole, następnie staję obok Harry'ego, który właśnie ściąga ostatniego naleśnika z patelni na talerz.
- Jesteś kochany Harry. - mówię i całuję go w szczękę. - Dziękuję. - dodaję, a chłopak spogląda na mnie z góry, wiec wspinam się na palce i muskam jego usta, co odwzajemnia.
- Nie masz za co dziękować. - uśmiecha się lekko i obejmuje moje ramiona swoją ręką, przyciągając mnie do siebie i całuje czubek mojej głowy.
- Mam za co. - odwzajemniam uśmiech i biorę talerz z naleśnikami, następnie kładę go na środku stołu i siadam na drewnianym krześle, w trakcie gdy Harry ustawia jeszcze dwa talerze oraz sztućce dla nas.
- Ile ich zrobiłeś? - pytam, patrząc na sporą górkę grubych naleśników.
- Chyba dziesięć. - chłopak siada do stołu i bierze pierwszego naleśnika, następnie smaruje go masłem orzechowym i zaczyna jeść.
Czy on naprawdę musi być taki przystojny, kiedy je naleśniki?
Po chwili wpatrywania się w Harry'ego, też biorę jednego z jeszcze ciepłych placków i smaruję go dżemem.
- Smakuje ci? - pyta z nadzieją w jego spokojnym tonie, spoglądając na mnie pytająco.
- Bardzo. - mówię z uśmiechem, patrząc w jego oczy. - Wszystko co ugotujesz, zawsze mi smakuje. - dodaję, a Harry odwzajemnia uśmiech.
- To dobrze. - mówi i bierze kolejnego naleśnika.
Chyba jest naprawdę głodny, bo poprzedniego pochłonął w jakieś trzydzieści sekund.
- Powiesz mi jak nauczyłeś się gotować? - pytam spokojnie i najdelikatniej jak umiem, odkładając widelec na talerz, przerywając jedzenie na małą chwilę. Ostatnio jak się go o to spytałam, nie chciał rozmawiać i wydawał się strasznie rozdrażniony.
Chłopak spogląda na mnie, z ustami pełnymi jedzenia.
- Sam... - wydusza.
- Połknij. - mówię z lekkim uśmiechem, a chłopak kiwa głową.
- Nauczyłem się sam. - mówi, nie patrząc w moje oczy, stając się, żeby jego głos brzmiał normalnie, lecz ja i tak wyczuwam przygnębienie.
- Jak? - pytam, marszcząc brwi.
Wiem i widzę, że Harry wolałby o tym nie mówić, ale chciałabym, żeby w końcu to z siebie zrzucił.
- Kiedy byłem dużo młodszy, lubiłem patrzeć jak mama robi mi coś do żarcia. - mówi. - Kiedyś jeszcze miała na to czas, zanim zaczęła pracować jedenaście godzin na dobę. - dodaje, nadal na mnie nie patrząc. - Potem sam zacząłem robić sobie jedzenie. - bierze kolejnego naleśnika.
- Od kiedy gotujesz? - pytam.
Rośnie we mnie niepokój.
- Jak miałem dziesięć lat, pierwszy raz zrobiłem jajecznice. - mówi z zawahaniem. - Dało się zjeść. - dosyć gwałtownie nabija kawałek naleśnika na widelec.
- Harry. - mówię, lecz chłopak tępo patrzy na swój talerz, kolejno odkrajając kolejne, nierówne kawałki grubego placka. - Harry. - powtarzam, lecz chłopak mnie ignoruje. - Harry, spójrz na mnie. - mówię nieco głośniej, ale nadal łagodnie. Chłopak w końcu spogląda na mnie, swoimi zielonymi tęczówkami, w których widać przygnębienie. - Co się stało? - pytam, ilustrując jego oczy.
- Ja zawsze wszystko robiłem sam, gotowałem, robiłem zakupy, sprzątałem, zmywałem. - mówi po chwili. - Kiedy moi rówieśnicy grali w piłkę, bawili się na dworze, grali na kompie, ja musiałem siedzieć w domu i robić wszystko, to, co powinni robić moi rodzice. - jego ton robi się gniewny. - Usługiwałem ojcu, który cały dzień siedział ze swoją, pierdoloną, schlaną dupą na fotelu, napierdolony w trzy dupy, w trakcie kiedy powinienem odrabiać lekcje i się uczyć. - uderza ręką w stół, na co lekko podskakuję. - Wtedy mnie napierdalał i wyzywał, bo dostawałem pały za zadania domowe, mimo, że inne oceny miałem naprawdę dobre. - syczy. - Nigdy nie był ze mnie dumny, z żadnego powodu. - nerwowo przeczesuje swoje włosy. - Nikt nigdy nie był ze mnie dumny, przez pierdolone dwadzieścia trzy lata. - dodaje a jego ton nieco się uspokaja.
Głośno wzdycham, następnie wstaję z krzesła, podchodzę do Harry'ego i siadam na jego kolanach okrakiem, kładąc swoje ręce na jego policzkach. Przyglądam się jego oczom, puki złość, która właśnie w nich widnieje, nie staje się mniej wyraźna.
- Ja jestem z ciebie dumna Harry. - opieram swoje czoło o jego.
- Dlaczego? - pyta nieco zdezorientowany. Czuję, że marszczy brwi, następnie odsuwa swoją głowę od mojej, żeby móc na mnie spojrzeć.
- Jestem z ciebie dumna, bo mimo tego, jak okropne były twoje, pierwsze kilkanaście lat życia, jesteś takim wspaniałym człowiekiem. Że dałeś radę przez to, wszystko przebrnąć. Jestem z ciebie dumna, że tak dobrze walczysz i jesteś w tym naprawdę dobry. Jestem dumna, że rzuciłeś swoje nałogi i starasz się być lepszym człowiekiem. Jestem dumna, że się przede mną otworzyłeś. - Harry wydaję się być nieco zdziwiony. - Jest wiele rzeczy, przez które jestem z ciebie dumna, bo mam z czego być. Rozumiesz? - pytam i lekko się do niego uśmiecham.
- Rozumiem. - odpowiada. - Ale z jednym się nie zgadzam. - mówi.
- Z czym? - pytam, ilustrując jego, głębokie oczy.
- Nie jestem wspaniały. - lekko się uśmiecha.
- Masz racje. - potwierdzam, co nieco zbija go z tropu. - Może i jesteś dosyć nieprzyjemny, nieufny, tajemniczy i agresywny wobec innych. - mówię. - Ale dla mnie jesteś jednym z dwóch najwspanialszych mężczyzn, jakich znam. Z czego, ten pierwszy to mój tata. - posyłam mu najszczerszy uśmiech na jaki mnie stać.
- Naprawdę tak sądzisz? - kiwam twierdząco głową, a chłopak oplata moje plecy i przyciąga mnie do siebie, wtulając swoją głowę w moje włosy, a ja owijam swoje ręce wokół jego szyi.
Harry jest dla mnie naprawdę najwspanialszym mężczyzną, oczywiście zaraz po moim ukochanym tacie. Harry jest dla mnie niesamowicie ważny i cholernie mi na nim zależy, co powtarzałam już naprawdę mnóstwo razy, ale to i tak za mało, żeby wyrazić co czuję do tego chłopaka.
Z moich rozmyślań wyrywa mnie delikatne muśniecie mojej szyi przez miękkie wargi Harry'ego.
- A ty jesteś dla mnie jedną z najwspanialszych osób jakie w życiu poznałem. - mówi. - Tylko, że ty jesteś tą najwspanialszą z najwspanialszych. - jego ton jet poważny.
Lekko się od niego odsuwam i spoglądam na jego twarz.
Nie mogę uwierzyć, że to powiedział. Nie czuję się wspaniała, czy najwspanialsza, a tym bardziej najwspanialsza z najwspanialszych.
- Wcale nie. - mówię, starając się pokazać, że jego słowa nie zrobiły na mnie wrażenia. - Na pewno znalazłby się ktoś lepszy ode mnie. - lekko unoszę kąciki swoich ust.
- Nie znam osoby lepszej od ciebie. - mówi i szczerze się do mnie uśmiecha.
- A co z Joseph'em? - pytam.
- Był dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałem, ale nie zawsze miałem u niego takie wsparcie, jakie mam u niego teraz. Nigdy też nie był ze mnie dumny, przynajmniej mi tego nie mówił. - odpowiada po krótkim namyśle. - To tobie mogę powiedzieć o wszystkim, bo wiem, że zawsze mnie wesprzesz i zrozumiesz, bo taka już jesteś. Mogę powiedzieć ci o pojebanych rzeczach, jakie robiłem w życiu, a ty mnie nie oceniasz i jesteś wobec mnie wyrozumiała. To ty mnie pocieszasz, kiedy ci się zwierzam i to dzięki tobie czuję się lepiej, kiedy jestem wkurwiony, czy mam doła. To od ciebie pierwszy raz usłyszałem, że jesteś ze mnie dumna. Jesteś dla mnie najwspanialsza i nic tego nie zmieni. - mówi, cały czas zmierzając moje oczy swoim, przeszywającym spojrzeniem.
- Oh Harry. - wzdycham i wpijam się w jego usta, jednocześnie muskając swoimi palcami włosy na jego karku. Czuję jak jego ręce lądują pod moją bluzą na moich plecach i zaczyna delikatnie jeździć swoimi palcami wzdłuż kręgosłupa, dzięki czemu, przez moje ciało przechodzą przyjemne dreszcze.
Bardzo podoba mi się ten pocałunek, jest w nim pełno naszych uczuć, które odczuwam z każdym muśnięciem naszych warg, z każdym jego dotykiem na moich plecach, z każdym jego, ciepłym wydechem, który wyraźnie czuję na swoim policzku. Uwielbiam, kiedy się tak całujemy.
Harry oplata swoje ramiona wokół moich, odkrytych pleców i jeszcze mocniej mnie do siebie przyciąga, co sprawia, że nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębia, a nasze muśnięcia stają się intensywniejsze i mocniejsze.
Chłopak przechodzi z pocałunkami do mojej szczęki i powoli, zostawia mokre ślady na mojej skórze, dotykając ją językiem. Zaczynam cicho chichotać, kiedy delikatnie liże miejsce tuż pod moją brodą.
- A co z naleśnikami? - pytam, po chwili, przechylając głowę na bok, robiąc mu więcej miejsca do manewrowania swoimi ustami i językiem po mojej skórze. Wplatam palce w jego włosy, kiedy lekko przysysa się do miejsca gdzie jest zagłębienie pomiędzy szyją, a moim barkiem.
- Mogą poczekać. - czuję jak kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze.
Jego wargi jeszcze mocniej przywierają w to samo miejsce i wsysają się w moją, już nieco obolałą skórę.
- Dlaczego robisz mi malinkę? - pytam, lekko chichocząc, czując jak moja skóra coraz bardziej zaczyna piec.
- Wcale nie robię. - mówi i lekko przygryza obolałą skórę.
- Zrobiłeś. - mówię, a chłopak odciąga swoją głowę od mojej szyi.
- A miałaś coś przeciwko - na jego twarzy pojawia się mały, żartobliwy uśmieszek.
- Nie. - mówię z uśmiechem, ogarniając jego włosy z czoła, następnie próbuję wstać z jego kolan, żeby skończyć jeść śniadanie, lecz Harry przytrzymuje moją talię i sadza mnie z powrotem na swoje kolana.
- Mam lepszy pomysł. - mówi i pochyla się nad stołem, sięgając mój talerz, z drugiego końca stołu, przytrzymując moje plecy swoją ręką, żebym nie spadła.
- Mam jeść, siedząc na twoich kolanach? - podnoszę brew.
- Dokładnie. - mówi i lekko muska moje wargi, następnie pomaga mi się odwrócić przodem w stronę stołu. Harry oplata swoją rękę wokół mojego brzucha i sprawia, że opieram się plecami o jego klatkę piersiową, następnie muska moją skroń.
Sięgam po widelec z nadzianym wcześniej kawałkiem naleśnika i wsadzam go sobie do ust.
- Nie wiem jak tobie, ale teraz te naleśniki smakują lepiej. - mówi, a ja szeroko uśmiecham się sama do siebie i odwracam głowę do tyłu, muskając jego usta, na których znajduje się trochę masła orzechowego.
- Mi też. - mówię i oblizuję swoje wargi.

                                                                  ***

Wręcz wciskam w siebie resztkę trzeciego naleśnika, następnie odkładam widelec na talerz.
- Nie mam już siły zjeść więcej. - mówię, widząc, że został już ostatni naleśnik.
- Ja go zjem skarbie. - odpowiada Harry i muska mój kark. Przylegam swoimi plecami do jego klatki piersiowej, kładę tył głowy na jego ramieniu i odwracam głowę na bok, muskając jego, nieco kującą szczękę. Wtulam swoją twarz w zagłębienie jego szyi i co chwilę muskam jego skórę swoimi ustami.
Cały czas myślę nad tym, co mi dzisiaj powiedział, to, że wszystko robił sam. Jego matka cały czas pracowała i nie miała czasu na obowiązki domowe, a jego ojciec siedział schlany na fotelu i do tego biedny, mały Harry musiał robić, co mu kazał ten cholerny pijak.
W mojej głowie tworzy się obraz małego, uroczego chłopca, w wyblakłym, niebieskim, wyciągniętym swetrze, z burzą loków na głowie i ślicznymi, zielonymi oczami. Siedzi skulony na parapecie z jajecznicą na kolanach, a jego spojrzenie jest tępo utkwione w szybie, za którą widnieje kolorowe plac zabaw, na którym bawi się masa dzieci. Nabija kawałek smażonych jajek na widelec, następnie wsadza je sobie do pełnych, różowych ust, których kąciki ą nienaturalnie skrzywione ku dołowi.
Jest to tak niesamowicie smutny widok, że czuję jak moje ciało wiotczeje z powodu przygnębienia, jakie właśnie teraz we mnie tkwi.
Tak bardzo mi żal, tego, małego chłopca, którego ojciec był potworem, a mama nie miała czasu, żeby się nim zająć. Tak bardzo żal mi tego chłopca, który został tak bardzo skrzywdzony przez los i siedzi samotnie na tym parapecie i jedząc jajecznicę, którą sam sobie przygotował. Tak bardzo żal mi tego chłopca, którym jest teraz Harry, jedzący naleśnika i opiekuńczo oplata mój brzuch swoją ręką.
Kładę swoją dłoń na jego i przyciągam ją do swoich ust, następnie delikatnie całuję jej wierzch kilka razy.
- Co? - pyta Harry i odkłada widelec na pustym talerzu, następnie przechyla swoją głowę na bok i spogląda na mnie z góry.
- Po prostu myślę. - mówię i splatam nasze palce lekko ściskając jego rękę, co Harry odwzajemnia.
- O czym? - pyta i całuje mnie w czoło.
- O tobie. - mówię i odciągam swoją twarz od jego szyi, spoglądając na Harry'ego. - Zastanawiam się jak można było cię tak strasznie skrzywdzić, jak twoi rodzice mogli się tak zachowywać i jak ty z tego, wszystkiego wyszedłeś. - mówię, patrząc na nasze ręce. - Nie wyobrażam sobie co ty, jako takie małe dziecko mogłeś czuć i co do teraz czujesz. - dodaję i gładzę kciukiem wierzch jego dłoni.
Harry wplata palce wolnej ręki w moje włosy i nachyla się przyciskając swoje usta do mojego czoła, przez co zamykam oczy, czując w tym jego ból.
- Nie myśl już o tym. - mówi. Zaczyna błądzić palcami po skórze mojej głowy.
- Nie mogę przestać o tym myśleć, nie mogę uwierzyć, że to ciebie spotkał taki, okropny los. - mocniej zaciskam swoją rękę na jego. - Po prostu chciałabym, żebyś w końcu był szczęśliwy.
- Jestem szczęśliwy. - mówi niemal od razu, stanowczym tonem. - Kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy, poczułem się tak, jak nigdy. To był pierwszy pocałunek, w którym cokolwiek czułem i był jednocześnie najlepszym jaki kiedykolwiek przeżyłem. I im nasze relacje stawały się lepsze, zrozumiałem, że to co czuję to szczęście. Teraz jestem szczęśliwy jak nigdy i sądzę, że z biegiem czasu i rozwojem naszych relacji, będę jeszcze szczęśliwszy. - mówi, a ja uśmiechem się do niego i podnoszę głowęz  ejgo ramienia, muskając jego usta.
- Ja też jestem z tobą szczęśliwa. Już od bardzo dawna nie czułam takiego szczęścia. - mówię, a  Harry posyła mi szeroki uśmiech i przytula swój policzek do mojego czoła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że to od ciebie usłyszałem. - mówi nadal masując skórę mojej głowy, swoimi palcami.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przepraszam, że nie wstawiłam we wtorek, ale jest u mnie problem z prądem. Przedwczoraj nie było, wczoraj nie było, cholerny prąd. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i, że w końcu skomentujecie. Mam nadzieję, że wam się podoba. :))))))))) Do wtorku, kochane. <33333333333333

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli przeczytałaś/łeś, skomentuj, to dla ciebie chwila,dla mnie motywacja oraz wena do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję. <333 ;)